Najnowsze wydawnictwo Ivana Mladka, zatytułowane "Jožin z bažin w Polsce", promuje nowa, polskojęzyczna wersja kultowego utworu "Jožin z bažin". Album składać się będzie z 17 utworów, z których część zaśpiewana będzie po polsku.
Około 200 tysięcy osób manifestowało dzisiaj w stolicy Serbii w proteście przeciwko niepodległości Kosowa. Grupy zorganizowanych szalikowców zaatakowały ambasadę USA kijami i metalowymi prętami. Napastnikom udało się wedrzeć do środka i podpalić budynek. Ogień ugasili strażacy. Późnym wieczorem w budynku ambasady znaleziono zwęglone ciało.
Fot. AP
Protestujący podpalili gmach ambasady USA
Fot. NIKOLA SOLIC REUTERS
W Belgradzie zgromadziły się setki tysięcy demonstrantów
- Czy jest jakiś inny naród na Ziemi, od którego (mocarstwa) żądają rezygnacji ze swej tożsamości i opuszczenia braci w Kosowie? - mówił na początku demonstracji premier Serbii Vojislav Kosztunica przed serbskim parlamentem. Wielokrotnie prosił, by protestujący zachowali umiar i "godnie manifestowali sprzeciw".
Ciało w ambasadzie
Później grupa tysiąca pseudokibiców oderwała się od głównej demonstracji i ruszyła w stronę ulicy Kneza Milosza, przy której stoi budynek ambasady USA. Szalikowcy dostali się na teren placówki, która była zamknięta i niechroniona przez policję. Wyważono drzwi, podpalono je i ustawiono w oknach. Budynek podpalono, z wnętrza wydobywał się czarny dym. Demonstrujący wyrzucali przez okna papiery i meble. Jeden z protestujących wszedł na piętro, zerwał z masztu amerykańską flagę i na chwilę wstawił w to miejsce flagę serbską.
Późnym wieczorem w budynku amerykańskiej ambasady znaleziono zwęglone ciało. Władze USA oświadczyły, że wszyscy pracownicy placówki są bezpieczni. Według serbskiej telewizji, która powołuje się na źródła policyjne, ciało należało do jednego z demonstrujących.
Policja użyła gazu łzawiącego
Serbska telewizja podała, że kamieniami obrzucone zostały również ambasady Turcji, Chorwacji, Belgii, Niemiec i Wlk. Brytanii. Manifestujący powybijali także szyby w okolicznych bankach m.in. w oddziale Raiffeisen Bank. Podpalono 20 samochodów osobowych, tramwaj i pięć autobusów miejskich. Splądrowany został dom towarowy, zdemolowana restauracja McDonald's. Policja, która na miejsce zajść przybyła dość późno, użyła gazu łzawiącego.
90 osób zostało rannych
W zamieszkach rannych zostało 90 osób, w tym 30 policjantów. Zastępca dyrektora kliniki pomocy doraźnej w Belgradzie Duszan Jovanović poinformował jednak, że były to tylko lekkie obrażenia. Dodał, że większość rannych demonstrantów była "bardzo pijana".
Zastępca ambasadora RP w Belgradzie Paweł Czerwiński zapewnił w rozmowie z TVN 24, że polska ambasada nie została zaatakowana. - W okolicy naszej placówki panuje spokój - powiedział Czerwiński.
Prezydent Serbii Boris Tadić, przebywający z wizytą w Rumunii, zaapelował o spokój i wezwał demonstrantów do zaprzestania ataków na ambasady. Podkreślał, że akty przemocy niweczą "wysiłki Serbii w obronie Kosowa".
Pocisk antybalistyczny Standard Missile-3 jest właśnie wystrzeliwany z pokładu krążownika rakietowego USS Lake Erie. Niedługo później trafi w wadliwego satelitę USA
Fot. AP
Marynarka wojenna USA wystrzeloną z pokładu krążownika antyrakietą zestrzeliła wadliwego amerykańskiego satelitę szpiegowskiego. Pocisk Amerykanów trafił precyzyjnie w obiekt w trakcie "10-sekundowego okienka" - gdyby coś poszło nie tak, kolejna szansa pojawiłaby się dopiero jutro. Amerykanie są "pewni na 90 proc." ze zniszczony został także zbiornik z paliwem toksycznym.
Fot. AP
Pocisk musiał wystrzelić w trakcie "10- sekundowego okienka", w którym położenie obiektu względem Ziemi było odpowiednie
(materiał dzięki Analytical Graphics, Inc. and Applied Defense Solutions, Inc.)
Pocisk antybalistyczny typu SM-3 został wystrzelony o godzinie 22.26 czasu lokalnego (w czwartek o godz. 4.26 czasu polskiego) z krążownika rakietowego USS Lake Erie pływającego po wodach północnego Pacyfiku. Na wysokości 247 km nad poziomem morza rakieta trafiła niesprawnego wojskowego satelitę szpiegowskiego US193.
- Zespół czujników na ziemi, w powietrzu, na morzu i w przestrzeni kosmicznej potwierdza, że amerykańska armia przechwyciła niedziałającego satelitę Narodowego Biura Rozpoznania, który znajdował się na ostatnich orbitach przed wejściem w atmosferę ziemską - informuje Pentagon w swym oświadczeniu.
Nie wiadomo, co z paliwem
Eksperymentalny satelita rozpoznania radarowego NROL-21 krążył wokół Ziemi od 14 grudnia 2006 roku, ale łączność z nim całkowicie utracono w kilka tygodni po starcie.
Istnieje "wysoki stopień pewności", że w trakcie dokonanego w czwartek zestrzelenia wadliwego amerykańskiego satelity szpiegowskiego antyrakieta trafiła w zbiornik z toksycznym paliwem - oświadczył Pentagon.
- Sieć czynników : ziemi, morza, powietrza, I zlokalizowanych na ziemi czujników potwierdziła, że marynarce wojennej USA udało się pomyślnie zestrzelić niedziałającego satelitę, który znajdował się na swojej końcowej orbicie, tuż przed wejściem w atmosferę ziemską - napisał w oświadczeniu Departament Stanu.
"Lepsze niepomyślne niż żadne"
Jednak jak zaznaczył wiceprzewodniczący Kolegium Szefów Sztabów, generał piechoty morskiej James Cartwright, potrzeba od jednej do dwóch dób, by uzyskać pewność, że zawierający hydrazynę zbiornik uległ zniszczeniu.
Jeśli jednak pocisk nie trafił prosto w wyznaczony cel, to według szefa Połączonych Sztabów Marynarki Wojennej admirała Mike'a Mullena "każda, nawet niepomyślna próba jego zestrzelenia jest lepsza niż nie zrobienie niczego".
Wystrzelony pocisk nie przenosił głowicy, jednak zdaniem specjalistów siła uderzenia wystarczyła do zniszczenia zbiornika z paliwem.
10 - sekundowe okienko
Skuteczne zestrzelenie wymagało ogromnej precyzji. Pocisk musiał wystrzelić w trakcie "10- sekundowego okienka". Przedstawiciele marynarki przyznali, że za pierwszym razem może im się nie udać trafić w satelitę. Obawiali się również o niesprzyjające warunki pogodowe, które mogłyby opóźnić akcję. Istniała jednak szansa że "okienko" pojawiłoby się w ciągu najbliższych 10 dni.
Wojskowi przyznają, że z wystrzeleniem pocisku czekali do momentu lądowania promu kosmicznego Atlantis. Istniało bowiem ryzyko, że szczątki mogą uderzyć w powłokę promu.
Operacja kosztowała 60 milionów dolarów. Nie zestrzelony obiekt spadłby na Ziemię na początku marca. Zbiornik z paliwem najprawdopodobniej nie spłonąłby w chwili wejścia w atmosferę ziemską. Wówczas zawarte w nim toksyczne paliwo mogło doprowadzić do skażenia terenu o wielkości dwóch boisk piłkarskich. Hydrazyna jest pochodną chloru i amoniaku i jest substancją groźną dla płuc.
Chiny: Ameryka pręży muskuły
W zeszłym roku chińska armia również zestrzeliła przestarzałego satelitę. W reakcji na zestrzelenie amerykańskiego satelity władze Chin nazwały politykę Stanów Zjednoczonych ''hipokryzją'' . Według nich władze amerykańskie" prężą muskuły", żeby pokazać przewagę militarną i ekonomiczną nad chińskim rywalem. Zaprzeczył temu zastępca narodowego doradcy ds. bezpieczeństwa James Jeffrey. - Chodziło tylko o bezpieczeństwo ludzi - powiedział.
W 1989 r. amerykański myśliwiec wystrzelił w kierunku satelity zmodyfikowany pocisk powietrze-powietrze. - To kolejny dowód, że armia USA postąpiła zgodnie procedurami i zapobiegła możliwej katastrofie - powiedział Zastępca Szefa Połączonych Sztabów gen. James Cartwright.
- Dzięki precyzyjnej operacji szczątki zestrzelonego obiektu ulegną zniszczeniu w atmosferze i nie stworzą niebezpieczeństwa dla innych satelitów na orbicie - powiedziała amerykańska specjalistka w dziedzinie rozbrojenia Christina Rocca. Jej wnioski zostały zawarte w raporcie na Konferencję ws. Rozbrojenia, która odbędzie się w tym miesiącu w Genewie.
Wirtualne życie Czułego Wojtka czy Jasia Śmietany jest dziś takim samym źródłem internetowych plotek jak realne losy znanych piosenkarek czy aktorów
W polskim Internecie jest już oczywistą oczywistością, że „szustą rzoną” Czułego Wojtka była Jennifer Lopez, a Kasia z Lublina ma wymiary modelki i razem ze swoim chłopakiem Tuptusiem przyjeżdża bmw rocznik 2012 do modnych kurortów, gdzie ratuje z opresji Piotra Rubika. Jest oczywistością, że dla Jasia Śmietany większość zjawisk na świecie „jezd bes sęsu”, a jego przodków malował Rębrant i Salvador Z Oddali. O Antku Emigrancie też sporo wiemy: to najpewniej – jak twierdzą stali bywalcy Internetu – zakamuflowany PR-owiec Prawa i Sprawiedliwości, który każdą swą wypowiedź rozpoczyna od pozdrowienia: „Cześć Komuszki”.
Wszyscy, no prawie wszyscy, wiedzą również, że pod tymi tajemniczymi ksywkami kryją się trolle. Złośliwe, namolne, czasem nawet śmieszne. A coraz częściej także straszne. Bo trolle z Internetu, ku przerażeniu wielu tak zwanych anonimowych użytkowników sieci, coraz częściej przestają istnieć tylko na niby. Pukają do naszych drzwi. Prawdziwych.
Głupek wioskowy Troll to stwór z mitologii nordyckiej. Nieco przygłupi, zjadliwy, o wielkiej sile rażenia. Potrafi zwalić z nóg największego osiłka. Czuły Wojtek też ma siłę.
I wytrwałość. Od rana do wieczora siedzi w Internecie i codziennie zwala z nóg setki internautów. Jego działalność, jak też działalność setek podobnych mu pracowitych szkodników, naukowcy określają dziś właśnie mianem trollingu.
– Trolle istnieją w wirtualnym świecie po to, by w nim namieszać – wyjaśnia socjolog Internetu i medioznawca Michał Piotr Pręgowski. – Dla wielu z nich to sposób na życie i najistotniejsze zajęcie. Tym samym zajęły miejsce dawniejszych dworskich trefnisiów oraz głupków wioskowych.
Czuły Wojtek miesza od czerwca ubiegłego roku. W ciągu zaledwie siedmiu miesięcy na portalu Onet.pl umieścił dziesięć tysięcy komentarzy. Większość obraźliwych, nadętych, naszpikowanych błędami ortograficznymi. Odpowiedziało na nie setki tysięcy poirytowanych, zdumionych, bywa, że rozbawionych internautów. Z czasem Czuły Wojtek z trolla stał się idolem, dziś jest najpopularniejszym komentatorem rzeczywistości w polskim Internecie. Co takiego ma Czuły Wojtek, czego nie mają inni?
Ma porsche, laptopa w cenie samochodu i zarobki na poziomie dyrektora kopalni. Zaliczył 114 kobiet, w tym Jennifer Lopez i pewną „ksienrzniczkę”. Ale kobiety traktuje przedmiotowo, właściwie jest szowinistyczną, męską świnią. Dowód? „Wiadomo że męrzczyźni sa od przyjemności, a kobiety od gotowania nam obiaduw” – zauważa odkrywczo. Może dlatego tak często Czuły Wojtek się rozwodzi. „A u mnie w łikend był zjazd wszystkich byłych męrzów mojej szustej rzony – zapewnia internautów. – Tesz byłej. Razem było jakieś 40 osub, bo niektórzy byli męrzowie przyszli ze swoimi siudmymi rzonami oraz dziećmi z piątego małżeństwa”.
Trzeba przyznać, że na internetowych forach Czuły Wojtek ma niezłe fory. Inni nie mogą robić błędów, moderatorzy odrzucają posty internautów stojących na bakier z ortografią.
– W przypadku Czułego Wojtka mamy jednak do czynienia ze świadomym działaniem, pewną kreacją, niepowtarzalnym stylem – przyznaje Anna Szczygieł, specjalistka do spraw PR Grupy Onet.pl SA. – Dlatego przymykamy oko na jego „męrzów” i jego „rzony”.
W karzdym temacie Onet przymyka także oko na najsłynniejszego konkurenta Wojtka, Jasia Śmietanę, którego okrzykniętego w Internecie „miszczem saspęsu” i czwartym leszczem. Jak też komentatorem sportowym i fachowcem w wielu dziedzinach, w tym neurologii. „TO APSURT!!! – zauważa Jaś na jednym z internetowych forów. – Prawidłowy muzg jak mój nie posiada żadnych skomplikowanych łączy neurotycznych... jest gładki, czysty i nie ma żadnych załamań i fałdowań... po gładkiej powierzchni szybciej przechodzą informacje i nie zostają zanieczyszczone i przekłamane gdyż nie muszą wpadać w szczeliny muzgowe... to dlatego poniekond jestem wybitnym specialistą w karzdym temacie”.
– Jaś jest błyskotliwy, widać, że rzeczywiście różne dziedziny wiedzy nie są mu obce – przyznaje dziennikarz internetowy Łukasz Medeksza, współtwórca bloga Piąta Władza. – Z równie wielką swadą wypowiada się na temat piłki nożnej, jak i poziomu polskiego aktorstwa. Nic więc dziwnego, że wielu internautów szczyci się dziś swoimi osobistymi księgami cytatów Jasia Śmietany. Takich jak ten: „A CO MNIE TO MA OBCHODZIC?!!! JA TANKUJĘ W LITRACH I PODWYSZKI BARYŁEK. MNIE NIE DOTYCZY!!! MNIE TO NIE RUSZA!!”. Albo takich jak te: „To jezd bes sęsu. Hciałbym tak ómiedź”.
Jaś inspiruje. To on jest bohaterem jedynego być może w Polsce całkowicie wirtualnego dowcipu: „Pszyhoci Jasio do Tesco i muwi: – Poproszem frydki. – Nie ma zimniakuf. – Nie żkoci. Mogom być s hlepem”.
Kto za tym stoi Kim naprawdę jest Jaś? Łukasz Medeksza, ale też wielu innych internautów podejrzewa, że „wioskowy głupek” tak naprawdę jest etatowym pracownikiem portalu Onet.pl (na tym portalu najczęściej pojawiają się wymienieni osobnicy), którego zadaniem jest „rozkręcanie” dyskusji na forach internetowych. Podobnie zresztą jak Kasia z Lublina i Tadeusz Mroczko, który od pewnego czasu przestał się ujawniać.
Jest kilka przesłanek, które mogłyby potwierdzać tę spiskową teorię. Internauci zauważyli na przykład, że w lutym tego roku z konta Jasia Śmietany wypłynął komentarz w niepowtarzalnym stylu Tadeusza Mroczko. Z kolei Kasia z Lublina w maju napisała post ļ la Mroczko, a 1 sierpnia w stylistyce Jasia Śmietany.
– Wcale bym się nie zdziwił, gdyby okazało się, że za trollami stoją forumowicze wynajęci przez wydawców internetowych za pieniądze – uważa Michał Parzuchowski, psycholog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Sopocie. – W tym, że nas obrażają, wyśmiewają, drażnią, jest pewna metoda. Większość z nas spontanicznie broni się przed atakami i odpisuje na obraźliwe komentarze. Dzięki temu liczba wpisów internautów na portalu rośnie, a portalowi... rośnie liczba reklamodawców.
Anna Szczygieł z Onet.pl zapewnia, że portal nie wynajmuje trolli. Prawdziwych nazwisk aktywnych forumowiczów ujawnić jednak nie może. Oni sami też nie mają ochoty się ujawniać. Próbowałam bezskutecznie namówić do zwierzeń Jasia Śmietanę i Kasię z Lublina. I kilku innych znanych w sieci szkodników. Odezwał się do mnie tylko Czuły Wojtek. – Jestem faktycznie czuły – zapewnił mnie mailowo. – Tylko że na imię mam inaczej.
Dowiedziałam się jeszcze, że jest brunetem, ma 180 centymetrów, gęste, piękne włosy i złoty kolczyk w lewym uchu. Oraz niebieskie oczy. I że interesują go szachy i piłka nożna.
Nie dowiedziałam się, gdzie pracuje i gdzie mieszka, choć jeden z lokalnych dzienników odkrył niedawno, że Czuły Wojtek to najprawdopodobniej bezrobotny, samotny mężczyzna z Praszki na Opolszczyźnie.
Szkodnik w realu A może lepiej nie wiedzieć, skąd pochodzi Wojtek, Jaś, Antek Emigrant (który zawsze posługuje się polską klawiaturą), a nawet Kasia z Lublina? Bo z trolli można się śmiać, ale można im się także mocno narazić. Dlatego coraz częściej pod wpisami „wioskowych głupków” pojawiają się ostrzeżenia innych internautów: Uwaga, nie karmić trolli!
O tym, że nie warto karmić potworka, przekonał się na własnej skórze Olgierd Rudak, prawnik z Wrocławia. Przez zaciekłego, wirtualnego szkodnika całkiem realnie stracił pracę.
– Trafiłem na niego przypadkiem na jednym z forów prawniczych – przyznaje Rudak. – Naraziłem mu się, bo miałem inne zdanie na temat licencji na oprogramowanie komputerowe. Zaczęło się od pogróżek w sieci, skończyło na telefonach do mojego szefa i pismach z żądaniami odszkodowania od mojej firmy za to, że śmiałem go w Internecie obrazić. Po pewnym czasie mój pracodawca miał dość, postanowił pozbyć się zarówno wariata, jak i jego ofiary.
Ofiarami trolla, z którym Rudak do dziś ma na pieńku, jest wielu użytkowników sieci, którzy z wirtualnym stworem spotkali się ostatecznie w „realu” – tak wynika z lektury licznych internetowych komentarzy. Ofiarą forumowicza zaś, określanego czasem mianem ArBuza albo Pana Biuro, stał się sam Internet. A dokładniej Wikipedia, w której ArBuza przedstawiono z imienia i nazwiska. I której twórców ArBuz podał za to niedawno do sądu.
Tak więc trolle – także te nasze, polskie – potrafią być i śmieszne, i straszne. Potrafią już przeniknąć ze swojego świata, którego nie ma (gdzie Czuły Wojtek zaliczy za chwilę 115. kobietę i kolejny samochód), do naszego świata, który jest.
Agnieszka Radwańska wygrała walkowerem z Aną Ivanović w III rundzie turnieju w Dausze. Trzecia rakieta świata wycofała się z powodu kontuzji. W piątek ćwierćfinał z Dominiką Cibulkovą.
W piątek po południu nasza 18-letnia tenisistka zagra o półfinał ze Słowaczką Dominiką Cibulkovą, która sensacyjnie odprawiła w dwóch setach Venus Williams (6:3, 6:3). Rozstawiona z szóstką amerykańska gwiazda kompletnie nie radziła sobie ani ze świetnie grającą rywalką, ani z pogodą. W Katarze za sprawą burzy piaskowej znad pustyni wieje bardzo silny wiatr i jest zimno.
Turniej w Dausze obfituje zresztą w sensacyjne rozstrzygnięcia. W czwartek odpadła też druga rakieta świata Rosjanka Swietłana Kuzniecowa. Pokonała ją 6:3, 7:6 Sybille Bammer, z którą Radwańska sąsiaduje w rankingu WTA (Polka jest 20., Austriaczka - 19.).
Czy Polka ma szansę na półfinał? Cibulkova zajmuje 45. miejsce na świecie, a z Radwańską gładko przegrała dwa lata temu w jedynym ich meczu w Budapeszcie. Ale Słowaczka, młodsza o dwa miesiące, to także jedna z najbardziej obiecujących tenisistek młodego pokolenia. Z Williams zagrała bardzo dobry mecz, wygrała pewnie. - To nazwisko, o którym już za parę miesięcy będzie głośno - mówił niedawno o Słowaczce Robert Radwański, ojciec i trener Agnieszki. Szanse są więc wyrównane.
W czwartek najlepsza polska tenisistka nie musiała nawet wychodzić na kort. Rozstawiona z jedynką Ivanović, która w styczniu doszła do półfinału Australian Open, poinformowała po południu na konferencji, że nie będzie w stanie grać. Kontuzja kostki, której doznała w środę w meczu z Białorusinką Olgą Goworcową, okazała się zbyt poważna.
- Naderwałam więzadła w stawie skokowym. Okładałam kostkę lodem, fizjoterapeuci robili, co mogli, ale gdy w czwartek wstałam z łóżka, nie mogłam chodzić - mówiła Ivanović. Już rano wiedziała, że zrezygnuje, ale zgodnie z przepisami WTA nie mogła tego ogłosić przed badaniami lekarskimi i oficjalną konferencją prasową.
Do hitowego meczu Radwańskiej z trzecią tenisistką globu więc nie doszło, ale Polka nie ma powodów do zmartwień. Awansowała do ćwierćfinału jednego z najważniejszych kobiecych turniejów. Qatar Total Open w Dausze ma pulę nagród 2,5 mln dol. Tylko Wielkie Szlemy, kończące sezon mistrzostwa WTA i impreza w Miami są większe. Nad Zatoką Perską niemal w komplecie zameldowały się wszystkie zawodniczki ze światowej elity (brakowało m.in. Justine Henin). Do tej pory Radwańska tylko raz zaszła tak daleko w imprezie z taką obsadą - w styczniu przegrała w ćwierćfinale Australian Open z Danielą Hantuchovą.
Walkower Ivanović ma też inne skutki - Polka zarobiła już 57 tys. dol. i 110 pkt do rankingu WTA. To tylko o pięć punktów mniej niż dorobek uzyskany przez Radwańską za występ w tajskiej Pattai, gdzie kilkanaście dni temu wygrała cały, ale znacznie mniejszy, turniej.
Roma - Real 2:1 Piłkarze Realu cieszą się z gola Raula
Fot. GIAMPIERO SPOSITO REUTERS
W ćwierćfinale zagrają Schalke, Real, Chelsea, Liverpool, Barcelona, Manchester United, Sevilla i Milan - tak przynajmniej wynika ze statystyk Ligi Mistrzów.
Sprawdziliśmy, ile razy w historii fazy pucharowej LM padał dany wynik i jakie miał przełożenie na awans do następnej rundy.
Przykładowo Schalke wygrało pierwszy meczu u siebie z Porto 1:0. Pięć razy po takim wyniku dalej awansowali gospodarze rewanżu, a siedem razy goście. Czyli w 41 proc. przypadków triumfowali gospodarze, a w 59 goście.
*
*
*
*
*
*
Schalke - Porto
1:0
5
7
41
59
Roma - Real Madryt
2:1
7
3
70
30
Olympiakos - Chelsea
0:0
11
6
64
36
Liverpool - Inter
2:0
0
11
0
100
Celtic - Barcelona
2:3
2
0
100
0
Lyon - Manchester United
1:1
9
7
56
44
Fenerbahce - Sevilla
3:2
4
0
100
0
Arsenal - Milan
0:0
11
6
64
36
Kolejno: wyniki pierwszego meczu, awanse gospodarzy rewanżu po takim wyniku, awanse gości, procentowo.
artykuły z portali internetowych ONETGAZETADZIENNIKBBCCNN Uwagi, sugestie, komentarze? Redaktor Naczelny: mig29@prokonto.pl
Dziennik III RP działa w oparciu o przepisy art. 25, 26, 29, 33 i 49 ust. 2 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz.U. Nr 24, poz. 83) nie stanowiąc prasy w rozumieniu przepisów prawa prasowego