wtorek, 12 sierpnia 2008

Dzień 4 - stracone szanse na medal

Krawczyk był największą polską nadzieją na sukcesy w judo
Robert Krawczyk (z prawej) był największą naszą nadzieją na sukcesy w judo/AFP

Cztery dni od rozpoczęcia igrzysk w Pekinie polscy zawodnicy pozostają wciąż bez medalu. Kolejne szanse na podium stracili we wtorek m.in. kajakarze górscy i judoka Robert Krawczyk.

Krawczyk był największą polską nadzieją na sukcesy w judo. W 2007 roku zdobył mistrzostwo Europy w Belgradzie i to w nim upatrywano kandydata do medalu olimpijskiego.

Początek walki Polaka był dobry - Krawczyk pokonał reprezentanta RPA Matthew Jago. Niestety w drugim pojedynku przegrał przez ippon z Kimem Jaebumem z Korei Płd. Jego pogromca spisywał się dobrze w kolejnych rundach, dlatego przed polskim judoką otworzyła się szansa na walkę o brąz.

Krawczyk przebrnął dwie rundy repesaży, jednakże w decydującej potyczce z Mongołem Nyamkhuu Damdinsurenem ponownie przegrał przez ippon i stracił szansę na medal.

Nadzieje na medal kibiców rozbudził porannym występem w półfinale kajakarz górski w konkurencji C1 Krzysztof Bieryt. Do finałowej ósemki awansował z trzecim czasem i był w dobrej sytuacji przed finałową rozgrywką. Niestety Polaka zjadła trema - w ostatnim przejeździe popełnił dużo błędów, co zepchnęło go na ósme miejsce. Taką samą lokatę zajął Dariusz Popiela w finale konkurencji K1.

W swym drugim występie olimpijskim pierwszą porażkę zanotowali piłkarze ręczni. Po gładkiej wygranej z Chińczykami na inaugurację, we wtorek Polacy zmierzyli się z groźniejszym przeciwnikiem - Hiszpanią. Niestety rywalizację tę przegrali jedną bramką (29:30), choć w 45. minucie prowadzili 27:22.

- Prowadząc różnicą pięciu bramek, koledzy z drużyny za bardzo uwierzyli, iż przeciwnik jest już na widelcu. Byliśmy chyba zbyt litościwi dla Hiszpanów. Trzeba było ich dobić. A tak oni to zrobili. Najpierw do nas doszli, zadali cios i na kontrę nie było już czasu - mówił po przegranej Mateusz Jachlewski.

Lepiej wypadli siatkarze, którzy szybko rozprawili się z Egiptem 3:0 (25:21, 25:18, 25:10). Tym zwycięstwem praktycznie zapewnili sobie awans do ćwierćfinału. Po dwóch meczach Polacy mają komplet punktów i jeszcze nie stracili seta.

Wreszcie lepsze występy zanotowali polscy pływacy. Paweł Korzeniowski wywalczył pierwszy dla Polski olimpijski finał pływacki. Korzeniowski uzyskał ósmy czas półfinałów na 200 m stylem motylkowym (1:55,35) i wystąpi w środowym finale.

Do finału awans uzyskała również Katarzyna Baranowska na dystansie 200 m stylem zmiennym. W trzecim występie olimpijskim Polka po raz trzeci poprawiła rekord Polski. Jej czas - 2:12.13 - był siódmym rezultatem półfinałów.

Humor sobie i kibicom poprawiła też Otylia Jędrzejczak. W eliminacyjnym wyścigu na 200 st. motylkowym Polka zajęła trzecią lokatę, jednakże uzyskany czas (2.06,91) był piątym w stawce 16 półfinalistek.

Raczej udane występy zanotowali polscy badmintoniści. Do ćwierćfinałów awansował mikst Nadieżda Kostiuczyk, Robert Mateusiak. Polacy pokonali w 1/8 finału Juliette Ah-Wan i Georgie Cupidona z Seszeli 21:8, 21:19.

Mateusiak po południu wygrał również spotkanie 1/8 finału gry deblowej. W parze z Michałem Łogoszem pokonali Australijczyków Glenna Warfe'a i Rossa Smitha 21:13, 21:16. W 1/8 finału odpadł natomiast Przemysław Wacha - po wyrównanej walce przegrał z Chińczykiem Bao Chunlai 1:2 (11:21, 21:19, 13:21).

Zawód kibicom sprawiła za to tenisistka Agnieszka Radwańska. Rozstawiona z numerem 8. Polka zakończyła swoją olimpijską przygodę w turnieju indywidualnym już w drugiej rundzie. Włoszka Francesca Schiavone okazała się zbyt silną rywalką - polska tenisistka uległa jej w dwóch setach 3:6, 6:7 (6-8).

Wieczorem Radwańska gładko przegrała swój pierwszy występ w grze deblowej. Wraz z Martą Domachowską nie sprostały siostrom z Ukrainy Aloną i Kateryną Bondarenko (3:6, 2:6).

Na pierwszej rundzie zakończyły swój występ również polskie deblistki Klaudia Jans i Alicja Rosolska. Ich spotkanie z Amerykankami Lindsay Davenport - Liezel Huber trwało krótko: Polki uległy 2:6, 1:6 i dalszą rywalizację będą śledzić z trybun. Swój inauguracyjny mecz wygrali natomiast debliści. Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski pokonali parę chińską Xinyuan Yu/Shaoxuan Zeng w dwóch setach 6:3, 6:4.

Nie wiedzie się również biało-czerwonym na planszy szermierczej i torach łuczniczych. Jedyny polski szermierz, który walczył we wtorek o medal, wygrał tylko jeden pojedynek. Szablista Marcin Koniusz w 1/32 finału pokonał Carlosa Jose Bravo Lopeza z Wenezueli 15:10; w następnej walce musiał uznać już wyższość Niemca Nicolasa Limbacha - uległ mu 7:15.

Tej fazy rywalizacji nie przeszły również polskie łuczniczki. W turnieju indywidualnym Justyna Mospinek przegrała pierwszy pojedynek z Japonką Sayoko Kitabatake 101:103. Na 1/16 finału występ zakończyły Iwona Marcinkiewicz, po porażce z Rosjanką Natalią Erdynijewą 103:104, a także Małgorzata Ćwienczek, która przegrała z Meksykanką Marianą Avitią 109:110.

Przeciętnie spisują się Polacy na olimpijskim akwenie żeglarskim w Qingdao. We wtorek rozpoczęła się rywalizacja w klasie Laser i Laser Radial. Reprezentanci Polski Katarzyna Szotyńska i Maciej Grabowski zajmują te same - dwunaste - lokaty po dwóch wyścigach. Nie wiedzie się też Zofii Klepackiej, która jest 16. w klasie RS:X. Wśród mężczyzn w tej samej klasie Przemysław Miarczyński po czterech wyścigach jest dopiero 19. Tę samą lokatę zajmuje załoga Patryk Piasecki, Kacper Ziemiński w klasie 470.

Paweł Spisak (JKS Dako-Galant Skibno) na Weriuszu uplasował się na 20. miejscu w olimpijskim Wszechstronnym Konkursie Konia Wierzchowego. Artur Społowicz (LKJ Moszna) dosiadający Waga, został sklasyfikowany na 53. miejscu z 154,40 punktami karnymi.

Wojciech Knapik zajął 39. miejsce w eliminacjach olimpijskiej rywalizacji w strzelaniu z pistoletu na dystansie 50 metrów i nie zakwalifikował się do finału.

Dominika Misterska-Zasowska zajęła jedenaste miejsce w olimpijskim turnieju podnoszenia ciężarów w kategorii 63 kg. Polka uzyskała w dwuboju 211 kg (94+117).

źródło informacji: INTERIA.PL/PAP

Sześć punktów do pokoju

19:08, 12.08.2008 /PAP, Reuters

Sześć punktów do pokoju
Fot. PAP/EPARozmowy o zakończeniu konfliktu: Nicolas Sarkozy i Dmitrij Miedwiediew
Nie ma porozumienia pokojowego. Prezydenci Francji Nicolas Sarkozy i Rosji Dmitrij Miedwiediew, uzgodnili jedynie wstępne warunki zawieszenia działań wojennych i sześciopunktowy plan uregulowania konfliktu na Kaukazie.
- Nie mamy jeszcze porozumienia pokojowego, mamy prowizoryczne przerwanie walk, ale jest to znaczący postęp - powiedział Sarkozy na wspólnej konferencji prasowej z Miedwiediewem, po zakończonych rozmowach, w których uczestniczył również rosyjski premier Władimir Putin.

Warunki zawieszenia broni

Politycy uzgodnili sześciopunktowy plan, który ma zakończyć spór między Rosją a Gruzją. Obejmuje on:
- zobowiązanie do niestosowania siły
- trwałe zakończenie działań wojennych
- zapewnienie swobodnego dostępu dla pomocy humanitarnej
- powrót sił zbrojnych Gruzji na pozycje sprzed ataku na Osetię Pd
- wycofanie wojsk rosyjskich na linię sprzed wybuchu konfliktu
- rozpoczęcie międzynarodowych rozmów o statusie Osetii Południowej i Abchazji oraz ich bezpieczeństwie

Teraz czas na "tak" Gruzji

Nie ma jeszcze akceptacji prezydenta Micheila Saakaszwiliego. On sam ma jeszcze dzisiaj wieczorem ma przeprowadzić rozmowy z m.in. prezydentem Lech Kaczyńskim, który właśnie jest w drodze w Tbilisi (CZYTAJ WIĘCEJ). Miedwiediew oczekuje, że ewentualne "tak" Gruzji dla zawartego we wtorek porozumienia otworzy drogę do stopniowej normalizacji sytuacji. Na razie jednak prezydent Gruzji zapowiada wyjście z WNP (CZYTAJ WIĘCEJ).

(PRZECZYTAJ JAKIE WCZEŚNIEJ WARUNKI STAWIALI PREZYDENT FRANCJI I ROSJI)

(W GRUZJI NADAL NIESPOKOJNIE)

Przyszłość w rękach Osetyjczyków i Abchazów

Oprócz planu pokojowego prezydent Miedwiediew zasugerował konieczność przeprowadzenia referendum w zbuntowanych republikach. – Czy mogą i chcą, Osetyjczycy i Abchazowie, żyć w składzie Gruzji? – pytał na konferencji Miedwiediew. – To pytanie trzeba zadać im samym i oni dadzą swoją niedwuznaczną odpowiedź. Na to pytanie nie powinna odpowiadać ani Rosja, ani jakiekolwiek inne państwo - mówił rosyjski prezydent.

Dotychczas Osetyjczycy dwukrotnie szli do urn w sprawie niepodległości ich prowincji: w 1992 r. i 2006 r. W obu przypadkach wynik (za niepodległością prowincji) nie został uznany.

Tymczasem Eduard Kokojty, obecny prezydent Osetii Południowej, zadeklarował, że będzie dążył do połączenie się z Osetią Północną, obecnie w granicach Federacji Rosyjskiej. – Niejednokrotnie oświadczaliśmy i jeszcze raz to powtórzę: jesteśmy małym, rozdzielonym narodem – mówił we wtorek Kokojty. – To wielki problem humanitarny i oczywiście będziemy dążyć do zjednoczenia z Osetią Północną - dodał.

Europejskie siły pokojowe na Kaukazie?

Tymczasem prezydent Francji już mówi o siłach pokojowych w regionie. Sarkozy, który obecnie przewodniczy Radzie Unii Europejskiej odpowiedzialnej za wyznaczanie kierunków politycznych UE, otworzył drogę dla takiego rozwiązania. – Czy Europa mogłaby uczestniczyć w siłach pokojowych? – pytał retorycznie na wtorkowej konferencji prasowej – Oczywiście, że tak. Europa jest gotowa.

Deklaracja więc jest, ale Sarkozy wyraźnie uzależnił ewentualne wysłanie europejskich żołnierzy od „różnych działających tu (w konflikcie rosyjsko-gruzińskim, red.) sił i osób”.

Warszawa się zgadza

Wcześniej we wtorek, tuż przed swoim wylotem do Tbilisi, prezydent Kaczyński zapowiedział swoją zgodę na ekspedycję polskich sił wojskowych w sporny rejon. Dotychczas, stacjonujące w Osetii Południowej i Abchazji siły pokojowe złożone były głównie z batalionów rosyjskich.

jjb/mat

PR: Piłkarze Wenty przegrali wygrany mecz z Hiszpanią (29-30)


Jakub Ciastoń, Pekin
-Przegraliśmy wygrany mecz - mówił po przegranym spotkaniu z Hiszpanią, Mariusz Jurasik. - Zgubiła nas pewność siebie - dodawał Bartosz Jurecki.
Siatkarze wygrywają - czas na trudnych rywali »

Polska - Hiszpania: relacja Z czuba >


O porażce "biało-czerwonych" zadecydowała słaba w ich wykonaniu końcówka spotkania. Kiedy w 47. min po rzucie Jachlewskiego podopieczni trenera Bogdana Wenty prowadzili 27:22 wydawało się, że sytuacja jest opanowana. Jednak do ostatniej syreny Polacy zdołali powiększyć konto zaledwie o dwie bramki, podczas gdy rywale - mistrzowie świata z 2005 i wicemistrzowie Europy z 2006 roku - sukcesywnie odrabiali straty.

- Prowadziliśmy pięcioma bramkami i wtedy zaczęliśmy źle prowadzić grę. Niepotrzebnie próbowaliśmy rzucać z dystansu. Powinniśmy spokojniej rozgrywać akcję - mówił zdenerwowany Jurasik. Wszyscy piłkarze Wenty byli po meczu wściekli.

Wściekły był też trener Bogdan Wenta, którą częścią winy za porażkę obarczył sędziów. W końcówce meczu Grzegorz Tkaczyk został ukarany dwoma minutami kary za niemal identyczny faul w obronie, który chwilę wcześniej uszedł na sucho jednemu z rywali. - Nie rozumiem tych sędziów. To była kluczowa decyzja dla przebiegu końcówki - mówił Wenta.- Sami sobie jesteśmy jednak winni. W końcówce powinniśmy grać ostrożniej.

Mecz rozpoczął się od niewielkiej przewagi Hiszpanów. Polacy zdołali zremisować w dziesiątej minucie (6:6), później jednak przeciwnicy utrzymywali dwu-, trzybramkową przewagę (największa 11:8 w 16. min). Od 18. minuty "biało-czerwoni" wzmocnili obronę, a akcje w ataku zaczęły przynosić korzyści.

W 23. min grający w osłabieniu (karę odsiadywał Bartosz Jurecki) Polacy po raz pierwszy objęli prowadzenie 14:13 po udanym rzucie Jachlewskiego. W ciągu dziesięciu minut jego koledzy zdobyli dziewięć goli, tracąc w tym czasie tylko dwa (wygrywali 17:13). Moment dekoncentracji tuż przed przerwą i Hiszpanie przegrywali po pierwszej połowie zaledwie 16:17.

W drugiej części gra układała się po myśli drużyny Wenty do 47 minuty. Potem Hiszpanie zwarli szeregi, zmuszali polskich rozgrywających do oddawania rzutów z drugiej linii, bez

przygotowania, "na siłę", ułatwiając udane interwencje Hombradosowi. W polskim zespole szwankowała współpraca z kołowymi, a w obronie nie do upilnowania był skrzydłowy Albert Rocas. W końcowych 12 minutach mistrz świata z 2005 roku zdobył pięć, ze swoich siedmiu bramek.

Kolejnymi rywalami Polaków w turnieju olimpijskim będą: Brazylijczycy, Chorwaci i Francuzi.

- Z Brazylią zagramy o ćwierćfinał. To jest teraz dla nas najważniejsze spotkanie. Musimy wygrać - mówił Wenta.

Bartosz Jurecki, obrotowy reprezentacji:


- Strasznie szkoda tej porażki, bo zagraliśmy bardzo dobrze w obronie. Szczególnie w środkowej części drugiej połowy wszystko nam wychodziło. Hiszpanie odbijali się od nas, jak od ściany. I tak właśnie miało być, takie były przedmeczowe założenia. W defensywie miało być twardo, agresywnie, żeby Hiszpanom odechciało się grać. Ale zgubiła nas pewność siebie, pomyśleliśmy już sobie, że mecz jest wygrany. Hiszpanie grali jednak do końca, a nam zaczęły się psuć akcje w ataku. traciliśmy piłki, a oni wyprowadzali zabójcze kontry. Coś się w końcówce zacięło, ale turniej się jeszcze nie skończył.

Polska - Hiszpania 29:30 (17:16)

Polska: Sławomir Szmal, Marcin Wichary - Bartłomiej Jaszka, Krzysztof Lijewski 4, Mateusz Jachlewski 3, Grzegorz Tkaczyk 3, Karol Bielecki 2, Artur Siódmiak 2, Bartosz Jurecki 3, Mariusz Jurasik 4, Michał Jurecki 2, Tomasz Tłuczyński 3, Marcin Lijewski 3.

Hiszpania: Jose Javier Hombrados, David Barrufet - Alberto Entrerrios 4, Albert Rocas 7, Raul Entrerrios 1, Ruben Garabaya 3, Carlos Prieto 1, Jon Belaustegui 1, Demetrio Lozano, David Davis 2, Juan Garcia 6, Iker Romero 1, Cristian Malmagro 3, Victor Tomas 1.

Sędziowali: Igor Czerniega i Wiktor Poładienko (obaj Rosja).
Kary: Polska - 10, Hiszpania - 2 min.

Polacy wreszcie popłyną w finałach »

TEN: Radwańska odpadła

not. Jakub Ciastoń, Pekin
2008-08-12, ostatnia aktualizacja 2008-08-12 08:02
Zobacz powiększenie
Fot. Tomasz Kaminski / AG

- Grając na takim poziomie nie da się wygrać nawet z zawodniczką średniej klasy - mówił po przegranym meczu córki z Francescą Schiavone Robert Radwański.

Radwańska odpadła w II rundzie »

Dla Sport.pl, Robert Radwański, ojciec i trener Agnieszki

Agnieszka zagrała słabo. Nie miała instrumentów, żeby wygrać z Włoszką - nie trafiała z serwisem, źle wychodziły jej woleje, z tyłu kortu też było niedobrze. Jak miała wygrać mecz, skoro prawie nic nie dawało na to nadziei? W tych okolicznościach jedne co pozostawało, to czekać aż starsza o 10 lat Schiavone się zmęczy i zacznie się częściej mylić. I w drugim secie był taki moment, że Włoszka w tym upale miała kryzys. Agnieszka trochę ją wtedy przegoniła, wyszła na prowadzenie 4:1, ale potem nie potrafiła tego utrzymać. Zamiast dalej gonić ją z lewej do prawej, znów podejmowała złe decyzje. Ataki były niezdecydowane. Nawet grając tak słabo, miała jednak ciągle szansę, i to niejedną. W sumie było aż 11 piłek na przełamanie serwisu Włoszki! Ale co z tego, skoro tylko cztery z nich wykorzystała. A jak się nie wykorzystuje szans, to nie można wygrać meczu. Schiavone niczym nas nie zaskoczyła, grała na swoim poziomie.

Czym była spowodowana słabsza forma Agnieszki? - Tym, że jest kobietą. Psychika kobiety jest nieodgadniona i zmienna, powtarzam to od dawna. Kobiecy tenis jest nieprzewidywalny. Dziewczyny jednego dnia grają dobrze, a następnego słabo. Ani ja, ani one same, nie wiedzą dlaczego.

To, że mecz odbył się rano, a poprzedni grała wieczorem, mogło mieć minimalne znaczenie, ale bez przesady. Agnieszka jest młodą dziewczyną, powinna sobie z tym poradzić.

Sędzia cztery razy mylił się w meczu na naszą niekorzyść. Nie wiem, może najadł się przed spotkaniem dużo spaghetti, ale na to też nie będziemy zwalać winy za porażkę. Arbiter nie przekręcił tego meczu. Agnieszka przegrała, bo zagrała słabo i tyle.

Igrzyska w Pekinie Z czuba i na żywo - dzień 4. »

KOSZ: USA pokonały Angolę

ceg
2008-08-12, ostatnia aktualizacja 2008-08-12 16:18
Zobacz powiększenie
Dwight Howard atakuje kosz Angoli
Fot. LUCY NICHOLSON REUTERS

Koszykarze USA wygrali swój drugi mecz na igrzyskach - tym razem pokonali 97:76 Angolę. Amerykanie mają już niemal pewny awans do ćwierćfinału, choć dla mierzących w złoto zawodników nie jest to żadne osiągnięcie.

- Wiem o Angoli tylko tyle, że jest w kłopotach - powiedział przed pierwszym meczem legendarnego Dream Teamu Charles Barkley. Amerykanie rozgromili w swoim pierwszym meczu na igrzyskach w Barcelonie afrykańskiego potentata 116:48, a Barkley zdobył 24 punktów i znokautował łokciem Angolańczyka Herlandera Coimbrę. Ten dwa lata później niemal dziękował za to Barkley'owi podczas kolejnych igrzysk w Atlancie. - Dzięki tobie stałem się gwiazdą we własnym kraju - miał ponoć powiedzieć Coimbra.

Czasy się zmieniły i Amerykanów czeka trudna walka o odzyskanie olimpijskiego złota. Wczoraj po kilku minutach przegrywali 8:9, przed przerwą było tylko 39:32, ale skończyło się bezpieczną, choć "niewielką" przewagą - 97:76. Najlepszym strzelcem USA znów był Dwyane Wade (19), a aż 24 punkty dla Angoli zdobył grający w krajowej lidze rzucający Carlos Morais.

W kolejnym meczu, w czwartek, Amerykanie zagrają z Grecją, która dwa lata temu pokonała ich w półfinale mistrzostw świata w Japonii. We wtorek Grecja wysoko pokonała Niemców - było 87:64, a 23 punkty i 5 asyst zgromadził Vassilis Spanoulis.

USA - Angola 97:76. Kwarty: 29:18, 26:19, 26:16, 16:23. USA: Howard 14, James 12, Anthony 12 (1), Bryant 8, Kidd 0 oraz Wade 19 (1), Bosh 8, Prince 7 (1), Williams 7 (1), Paul 6, Redd 2, Boozer 2. Angola: Morais 24 (3), A. Costa 9 (1), Mingas 8, Gomes 4, Paulo 2 oraz L. Costa 9 (1), Almeida 8 (2), Barros 5 (1), Moussa 5 (1), Ambrosio 2, Jeronimo 0.

5 prezydentów w jednym samolocie - prezydent: Nie boję się. Pracownik BOR-u: To głupota

Fot. ALIK KEPLICZ AP

Pięciu prezydentów w jednym samolocie to po prostu głupota - mówi anonimowo w rozmowie z Politbiurem jeden z pracowników Biura Ochrony Rządu. - To nie ma nic wspólnego z zachowaniem zasad bezpieczeństwa - dodaje.

Dzisiaj prezydent Lech Kaczyński wraz z prezydentami Ukrainy, Litwy, Estonii oraz z premierem Łotwy poleciał do Gruzji, by jak powiedział "wyrazić solidarność wobec państwa, które padło ofiarą agresji". Wątpliwości budzi fakt, że pięciu tak ważnych polityków znalazło się w jednym samolocie.

- To głupota. Jeśli chodzi o zasady bezpieczeństwa, to tu nie ma żadnych zasad bezpieczeństwa - komentuje anonimowo jeden z pracowników BOR. Nasz rozmówca dodaje, że po ostatnim wypadku samolotu CASa (zginęło 16 oficerów i czterech członków załogi) w wojsku wprowadzono regułę, że na pokładzie jednego samolotu nie może lecieć więcej niż czterech generałów. - A co dopiero pięć głów państw - dziwi się pracownik BOR.

Wtóruje mu gen. Stanisław Koziej:

- To przedsięwzięcie bardzo ryzykowne. Przede wszystkim samolot leci w rejon konfliktu, gdzie różne rzeczy mogą się zdarzyć. Po drugie, na pokładzie samolotu będzie wielu ważnych polityków. To jest wbrew regułom bezpieczeństwa - komentuje.

Z kolei prezydent Lech Kaczyński tuż przed wylotem powiedział, że nie było innego wyjścia. - Nie twierdzę, że się nigdy niczego nie boję, ale w tym momencie nie czuję żadnego lęku - podsumował.

Mikołaj Tocki

WIOŚ: polska ósemka w finale

PAP /12.08.2008 11:34
PAP/Bogdan Borowiak
PAP
Ósemka popłynie w finale olimpijskich regat wioślarskich! Na to wydarzenie, które można porównać z awansem polskiego sprintera do grona najszybszych na świecie w biegu na 100 m, przyszło czekać aż 36 lat.
Polacy zajęli czwarte miejsce w wyścigu repasażowym za USA, Australią, Holandią. Ten "zestaw" osad zakwalifikował się do decydującej batalii o medale. Stawkę uzupełniają zwycięzcy przedbiegów - Kanadyjczycy i Brytyjczycy.

"Na ten moment czekaliśmy 36 lat - podkreślił prezes Polskiego Związku Towarzystw Wioślarskich Ryszard Stadniuk. - Walka w repasażu była fantastyczna. Ósemka jest uważana za najbardziej prestiżową konkurencję wioślarską. Nasi zawodnicy znaleźli się w doborowym towarzystwie z takimi potęgami w naszym sporcie jak Australia, USA czy Kanada. Cieszymy się bardzo z tego sukcesu". W repesażu wystartowało sześć osad - Australia, Holandia, Polska, USA, Chiny i Niemcy. W gronie kandydatów do zwycięstwa wymieniano Amerykanów, Niemców i Australiczyków. Byli tacy co wysoko oceniali szanse Chińczyków, którzy dobrze spisywali się w regatach o Puchar Świata. Amerykanie i Australijczycy nie zawiedli. Cały czas płynęli w czołówce i między sobą rozstrzygnęli walkę, kto będzie pierwszy na mecie.

Polska osada początkowo zajmowała dalszą pozycję. Popisała się natomiast fantastycznym finiszem. Piątych Chińczyków wyprzedziła o 0,05 s. Niemcy zapłacili utratą sił na końcówce. Po starcie podyktowali zbyt ostre tempo.

Szczęśliwy z wyniku był trener Wojciech Jankowski. "Wierzyłem w sens naszej pracy. Konkurencja w finale będzie bardzo silna, ale uważam, że nasi zawodnicy nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa" - ocenił. W igrzyskach w Monachium męska ósemka była szósta. Podopieczni Jankowskiego co najmniej już wyrównali to osiągnięcie sprzed 36 lat.

W 1972 roku w Monachium w składzie ósemki był m.in. Grzegorz Stellak, obecny prezes Płockiego Towarzystwa Wioślarskiego. "Ósemka to jest ósemka - mówił z dumą. - Finał olimpijski naprawdę może zaimponować. Polska jest w gronie największych potęg wioślarskich".

"Jedna z maksym w tym sporcie mówi: pokaż mi swoją ósemkę, a powiem jakie masz wioślarstwo" - wspomniał Ryszard Stadniuk, który po raz piąty jest na igrzyskach. W 1976 i 1980 roku startował jako zawodnik i w Moskwie zdobył brązowy medal. Był również w Sydney i Atenach, przy czym pod Akropolem "zatrudniony" był jako szef misji.

Polska ósemka startuje w Pekinie w składzie: Sebastian Kosiorek (MOS Ełk), Michał Stawowski, Sławomir Kruszkowski, Daniel Trojanowski (wszyscy AZS UMK Toruń), Patryk Brzeziński (AZS AWF Poznań), Rafał Hejmej (Zawisza Bydgoszcz), Marcin Brzeziński (WTW Warszawa), Wojciech Gutorski i Mikołaj Burda(obaj Lotto-Bydgostia- WSG-Pocztowy-Bydgoszcz)

ZAP: dominacja Rosjan i Azerów

TK/inf. własna /12.08.2008 12:59
Niespełna 20-letni Rosjanin Islam-Beka Albijew wywalczył złoty medal w rywalizacji zapaśników w stylu klasycznym w kategorii do 60 kg podczas igrzysk olimpijskich w Pekinie.
W finale pokonał on Azera Witalija Rahimowa 6:0. W kategorii do 55 kg również mieliśmy rosyjsko-azerski finał.

Brązowe medale w rywalizacji zapaśników ważących do 60 kg wywalczyli Kazach Nurbakit Tengizbajew i Kirgiz Rusłan Tiumenbajew. Polacy nie startowali.

ŻEG: nieudany dzień polskich żeglarzy

pb /12.08.2008 10:15
PAP/Stefan Kraszewski
PAP
Dzisiejszego dnia polscy żeglarze ścigający się podczas olimpijskich zawodów na akwenie w Qingdao nie zaliczą do udanych. Najlepsze osiągnięcia to jedynie dwa piąte miejsca w pojedynczych wyścigach Zofii Klepackiej oraz Katarzyny Szotyńskiej.
Polski żeglarz Maciej Grabowski zajął 19. miejsce w drugim wyścigu w klasie Laser. Polak po drugim wyścigu ma 28 punktów i spadł z 9. na 12. miejsce w stawce 43 zawodników.

Liderem w klasie Laser po pierwszym dniu z siedmioma punktami został Nowozelandczyk Andrew Murdoch. Drugi wyścig nie wyszedł także Polce ścigającej się w klasie Laser Radial. Katarzyna Szotyńska przypłynęła dopiero na 21. pozycji tracąc dobrą, piątą lokatę, którą zajmowała po pierwszym wyścigu spadając na 12. miejsce.

Po pierwszym dniu liderem w klasie Laser Radial jest Amerykanka Anna Tunnicliffe.

W klasie RC:X Zofia Klepacka uzyskała najlepszy wynik w dotychczasowych wyścigach mijając linię mety na piątej pozycji. Dzięki wysokiej pozycji Klepacka awansowała z 55 punktami na 16. miejsce w klasyfikacji, której liderem pozostaje Chinka Jian Yin.

Wśród mężczyzn ścigających się w tej samej klasie swoją pozycję poprawił Przemysław Miarczyński, który w czwartym wyścigu zajął 20. miejsce awansując z 85. punktami na 19. pozycję.

Z kolei męska 470 w składzie Patryk Piasecki, Kacper Ziemiński zajęła w czwartym starcie 23. miejsce. Nasza załoga z 72 punktami w klasyfikacji utrzymała 19. pozycję z trzeciego wyścigu. Liderami z 17 punktami zostali Australijczycy.

W klasie, w której Polska nie ma swoich przedstawicieli (470 kobiet) fotel lidera zajmują Elise Rechichi oraz Tessa Parkinson z Australii.

SZERM: kolejne "złoto" dla Chin

mh (inf. wł.) /12.08.2008 14:36
AFP
Chińczyk Man Zhong został mistrzem olimpijskim w szabli. Srebrny medal wywalczył Francuz Nicolas Lopez, a brązowy Rumun Mihai Covaliu.
Przed turniejem w Pekinie Zhong zajmował w światowym rankingu dziesiąte miejsce. Miał za sobą jednak najlepszy sezon w karierze, w którym wygrał dwa turnieje Pucharu Świata, m.in. w maju w Warszawie sięgnął po "Szablę Wołodyjowskiego".

W drodze po olimpijskie złoto pokonał m.in. lidera światowego rankingu szablistów Włocha Luigiego Tarantino. W finale przegrywał z Francuzem Nicolasem Lopezem 7:9, ale zadał ostatnie osiem trafień. Zhong jest drugim chińskim mistrzem olimpijskim w szermierce. W 1984 roku w Los Angeles Jujie Luan, która startuje obecnie w barwach Kanady, wygrała rywalizację wśród florecistek.

Marcin Koniusz (AZS AWF Katowice), jedyny Polak w turnieju szablistów, rozpoczął rywalizację od wygranej z Jose Carlosem Bravo Lopezem z Wenezueli 15:10, by w następnej rundzie przegrać z wyżej notowanym Niemiec Nicolasem Limbachem 7:15. Ostatecznie został sklasyfikowany na 31. miejscu.

Także w 1/16 finału zakończył udział w turnieju najbardziej utytułowany z walczących obecnie szablista, Stanisław Pozdniakow. Rosjanin, który ma w dorobku cztery złote medale olimpijskie (indywidualnie i w drużynie) przegrał z późniejszym finalistą, Francuzem Lopezem 8:15.

ŁUK: Fatalne starty polskich łuczniczek

mh (inf. wł.) /12.08.2008 04:09
Polskie łuczniczki, po dobrym występie w olimpijskim turnieju drużynowym, w którym zajęły szóste miejsce, zawiodły w rywalizacji indywidualnej. Tylko Małgorzata Ćwienczek (Czarna Strzała Bytom) oraz Iwona Marcinkiewicz (Drukarz Warszawa) zdołały awansować do grona 32 najlepszych.
Z turniejem już w pierwszym pojedynku pożegnała się liderka zespołu Justyna Mospinek (UKS Piątka Zgierz), ulegając Japonce Sayoko Kitabatake 101:103. Po przegranej pierwszej rundzie 25:27 Mospinek odrobiła straty w kolejnej i objęła prowadzenie różnicą dwóch punktów. O losach pojedynku zadecydowała trzecia seria, w której Polka zgromadziła 23 punkty, a jej rywalka 28.

Ćwienczek i Marcinkiewicz rozpoczęły zawody od wygranych w pierwszej fazie. Ćwienczek wyeliminowała Dunkę Louise Laursen 113:100, a Marcinkiewicz Bombaylę Devi (Indie) 103:101. W 1/16 finału Marcinkiewicz nie sprostała brązowej medalistce ubiegłorocznych mistrzostw świata w Lipsku, Rosjance Natalii Erdynijewej 103:104. Ćwienczek przegrała ze 122. zawodniczką tych mistrzostw Meksykanką Marianą Avitią 109:110.

Przed czterema laty w olimpijskim turnieju w Atenach Ćwienczek i Marcinkiewicz odpadły także w 1/16 finału, a Mospinek w 1/8, plasując się na czternastym miejscu.

GIM: złote medale dla Chińczyków

PAP /12.08.2008 08:50
Zawodnicy Chin Chen Yibing, Huang Xu, Li Xiaopeng, Xiao Qin, Yang Wei oraz Zou Kai zdobyli we wtorek złoty medal w drużynowego wieloboju gimnastyków sportowych.
Ich przewaga nad Japończykami sklasyfikowanymi na drugim miejscu wyniosła 7,250 pkt, a nad brązowymi medalistami USA aż 10,275. W zespole Chin zaprezentowało się dwóch debiutantów: Chen Yibing i Zou Kai. Kibice nagrodzili swoich pupilów rzęsistymi brawami.

Gospodarze imprezy w poprzednich igrzyskach olimpijskich w Atenach, po złotym medalu w Sydney, zajęli dopiero piąte miejsce. Turniej wygrali wtedy Japończycy. Ze "złotej" drużyny Kraju Kwitnącej Wiśni w Pekinie ćwiczyli tylko Takehiro Kashima i Hiroyuki Tomita. Na podium utrzymali się w Pekinie Amerykanie zamieniając jednak kolor medalu ze srebrnego na brązowy. Ósme miejsce w National Indoor Stadium, w ktorej zgromadziło się 16 tysięcy widzów, przypadło Rumunom, brązowym medalistom z Aten. O pechu mogą mówić Niemcy. Ich czołowy zawodnik, mistrz świata w swojej koronnej konkurencji - ćwiczeniach na drążku miał upadek. Szczęście opuściło także Amerykanów aspirujących do srebrnego medalu. W ich ostatnim występie - ćwiczeniach na koniu z łękami dwóch zawodników popełniło spore błędy.

TEN Pekin: koniec marzeń Radwańskiej i Domachowskiej

mh/PAP /12.08.2008 17:47
Agnieszka Radwańska
AFP
Agnieszka Radwańska i Marta Domachowska straciły szanse na medal IO w Pekinie. Polskie tenisistki przegrały z siostrami Aloną i Kateryną Bondarenko z Ukrainy 3:6, 2:6 w pierwszej rundzie turnieju deblowego.
Wyrównana walka w pierwszym secie trwała tylko do stanu 2:2, później na korcie dominowały Ukrainki, które zdobył trzy gemy z rzędu. Polki zdołały jedynie urwać, jednego gema i rywalki pewnie wygrały 6:3.

Historia powtórzyła się w drugiej partii, w której siostry Bondarenko także w końcówce okazały się lepsze i zwyciężyły 6:2. O tej późnej porze różnicy poziomu gry między obiema parami widać nie było. Jak podkreślił prezes Polskiego Związku Tenisowego Waldemar Dubaniowski, wynik nie odzwierciedla tego, jak walczyły polskie tenisistki.

- Zagrały naprawdę dobry mecz, jednak górę wzięło większe doświadczenie Ukrainek w deblu, a także lepszy wolej przy siatce. One grają ze sobą od dłuższego czasu, doskonale rozumieją się, natomiast Agnieszka i Marta spotykają się po jednej stronie siatki bardzo rzadko. W tym roku, o ile pamiętam, chyba tylko raz - powiedział prezes PZT.

Agnieszka Radwańska i Marta Domachowska już wcześniej odpadły z turnieju singlistek.

SIAT: Polacy rozbili kolejnego rywala!

MS (Inf. własna) /12.08.2008 08:08
PAP
W drugim spotkaniu na igrzyskach olimpijskich w Pekinie polscy siatkarze nie dali szans Egiptowi, wygrywając pewnie 3:0 (25:21, 25:18, 25:10). Dzięki drugiej wygranej nasi zawodnicy są coraz bliżej awansu do ćwierćfinału turnieju. W pierwszym meczu siatkarze Lozano także bez straty seta pokonali Niemców.
Polacy rozpoczęli źle i po kilku dobrych atakach rywali przegrywali 1:4. Na szczęście nasi zawodnicy szybko odrobili straty i na pierwszą przerwę techniczną schodzili przegrywając już tylko 7:8. Po powrocie na boisko trwała wymiana punkt za punkt, a po bloku Winiarskiego Polacy doprowadzili do remisu po 10. Nasi siatkarze na pierwsze prowadzenie wyszli dopiero w połowie seta (13:12) po błędzie rywali. Przed drugą przerwą techniczną podopieczni trenera Lozano prowadzili 16:15. Po wznowieniu gry wyrównana walka trwała do stanu 20:20. Później Polacy przechylili szalę zwycięstwa (25:21) na swoją stronę dzięki dobrej grze z kontry i kilku błędach rywali.

W drugiej partii Egipcjanie od początku popełniali fatalne błędy, dzięki czemu nasi zawodnicy szybko uzyskali dużą przewagę (6:2). Na pierwszą przerwę techniczną wicemistrzowie świata schodzili prowadząc już tylko 8:6. Po powrocie na boisko Polacy znakomicie zaczęli grać blokiem, co szybko przyniosło efekt w postaci wysokiego prowadzenie 16:10. Niestety później rywale pokazali, że także umieją grać blokiem i nasza przewaga stopniała do dwóch punktów (18:16). Polacy nie pozwolili jednak na więcej zespołowi z Afryki, a po znakomitych zagrywkach Wlazłego i bloku Świderskiego ponownie objęli bezpieczne prowadzenie 21:16. Ostatecznie seta dobrą zagrywką zakończył Możdżonek. W trzecim secie trener Lozano od początku dał szansę gry Możdżonkowi, który zastąpił Kadziewicza pod koniec drugiego seta. W tej partii gra punkt za punkt trwała tylko do stanu 2:2. Później Polacy po bardzo dobrej grze blokiem i w ataku objęli wysokie prowadzenie 10:4. Wyraźne prowadzenie naszego zespołu odebrało chęć do gry rywalom, którzy nie byli już w stanie nawiązać walki ze swobodnie grającymi Polakami. Przed drugą przerwą techniczną nasi prowadzili już 16:8, a po powrocie na boisko nawet 20:8. Ostatecznie ta odsłona meczu zakończyła się wygraną wicemistrzów świata do 10!

W kolejnych meczach Polacy będą walczyć z Serbią, Brazylią i Rosją.

Polska – Egipt 3:0 (25:21, 25:18, 25:10)

Polska: Paweł Zagumny, Mariusz Wlazły, Daniel Pliński, Łukasz Kadziewicz, Michał Winiarski, Sebastian Świderski, Krzysztof Ignaczak (libero)


Alexander Kosarev, Andre Heller, Anderson
Brazylia wygrała z Serbią 3:1 (25:27, 25:20, 25:17, 25:21) w meczu grupy B turnieju olimpijskiego siatkarzy.
W grupie tej występuje Polska, która ma na koncie zwycięstwa nad Niemcami i Egiptem. Kolejnym przeciwnikiem drużyny Raula Lozano będzie Serbia.

PŁY: Awans Jędrzejczak na koronnym dystansie

DB/PAP /12.08.2008 13:18
Otylia Jędrzejczak
AFP
Otylia Jędrzejczak wreszcie zaprezentowała w Pekinie olimpijską formę - bez trudu awansowała do półfinału wyścigu na 200 m stylem motylkowym. Uzyskała swój najlepszy w bieżącym roku wynik - 2.06,91. Do kolejnej rundy przeszła z piątym rezultatem.
Jędrzejczak popłynęła bardzo dobrze - na półmetku płynęła w tempie zaledwie o 0,51 gorszym od tego na rekord świata. I choć sama nie chce się przyznać, wydaje się, że w końcówce zdecydowała się lekko odpuścić i oszczędzić siły na środowy start.

"Dawno tak szybko nie zaczynałam - ostatnio gdy biłam rekord świata. Nie mogłam kalkulować, odpuszczać, ponieważ bałam się, że do awansu potrzebny będzie jakiś niesamowity wynik. Okazało się, że półfinał +zamknął+ się czasem 2.09. Myślę, że w półfinale spróbuję popłynąć trochę wolniej pierwsze sto metrów. Trzeba jednak płynąć pod rywalki, lepiej nie czekać" -powiedziała Jędrzejczak. Na pytanie, czy w końcówce najbardziej utytułowana polska pływaczka odpuściła dziennikarze usłyszeli jedynie "nie -jestem słaba i zabrakło mi sił". Jędrzejczak mówiła jednak te słowa z wyraźnym uśmiechem na ustach. Co więcej Polka miała bardzo dobre wyniki badań zakwaszenia wykonane kilka minut po wyjściu z wody.

"Eliminacje są bardzo szybkie, ale w półfinałach i finałach zawodnicy nie uzyskują już tak dobrych wyników. Otylia mówi, że bardzo cisnęła w tym starcie i to mnie odrobinę smuci - byłaby to niepotrzebna strata energii. W przeszłości pływała mądrze - obserwowała poprzednie serie i widziała co się dzieje. Być może chciała sobie coś udowodnić, ale to nie jest odpowiedni moment. Wierzę jednak, że stać ją na medal" - ocenił trener Paweł Słomiński.

Najlepszy czas eliminacji uzyskała Chinka Zige Liu - 2.06,46. Z kolei faworytka konkurencji - rekordzistka świata Australijka Jessicah Schipper, wypadła słabo. Wynik 2.08,11 dał jej 11. miejsce. Mimo tego będzie miała szansę poprawić się w środę.

"Wynik Schipper mnie nie zaskoczył. Oglądałam jej start i trudno mi ocenić, czy jest w słabszej formie, czy też nie chciała się przykładać. Być może trener podpowiedział jej, że nie trzeba płynąć za mocno" - wyjaśniła Jędrzejczak.

Wieczorem na starcie stanęła również sztafeta 4x200 m w składzie Łukasz Gąsior, Łukasz Wójt, Michał Rokicki i Przemysław Stańczyk. Zaprezentowali się słabo - uzyskali 14. rezultat eliminacji (7.18,09) i nie awansowali do finału.

"Dobrze popłynęli w zasadzie tylko Stańczyk i Wójt. Gąsior znacznie poniżej oczekiwań - by myśleć o wyprowadzeniu sztafety na jakieś sensowne miejsce musi na pierwszej zmianie pływać rekord życiowy. Bardzo słabo Rokicki. Do składu mógłby zostać włączony Paweł Korzeniowski, ale wiadomo, że nie było takiej możliwości - w środę ma finał 200 m motylkiem. Mimo tego nawet gdyby popłynął, wynik byłby nieznacznie lepszy" - podkreślił Słomiński.

"Sztafety innych krajów odjechały nam. Indywidualnie wypadamy tak, jak wypadamy, a sztafeta to przekrój sił reprezentacji. Daje to smutny obraz polskiego seniorskiego pływania. Nie potrafię odpowiedzieć dlaczego tak się stało - nie wiem co robi świat, żeby tak szybko pływać. Wiem jak my trenowaliśmy, ale do tego tematu wrócimy po igrzyskach" - dodał trener.

We wtorek rano Korzeniowski z ósmym czasem awansował do finału 200 m stylem motylkowym. W finale wystąpi również Katarzyna Baranowska - pobiła na 200 m stylem zmiennym rekord kraju, a w półfinale była siódma.

PŁY: polska sztafeta poza finałem

PAP /12.08.2008 14:29
PAP/EPA
PAP
Polscy pływacy nie zakwalifikowali się do finału olimpijskiej rywalizacji sztafet na dystansie 4x200 m stylem dowolnym.
W eliminacjach Polacy, w składzie: Łukasz Gąsior, Łukasz Wójt, Michał Rokicki i Przemysław Stańczyk, uzyskali wynik 7.18,09. Był to 14. rezultat eliminacji, w których wystąpiło 16 sztafet.

Najlepszy wynik eliminacji uzyskali płynący bez Michaela Phelpsa Amerykanie - 7.04,66, poprawiając rekord olimpijski. Rekord Europy z czasem 7.07,84 ustanowili Włosi, płynący w składzie Nicola Cassio, Marco Belotti, Emiliano Brembilla i Massimiliano Rosolino.

JUDO: Klątwa Aten

Janusz Pindera 12-08-2008, ostatnia aktualizacja 12-08-2008 18:31

Judoka Robert Krawczyk znów otarł się o medal, ale porażka w pojedynku, który otworzyłby mu drogę do podium zepchnęła go na siódme miejsce - pisze nasz dziennikarz z Pekinu

Robert Krawczyk (z lewej) walczy z Sergiejem Szundikowem
źródło: AFP
Robert Krawczyk (z lewej) walczy z Sergiejem Szundikowem

- Teraz musi spojrzeć w lustro i dogadać się z tym, którego tam zobaczy. Takie porażki zostają w głowie - mówił po przegranej Krawczyka prezes Polskiego Związku Judo Andrzej Falkiewicz.

A przecież gdyby wygrał z Mongołem Damdinsurenem biłby się o brązowy medal z Ukraińcem Romanem Gontiukiem, tym samym z którym przegrał walcząc o olimpijski finał w Atenach.

Przed czterema laty dramatyczną porażkę polskiego judoki, który prowadząc zdecydował się na jeszcze jeden atak w ostatnich sekundach pojedynku i przegrał, opisywano na wszystkie sposoby, publicznie skarcił go wtedy za brak odpowiedzialności szef Polskiego Komitetu Olimpijskiego Stefan Paszczyk. A on zwyczajnie nie kalkulował, nie liczył tylko atakował. - To leży w jego naturze. Robert reprezentuje prawdziwe, otwarte, judo. Takie jakie możemy zobaczyć w elementarzu tego sportu - mówił Falkiewicz, gdy kilku dziennikarzy oczekiwało na tego, który po raz kolejny zawiódł.

Kontrola antydopingowa do której wytypowano Polaka przedłużała się w nieskonczoność, Niemiec Ole Bischopf zdążył w finale pokonać idącego od zwycięstwa do zwycięstwa Koreańczyka Kim Jaebuma, a prezes raz jeszcze opowiedzieć o tym co wydarzyło się wcześniej w hali, gdzie walczyli najlepsi na świecie judocy w kategorii 81 kg.

- To nie było dla niego wymarzone losowanie, ale tu nie ma słabych - przekonywał. - Krawczyk też stał na podium mistrzostw świata, a w ubiegłym roku zdobył złoty medal mistrzostw Europy. Był tu jednym z wielu faworytów. Judoka Czarnych Bytom zaczął dobrze, od wygranego przez waza-ari pojedynku z Matthew Jago z RPA. - I już podczas tej walki czułem, że to nie będzie mój dzień. Mój pierwszy atak powinien być ostatnim. Nie wykorzystałem okazji. Ciężko szło od początku - powiedział Krawczyk, gdy już wyszedł do dziennikarzy po spełnieniu wszelkich kontrolnych wymogów.

W drugim pojedynku obawy się potwierdziły. Niepokonany w tym roku Koreańczyk Kim rzucił go na ippon. - Przegrywał na punkty, chciał odrobić straty, otworzył się i stało się - tłumaczył prezes. Sam Krawczyk powiedział, że rywal, z którym bił się pierwszy raz w życiu był do pokonania, ale to w nim nie było iskry do wielkich czynów. - Na szczęście Kim pociągnął mnie za sobą i mogłem walczyć w repasażach. Jeszcze nie wszystko było stracone. Wierzyłem, że wykorzystam szansę jaka się otworzyła i zdobędę ten upragniony medal - opowiadał nam smutny Krawczyk. - Jeśli nie złoty, to chociaż srebrny lub brązowy. To było takie ciche marzenie.

W repasażach wygrał dwie walki. Najpierw przez kokę pokonał Białorusina Siergieja Szundikowa, a następnie przed czasem wygrał z Portugalczykiem Joao Neto. - Z Mongołem walczyłem przed laty. Raz on był lepszy, raz ja. To był dziwny pojedynek. Trzy razy zaatakowałem i nic z tego nie wyszło. Kiedy do końca walki zostało 18 sekund podjąłem jeszcze jedną próbę, by odrobić straty. To był taki krzyk rozpaczy. I on to wykorzystał - raz jeszcze Robert Krawczyk mówił „Rz" o tym co wydarzyło się kilka godzin wcześniej.

Zapytany, czy wróciły złe wspomnienia z Aten odpowiedział twierdząco. - Być może nie urodziłem się, żeby wygrywać - dodał ze smutkiem. A prezes dorzucił, że każdy ma coś zapisane w gwiazdach.

Najlepszy polski judoka jeszcze nie wie, czy będzie walczył o start na kolejnych igrzyskach w Londynie. - Będę miał 34 lata, ale to nie jest przeszkoda. Nie wiem czy wytrzymam kolejne cztery lata treningu, nie wiem czy wytrzyma to moja rodzina.

Medaliści turnieju judo w kategorii 81 kg:

złoty - Ole Bischof (Niemcy

srebrny - Kim Jaebum (Korea Płd.)

brązowy - Tiago Camilo (Brazylia)

Roman Gontiuk (Ukraina)

Rzeczpospolita