środa, 20 sierpnia 2008

Trzech Polaków zginęło w Afganistanie

Trzech Polaków zginęło w Afganistanie

Trzech polskich żołnierzy z 2. Brygady Saperów w Kazuniu zginęło w Afganistanie, gdy pod jednym z polskich hummerów wybuchła mina pułapka. Żołnierze zginęli na miejscu. Jeden ciężko ranny został przewieziony śmigłowcem do szpitala.

czytaj dalej...
REKLAMA

W kolumnie jechało kilka pojazdów, hummery i rosomaki. Polacy nigdy nie poruszają się po Afganistanie pojedynczymi samochodami. Niedaleko od naziemnego patrolu w powietrzu były też polskie śmigłowce. Mina, która wybuchła, to prawdopodobnie świeżo podłożony, zdalnie odpalany ładunek (jak doszło do jego odpalenia - czytaj niżej). Tą bronią często posługują się Afgańczycy atakujący oddziały koalicji antyterrorystycznej.

Atak na konwój

st. szer. Paweł Szwed
Do zamachu doszło około godziny 13.30 polskiego czasu. Polski hummer najechał na minę niedaleko miejscowości Shawal, niecałe 20 kilometrów od bazy Ghazni. Na miejscu zginęli trzej żołnierze w wieku od 27 do 28 lat.

st. szer. Paweł Brodzikowski
Ofiary to: starszy kapral Waldemar Sujdak, 28 lat, starszy szeregowy Paweł Szwed, 27 lat, i starszy szeregowy Paweł Brodzikowski, 25 lat.

st. kpr. Waldemar Sujdak
Czwarty żołnierz jest ciężko ranny. Na szczęście bardzo szybko obok zaatakowanego konwoju wylądował polski śmigłowiec, który zabrał rannego do bazy w Bagram.

"Amerykańscy lekarze, którzy operowali naszego żołnierz,a mówią, że jego stan jest ciężki, ale na szczęście stabilny. On leży teraz w szpitalu, w którym wykonuje się operacje ratujące życie. Gdy tylko jego stan polepszy i pozwoli na transport, zabierzemy go najpierw do Rammstein (baza NATO w Niemczech - red.), a potem do Polski" - powiedział dziennikowi.pl rzecznik polskich sił w Afganistanie mjr Jacek Popławski.

Co zabiło Polaków?

Polskie konwoje są wyposażone w sprzęt zagłuszający sygnał z telefonów komórkowych. Tak więc odpalenie miny przez telefon jest niemożliwe. Ładunek mógł być jednak odpalony przez kabel. Zrobił to więc obserwator ukryty obok drogi, którą jechali Polacy. To najbardziej prawdopodobny scenariusz ataku.

Żołnierze nie wykluczają jednak, że mogła to być zwykła mina naciskowa, która wybuchła po najechaniu na nią przez hummera.

W sumie w Afganistanie zginęło sześciu polskich żołnierzy. Pierwszy - w sierpniu 2007 roku, gdy patrol ostrzelano prawdopodobnie z granatnika. W lutym 2008 roku w ataku na polski konwój zginęło dwóch kolejnych, także ich samochód wjechał na minę.

"To fatalna wiadomość. Myślimy przede wszystkim o rodzinach i kolegach żołnierzy" - tak w TVN24 skomentował informację o ataku minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Dodał jednak, że właśnie takie wydarzenia, jak zamachy czy śmierć polskich żołnierzy, sprawiają, że nasza obecność w Afganistanie jest ciągle potrzebna.

W Afganistanie służy 1200 żołnierzy Wojska Polskiego. Docelowo ma być ich jeszcze o 400 więcej.

Tragedia na lotnisku w Madrycie

Beata Kopyt , kif , nat 20-08-2008, ostatnia aktualizacja 21-08-2008 04:00

153 osoby zginęły na madryckim lotnisku Barajas, gdy samolot stanął w płomieniach. To największa katastrofa lotnicza w Hiszpanii od ponad 20 lat. Doszło do niej wczoraj wczesnym popołudniem, kiedy samolot MD-82 hiszpańskich linii Spanair rozpędził się na pasie startowym i zaczął wznosić w powietrze.

źródło: Archiwum Rzeczpospolitej
Akcja ratownicza na lotnisku Barajas
źródło: Reuters
Akcja ratownicza na lotnisku Barajas
Lotnisko Barajas
autor zdjęcia: Filip Frydrykiewicz
źródło: Fotorzepa
Lotnisko Barajas

Samolot leciał do Las Palmas na Wyspach Kanaryjskich. Na pokładzie znajdowało się 166 pasażerów – głównie turystów – i dziewięciu członków załogi. Przeżyli ci, którym udało się wydobyć z płonącego wraku.

Niektórzy spośród rannych są w stanie krytycznym, więc liczba ofiar śmiertelnych może ulec zmianie.

Długo nie publikowano listy pasażerów, ale było wiadomo, że są wśród nich zagraniczni podróżni. Mówiło się o Niemcach (potem podano, że było ich czterech), Szwedach i Holendrach, nie było informacji o Polakach. Samolotem podróżowała dwójka małych dzieci. Pojawiły się pogłoski, że zginęły, wieczorem poinformowano jednak, że wprawdzie są poparzone, ale przeżyły.

Przeżyli ci, którym udało się wydobyć z płonącego wraku

Samolot startował o godzinie 14.30. Była to jego druga próba podejścia do lotu. Przy pierwszej, według dziennika „El Pais”, pilot zgłosił, że słyszy dziwny szum w silniku. Nie wykryto jednak żadnej usterki i po przeglądzie samolot dopuszczono do lotu.

Jeszcze podczas startu zapalił się jednak lewy silnik. Maszyna spadła zaraz za końcem pasa startowego z niewielkiej, kilkumetrowej wysokości i stanęła w płomieniach. Na ziemię rozlało się paliwo z dwóch pełnych baków. Samolot przełamał się na dwie części. W niebo wzbiły się gęste kłęby szarego dymu, które jeszcze przez kilka godzin unosiły się nad madryckim lotniskiem.

Na miejscu tragedii natychmiast pojawiło się 45 karetek pogotowia, 11 jednostek straży pożarnej, 230 sanitariuszy i 170 strażników miejskich. Strażacy próbowali gasić płonący wrak, a personel medyczny – ratować ludzi. Jeden z ratowników mówił później o „totalnej katastrofie”. Z relacji strażaków, lekarzy i sanitariuszy wynikało, że na miejscu zastali dziesiątki zwęglonych ciał.

– To nie wyglądało jak samolot. Wszystko się spaliło – opowiadał funkcjonariusz Gwardii Cywilnej. – Istne piekło. Ludzkie ciała dosłownie się gotowały. Próbowaliśmy je zbierać, ale poparzyliśmy sobie ręce – mówił.

Premier Jose Luis Rodriguez Zapatero natychmiast przerwał urlop i zwołał nadzwyczajne posiedzenie rządu. Najpierw jednak pojechał na lotnisko Barajas i spotkał się z bliskimi ofiar. Władze Madrytu ogłosiły trzydniową żałobę.

Wczorajsza katastrofa na lotnisku w Madrycie to najpoważniejszy tego rodzaju wypadek w Hiszpanii od ponad 20 lat. Najtragiczniejsza katastrofa lotnicza w historii tego kraju miała miejsce w 1977 roku, gdy dwa samoloty zderzyły się na lotnisku na Teneryfie. Zginęło wówczas 585 osób. Wtedy zawinił człowiek. Teraz jest jeszcze za wcześnie na ustalenie przyczyny wypadku: czy był nią błąd człowieka czy awaria maszyny. Minister rozwoju i przemysłu Magdalena Alvarez uważa, że pilot mógł popełnić błąd „przy manewrze startu”.

p. z.

Najtragiczniejsze katastrofy lotnicze w ostatnim czasie:

10 czerwca 2008 roku - na lotnisku w Chartumie rozbił się sudański samolot z 217 osobami na pokładzie. W katastrofie Airbusa A310, który zapalił się podczas lądowania, zginęło około 30 osób. Maszyna zjechała z pasa startowego i przełamała się na dwie części. Lądowanie odbywało się w złych warunkach atmosferycznych, podczas szalejącej burzy.

17 lipca 2007 roku - brazylijski Airbus A320 ze 176 osobami na pokładzie rozbił się w czasie ulewnego deszczu na lotnisku Congonhas w Sao Paulo. Po wylądowaniu samolot nie zdołał wyhamować na końcu pasa, przejechał przez zatłoczoną szosę i uderzył w stację paliwową, powodując wybuch jej zbiorników i olbrzymi pożar. Ze 170 pasażerów i sześciu członków załogi, znajdujących się na pokładzie, nikt się nie uratował. Na ziemi zabitych zostało co najmniej 15 osób.

5 maja 2007 roku - lecący z Duali w Kamerunie do stolicy Kenii Nairobi Boeing 737-800 kenijskiego towarzystwa Kenya Airways rozbił się wkrótce po starcie. Najprawdopodobniej nie przeżył nikt spośród łącznie 114 pasażerów i członków załogi.

1 stycznia 2007 roku - Boeing 737-400 indonezyjskiego towarzystwa AdamAir ze 101 osobami na pokładzie zaginął podczas lotu z Surabai do Manado na wyspie Sulawesi (dawny Celebes). Wraku samolotu nie odnaleziono; 25 stycznia okręt wojenny USA odebrał sygnały radiowe "czarnej skrzynki" w miejscu, gdzie głębokość morza przekracza 1000 metrów.

Oficjalna strona linii Spanair

www.spanair.com

Rzeczpospolita

PR POL-ISL 30-32 Koniec marzeń, koniec snów. Polska na aucie Koniec marzeń, koniec snów. Polska na aucie

Polacy stracili szansę na medal

To miał być dla nas historyczny mecz. Medale były blisko, w naszym zasięgu. Niestety, polscy szczypiorniści będą grać jedynie o piąte miejsce. Zadecydowała pierwsza połowa meczu, którą podopieczni Bogdana Wenty zwyczajnie przespali. W drugiej części gry z całych sił goniliśmy wynik, ale nie udało się. To nasi rywale zagrają w półfinale turnieju olimpijskiego - ich przeciwnikiem będzie Korea Południowa lub Hiszpania.

czytaj dalej...
REKLAMA

Szansę na awans zaprzepaściliśmy w pierwszej połowie, która skończyła się wynikiem 14:19 dla Islandczyków. W drugiej nasi szczypiorniści się przebudzili, ale na skuteczny finisz było już za późno. Nie potrafiliśmy wykorzystać gry w przewadze, na naszej drodze stał fantastycznie dysponowany dziś bramkarz Gustavsson. Polscy piłkarze ręczni, podobnie jak siatkarze, nie zagrają w półfinałach igrzysk. Pozostaje nam jedynie walka o piąte miejsce...

Tak grali dziś Polacy:

Pierwszą bramkę zdobyli nasi rywale. Bartosz Jurecki w odpowiedzi rzucił piłką, ale wprost w bramkarza. Wolny dla ekipy Islandii i żółta kartka dla jednego z rywali. Grzegorz Tkaczyk i pierwsza bramka dla Polski. Jest 1:1! Polacy muszą uważać w obronie, ale przerzucony Sławomir Szmal i mamy drugą bramkę dla Islandii. Faulowany Lijewski i rzut wolny dla Polski. Rozgrywamy akcję.... Grzegorz Tkaczyk i... słupek. Co za pech! W odpowiedzi Aleksander Petersson i jest już 3:1 dla Islandii w 6. minucie spotkania. W odpowiedzi na bramkę Gustavssona uderza Lijewski, ale bramkarz z Islandii broni. Chwilę później Tkaczyk i tym razem bramkarz nie daje rady - mamy drugą bramkę. Tkaczyk dostaje żółtą kartkę, a rywale rzut wolny. Wykorzystują go - jest 4:2 dla naszych przeciwników. Kontratak Islandii i kolejny gol Jest już 2:5. Polacy, do roboty!

Tkaczyk ma pecha. Tym razem trafił w słupek. Na szczęście sędzia dyktuje karnego dla Polski. Mamy trzecią bramkę, ale teraz w ataku Islandia. Udane rozegranie, szósta bramka dla naszych rywali. Limit żółtych kartek został już wyczerpany, teraz zawodnicy będą musieli wędrować na ławkę kar. Mamy problemy z atakiem pozycyjnym - Islandia broni bardzo mocno. Jurasik, wkrętka, ale znów kapitalna obrona Islandczyków. Gramy w przewadze, Jaszka... jest! 4:6. "Polska, Polska" - słychać na trybunach. Piłka odbija się od nogi jednego z Polaków i mamy wolny dla Islandii. Rywale zdobywają gola, a Jurasik znów trafia w słupek. Te słupki to dziś jakieś przekleństwo. W 13. minucie przegrywamy 4:7. Trzy znakomite podania, Jurasik i bramka 5:7.

Islandczycy organizują atak pozycyjny. Atakuje Stefansson, przechwyt Jaszki, kontra i mamy szóstą bramkę. Odpowiedź rywali jest natychmiastowa - 8:6. Kolejną akcję Islandii powstrzymujemy blokiem. Rzut wyłapuje Szmal, idziemy z kontrą, przechodzimy do ataku pozycyjnego, powtrzymywany nieprzepisowo Jaszka i mamy rzut wolny. Rozgrywamy spokojnie piłkę, trafia ona do Bieleckiego i bramka, mimo że wiesza się na nim Petersson. Niestety, znów luka na środku obrony i Islandia odpowiada bramką. 7:9. Jurecki traci piłkę na spółkę z Lijewskim, Islandia idzie z kontrą, na szczęście powstrzymaną, ale wciąż rywale w natarciu. Petersson i Szmal nie ma nic do powiedzenia. Nasz bramkarz zgłasza zmianę - jest 7:10.

Rzut karny dla Polski - nieprzepisowo zatrzymany Jaszka. Będzie rzucał Tomasz Tłuczyński. Bartek Jaszka leży na parkiecie, na szczęście wszystko w porządku po interwencji lekarzy. Tłuczyński i... broni Gustavsson. Nieprawdopodobny dzień bramkarza z Islandii. Po pierwszej połowie przegrywamy 14:19.

Druga część meczu zaczynamy od gola Karola Bieleckiego. Po chwili straty zmniejsza Jurasik. Niestety, dwa razy tracimy głupio piłkę i znów przegrywamy pięcioma bramkami (16:21). Dwie minuty kary dla Islandczyka. Wykorzystujemy grę w przewadze. Jurasik zdobywa 17. bramkę dla Polski. Broni Szmal. Kontra, Tkaczyk i gol. Kolejnej akcji rywale już nie marnują 22:18 dla Islandii. Bielecki i mamy 19. gola.

Po 10 minutach drugiej połowy jest 23:20 dla Islandii. Polacy rzucili się do odrabiania strat, ale wciąż prowadzą rywale. Było już 23:21, teraz jest 24:22. Wolny, Jachlewski, kapitalny - gol! 24:23. Trener rywali prosi o czas. Po przerwie akcja Islandii, ale Szmal rewelacyjnie broni. Akcja Polaków. Krzysztof Lijewski, ale obrońcy reagują, podanie do Bieleckiego, ale Gustavsson na posterunku. Ależ dziś broni bramkarz naszych rywali. W odpowiedzi Stefansson i gol... 25:23. Nie poddajemy się. Krzysztof Lijewski i mamy gola. 24:25. 17 minut drugiej połowy za nami. I znów gol dla Islandii. Nie zareagowała nasza obrona. 24:26. Gramy jednak zdecydowanie lepiej niż w pierwszej połowie. Rzut wolny dla Polski, rozgrywamy atak pozycyjny. Nic z tego. Znów górą Gustavsson. Rywale wychodzą z kontrą. Będzie rzut wolny dla Islandii. Na szczęście bez kary dwóch minut dla nas. Islandczycy jednak skuteczni. Gol i 27:24 dla nich.

Konstruujemy atak pozycyjny. Wymiana podań. Niestety, faul Jaszki w ataku i piłka dla rywali. 10 minut do końca meczu, pędzi Islandia. Sędzia po faulu jednego z naszych zawodników pokazuje rzut wolny dla Islandii. Tkaczyk przytrzymuje rywala za koszulkę - dostaje karę dwóch minut w tak newralgicznym momencie meczu. Błyskawiczny kontratak Polaków. Jurasik niczym wytrawny akrobata trafia do siatki, ale sędzia nie uznaje gola! Nasz szczypiornista przekroczył linię. Tymczasem rzut karny dla Islandii. Ale broni Sławek Szmal. To sygnał do mobilizacji, do boju.

Rywale grają z przewagą jednego zawodnika, ale dla naszych nic to nie znaczy. Bartosz Jurasik i mamy gola. 25:27. Rywale pędzą z kontrą, ale bramki nie ma. Jeden z naszych zawodników dotknął piłki, więc w akcji nadal Islandia. Bronimy ten atak, będziemy mieli okazję przeprowadzić akcję. I już atak pozycyjny. Wymiana piłek. Spokojnie rozpoczynamy ten atak, ale trzeba przyspieszyć. Atakuje Lijewski, przewracany tam w polu, sędzia dyktuje wolny. Zacznie Jurecki. Niecałe siedem minut do końca meczu. Jest szansa, wciąż jesteśmy blisko rywali. Już gramy - Jaszka, Bielecki, rzuca Jaszka i gooool. 26:27.

Niestety, rzut karny dla rywali. Tym razem Szmal bez szans. 26:28. Wznawia grę Siódmiak. Polacy walczą i udaje się wywalczyć... karę dwóch minut dla przeciwnika. Będziemy grać w przewadze. Czy to wykorzystamy? Na boisku jest już Tkaczyk, podaje do Jachlewskiego, ale niestety broni Gustavsson. Marcin Lijewski trzyma za koszulkę Islandczyka - dostaje karę dwóch minut. Niecałe pięć minut do końca meczu. Akcja Polski. Udaje się. Wciąż jest szansa. Cztery minuty do końca meczu. Wolny dla Islandii. Bogdan Wenta wzywa swój zespół, jest chwila na omówienie taktyki. Ale już Islandia przygotowuje atak pozycyjny. Bramka... 30:27 dla Islandii.

Atakuje Polska. Bartek Jurecki ostro potraktowany przez trzech Islandczyków. Mamy jedynie wolny. Trzy bramki straty na trzy minuty przed końcem spotkania. Tkaczyk, znów faul i gwizdki sędziów. No niestety, broni Gustavsson. Teraz akcja Islandczyków. Stefansson, faul w ataku, przechwyt naszych, Jurasik szuka kogoś kto byłby na lepszej pozycji. Atak pozycyjny, próba rzutu, Lijewski, Gustavsson, wolny dla Polski. Niecałe dwie minuty do końca meczu. Przegrywamy z Islandią 27:30. Jeszcze walczymy. Jaszka i gol 28:30. Islandia będzie grała wolno, spokojnie, my kryjemy indywidualnie na całej połowie. Musimy zaryzykować. Już tylko minuta do końca.

Aut dla Islandii. Bramka i to już jest niestety koniec. Straciliśmy szansę, by awansować do półfinału igrzysk olimpijskich. 37 sekund, karny dla nas, ale przegrywamy 28:31. Niestety, przespaliśmy pierwszą część spotkania. Karny, Tłuczyński, gol 29:31. Petersson... 32. gol dla Islandii. Polacy kończą na trzy sekundy przed końcem bramka - 30. 32:30 dla Islandii, i to nasi rywale zagrają w półfinale.

Islandia - Polska 32:30

Tusk cieszy się z tarczy i żartuje z prezydenta

Bezpieczeństwo - to słowo najczęściej padało z ust premiera Donalda Tuska, gdy przemawiał po uroczystym podpisaniu umowy o tarczy antyrakietowej z USA. Delikatnie zażartował też z prezydenta: "Możemy zameldować Rzeczpospolitej wykonanie zadania". To oczywiste nawiązanie do słów Lecha Kaczyńskiego, który złożył meldunek bratu po wygraniu wyborów prezydenckich.

Po tym, gdy amerykańska sekretarz stanu Condoleezza Rice i szef MSZ Radosław Sikorski złożyli podpisy pod umową o tarczy, Tusk zwrócił się do Rice po angielsku: "Negocjacje były trudne, ale przyjazne. Jesteśmy przyjaciółmi pani sekretarz".

"Kiedy mój rząd zaczął negocjacje, przejmując wysiłek naszych poprzedników, skupiliśmy się na maksimum tego, co będzie decydować o bezpieczeństwie naszej ojczyzny i wszystkich Polaków" - przemawiał premier.

Obok stał uśmiechnięty Kaczyński i amerykańska sekretarz.

Tusk odczytał fragment wspólnej polsko-amerykańskiej deklaracji: "USA są zobowiązane do zabezpieczenia bezpieczeństwa Polski i wszelkich obiektów amerykańskich umieszczonych na jej terenie. Polska i USA będą działać wspólnie wobec militarnych i niemilitarnych zagrożeń. Oba państwa są przekonane, ze współpraca przyniesie długotrwałe korzyści".

Dodał, że Polska i USA zamierzają podpisać dalsze porozumienia, które maja zwiększyć współpracę pomiędzy nimi.

"Mamy prawo sądzić, ze dokonaliśmy wielkiego przełomu w bezpieczeństwie Polski i USA. Staraliśmy się, by globalne bezpieczeństwo oznaczało również bezpieczeństwo naszego terytorium” - dodał premier.

"Chciałem podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do tego przełomu, w tym panu prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu. Cieszę się, że wspólnie możemy zameldować Rzeczpospolitej wykonanie zadania" - zakończył swoje przemówienie Tusk.

LA Petrodolary na medal - pierwsze złoto dla Bahrajnu

PAP, kd
2008-08-19, ostatnia aktualizacja 2008-08-20 09:52
Zobacz powiększenie
Fot. Thomas Kienzle AP

Pierwszy złoty medal olimpijski zdobył dla Bahrajnu średniodystansowiec Rashid Ramzi, który przybył do emiratu z Maroka w 2001 r. Do igrzysk przygotowywał się w swej dawnej ojczyźnie.

Ramzi to jeden z największych sukcesów przyjętej przez opływających w dochody ze sprzedaży ropy naftowej szejków z Bahrajnu polityki naturalizowania wybitnych zawodników z biednych krajów. Bahrajn sprowadza też setki młodych, obiecujących sportowców - np. zdolnych biegaczy z Kenii, Maroka i innych krajów Afryki, czy grających w piłkę chłopców z Brazylii. Oferuje im fantastyczne warunki treningowe, wysokie gaże i najlepszych, również importowanych z całego świata trenerów.

- Nie oczekiwałem tego w najdzikszych snach. To nie wzięło się z niczego. Musiałem na to ciężko pracować, ale teraz jestem bardzo dumny - powiedział na mecie Ramzi.

- Przygotowywałem się do tych igrzysk od 2002 r., ale nie bez kłopotów. Potrafiłem je jednak pokonać - dodał Ramzi, który skorzystał z wolnego tempa prowadzących bieg Kenijczyków. Do dzwonka oznaczającego ostatnie okrążenie dobiegła cała grupa. Na ostatnich czterystu metrach Ramzi, mistrz świata z 2005 r. na tym dystansie, był najszybszy. Przebiegł je w 51 sekund. Mistrz świata z 2007 r. na 1500 m, reprezentujący USA Kenijczyk Bernard Lagat nie awansował do finałowego biegu.

28-letni Ramzi urodzony w Safi w Maroku, pokazał się na arenie światowej w 2004 r. gdy poprawił swój rekord życiowy na 1500 m o ponad 9 sekund (z 3.39,30 na 3.30,25) i przerwał serię zwycięstw rekordzisty świata, słynnego rodaka Hichama El Guerrouja. Wyczyn ten postawił go w rzędzie faworytów igrzysk w Atenach, ale tam nie powiodło mu się w półfinale. Rok później został pierwszy i jedynym dotąd biegaczem, który wygrał dwa dystanse, 1500 i 800 m w mistrzostwach świata.

Nowy mistrz olimpijski przyznał, że nie widzi nic zdrożnego w emigracji do Bahrajnu. - To wielkie osiągnięcie dla niewielkiego kraju, ale sadzę, że Marokańczycy mogą być także zadowoleni. Grupa marokańskich dziennikarzy także mi gratulowała - zakończył Ramzi.

Rice: dziś jest dzień historyczny

reg 20-08-2008, ostatnia aktualizacja 20-08-2008 10:56

Polska jest jednym z największych przyjaciół Stanów Zjednoczonych - oświadczyła amerykańska sekretarz stanu Condoleezza Rice po spotkaniu z prezydentem Lechem Kaczyńskim. Condoleezza Rice i Radosław Sikorski podpiszą umowę w sprawie umieszczenia w Polsce elementów amerykańskiej tarczy antyrakietowej.

Condoleezza Rice przybyła do Polski, żeby podpisać umowę w sprawie tarczy
autor zdjęcia: Radek Pasterski
źródło: Fotorzepa
Condoleezza Rice przybyła do Polski, żeby podpisać umowę w sprawie tarczy

Jak podkreśliła, dzień podpisania umowy o instalacji w Polsce elementów amerykańskiej tarczy antyrakietowej "to dzień historyczny".

- Baza pozwoli radzić sobie z nowymi zagrożeniami XXI wieku, zagrożeniem rakietowym z krajów takich jak Iran czy Korea Płn. Jest to system wyłącznie obronny, nie jest skierowany przeciwko nikomu - zapewniła Rice.

Jak dodała, system ten "po raz kolejny ustanawia strategiczną przyjaźń między Polską a USA, pogłębia współpracę obronną i możliwości radzenia sobie z zagrożeniami".

- Polska jest jednym z największych przyjaciół Ameryki i naszych sojuszników jako członek NATO. Będziemy w stanie wspierać wysiłki NATO na rzecz zwiększenia zdolności obronnych - powiedziała amerykańska sekretarz stanu.

Rice dziękowała prezydentowi Polski za "ustanowienie tej umowy o strategicznej współpracy w sprawie tarczy antyrakietowej". Podziękowała też swoim współpracownikom z Departamentu Stanu, polskim współpracownikom i negocjatorom obu krajów.

- Przede wszystkim chciałabym podziękować całemu narodowi polskiemu, wszystkim Polakom, którzy dostrzegli wartość tej umowy - powiedziała Rice.

Prezydent: obie strony osiągnęły swój cel

- To jest duży sukces Polski, kolejny etap w budowaniu światowej pozycji Stanów Zjednoczonych, najpotężniejszego ciągle i pewnie jeszcze bardzo długo kraju na świecie - powiedział prezydent Lech Kaczyński po spotkaniu z amerykańską sekretarz stanu Condoleezzą Rice.

- Ten dzień - 20 sierpnia 2008 r. - jest dla mnie dniem sukcesu i satysfakcji - dodał prezydent.

- Wyrażam olbrzymią satysfakcję, że długo trwające rozmowy w sprawie tarczy antyrakietowej zakończyły się sukcesem - powiedział Lech Kaczyński.

- Jeden z głównych celów strategicznych, które sobie stawiałem, jako prezydent został zrealizowany - dodał.

Lech Kaczyński podziękował władzom Polski i Stanów Zjednoczonych, poprzedniemu i obecnemu rządowi, byłej szefowej MSZ Annie Fotydze, obecnemu ministrowie spraw zagranicznych Radosławowi Sikorskiemu "za to, że ta wielka operacja, z punktu widzenia interesów Polski zakończyła się sukcesem".

Kamiński o kolejności przemówień: nowatorstwo protokołu

Minister w Kancelarii Prezydenta Michał Kamiński nazwał "nowatorstwem protokołu" fakt, że podczas środowej uroczystości podpisania umowy w sprawie tarczy antyrakietowej w kancelarii premiera pierwszy przemówić ma premier Donald Tusk, a dopiero po nim prezydent Lech Kaczyński.

W kancelarii premiera amerykańska sekretarz stanu Condoleezza Rice i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski podpiszą przed południem umowę w sprawie umieszczenia w Polsce elementów amerykańskiej tarczy antyrakietowej. Z programu uroczystości wynika, że pierwszy głos zabierze premier, po nim przemówić ma prezydent, na końcu - Rice.

- Protokół zawsze przewiduje, że głowa państwa przemawia jako pierwsza, ale ja nie ustalam protokołu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów - powiedział Kamiński.

Minister, jak mówił, chciałby pozostawić tego typu "zagrywki" bez komentarza. "Powaga państwa polskiego każe patrzeć na to ze smutkiem, ale raczej nie eskalować konfliktów, kiedy mamy gościa z zagranicy, który zapewne też się zdziwi nowatorstwem protokołu" - powiedział Kamiński. Ale - jak dodał - "spuśćmy na to wstydliwą zasłonę milczenia".

Rice: to sojusz przyjaciół

Wojciech Lorenz 21-08-2008, ostatnia aktualizacja 21-08-2008 03:05

Premier próbował załagodzić napięcia, które wywołały negocjacje z USA

– Zakończyliśmy negocjacje. Były one twarde, ale przyjazne, dlatego, że jesteśmy przyjaciółmi. Osiągnęliśmy wspólny cel, aby Polska i USA stały się bezpieczniejsze – mówił po angielsku do Condoleezzy Rice Donald Tusk.

– Czasami negocjacje były twarde, ale nigdy nie wrogie. Czasami trudne, ale zawsze zmierzały do celu – odpowiedziała mu pojednawczo szefowa amerykańskiej dyplomacji. Jej zdaniem Polska jest prawdziwym przyjacielem Ameryki. – W trudnych czasach warto mieć przyjaciół, ale najważniejsze jest mieć takich, którzy podzielają twoje aspiracje, wartości i marzenia. Polska jest właśnie takim przyjacielem – mówiła.

Oba kraje zamknęły w ten sposób trudny okres prawie dwuletnich negocjacji w sprawie umieszczenia w Polsce elementów tarczy antyrakietowej. Wyrzutnie pocisków rakietowych będących częścią tarczy mają stanąć na terenie dawnego lotniska wojskowego w Redzikowie pod Słupskiem.

Umowę podpisali wczoraj w Kancelarii Premiera Condoleezza Rice i szef polskiego MSZ Radosław Sikorski w obecności prezydenta i premiera. Mimo uroczystego charakteru tego wydarzenia i obecności zagranicznego gościa obaj politycy nie zdołali ukryć wzajemnych animozji. Gdy prezydent chciał stanąć obok amerykańskiej sekretarz stanu, premier wskazał mu miejsce dalej. Pierwszy też przemówił, choć to sprzeczne z protokołem. Gdy Tusk zaczął wystąpienie po angielsku, Lech Kaczyński parsknął śmiechem.

– Mamy prawo sądzić, że dokonaliśmy przełomu, jeśli chodzi o bezpieczeństwo Polski i USA – mówił premier. Jego zdaniem obecność rakiet Patriot w Polsce będzie „praktycznym wymiarem przełomowego porozumienia”. Na zakończenie szef rządu, zwracając się do prezydenta, powiedział, że cieszy się, iż „wspólnie mogą zameldować Rzeczypospolitej wykonanie zadania”. Nawiązał w ten sposób do słynnej wypowiedzi Lecha Kaczyńskiego skierowanej do jego brata Jarosława po wygranych wyborach prezydenckich: „panie prezesie, melduję wykonanie zadania”.

Ta uszczypliwość nie popsuła humoru prezydentowi, który zadowolony z zakończenia negocjacji z uśmiechem stał przy mikrofonie. – Bardzo się cieszę, że niezależnie od wahań, jakie się zdarzały, mamy dobrą umowę. To jest najważniejsze. Były chwile napięcia, ale są za nami. Cel strategiczny został osiągnięty – mówił Kaczyński. – Panie premierze, serdecznie gratuluję. Jeżeli chodzi o to wykonanie zadań, to chciałem zameldować też poprzedniemu rządowi.

Amerykańska sekretarz stanu podkreślała, że tarcza antyrakietowa pozwoli Polsce, USA i NATO „odpowiadać na przyszłe zagrożenia”. – Tarcza nie jest wymierzona w nikogo – zapewniała.

Obie strony w końcu ustąpiły

Rz: Czy ogłoszona deklaracja daje Polsce dodatkowe gwarancje bezpieczeństwa?

John Rood, główny negocjator USA: Deklaracja mówi nie tylko o wspólnym zaangażowaniu w rozwój systemu obrony przeciwrakietowej, ale także o wspólnym reagowaniu na zagrożenia, rozwoju współpracy wojskowej i technologicznej oraz konkretnie o umieszczeniu w Polsce baterii rakiet Patriot. Jest to więc ważny dokument, który zacieśnia współpracę między USA i Polską.

Ale ponieważ nie jest prawnie wiążący, można sobie wyobrazić, że następny prezydent USA nie uzna tej deklaracji za obowiązującą i patrioty do Polski nie trafią?

Polska i USA już bardzo blisko ze sobą współpracują. Dowodem jest zaangażowanie w Iraku i Afganistanie. To także pokazuje, że w interesie Ameryki jest, aby Polska miała jak najlepszą armię i zdolności militarne. Jestem przekonany, że następny amerykański prezydent będzie tego samego zdania.

Czy nowa oferta różni się znacznie od poprzedniej? Czy zgody na umieszczenie w Polsce jednej baterii patriotów na stałe nie było już w ofercie, którą polski rząd odrzucił 4 lipca?

Niech sprawa patriotów pozostanie tajemnicą negocjacji. Były wzloty i upadki podczas naszych rozmów, ale nigdy nie traciliśmy ze sobą kontaktu. Nie straciłem też wiary, że zmierzają one do szczęśliwego zakończenia. Mogę jedynie zapewnić, że w końcówce negocjacji obie strony ustąpiły i w dość znaczącym stopniu zmieniły swoje stanowiska.

Rzeczpospolita

Pekin: Co nam zostało, czyli szanse medalowe Polaków na 5 dni przed końcem igrzysk

Kuba Dybalski
2008-08-19, ostatnia aktualizacja 2008-08-20 09:35
Zobacz powiększenie
Fot. Bartosz Bobkowski / AG

Mamy na razie 8 medali, co jest najgorszym wynikiem od 56 lat. Ale jeszcze kilka mocnych szans przed nami. Trzeba jednak pamiętać, że Polacy to naród malkontentów. Przez kilka pierwszych dni po kolejnej straconej szansie wieszczono klęskę. Jak więc wyglądają szanse medalowe na 5 dni przed zakończeniem igrzysk? Okiem entuzjasty i malkontenta.

Piotr Małachowski: Granatami też rzucam daleko »

Fikcyjna rozmowa optymisty z pesymistą mogłaby wyglądać tak:

Optymista: - Wynik z Aten (10 medali) poprawimy bez problemu! Wystarczy popatrzeć na to kto został. Kusznierewicz i Życki w żeglarstwie, siatkarze, piłkarze ręczni...

Pesymista: - ...Siatkarki, florecistki, zastępy zapaśników, judoków i bokserów też były. O pływakach nie wspominając. I co? Nie wyszło. Nie mamy żadnego lidera, kogoś kto by wystartował i wygrał jak Korzeniowski w chodzie. Bardziej prawdopodobne, że ostatnie pięć dni będzie takie jak pięć pierwszych.

Marco Bonitta spotkał się z władzami PZPS »

- Nie zgadzam się. W lekkoatletyce już w środę zeszłoroczna mistrzyni świata Anna Jesień pobiegnie na 400 m przez płotki, a Kamila Skolimowska i Anita Włodarczyk będą rzucały młotem. Włodarczyk jak burza zakwalifikowała się do finału a Skolimowska wiadomo... mistrzyni olimpijska z Sydney.

- No właśnie. Była mistrzyni olimpijska. Sprzed ośmiu długich lat. A w tym sezonie obie Polki rzucają krócej niż kilkanaście rywalek. Jesień też nie ma wielkich szans na medal, bo w finale biegną trzy płotkarki, które w tym roku biegały szybciej niż wynosi jej rekord życiowy.

Jesień pobiegnie w finale »

- Listom światowym nie należy za bardzo wierzyć. Małachowskiego też wyprzedzali inni dyskobole. A Majewski pokazał, że w finale olimpijskim można poprawić rekord życiowy. I to o ile!

- Nawet jeśli im się uda, to i tak w lekkoatletyce wypadniemy marnie. Gdzie nasze sztafety, które wygrywały z Amerykanami? 4x400 pobiegnie, ale na razie uczestnicy kłócą się ze związkiem i miedzy sobą.

Plawgo wściekły na kolegę z drużyny »

- "Lisowczycy" zawsze byli mocni i tworzyli dramaturgię ostatnich dni igrzysk. Ale przecież szanse mamy nie tylko w lekkoatletyce. W żeglarskiej klasie Star Mateusz Kusznierewicz i Dominik Życki są faworytami do złota. To w końcu mistrzowie świata.

- Faworytami to by byli, gdyby nie zajmowali czwartego miejsca w klasyfikacji z 10 punktami straty do liderów. Zresztą nasze "wyczyny" w żeglarstwie na tych igrzyskach już mocno rozczarowały. Kto to miał nie zdobyć medalu Miarczyński i Klepacka w windsurfingu, Rafał Szukiel, który prowadził po pierwszych wyścigach w klasie Finn...

- Czwarte miejsce to bardzo dobra pozycja a 10 punktów można odrobić w jednym wyścigu. Wyprzedzającym Polaków duetom już się zdarzało przypłynąć w drugiej dziesiątce. A kajaki? W kajakarstwie mamy mocną reprezentację m.in. nasi kanadyjkarze, srebrni medaliści z Aten Paweł Baraszkiewicz, Daniel Jędraszko.

Czy Twardowskiemu nie zabraknie sił? »

- Obaj z innymi partnerami, niedoświadczonymi warto dodać. Pewnie liczysz jeszcze na Marka Twardowskiego, który startuje indywidualnie na 500 m w kajaku jedynce i w parze z Adamem Wysockim? Szkoda dwóch szans bo... Marek Twardowski był chorążym reprezentacji, a jak powszechnie wiadomo chorąży medalu nie zdobywa. Tak samo nie ma co liczyć na sporty drużynowe. Siatkarki fatalnie wypadły i już nie grają. Siatkarze zdążyli już przegrać w tym i zeszłym roku z każdym europejskim średniakiem. Nawet jeśli w ćwierćfinale jakimś cudem wygrają z Włochami, to w półfinale trafiają na Brazylijczyków. już raz w Pekinie z nimi przegrali - gładko 0:3.

- Amerykanom w finale Ligi Światowej się udało. W Pekinie udało się to Rosjanom. A my pokonaliśmy Rosjan. Włosi są rozbici przez plagę kontuzji. Drogę po medal siatkarze mają otwartą. Podobnie jak piłkarze ręczni. Mogą wygrać z każdym.

Włochy w ćwierćfinale, Brazylia w półfinale »

Medal na wyciągnięcie ręki, szczypiorniści grają z Islandią »

- I z każdym przegrać. Prowadzili już na tym turnieju z Hiszpanią i z Francją czterema bramkami i nie potrafili utrzymać przewagi do końca. A męczarnie z Brazylią, która w piłce ręcznej zbyt silna nie jest? Zresztą nawet jeśli uznać ich za szanse medalową to w tym momencie jakiekolwiek nasze szanse się kończą.

- A kolarki?

- Jakie? Górskie?

- Oczywiście. Maja Włoszczowska to czołowa kolarka górska na świecie. Ona na pewno zdobędzie medal.

- W Atenach też miała zdobyć i skończyła szósta.

Co więc z naszymi szansami? Rzeczywiście pesymista ma rację, że nie mamy "pewniaka" do złota, choć Mateusz Kusznierewicz i Dominik Życki medal powinni zdobyć. Nawet jednak w wariancie pesymistycznym gorzej niż w Atenach nie będzie, bo do medalu żeglarzy powinni nawet jeden brązowy medal dorzucić kajakarze, którzy już w biegach eliminacyjnych udowodnili, ze są mocni. W wariancie optymistycznym oprócz dotychczasowych ośmiu zdobędziemy jeszcze dwa medale w lekkoatletyce (Anna Jesień i jedna z rzucających młotem pań, sztafety mimo wszystko nie mają raczej tym razem szans), trzy w kajakarstwie, złoto w żeglarstwie, dwa w sportach drużynowych i na dokładkę Maja Włoszczowska w rajdzie przełajowym na rowerze. Czeka nas więc jeszcze dziewięć medali, a razem siedemnaście. Tyle ile w Atlancie...

Prezes PKOl: Sytuacja w szermierce napawa mnie grozą »

Brytyjski sposób na sukces: 265 milionów funtów

dsz, AFP
2008-08-19, ostatnia aktualizacja 2008-08-19 17:24
Zobacz powiększenie
Brytyjscy złoci medaliści w wioślarstwie
Fot. ALY SONG REUTERS

Wielkie pieniądze, jakie zainwestowali w sport Brytyjczycy, przynoszą efekty. Podczas ostatniego weekendu, sportowcy z Wysp Brytyjskich zdobyli osiem złotych medali i przesunęli się na trzecie miejsce w klasyfikacji medalowej. Kluczem do sukcesu są pieniądze - 265 milionów funtów.

Zobacz powiekszenie
Fot. PETER ANDREWS REUTERS
Paul Goodison
Zobacz powiekszenie
Fot. HANNIBAL HANSCHKE REUTERS
Brązowe medalistki Elise Laverick i Anna Bebington (wioślarstwo)
Zobacz powiekszenie
Fot. Ricardo Mazalan AP
Brytyjscy cykliści
Zobacz powiekszenie
Fot. CAREN FIROUZ REUTERS
Nick Skelton podczas skoku
Zobacz powiekszenie
Fot. PETER ANDREWS REUTERS
Paul Goodison, złoty medalista w klasie Laser
Drzewiecki: Gruntowne zmiany w polskim sporcie po igrzyskach w Pekinie »

"Gorączka olimpijska" rozgorzała na dobre. Nawet królowa Elżbieta II zapowiedziała, że po powrocie z Pekinu, przyjmie reprezentację w Buckingham Palace.

Za sukcesem "wyspiarskiego" sportu, kryje się jednak coś, co w dzisiejszych czasach bywa coraz częściej wyznacznikiem powodzenia. Pieniądze.

Sportowcy z Wielkiej Brytanii ukończyli igrzyska w Atlancie (1996) na 36. miejscu w rankingu medalowym. Z tego powodu, postanowiono przeznaczyć na rozwój sportu więcej funduszy z krajowego budżetu i narodowej loterii.

Brytyjczycy do tej operacji przygotowywali się latami i "pełną parą" ruszyła ona dopiero po olimpiadzie w Atenach (2004). Od tego czasu, na sport wyczynowy przeznaczono 265 milionów funtów. Dla porównania, przez olimpiadą w Sydney, budżet olimpijski wynosił jedynie 63 miliony, a przez Atenami 84.

W kolarstwo, wioślarstwo i żeglarstwo - czyli największe źródła medalowych sukcesów Wielkiej Brytanii w Pekinie, włożono odpowiednio 22.2, 26 i 22,3 mln funtów. I to tylko przez cztery ostatnie lata.

Co "wyspiarze" planują przed igrzyskami w 2012, których są przecież gospodarzami? Przed olimpiadą w Londynie, budżet sportowy ma wynieść 400 milionów funtów. Połowa tej kwoty będzie pochodzić od podatników.

- Inne kraje i starzy przeciwnicy, jak Australia teraz patrzą na nas, jak na kogoś, kto serio myśli o sporcie. Zdali sobie sprawę, że są daleko w tyle za nami w medalowej tabeli - powiedział Andy Burnham, członek brytyjskiego rządu, odpowiedzialny za rozwój kultury i sportu.

Pierwsze owoce, projekt odbudowy brytyjskiego sportu wyczynowego, przyniósł w Atenach. Wielka Brytania zajęła tam 10. miejsce z dorobkiem 30. medali, w tym dziewięciu złotych.

Jakie założenia mieli w takim razie Brytyjczycy przez igrzyskami w Pekinie? Celowano w ósme miejsce w rankingu. Miał to dać wynik w granicach 35 medali. Plan optimum, jeżeli można tak to nazwać, zakładał zdobycie 41. krążków.

Prezes Brytyjskiego Komitetu Olimpijskiego, Simon Clegg powiedział, że kluczem do sukcesu są specjaliści.

- Trzeba zatrudniać najlepszych trenerów na jakich cię stać. Należy rozbudowywać struktury treningowe. Bez takiej bazy, bardzo trudno o efekty. Mogę już śmiało powiedzieć, że w Pekinie nam się powiodło. Wynik reprezentacji powinien natchnąć naród i uczynić go dumnym, ze swoich reprezentantów - powiedział Clegg.

Co ważne, Brytyjczycy nie pozostają bezkrytyczni w obliczu sukcesu. "The Financial Times" zwrócił uwagę, że po tym jak "wyspiarze" odnoszą sukcesy tylko w kilku dyscyplinach, przyszedł czas na pracę nad sportami z "wyższej półki".

- Medale są wciąż zdobywane w bardzo wąskiej grupie dyscyplin, takich jak kolarstwo, wioślarstwo, jeździectwo i żeglarstwo. Nasze zadanie, które musimy zrealizować do 2012 roku, to zwiększenie szans Brytyjczyków, na medale, chociażby w lekkoatletyce czy pływaniu - można przeczytać w "The Financial Times".

Zwycięstwa działają jak magnes. Blisko sześć milionów Anglików, obejrzało finał 100 m. Dwa miliony czekało do 1:00, żeby zobaczyć maraton kobiet.

Marek Plawgo: Niech biega zarząd PZLA! »

A ile kosztuje olimpijczyk w Polsce?

" 274 mln zł z budżetu państwa wydano na przygotowania polskich sportowców do igrzysk olimpijskich. W Pekinie startuje 263 naszych zawodników. Na każdego z nich wydaliśmy ponad milion złotych? Nic bardziej mylnego

Przez cztery lata przygotowań morze pieniędzy popłynęło w świat. Nasi sportowcy do olimpijskich startów przygotowywali się właściwie na wszystkich kontynentach. Wystarczy wspomnieć kilka miejsc, w których przebywali w samym tylko lipcu i sierpniu. Siatkarze - chińskie Hangzhou, lekkoatleci - japońskie Kochi, pływacy - hiszpańska Sierra Nevada. Żeby zobrazować koszty pełnego przygotowania jednego zawodnika, warto przytoczyć przykład Pawła Czapiewskiego. Brązowy medalista mistrzostw świata w biegu na 800 metrów z roku 2001 z powodu słabych wyników w pewnym momencie został wyłączony z kadry olimpijskiej. "Czapi" nie zrezygnował z walki. By zrealizować marzenia, sprzedał swoje mieszkanie. Uzyskane pieniądze pozwoliły mu sfinansować kilka miesięcy treningów, a teraz Paweł szykuje się do olimpijskiego startu.

Największe środki przeznaczane są na zgrupowania, dużo pieniędzy wydawanych jest także na stypendia. Otrzymują je wszyscy członkowie kadry olimpijskiej. Najwyższe, dla olimpijczyka, który jest mistrzem świata, wynosi miesięcznie około 6 tys. zł brutto.

Trzeba zaznaczyć, że wymieniane 274 mln zł są kwotą przeznaczoną wyłącznie na zaspokojenie potrzeb. Trudno mieć pretensje o to, że medaliści imprez rangi mistrzowskiej otrzymują stypendia, jak i o to, że potrzebują wyjazdów, by optymalnie przygotować się do startów. Weźmy choćby pływaków, którzy liczą się w świecie, a w kraju mają do dyspozycji dwa przyzwoitej klasy baseny.

Nasi sportowcy na wyjazdy są skazani nie tylko ze względów niedomagającej infrastruktury sportowej w kraju. Specyfika wielu dyscyplin wymaga np. przygotowań w wysokich górach, a takich w Polsce przecież nie mamy." - czytamy w tekście Łukasza Jachimiaka Ile kosztuje olimpijczyk na łamach "Metra".

Szermierze: Związek to towarzystwo wzajemnej adoracji »

SIAT POL-ITA 2-3 Siatkarze przegrali. Medale nie dla nas

Polscy siatkarze przegrali z Włochami 2:3

Emocje były wielkie. Po dwóch setach ćwierćfinałowego pojedynku z Włochami nasi siatkarze przegrywali 0:2. Jednak biało-czerwoni poderwali się do walki. Wygrali dwie kolejne partie i doprowadzili do remisu. Niestety po dramatycznym tie-breaku przegrywamy 2:3. To koniec marzeń o olimpijskim medalu dla Polaków.


Polacy słabo rozpoczęli spotkanie, zwłaszcza w zagrywce. Włosi natomiast nie popełniali błędu i zimna krwią wykorzystywali nasze. Po dwóch przegranych setach trener naszej reprezentacji Raul Lozano zdecydował się na zmiany. Na boisku pojawili się Marcin Możdżonek i Marcin Wika. To dało efekt.

Polacy wygrali dwie partie i doprowadzili do remisu 2:2. O awansie do półfinału zdecydował tie-break. Niestety w nim więcej szczęścia mieli rywale i to Italia przeszła do kolejnej fazy olimpijskiego turnieju w Pekinie. W półfinale Włosi zagrają z Brazylią lub Chinami.

I set:

Zaczęli Polacy. Zagrywał Daniel Pliński. Włosi dobrze przyjęli i zdobyli pierwszy punkt. Rywale psują serwis i jest remis 1:1. To samo robi Wlazły. Traimy drugi punkt. Błąd Włochów i 2:2. Dwa punkty z rzędu zdobywają Włosi. Przegrywamy 2:4. Dotknięcie siatki przez przeciwników 3:4.

Na pierwszej przerwie technicznej przegrywamy 5:8. Jak na razie słabo gramy zagrywką. Dwie zepsute, a pozostałe nie sprawiły Włochom problemów z odbiorem.

Po wznowieniu gry zagrywkę psują przeciwnicy. Daniel Pliński robi to samo. Świetnie Kadziewicz z krótkiej i mamy 7 punkt. Gra toczy się punkt za punkt. Nie możemy zmniejszyć dwupunktowej przewagi Włochów.

Na drugiej przerwie technicznej nadal utrzymywała się dwupunktowa przewaga Italii. Po wznowieniu gry Wlazły psuje atak. Chwilę później piłka po zbiciu rywali ląduje w naszym polu. Włosi mają już cztery punkty przewagi.

15. punkt dla nas zdobywa Wlazły. Świderski atakuje. Blok ale piłka wychodzi w aut. Mamy 16 punkt. Potem nie mylą się obie strony i jest 17:19. Na boisko wchodzi Marcin Wika. Włosi odbierają jego zagrywkę i zdobywają 20 punkt. Błąd Ignaczaka. Przebija piłkę na stronę rywali. Kontra i tracimy 21 punkt. Czas dla biało-czerwonych.

Fatalna passa Polaków trwa. Przegrywamy 17:22. Błąd Zagumnego. Sędzia odgwizduje mu podwójne odbicie. 18. punkt dla Polaków zdobywa Świderski atakiem z drugiej linii. Po chwili Włosi mają piłkę setową. Pierwszą bronimy. Drugiej niestety nie. Przegrywamy pierwszego seta 19:25.

II set:

Zdobywamy pierwszy punkt atakiem ze środka. Blok Polaków i 2:0. Nerwy zeszły z naszych zawodników. Łapią dobry rytm. Prowadzimy 4:2. Punktują Winiarski i Świderski.

Zagumny wystawia z trudnej piłki, a Wlazły się nie myli i jest już 5:2 dla biało-czerwonych. Niestety dwa punkty z rzędu zdobywają Włosi i nasza przewaga topnieje. Mocno Wlazły i mamy 6. punkt. Potem znów tracimy dwa "oczka" z rzedu i jest remis 6:6. Błąd Włochów. Mamy 7. punkt. Atak świderskiego. Niestety aut. Atomowe zbicie Wlazłego i na pierwszej przerwie technicznej prowadzimy 8:7.

Po przerwie skuteczny blok Świderskiego. Włosi dotykają siatki, punkt dla nas. Włoski trener prosi o czas. Po wznowieniu gry autowy atak rywali. Prowadzimy 11:7. Wlazły serwuje w aut. Świderski kiwa. Piłka ląduje w polu po stronie Włochów. Nie bronimy ataku rywali 12:9. Wlazły zablokowany dwa razy z rzędu. Włsio odrabiają straty 12:11.

Kolejny prosty błąd Włochów. Potem Kadziewicz serwuje w siatkę, a w następnej akcji Świderski atakuje w aut i jest remis 13:13. 14. punkt zdobywamy po błędzie Włochów.

Na drugiej przerwie technicznej prowadzimy 16:15. Po przerwie Włosi dobrze rozgrywają akcję i doprowadzają do remisu. Wlazły atakuje z trudnej piłki. 17:16 dla nas. Gra znów toczy się punkt za punkt. Przy stanie 18:18 śędzia odgwizduje podwójne odbicie Zagumnemu i przegrywamy 18:19 Lozano prosi o czas.

Świetna akcja Polaków. Kadziewicz zbija z krótkiej i mamy remis. Włosi ze środka przebijaja się przez nasz blok 19:20. Wlazły obija blok rywali 20:20. Za chwilę jest 21:21. Potem dwa punkty zdobywają Włosi. Robi się nerwowo. Lozano znów prosi o czas.

Uwagi szkoleniowca nic nie pomogły. Świaderski zablokowany i Włosi mają piłkę setową. Pierwsza bronimy. W kolejnej akcji Świderski w siatkę. Włosi zdobywają 25 punkt i tym samym wygrywają drugiego seta.

III set:

Winiarski nie broni atkau rywali. Pierwszy punkt w trzecim secie dla Włochów. Do remisu doprowadza Wika. Po ataku Wlazłego wychodzimy na prowadzenie 5:4. Autowy atak Włochów. Mamy 6. punkt. Jednak szybko tracimy przewagę. Po chwili jest znów remis 6:6. Na szczęście podrywamy się do walki. Zdobywamy dwa punkty z rzędu i na pierwszej przerwie technicznej prowadzimy 8:6.

Rywale dobrze grają w obronie i szybko odrabiają straty (9:9). Atakuje Wika i mamy 10 punkt. Piłka po naszym bloku wychodzi w aut. As serwisowy rywali. Przegrywamy 10:11. Kolejne dwie akcje należa do nas i to my wychodzimy na prowadzenie 12:11. Winiarski obija blok rywali. Rośnie nasza przewaga. Włosi w aut i 14:11 dla nas. Trener przeciwników prosi o czas.

Po wznowieniu gry dwa punkty dla Włochów. Tym razem o czas prosi Raul Lozano. Włosi psują zagrywkę. Blok Winiarskiego. Na drugiej przerwie technicznej prowadzimy 16:13. Blok Możdzonka i mamy cztery punkty przewagi. Tego nie można zmarnować.

Nasza przewaga rośnie. Prowadzimy 19:14, chwilę potem jest 22:17. Wika zablokowany 22:18. Żle przyjmujemy, ale na nasze szczęście błąd Włochów i prowadzimy 23:18. Zlatanov atakuje w aut i mamy piłkę setową. As serwisowy Marcina Wiki kończy trzeciego seta. Wygrywamy 25:18.

IV set:

Pierwszy punkt dla Polaków zdobywa Kadziewicz. Winiarski podwyższa na 2:0. Po chwili ten sam siatkarz znów punktuje. Tym razem oszukał rywali sprytną kiwką. Fantastyczny serwis Wiki i jest już 4:0 dla Polski. Wspaniały początek czwartego seta w naszym wykonaniu.

Wika nie zwalnia tempa. Znów popisuje się asem serwisowym. Gramy jak z nut. Na pierwszej przerwie technicznej prowadzimy 8:2.

Po wznowieniu gry Winiarski atakuje w aut. W kolejnej akcji myli się Wika i nasza przewaga topnieje do 4 punktów. Włosi zdobywają kolejne dwa punkty i jest już tylko 8:6. O czas prosi Raul Lozano.

Wlazły przebija się przez blok rywali 9:6. Nieudany blok Polaków 9:7. Winairski zdobywa 10. punkt. Możdzonek zagrywa w aut 10:8. Włosi też psują zagrywkę 11:8. Ignaczak nie daje rady w obronie 11:9. As serwisowy rywali 11:10. Włosi psują zagrywkę 12:10. Na zagrywce Wika. Włosi przyjmują, rozgrywają i mają 11. punkt. Kadziewicz ze środka 13:11. Dwa punkty dla Włochów i jest remis 13:13. W kolejnej akcji świetnie Wlazły 14:13 dla nas. Ten sam zawodnik zdobywa 15. i 16. punkt. Na drugiej przerwie technicznej mamy trzy "oczka" przewagi.

Po wznowieniu gry powiększamy przewagę 18:14. Niestety Włosi nie poddaja się. Odrabiają dwa punkty (19:17). Po chwili jest 20:19. Na szczęście Kadziewicz nie myli się ze środka i mamy 21. punkt. Robi sie gorąco jest remis 21:21. Winiarski zablokowany. Przegrywamy 21:22. Czas dla Polaków.

Kadziewicz ze środka i mamy remis. Ale szczęście, Możdzonek kiwa 23:22 dla nas. zobywamy kolejny punkt. mamy piłke setową. Niestety Włsoi zdobywaja dwa punkty z rzedu i jest remis 24:24. Gra toczy się punkt za punkt. Jest remis 26:26. Wlazły zdobywa 27. punkt. A seta asem serwisowym kończy Winiarski. Wygrywamy 28:26. Doprowadzamy do remisu 2:2.

V set:

Pierwszy punkt dla Włochów. Po chwili jest remis 3:3. Ignaczak broni, mamy kontrę i zdobywamy 4. punkt. Kolejne trzy akcje należą do Włochów. Przegrywamy 4:6. O czas prosi Lozano. Na przerwie technicznej przegrywamy 6:8.

Autowy blok Polaków. Włosi w aut. mocna zagrywka wlazłego. Włosi przyjmuja i wyprowadzają atak z krótkiej. Punkt dla nich. Wika zdobywa punkt dla nas. Atomowa zagrywaka Wiki zatrzymuje się na siatce. Przegrywamy 8:11. Winiarski zdobywa dla nas 9. punkt. Bolk możdzonka już tylko 10:11. Czas dla Włochów.

Gramy punkt za punkt. 12:11 dla Włochów. Wlazły... i jest remis 12:12. Atak ze środka, punkt dla rywali. Znów fantastycznie Wlazły. Kiwa i jest remis 13:13. Winiarski psuje zagrywkę piłka meczowa dla Włochów. Przeciwnicy dotykaja siatki i znów remis 14:14. Kadziewicz blokuje ale piłka ląduje na aucie. Kolejny meczbol dla Italii. wlazły po bloku i mamy punkt. Wlazły za serwował bardzo mocno ale Włosi szczęsliwie zdobywają punkt. Nastepna akcja należy też do Włochów i przegrywamy tego seta 17:15, a tym samym całe spotkanie 2:3.

Polska - Włochy 2:3 (19:25, 22:25, 25:18, 28:26, 15:17)

Polska: Paweł Zagumny (1), Michał Winiarski (19),Daniel Pliński (2), Mariusz Wlazły (27), Łukasz Kadziewicz (8), Sebastian Świderski (9), Krzysztof Ignaczak (libero) oraz Piotr Gruszka, Marcin Wika (8), Paweł Woicki (1), Marcin Możdżonek (5).

Włochy: Valerio Vermiglio (3), Mauro Gavotto (20), Alberto Cisolla (18), Matteo Martino (13), Vigor Bovolenta (14), Emmanuele Birarelli (4), Mirko Corsano (libero) oraz Luigi Mastrangelo (6), Alessandro Paparoni, Hristo Zlatanov.