czwartek, 22 maja 2008

Jak Ziemkiewicz utarł nosa Moskalom, a oni jemu

Marcin Wojciechowski
2008-05-21, ostatnia aktualizacja 2008-05-20 16:29

Przynajmniej 60 tys. Rosjan przeczytało obraźliwy dla nich komentarz "Kulturnyj narod" publicysty "Rzeczpospolitej" Rafała Ziemkiewicza o paradzie 9 maja w Moskwie. Żaden inny tekst w rosyjskim necie nie wywołał tak wielkiej fali antypolskich reakcji. I prawdopodobnie na tym się nie skończy

Zobacz powiekszenie
Fot. DAVID MDZINARISHVILI REUTERS
9 maja, Rosja. Parada wojskowa na Placu Czerwonym w Moskwie z okazji Dnia Zwycięstwa.
"Szeregowi Rosjanie mogą zdychać z głodu, mogą żyć w ziemiankach i mieć jeden kibel na cztery rodziny, ale na to, by w rosyjskich arsenałach nie zabrakło nieprzebranej liczby tanków, myśliwców, głowic jądrowych, kawitacyjnych torped, jakich nikt inny na świecie nie ma - na to ruble zawsze będą - napisał Ziemkiewicz. - Szeregowi Rosjanie mogą być wyzyskiwani jak średniowieczni przypisańcy i na każdym kroku upokarzani przez byle czynownika, byle milicjanta, o wielmożach z gangsterskimi i partyjnymi koneksjami już nie wspominając - ale nie będą sobie o takie drobiazgi krzywdować, dopóki wiedzą, że ich władca ma czym zmiażdżyć każdego, kto chciałby Rosji zagrozić. (...) Niech świat ogląda te tłumy doznające zbiorowych orgazmów na widok pancerzy i luf, niech słucha porykiwań, jakich w jego cywilizowanych częściach nie słyszano od czasów niemieckich parteitagów".

Tekst ukazał się 12 maja w papierowym wydaniu gazety. Przedrukował go rosyjski portal z tłumaczeniami prasy zagranicznej Inosmi.ru oraz inne rosyjskie portale. Tekst wywołał żywą dyskusję. Do poniedziałku tylko na forum Inosmi.ru zabrało w niej głos 60 tys. ludzi. Niektórzy Rosjanie byli rozżaleni, inni ironizowali na temat Polski i autora, jeszcze inni kipieli agresją. Kilku przyznało Ziemkiewiczowi rację.

Drage: „Nie chciałabym znaleźć się z panem, panie Ziemkiewicz, na bezludnej wyspie. Pan nawet ziemianki by nie wykopał (z budowaniem szałasu też byłyby problemy). Rosjanie o takich mówią: »Z takim człowiekiem na zwiad bym nie poszedł «. Wrzucił pan wszystkich Rosjan do jednego worka, oblał ich błotem. Jest mi wstyd za pana".

Evgeny: „Rosjanie, nie obrażajcie się na naszych młodszych braci! Słaby naród... Nas nawet Mongołowie nie odwrócili od prawosławia, a ich szybko Krzyżacy przechrzcili na katolicyzm! (...) Żal biednego narodu. Usiłują być Europejczykami, a naprawdę są kartą przetargową USA i drugorzędnym członkiem UE. Dorzucę jeszcze, że do upadku ZSRR całym sercem lubiłem Polskę. Szanowałem ich, a teraz to bardzo nieszczęśliwy naród. Z własnej bezradności szczeka na nas, żeby zarobić na dywidendy od Busha albo jego następcy".

Medvedev: „Piszę ze swojego lampowego kalkulatora »Ruś MK64 « z kolejki do jedynej toalety w Moskwie. Przede mną prości rosyjscy faceci [tu nazwiska kilku miliarderów] piją wodę kolońską, a Czernomyrdin [były premier] gra im na bałałajce. A to znaczy, że obsram się jeszcze w kolejce. Przepraszam, że piszę po rosyjsku. Agent FSB, który czyta moje SMS-y, zabrania mi używać języków obcych. Polacy - jacy jesteście szczęśliwi, że staliście się stanem USA. Jest u was demokracja, wolność i wzrost gospodarczy. Możecie nawet pracować jako hydraulicy na całym świecie. Tak wam zazdroszczę!".

Doktor: „Wspaniały artykuł. Wspaniałe połączenie zawiści i zwierzęcego strachu! Moskiewska defilada trafiła w samo serce polskich kompleksów".

Sibiryak: „Brawo, autor! Piszcie jeszcze, takiego wesołego deliriuma więcej nigdzie nie znajdziesz oprócz u Polaków. Wasz artykuł skopiuję i obeślę wszystkim swoim przyjaciołom - niechaj też się zabawią. I synowi z córką do Nowego Jorku, niechaj powspółczują rodzicom".

Wspaniala Rosja: Coś mi się przypomina, że prezydent Kaczyński też zorganizował pokaz broni w Warszawie. Oh, Polacy nie mieli takiej dobrej broni. Zawiść to potężna siła, Panie Rafale. Zawiść".

Mniejsza o wypowiedzi internautów. Agresja, obelgi, czasem bluzgi należą do specyfiki tego medium w każdym kraju.

Ale tekst Ziemkiewicza ukazał się w gazecie uważającej się za poważną i opiniotwórczą. W dodatku w połowie będącej własnością skarbu państwa, o czym doskonale wiedzą w Rosji. Dla rosyjskiej dyplomacji to wspaniały pretekst, by uznać tekst za antyrosyjską prowokację i przygotować podobną reakcję w podległych Kremlowi mediach. Ziemkiewicz może o tym nie wiedzieć, bo się na Rosji nie zna. Dziwię się jednak, że w "Rzeczpospolitej" nie ma przytomnych ludzi.

Mniejsza o Rosję i "Rzeczpospolitą". Gazeta - nawet należąca w części do państwa - nie musi kierować się dobrem stosunków polsko-rosyjskich ani żadnych innych, jeśli ma ku temu poważny powód. Broni wolności, praw człowieka, ujmuje się za ofiarami represji np. w Czeczenii, na moskiewskich ulicach, gdzie opozycja nie może legalnie protestować, w Iraku czy Tybecie. Każdy z nas, dziennikarzy, robi to codziennie zgodnie z własnym przekonaniem. W nasz zawód wpisany jest brak pokory.

Ale w tekście Ziemkiewicza nie widać troski o jakiekolwiek wartości. To zwykły bluzg. Autor czerpie radość z wylania na Rosjan kubła pomyj. Wrzuca ich do jednego worka, nie niuansuje, nie widzi w Rosji nic dobrego. Wot, żurnalistika...

Nieprawdopodobnie mocne zwyżki na rynku ropy. To jak panika kupujących

tm, PAP
2008-05-22, ostatnia aktualizacja 2008-05-22 11:23

Po niezwykłej hossie w środę, która przyniosła wzrost cen ropy o prawie 5 dol. to jest o prawie 4 proc., noc z środy na czwartek przyniosła dalszy marsz w górę cen tego surowca. Coraz częściej słychać głosy niepokoju o skutki paliwowej hossy dla całej gospodarki światowej.

W posesyjnych notowaniach na nowojorskiej giełdzie NYMEX cena ropy przeszła najpierw granicę 134 dol. za baryłkę, a kilka godzin później, po godz. 3 w czwartek rano czasu polskiego, kolejną granicę - 135 dol. za baryłkę, osiągając w elektronicznych transakcjach w Singapurze poziom absolutnego rekordu wszech czasów 135,04 dol. za baryłkę. Później nieco opadła i ok. godz. 6 czasu polskiego wynosiła 134,70 - 134,80 dol. za baryłkę.

W ten sposób ropa w ciągu ostatniej doby zdrożała o ponad 6 dol, to jest o ok. 4,7 proc. Jest to tempo niezwykłe, nawet w porównaniu z dotychczasową, nieustanną zwyżką w ostatnich tygodniach i miesiącach, która tylko w tym roku podbiła ceny o ponad jedną trzecią, to jest o ok. 35 dol.

Po przekroczeniu we wtorek po raz pierwszy w dziejach 129 dol., cena ropy w Nowym Jorku zamknęła się tuż poniżej tej granicy. W środę rano, jeszcze przed otwarcie New York Mercantile Exchange, wskaźnikowa dla największego na świecie rynku amerykańskiego cena lekkiej ropy teksańskiej (WTI) w kontraktach na najbliższy miesiąc (lipiec) przekroczyła w transakcjach elektronicznych nie tylko 129, ale również 130 dol. za baryłkę, pokonując jeszcze jedną, niewyobrażalną do niedawna granicę.

Po otwarciu środowej sesji na nowojorskiej giełdzie NYMEX cena poszybowała jeszcze wyżej i w nadzwyczajnym tempie pokonywała kolejne szczeble - rekordy wszech czasów, zamykając się na poziomie 133,17 dol. za baryłkę, wyższym o 4,19 dol. od zamknięcia wtorkowego.

Co więcej, w posesyjnych transakcjach marsz w górę trwał nadal i przed północą czasu polskiego cena baryłki przekroczyła jeszcze jedną granicę - 134 dol., a w ponad trzy godziny później następną - 135 dol. Tylko w maju nowojorska cena ropy wzrosła o 22,5 dol., czyli 20 proc., bijąc nowe rekordy wszech czasów przez większość dni giełdowych.

Analogiczna hossa trwa w Londynie na międzykontynentalnej giełdzie ICE Futures, gdzie wskaźnikowa dla rynku europejskiego cena ropy Brent z Morza Północnego wzrosła w środę podczas sesji o 4,76 dolara, zamykając się na poziomie 132,70 dol.

Główna przyczyna skokowej, środowej hossy to opublikowanie przez agendy rządowe USA niższych od przewidywań danych na temat stanu amerykańskich zapasów komercyjnych. Cotygodniowy raport U.S. Energy Information Administration wykazał, że zapasy ropy surowej w kraju będącym największym na świecie konsumentem tego surowca spadły w ostatnim tygodniu aż o 5,4 mln baryłek, co było zupełnym zaskoczeniem dla rynku, spodziewającego się w najgorszym wypadku spadku o połowę mniejszego.

"Ten raport dał rynkowi wszelkie powody do gwałtownego wzrostu" skomentował wydarzenia cytowany przez Reutera analityk z Chicago Rob Kurzatkowski.

Oliwy do ognia dolała prognoza wielkiego banku inwestycyjnego Goldman Sachs, że ceny ropy w drugiej połowie tego roku wyniosą średnio 141 dol. za baryłkę, a do 2010 roku mogą osiągnąć poziom 200 dol. za baryłkę.

Optymizmu nie przywrócił amerykański minister energetyki Sam Bodman, który powiedział, że rząd nie może nic zrobić, by złagodzić ból planujących wyjazdy urlopowe konsumentów, patrzących na rosnące ceny paliw na stacjach benzynowych.

"Mamy nie zmieniającą się produkcję (ropy) (...) i rosnący popyt" - powiedział Bodman. "Nie sądzę, by dało się coś zrobić w niedalekim czasie".

Od 2002 roku ceny ropy wzrosły już sześciokrotnie, a od początku bieżącego roku, kiedy to w pierwszych dniach stycznia przekroczono po raz pierwszy w historii granicę 100 dol, już o 35 proc.

Analitycy rynku zapowiadają stałe wznoszenie aż do 150 dol. za baryłkę i zastanawiają się, co wreszcie mogłoby zahamować nieustanną wspinaczkę. Coraz więcej ekspertów ostrzega przed poważnymi skutkami tak gwałtownego wzrostu cen ropy i jej pochodnych dla koniunktury światowej, mnożą się przykłady niebezpiecznych zjawisk z różnych krajów.

W ostatnich dniach w Indonezji, która jest członkiem Organizacji Państw Eksporterów Ropy Naftowej mimo, że stała się już importerem netto tego surowca, ogłoszono oficjalną podwyżkę cen paliw średnio o 28 proc.

We Francji strajk ogłosili właśnie rybacy, domagając się od rządu rekompensat za zwyżkę cen oleju napędowego, czyniącą nieopłacalnymi połowy. W środę zaniepokojenie podwyżkami cen ropy wyraziła Wspólnota Ekonomiczna Państw Afryki Zachodniej, która uznała, że stanowią one "silny cios" dla koniunktury gospodarczej w regionie.

USA nie pomogą w modernizacji polskiej armii

mig, PAP
2008-05-22, ostatnia aktualizacja 2008-05-22 10:23

Polska będzie musiała sama pokryć większość kosztów unowocześnienia swego systemu obronnego, których domaga się od rządu Busha w zamian za zgodę na rozmieszczenie elementów tarczy antyrakietowej - powiedział wysoki rangą przedstawiciel Waszyngtonu.

Zobacz powiekszenie
Fot. Tariq Aziz / AP
Amerykanie nie pomogą w modernizacji polskiej armii
ZOBACZ TAKŻE
"Oni (Polacy) mają wielkie marzenia, jeśli chodzi o to, czego chcą" - powiedział Reuterowi po konferencji na temat broni kasetowej Stephen Mull, który prowadzi negocjacje z Polską z ramienia Stanów Zjednoczonych. Jego zdaniem, Polska będzie musiała zapłacić sama za większość działań modernizacyjnych, jakie przewiduje.

Reuter przypomina, że Polska stara się postawić twarde warunki, od których uzależnia wyrażenie zgody na rozmieszczenie na swym terytorium 10 amerykańskich wyrzutni rakiet przechwytujących. Jednym z tych warunków jest wydanie przez Stany Zjednoczone dużej sumy pieniędzy na unowocześnienie polskiej obrony powietrznej.

"Sądzimy, że ważne jest nie tyle, by przybyć tam z wszystkimi tymi drogimi, nowoczesnymi rzeczami, co by realnie zapewnić rozsądne wykorzystanie (tych środków które mają), a mają oni bardzo ograniczoną ilość dolarów do wydania na obronę" - powiedział Mull, który jest dyrektorem biura do spraw polityczno- wojskowych w Departamencie Stanu USA.

Poinformował, że przedstawiciele amerykańskich władz wojskowych przedstawili w tym tygodniu w Warszawie stronie polskiej kilka możliwych rozwiązań, jeśli chodzi o unowocześnienie systemu obrony i zasugerowali, by strona polska "dokonała realistycznej oceny" swych celów z zakresu planowania militarnego oraz ilości pieniędzy, jakie może zainwestować.

Grupy robocze mają złożyć sprawozdania do połowy lipca, "a następnie zadecydować, jak iść naprzód" - powiedział Mull. "Ale (co do) unowocześnienia obrony, to muszą oni przeznaczyć na to większość pieniędzy".

Rząd Busha chce umieścić w Polsce rakiety przechwytujące, a w Republice Czeskiej obserwacyjną stacje radarową, by chronić się przed ewentualnym zagrożeniem rakietowym z Iranu - przypomina Reuter. Rosja stanowczo sprzeciwia się planom USA w sprawie tarczy rakietowej w Europie Wschodniej - dodaje agencja.

Wcześniej w tym roku przedstawiciele władz polskich powiedzieli, że wśród rzeczy, jakie chcieliby otrzymać ze Stanów Zjednoczonych są baterie pocisków przeciwrakietowych Patriot, które miałyby chronić polskie miasta przed atakiem rakiet średniego zasięgu.

W marcu prezydent USA George W.Bush obiecał dopomóc w modernizacji polskiego wojska. Od tego czasu negocjacje utknęły w martwym punkcie, a przedstawiciele władz amerykańskich ostrzegli, że mogą umieścić rakiety przechwytujące gdzie indziej, jeśli rozmowy nie zakończą się sukcesem.

Przedstawiciele Warszawy zwracają uwagę, że polska opinia publiczna, która odnosi się w dużej mierze sceptycznie do propozycji tarczy rakietowej USA, nie zaakceptowałaby porozumienia, które nie objęłoby wyraźnego wsparcia polskiego systemu obronnego - kończy depeszę Reuter.

Trybunał UE: ZUS nie może zawieszać świadczeń Polakom za granicą

mig, PAP
2008-05-22, ostatnia aktualizacja 2008-05-22 11:37

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu zakwestionował polskie przepisy pozwalające ZUS-owi na zawieszanie wypłat niektórych świadczeń Polakom mieszkającym za granicą.

"Uregulowanie polskie, które stawia w gorszej sytuacji niektórych obywateli tego kraju z tego tylko powodu, że skorzystali oni ze swobody przemieszczania się i pobytu w innym państwie członkowskim, stanowi ograniczenie swobód gwarantowanych (...) każdemu obywatelowi UE" - głosi wyrok.

Trybunał wypowiedział się w sprawie renty inwalidzkiej z tytułu uszczerbku na zdrowiu doznanego w miejscach odosobnienia w okresie deportacji, jaką dostawała pani Halina Nerkowska, od 1985 roku mieszkająca w Niemczech. W 2002 roku ZUS zawiesił wypłacanie renty, tłumacząc to miejscem zamieszkania rencistki - poza granicami Polski.

Nerkowska uważała, że w związku z przystąpieniem Polski do UE, fakt zamieszkiwania przez nią w Niemczech nie może stanowić okoliczności przesądzającej o odmowie wypłaty renty. Dlatego od decyzji ZUS-u odwołała się do Sądu Okręgowego w Koszalinie.

Sąd ten poprosił unijny Trybunał o ustalenie, czy przepis polskiej ustawy o zaopatrzeniu inwalidów wojennych i wojskowych oraz ich rodzin, który uzależnia wypłatę renty inwalidom wojennym od zamieszkiwania w Polsce, jest zgodny z zagwarantowaną w unijnym traktacie zasadą swobodnego przepływu osób w UE.

Sędziowie uznali, że ustawa jest sprzeczna z unijnym prawem, podzielając opinię wyrażoną wcześniej przez rzecznika generalnego Trybunału Miguela Poiaresa Maduro. Podkreślał on, że polskie prawo "wprowadza odmienne traktowanie obywateli polskich będących ofiarami deportacji, mających miejsce zamieszkania w Polsce i tych, którzy skorzystali ze swobody przemieszczania się i osiedlili się w innym kraju członkowskim".

Warunki otrzymania świadczeń

Trybunał zgodził się co prawda, że warunkiem kontynuowania wypłacania renty mogą być: istnienie więzi między polskim społeczeństwem a uprawnionym do świadczenia, a także możliwość sprawdzenia, czy w dalszym ciągu spełnia on wymogi przyznania renty. Orzekł jednak, że wymóg posiadania miejsca zamieszkania na terytorium kraju przewidziany w polskim prawie jest nieproporcjonalny.

"Po pierwsze, okoliczność posiadania obywatelstwa państwa członkowskiego, które przyznaje dane świadczenie, a po drugie fakt życia w tym państwie przez ponad dwadzieścia lat, może wystarczyć dla stwierdzenia więzi między tym państwem a osobą uprawnioną do takiego świadczenia" - uznał Trybunał.

Ponadto podkreślił, że pani Nerkowska wcale nie musi mieszkać w Polsce, żeby ZUS był pewien, że w dalszym ciągu spełnia ona wymogi przyznania renty inwalidzkiej. "Ten cel - głosi wyrok - może być osiągnięty innymi środkami, które przy mniejszej dolegliwości są również skuteczne".

Halina Nerkowska urodziła się w 1946 roku na terenie dzisiejszej Białorusi. W wieku 3 lat utraciła rodziców, którzy zostali deportowani na Syberię. W 1951 roku wraz z bratem i ciotką wysiedlono ją do ZSRR, gdzie mieszkała w ciężkich warunkach do stycznia 1957 roku. Dopiero po upływie prawie sześciu lat pozwolono jej powrócić do Polski. W 1983 roku, w wieku 36 lat, uzyskała rentę inwalidzką, a następnie rentę inwalidzką z tytułu uszczerbku na zdrowiu doznanego w miejscach odosobnienia w okresie deportacji.

Kto w czołówce pierwszego rankingu firm doradztwa podatkowego

Anna Grabowska 21-06-2007, ostatnia aktualizacja 21-06-2007 08:00

PricewaterhouseCoopers, Deloitte i Ernst & Young to trzy firmy zatrudniające najwięcej doradców podatkowych. Również one, choć w innej kolejności, osiągnęły największe przychody

Laureaci rankingu z dyplomami, które otrzymali wczoraj w redakcji
autor zdjęcia: Kuba Kamiński
źródło: Nieznane
Laureaci rankingu z dyplomami, które otrzymali wczoraj w redakcji "Rzeczpospolitej"

Na wstępie naszego rankingu zamieściliśmy listę firm doradczych, które uzyskały najlepsze pozycje w trzech kategoriach: liczby zatrudnionych lub współpracujących doradców podatkowych, uzyskanych przychodów oraz liczby przeprowadzonych sporów.

Zsumowaliśmy pozycje, tworząc w ten sposób ranking najlepszych kancelarii i spółek zajmujących się podatkami. Nie ma w nim wszystkich, którzy nadesłali nam swoje ankiety, a to dlatego, że niektórzy nie podali kwoty przychodów. Cieszy jednak to, że większość firm podzieliła się tą informacją.

Sukces wypracował dobry zespół

W naszym pierwszym rankingu firm doradztwa podatkowego wzięło udział 45 firm, w tym 15 spoza Warszawy. Cztery pierwsze miejsca zajęły spółki tzw. wielkiej czwórki, czyli duże międzynarodowe kancelarie: Deloitte, Ernst & Young, PricewaterhouseCoopers i KPMG. Dołączyła do nich jedyna w tym gronie wyłącznie polska firma - MDDP Michalik Dłuska Dziedzic i Partnerzy. Znalazła się na tej samej pozycji co KMPG. To dowód, że krajowe podmioty mogą skutecznie walczyć o klienta. Podobnie wyglądają wyniki pod względem wysokości przychodów czy liczby zatrudnionych doradców.

Interesujący jest też sukces Deloitte, która jeszcze kilka lat temu nie miała najwyższych notowań w gronie wielkiej czwórki. Teraz z kancelarii uważanej za stosunkowo słabą stała się liderem wśród polskich doradców.

- Ostatni rok był kolejnym dobrym rokiem dla naszej firmy. Przyjęta kilka lat temu i konsekwentnie realizowana strategia rozwoju przynosi efekty. Mamy liczny i zróżnicowany zespół profesjonalistów, których atutem jest specjalizacja podatkowa i wiedza branżowa. Pozwala to świadczyć usługi dostosowane do indywidualnych potrzeb klientów. Stale też monitorujemy poziom ich satysfakcji. W ostatnim roku szczególne zadowolenie przyniósł nam rozwój biur regionalnych oraz połączenie z firmą prawniczą ABC. Mamy nadzieję, że będzie to impulsem do wzmożonego rozwoju naszej spółki w następnych latach - mówi Piotr Żarski, partner w Dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte.

Ważna liczba doradców

Kolejna część naszego rankingu to zestawienie firm doradczych w kolejności uzależnionej od liczby zatrudnionych doradców podatkowych. W tej tabeli uznaliśmy za zasadne wskazanie także pracujących wdanej kancelarii bądź spółce adwokatów i radców prawnych. Oni bowiem także mają uprawnienia do zawodowego świadczenia usług doradczych. Zdajemy sobie oczywiście sprawę, że tylko niektórzy z nich faktycznie zajmują się tego typu sprawami. Dlatego też ich liczba była tylko kryterium pomocniczym.

W tabeli podaliśmy też liczbę pozostałych pracowników merytorycznych, którzy nie mają jednak żadnego z wymienionych wyżej tytułów. Jest to liczne grono, przeważnie młodych prawników i ekonomistów, którzy głównie w dużych kancelariach pomagają obsługiwać klientów. Również w tej części rankingu czołowe pozycje zajęły firmy wielkiej czwórki, choć tym razem w nieco innej kolejności: PricewaterhouseCoopers, Deloitte, Ernst & Young i KPMG. Polskie firmy na razie są znacznie mniej liczebne.

Wskazani przez konkurencję

Uczestników rankingu poprosiliśmy również o wskazanie spółek i kancelarii oraz poszczególnych osób, które ich zdaniem zasługują na wyróżnienie. W tej kategorii najwięcej wskazań otrzymała spółka MDDP Michalik Dłuska Dziedzic i Partnerzy. Około 1/3 ankietowanych uznało, że rozwija się ona najbardziej dynamicznie.

-Pracując w wielkiej korporacji, obserwowaliśmy rynek doradztwa podatkowego i uznaliśmy, że jest na nim miejsce dla średnich i dużych polskich firm. Warunek jest tylko taki, żeby mogły zaoferować standard usług zbliżony do tego, którego klienci oczekują od spółek międzynarodowych. Muszą mieć najlepszych ekspertów, także od biznesu. Dziś, po trzech latach działalności MDDP, zyskaliśmy potwierdzenie, że mieliśmy rację. Pozytywnej oceny naszej firmy dokonali klienci, a teraz się okazuje, że również nasi konkurenci, czy lepiej powiedzieć, koledzy po fachu - zauważa Tomasz Michalik, partner w spółce MDDP.

Wśród firm uznawanych za rozwijające się najszybciej znalazło się jeszcze kilka innych polskich spółek, np. grupa Ożóg czy KPT Doradcy Podatkowi.

Doceniony sukces w ETS

Drugą kategorią, w której ankietowani wskazywali firmę zasługującą na szczególne uznanie, były najbardziej spektakularne spory przeprowadzone w 2006 r. Pod tym względem liderem okazała się kancelaria Baker & McKenzie. Doradcy docenili sukces, który odniosła przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości w sprawie akcyzy na używane samochody sprowadzane do Polski z UE.

Niewątpliwie był to również sukces doradcy z tej kancelarii Jerzego Martiniego, który we wskazaniach indywidualnych także znalazł się na wysokiej, trzeciej pozycji jako specjalista od podatków pośrednich. Wyprzedzili go tylko:Tomasz Michalik, prof. Witold Modzelewski i Krzysztof Sachs.

Uczestnicy rankingu rekomendowali również najlepszych ekspertów z dziedziny podatków dochodowych, fuzji i przejęć, zarządzania ryzykiem i optymalizacji podatkowej oraz postępowań. W dwóch pierwszych kategoriach wygrał Janusz Fiszer, w trzeciej Krzysztof Sachs, w czwartej Dorota Szubielska.

Rynek regionalny w ofensywie

Osobne miejsce w rankingu poświęciliśmy firmom spoza Warszawy. Rynek, na którym działają, jest trudniejszy, głównie ze względu na mniejsze zainteresowanie bogatych zagranicznych klientów, których obsługa przynosi największe zyski. Mimo to się okazuje, że spółki z Poznania, Krakowa czy Katowic mogą się pochwalić dobrymi rezultatami pracy. Przykładem niech będą firmy, które znalazły się w rankingu "Rzeczpospolitej": HLB Frąckowiak i Wspólnicy, T. Studnicki, K. Płeszka, Z Ćwiąkalski, J. Górski, kancelaria Auxilium, Forystek & Partnerzy czy Grupa Gumułka.

-Niezależnie od tego, czy świadczy się usługi w stolicy, czy gdzieś w kraju, przede wszystkim trzeba zdawać sobie sprawę, że doradztwo podatkowe to dziś znacznie więcej niż odpowiadanie na pytania klientów. Źródłem sukcesu jest zrozumienie intencji klienta, jego celów biznesowych i specyfiki działalności -zauważa Dariusz Bednarski, doradca z poznańskiej kancelarii HLB Frąckowiak i Wspólnicy, lidera wśród firm doradczych spoza stolicy.

Jego zdaniem doradca musi mieć na uwadze, że często podobny efekt ekonomiczny można uzyskać, stosując inne rozwiązania prawne, osiągając przy tym odmienne skutki podatkowe. Taki model doradztwa wymaga szerokich kompetencji prawniczych i biznesowych.

1. MDDP Michalik Dłuska Dziedzic i Partnerzy

2. Deloitte Doradztwo Podatkowe

3. P & K Tax Services

4. KPMG Tax

5. KPT Doradcy Podatkowi

6. Grupa Ożóg

Spółką doradztwa podatkowego, która na polskim rynku rozwija się najbardziej dynamicznie, zdaniem uczestników naszego rankingu, jest MDDP Michalik Dłuska Dziedzic i Partnerzy. Jej konkurenci docenili to, że przez ostatnie trzy lata liderzy spółki pozyskali wielu dużych, międzynarodowych klientów. Niektórych przejęli od firm z grona tzw. wielkiej czwórki. Dziś MDDP zatrudnia 20 doradców podatkowych, pięciu adwokatów i radców prawnych oraz 35 pracowników merytorycznych. Zapowiada, że na tym nie koniec.

Źródło : Rzeczpospolita