wtorek, 11 września 2007

ME: kolejna porażka! Zostaje tylko matematyka!


TK/inf. własna /14:26
PAP/Monika Kaczyńska
PAP
Polscy siatkarze, wicemistrzowie świata, w swoim czwartym meczu na mistrzostwach Europy w Rosji, przegrali w meczu grupy F z Finlandią 0:3 (20:25, 27:29, 21:25) i właściwie stracili szansę na walkę o medale!
Spotkanie rozpoczęło się dobrze dla naszych zawodników, którzy po dwóch dobrych atakach objęli prowadzenie 2:0. Finowie jednak szybko wyrównali. Na pierwszą przerwę techniczna oba zespoły schodziły przy prowadzeniu "Biało-czerwonych" 8:6. Podopieczni Raula Lozano utrzymywali te przewagę i podczas drugiej wizyty regulaminowej przerwy było 16:14 dla nas. Od tego momentu wicemistrzowie świata jakby stanęli w miejscu. Skuteczne ataki i bloki Finów sprawiły, że rywale wyszli na prowadzenie 18:17. Potem sukcesywnie powiększali już tylko przewagę, wygrywając pierwszą partię 25:20.

Drugi set rozpoczął się identycznie jak pierwszy od naszego prowadzenia 2:0. Następnie Finowie wyrównali 2:2, ale nam znów udało się objąć prowadzenie 4:2. Później nastąpiła jednak seria błędów w przyjęciu Piotra Gacka i na pierwszą przerwę techniczną Finowie schodzili, prowadząc 8:6. Po powrocie do gry "Biało-czerwoni" mozolnie odrabiali straty, ale udało im się. Na drugiej przerwie technicznej prowadziliśmy 16:15. Najwyraźniej wpłynęła ona dobrze na naszych zawodników, bowiem w końcu udało im się wywalczyć punkt blokiem i prowadziliśmy 18:16. Chwile potem po skutecznej akcji było już 19:16 i wtedy włoski trener kadry Finów, Mauro Berutto, poprosił o czas. I w tym wypadku skutek był natychmiastowy. Rywale doprowadzili do wyrównania 20:20. Tym razem o czas poprosił Lozano. Po powrocie do gry kolejne dwa punkty padły naszym łupem. Było 22:20. W tak ważnym momencie przewaga została jednak roztrwoniona. Finowie doprowadzili do wyrównania 22:22. Chwilę później rywale mieli piłkę setową, ale Polakom udało się wyjść na prowadzenie 25:24, ale Łukasz Kadziewicz, który był na zagrywce, trafił w siatkę. Za moment Michał Winiarski przy ataku przekroczył linię i Finowie mieli ponownie piłkę setową, na nasze szczęście Daniel Pliński skutecznie zaatakował, kolejny atak Winiarskiego był autowy i przegrywaliśmy 26:27. W tym momencie swoje umiejętności pokazał znowu Grzegorz Szymański, doprowadzając do remisu. Chwile później skuteczna akcja Finów i dotknięcie siatki przez naszych blokujących dały zwycięstwo rywalom w tym dramatycznym secie 29:27.
Po dwóch przegranych setach nasi siatkarze przestali chyba wierzyć w możliwość odniesienia zwycięstwa. Zanim ta partia się rozpoczęła przegrywaliśmy już 0:1, bowiem arbiter ukarał Pawła Zagumnego żółta kartką za dyskusje. Nasi zawodnicy wprawdzie doprowadzili do wyrównania, ale seria błędów w przyjęciu sprawiła, że rywale objęli prowadzenie 6:1. Na pierwszą przerwę techniczną schodziliśmy, przegrywając 4:8. Przewaga uzyskana na początku tego seta utrzymywała się do drugiej przerwy technicznej, na którą oba zespoły schodziły przy prowadzeniu Finów 16:12.

"Biało-czerwoni" nie zmienili jednak stylu gry i nadal nie najlepiej spisywali się w przyjęciu, co skwapliwie wykorzystywali podopieczni Berutto, wygrywając trzeciego seta 25:21 i cały mecz 3:0. To oznacza, że właściwie straciliśmy szansę na zajęcie co najmniej drugiego miejsca w grupie i tym samym na awans do półfinału. Tylko jeszcze cud mógłby dać nam prawo gry o medale, ale to są tylko czysto matematyczne kalkulacje.

Polacy to aktualni wicemistrzowie świata i druga drużyna rankingu FIVB. Finlandia zajmuje w nim 29. pozycję.

Polska - Finlandia 0:3 (20:25, 27:29, 21:25)

NFLŁ Liga za 3 miliardy dolarów

Michał Kiedrowski
2007-09-11, ostatnia aktualizacja 2007-09-11 11:12

Zobacz powiększenie
Zawodnicy Dallas Cowboys zdobyciu przyłożenia
Fot. TONY GUTIERREZ AP

Płacisz za bilet, wchodzisz na stadion. Proste? Nie wszędzie. W Ameryce samo stanie w kolejce po bilet kosztuje. Na szczęście New York Jets, którzy za oczekiwanie na sezonowy karnet każą sobie płacić 50 dolarów, to wyjątek. Większość klubów NFL "listy społeczne" prowadzi za darmo.

W najpopularniejszych klubach w najbogatszej lidze świata na całosezonowe karnety czeka się tylko trochę krócej niż na własne mieszkanie w PRL. Taki Jon Lieb, obecnie 38-letni dyrektor firmy reklamowej w Nowym Jorku, dopiero po 12 latach dostał się na stadion Jets na cały sezon. Dziś śmieje się, że jak zapisał się na listę, to był większym fanem futbolu niż teraz.

W NY Jets i tak liczba oczekujących na karnet to tylko 10 tys. kibiców (łatwo obliczyć, że klub zarabia na nich rocznie pół miliona dolarów). W takim Washington Redskins oczekiwanie na swoją kolej może potrwać całe życie. Na karnety czeka 155 tys. kibiców. Od 41 lat drużyna ze stolicy co sezon sprzedaje wszystkie bilety na sezon, choć i tak ma jeden z największych stadionów w kraju (91,7 tys. miejsc na trybunach).

Aż dziwne, że przy takiej popularności nikt nie wpadł na pomysł, aby "zarżnąć" futbolistów i kazać im - jak ich kolegom z piłki nożnej - grać przez 10 miesięcy dwa razy w tygodniu. W NFL sezon trwa ledwie 17 tygodni, a każda drużyna ma w kalendarzu tylko 16 spotkań. Za prawa do tych czterech miesięcy rozgrywek stacje telewizyjne płacą w sumie 3,1 mld rocznie. Żadna inna liga świata nie ma takiej wartości medialnej.

Fakt, to wartość głównie w Ameryce. Super Bowl (finał NFL) niemal co roku jest najbardziej oglądanym widowiskiem sportowym (poza finałem mistrzostw świata czy Europy w piłce nożnej), ale z ponad 95 milionów (średniej oglądalności) ledwie dwa miliony to widzowie spoza Stanów Zjednoczonych.

NFL chce zmieniać tę proporcję. Co prawda w tym sezonie liga zwinęła swoją europejską filię (pod nazwą NFL Europa), ale nie dlatego, że rezygnuje z ekspansji na Stary Kontynent. Po prostu wreszcie ktoś zauważył, że kibice po drugiej stronie Atlantyku doskonale wyczuwają różnicę między London Monarchs a Miami Dolphins. Gdy NFL ogłosiła, że po raz pierwszy mecz sezonu zasadniczego odbędzie się w Europie (zagrają właśnie Dolphins i New York Giants), 40 tysięcy biletów przeznaczonych do sprzedaży w pierwszym terminie rozeszło się w ciągu 90 minut. Zamówień przyszło pół miliona. Do ekspansji ośmieliły Amerykanów także doświadczenia z Meksyku. Jedyny do tej pory rozegrany poza USA mecz sezonu zasadniczego (Arizona Cardinals pokonali San Francisco 49ers 31:14) oglądało 103,4 tys. kibiców. To rekord wszech czasów NFL. Na razie nie do pobicia, bo największy stadion w lidze ma tylko... 91,7 tys. miejsc.

Pod względem liczby widzów na jednym spotkaniu NFL także bije inne ligi. W poprzednim sezonie średnia wyniosła 67,7 tys. - niemal dwa raz więcej niż na meczach piłkarskiej Premier League w Anglii (34,4 tys.)

Nic dziwnego, że wartość klubów NFL rośnie z roku na rok. W ubiegłym roku, gdy oszacował ją magazyn "Forbes", średnia dla drużyny wynosiła 898 mln dol. W ciągu ośmiu lat (pierwszą swoją listę "Forbes" ogłosił w 1998 r.) wartość NFL wzrosła o 211 proc., to 11 razy więcej niż giełdowy indeks S&P 500 grupujący 500 największych spółek notowanych na Wall Street.

W czwartek NFL rozpoczęła swój kolejny - prawdopodobnie - rekordowy sezon. Obrońcy Super Bowl - Indianapolis Colts pokonali New Orleans Saints 41:10. Payton Manning, najlepiej opłacany gracz ligi (średnia nieco ponad 14 mln dol. za sezon), popisał się trzema podaniami, po których jego koledzy z zespołu zdobyli trzy przyłożenia. Kibice z Indianapolis znów widzą swój zespół w glorii.

Piłka nożna kontra football (porównanie wartości klubów*)

1. Manchester United1 453Washington Redskins1 423
2. Real Madryt1 036New England Patriots1 176
3. Arsenal915Dallas Cowboys1 173
4. Bayern Monachium838Houston Texans1 043
5. AC Milan824Philadelphia Eagles1 024
6. Juventus567Denver Broncos975
7. Inter555Cleveland Browns970
8. Chelsea537Tampa Bay Buccaneers955
9. Barcelona535Baltimore Ravens946
10 Schalke 04471Chicago Bears945
11. Liverpool454Carolina Panthers936
12. Olympique Lyon343Miami Dolphins912
13. Newcastle United260Green Bay Packers911
14. Tottenham 243Kansas City Chiefs894
15. AS Roma 224New York Giants890
16. HSV Hamburg221Seattle Seahawks888
17. Manchester City208Tennessee Titans886
18. Borussia Dortmund199Pittsburgh Steelers880
19. Ajax Amsterdam196New York Jets876
20. Celtic Glasgow185St Louis Rams841
Źródło: listy "Forbesa" z 2007 r. (piłka nożna) i 2006 (football). Wartość w milionach dolarów

Źródło: Gazeta Wyborcza

Korwin-Mikke: Giertych jest miły, Jurka szanuję

- Bardzo mało znam tych panów, ale w trakcie rozmów Roman Giertych był bardzo miły, a pana Marka Jurka bardzo szanuję - mówił lider UPR Janusz Korwin-Mikke w TVN24.
Liga Polskich Rodzin, Unia Polityki Realnej i Prawica Rzeczypospolitej stworzyły koalicję i wspólnie wystartują we wcześniejszych wyborach parlamentarnych. Te trzy ugrupowania będą startować z list Ligi Polskich Rodzin. Komitet wyborczy tych ugrupowań będzie nosił nazwę: Liga Prawicy Rzeczypospolitej (w skrócie także LPR).

- To jest nazwa tylko na wybory - zapewniał Korwin-Mikke. Według niego prawica ma po wyborach szansę dojść do władzy.

- Przy Okrągłym Stole zostało zawarte porozumienie, że polska prawica nigdy nie zostanie dopuszczona do władzy. Teraz mamy poważne szansę na pokonanie PiS-u - powiedział Korwin-Mikke.

- Nie interesuje nas przekroczenie progu wyborczego. Mierzymy w 12 procent - stwierdził i dodał, że UPR, podobnie jak LPR - jego zdaniem - zawsze ma zaniżone sondaże. - Ludzie przestali wierzyć, że możemy wejść do Sejmu - dodał.

Przyznał, że ugrupowania różnią się w wielu sprawach, ale mają też punkty wspólne, jak sprzeciw wobec euro czy zapisów nowego Traktatu Europejskiego.

Pytany o różnice programowe, w tym spór o ochronę życia poczętego, odparł: - My nie musimy tego godzić. My w Sejmie będziemy tworzyć osobne kluby i każdy klub będzie głosował zgodnie z własnym sumieniem. Każda partia z każdą ma różne poglądy.

Na pytanie, czy lubią się z Romanem Giertychem i Markiem Jurkiem, odpowiedział, że bardzo mało ich zna, natomiast w trakcie rozmów Giertych "był niesłychanie miły, sympatyczny, bardzo się z nim rozsądnie rozmawiało; nie było podziałów partyjnych".

Jurka lider UPR ocenia jako "człowieka kryształowo uczciwego". - Jego programu w ogóle nie znam, o żadnym punkcie nie mam pojęcia. Ludzie mówią, że to jest prawica, no więc w porządku, i pewnie jest - przyznał Korwin-Mikke.

Korwin-Mikke podkreśla, że UPR nie zrezygnuje z forsowanych przez siebie postulatów, jak np. zniesienie finansowania partii z budżetu państwa: - Będziemy głosowali niezłomnie za zlikwidowaniem dopłaty. - To jest skandal, żeby zwolennik UPR musiał płacić na partię, której nienawidzi - komentował Korwin-Mikke.

UPR postuluje likwidację państwowej służby zdrowia i państwowego szkolnictwa. - Wiemy, że tego się nie da zrobić od razu. Jesteśmy realistami, ale każda wielka zmiana zaczyna się od utopii - powiedział lider UPR. - Ale dlaczego mamy decydować, jaki jest program szkoły? Od tego są rodzice. Bardzo mądrze zrobił pan Giertych, że są mundurki w szkołach, ale w każdej inne. Rodzice mają wybór.

Premier Jarosław Kaczyński jest zaskoczony, że ugrupowanie b. marszałka Sejmu Marka Jurka - Prawica Rzeczypospolitej - wystartuje w najbliższych wyborach wspólnie z Ligą Polskich Rodzin i Unią Polityki Realnej.

- Marek Jurek niezwykle ostro wypowiadał się o LPR, ale cóż, człowiek nie krowa, poglądy zmienia - powiedział premier w "Sygnałach Dnia".

Na pytanie, czy rzeczywiście przed samym rozstaniem Jurka z PiS z jego ust padły słowa: "albo wariat, albo agent" premier odpowiedział, że nie pamięta, aby coś takiego mówił do Jurka, ale rzeczywiście był "cokolwiek zdenerwowany". Dodał, że Marek Jurek otrzymał dokładnie wszystko to o co zabiegał, czyli 100-procentowe wsparcie partii dla wprowadzenia do konstytucji zapisu o ochronie życia od poczęcia.

Marek Jurek zrezygnował z członkostwa w PiS w kwietniu po tym, gdy - jak wówczas oświadczył - okazało się, że na posiedzeniu Rady Politycznej PiS nie będzie rozmowy o pracach nad zmianą konstytucji w kwestii ochrony życia oraz o głosowaniach w Sejmie w tej sprawie. Sejm 13 kwietnia nie zgodził na wprowadzenie do konstytucji zapisu o ochronie życia od poczęcia.

Sodaż GW: PO i PiS po 29 proc.

Piotr Pacewicz
2007-09-11, ostatnia aktualizacja 2007-09-11 09:05


Aż połowa Polaków docenia PO, ale głosowanie na Platformę zapowiada tylko co piąty rodak, licząc wszystkich uprawnionych do głosowania

Zobacz powiekszenie
Fot. Sławomir Kamiński / AG
Głosowanie nad wnioskiem SLD o skrócenie kadencji Sejmu
Poparcie dla partii we wrześniu
Poparcie dla partii we wrześniu
Kto powinien rządzić?
Kto powinien rządzić?
SERWISY
Kto wygra: PO czy PiS? Jaki może być wynik LiD? Ile rezerw wyborczych mają jeszcze partie polityczne?

W sondażu „Gazety” poprosiliśmy badanych: • o wskazanie tych partii, które „nie powinny w żadnym wypadku brać udziału w rządzeniu Polską" (to mocne stwierdzenie mierzy tzw. elektorat negatywny danego ugrupowania); • o wskazanie ugrupowań, których „udział w rządzeniu byłby dla Polski korzystny", co można uznać za wyraz ogólnej aprobaty i tym samym szansę na pozyskanie dodatkowych wyborców.

Połowa wszystkich badanych doceniła walory Platformy Obywatelskiej, co jak na polskie rozczarowanie do polityki jest wynikiem godnym uwagi. Ale nie przekłada się to wprost na wyborcze szanse.

W tym samym sondażu "Gazety" PO zremisowała z PiS - po 29 proc. poparcia liczonego wśród osób deklarujących udział w wyborach. Wśród wszystkich badanych tych zdecydowanych wyborców PO jest procentowo oczywiście jeszcze mniej - tylko 18 proc., bo "rozpuszczają się" wśród tych, którzy na wybory się nie wybierają i ich sympatie partyjne nie były badane.

A zatem aż połowa Polaków docenia PO, ale głosować na nią chce tylko co piąty wyborca.

Widać słabość Platformy w mobilizowaniu życzliwych sobie obywateli. Podobnie było wcześniej z inteligencką Unią Wolności - wysoki poziom akceptacji, relatywnie niższy stopień wyborczego poparcia.

Potencjał wyborczy PiS jest wyraźnie mniejszy, ale PiS lepiej mobilizuje swoich sympatyków. Na partię Kaczyńskich chce głosować także 18 proc. wśród wszystkich badanych, czyli aż połowa ludzi doceniających PiS.

Udział w rządach LiD dopuszcza 25 proc. Polaków, niewspółmiernie mniej chce na niego głosować. LiD odrzucany jest również przez jedną czwartą, mniej, niż można było oczekiwać, skoro SLD pozostaje ulubionym celem ataków nie tylko polityków PiS, ale także Platformy i części mediów (w tym publicznych). Odrzucenie LiD jest znacząco częstsze wśród wyborców PiS (39 proc.) niż PO (tylko 8 proc. uważa, że LiD nie powinien brać udziału w rządzeniu). Potwierdza się, że elektorat Platformy wolałby teraz tego koalicjanta niż PiS.

Udział PiS we władzy odrzuca 25 proc., choć partia realizuje kontrowersyjny i radykalny program zawzięcie krytykowany przez wielu analityków, część mediów i całą opozycję.

Powszechnie odrzucane są dwie partie: Samoobrona i LPR (nieco słabiej). Minimalna liczba Polaków uważa, że mogłyby one rządzić z korzyścią dla kraju, rezerwy - zwłaszcza Samoobrony - są tu podobnie małe jak PiS. Ewentualne wejście Giertycha czy Leppera do Sejmu i udział w przyszłej koalicji budziłby sprzeciw większości obywateli.

Najmniej kontrowersyjną partią okazało się PSL, co jest zapewne zasługą polityki Waldemara Pawlaka. Podkreśla swą koncyliacyjność i niekontrowersyjność programu. Słabo przekłada się to na przekonanie o przydatności PSL do rządzenia, niemal wcale na poparcie wyborcze.

Na starcie kampanii wyborczej dwóch faworytów cieszy się identycznym poparciem. To wyniki sondażu "Gazety" przeprowadzonego w ubiegły weekend, już po rozwiązaniu Sejmu. Poza PO i PiS powyżej 5-proc. progu wyborczego znalazły się tylko dwie partie: LiD i Samoobrona. Podział mandatów w Sejmie: PiS - 179; PO - 176; LiD - 68; Samoobrona - 35; Mniejszość Niemiecka - 2 mandaty

Źródło: Gazeta Wyborcza

W mrowisku jak w Sejmie

Rozmawiała Joanna Bosakowska, Poznań
2007-09-07, ostatnia aktualizacja 2007-09-06 17:36


Stosują podstępy, urządzają wyprawy wojenne, porywają niewolników i bezlitośnie grabią inne kolonie. Nie cofają się przed zdradą i zakradaniem się w cudze szeregi. - By mrówcze społeczeństwo działało bez zarzutu, nie obejdzie się bez polityki, czasami krwawej - opowiada prof. Wojciech Czechowski*, znawca mrówek z Muzeum i Instytutu Zoologii PAN w Warszawie

Zobacz powiekszenie
Robotnice zbójnic krwistych napadają na gniazda innych gatunków mrówek, skąd porywają poczwarki, wychowując sobie niewolnice. Co ciekawe, porwane mrówki uznają obce gniazdo za swoje


Joanna Bosakowska: Mrówki to dla nas symbol pracowitości, ale chyba także wśród nich są takie, które żerują na pracy innych?

Prof. Wojciech Czechowski: Na świecie żyje ok. 12 tys. gatunków mrówek, z czego ok. 2 proc. to tzw. pasożyty społeczne tymczasowe lub stałe, które wykorzystują pracę innych mrówek. Młode królowe tymczasowych pasożytów społecznych nie zakładają swoich gniazd samodzielnie. Wchodzą po prostu do cudzego gniazda, a zauroczone miejscowe robotnice nie dość, że je akceptują, to czasem nawet zabijają własną królową lub przestają ją karmić. Albo zabija ją pasożytnicza królowa. Potem składa jaja, stare robotnice stopniowo wymierają, a ich miejsce zajmują mrówki gatunku pasożytniczego. Ze 103 stwierdzonych w Polsce gatunków mrówek 20 uprawia ten proceder.

Kilka innych stosuje tzw. sublokatorstwo, pasożytnictwo stałe. Ich królowe zachowują przy życiu miejscowe królowe, ale cały czas są zdane na opiekę ze strony robotnic gospodarza, bo własnych nie mają lub mają ich niewiele, skupiając się na produkcji osobników płciowych: samic - potencjalnych królowych, i samców.

Że też obce robotnice dają się tak wrobić... Przecież powinny bez skrupułów zabić intruza?

- Często zabijają. Pasożytnictwo gniazdowe to proceder ryzykowny, ale w ostatecznym rachunku opłacalny. Działa na zasadzie, kto kogo przechytrzy. Pasożytnicza królowa wydziela zapach, który z jednej strony osłabia agresję robotnic, a z drugiej jest dla nich atrakcyjny. Królowe niektórych gatunków, zanim podejmą próbę dostania się do cudzego mrowiska, zabijają miejscową robotnicę i trzymając ją w żuwaczkach, przez jakiś czas krążą w pobliżu wejścia. Przepajają się zapachem kolonii gospodarza. To zwiększa ich szanse na przyjęcie w obcej kolonii.

Podstęp to, okazuje się, nie tylko ludzka rzecz. Co jeszcze mrówki mają na sumieniu?

- Niewolnictwo. W Polsce uprawia je pięć gatunków, najpospolitszym jest zbójnica krwista. Robotnice tego gatunku normalnie pracują na rzecz swojej kolonii, ale by zwiększyć jej siłę roboczą, napadają na gniazda pewnych gatunków mrówek, skąd porywają poczwarki, wychowując sobie w ten sposób "janczarów".

Czyli porwania też...

- Tak, ale takich niewolnic w koloniach zbójnic zwykle bywa nie więcej niż kilkanaście procent. Za to w gniazdach innej naszej krajowej mrówki, amazonki, nawet 80 proc. robotnic to niewolnice. Amazonki mają sierpowate żuwaczki, bardzo ostre na końcu, świetnie nadające się do przebijania głowy lub tułowia przeciwnika, a z drugiej strony do przenoszenia poczwarek. Ale poza tym już niczego innego tymi żuwaczkami nie mogą robić - ani zbierać pożywienia, ani budować gniazda. Dlatego nie mogą się bez niewolnic obyć.

Jak wygląda wyprawa po poczwarki? Są ofiary?

- Początkiem jest zwiad lokalizujący kolonię ofiary w promieniu zwykle do 100 metrów od własnego gniazda. Atak zbójnic rozpoczyna się po powrocie zwiadowców, a liczba uczestników wyprawy zwiększa się stopniowo. Tworzy się dwukierunkowy, dość luźny szlak napastników łączący oba gniazda. Z kolei amazonki zwiad przeprowadzają rano, wyprawa wyrusza po kilkugodzinnej przerwie, a atakują zwartą, zorganizowaną kolumną.

Zbójnice postawiły na rozwiązania siłowe. Oblegają gniazdo, mordując obrońców, dopóki nie zmuszą całej kolonii do ucieczki. Dopiero wtedy wchodzą do gniazda po pozostawione poczwarki. Może to trwać godzinami, nawet kilka dni. Amazonki są pod tym względem sprawniejsze. Gwałtowność ataku wszystkimi siłami naraz, w połączeniu z chemiczną "propagandą" - działaniem feromonów dezorganizujących obronę - wywołuje panikę w napadniętej kolonii. Tym samym straty po stronie obrońców są znikome, za to ich gniazdo wraz z zawartością staje otworem przed napastnikami.

Na takie napady są narażone wszystkie gatunki mrówek?

- Nie, ofiarami są tylko mrówki z podrodzaju Serviformica, najczęściej pierwomrówka łagodna. Co ciekawe, porwane mrówki, które się wyklują w obcym gnieździe, uznają je za swój dom, mimo że żyją wśród innego gatunku. Zdarza się im nawet uczestniczyć razem ze swoimi porywaczami w wyprawach przeciw koloniom własnego gatunku.

Jak więc pierwomrówki mogą spokojnie żyć? Przecież ciągle na nie napadają...

- Ale ich mrowiska nie są niszczone do cna, większości dorosłych mrówek udaje się uciec, często z pewną liczbą poczwarek. Co ważne, łupem napastników padają prawie wyłącznie poczwarki - larwy i jaja są zostawiane, napadnięte mrówki mogą więc odbudować kolonię.

Ofiary napaści mogą też zawrzeć koalicję z silniejszym partnerem. Pierwomrówki łagodne są ustępliwe wobec konkurentów. Ta postawa pozwala im gniazdować na terytoriach dominantów, jakimi są rude mrówki leśne, chociaż wymaga to wyrzeczeń. Gdy znajdą pokarm, a zjawią się gospodarze terenu, muszą wszystko zostawić i odejść. Lepiej by im się wiodło poza zasięgiem wymagającego "koalicjanta", ale wówczas narażone byłyby na napady zbójnic, które na terytoria silnych kolonii rudych mrówek leśnych nie mają wstępu. Koszty ochrony są wysokie, ale widać warto je ponosić.

Ale zupełnie jak u ludzi wystarczy włożyć kij w mrowisko, a zacznie się bijatyka. Pan sam kiedyś zainicjował walkę mrówek o karmniki z syropem, w której jeden z żołnierzy: "jednym ruchem żwaczek miażdżył głowy rywali". Brrr...

- Owym "żołnierzem" była duża robotnica któregoś z gatunków gmachówek, największych mrówek europejskich. Chociaż "krwawe" walki pomiędzy obcymi koloniami mrówek zdarzają się i spontanicznie. W przypadku rudych mrówek leśnych dochodzi do nich zwykle wiosną, bo wtedy odnawiane są i ponownie ustalane granice terytoriów. Ofiar jest dużo, trupy zabierane są z pola bitwy i zjadane, bo wiosną mrówkom brakuje cennego białka niezbędnego do rozrodu królowych i karmienia larw. Ale nie demonizujmy stosunków między mrówkami. Działają one w myśl ewolucyjnie wypracowanych reguł. Konflikty prowadzą do ustalenia relacji konkurencyjnych między partnerami stosownie do ich aktualnych sił i możliwości, po czym przez resztę sezonu panuje względny spokój - bez nikomu niepotrzebnego wzajemnego wyniszczania się.



*Prof. dr hab.Wojciech Czechowski

ma 57 lat. Jest myrmekologiem, czyli specjalistą od mrówek. Współautor "Monografii mrówek Polski", teraz z trojgiem innych autorów pracuje nad kolejnym opracowaniem monograficznym "Mrówki Polski na tle myrmekofauny europejskiej"

Źródło: Gazeta Wyborcza

Wszystko co może wydarzyć się w środę czyli jak w Helsinkach sprawić, by do Belgradu jechać na wycieczkę.

zczuba
2007-09-11, ostatnia aktualizacja 2007-09-11 10:06

Leo Beenhakker mówi, że dla niego każde najbliższe spotkanie jest meczem życia, dlatego, że jest najbliższe. Ale środowe spotkanie z Finlandią będzie jeszcze ważniejsze, bo w razie zwycięstwa prawie na pewno zagramy na Euro 2008. Porażka prawdopodobnie będzie oznaczała konieczność wywalczenia punktu w ostatnim meczu eliminacji z Serbią. Albo nawet zwycięstwa.

W tej chwili tabela polskiej grupy wygląda tak:

1. Polska102017-9
2. Finlandia101811-6
3. Portugalia91618-8
4. Serbia91512-7
5. Belgia9108-12
6. Armenia884-8
7. Kazachstan966-13
8. Azerbejdżan854-17

W środę Portugalia zagra z Serbią, a Finlandia z Polską. Jak będzie wyglądać tabela w środę ok. 23.50? Jest 9 możliwości.

Zwycięstwo Portugalii, Zwycięstwo Polski

1. Polska1123
2. Portugalia1019
3. Finlandia1118
4. Serbia1015

Szanse Serbów na awans spadają niemal do zera. Nawet wygranie pozostałych spotkań (Armenia (w), Azerbejdżan (w), Kazachstan (d) i Polska (d)) może nie dać im awansu, bo maksymalnie mogą zdobyć tylko 27 pkt. Tyle samo w najlepszym wypadku wywalczą Finowie. Ich czekają mecze z Belgią (w), Azerbejdżanem (d) i Portugalią (w). Wychodzi więc na to, że Polsce do zajęcia drugiego miejsca w grupie będzie brakowało już tylko 5 pkt. Wystarczy wygrać dwa najbliższe spotkania u siebie z Kazachstanem i Belgią. Pierwsze miejsce w grupie jest w zasięgu tylko jeśli Portugalia zremisuje jeden z meczów z Azerbejdżanem (w), Kazachstanem (w), Armenią (d) lub Finlandią (d).

Zwycięstwo Portugalii, Zwycięstwo Finlandii

1. Finlandia1121
2. Polska1120
3. Portugalia1019
4. Serbia1015

Serbia odpada, reszta zależy od Finlandii i Portugalii. Jeśli wygrają wszystkie spotkania, a ostatnie, bezpośrednie zakończą remisem piłkarze Roya Hodgsona będą mieli 28, a Luiza Felipe Scolariego 29 pkt. Polacy muszą więc wygrać pozostałe mecze, także ten z Serbią w Belgradzie. Nawet jeśli w ostatnim meczu Finowie przegrają z Portugalią i tak Polacy nie będą mogli sobie pozwolić na remis z Serbią, bo w takim wypadku obie drużyny będą miały po 27 pkt., ale Finlandia wyprzedzi drużynę Beenhakkera lepszym bilansem meczów.

Zwycięstwo Portugalii, remis

1. Polska1121
2. Finlandia1119
3. Portugalia1019
4. Serbia1015

Polacy muszą wygrać z Belgią i Kazachstanem (27 pkt) i czekać na inne wyniki. Gdyby Portugalia wygrała wszystkie mecze do końca miałaby 31 pkt i pewny awans. Finowie straciliby szanse przegrywając z drużyną Scolariego. Gdyby Serbowie wygrali ostatnie cztery mecze mieliby 27 pkt. i wyprzedzają Polaków lepszym bilansem spotkań. Polacy by awansować muszą więc liczyć albo na to, że Serbowie zgubią punkty z Armenią (w), Azerbejdżanem (w) lub Kazachstanem (d), albo wywieźć z Belgradu remis.

Remis, Zwycięstwo Polski

1. Polska1123
2. Finlandia1118
3. Portugalia1017
4. Serbia1016

Z walki o awans odpadają Finowie. Maksymalnie mogą zdobyć tylko 27 pkt. Jeśli Portugalia i Serbia wygra pozostałe mecze pierwsi zdobędą 29, drudzy 28 pkt. Wystarczy więc, że Polska pokona Kazachstan i Belgię, by z 29 punktami zajęła pierwsze miejsce w grupie. Piłkarze Beenhakkera wyprzedzą bowiem Portugalię lepszym bilansem meczów.

Remis, Zwycięstwo Finlandii

1. Finlandia1121
2. Polska1120
3. Portugalia1017
4. Serbia1016

Zakładając, że Portugalia wygra wszystkie mecze do końca będzie miała 29 pkt. i pewny awans. Finowie mogą więc mieć maksymalnie 27 pkt. Jeśli wszystkie mecze wygrają także Polacy i Serbowie przed ostatnią kolejką pierwsi będą mieli 26, drudzy 25 pkt. Przy remisie w Belgradzie do finałów awansuje...Finlandia, bo ma lepszy bilans z Polską. Piłkarze Leo będą więc musieli z Serbią wygrać.

Zwycięstwo Serbii, Remis

1. Polska1121
2. Finlandia1119
3. Serbia1018
4. Portugalia1016

Jeśli Portugalia wygra pozostałe mecze będzie miała 28 pkt (Finlandia maksymalnie 25). Jeśli Serbia wygra następne trzy mecze będzie miała 27 pkt. Jeśli Polska wygra z Kazachstanem i Belgią będzie miała 27 pkt. O awansie zadecyduje więc mecz w Belgradzie. Remis 0:0 da awans Serbii (w Polsce było 1:1), przy 1:1 zadecyduje lepsza różnica bramek, 2:2 i więcej da awans Polsce.

Zwycięstwo Serbii, Zwycięstwo Polski

1. Polska1123
2. Finlandia1118
3. Serbia1018
4. Portugalia1016

Jeśli Polacy wygrają z Kazachstanem i Belgią nic nie odbierze im awansu. 29 pkt da w najgorszym wypadku drugie miejsce w grupie (jeśli Serbia wygra pozostałe mecze będzie miała 31 pkt). Szanse Finów spadną do minimum, bo do awansu będą potrzebowali potknięć Serbów i zwycięstw w pozostałych meczach (w tym na koniec z Portugalią na wyjeździe). Portugalię ratują cztery zwycięstwa i potknięcia Serbów.

Zwycięstwo Serbii, Zwycięstwo Finlandii

1. Finlandia1121
2. Polska1120
3. Serbia1018
4. Portugalia1016

Najgorsze wyniki dla Polski, bo do awansu trzeba będzie wygrać nie tylko z Kazachstanem i Belgią (26 pkt), ale też z Serbią. Oczywiście przy założeniu, że Portugalia wygrywa pozostałe mecze (28 pkt), a Serbia z Armenią (w), Azerbejdżanem (w) i Kazachstanem (d) (27 pkt). Finowie nie będą się liczyć, jeśli przegrają z Portugalią

Remis, Remis

1. Polska1121
2. Finlandia1119
3. Portugalia1017
4. Serbia1016

Jeśli Portugalia wygra pozostałe mecze będzie miała 29 pkt. i pewne pierwsze miejsce w grupie. Polska będzie musiała wygrać z Belgią i Kazachstanem oraz nie przegrać z Serbią. Oczywiście przy założeniu, że piłkarze Javiera Clemente wygrają wcześniej z Armenią (w), Azerbejdżanem (w) i Kazachstanem (d).