sobota, 27 czerwca 2009

Moment objęcia działki przesądza o dobrej wierze

Izabela Lewandowska 27-06-2009, ostatnia aktualizacja 27-06-2009 07:56

Posiadacz nieruchomości staje się automatycznie jej właścicielem po 20 latach, jeśli wszedł w posiadanie w dobrej wierze, lub po 30 latach, jeżeli uzyskał ją w złej wierze, tj. obejmując nieruchomość w posiadanie wiedział, że właścicielem nie jest

autor zdjęcia: Rafał Guz
źródło: Fotorzepa

Ojciec czytelniczki użytkował nieprzerwanie działkę od lat 60., czyli bez mała 50 lat. Dopiero w 1998 r. wyszło na jaw, że działka nie jest jego własnością. W 2008 r. złożył w sądzie wniosek o stwierdzenie nabycia własności działki przez zasiedzenie. W sądzie dowiedział się, że na podstawie ustawy z 2000 r. o komercjalizacji, restrukturyzacji i prywatyzacji PKP użytkownikiem wieczystym tej działki stały się PKP. Jednakże przed złożeniem wniosku o zasiedzenie nikt, także PKP, nie interesował się tą działką. Czytelniczka pyta, czy ojciec może liczyć na pozytywne załatwienie sprawy zasiedzenia i czy PKP mają prawo żądać od niego czynszu za ostatnie trzy lata.

Z przedstawionych okoliczności można wnosić, że zasiedzenie w tym wypadku już nastąpiło.

Zmiana właściciela bez znaczenia

Działka, o której tu mowa, była zapewne własnością Skarbu Państwa, bo tylko takie działki na podstawie ustawy z 2000 r. o restrukturyzacji PKP stawały się automatycznie przedmiotem użytkowania wieczystego PKP. Jednakże w tym wypadku skutek taki nie mógł nastąpić, skoro działka od ponad 40 lat znajduje się w nieprzerwanie w rękach dziadka czytelniczki. Warunkiem bowiem tego rodzaju uwłaszczenia było znajdowanie się nieruchomości w posiadaniu PKP 5 grudnia 1990 r.

Do stwierdzenia nabycia własności przez zasiedzenie na rzecz ojca czytelniczki nie jest potrzebne podważenie decyzji potwierdzającej nabycie użytkowania wieczystego na rzecz PKP.

Ocenia zawsze sąd

Zmiana bowiem właściciela ani oddanie nieruchomości w użytkowanie wieczyste w trakcie okresu zasiedzenia nie wpływają na jego bieg. Taki skutek miałoby np. wystąpienie przeciwko posiadaczowi nieruchomości do sądu o wydanie nieruchomości. W tym wypadku takie działania nie były podejmowane, skoro do złożenia w sądzie wniosku o zasiedzenie grunt będący w posiadaniu ojca czytelniczki nikogo nie interesował.

Zmiana właściciela czy oddanie nieruchomości w użytkowanie wieczyste nie wpływa też na charakter posiadania, a mianowicie, czy jest ono w dobrej czy w złej wierze. Ważna jest bowiem dobra czy zła wiara w chwili wejścia w posiadanie nieruchomości. To, że później posiadacz dowiedział się, że właścicielem nie jest, nie zmienia oceny, że jest on wciąż w dobrej wierze. Skoro ojciec czytelniczki dowiedział się, że nie jest właścicielem, dopiero w 1998 r., można mniemać, iż obejmując grunt w posiadanie, pozostawał w dobrej wierze. Jednakże tę okoliczność zawsze ocenia sąd.

W sytuacji przedstawionej przez czytelniczkę dobra albo zła wiara będzie miała w praktyce znaczenie tylko dla daty nabycia własności nieruchomości. Ponieważ była to nieruchomość Skarbu Państwa, do okresu posiadania prowadzącego do zasiedzenia nie można zaliczyć wszystkich lat, w których znajdowała się ona w posiadaniu ojca czytelniczki. Gdy chodzi o okres sprzed 1 października 1990 r., zalicza się do niego tylko dziesięć lat – przy dobrej wierze, a 15 lat – złej wierze. Oznacza to, że w pierwszym wypadku okres zasiedzenia nieruchomości państwowej upłynął 1 października 2000 r., a w drugim –1 października 2005 r. Sąd w sprawie o zasiedzenie tylko stwierdza ten fakt, bo nabycie własności następuje automatycznie z chwilą upływu okresu prowadzącego do takiego skutku.

PKP oczywiście nie mogą żądać od ojca czytelniczki czynszu za dzierżawę, i to z co najmniej dwu powodów. Po pierwsze nikomu nie wolno domagać się czynszu od właściciela nieruchomości. Po drugie zaś, skoro PKP nie były posiadaczem działki 5 grudnia 1990 r., to nie mogły się stać jej użytkownikiem wieczystym, a więc nigdy nie nabyły do niej żadnych praw.

Posiadacz jak właściciel

Żaden przepis nie określa pojęć dobrej wiary ani złej wiary, pozostawiając ich interpretację sądom. Wykładnią tych pojęć zajmował się wielokrotnie Sąd Najwyższy. W praktyce przyjmuje się, że posiadacz nieruchomości jest w dobrej wierze, jeśli pozostawał w błędnym, ale w danych okolicznościach usprawiedliwionym przekonaniu, że jest jej właścicielem czy użytkownikiem wieczystym. Ten, komu dobrej wiary przypisać nie można, jest w złej wierze. Po pewnych wahaniach Sąd Najwyższy stoi konsekwentnie na stanowisku, że posiadaczem w złej wierze jest osoba, która weszła w posiadanie nieruchomości na podstawie tzw. nieformalnej umowy niemającej formy aktu notarialnego. Do nabycia przez zasiedzenie prowadzi tylko posiadanie samoistne, czyli takie, gdy posiadacz włada nią tak, jakby był jej właścicielem.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki i.lewandowska@rp.pl

piątek, 26 czerwca 2009

Michael Jackson nie żyje, reanimacja trwała godzinę

tan, jz
2009-06-25, ostatnia aktualizacja 2009-06-26 07:35
Michael Jackson
Michael Jackson
AP

Sekcja zwłok Michaela Jacksona rozpocznie się dzisiaj po południu i być może odpowie na pytanie dlaczego zmarł król muzyki pop. Jackson zmarł wczoraj o godz. 23.26 polskiego czasu. Wcześniej ktoś z jego otoczenia wezwał karetkę do wynajętej rezydencji w Los Angeles. Rodzina ujawniła, że reanimacja piosenkarza trwała godzinę.

Karetka opuszcza posiadłość Jacksona
Fot. STR Reuters
Karetka opuszcza posiadłość Jacksona
Policja przed uniwersyteckim szpitalem w Los Angeles, gdzie trafił gwiazdor
Fot. Reed Saxon AP
Policja przed uniwersyteckim szpitalem w Los Angeles, gdzie trafił gwiazdor

Fot. TMZ.com
"Michael Jackson nie żyje" donosi portal TMZ.com
Portal gazety
Fot. latimes.com
Portal gazety "Los Angeles Times": Michael Jackson nie żyje
Jermaine Jackson, brat piosenkarza i rzecznik rodziny wygłasza krótkie oświadczenie dla mediów
Fot. GENE BLEVINS REUTERS
Jermaine Jackson, brat piosenkarza i rzecznik rodziny wygłasza krótkie oświadczenie dla mediów
Śmigłowiec, którym przetransportowano ciało Jacksona do kostnicy
Fot. MARIO ANZUONI REUTERS
Śmigłowiec, którym przetransportowano ciało Jacksona do kostnicy
Policjanci wychodzą z terenu rezydencji Jacksona
Fot. Mark J. Terrill AP
Policjanci wychodzą z terenu rezydencji Jacksona
GALERIA ZDJĘĆ

Michael Jackson nie żyje. Forum: Wasze reakcje | Raport specjalny: najnowsze informacje | You Tube: teledyski | Twitter: wpisy fanów | Galeria: zdjęcia Michaela Jacksona | Infomuzyka: reakcje świata muzyki





7.23 - Nie mogę przestać płakać po tym kiedy usłyszałam te straszne wieści. Zawsze podziwiałam Jacksona (...) sercem jestem teraz przy trójce jego dzieci i całej rodzinie Jacksonów - oświadczyła Maddonna. Cały świat muzyki wspomina i opłakuje śmierć wielkiego piosenkarza. - Michael Jackson był moim idolem całe życie - powiedziała Celine Dion. Przeczytaj jak gwiazdy wspominają Króla Popu

6.20 Sekcja zwłok Jacksona rozpocznie się późnym popołudniem czasu polskiego. Wyniki będą znane w nocy.

5.35 Nie jest jednak tajemnicą, że Jackson od dawna cierpiał z powodu licznych problemów zdrowotnych. Jego zmagania z kolejnymi schorzeniami były szeroko opisywane przez tabloidy. Przeczytaj historię choroby Jacksona

5.20 Jak wyglądała droga Michaela Jacksona na szczyt? Przeczytaj krótki krótki życiorys króla.

4.46 Policja w rezydencji Jacksona. Jak zapewniają oficerowie to rutynowe śledztwo, które jest prowadzone w przypadku śmierci znanej osoby. Zobacz zdjęcia z rezydencji

4.25 Specjalista w CNN: Nie wiadomo ile potrwa autopsja. Patolodzy będą szukali uszkodzeń serca, ale również obcych substancji we krwi Jacksona.

3.44 Brat piosenkarza i rzecznik rodziny, Jermaine Jackson, powiedział, że lekarze przez godzinę reanimowali Jacksona. Król muzyki pop został przewieziony do szpitala o godz. 21.14 polskiego czasu.
Rodzina piosenkarza jest w szpitalu. Ojciec, Joe, jest w drodze z las Vegas. Jermaine Jackson poprosił media o uszanowanie prywatności rodziny w tych trudnych chwilach.
Szpital nie wydał jeszcze oficjalnego komunikatu.

3.40 Ciało Michaela Jacksona zostało przetransportowane helikopterem do kostnicy. Tam zostanie przeprowadzona autopsja.



3.38 Telewizja CNN ujawnia ostatnie zdjęcie Michaela Jacksona. Zostało zrobione, kiedy był wynoszony ze swojego domu do karetki.



2.50 Koroner przejął już ciało Michaela Jacksona, żeby ustalić dokładną przyczynę śmierci. Oficer, który rozmawiał z dziennikarzami nie chciał skomentować pytania o możliwe pozamedyczne przyczyny zgonu.

Gwiazdy o śmierci Jacksona: Szok, ból i niedowierzanie

01.30 CNN potwierdza śmierć Michaela Jacksona. Porucznik Fred Corral powiedział telewizji CNN, że Jackson zmarł dokładnie o godzinie 23.26 naszego czasu. - Mogę powiedzieć, że w tym momencie zostaliśmy powiadomieni przez policję Los Angeles, że Jackson został przewieziony do szpitala i, że jego ciało nie reaguje na bodźce i o 23.26 stwierdzono zgon - powiedział Corell w rozmowie z CNN.

Dodał, że prawdopodobnie jutro dojdzie do autopsji, w celu ustalenia przyczyny zgonu. - Wszystko wciąż jest w toku. Będziemy domagali się szybkiego przeniesienia ciała ze szpitala do naszego ośrodka, gdzie zbadamy zwłoki w celu ustalenia przyczyny śmierci - powiedział koroner w rozmowie z telewizją.

- O ile wiem, do szpitala trafił z wstrzymaną akcją serca i chwilę później stwierdzono zgon. W tym momencie, powtarzam, nie ma więcej medycznych informacji - dodał koroner.

Fani gromadzą się pod szpitalem w Los Angeles - zdjęcia

00.26 Agencja prasowa Associated Press potwierdza wcześniejsze doniesienia: król popu zmarł. Od tego momentu wszystkie media na świecie już bez zwątpienia podawały informację o tej tragicznej śmierć.

Czwartek

23.25 Portal TMZ.com podaje sensacyjną informacją: Michael Jackson w ciężkim stanie przewieziony do szpitala. Wiadomo było, że nie oddycha - jego ojciec przez telefon powiedział, że "syn jest w ciężkim stanie".

21 minut później informacja była już we wszystkich światowych mediach, w tym na portalu Gazeta.pl. Tymczasem TMZ.com jako pierwszy, nie powołując się na żadne źródło, poinformował o zgodnie piosenkarza. Za portalem informację tę podały wszystkie media, zaznaczając że jest to informacja niepotwierdzona.

Jednak gdy 15 minut po północy informację tę podał także portal szanowanej gazety "Los Angeles Times", powołując się na źródła szpitalne, nawet CNN przestało informować o śpiączce króla popu, a zaczęło mówić o jego śmierci.

Początkowo wiadomo było jedynie, że Jackson w ciężkim stanie trafił do szpitala. Najszybciej informacje podawał plotkarski portal TMZ.com, a w ślad za nim portal latimes.com. Minęły dokładnie dwie godziny między przyjazdem karetki do rezydencji Jacksona, a pojawieniem się informacji o tym w mediach.

komentarze na Forum

wtorek, 23 czerwca 2009

Cztery banki bronią przed podatkiem Belki

Konta z dzienną kapitalizacją odsetek to nie marketingowy trik, ale sposób ma uniknięcie podatku Belki. Aktualnie cztery banki mają je w swojej ofercie.

Oferty kont z dzienną kapitalizacjąOferty kont z dzienną kapitalizacją

Do niedawna na topie były konta oszczędnościowe. Wysokie odsetki i swoboda dysponowania kapitałem były na ustach finansowych mediów. Obecnie produkty te nie są niczym nadzwyczajnym, niemal każdy bank ma je w swojej ofercie. Dziś furorę robią konta z codzienną kapitalizacją odsetek. Czy to kolejny trick wymyślony przez speców od marketingu? Okazuje się, że to całkiem realny sposób na zwiększenie naszych oszczędności. A wszystko dzięki… ordynacji podatkowej.

Rzecz wyjaśnijmy na przykładzie wziętym z życia. Toyota Bank, konto Clik, oprocentowanie 5 proc., codzienna kapitalizacja odsetek. Na koncie lokujemy 18 213 zł. Po jednym dniu nasze odsetki wynoszą 2,49 zł, od których bank powinien automatycznie odjąć 19-procentowy podatek Belki. Okazuje się jednak, że tego nie robi i to całkowicie zgodnie z prawem. Otóż – zgodnie z przepisami ordynacji podatkowej – podstawę opodatkowania (w naszym przypadku wspomniane 2,49 zł) zaokrąglamy do pełnej złotówki, a więc do 2,00 zł. Teraz od 2,00 zł obliczamy 19 proc. podatku. To 0,38 zł. Tą kwotę ponownie zaokrąglamy do pełnej złotówki, czyli do... 0,00 zł! Podatku nie ma! Można powiedzieć, że konto Toyota Banku jest oprocentowanie nie na 5,00%, ale jak gdyby na 6,17%, jeśli by porównać je z innymi kontami, które nie korzystają z dobrodziejstw codziennej kapitalizacji.

Ale uwaga! Efekt zaokrągleń może mieć całkiem przeciwny skutek. Znów posłużmy się przykładem. Na wspomnianym koncie lokujemy nieco więcej - 18 250 zł. Dzienne odsetki to równe 2,50 zł, które dla celów podatkowych zaokrąglamy do 3,00 zł. W tym wypadku 19 proc. podatku to 0,57 zł, które musimy zaokrąglić do 1,00 zł. Zatem od 2,50 zł odsetek zapłacimy pełną złotówkę podatku. Realna stopa oprocentowania skacze nam 40 proc.! Lokując pieniądze na koncie oszczędnościowym z dzienną kapitalizacją musimy zatem niesłychanie uważać, aby nie przekroczyć granicznej kwoty dla danej wysokości oprocentowania. Jeśli sami nie potrafimy przeprowadzić odpowiedniej symulacji najlepiej poprosić o to pracownika oddziału banku lub infolinii.

Prekursorem dziennej kapitalizacji był Alior Bank. Aktualnie jego Konto z lokatą nocną oprocentowane jest (po podwyżce dokonanej 17 czerwca) na 8 proc. W tym wypadku mamy do czynienia z haczykiem – te wielce zachęcające procenty obejmują jedynie połowę salda rachunku. Realnie więc mamy oprocentowanie na poziomie 4 proc. Konto prowadzone jest za darmo, darmowe są też wszystkie wypłaty.

Ciekawą ofertę ma Eurobank. W jego przypadku możemy założyć aż 5 kont oszczędnościowych naraz, oprocentowanych na 6,06 proc. Jeśli na każdym ulokujemy 15 027 zł da nam to niemałą inwestycję 75 135 zł, od której przychodami z odsetek nie będziemy musieli dzielić się z fiskusem. Tu także nie płacimy nic za prowadzenie rachunku i wszystkie wypłaty.

Toyota Bank oferuje swoje konto „Click" jedynie dla młodzieży w przedziale wieku 13-26 lat. Najmłodszym w stawce jest produkt Kredyt Banku o nazwie Konto Oszczędnościowe - Lokata Swobodna. Tu oprocentowanie ustawiono progowo. Co ciekawe, najwyżej oprocentowany (5 proc.) jest niski przedział pomiędzy tysiącem a piętnastoma tysiącami złotych. Powyżej tej kwoty oprocentowanie spada do 3 proc, a następnie do 2 proc. Taki układ jednoznacznie wskazuje na „antybelkowy” charakter rachunku.

Póki co cztery banki oferują konta z dzienną kapitalizacją odsetek, ale zapewne to dopiero początek. Nie inaczej było z kontami oszczędnościowymi. A może kiedyś doczekamy się rachunków z oprocentowaniem dopisywanym co godzinę?

Grzegorz Krajewski
autor jest redaktorem serwisu OprocentowanieLokat.pl

Źródło: GP/forsal.pl

niedziela, 21 czerwca 2009

Czy sąd może zastąpić ustawodawcę

Krystian Łatka , Witold Modzelewski 20-06-2009, ostatnia aktualizacja 20-06-2009 06:15

Wyrok Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości wywołał spór prawny, którego rozstrzygnięcie wymaga odpowiedzi na elementarne pytania dotyczące kompetencji do stanowienia prawa oraz sądownictwa administracyjnego – piszą Witold Modzelewski, prezes zarządu Instytutu Studiów Podatkowych i Krystian Łatka, doradca podatkowy z tego instytutu

źródło: ROL

W orzecznictwie sądowym oraz doktrynie powstała rozbieżność co do oceny wpływu wyroku ETS (sprawa C-414/07) na prawo do odliczenia podatku naliczonego:

> czy wskutek tego wyroku prawo do odliczenia „odzyskały” samochody z tzw. kratką, czyli spełniające kryteria techniczne wynikające z ustawy vatowskiej z 8 stycznia 1993 r. (ustawa 1993) albo spełniające tzw. wzór Lisaka,

> czy wyrok ten spowodował, że od 1 maja 2004 r. nie obowiązywało w Polsce żadne ograniczenie prawa do odliczenia podatku naliczonego w przedmiotowym zakresie, bo ograniczenia wynikające z ustawy vatowskiej z 11 marca 2004 r. (ustawa 2004) zostały wprowadzone sprzecznie z VI dyrektywą, a w konsekwencji przepisy te nie mogą być stosowane.

Pierwszy ze wskazanych poglądów prezentuje minister finansów oraz część wyroków wojewódzkich sądów administracyjnych, drugi m.in. WSA w Krakowie (I SA/Kr 147/09).

Rozstrzygniecie problemu sprowadza się do odpowiedzi na pytanie: czy sąd administracyjny może konstruować normę prawną, czy tylko ją odczytać na podstawie obowiązujących źródeł prawa stanowionego i orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego oraz ETS i dokonać prawidłowej wykładni. Wymaga to sięgnięcia, po pierwsze, do zasad stosowania prawa wspólnotowego i orzecznictwa ETS, w szczególności tez wyroku C-414/07. Po drugie, konieczne jest wyciągnięcie właściwych wniosków z tez wyroku ETS.

Kiedy proeuropejska wykładnia

Należy rozważyć, czy w wypadku art. 86 ust. 1 i 3 w zw. z art. 88 ust. 1 pkt 3 ustawy 2004 jest dopuszczalne konstruowanie normy prawnej na podstawie części treści tych przepisów w wyniku zastosowania wykładni proeuropejskiej. Innymi słowy, czy dokonywane przez część sądów administracyjnych ustalenie treści normy prawnej, która zawarta jest w tych regulacjach, jest prawidłowe, skoro treść prawa krajowego jest jasna i nie budzi wątpliwości, a sądy administracyjne przy dokonywaniu ustalenia treści normy prawnej sięgają do uchylonych ustaw.

W wyroku z 13 maja 2008 r. (I FSK 600/07) Naczelny Sąd Administracyjny trafnie zauważył: “Proeuropejska wykładnia prawa powinna mieć miejsce wyłącznie wówczas, gdy wykładnia językowa nie prowadzi do odpowiedzi w przedmiocie treści przepisów polskiego prawa. W szczególności znajdzie zastosowanie, gdy przepisy prawa UE nie zostały w pełni włączone do polskiego porządku prawnego i powodują niejasności interpretacyjne. Wykładnia proeuropejska prawa nie powinna mieć miejsca wtedy, gdy będzie to prowadziło do rezultatów sprzecznych z efektami wykładni językowej, mogłoby to bowiem doprowadzić do niedopuszczalnej wykładni contra legem”.

Należy w pełni zgodzić się z tym poglądem. A zatem do wykładni proeuropejskiej można sięgać, gdy istnieją wątpliwości co do treści normy wynikającej z prawa krajowego (możliwy jest więcej niż jeden rezultat wykładni, przy czym jeden z nich prowadzi do celów zgodnych z celem dyrektyw), albo gdy regulacja dyrektywy nie została w pełni włączona do prawa krajowego.

W pkt 44 wyroku C-414/07 ETS podkreślił: “Zadaniem sądu krajowego jest dokonanie interpretacji swego prawa wewnętrznego – w zakresie, w jakim jest to tylko możliwe – w świetle treści i celów szóstej dyrektywy po to, by osiągnąć przewidziane w niej rezultaty, przychylając się do interpretacji przepisów krajowych najbardziej zgodnej z tymi celami, a przez to, dochodząc do rozstrzygnięcia zgodnego z przepisami tej dyrektywy (…), a także, jeśli jest to konieczne, powstrzymując się od stosowania wszelkich sprzecznych przepisów prawa krajowego”.

ETS wskazał zatem na konieczność interpretacji prawa krajowego „w zakresie, w jakim jest to tylko możliwe”. Jeżeli interpretacja nie jest możliwa (nie ma miejsca na dokonywanie interpretacji normy wynikającej z prawa krajowego, bo nie budzi ona wątpliwości), a norma wynikająca z prawa krajowego jest sprzeczna z prawem wspólnotowym, może być “konieczne powstrzymanie się od stosowania wszelkich sprzecznych przepisów prawa krajowego”.

Norma wprowadzona przez krajowego ustawodawcę w art. 86 ust. 3 i art. 88 ust. 1 pkt 3 ustawy 2004 jest jasna i nie budzi wątpliwości. Wiadomo, jakie samochody nie uprawniały i nie uprawniają do odliczenia podatku naliczonego z tytułu ich nabycia albo nabycia paliwa do ich napędu – w świetle regulacji krajowej. Nie ma zatem miejsca na dokonywanie jakiejkolwiek wykładni, w tym mającej na celu uzgodnienie treści normy wynikającej z tych przepisów z prawem wspólnotowym, gdyż wykraczałoby to poza zakres stosowania prawa.

Ochrona z klauzuli stałości

NSA w wyroku z 13 maja 2008 r. stwierdził, że jeżeli “treść implementowanego przepisu dyrektywy i unormowania krajowego wskazuje, że nadanie regulacji krajowej znaczenia wynikającego z bezwarunkowej i precyzyjnej normy unijnej prowadziłoby do sprzeczności z brzmieniem gramatycznym przepisu krajowego, sąd – w przypadku gdy obywatel domaga się zastosowania tej normy w sposób określony w dyrektywie – powinien odmówić zastosowania normy prawa krajowego i umożliwić obywatelowi skorzystanie z unormowania wspólnotowego”. Również z tym poglądem należy się zgodzić. Sąd administracyjny nie może, ustalając treść normy prawnej – nawet przy wykładni prowspólnotowej – doprowadzić do rezultatu sprzecznego z literalnym brzmieniem jasnej regulacji krajowej. Nie może zastępować w tym zakresie ustawodawcy.

Do wykładni proeuropejskiej można sięgać, gdy istnieją wątpliwości co do treści normy wynikającej z prawa krajowego

Jeżeli zatem art. 86 ust. 3 i art. 88 ust. 1 pkt 3 ustawy 2004 zostały wprowadzone 1 maja 2004 r. sprzecznie z zasadą stand still, to nie mogą być stosowane. Nie można twierdzić, iż ochrona wynikająca z zasady stand still dotyczy ograniczenia prawa do odliczenia, jakie przewidywał art. 25 ustawy 1993, bo określenie na podstawie tego przepisu po 30 kwietnia 2004 r. treści normy prawnej prowadzi do rezultatu rażąco sprzecznego z wykładnią krajowej regulacji (a tylko na pozór zgodnego z prawem wspólnotowym).

Zakres ochrony wynikający z klauzuli stałości należy odróżnić od zachowanych w prawie krajowym i rzeczywiście stosowanych ograniczeń w prawie do odliczenia. Zakres ochrony pozwala bowiem ustalić, jakie ograniczenie państwo członkowskie mogło zachować w prawie krajowym w dniu przystąpienia do wspólnoty (1 maja 2004 r.).

Odrębną kwestią pozostaje natomiast praktyka państwa członkowskiego. W pkt 37 wyroku ETS wskazał, że „zgodnie z utrwalonym orzecznictwem Trybunału uregulowania krajowe nie stanowią odstępstwa dozwolonego na mocy art. 17 ust. 6 akapit drugi szóstej dyrektywy, jeżeli powodują one po wejściu w życie tej dyrektywy rozszerzenie zakresu istniejących wyłączeń, oddalając się tym samym od celu tej dyrektywy”. Dalej ETS podkreślił jednocześnie, że „z uwagi na cel tego przepisu pojęcie »prawo krajowe« w rozumieniu art. 17 ust. 6 akapit drugi szóstej dyrektywy odnosi się do krajowego systemu odliczenia VAT obowiązującego i rzeczywiście stosowanego w chwili wejścia w życie tej dyrektywy” (1 maja 2004 r.).

Niedopuszczalne porównanie

Ustalając zakres ochrony wynikający z zasady stand still, można sięgnąć zatem tylko do tej regulacji, która (1 maja 2004 r.) obowiązywała w prawie krajowym i była rzeczywiście stosowana. Art. 25 ustawy 1993 obowiązywał wyłącznie do 30 kwietnia 2004 r. ETS słusznie więc porównał stan prawny obowiązujący przed i po 22 sierpnia 2005 r. (punktem odniesienia – zgodnie z prawem wspólnotowym mógł być tzw. wzór Lisaka). ETS nie dokonał jednak takiego porównania dla wcześniejszych ograniczeń, bowiem:

> ustawa 1993 i ograniczenia w prawie do odliczenia z niej wynikające nie obowiązywały „w chwili wejścia w życie tej dyrektywy”,

> ETS musiałby sięgnąć do prawa krajowego sprzed akcesji.

Porównanie, jakiego dokonuje część sądów administracyjnych w odniesieniu do stanu prawnego sprzed 1 maja 2004 r., jest zatem niedopuszczalne. Skoro nie dokonał go ETS (w taki sposób, jak czynią to polskie sądy administracyjne), to czy może tego dokonać sąd krajowy?

Wykonując zatem dyspozycję zawartą w wyroku ETS sąd krajowy nie ma możliwości porównać zakresu prawa do odliczenia obowiązującego w dniu wejścia w życie VI dyrektywy, rozumianego jako porównanie zakresu prawa do odliczenia wynikającego:

> z art. 88 ust. 1 pkt 3 w zw. z art. 86 ust. 3 ustawy 2004 oraz

> art. 25 ust. 1 pkt 3a ustawy 1993.

W dniu wejścia w życie VI dyrektywy (1 maja 2004 r.) obowiązywała i mogła być rzeczywiście stosowana wyłącznie pierwsza ze wskazanych ustaw. Odwołanie się do uchylonego 1 maja 2004 r. aktu prawnego stoi w sprzeczności z Konstytucją RP (art. 7 oraz art. 87). Porównanie zakresu prawa do odliczenia na podstawie obu wskazanych stanów prawnych byłoby możliwe wyłącznie wtedy, gdyby 1 maja 2004 r. ustawodawca zachował ograniczenie prawa do odliczenia w kształcie obowiązującym przed tym dniem. Wprowadzenie całkowicie odmiennej regulacji – w świetle wyroku ETS – musi skutkować pominięciem przez sąd spornych przepisów przy wyrokowaniu (art. 86 ust. 3 i art. 88 ust. 1 pkt 3 ustawy 2004).

Sąd nie jest przy tym uprawniony do konstruowania normy prawnej, opierając się na wyroku ETS, a ponadto norma ta nie może mieć różnej treści w każdej indywidualnej sprawie. Oceny zgodności prawa krajowego wprowadzonego 1 maja 2004 r. należy dokonać in abstracto. Podkreślić należy, że rozumowanie prezentowane przez przeważającą część wojewódzkich sądów administracyjnych wymaga ustalenia hipotetycznej sytuacji podatnika w stanie prawnym obowiązującym przed 1 maja 2004 r. Dopiero na tej podstawie sąd orzeka, czy podatnikowi służy prawo do odliczenia podatku naliczonego po tym dniu. Powoduje to w istocie stosowanie przez sąd prawa, które utraciło moc i nie obowiązuje. Jak trafnie wskazał WSA w Krakowie, prowadzi to do „stworzenia nowej normy prawnej na podstawie przepisu uchylonego”.

Rzeczpospolita

piątek, 19 czerwca 2009

Matkowski - Fyrstenberg w finale!

mpr
2009-06-18, ostatnia aktualizacja 2009-06-18 18:40

Mariusz Fyrstenberg, Marcin Matkowski
Mariusz Fyrstenberg, Marcin Matkowski
fot. Andrzej Skawinski / AG

Tenis. Polski eksportowy debel Marcin Matkowski - Mariusz Fyrstenberg awansował do finału turnieju Aegon International rozgrywanego na trawiastych kortach w Eastbourne

Radwańska poległa, nie obroni tytułu »

Turniej jest generalną próbą przed rozpoczynającym się w niedzielę wielkoszlemowym Wimbledonem. Szczecińsko-warszawska para w półfinale po trwającym godzinę i 20 min. meczu wyeliminowała rozstawiony z trójką debel Bruno Soares (Brazylia) - Kevin Ullyett (Zimbabwe), wygrywając 2:6, 7:6 (7:5), 11:9.

Wcześniej - w pierwszej rundzie turnieju w Eastbourne (pula 450 tys. euro), Matkowski i Fyrstenberg wygrali z Lukasem Dlouhym (Czechy) i Leandrem Paesem (Indie) - triumfatorami zakończonego tydzień temu French Open.

Polacy zaczęli doskonale od pewnego zwycięstwa w premierowym gemie przy serwisie Matkowskiego. Potem było gorzej i po dwóch przełamaniach serwisu nasi przegrali pierwszego seta. W drugim żadna z par nie dawała się przełamać i o zwycięstwie decydował tie-break. Polacy szybko, przy stanie 1:0, zdobyli mini beraka i dowieźli prowadzenie do końca. O awansie do finału decydował więc tzw. supertiebreak.

Podobnie jak na koniec drugiego seta Matka i Frytka szybko zdobyli punkt z podania rywali. Prowadzili do stanu 8:8. Trzy piłki z rzędu wygrane przez rywali sprawiły, że Soares - Ullyett mieli meczbola. Nasi nie po raz pierwszy wykazali się żelaznymi serwami. Wygrali trzy kolejne akcje i awansowali do finału. Zdobyli już minimum 150 pkt. rankingowych i 11 450 euro do podziału.

To pierwszy w karierze Polaków finał turnieju ATP na kortach o nawierzchni trawiastej. Mecz o nagrodę główną odbędzie się jutro. Rywalami Matki i Frytki będą rewelacyjnie grający ostatnio Travis Parrott (USA) - Filip Polasek (Słowacja).

Wynik

Mariusz Fyrstenberg - Marcin Matkowski (Polska) - Bruno Soares (Brazylia) / Kevin Ullyett (Zimbabwe) 2:6, 7:6 (7:5), 11:9

Porażka Domachowskiej w kwalifikacjach debla >>

Danny DeVito przyniósł BZ WBK cztery miliardy

mać
2009-06-19, ostatnia aktualizacja 16 minut temu

Reklamówki z aktorem Dannym DeVito i konkurs z rekordową nagrodą pieniężną przyniosły bankowi BZ WBK gigantyczną górę nowych depozytów - prawie 4 mld zł - dowiaduje się "Gazeta"

Reklamówki z aktorem Dannym DeVito i konkurs z rekordową nagrodą pieniężną przyniosły bankowi BZ WBK prawie 4 mld zł nowych depozytów
BZ WBK
Reklamówki z aktorem Dannym DeVito i konkurs z rekordową nagrodą pieniężną przyniosły bankowi BZ WBK prawie 4 mld zł nowych depozytów
SERWISY
Dziś ostatni dzień ogłoszonego przez bank BZ WBK konkursu dla klientów, w którym do wygrania są dwa miliony złotych. To największa nagroda w historii polskiej bankowości. Szansę na zgarnięcie tej góry pieniędzy ma każdy, kto założy w banku lokatę, co najmniej 5 tys. zł.

Bank do ostatniej chwili będzie podgrzewał atmosferę. O zbliżającym się zakończeniu konkursu będą informowały spoty w radiu i telewizji oraz reklamy w gazetach. A oddziały BZ WBK w całym kraju mają być czynne dłużej, niż zwykle (lista placówek z godzinami ich otwarcia znajduje się na stronie internetowej banku).

Oprocentowanie lokaty nie jest rewelacyjne (od 4,5 do 5,5 proc., w zależności od wpłaconej kwoty), ale mimo tego akcja przyniosła bankowi duży sukces. Z informacji "Gazety" wynika, że tylko do czwartku klienci przynieśli do placówek BZ WBK ponad 3,9 mld zł. Więcej - 7,5 mld zł - zebrał tylko PKO BP podczas ubiegłorocznej kampanii "Max Lokata". Ale PKO BP ma kilkakrotnie więcej placówek (a to za pośrednictwem oddziałów najlepiej sprzedają się lokaty), zaś swoją akcję prowadził w lepszych warunkach rynkowych. Dziś banki walczą o depozyty klientów niemal na noże.

Akcję zbierania lokat wspierała kampania reklamowa ze znanym amerykańskim aktorem Danny'm DeVito. W kolejnych tygodniach bank podwyższał nagrodę, która początkowo wynosiła milion złotych. Po każdej zmianie wartości głównej wygranej do telewizyjnych i radiowych ramówek wchodził nowy spot reklamowy.

O tym kto wygra dwa miliony złotych od BZ WBK dowiemy się dopiero za miesiąc - wtedy odbędzie się finałowe losowanie. Na razie bank rozdał pierwszą partię nagród dodatkowych - 500 netbooków. Na ostateczne zwycięstwo w loterii największą szansę mają osoby, które włożyły do banku najwięcej pieniędzy. Każde 5000 zł to jeden los (jeśli ktoś złożył w banku lokatę w pierwszych dniach trwania oferty, to bank podwoił jego losy - na każde 5000 zł przypadają dwa).



Więcej o wynikach zapisów na lokaty BZ WBK w blogu Macieja Samcika.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Miał mieć raka, więc prezydent go ułaskawił

Marcin Pietraszewski
2009-06-18, ostatnia aktualizacja 2009-06-18 20:22

Śląska policja zatrzymała w czwartek lekarza z Zabrza, który miał wystawić fikcyjną opinię, na podstawie której prezydent ułaskawił znanego gangstera. Po wyjściu na wolność bandyta przez siedem lat terroryzował miasto.

Doktor Maciej S. to były zastępca dyrektora Szpitala Specjalistycznego w Zabrzu. - Jest podejrzany o poświadczenie nieprawdy w dokumentacji medycznej oraz branie łapówek - mówi prokurator Wiesław Matyja z Prokuratury Okręgowej w Gliwicach. Zasłaniając się tajemnicą śledztwa, odmówił informacji o sprawie. Nieoficjalnie wiadomo jednak, że po trwającym siedem godzin przesłuchaniu i wpłaceniu 10 tys. zł kaucji Maciej S. został zwolniony do domu.

Nazwisko lekarza wypłynęło w śledztwie przeciwko Krystianowi F. ps. "Król Rokitnicy", uważanemu przez prokuraturę za jednego z najgroźniejszych przestępców w Zabrzu. Pod koniec lat 90. F. został skazany za włamania.

Po pięciu miesiącach pobytu w więzieniu na wniosek ówczesnego prokuratora generalnego Lecha Kaczyńskiego został ułaskawiony przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Podstawą była jego rzekoma choroba nowotworowa. Pierwsze zaświadczenie o chorobie Krystiana F. wydał zatrzymany doktor Maciej S., potem na podstawie wyników badania histopatologicznego napisał, że w pobranym od gangstera wycinku są komórki rakowe. Zdaniem prokuratury dokumenty zostały sfałszowane, a Krystian F. nigdy nie leczył się onkologicznie. Według naszych informacji śledczy sprawdzają teraz, od kogo pobrano wycinek, który przebadano.

Po wyjściu na wolność "Król Rokitnicy" przez siedem lat terroryzował Zabrze. Zatrzymano go dopiero w 2007 r. Lista przedstawionych mu zarzutów jest długa: wymuszenia rozbójnicze, wyłudzenia kredytów, oszustwa komunikacyjne, nielegalne posiadanie broni z tłumikiem i paserstwo kradzionych aut. Mężczyzna czuł się bezkarny, bo liście w jego ogródku grabił korumpowany przez niego operacyjny oficer zabrzańskiej policji.

Krystian F. udzielał też szybkich pożyczek. Zdaniem śledczych siłą zmuszał potem dłużników do spłaty odsetek wielokrotnie przekraczających kwotę kredytu. Ci, którzy nie mieli z czego zwrócić długu, byli angażowani do udziału w fikcyjnych kolizjach lub wyłudzaniu kredytów z banków. I tak np. mechanik samochodowy, który był winny "Królowi Rokitnicy" 20 tys. zł, oddał mu 130 tys. zł. - Na jego polecenie przebijał też numery w kradzionych samochodach - mówi jeden z prokuratorów.

Polacy atakują w Afganistanie

Marcin Górka
2009-06-19, ostatnia aktualizacja 2009-06-18 21:17

Polskie wozy bojowe podczas operacji
Polskie wozy bojowe podczas operacji "Orle pióro"
Fot. PKW Afganistan

Nasi żołnierze wzięli w ostatnich dniach udział po raz pierwszy w wielkiej akcji zaczepnej przeciw talibom. - Wreszcie walczymy - mówią Polacy.

Polskie wozy bojowe podczas operacji
Fot. pkw afganistan
Polskie wozy bojowe podczas operacji "Orle pióro"
Zobacz też: Zachód nie wie, co zrobić z Afganistanem

To była największa dotychczas operacja polskich wojsk w Afganistanie. Efekt: kilkudziesięciu pojmanych talibów, zlikwidowane składy broni i systemy łączności. Straty: cztery uszkodzone pojazdy i trzech lekko rannych.

Ale te straty tak bardzo żołnierzy nie martwią: - Wreszcie uderzyliśmy, bo do tej pory, jak nas zaatakowali na patrolu, to uciekaliśmy. Mam poczucie, że teraz naprawdę chcemy przejąć inicjatywę w tej wojnie - mówi podoficer, który brał udział w akcji.

Operacja Orle Pióro trwała prawie tydzień i była największą, jaką przeprowadziło do tej pory polskie wojsko w Afganistanie. I pierwszą ofensywną czyli taką, która nie było po prostu odpowiedzią na atak. W Orlim Piórze udział wzięło 800 żołnierzy polskich oraz oddziały armii afgańskiej. - Żadnej ucieczki, tylko atak - opowiadają nam polscy oficerowie. - To my obserwowaliśmy przeciwnika, a nie on nas.

- Talibowie śledzą nasze ruchy za dnia, ale w nocy są ślepi. Robiliśmy więc tak: najpierw w teren wysłaliśmy wiele oddziałów, które talibowie widzieli, dopiero w nocy przerzucaliśmy jeden z nich w miejsce, o którym z rozpoznania wiedzieliśmy, że jest tam skład broni albo stacjonuje przeciwnik. A tego się już nie spodziewali, dzięki zaskoczeniu wyłapywaliśmy ich prawie bez oporu - opowiada nasz informator.

Polacy przekazali afgańskiej armii 29 talibów, przejęli karabiny, moździerze i sprzęt do przygotowania min-pułapek oraz materiały wybuchowe. Polacy zniszczyli także pole antenowe w Ghazni. - Stały tam anteny, które służyły talibom w Ghazni do porozumiewania się z pobratymcami w Pakistanie. Informacje o tym polu dostarczył nam wywiad, a śmigłowce szturmowe zniszczyły anteny - mówi polski dowódca.

Równocześnie polska armia rozdała paczki z artykułami higienicznymi, odzieżą i jedzeniem prawie 150 miejscowym rodzinom.

W czasie akcji uszkodzone zostały cztery transportery MRAP. Trzech żołnierzy zostało rannych w wybuchu miny-pułapki pod jednym z tych pojazdów. Jeden doznał urazu kręgosłupa, drugi urazu słuchu. Obaj trafili do amerykańskiego szpitala w Bagramie.

Do tej pory MRAP uchodził za pojazd bardzo bezpieczny, ale w ciągu ostatniego miesiąca w dwóch wybuchach min rannych zostało czterech Polaków. Jeden z nich w ciężkim stanie przebywa w szpitalu w Krakowie.

Jednak w polskiej armii zapanowała niemal euforia. Oficjalnie Dowództwo Operacyjne jest w ocenie operacji ostrożne. - Tak, na pewno była to jedna z największych operacji, faktycznie ofensywna i zakończona pełnym sukcesem - mówi ppłk Dariusz Kacperczyk, rzecznik DO.

- Najważniejsze, że to już inna wojna. To wreszcie atakujemy my. I niech tak już zostanie - mówi nam jeden z polskich oficerów.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Łotwa bankrutuje

Leszek Baj
2009-06-19, ostatnia aktualizacja 2009-06-18 23:01

Demonstranci nieśli transparenty:
Demonstranci nieśli transparenty: "Nie okradajcie biednych emerytów"
Fot. INTS KALNINS REUTERS

Jeśli nie pomoże Unia Europejska i Międzynarodowy Fundusz Walutowy, w sierpniu urzędnicy, lekarze, policjanci i nauczyciele nie dostaną pensji. Już w lipcu ich zarobki spadną o 20 proc. Emerytury o 10 proc. Kraj wrze

Wczorajsza manifestacja w centrum Rygi. Do demonstrantów wyszedł minister finansów Einars Repse. Protestujący nie dali mu dojść do głosu
Fot. INTS KALNINS REUTERS
Wczorajsza manifestacja w centrum Rygi. Do demonstrantów wyszedł minister finansów Einars Repse. Protestujący nie dali mu dojść do głosu
W czwartek przeciwko cięciom pensji w Rydze demonstrowało 5 tys. osób
Fot. Roman Koksarov AP
W czwartek przeciwko cięciom pensji w Rydze demonstrowało 5 tys. osób
W czwartek przeciwko cięciom pensji w Rydze demonstrowało 5 tys. osób
Fot. INTS KALNINS REUTERS
W czwartek przeciwko cięciom pensji w Rydze demonstrowało 5 tys. osób
SERWISY
zobacz też: Łotwa: gospodarczy stan wyjątkowy

A miało być inaczej. Jeszcze niedawno Łotwa była nazywana bałtyckim tygrysem. Dwa lata temu jej gospodarka rozwijała się w tempie ponad 10 proc. rocznie.

- Teraz Łotwa znalazła się na skraju bankructwa. Możemy go uniknąć, radykalnie zmniejszając wydatki publiczne - powiedział w specjalnym oświadczeniu łotewski premier Valdis Dombrovskis. - Chciałbym przeprosić mieszkańców za tę sytuację i okres próby, który wspólnie będziemy musieli wytrzymać.

Nie przekonał Łotyszy. W czwartek przeciwko cięciom pensji na ulicach Rygi demonstrowało 5 tys. osób. To sporo jak na kraj liczący ledwie 2,3 mln mieszkańców.

- Nie możemy ratować państwa kosztem emerytów, nauczycieli, lekarzy czy policjantów - mówił Peteris Krigers, szef Konfederacji Wolnych Związków Zawodowych Łotwy. Demonstranci nieśli transparenty "Nie kradnijcie od biednych emerytów".

- Dowiedziałam się, że moja pensja spadnie do 130 łatów miesięcznie (845 zł), a na utrzymanie potrzebne mi jest 170 łatów (1105 zł). Nie wiem, jak sobie poradzę - powiedziała Reuterowi 50-letnia Inta Lindemane, nauczycielka w przedszkolu.

We wtorek łotewski parlament przyjął opracowany przez rząd program oszczędności budżetowych. Ogranicza on planowane wydatki o 700 mln euro, czyli 10 proc. Wszystko po to, by choć trochę załatać błyskawicznie rosnącą dziurę budżetową. Oprócz obniżek pensji i emerytur program przewiduje m.in. obcięcie o połowę dodatków na dzieci dla pracujących rodziców i podwyżki niektórych podatków, np. akcyzy na piwo o 50 proc., a na mocne alkohole o prawie 8 proc. Cięcia te mają wejść w życie już od lipca.

Oszczędności mogą oznaczać zamknięcie wielu szpitali. Nie mógł się z tym pogodzić minister zdrowia, który podał się w środę do dymisji. - W kryzysowej sytuacji minister zdrowia wybrał łatwą ścieżkę - skomentował to zirytowany premier Dombrovskis.

Tylko dzięki mocnemu zaciśnięciu pasa Unia Europejska i Międzynarodowy Fundusz Walutowy zgodzą się na wypłatę kolejnej wartej 1,2 mld euro transzy w ramach pożyczki uzyskanej pod koniec zeszłego roku (w sumie 7,5 mld euro).

- Bez pomocy międzynarodowej do sierpnia zabraknie po prostu pieniędzy w budżecie, nie będzie z czego płacić pensji nauczycielom, lekarzom czy urzędnikom - mówi "Gazecie" Alf Vanags, dyrektor łotewskiego Baltic International Centre for Economic Policy Studies (BICEPS).

Joaquin Almunia, komisarz UE ds. gospodarczych i walutowych, uspokajał w łotewskim radiu, że decyzja o pożyczce zapadnie najpewniej do końca czerwca.

W ostatnich latach imponujący wzrost gospodarczy Łotwa zawdzięczała głównie konsumpcji finansowanej przez kredyty walutowe. W czasach prosperity kolejne rządy nie potrafiły jednak trzymać finansów publicznych na wodzy i łatwą ręką dawały podwyżki - pensje w sektorze publicznym rosły wtedy nawet o 30 proc. rocznie. Gdy boom się skończył, wszystko się zawaliło jak domek z kart. Ceny nieruchomości poleciały na łeb na szyję, banki odcięły strumień kredytów. - W tym roku łotewska gospodarka skurczy się o ok. 18-20 proc. W ten sposób w ciągu roku cofniemy się w czasie do poziomu z 2005-06 r. - mówi Vanags.

- Musimy wszyscy wziąć odpowiedzialność za to, że nasze decyzje i działania były często błędne - mówił wczoraj do parlamentarzystów łotewski prezydent Valdis Zatlers, który piastuje swoje stanowisko od połowy 2007 r. - Źle zarządzaliśmy naszym krajem.

Źródło: Gazeta Wyborcza

czwartek, 18 czerwca 2009

Radwańska przegrała z Razzano i nie obroni tytułu

Wyrównaj z obu stron
qbi
Agnieszka Radwańska przegrała w czwartek 6:7 (5-7), 5:7 z Francuzką Virginie Razzano w ćwierćfinale turnieju WTA na trawiastych kortach w Eastbourne. Polka nie obroni tytułu wywalczonego w Anglii przed rokiem, ale gorsza wiadomość jest taka, że gra Radwańskiej na trawie nie wyglądała tak dobrze jak 12 miesięcy temu.
Fyrstenberg i Matkowski w półfinale »

Razzano (WTA 25) pokonała rozstawioną z ósemką Radwańską w 1 godz. i 54 minuty. Polka przegrała z Francuzką pierwszy mecz w karierze. W 2007 r. ograła pochodzącą z Dijon tenisistkę w dwóch setach na US Open, a rok temu w Eastbourne pokonała ją w II rundzie w drodze po tytuł, po którym była nawet wymieniana jako jedna z faworytek Wimbledonu.

Teraz Polka nie zrobiła w Eastbourne tak dobrego wrażenia. W I rundzie łatwo pokonała swoją siostrę 18-letnią Urszulę, a do ćwierćfinału awansowała szybko po wycofaniu się z powodu kontuzji Chinki Na Li. Mecz z Razzano miał być więc dla Radwańskiej pierwszym poważnym testem na trawie, bo 20-letnia krakowianka nie grała w poprzednim tygodniu w żadnym turnieju.

Spotkanie zaczęło się obiecująco, bo Radwańska dość łatwo wygrywała kolejne gemy. Imponowała przy siatce, kilka razy zagrała swoje firmowe dropszoty. Ale Francuzka, która w poprzedniej rundzie wyeliminowała numer jeden turnieju Jelenę Dementiewą, odpowiedziała równie dobrą grą, a z czasem znacznie lepszą od Polki.

Pierwszy set rozstrzygnął się po tie-braku, ale Francuzka mogła wygrać go wcześniej, bo jako pierwsza w końcówce przełamała podanie Polki. Radwańskiej udało się jednak natychmiast odrobić straty. Ale w tie-braku zagrała zbyt bojaźliwie - posyłała piłki w pół kortu i przez środek, co wykorzystała Razzano nastawiona od początku bardzo ofensywnie.

W II secie Radwańska zaczęła od przełamania, ale potem dała odskoczyć rywalce na 4:1. Mimo kłopotów ze swoim drugim serwisem, dzięki nerwowej grze Razzano, zdołała jeszcze odrobić straty na 5:5. Przy 5:4 obroniła trzy piłki meczowe. Ostatnie dwa gemy należały już do Francuzki, która zasłużenie awansowała do półfinału. Zmierzy się w nim z rodaczką Marion Bartoli.

W całym meczu w grze Radwańskiej szwankował przede wszystkim drugi serwis - Razzano atakowała go z łatwością wchodząc w pół kortu, a także brak kończących piłek. Polka rzadko umiała skończyć wymiany sama, a rywalka pomagała jej własnymi błędami rzadko, bo rozegrała naprawdę bardzo dobry mecz.

Radwańska, która w rankingu WTA zajmuje teraz 11. lokatę, może w najbliższy poniedziałek nieco spaść, bo w Eastbourne broniła aż 550 pkt. za zeszłoroczną wygraną. Za ćwierćfinał dostanie 120.

Na tym etapie sezonu rok temu Radwańska miała już na koncie trzy wygrane turnieje WTA (Pattaya, Stambuł, Eastbourne). W tym sezonie jest dużo mniej imponująco - nie przeszła jeszcze ani razu ćwierćfinału.

Marnym pocieszeniem jest to, że Radwańska odpadła z turnieju w doborowym towarzystwie. Z trawą w Eastbourne nie poradziły sobie m.in.: Dementiewa, Janković, Ivanović, Kuzniecowa i Mauresmo.

- Nie czujemy presji. Najważniejszy jest Wimbledon. Eastbourne traktujemy jedynie jako przygotowanie do występu w Wielkim Szlemie - mówił kilka dni temu trener Robert Radwański.

Na Wimbledonie Radwańska broni 500 pkt. za zeszłoroczny ćwierćfinał. Ewentualna wczesna porażka może ją kosztować utratę miejsca w pierwszej piętnastce rankingu.

Domachowska przegrała w deblu - czytaj tutaj »