Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BENEDYKT XVI. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BENEDYKT XVI. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 września 2009

Tylko Polacy witali w Czechach papieża

20:50, 26.09.2009 /PAP

BENEDYKT XVI EWANGELIZUJE CZECHÓW

Reuters, fot. EPA
Gdyby nie pielgrzymi z Polski, to pierwszy dzień wizyty papieża w Czechach mógłby wręcz być niezauważony. Tylko Polacy głośno witali Benedykta XVI, gdy jechał z praskiego lotniska do centrum miasta.
Pamięć o "cierpieniach umiłowanego narodu polskiego" i holokauście jest... czytaj więcej »
Teraz, kiedy wolność religijna została przywrócona, wzywam wszystkich obywateli republiki, by odkryli na nowo chrześcijańskie tradycje, które ukształtowały ich kulturę. Wspólnotę chrześcijańską zachęcam do tego, by dalej słychać było jej głos w momencie, gdy naród podejmuje wyzwania nowego tysiąclecia.
Benedykt XVI
We wrześniu papież Benedykt XVI odwiedzi Czechy - poinformował w sobotę... czytaj więcej »
Trzy dni pielgrzymki do Czech, to trzy dni ciężkiej pracy dla Benedykta XVI. Południowi sąsiedzi Polski są najbardziej ateistycznym krajem Europy. Pokazało to już przywitanie papieża w sobotę, gdy na ulicach czeskiej stolicy czekali na niego głównie Polacy.


Na lotnisku w Pradze na Benedykta XVI witał natomiast prezydent Czech Waclaw Klaus. Papież zwrócił się do niego: - Panie prezydencie, wiem, że pragnie pan, aby religia odgrywała większą rolę w życiu tego kraju. Po południu Benedykt XVI przybył na Hradczany na oficjalne spotkanie z głową czeskiego państwa.

Będzie ciężko

Papież, jest świadomy, że wizyty w Czechach, gdzie ponad połowa mieszkańców jest niewierzących, nie można zaliczyć do najłatwiejszych. - Poprzez swą historię, to terytorium w sercu kontynentu, na skrzyżowaniu dróg między północą i południem, wschodem i zachodem, było miejscem spotkania różnych ludzi, tradycji i kultur - stwierdził w jednym z pierwszych przemówień w Czechach.

Relacje państwo-Kościół utrudnia z kolei brak konkordatu, o którym dyskutuje się od lat, a także trwający od 1991 roku spór o dobra kościelne przejęte przez komunistów.

Jak zauważa włoski dziennik "Il Giornale", ta trudna pielgrzymka mieści się całkowicie w nurcie pontyfikatu obecnego papieża. Jego celem jest bowiem ponowna ewangelizacja zachodnich społeczeństw, które odeszły od chrześcijaństwa.

Zrehabilitować Jana Husa

Jednak Czesi mają swoje oczekiwania odnośnie wizyty papieża w ich kraju. "Niech Benedykt XVI zrehabilituje Jana Husa" - wielki transparent z takim hasłem po czesku i po łacinie zawisł na gmachu ministerstwa oświaty w Pradze w chwili, gdy papież wychodził z pobliskiego kościoła Najświętszej Maryi Panny Zwycięskiej.

Jan Hus, który żył na przełomie XIV i XV wieku był czeskim reformatorem religijnym i bohaterem narodowym. Około roku 1400 założył ruch, domagający się głębokiej reformy Kościoła i krytykował praktykę odpustów. Wezwany na sobór w Konstancji odmówił wyrzeczenia się swych poglądów, a w konsekwencji został uznany za heretyka i spalony na stosie w 1415 roku.

W 1999 roku Jan Paweł II publicznie przeprosił za prześladowanie Jana Husa i jego zwolenników. Ruch husycki jest nadal aktywny w Czechach, a należy do niego między innymi prezydent Vaclav Klaus.

nsz ram/sk

sobota, 26 września 2009

Benedykt XVI przybył do "ośrodka ateizmu"

PAP, PH/10:11Wyrównaj z obu stron

Papież Benedykt XVI, fot. PAP/EPA
PAP

Benedykt XVI wyruszył w sobotę z pielgrzymką do Czech, w trakcie której odwiedzi Pragę, Brno i miasto Brandys nad Łabą-Stara Boleslav. Ta trzydniowa podróż budzi ogromne zainteresowanie ze względu na wyzwanie, jakie stoi przed papieżem w kraju uważanym za najmniej chrześcijański w całej Europie czy wręcz za ośrodek ateizmu.
Na lotnisku Ciampino w Rzymie Benedykta XVI pożegnał premier Włoch Silvio Berlusconi, który kilkadziesiąt minut wcześniej powrócił ze szczytu G20 w Pittsburghu w USA i postanowił zaczekać, aby zobaczyć się z papieżem. Było to pierwsze spotkanie Benedykta XVI z premierem po tygodniach napięć na linii Watykan - włoski rząd.

W stolicy Czech papież spodziewany jest około godziny 11.30.

W Pradze notuje się najniższą na Starym Kontynencie frekwencję na niedzielnych mszach świętych. Uczestniczy w nich 2 procent mieszkańców czeskiej stolicy. Kościoły przerobione są zaś na sale koncertowe czy muzea, a dla potrzeb kultu otwierane są rzadko. Przed upadkiem komunizmu - przypomina się - ochrzczonych było 75 procent Czechów, obecnie - jedna trzecia, a praktykujących katolików jest około 5 procent. Relacje państwo-Kościół utrudnia z kolei brak konkordatu, o którym dyskutuje się od lat, a także trwający od 1991 roku spór o dobra kościelne przejęte przez komunistów.

Jednakże - jak zauważa włoski dziennik "Il Giornale" - ta trudna pielgrzymka mieści się całkowicie w optyce pontyfikatu obecnego papieża. Jego celem jest bowiem ponowna ewangelizacja zachodnich społeczeństw, które odeszły od chrześcijaństwa. W Czechach sytuacja jest wyjątkowa, bo nałożyły się tam na siebie dwa zjawiska: skutki walki z Kościołem za rządów komunistycznych oraz zachodnia sekularyzacja.

Ponadto odnotowuje się brak entuzjazmu w oczekiwaniu na przybycie Benedykta XVI. Tego entuzjazmu jednak nie brakowało wśród Czechów, gdy trzykrotnie odwiedzał ich Jan Paweł II. Do tej pory wszyscy przywołują szczególnie niezapomniany klimat euforii podczas pielgrzymki papieża Polaka w 1990 roku, a więc tuż po upadku komunizmu.

Teraz zaś - informuje włoska agencja Ansa - z przeprowadzonego ostatnio sondażu wynika, że nieco ponad 5 procent mieszkańców Czech cieszy się z przyjazdu Benedykta XVI.

Po przylocie do stolicy Czech przed południem i ceremonii powitania na lotnisku papież pojedzie do kościoła Najświętszej Maryi Panny Zwycięskiej, gdzie znajduje się słynna figura Dzieciątka Jezus z Pragi. Figurka ta, pochodząca z XVI wieku, ma znaczenie niezwykłe. Przy okazji papieskiej wizyty zwrócono uwagę na mało znany fakt, że to ona bezpośrednio zainspirowała Antoine de Saint-Exup,ry do stworzenia postaci "Małego Księcia".

O godzinie 16.30 Benedykt XVI zostanie przyjęty przez prezydenta Vaclava Klausa. W tym samym miejscu - Pałacu Prezydenckim spotka się następnie z przedstawicielami innych władz kraju i z korpusem dyplomatycznym. Pierwszy dzień pielgrzymki zakończą o godzinie 18.00 papieskie nieszpory w katedrze świętego Wita, Wacława i Wojciecha.

Niedzielne przedpołudnie papież spędzi w Brnie, gdzie na lotnisku odprawi mszę. Następnie, po powrocie do Pragi, w Pałacu Arcybiskupim weźmie udział w spotkaniu ekumenicznym. Wieczorem na zamku na Hradczanach spotka się z przedstawicielami świata akademickiego.

W poniedziałek papież pojedzie do miasta Brandys nad Łabą-Stara Boleslav. Odprawi tam na błoniach mszę w uroczystość świętego Wacława, patrona Czech. Stamtąd ma skierować również specjalne przesłanie do czeskiej młodzieży. Po południu Benedykt XVI wyruszy w drogę powrotną do Rzymu.

sobota, 24 stycznia 2009

Papież wybacza lefebrystom

guu , pmaj 24-01-2009, ostatnia aktualizacja 25-01-2009 09:39

Benedykt XVI zdjął ekskomunikę z czterech biskupów wyświęconych przez rozłamowego arcybiskupa Marcela Lefebvre'a. To krok w stronę pojednania.

Biskupi byli wyświęceni bez zgody papieża Jana Pawła II w 1988 roku. Zapoczątkowało to wtedy schizmę Bractwa świętego Piusa X, założonego przez arcybiskupa Marcela Lefebvre'a.

Dekret z decyzją papieża ogłosiło w sobotę watykańskie biuro prasowe.

To przełomowa decyzja Watykanu na drodze ku pojednaniu z lefebrystami, zbliżająca ich moment powrotu do Kościoła katolickiego.

Po 21 latach od wyświęcenia biskupów przez arcybiskupa Lefebvre'a, ekskomunika została zdjęta z ich obecnego przełożonego Bernarda Fellaya oraz trzech innych biskupów -Alfonso de Gallarety, Tissier de Mallerais i Richarda Williamsona.

Benedykt XVI odpowiedział w ten sposób na prośbę, skierowaną do niego przez biskupa Fellaya przed kilkoma miesiącami.

Mimo to przełożony bractwa biskup Bernard Fellay w liście do swych wiernych podtrzymał rezerwę wobec Soboru Watykańskiego II.

Wyraził ponadto nadzieję na rehabilitację arcybiskupa Marcela Lefebvre'a, założyciela bractwa, który w 1988 roku wyświęcił bez zgody Jana Pawła II czterech biskupów, czym ściągnął na nich wszystkich ekskomunikę.

W przesłaniu, rozpowszechnionym na stronie internetowej lefebrystów biskup Fellay wyjaśnił znaczenie decyzji papieża o zdjęciu ekskomuniki, nałożonej 1 lipca 1988 roku, a następnie napisał: "Akceptujemy i uważamy za własne wszystkie sobory aż do Soboru Watykańskiego II, wobec którego zachowujemy rezerwę".

Wcześniej, w pierwszym znaczącym geście wobec tradycjonalistów, Benedykt XVI przywrócił w 2007 roku mszał trydencki, a zatem mszę łacińską, której są oni wierni. W reakcji na to historyczne wydarzenie w dziejach Kościoła, lefebryści oświadczyli jednak, że to za mało i przypomnieli o konieczności zniesienia ekskomuniki.

W dekrecie wydanym przez Kongregację Biskupów podkreślono, że w liście z 15 grudnia 2008 roku biskup Bernard Fellay "prosił usilnie o zdjęcie ekskomuniki" stwierdzając między innymi: - Zawsze mocno trwaliśmy w woli pozostawania katolikami i oddawania wszystkich sił Kościołowi rzymskokatolickiemu.

Poniżej zamieszczamy fragment dekretu:

"Jego Świątobliwość Benedykt XVI - po ojcowsku uwrażliwiony na dolegliwości duchowe, okazywane przez zainteresowanych z powodu sankcji ekskomuniki oraz ufając zobowiązaniom wyrażonym przez nich w cytowanym liście, że nie będą szczędzić wszelkich wysiłków, aby pogłębiać w toku niezbędnych rozmów z władzami Stolicy Apostolskiej otwartych jeszcze kwestii, by móc osiągnąć wkrótce pełne i zadowalające rozwiązanie problemu (...) - postanowił rozważyć na nowo sytuację kanoniczną"

PAP

niedziela, 20 kwietnia 2008

Na spotkaniu z młodzieżą papież wspomina swą młodość w Trzeciej Rzeszy

jas, PAP
2008-04-20, ostatnia aktualizacja 31 minut temu
Zobacz powiększenie
Papież pozdrawia zebranych na stadionie pod Nowym Jorkiem. 19.04.2008
Fot. Julie Jacobson AP

Na sobotnim spotkaniu z młodzieżą katolicką na przedmieściach Nowego Jorku Benedykt XVI opowiadał o swojej młodości w hitlerowskich Niemczech.

Zobacz powiekszenie
Fot. Julie Jacobson AP
Kolumbijski ksiądz ze zdjęciem papieża na czapce. Yonkers, Nowy Jork, 19.04.208
Zobacz powiekszenie
Fot. Julie Jacobson AP
Wierni pozdrawiają papieża podczas potkania pod Nowym Jorkiem. Yonkers, 19.04.208
Zobacz powiekszenie
Fot. AP
Wierni na spotkaniu z papieżem pod Nowym Jorkiem. Yonkers, 19.04.208
Na miejscowym stadionie około 25 tys. młodych ludzi, z których znaczną część stanowili Latynosi, powitało go okrzykami "Viva Papa!". Odśpiewano także "Happy Birthday" - amerykańskie "Sto lat" - z okazji przypadających w minioną środę 81. urodzin Benedykta XVI.

Młodość w hitlerowskich Niemczech.

W swoim przemówieniu Ojciec Święty mówił m.in. o swej własnej młodości, która upłynęła w Trzeciej Rzeszy. Kilkunastoletni Joseph Ratzinger został wówczas przymusowo wcielony do Hitlerjugend, a później do Wehrmachtu.

- Moje lata jako nastolatka były zrujnowane przez złowrogi reżim, któremu zdawało się, że ma na wszystko odpowiedź. Jego wpływ rósł, reżim przenikał także do szkół i do organizacji obywatelskich, a nawet do religii, zanim rozpoznano, jakim był potworem - powiedział papież.

Benedykt XVI powiedział, że nazizm "wygnał Boga i dlatego stał się nieczuły na wszystko, co prawdziwe i dobre". - Podziękujmy Bogu, że tak wiele ludzi z waszego pokolenia może cieszyć się wolnościami, które pojawiły się dzięki rozwojowi demokracji i poszanowania praw człowieka - zwrócił się do młodzieży papież.

Miłosierdzie, cnotliwość i skromność

Wcześniej na spotkaniu w seminarium duchownym św. Józefa w Yonkers w stanie Nowy Jork papież został powitany entuzjastycznymi okrzykami przez studentów szkoły. Na spotkanie przybyła również młodzież niepełnosprawna, którą papież pobłogosławił w seminaryjnej kaplicy.

- Jako młodzi Amerykanie stoicie w obliczu licznych możliwości rozwoju osobistego - zauważył papież. - Nie muszę wam jednak mówić, że są także trudności: czynności i poglądy które zagłuszają nadzieję, ścieżki które zdają się prowadzić do szczęścia i spełnienia, a w rzeczywistości kończą się jedynie dezorientacją i strachem - kontynuował.

Papież podkreślił, jak łatwo jest zniszczyć sny i dążenia młodych ludzi. - Myślę o tych dotkniętych uzależnieniem od narkotyków i używek, bezdomnością i ubóstwem, rasizmem, przemocą i degradacją - zwłaszcza kobiet i dziewcząt - wyjaśnił.

Benedykt XVI zaapelował do młodych katolików, aby dążyli do życia charakteryzującego się miłosierdziem, cnotliwością i skromnością.

Z badań socjologicznych wynika, że tylko 14 procent młodych katolików amerykańskich (w wieku 20-40 lat) uczęszcza na mszę św. co najmniej raz w tygodniu. Znany jest w USA fenomen tzw. "kawiarnianego katolika", który traktuje swoją wiarę powierzchownie i jest skłonny ją zmieniać. Z drugiej strony, rosną też szeregi młodych katolików konserwatywnych, wiernych tradycyjnym naukom kościoła w sprawach moralności i stylu życia.

Wcześniej w sobotę, z okazji trzeciej rocznicy swego wyboru na Stolicę Piotrową, Benedykt XVI celebrował mszę w nowojorskiej katedrze św. Patryka.

W niedzielę, ostatniego dnia papieskiej wizyty w USA, Benedykt XVI będzie się modlił w tzw. Ground Zero, gdzie przed zamachem z 11 września 2001 stały wieżowce Wall Trade Center. Odprawi także msze na stadionie baseballowym Yankee.

sobota, 19 kwietnia 2008

Piotrowa łódź zmienia kierunek

Benedykt XVI przejdzie do historii jako papież liturgicznego remanentu,a może wręcz rewolucji. Nie jest to droga Jana Pawła II.
Benedykt XVI z amerykańskimi biskupami w bazylice Niepokalanego Poczęcia, Waszyngton, 16 kwietnia 2008 r. /fot. KNA-Bild
Benedykt XVI z amerykańskimi biskupami w bazylice Niepokalanego Poczęcia, Waszyngton, 16 kwietnia 2008 r. /fot. KNA-Bild
Watykanista Marco Politi mówił w rozmowie z „Tygodnikiem” (nr 14/08), że wybór kard. Ratzingera na papieża „wyrażał przekonanie o konieczności dania Kościołowi chwili spokoju po pontyfikacie tak gigantycznym”. Tymczasem od kwietnia 2005 r. trudno mówić o spokoju. Papież (wraz z watykańskimi dykasteriami) podejmuje decyzje i działania, które wywołują burze. Przypomnijmy choćby ekumeniczne zawirowania po papieskiej rezygnacji z tytułu „patriarcha Zachodu”; sprzeciwy Indian po słowach, że krzewienie chrześcijaństwa w Ameryce nie wiązało się z narzuceniem kultury z zewnątrz; oburzenie świata islamu po wykładzie w Ratyzbonie; krytyczne głosy po odwołaniu spotkania z Dalajlamą; spory wokół sprawy „przywrócenia do łask” Mszy trydenckiej...

Charakterystyczne, że do „wybuchów” dochodzi w znacznej mierze w odniesieniu do spraw, które zajmowały Jana Pawła II i które w jakiejś mierze uważał on za rozwiązane albo co do których okazał się „papieżem przełomu”. Najważniejsza i najbardziej brzemienna w skutki będzie tu sprawa liturgii, jak mówił Sobór – „szczytu i źródła życia Kościoła”.

Benedyktowi XVI nie o spokój chodzi, ale o uporządkowanie Kościoła po pontyfikacie, owszem, gigantycznym, ale też w pewnym sensie szalonym, naruszającym jasne zdawałoby się kategorie. Symboliczne gesty Jana Pawła II, jak modlitewne spotkania z przywódcami innych religii w Asyżu, pocałunek złożony na Koranie czy ustawianie się papieża w jednym szeregu z innymi zwierzchnikami chrześcijaństwa podczas spotkań ekumenicznych, prowokowały skrajne interpretacje. W niejednym środowisku wyrażano niepokoje o katolicką tożsamość, dodatkowo znajdującą się pod naporem globalizacyjnego relatywizmu. Fakt, że w ostatnich latach pontyfikatu Jana Pawła II watykańskie dykasterie publikowały dokumenty przypominające tradycyjne nauczanie Kościoła (przypomnijmy słynną deklarację „Dominus Iesus”), dowodzi, że Kuria Rzymska poważnie traktowała te niepokoje. Poważnie traktuje je też Benedykt XVI i tu należy widzieć jedną z głównych przyczyn jego zwrotu ku sprawom liturgii, w której najgłębiej ma wyrażać się katolicka tożsamość.

Jaki Kościół, taka liturgia

To chyba nie przypadek, że Jan Paweł II wymieniając w Testamencie „teologiczne” wydarzenia pontyfikatu, mówi o dialogu międzyreligijnym i ekumenizmie, a nie wspomina o liturgii. Liturgia, odnowiona liturgia, nie przedstawiała problemu, z którym – inaczej niż w przypadku dialogu międzyreligijnego i ekumenizmu – musiał się mocować. Jego wcześniejsze wypowiedzi na ten temat, choćby encyklika „Ecclesia de Eucharistia” czy listy apostolskie z okazji rocznic soborowej Konstytucji o Liturgii, są klarowne: kształt zreformowanej liturgii odpowiada zamysłowi Soboru Watykańskiego II, który – pisał w „Novo millennio ineunte” – „został dany jako niezawodna busola”.

Soborowa wizja Kościoła znalazła wierne odbicie w reformie liturgicznej – nauczał Jan Paweł II. To dlatego reformę tę zamiennie określał jako „posoborową” i „soborową” – „posoborowa”, bo chronologicznie dokonała się po Soborze; „soborowa”, bo wiernie nawiązuje do eklezjologii Vaticanum II. A skoro tak, to liturgia nie potrzebuje zasadniczych zmian, bo musiałoby to prowadzić do zmian w wizji Kościoła.

Benedykt XVI jednak szybko zajął się zmianami w liturgii. Dla tych, którzy znali jego poglądy z czasów, gdy był kardynałem i prefektem Kongregacji Nauki Wiary, nie było to zaskoczeniem. Zaskakujący okazał się radykalizm podjętych przez Papieża kroków.

Zaczęło się od tzw. uwolnienia Mszy trydenckiej, co Benedykt XVI ogłosił w lipcu ub.r. listem apostolskim „Summorum pontificum”. To, co dla Jana Pawła II było jedynie wyjątkiem od reguły: warunkowa możliwość sprawowania liturgii trydenckiej, w lipcu 2007 r. zostało „unormalnione” i „unormowane” przez jego następcę. W liście do biskupów Benedykt podkreślił, że liturgia stara i nowa stanowią „podwójne używanie jednego i tego samego rytu”. Tu już nie chodzi o decyzję prowizoryczną, w sensie tzw. papieskiego indultu (odstąpienie od tego, co z prawnokościelnego punktu widzenia jest normą), jak w przypadku uchylenia przez Pawła VI i Jana Pawła II tradycjonalistom „furtki” do starej Mszy. Obecny papież w istocie „zrównał” obie liturgie.

Pytania o tożsamość

W tym kontekście rodzą się jednak ważne pytania. Co począć z wizją Kościoła, która kryje się za starą liturgią? Czy ta, która nosi na sobie „blaski i cienie” burzliwych czasów kontrreformacji, odpowiada sytuacji Kościoła naszych czasów? „Która teologia laikatu jest normatywna – pytał Zbigniew Nosowski na łamach „Więzi” (nr 8-9/07) – starej liturgii, gdzie świeccy są biernymi uczestnikami Mszy celebrowanej przez kapłana, czy nowej, gdzie są (przynajmniej teoretycznie) aktywnym współpodmiotem celebracji; która teologia słowa Bożego i historii zbawienia jest obowiązująca: liturgii trydenckiej, gdzie praktycznie nieobecne są czytania ze Starego Testamentu, czy liturgii odnowionej, gdzie co niedziela (a nawet częściej) Kościół korzysta ze skarbów Pierwszego Przymierza; która wizja ekumenizmu jest właściwa: ta ze starego Mszału, gdzie modlimy się za »schizmatyków i heretyków«, czy ta, w której nazywamy ich »braćmi wierzącymi w Chrystusa«?”. Która – można pytać dalej – teologia judaizmu jest normatywna: starej liturgii, z modlitwą, by Bóg „oświecił ich [Żydów], aby poznali Jezusa Chrystusa” (tekst po zmianach Benedykta XVI, wcześniej modlono się o nawrócenie „ludu zaślepionego”), czy nowej liturgii, gdzie modlimy się, by Bóg, „pomógł im wzrastać w miłości ku Niemu i w wierności Jego Przymierzu”? Która teologia innych religii jest właściwa: starego Mszału, który ich wyznawców nazywa „poganami” i „bałwochwalcami”, z „nieprawością w sercach” czczących „swoje bałwany”, czy nowego Mszału, modlącego się, „aby niewierzący w Chrystusa, postępując zgodnie z sumieniem, znaleźli prawdę; i abyśmy przez wzrost we wzajemnej miłości (...) stali się w świecie doskonalszymi świadkami Twojej miłości”?

Pytania można mnożyć. Jeśli obie liturgie są normalne i normatywne, to czy oznacza to, że – przykładowo i z jednej strony – powinienem uważać innych chrześcijan i inne chrześcijanki za braci i siostry w Chrystusie, „których uświęcił jeden chrzest” (jak w nowej liturgii); że mogę się z nimi modlić i uczestniczyć we wspólnych nabożeństwach; że mogę czcić pamięć ich męczenniczek i męczenników; że mogę pamiętać, iż mój Kościół (w wyjątkowych sytuacjach) może udzielać im Komunii św., a jednocześnie i z drugiej strony – czy powinienem mieć ich za „schizmatyków i heretyków”? Jak jedna tożsamość katolicka może udźwignąć ciężar takiego napięcia, takiej wewnętrznej, mówiąc delikatnie, nieprzystawalności doktryn?

Benedykt XVI w liście do biskupów, komentarzu do „Summorum pontificum”, napisał: „Nie ma żadnej sprzeczności między jednym a drugim wydaniem [Piusa V i Pawła VI] Mszału Rzymskiego”. Jak rozumieć to stwierdzenie w kontekście powyższych pytań?

Co wolno papieżowi

Kard. Joseph Ratzinger nie raz podkreślał konieczność przywrócenia Kościołowi liturgii trydenckiej. W 2001 r., w benedyktyńskim klasztorze Fontgombault, tradycjonalistycznym ośrodku zwolenników zreformowania zreformowanej liturgii, mówił: „to, co było aż do 1969 r. właściwą liturgią Kościoła, czymś najświętszym dla nas wszystkich, nie może po 1969 stać się – na mocy niewiarygodnego pozytywizmu – czymś nie do przyjęcia. (...) powstaje jednak problem: w jaki sposób uregulować używanie obu rytów?”. Podkreślmy: kardynał starą liturgię i liturgię nową jeszcze w 2001 r. zdawał się mieć za dwa ryty!

Odpowiedź na postawione przez niego pytanie znajdujemy w „Summorum pontificum”: rozwiązaniem okazała się rezygnacja z nazywania starej liturgii i liturgii odnowionej osobnymi „rytami”, a uznanie ich za dwie formy jednego jedynego rytu rzymskiego. Taki krok papieża jest nowością w dziejach liturgii Kościoła.

Po pierwsze, innowacją jest ustanowienie starej liturgii „nadzwyczajną formą liturgii”. Andrew Cameron-Mowat, jezuicki liturgista z Uniwersytetu Londyńskiego, na łamach „The Pastoral Review” pisał: „Jest liturgiczną i być może kanoniczną nowością, że to, co wcześniej było »zwyczajne«, teraz staje się »nadzwyczajne«”. Nowością jest także uznanie starej liturgii i nowej liturgii za „podwójne używanie jednego i tego samego rytu”. Cameron-Mowat: „Poprzednio dozwolone było celebrowanie rytów rzymskiego, mozarabskiego czy ambrozjańskiego (by ograniczyć się do najsłynniejszych), nie zaś »używań«, które są wariantami jednego rytu”.

Determinacja Benedykta XVI, by uwolnić liturgię trydencką, doprowadziła go do nieznanej wcześniej formy papieskiej ingerencji w historię liturgii. A jest to również ingerencja, która dokonała się bez odwołania do zasady kolegialności biskupów, tj. do zasady ich wspólnego, na czele z biskupem Rzymu, kierowania Kościołem. Trudno zharmonizować to z poglądem kard. Ratzingera, że podstawą i źródłem teologii kolegialności biskupów jest eklezjologia eucharystyczna, tj. że kolegialność wyrasta z liturgii. Problem w tym, że wielu biskupów krytycznie odnosiło się i odnosi do powrotu Mszy trydenckiej.

Spór o kolegialność jest bodaj najważniejszym teologicznym sporem toczącym się w Kościele od Soboru Watykańskiego II. Warto podkreślić, że kard. Ratzinger – prywatnie i jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary – był jednym z głównych uczestników tego sporu. Do historii przejdzie jego publiczna gorąca i niedokończona debata na ten temat z biskupem, a potem kardynałem Walterem Kasperem, przewodniczącym Papieskiej Rady Popierania Jedności Chrześcijan. Kard. Kasper przestrzegał przed odrodzeniem w Kościele przedsoborowego rzymskiego centralizmu.

Wielu teologów, ale też biskupów i kardynałów, uważa, że Watykan od dawna, także podczas poprzedniego pontyfikatu, zawęża doktrynę kolegialności Soboru Watykańskiego II. Że stara się ograniczyć zakres współodpowiedzialności i współdecydowania biskupów za kierowanie Kościołem. Sądzę, że to jedna z głównych przyczyn, dla których część biskupów krytycznie zareagowała na „Summorum pontificum” i uwolnienie Mszy trydenckiej. Sytuacja stała się tak poważna, że w listopadzie 2007 r. abp Malcolm Ranjith, sekretarz watykańskiej Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, mówił wręcz o narodzinach „rebelii przeciwko papieżowi” i „grzechu pychy, czyli jednym z grzechów ciężkich”. „Istnieją – podkreślił – diecezje i kraje, a nawet wysocy dostojnicy kościelni, którzy nie posłuchali Benedykta XVI” w sprawie Mszy trydenckiej.

W tym kontekście znacząco brzmią słowa Josepha Ratzingera, który w książce „Duch liturgii” pisał: „Po Soborze Watykańskim II powstało wrażenie, że w sprawach liturgii papież może właściwie wszystko, szczególnie jeśli działa w imieniu soboru powszechnego. Ostatecznie w świadomości Zachodu idea odgórności liturgii, która nie jest podatna na dowolne jej »robienie«, w dużym stopniu zanikła. (...) Pełnomocnictwo papieża nie jest nieograniczone, znajduje się na służbie świętej tradycji. (...) Wielkość liturgii polega właśnie na jej niedowolności”.

Marini musi odejść

Jan Paweł II daleki był od poglądu, że w odnowionej liturgii tkwią błędy, z konieczności prowadzące do nadużyć. W obliczu zaniedbań w sprawowaniu liturgii wzywał nie do „reformy reformy”, ale do większej wierności zasadom odnowionej liturgii, która jest kryterium i punktem odniesienia.

Taki pogląd poprzedniego papieża znalazł wyraz urzędowo-praktyczny: za jego pontyfikatu na czele watykańskiej „strażniczki” liturgii Kościoła – Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów – stali, przynajmniej liturgiczni, konserwatyści: kardynałowie Jorge A. Medina Estévez i Francis Arinze. Ich stanowisko równoważył jednak Mistrz Papieskich Ceremonii Liturgicznych abp Piero Marini, w środowiskach tradycjonalistycznych uznawany za progresistę. To znaczące, że najbliższymi liturgicznymi współpracownikami Jan Pawła II byli przedstawiciele różnych (równoważących się) opcji.

Jeden z aspektów tego paradoksu ukazał niedawno John Allen, watykanista tygodnika „National Catholic Reporter”, na przykładzie jednej z papieskich liturgii w Meksyku w 2002 r. (scenariusz tej liturgii, rzecz jasna, musiał uzyskać aprobatę abp. Mariniego). Oto wśród rzucanych konfetti i dźwięków gorącej muzyki pojawia się grupa tancerzy z plemienia Indian Zapotec. W środku starsza kobieta, szamanka, z naręczem ziół dokonuje rytualnego oczyszczenia, egzorcyzmu zwanego limpia. Chodzi – podkreślmy – o indiański obrzęd wyrzucania złych duchów. W końcu czyni to również w odniesieniu do głównego celebransa – Jana Pawła II. Na ten widok Allen chwycił za telefon i zadzwonił do znajomego z Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. Jego rozmówca wypowiedział trzy słowa: „Marini must go!” – „Marini musi odejść”.

Abp Piero Marini odszedł ze stanowiska papieskiego ceremoniarza w październiku 2007 r., a na jego miejsce Benedykt XVI mianował ks. Guido Mariniego. Obaj sytuują się na liturgicznych antypodach. Abp Piero Marini, uznawany, powtórzmy, za „progresistę”, z wykształcenia jest liturgistą (doktorat); całe kapłańskie życie przed objęciem funkcji ceremoniarza papieskiego w 1987 r. poświęcił sprawom liturgii. Ks. Guido Marini nie kształcił się w liturgice, ale w prawie kanonicznym (doktorat) i w psychologii środków masowej komunikacji.

Reforma do reformy

Kard. Ratzinger nie krył sympatii do tradycjonalistycznego ruchu „reformy reformy liturgicznej”. Uważał, że w samej odnowionej liturgii znajdują się miejsca niejednoznaczne, błędne, podatne na nadużycia itp. W klasztorze Fontgombault krytykował promowanie „fałszywej twórczości, która nie jest kategorią liturgii”. Chodzi o pozostawianie celebransom swobody w konstruowaniu – „robieniu”, jak z dezaprobatą lubił powtarzać kardynał – niektórych aspektów liturgii. „W nowym mszale – mówił – znajdujemy dość często sformułowania w rodzaju: sacerdos dicit sic vel simili modo [kapłan mówi w ten czy podobny sposób]..., albo: hic sacerdos potest dicere [kapłan może powiedzieć]... (...) wraz z tą fałszywą wolnością (...) niszczy się jedność liturgii i jej kościelność”. Kolejny liturgiczny krok Benedykta XVI zapewne skieruje się w stronę oczyszczenia liturgii z tego rodzaju formuł.

W książce „Duch liturgii” kardynał wskazywał z kolei na negatywne konsekwencje usytuowania ołtarza między celebransem a wiernymi i odprawiania liturgii przez księdza „twarzą do ludu”. Wraz z tym zabiegiem zerwano z istotnym ukierunkowaniem liturgii na Wschód, który symbolizuje Chrystusa. Innymi słowy, głównym „aktorem” odnowionej liturgii jest nie Chrystus, ale duchowny. To trzeba naprawić – podkreślił Ratzinger. W jaki sposób? Owszem, „błędem byłoby całościowe odrzucenie przekształceń zaistniałych w naszym stuleciu (...). Istotną kwestią jest jednak wspólne zwrócenie się na Wschód w czasie Modlitwy eucharystycznej”. Pytał: „Czy mamy więc teraz wszystko na nowo przestawić?”. I odpowiadał: „Nic przecież nie jest tak szkodliwe dla liturgii, jak właśnie ciągłe jej »robienie«, nawet jeśli wydaje się, że chodzi o rzeczywistą odnowę”. Zatem przestawienie ołtarza nie wchodzi w rachubę, ale możliwe jest zwrócenie się księdza i wiernych podczas Modlitwy Eucharystycznej ku krzyżowi, symbolicznemu Wschodowi. „Do prawdziwie absurdalnych zjawisk ostatnich dziesięcioleci zaliczam fakt, że krzyż jest odstawiony na bok, aby nie zasłaniał kapłana. Czy krzyż przeszkadza Eucharystii? Czy kapłan jest ważniejszy od Chrystusa? Ten błąd należy naprawić możliwie jak najszybciej”.

Co ważne, pierwszy krok w tę stronę Benedykt XVI zrobił 13 stycznia, w uroczystość Chrztu Pańskiego [zob. zdjęcie na str. 20 – red.]. Innowacyjną celebrację wyjaśnił wówczas ks. Guido Marini: Papież nie sprawował Mszy trydenckiej, bo korzystał z posoborowego Mszału Pawła VI. „Mogą zaistnieć – stwierdził Marini – szczególne okoliczności, w których, ze względu na warunki artystyczne miejsca i jego wyjątkowe piękno, wypadałoby odprawiać Eucharystię przy dawnym ołtarzu, gdzie zachowana jest właściwa orientacja akcji liturgicznej”. Mamy wtedy do czynienia nie tyle z odwróceniem się celebransa plecami do wiernych, ile ze wspólnym zwróceniem się ku Chrystusowi. „Trzeba pamiętać – tłumaczył papieski ceremoniarz – że kapłan pozostaje w takiej postawie stosunkowo niedługo. Podczas całej Liturgii Słowa celebrans zwrócony jest jak zwykle twarzą do ludu, wskazując w ten sposób na dialog zbawienia, jaki Bóg nawiązuje ze swym ludem. Nie jest to więc żaden powrót do czasów minionych, ale przywrócenie sposobu celebracji, który żadną miarą nie podważa nauczania czy wskazań współczesnego Kościoła”.

***

Papieżowi nie chodzi tylko o przywrócenie starej Mszy, o której jako kardynał powiedział w Fontgombault, że „jest punktem odniesienia, kryterium (...) semaforem”. W komentarzu do „Summorum pontificum” napisał: „obie formy używania Rytu Rzymskiego mogą się wzajemnie wzbogacać”. Nowy Mszał może wzbogacić stary, ale stary – będąc punktem odniesienia, kryterium, semaforem – jeszcze bardziej może wzbogacić nowy, wszak to nie odnowiona liturgia jest kryterium dla starej, ale odwrotnie.

Jan Paweł II, przypomnijmy, wskazywał na liturgiczne błędy i zaniedbania, ale podkreślał, że jest to wynik niewłaściwej realizacji zasad zreformowanej liturgii. W 2003 r.­ w liście z okazji 40. rocznicy soborowej Konstytucji o Liturgii Świętej apelował o „duszpasterstwo liturgiczne prowadzone w całkowitej wierności (ad una piena fedelt?) nowym obrzędom”.



Głos z drugiej strony - artykuł Pawła Milcarka pt. "W porę i nie w porę" publikujemy w najnowszym "Tygodniku Powszechnym" - już w kioskach!

Benedykt XVI jest kimś w rodzaju nonkonformistycznego tradycjonalisty. Jako myśliciel, przeciwstawia dominującemu relatywizmowi chrześcijańskie "roszczenie do prawdziwości", czyli przekonanie, że w świecie różnych duchowości chrześcijaństwo jest po prostu religią prawdziwą" - pisze Milcarek.



Dr hab. Józef Majewski jest teologiem i medioznawcą, profesorem Uniwersytetu Gdańskiego, wykładowcą Wyższej Szkoły Zarządzania w Gdańsku, redaktorem „Więzi” i stałym współpracownikiem „TP”, nominowanym do tegorocznej nagrody dziennikarskiej „Ślad” im. bp. Jana Chrapka.

Bendykt XVI w synagodze w Nowym Jorku

mar, PAP
2008-04-19, ostatnia aktualizacja 44 minuty temu
Zobacz powiększenie
Papież Benedykt XVI w synagodze Park East w Nowym Jorku
Fot. Stephen Chernin AP

W piątek po południu (czasu lokalnego) papież Benedykt XVI odwiedził nowojorską synagogę Park East, co komentuje się jako gest w kierunku społeczności żydowskiej i judaizmu.

Zobacz powiekszenie
Fot. MAX ROSSI REUTERS
Papież z rabinem Arthurem Schneierem
Zobacz powiekszenie
Fot. Seth Wenig AP
Benedykt XVI i rabin Arthur Schneier
Zobacz powiekszenie
Fot. Seth Wenig AP
To gest w kierunku judaizmu - komentarze do wizyty papieża w synagodze
Była to trzecia wizyta przywódcy Kościoła katolickiego w świątyni żydowskiej. Jako pierwszy odwiedził centralną synagogę w Rzymie papież Jan Paweł II w 1986 r. Benedykt XVI odwiedził w 2005 r. synagogę Kolonii w Niemczech, która była zburzona w czasie II wojny światowej i potem odbudowana.

Wizyta w synagodze Park East trwała około 20 minut. Papieża przywitał rabin Arthur Schneier. Benedykt XVI wręczył mu w darze kopię średniowiecznego manuskryptu żydowskiego z Biblioteki Watykańskiej. Sam otrzymał od rabina kilka przedmiotów z liturgii judaistycznej, m.in. hagadę i srebrny talerz sederowy.

Rabin Schneier w swoim przemówieniu przypomniał o Holokauście i wielowiekowych napięciach w stosunkach między judaizmem a chrześcijaństwem. Podkreślił, że dopiero II sobór watykański przyniósł ich poprawę, gdyż potępił antysemityzm.

Papież przemawiał tylko 3 minuty i nie poruszył tematu zagłady Żydów w czasie II wojny światowej.

Niektóre środowiska żydowskie mają Bendyktowi za złe, że przywrócił w liturgii katolickiej starą modlitwę, w której mówi się o potrzebie nawracania Żydów. Mają też do obecnego papieża pretensję za to, że rzadko porusza temat Holocaustu i że uważa katolicyzm za jedyną prawdziwą wiarę.

Pochodzący z Niemiec papież był jako kilkunastoletni chłopiec przymusowo wcielony do Hitlerjugend, a potem do Wehrmachtu. Zawsze jednak podkreśla, że nigdy nie sympatyzował z nazizmem

Po wizycie w synagodze papież odprawił w Nowym Jorku nabożeństwo i przemawiał do przywódców innych wyznań chrześcijańskich.

Bush myślał, że poznał przyszłego papieża

sobota 19 kwiecień 2008 09:41
Prezydent Bush myślał, że poznał... przyszłego papieża

Było o krok od kolejnej gafy. Gdy Benedykt XVI przedstawił w Białym Domu amerykańskiego kardynała Williama Levada, George W. Bush przez chwilę sądził, że ma do czynienia z... następcą papieża. Na szczęście zanim prezydent USA zdążył to skomentować w swoim stylu, sprawa się wyjaśniła.

czytaj dalej...
REKLAMA

Kardynał Levada jest prefektem Kongregacji Wiary od czasu, gdy Joseph Ratzinger ustąpił z tego stanowiska i został głową Kościoła katolickiego.

"Panie prezydencie, przedstawiam Panu mego następcę" - powiedział Benedykt XVI, gdy kardynał Levada podszedł do George'a W. Busha. Słysząc to prezydent USA zrobił wielkie oczy, ale opanował zmieszanie i uścisnął dłoń hierarchy.

"Spostrzegłem, że prezydent zareagował zaskoczeniem, które trwało przez chwilę" - opowiadał z uśmiechem kardynał Levada na śniadaniu z przedstawicielami mediów i kultury w siedzibie tygodnika "Time". Na szczęście Bush szybko się zorientował, że ma do czynienia nie z następcą Benedykta XVI jako namiestnika Kościoła, a Josepha Ratzingera na stanowisku prefekta Kongregacji Wiary.

Całe też szczęście, że prezydent USA nie skomentował poznania "przyszłego papieża" w swoim słynnym humorystycznym teksańskim stylu. Do historii przeszły już jego liczne gafy językowe. Ostatnio na przykład w obecności Elżbiety II stwierdził, że królowa brytyjska ma ponad 300 lat.

W czasie ubiegłorocznego spotkania z Benedyktem XVI George W. Bush też się nie popisał. Siedząc w fotelu swobodnie zakładał nogę na nogę, a do papieża zwracał się "proszę pana", zamiast "Wasza Świątobliwość".

piątek, 18 kwietnia 2008

Benedykt XVI w ONZ: Brońcie praw człowieka

mar, PAP
2008-04-18, ostatnia aktualizacja 2008-04-18 19:15
Zobacz powiększenie
Benedykt XVI na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ
Fot. RAY STUBBLEBINE REUTERS

Promowanie praw człowieka to nadal "najskuteczniejsza strategia wykorzeniania nierówności" między grupami społecznymi i zapewnienia bezpieczeństwa na świecie - powiedział Benedykt XVI w siedzibie ONZ. Jak podkreślił, są przypadki, gdy społeczność międzynarodowa "ma obowiązek interweniować", gdy prawa człowieka są łamane.

Zobacz powiekszenie
Fot. Julie Jacobson AP
Benedykt XVI w siedzibie ONZ
Zobacz powiekszenie
Fot. Craig Ruttle AP
Benedykt XVI i sekretarz generalny ONZ Ban Ki-moon
Zobacz powiekszenie
Fot. BRENDAN MCDERMID REUTERS
Papież: Promowanie praw człowieka to najskuteczniejsza strategia w walce z nierównościami
GALERIA ZDJĘĆ
Nawiązując do przypadającej w tym roku 60. rocznicy ogłoszenia Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, papież ostrzegł przed występującą obecnie tendencją sprowadzania praw człowieka, "zakorzenionych głównie w sprawiedliwości", do "nędznego wymiaru utylitarystycznego". Nie wolno zapominać, że prawa człowieka opierają się głównie na "solidarności członków społeczeństwa" - dodał.

Papież: Są przypadki, gdy interwencja jest konieczna

Jeśli państwa "nie są w stanie zagwarantować praw człowieka", społeczność międzynarodowa "ma obowiązek interweniować środkami prawnymi przewidzianymi w Karcie Narodów Zjednoczonych i za pomocą innych instrumentów międzynarodowych" - powiedział Benedykt XVI.

Jeśli jej interwencja jest oparta na zasadach stanowiących podstawę ładu międzynarodowego, "nie powinna być traktowana jako ograniczanie czyjejś suwerenności" - dodał papież.

Podkreślił jednak, że w obliczu konfliktu należy przede wszystkim wykorzystać "wszelkie możliwości" dyplomacji. - Tym, czego potrzebujemy jest jak najsolidniejsze poszukiwanie środków zapobiegania konfliktom i kontrolowania ich przy wykorzystaniu wszelkich możliwych dróg dyplomatycznych - powiedział Benedykt XVI.

- Należy przy tym zwracać uwagę na najlżejsze nawet sygnały świadczące o możliwości dialogu i pragnienia pojednania oraz stwarzać dla nich zachętę - zaznaczył.

Benedykt XVI nawiązuje do słów Jana Pawła II

W swym wystąpieniu nawiązał do wypowiedzi Jana Pawła II na forum ONZ z 1995 roku i nazwał Organizację Narodów Zjednoczonych "centrum moralnym, w którym wszystkie narody czują się jak u siebie w domu".

Mówiąc o roli ONZ w rozwiązywaniu konfliktów powstających w społeczności światowej, nawiązał też we wstępie przemówienia do wielkiej encykliki społecznej swego poprzednika "Solicitudo rei socialis". - Kwestie bezpieczeństwa, cele rozwoju, zmniejszanie lokalnych i globalnych nierówności, ochrona środowiska, zasobów ziemskich i klimatu wymagają, aby wszyscy odpowiedzialni za sytuację międzynarodową działali wspólnie - powiedział Benedykt XVI, zachęcając polityków aby "wykazywali dobrą wolę" i "solidarność z najsłabszymi regionami planety". - Myślę zwłaszcza o tych, którzy pozostają na marginesie autentycznego integralnego rozwoju i narażeni są przez to na ryzyko, że odczują tylko negatywne efekty globalizacji - podkreślił.

- Moja obecność na tym Zgromadzeniu (Ogólnym NZ) jest świadectwem mego uznania dla Narodów Zjednoczonych i wyrazem nadziei, że Organizacja będzie w coraz większym stopniu służyła jako symbol jedności między państwami, jako instrument służący całej ludzkiej rodzini" - podkreślił papież.

- Obecność ta manifestuje także wolę Kościoła katolickiego wniesienia własnego wkładu w budowanie stosunków międzynarodowych - wskazał Benedykt XVI.

Papież o pedofilii: Słusznie dajecie pierwszeństwo trosce o ofiary

Tytuł i skróty przemówienia Benedykta XVI do amerykańskich biskupów od redakcji
2008-04-18, ostatnia aktualizacja 2008-04-17 18:47

Gdy problem pojawi się w waszej wspólnocie, otwarcie przyznając to i stawiając mu czoło, możecie dać przykład innym - mówił Benedykt XVI do amerykańskich biskupów.

ZOBACZ TAKŻE
Wśród przeciwświadectw ewangelii życia, jakie pojawiły się w Ameryce i innych miejscach, jest jedno budzące szczególny wstyd - seksualne wykorzystywanie nieletnich. Wielu z was mówiło mi o ogromnym bólu przeżywanym w waszych zgromadzeniach, gdy okazało się, że księża zdradzili swoje śluby i obowiązki, oddając się wielce niemoralnym uczynkom. Bądźcie pewni, że wierni na całym świecie wspierają was modlitwą w waszych staraniach o zwalczenie tego zła, gdziekolwiek się pojawi.

Słusznie dajecie pierwszeństwo współczuciu i trosce o ofiary. Waszym obowiązkiem, nałożonym przez Boga na jego pasterzy, jest opatrzyć rany zadane wskutek nadużycia zaufania i dbać, by się zagoiły, a także okazać ciężko skrzywdzonym troskliwą miłość i działać na rzecz pojednania.

Reakcja na tę sytuację nie była łatwa i, jak zauważył przewodniczący waszej konferencji episkopatu, "niekiedy radzono sobie z tym bardzo źle". (...) Choć należy pamiętać, że zdecydowana większość kleru i ludzi Kościoła w Ameryce znakomicie niesie wyzwalające przesłanie Ewangelii ludziom, którzy im zawierzyli, to jest niezwykle ważne, by chronić najsłabszych przed potencjalnymi krzywdzicielami. W tym sensie wasze wysiłki na rzecz uzdrowienia sytuacji i zwiększenia bezpieczeństwa przynoszą soczyste owoce nie tylko tym, którzy znajdują się pod waszą opieką duszpasterską, ale także całemu społeczeństwu.

Jeśli jednak wysiłki te mają zakończyć się pełnym sukcesem, wdrożona polityka i programy należy ująć w szerszym kontekście. Dzieci powinny dorastać ze zdrowym pojęciem o seksualności i jej właściwym miejscu w stosunkach międzyludzkich. Nie wolno ich narażać na zetknięcie z poniżającymi manifestacjami seksualności i ordynarnymi manipulacjami, tak powszechnymi w dzisiejszych czasach. (...)

Co to za mówienie o ochronie dzieci, gdy pornografia i przemoc są obecne i łatwo dostępne za pośrednictwem mediów w tak wielu domach? Trzeba pilnie przeszacować wartości będące podwalinami społeczeństwa, tak aby móc zaoferować zdrowe zasady moralne młodzieży i dorosłym. Wszyscy mają tu swoją rolę - nie tylko rodzice, przywódcy religijni, nauczyciele i katecheci, ale też media i przemysł rozrywkowy. Zaiste każdy członek społeczeństwa może przyczynić się do tej odnowy moralnej i z niej skorzystać. (...)

Na was, duchownych wzorujących się na Chrystusie, Dobrym Pasterzu, spoczywa obowiązek głośnego i jasnego przekazania tego przesłania i ukazywania grzechu molestowania w szerszym kontekście obyczajów seksualnych. Ponadto, gdy problem pojawi się w waszej wspólnocie, otwarcie przyznając to i stawiając mu czoło, możecie dać przykład innym. (...)

Jak sześć lat temu zauważył papież Jan Paweł II, "musimy wierzyć, że ten czas próby przyniesie oczyszczenie całej społeczności katolickiej", skutkując "świętszym duchowieństwem, świętszym episkopatem i świętszym Kościołem".

Źródło: Gazeta Wyborcza

Papież spotkał się z molestowanymi

Marcin Bosacki, Waszyngton
2008-04-19, ostatnia aktualizacja 2008-04-18 18:52

Przeprosiny papieża za nadużycia seksualne księży po prostu mnie rozbroiły - powiedział o prywatnej rozmowie z Benedyktem XVI Bernie McDaid, molestowany w młodości przez księdza

Zobacz powiekszenie
Fot. Julie Jacobson AP
Wczoraj po południu: papież wchodzi do sali Zgromadzenia Ogólnego ONZ
To było jak dotąd największe zaskoczenie papieskiej pielgrzymki w Stanach Zjednoczonych. Benedykt XVI jako pierwsza głowa Kościoła katolickiego spotkał się z piątką lub szóstką molestowanych niespodziewanie w czwartek po południu (tuż przed północą czasu polskiego). O spotkaniu papież zadecydował sam, a organizował je od kilku tygodni arcybiskup Bostonu kardynał Sean O'Malley. To na terenie jego archidiecezji doszło do największej liczby nadużyć seksualnych wobec dzieci, młodzieży i podwładnych księży - w sumie około tysiąca. W 2002 r. O'Malley zastąpił kardynała Bernarda Law, który przez lata ukrywał skandale.

Papież przez pół godziny słuchał opowieści pokrzywdzonych, a potem pomodlił się z nimi. - Najpierw papież mnie przeprosił - mówił w telewizji CNN Olan Horne z Missouri. - Myślę, że nas głęboko rozumiał. Dziś wróciła mi nadzieja.

- Powiedziałem mu, że ma raka w Kościele i musi coś z nim zrobić - powiedział inny molestowany Bernie McDaid. - Nie chodzę zazwyczaj do kościoła. Ale dziś byłem z mamą na mszy [papieskiej w Waszyngtonie]. Przeprosiny papieża za nadużycia seksualne księży po prostu mnie rozbroiły. Miałem łzy w oczach.

Trzecia ofiara, Faith Johnston, opowiadała, że nie dokończyła niczego mówić, tylko mocno się popłakała. Ale też uważa, że "papież ją zrozumiał".

Od czasu wybuchu na początku 2002 r. skandali pedofilskich w amerykańskim Kościele o wykorzystywanie seksualne nieletnich lub podwładnych oskarżono ponad 4 tys. księży. Kościół musiał wypłacić 2 mld dol. odszkodowań, pięć diecezji zbankrutowało.

Ale papież nie przekonał wszystkich ofiar molestowania. 55-letnia Patricia Cahill w środę mówiła sarkastyczne "New York Timesowi": - Papieża to tak boli? Niech zaprosi nas na obiad i z nami porozmawia. Zobaczy, co to ból.

Gdy w czwartek Benedykt XVI porozmawiał z ofiarami, Cahill nadal była podejrzliwa: - A może tę grupę specjalnie dobrano, by mówili to, co Kościół chce słyszeć?

W piątek przed południem papież przyleciał z Waszyngtonu do Nowego Jorku. Wygłosił przemówienie w ONZ, w którym zaapelował o większą ochronę praw człowieka na świecie, w tym prawa do wolności religii.

- To prawo nie może być ograniczone do swobody modlitwy - podkreślił. - Musi obejmować udział wierzących w budowaniu ładu społecznego, np. przez prowadzenie uniwersytetów, instytucji naukowych czy charytatywnych.

Wczoraj w nocy polskiego czasu Benedykt XVI spotkał się z nowojorskimi duchownymi żydowskimi w synagodze Park East. - Chcę potwierdzić zobowiązanie Kościoła do dialogu z wami, dialogu, który w ostatnich 40 latach tak mocno, i na lepsze, zmienił nasze stosunki - powiedział żydom papież.

Źródło: Gazeta Wyborcza

czwartek, 17 kwietnia 2008

Msza i homilia Benedykta XVI na stadionie w Waszyngtonie

met, PAP
2008-04-17, ostatnia aktualizacja 2008-04-17 21:46

Ponad 46 tysięcy wiernych uczestniczyło w czwartek w mszy świętej koncelebrowanej przez Benedykta XVI na stadionie baseballowym Nationals Park w Waszyngtonie z udziałem 14 kardynałów, 250 biskupów i 1300 księży.

Zobacz powiekszenie
Fot. JIM BOURG REUTERS
Benedykt XVI podczas mszy w Waszyngtonie
W swojej homilii papież pochwalił Kościół katolicki w USA za jego witalność, sukcesy w misji ewangelizacyjnej, a jednocześnie wskazał na "budzące niepokój załamanie się wartości ewangelicznych" w społeczeństwie USA i skandal pedofilii w Kościele amerykańskim.

Papież podkreślił wkład imigrantów przybyłych do Ameryki do zjednoczenia kraju na gruncie wiary. Przypomniał, że jego przyjazd do USA zbiegł się z 200. rocznicą powstania pierwszych diecezji katolickich w Ameryce: w Maryland, Bostonie, Nowym Jorku i Filadelfii.

- 200 lat później kościół w Ameryce może słusznie chwalić osiągnięcia minionych pokoleń w zjednoczeniu bardzo różnych grup imigrantów w wierze katolickiej i we wspólnym oddaniu sprawie szerzenia Słowa Bożego - powiedział Benedykt XVI.

- Dzisiejsza msza - dodał - zachęca nas do rozważenia rozwoju Kościoła w Ameryce jako rozdziału w dłuższej historii ekspansji Kościoła w następstwie zstąpienia Ducha Świętego.

Dalszą część homilii papież poświęcił krytyce współczesnego świata za sprzeniewierzanie się Bogu i Boskim przykazaniom.

- Któż może zaprzeczyć, że w obecnej chwili nie tylko Kościół w Ameryce, lecz także społeczeństwo jako całość, stoi na rozdrożu? Jest to czas wielkiej obietnicy, kiedy widzimy, że ludzka rodzina integruje się w różny sposób, ale jednocześnie widzimy też wyraźne sygnały niepokojącego zepsucia samych fundamentów społeczeństwa: oznaki wyobcowania, gniewu i polaryzacji wśród wielu naszych współczesnych, postawy nacechowane przemocą, osłabienie poczucia moralności, brutalizację stosunków społecznych i coraz częstsze zapominanie o Bogu - powiedział Benedykt XVI.

- Kościół dostrzega sygnały wielkiej obietnicy w wielu swoich silnych parafiach i żywotnych ruchach społecznych, w entuzjazmie dla wiary okazywanym przez tylu młodych ludzi. Jednocześnie jednak Kościół odczuwa boleśnie obecność wewnętrznych podziałów i polaryzacji, jak również zdaje sobie sprawę, że wielu ochrzczonych, zamiast działać jako duchowy zaczyn w świecie, skłania się do przyjmowania postaw sprzecznych z prawdą Ewangelii - dodał.

- Wiara i odwaga, z jaką Kościół w tym kraju odpowie na wyzwania ze strony coraz bardziej świeckiej i materialistycznej kultury, będzie w znacznym stopniu zależeć od waszej wierności w przekazywaniu dalej skarbu naszej katolickiej wiary - powiedział Benedykt XVI.

Przypomniał następnie bolesny dla Kościoła w USA skandal z wykorzystywaniem seksualnym przez księży będących pod jego opieką dzieci i młodych ludzi.

- Żadne moje słowa nie mogą opisać bólu i szkód wyrządzonych przez takie wykorzystywanie seksualne nieletnich. Jest ważne, by ci, którzy ucierpieli, byli otoczeni pełną troski duszpasterską opieką. Nie mogę również odpowiednio opisać szkody wyrządzonej społeczności Kościoła. Poczyniono już wielkie wysiłki, aby stawić uczciwie i sprawiedliwie czoło tej tragicznej sytuacją i zapewnić, aby dzieci mogły wzrastać w bezpiecznym środowisku. Te wysiłki na rzecz ochrony dzieci muszą być kontynuowane - podkreślił Benedykt XVI.

Na zakończenie Benedykt XVI, który zna 10 języków, zwrócił się po hiszpańsku do licznie zgromadzonych na stadionie wiernych pochodzących z Ameryki Łacińskiej. Podkreślił, że katolickim w większości Latynosom Kościół amerykański w dużej mierze zawdzięcza swoją żywotność.

Trwającą 2,5 godziny mszę Benedykt XVI, ubrany w purpurowe szaty papieskie, odprawiał przy wielkim ołtarzu ustawionym na środku stadionu. Mszę uświetniły dodatkowo głosy wybitnych śpiewaków operowych, wśród nich Placido Domingo, którzy wykonali pieśni religijne.

W czwartek późnym wieczorem papież przemówi w Waszyngtonie do rektorów i wykładowców ponad 200 katolickich wyższych uczelni ze 195 diecezji w USA. Następnie uda się na spotkanie międzyreligijne z wyznawcami judaizmu, buddyzmu, hinduizmu i islamu.

środa, 16 kwietnia 2008

Benedykt XVI w USA. "Wykluczę pedofilię z kapłaństwa"

jg, PAP, IAR
2008-04-15, ostatnia aktualizacja 26 minut temu
Zobacz powiększenie
Papież Benedykt XVI przybył do USA
Fot. Pablo Martinez Monsivais AP

Benedykt XVI jest już w Stanach Zjednoczonych. Dokładnie o godz. 15.50 (21.50 czasu polskiego) samolot włoskich linii lotniczych Alitalia z napisem Shepherd One (Najwyższy Pasterz) wylądował w bazie sił powietrznych Andrews pod Waszyngtonem. Na pokładzie samolotu papież obiecał, że zrobi wszystko, by wykluczyć pedofilów z kapłaństwa.

Zobacz powiekszenie
Fot. LARRY DOWNING REUTERS
Papież Benedykt XVI z wizytą w USA
Zobacz powiekszenie
Fot. Pablo Martinez Monsivais AP
Papież Benedykt XVI z wizytą w USA
Ameryka czeka na Benedykta XVI

Benedykt XVI rozpoczął sześciodniową wizytę w USA. Tuż po wyjściu z samolotu papież wymienił serdeczny uścisk dłoni z oczekującym go prezydentem George`m Bushem a następnie powitał jego żonę Laurę i córkę prezydenckiej pary - Jennę. Ceremonia miała charakter nieoficjalny, nie wygłoszono żadnych przemówień.

Przed wejściem do krytej limuzyny Benedykt XVI, uśmiechając się, pozdrawiał wiwatujący na jego cześć tłum wiernych zgromadzonych w bazie Andrews. Następnie papieski orszak wyruszył w drogę do rezydencji nuncjusza papieskiego, położonej przy jednej z reprezentacyjnych alei Waszyngtonu. Będzie to rezydencja Ojca Świętego podczas jego trzydniowego pobytu w stolicy USA.

Powitanie Benedykta XVI miało bezprecedensowy charakter, bowiem, obok dostojników Kościoła, uczestniczył w nim prezydent Stanów Zjednoczonych. Amerykańskie media zauważają, że prezydent Bush nigdy nie witał żadnej osobistości już na lotnisku.

Największe zgromadzenie wokół Białego Domu

Jutro podczas oficjalnej uroczystości powitania papieża przez prezydencką parę spodziewanych jest w Białym Domu ok. 12 tys. gości. Będzie to największe takie zgromadzenie wokół siedziby prezydenta Stanów Zjednoczonych, gdyż, jak odnotowują agencje, okazała ceremonia powitania brytyjskiej królowej zgromadziła pod rezydencją prezydenta USA jedynie 7 tys. osób.

Program powitania z udziałem reprezentacyjnej jednostki amerykańskiej armii przewiduje m.in. odegranie hymnów państwowych i odpalenie 21 salw armatnich na cześć Benedykta XVI. Następnie papież i prezydent USA odbędą 45-minutową prywatną rozmowę w Gabinecie Owalnym.

Będzie to druga w historii wizyta głowy Kościoła katolickiego w Białym Domu. Pierwszą złożył tu papież Jan Paweł II.

Wieczorem zaplanowano nieszpory i spotkanie z amerykańskimi biskupami w waszyngtońskiej bazylice Niepokalanego Poczęcia NMP. Jest to największa świątynia katolicka w całej Ameryce Północnej i jedna z dziesięciu największych na świecie.

Choć Papież odwiedzi tylko dwa miasta - Waszyngton i Nowy Jork - to program wizyty jest bogaty: przewiduje m.in. spotkanie z prezydentem USA, dwie Msze z udziałem tysięcy wiernych, wystąpienie na forum ONZ, spotkania z duchowieństwem, nabożeństwo ekumeniczne, spotkanie międzyreligijne i wizytę na Ground Zero - miejscu ataku terrorystycznego z 11 września 2001 r.

Jest to ósma zagraniczna podróż obecnego papieża. Wraz z Benedyktem XVI do USA przybyła grupa ok. 70 dziennikarzy z tzw. volo papale. Są to przedstawiciele mediów z różnych krajów, akredytowani przy Stolicy Apostolskiej i relacjonujący na co dzień wydarzenia watykańskie.

Papież obiecuje wykluczenie pedofilów z kapłaństwa

Na pokładzie samolotu do USA Benedykt XVI obiecał, że uczyni wszystko, by wykluczyć pedofilów z kapłaństwa. Benedykt XVI powiedział, że jest "głęboko zawstydzony" i "bardzo cierpi" z powodu seksualnego wykorzystywania dzieci przez księży w USA.

- Głęboko wstydzimy się i uczynimy wszystko co możliwe, by coś takiego nie zdarzyło się w przyszłości - powiedział Benedykt XVI. - Całkowicie wykluczymy pedofilów ze świętego kapłaństwa - dodał w rozmowie z dziennikarzami.

Skandale związane z seksualnym wykorzystywaniem dzieci przez kapłanów zaczęły wypływać na światło dzienne w 2002 roku i doprowadziły do procesów, w których amerykańskie diecezje musiały wypłacić w sumie ponad 2 mld dolarów odszkodowań.

USA: wzrasta liczba katolików - dramatycznie spadają powołania

W Kościele amerykańskim przybywa katolików ale dramatycznie spada liczba księży - zauważa w specjalnym wydaniu przed papieską wizytą amerykański tygodnik ,,Catholic standard". Pismo archidiecezji waszyngtońskiej zwraca przy tym uwagę na wielokulturowość Kościoła w USA. W samej tylko stołecznej archidiecezji każdej niedzieli Msze odprawiane są w ponad 20 językach. Zastanawiając się, jaki Kościół zastanie Benedykt XVI w USA i na ile będzie on podobny do tego, jaki zobaczył Jan Paweł II w roku 1979 i 1999, Nancy Frazer O'Brien zwraca uwagę, że obecnie już ponad połowę wszystkich amerykańskich katolików poniżej 25. roku życia stanowi ludność hiszpańskojęzyczna - potomkowie imigrantów i ludność napływowa.

W całych Stanach Zjednoczonych Msze św. sprawowane są w ponad 30 językach. ,,W ten sposób wykonano wielką pracę na rzecz promowania wielokulturowości" - ocenia cytowany przez ,,Catholic standard" ks. Kevin Irwin, dziekan wydziału teologii i studiów religijnych Katolickiego Uniwersytetu Ameryki w Waszyngtonie.

Tygodnik zwraca uwagę na wciąż wzrastającą liczbę amerykańskich katolików: z 50 milionów w roku 1979, poprzez ponad 59 w roku 1999, do ponad 64 milionów obecnie. Ten wzrost ma jednak związek ze zwiększającą się populacją Stanów Zjednoczonych: z blisko 217 milionów mieszkańców w roku 1979 do ponad 300 obecnie.

Jednocześnie dramatycznie spadła liczba księży i zakonników pracujących w USA. W roku 1979 było ich ponad 58 tysięcy obecnie zaś - nieco ponad 41 tysięcy. Jednak Alan Schreck, dziekan wydziału teologicznego na Franciszkańskim Uniwersytecie w Steubenville w stanie Ohio zwraca uwagę, że ten alarmujący spadek może sprzyjać zaangażowaniu w pracę Kościoła większej liczby katolików świeckich.

Na samym tylko uniwersytecie w Steubenville kształci się obecnie ponad 500 studentów, z czego zdecydowana większość to świeccy - zauważa z satysfakcją Schreck.