sobota, 19 września 2009

EuroBasket 2009. Serbia w finale! Niesamowity Teodosić!

Łukasz Cegliński, Katowice
Wielkie emocje w Spodku! Serbia pokonała w półfinale EuroBasketu Słowenię 96:92 po dogrywce i w niedzielę zagra o mistrzostwo Europy z Hiszpanią. 32 punkty dla najmłodszego zespołu w turnieju zdobył 22-letni Milos Teodosić. To rekord tego EuroBasketu. Relacja Z Czuba i na żywo na portalu Sport.pl od 21:15

Zobacz powiekszenie

Fot. Petr David Josek AP


Serbowie, którzy do Polski przyjechali bez największych gwiazd, którzy kompletnie przebudowali w ostatnich latach zespół pod kątem igrzysk w 2012 roku, zagrali przeciwko wszystkim. Kilka tysięcy słoweńskich kibiców dodawało skrzydeł swojemu zespołowi, to Słowenia była faworytem tego meczu. W finale zagrają jednak Serbowie.

Mecz był niesamowity. Cztery minuty przed końcem był remis 67:67. Serbów na prowadzenie wyprowadził świetnym wejściem pod kosz Teodosić, ale potem pięć punktów z rzędu zdobył doskonale znany z gry w Polsce Goran Jagodnik. Słoweńcy prowadzili 72:67.

100 sekund przed końcem Jagodnik trafił z rogu boiska rzut, który nie miał prawa wpaść do kosza. Słoweniec źle złapał piłkę, miał przy sobie obrońcę, ale pod presją czasu miał rzucać, więc wypchnął piłkę sprzed głowy w kierunku kosza. Trafił! Słowenia prowadziła 78:72.

Teodosić trafił cztery razy z linii rzutów wolnych, ale z wejścia pod kosz, które mogło dać remis, spudłował. Jaka Laković trafił z linii tylko raz i było 79:76. Niesamowity, rozkręcający się z każdą akcją Teodosić rzucił jednak trójkę na remis! Laković nie zdobył punktów z trudnej pozycji w wejściu pod kosz. Dogrywka.

Rozpoczął ją od dwóch skutecznych dobitek Nenad Krstić, a że Słoweńcy ograniczali się do nieprzygotowanych rzutów Jagodnika, to po minucie było 83:79 dla Serbii.

Trener Słowenii Jurij Zdovc poprosił o czas, ale przerwa nie dała efektu. Z drugiej strony swoje pierwsze punkty w meczu zdobył Uros Tripković. Trafił za trzy i Serbowie mieli aż siedem punktów przewagi.

45 sekund przed końcem mieli już tylko jeden punkt więcej, ale po chwili osiem tysięcy osób w Spodku znów złapało się za głowę, bo szósty raz za trzy trafił Teodosić! Było 92:88, ale Laković zmniejszył straty do jednego punktu na 12 sekund przed końcem.

Faulowany Teodosić trafił dwa razy z linii, Słoweńcom zostało 10 sekund. Serbowie faulowali taktycznie, aby uniemożliwić rywalom rzut za trzy. Samo Udrih pomylił się w drugiej próbie. Znów faul, wolne Novicy Velickovicia. Celny. Celny. 96:92.

Serbia, najmłodszy zespół EuroBasketu, w finale!

Emocjonujący mecz zaczął się od prowadzenia Serbii 6:2, ale Słoweńcy odpowiedzieli zrywem 13:0. Obie drużyny koncentrowały się na grze pod kosz - agresywniejsi byli tam Słoweńcy. Erazem Lorbek i Primoz Brezec zbierali piłki w ataku, trafiał Bostjan Nachbar i Słowenia kontrolowała grę.

Serbowie zaczęli jednak odrabiać straty - przy wyniku 10:19 z boiska zszedł na chwilę Brezec, który rozbił sobie łuk brwiowy i jego nieobecność wykorzystał rezerwowy środkowy Serbii Kosta Perović. Na początku drugiej kwarty Słowenia prowadziła tylko 21:19.

Brezec jednak wrócił, a znakomicie zaczął grać E. Lorbek - 25-letni Słoweniec to obok Pau Gasola zdecydowanie najlepszy podkoszowy turnieju. Trafia z półdystansu, po manewrach spod obręczy, skutecznie walczy o zbiórki. Akcja, w której dobił wsadem niecelną trójkę Jaki Lakovicia, była przepiękna. Słoweńcy momentami mieli 11 punktów przewagi.

E. Lorbek do przerwy miał już na koncie 16 punktów, a drugą połowę zaczął od niesamowitej trójki w ostatniej sekundzie na rozegranie akcji.

Serbowie walczyli, próbowali grać szybciej, bardzo dobrze grał Milenko Tepić ale drużynie Duszana Ivkovicia brakowało im punktów z obwodu. Ograniczony był strzelec Tripković, cały zespół słabo rzucał z dystansu - w połowie trzeciej kwarty Serbowie mieli tylko 1/14 za trzy. Ale kiedy dwuminutowy zryw zakończył wreszcie trójką Novica Velicković, Serbia przegrywała już tylko 47:52. W końcówce kwarty bezbłędny z rzutów wolnych był Perović, w ostatniej akcji jeden punkt zdobył Stefan Marković i po 30 minutach Słowenia wygrywała tylko 57:56.

Czwartą kwartę Serbowie zaczęli od znakomitej obrony i trójki Teodosicia. Po piątym przewinieniu parkiet opuścił wszędobylski Marković (trzy punkty, ale osiem zbiórek i cztery asysty), ale obrona nie straciła intesywności. Mierzący 217 centrymetrów wzrostu Perović podwajał rozgrywających na obwodzie, Słoweńcy nie mogli trafić do kosza. A Serbowie - owszem. Po trzeciej trójce Teodosicia było 62:58 na siedem i pół minuty przed końcem.

Przy stanie 67:66 dla Serbów piąte przewinienie popełnił zatrzymany w drugiej połowie E. Lorbek. Po chwili z tego samego powodu na ławce Serbów usiadł Tepić, a Nachbar doprowadził do remisu po 67:67.

To był jednak dopiero wstęp do dramatu.

Jak awansowali Hiszpanie - czytaj relację prosto z hali »

Magister Olbrychski?

Jacek Cieślak 19-09-2009, ostatnia aktualizacja 19-09-2009 01:25

Aktor pisze pracę magisterską, żeby wykładać w Akademii Teatralnej.

autor zdjęcia: Wojtek Jakubowski
źródło: KFP

Daniel Olbrychski podkreśla, że brak tytułu naukowego nie jest konsekwencją tego, że wyrzucono go z PWST.

Kmicic i Hamlet

– Kiedy Andrzej Wajda przyszedł do szkoły szukać kandydata do roli Rafała Olbromskiego w „Popiołach”, Jerzy Kreczmar, rektor i opiekun mojego roku, bardzo serdecznie i skutecznie polecił mnie reżyserowi – opowiada wybitny aktor. – Na planie przez kilka miesięcy pracowałem ze znakomitymi aktorami, wziąłem udział w premierze krajowej i międzynarodowej, a potem musiałem grzecznie wrócić do szkoły. Koledzy byli już na trzecim roku, a ja, pomimo moich doświadczeń, na drugim.

Olbrychski kontynuował studia, coraz częściej jednak dostawał kolejne ciekawe propozycje filmowe. Rektor Jerzy Kreczmar wezwał go do gabinetu.

– Daniel, mam z tobą problem – powiedział. – Do szkoły przychodzą dziennikarze na wywiady, a to nie wpływa dobrze na atmosferę. Czy masz propozycje od dobrych reżyserów? Odpowiedziałem, że od najlepszych. On zaś na to: – Daję ci błogosławieństwo, idź swoją drogą. A za kilka lat zdasz egzamin eksternistyczny. Niestety, nie mogło się zebrać wystarczająco liczne grono chętnych do zdawania i nie mogłem przystąpić do egzaminu.

Aktor stawał się coraz większą gwiazdą. Miał już na koncie „Śluby panieńskie” i „Hamleta” w Teatrze Narodowym.

– Rano broniłem Jasnej Góry jako Kmicic, a wieczorem grałem duńskiego księcia. Niestety, „życzliwi” donieśli do Wincentego Kraśki, sekretarza Wydziału Kultury KC, że nie mam odpowiednich uprawnień i zrobiła się z tego poważna sprawa – mówi aktor. – Adam Hanuszkiewicz ironizował, że jeśli się moja osoba komuś nie podoba, to on, na afiszu „Hamleta”, zamiast mojego nazwiska, może postawić trzy gwiazdki. Postanowiłem zdać egzamin eksternistyczny.

Egzamin z kolegami

W komisji zasiedli m.in. Aleksander Bardini, Jan Świderski.

– Moi profesorowie, ale podówczas już i koledzy. Musiałem pokazać scenę. Zdecydowałem się zagrać rozmowę Hamleta z matką, którą grała Zofia Kucówna. Już zbierałem się do wypowiedzenia pierwszych słów, zdążyłem nabrać powietrza w płuca, gdy zza komisyjnego stołu wstał profesor Bohdan Korzeniewski i powiedział: – Panie Danielu, pani Zofio, dziękujemy. Wszyscy widzieliśmy spektakl, ja – nawet dwukrotnie. I zapytał, czy zapoznałem się z listą lektur. – Nie tylko się zapoznałem, ale i większość pozycji przeczytałem – odparłem. Uściśnięto mi dłoń i powitano w gronie zawodowców.

Z egzaminu aktor pojechał do teatru i wywiesił na tablicy ogłoszeń kartkę o treści: „Drodzy Koledzy, od dzisiaj gracie z zawodowcem. Daniel Olbrychski”.

Kiedy Andrzej Strzelecki został rektorem Akademii Teatralnej, poprosił Daniela Olbrychskiego, żeby wykładał wiersz w tzw. klasie mistrzowskiej.

– Szanuję bardzo Andrzeja Strzeleckiego i zgodziłem się na próbę, a potem rozsmakowałem w pedagogicznej pracy. Pracowałem na zlecenie. Rektor Strzelecki uznał, że ze względów proceduralnych lepiej będzie mnie zatrudnić na etacie, muszę jednak napisać pracę magisterską. Nie zdziwiłem się. To oczywiste, że w gronie pedagogów Akademii Teatralnej obowiązują pewne standardy. Obiecałem napisać pracę. Nie widzę w tym problemu. Popełniłem parę książek, lubię pisać.

Magisterka o sobie

Jako temat Daniel Olbrychski wybrał swoje role w filmowych adaptacjach klasycznych dzieł napisanych wierszem.

– Myślałem, że będę miał czas podczas wakacji, ale zdarzył mi się film z Angeliną Jolie oraz rola u mojego przyjaciela Miklosa Jancso. Jesień też się zapowiada ciekawie, ale magisterium traktuję poważnie. Muszę tylko znaleźć czas. Mam już 15 stron rękopisu.

Zapytaliśmy Daniela Olbrychskiego, czy rozmawiał o swojej pracy z Angeliną.

– Nie wiedziałaby, o co chodzi – odparł. – W Ameryce nie ma takich wymogów. Aktorzy nie mają tytułów naukowych.

Czy aktor będzie miał tremę przed obroną magisterium?

– Myślę, że będzie to miła rozmowa o moich rolach w „Weselu”, „Panu Tadeuszu” i „Zemście”. Do pracy dołączę recenzje, również te krytyczne.

Artyści z tytułami

– Uczelnie artystyczne działają zgodnie z ustawą o szkolnictwie wyższym – mówi profesor Krzysztof Globisz, prorektor krakowskiej PWST – i muszą mieć określoną liczbę profesorów i doktorów.

– Wybitni artyści nie dowartościowują się tytułami naukowymi – dodaje profesor Andrzej Strzelecki, rektor Akademii Teatralnej w Warszawie. – Mogę ich zatrudniać na zlecenie, ale trzeba przestrzegać zapisów ustawy. Profesorowie odchodzą. Ostatnio zmarł Zbigniew Zapasiewicz, dlatego namawiam Krystynę Jandę, Wojciecha Pszoniaka, Krzysztofa Majchrzaka, którzy wrócili na uczelnię jako wykładowcy, żeby rozpoczęli przewód doktorski.

—j.c.

Rzeczpospolita

Czy Ukraińcy walczyli z Rosjanami podczas wojny w Gruzji

Piotr Kościński , Tatiana Serwetnyk 18-09-2009, ostatnia aktualizacja 19-09-2009 02:56

„Ukraińcy pomagali Gruzinom zestrzeliwać rosyjskie samoloty podczas ubiegłorocznej wojny” – twierdzi kijowski dziennik „Siegodnia”

Rosyjskie wojsko 7 km od gruzińskiego Gori
źródło: AFP
Rosyjskie wojsko 7 km od gruzińskiego Gori

Według gazety specjaliści spod Charkowa obsługiwali w Gruzji sprzedane temu krajowi samobieżne zestawy rakietowe Buk-M1. Baterie te wystrzeliwują rakiety ziemia-powietrze mające zasięg do 30 km i mogące razić cele na wysokości 14 km.

„Ukraina nie tylko sprzedała Gruzji po zaniżonej cenie (rzekomo osiem razy taniej niż cena rynkowa – red.) zestawy rakietowe Buk-M1, ale też wysłała tam grupę cywilnych specjalistów z miasta Bałakleja. Obsługiwali oni zestawy, z pomocą których Gruzini ostrzeliwali rosyjskie samoloty” – cytuje „Siegodnia” anonimowych rozmówców z Prokuratury Generalnej. Znane są nawet nazwiska ekspertów, którzy mieli się znajdować w Gruzji od 5 do 13 sierpnia 2008 r., czyli podczas wojny z Rosją. Oni sami twierdzą, że nie brali udziału w działaniach wojennych, ale przyznają, że obsługiwali baterie.

Służba Bezpieczeństwa Uk- rainy (SBU) oświadczyła, że „twierdzenia o udziale Ukraińców w wojnie w Gruzji nie odpowiadają prawdzie”. Podobne stanowisko zajęło Ministerstwo Obrony.

Eksperci w Kijowie są zgodni: twierdzenia „Siegodnia” to kłamstwo mające na celu podważenie reputacji Ukrainy, a także destabilizację sytuacji wewnętrznej w kraju.

– Wobec Gruzji nie zastosowano żadnych sankcji dotyczących eksportu broni. A to, że broń trafiała tam z Ukrainy, nie jest tajemnicą – mówi „Rz” Serhij Zgurec, analityk kijowskiego Centrum Badań Wojskowych, Konwersji i Rozbrojeń. – Ukraińcy nie mogli obsługiwać rakiet w Gruzji. Nie było takiej potrzeby. Grupa gruzińskich wojskowych przeszła w naszym kraju specjalne szkolenie z obsługi buków – dodaje Zgurec.

Zdaniem Ołeksija Danylczuka z ukraińskiego Centrum Bezpieczeństwa Międzynarodowego i Badań Strategicznych po konflikcie na Kaukazie Rosja wykorzystuje krytykę pod adresem Ukrainy, by odzyskać pozycję na rynku zbrojeniowym. – To dla Rosji istotne, bo Ukraina produkuje podobne rodzaje broni – mówi „Rz”.

W piątek na kijowskim lotnisku Boryspol został zatrzymany operator rosyjskiej telewizji Rossija Igor Biełokopytow, jeden z twórców filmu „Swój-obcy”, który opowiada o udziale Ukraińców w wojnie rosyjsko- gruzińskiej. Jak twierdził, „został zatrzymany i przeszukany przez ukraińskich funkcjonariuszy granicznych”. – Powiedziano mi, że za kłamliwą propagandę przeciwko Ukrainie mam na pięć lat zakaz wjazdu do tego kraju – mówił. Wojska pograniczne Ukrainy podważają jego wersję wydarzeń . Z kolei rosyjskie MSZ zażądało w tej sprawie wyjaśnień.

Rzeczpospolita

Słowenia świętuje

Marek Cegliński 19-09-2009, ostatnia aktualizacja 19-09-2009 03:56

EuroBasket 2009 - dziś w półfinale Hiszpania zagra z Grecją, a Serbia ze Słowenią. Finał jutro

Georgios Printezis dołożył do dorobku Greków sześć punktów
autor zdjęcia: Piotr Nowak
źródło: Fotorzepa
Georgios Printezis dołożył do dorobku Greków sześć punktów

Hiszpania i Serbia wywalczyły w czwartek awans do strefy medalowej po wyraźnych wygranych. W piątkowych ćwierćfinałach publiczność w Spodku oglądała dwa dreszczowce.

Grecja pokonała Turcję 76:74 po zaciętym, pełnym zwrotów meczu, zakończonym dogrywką. Gdyby Ender Arslan trafił w ostatniej sekundzie dodatkowego czasu za trzy punkty, to rywale świętowaliby sukces. Wcześniej ten sam Arslan doprowadził do przedłużenia meczu, wkręcając się pod kosz i trafiając w ostatniej sekundzie czwartej kwarty.

– Zabili nas zbiórkami – mówił po spotkaniu Turek Sinan Guler. Grecy zebrali aż 47 piłek (17 w ataku), rywale – 28. No i mieli w składzie znakomitego reżysera gry Vasileiosa Spanoulisa, najpoważniejszego – obok Hiszpana Pau Gasola – kandydata do tytułu najlepszego zawodnika turnieju. W piątek grecki rozgrywający zdobył 23 punkty, trafiając sześciokrotnie z dystansu w ważnych momentach meczu i miał siedem asyst. W tureckim zespole dopiero w końcówce obudził się Hedo Turkoglu, który wszystkie swoje 13 punktów zdobył w czwartej kwarcie i dogrywce.

W drugim piątkowym ćwierćfinale Słoweńcy tuż przed przerwą przegrywali 13 punktami. Zmniejszyli straty w ostatnich sekundach, a po powrocie z szatni zagrali tak zaciekle w obronie, że Chorwaci w trzeciej kwarcie zdobyli tylko trzy punkty. Uzyskawszy prowadzenie, zawodnicy trenera Jure Zdovca już nie wypuścili zwycięstwa. Rozgrywający Jaka Laković ani na chwilę nie zszedł z parkietu. Erazem Lorbek odpoczywał tylko 40 sekund – zdobył 27 punktów (8/11 za dwa, 2/2 za trzy) i miał 8 zbiórek. Cała Słowenia świętuje. Koszykarze tego kraju jeszcze nigdy nie grali w półfinale mistrzostw Europy. Ich najwyższa lokata to 6. miejsce w 2005 roku w Belgradzie. W sobotnim półfinale czekają ich kolejne derby Bałkanów: mecz z Serbią będzie powtórką spotkania grupowego. W Warszawie Słowenia wygrała 80:69.

Drugi półfinałowy pojedynek można uznać za przedwczesny finał. Hiszpania grała dotychczas z Grecją o punkty 19 razy, wygrała 13 spotkań, w tym pięć ostatnich na prestiżowych imprezach: 94:91 (ME 2003), 70:47 (mistrzostwa świata 2006), 76:58 i 82:77 (ME 2007), 81:66 (igrzyska olimpijskie 2008). Czy Grecy przerwą tę złą serię? Pasjonująco zapowiada się pojedynek greckiej defensywy z hiszpańskim atakiem. I Pau Gasola ze Spanoulisem.

O medale zagrają trzy zespoły, które pokonały naszą reprezentację w tych mistrzostwach w drugiej fazie w Łodzi. Na poprzednich mistrzostwach Europy Hiszpania, Grecja, Słowenia i Serbia zajęły odpowiednio drugie, czwarte, siódme i 13. miejsce.

Program na weekend

Sobota – 1/2 finału: Hiszpania – Grecja (18.30, TVP 2), Serbia – Słowenia (21.00).

Niedziela – o 3. miejsce (18.30), finał (21.15, TVP 1).

Wszystkie mecze także w TVP Sport.

1/4 finału

• Grecja - Turcja 76:74 po dogrywce (21:24, 22:4, 11:15, 25:25). Najwięcej punktów – Grecja: V. Spanoulis 23, N. Zisis 14, I. Bourousis 11, A. Fotsis 11, 13 zb., S. Schortsanitis 9; Turcja: H. Turkoglu 13, O. Onan 13, E. Ilyasova 9, K. Tunceri 9, O. Asik 9.

• Słowenia — Chorwacja 67:65 (18:25, 21:22, 14:3, 14:15). Słowenia: E. Lorbek 17, B. Nachbar 12, J. Lakovic 11, 5 as.; Chorwacja: R. Leni-Ukic 21, Z. Planinic 11, S. Nicevic 10.

Rzeczpospolita