środa, 9 stycznia 2008

Indeks WIG20 najniżej od marca 2007 roku


(TMS Brokers/Onet.pl/09.01.2008, godz. 13:45)
Po wczorajszym w miarę spokojnym dniu na europejskich parkietach mamy do czynienia z powrotem pesymizmu wśród inwestorów, tracą wszystkie indeksy.

Na warszawskim parkiecie WIG20 rozpoczął notowania na poziomie 3345 pkt, który stanowi jednocześnie dzienne maksimum. Niedźwiedziom udało się zejść nawet nieco poniżej poziomu 3300 pkt do 3294 pkt.

O godz. 13.45 WIG20 tracił 2 proc. i kształtował się na poziomie 3309 pkt; WIG zniżkował o 2,73 proc. i notowany był na poziomie 52391 pkt. Większe straty notują mniejsze spółki na GPW. Indeks mWIG40 traci 4,25 proc.; sWIG80 zniżkuje o 3,2 proc.


Więcej z GPW

Sprawdź notowania:

Zobacz także statystykę sesji giełdowej



Londyński FTSE 100 znajduje się 1,18 proc. poniżej wczorajszego zamknięcia, CAC 40 0,80 proc., DAX 0,45%.

Negatywne nastroje wśród europejskich inwestorów są potęgowane przez sytuacja w USA. Główne amerykańskie indeksy znajdują się bardzo blisko istotnych wsparć. Dow Jones zniżkował o 1,90%, S&P 500 -1,80%. Silne wyprzedaż miała miejsce pod koniec sesji, kiedy to spółka AT&T podała informacje o prawdopodobnym gorszym wyniku finansowym aniżeli prognozowany. Dodatkowo zwrócono uwagę, iż spowodowane jest to właśnie zwalniającym wzrostem gospodarczym co wiąże się ze zmniejszonym popytem na usługi.

Na rynku panuje pesymizm i ruch na południe zapewne będzie kontynuowany. Krótkoterminowy opór stanowią okolice 3400 pkt a następnie 3500 pkt. Jeżeli chodzi o wsparcia nie pozostało ich już przed nami wiele, a jedynym naprawdę znaczącym jest rejon 3250 pkt stanowiący minima z połowy sierpnia. Ich pokonanie może realnie zagrozić spadkiem indeksu WIG20 poniżej psychologicznego poziomu 3000 pkt.

W dzisiejszym dniu brak istotnych danych makroekonomicznych. Inwestorzy oczekują na jutrzejszą decyzję Banku Anglii w sprawie stóp procentowych. Również w dniu jutrzejszym o godzinie 14:30 przemawiał będzie prezes ECB. Zapewne w pewien sposób nakreśli dalszą politykę banku centralnego w tak ważnym dla gospodarki momencie.

Kosowo wybrało rząd i prezydenta. Teraz chce niepodległości

gaw 09-01-2008, ostatnia aktualizacja 09-01-2008 19:51

Parlament Kosowa zaaprobował w środę dawnego przywódcę kosowskiej partyzantki Hashima Thaciego na stanowisko premiera i zaakceptował skład jego rządu. Zatwierdził też prezydenta Fatima Sejdiu na stanowisku szefa państwa.

Od lewej: prezydent Fatmir Sejdiu, dowódca misji ONZ w Kosowie Joachim Rucker i premier Hashim Thaci
źródło: AFP
Od lewej: prezydent Fatmir Sejdiu, dowódca misji ONZ w Kosowie Joachim Rucker i premier Hashim Thaci

Parlament wybrał też Jakupa Krasniqi na stanowisko przewodniczącego.

Wybory parlamentarne w Kosowie odbyły się w listopadzie ubiegłego roku. Wygrała je Demokratyczna Partia Kosowa (DPK) Thaciego. Na drugim miejscu był jej główny konkurent - Demokratyczny Związek Kosowa (LDK), tradycyjnie dotąd najsilniejsze ugrupowanie polityczne Kosowa, stworzone i przewodzone przez wiele lat przez Ibrahima Rugovę, głównego przywódcę Albańczyków kosowskich i prezydenta Kosowa od 2002 roku do śmierci w 2006 roku.

- Przygotowujemy się, aby w początkach roku Kosowo stało się niepodległym i suwerennym państwem oferującym wszystkim jednakowe możliwości. Szybko przekształcimy nasze marzenia w rzeczywistość. Niepodległość Kosowa nie rozwiąże wszystkich problemów. Będzie mu towarzyszyć wiele porażek, wobec których razem staniemy - zapowiedział w expose Thaci.

- Zapewniam was, że w ciągu kilku tygodni ogłosimy niepodległość -dodał premier na konferencji prasowej po zatwierdzeniu przez parlament koalicyjnego rządu.

Przed środowym głosowaniem Sejdiu, który zajmował stanowisko prezydenta Kosowa od śmierci Rugovy, podał się do dymisji, aby otworzyć drogę do swej reelekcji.

- Niepodległe Kosowo będzie głównie zajmować się rozwojem dobrosiąsiedzkich stosunków ze wszystkimi krajami regionu i będzie czynnikiem stabilizującym w tej części Europy - zapowiedział Sejdiu po wyborze w parlamencie.

Podkreślił, że "kosowskie instytucje zagwarantują prawa wszystkich mniejszości etnicznych". "Szczególna uwaga ma być poświęcona wspólnocie serbskiej i jej pełnej integracji w ramach Kosowa" - dodał.

Wybór Thaciego na premiera i Sejdiu na prezydenta Kosowa jest owocem umowy koalicyjnej podpisanej w poniedziałek przez dwie największe partie Kosowa DPK (37 miejsc) i LDK (25 miejsc) w 120-osobowym parlamencie.

Kosowscy Albańczycy, wspierani przez Waszyngton i część państw Unii Europejskiej, chcą jak najszybciej proklamować niepodległość swej należącej formalnie do Serbii prowincji, czemu kategorycznie sprzeciwia się wspierany przez Rosję Belgrad.

Rzeź małych spółek na warszawskiej giełdzie

tm, PAP, ISB
2008-01-09, ostatnia aktualizacja 2008-01-09 18:00

Wczorajsze spadki w końcówce sesji na Wall Street odcisnęły w środę swoje piętno już na otwarciu notowań. WIG20 otworzył się na poziomie 3345,5 pkt, tj 0,9 proc. poniżej wczorajszego zamknięcia. Prawdopodobnie byłoby gorzej, gdyby nie wzrostowa sesja w Japonii, uważają analitycy.

Zobacz powiekszenie
Fot. Albert Zawada / AG
Mocne spadki na warszawskiej giełdzie
SERWISY
Po raz kolejny dostało się zwłaszcza spółkom małym i średnim, których indeksy mWIG40 i sWIG80 straciły odpowiednio 4,47 i 3,59 proc.

Główna przyczyna wyprzedaży akcji, to wczorajsze bardzo słabe zachowanie amerykańskiego parkietu. Wszystkie trzy główne jego wskaźniki, czyli indeksy Dow Jones, Nasdaq i S&P500 obniżyły się o ok. 2 procent, w związku z nowymi obawami, że dojdzie do recesji.

Wśród konkretnych przyczyn wtorkowego zachowania tamtejsze media wymieniały nowe dane o malejącej sprzedaży domów mieszkalnych, prognozę giganta telekomunikacyjnego AT&T, który ostrzegł przed pogorszeniem nastrojów na rynku wydatków na konsumpcję, co spowodowało spadek jego akcji o 4,8 proc., a także niepokój o przyszłość największego kredytodawcy hipotecznego Countrywide Financial Corp., którego akcje spadły we wtorek aż o 28 procent w atmosferze przypuszczeń, że będzie on musiał ogłosić bankructwo, mimo zaprzeczeń jego zarządu. Ponadto główne indeksy amerykańskiej giełdy znalazły się w pobliżu bardzo istotnych wsparć, które zatrzymały spadki w listopadzie.

"W godzinę po rozpoczęciu handlu indeks największych spółek spadał już ponad 2 proc. zaliczając lokalne minimum 3287 pkt. Był to pierwszy sygnał ostrzegawczy, że istnieje dziś duże prawdopodobieństwo przebicia wsparcia na poziomie 3300 pkt"- uważa Przemysław Psikuta, analityk Beskidzkiego Domu Maklerskiego.

Przed większym spadkiem indeks ratowały spółki surowcowe dzięki wzrostowi cen surowców, zwłaszcza miedzi. Około południa WIG20 wrócił w okolice otwarcia po tym, jak futures na amerykańskie indeksy zaczęły dynamicznie zyskiwać na wartości.

W drugiej części sesji indeks blue chips zaczął ponownie osuwać się w dół i ok. godz. 14 ponownie przebita została psychologiczna bariera 3300 pkt. Jeszcze silniej spadały indeksy małych i średnich spółek - średnio o 4,5 proc., co tylko pogorszyło nastroje na rynku. Wśród spółek, które odnotowywały największe spadki były banki.

Końcówka, po pozytywnym otwarciu się giełdy nowojorskiej, przyniosła nieznaczne odbicie, a WIG20 zakończył ostatecznie dzień spadkiem 1,9 - proc., na poziomie 3313,4 pkt., co oznacza, że bykom udało się jednak obronić wsparcie 3300 pkt.

"Pozytywnym symptomem może być natomiast coraz śmielsze pojawianie się długich pozycji na kontraktach FW20, co może świadczyć, że inwestorzy coraz częściej zaczynają uważać wyceny akcji największych spółek za atrakcyjne. Póki co najbliższym wsparciem, poza oczywiście 3300, pozostaje sierpniowy dołek - 3248 pkt"- uważa Psikuta.

W środę WIG20 stracił 1,87 proc. na zamknięciu i wyniósł 3.313,38 pkt, zaś WIG spadł o 2,68 pkt do 52.419,12 pkt. Obroty na rynku akcji wyniosły 2,43 mld zł.

Nerwowa sesja na GPW: indeksy mocno w dół


(ISB, inf. własna, pb/09.01.2008, godz. 16:43)
Dzisiejsza sesja upłynęła pod znakiem sporych spadków oraz dużych wahań na wszystkich indeksach. Po wczorajszym w miarę spokojnym dniu na warszawskim parkiecie na giełdę powróciła nerwowa atmosfera.

Spadki za oceanem wywołane zostały informacjami o prawdopodobnym gorszym wyniku AT&T od wcześniejszych prognoz. Ponadto główne indeksy amerykańskiej giełdy znalazły się w pobliżu bardzo istotnych wsparć, które zatrzymały spadki w listopadzie.

"W godzinę po rozpoczęciu handlu indeks największych spółek spadał już ponad 2 proc. zaliczając lokalne minimum 3287 pkt. Był to pierwszy sygnał ostrzegawczy, że istnieje dziś duże prawdopodobieństwo przebicia wsparcia na poziomie 3300 pkt"- uważa Przemysław Psikuta, analityk Beskidzkiego Domu Maklerskiego.

Więcej z GPW

Sprawdź notowania:

Zobacz także statystykę sesji giełdowej



Przed większym spadkiem indeks ratowały spółki surowcowe dzięki wzrostowi cen surowców, zwłaszcza miedzi. Około południa WIG20 wrócił w okolice otwarcia po tym, jak futures na amerykańskie indeksy zaczęły dynamicznie zyskiwać na wartości.

W drugiej części sesji indeks blue chips zaczął ponownie osuwać się w dół i ok. godz. 14 ponownie przebita została psychologiczna bariera 3300 pkt. Jeszcze silniej spadały indeksy małych i średnich spółek - średnio o 4,5 proc., co tylko pogorszyło nastroje na rynku. Wśród spółek, które odnotowywały największe spadki były banki.

"Pozytywnym symptomem może być natomiast coraz śmielsze pojawianie się długich pozycji na kontraktach FW20, co może świadczyć, że inwestorzy coraz częściej zaczynają uważać wyceny akcji największych spółek za atrakcyjne. Póki co najbliższym wsparciem, poza oczywiście 3300, pozostaje sierpniowy dołek - 3248 pkt"- uważa Psikuta.

Indeks największych spółek notowanych na GPW WIG20 w trakcie dnia testował 3271 pkt. czyli na poziomie ponad 3 proc. poniżej wczorajszego zamknięcia. W ostatniej godzinie notowań, po dobrym otwarciu giełdy w Stanach Zjednoczonych, do głosu doszli kupujący i WIG20 na zamknięciu sesji wyniósł 3313,38 pkt (-1,87 proc.).

Ostateczne wyniki pozostałych indeksów są jeszcze gorsze - WIG zamknął się na poziomie 52419,12 pkt. czyli o 2,68 proc. gorzej od zamknięcia z wczorajszej sesji, mWIG40 3643,37 pkt. (-4,47 proc.) a sWIG80 14825,76 pkt. (-3,59 proc.).

Holandia - Polska 3:2

hana
W tureckim Izmirze, gdzie od początku tygodnia toczy się bój o kwalifikację olimpijską, polscy siatkarze po dramatycznym meczu i wyrównanej grze ulegli Holendrom 3:2. Teraz przyjdzie im czekać na rezultat jutrzejszego meczu naszych dzisiejszych rywali z siatkarzami Hiszpanii. Polacy muszą zaciskać kciuki za aktualnymi mistrzami Europy. Inaczej nie awansują do kolejnej rundy.

Set1


Pierwszego seta udanym atakiem ze skrzydła rozpoczyna kapitan polskiej reprezentacji, Piotr Gruszka. Pierwsze minuty meczu to dwa nieskończone ataki Sebastiana Świderskiego, udane obrony i świetna zagrywka po stronie rywali, która daje Holendrom prowadzenie 5:2. Polscy siatkarze szybko jednak odzyskują swój rytm gry i jeszcze przed przerwą techniczną doprowadzają do remisu. Silna zagrywka Daniela Plińskiego sprawia naszym przeciwnikom wiele kłopotów w przyjęciu. Nie do zatrzymania jest na tym etapie meczu Gruszka, udanymi atakami popisuje się także popularny "Świder". Jest 7:8 a podopieczni Raula Lozano powoli zaczynają dominować na parkiecie w Izmirze.

Po czasie mylą się Holendrzy, Polacy wykorzystują kontrę i kiedy na tablicy wyników widnieje wynik 7:10 dla Polski, holenderski szkoleniowiec zmuszony jest wziąć czas. I choć polscy zawodnicy powiększają przewagę do czterech punktów, to w następnych akcjach nie są już tak skuteczni i pozwalają Holendrom zbliżyć się na jeden punkt. Mamy 12:13. Wtedy właśnie Polacy łapią drugi oddech i na drugą przerwę techniczną schodzą już ponownie przy czteropunktowym prowadzeniu. Szesnasty punkt daje polskiej drużynie świetny blok w wykonaniu Pawła Zagumnego oraz Daniela Plińskiego. Po powrocie na boisko nasi reprezentanci jeszcze powiększają prowadzenie, które w pewnym momencie wynosi aż sześć punktów (14:20). Świetnie rozgrywa Paweł Zagumny, który na boisku widzi wszystko, co pozwala grać Polakom ładną dla oka, kombinacyjną grę - np. atak z drugiej linii Sebastiana Świderskiego przy stanie 16:22. Ta partia meczu kończy się po błędzie w polu zagrywki jednego z Holendrów.

Set 2


Ta odsłona spotkania zaczyna się od drobnego błędu w polu zagrywki Dawida Murka, efektownego ataku ze środka Marcina Możdżonka oraz świetnie wykonanego polskiego bloku. Chwile później w ataku myli się Holender a polska reprezentacja szybko uzyskuje prowadzenie 1:3. Wynik jednak tuż przed pierwszą przerwą techniczną wyrównuje się a po bloku Holendrów na Gruszce, nasi rywale wychodzą na jednopunktowe prowadzenie. Jest 7:6 a następnie 8:7. Gra się wyraźnie wyrównuje a wynik oscyluje wokół remisu. Dopiero po bloku Bontje Holendrzy doprowadzają do wyniku 12:10. Po wątpliwym asie serwisowym Hertzena i przy trzech punktach przewagi Holendrów trener Raul Lozano prosi o przerwę. Zła seria niestety wciąż trwa i po bloku, najpierw na Dawidzie Murku, a następnie Piotrze Gruszce, Polacy na druga przerwę techniczną schodzą mając już pięć punktów straty. Po powrocie na parkiet obraz gry nie ulega zmianie a polscy siatkarze tracą kolejne punkty przy zagrywce Hertzena. Holender psuje serwis dopiero przy stanie 17:11. Wtedy Polacy "włączają drugi bieg" i powoli zaczynają odrabiać straty. Kiedy polscy siatkarze zbliżają się do rywali na odległość trzech punktów (18:15), trener przeciwników bierze czas. Strata wciąż się utrzymuje, ale to Polacy wygrywają najbardziej widowiskową akcję w tym spotkaniu. (Ostatecznie Holendrzy wpadają w siatkę). Nasi siatkarze cały czas są blisko, ale strata nadal wynosi dwa punkty. Przy wyniku 24:22 i po stracie dwóch kolejnych punktów przez Holendrów, szkoleniowiec rywali bierze czas. Silna zagrywka Plińskiego wprowadza spore zamieszanie w szeregach rywali, jest nawet szansa na remis, ale piłka dość nieszczęśliwie spada po polskiej stronie siatki. Przegrywamy minimalnie - 25:23.

Set 3


Rozpoczyna się niekorzystnie dla polskich siatkarzy. Holendrzy prowadzą 4:1. Nasi siatkarze mylą się w ataku, mając jednocześnie pecha, bo rywale ponownie zaczynają lepiej serwować i serwują asa. Gra się nie układa i przy rezultacie 6:2 polski trener zmuszony jest wziąć czas. Po powrocie na boisko Polacy nie tracą już dystansu do przeciwników, ale też nie są w stanie odrobić nawet jednego punktu. Dlatego na pierwszą przerwę techniczną schodzą przy wyniku 8:4. Po powrocie na boisko tylko przez chwilę można odnieść wrażenie, że obraz gry ulegnie zmianie. Kiedy zbliżamy się do Holendrów, ci serwują nam dość szczęśliwie dwa asa i przy stanie 12:7 Lozano bierze czas. Tylko pojedyncze akcje Polaków mogą cieszyć, bo przewaga wciąż jest duża. Udaje nam się jednak zablokować holenderskiego atakującego i zdobyć punkt. Chwilę później gramy przesuniętą krótką, punkty zdobywa Daniel Pliński a zaraz potem w jego ślady idzie Dawid Murek. Jest już tylko punkt straty (14:13). Przerwę bierze trener Holendrów. Nic to jednak nie daje, bo do remisu, po świetnej akcji i ataku z drugiej linii do wyrównania doprowadza Świderski, by zaraz potem dość pechowo wyrzucić piłkę w aut. Mimo to przegrywamy już tylko 16:15.

Radość jest jednak przedwczesna. Po raz kolejny nieszczęśliwie tracimy punkty i przegrywamy 20:17. Nie kończy swoich ataków Gruszka, podbijany jest Świderski. Nie sprawiamy Holendrom problemów zagrywką, czego nie da się powiedzieć o naszych przeciwnikach. Przegrywamy 25:19 i możemy wygrać już tylko w tie breaku.

Set 4


Ta partia rozpoczyna się inaczej od poprzedniej. Polski zespół "wraca do gry". Sebastian Świderski na pojedynczym bloku zatrzymuje rywala a Dawid Murek poprzez mocną zagrywkę wprowadza zamieszanie po holenderskiej stronie siatki. Wygrywamy 2:0. Zaczyna także funkcjonować nasz blok, który sprawia, że Polska na tym etapie pojedynku ma trzy punkty prowadzenia. Na pierwszą przerwę techniczną schodzimy przy wyniku 4:8. Nasi siatkarze są skoncentrowani i zdecydowanie skuteczniejsi w ataku. Zaczynają przypominać zespół z pierwszego seta. Kontrolują przebieg wydarzeń na boisku i na drugą przerwę techniczną udaje im się zachować bezpieczną przewagę. Mamy 11:16. Po czasie świetną zagrywką popisuje się Pliński, cudem bronią Holendrzy, ale w wyprowadzeniu kontry lepsi są już Polacy. Czas dla przeciwników, który nic nie zmienia. Pliński wciąż serwuje mocno i pewnie a punkty płyną tylko w jednym kierunku. Przebieg wydarzeń na boisku zapowiada piątego seta. Jest 13:19. Polacy dominują w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła a seta kończy sprytną "kiwką" Paweł Zagumny.

Set 5


W początkowym etapie gra toczy się punkt za punkt. W pierwszym tempie swoje ataki kończą zarówno jedni, jak i drudzy. Nie do zatrzymania jest Dawid Murek i Piotr Gruszka, gorzej natomiast wychodzą nam akcje ze środka. Dopiero przy wyniku 5:5 coś zaczyna się zacinać. Najpierw Polacy popełniają błąd, następnie zostają zablokowani. Robi się niebezpiecznie. Jest 7:5 i Raul Lozano zmuszony jest poprosić o przerwę. Niestety, przy zmianie stron przegrywamy już 8:5. Serię przerywa udanym atakiem Murek, chwilę później pojawia się polski blok, który doprowadza do remisu. Fenomenalnie jednak Polacy grają w bloku. Pierwsze prowadzenie daje nam pojedynczy blok Możdżonka, a dwa punkty - Pliński. Jest 9:11. Kiedy wydaje się, że nic nie jest w stanie odebrać nam inicjatywy w tym meczu, dwukrotnie w ataku myli się Piotr Gruszka. Trener Lozano bierze czas. Pierwszego meczbola wykorzystują niestety rywale i to oni zwyciężają 16:14.

PiS zapowiada Pakiet Religi

mar, PAP
2008-01-09, ostatnia aktualizacja 2008-01-09 16:48

Klub PiS zapowiada pakiet ustaw dotyczących służby zdrowia - "Pakiet Zbigniewa Religi". PiS zaapelowało też w środę do rządu o przesłanie zapowiedzianych projektów ustaw dotyczących służby zdrowia także do opozycji.

Zobacz powiekszenie
Fot. Marcin Kucewicz / AG Zobacz powiekszenie
Fot. Grzegorz Skowronek / AG
Podczas konferencji prasowej w Sejmie były minister zdrowia Zbigniew Religa poinformował, że pierwszy z projektów PiS zakładający zwiększenie składki zdrowotnej trafił w środę do Sejmu. Projekt zakłada podnoszenie składki zdrowotnej o 1 pkt. proc. co roku, aż do poziomu 13 proc.

Szef sejmowej Komisji Zdrowia, były wiceminister zdrowia Bolesław Piecha poinformował, że w pakiecie Religi znajduje się także projekt zakładający przeznaczenie połowy środków zgromadzonych w Funduszu Pracy i Funduszu Gwarantowanych Ubezpieczeń Pracowniczych do Narodowego Funduszu Zdrowia.

PiS odpowiada na projekty PO

Według zapowiedzi Piechy, PiS chce też zmodyfikować ustawę o sieci szpitali, która miałby podzielić je na "niezbędne" (które pozostaną własnością publiczną) oraz te, które będą mogły zostać skomercjalizowane. PiS - mówił Piecha - chce też przedstawić Sejmowi projekt ustawy wprowadzający koszyk świadczeń zdrowotnych.

Na proponowany przez PO projekt dotyczący praw pacjentów, który - jak mówił Piecha - zakłada wprowadzenie instytucji Rzecznika Praw Pacjenta, PiS odpowiada projektem noweli ustawy o izbach lekarskich, który już trafił do Sejmu.

Projekt, jak zapowiadano już w grudniu, ma na celu zwiększenie uprawnień poszkodowanych pacjentów. Według projektu, pokrzywdzony pacjent będzie występował w postępowaniu przed sądami lekarskimi jako strona, a nie jak dotychczas - jako świadek; zakłada też przyspieszenie procedur.

Zgodnie z propozycją PiS, postępowanie wyjaśniające mogłoby trwać maksymalnie sześć miesięcy.

Piecha: Czy opozycja w Polsce jest aż tak trędowata?

PiS - mówił Piecha - jest zaniepokojone nieformalnym spotkaniem rządu we wtorek. Jak podkreślał, rząd powinien działać "w oparciu o transparentne zasady", a efekty jego prac należy podawać do wiadomości publicznej. Piecha podkreślił też, że PiS nie zna treści projektów dotyczących służby zdrowia, które - jak mówił poseł - wedle zapowiedzi premiera, miały być przekazane w środę klubom. - Czy opozycja w Polsce jest aż tak trędowata, że nie zasługuje na to, by rząd przedstawił te projekty również opozycji, byśmy mieli czas, aby się z nimi zaznajomić? - pytał poseł. - Bardzo bym prosił, aby pakiety ustaw przedstawiane przez rząd trafiały również do opozycji - apelował.

Jak powiedział, na razie jeszcze nie można ocenić pracy nowej minister zdrowia Ewy Kopacz, ponieważ nie przedstawiła póki co żadnych konkretów. Piecha dodał, że jak na razie widział tylko projekt dotyczący powołania instytucji Rzecznika Praw Pacjenta.



Religa: Kopacz tylko modyfikuje nasze projekty



Religa odpierał podczas konferencji zarzuty, że niewiele udało mu się zrobić, gdy rządził resortem. Podkreślał m.in., że to w ostatnich dwóch latach o 30 proc. wzrosły zarobki w służbie zdrowia. - Była to podwyżka ogromna w sensie możliwości, ale niewystarczająca, ja o tym wiem - powiedział.

Były minister zdrowia podkreślił też, że propozycje, o których obecnie mówi minister Kopacz są podobne do projektów ustaw przygotowanych w ministerstwie pod jego kierownictwem. - Identyczne ustawy były przygotowane w ministerstwie zdrowia i one zostały - zaznaczył.

W jego ocenie, nie jest możliwe, by w ciągu pięćdziesięciu dni przygotować koszyk składający się z kilkudziesięciu tysięcy opisanych procedur medycznych (chodzi o koszyk świadczeń). Religa powiedział, że "rozumie, że korzysta się z koszyka", który był przygotowany przez poprzedni rząd.

Według Religi, nowa minister powinna to przyznać i powiedzieć, że opiera się na propozycjach poprzedników, modyfikując je.

Szef klubu PO Zbigniew Chlebowski przekazał w środę dziennikarzom trzy projekty ustaw dotyczących reformy ochrony zdrowia. Są to projekty: o ochronie indywidualnych i zbiorowych praw pacjenta i o Rzeczniku Praw Pacjenta, o prywatnych uzupełniających ubezpieczeniach zdrowotnych oraz o zakładach opieki zdrowotnych.

Kopacz: Decentralizacja NFZ w 2010

mar
2008-01-09, ostatnia aktualizacja 2008-01-09 15:38
Zobacz powiększenie
Ewa Kopacz
Fot. Sławomir Kamiński / AG

Minister zdrowia Ewa Kopacz zapowiedziała podczas posiedzenia sejmowej Komisji Zdrowia, że regulacje, które pozbawią Narodowy Fundusz Zdrowia pozycji monopolisty wejdą w życie w 2010 r. Zaprzeczyła też twierdzeniom polityków PiS, jakoby zapowiadane przez nią projekty reform były oparte na projektach Prawa i Sprawiedliwości. - Doceniam wysiłki ministra Religii, ale zabrakło w jego planach wyceny - oceniła, dodając, że nie popełni tego błędu.

SONDAŻ
Decentralizacja NFZ i przekształcenie ZOZ-ów w spółki prawa handlowego:

to dobry kierunek, zapobiegnie m.in. zadłużaniu się szpitali. Popieram
Nie popieram: może zmiejszyć bezpieczeństwo i dostęp pacjentów do świadczeń
Nie wiem, jak ocenić reformę

- Jak mogą być oparte o projekty PiS? Mój projekt o prawach pacjenta to 2006 rok, ich projekt o prawach pacjenta, który nigdy nie zafunkcjonował, to rok 2007 - powiedziała Kopacz w Sejmie przed posiedzeniem Komisji Zdrowia.

Zwróciła także uwagę na projekt PO o zakładach opieki zdrowotnej, która - jak zaznaczyła - "wzbudzał tyle emocji i kontrowersji w kampanii wyborczej". - Jak to mógł być ich projekt? - pytała szefowa resortu zdrowia.

- Projekt o dodatkowych ubezpieczeniach nigdy nie zafunkcjonował, jeśli chodzi o PiS. Lista leków refundowanych, koszyk świadczeń gwarantowanych. Widzieliście go państwo - nie. Oni mówili o gwarantowanym, ja mówię o niegwarantowanym - podkreśliła Kopacz.

Rząd stawia na krótkie, zdecydowane ruchy

- Chcemy, aby system ochrony zdrowia był naprawiany krótkimi, zdecydowanymi ruchami, bez szkody dla pacjentów - powiedziała minister zdrowia.

Przedstawiając posłom plany na najbliższe cztery lata, zapowiedziała, że pierwsze zdecydowane ruchy przeprowadzi w pierwszej połowie tego roku.

Pierwsza będzie ustawa o restrukturyzacji Zakładów Opieki Zdrowotnej (ZOZ), która będzie projektem poselskim. Kopacz zwróciła się do posłów z prośbą, aby nie szukali w tym złej woli. Wyjaśniła, że pozwoli to na skrócenie procedury legislacyjnej o trzy miesiące i przełoży się na sytuację finansową szpitali.

ZOZ-y spółkami prawa handlowego

Kopacz powiedziała, że projekt ustawy o restrukturyzacji zakłada fakultatywne przekształcanie ZOZ-ów w spółki prawa handlowego z samorządem lokalnym jako głównym udziałowcem. Dodała, że dobrze by było, aby w tych spółkach pracowali prawdziwi menedżerowie, niekoniecznie lekarze. Według niej, wymogiem powinny być odpowiednie kwalifikacje do zarządzania.

Minister powiedziała, że chciałaby, aby zarówno publiczne ZOZ-y, jak i nowo powstałe spółki prawa handlowego były równo traktowane przy dostępie do środków publicznych.

Minister zdrowia pytana była także o rolę szefa doradców premiera Michała Boniego w reformie systemu opieki zdrowotnej. Media donoszą, że teraz to Boni miałby zająć się przygotowaniem reformy ochrony zdrowia. Dopytywana, czy to Boni będzie pracował nad projektami ustaw zdrowotnych, odpowiedziała: "gwarantuję, że nie".

Balicki i Sośnierz atakują Kopacz

Kopacza zwróciła się do opozycji, zwłaszcza PiS o wspólna prace nad projektami. Marek Balicki zarzucił ej, że to właśnie opozycja chce współpracy, zgodziła się na okrągły stół, przy którym omówiono by szczegóły projektów, ale rząd nie odpowiedział. Oskarżył ja też o brak planów doraźnych i długofalowych. - Mamy zapowiedź zapowiedzi - stwierdził, dodając, że ustaw nie ma jeszcze nawet na papierze. Powtórzył też zarzuty PiS, że projekty powinny być inicjatywą rządu, nie - poselską. Inaczej - podkreślił - oznacza to, że projekty są tak złe, że nie przeszłyby konsultacji międzyresortowych.

- Oczekujemy konkretów dotyczących trybu pracy nad projektami i współpracy z opozycją. Trzeba też pamiętać, że są partnerzy społeczni - podsumował Balicki (choć na wczorajszej konferencji strona rządowa wyraźnie zapowiedziała, że przedstawiciele służby zdrowia będą włączeni w prace).

Również Andrzej Sośnierz zaapelował do Kopacz o doprecyzowanie szczegółów i spytał m.in. o to, skąd weźmie pieniądze (Kopacz zapowiedziała, że będzie ich szukać w systemie i sprzeciwiła się zwiększaniu składki i współpłaceniu przez pacjentów za łączenie) oraz, czy rzeczywiście uważa, że uda się postawić służbę zdrowia na nogi bez dodatkowych środków uzyskanych przez zwiększenie składki (Kopacz uważa, że tak). Poparł go Zbigniew Religa, który odniósł się też do zarzutów rządu nt. tego, że w czasie jego urzędowania w ministerstwie nie wdrożono żadnych reform. - Nie mówcie mi, że nic nie zostało zrobione! - mówił wzburzony Religa, przywołując m.in. swoje projekty, które przeszły konsultacje w ministerstwach oraz podwyżkę dla pracowników służby zdrowia. - Małą, ale tylko taka była wtedy możliwa - dodał.

Cztery ustawy zapoczątkują reformę

We wtorek, po nieoficjalnym spotkaniu ministrów na temat ochrony zdrowia, premier zapowiedział pakiet otwarcia reform w ochronie zdrowia, złożony z czterech ustaw. Trzy projekty ustaw rozpoczynających reformę będą inicjatywą poselską.

W środę w Sejmie PiS domagało się informacji rządu o rozwiązaniach w służbie zdrowia. Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski zapowiedział, że zamierza wprowadzić taką informację do porządku następnego posiedzenia Sejmu.

Klich: Polska bliska porozumienia o większej roli w Afganistanie

mig, PAP
2008-01-09, ostatnia aktualizacja 2008-01-09 19:07

Polska osiągnęła wstępne porozumienie z partnerami w NATO w sprawie zwiększenia swej roli w Afganistanie poprzez przejęcie kontroli nad jedną ze wschodnich prowincji - powiedział minister obrony Bogdan Klich w wywiadzie dla agencji Reutera.

Zobacz powiekszenie
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Bogdan Klich
Klich powiedział, że ma nadzieję, iż porozumienie to zostanie przypieczętowane w przyszłym tygodniu podczas rozmów z sekretarzem obrony USA Robertem Gatesem w Waszyngtonie.

"Amerykanie wiedzą, że chcielibyśmy, by nasza misja w Afganistanie była bardziej widoczna dzięki przejęciu odpowiedzialności za jedną z prowincji podlegających ISAF (Międzynarodowym Siłom Wsparcia Bezpieczeństwa Afganistanu)" - oświadczył Klich.

"Właśnie zakończyliśmy pierwszą rundę negocjacji z NATO na ten temat. Podczas moich rozmów z sekretarzem obrony Gatesem mamy tylko przypieczętować propozycję, którą otrzymaliśmy (od NATO w odpowiedzi na polski wniosek)" - oznajmił.

W Afganistanie przebywa obecnie druga zmiana Polskiego Kontyngentu Wojskowego. Podobnie jak poprzednia, liczy ok. 1200 żołnierzy. Polscy żołnierze pełnią tam misję w ramach sił ISAF. Pod koniec grudnia ub.r. MON zapowiedziało zwiększenie kontyngentu o 400 żołnierzy. Spośród nich 180 będzie stanowiło obsługę śmigłowców, które mają być wysłane do Afganistanu. Rola pozostałych nie jest jeszcze sprecyzowana.

Przedstawiciele Polski mówią, że chciałaby ona przejąć odpowiedzialność za strategicznie istotną prowincję Paktika na niezbyt szczelnej granicy z Pakistanem, zza której rebelianci talibscy często dokonują ataków.

Klich powiedział także, że Polska chciałaby, aby jeden z polskich dowódców objął ważną rolę w całych siłach ISAF, liczących 41 700 żołnierzy z 39 państw. "Jeśli Polacy przejmą odpowiedzialność za jakiś obszar w Afganistanie i będą tam mogli działać pod polską flagą, polski generał powinien zostać zastępcą dowódcy operacyjnego ISAF" - oznajmił Klich.

Liszka: Rząd cieszy się z udziału prezydenta w dyskusji o zdrowiu

mig, PAP
2008-01-09, ostatnia aktualizacja 18 minut temu

Rząd cieszy się, że prezydent jest gotów włączyć się do dyskusji nad reformą służby zdrowia - powiedziała w środę rzeczniczka rządu Agnieszka Liszka komentując decyzję Lecha Kaczyńskiego o zwołaniu na poniedziałek Rady Gabinetowej.

Zobacz powiekszenie
Fot. SERGEY PONOMAREV AP
Lech Kaczyński
- Rząd jest gotowy stawić się w poniedziałek i przedstawić swoje propozycje" - podkreśliła Liszka. Dodała, że ministrowie liczą na merytoryczną dyskusję.

We wtorek ministrowie na nieformalnym spotkaniu omawiali propozycje minister zdrowia Ewy Kopacz dotyczące reformy służby zdrowia. Projekty te będą złożone w Sejmie jako inicjatywa poselska. W środę część z nich przekazał dziennikarzom szef klubu PO Zbigniew Chlebowski. Są to projekty: o ochronie indywidualnych i zbiorowych praw pacjenta i o Rzeczniku Praw Pacjenta, o prywatnych uzupełniających ubezpieczeniach zdrowotnych oraz o zakładach opieki zdrowotnych.

Chlebowski zapowiedział, że czwarty z zapowiedzianych projektów - o koszyku świadczeń gwarantowanych - przekaże opinii publicznej pod koniec tego lub na początku przyszłego tygodnia.

Prezydent informując o zwołaniu Rady Gabinetowej, powiedział, że problemy służby zdrowia to jedna z najważniejszych obecnie spraw. - Chciałbym, żeby ten problem był rozwiązywany na poziomie ponad politycznym, żeby w najmniejszym możliwie stopniu był uwikłany w polityczny konflikt, żeby w jego rozwiązaniu wzięły udział możliwie wszystkie strony - podkreślił Lech Kaczyński.



Rada Gabinetowa - rząd pod przewodnictwem prezydenta - zbierze się w poniedziałek o 11.45.

Będzie to pierwsze posiedzenie Rady Gabinetowej od czasu powstania nowego rządu.

Przed posiedzeniem Rady Gabinetowej prezydent spotka się z przedstawicielami wszystkich organizacji pracowników służby zdrowia.

Posłowie dostaną więcej na prowadzenie swoich biur

mig, PAP
2008-01-09, ostatnia aktualizacja 2008-01-09 17:44

Posłowie mają dostać o 2,5 tys. zł więcej na prowadzenie swoich biur - poinformowała szefowa Kancelarii Sejmu, Wanda Fidelus-Ninkiewicz na środowym posiedzeniu Komisji Regulaminowej i Spraw Poselskich.

Zobacz powiekszenie
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Sejm
SONDAŻ
Czy posłowie powinni dostać dodatkowe środki na prowadzenie biur poselskich?

tak
nie
nie mam zdania

Oznacza to, że każdy poseł otrzyma miesięcznie 12 tys. 650 zł na wydatki związane z prowadzeniem biura.

Wanda Fidelus-Ninkiewicz uzasadniła podwyżkę tym, że w ostatnim czasie wzrosły opłaty, m.in za czynsz oraz na prąd i telefony. Zdaniem szefowej Kancelarii Sejmu, posłowie muszą także sprostać oczekiwaniom płacowym pracowników biur poselskich.

"Z uwagi na niewystarczające środki na prowadzenie biura, niektórzy posłowie odchodzą od umów o pracę i zastępują je stałymi umowami-zlecenie. Pracownicy biur poselskich powinni mieć umowy o pracę" - argumentowała Wanda Fidelus-Ninkiewicz.

Posłowie - zgodnie z zarządzeniem marszałka Sejmu - będą musieli ze środków na biuro rozliczać pokrycie kosztów noclegów poza Warszawą i miejscem zamieszkania.

W puli przeznaczonej na prowadzenie biura poselskiego zostaną uwzględnione także koszty przejazdu taksówkami.

O. Rydzyk nie dostanie dotacji z Brukseli

Jacek Hołub, Toruń
2008-01-09, ostatnia aktualizacja 2008-01-09 17:46

Szkoła o. Rydzyka nie dostanie 15,3 mln euro z Unii Europejskiej. Minister nauki wykreśliła ją z listy inwestycji kluczowych - dowiedział się Jacek Hołub z Gazety Wyborczej.

Zobacz powiekszenie
Fot. S3awomir Kaminski / AG
O. Tadeusz Rydzyk
Zobacz powiekszenie
Fot. Jerzy Gumowski / AG
Budynki Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej o. Rydzyka stoją nad samą Wisłą, przy zatoce zwanej Portem Drzewnym
Nową listę rekomendowanych projektów, na której nie ma już szkoły o. Rydzyka, podpisała dzisiaj przed południem minister nauki i szkolnictwa wyższego Barbara Kudrycka (PO). Rzecznik resortu, Katarzyna Dziedzik zapewnia, że ministerstwo nie kierowało się uprzedzeniami wobec Radia Maryja, o co w przeszłości oskarżał je szef rozgłośni. - Ministerstwo nie odnosi się w swojej rekomendacji do żadnego wniosku indywidualnie, w związku z czym nie ma mowy o żadnych uprzedzeniach - zapewnia Dziedzik.

Z 32 inwestycji na nowej liście pozostały jedynie dwa duże projekty - powyżej 50 mln. euro, ponieważ zostały zgłoszone Komisji Europejskiej. Jak wskazuje resort, ich wycofanie wymagałoby negocjacji z KE. To: Centrum Nowych Technologii Uniwersytetu Warszawskiego oraz Wydziały Chemii, Biologii, Matematyki, Fizyki i Informatyki Uniwersytetu Gdańskiego.

Pozostałe projekty, które nie znalazły się w wykazie, będą mogły ubiegać się o pieniądze w konkursie.

Lista projektów kluczowych to wykaz specjalnych inwestycji, ważnych dla rozwoju kraju, które poza konkursem dostaną dotację z unijnego programu Infrastruktura i Środowisko. W sierpniu ub.r. ogłosiła go minister rozwoju Grażyna Gęsicka (PiS).

Uczelnia o. Rydzyka - Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu - znalazła się w gronie renomowanych szkół wyższych z całego kraju. Dostała 15,3 mln euro na Inkubator Nowoczesnych Technologii na rzecz Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego. A konkretnie - na budowę gmachu Wydziału Informatyki i wyposażenie sal laboratoryjnych. W grudniu ub.r. nowy rząd postanowił zweryfikować wykaz.

Lista Kudryckiej trafi teraz do ministerstwa rozwoju, które podejmie ostateczną decyzję w sprawie dotacji i ogłosi pełen wykaz - wraz ze zweryfikowanymi inwestycjami drogowymi i w ochronie środowiska - pod koniec stycznia lub na początek lutego br.

Przyznanie unijnej dotacji szkole o. Rydzyka wywołało w ub.r. burzę medialną i falę protestów. Protestował m.in. Międzynarodowy Komitet Oświęcimski. Organizacja wskazała, że Unia Europejska nie powinna wspierać projektów o. Rydzyka i Radia Maryja, odbieranych "jako symbole trującego i coraz bardziej agresywnego antysemityzmu". Wątpliwości wyrażała też Komisja Europejska.

Clinton zwycięża w New Hampshire

Hillary Clinton zwyciężyła w prawyborach w New Hampshire

Senator Hillary Clinton zwycięża w prawyborach partii Demokratycznej w stanie New Hampshire, pokonując niewielką ilością głosów swego największego rywala, senatora Baracka Obamę. To spory sukces, zwłaszcza po wcześniejszych prawyborach w stanie Iowa, w których Clinton zajęła dopiero trzecie miejsce.
Wspierana przez swego męża, byłego prezydenta USA Billa Clintona i córkę Chelsea, senator z Nowego Jorku powiedziała, że pięć dni po przegranej w Iowa, „ponownie odnalazła swą siłę i jest gotowa do dalszej walki”. „Pozwólmy całej Ameryce przeżyć takie odrodzenie, jakie mnie dały prawybory w New Hampshire” - apelowała Clinton do swych zwolenników. Kluczowe dla wyników prawyborów w New Hampshire okazały się głosy stabilnego elektoratu partii Demokratycznej oraz głosy kobiet.

Przy osiemdziesięciu dziewięciu procent podliczonych głosów, szacunkowe dane CNN pokazują, że Clinton pokonała Obamę stosunkiem głosów trzydzieści dziewięć do trzydziestu siedmiu procent. Niezależni wyborcy, którzy stanowili, aż czterdzieści trzy procent ankietowanych wyborców, mówili, że głosowali w większości na Obamę. Z kolei zarejestrowani wyborcy Partii Demokratycznej zdecydowanie poparli Hillary Clinton. Na panią senator głosowała także większość kobiet. Wyniki prawyborów w New Hampshire to ogromna zmiana w stosunku do ubiegłotygodniowych prawyborach w stanie Iowa, gdzie Barack Obama zaskoczył obserwatorów, odbierając Hillary Clinton także znaczącą część elektoratu kobiecego. W New Hampshire, według sondażowych wyników, aż czterdzieści siedem procent głosujących kobiet poparło Hillary Clinton, a tylko trzydzieści cztery procent Baracka Obamę. Według analityków, były to głosy, które zdecydowały o zwycięstwie Hillary. „Gdybym miał określić to, co się stało w New Hampshire jednym słowem, to byłoby to słowo „kobiety”. Hillary je odzyskała” - powiedział CNN Bill Schneider.

Na trzecim miejscu u Demokratów znalazł się John Edwards. Zapowiedział, że będzie nadal kontynuował kampanię. „Będę dążył do partyjnej nominacji na kandydata na prezydenta. Będę tak długo uczestniczył w tym wyścigu, dopóki nie uda nam się przywrócić Amerykańskiego Snu, wzmocnić i odnowić klasy średniej Ameryki. Proszę was, byście się przyłączyli do kampanii tworzenia takiej Ameryki, jaką chcemy widzieć, i w jaką chcemy wierzyć” - mówił Edwards.

Prawybory Partii Republikańskiej w New Hampshire wygrał senator John McCain. W zwycięskim wystąpieniu McCain żartobliwie nawiązał do podobnego wystąpienia, jakie kiedyś wygłosił Bill Clinton, także po zwycięstwie w prawyborach prezydenckich w tym stanie. Clinton ukuł wówczas frazę „Wielki powrót dzieciaka”. „Czasy, kiedy mogłem się jeszcze określać mianem dzieciaka, dawno już minęły. Ale mimo to, pokazaliśmy dziś im, jak wygląda prawdziwie wielki powrót” - mówił McCain. Jego zwolennicy skandowali „Mac powrócił”. Senator dodał, że swoje zwycięstwo zawdzięcza temu, że mówi prawdę, nawet jeśli nie jest to to, co chcieliby usłyszeć wyborcy. Jeszcze w lecie ubiegłego roku wielu nie dawało złamanego centa za McCaina, który zraził do siebie konserwatywnych wyborców partii demokratycznej poparciem dla kontrowersyjnej ustawy imigracyjnej, a problemy finansowe zmusiły go do okrojenia kampanii i sztabu wyborczego.

Po podliczeniu głosów z 64 procent republikańskich okręgów New Hampshire, Mc Cain ma 37 procentowe poparcie. Na drugim miejscu z 32 procent głosów uplasował się były gubernator stanu Massachusetts Mitt Romney, a na trzecim, z jedenasto procentowym poparciem zwycięzca prawyborów ze stanu Iowa, były gubernator Arkansas Mike Huckabee. Huckabee zwyciężył w stanie Iowa dzięki poparciu wyborców ewangelickich, i nie spodziewano się, że powtórzy swój sukces w New Hampshire. „Jeszcze kilka tygodni temu plasowaliśmy się na szóstej pozycji, wyrokowano, że w prawyborach w New Hampshire w ogóle nie będziemy się liczyć. Jeśli ktoś dziś jest smutny, to bynajmniej nie z powodu trzeciego miejsca. Z tego akurat jesteśmy bardzo zadowoleni” - podkreślał Huckabee.

Mimo stosunkowo niewielkiej liczby mieszkańców, stan New Hampshire uważany jest za bardzo istotny w prezydenckiej kampanii wyborczej w USA. To bowiem pierwszy stan, w którym odbywają się prawdziwe prawybory, a nie tak w Iowa, jedynie lokalne partyjne zebrania. W powyborczych sondażach wyborcy obu partii jako najważniejsze kwestie polityczne wymieniali gospodarkę i wojnę w Iraku. Wśród wyborców Republikanów na trzecim miejscu znalazł się problem nielegalnej imigracji. Demokraci na trzecim miejscu umieszczali kwestię służby zdrowia.

W niektórych lokalach wyborczych, na sześć godzin przed ich zamknięciem, zaczęło brakować kart do głosowania, co świadczyło o tym, że frekwencja była znacznie większa niż się spodziewano. Znaczące poparcie w prawyborach w New Hampshire może być dla poszczególnych kandydatów, kołem napędowym do dalszej kampanii, pomagając im pozyskać kolejnych zwolenników, a także dodatkowe fundusze przed kluczowym Super Wtorkiem. 5 lutego prawybory odbędą się jednocześnie w dwudziestu czterech stanach USA. Analogicznie, kiepski wynik w prawyborach w New Hampshire może oznaczać dla danego kandydata koniec marzeń o Białym Domu.

Pierwsze wyniki z New Hampshire spłynęły z dwóch niewielkich przysiółków na kilka godzin przed rozpoczęciem głosowania w lokalach w innych częściach stanu. W Dixville Notch, położonym niedaleko granicy z Kanadą i liczącym siedemdziesięciu pięciu mieszkańców, prawybory partii republikańskiej wygrał senator McCain z czterema głosami, a partii demokratycznej senator Obama z siedmioma głosami. Obaj wygrali też w drugim, liczącym czterdziestu dwóch mieszkańców przysiółku Hart's Location.

"Ziobro dopuścił się manipulowania dowodami"

Michał Engelhardt
2008-01-09, ostatnia aktualizacja 26 minut temu

Zbigniew Ziobro przyznał że dał prokuraturze kopię nagrania rozmowy z Andrzejem Lepperem, które miało być dowodem, że to nie on ostrzegł ówczesnego wicepremiera o akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa. Oryginalne nagranie zostało skasowane. - To wygląda na ewidentne szkodzenie postępowaniu - ocenia prokurator Kazimierz Olejnik. - Z nagraniem cyfrowym można zrobić bez śladu prawie wszystko - uważa Przemysław Raczek z Radia Zet.

Zobacz powiekszenie
fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Ziobro z dyktafonem
Zobacz powiekszenie
Fot. Piotr Bernaś / AG
Kazimierz Olejnik
Zdaniem Ziobry nagrania cyfrowego nie da się zmanipulować. I ile razy by się takiego nagrania nie kopiowało to jest takie samo - twierdzi były minister sprawiedliwości. Utrzymuje, że nie zmanipulował nagrania rozmowy z Lepperem. Jak przyznał, oryginalne nagranie z dyktafonu zostało skopiowane przez jego zastępcę, prokuratora Engelkinga na komputer. Potem zostało wypalone na płycie. Nagranie z dyktafonu zostało skasowane. Prokuratura dostała płytę z nagraniem i dyktafon, ale pusty, bez nagrania - przyznał Ziobro.

Manipulowali dowodami

- Prokuratura pracuje zawsze na oryginalnych dowodach - mówi portalowi "Gazeta.pl" były zastępca prokuratora generalnego i długoletni prokurator Kazimierz Olejnik. Kopia to jest coś, o czym nie wiadomo co się działo w międzyczasie. To wie każdy aplikant, nawet student prawa - mówi Olejnik. Fakt, że minister Ziobro, jeszcze z udziałem prokuratora Engelkinga, skasował oryginalne nagranie, to jest coś tak kuriozalnego, że nie mam na to określenia - mówi Olejnik. - Dopuścili się manipulowania dowodami. Ewidentnie zaszkodzili postępowaniu. To skrajny brak profesjonalizmu - ocenia Olejnik - zwłaszcza, że przecież minister wiedział, że nagranie będzie przekazane prokuraturze.

Z nagraniem cyfrowym można zrobić prawie wszystko

- Dyktafony, takie na jakim nagrywał minister Ziobro kompresują dźwięk - mówi portalowi "Gazeta.pl" Przemysław Raczek Radia Zet. Oznacza to, że tracą już w momencie nagrywania około 90 procent informacji. To są dźwięki, których nie słyszymy lub prawie nie słyszymy, ale to właśnie na ich podstawie eksperci mogą stwierdzić, czy nagranie było montowane. Przy zgrywaniu do komputera powstaje zupełnie nowy plik. Dodatkowo jest jeszcze raz kompresowany - mówi Raczek

Jeśli nagranie nie było robione na bardzo głośnym tle, montażu nie będzie słychać - mówi Raczek. Montażu nie można też stwierdzić nie tylko analizując dźwięk, ale też analizując plik. Bo plik po montażu jest zupełnie nowy. Nie ma w nim śladów ewentualnej manipulacji. Tylko na podstawie oryginału, nagranego na dyktafonie można stwierdzić, czy nie było montażu - mówi Raczek.

Według Raczka mało prawdopodobne jest też odzyskanie takiego nagrania Wystarczy, że na dyktafonie z pamięcią flash, po skasowaniu nagrania, dokonano kilku nowych nagrań i tego właściwego nie da się już odzyskać. Wątpi również żeby na płycie, którą ma prokuratura był nagrany sygnał elektromagnetyczny emitowany przez sieć energetyczną. (Dzięki analizie tego sygnału potwierdzono autentyczność nagarnia słynnej rozmowy Michnika z Rywinem.) Takie dyktafony są ekranowane właśnie przed sygnałem o takiej częstotliwości. Poza tym dwukrotna kompresja zniekształca również ten sygnał.

Pierwszy koreański U-214

Pod koniec grudnia Marynarka Wojenna Korei Południowej (ROK) wprowadziła do służby pierwszy z trzech okrętów podwodnych typu U-214.


Son Won Il to okręt o wyporności 1700 t (pełnej 1980 t) i długości 65 m. Załogę tworzy 27 marynarzy. Diesel-elektryczny napęd może pracować w obiegu zamkniętym bez dostępu powietrza atmosferycznego przez 3 tygodnie. Uzbrojenie to 8 wyrzutni torped, przy czym polowa z nich przystosowana jest do odpalania pocisków przeciwokrętowych Harpoon. Nowe jednostki nie tylko zwiększą przewagę nad flotą Korei Północnej, ale także zapewnią skrytą ochronę okrętów oceanicznych ROK / Zdjęcie ROK

Uroczystość odbyła się 26 grudnia 2007, dwa dni przed planowanym wcześniej terminem. Nazwa okrętu – Son Won-il – da nazwę typu wszystkim jednostkom U-214 w marynarce Korei Południowej.

Wybór OP typu U-214, zaprojektowanych przez niemiecką Howaldtswerke-Deutsche Werft AG (należącą do ThyssenKrupp Marine Systems), był o tyle naturalny, że głównym orężem podwodnym ROK jest 9 okrętów typu Chang Bogo, a więc U-209 tego samego producenta.

Koreańskie U-214 są budowane w stoczni Hyundai Heavy Indestries. Pierwszy został zwodowany 9 czerwca 2006, drugi (Jung Ji) 13 czerwca 2007, trzeci (An Jung-geun) opuści stocznię w sierpniu 2008. Osiągnięcie wstępnej gotowości operacyjnej przez Jung Ji planowane jest na listopad tego roku.

W odróżnieniu od innych okrętów tego typu, koreańskie U-214 zostały doposażone w nadajnik niskiej mocy dla radaru SPHINX-D Thales Defence Deutschland GmbH. Pozwala on na cichą pracę systemu w czasie prowadzenia działań specjalnych, co w warunkach stałego napięcia w stosunkach z Koreą Północną ma podstawowe znacznie.

Pierwotny kontrakt na 3 okręty może być zwiększony w przyszłości dla zastąpienia w służbie wszystkich, starzejących się okrętów typu Chang Bogo. W 2014 południowokoreańskie OP zostaną przeniesione do budowanej bazy Jeju-do, gdzie będzie stacjonować Flotylla Mobilna, jednostka grupująca wszystkie duże, nowe jednostki nawodne, zdolne do działań oceanicznych. Jest to element nowej strategii – przejścia od działań na wodach szelfowych do projektowania siły morskiej w dalszym sąsiedztwie Korei Południowej.

Mocna przecena na warszawskiej giełdzie

tm, PAP, XTB
2008-01-09, ostatnia aktualizacja 2008-01-09 10:29

Dzisiejsza sesja na warszawskiej giełdzie rozpoczęła się od mocnego spadku jej głównych indeksów. Po godzinie 10-tej zarówno WIG20 jak i WIG traciły już ponad 2 proc. Nieco gorzej było z indeksami mniejszych spółek, a więc mWIG40 i sWIG80.

Zobacz powiekszenie
Fot. Albert Zawada / AG
Mocne spadki na warszawskiej giełdzie
Główna przyczyna spadków, to wczorajsze bardzo słabe zachowanie amerykańskiego rynku akcji. Wszystkie trzy główne jego wskaźniki, czyli indeksy Dow Jones, Nasdaq i S&P500 obniżyły się o ok. 2 procent, w związku z nowymi obawami, że dojdzie do recesji.

Wśród konkretnych przyczyn wtorkowego spadku tamtejsze media wymieniały nowe dane o malejącej sprzedaży domów mieszkalnych, prognozę giganta telekomunikacyjnego AT&T, który ostrzegł przed pogorszeniem nastrojów na rynku wydatków na konsumpcję, co spowodowało spadek jego akcji o 4,8 proc., a także niepokój o przyszłość największego kredytodawcy hipotecznego Countrywide Financial Corp., którego akcje spadły we wtorek aż o 28 procent w atmosferze przypuszczeń, że będzie on musiał ogłosić bankructwo, mimo zaprzeczeń jego zarządu.

Pogłoski te pogłębił wpływowy "The New York Times", który podał, że Countrywide Financial fabrykował dokumenty w jednej z głośniejszych spraw na rynku nieruchomości, dotyczącej upadłości jednego z posiadaczy domów w stanie Pennsylvania.

Jak więc widać informacje napływające do nas z USA musiały odbić się negatywnym echem już na otwarciu sesji w Warszawie, ale zdaniem analityka X-Trade Brokers Marcina R. Kiepasa , ”wiele wskazuje na to, że pomimo przeceny w USA, polska giełda wybroni się przed spadkami (to przede wszystkim zależy od zachodnioeuropejskich parkietów), jednak nie należny ignorować tego co stało się wczoraj na Wall Street. Trudno bowiem założyć, że w dłuższej perspektywie czasu będzie utrzymywać się ujemna korelacja pomiędzy giełdami w USA a resztą świata.”

Nasza-klasa.pl - ofiara własnego sukcesu

Agnieszka Kołodyńska, saw
2008-01-09, ostatnia aktualizacja 2008-01-08 21:08

Użytkownicy słynnego internetowego serwisu Nasza-klasa.pl trzymali wczoraj kciuki za jego przeprowadzkę na nowe serwery. Niestety, nie powiodła się. Sześć milionów zarejestrowanych osób będzie musiało poczekać na szybszą pracę portalu

Zobacz powiekszenie
Naszą Klasę założyli studenci z Wrocławia, dziś mają dwa miliony użytkowników i milion dolarów od inwestora. Na zdjęciu: Paweł Olchawa i Maciej Popowicz
Nasza-klasa.pl stworzona do odnawiania kontaktów z dawnymi szkolnymi znajomymi to dziś zdecydowanie najpopularniejszy tzw. serwis społecznościowy (czyli ułatwiający nawiązywanie kontaktów między różnymi grupami osób). W weekend jego szefowie podali, że ma już sześć milionów użytkowników! Liczba zarejestrowanych rośnie lawinowo - jeszcze kilka tygodni temu było to "jedynie" ponad trzy miliony osób.

Ta armia codziennie szturmuje strony Naszej-klasy.pl (ok. 150 mln tzw. odsłon na dobę!), co powoduje, że serwery notorycznie się zapychają. Na ekranie zamiast np. skrzynki kontaktowej pojawia się charakterystyczny obrazek gąbki w pudle. A użytkownik musi od początku łączyć się z serwisem.

Wczoraj te niedogodności miały zniknąć. Informatycy Naszej-klasy zaczęli przeprowadzkę danych na 80 nowych serwerów. Dzięki nim nawet przy wielkiej liczbie użytkowników portal miał działać szybko i bez zawieszania.

Niestety, przenoszenie danych się nie udało. Najpierw start "nowej" Naszej-klasy zapowiedziano na godzinę 13, potem kilka razy go przesuwano. Portal znów pojawił się w sieci po 16, ale... - Na razie wracamy na stare serwery. Kolejną próbę podejmiemy w ciągu kilku dni. Niezależne od nas problemy techniczne uniemożliwiły nam przenosiny - rozkłada ręce Bartłomiej Jarocki z Naszej-klasy. O jakie dokładnie problemy chodzi? Nie ujawnił.

Ale Nasza-Klasa.pl, działając nawet w żółwim tempie i na starych serwerach, i tak jest internetowym ewenementem. Tak potężnej grupy użytkowników, i to w bardzo krótkim czasie, nie zdobył żaden portal w Polsce.

Serwis założyło czterech studentów z Wrocławia - Maciek Popowicz, Michał Bartoszkiewicz, Paweł Olchawa (studenci piątego roku informatyki Uniwersytetu Wrocławskiego) i grafik Łukasz Adziński.

Mają doświadczenie - są finalistami olimpiad i międzynarodowych konkursów informatycznych w programowaniu zespołowym. Bartoszkiewicz to finalista TopCodera - prestiżowego nowojorskiego konkursu, Olchawa doszedł do finałów Google Code Jam. - W lipcu 2006 r. zarejestrowaliśmy domenę, a w listopadzie wystartowaliśmy - opowiada Joanna Gajewska odpowiedzialna w portalu za kontakty z mediami.

Studencki portal dostrzegł niemiecki fundusz European Founders (m.in. współwłaściciel europejskiego serwisu aukcyjnego E-bay) i latem ubiegłego roku kupił od chłopaków 20 proc. udziałów. Zarobili ok. 3 mln zł. Analitycy szacują, że portal wart jest ok. 150 mln zł.

- Dzięki formie komunikacji, którą proponuje Nasza-klasa, łatwiej nawiązać kontakt. Nie budujemy znajomości od nowa, a tylko odświeżamy stare. To jest mniej kosztowne i mniej zobowiązujące - mówi Justyna Terebus, psycholog. - Oczywiście te kontakty są bardzo powierzchowne, karmione wspomnieniami i dlatego pozytywnie je odbieramy. Nasza-klasa realizuje też pierwotną potrzebę przynależności. Każdy chce gdzieś należeć - czy to będzie szkolna klasa, czy grupa osób o podobnych zainteresowaniach.

Wrocławscy studenci swój serwis wzorowali na amerykańskim Classmates.com. Ten jednak nie odniósł tak spektakularnego sukcesu. Z powodu braku zainteresowania inwestorów akcjami giełdowe plany Classmates.com nie przyniosły zysków, lecz straty szacowane na 5 mln dol. W konkurencyjny serwis Facebook.com zainwestował Microsoft, popularny jest też MySpace.com należący do medialnego koncernu Murdocha - News Corp.

W Polsce działa np. portal Grono.net - tu spotykają się muzyczni fani, pasjonaci sztuki, podróży, kuchni czy motoryzacji. Swoich krewnych dalszych lub bliższych można zgromadzić na Moikrewni.pl, a dawnych kolegów z wojska poszukać na Nasz-pobor.pl.