środa, 3 października 2007

Przywódcy obu Korei deklarują współpracę na rzecz pokoju

cheko, PAP
2007-10-04, ostatnia aktualizacja 12 minut temu

Opublikowanie wspólnej deklaracji przywódców obu państw koreańskich zakończyło w czwartek trzydniowe spotkanie w Phenianie prezydenta Korei Południowej Ro Mu Hiuna z liderem Korei Północnej Kim Dzong Ilem.

W siedmiopunktowym dokumencie zapowiedziano m.in. wspólne działania na rzecz pokoju i współpracy gospodarczej, a także formalnego zakończenia wojny koreańskiej z lat 1950-53.

Porozumienie pokojowe zastąpione formalnym traktatem

Obowiązujące od ponad półwiecza porozumienie rozejmowe miałoby zostać zastąpione formalnym traktatem pokojowym, kończącym istniejący nadal stan wojny pomiędzy dwoma państwami koreańskimi. Taki krok oznacza rozmowy z sygnatariuszami rozejmu z 1953 roku, a więc USA i Chinami. Sama Korea Płd. nigdy nie podpisała porozumienia rozejmowego.

W deklaracji liderów obu Korei zapowiedziano też otwarcie dla regularnego ruchu pociągów towarowych linii granicznej dzielącej Półwysep Koreański, a także stworzenie wspólnej strefy połowowej nazwanej strefą współpracy na spornych wodach.

W deklaracji zaznaczono też, że oba kraje "szanować będą odrębność systemu politycznego" partnera. Zaktywizowane mają także zostać kontakty dwustronne - spotkania przywódców, a także premierów i ministrów obrony. Do spotkania szefów rządów i resortów obrony miałoby dojść jeszcze przed końcem roku w Phenianie i Seulu.

Drugie w historii spotkanie przywódców obu Korei

Zakończony szczyt był dopiero drugim w historii spotkaniem przywódców obu Korei. Pierwsze odbyło się w 2000 roku także w Phenianie, a Koreę Płd. reprezentował ówczesny prezydent Kim De Dzung.

Po podpisaniu w czwartek rano deklaracji szczytu - co bezpośrednio transmitowała telewizja północnokoreańska - obaj przywódcy udali się na wspólny lunch, po którym Ro Mu Hiun wyruszył w drogę powrotną do Seulu. Na trasie ma zatrzymać się w kompleksie przemysłowym w Kesongu, finansowanym w znacznej mierze przez Koreę Południową.

Dida przegrał z Celtikiem (CEL-ACM 2:1)


Michał Szadkowski
Słaby Celtic pokonał 2:1 słaby Milan dzięki błędom bramkarza Didy. Artur Boruc wiele pracy nie miał, gola puścił gola z karnego
Pierwsi dwa razy w ostatnich trzech latach dochodzili do finału LM, drudzy są mistrzami prowincjonalnej ligi szkockiej. Pierwsi mają w składzie murowanego faworyta do zdobycia Złotej Piłki - Kakę. Gwiazdą drugich jest Shunsuke Nakamura, który nie poradził sobie w słabej włoskiej Regginie. Ale w środę między Milanem i Celtikiem nie było widać wielkiej różnicy.

Gdy po godzinie gry Paul Hartley zbierał się do wykonania rzutu rożnego wydawało się, że widzowie na Celtic Park posnęli już z nudów. Do tego momentu żadna drużyna nie stworzyła ani jednej sytuacji. Szkot dośrodkował, piłka minęła obrońców i lecącego Didę i trafiła w podbrzusze kapitana "The Bhoys" Stephena McManusa, odbiła się jeszcze od Yoanna Gourcuffa i wpadła do bramki.

Celtic bez siedzącego na ławce rezerwowych Nakamury i kontuzjowanego Jana Vennegoora of Hesselinka nawet nie próbował zagrażać bramce Didy. Mistrzowie Szkocji zajmowali się przeszkadzaniem, gol padł po stałym fragmencie gry i festiwalu błędów Milanu. Nakamura wszedł na boisko w ostatnich minutach i to po jego akcji drugiego gola zdobył Scott McDonald. Po podaniu Japończyka strzelał Massimo Donatti, Dida wypuścił piłkę i Szkot dobił piłkę z sześciu metrów.

Celtic Park oszalał. Jeden z widzów aż za bardzo. Wpadł na boisko i lekko uderzył Didę w szyję. Brazylijczyk próbował go gonić, zrobił trzy kroki i z niewiadomych przyczyn się przewrócił. Mecz przerwano na kilka minut, bramkarza Milanu zastąpił Zeljko Kalac.

Gwiazdy Milanu przez całą pierwszą połowę nie stworzyły ani jednej sytuacji, jedyny celny strzał Kaki Artur Boruc obronił z łatwością. W porównaniu ze spotkaniami z marca, kiedy w 1/8 finału LM polski bramkarz dokonywał cudów, by bronić uderzenia Clarence'a Seedorfa czy Alberto Gilardino, w środę miał niewiele więcej pracy niż w spotkaniach ligowych ze szkockimi słabeuszami.

Milan obudził się po stracie gola, z rzutu wolnego groźnie strzelał Pirlo, ale wyrównanie przyszło po rzucie karnym podyktowanym za popchnięcie Massimo Ambrosiniego. Powtórki pokazały, że sędzia Markus Merk nie musiał podjąć takiej decyzji. Jedenastkę pewnie wykorzystał Kaka i to było wszystko, na co stać było w środę Milan.

Nawet na ławce nie usiadł Maciej Żurawski. Wcześniej gazety plotkowały, że trener Gordon Strachan myśli nawet o wystawieniu Polaka w pierwszym składzie. Prawdopodobnie o tym, że jednak usiadł na trybunach zdecydowała lekka kontuzja kolana, której nabawił się na wtorkowym treningu.

Sensacja w Glasgow, smutek w Walencji

ACM
2007-10-03, ostatnia aktualizacja 2007-10-04 00:42
Zobacz powiększenie
Scott McDonald strzelił zwycięskiego gola dla Celtiku w 90. minucie!
Fot. SCOTT HEPPELL AP

Po chaotycznym meczu Celtic Glasgow Artura Boruca pokonał Milan 2:1. Valencii nie udała się zemsta za zeszłoroczną Ligę Mistrzów - po emocjonującym pojedynku ulegli Chelsea 1:2. Niespodziankę sprawili piłkarze Olympiakosu, którzy pokonali Werder Brema na ich własnym, "zaczarowanym" stadionie

Zobacz powiekszenie
Fot. NIGEL RODDIS REUTERS
Alessandro Nesta w starciu ze Scottem Brownem
Zobacz powiekszenie
Fot. HEINO KALIS REUTERS
Chelsea Londyn znów wygrała na wyjeździe z Valencią
Grupa A:

Besiktas Stambuł - FC Porto 0:1
Na pierwsze zwycięstwo w sezonie LM kibice Porto musieli czekać do ostatniego gwizdka. Tuż przed nim zwycięskiego gola po nieciekawym meczu w Stambule zdobył Ricardo Quaresma.

Liverpool FC - Olympique Marsylia 0:1
Liverpoolowi nie wiedzie się na razie w tegorocznej LM. Po wyrównanej pierwszej połowie goście przycisnęli, co zaowocowało bramką Valbueny w 77. minucie.

Grupa B:

Valencia - Chelsea 1:2
Debiut trenerski Avrama Granta w LM przypadł na bardzo trudny mecz. Grająca świetnie w defensywie, ale też widowiskowa Valencia z dwoma młodymi gwiazdami - Davidami Villą i Silvą, a także z zawsze groźnym Morientesem mogła sprawić londyńczykom nie lada kłopot. I być może wywalczyłaby remis, gdyby Emiliano Moretti lepiej upilnował Joe Cole'a przy pierwszym golu.

Rosenborg Trondheim - Schalke 04 0:2
Niemcy dwa tygodnie temu walczyli jak równy z równym z Valencią i pokusili się o zwycięstwo na trudnym terenie w Trondheim. Mistrzowie Norwegii stawiali zdecydowany opór, nie cofając się przed brutalną miejscami grą. Jednak w 62. minucie przy strzale Jonesa byli bezradni. W przedostatniej minucie drugą bramkę dla gości zdobył Kevin Kuranyi.

Grupa C:

Werder Brema - Olympiakos Pireus 1:3
Drużyna Michała Żewłakowa autorem wielkiej niespodzianki - Werder bardzo rzadko przegrywa na szczęśliwym dla siebie Weserstadion. Grecy wcześniej zanotowali tylko remis z typowanym przez wielu na najsłabszą drużynę grupy Lazio. Od 32. minuty gospodarze prowadzili po golu Hugo Almeidy, a Grecy nie mieli raczej nic do powiedzenia. W drugiej połowie jednak goście zaczęli naciskać na bramkę Vandera, co poskutkowało golem Stoltidisa w 73. minucie i Patsatzoglou dziewięć minut później. Niemców dobił w 87. minucie weteran Olympiakosu, Darko Kovacević.

Lazio Rzym - Real Madryt 2:2
Real, któremu kibice mimo skuteczności zarzucają nudną i nieciekawą grę, w meczu z pozbawionym gwiazd Lazio miał udowodnić, że jego drużyna potrafi grać z polotem. Kibice z Hiszpanii nie mogą być zadowoleni - mimo dwóch bramek Ruuda van Nistelrooya nie udało im się wygrać na Olimpico. Bohaterem gospodarzy był zdobywca dwóch goli, Goran Pandev.

Grupa D:

Celtic Glasgow - AC Milan 2:1
Na Parkhead każdemu jest trudno, a Celtic z Borucem rok temu już pokazał, że Milanu się nie boi. I w końcu dopiął swego, grając w strugach deszczu. W zamieszaniu pod bramką Didy po rzucie rożnym piłkę do bramki wpakował kapitan "The Bhoys", Stephen McManus. Jednak już pięć minut później był remis - Kaka wykorzystał karnego po faulu Naylora na Ambrosinim. Jednak tuż przed końcem meczu po nieudanej obronie Didy przytomną dobitką popisał się Scott McDonald. Tuż potem na boisko wpadł kibic i uderzył Didę, który zszedł z boiska.

Benfica Lizbona - Szachtar Donieck 0:1
Rozpędzony po zwycięstwie z Celtikiem Szachtar trafił na Benfikę, która potrafiła uprzykrzyć życie Milanowi. Superofensywnie grający Ukraińcy rozstrzygnęli mecz tuż przed przerwą po golu Jadsona.

Bagdad: oficer BOR-u zginął, ambasador ranny

mar, PAP, Reuters, IAR
2007-10-03, ostatnia aktualizacja 15 minut temu
Zobacz powiększenie
Ambasador jest ranny, oficer BOR-u zmarł
Fot. CEERWAN AZIZ REUTERS

Oficer Biura Ochrony Rządu zmarł, a ambasador RP w Iraku, gen. Edward Pietrzyk został w środę poważnie ranny po tym, jak obok jego samochodu wybuchła bomba. Ranny jest również jego ochroniarz - potwierdził w środę rano rzecznik MSZ Robert Szaniawski. Do wybuchu doszło w dzielnicy Arasat w centrum Bagdadu. Ranni są już w szpitalu. - Wszystko wskazuje na to, że był to celowy zamach na polski konwój - mówi Szaniawski.


Rannych było pięć osób, z czego trzy to oficerowie BOR-u- z polskiej ambasady. Po rannych przyleciały helikoptery, które zabrały ich do dwóch amerykańskich szpitali wojskowych. Niestety, jeden z funkcjonariuszy BOR-u zmarł w wyniku odniesionych obrażeń.

Ambasador jechał w konwoju składającym się z trzech samochodów należących do ambasady. Według Reutersa, bomba wybuchła obok dwóch samochodów, IAR podaje z kolei, że na minę wjechał samochód ambasadora.

- Co do stanu zdrowia pana ambasadora, generała Edwarda Pietrzyka, mogę powiedzieć tyle, że poruszał się o własnych siłach. Nie są to poważne obrażenia- powiedział Szaniawski w TVN 24.

- Sprawa jest świeża, całe zdarzenie miało miejsce około pół godziny temu, rannych jest kilka osób, jak się okazuje. Te informacje spływają do nas stopniowo. Wiemy tylko tyle, że konwój samochodów wjechał najprawdopodobniej w pułapkę, wjechał na minę - dodał.

Pytany, kto mógł dokonać zamachu odpowiedział: nie jest żadną tajemnicą, że funkcjonowanie w Bagdadzie jest niebezpieczne.

- Sprawa jest bardzo świeża, jesteśmy w kontakcie z ludźmi z placówki, natomiast trzeba wziąć pod uwagę, że ich pierwsze działania nakierowane są na niesienie pomocy potrzebującym - dodał.

Rzeczniczka MSW, która potwierdziła śmierć jednego z oficerów BOR-u powiedziała tylko, że funkcjonariusze dochowali wszystkich procedur wymaganych przy ochronie konwojów dyplomatycznych.

Pietrzyk ambasadorem od kwietnia

We wrześniu zeszłego roku zakończył on swą kadencję na stanowisku Dowódcy Wojsk Lądowych. Ambasadorem w Bagdadzie jest od kwietnia.

Pietrzyk jma 58 lat, jest absolwentem Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie (1971 r.), ukończył też Wojskową Akademię Artylerii w ZSRR. W 1988 objął stanowisko zastępcy dowódcy wojsk rakietowych i artylerii Warszawskiego Okręgu Wojskowego. W 1990 ukończył Akademię Sztabu Generalnego ZSRR.

W 1992 został szefem Zarządu Operacyjnego Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. W latach 1998-2000 pełnił funkcję zastępcy dowódcy Wielonarodowego Korpusu "Północny Wschód". W latach 2000 - 2006 był dowódcą wojsk lądowych.

Bomb injures Polish ambassador in Baghdad

CNN

BAGHDAD, Iraq (CNN) -- A bomb targeted the convoy of the Polish ambassador to Iraq in Baghdad on Wednesday, killing an Iraqi civilian and injuring the diplomat and at least three others, authorities said.

art.poland.damage.ap.jpg

A parked car detonated and struck sport utility vehicles sporting Polish flags on the side.

Iraq's Interior Ministry said a parked car detonated in the downtown neighborhood of Karrada and struck a multi-vehicle Polish convoy -- sport utility vehicles that sported Polish flags on the side.

The Polish deputy chief of mission in Baghdad said the ambassador was in a three-vehicle convoy traveling in Baghdad when an improvised bomb detonated.

The U.S. military swiftly moved into the area and sealed off the street.

Mirembe Nantongo, spokesperson for the U.S. Embassy in Iraq, said U.S. troops assisted with evacuation and medical support.

"We condemn this barbarous attack on a diplomatic convoy," Nantongo said.

The ambassador, Gen. Edward Pietrzyk, is at the U.S. military hospital in Baghdad in stable condition. Several private security guards were wounded and rushed to hospitals. The vehicles were "burned down," the chief of mission said. Video Watch video from the scene of the attack »

Poland has had a strong presence in the U.S.-led coalition, and its military commands the Multi-National Division-Central South region.

According to the Brookings Institution's Iraq Index, Poland has a contingent of about 900 troops in the country. Twenty-one Polish troops have died in the Iraq war.

In 2004, insurgents attacked the Polish Embassy in Baghdad, but no one was injured.

On Tuesday, authorities in Baghdad found nine bodies across the capital, bringing to 20 the number of bodies found in the first two days of October, an Iraqi Interior Ministry official said.

The number of bodies found in the streets of the capital has been dropping since July, when 612 bodies were found. In August, 428 bodies were found, and in September 301 bodies were found.

In other news, the Islamic State of Iraq, an umbrella group that includes al-Qaeda in Iraq, confirmed the death of one of its leaders in a statement posted on a Web site frequently used by the group.

The U.S. military had previously said that Abu Usama al-Tunisi was killed by coalition forces on September 25 in Mussayib, south of Baghdad.

"We bring to the Islamic Umma [nation] in general and the Mujahideen specifically, the good news of the martyrdom of the Mujahid leader Abu Usama al-Tunisi," the Islamic State of Iraq statement read. "He was one of the seasoned immigrants to the fields of Jihad in the land of the two rivers [Iraq]. He fought many battles and was a solid mountain."

The statement did not give details of when, where or how he was killed, but confirmed that al-Tunisi was a member of the group's senior leadership.

Al-Tunisi and his fighters turned "the areas south of the state of Baghdad into a triangle of death for the crusaders' forces and their tails," the post said.

Last week, U.S. Army Brig. Gen. Joseph Anderson, chief of staff for the Multinational Corps-Iraq, told reporters that al-Tunisi's death was "a significant blow" to al Qaeda in Iraq. The Tunisian, he said, was considered the "emir of foreign terrorists in Iraq."

BAGHDAD, Oct 3 (Reuters) - Poland's ambassador to Iraq was
wounded on Wednesday when his diplomatic convoy was hit by a
series of bombs in central Baghdad, which Polish officials
described as an assassination attempt.
Iraqi police said one civilian was killed in the attack and
five people were wounded, including three embassy officials.
"It was an assassination attempt. Our three cars drove onto
mines," a Polish foreign ministry spokesman said in Warsaw.
"A few people are wounded. Our ambassador, Gen. Edward
Pietrzyk scrambled out (of the wreckage) on his own."
Poland backed the U.S.-led invasion of Iraq in 2003 which
toppled Saddam Hussein and currently has around 1,000 troops in
the country.
The explosions took place on a busy road in the Arasat
district of central Baghdad.
Reuters Television pictures showed a European looking man
with his head, leg and hands bandaged being evacuated in a
helicopter which landed in the street.
Iraqi soldiers said the man, who was surrounded by security
guards and troops, was the Polish ambassador. They said other
wounded people had been taken by vehicle to the heavily
fortified Green Zone for treatment.
Three cars appeared to have been hit in the attack. Two of
them were completely burnt out and the third, a sports utility
vehicle with shaded windows, carried a red and white looking
diplomatic flag, a witness said.
The street had been blocked off by Iraqi security forces.
Several diplomats have been killed by suspected al Qaeda
militants in Baghdad since the 2003 invasion. Last year four
Russian diplomats were abducted and killed.
In 2005 militants said they had killed Egyptian mission
chief Ihab el-Sherif and Bahrain's envoy was shot and wounded
when gunmen opened fire on his car.
Iraqi security forces, backed by thousands of extra U.S.
troops, have imposed a security crackdown across the Iraqi
capital in recent months in an effort to curb sectarian fighting
and militant attacks.
Both Baghdad and Washington say the campaign has led to a
clear reduction in violence. But a group led by Sunni Islamist
al Qaeda fighters pledged last month to step up attacks to mark
the Muslim holy month of Ramadan.

W zamachu w Iraku zginął oficer BOR

2007-10-03 10:03 Aktualizacja: 2007-10-03 11:53


Oficer Biura Ochrony Rządu zmarł w szpitalu po tym, jak polski konwój wjechał na minę w Bagdadzie. Ranny jest ambasador Polski w Iraku, gen. Edward Pietrzyk. Jak dowiedział się dziennik.pl, ambasadora chronili żołnierze GROM. Rannych ewakuował helikopter prywatnej firmy ochroniarskiej Blackwater. Lekarze w szpitalu uspokajają: stan ambasadora jest stabilny.






Wszystko wydarzyło się ok. 8.00 czasu polskiego w centrum Bagdadu, w dystrykcie Arasat. Samochód, którym podróżował polski ambasador, wjechał na minę. To z pewnością była pułapka. Iracka policja twierdzi, że były aż trzy wybuchy.

Polski ambasador w Iraku ranny w wybuchu bombyGenerał Pietrzyk jest ranny - jego stan lekarze oceniają jako stabilny. Do szpitala przewieziono także pięć osób, w tym ochroniarzy ambasadora. Wszystkich przetransportowano do wojskowego szpitala w Bagdadzie śmigłowcem prywatnej firmy ochroniarskiej Blackwater.

Ambasador wsiadł do helikoptera o własnych siłach, choć głowę ręce i nogi miał obandażowane.

ZOBACZ WIDEO Z EWAKUACJI RANNEGO AMBASADORA>>>>

Konwój składał się z trzech samochodów. Jako pierwszy i ostatni jechały wozy ochrony. W środku jechał ambasador. Jego auto było oznakowane biało-czerwoną flagą. Według świadków, wybuch spalił doszczętnie dwa wozy. Trzeci ma wybite szyby i opaloną karoserię.

Miejsce zamachu od razu obstawiło irackie wojsko.

Generał Edward Pietrzyk jeszcze do 2006 roku był dowódcą Wojsk Lądowych. Wcześniej pełnił wiele ważnych funkcji w polskim wojsku. Był między innymi zastępcą szefa Wielonarodowego Korpusu "Północ-Wschód". W 1998 roku z wyróżnieniem ukończył studia na Narodowym Uniwersytecie Obrony Stanów Zjednoczonych. Wcześniej, w 1990 roku ukończył studia w Akademii Sztabu Generalnego ZSRR.

W kwietniu 2007 prezydent Lech Kaczyński mianował go ambasadorem w Iraku.

MSZ potwierdza: Ambasador w Iraku poważnie ranny

mar, PAP, Reuters
2007-10-03, ostatnia aktualizacja 7 minut temu

Ambasador RP w Iraku został w środę poważnie ranny po tym, jak obok jego samochodu wybuchła bomba; ranny jest również jego ochroniarz - potwierdził w środę rano rzecznik MSZ Robert Szaniawski.

Nasz ambasador w Bagdadzie to b. dowódca wojsk lądowych, gen. Edward Pietrzyk.

Ambasador jechał w konwoju składającym się z trzech samochodów należących do ambasady. - Jest ranny, ciągle próbujemy go przetransportować - mówi Reutersowi jeden ze świadków. Jak dodaje, w wybuchu zginęła jedna osoba, a rannych jest pięć.

Obecnie trwa akcja ratunkowa: po rannych przyleciały helikoptery,. które zabiorą ich do szpitala.

Pietrzyk ambasadorem od stycznia

We wrześniu zeszłego roku zakończył on swą kadencję na stanowisku Dowódcy Wojsk Lądowych. Ambasadorem w Bagdadzie jest od stycznia.

Pietrzyk jma 58 lat, jest absolwentem Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie (1971 r.), ukończył też Wojskową Akademię Artylerii w ZSRR. W 1988 objął stanowisko zastępcy dowódcy wojsk rakietowych i artylerii Warszawskiego Okręgu Wojskowego. W 1990 ukończył Akademię Sztabu Generalnego ZSRR.

W 1992 został szefem Zarządu Operacyjnego Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. W latach 1998-2000 pełnił funkcję zastępcy dowódcy Wielonarodowego Korpusu "Północny Wschód". W latach 2000 - 2006 był dowódcą wojsk lądowych.

Oto przyszła synowa szefa PO

2007-10-03 02:51

To ona urodzi Tuskowi wnuki

Lider Platformy Obywatelskiej Donald Tusk ma powody do dumy i radości, bo szykuje mu się ślub w rodzinie, a później - kto wie - może i chrzest. Taką niespodziankę sprawił mu syn Michał. Wybranką Michała jest studentka Akademii Medycznej w Gdańsku Ania Lew - pisze "Fakt".

"Tak, to prawda, zaręczyliśmy się, ale to miała być nasza słodka tajemnica, a tata powiedział o tym w telewizji" - śmieje się Michał Tusk i nie kryje szczęścia. "To miłość od pierwszego wejrzenia. Ania będzie moją żoną i nic więcej nie powiem".

A jak wygląda wybranka młodego Tuska? Śliczne, wielkie brązowe oczy, krótkie czarne włosy, drobne kobiece kształty i przepiękny uśmiech - opisuje "Fakt", który podpatrzył ich wczoraj na lotnisku w Gdańsku Rębiechowie, skąd Ania odlatywała do Rzymu na studencką wymianę. Od razu widać, że bardzo się kochają. Michał nie odstępował swojej miłości nawet na krok. Na palcu lewej ręki Ani błyszczał malutki pierścionek z białego złota z brylantem.

"Zaręczyny odbyły się w poniedziałek, Michał przygotowywał je od dawna, Ania była zaskoczona i zachwycona" - zdradzają "Faktowi" przyjaciele pary. Kiedy ślub? Podobno w wakacje przyszłego roku w jednym z gdańskich kościołów. Donald Tusk już wiele razy publicznie mówił o tym, że chciałby zostać dziadkiem. Teraz to życzenie może się spełnić. "Faktowi" udało się dowiedzieć, że Ania i Michał już myślą o powiększeniu rodziny.

TVP 3 pokazała awanturę przed programem "Forum"

mar
2007-10-03, ostatnia aktualizacja 2007-10-03 18:01
Zobacz powiększenie
Janusz Korwin-Mikke
Fot. Sławomir Kamiński / AG

TVP3 nadała wczoraj materiał nakręcony przed emisją wtorkowego "Forum", w czasie którego doszło do starcia pomiędzy szefem LPR Romanem Giertychem a prowadzącą Joanną Lichocką. W wyemitowanym wczoraj materiale pokazano przyczynę całego zajścia: awantura zaczęła się od niewpuszczenia do studia Janusza Korwina-Mikkego, który przyszedł tam w zastępstwie Mariana Piłki. Tymczasem "Forum" zawieszono do wyborów.


TVP nie zgodziła się na wpuszczenie szefa UPR, bo nie był on zaproszony na nagranie - Do programu zaproszono Romana Giertycha, który w poniedziałek odwołał swój udział i zapowiedział pojawienie się w "Forum" Mariana Piłki. Przed emisją okazało się jednak, że zamiast Piłki w imieniu Ligi Prawicy Rzeczpospolitej, czyli połączonych sił LPR, Prawicy Rzeczpospolitej i Unii Polityki Realnej do studia przyszedł Janusz Korwin Mikke.

Prowadząca nie zgodziła się: stwierdziła, że do programu zaprasza kogo chce, a nie - kogo chcą politycy. Poparli ją prezes TVP i dyrektor Małgorzata Raczyńska. Urbański upoważnił Raczńską do zdjęcia programu z anteny w wypadku gdyby politycy LPR chcieli wejść do studia. To zdenerwowało obecnych w studiu polityków niemal wszystkich partii - zagrozili oni, że w razie zdjęcia odcinka "Forum", natychmiast zorganizują przed gmachem TVP konferencję prasową, na której poinformują o całym zamieszaniu.. Spór udało się załagodzić, program wszedł na antenę z kilkuminutowym opóźnieniem, a zamiast Piłki wystąpił w końcu Giertych.

tego, jak politycy wykłócali się przed studiem z przedstawicielami TVP, można wysłuchać tutaj.

Emocje przeniosły się jednak na antenę. Zamiast o debacie Kaczyński-Kwaśniewski, goście "Forum" rozmawiali przede wszystkim o nieobecności szefa UPR. Giertych sugerował, że Urbański podpisal lojalkę w PRL i dlatego boi się autora uchwały lustracyjnej z początku lat 90.

Lichocka próbowała opanować sytuację. "Joanna zachowała się w tej całej historii nienagannie. Była przed i w trakcie programu pod ogromną presją, aż oczekiwałem, że Bronisław Wildstein obecny w studiu wstanie i da Giertychowi, jak to mawia drugi wicepremier, w papę. A jednak Joanna się nie ugięła i nie dała się zagonić do kąta, za co jej chwała" - komentuje na blogu "Kampania w Mediach" Bartosz Węglarczyk z "Gazety Wyborczej"

Premier: Autorzy "zabierz babci dowód" podnoszą rękę na naród polski

mm, PAP
2007-10-03, ostatnia aktualizacja 2007-10-03 15:48

Premier Jarosław Kaczyński, przywołując popularny w ostatnich dniach tekst "schowaj babci dowód", powiedział, że ci którzy szerzą tego rodzaju żarty, podnoszą rękę na naród polski.

Zobacz powiekszenie
Fot. Sławomir Kamiński / AG
Jarosław Kaczyński

- Mówi się o "moherach", teraz krąży dowcip o tym, żeby babci porwać beret przed wyborami. Ci którzy to mówią, ci którzy szerzą tego rodzaju bardzo niedobre i bardzo głupie żarty, podnoszą rękę na was, ale podnoszą też rękę na cały naród polski - mówił Jarosław Kaczyński podczas środowego wiecu w Łapach.

To nawiązanie do rozsyłanego przez e-maile i sms-y tekstu: "Idą wybory. Trzeba uratować ten kraj. Dlatego powstała akcja 'schowaj babci dowód'. Podaj dalej. Ratuj Polskę!"

- Drwią sobie z naszego narodu, kpią z jego tradycji, drwią z tego co jest w nim tak na prawdę najlepsze. Drwią, bo nas nie lubią, a często nawet nienawidzą, bo chcieliby, żeby rządzili tacy sami jak oni - podkreślił szef rządu.

Polka przypadkową ofiarą strzelaniny w Londynie

cheko, met, AP
2007-10-03, ostatnia aktualizacja 2007-10-03 21:26

26-letnia Polka zginęła w południowym Londynie. Kobieta znalazła się w okolicy strzelaniny, którą rozpętało dwóch mężczyzn. Z informacji policji wynika, że trafiła ją zabłąkana kula.

Zobacz powiekszenie
fot. Sky News
26-letnia Polka zginęła podczas strzelaniny w Londynie
Zobacz powiekszenie
Magda Pniewska
Do zdarzenia doszło w dzielnicy New Cross na południowym brzegu Tamizy.

Według informacji Scotland Yardu, 26-letnia Magda Pniewska została postrzelona w głowę. Znaleziono ją we wtorek wieczorem o godzinie 18.20 czasu miejscowego. Natychmiast została przewieziona do szpitala, gdzie po godzinie potwierdzono, że nie żyje.

- Ciocia Magda wracała do domu z zakupami i w tym czasie rozmawiała z moją mamą przez telefon - mówi serwisowi nto.pl zapłakany Wojtek, mieszkający w Brzegu siostrzeniec zabitej kobiety. - W pewnym momencie rozmowa się urwała. Mama w słuchawce usłyszała strzały. Mówiła "halo, halo", nikt jednak nie odpowiadał. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy co się stało. Potem kilka razy próbowaliśmy się dodzwonić do cioci. Telefon jednak milczał - podaje nto.pl.

Rodzina Magdy Pniewskiej jest pogrążona w rozpaczy. W ich brzeskim mieszkaniu cały czas dzwoni telefon - podaje serwis nto.pl. Znajomi i dalsi krewni nie mogą uwierzyć w to co podają agencje prasowe. Dzwonią, by zapytać, czy to prawda...

Policja zatrzymała trzech mężczyzn i jedną kobietę, ale nie znaleziono przy nich broni. Zarekwirowano również pojazd, z którego padły strzały. Trwa dochodzenie, czy strzelanina mogła mieć związek z porachunkami gangów narkotykowych.

Ofiara od trzech lat mieszkała w Londynie wraz ze swoim narzeczonym, również Polakiem. Zatrudniona była w domu opieki zdrowotnej dla osób starszych. Zginęła wracając z pracy do domu.

Brytyjska policja próbuje skontaktować się z bliskimi ofiary. Jeszcze w środę zostanie wykonana sekcja zwłok.

Wizerunek Matki Bożej pojawił na drzewie

Jacek Zawadzki
2007-10-02, ostatnia aktualizacja 2007-10-02 22:17

Drzewo na Okęciu konkuruje z lokalnym kościołem o uwagę wiernych. Zamiast na różańcu stoją pod drzewem - żali się proboszcz.

W miejscu odciętego konara drzewa rosnącego przy ul. Radarowej ludzie widzą wizerunek Matki Boskiej. Wyciekające z pnia soki biorą za jej łzy
- Nie widzi pani? To trzeba odejść trochę. Pod kątem spojrzeć - instruują się nawzajem. - O, znowu wypływa! - alarmuje zebranych starszy pan.


- To przez wybory Matka Boża krwawi - dodaje ktoś inny.

Tajemniczy zaciek przypominający kształtem wizerunek Matki Bożej pojawił się na drzewie w miejscu uciętego konara ponad dwa tygodnie temu. Zauważył go przypadkowy przechodzień. Wieść rozeszła się po okolicy. Pojawiły się kwiaty i świece. Ludzie zbierają się na modlitwę. Co jakiś czas z pnia wypływa płyn, który zawsze wywołuje poruszenie zgromadzonych.

- Ksiądz proboszcz narzeka, że zamiast na różańcu w kościele to stoją pod drzewem - mówi dyrektorka szkoły Renata Siergiej. I dodaje: - W kwestii wizerunku nie wypowiadam się, nie mnie to oceniać. Postaram się ochronić to drzewo i nie zrobię nic, co by mogło ludziom przeszkodzić w przychodzeniu tam.

Poleciła już ogrodzić miejsce siatką, ale wiary szuka raczej w kościele.

Proboszcz parafii św. Franciszka z Asyżu odpowiada krótko: - Wiary trzeba szukać w eucharystii, a nie na drzewie.

Ks. prałat Grzegorz Kalwarczyk, kanclerz kurii, powiedział nam, że sprawa musi być dokładnie zbadana. - Pan Bóg ma swoje drogi - mówi.

- Drzewo może puszczać soki w miejscu przycięcia nawet przez dziesięć lat - wyjaśnia Andrzej Wolski, specjalista od przycinania drzew. Według niego to miejsce prawdopodobnie nie zostało prawidłowo zabezpieczone i teraz zaczęło próchnieć. Drzewo nie ciągnie soków w koronę, tylko wypływają na zewnątrz.

Ludzi to nie przekonuje. - Ilekroć idę tędy, to przystanę pomodlić się chwilę. Zawsze coś z dzrea wypływa. Woda to chyba jest, ale wierzyć trzeba - mówi jeden z przechodniów.

Nie będzie Europejskiego Nakazu Aresztowania dla Krauzego


Prokuratura nie wyśle za Ryszardem Krauze Europejskiego Nakazu Zatrzymania – dowiedział się wprost.pl. Nie będzie też międzynarodowego listu gończego. Dopóki biznesmen dobrowolnie nie przyjedzie, do Polski wymiar sprawiedliwości będzie miał związane ręce.
Z informacji wprost.pl wynika, że prokuratura chciałaby wydać za Krauze ENA, jednak w obliczu wcześniejszej decyzji sądu, który stwierdził, że zatrzymanie w tej samej sprawie Janusza Kaczmarka było niezasadne, boi się narażać na krytykę i posądzenie o polityczne działanie. - Poza resort zdaje sobie sprawę, że zarzuty stawiane Krauzemu są zagrożone niską karą. To mogłoby przeważyć o decyzji sądu, który musi zgodzić się na wydanie nakazu – dowiadujemy się w Prokuraturze Krajowej.

Jak na razie, prokurator prowadzący sprawę wydał zarządzenie o zatrzymaniu Ryszarda Krauzego i przymusowym doprowadzeniu na przesłuchanie. Oznacza to, że gdy biznesmen pojawi się w Polsce, zostanie zatrzymany przez policję i doprowadzony do prokuratora, który przedstawi mu zarzuty składania fałszywych zeznań i utrudniania śledztwa ws. przecieku informacji o akcji CBA w ministerstwie rolnictwa.

Premier: Po wyborach zmienimy konstytucję

mar, IAR
2007-10-03, ostatnia aktualizacja 2007-10-03 08:04

Premier zapowiedział, że jeżeli Prawo i Sprawiedliwość wygra wybory, będzie dążyć do zmiany konstytucji. Podkreślił, że tego wymaga naprawa Rzeczpospolitej. - Trzeba na przykład znieść "blokujący wpływ Trybunału Konstytucyjnego na różne zmiany" - powiedział premier w "Sygnałach Dnia".

Zobacz powiekszenie
Fot. Wojciech Surdziel / AG
Premier Jarosław Kaczyński w chwilę po zakończeniu debaty
SERWISY
Jarosław Kaczyński powiedział, że PiS ma projekt nowej ustawy zasadniczej. Zaznaczył jednak, że zdaje sobie sprawę, że społeczeństwo nie jest na to przygotowane, dlatego jego ugrupowanie będzie chciało wprowadzić zmiany w obecnej konstytucji.

Premier powiedział, że - jego zdaniem - dotyczy to na przykład uprawnień dla korporacji zawodowych. Szef rządu uważa, że trzeba też zmienić przepisy dotyczące prawotwórstwa i uprawnień socjalnych. Premier zaznaczył, że oprócz tych podstawowych kwestii, należy też rozważyć problem "nie do końca jasnej" pozycji prezydenta w polskim systemie.

Dodał, że przy zmianach w konstytucji liczy na współpracę konserwatywnej części Platformy Obywatelskiej. - PiS, nawet jeśli będzie mogło rządzić samodzielnie, będzie dążyć do powstania koalicji do zmiany ustawy zasadniczej - powiedział.

Szef rządu powtórzył, ze nie zmierzy się, w debacie z Donaldem Tuskiem, jeśli ten nie spełni jego warunku odżegnania się od koalicji z LiD.

Ocenił też, że był górą w poniedziałkowej debacie z Aleksandrem Kwaśniewskim. Jak powiedział, w sondażach po debacie przegrał tylko minimalnie, a tymczasem w badaniach popularności były prezydent ma od niego zdecydowanie lepsze notowania.

Premier nie zgodził się z zarzutami, że debata przyczyniła się do wzmocnienia obozu lewicy.

MON zapłaci 12 mln za budowę cerkwi


"Dziennik": Radosław Sikorski, były szef MON, przeznaczył ponad 12 mln zł na budowę w centrum Warszawy cerkwi na potrzeby prawosławnego ordynariatu polowego. Inwestycja budzi kontrowersje, bo w polskim wojsku służy zaledwie 3 proc. wyznawców prawosławia. I choć Sikorski odpowiada, że szuka się na niego haka, minister Szczygło broni decyzji swojego poprzednika.
Gdy we wtorek "Dziennik" zadzwonił do Sikorskiego, by spytać go o powody tej decyzji, odpowiedział, że nie pamięta sprawy. Podkreślał jednak, że nie mógł jako szef MON promować tylko katolików.

Tym bardziej zaskakujące były jego słowa we wczorajszej rozmowie w Radiu Zet, gdzie stwierdził, że obecne szefostwo resortu zbiera na niego haki. "Jutro usłyszę, jaką skandaliczną decyzję podjąłem, godząc się na to, aby drugi co do wielkości ordynariat zbudował sobie kaplicę. Będzie tego więcej im bliżej wyborów" - tłumaczył. Wątpliwości mają jednak nawet partyjni koledzy Sikorskiego. - Budżetu MON nie powinno się obciążać budową jakiejkolwiek świątyni - mówi "Dziennikowi" Jadwiga Zakrzewska z PO, była wiceminister obrony narodowej.

Sam teren przekazany pod inwestycję jeszcze w 2000 r., gdy szefem resortu był Janusz Onyszkiewicz, wart jest około 80 mln zł. Jest to bardzo atrakcyjne miejsce na warszawskich Polach Mokotowskich, tuż obok gmachu MSWiA. Sikorski zdecydował o rozpoczęciu budowy tuż przed odejściem z resortu w styczniu. Budowa świątyni ma się zakończyć w 2012 r., ale już można stwierdzić, że będzie kosztować MON więcej niż zadeklarowane 12 milionów rocznie.

"GW": CBA nie zajęło się "człowiekiem Rydzyka"


"Gazeta Wyborcza": CBA i minister skarbu nie byli zainteresowani wyjaśnieniem podejrzanych interesów, w które może być zamieszany prezes państwowej Agencji Rozwoju Przemysłu. Śledztwa nie podjęto, choć informacja pochodziła od marszałka Senatu.
Agencja to moloch kontrolujący m.in. polskie stocznie i firmy żeglugowe. Kieruje nią od roku Paweł Brzezicki.

Jedną ze spółek podległych ARP jest Pol-Euro, armator z Gdyni. Pod koniec ub.r. firmą zaczął kierować Wiesław Wodyk - działacz podziemnej "S", były prezes Portu Gdynia, radca handlowy ambasady RP w Waszyngtonie, były działacz PC. Nie zagrzał miejsca w Pol- Euro. W lipcu został zwolniony. - Na początku roku Brzezicki zaaranżował u mnie spotkanie - mówi Wodyk. - Przyszedł z Waldemarem Stawskim [przewodniczący rady nadzorczej Pol-Euro, za rządów SLD wiceprezes PKO BP], Markiem Szymońskim [wiceminister infrastruktury w rządzie Leszka Millera] oraz Andrzejem Dranią [znany gdyński adwokat]. Namawiali mnie, by Pol-Euro sfinansowało budowę luksusowego żaglowca za 6 mln euro.

Według Wodyka plan był taki: pieniądze wykłada Pol-Euro, Stocznia Gdańsk buduje żaglowiec, użytkuje go spółka Sail Corporation, a po latach Pol-Euro przejmuje jednostkę.

- Prezes kazał mi przygotować ofertę - opowiada Wodyk. - Ponieważ ryzyko finansowe przeniosłem na Sail Corporation, Brzezicki się wściekł. Powiedziałem, że nie zamierzam iść do więzienia.

Sail Corporation jest zarejestrowana na Antylach, adres do korespondencji ma w Gdyni. Jako jej pełnomocnik przedstawia się mec. Drania, ale odmawia informacji nawet o dacie założenia spółki: - Żaglowiec nosiłby nazwę "Chopin". Pływałby po Karaibach. Oferta pana Wodyka była nie do zaakceptowania. Chodziło o wysoką przedpłatę.

- A jak miałem chronić interes swojej firmy? - oburza się Wodyk. - Oceniłem, że partner jest niewiarygodny. Wtedy zaczęły się kłopoty. W ciągu pół roku doszło w Pol-Euro do 11 kontroli.

Rada nadzorcza Pol-Euro przedstawiła w końcu Wodykowi zarzut przekroczenia kosztów remontu jednego ze statków, co otworzyło furtkę do dymisji.

Jeszcze gdy trwały kontrole, Wodyk o sprawie opowiedział marszałkowi Senatu Bogdanowi Borusewiczowi.

- Wyglądało to podejrzanie. Dlatego zorganizowałem spotkanie Wodyka z ministrem skarbu Wojciechem Jasińskim - mówi Borusewicz. - Pytałem też ministra, czy poinformować CBA. Powiedział, że sam się tym zajmie. Potem dowiedziałem się, że Wodyka wyrzucono. Wtedy Borusewicz postanowił interweniować dalej. Na początku sierpnia spotkał się z szefem CBA Mariuszem Kamińskim.

- Opowiedziałem mu wszystko. Wskazałem, z kim może się kontaktować i gdzie szukać informacji - mówi marszałek. - Wspomniałem, że w sprawie występują ludzie związani z Radiem Maryja. To go speszyło.

Marszałkowi chodziło o to, że Paweł Brzezicki kieruje ARP dzięki poparciu LPR i Radia Maryja. Wcześniej zarządzał Polską Żeglugą Morską. Kiedy w 2004 r. odwołał go stamtąd rząd SLD, w obronie Brzezickiego demonstrowali słuchacze Radia Maryja i Ligi. Po zwolnieniu z PŻM Brzezicki stał się częstym gościem radia o. Rydzyka. Gdy władzę przejęło PiS, zakonnik forsował jego kandydaturę na ministra skarbu lub gospodarki. Ostatecznie Brzezicki został doradcą premiera Kazimierza Marcinkiewicza ds. gospodarki morskiej, a następnie prezesem ARP. Swoje racje nadal przedstawia na antenie Radia Maryja.

- Propozycja, którą mi złożono, to klasyczny przykład korupcji - uważa Wodyk. - Wysoki urzędnik daje polecenie podwładnemu, aby za państwowe pieniądze wybudował luksusowy żaglowiec dla prywatnych osób. Mimo interwencji marszałka Senatu, do tej pory nikt z CBA się ze mną nie kontaktował.

Biuro prasowe CBA: - Dla dobra śledztwa nie możemy potwierdzać, czy sprawę prowadzimy.

Polska jednak zaprosiła OBWE

Bartosz Węglarczyk, jap
2007-10-02, ostatnia aktualizacja 30 minut temu

Zobacz powiększenie
Obserwatorów nie chciano wpuścić do Polski ponieważ szefowa MSZ Anna Fotyga poczuła się urażona tonem noty, w której OBWE prosiło o przyspieszenie przygotowań do przyjęcia misji
Fot. Wojciech Surdziel /AG

Zaproszenie międzynarodowych obserwatorów na wybory 21 października trafiło we wtorek późnym wieczorem do warszawskiego biura OBWE - dowiedziała się "Gazeta".

SERWISY
Polski rząd ustąpił i zakończył skandal dyplomatyczny, który sam dziesięć dni temu wywołał. Nasz MSZ oświadczył wówczas, że nie wpuści obserwatorów OBWE na wybory, mimo że w ostatnich latach misje tej organizacji obserwowały wybory m.in. we Francji, w USA i na Białorusi. Szefowa MSZ Anna Fotyga poczuła się bowiem urażona tonem noty, w której OBWE prosiło o przyspieszenie przygotowań do przyjęcia misji. Organizacja niepokoiła się milczeniem MSZ, bo zaproszenie misji na wybory to obowiązek każdego jej członka.

Decyzja Polski wywołała powszechne potępienie. Wielu ekspertów twierdziło, że polski precedens zachęci takie kraje jak Białoruś czy Kirgizja do odmowy przyjęcia misji OBWE.W Kongresie USA leży już nawet projekt uchwały potępiającej Polskę za ten krok. Gdyby Kongres ją przyjął, byłoby to pierwsze od 1989 r. potępienie Polski przez USA za łamanie demokracji.

Przekazujemy tekst wspólnego oświadczenia Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie i MSZ RP w sprawie zaproszenia OBWE do obserwacji październikowych wyborów parlamentarnych w naszym kraju.

"W wyniku spotkania Minister Spraw Zagranicznych Anny Fotygi z Dyrektorem Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE (OSCE/ODHIR) Ambasadorem Christianem Strohalem, w dniu 2 października zostało wystosowane zaproszenie OBWE do obserwacji przedterminowych wyborów parlamentarnych w dniu 21 października 2007. Podczas spotkania Minister Spraw Zagranicznych poinformowała Dyrektora Strohala o systemie demokratycznym w Polsce i jego osiągnięciach oraz o sytuacji politycznej w regionie OBWE a także współpracy z OSCE/ODHIR.

Dyrektor Strohal podziękował Polsce, krajowi o stabilnej demokracji, za zaproszenie do obserwacji wyborów, co odzwierciedla zdecydowaną wolę realizacji zobowiązań OBWE w sferze demokracji i praw człowieka. Tym samym, nota dyplomatyczna OSCE/ODHIR stała się zbędna, gdyż została zastąpiona listem Dyrektora Strohala do Minister Fotygi z 2 października w sprawie dalszych kroków OBWE.

Dyrektor Strohal wyraził żal, że kwestia zaproszenia OBWE na wybory stała się przedmiotem debaty w kampanii wyborczej w Polsce, zwłaszcza po wystosowania przez OSCE/ODHIR noty dyplomatycznej we wrześniu. Ambasador Strohal wyraził wdzięczność za nieustające poparcie ze strony Polski, państwa goszczącego OSCE/ODHIR, o czym świadczy m.in. regularne wysyłanie przez Polskę obserwatorów wyborów w ramach misji OBWE.

Wobec zbliżającego się szybko terminu wyborów, obie strony podkreśliły potrzebę ściślejszej współpracy i pomocy w ułatwieniu niezbędnych spotkań przygotowujących ewentualną działalność obserwacyjną OBWE, która mogłaby dostarczyć informacji na temat praktyk wyborczych w Polsce oraz zobowiązań wyborczych w ramach OBWE".

Lekcje prawdy czy nienawiści?

Aleksandra Pezda
2007-10-03, ostatnia aktualizacja 2007-10-03 06:09

Zobacz powiększenie
27.04.2007 r.,Warszawa. Wystawa "Twarze warszawskiej bezpieki" przygotowana przez Oddziałowe Biuro Edukacji Publicznej IPN w Warszawie. Na zdjęciu naczelnik oddziału dr Tomasz Łabuszewski
Fot. Jacek Łagowski / AG

IPN chce, by gimnazjaliści i licealiści szukali śladów ubeckich więzień, i wpaja uczniom: ubekom przebaczyć nie wolno!


Na lakierowanej okładce mroczny więzienny korytarz, na odwrocie - mur z wyrytym niedokończonym napisem: "honor i...". Książka "Śladami zbrodni" wydana przez Instytut Pamięci Narodowej. Z nią w ręku nauczyciele historii mają poprowadzić uczniów (w wieku 13-19 lat) do "poznawania historii małych ojczyzn poprzez najbardziej dramatyczne przejawy terroru komunistycznego" .

IPN przygotowuje ich do tego zadania, drukując słownik ubeckiej więziennej grypsery:

• podskubywanie gęsi - wyrywanie włosów,

• loczki - wyrywanie całych pukli,

• poziomka - wznoszenie wyprężonego ciała w oparciu o końce stóp i dłoni z biciem,

• mała i duża konstytucja - bicie krótszym lub dłuższym prętem stalowym oblanym gumą,

• zabawa w jazz - wygrywanie rytmu na końcach palców nóg przesłuchiwanego „konstytucją” i nadeptywanie stóp podkutymi butami.

Inną pomocą w prowadzeniu lekcji ma być gra symulacyjna. Były ubek, dziś właściciel firmy deweloperskiej, stawia w miejscu ubeckiego aresztu osiedle. Protestuje młody człowiek z transparentem: "Zabiliście mojego dziadka, a teraz zabijacie pamięć o nim. Chcecie zabić również mnie!". Uczniowie mają zagrać role mieszkańców: jedni chcą ocalić budynek jako miejsce pamięci, drudzy wolą osiedle. Do wykorzystania w dyskusji IPN podsuwa życiorysy akowców oraz autentyczne listy ich dzieci do rodziców w więzieniu. Z drugiej strony jest wymyślony życiorys ubeka dewelopera.

Potem IPN poleca dyskusję: "Czy wolno przebaczyć wrogowi?". Za tło służy dialog Ofiary i Kata z czasów stalinowskich. Po latach spotykają się w samolocie:

O.: O, pan pracował kiedyś w UB, nieprawdaż?

K.: (zmieszany) Tak, właściwie to tak (...). Pan rozumie, ktoś musiał dbać o porządek. (...)

O.: Jak mogliście krzywdzić innych ludzi za nic?

K.: Wie pan, rodzina, małe dzieci. (...)

Ofiara przebacza ("Dziś nie ma to żadnego znaczenia"), ale następnego dnia wysyła katowi list: "Nie wybaczę panu za to, że nosi pan tę twarz, która powraca do mnie w najgorszych wspomnieniach".

- To nie jest rzetelny materiał dydaktyczny. To sianie nienawiści - mówi Mirosław Sielatycki, wicedyrektor Biura Edukacji w Warszawie, były dyrektor Centralnego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli. Jego zdaniem brakuje tekstów źródłowych, a scenariusze są jednostronne. - Dlaczego nie ma odniesień do polskich wzorów przebaczenia, np. do orędzia biskupów polskich do niemieckich z 1966 r. ze słowami: "wybaczamy i prosimy o wybaczenie"? I czy to przypadek, że ubek jest dziś zamożnym deweloperem? Widać propagandę PiS. Zbrodnie komunistyczne to ważny problem i powinno się o tym w szkole mówić. Ale nie tak -dodaje.

Według historyka związanego z IPN pod kierownictwem Janusza Kurtyki w Instytucie jest presja na stawianie spraw w sposób czarno-biały: - Tematy kontrowersyjne jak stosunki polsko-ukraińskie albo polsko-żydowskie są zakazane (chyba że tak jednoznaczne jak "Sprawiedliwy wśród Narodów Świata").

IPN zachęca już szkoły do "Śladów zbrodni": Za tydzień konferencja prasowa, kuratoria umieściły informację na swych stronach internetowych, a oddziały IPN ogłaszają nabór na warsztaty metodyczne dla nauczycieli.

Najlepsze prace uczniów trafią na internetową stronę IPN.

Najbardziej popularna koalicja Platformy z LiD

mar, PAP
2007-10-03, ostatnia aktualizacja 28 minut temu

PRZEGLĄD PRASY. Kto będzie rządził Polską po wyborach? Im bliżej do 21 października tym częściej to pytanie się pojawia - pisze "Rzeczpospolita".

Politycy bardzo powściągliwie wypowiadają się na temat ewentualnej koalicji, którą ich partia zawiąże po wyborach. Za to chętnie opowiadają co im się marzy lub wytykają innym ugrupowaniom możliwe porozumienia.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński używa słowa "koalicja" jako bata na Donalda Tuska, szefa PO - każdego dnia oskarża go o chęć zawarcia porozumienia z LiD i żąda, aby szef Platformy obiecał, iż po wyborach do takiego porozumienia nie dojdzie.

Z badań GfK Polonia dla "Rzeczpospolitej" wynika jednak, że taka koalicja jest najbardziej popularna wśród wyborców - chciałoby jej 27 proc badanych. 18 procent z nas ciągle marzy o koalicji PO-PiS, a 12 procent popiera wspólne rządy PiS i PSL.

Większość Polaków nie chciałaby powrotu do koalicji PiS-LPR- Samoobrona. Współrządzenie tych trzech partii było jednym pasmem kryzysów. Mimo to taka koalicja ciągle ma 8 procent zwolenników. Najmniej pożądana przez Polaków jest wielka koalicja zaproponowana przez Donalda Tuska PiS-PO-PSL-LiD.

- Wyniki tego sondażu odzwierciedlają poparcie dla partii politycznych, ale nie dają jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, jaka koalicja jest najbardziej pożądana - uważa politolog Bartłomiej Biskup. Jego zdaniem Polacy niechętnie o niej mówią po doświadczeniach z poprzednich wyborów, kiedy wszyscy wierzyli w sojusz PO - PiS, do którego ostatecznie nie doszło.

- Widać także, że nie ma już powrotu do koalicji PiS-Samoobrona- LPR - mówi Biskup. - A pomysł wielkiej koalicji, rzucony przez Tuska jest niemożliwy do zrealizowania co Polacy doskonale rozumieją.

W sondażu telefonicznym przeprowadzonym 2 października przez GfK Polonię dla "Rz" na grupie 500 dorosłych Polaków na pytanie: "Jakiej koalicji chcemy po wyborach" uzyskano następujące wyniki: PO-LiD 27 proc., PO-PiS 18 proc., PiS-PSL 12 proc., PiS-LPR- Samoobrona 8 proc., PO-PiS-PSL 7 proc., PO-PiS-PSL-LiD 8 proc. 23 proc. ankietowanych nie wiedziało, kto powinien rządzić po wyborach.

Źródło: "Rz"