Inwestorzy złapali oddech po kilku sesjach panicznej wyprzedaży akcji. Wicepremier Pawlak zaapelował, aby nie ulegali emocjom. Ale z USA znowu napływają złe wieści
ZOBACZ TAKŻE
- Bessa na Wall Street: DJIA -2,46 proc., Nasdaq -1,99 proc. (18-01-08, 09:03)
- Giełdowy dekalog na bessę i hossę (18-01-08, 01:00)
- WIG20 zyskał pierwszy raz od sześciu sesji (17-01-08, 19:45)
- Obligacje wracają do łask. Jakie papiery wybrać? (17-01-08, 14:18)
- Giełdowa gra narodowa (15-01-08, 01:00)
SERWISY
Od rana na europejskich giełdach aktywni byli tzw. łowcy okazji szukający wyjątkowo przecenionych papierów. Na starcie sesji w Warszawie indeks 20 największych spółek WIG20 zyskał aż 2,3 proc.
Ale tak duży wzrost cen został szybko wykorzystany przez część inwestorów do sprzedaży akcji po cenach, jakich nie mogli uzyskać w poprzednich dniach. Zachęciły ich do sprzedaży także złe wieści płynące z USA. Po Citigroup kolejny wielki bank Merrill Lynch poinformował o kolosalnych stratach z powodu trudnych do odzyskania kredytów hipotecznych. W czwartym kwartale 2007 r. Merrill Lynch stracił blisko 10 mld dol. (najwięcej w swej 94-letniej historii).
W efekcie WIG20 znalazł się po południu pod kreską. Optymizm przywrócił dopiero szef amerykańskiego banku centralnego Ben Bernanke, który przed komisją budżetową Izby Reprezentantów powiedział, że jest gotów działać, by ratować gospodarkę USA. Dla inwestorów był to jasny sygnał bliskiej obniżki stóp procentowych.
Ostatecznie indeks WIG20 po raz pierwszy od sześciu sesji zyskał na wartości umiarkowane 0,9 proc.
Ale kiedy handel w Warszawie się zakończył, inwestorzy w USA dokładniej przeanalizowali słowa Bernankego i znowu ogarnął ich lęk. Szef banku centralnego dopuszcza bowiem bardzo znaczącą ingerencję państwa w gospodarkę. Czyżby wiedział, że jej stan jest gorszy, niż oficjalnie się przyznaje?
Szef Fed poparł bowiem pakiet prezydenta Busha pobudzający gospodarkę i ogłosił, że powinien być on wprowadzony w życie jak najszybciej, ale na krótką metę. Chodzi głównie o redukcje podatków i wydatki rządu na pomoc dla gospodarstw domowych najbardziej dotkniętych kryzysem na rynku nieruchomości, np. na zwiększone zasiłki dla bezrobotnych czy dopłaty do kosztów opału w zimie. Taki plan przejściowo musi doprowadzić do zwiększenia deficytu budżetowego.
Stan gospodarki budzi zaniepokojenie Białego Domu i Fed, bo coraz więcej ekspertów przewiduje, że w tym roku może wejść ona w recesję. Wzrosło bezrobocie i inflacja, popsuła się koniunktura w przemyśle, a Amerykanie coraz mniej wydają na zakupy.
Inwestorzy giełdowi liczą w tym miesiącu na głębokie cięcie stóp procentowych przez Fed, bo tańszy kredyt ma pomóc w rozruszaniu gospodarki.
Ponieważ wystąpienie Bernankego zostało odebrane jako potwierdzenie coraz poważniejszego kryzysu w gospodarce, inwestorzy zaczęli sprzedawać akcje na Wall Street (choć na początku sesji indeksy umiarkowanie rosły).
Indeks Dow Jones spadł wczoraj do dziewięciomiesięcznego minimum. Tracił też technologiczny wskaźnik Nasdaq.
Dramatycznie pogarszająca się sytuacja na warszawskiej giełdzie zwróciła uwagę naszych polityków. To nie dziwi, bo indywidualnie inwestuje na parkiecie kilkaset tysięcy Polaków, a za pośrednictwem funduszy zaangażowane są tam oszczędności ponad 3 mln osób.
Od cen akcji zależą też wypłaty emerytur 13 mln członków OFE. Pierwsi emeryci ustawią się po nie już za rok.
- Jeśli chodzi o sytuację na rynku kapitałowym, to chcemy, żeby nasi inwestorzy zachowali silne nerwy i nie ulegali presji emocji, bo może być tak, że ci, którzy się teraz wyprzedadzą, zostaną potem zastąpieni przez inwestorów, którzy po znacznie niższych cenach odkupią akcje - powiedział wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak. Jego zdaniem jest bardzo ważne, by nie przenosić na polską gospodarkę zawirowań z rynków światowych.

















