sobota, 16 maja 2009

Eurowizja 2009 - relacja na żywo!

Eurowizja 2009

Eurowizja 2009

5-10-15 zaraz się zacznie! Wprawdzie to nie ta piosenka, ale czas na tegoroczny festiwal Eurowizji. Rozpoczynamy relację na żywo - niestety bez naszej reprezentacji, bo Lidia Kopania odpadła w półfinale.

00.15 - dziękujemy wszystkim komentującym za uczestnictwo w relacji i wszystkim milczącym czytającym :-) następna relacja na żywo pewnie w okolicy festiwalu opolskiego - już teraz zapraszamy!

00.05 - z nadmiaru emocji w finałowym momencie przeglądarka odmówiła nam współpracy. To już pewne: Alexander Rybak (rocznik 1986) reprezentujący Norwegię wygrał tegoroczny konkurs z 387 punktami! Za rok "jedziemy" do Oslo!

00.00 - póki co: miejsce nr 4 to Wielka Brytania, 3 to Azerbejdżan, a 2 Islandia, ale to może się jeszcze zmienić. Zagłosowało 36 z 42 państw.

23.55 - obliczamy powoli... jeżeli już Norwegia nic nie dostanie, to i tak wygra. Dobrze liczymy? ;-)

23.52- Polska dała 12 punktów Norwegii (co nie zmieniło szczególnie sytuacji Rybaka). 10 daliśmy Ukrainie, a 8 Estonii.

23.50 - Wygląda na to, że jednak zmiana sposobu głosowanie nie za bardzo wpłynęła na przyznawane punkty - Serbia dała 12 punktów Bośni i Hercegowinie. W sumie Bośnia i Hercegowina zła nie była. :-)

23.48 - Infomuzyka się nie pomyliła wszystko wskazuje na to, że Eurowizję 2009 wygra Alexander Rybak.

23.42 po głosowaniu 20 państw pierwsza trójka wygląda następująco:

1. Norwegia 193
2. Islandia - 111
3. Turcja - 105

23.40 - mamy coś ze specjalną dedykacją dla wszystkich fanek Alexandra:

23.36 - trudno już w tej chwili przypuszczać, że wygra ktoś inny niż Alexander Rybak.

23.33 - Andora dała 12 punktów Hiszpanii. Kto by pomyślał?

23.26 "przystojniak z Norwegii" nadal miażdży - czyżby nowy system głosowania wreszcie pozwolił na uwiarygodnienie wyników? Jeszcze w ubiegłym roku Artur Orzech prawie bezbłędnie przewidywał do kogo pójdą najwyższe punkty. Tym razem ma z tym problem.

23.24 i obstawiamy, że Szwecja da 12 dla Norwegii :)

23.22 - czyżby od początku nie było zaskoczenia? Na drugim miejscu Wielka Brytania, a numerem jeden pozostaje Norwegia z ponad 20 punktami przewagi

23.20 Białoruś tylko 8 punktów dla Rosji! Tymczasem kolejna "12" poleciała do Alexandra Rybaka i Norwegii

23.17 - potrafimy już przewidzieć co powie Artur Orzech na początku głosowania. 8 - Portugalia, 10 - Wielka Brytania i 12 - Norwegia od Hiszpanii, która jako pierwsza podawała punkty.

23.13 - odpoczywamy przed przyznawaniem punktów, ale szacun za ten występ z wodą. Kasia chce taki sufit ;-)

23.02 - dzięki, Tynka! Długo zastanawiałyśmy się, kogo nam przypomina pan z Bośni i Hercegowiny. Rzeczywiście, wygląda trochę jak Artur Żmijewski. W wersji emo. A że Żmijewski grał w "Katyniu"... ;-)

22.58 - oglądając skróty występów, nie możemy się oprzeć wrażeniu, że w konkursie wzięło udział o jakieś 10-15 państw za dużo...

22.52 A to numery pod którymi można głosować

0 704 2043

72522

plus:

1. Litwa - Sasha Son - Love
2. Izrael - Noa & Mira Awad - There Must Be Another Way
3. Francja - Patracia Kaas - Et s'il fallait le faire
4. Szwecja - Malena Ernman - La Voix
5. Chorwacja - Igor Cukrov & Andrea Susnjara - Lijepa Tena
6. Portugalia - Flor-de-lis - Todas As Ruas Do Amor
7. Islandia - Yohanna - Is It True
8. Grecja - Sakis Rouvas - This is our night
9. Armenia - Inga & Anush - Jan-Jan (No Par)
10. Rosja - Anastasia Prihodko - Mamo
11. Azerbejdżan - Arash & AySel - Always
12. Bośnia I Hercegowina - Regina - Bistra voda
13. Mołdowa - Nelly Ciobanu - Hora Din Moldova
14. Malta - Chiara - What If We
15. Estonia - Urban Symphony - Randajad
16. Dania - Brinck - Believe again
17. Alex C & Oscar Laya - Miss Kiss Bang
18. Turcja - Hadise - Dum Tek Tek
19. Albania - Kejsi Tola - Carry me in your dreams
20. Norwegia - Alexander Rybak - Fairytale
21. Ukraina - Svetlana Loboda - Be My Valentine (Anti-Crisis Girl)
22. Rumunia - Elena - The Balkan Girls
23. Wielka Brytania - Jade - It's my time
24. Finlandia - Waldo's People - Lose Control
25. Hiszpania - Soraya - La noche es para mi

22.49 - O Finlandii nam się nawet nie chce pisać. a Hiszpania to ładne zakończenie tego zestawu i tyle. Za dłuższą chwilę nasza ulubiona część, czyli przyznawanie punktów. Ciekawe, co Rosjanie przygotowali na przerwę poza sygnałem do głosowania z kosmosu!

22.40 - pozdrawiamy ehehehehehe (jeszcze jedno he?). Kolegę też pozdrawiamy. Liczymy na to, że podzieli się z nami wygraną. ;-) Wielka Brytania kojarzy nam się z reklamą kawy (Wam też?). Niestety, kolega Igi, dowiedziawszy się, że piosenkę skomponował Andrew Lloyd Webber, śpiewa z daleka skrót "Upiora w operze", przez co Iga nie tylko straciła krzesło, ale i koncentrację. I to koniec w temacie Wielkiej Brytanii. ;-)

22.27 - Rumunia. Na jednym z zagranicznych portali trafiłyśmy na ciekawą opinię o tej piosence - że jest to coś, co normalnie (czyli poza Eurowizją) nuciłby alfons na tyłach burdelu ("Rumuńskie dziewczyny lubią imprezować..."), aż w końcu biedy turysta zgodziłby się na hm... (rozumiem, że już sami dorośli tu są) to, żeby któraś mu zrobiła laskę za kilka groszy. Heh.

22.34 - Iga dementuje plotki o tym, ze chciałaby pana w niebieskim skafandrze, chciałaby nowe krzesło, bo kolega jej połamał i teraz będzie się z tego musiała tłumaczyć właścicielce mieszkania, które wynajmuje. No ale przejdźmy do Ukrainy - widzimy dla niej miejsce w pierwszej trójce. Wszystko dzięki panom Rzymianom. ;-)

22.31 - Kasia mówi, że Alexander pozamiatał i nie czepiajcie się tego słowa :) Fajnie, że chłopak ma tyle radości z bycia na scenie, choć przez pierwsze pół zwrotki wyglądał na stremowanego.

22.30 - Iga chciałaby niebieskiego ludzika z cekinami z występu Albanii ;-)

22.26 - kto wie, o co chodziło w występie Albanii?

22.24 - tak, tak dzisiaj spełniamy życzenia. I pozdrawiamy redakcję bloga Muzzik, która też dzisiaj robi relację. A kto spełni nasze życzenia? Kasia chciałaby taką podłogę z motylkami, jak była w trakcie występu Turcji. A za nami już Turcja - nie, Turcja nie wysyła na Eurowizję co roku tego samego, to tylko takie wrażenie. W ostatnich kilku latach próbowała (bez sukcesów) z czymś innym.

22.16 - Kasia za to na razie "can't get no satisfaction", ale... Alexander Rybak już niedługo ;-) Na razie Miss Dita:

22.14 - Teraz Dania, a właściwie Ronan Keating z Danii. Ciekawe, czy wokalista Boyzone zastrzegł, że napisany przez niego kawałek musi być zaśpiewany dokładnie z jego manierą wokalną?

22.10 - Iga usatysfakcjonowana w pełni występem Estonii. Siedzący koło niej kolega z wrażenia połamał krzesło, na którym siedział i już koło niej nie siedzi.

22.06 - nie czaimy, czemu Orzech uparcie mówi "Mołdowa". :-) Czy tylko nam reprezentantka Mołdawii przypomina Edith z "Allo, Allo"? Podobnie mocny głos, tylko jakość o niebo lepsza.

22.04 - Ginger, mówisz i masz!

22.02 - ekspert od arabskiego (czyli Iga, która com prawda arabskiego się nie uczyła, jedynie urdu, ale że "Arash" jest z perskiego, nie ma dużego problemu z przeczytaniem zapisu "Arash" w oryginale) mówi, że "Arash" zapisuje się w oryginale z alifem i maddem na początku, co oznacza tyle, że jest to długa samogłoska "a". A więc przeczytać należy "Aaarash".

21.59 - Macieyu, właśnie przeprowadzamy konsultacje z naszym ekspertem od arabskiego :) a w tivi śpiewają Kalinkę!

21.55 - przed chwilą ze sceny zszedł Arash i sobowtór Nicole Scherzinger - gdybyśmy mieli wybrać najbardziej "czepialski" kawałek z dotychczasowych, to ten miałby bardzo duże szanse. "Aaalwaaays on my mind, aaalwaaays in my dreams!". Teraz Bosnia i Hercegowina - ale "Bystra woda" to brzmiała chyba trochę inaczej?

21.50 - ciekawe, co na to mama Rosjanki (a w zasadzie Ukrainki, bo w Kijowie się urodziła). Przyznaję się bez bicia, że nie znam rosyjskiego ani ukraińskiego (bo piosenka miała być w dwóch językach), ale to, co ta pani śpiewała, nie było chyba miłe dla uszu mamy.

21.47 - maciey, Iga się cieszy, że nie jest sama. Bo jak nie jest sama, to chyba nie zwariowała. ;-) Armenia, jedna z najciekawszych tegorocznych piosenek, wypadła nieco blado. Panie pokazały, że dysponują nie byle jakimi głosami, ale było jakoś smutno.

21.45 - Eple - tak się skupiliśmy na pisaniu, że nie wychwyciliśmy tego kwiatka! Pamiętamy za to, że w ubiegłym roku twierdził m.in., że Telleri skomponował całą ścieżkę dźwiękową do "Między słowami"

21.41 Czy tylko nam wydaje się, że Sakis Rouvas z Grecji wygląda jak młodszy Dieter Bohlen? Ale tańczy niesamowicie i motyw z przesuwaniem na taśmie też nas powalił. Powinien do klipu zaangażować Davida Hasselhoffa.

21.39 - gratulujemy spostrzegawczości, po porstu płynnie poruszamy się w czasie ;-) A typujemy Norwegię, czyli Alexandra Rybaka. Przynajmniej kalkulując tak na chłodno, bo poza tym Iga wolałaby, żeby wygrała Estonia, a Kasia, żeby wygrał Sebastien Tellier z ubiegłego roku :-)


SEBASTIEN TELLIER - DIVINE OFFICIAL VIDEO
Załadowane przez: RECORDMAKERS. - Obejrzyj więcej wideo w HD!

21.35 - na scenie jedna z najbardziej kolorowych i wesołych piosenek w tegorocznej Eurowizji - portugalska. Kolorowo. Kolorowo. Dla niektórych zbyt kolorowo. Ale pięknie i tak. Ukulele na Eurowizji - to jest to!

21.32 - szkoda, że w finale nie pojawi się serbska "Cipela", czyli "But". Akurat w występie Chorwacji największą uwagę przykuły właśnie buty wokalisty. Aż chciałoby się zaśpiewać "moja stara cipela"...

21.26 - oto cała Eurowizja - najpierw Patricia Kaas, która przyciąga przed ekran po prostu wykonaniem, a teraz mezzosopranistka ze Szwecji, która ma dyskotekowy bit, balet, zielone światła i... długie blond włosy. Ale szczerze? Zieeew.

21.24 - siedzący koło mnie kolega podejrzanie zachwycony odsłoniętym ramieniem Patricii Kaas. Cóż, piosenka fantastyczna, wykonanie fantastyczne... szkoda, że nie pojawiła się na Eurowizji jakieś dziesięć lat temu, kiedy jeszcze oceniano piosenki, a nie show...

21.17 - Artur Orzech podejrzanie zachwycony występem Litwina. Tymczasem na scenie duet reprezentujący Izrael - Noa & Mira Awad. Mają dziwną choreografię, a już za chwilę Patricia "Co-ja-robię-tu" Kaas.

21.15 - współprowadząca w tym roku Eurowizję Alsou reprezentowała Rosję w konkursie Eurowizji 2000 r. Zajęła 2. miejsce.

21.10 - inni prowadzący niż w półfinale, ufff. Na scenę wkracza Litwa i Sasha Son. Ależ początek tego utworu brzmi nam znajomo!

21.05 - z nieba na scenę w Moskwie sfrunął Dima Bilan. Śpiewa piosenkę, dzięki której w tym roku Eurowizja trafiła właśnie do Rosji. Przywykliśmy już do tego, że kładzie się na scenie. Nie inaczej jest tym razem.

21.00 - tadam, zaczęło się. Na scenie Cirque De Soleil

20.59 - znajomi redaktorzy z zaprzyjaźnionego serwisu są właśnie na Stadionie Syrenki w Warszawie, gdzie w tym momencie zespół Hey gra "Angelene"... Ech :)) A w trakcie szperania w agencyjnych zdjęciach, trafiliśmy na coś takiego:

Laki Lan of Poland perform during the Tbilisi Open Air Alter/Vision music festival in Tbilisi May 16, 2009. Georgia stages its own music festival this weekend in a snub to the Eurovision Song Contest in Moscow after the country's entry was rejected for mocking Russian Prime Minister Vladimir Putin.

20.56 - ciekawe, co teraz robi Lidia Kopania?

20.40 - na razie na TVP1 kabaret (nie wiemy jaki niestety, nie znamy się), a na TVP2 Natural Dread Killaz - z programu wynika, że to serial "Tancerze". No nic, można sobie jeszcze zrobić herbatę, albo cokolwiek innego.

20.35 - o tym, dlaczego Lidia Kopania odpadła już napisaliśmy i na tym proponujemy zakończyć ten temat.

20.33 - kilka informacji porządkowych - tegoroczna impreza odbywa się w Olimpijskiej Arenie w Moskwie. To tam 25 reprezentantów europejskich państw będzie walczyło o Grand Prix. Jest wśród nich 20 krajów, które przeszły z półfinałów oraz Wielka Brytania, Hiszpania, Francja, Niemcy (tzw. Wielkia Czwórka) oraz Rosja jako organizator W TVP konkurs tradycyjnie komentował będzie Artur Orzech.

20.30 - konkurs i transmisja w TVP1 startują o 21.00. My z półgodzinnym wyprzedzeniem.

Jerzy Buzek Eurosceptycy są potrzebni

Autor: Anita Blinkiewicz

14.05.2009
Polska ma wielu dobrze przygotowanych kandydatów na komisarzy europejskich. To naprawdę długa ławka – odpowiada na pytania internautów Jerzy Buzek, były premier, kandydat do europarlamentu i typowany na szefa PE.
Jerzy Buzek
Jerzy Buzek (fot.PAP/P.Kula)
1. Jak Pan ocenia swoje szanse na stanowisko przewodniczącego Parlamentu Europejskiego? Andrzej

W przeciwieństwie do komisarzy, gdzie nominacje pochodzą od rządów, w tym przypadku decyduje sam Parlament Europejski. Grupa polityczna, do której należę - Chrześcijańska Partia Ludowa zgłosiła moją kandydaturę z poparciem polskiego rządu już jesienią ubiegłego roku. Kilka miesięcy potem pojawiła się nowa kandydatura, zgłoszona przez premiera Berlusconiego. Wszystko więc zależy od sytuacji po wyborach – m.in. od wyników osiągniętych przy urnach w Polsce oraz od wyniku samego głosowania w PE.

2. Czy podpisywał Pan jakiekolwiek dokumenty dotyczące współpracy z CIA po 11 września? Chodzi o dokumenty zacieśniające współpracę pomiędzy wywiadami? Marek

Premier polskiego rządu nie podpisuje dokumentów z szefem służb podporządkowanych innemu rządowi. Dlatego żadna umowa, ani porozumienie nie mogły być i nie zostały podpisane. Była tylko mowa o zacieśnianiu współpracy pomiędzy UE i krajami NATO, jeśli chodzi o walkę z terroryzmem. Miesiąc po tym mój rząd przestał działać – po wyborach parlamentarnych, w październiku 2001 roku.

Po 11 września istotna była interpretacja artykułu V konwencji NATO. Polska była za uznaniem, że tego rodzaju atak należy interpretować, jako zagrożenie dla wszystkich państw członkowskich i wspólnie odpowiadać za odparcie agresora. Te deklaracje, w tamtej chwili, mogły mieć tylko charakter czysto polityczny.

3. Kto powinien zostać polskim komisarzem? O jaką tekę powinniśmy walczyć? Aleksandra

Z naszego punktu widzenia najważniejsze to energia, przedsiębiorczość i przemysł, polityka konkurencji. Ważną teką jest też budżet UE. Ostateczna decyzja, o którą z tych tek warto walczyć należy do rządu – to on przecież będzie mianował komisarza. Mamy długą ławkę kandydatów. Janusz Lewandowski, Jacek Saryusz–Wolski, Jan Olbrycht, Jacek Protasiewicz. Każdy z nich świetnie pełniłby swoją misję.

4. Jakie najważniejsze wyzwania stoją przed nami w następnej kadencji? Rafał

Mamy na pewno do rozwiązania dwie kluczowe kwestie dla Polski - bezpieczeństwo energetyczne i wszystkie decyzje związane z rzeczywistą, prawdziwą dywersyfikacją dostaw gazu oraz partnerstwo wschodnie. To są problemy dla naszego kraju strategiczne.


5. Małżeństwa homoseksualne, prawa kobiet do aborcji? Co Pan będzie robił z takimi projektami jako przewodniczący PE? Kinga

Znaczna część decyzji, których się obawiamy nie leży w ogóle w gestii władz unijnych. Co najwyżej PE może wystosować rezolucję, która nie ma charakteru wiążącego. Jednak, zgodnie także z moimi przekonaniami, warto zrobić wszystko, żeby w parlamencie tego rodzaju kontrowersyjne rezolucje się nie pojawiały.

6. Czy wstąpi Pan do PO? Olgierd

Być może. Uważam, że moja współpraca z PO jest bardzo dobra. Doceniam propozycję i poparcie Platformy, bym startował w wyborach zarówno pięć lat temu jak i teraz. Myślę także, że władze PO doceniają wynik, jaki udało mi się osiągnąć w 2004 roku. Zatem decyzja o mojej akcesji – przede mną.

7. Kto zaproponował panu 5 lat temu start do PE? Olgierd

Osobiście pierwszy rozmawiał ze mną Jan Maria Rokita. Naturalnie jednak musiała to być decyzja całego kierownictwa PO, choć z tego grona właśnie Rokitę znałem wówczas najlepiej.

8. Jak Pan ocenia prace polskich eurodeputowanych w PE? Który jest najlepszy? Kleo

Nie chciałbym tu wymieniać nazwisk, aczkolwiek kilka z nich wymieniłem wcześniej w innym kontekście. Lista tych, których pracę oceniam wysoko jest długa. Europosłowie PO zrobili bardzo dużo, bo są w najsilniejszej frakcji politycznej i mieli znaczący wpływ na decyzje PE.

9. Jak ocenia Pan pracę eurosceptyków, czy są potrzebni w PE? Karolina

Oczywiście, że są potrzebni, bo część Europejczyków ma sceptyczne podejście do UE. Dobrze by jednak było, żeby eurosceptyczni posłowie, którzy są w zdecydowanej mniejszości, wypowiadali się z umiarem i rozsądnie. Żałuję, że nie zawsze tak było.
10. Czy wyciągając Lecha Kaczyńskiego z politycznego niebytu i powierzając mu tekę ministra sprawiedliwości spodziewał się Pan takiego rozwoju jego kariery? Czy nie uważa Pan swojego posunięcia za błąd? Łucja

W działalności politycznej nie jesteśmy w stanie przewidzieć rozwoju wypadków. Dla mnie najważniejsze było, że stawiam na człowieka dobrze przygotowanego do tej misji. Mam taki styl, że wybieram najlepszych. A w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, czy Krzysztofa Bieleckiego, też byli politycy, którzy potem działali w opozycji do swoich byłych szefów.

11. Jeśli Marian Krzaklewski zostanie eurodeputowanym, nie zdarzy się tak, że będzie sterował z tylnego siedzenia? Beata

Udowodnienie, że nie jest się i nigdy nie było wielbłądem, to w Polsce sprawa beznadziejna. Rozumiem, że utrwaliły się takie stereotypy i raczej nie uda mi się ich zmienić. Mój rząd działał autonomicznie, a w Sejmie pan Marian Krzaklewski musiał zapewnić poparcie AWS dla decyzji rządu. Nie było to łatwe, ale taka była właśnie rola Krzaklewskiego, a nie sterowanie z tylnego siedzenia. Z resztą, w wyniku dezintegracji AWS to poparcie stopniowo słabło i w końcu stało się mało skuteczne.

12. Czy miał Pan coś wspólnego z wciągnięciem Krzaklewskiego na listy PO? Wojciech

Nie miałem w tym żadnego udziału.

13. W ostatnich sondażach dystansuje Pan innych kandydatów na europosłów, jaka jest Pana recepta na sukces? Anka

Cieszę się z tych wyników, bo to zapewne ocena mojej dotychczasowej działalności. Mam nadzieję, że jest to również jakaś forma uznania dla stylu uprawiania polityki, jaki proponuję. W każdym razie serdecznie dziękuję wszystkim moim wyborcom za okazane mi zaufanie.

14. Podobno jest Pan fanem piłki nożnej? Czy sam Pan wybiega na boisko? Igor
W piłkę nożną grałem w wieku kilkunastu lat. Potem była to już raczej zabawa. Natomiast regularnie oglądam mecze. Byłem osobiście na wszystkich zwycięskich spotkaniach reprezentacji. Poczynając od prehistorycznego 2 do 0 z Anglią na Stadionie Śląskim w 1973 roku. A swoją drogą, to na Śląskim bywałem też znacznie wcześniej. Po prostu machałem łopatą żeby go wybudować. W podstawówce dzięki temu przepadały nam lekcje...

15. Czy wystartuje pan w wyborach prezydenckich? Piotr

Nie przewiduję takiego scenariusza.

16. Czy życzył Pan sobie by córka robiła karierę, jako aktorka? Elżbieta

Kiedy miała cztery lata po raz pierwszy stwierdziła stanowczo, że będzie aktorką. Nigdy potem nie zmieniła zdania. Trudno, żebym w to ingerował. I myślę, że to, co robi daje jej bardzo wiele satysfakcji i autentycznego szczęścia.

17. Którą jej rolę ceni Pan najbardziej? Magda

Widziałem ją w sztuce Tadeusza Różewicza pt. „Moja córeczka”, w której grała z Jerzym Trelą. Zagrała fenomenalnie. To była jedyna rola, po której nie robiłem jej żadnych uwag. Bo muszę przyznać, że przekazuję jej często krytyczne uwagi. Oczywiście kocham moją córkę i życzę jej jak najlepiej.

18. Dlaczego Pan Premier głosował w PE przeciwko uhonorowaniu rotmistrza Pileckiego? Stanisław

To była „techniczna” pomyłka, której ofiarą padło wielu polskich europosłów. Trudno tu rozwodzić się nad szczegółami głosowań w PE, ale warto potwierdzić, że zaraz po zakończeniu tego niefortunnego głosowania, oficjalnie za nie przeproszono. Moją intencją, jak również wszystkich posłów Platformy Obywatelskiej, było i jest uczczenie pamięci rotmistrza Witolda Pileckiego. Dlatego też dokonałem korekty głosowania, jak również inni posłowie, opowiadając się za ustanowieniem 25 maja (dzień śmierci Pileckiego) dniem Bohaterów Walki z Totalitaryzmami oraz za podtrzymaniem żywej pamięci o ludziach takich jak Witold Pilecki. Korekta głosowania została opublikowana na stronie internetowej PE, gdzie dostępne są wyniki głosowań z sesji plenarnych.

19. Dlaczego okręg śląski jest za mało doceniany w porównaniu z innymi miastami w Polsce? dlaczego tak słabo się reklamujemy? Liczę na pana, że coś pan z tym zrobi, bo jestem mieszkańcem Katowic, ale niestety pracuję za granicą, Wierzę w Pana i na pewno będę głosował na Pana. Grzegorz
Na początku stycznia zorganizowałem spotkanie w PE, którego głównym bohaterem był Włodzimierz Lubański, największy piłkarz w historii Polski z Górnika Zabrze. Przyszło wówczas 550 osób. Był przewodniczący PE, przyjechał minister sportu Mirosław Drzewiecki, prezes PZPN Grzegorz Lato. Byli wszyscy bohaterowie z mistrzostw świata w 1974 roku i promowaliśmy Stadion Śląski i Euro 2012. W ostatnich rankingach Śląskie wygrywa jeśli chodzi o najlepsze miejsce na inwestycje w Polsce. W cztery strony świata mamy szerokie, wygodne drogi, szybką kolei do Warszawy, dwa lotniska. Posiadamy też Katowicką Specjalną Strefę Ekonomiczną, która jest potentatem w Polsce.

20. Jakiej muzyki Pan słucha? Dorota

Mam chyba umiejętność słuchania każdej dobrej muzyki. Nie przebieram, nie wybieram. Słucham rocka, współczesnych przebojów, ale również tych starych, oraz muzyki klasycznej. Parę dni temu byłem na koncercie Narodowej Orkiestry Symfonicznej w Katowicach. Chodzę na koncerty jazzowe. No i co roku Artur Rojek z zespołu Myslovitz zaprasza mnie na Off festival w Mysłowicach, gdzie – nawet tam – znajduję coś dla siebie.

21. Czy będzie Pan kontynuował projekt Domu Historii Europejskiej? Czy będzie Pan pilnował by wyeliminowano błędy? Zdzisław

Dom Historii Europejskiej, usytuowany przy PE, powinien powstać. W trakcie tworzenia pierwszych założeń programowych popełniono rzeczywiście szereg błędów, w tym lekceważących ważne dla Polaków wydarzenia. Zresztą, nie tylko dla nich – bo czy pominięcie wojny polsko-bolszewickiej, albo Bitwy pod Grunwaldem, to jest zmarginalizowanie wydarzeń o znaczeniu zaledwie lokalnym czy regionalnym? Takie i podobne pominięcia i niezręczności, które przecież można jeszcze naprawić i prostować, nie mogą unieważnić tego cennego pomysłu. Innymi słowy – nie wylewajmy dziecka z kąpielą i walczmy o stworzenie wspólnego Domu Historii Europejskiej. Pewną gwarancją wyważonego, rozsądnego funkcjonowania tejże instytucji, stanie się jej struktura, w której nad radą naukową, tworzącą merytoryczną stronę projektu, pieczę sprawować będzie rada powiernicza stanowiąca 15-osobowe ciało polityczne z przewodniczącym PE na czele.

Uważam, że Parlament Europejski, to właśnie ta instytucja – pochodząca z bezpośredniego wyboru obywateli UE – która najbardziej nadaje się do stworzenia wspólnego muzeum historii Europy. Nie będzie zapewne łatwo, ale przecież integracja „starej” i „nowej” Europy nie jest łatwym procesem i nie można jej sprowadzać wyłącznie do gospodarki.

22. Jak pan się czuje jako jedyny premier w historii III RP, któremu udało się sprawować funkcję pełną kadencję? Lechosław Byłem szefem bardzo pracowitego rządu. W ciągu tych czterech lat zrobiliśmy dużo, istotnie reformując państwo, wprowadzając je do NATO i przygotowując do integracji z UE. I jestem z tego dumny. Wiem, że całkiem nieźle wykorzystaliśmy tamten czas. Zapewne można było nawet jeszcze lepiej, ale z dobrze zorganizowanym, silniejszym zapleczem politycznym, konsekwentnie wspierającym i osłaniającym nasze działania.

Oczywiście, pełna kadencja rządu w trudnych warunkach – wielkiego reformowania, dostosowywania do UE i walki ze skrajnie demagogiczną opozycją, dysponującą jeszcze mediami publicznymi – to było coś. Pod tym względem poprowadziłem wyjątkowy gabinet. Myślę jednak, że nie w czasie trwania, lecz w sprawności i skuteczności siła danego rządu. W krótszym okresie też można wiele zrobić, jeśli się chce i jeśli dobierze się właściwą hierarchię celów.

Śląska debata PO i PiS: Buzek kontra Migalski

Przemysław Jedlecki, Katowice
2009-05-15, ostatnia aktualizacja 2009-05-15 16:09

- Jeśli Polska będzie stosować w Unii weto zostanie sama - przekonywał Jerzy Buzek (PO) podczas przedwyborczej debaty z Markiem Migalskim, kandydatem PiS. - Nie należy się wahać, gdy jest to konieczne - odpowiedział Migalski.


Fot. Maciej Jarzębiński /AG
Na pierwszą debatę śląskich "jedynek" PO i PiS do siedziby Radia Katowice nie wpuszczono publiczności, tylko dziennikarzy. Takie były ustalenia obydwu sztabów wyborczych. Debata trwała godzinę. Kandydaci byli wobec siebie uprzejmi. Uścisnęli sobie dłonie, potem zasiedli naprzeciw siebie przy stolikach. Buzek miał pęk notatek, Migalski ani jednej.

Buzek postanowił nie marnować czasu na przedstawienie się i od razu zaczął opowiadać ile to Górny Śląsk zyskał dzięki obecności Polski w Unii Europejskiej. Migalski także zaczął nietypowo, od komplementu. Stwierdził, że w regionie może tak się zdarzyć, że tylko PO i PiS zdobędą mandaty do europarlamentu, więc jest mu miło dyskutować i konkurować z byłym premierem.

Prowadzący debatę dziennikarze pytali o bilans udziału Polski w UE. Migalski mówił, że jest on pozytywny. - Jesteśmy bogatsi i bezpieczniejsi, choć nie oznacza to, że nie było błędów - mówił. Dodał, że np. polscy rolnicy są gorzej traktowani niż ci inni krajów. Buzek zareagował szybko. - Polscy rolnicy zdobyli unijne rynki zbytu. Polska żywność sprzedaje się w zachodniej Europie - mówił. Przypomniał też, że Polska w Unii wiele zyskała. - Udało nam się np. zwrócić UE uwagę na bezpieczeństwo energetyczne - dodał.

Obydwaj kandydaci opowiedzieli się za wprowadzeniem wspólnej polityki energetycznej Unii. Buzek przestrzegał, że Polska nie powinna używać weta podczas podejmowania przez wspólnotę decyzji.

- Trzeba spokojnie przekonywać do swoich racji i negocjować. Nie można tupać nogą. Weto jest złe, gdy go używamy zostajemy sami - mówił.

Inaczej uważa Migalski. Jego zdaniem, są sytuacje gdy weto jest konieczne. - Trzeba mieć w rękawie tego ostatniego asa. Pokazać, że nie można zgadzać się na coś, co narusza nasze interesy narodowe - mówił.

Buzek poparł Traktat Lizboński i przypomniał, że zwiększy on rolę Parlamentu Europejskiego.

Migalski przyznał zaś, że traktat choć nie jest bez wad, ma też zalety. - Może pomóc nam budować pozycję w Unii. Irytuje mnie jednak sposób jego przyjęcia. Zmusza się Irlandię do ponownego referendum w tej sprawie. Wydaje mi się, że jest to jakieś złamanie demokracji - dodał.

Migalski mówił też, że nie ma nic przeciwko przyjęciu przez Polskę euro. Przyznał, że Polacy zgodzili się na to już podczas głosowania w referendum akcesyjnym. - Pytanie tylko kiedy je przyjąć? Moment kryzysu nie jest najlepszy - wyjaśnił. Buzek przypomniał, że euro można było przyjąć dwa-trzy lata temu, gdy nie było jeszcze mowy o recesji. - Zresztą, obiektywny także według PiS Narodowy Bank Polski wydał raport, z którego wynika, że korzyści z przyjęcia euro będą duże - dodał.

Kto wygrał? O Unii, jej przyszłości i znaczeniu traktatu lizbońskiego więcej do powiedzenia miał Buzek. Migalski nadrabiał elokwencją i bon motami: "trzeba bić się o pozycję", "idziemy walczyć o Polskę""Unia to nie dobry wujek".

Na konie debatujący mieli zadać sobie po pytaniu. Nie zgodzili się na to jednak przedstawiciele PiS. - Woleliśmy zostawić to dziennikarzom - stwierdził Piotr Pietrasz, szef regionalnego sztabu wyborczego PiS.

Migalski po debacie był zadowolony.- Czy się bałem? Nie, mógłbym bać się debaty z Joanną Senyszyn, albo z Januszem Palikotem - mówił tuż po debacie.

Buzek przypomniał, że w PE polscy politycy muszą często ze sobą współpracować. - I nie miałem z tym nigdy problemu. Uważam, że w kampanii nie godzi się stosować agresywnych chwytów - dodał.

Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice

Goralenvolk i jego lider Wacław Krzeptowski

09.06.2005 08:56/Przegląd, Teresa Kuczyńska
ODSŁUCHAJ

Chciał dobrze, a został zaprzańcem

Czy hańbiący Podhale Goralenvolk to była podwójna gra z okupantem?

Gdy go wieszali, mógł jeszcze spojrzeć na ośnieżony krzyż Giewontu. Od jesieni 1944 r. Wacław Krzeptowski, lider Goralenvolku na Podhalu, ukrywał się w kolibie nad Przełęczą Iwaniacką. Jego tropami szli partyzanci akowscy, radzieccy i gestapo. Skończyła mu się waluta – egipskie papierosy, którymi w czasie okupacji handlował w swym sklepie w Zakopanem. Na koniec zgubił go trzaskający mróz – chciał się ogrzać w swej gazdówce na zakopiańskich Krzeptówkach.

– Wacka zdradził najbliższy przyjaciel – mówi mi 60 lat później zakopiańczyk Bolesław Dobrzyński, który był w plutonie egzekucyjnym oddziału AK „Kurniawa”. Jego ówczesny dowódca Tadeusz Studziński tak zapisał ostatnie chwile lidera Goralenvolku: „(...) Tęgawy, łysawy, twarz dość pełna, z ryżawą szczeciną. Ubrany w słowacki mundur bez odznaczeń. Gdy przyglądałem mu się, podbiegł do progu, uścisnął mi rękę obiema swoimi i rzekł pierwszy: Czołem, panie poruczniku. Czekałem właśnie na Rudka Samardaka [„Rudek” był partyzantem słowackim, bratem szwagra Wacława. Zginął zaraz po wojnie w niewyjaśnionych okolicznościach – HK], to mój przyjaciel, jest teraz przewodnikiem rosyjskich partyzantów. Od jesieni razem żeśmy się ukrywali przed Niemcami. (...) Tuż za progiem chałupy Wacław Krzeptowski spytał cicho: – Chyba nie będziecie ze mną robić takich tam różnych badań, co? Ludzie źle o mnie mówią, ale to nieprawda. (...) Słuchając go, zastanawiałem się, gdzie go powiesić. (...) Po wschodniej stronie szosy rosły trzy smreki. Krzeptowski ukląkł i zapłakał. Kiedy partyzant zakładał mu powróz na szyję, prosił go: – Kulę mi dajcie. – Kula to śmierć honorowa, zdrajcy na nią nie zasługują – rzekłem”.

Stało się to 20 stycznia 1945 r., około godz. 11 wieczorem. Pół godziny przed śmiercią skazany napisał testament, jak twierdzi Studziński, dobrowolnie. „(...) Cały swój majątek przekazuję na rzecz oddziału partyzanckiego »Kurniawa«, jako jedyne zadośćuczynienie dla Narodu Polskiego”.

Dziewięć dni późnej w Zakopanem skończyła się okupacja niemiecka.

Klucz w IPN

Na dębowym stole w kuchni Marii i Józefa Krzeptowskich-Jasinków leży ostatni numer „Na placówce” – pisma miejscowego stowarzyszenia Porozumienie Orła Białego. Na okładce hit numeru: „Goralenvolk”. W następnym numerze czytelnicy znajdą odpowiedź na pytanie: „Gdzie spoczywają prochy Wacława Krzeptowskiego?”. Tę tajemnicę odkryje Józef Krzeptowski-Jasinek. – Zapowiedź – uśmiecha się gospodarz – zmusiła naczelnego redaktora, Wojciecha Orawca, do dodrukowania egzemplarzy.

Dla zakopiańczyków sprawa Goralenvolku nie jest zamknięta. Wielu uważa, że całą prawdę o Wacku kryją utajnione dotąd dokumenty. Krzeptowski-Jasinek, wraz z żoną Marią autor monumentalnej genealogii góralskich rodów, zabiega o dostęp do takiego archiwum. Na Podhalu trudno o bardziej kompetentną osobę – ten inżynier od budowy mostów, praprawnuk Sabały, doskonale porusza się w gąszczu jednakowo brzmiących góralskich nazwisk, choć dotyczą one całkiem różnych osób. Wraz z architektem Stanisławem Karpielem, też od pokoleń osadzonym na Podtatrzu, zastanawiają się nad motywami postępowania Wacka. Jedno nie ulega wątpliwości: góralski „führer” pochodził z bardzo porządnej, katolickiej rodziny. Dlaczego więc stał się zaprzańcem? Bo pewnych faktów nie można wymazać.

Jesień 1939. Na Wawelu rozsiada się gubernator Hans Frank. Z Zakopanego udaje się na Jasną Górę pielgrzymka górali. Paradne haftowane cuchy, kapelusze z muszelkami. Koszty wyprawy pokrywa Witalis Wieder – oficjalnie kapitan Wojska Polskiego, w ukryciu zakopiański przedstawiciel Abwehry. Po powrocie pątnicy opowiadają, że Niemcy nie są tacy źli, skoro żarliwie modlą się do Czarnej Madonny.

Kilka tygodni później delegacja górali ofiarowuje Frankowi złotą ciupagę. Hołdowników prowadzi na Wawel Wacław Krzeptowski, przedwojenny prezes Stronnictwa Ludowego w Nowym Targu. Niemcy zwracają się do niego do per Goralenfurst – góralski książę. Wkrótce rewizyta – przy triumfalnej bramie ze smreków – niemieckiego gubernatora w Zakopanem. Karolina Rojowa, która kłaniała się okupantom na Wawelu, wiesza na belce pod powałą, między malowanymi na szkle obrazami świętych, portret Hitlera.
Związek Górali – reaktywowany za podszeptem Niemców – układa memoriał o pochodzeniu polskich górali od germańskich Ostrogotów. Zostanie wysłany do Franka wraz z prośbą, aby zaspokajał potrzeby tego „odrębnego szczepu”. To akt erekcyjny Goralenvolku. Pod memoriałem podpisują się górale: Wacław Krzeptowski, jego dwaj kuzyni Stefan i Andrzej Krzeptowscy, Józef Cukier, Jędrzej Wawrytko, oraz dwóch ceprów: Witalis Wieder i Henryk Szatkowski.

Wacław Krzeptowski wnosi do Goralenvolku szanowane na Podtatrzu nazwisko i znajomości w przedwojennych sferach rządowych. Ukrywał Witosa w czasie przewrotu majowego, do kościoła w Kościelisku prowadził pod ołtarz prezydenta Mościckiego. A gdy w 1938 r. ród Krzeptowskich postanowił na familijnym zjeździe ufundować dla polskiego wojska ciężki karabin maszynowy, ochoczo rzucił datek do kapelusza.

– Ale był też hycel na baby, lubił się zabawić – zauważa Krzeptowski-Jasinek (mimo podobnego nazwiska genealogicznie z innej gałęzi). Narobił długów, jego majątek miał być zlicytowany

3 września 1939 r. Niemcy wstrzymali egzekucję.

Stefan i Andrzej Krzeptowscy – kuzyni Wacława. Pierwszy jest lekarzem, drugi oficerem rezerwy wojska polskiego i znanym sportowcem. Jak to się mówi na Podhalu, nie dziady, jeśli chodzi o majątek.
Henryk Szatkowski. Doktor praw, po studiach w Krakowie, Wrocławiu i w Berlinie. Do Zakopanego zjechał w latach 30. w niewygasłej jeszcze aureoli legionisty. Tu ożenił się z Marysią Stopkówną, córką znanego na Podhalu Wojciecha Stopki Mocarnego. Szatkowski oprócz młodopolskiego zauroczenia góralszczyzną miał jeszcze jedną fascynację – była nią niemiecka kultura, niemiecki Ordnung. To on był mózgiem Goralenvolku. Twierdził, że pierwsi osadnicy pod Tatrami byli Ostrogotami uciekającymi przed zastępami Hunów. Na Podhalu, nim wchłonęła ich dzicz słowiańska, pozostawili takie ślady jak kształt góralskiej spinki i łudząco podobne do swastyki krzyże z połamanymi ramionami, które ryto nad wejściem do gazdówki. Dlatego powinni się zorganizować w odrębne księstwo.

Ale czy wszystkie działania okupacyjne Szatkowskiego wypływały tylko z przyjętej ideologii? Mieszkający dziś w Zakopanem wnuk Szatkowskiego, Wojciech, obronił na UJ pracę magisterską o Goralenvolku. Wspomina w niej, co słyszał w rodzinnym domu: hitlerowcy szantażowali dziadka. Dogrzebali się w jego papierach, że miał babkę o nazwisku Weiser. Mogła być Żydówką.

A może Szatkowski był rezydentem niemieckiego wywiadu w Zakopanem, jak twierdzi Jan Berghauzen, autor książki o Podhalu w czasie okupacji? Wnuk ideologa Goralenvolku nie słyszał o jakichkolwiek dokumentach, potwierdzających takie informacje. Nie chce się szerzej wypowiadać na ten temat, uważa bowiem, że zagadnienie wymaga opracowania naukowego.

Nie będzie góralskiej dywizji SS

W 1942 r. pod dyktando Niemców powstaje Goralisches Komitee (Komitet Góralski) – niby-rząd, niby-samorząd z siedzibą w Zakopanem i oddziałami w innych miejscowościach Podhala. Kieruje nim Wacław Krzeptowski. Komitet wydaje niebieskie kenkarty z literą G na pierwszej stronie. Kto w przeprowadzanym właśnie spisie potwierdzi, że jest góralem (inne opcje: Ukrainiec, Polak, Żyd, Cygan), może liczyć na uznaniowe zasiłki, dostęp do sklepów za żółtymi firankami. Pieniądze są od okupanta (patrz: ramka).

Do dziś nie wiadomo, kto przyjął góralską kenkartę dobrowolnie, a kto z lęku przed wywózką do lagru czy na roboty. – Trzeba też pamiętać – dodaje Krzeptowski-Jasinek – o utrwalonym na tych ziemiach przekonaniu, że z okupantem można się jakoś dogadać, byle nie chwytać za broń.

Ale byli tacy, którzy nie dali się zastraszyć. Jak Władysław Gąsienica – gdy działacze Goralenvolku tłumaczyli mu, że skoro nosi góralskie portki, powinien wziąć niebieską kenkartę, odparł: „Portki góralskie, ale to, co w portkach, polskie”.

Niemcy konsekwentnie realizują plan utworzenia księstwa góralskiego. Stanisław Karpiel wspomina, jak w styczniu 1943 r. była formowana Goralische Division SS. – Najpierw szukali ochotników. (Obietnicą wysokiego żołdu albo szantażem wywózki na roboty). Ale zamiast planowanych 10 tys. zgłosiło się 300 górali. Setka zwerbowanych odpadła już na pierwszy rzut oka. Przyjętych posadzono za stołami pełnymi jadła i wódki. Potem podstawiony pociąg miał ich zawieźć na obóz szkoleniowy dla cudzoziemskich formacji SS we wsi Trawniki w województwie lubelskim. Ale dojechało ledwie kilkunastu górali. Gdy tylko wódka wyparowała im z głów, zaczęli wyskakiwać z pociągu. Skończyło się więc na niczym. – Ale za obietnicę utworzenia dywizji – twierdzi Stanisław Karpiel – Wacek ściągnął z Niemiec 60 naszych jeńców wojennych. W tej grupie byli mój wujek, Stanisław Ślimak, i przewodnik tatrzański, Stanisław Marusarz.

Irena Marusarz, córka działającego w Goralenvolku Andrzeja Krzeptowskiego, pamięta słowa ojca po odprawie ochotników do Goralische Division SS.

– Nie tak miało być – powtarzał. Pani Irena przypuszcza, że ojciec już wtedy utracił wiarę, że kolaborując z okupantem, będzie mógł skrycie pomagać swym rodakom.

– Bo robił to od pierwszego dnia okupacji – twierdzi moja rozmówczyni. – Ze sklepu, który Niemcy pozostawili mu w dowód szczególnych łask, nocą stale były wynoszone jakieś paczki z zaplecza. Pewnie dostawała któraś partyzantka.

Pomagał też Wacław. – Byłem chłopaczkiem, gdy pojechałem furmanką z naszych Kościelisk do Zakopanego – wspomina Józef Krzeptowski-Jasinek. – Matka gdzieś poszła, a ja zamiast pilnować konia, wdrapałem się na płot getta i... przeleciałem na żydowską stronę, popchnięty przez strażnika. Matka pobiegła po ratunek do Wacka. Przyjechało na motorze dwóch gestapowców i wyciągnęli mnie...

Ponoć istniały listy uratowanych przez Wacława Krzeptowskiego więźniów obozów koncentracyjnych, jeńców – w sumie może 300 ludzi – ukryte u jego sąsiada, Stanisława Nędzy-Kubińca. Gdzie są dzisiaj – nie wiadomo. Osoby wtajemniczone nie żyją.

– Nawet Szatkowski – twierdzi Stanisław Karpiel – wspierał górali. Gdy po wywiezionym do Oświęcimia właścicielu manufaktury pamiątek z Podtatrza przejął tę produkcję, wystawił kilka tysięcy lewych zaświadczeń chroniących od wywózki na roboty przymusowe.

Czy te dobre uczynki mogą zrównoważyć pastwienie się hitlerowców nad Polakami z Podhala? Z samego Zakopanego rozstrzelano lub zamordowano w obozach koncentracyjnych 800 górali.

Trzeba uciekać

Od fiaska Goralische Division SS Niemcy nie traktują już Krzeptowskiego jak góralskiego księcia. Gdy jesienią 1944 r. gestapowcy przychodzą do jego gazdówki, chowa się w piwnicy. Nazajutrz z kasą Komitetu Góralskiego ucieka w Tatry. Wie, że Niemcy wydali list gończy z obietnicą nagrody za jego głowę. Przeskakuje na Słowację, gdzie przygarnia go sowiecki oddział partyzancki. Gdy i tam Niemcy depczą mu po piętach, wraca na polską stronę Tatr.

Pali się też grunt pod nogami Henrykowi Szatkowskiemu. Jego żona Maria prosi, aby uciekał z Podhala, nim odejdą Niemcy. Ona zostaje – nie wzięła góralskiej kenkarty. Żegnają się; dla Marii to tragedia, bo byli udanym małżeństwem. I – runięcie w biedę. Ale nie da się, ich dzieci pójdą na studia.

Henryk Szatkowski dotrzymał danego żonie słowa, że na zawsze zniknie nie tylko z Zakopanego, ale i z jej życia. Ale z czasem jakieś wieści o nim docierały na Podtatrze. Krakowski „Dziennik Polski” z listopada 1946 r. podał, że ktoś widział Szatkowskiego w Londynie, w mundurze armii Andersa. Innym razem ktoś słyszał, że Szatkowski był zakonnikiem w Rzymie. Po latach córka Szatkowskiego pójdzie tym tropem, bezskutecznie.

W ostatnich dniach okupacji zniknął też z Zakopanego Witalis Wieder. Co się z nim dalej działo – nie wiadomo. Gdy już po wojnie Muzeum Tatrzańskie kolekcjonowało zdjęcia członków Goralenvolku z oficjalnych uroczystości, zauważono, że Witalis nigdy nie odwrócił się twarzą do aparatu.

Andrzej Krzeptowski, kuzyn Wacka, brat Stefana, też zamierzał uciec. Nie udało się. Wpadł w ręce UB. Dopiero w latach 50. rodzina dostała wiadomość, że zmarł w 1945 r. w krakowskim więzieniu. Pani Irenie przyśniło się, że zdążył połknąć cyjanek, który podobno nosił w plombie.

Stefan Krzeptowski, aresztowany tuż po zakończeniu wojny przez NKWD, zginął w sowieckim łagrze. Zmarł na rękach Józefa Krzeptowskiego, swego stryjecznego brata, legendarnego kuriera AK, po wejściu Armii Czerwonej zesłanego na Sybir.

Józef Cukier stanął przed PRL-owskm sądem. Dostał 15 lat więzienia. Dzięki amnestii wrócił do Zakopanego po kilku latach. Do końca życia cieszył się opinią porządnego górala. – Jego pogrzeb – wspomina Józef Krzeptowski-Jasinek – zgromadził tłumy.

Z tych Krzeptowskich

W ludowej Polsce za winy ojców cierpieli ich najbliżsi. – 12-letniej Ireny, córki Andrzeja Krzeptowskiego, nie chciano po wojnie przyjąć do szkoły. Do jej matki strzelało NKWD – ukryła się w piwnicy.

Potem latami procesowali się o majątek (domy, parcele – rodzina Andrzeja Krzeptowskiego od pokoleń należała do bogatszych w Zakopanem), który, gdy po wojnie doszło do procesu założycieli Goralenvolku, w dużej mierze został zawłaszczony przez miejscowych górali. Niektóre cenne przedmioty wróciły do właścicieli. Ale większość nieruchomości, które udało się sądownie odzyskać, ostatecznie zabrała nowa władza, stosując tzw. domiary.

Stygmat córki kolaboranta towarzyszył Irenie Marusarz przez całe dorosłe życie, ilekroć musiała coś załatwić w urzędzie. Np. gdy starała się o pracę, powiedziano jej, żeby szukała poza granicami Zakopanego. Przyjęli ją w nadleśnictwie. Nie mogła też być przewodniczką tatrzańską, choć zdobyła odpowiednie kwalifikacje.

Nie zauważyła natomiast jakiejś niechęci ze strony górali. Wręcz odwrotnie. Jej córka Grażyna wspomina, że gdy uczyła się w liceum Kenara, podszedł do niej powszechnie szanowany sędziwy Byrcyn (rzeźbili jego głowę) i zapytał, czy jest wnuczką tego Andrzeja, który pomagał głodującym w czasie okupacji.

Nie do obrony

Trzydziestokilkuletni wnuk Henryka Szatkowskiego nie znajduje żadnych okoliczności łagodzących: – Goralenvolk to była zinstytucjonalizowana i największa polska kolaboracja z Niemcami. Ale winnych należy szukać nie tylko na Podhalu – twierdzi. – To przede wszystkim Niemcy, a nie górale stworzyli Goralenvolk i od tej strony należałoby badać to wydarzenie.

Postawę: „nie ma przebaczenia” przyjmuje urodzony po wojnie Wojciech Orawiec, prawnik, przewodniczący stowarzyszenia Porozumienie Orła Białego, któremu patronują Piłsudski i Augustyn Suski. Ten drugi jest twórcą okupacyjnej Konfederacji Tatrzańskiej, powstałej w opozycji do Goralenvolku. Suski – stryj Orawca, bohater Szaflar – zginął w Oświęcimiu. Orawiec uważa, że słusznie wykonano wyrok na Wacku jeszcze w imieniu państwa podziemnego.

– Ale dlaczego – mnoży swe wątpliwości prawie dwa razy starszy od nich Stanisław Karpiel – zrobili to partyzanci spod Babiej Góry, a nie miejscowe AK? I w ogóle czy ci, którzy wieszali Wacka, należeli do AK? Ich akcje wysadzania mostów na bocznych trasach nie miały sensu. Może więc to była pozorowana partyzantka, która podszyła się pod AK?

I na ten temat nie ma solidnych badań.

– Pośpieszyli się – mówi Józef Krzeptowski-Jasinek. A przecież za kilka dni można było oddać Wacka pod legalny sąd. – Czy stało się tak dlatego, że wiedział coś, co aktualnie było niewygodne? Np. o spotkaniach gestapo i NKWD na Gubałówce? A jeśli znajdą się dokumenty, że zakopiańska placówka AK miała coś wspólnego z wywiadem, któremu służył Szatkowski? Bo i takie słyszy się w Zakopanem głosy.

Zdecydowanym obrońcą szefa Goralenvolku był nieżyjący już ojciec Józefa Krzeptowskiego-Jasinka, Józef. Gdy po wojnie spotkali się w Australii, późniejszy badacz góralskich genealogii dowiedział się, że Wacek Krzeptowski należał przed wojną do tzw. dwójki, II oddziału przy sztabie generalnym WP, gdzie przygotowywano parawojskowe organizacje na wypadek wojny. Miał więc dostęp do wielu cennych informacji, których potem szukało gestapo. I niczego ani nikogo okupantowi nie zdradził. Natomiast Szatkowski, zdaniem ojca Krzeptowskiego-Jasinka, był po prostu niemieckim szpiegiem.

Również Józef Krzeptowski, słynny kurier AK, nie pozwolił powiedzieć złego słowa o Wacku. Gdy po czterech latach wrócił z łagru, przyszedł do Krzeptowskiego-Jasinka z prośbą, aby poszli na cmentarz i zmówili „Wieczny odpoczynek”. Padły słowa: – Ten człowiek dwukrotnie uratował mi życie.

Architekt Bolesław Dobrzyński studiował zaraz po wojnie z mężem Ireny Marusarz. Po powrocie do Zakopanego przyjaźnili się latami. O tym, że był w plutonie egzekucyjnym Wacka Krzeptowskiego, pani Irena dowiedziała się ode mnie.

Goralenvolk
to kolaborancka organizacja na Podhalu, powstała w 1940 r. z inicjatywy Niemców, w celu utworzenia z Podhala i części Słowacji tatrzańskiego księstwa góralskiego.
W końcu listopada 1939 r. okupanci reaktywowali w Zakopanem utworzony w 1904 r. Związek Górali (zajmujący się pielęgnowaniem miejscowego folkloru) i rozwinęli wokół tej kwestii hałaśliwą, niezgodną z ideą przedwojennych założycieli propagandę, akcentującą odrębność etniczną mieszkańców Podtatrza.
Kolejnym krokiem Niemców w odcięciu Podhala od reszty kraju było zamknięcie dla Polaków granic Zakopanego. Od stycznia 1940 r. mogła tam przyjeżdżać tylko ludność niemiecka.
Kilka miesięcy później przeprowadzono na Podhalu spis ludności – obietnicami, zastraszaniem, a także terrorem zmuszano mieszkańców do określenia swej narodowości. Najbardziej wskazana była opcja: góral.
Największe nasilenie akcji Goralenvolk przypadło na rok 1942. W lutym utworzono tzw. Komitet Góralski z siedzibą w Zakopanem. Rodzaj miejscowego rządu, kuźnię kadry przyszłego księstwa góralskiego. Na czele komitetu stanął Wacław Krzeptowski, jego zastępcą został Józef Cukier. Wprowadzono góralskie karty rozpoznawcze – Kennkarten, oznaczone na pierwszej stronie literą G. Komitet różnymi sposobami, również terrorem, starał się, aby jak największa liczba Podhalan przyjęła te karty.
Rezultaty nie zadowoliły Niemców. W Bukowinie Tatrzańskiej i Krościenku np. odsetek kart góralskich wyniósł niespełna 3%. Podobnie w gminach Szaflary i Czorsztyn. Liczniej przystąpili mieszkańcy Zakopanego, Nowego Targu i Rabki. W Zakopanem wydano 2,5 tys. kart góralskich (na 8 tys. kart polskich).
Nie ma dokładnych danych z całego Podtatrza. Historycy sprzeczają się – jedni mówią o 3% zwerbowanych (na 150 tys. mieszkańców Podhala), drudzy o 30%.
Wbrew początkowo składanym obietnicom przyjęcie karty góralskiej nie zapewniało jednak ochrony przed wywozem na przymusowe roboty w głąb Rzeszy, oddawaniem kontyngentów, rekwizycjami czy aresztowaniem.
Niemcy stracili zainteresowanie ideą Goralenvolku na początku 1943 r., gdy nie udało się zorganizować góralskiej formacji SS.

Manchester United - mistrz i rekordzista Anglii

dsz
2009-05-16, ostatnia aktualizacja 2009-05-16 16:37
Fot. STR REUTERS

Dzięki remisowi 0:0 z Arsenalem Manchester United został po raz trzeci z rzędu i 18 w historii piłkarskim mistrzem Anglii. To jedenasty triumf w ligowych rozgrywkach tej drużyny pod wodzą Alexa Fergusona


Fot. EDDIE KEOGH REUTERS
Fot. Matt Dunham AP
Zobacz jak w meczu z Man Utd wypadł Fabiański - Z czuba.tv »

- Jeżeli Manchester United wygra Premier League, to wcale nie będzie to oznaczało, że jest najlepszy. Po prostu zdobył więcej punktów, nic poza tym - mówił przed meczem trener Liverpoolu Rafael Benitez.

Miał rację, czy nie, drużyna sir Alexa Fergusona dokonała rzeczy niezwykłej. Dzięki remisowi z Arsenalem po raz trzeci z rzędu została mistrzem kraju i tym samym wyrównała rekord Anglii - ma już na swoim koncie 18 ligowych tytułów, tyle samo co Liverpool.

Sytuacji do zdobycia bramki nie brakowało zarówno jednej jak i drugiej drużynie. W słupek trafił Fabregas, słusznie zdobytej bramki przez Manchester nie uznał arbiter spotkania.

Dodatkowych emocji i dramaturgii nadał konfrontacji padający intensywnie na początku drugiej połowy deszcz.

Łukasz Fabiański był kilka razy w opałach, ale nie miał zbyt wielu okazji do pokazania swoich umiejętności - piłka albo mijała jego słupek o centymetry, ale obrońcy Arsenalu na porę kończyli akcje Manchesteru.

Manchester zremisował z Arsenalem i po raz trzeci z rzędu sięgnął po tytuł.

Teraz Barcelona

W dodatku "Czerwone Diabły" w dalszym ciągu są w grze o triumf w Lidze Mistrzów. W finale zagrają z magiczną w tym sezonie Barceloną, która w niedzielę może również zapewnić sobie mistrza kraju.. Jeśli Manchester pokona "Dumę Katalonii" to sięgnie po inny rekord - nikomu w historii Champions League nie udało się obronić tytułu sprzed roku.

Legenda Sir Alexa Fergusona

Dla Alexa Ferguson, który prowadzi zespół nieprzerwanie od 1986 roku, to jedenaste mistrzostwo Anglii z Manchesterem. W dobie dzisiejszych sukcesów, niewielu już pamięta, że 1989 roku było blisko, żeby klub spadł z pierwszej ligi. Potęga Manchesteru za rządów szkockiego trenera zaczęła się tworzyć trzy lata później, kiedy do zespołu trafił Eric Cantona. Wtedy przełamali trwający 25 lat ligowy regres i wygrali Premier League.

Dziś Manchester jest jednym z największych klubów świata. Na całym świecie ma ponad 330 milionów fanów. Według rankingu Forbesa Manchester jest najbogatszym klubem świata.

Osiągnięcia Fergusona:

Manchester United (1986-?)

Mistrz Anglii (11): 1993, 1994, 1996, 1997, 1999, 2000, 2001, 2003, 2007, 2008, 2009

Puchar Anglii (5): 1990, 1994, 1996, 1999, 2004

Puchar Ligi (3): 1992, 2006, 2009

Liga Mistrzów (2): 1999, 2008

Puchar Zdobywców Pucharów (1): 1991

Puchar UEFA (1): 1992

Puchar Interkontynetalny/Klubowe mistrzostwa świata(2): 1999, 2008

Aberdeen (1978-1986)

Mistrz Szkocji (3): 1980, 1984, 1985

Puchar Szkocji (4): 1982, 1983, 1984, 1986

Puchar Ligi: 1986

Puchar Zdobywców Picharów: 1983

Superpuchar Europy: 1983