Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FUNDUSZE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FUNDUSZE. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 października 2009

Na podium starzy bywalcy i debiutant

Cezary Adamczyk 15-10-2009, ostatnia aktualizacja 15-10-2009 10:40
Union Investment, Idea i Arka BZ WBK to najlepsze towarzystwa funduszy inwestycyjnych – wynika z corocznej analizy przygotowanej przez „Rzeczpospolitą” i firmę Analizy Online
Walizka z pieniędzmi
źródło: www.sxc.hu
Walizka z pieniędzmi
Najlepsze TFI
źródło: Rzeczpospolita
Najlepsze TFI
Tegoroczny wzrost cen akcji na giełdach sprawił, że od kilku miesięcy klienci powoli wracają do funduszy inwestycyjnych. W tym roku bilans wpłat i umorzeń jednostek jest dodatni, wynosi około 600 mln zł. Nie jest to kwota imponująca, ale w miarę normalizowania się sytuacji w światowej gospodarce strumień pieniędzy płynących do funduszy będzie się powiększał.
Powinien temu sprzyjać również koniec wojny depozytowej między bankami. Środki z wygasających właśnie lokat, zakładanych rok temu na 8 – 9 proc., teraz będą musiały znaleźć inne miejsce, ponieważ banki nie proponują już tak wysokich stawek. Część z pewnością trafi właśnie do funduszy.
Pojawi się jednak problem, który fundusz wybrać. Zadanie nie jest proste, zważywszy że na rynku działa ponad 540 różnych funduszy. Dla porównania na warszawskiej giełdzie notowane są akcje 375 firm.
By pomóc w podjęciu decyzji, „Rzeczpospolita” oraz firma Analizy Online przygotowały kolejny, siódmy już ranking towarzystw funduszy inwestycyjnych (TFI) oraz zarządzanych przez nie funduszy. Podobnie jak w poprzednich latach, w ocenie TFI uwzględniliśmy nie tylko wyniki i ryzyko ponoszone przez dany fundusz, ale także rotację w zespołach zarządzających oraz politykę informacyjną.
Zwyciężył Union Investment TFI. Zdobył łącznie 85,3 pkt na 100 możliwych. W dwóch poprzednich latach był na drugim miejscu. Warto dodać, że Union Investment jako jedyne towarzystwo znajdowało się na podium we wszystkich edycjach naszego rankingu (trzy lata temu był pierwszy). Tegoroczny wynik potwierdza jego mocną pozycję. Co prawda jego fundusze nie mają najwyższych zysków, ale zazwyczaj plasują się powyżej przeciętnej.

Na drugiej pozycji znalazł się tegoroczny debiutant w rankingu – Idea TFI. Zdobył zaledwie o 0,3 pkt mniej niż zwycięzca, głównie z powodu nieco niższej oceny polityki informacyjnej. Pod względem zarządzania i ryzyka Idea uzyskała najwyższe oceny. Wśród trzech najlepszych jest też ubiegłoroczny zwycięzca – Arka BZ WBK. Do lidera stracił 3,5 pkt.
W tegorocznym rankingu towarzystw pojawiły się cztery nowe podmioty. Obok wspomnianego Idea TFI mocną pozycję osiągnął KBC TFI; z notą 73 pkt uplasował się na piątej pozycji. Kolejni debiutanci, Allianz TFI i Amplico TFI, zajęli odpowiednio miejsca: siódme i dziesiąte.
Warto zwrócić uwagę na wielkość środków zarządzanych przez zwycięzców. W sumie ich aktywa stanowią około 16 proc. aktywów wszystkich TFI (88,7 mld zł na koniec września 2009 r.). Arka BZ WBK zarządza środkami przekraczającymi 10,3 mld zł (drugie pod tym względem towarzystwo na rynku). Union Investment (aktywa 3,3 mld zł) można zaliczyć do średniaków. Z kolei Idea to jedno z najmniejszych towarzystw.
Często pojawia się słuszna zresztą opinia, że mniejszymi aktywami łatwiej jest zarządzać. Ranking pokazał jednak, że w dłuższym terminie o wynikach decyduje skuteczność w pomnażaniu pieniędzy.

Jak ocenialiśmy Towarzystwa

- W ocenie wzięliśmy pod uwagę pięć grup funduszy: akcji, obligacji, zrównoważone, stabilnego wzrostu i pieniężne.
- Oprócz wyników, ryzyka oraz stabilności zespołów zarządzających uwzględniliśmy politykę informacyjną towarzystw.
- Każde towarzystwo mogło dostać maksymalnie 100 punktów.
- Maksimum 85 punktów przysługiwało za wyniki inwestycyjne, ryzyko oraz rotację zarządzających.
- Do 15 punktów przydzielaliśmy za ocenę polityki informacyjnej TFI.
Zobacz rankingi szczegółowe - fundusze akcji, zrównoważone, stabilnego wzrostu, rynku pieniężnego, dłużne
Rzeczpospolita

środa, 4 czerwca 2008

Fundusze emerytalne - z akcjami na krawędzi

tm
2008-06-04, ostatnia aktualizacja 2008-06-04 09:19

2008 rok może być pierwszym w historii otwartych funduszy emerytalnych (OFE), w którym ich jednostki stracą na wartości. Wszystko przez kiepską koniunkturę na rynku akcji i obligacji - czytamy w "Parkiecie".

Zobacz powiekszenie
Ekonomiści spekulują, że inflacja wwakacje może skoczyć do ponad 5 proc. A szybki wzrost gospodarki na pewno jej nie ograniczy
W tym roku jednostki funduszy straciły na wartości średnio 5 proc. Jeśli przez następnych 7 miesięcy sytuacja na giełdzie i rynku obligacji się nie poprawi (fundusze mają ulokowane w akcjach około 30 proc. aktywów), to OFE zanotują straty.

A optymistów jest naprawdę niewielu. Gazeta cytuje np. Roberta Woźnego z Aegon OFE, który mówi, że "nikt nie wie co się stanie. Wszystko zależy od wyceny akcji i obligacji." Zarządzający spodziewa się raczej utrzymania trendu bocznego. Podobnie ostrożni są też w OFE Allianz.

"Parkiet" dodaje jednak, że nieco bardziej optymistyczni są zarządzający w funduszach inwestycyjnych. Według Sebastiana Buczka prezesa Quercus TFI WIG i WIG20 mogą wzrosnąć do końca roku o około 10 proc., ale "poprawa koniunktury mogłaby nastąpić w IV kwartale". Ale, według dziennika, taki wzrost na samych akcjach to za mało by odrobić straty. Więcej w "Parkiecie

Więcej opinii o sytuacji na giełdach na internetowym blogu szefa Quercus TFI Sebastiana Buczka tylko w portalu Gazeta.pl.

sobota, 24 maja 2008

Drogie surowce to wina funduszy spekulacyjnych? Politycy: tak; Słysz: niekoniecznie

2008-05-23, ostatnia aktualizacja 2008-05-23 23:54

Argumenty o konieczności ograniczenia dostępu kapitału spekulacyjnego do takich rynków jak żywność czy ropa dają się słyszeć coraz częściej, głównie z ust polityków (którzy mają wrodzoną skłonność do demagogii), ale też rosnącej liczby analityków - napisał na swoim blogu internetowym w portalu Gazeta.pl Michał Słysz, członek zarządu Investors TFI.

Zobacz powiekszenie
Pełny tekst analizy na blogu Michała Słysza w portalu Gazeta.pl.

Niedawno przeczytałem o propozycji amerykańskiego senatora Liebermana, który rozwiązanie problemu wysokich cen ropy i miedzi widzi w ograniczeniu dostępu do rynków surowcowych inwestorom instytucjonalnym.

On i inni zwolennicy ograniczeń argumentują, że wskutek wzrostu wartości aktywów w funduszach handlujących kontraktami na surowce (w ciągu pięciu lat z 13mld USD do 260 mld USD) i liczby funduszy (podwojenie się w ciągu 5 lat) presja popytu z ich strony winduje ceny do poziomów nieuzasadnionych fundamentalnie. Zdają się przy tym zapominać, że poza złotem i srebrem inwestorzy rzadko decydują się na dostawę surowca i nie wpływają w żaden sposób na zwiększenie fizycznego popytu.

Zarzuty stawiane hedge fundom najlepiej ocenić badając zmiany cen surowców, które nie są przedmiotem spekulacji (dla których nie ma jednolitego rynku) i cen surowców, dla których istnieją instrumenty typu exchange-traded futures.

Do celów tej analizy najlepiej nadają się metale przemysłowe jako dość szeroka i zróżnicowana grupa surowców. Do metali nienotowanych na jednolitych rynkach należą m.in. stal, ferrochrom, kobalt, magnez, rod, molibden i wiele innych. Grupę metali notowanych tworzą aluminium, miedź, cynk, nikiel i ołów. Z analizy Franka Holmesa, znanego propagatora inwestowania w surowce wynika, że od początku 2002r. (umownego początku hossy na rynku metali) do początku 2008r., ceny ustalane lokalnie przez kooperujących dostawców i odbiorców, a nie na scentralizowanych giełdach wzrosły o prawie 600%!!!

Dla porównania ceny surowców ustalane na jednolitych rynkach (LME i NYMEX), gdzie udział spekulantów jest istotny, wzrosły o niecałe 250%. Dane za zeszły rok, w którym nastąpił wysyp funduszy surowcowych wynoszą odpowiednio 94% i 26%.

Czego dowodzi to porównanie? Odpowiedź na blogu Michała Słysza z Investors TFI w portalu Gazeta.pl.

wtorek, 11 marca 2008

Na GPW duże wzrosty indeksów. Czy to był przełomowy wtorek?

ISB, tm
2008-03-11, ostatnia aktualizacja 2008-03-11 18:11

Wtorkowa sesja na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych (GPW) zakończyła się znaczącymi wzrostami wszystkich indeksów. Przez większą cześć dnia mocno zyskiwał również złoty. Analitycy zastanawiają się, czy nie był to przełomowy wtorek na rynkach.

Zobacz powiekszenie
Fot. Igor Morye / AG
GPW w górę
Jest ona m.in. rezultatem lepszych od spodziewanych danych z USA oraz wiadomości o interwencji banków centralnych na rynkach finansowych.

"Już otwarcie dzisiejszej sesji było optymistyczne, impuls dla bardziej dynamicznych wzrostów dały dane makroekonomiczne z USA" - powiedział dyrektor Departamentu Zarządzania Inwestycjami ECM dr. Jarosław Klepacki. We wtorek opublikowano dane nt. bilansu handlowego USA.

"Najważniejszym impulsem była jednak zapowiedź interwencji na rynku finansowym przez Fed" - zaznaczył Klepacki. Amerykański bank centralny zapowiedział dziś, że zorganizuje przetargi, na których pożyczy instytucjom finansowym do 200 mld USD w papierach skarbowych i podwyższy linie swapowe z dwoma zagranicznymi bankami centralnymi.

Klepacki ocenia, że rynki będą czekały teraz przede wszystkim na 18 marca i posiedzenie Fedu. Zwrócił uwagę, że na dzisiejszej sesji techniczne poziomy 2800-2850 obroniły się.

"Na rynku nadal widać sporą nerwowość. Inwestorzy nie są do końca przekonani o trwałości poprawy" - zaznaczył Klepacki. Zwrócił uwagę na to, że kolejny dzień z rzędu obroty utrzymują się na bardzo niskim poziomie.

We wtorek indeks WIG 20 wzrósł o 2,65% do 2 949,43 pkt, a WIG o 2,04% do 47 345,99 pkt. Obroty wyniosły ok. 1,39 mld zł.

We wtorek złoty zyskiwał wraz ze spadkiem awersji do ryzyka

Podczas wtorkowej sesji złoty systematycznie zyskiwał wobec głównych walut. Zdaniem analityków, było to efektem globalnej poprawy nastrojów i pociągnęło w górę wszystkie waluty rynków wschodzących.

"Dzisiejsza sesja przebiegała pod dyktando wydarzeń globalnych, gdzie wyraźnie widoczny był spadek awersji do ryzyka. Najpierw zaczął zyskiwać japoński jen, a to pociągnęło wzrost wartości wszystkich walut rynków wschodzących" - powiedział ekonomista BRE Banku Ernest Pytlarczyk.

Analityk zauważył, że największym beneficjentem wtorkowej sesji był węgierski forint, ale złoty także wyraźnie się umocnił wobec dolara i euro. Jego zdaniem ta tendencja powinna trwać nadal.

"Dziś jeszcze dolar obronił poziom 1,55 do euro, ale jego przełamanie jest tylko kwestią czasu. Tym samym wkrótce przełamiemy także granicę 2,30 zł za dolara" - przewiduje Pytlarczyk.

W poniedziałek ok. godz. 17:00 za jedno euro płacono średnio 3,5691, a za dolara - 2,3227 zł. Kurs euro/dolar wynosił 1,5368. W ciągu dnia dolar kosztował jednak już nawet 3,2896 zł, euro/dolar blisko 1,55.

Źródło: ISB

piątek, 22 lutego 2008

Quercus: pierwsze TFI dla bogatych

Maciej Samcik
2008-02-21, ostatnia aktualizacja 2008-02-21 19:59

W marcu do wyścigu o pieniądze klientów ruszy TFI Quercus, pierwsze w Polsce towarzystwo funduszy, które nastawia się wyłącznie na obsługę bogatych klientów

TFI Quercus to przedsięwzięcie kilku byłych menedżerów holenderskiej grupy ING, którzy w ubiegłym roku - pod wodzą byłego prezesa TFI ING Sebastiana Buczka - postanowili się usamodzielnić. W czwartek licencję na działalność wydała Quercusowi Komisja Nadzoru Finansowego, zaś wczoraj towarzystwo odsłoniło karty.

- Chcemy, żeby Quercus był pierwszą w Polsce rodziną funduszy przeznaczoną dla wymagających klientów dysponujących dużymi pieniędzmi - zadeklarował dziennikarzom prezes Buczek.

Quercusa ma wyróżniać wyższy od konkurencji poziom wpłat - aby stać się uczestnikiem każdego z czterech funduszy, będzie trzeba mieć w kieszeni co najmniej 20 tys. zł. Większość funduszy przyjmuje klientów już od kilkuset złotych. - Spodziewamy się, że przeciętna wpłata do naszych funduszy wyniesie 100 tys. zł - szacuje Buczek.

Atutem Quercusa mają być nietypowe fundusze, które sprostają oczekiwaniom wymagających klientów. Np. zamiast zwykłego funduszu bezpiecznego Quercus wprowadzi fundusz ochrony kapitału, w którym poza polskimi obligacjami będzie miejsce dla zagranicznych, a do 20 proc. pieniędzy pójdzie na akcje spółek. - Ale tylko te, do których będziemy mieli głębokie przekonanie, że za rok ich cena wzrośnie - zastrzega Buczek.

Poza tym Quercus zaproponuje trzy fundusze bardziej ryzykowne - Selektywny (z udziałem akcji od zera do 100 proc.), Agresywny oraz fundusz Bałkany i Turcja (oba z udziałem akcji 50-100 proc.). Każdy z nich ma inwestować pieniądze nie tylko na warszawskiej giełdzie, ale też na innych parkietach tzw. Nowej Europy - od Estonii po Turcję (nie wchodzą w grę tylko Rosja i Ukraina).

Fundusze Quercusa mają być zarządzane bardziej aktywnie niż "zwykłe" fundusze, których portfele często są podobne do składu giełdowych indeksów. Mają być nastawione na łowienie okazji, nie będą stroniły od akcji firm dopiero wchodzących na giełdę lub młodych spółek z rynku NewConnect.

Quercusa ma też wyróżniać przyjazna dla klientów struktura opłat za zarządzanie funduszami. Zamiast sztywnych opłat (np. 4 proc. rocznie) bez względu na wyniki będzie część sztywna prowizji i część uzależniona od wyników funduszy.

Choć wszystkie cztery fundusze mają charakter otwarty, to po przekroczeniu przez dany fundusz miliarda złotych aktywów będzie się on zamykał na nowe wpłaty. To też ukłon w stronę klientów, którzy oczekują wysokiej jakości zarządzania pieniędzmi. Mniejszym funduszem łatwiej zarządzać niż wielomiliardowym molochem.

Sprzedaż funduszy ma się zacząć w marcu, ale nie wiadomo jeszcze, gdzie będzie można kupić ich udziały. Szefowie Quercusa chcą podpisać umowy ze wszystkimi bankami, firmami ubezpieczeniowymi i pośrednikami, którzy specjalizują się w obsłudze bogatych klientów. W ciągu roku liczą na pozyskanie 500 mln zł.

Źródło: Gazeta Wyborcza

wtorek, 19 lutego 2008

Rynek ofert produktów z gwarancją braku straty kapitału


(Gazeta Prawna/08.02.2008, godz. 05:00)

http://biznes.onet.pl/5,1468451,prasa.html#czytaj
Produkty strukturyzowane, czyli gwarantujące brak straty kapitału podbijają polski rynek finansowy. Od początku roku nie ma tygodnia, żeby bank, towarzystwo funduszy inwestycyjnych, ubezpieczyciel czy pośrednik finansowy nie ogłosił rozpoczęcia subskrybcji lub wprowadzenia w ciągłej sprzedaży takiego produktu.

- Taka oferta jest szczególnie interesująca zwłaszcza teraz, w sytuacji dużej zmienności na europejskich rynkach kapitałowych - mówi Wojciech Trybuszkiewicz, dyrektor departamentu bancassurance w Grupie Generali.

To efekt konstrukcji takiej oferty, która z jednej strony gwarantuje ochronę całości a przynajmniej większości kapitału, a z drugiej daje potencjalnie nieograniczone możliwości partycypacji w zyskach zarówno ze wzrostów jak i spadków cen akcji specjalnie dobranych spółek. Na przykład w placówkach Noble Banku lub u sprzedawców Open Finance, w produkcie Dolar kontra reszta świata, zysk klienta ustalany jest na podstawie umocnienia się koszyka czterech walut rynków wschodzących względem dolara. Inwestor korzysta więc zarówno z umacniania się tych walut jak i osłabienia dolara.

Dlatego według szacunków uczestników rynku w ubiegłym roku ulokowaliśmy w tego typu produktach około 10 mld zł.

- W tym roku ta wartość może wzrosnąć nawet o połowę – mówi Maciej Kossowski, prezes WealthSolutions.

Dodaje, że będzie to efekt zwiększającej się awersji do ryzyka powodowanej ostatnimi zawirowaniami na rynkach finansowych i poszukiwania przez inwestorów bezpieczniejszych form lokowania oszczędności.

- W dużej mierze wzrost będzie również spowodowany wejściem na rynek detaliczny produktów strukturyzowanych dwóch największych banków w Polsce – Pekao i PKO BP – mówi Maciej Kossowski.

Taki wyścig jest dobry dla klientów.

- Konkurencja na tym rynku rośnie, co objawia się wprowadzeniem bardzo zaawansowanych produktów min. takich jak dodawanie do lokat strukturyzowanych wysokich gwarantowanych odsetek – mówi Przemysław Guberow, dyrektor ds. produktów inwestycyjnych w Grupie Noble Bank.

Jego firma przeprowadziła w ubiegłym roku 12 subskrypcji osiem produktów na łączną kwotę 154 mln zł. Jeden z produktów, Ósemka o 3 letnim horyzoncie inwestycji przewiduje podzielenie wpłacanej kwoty na połowę i zagwarantowania 8 proc. odsetek rocznie z części lokacyjnej.

- Plany na rok 2008 to 60 subskrypcji 20 produktów na łączną kwotę 500 mln zł – mówi Przemysław Guberow.

Dostarczycielem produktu dla jego firmy, jest towarzystwo ubezpieczeniowe Europa Życie. W ubiegłym roku firma przygotowała aż 30 takich produktów.

- W tym roku na pewno nie zwolnimy tempa. Tylko w styczniu 2008 r. uruchomiliśmy subskrypcje aż 10 produktów - zarówno nowych, jak i wprowadzonych przez nas na rynek w roku 2007 – mówi Krzysztof Rosiński, wiceprezes Europa Życie.

Jakie są zalety produktów strukturyzowanych dla klientów ? Jak można zarobić na spadkach notowań akcji? Na co zwracać uwagę kupując produkt z gwarancją ?

Więcej: Gazeta Prawna 8.02.2008 (28) – str.4-5
Marcin Jaworski

Fundusze inwestycyjne: Gdzie inwestować, żeby nie płacić podatku

Ewa Dolińska
2008-02-15, ostatnia aktualizacja 2008-02-15 13:15

Niższe opłaty manipulacyjne oraz możliwość uniknięcia opodatkowania uzyskiwanego za pośrednictwem funduszu dochodu czynią z luksemburskich funduszy inwestycyjnych korzystną alternatywę wobec rodzimych funduszy

Zobacz powiekszenie
Fot. Gazeta Bankowa
Ewa Dolińska, prawnik działu finansowego kancelarii Krawczyk i Wspólnicy
Zgodnie z tzw. dyrektywami UCTIS (tj. w szczególności z dyrektywą 2001/107/WE oraz dyrektywą 2001/108/WE) fundusz inwestycyjny zarejestrowany i działający w jednym z krajów Unii Europejskiej, w tym w Luksemburgu, po spełnieniu wymogów zawartych w powyższej dyrektywie może prowadzić swoją działalność na terenie wszystkich krajów członkowskich wspólnoty europejskiej. W praktyce oznacza to, iż luksemburski fundusz inwestycyjny może oferować swoje produkty na terenie całej Unii Europejskiej bez konieczności otwierania oddziałów czy przedstawicielstw w poszczególnych państwach wchodzących w skład wspólnoty.

Odmiennie niż fundusze polskie, luksemburskie fundusze inwestycyjne są spółkami, które mogą w dowolnym momencie uzyskiwać lub rezygnować ze statusu funduszu inwestycyjnego, przy czym zmiana statusu nie wpływa w żaden sposób na stan posiadanych przez ten fundusz aktywów. Podstawowymi typami funduszy luksemburskich są: Société d'Investissement a Capital Variable (SICAV), La Société d'Investissement a Capital Risque (SICAR) oraz Specialized Investment Fund (SIF). SICAV jest typowym otwartym funduszem inwestycyjnym, na którego założenie zgodę wyrazić powinna luksemburska komisja nadzoru bankowego, natomiast SICAR to odpowiednik zamkniętego funduszu inwestycyjnego, przeznaczonego do inwestowania w przedsięwzięcia typu private equity oraz venture capital. Możliwość założenia funduszu SIF w Luksemburgu istnieje dopiero od lutego 2007 roku. SIF jest zamkniętym funduszem inwestycyjnym, który w swojej specyfice inwestowania i funkcjonowania zbliżony jest do funduszu SICAV. Założenie SIF nie wymaga zgody komisji nadzoru bankowego.

Fundusze luksemburskie oferują dwie podstawowe jednostki uczestnictwa: jednostki akumulacyjne, w których zysk dopisywany jest do wartości danej jednostki, oraz jednostki dystrybucyjne, z których zysk wypłacany jest w formie dywidendy. W praktyce, rodzaj jednostki uczestnictwa wpływa nie tylko na sposób uzyskiwania zysku z lokowanych w danym funduszu środków finansowych, ale również na sposób opodatkowania tego zysku.

Jednostki akumulacyjne

Na mocy wewnętrznych regulacji luksemburskich, zyski kapitałowe (w tym zyski ze sprzedaży jednostek uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych) wypłacane osobie fizycznej niebędącej rezydentem luksemburskim zwolnione są z opodatkowania w Luksemburgu. Nie oznacza to jednak, że zyski takie są całkowicie zwolnione z opodatkowania. Zgodnie z art. 13 ust. 4 polsko-luksemburskiej umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania, zyski ze sprzedaży jednostek uczestnictwa w funduszu luksemburskim podlegają opodatkowaniu w państwie miejsca zamieszkania sprzedawcy, tj. w Polsce. Zgodnie z polską Ustawą o PIT, zyski ze sprzedaży tych jednostek są traktowane jak dochody kapitałowe i opodatkowane zryczałtowaną 19-proc. stawką PIT. Istotne jest, że w praktyce płatnikiem podatku od zysku uzyskiwanego ze sprzedaży jednostek polskiego funduszu są polskie TFI. Płatnikiem takim nie jest natomiast podmiot zarządzający zagranicznym funduszem inwestycyjnym, wskutek czego należny podatek nie zostaje odprowadzony i polski podatnik powinien z takiego dochodu rozliczyć się indywidualnie, wypełniając PIT-38.

Jednostki dystrybucyjne

Z odmienną sytuacją mamy do czynienia w przypadku, gdy polski inwestor zakupił jednostki dystrybucyjne funduszu luksemburskiego. Podobnie jak w przypadku zysków ze sprzedaży jednostek akumulacyjnych, również dywidenda wypłacana przez fundusz luksemburski osobie fizycznej będącej rezydentem polskim zwolniona jest z opodatkowania w Luksemburgu. Należy jednak zauważyć, że na mocy art. 10 powyższej umowy to Luksemburg uzyskał prawo do opodatkowania dochodu z tytułu wypłacanej dywidendy. W praktyce jednak, jak wspomniano powyżej, dochód taki zwolniony jest z opodatkowania w Luksemburgu. Jednocześnie, zgodnie z art. 24 umowy polsko-luksemburskiej, Polska zwolni od opodatkowania dochód z tytułu dywidend osiągany przez polskiego rezydenta, z zastrzeżeniem, że przy obliczaniu podatku od pozostałego dochodu tej osoby może zastosować stawkę podatkową, która byłaby zastosowana, gdyby dochód zwolniony od opodatkowania doliczany był do pozostałego dochodu podatnika. Zgodnie z poglądem doktryny potwierdzonym przez ministra finansów w interpretacji z 24 października 2006 roku (DD7-033-136/ML/06/5656), Polska przyznaje zwolnienie niezależnie od tego, czy drugie państwo (w tym przypadku Luksemburg) skorzystało z prawa do opodatkowania dywidend czy też nie. Postanowienia konwencji bowiem pozwalają zwolnić państwo miejsca zamieszkania lub siedziby podatnika będącego odbiorcą dywidendy z obowiązku zbadania faktycznego systemu podatkowego stosowanego w danym przypadku w drugim państwie. Tym samym nie jest istotne, że w praktyce Luksemburg nie opodatkowuje dywidend wypłacanych nierezydentom, a jedynie to, że zgodnie z umową o unikaniu podwójnego opodatkowania dywidenda taka powinna być opodatkowana jedynie w Luksemburgu.

Fundusze parasolowe

Fundusz parasolowy (ang. umbrella fund) jest rodzajem funduszu złożonego z subfunduszy inwestujących w odmienne instrumenty finansowe lub na różnych rynkach. Fundusze parasolowe, jako nowy produkt na rynku polskim nie są jeszcze popularne, w związku z czym skala ich działalności jest ograniczona. Inaczej jest w przypadku funduszy parasolowych luksemburskich, gdzie w ramach jednego funduszu działać może kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt subfunduszy. Konwersja jednostek uczestnictwa w ramach jednego funduszu luksemburskiego nastąpić może w dowolnym momencie i nie są od niej pobierane żadne opłaty manipulacyjne. Ponadto, na mocy art. 17 ust. 1c Ustawy o PIT przy zamianie jednostek uczestnictwa subfunduszu na jednostki uczestnictwa innego subfunduszu tego samego funduszu inwestycyjnego z wydzielonymi subfunduszami nie powstaje podatnikowi przychód do opodatkowania.

W doktrynie przyjmuje się, że zyski osiągane w ramach jednego subfunduszu mogą być rozliczane łącznie ze stratami osiąganymi z tytułu jednostek uczestnictwa w innym subfunduszu, w ramach jednego funduszu. W konsekwencji, dla celów podatkowych, dochód i strata z tytułu udziału w funduszu powinny być rozliczane jedynie w chwili umorzenia jednostek danego funduszu. Pogląd ten został wyrażony również w interpretacji z 30 stycznia 2007 roku wydanej przez Pierwszy Wielkopolski Urząd Skarbowy w Poznaniu, zgodnie z którą jeżeli nabycie oraz odkupienie jednostek uczestnictwa różnych subfunduszy, w ramach tego samego funduszu inwestycyjnego otwartego, następuje w wyniku jednego zlecenia portfelowego, to opodatkowaniu podatkiem dochodowym od osób fizycznych, w ramach danego portfela, nie podlega dochód z odkupienia jednostek funduszu inwestycyjnego każdego subfunduszu oddzielnie. Tym samym, dla potrzeb ustalenia dochodu do opodatkowania PIT, nabycie oraz odkupienie jednostek uczestnictwa różnych subfunduszy jednego funduszu inwestycyjnego w ramach zlecenia portfelowego należy traktować jako jedność, niezależnie od tego w ile subfunduszy prowadzonych przez fundusz inwestycyjny zainwestowana została wpłata polskiego inwestora. Uznać zatem należy, że dochodem podlegającym opodatkowaniu w przypadku odkupienia jednego portfela składającego się z jednostek uczestnictwa co najmniej dwóch subfunduszy jest różnica pomiędzy przychodem otrzymanym z tytułu odkupienia całego portfela, a kosztami poniesionymi przez uczestnika na nabycie tego portfela. Odmienne stanowisko zajął Drugi Mazowiecki Urząd Skarbowy w Warszawie w postanowieniu z 5 stycznia 2007 roku (1472/DPC/415-106/06/PK), w rozumieniu którego jednostki uczestnictwa subfunduszy nie są jednostkami uczestnictwa jednego funduszu jedynie związanymi z różnymi subfunduszami. Reprezentują one natomiast odrębne prawa majątkowe i są związane z aktywami poszczególnych subfunduszy. Brak jest zatem podstaw do różnicowania sytuacji, gdy jednostki uczestnictwa subfunduszy są zbywane jednego dnia od sytuacji, gdy są one zbywane w różnych dniach. Ponadto, "w wyniku zbycia z zyskiem jednostek uczestnictwa subfunduszu powstaje przychód z udziału w funduszach kapitałowych, a więc w wyniku zbycia z zyskiem jednostek uczestnictwa dwóch lub więcej subfunduszy powstają dwa lub więcej przychody. W związku z tym w takiej sytuacji obowiązek poboru podatku powstanie tyle razy ile razy powstanie przychód".

Prywatny fundusz inwestycyjny (SIF)

SIF jest zamkniętym funduszem inwestycyjnym, lokującym swoje środki m.in. w nieruchomościach, innych funduszach (w tym hedgingowych), czy instrumentach finansowych. Zgodnie z wewnętrznym prawem Luksemburga, emisja certyfikatów inwestycyjnych SIF może być skierowana jedynie do profesjonalnych lub instytucjonalnych inwestorów. Możliwe jest również założenie funduszu inwestycyjnego jedynie dla jednego inwestora. Przeciętny czas rejestracji luksemburskiego funduszu nie przekracza 2 miesięcy. SIF może mieć formę luksemburskiej spółki osobowej lub spółki kapitałowej, przy czym forma prawna funduszu nie wpływa na zakres jego działania. Jednocześnie, luksemburskie fundusze inwestycyjne zwolnione są z podatku dochodowego. Istnieje jednakże obowiązek zapłaty podatku (tzw. taxe d'abonnement) od posiadanych przez ten fundusz w wysokości 0,01 proc. wartości netto tych aktywów rocznie.

Podobnie jak w przypadku klasycznych funduszy, inwestor w zamian za wniesione pieniądze lub papiery wartościowe otrzymuje certyfikaty inwestycyjne o określonej wartości. Istotne jest, że wniesienie do funduszu akcji (udziałów) w zamian za obejmowane certyfikaty inwestycyjne nie będzie stanowić dla inwestora przychodu w rozumieniu Ustawy o PIT. Zgodnie bowiem art. 17 ust. 1 pkt 9 Ustawy o PIT, przychodami z kapitałów pieniężnych są w szczególności: nominalna wartość udziałów (akcji) w spółce mającej osobowość prawną albo wkładów w spółdzielni objętych w zamian za wkład niepieniężny. Jednocześnie, na mocy art. 23 ust. 1 pkt 38 Ustawy o PIT, za koszty uzyskania przychodu nie uważa się wydatków na objęcie lub nabycie udziałów albo wkładów w spółdzielni, udziałów (akcji) w spółce mającej osobowość prawną oraz innych papierów wartościowych, a także wydatków na nabycie tytułów uczestnictwa w funduszach kapitałowych; wydatki takie są jednak kosztem uzyskania przychodu z odpłatnego zbycia tych udziałów (akcji), wkładów oraz innych papierów wartościowych, w tym z tytułu wykupu przez emitenta papierów wartościowych, a także z odkupienia tytułów uczestnictwa lub jednostek uczestnictwa w funduszach kapitałowych, albo umorzenie jednostek uczestnictwa oraz certyfikatów inwestycyjnych w funduszach kapitałowych. Wydatki te stanowić będą koszty uzyskania przychodu w momencie odpłatnego zbycia certyfikatów inwestycyjnych.

*Autorka jest prawnikiem działu finansowego kancelarii Krawczyk i Wspólnicy

Źródło: Gazeta Bankowa

środa, 6 lutego 2008

TFI mogą wstrzymywać wypłatę pieniędzy

  • Jeśli w ciągu dwóch tygodni będzie za dużo wniosków o umorzenia, TFI może wstrzymać wypłaty
  • Jeden z funduszy HSBC działający w Polsce zawiesił wyceny jednostek
  • Wczoraj giełdy znów mocno spadały, więc TFI mogą spodziewać się znów wniosków o umorzenia

Styczniowe spadki i umorzenia znacząco uszczupliły wartość aktywów krajowych towarzystw funduszy inwestycyjnych (TFI). Według wstępnych szacunków przedstawicieli TFI w ubiegłym miesiącu z funduszy odpłynęły netto środki o wartości ok. 10 mld zł. Jednak żadne z polskich TFI nie zdecydowało się na wstrzymanie umorzeń jednostek uczestnictwa lub zawieszenie wyceny z powodu znacznych wahań indeksów giełdowych.

Głębokie spadki opanowały jednak wszystkie światowe giełdy i właśnie z zagranicy przyszedł pierwszy sygnał o możliwości zawieszenia transakcji w funduszu.

HSBC zawiesza wyceny

W zeszłym tygodniu zarejestrowany w Luksemburgu HSBC Global Investment Funds zdecydował o zawieszeniu na jeden dzień, 21 stycznia, transakcji w 11 subfunduszach, z których sześć jest dostępnych na rynku polskim.

Firma dodatkowo na 22 stycznia zawiesiła obliczanie wartości aktywów netto oraz nabywanie, konwersje i umarzanie tytułów uczestnictwa w zagranicznych funduszach Brazil Equity oraz Russia Equity. Zawieszenie obliczania wartości aktywów oznacza w praktyce, że klienci nie mogli szybko wycofać swoich pieniędzy.

Firma powołała się na zapis prospektu, zgodnie z którym może podjąć taką decyzję, gdy istnieją okoliczności będące poza kontrolą spółki, przy których niewykonalne lub niesprawiedliwe wobec uczestników jest kontynuowanie sprzedaży tytułów uczestnictwa jakiegokolwiek subfunduszu. W tym przypadku chodziło o zawirowania na rynku brazylijskim i amerykańskim.

- Zmiany cen na giełdach nie odzwierciedlały wartości spółek. Realizacja transakcji sprzedaży i wykupu jednostek po takich cenach byłaby dla klientów krzywdząca. To była absolutnie świadoma decyzja - mówi GP Piotr Klinowski, dyrektor departamentu sprzedaży funduszy inwestycyjnych HSBC Bank Polska.

Fundusze straciły 10 proc.

Chociaż polskie TFI poradziły sobie w styczniu z masowymi umorzeniami bez sięgania do radykalnych rozwiązań z ustawy, specjaliści podtrzymują wcześniejsze opinie - to nie koniec emocji na giełdach, a spadki głębsze niż na początku roku nie są wykluczone.

Przełom stycznia i lutego przyniósł uspokojenie i wzrosty na rynkach akcji dzięki dobrze odebranym informacjom w Stanach Zjednoczonych. Jednak to m.in. z tego rynku przyszedł wczoraj znów sygnał spadków.

- Możliwe, że do końca marca ceny akcji osiągną poziomy poprzednio widziane w listopadzie i grudniu. Wiele wskazuje jednak na to, że system finansowy nie został jeszcze uzdrowiony i będzie miał dalszy ciąg latem i jesienią. Jeśli te pesymistyczne elementy prognozy się sprawdzą, to celem późniejszej wyprzedaży byłyby dołki na WIG na poziomie z czerwca 2006 roku, w okolicy 36 tys. punktów - mówi GP Wojciech Białek, główny analityk SEB TFI.

Na giełdach znowu spadki

Wczorajsza silna przecena na warszawskiej giełdzie (WIG20 stracił 3,93 proc.) spowodowała, że znów powróciły obawy, że z powodu masowych umorzeń jednostek uczestnictwa klienci będą mieli problemy z odzyskaniem środków z funduszu. Zgodnie z ustawą o funduszach inwestycyjnych mają one prawo do zawieszenia odkupywania jednostek uczestnictwa, jeżeli np. w ciągu ostatnich dwóch tygodni suma wartości odkupionych przez fundusz jednostek uczestnictwa oraz jednostek, których odkupienia zażądano, stanowi kwotę przekraczającą 10 proc. wartości aktywów funduszu.

Do tej pory, mimo bardzo silnej przeceny w styczniu na warszawskiej giełdzie, potęgowanej przez wysokie umorzenia w TFI, żaden z funduszy nie zdecydował się na wykorzystanie tej możliwości.

- Można przypuszczać, że były fundusze, które straciły ponad 10 proc., jednak z powodów biznesowych nie zdecydowały się na zawieszenie odkupu jednostek, bo groziłoby to szturmem klientów po pieniądze z pozostałych funduszy - mówi GP Katarzyna Siwek, kierownik działu analiz firmy Expander.

Informację o skali spadku aktywów przedstawił wczoraj jeden z liderów branży TFI, BZ WBK AIB TFI. Wartość aktywów netto zarządzanych przez niego funduszy inwestycyjnych spadła na koniec stycznia do 17,9 mld zł, z jednej strony z powodu przecen akcji na świecie, ale z drugiej przez wzmożone umorzenia.

- Ze szczególnie wysokimi umorzeniami mieliśmy do czynienia w trzecim tygodniu stycznia. Uczestnicy złożyli wtedy zlecenia na niemal połowę ogółu wartości zleceń umorzenia w styczniu. W kolejnych dniach umorzenia szybko spadały. Średni dzienny poziom umorzeń w ostatnim tygodniu stycznia spadł do średniego dziennego poziomu w 2007 roku - mówi Krzysztof Samotij, prezes BZ WBK AIB TFI.

O spadku aktywów w styczniu o 15,05 proc. poinformował też wczoraj lider rynku Pioneer Pekao TFI.

Długi czas wypłaty

Zawieszenie wyceny jednostek, tak jak w przypadku HSBC Global Investement Funds, to nie jedyny problem klientów TFI. Nawet jeśli fundusz bez problemów odkupuje jednostki, nie oznacza to, że środki za umarzane jednostki trafią do odsprzedających je klientów tego samego dnia i po wycenie z dnia, w którym składają zlecenie. O tempie realizacji zlecenia i wycenie, przy jakiej będzie ono realizowane, decyduje godzina, o której informacja o umorzeniu dotrze do agenta transferowego (instytucja, która na zlecenie TFI prowadzi rejestry poszczególnych uczestników funduszu). Jeśli informacja dotarła przed wyznaczoną godziną, np. 16.00, jednostki mogą być odkupywane po wycenie z następnego dnia, a jeśli później, to po wycenie z dnia kolejnego. Zależy to od zapisów w prospektach funduszy TFI. Z reguły dłużej realizowane są umorzenia w funduszach ryzykownych. Zazwyczaj pieniądze za umorzenie trafiają na konto w ciągu dwóch, czterech dni.

Przeglądaj prospekt

Fatalna sytuacja na rynkach akcji sprawia, że do klientów TFI częściej niż w czasie hossy docierają zachęty do przyglądania się dokumentom. Na przykład w prospekcie informacyjnym funduszy inwestycyjnych jednym z obowiązkowych rozdziałów powinny być dane o funduszu. Tam opisane są m.in. zasady przeprowadzania zapisów na jednostki uczestnictwa, wreszcie sposób i szczegółowe warunki ich zbywania, odkupywania i zamiany. Obejmuje on też zasady wypłat z tytułu odkupienia jednostek lub wypłat dochodów funduszu oraz okoliczności, w których fundusz może zawiesić zbywanie lub odkupywanie jednostek uczestnictwa. W przypadku funduszy inwestujących za granicą wycena aktywów, zbywanie i odkupywanie jednostek uczestnictwa może być niespodziewanie zawieszone z powodu odwołania notowań na innych giełdach. Tak było na przykład po zamachach terrorystycznych 11 września 2001 r., po których wstrzymano działalność giełd amerykańskich.

ZE STRONY PRAWA

Zgodnie z ustawą o funduszach inwestycyjnych statut funduszu inwestycyjnego otwartego określa terminy, w jakich najpóźniej nastąpi: zbycie przez fundusz jednostek uczestnictwa po dokonaniu wpłaty i odkupienie jednostek po zgłoszeniu żądania odkupienia. Terminy te nie mogą być dłuższe niż siedem dni. Fundusz może jednak zawiesić odkupywanie jednostek uczestnictwa na dwa tygodnie, jeżeli: w okresie ostatnich dwóch tygodni suma wartości odkupionych przez fundusz jednostek uczestnictwa oraz jednostek, których odkupienia zażądano, stanowi kwotę przekraczającą 10 proc. wartości aktywów funduszu albo nie można dokonać wiarygodnej wyceny istotnej części aktywów funduszu z przyczyn niezależnych od funduszu. W tych przypadkach, za zgodą i na warunkach określonych przez KNF, odkupywanie jednostek uczestnictwa może zostać zawieszone na okres dłuższy niż dwa tygodnie (nieprzekraczający jednak dwóch miesięcy), a fundusz może odkupywać jednostki uczestnictwa w ratach w okresie nieprzekraczającym sześciu miesięcy, przy zastosowaniu proporcjonalnej redukcji lub przy dokonywaniu wypłat z tytułu odkupienia jednostek uczestnictwa.

środa, 23 stycznia 2008

Fundusze akcji zarobią w tym roku 10 proc.

Prognozy GP: ile będzie można zarobić na     funduszach inwestycyjnych w 2008 roku  (Rozmiar: 28174 bajtów)
Prognozy GP: ile będzie można zarobić na funduszach inwestycyjnych w 2008 roku
Marta Petka, ekonomistka Raiffeisen Bank     Polska  (Rozmiar: 7906 bajtów)
Marta Petka, ekonomistka Raiffeisen Bank Polska
  • Mimo spadków na giełdzie fundusze akcji zakończą ten rok na plusie - uważają zarządzający
  • Alternatywą są fundusze pieniężne i obligacji, które powinny zarobić ok. 5 proc.
  • Na warszawskiej giełdzie dojdzie do odbicia dopiero, gdy WIG20 spadnie do 2,5 tys. pkt

Od początku roku notowania na warszawskiej giełdzie to dla klientów funduszy inwestycyjnych i inwestorów indywidualnych pasmo rozczarowań. WIG20 stracił w tym roku 13,2 proc., a WIG15,3 proc. Sytuacja na Giełdzie Papierów Wartościowych jest napięta, rynek czeka na informacje z USA, gdzie gospodarka musi radzić sobie z kryzysem na rynku ryzykownych kredytów hipotecznych. Dodatkowo klienci funduszy inwestycyjnych, którzy zachęceni wysokimi stopami zwrotu angażowali się w ciągu ostatniego roku w fundusze akcji, teraz wycofują pieniądze, licząc straty. Zarządzający i analitycy nie wykluczają, że dla WIG20 koniec spadków może oznaczać zejście do poziomu 2,5 tys. punktów, a gwałtowne wahania na rynku potrwają nawet do końca III kwartału.

Mimo że skala ostatnich spadków zaskoczyła również część specjalistów, z prognoz GP, na podstawie opinii zebranych wśród zarządzających, wynika, że w ciągu całego 2008 roku najlepszy zwrot z inwestycji w fundusze dadzą mimo wszystko najbardziej ryzykowne fundusze akcji. Średnia prognoz wskazuje, że całoroczna stopa zwrotu funduszu akcji powinna wynieść około 10 proc.

W akcje tylko długoterminowo

Ostatnia paniczna wyprzedaż akcji to głownie efekt działań inwestorów indywidualnych, którzy nie wytrzymywali presji spadku cen akcji i strat funduszy. Teraz specjaliści powtarzają jedną z głównych zasad rynku kapitałowego. Lokowanie środków w akcjach na kilka miesięcy z nadzieją na szybki zysk to nie inwestycja, ale spekulacja.

Dlatego inwestycje na rynku kapitałowym mogą teraz rozważyć osoby, które myślą o nich długofalowo i mają świadomość ryzyka związanego z akcjami.

- Trzeba jednak zmienić podejście ze spekulacyjnego, z myślą o szybkim zarobku, na fundamentalne i długoterminowe. Teraz giełda z powodu emocji jest nieprzewidywalna. Jakąś formą eliminacji ryzyka spadków w najbliższym okresie jest rozłożenie inwestycji na najbliższe tygodnie czy nawet miesiące, a nie wydawania wszystkich posiadanych pieniędzy na przestrzeni jednego lub kilku dni - mówi GP Tomasz Karsznia, zarządzający w Credit Suisse Asset Management.

Mariusz Staniszewski, prezes Noble Funds, szacuje, że jeżeli wzrost gospodarczy w Polsce zostanie podtrzymany, a widmo recesji w USA jednak okaże się strachem, i zostanie zażegnane w II kwartale 2008 r., będziemy mieli do czynienia z silnym odbiciem na giełdzie w Polsce. Jeżeli natomiast do recesji w USA dojdzie, wówczas odbicie przesunie się na III/IV kwartał 2008 r.

Bezpieczniej z niższym zyskiem

Kilkuletnia hossa na giełdzie sprawiła, że TFI są obecnie kojarzone głównie z funduszami akcji. Ich oferta to jednak nie tylko ryzykowne produkty związane z akcjami. Dla inwestorów, którzy chcą chronić inwestowany kapitał, propozycją mogą być fundusze bezpiecznie, np. pieniężne, dla których w oczekiwaniu na wzrost stóp procentowych i oprocentowania, poważną konkurencję mogą stanowić lokaty bankowe. W ich przypadku prognozy GP mówią o ponad 5-proc. stopie zwrotu w tym roku. Na korzyść lokat przemawia pewność utrzymania kapitału, a na korzyść funduszu, w którym nieco później widać efekt podwyżek stóp procentowych, możliwość osiągnięcia nieco wyższych stóp zwrotu i odroczenie podatku od zysków kapitałowych. Choć należy pamiętać o rocznej opłacie za zarządzanie pobieranej przez TFI.

- Funduszami obligacji warto się zainteresować, ale w dalszej części roku, kiedy ścieżka zmian stóp procentowych w Polsce będzie bardziej przewidywalna - dodaje Tomasz Karsznia.

POLITYKA INWESTYCYJNA FUNDUSZY

Fundusze według prowadzonej polityki inwestycyjnej dzielą się na:

BEZPIECZNE

Gotówkowe oraz rynku pieniężnego - lokują środki w m.in. krótkoterminowe instrumenty dłużne: bony skarbowe i pieniężne, bankowe papiery wartościowe i lokaty bankowe. To alternatywa dla lokat bankowych, która może przynieść nieco wyższą stopę zwrotu.

Dłużne (obligacji) - inwestują w średnio- i długoterminowe dłużne papiery wartościowe, przede wszystkim w obligacje skarbowe, obligacje komunalne oraz obligacje przedsiębiorstw. Część może w krótkim lub średnim okresie przynieść stratę, m.in. kiedy rosną stopy procentowe.

MIESZANE

Zrównoważone - inwestują 40-60 proc. środków w akcje, a pozostałe w papiery dłużne. Ich potencjalny zysk i ryzyko są tym większe, im większy udział w portfelu mają instrumenty ryzykowne.

Stabilnego wzrostu - inwestują do 40 proc. aktywów w akcje i podobne instrumenty, zaś pozostałe w papiery dłużne. Stopy zwrotu funduszy stabilnego wzrostu są zwykle niższe niż funduszy zrównoważonych, cechuje je jednak niższy poziom ryzyka utraty kapitału.

AGRESYWNE

Akcji - inwestują głównie w akcje i inne udziałowe papiery wartościowe (prawa do akcji, kwity depozytowe). Ich cel to jak najwyższy zysk przy stosunkowo wysokim poziomie ryzyka inwestycyjnego. W okresach korzystnej koniunktury na rynku akcji osiągają bardzo wysokie stopy zwrotu, podczas bessy wartość jednostek uczestnictwa może znacznie obniżyć wartość. Dlatego inwestorom zaleca się jak najdłuższy horyzont inwestycyjny.

Źródło: Izba Zarządzających Funduszami i Aktywami

MaŁgorzata Kwiatkowska

malgorzata.kwiatkowska@infor.pl

OPINIA

MARTA PETKA

ekonomistka Raiffeisen Bank Polska

Patrząc na to, co dzieje się obecnie na świecie, polska gospodarka wydaje się być w bardzo dobrej sytuacji, bo w zdecydowanym stopniu odnotowywany wzrost gospodarczy wynika ze źródeł wewnętrznych, jest generowany przez popyt konsumpcyjny oraz inwestycje. Zależność wzrostu gospodarczego od tego, co się dzieje na świecie i przede wszystkim od eksportu jest malejąca. Fundamenty spółek powinny nadal pozostawać silne i mocne. To, z czym mamy teraz do czynienia na giełdzie, to bardziej odzwierciedlenie psychologicznej reakcji niż fundamentów dotyczących gospodarki lub spółek. Dlatego w długim terminie nasze oczekiwania są bardziej optymistyczne niż pesymistyczne. Cały czas zakładamy, że w połowie roku negatywna zawierucha na rynkach kapitałowych powinna mieć szczyt za sobą, emocje powinny powoli opadać, a inwestorzy ponownie zaczną kierować się fundamentami.

piątek, 18 stycznia 2008

Straciłeś w funduszu? Pomyśl, jak się odkuć

Maciej Samcik
2008-01-17, ostatnia aktualizacja 2008-01-17 14:16

Straciłeś pieniądze w funduszu? Nie panikuj i nie rozdzieraj szat - to już nic nie zmieni. Raczej pomyśl, co zrobić, by jak najszybciej się odkuć.

Zobacz powiekszenie
fot. Jerzy Gumowski/AG


Na warszawskiej giełdzie trwają dramatyczne spadki cen akcji. Tylko od początku roku - czyli raptem w ciągu dwóch tygodni! - główny indeks WIG stracił na wartości już 15 proc. Zaś od swego historycznego szczytu w połowie 2007 r. WIG zjechał już o ponad 30 proc.!

W zastraszającym tempie topnieją też pieniądze klientów funduszy akcyjnych. Po kieszeni dostają zwłaszcza ci, którzy do agresywnych funduszy przyszli dopiero niedawno, skuszeni wizją krociowych zysków. Właściwie każdy, kto włożył pieniądze do funduszu po maju 2007 r., dziś liczy straty.

Tylko w ostatnim kwartale oszczędności osób, które wpłaciły je do funduszu Fortis Akcji schudły o - bagatela - 36 proc.! Niewiele mniej na minusie, bo od 25 do 28 proc., są klienci, którzy przynieśli swoje pieniądze do funduszy małych i średnich spółek, np. z rodzin Pioneer, BPH, DWS czy PZU. Inne fundusze straciły mniej, ale i tak strata przeciętnego inwestora funduszu akcyjnego wyniosła przez ostatnie trzy miesiące ok. 20 proc.

Biorąc pod uwagę, że jeszcze latem 2007 r. majątek zgromadzony w funduszach akcji wynosił prawie 40 mld zł, można szacować, że w ostatnich kilku miesiącach klienci agresywnych funduszy stracili niecałe 10 mld zł! A do tej góry grosza trzeba dodać pieniądze, które "wyparowały" z mniej ryzykownych funduszy zrównoważonych i stabilnych. Polacy latem 2007 r. trzymali w nich w sumie ok. 60 mld zł. W ostatnim kwartale stracili przeciętnie 8-12 proc. swoich pieniędzy.

Może nie warto uciekać z funduszy?

Z pewnością część osób spośród trzech milionów oszczędzających w funduszach nie wytrzymała nerwowo i wycofuje pieniądze, nie patrząc na straty. Nieoficjalnie przyznają to przedstawiciele funduszy, choć jak ognia unikają podawania konkretnych liczb, by dodatkowo nie podsycać paniki inwestorów. Ci, którzy jeszcze się nie wycofali, zastanawiają się, co robić, by w miarę szybko odrobić straty.

Najprostsze rozwiązanie to zamknięcie oczu, zabranie pieniędzy z funduszy i włożenie ich na lokatę bankową lub w rządowe obligacje (o rosnącej atrakcyjności tych ostatnich piszemy na sąsiednich stronach). Zyskujesz wtedy święty spokój, ale zarazem możesz definitywnie stracić szansę na odrobienie strat. Jeśli masz dziś 20-30 proc. mniej pieniędzy niż kwota, którą wpłaciłeś do funduszu kilka miesięcy temu, to przy obecnej zyskowności lokat i obligacji potrzebujesz dobrych kilku lat, by nominalnie wyjść na zero. Nie mówiąc o jakichkolwiek zyskach.

Choć w obecnej sytuacji rynkowej brzmi to jak żart, może się zdarzyć, że pozostawiając dziś pieniądze w funduszach, odrobisz straty szybciej, niż przenosząc je do banku. Możliwy jest scenariusz, że większą część spadków giełda ma już za sobą. Indeksy wróciły do poziomów z jesieni 2006 r. i straciły jedną trzecią - jedną czwartą tego, co zyskały w ciągu całej czteroletniej hossy.

Może inaczej rozłożyć w nich pieniądze?

Jeśli zdecydujesz się pozostawić część pieniędzy w funduszach, pomyśl nad ich lepszym rozłożeniem. Większość z nas ma wszystkie oszczędności w funduszach inwestujących w Warszawie. Może się okazać, że odrabianie strat pójdzie szybciej, jeśli część pieniędzy przeniesiesz do funduszy inwestujących za granicą.

Tylko jakich? W modzie wciąż jest Azja - w tym Indie, Chiny - oraz region Pacyfiku. Sęk w tym, że trzeba zainwestować w walucie obcej - euro lub dolarze. I narazić się na straty z powodu wzrostu kursu złotego w stosunku do tych walut.

Bezpieczniejszą opcją może być włożenie pewnej części pieniędzy do funduszy inwestujących w całej Środkowej Europie, a także w Turcji, na Bałkanach, na Ukrainie i w Rosji (czyli w tzw. nowej Europie). Na polskim rynku działa już kilkanaście takich funduszy.

Dlaczego akurat nowa Europa?- W dłuższym okresie uważamy, że rynek polski jest atrakcyjny, jednak wyceny akcji na niektórych innych rynkach regionu są często znacznie bardziej atrakcyjne - mówi Błażej Bogdziewicz zarządzający funduszami spod znaku Arka. To towarzystwo zarządza funduszem Arka Akcji środkowej i wschodniej Europy, bodaj największym na rynku funduszem "regionalnym" (zebrał od inwestorów ok. miliarda złotych).

O tym, że to w Europie Środkowej powiernicy widzą największe perspektywy na odrabianie strat, świadczy to, że jak grzyby po deszczu wyrastają kolejne fundusze tego typu - np. TFI SEB powołało fundusz małych spółek wschodnioeuropejskich, zaś TFI Union Investment weszło na rynek z funduszem UniSektor Nieruchomości Nowej Europy. Środkowoeuropejski fundusz nieruchomościowy niedawno otworzyło też TFI BPH. Z kolei ING ma w ofercie fundusz ING Środkowoeuropejski Rynku Finansowego. Ostatnio nie przynosi on kokosów, bo banki na całym świecie są na cenzurowanym, ale z czasem może zyskać na atrakcyjności.

Tymczasem włożyliśmy do kilkunastu funduszy środkowoeuropejskich ok. 3 mld zł. Ci inwestorzy, którzy najwcześniej uwierzyli w potencjał nowej Europy, na razie nie żałują. Co prawda w ostatnim kwartale te fundusze nie uchroniły swoich klientów przed spadkami - straty wyniosły przeciętnie ok. 20 proc., a więc tylko niewiele mniej, niż straciły fundusze polskich akcji, ale za to w skali całego roku spisały się lepiej niż "polskie" odpowiedniki.

Najlepszy tego typu fundusz - UniAkcje Nowa Europa - w ostatnich dwunastu miesiącach (licząc od połowy stycznia 2007 r.) dał swoim klientom 10,7 proc. zysku. Zyski innych funduszy wyniosły 3-8 proc., średnio ok. 6 proc. W tym samym czasie fundusze polskich akcji miały przeciętnie tylko 1 proc. zysku.

Źródło: Gazeta Wyborcza

czwartek, 17 stycznia 2008

Jak ratować pieniądze? Co radzą analitycy?

not. is
2008-01-16, ostatnia aktualizacja 2008-01-16 20:54



Jest bessa? Przyjdzie hossa!

Alfred Adamiec, Noble Bank

Z analizy technicznej wynika, że jesteśmy już blisko lokalnego dołka. Możliwe, że w najbliższym czasie nastąpi niemalże paniczne wyprzedawanie akcji, po czym będziemy świadkami dynamicznego odbicia. Oczywiście, nie liczyłbym na początek długiego trendu wzrostowego. Po spadku będziemy potrzebować dwóch tygodni, żeby odrobić stratę, a następnie indeks znajdzie się w kilkumiesięcznym trendzie horyzontalnym.

Nie warto teraz pozbywać się akcji i jednostek funduszy. Rozumiem ludzi, którzy zainwestowali oszczędności swojego życia i nie mogą spać po nocach, widząc, jak ich majątek topnieje w oczach. Jeśli ktoś wytrzyma ten nerwowy okres, może zyskać, jednak trzeba się przygotować jeszcze na pół roku możliwych spadków. Zdecydowanego odbicia spodziewałbym się pod koniec 2008 roku i w całym przyszłym roku. Kolejna fala wzrostów nie będzie już tak wysoka, ale w mojej opinii fundusze znowu staną się najbardziej dochodowym instrumentem na rynku. Nic nie wskazuje bowiem na recesję gospodarki.

Niedoświadczeni inwestorzy zawsze się spóźniają. Zachęcani reklamami inwestowali w fundusze w maju, a teraz je sprzedają. Najgorsze, co możemy zrobić, to kupować i sprzedawać na fali nastrojów. Pamiętajmy, skoro jest bessa, to przyjdzie hossa. Niestety, ludzie robią odwrotnie, niż powinni.

Te spadki będą ząbkiem na wykresie

Robert Nejman IDM SA

Takiej sytuacji doświadczeni inwestorzy się spodziewali. Pytanie brzmiało tylko, kiedy to nastąpi. Według mnie dno spadków na warszawskiej giełdzie jest w okolicy poziomu 2,5 tys. punktów na WIG20, czyli na dnie korekty z 2006 roku. Obecnie mamy do czynienia z korektą hossy z lat 2003-07. Ta hossa miała kilka etapów i ostatni, czyli fala od czerwca 2006, powinien zostać zniesiony. Kiedy to nastąpi? Myślę, że nie wcześniej niż z końcem roku. Żeby mogło to nastąpić wcześniej, spadki szczególnie na świecie powinny przebiegać bardziej gwałtownie. W tej chwili ceny akcji na zagranicznych giełdach są wciąż dużo za wysokie.

W tej chwili nie da się odpowiedzieć, czy kupować, czy sprzedawać akcje. Jesteśmy bowiem daleko od punktu zwrotnego. Za 20 lat obecne spadki będą jedynie ząbkiem na wykresie. Jedyne, co można doradzać na przyszłość, to nie mówić sobie: "Broń Boże, nigdy więcej", tylko wyciągnąć wnioski i następnym razem rozważniej prowadzić inwestycję. Jak? Jest kilka strategii. Niektórzy wyznaczają sobie granicę strat. Jeśli akcje czy fundusz spadną o określony wcześniej procent, pozbywają się aktywów. Drugą metodą jest regularne inwestowanie w bardzo długim horyzoncie czasowym. A przede wszystkim nie uleganie modom, reklamom i zachętom natarczywych sprzedawców.



Balon pękł - nie ulegać emocjom

Błażej Bogdziewicz, BZ WBK

Rok zaczął się kiepsko. Wpłynęły na to złe informacje z USA i gwałtowna wyprzedaż małych i średnich spółek na warszawskim parkiecie. Wiele z nich było przewartościowanych. Wszystko dlatego, że wcześniej na giełdę trafiły miliardy z funduszy inwestycyjnych - teraz balon pękł. W mojej opinii ceny wielu akcji ciągle są za wysokie, dlatego nie podejmuję się oceniać, kiedy osiągniemy dołek. Może już po tygodniu indeksy zaczną znowu rosnąć? Nie jestem w stanie powiedzieć, co będzie za rok.

Dlatego inwestowanie w krótkim terminie nieodzownie wiąże się z ryzykiem. Jeśli ktoś zainwestował pół roku temu z myślą, że teraz wypłaci pieniądze z dużym zyskiem, nie powinien w ogóle tego robić. Co, jeśli to już się stało? Powinien przetrzymać trudny okres. Najgorsze, co można zrobić, to ulec emocjom.

Jak w obliczu bessy powinniśmy planować swoje inwestycje? Jeśli chcemy inwestować w długim terminie, to znaczy od pięciu lat wzwyż, rekomenduję pozostanie przy akcjach. Stracić wtedy możemy tylko w przypadku, kiedy ceny akcji będą absurdalnie przewartościowane, a to nam w tej chwili nie grozi. Inwestowanie w długim okresie ma tę zaletę, że nawet kilkumiesięczne spadki nie burzą naszej strategii. Natomiast jeśli mamy 100 tys. zł na dwa lata, to nie myślmy o żadnych produktach akcyjnych. Rekomendowałbym fundusze stabilnego wzrostu. Są na tyle zdywersyfikowane, że szukanie innych wariantów oszczędzania - lokat czy obligacji - wydaje się niepotrzebne.



Mamy apogeum paniki

Sebastian Buczek, ING Investment

Jest już za późno na sprzedaż akcji lub jednostek funduszy. Teraz przydadzą nam się mocne nerwy i cierpliwość w oczekiwaniu na odbicie indeksów. Przed Polską rysują się bardzo dobre perspektywy. W ciągu najbliższych kilku lat jesteśmy skazani na sukces i to mimo nie najlepszych sygnałów z gospodarki Stanów Zjednoczonych.

W mojej ocenie WIG może rosnąć w tempie kilkunastu procent rocznie i już ten rok giełda zamknie na plusie. Wpłynie na to to, że apogeum paniki osiągamy właśnie teraz. To normalne, że po czterech latach zwyżek mamy do czynienia z tak dużą korektą. Ta wyprzedaż dobrze zrobi polskiej giełdzie. Nastąpi wymiana kapitału - z funduszy inwestycyjnych do funduszy emerytalnych. Te drugie już szykują się do masowych wykupów tanich akcji. To pomoże indeksom odbić się od dna.

Jeśli chodzi o alternatywne instrumenty inwestowania, to od kilku miesięcy widzimy powolny zwrot w stronę lokat. Ten trend utrzyma się na pewno w najbliższych miesiącach. To nie najwyższy, ale pewny zysk. Myślę jednak, że już w drugiej połowie roku lokaty stracą na znaczeniu znowu na rzecz funduszy.

Na miejscu inwestorów zacząłbym się zastanawiać, kiedy z powrotem wejść w rynek akcji - czy już, czy może poczekać kilka tygodni. To, jak zdywersyfikować portfel, zależy zawsze od indywidualnej sytuacji. Nie ma ogólnego zalecenia. To tak, jakbyśmy prosili lekarza o przepisanie recepty bez uprzedniej diagnozy. Przy lokacie kapitału należy brać pod uwagę to, na jak długo chcemy go zainwestować, jakie ryzyko jesteśmy gotowi podjąć i ile chcemy zarobić.

Polacy uciekają z funduszy. Jak nie stracić?

Maciej Samcik
2008-01-16, ostatnia aktualizacja 2008-01-16 20:58

Kilka miliardów złotych wypłacili Polacy w ostatnich dniach z funduszy inwestycyjnych. Setki tysięcy oszczędzających drży o swe topniejące pieniądze. Radzimy co zrobić z oszczędnościami w tych trudnych dniach.

Zobacz powiekszenie
AP
Spadki na giełdach
Spadki na giełdach
Nieprzespane noce ma za sobą kilkaset tysięcy inwestorów giełdowych oraz ponad trzy miliony osób oszczędzających w funduszach inwestycyjnych. Tylko w ciągu ostatnich dwóch tygodni ceny akcji na warszawskiej giełdzie spadły średnio o 15 proc., a jeśli ktoś inwestował w małe i średnie spółki, mógł stracić w tym czasie nawet jedną czwartą pieniędzy!

Szturm inwestorów przeżywają zwłaszcza fundusze inwestycyjne, w których jeszcze niedawno trzymaliśmy 145 mld zł. Mniej więcej połowę z tej góry pieniędzy fundusze ulokowały na giełdzie, która właśnie przeżywa najgorsze chwile od lat. W ostatnich dniach tysiące przerażonych stratami klientów funduszy zgłosiło się po swoje pieniądze.

W centralach telefonicznych funduszy od kilku dni urywają się telefony ze zleceniami sprzedaży, a zarządzający pracują pełną parą, by zdobyć pieniądze na wypłaty. Stąd właśnie wielkie spadki giełdowych indeksów. - Na rynku nie ma popytu. Akcji nie kupują fundusze emerytalne, nie ma też kapitału zagranicznego - tłumaczy Zbigniew Jagiełło, prezes TFI Pioneer Pekao. Według nieoficjalnych szacunków powierników w styczniu Polacy wycofają z funduszy 4-5 mld zł. Już po dwóch tygodniach z funduszy wyparował ponad 1 mld zł.

W zeszłym roku tłumy nowych klientów napędziły funduszom agresywne kampanie reklamowe eksponujące ich wysokie, ale historyczne zyski. O ryzyku inwestycyjnym w reklamówkach pisano tak małą czcionką, że Komisja Nadzoru Finansowego zakazała emisji niektórych reklam. Opisywaliśmy to w "Gazecie".

Poza tym banki, łakome prowizji i opłat za sprzedaż jednostek funduszy, przekonywały do zamiany zwykłych lokat na fundusze, kusząc mirażami zysków. - Niech się pani nie martwi, jak spadło, to znowu urośnie - tak lipcu zeszłego roku pracownik jednego z czołowych polskich banków przekonywał klientkę zaniepokojoną spadkami wartości funduszu po pierwszych tąpnięciach na giełdzie.

Teraz niedoświadczeni inwestorzy poznali gorzki smak ryzyka, jakie towarzyszy inwestycjom na giełdzie. A przedstawiciele funduszy zaczynają się zastanawiać, czy nie dojdzie do najczarniejszego scenariusza - kłopotów z wypłatami pieniędzy. Większość funduszy zastrzega sobie możliwość zawieszenia wypłat, jeśli w ciągu dwóch tygodni klienci wycofają więcej niż co dziesiątą złotówkę. W przypadku niektórych, zwłaszcza tych inwestujących w małe i średnie spółki, ten limit może lada dzień "pęknąć".

Powiernicy zapewniają, że do tego nie dopuszczą. - Gdyby jakiś fundusz zawiesił wypłaty, to wywołałby efekt domina i spotęgowałoby panikę - ostrzega prezes Jagiełło. - Większość towarzystw ma linie kredytowe w bankach. Jeśli zabraknie im gotówki na wypłaty, a akcji nie będzie można sprzedać, to można uruchomić kredyt - mówi przedstawicielka innego TFI.

Kiedy klienci zaczną wracać do funduszy? - Dopiero za kilka miesięcy. Po zakończeniu spadków giełda nie ruszy od razu w górę. Przez jakiś czas kursy akcji będą się utrzymywały na niskim poziomie, zniechęcając klientów funduszy do wpłacania pieniędzy. Dopiero po 10-15 procentowym wzroście można będzie liczyć na powrót zainteresowania inwestorów funduszami. Nie sądzę, żeby nastąpiło to w pierwszym kwartale 2008 r. - mówi Jagiełło.



PORADNIK "GAZETY": TRACISZ PIENIĄDZE? CO ROBIĆ?



1. Sprawdź, na czym stoisz

Każdy inwestor jest w innej sytuacji, bo każdy wszedł na rynek w innym momencie. Zapewne należysz do jednej z trzech grup inwestorów:

(Wyjadacz na plusie. Jeśli zainwestowałeś dwa lata temu lub wcześniej, to zapewne możesz mówić co najwyżej o utopieniu dużej części zysków. Wśród funduszy akcji tylko nieliczne w dwóch ostatnich latach zanotowały straty. Przeciętny fundusz jest ok. 20 proc. na plusie.

(Nowicjusz - trochę stratny. Zainwestowałeś w fundusze lub akcje spółek około roku temu. Przy odrobinie szczęścia może jeszcze jesteś na plusie (w ostatnim roku 45 funduszy akcyjnych zanotowało straty, ale 25 ma jeszcze dodatni wynik). A nawet jeśli straciłeś, to pewnie nie więcej, niż kilka-kilkanaście procent pieniędzy. To boli, ale wiele osób jest w dużo gorszej sytuacji.

(Nowicjusz pechowiec. W najgorszej sytuacji są osoby, które weszły na rynek dopiero kilka miesięcy temu. Jeśli np. wszystkie pieniądze włożyłeś w fundusze akcji małych i średnich spółek, to mogłeś stracić prawie połowę pieniędzy.



2. Spójrz w przyszłość

Zanim zdecydujesz, co robić ze swoimi pieniędzmi, musisz chłodno przeanalizować sytuację na rynku. Jeśli zostawisz swoje inwestycje w spokoju, a rynek będzie nadal spadał - popełnisz błąd. Wycofasz się mimo strat i sprzedasz w dołku koniunktury - też niedobrze.

(Wariant optymistyczny. WIG wrócił do poziomu z jesieni 2006 r. Spadki zjadły już jedną trzecią zysków z całej pięcioletniej hossy. Spadki w segmencie małych i średnich spółek pochłonęły już ponad połowę wzrostów z lat hossy. Czy może być gorzej? Gospodarka w Polsce i całej Europie Środkowej rozwija się szybciej niż w dojrzałych krajach i tak pozostanie przez następne lata. Po okresie zawieruchy zagraniczni inwestorzy znów zaczną chętnie inwestować na naszej giełdzie. Poza tym spadki z ostatniego półrocza są już tak głębokie, że powinniśmy być już blisko dna.

(Wariant pesymistyczny. Wchodzimy w recesję. Niewypłacalność wielu kredytobiorców w USA sprawiła, że tamtejsze banki będą w przyszłości dużo ostrożniej udzielać kredytów. Amerykanie będą mieli w portfelach mniej pieniędzy, co rykoszetem uderzy w inne kraje. Recesja rozleje się na cały świat. Trudny okres gospodarki światowej może potrwać nawet kilka lat. A akcje jeszcze potanieją. W latach 2000-03, po pęknięciu tzw. bańki internetowej, indeks amerykańskich spółek S&P stracił na wartości ponad 60 proc. Nasz WIG od szczytu stracił niecałe 35 proc.



W zależności od tego, jak oceniasz perspektywy, spójrz na swoje inwestycje i na nowo określ, ile pieniędzy warto trzymać w akcjach lub funduszach agresywnych, a ile ulokować bezpiecznie.



3. Nie daj się ponieść emocjom

Co się stało, to się nie odstanie - to staropolskie powiedzenie dobrze pasuje do inwestycji giełdowych. Rozpamiętywanie strat nic nie pomoże. Potraktuj je jako przykrą nauczkę, z której trzeba wyciągnąć wnioski i przekuć je na inwestycyjne sukcesy w przyszłości.

Najprościej oczywiście zamknąć oczy i sprzedać wszystko bez względu na ceny, zanosząc resztki pieniędzy z powrotem do banku. Ale w ten sposób pozbawisz się możliwości odkucia się w przyszłości.

W czasie giełdowego krachu w 1994 r. posiadacze akcji i jednostek funduszy stracili dwie trzecie pieniędzy, ale jeśli wtedy nie spanikowali i nie uciekli do lokat - od tamtego czasu do dziś (nawet doliczając ostatnie spadki) ich majątek urósł ośmiokrotnie.



4. Zrób plan dla swoich pieniędzy

Zapomnij na chwilę o stratach i policz, ile pieniędzy masz w akcjach i funduszach, a ile trzymasz w bankach i obligacjach. I na nowo skonstruuj portfel. Powinien być ustawiony tak, by utrzymał wartość nawet w przypadku kilkuletniej bessy.

Jak to zrobić? Załóżmy, że masz 100 tys. zł. Jeśli ulokujesz z tej kwoty np. 30 tys. zł w fundusze agresywne, zaś 70 tys. zł w banku, to na bezpiecznej części portfela będziesz zarabiał ok. 3,5 tys. zł rocznie (oprocentowanie 6 proc. minus podatek Belki). W ciągu czterech lat da to 14-15 tys. zł.

Te pieniądze będą dla ciebie "polisą" na wypadek strat na ryzykownej części portfela. Zakładając najczarniejszy scenariusz, że akcje spadną o połowę, z ulokowanych 30 tys. zł stracisz 15 tys. zł. Zatem twój portfel nawet w najgorszym razie nie stopnieje. Jednocześnie nie tracisz szansy na zarobek, gdyby okazało się, że w ciągu czterech lat giełda jednak odbuduje swą potęgę.



4. Zmieniaj z głową

Jeśli już wiesz, jak powinien wyglądać twój portfel, to czas zabrać się do jego naprawiania. Pamiętaj o trzech zasadach: (Nie wkładaj wszystkich jajek do jednego koszyka (rozbij inwestycje na kilka części). (Nie inwestuj wszystkich pieniędzy naraz. Każdy zakup rozbij na dwie-trzy tury. Nie ryzykujesz, że trafisz na zły moment dla swojej inwestycji. (Inwestuj na różnych rynkach. Polska nie jest pępkiem świata. Włóż część pieniędzy do funduszu działającego nie tylko na naszej giełdzie, ale też np. w całej Europie Środkowej.

Jeśli w ramach przebudowy portfela musisz sprzedać trochę akcji lub udziałów w funduszach, bądź rozważny. Po spadku cen o kilkadziesiąt procent akcje polskich spółek mogą wkrótce odbić się od dna, choćby na jakiś czas. Nie sprzedawaj wszystkiego już teraz, z częścią pieniędzy poczekaj na wzrost cen.

A co z bezpieczną częścią portfela? Pamiętaj, że ważny jest każdy złoty. Jeśli w twoim banku lokata jest oprocentowana np. na 4,25 proc., a u konkurencji na 5 proc., nie ma się co zastanawiać. Wyciskaj soki z ulokowanych bezpiecznie pieniędzy. Do wyboru masz: (lokaty bankowe (wybieraj raczej te o zmiennym oprocentowaniu, unikaj tych dłuższych niż rok - w tym czasie mogą pojawić się lepsze alternatywy); (konta oszczędnościowe; (obligacje skarbowe (piszemy o nich dziś w dodatku "Pieniądze"); (lokaty strukturyzowane (dają szansę zarabiania na giełdach, a jednocześnie gwarantują ochronę wniesionego kapitału - ale potencjalne zyski rzadko przekraczają 10 proc. rocznie).