piątek, 22 lutego 2008

Rosja grozi "użyciem siły" ws. Kosowa

mm, PAP
2008-02-22, ostatnia aktualizacja 6 minut temu

- Przedstawiciel Rosji przy NATO Dmitrij Rogozin zagroził w piątek, że Rosja mogłaby "użyć siły", jeśli NATO lub UE "rzucą wyzwanie" ONZ w sprawie Kosowa.

Zobacz powiekszenie
Fot. NIKOLA SOLIC REUTERS
W Belgradzie zgromadziły się setki tysięcy demonstrantów
Zobacz powiekszenie
Fot. MARKO DJURICA REUTERS
Amerykańscy żołnierze sił KFOR pilnują posterunków granicznych w miejscowości Jarinje
- Rosję niepokoi pojawienie się "obcej machiny wojennej" u jej granic - w Polsce i Czechach - bardziej niż perspektywa baz NATO w Kosowie - powiedział Dmirtij Rogozin.

- Nie mamy wątpliwości, że w najbliższym czasie w Kosowie pojawią bazy wojskowe NATO - oświadczył Rogozin - ale Rosję w chwili obecnej bardziej niepokoi pojawienie się obcej machiny wojennej u jej granic - w Polsce i Czechach.

Wcześniej rosyjskie MSZ protestowało przeciwko wiązaniu Rosji z zamieszkami w Belgradzie.

- Stwierdzenie, że Rosja stała za serbskimi protestami w Belgradzie przeciwko niepodległości Kosowa było "niestosowne" - oświadczył rosyjski MSZ w odpowiedzi na wypowiedź byłego ambasadora USA przy ONZ, Richarda Holbrooke'a.

- Uważamy tę wypowiedź za całkowicie niestosowną. Ludzie, którzy opowiadali się za jednostronnym proklamowaniem niepodległości Kosowa, powinni byli przewidzieć konsekwencje tego kroku - oświadczył rzecznik MSZ Rosji Michaił Kamynin.

Kamynin dodał, że kto, jak kto, ale Holbrooke, który swego czasu aktywnie uczestniczył w bałkańskich sprawach, powinien był to uczynić.

Holbrooke, architekt amerykańskiej polityki na Bałkanach w latach 90., ocenił w czwartek przed kamerami telewizji CNN, że to Rosja stoi za demonstracjami w Belgradzie, gdyż - jak zauważył - zawsze popierała najbardziej skrajne, nacjonalistyczne elementy w Serbii.

- To działania Slobodana Miloszevicia spowodowały, że Serbia straciła Kosowo. To musiało się stać. Że nie dzieje się w sposób pokojowy, to wskutek akcji ekstremistów i Rosji. Jeżeli sytuacja wymknie się spod kontroli, odpowiedzialność spadnie na Serbię i Rosję. Stany Zjednoczone nie będą przepraszać - oświadczył amerykański polityk.

Informując o wypowiedzi Holbrooke'a, rosyjskie media eksponują, że obecnie doradza on demokratycznej kandydatce na prezydenta USA Hillary Clinton w sprawach polityki zagranicznej.

Kraków mekką inżynierów i księgowych

Magdalena Kursa
2008-02-21, ostatnia aktualizacja 2008-02-21 21:52

Kraków staje się centrum usług księgowych na Europę Środkowo-Wschodnią. Mówili o tym w czwartek zarówno rządzący miastem, developerzy, jak i najemcy powierzchni biurowych.

Pretekstem do rozmów o sukcesach Krakowa stało się podpisanie umowy na wynajem powierzchni biurowych między Globe Trade Centre a firmami IBM i Accounting Plaza, która zajmuje się obsługą księgową koncernu Ahold.

- Rozważaliśmy wiele miast, ale wybraliśmy Kraków ze względu na potencjał akademicki. Rekrutacja potwierdza, że mieliśmy rację - uważa Anna Pankau z Accounting Plaza. Centrum księgowe tej firmy w biurowcu Edison przy Armii Krajowej zatrudni ok. 350 osób.

- Kraków to nie tylko stolica kultury, ale też centrum technologii i biznesu. Dostarcza nam pracowników wysokiej klasy - twierdził John Lyons z IBM. Jego firma wynajęła w Edisonie również 3 tys. m kw (w biurowcach GTC przy Armii Krajowej IBM dysponuje teraz 14 tys. m kw i zatrudnia 1600 osób)

Prezydent Majchrowski wspominał, że przed laty trudno było dostrzec zwiastuny dzisiejszego boomu. - Gdy w 2002 roku rozpoczynałem urzędowanie, jedynym budynkiem posiadającym powierzchnie biurowe na najwyższym poziomie było centrum przy ulicy Lubicz, na którym długo wisiała płachta zachęcająca do wynajmu. Teraz Kraków stał się centrum międzynarodowej księgowości na Europę Środkowo-Wschodnią - mówił.

- Widzieliśmy ten napis i zastanawialiśmy się nad inwestycjami. Dziś jesteśmy bardzo zadowoleni, że uwierzyliśmy w Kraków- wspominał Piotr Kroenke, dyrektor generalny Globe Trade Centre. Teraz jego firma planuje rozbudowę centrum biurowego przy Armii Krajowej o czwarty budynek: Pascal. Rozpoczyna też realizację biurowca przy Galerii Kazimierz.

Czy boom na powierzchnie biurowe to efekt działań władz Krakowa czy raczej skutek dobrej koniunktury polskich miast? - pytali dziennikarze. Prezydent Majchrowski: - Zablokowanie przed laty inwestycji Tishmana było dla inwestorów sygnałem, że nie mają czego szukać w Krakowie. Przez pierwsze dwa lata poświęciłem wiele czasu, by ich przekonać, że jest inaczej. Przy wyborze inwestorów, skupialiśmy się głównie na działalności finansowej, księgowej i zaawansowanych technologiach. Koniunktura jest bardzo dobra, ale nie rozkłada się równomiernie na wszystkie miasta.

- Inwestujemy w wielu miastach. Mogę powiedzieć, że Kraków jest wśród nich liderem - dodał Piotr Kroenke.

Mariusz Kozłowski, dyrektor ds. relacji inwestorskich GTC uważa, że na pozycję Krakowa jako centrum międzynarodowych usług księgowych wpływa właśnie dostępność nowoczesnych powierzchni biurowych a także nieco niższe niż na przykład w Warszawie koszty płac.

Przypomnijmy, że w Krakowie swoje centra outsourcingowe otworzyły otworzyły takie firmy jak CapGemini, Philip Morris, Shell. Z branży wysokich technologii swoje biura w Krakowie mają Google, HCL Technologies, UBC, Elettric 80, Motorola i Ericpol. Swoje siedziby mają Comarch oraz portale internetowe Onet i Interia.



Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków

Tusk wstrzymuje tarczę

Jacek Pawlicki, Bartosz Węglarczyk
2008-02-22, ostatnia aktualizacja 2008-02-22 08:23

Na zaledwie dwa tygodnie przed wizytą polskiego premiera w USA negocjacje w sprawie tarczy antyrakietowej w Polsce są bliskie załamania - dowiedziała się "Gazeta" z kilku źródeł

Zobacz powiekszenie
Fot. Rafal Michalowski / AGENCJA GAZE
22.03.2007 demonstracja przeciwko instalacji w Polsce tarczy antyrakietowej
ZOBACZ TAKŻE
Z naszych rozmów po obu stronach Atlantyku wynika, że sprawa utknęła w martwym punkcie. Negocjatorzy czekają na impuls polityczny z najwyższego szczebla. Ale może go nie być, bo politycy w Warszawie są rozczarowani.

Ostatnia runda rozmów między ekspertami w Waszyngtonie w zeszłym tygodniu nie przyniosła rezultatów. Jest tak źle, że według naszych informacji polska strona odwołała planowane na dziś ostatnie konsultacje przed ustaloną na 10 marca wizytą Donalda Tuska w Białym Domu. Amerykańscy negocjatorzy byli gotowi stawić się w Warszawie, ale polscy mieli instrukcję, by nie podejmować rozmów.

We wtorkowym wywiadzie dla "Gazety" Tusk mówił: - Nie będziemy akceptować sytuacji, kiedy Amerykanie nas traktują biznesowo, a my ich ideowo.

Teraz lepiej rozumiemy te słowa.

Według naszych informacji "rząd jest rozczarowany amerykańskimi propozycjami z ostatnich tygodni". Nie szły one ani o krok w kierunku naszych żądań, by w zamian za tarczę Amerykanie włączyli się w modernizację polskiej armii i m.in. przekazali nam baterie obrony przeciwrakietowej Patriot. Polska oczekuje przyjęcia przez USA rozpisanego na wiele lat programu pomocy wojskowej wartego 20 mld dol.

Jeden z naszych rozmówców stwierdził wręcz, że propozycje USA były "aroganckie w tonie". Zdumienie budziło też to, że Amerykanie wytyczyli daty zakończenia kolejnych etapów negocjacji, stawiając polską stronę pod ścianą.

Czy premier już zrezygnował z tarczy, czy tylko prowadzi z Amerykanami ostrą grę? O tym wie on sam i wąskie grono doradców. Nasi rozmówcy tłumaczą, że Tusk bierze pod uwagę, iż Polacy nie są tarczoentuzjastami. W niedawnym sondażu "Gazety" przeciwko budowie u nas bazy antyrakietowej opowiedziało się 52 proc., "za" było tylko 33 proc. Ponad połowa uznała też, że budowa tarczy leży wyłącznie w amerykańskim interesie.

Jeśli negocjacje się nie powiodą, Tusk może się spodziewać frontalnego ataku PiS, który na tarczę godził się bez większych targów, ale popularność rządu raczej nie ucierpi.

Podobno premier wciąż jednak liczy, że podczas jego wizyty za oceanem Amerykanie w ostatniej chwili ustąpią. Problem w tym, że na najwyższym szczeblu nie prowadzi się negocjacji - szczegóły porozumienia musiałyby być wcześniej ustalone. Jeśli do 10 marca ich nie będzie, wizyta może skończyć się fiaskiem.

10 tysięcy tureckich żołnierzy wkroczyło do Iraku

tan, gazeta.pl
2008-02-22, ostatnia aktualizacja 16 minut temu

- Poszukujemy terrorystów z PKK - oświadczyła krótko armia, informując jednocześnie że piechota wkroczyła na górzyste tereny północnego Iraku. Atak uprzedziły nocne naloty tureckich F-16 na pozycje Partii Pracujących Kurdystanu - terrorystycznej armii wyzwolenia autonomicznej prowincji, która odpowiada za śmierć nawet 30 tysięcy osób.

Zobacz powiekszenie
Fot. STRINGER/TURKEY REUTERS
- Wrócimy do domu tak szybko, jak tylko będzie to możliwe po spełnieniu naszych zadań tutaj - brzmi komunikat tureckiej armii, która regularnie przez ostatnie 8 miesięcy przeprowadzała przygraniczne operacje wojskowe. Jeśli jednak informacja o liczbie 10 tysięcy żołnierzy, którzy tym razem weszli do Iraku, którą podała turecka telewizja NTV, się potwierdzi, będzie to oznaczało całkowitą zmianę strategii. Zazwyczaj bowiem nawet jeśli dochodziło do operacji lądowych (standardem były precyzyjne, pojedyncze ataki lotnicze) to uczestniczyło w nich kilkuset żołnierzy sił specjalnych, a nie całe dywizje piechoty.

Zgodę na tego rodzaju operacje armia otrzymała zarówno od premiera Erdogana, jak i parlamentu, jeszcze w październiku zeszłego roku, gdy doszło do serii ataków i porwań na tureckich żołnierzy.

PKK, czyli Partia Pracujących Kurdystanu, powstała w latach 70 i do 1999 roku kierował nią legendarny Abdullah Ocalan - wówczas pojmała go turecka armia, a w procesie skazano go na karę śmierci. Kary jednak nigdy nie wykonano, obawiając się reakcji Unii Europejskiej z którą już wówczas Turcja toczyła nieoficjalne, bardzo wstępne, negocjacje akcesyjne i Ocalan przebywa w więzieniu. Odpowiada ona za setki zamachów terrorystycznych, porwań i morderstw - jej tureckich ofiar mogło być nawet 30 tysięcy.

Obława w Wólce Kosowskiej

Łukasz Krajewski, Ewa Siedlecka, Wojciech Czuchnowski
2008-02-22, ostatnia aktualizacja 2008-02-22 09:20

Zobacz powiększenie
Jeden z Wietnamczyków pokazuje ślady po skuciu rąk plastikowymi kajdankami
Fot. Jerzy Gumowski / AG

Czy wietnamska bezpieka przesłuchuje uchodźców zatrzymanych przez polską Straż Graniczną?

Zobacz powiekszenie
Fot. Jerzy Gumowski / AG
Wólka Kosowska. Drzwi do hotelu dla uchodźców rozbite przez straż graniczną
ZOBACZ TAKŻE
Dochodziła godz. 6, gdy w środę do trzech hoteli w podwarszawskiej Wólce Kosowskiej weszło stu uzbrojonych funkcjonariuszy Straży Granicznej. Według mieszkających tam uchodźców z Azji funkcjonariusze nie mieli tłumacza i nie informowali, dlaczego chcą ich przesłuchać. Zatrzymali 89 Wietnamczyków i sześciu Chińczyków.

- Siłą wyciągali z pokoju wszystkich, nawet kobietę w ciąży. Jak ktoś nie zdążył otworzyć drzwi wyważali je, zakuwali ludzi i kazali kłaść się na ziemi - relacjonuje jeden z zatrzymanych. Został wypuszczony, bo jest w Polsce legalnie.

- Powtarzałem, że mam prawo pobytu. Wyciągałem paszport, ale wytrącili mi go, uderzyli kolbą i wyprowadzili ze wszystkimi - opowiada ze łzami starszy Wietnamczyk. pokazuje nam młodego Chińczyka: - Chłopak legalnie przebywający w Polsce skarżył się, że ma zbyt mocno skrępowane ręce. Strażnik uderzył go w twarz i kazał milczeć - mówi.

Wielu osobom nie pozwolono się ubrać. Świadkiem zdarzenia była pani Magda, polonistka współpracująca z Chińczykami.

- Wyglądało to strasznie. Zachowywali się jakby mieli do czynienia z groźnymi terrorystami - twierdzi.

- Przyjechałem na miejsce chwilę po godz. 7. Zobaczyłem stłoczonych na placu, zaszczutych ludzi. Poprosiłem o rozmowę z dowódcą. Nikt nie zwrócił na mnie uwagi - denerwuje się Le Thiet Hung, prezes Stowarzyszenia Przyjaźni Wietnamsko-Polskiej. Stowarzyszenie Chińczyków w Polsce chce złożyć skargę na działania Straży Granicznej.

- Pogwałcono podstawowe prawa ludzi - uważa Grzegorz Nowicki, pełnomocnik obcokrajowców.

SG: nikomu nie stała się krzywda

Straż Graniczna zaprzecza, że zatrzymania były brutalne. - Nikomu nie stała się krzywda. Pani, która była w ciąży, dostała nawet krzesełko, a innej, która zasłabła, udzielono pierwszej pomocy - twierdzi podpułkownik Wojciech Zacharjasz, rzecznik Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej. Mówi też, że jeden z zatrzymanych chciał dźgnąć funkcjonariusza nożem. - Mamy nagrania - zapewnia Zacharjasz.

Polscy pogranicznicy i wietnamska bezpieka

Ale brutalność funkcjonariuszy to nie jedyny problem w przypadku akcji prowadzonych w ostatnich miesiącach wobec nielegalnych emigrantów z Wietnamu. Robert Krzysztoń, opiekun Wietnamczyków i współpracownik Amnesty International mówi, że środowisko to jest mocno penetrowane przez wietnamską służbę bezpieczeństwa, która współpracuje z polską Strażą Graniczną. A Wietnam to jeden z ostatnich na świecie komunistycznych reżimów totalitarnych.

- Jedenastu z zatrzymanych w Wólce jest na liście wietnamskiej bezpieki, która chce ich przesłuchać lub deportować do kraju - mówi "Gazecie" Krzysztoń .

Już raz - latem - do Polski przyjechała ekipa funkcjonariuszy wydziału A18 Milicji Ludowej Socjalistycznej Republiki Wietnamu. W asyście pracownika ambasady Wietnamu usiłowali przesłuchać kilkudziesięciu zatrzymanych Wietnamczyków. Część z nich odmówiła składania zeznań, część została przesłuchana na terenie polskich aresztów w Krośnie Odrzańskim, w Lesznowoli i na Okęciu. - Otrzymałem szereg relacji, z których wynika, że rozmowy te miały charakter rozmów werbunkowych. Przesłuchiwanych pytano o gotowość współpracy na terenie Polski, straszono ich, że odmowa współpracy pociągnie za sobą deportację - mówi Krzysztoń.

Jeśli funkcjonariusz wietnamskiej bezpieki zidentyfikuje nielegalnego imigranta, to można go odesłać do Wietnamu. Jeśli powiedzą Straży Granicznej, że nie mogą ustalić, kim jest, zatrzymany zostaje on w Polsce.

A18 w Milicji Ludowej to wydział, przeznaczony do inwigilacji środowisk emigracji wietnamskiej, podporządkowanych bezpośrednio rządowemu Komitetowi do spraw Wietnamczyków za granicą.

- Żaden z zatrzymanych nie był przesłuchiwany przez obcą służbę. Pracowników ambasady wzywamy tylko wtedy, gdy życzy sobie tego zatrzymany. Przy przesłuchaniach uczestniczą tylko tłumacze przysięgli - twierdzi pułkownik Zacharjasz.

Fatalna umowa z Wietnamem

Okazuje się, że jest podstawa prawna, na której funkcjonariusze wietnamscy mogą przesłuchiwać w Polsce obywateli swojego kraju. Daje ją zawarta w 2004 r. umowa o wzajemnym przekazywaniu obywateli pomiędzy Polską a Wietnamem. Pozawala "w uzasadnionych przypadkach upoważnić przedstawicielstwo dyplomatyczne lub urząd konsularny" do "przesłuchiwania osób". Jak to możliwe, że zawarliśmy taką umowę z państwem, które łamie prawa człowieka?

- Umowa w takim kształcie nie powinna być zawarta. Ale kraje demokratycznego Zachodu mają na sumieniu wątpliwe umowy np. z krajami afrykańskimi - mówi prof. Zbigniew Hołda, wiceprezes Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka - Ta umowa nie zwalnia Polski od odpowiedzialności za to, co wietnamskie służby robią na naszym terytorium z Wietnamczykami. Mamy prawny obowiązek chronić każdego, kto znajdzie się na naszym terytorium przed niewłaściwym traktowaniem i łamaniem jego praw- podkreśla Hołda.



***

Puchar UEFA: Wasilewski gra dalej. Czas na Bayern!

pk
2008-02-21, ostatnia aktualizacja 2008-02-22 00:40
Zobacz powiększenie
Piłkarze Glasgow Rangers cieszą się z awansu
Fot. YIORGOS KARAHALIS REUTERS

Marcin Wasilewski awansował z Anderlechtem do 1/8 finału Pucharu UEFA. Jego zespół zremisował na wyjeździe z Bordeaux 1:1, a Polak rozegrał 90. minut. Drużyna Arkadiusza Malarza miała mniej szczęścia i odpadła w rywalizacji z Glasgow Rangers

Zobacz powiekszenie
Fot. REGIS DUVIGNAU REUTERS
Marcin Wasilewski walczy z Benoit Tremoulinas
Na 9. minut przed końcem regulaminowego czasu gry Arkadiusz Malarz i jego Panathinaikos Ateny był w 1/8 rozgrywek o Puchar UEFA. Prowadził wówczas 1:0 po strzale Goumasa z pół woleja w 12. minucie. Ale to Glasgow Rangers ostatecznie cieszyło się z awansu do kolejnej rundy. W 81. minucie dośrodkowanie wprowadzonego na boisko w 69, minucie Burkea na bramkę z bliskiej odległości zamienił Nacho Novo. Rangersi awansowali dzięki bramce strzelonej na wyjeździe bowiem w pierwszym meczu w Glasgow padł bezbramkowy remis.

Marcin Wasilewski rozegrał 90. minut w barwach Anderlechtu, który zremisował 1:1 z Bordeaux. Remis był zwycięski gdyż pierwszy mecz drużyna Wasilewskiego wygrała 2:1. Stawka spotkania udzieliła się francuskim piłkarzom. Ujrzeli oni dwie czerwone kartki, co niewątpliwie pomogło Anderlechtowi w uzyskaniu korzystnego wyniku. Spotkania do końca nie dograli Chalme i Tremoulinas. Bramkę dla Anderlechtu zdobył Chetalle w 34. minucie, a wyrównał wprowadzony na boisko w 53, minucie Cavenagi. W Kolejnej fazie rozgrywek umiejętności Wasilewskiego sprawdzi Ribery i Luca Toni ponieważ Belgowie trafili na Bayern Monachium.

Wielkie emocje przeżyli kibice Villarrealu i Zenitu Skt. Petersburg. Rosjanie wygrali u siebie z Hiszpanami 1:0. A na wyjazd nie jechali w roli faworytów. Mecz ułożył się jednak dla nich pomyślnie. W 31. minucie bramkę dającą prowadzenie Zenitowi strzelił Pogrebniak. Villarreal zupełnie nie potrafił sforsować dobrze grającej obrony rosyjskiej drużyny i pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem Zenitu. Zaraz na początku drugiej połowy czerwoną kartką (druga żółta) ukarany został Szirokow. Przewagę jednego zawodnika piłkarze "Żółtej łodzi podwodnej" udokumentowali dopiero w 75. minucie. Ale wynik ten nadal premiował awansem podopiecznych Dicka Advocata. Jakby tego było mało, to na 8. minut przed końcem spotkania drugą czerwoną kartką sędzia ukarał Zenit. Tym razem przedwcześnie do szatni zszedł Sirl. Ekipie Villarrealu udało się zdobyć jeszcze jedną bramkę. W 90. minucie Tomasson pokonał Małafiewa. Jednak było to za mało i podobnie jak Rangersi Zenit przeszedł tę fazę rozgrywek dzięki lepszemu stosunkowi wyjazdowych bramek.

Chyba bardziej od piłkarzy Villarrealu pluć sobie w brodę mogą zawodnicy z Norymbergi, którzy podejmowali na własnym boisku Benficę Lizbona. FC Nurnberg po golu Charisteasa odrobił straty z pierwszego meczu, a trafienie Saenko dawało awans do 1/8 finału. Piłkarze z Norymbergi byli już myślami w kolejnej rundzie kiedy ze snu obudzili ich zmiennicy Benfiki. Jose Antonio Camacho miał nosa kiedy wprowadzał na boisko Oscara Cardozo i Di Marię bowiem gole tych zawodników w 90 i 92 minucie dały awans Portugalczykom.

Wyniki rewanżowych spotkań 1/16 Pucharu UEFA.

Bayer Leverkusen - Galatasaray Stambuł 5:1
Barbarez (12., 22.), Kiessling (13.), Haggui (55.), Schneider (61.) - Brusso (87. karny)

HSV Hamburg - FC Zurich 0:0

Spartak Moskwa - Olympique Marsylia 2:0
Pawlenko (39.), Pawliuczenko (85.)

Panathinaikos Ateny - Glasgow Rangers 1:1
Goumas (12.) - Novo (81.)

Bayern Monachium - Aberdeen 5:1
Lucio (12.), Van Buyten (36.), Podolski (71., 77.). Van Bommel (85.) - Lovell (83.)

Getafe - AEK Ateny 3:0
Granero (45+1.), Contra (88. karny), Braulio (84.)

Atletico Madryt - Bolton Wanderers 0:0

Villareal - Zenit Sankt Petersburg 2:1
Guille Franco (75.), Tomasson (90.) - Pogrebniak (31.)

Bordeaux - Anderlecht Bruksela 1:1
Cavenaghi (71.) - Chatelle (34.)

Helsinborg - PSV Eindhoven 1:2
Castan (81.) - Zonneveld (47.), Lazović (65.)

Tottenham Hotspur - Slavia Praga 1:1
O'Hara (7.) - Krajcik (51.)

Fiorentina - Rosenborg Trondheim 2:1
Liverni (38.), Cacia (81.) - Kone (88.)

Everton - Brann Bergen 6:1
Yakubu (36., 54., 72.), Johnson (41., 90+2), Arteta (70.) - Moen (60.)

FC Nurnberg - Benfica Lizbona 2:2
Charisteas (59.), Saenko (66.) - Cardozo (89.), Di Maria (90+2.)

FC Basel - Sporting Lizbona 0:3 Pererinha (2.), Liedson (41.) (51.)

SC Braga - Werder Brema 0:1 Klasnić (78.)

Pary 1/8 finału Pucharu UEFA

Anderlecht - Bayern Monachium
Bolton Wanderers - Sporting Lizbona
Bayer Leverkusen - HSV Hamburg
Getafe - Benfica Lizbona
Fiorentina - Everton
Tottenham - PSV Eindhoven
Olympique Marsylia - Zenit Skt. Petersburg
Rangers - Werder Brema

Skarb Państwa może zasiedzieć nieruchomość przejętą w ramach władztwa publicznego

Data: 22.02.2008 r.

Rzecznik Praw Obywatelskich wniósł o podjęcie uchwały zawierającej odpowiedź na pytanie: "czy Państwo władając nieruchomością nabytą w ramach sprawowania władztwa publicznego (imperium), wykonuje jednocześnie władztwo właścicielskie, które ze względu na swój charakter może być posiadaniem samoistnym w rozumieniu art. 336 k.c., prowadzącym do zasiedzenia nieruchomości?".

Sąd Najwyższy na posiedzeniu w dniu 26 października 2007 r. podjął uchwałę o następującej treści:

Władanie cudzą nieruchomością przez Skarb Państwa, uzyskane w ramach sprawowania władztwa publicznego, może być posiadaniem samoistnym prowadzącym do zasiedzenia. Zasiedzenie jednak nie biegło, jeżeli właściciel nie mógł skutecznie dochodzić wydania nieruchomości (art. 121 pkt 4 w związku z art. 175 k.c.).

W obszernym uzasadnieniu uchwały Sąd Najwyższy zauważył, że w orzecznictwie ukształtowały się dwa zasadnicze poglądy w odniesieniu do oceny władania nieruchomościami przez Skarb Państwa, uzyskanego w związku w wykonywaniem władzy publicznej:

  1. Pierwszy, wyrażony w uchwale z dnia 18 listopada 1992 r. III CZP 133/92 (OSP 1993, nr 7-8, poz. 153) i uchwale składu 7 sędziów SN z dnia 21 września 1993 r. III CZP 72/93 [OSNCP 1994, nr 3, poz. 49]; sprowadzał się do przyjęcia stanowiska, że do okresu zasiedzenia nieruchomości przez Skarb Państwa nie zalicza się czasu władania wykonywanego w ramach uprawnień Państwa jako podmiotu prawa publicznego, mimo istnienia tytułu własności uznanego następnie za nieistniejący.
  2. Zgodnie z drugim poglądem, władanie przez Państwo nieruchomościami uzyskanymi w związku z wykonywaniem władzy publicznej stanowi posiadanie samoistne w rozumieniu art. 336 k.c., jeśli zakres władania odpowiada pojęciu posiadania właścicielskiego. Pogląd ten zapoczątkowały postanowienia Sądu Najwyższego z dnia 9 maja 2003 r. wydane w sprawach V CK 13/03 (OSP 2004, nr 4, poz. 53) i V CK 24/03 (niepublik.), w których stwierdzono, że według art. 336 k.c. o posiadaniu i jego postaci (posiadanie samoistne, posiadanie zależne) decyduje wyłącznie sposób władania rzeczą. Również uzyskanie władztwa nad nieruchomością w następstwie wykonywania uprawnień państwa jako podmiotu prawa publicznego, nie zmienia charakteru tego władztwa i nie wyklucza jego kwalifikowania jako posiadania samoistnego. W konsekwencji uznano, że stanowisko zajęte przez Sąd Najwyższy w powołanej wyżej uchwale składu 7 sędziów SN z dnia 21 września 1993 r. jest aktualne jedynie w przypadku władania, które nie odpowiadało zakresowi władania właścicielskiego (np. wykonywanie zarządu).

Sąd Najwyższy wskazał, że zasiedzenie nieruchomości jest sposobem nabycia własności rzeczy przez posiadacza samoistnego w następstwie upływu czasu. Nie jest to instytucja ani moralna, ani sprawiedliwa, gdyż w wyniku jej zastosowania właściciel traci prawo własności bez jakiejkolwiek rekompensaty. Spełnia ona jednak doniosłe cele społeczne i sprzyja bezpieczeństwu obrotu. Nabycie własności przez zasiedzenie następuje ex lege na skutek spełnienia dwóch przesłanek: posiadania samoistnego rzeczy przez podmiot, który nie jest jej właścicielem i upływu wskazanego w ustawie czasu.

Definicja ustawowa posiadania samoistnego zawarta jest w art. 336 k.c., według którego posiadaczem samoistnym rzeczy jest ten, kto nią faktycznie włada jak właściciel. Zgodnie z treścią tego przepisu o posiadaniu i jego postaci decyduje wyłącznie sposób władania rzeczą. Jeśli sposób władania odpowiada treści prawa własności, to spełnia cechy posiadania samoistnego. Oznacza to, że okoliczności uzyskania władania rzeczą nie mają znaczenia dla oceny tego władania jako posiadania samoistnego. Okolicznościom uzyskania władania rzeczą ustawodawca nie przypisał znaczenia normatywnego dla oceny posiadania i jego samoistnosci.

Sąd Najwyższy przeprowadził analizę dotychczasowego orzecznictwa, rozważając podniesione w uzasadnieniach argumenty. Jak wskazywano, przez zasiedzenie nie można nabyć własności nieruchomości, jeżeli zostały wyłączone z obrotu cywilnoprawnego z uwagi na ich szczególny charakter, bądź dlatego, że nabycie własności zostało wyraźnie wyłączone z mocy ustawy, chyba że przepis ustawowy wyraźnie na to zezwala, bądź wreszcie dlatego, że spełnienie wszystkich przesłanek wymaganych do zasiedzenia nie wystarcza do nabycia własności bez przewidzianego w ustawie zezwolenia (np. nabycie własności nieruchomości położonej w Polsce przez cudzoziemca). SN wyjaśnił jednak, że okres władania nieruchomością przez Skarb Państwa nabytą w ramach sprawowania władztwa publicznego nie prowadził do wyłączenia tej nieruchomości z obrotu cywilnoprawnego.

W uchwale z dnia 18.11.1992 r. III CZP 133/92 (OSP 1993 nr 7, poz. 153) Sąd Najwyższy stwierdził, że na podstawie art. 336 k.c. należy oceniać takie stany faktyczne, w których zawładnięcie nieruchomością było normalne, typowe, a nie wyjątkowe i szczególne. SN teraz uznał jednak, że właśnie dla organów państwowych jest charakterystyczne (a więc typowe, normalne), że realizują one swoje funkcje przez podejmowanie aktów władczych i że akty te mogą prowadzić do objęcia nieruchomości we władanie w granicach wykonywania prawa własności. Nie można więc objęcia nieruchomości we władanie w takich okolicznościach uznać za szczególne lub wyjątkowe.

Inną argumentację przedstawił Sąd Najwyższy w uchwale składu 7 sędziów III CZP 72/93. Stwierdził, że "do istoty posiadania (...) należy nie tylko stan faktyczny władania, który byłby zaledwie pierwszą postacią possesio naturalis, ale również kwalifikacja nadana przez normę prawną mieszczącą się w kodeksie cywilnym i odnoszącą się do stosunków nim uregulowanych". Także i z tymi argumentami SN obecnie się nie zgodził, m.in. dlatego, że akty z zakresu imperium bardzo często wywołują skutki cywilnoprawne i skutki te - oceniane według właściwych przepisów prawa cywilnego - nie mogą być kwestionowane nawet wówczas, gdy pojawiają się zastrzeżenia natury społecznej bądź moralnej.

Podstawowym założeniem tego kierunku orzecznictwa, w ramach którego odmówiono władaniu nieruchomościami uzyskanymi przez Skarb Państwa w związku z wykonywaniem władzy publicznej cech samoistnego posiadania było stwierdzenie, że Państwo jako szczególny podmiot prawa podejmuje działania w sferze władczej (imperium), jak i w sferze stosunków cywilnoprawnych (dominium). Kluczowe znaczenie miałoby tu sprecyzowanie kryteriów, według których określone stany faktyczne będą zakwalifikowane jako uzyskanie władania nieruchomością przez Skarb Państwa w ramach imperium. Orzecznictwo Sądu Najwyższego wskazuje jednak, że w tym przedmiocie nie wypracowano jednolitego poglądu, w konsekwencji czego badanie w poszczególnych sprawach, czy Państwo działało w sferze władczej czy w sferze dominium, następowało przez pryzmat różnych i niedostatecznie sprecyzowanych przesłanek. To prowadziło do rozbieżnych ocen i stanowisk, które budzą wątpliwości.

Wg SN nie można przyjąć, aby wykonywanie władztwa publicznego w wyniku czego nastąpiło przejęcie nieruchomości zachodziło tylko wówczas, gdy wydano decyzję administracyjną, nie można też uznać, aby orzeczenie sądowe nie było przejawem władczej ingerencji państwa. Jednocześnie zasadniczy sprzeciw budzi stanowisko, że we wszystkich przypadkach objęcia przez Skarb Państwa nieruchomości w ramach tak szeroko rozumianego władztwa publicznego, wyłączone byłoby stosowanie przepisów o zasiedzeniu. Nie może być tak, aby Skarb Państwa był odpowiedzialny według reguł prawa cywilnego za szkody wywołane działaniami podjętymi w ramach sprawowania władztwa publicznego, odpowiadał za szkodę jako samoistny posiadacz budowli na podstawie art. 434 k.c., odpowiadał jako samoistny posiadacz wobec właściciela z tytułu wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z nieruchomości (art. 224 i 225 k.c.), natomiast nie mógł skorzystać z instytucji zasiedzenia tylko dlatego, że wykonywał wprawdzie władanie nieruchomością w sposób odpowiadający treści prawa własności, lecz uzyskał to władanie w ramach imperium.

Jednocześnie SN podkreślił, że nie można pominąć zagadnienia ochrony interesu właściciela pozbawionego przez Państwo władania nieruchomością. Zauważył przy tym, że nie jest możliwe przywrócenie stanu prawnego nieruchomości sprzed 60 lat. Przywrócenie ograniczonej nawet równowagi między sprzecznymi interesami byłych i aktualnych właścicieli nieruchomości, niegdyś zawładniętych przez Państwo, nie może być dokonane przy zastosowaniu instytucji prawa cywilnego w sposób nie budzący zastrzeżeń i wątpliwości.

W dotychczasowym orzecznictwie SN przyjmował konstrukcję zawieszenia biegu przedawnienia ze względu na istnienie stanu zrównanego ze stanem siły wyższej (stanem zawieszenia wymiaru sprawiedliwości), w sytuacji niezależnego od właściciela, wywołanego uwarunkowaniami politycznymi, obiektywnego, o powszechnym zasięgu oddziaływania stanu niemożności efektywnego dochodzenia na drodze prawnej zwrotu rzeczy, skutkiem którego jest uniemożliwienie uprawnionemu dochodzenie roszczeń przed sądem lub innym organem.

Artykuł 121 pkt 4 k.c. stanowi, że bieg przedawnienia nie rozpoczyna się, a rozpoczęty ulega zawieszeniu co do wszelkich roszczeń, gdy z powodu siły wyższej uprawniony nie można ich dochodzić przed sądem lub innym organem powołanym do rozpoznawania spraw danego rodzaju - przez czas trwania przeszkody. Przepis art. 121 pkt 4 k.c. oraz przepisy o zawieszeniu i przerwie przedawnienia odpowiednio stosuje się do biegu terminu zasiedzenia (art. 175 k.c.). SN zauważył, że za przypadek siły wyższej mogą być jednak uznane także akty władzy publicznej (vis imperia), jak też określone działania ludzkie wykazujące cechy przemożności np. zamachy terrorystyczne. W przypadku aktów władzy publicznej jako zdarzeń, które noszą cechy siły wyższej, obok immanentnie w nich tkwiącej przemożności natury prawnej (rozumianej jako niedopuszczalność przeciwstawienia się aktowi władzy), występuje cecha zewnętrzności w postaci działania Państwa jako szczególnego podmiotu prawa.

Zawieszenie biegu zasiedzenia jest uzasadnione wówczas, gdy z powodu siły wyższej uprawniony nie może dochodzić roszczeń przed sądem lub innym organem. Nie musi więc nastąpić zawieszenie wymiaru sprawiedliwości. Nie jest zatem uprawniony pogląd, który utożsamia niemożliwość dochodzenia roszczeń ze stanem, w którym nie działają wszystkie sądy. Przeciwnie, nie należy wykluczać, że w pewnych sytuacjach, faktyczne, a nie prawne pozbawienie danego podmiotu prawa do sądu z określonych przyczyn, może być traktowane jako przypadek siły wyższej, mimo że w państwie działały sądy lub inne organy właściwe do rozpoznania sprawy. W dotychczasowym orzecznictwie Sądu Najwyższego zasadnie wskazano, że chodzi o niezależny od właściciela, wywołany uwarunkowaniami politycznymi, obiektywny, o powszechnym zasięgu oddziaływania stan niemożności skutecznego dochodzenia na drodze prawnej wydania nieruchomości.

SN wskazał, że ocena w tym przedmiocie musi być pozostawiona sądowi orzekającemu w konkretnej sprawie. Dokonując tej oceny sąd powinien mieć na uwadze to, że zastosowanie przepisów art. 121 pkt 4 k.c. w związku z art. 175 k.c. w omawianych sytuacjach jest uzasadnione tylko w razie ustalenia, iż osoba uprawniona do skutecznego dochodzenia roszczenia o wydanie nieruchomości rzeczywiście była tej możliwości pozbawiona. Takie zaś ustalenie nie może być dokonane wyłącznie na podstawie twierdzeń osoby uprawnionej. Konieczne jest wykazanie, że w ówczesnych warunkach ustrojowych i w stanie prawnym wówczas obowiązującym skuteczne dochodzenie roszczenia nie było możliwe bądź to z uwagi na niedostępność środków prawnych, które pozwoliłyby podważyć wadliwe akty władzy publicznej bądź też ze względu na to, że powszechna praktyka stosowania obowiązujących wówczas przepisów – obiektywnie biorąc – nie stwarzała realnych szans uzyskania korzystnego dla uprawnionego rozstrzygnięcia. Jest to istotne o tyle, że wykazanie tych okoliczności powinno zapobiec niebezpieczeństwu nadmiernej subiektywizacji w ujmowaniu stanu siły wyższej.

Uchwała pełnego składu Izby Cywilnej Sądu Najwyższego z dnia 26 października 2007 r., sygn. akt III CZP 30/07

Quercus: pierwsze TFI dla bogatych

Maciej Samcik
2008-02-21, ostatnia aktualizacja 2008-02-21 19:59

W marcu do wyścigu o pieniądze klientów ruszy TFI Quercus, pierwsze w Polsce towarzystwo funduszy, które nastawia się wyłącznie na obsługę bogatych klientów

TFI Quercus to przedsięwzięcie kilku byłych menedżerów holenderskiej grupy ING, którzy w ubiegłym roku - pod wodzą byłego prezesa TFI ING Sebastiana Buczka - postanowili się usamodzielnić. W czwartek licencję na działalność wydała Quercusowi Komisja Nadzoru Finansowego, zaś wczoraj towarzystwo odsłoniło karty.

- Chcemy, żeby Quercus był pierwszą w Polsce rodziną funduszy przeznaczoną dla wymagających klientów dysponujących dużymi pieniędzmi - zadeklarował dziennikarzom prezes Buczek.

Quercusa ma wyróżniać wyższy od konkurencji poziom wpłat - aby stać się uczestnikiem każdego z czterech funduszy, będzie trzeba mieć w kieszeni co najmniej 20 tys. zł. Większość funduszy przyjmuje klientów już od kilkuset złotych. - Spodziewamy się, że przeciętna wpłata do naszych funduszy wyniesie 100 tys. zł - szacuje Buczek.

Atutem Quercusa mają być nietypowe fundusze, które sprostają oczekiwaniom wymagających klientów. Np. zamiast zwykłego funduszu bezpiecznego Quercus wprowadzi fundusz ochrony kapitału, w którym poza polskimi obligacjami będzie miejsce dla zagranicznych, a do 20 proc. pieniędzy pójdzie na akcje spółek. - Ale tylko te, do których będziemy mieli głębokie przekonanie, że za rok ich cena wzrośnie - zastrzega Buczek.

Poza tym Quercus zaproponuje trzy fundusze bardziej ryzykowne - Selektywny (z udziałem akcji od zera do 100 proc.), Agresywny oraz fundusz Bałkany i Turcja (oba z udziałem akcji 50-100 proc.). Każdy z nich ma inwestować pieniądze nie tylko na warszawskiej giełdzie, ale też na innych parkietach tzw. Nowej Europy - od Estonii po Turcję (nie wchodzą w grę tylko Rosja i Ukraina).

Fundusze Quercusa mają być zarządzane bardziej aktywnie niż "zwykłe" fundusze, których portfele często są podobne do składu giełdowych indeksów. Mają być nastawione na łowienie okazji, nie będą stroniły od akcji firm dopiero wchodzących na giełdę lub młodych spółek z rynku NewConnect.

Quercusa ma też wyróżniać przyjazna dla klientów struktura opłat za zarządzanie funduszami. Zamiast sztywnych opłat (np. 4 proc. rocznie) bez względu na wyniki będzie część sztywna prowizji i część uzależniona od wyników funduszy.

Choć wszystkie cztery fundusze mają charakter otwarty, to po przekroczeniu przez dany fundusz miliarda złotych aktywów będzie się on zamykał na nowe wpłaty. To też ukłon w stronę klientów, którzy oczekują wysokiej jakości zarządzania pieniędzmi. Mniejszym funduszem łatwiej zarządzać niż wielomiliardowym molochem.

Sprzedaż funduszy ma się zacząć w marcu, ale nie wiadomo jeszcze, gdzie będzie można kupić ich udziały. Szefowie Quercusa chcą podpisać umowy ze wszystkimi bankami, firmami ubezpieczeniowymi i pośrednikami, którzy specjalizują się w obsłudze bogatych klientów. W ciągu roku liczą na pozyskanie 500 mln zł.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Legalizacja pozwala uniknąć rozbiórki

Renata Krupa-Dąbrowska 22-02-2008, ostatnia aktualizacja 22-02-2008 07:32

Inwestor, który postawił dom, a nie dopełnił przy tym wszystkich formalności budowlanych, może to naprawić. Przepisy stawiają jednak bardzo wysokie wymagania. Wcale niemało trzeba też zapłacić

Procedura legalizowania nie jest prosta, trzeba łącznie spełnić kilka warunków. Inaczej nie ma się żadnej szansy. Niespełnienie któregokolwiek z nich albo przekroczenie terminu dostarczenia dokumentów powoduje bowiem orzeczenie nakazu rozbiórki danego budynku lub jego części.

Podstawowym warunkiem jest to, by obiekt nie naruszał przepisów. Ponadto inwestor musi sporządzić projekt budowlany zawierający wszystkie niezbędne uzgodnienia oraz wnieść opłatę legalizacyjną.

Zgodnie z przepisami

Wniosek o legalizację razem z niezbędnymi dokumentami składa się do powiatowego inspektora nadzoru budowlanego (art. 48 i następne prawa budowlanego). Inspektor sprawdza, czy budynek lub inny obiekt budowlany nie narusza przepisów (głównie o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym oraz techniczno-budowlanych).

50 tys. zł zapłaci właściciel samowolnie zbudowanego domu jednorodzinnego za jego legalizację

Zainteresowany sam zresztą może ocenić swoje szanse. W celu udowodnienia, że budowla nie narusza przepisów, musi dostarczyć zaświadczenie wójta (burmistrza lub prezydenta miasta) o zgodności nielegalnego obiektu z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego. Jeżeli zaś takiego planu nie ma, powinien przedstawić decyzję ustalającą warunki zabudowy. Od 29 grudnia 2007 r. wystarczy, że dostarczy się ją w toku postępowania. Inwestor, który chce zalegalizować niezakończoną budowę, musi sporządzić też projekt budowlany zawierający wszystkie niezbędne uzgodnienia. Przedłożenie tych dokumentów jest traktowane jak wniosek o zatwierdzenie projektu budowlanego i pozwolenie na wznowienie robót.

Samowola słono kosztuje

Jeżeli powiatowy inspektor sprawdzi komplet dostarczonych dokumentów i stwierdzi, że faktycznie spełnia się wskazane warunki, to ustali opłatę, a po jej uregulowaniu zalegalizuje samowolę.

Wysokość opłaty zależy od rodzaju samowoli, a mianowicie od tego, czy dom (inny obiekt) został postawiony bez wymaganego pozwolenia na budowę czy też bez zgłoszenia (lub pomimo sprzeciwu złożonego do zgłoszenia).

W pierwszym wypadku trzeba sporo zapłacić. Opłatę wylicza się na podstawie wzoru zawartego w prawie budowlanym. Stawkę 500 zł mnoży się przez 50 i przez odpowiedni współczynnik: kategorii obiektu i jego wielkości (zawiera je załącznik do prawa budowlanego).

375 tys. zł wynosi opłata legalizacyjna za wybudowany niezgodnie z prawem sklep o kubaturze do 2500 m sześc.

W drugim wypadku (gdy obiekt został wzniesiony bez zgłoszenia) opłata jest niższa. Przepisy podają ją kwotowo – w zależności od rodzaju obiektu wynosi 2,5 lub 5 tys. zł.

Kiedy bez opłaty

Nie zawsze trzeba płacić za legalizację. Nie muszą tego robić osoby, które zakończyły budowę z naruszeniem przepisów po 31 grudnia 1994 r., ale przed 11 lipca 1998 r., a do 11 lipca 2003 r. nie zostało w tej sprawie wszczęte postępowanie administracyjne. Ponadto nigdy nie występowały o pozwolenie na użytkowanie ani nie próbowały w inny sposób zalegalizować obiektu wzniesionego z naruszeniem prawa.

Dotyczy to tylko osób, które wniosek o legalizację złożyły do 1 stycznia 2008 r. (pozostali muszą zapłacić, choćby nawet spełniali te warunki). W ich wypadku niezbędne jest pozwolenie na użytkowanie. Wydaje je powiatowy inspektor nadzoru budowanego.

Osoby te muszą też dołączyć do wniosku inwentaryzację powykonawczą sporządzoną przez osobę z odpowiednimi uprawnieniami budowlanymi oraz ekspertyzę potwierdzającą, że legalizowany obiekt nadaje się do użytkowania. Obiekt, tak jak w wypadku płatnej legalizacji, musi być zgodny z przepisami.

Z bezpłatnej legalizacji ciągle mogą natomiast skorzystać osoby, które zakończyły samowolną budowę przed 1 stycznia 1995 r. Mówi o tym art. 103 ust. 2 prawa budowlanego.

Opinia

Mariola Berdysz, dyrektor Fundacji Wszechnica Budowlana

Opłaty za legalizację nieprzypadkowo są takie wysokie. Ustawodawca chciał odstraszyć od rozpoczynania budowy bez załatwienia wszystkich formalności. Ale jest niesprawiedliwy, bo jednakowo karze za postawienie warzywniaka i sklepu o kubaturze do 2500 m sześc. Warto też zwrócić uwagę, że wszystkie obowiązki związane z legalizacją trzeba wypełnić w terminie. Każde jego przekroczenie powoduje automatyczne wydanie decyzji o rozbiórce. Problemem dla inwestora może być przede wszystkim terminowa wpłata opłaty legalizacyjnej. Jest na to siedem dni. Może jednak wystąpić do wojewody, żeby odroczył wpłatę, rozłożył ją na raty albo umorzył.

Źródło : Rzeczpospolita

Rada Bezpieczeństwa potępiła atak na ambasadę USA

cheko, asz, PAP, IAR, AP, Reuters
2008-02-21, ostatnia aktualizacja 2008-02-22 09:44
Zobacz powiększenie
Manifestacja w Belgradzie, 21.02.2008 r.
Fot. DARKO VOJINOVIC AP

Rada Bezpieczeństwa ONZ potępiła w czwartek wieczorem (w nocy z czwartku na piątek czasu polskiego) "ataki tłumu" na ambasadę USA i inne ambasady w stolicy Serbii Belgradzie, do których doszło tego dnia w trakcie demonstracji przeciwko niepodległości Kosowa. W czwartek w Belgradzie 200-tysięczny tłum skandował "Kosowo jest nasze!", a około tysiąca osób zaatakowała ambasady USA, Wielkiej Brytanii, Chorwacji, Niemiec i Turcji. W podpalonej ambasadzie USA znaleziono zwęglone ciało.

Zobacz powiekszenie
Fot. NIKOLA SOLIC REUTERS
W Belgradzie zgromadziły się setki tysięcy demonstrantów
Zobacz powiekszenie
Fot. AP
Protestujący podpalili gmach ambasady USA
Zobacz powiekszenie
Fot. NIKOLA SOLIC REUTERS
Organizatorzy liczą nawet na milion osób
Serbowie w Bośni też chcą secesji



Wielka demonstracja i atak na ambasady: zobacz zdjęcia

W deklaracji przedstawionej dziennikarzom składająca się z 15 państw Rada przypomniała też zasadę nienaruszalności misji dyplomatycznych, obowiązującą zgodnie z konwencjami międzynarodowymi, ale jednocześnie powitała z zadowoleniem kroki podjęte przez władze serbskie w celu przywrócenia porządku.

Jednomyślne oświadczenie zostało przyjęte na wniosek przedstawiciela Stanów Zjednoczonych ambasadora Zalmaya Khalilzada, który wyraził oburzenie z powodu ataków i wezwał do ich potępienia.

- Członkowie Rady Bezpieczeństwa potępiają w najostrzejszy sposób ataki tłumu na ambasady w Belgradzie, które doprowadziły do zniszczeń w siedzibach ambasad i do zagrożenia personelu dyplomatycznego - napisano w oświadczeniu.

Oświadczenie jest łagodniejsze w tonie od wstępnego projektu, w którym użyto terminu "oburzenie" i sugerowano, że rząd Serbii nie wywiązał się z obowiązków, jakie spoczywają na nim na mocy Konwencji Wiedeńskiej.

Demonstracja

- Czy jest jakiś inny naród na Ziemi, od którego (mocarstwa) żądają rezygnacji ze swej tożsamości i opuszczenia braci w Kosowie? - mówił na początku demonstracji premier Serbii Vojislav Kosztunica przed serbskim parlamentem. Wielokrotnie prosił, by protestujący zachowali umiar i "godnie manifestowali sprzeciw".

Ciało w ambasadzie

Później grupa tysiąca pseudokibiców oderwała się od głównej demonstracji i ruszyła w stronę ulicy Kneza Milosza, przy której stoi budynek ambasady USA. Szalikowcy dostali się na teren placówki, która była zamknięta i niechroniona przez policję. Wyważono drzwi, podpalono je i ustawiono w oknach. Budynek podpalono, z wnętrza wydobywał się czarny dym. Demonstrujący wyrzucali przez okna papiery i meble. Jeden z protestujących wszedł na piętro, zerwał z masztu amerykańską flagę i na chwilę wstawił w to miejsce flagę serbską.

Późnym wieczorem w budynku amerykańskiej ambasady znaleziono zwęglone ciało. Władze USA oświadczyły, że wszyscy pracownicy placówki są bezpieczni. Według serbskiej telewizji, która powołuje się na źródła policyjne, ciało należało do jednego z demonstrujących. Atak na ambasadę jest nie do przyjęcia - oświadczyły władze USA.

Policja użyła gazu łzawiącego

Serbska telewizja podała, że kamieniami obrzucone zostały również ambasady Turcji, Chorwacji, Belgii, Niemiec i Wlk. Brytanii. Manifestujący powybijali także szyby w okolicznych bankach m.in. w oddziale Raiffeisen Bank. Podpalono 20 samochodów osobowych, tramwaj i pięć autobusów miejskich. Splądrowany został dom towarowy, zdemolowana restauracja McDonald's. Policja, która na miejsce zajść przybyła dość późno, użyła gazu łzawiącego.

90 osób zostało rannych

W zamieszkach rannych zostało 90 osób, w tym 30 policjantów. Zastępca dyrektora kliniki pomocy doraźnej w Belgradzie Duszan Jovanović poinformował jednak, że były to tylko lekkie obrażenia. Dodał, że większość rannych demonstrantów była "bardzo pijana".

Zastępca ambasadora RP w Belgradzie Paweł Czerwiński zapewnił w rozmowie z TVN 24, że polska ambasada nie została zaatakowana. - W okolicy naszej placówki panuje spokój - powiedział Czerwiński.

Prezydent Serbii Boris Tadić, przebywający z wizytą w Rumunii, zaapelował o spokój i wezwał demonstrantów do zaprzestania ataków na ambasady. Podkreślał, że akty przemocy niweczą "wysiłki Serbii w obronie Kosowa".

Czy prokurator musi zarabiać tyle co sędzia

Marek Domagalski 22-02-2008, ostatnia aktualizacja 22-02-2008 07:37

Prokuratorzy powinni zarabiać więcej, ale niekoniecznie tyle co sędziowie. Ich płace nie muszą być sztywno związane z sędziowskimi

To zgodne stanowisko większości naszych rozmówców: sędziów, ale też np. adwokatów. Prokuratorzy bronią równości z sędziami, ale chyba są osamotnieni.

Jaka praca, taka płaca

– A dlaczego mają zarabiać tak samo? – spytał niemal odruchowo jeden z adwokatów wchodzących na rozprawę. – Jaka praca, taka płaca, trzeba się jej po prostu przyjrzeć.

To jeden z najczęstszych argumentów przeciwko równym wynagrodzeniom. Tym zasadniczym (szczegóły pokazuje grafika), jak i tym rzeczywistym – z dodatkami funkcyjnymi i premiami (tych ostatnich sędziowie w ogóle nie mają).

– Sędzia powinien zarabiać więcej – uważa Adam Imiełowski, młody adwokat.

– Prokurator działa w pewnej strukturze, może liczyć na kolegów, sędzia natomiast podejmuje decyzje samodzielnie. Jest bardziej narażony na stres czy uwagi. To on w końcu wydaje wyroki.

– Prokurator rejonowy oprócz pensji otrzymuje niekiedy nagrody za prowadzone sprawy – im są trudniejsze, tym większa może być nagroda. Tymczasem sędzia, który je potem rozpatruje, nie może liczyć na nagrodę. Jaki jest zatem sens utrzymywania zasady, że prokuratorzy muszą mieć wynagrodzenie nawiązujące do sędziowskiego? – zapytał w liście do „Rz” jeden z sędziów Iustitii.

Pensje niekoniecznie powiązane

Sędzia Stanisław Dąbrowski, przewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa, powiedział „Rz”, że nie ma nic przeciwko temu, żeby prokuratorzy zarabiali więcej, ale wynagrodzenia powinny być w takiej do siebie relacji, by zawód sędziego był rzeczywiście ukoronowaniem profesji prawniczych. By sędziowie nie traktowali przejścia do prokuratury jako awansu. Powinno być odwrotnie.

Sędzia Dąbrowski podkreśla też, że inne są ścieżki awansu w obu zawodach (łatwiejsze w prokuraturze).

– Profesja sędziowska przypomina piramidę: im wyższy szczebel, tym mniej sędziów. Prokuratorów na wyższych szczeblach jest więcej. Poza tym mają oni fundusz nagród, którego pozbawieni są sędziowie.

– Mieliśmy w ostatnich latach kilka podejść do podwyżki dla sędziów i za każdym razem pojawiał się argument: „Za wami idzie rzesza innych” – wskazuje Waldemar Żurek, rzecznik Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia. – Niech mają wyższe zarobki, ale niekoniecznie takie same jak sędziowie. Na pewno nie ma powodu, aby sztywno je wiązać, by hamowały zarobki sędziów.

Na świecie raczej po równo

Za zrównaniem przemawia natomiast to, że tak jest teraz, i to od dawna. A także to, że w większości krajów sędziowie i prokuratorzy zarabiają tak samo.

Taki argument przytoczył w środę Zbigniew Ćwiąkalski, minister sprawiedliwości. Podał mianowicie, że spośród 47 badanych krajów tylko w trzech wynagrodzenia te „rozbiegają się”.

Z kolei Stowarzyszenie Prokuratorów RP powołuje się na zalecenia Rady Europy dotyczące roli prokuratury w wymiarze sprawiedliwości. Mówią one, że status prokuratorów i wysokość ich wynagrodzenia muszą uwzględniać potrzebę zachowania pewnej równowagi między nimi i sędziami.

Prokuratorów wsparło też niedawno Prezydium Naczelnej Rady Adwokackiej. Jego uchwała mówi o potrzebie kształtowanie wynagrodzeń prokuratorów na poziomie gwarantującym pozostanie w zawodzie najlepszych.

Stawki awansowe. Tzw. pierwsza stawka awansowa przysługuje sędziemu po siedmiu latach zajmowania danego stanowiska, a druga – po 14. Od lipca br. okresy oczekiwania na podwyżkę mają być skrócone odpowiednio do pięciu i dziesięciu lat.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora

m.domagalski@rp.pl

Źródło : Rzeczpospolita