piątek, 5 listopada 2010

Liga Europejska. "City nie mogą mówić o pechu", "Czarne chmury nad głową Manciniego"

ka
2010-11-05, ostatnia aktualizacja 2010-11-05 09:43

04.11.2010, godzina 19:00

Lech Poznań

Bramki:
D. Injac (30.), Arboleda (86.), Możdżeń (90.+1)
Kartki:
Rudnevs, Djurdjevic - żółta.
Skład:
J. Buric - M. Kikut, B. Bosacki, M. Arboleda, L. Henriquez - S. Peszko (73. Wilk), D. Injac (57. Kiełb), I. Djurdjevic, S. Krivets - S. Stilic (62. Możdżeń) - A. Rudnevs
3
1
  • 22 Poł1
  • 11 Poł0

Stadion Miejski

Manchester City

Bramki:
E. Adebayor (51.)
Kartki:
Richards, Bridge - żółte.
Skład:
S. Given - P. Zabaleta, M. Richards, D. Boyata, J. Lescott - A. Johnson P. Vieira, W. Bridge (70. Kolarov), S. Wright-Phillips (45. D. Silva) - J. Milner (77. Kompany), E. Adebayor

Brytyjska prasa w pomeczowych komentarzach koncentruje się na problemach Manchesteru City i trenera Manciniego, który nie może być pewny utrzymana posady do środowego derbowego spotkania z United. Piękny gol Możdżenia sprawił, że City nie mogą mówić o pechu - zaznacza "Daily Mail".

LE. Lech Poznań - Manchester City
Fot. Lukasz Cynalewski / Agencja Gazeta
LE. Lech Poznań - Manchester City
LE. Lech Poznań - Manchester City
Fot. KACPER PEMPEL REUTERS
LE. Lech Poznań - Manchester City
LE. Lech Poznań - Manchester City
Fot. KACPER PEMPEL REUTERS
LE. Lech Poznań - Manchester City
Lech Poznań - Manchester City 3:1 - STRONA MECZU »

"Guardian": Polacy zasłużyli na wygraną, świetny Stilić

" Po ostatnim gwizdku Mancini zaprzeczał jakoby jego zawodnicy rozegrali słaby mecz, sugerując, że zostali ofiarami złego losu. Patrząc bardziej beznamiętnym wzrokiem zobaczyłby wszystko w zupełnie innym świetle. Wymowne jest, że przynajmniej do czasu wprowadzenie Davida Silvy najbardziej wyróżniającym się graczem był pomocnik gospodarzy Semir Stilić. Polacy są godni miana zwycięzców" - nie pozostawia wątpliwości prestiżowy "Guardian".


"Daily Telegraph": Czarne chmury nad głową Manciniego


"Manchester City poniósł trzecią z rzędu porażkę, co nie zdarzyło mu się od 18 miesięcy. Nad głową Manciniego zebrały się ciemne chmury. - W tej chwili wszystko jest przeciwko nam - powiedział, ale prawdę mówiąc, nie było nic do gadania. City poniosło pechową porażkę" - uważa komentator "Daily Telegraph".

"The Sun": Czy Mancini utrzyma posadę do derby?

"Ostatnią rzeczą jakiej potrzebował Mancini było odwrócenie się on niego szczęścia na cztery minuty przed końcem meczu, kiedy Manuel Arboleda strzelił głową bramkę, nie do końca zdając sobie sprawę że to robi. Następnie w doliczonym czasie potężnie uderzył Mateusz Możdżeń, i Manchester przegrał mecz w którym rządził na boisku przez większą część drugiej połowy.

Teraz Mancini musi zatrzymać West Bromwich w niedziele, by utrzymać posadę do środowego derbowego meczu z United - zaznacza "The Sun".

"Daily Mail": City nie mogą mówić o pechu

"Niebiosa, pomóżcie!" - pisze w tytule "Daily Mail" obrazując go zdjęciem wyraźnie zaniepokojonego Emmanuela Adebayora wznoszącego oczy w górę.

"Fan drużyny z Poznania wychylił się, by przybić Manciniemu piątkę po meczu, ale ten zdenerwowany uderzył go w rękę. Jeśli City chcieli zwalić swoją porażkę na pecha, zostali skarceni trzecią bramką w 90 minucie. Wspaniałe uderzenie przypieczętowało wielką wygraną Polaków, którzy zasłużyli sobie na świętowanie przed swoimi fanami - przyznaje "Daily Mail".

"The Independent": Pieniądze nie grają

Mancini zdecydował się mocno odświeżyć skład - dokonał ośmiu zmian w porównaniu z sobotnim meczem na stadionie Molineux. Nie mógł skorzystać z Carlosa Teveza i braci Toure. Sezon City nie jest jeszcze zmarnowany, ale porażka składu wartego 315 milionów funtów z drużyną o wartości 19 milionów, z najdroższym Semirem Stiliciem wartym 2,3 miliona, pokazuje, że nie tak miały się spełniać marzenia" - smutnie konstatuje "The Independent".


Ewentualnie 9 dywizji


Marcin Górka
2010-11-05, ostatnia aktualizacja 2010-11-05 00:42

Anders Fogh Rasmussen
Anders Fogh Rasmussen
Fot. YVES HERMAN REUTERS

NATO ma już gotowe nowe plany obrony Polski i krajów nadbałtyckich - dowiedziała się "Gazeta". Sojusz wytypował konkretne dywizje i porty, które mogłyby służyć ewentualnej operacji

ZOBACZ TAKŻE
Tak zwane plany ewentualnościowe nie tylko gwarantują państwu pomoc zbrojną sojuszników. Są też zarysem operacji bojowej, która może być przeprowadzona na terenie państwa, gdyby zostało ono zaatakowane. Takie plany mają jeszcze od czasu zimnej wojny wszystkie stare kraje NATO.

Polska takie plany miała od 1999 r. - wstąpienia do NATO - ale wymagały one uaktualnienia (m.in. z powodu wycofania części jednostek amerykańskich z Europy). Równocześnie zabiegaliśmy o objęcie takimi planami krajów bałtyckich - Litwy, Łotwy i Estonii.

Polskie zabiegi zakończyły się sukcesem. - Plany dla Polski zostały przygotowane we wrześniu tego roku po uzgodnieniu z szefami obrony państw bałtyckich i Polski - mówi nasz informator w dowództwie NATO. - Zawierają działania w pierwszej fazie operacji. Plany dla Polski są już dość szczegółowe, dla państw bałtyckich - to wstępna wersja.

- Po dwóch latach udało się przygotować plany ewentualnościowe dla Polski - potwierdza nam szef MON Bogdan Klich. Odmawia jednak rozmowy o szczegółach - to tajemnice Sojuszu.

Nieoficjalnie wiemy, że plany są już przyjęte przez dowództwo Sojuszu. Kraje NATO mają je zatwierdzić na szczycie w Lizbonie za dwa tygodnie.

Według nieoficjalnych informacji dowodzenie nad operacją obronną Polski i państw bałtyckich obejmie Dowództwo Sił Połączonych NATO w Brunssum w Holandii, które odpowiada za bezpieczeństwo Europy Środkowo-Wschodniej. Co ważne, tego dowództwa nie objęły cięcia w ramach prowadzonej właśnie reformy NATO.

Brunssum wyznaczy kwaterę tzw. wysokiej gotowości, która bezpośrednio będzie prowadziła operację w Polsce.

W przypadku agresji na Polskę NATO zamierza rzucić do walki aż dziewięć dywizji. Z tego cztery polskie, pozostałe to jednostki krajów zachodnich, wśród nich brytyjskie, niemieckie i amerykańskie. - Zostaną przerzucone wszystkimi możliwymi drogami: lądową, kolejową, na pokładach samolotów i morską.

Wytypowano już porty, które mają przyjmować duże jednostki desantowe. Wśród polskich najistotniejsze jest Świnoujście. Ten port za pieniądze NATO przechodzi obecnie gruntowną modernizację, by mógł przyjmować duże okręty o długości ponad 200 m i zanurzeniu powyżej 10 m.

Z NATO-wską pomocą został także zmodernizowany port w Gdyni. Polsce bardzo zależało, by wojska sojuszników mogły lądować nie tylko przy zachodniej granicy kraju.

NATO przewiduje też, że zachodnie wojska będą przerzucane do niemieckich portów w Rostocku, Wismarze, Stralsundzie, w ostateczności - jeśli nie będzie można bardziej na wschód - do portu w Hamburgu.

- Wyznaczone zostały jednostki marynarki wojennej, które będą bronić polskiego wybrzeża - dodaje nasz rozmówca z NATO. - To okręty brytyjskie i amerykańskie.

Polski system obrony powietrznej jest już zintegrowany z systemem NATO. Sojusz m.in. rozbudował stacje radiolokacyjne na terenie Polski.

Do systemu NATO włączony jest też system Baltic Air Policing. To rotacyjny system obrony powietrznej, który nad krajami bałtyckimi pełnią siły powietrzne poszczególnych krajów NATO. Już kilkakrotnie przeganiały one rosyjskie myśliwce, które ocierały się o przestrzeń powietrzną tych państw bądź nawet ją naruszały. Jeszcze w tym miesiącu nad krajami bałtyckimi odbędą się duże ćwiczenia, w których udział wezmą m.in. amerykańskie samoloty bojowe.

W obronę Polski zaangażowane mogą zostać także Siły Odpowiedzi NATO (NATO Response Force). To jednostki różnych państw Sojuszu, które rotacyjnie pełnią dyżur bezpieczeństwa w Europie. Problem w tym, że nie osiągnęły one wciąż takiej gotowości, jakiej życzyliby sobie dowódcy NATO i polski resort obrony.

Szef MON Bogdan Klich uważa, że NRF to siły "na papierze", i naciska, by jak najszybciej mogły przeprowadzić ćwiczenia na terenie Polski. To jeden z polskich postulatów na szczyt w Lizbonie.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Order Orła Białego dla naczelnego "Gazety Wyborczej"

kid, tvn24.pl
2010-11-05, ostatnia aktualizacja 2010-11-05 10:47

Współczesny Order Orła Białego
Współczesny Order Orła Białego
Fot. Jerzy Gumowski / AG

Biskup Alojzy Orszulik, Jan Krzysztof Bielecki, Aleksander Hall i Adam Michnik mają otrzymać od prezydenta Bronisława Komorowskiego najwyższe i najstarsze polskie odznaczenie

Michnik o internecie: - Zadaję sobie pytanie, czy internet kiedyś wyprze gazety papierowe. Potrafię sobie wyobrazić taką sytuację, ale z drugiej strony ludzie zadawali sobie pytanie, czy kino wyprze teatr a telewizja radio. Tak się nie stało.
Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta
Michnik o internecie: - Zadaję sobie pytanie, czy internet kiedyś wyprze gazety...

Fot. Waldemar Kompała / AG Jan Krzysztof Bielecki
Fot. Robert Kowalewski / AG
Jan Krzysztof Bielecki

fot. Kamil Gozdan / AG
SERWISY
SONDAŻ
Czy Adam Michnik powinien zostać uhonorowany Orderem Orła Białego?

Tak
Nie

Prezydent ma je wręczyć 10 listopada w przeddzień rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości.

Adam Michnik to redaktor naczelny "Gazety Wyborczej", jeden z jej założycieli. Przed 1989 r. działał w opozycji, w 1968 r. za udział w wydarzeniach marcowych został relegowany z uczelni, w II połowie lat 70 był w Komitecie Obrony Robotników. Od lat 70 był redaktorem lub współpracownikiem niezależnych pism wychodzących w drugim obiegu. W 1980 r. został doradcą mazowieckiej "Solidarności", po wprowadzeniu stanu wojennego został internowany, do 1984 r. bez wyroku przebywał w areszcie, w 1985 r. skazany na 3 lata więzienia za próbę organizacji strajku w Stoczni Gdańskiej, zwolniono go po amnestii w 1986 r. W 1988 został doradcą nieformalnego Komitetu Koordynacyjnego Lecha Wałęsy, a następnie członkiem Komitetu Obywatelskiego. Uczestniczył aktywnie w przygotowaniach, a potem obradach Okrągłego Stołu. Jest laureatem licznych polskich i zagranicznych wyróżnień, m.in. Francuskiej Legii Honorowej.



Alojzy Orszulik został biskupem w 1989 roku. Przez wiele lat pełnił funkcję sekretarza pomocniczego, a następnie zastępcy sekretarza Episkopatu Polski. W 1989 roku był obserwatorem ze strony Kościoła w obradach "Okrągłego Stołu".

Jan Krzysztof Bielecki to były premier i b. prezes banku Pekao SA. Przed 1989 r. był jednym z ekspertów "Solidarności". Obecnie pełni funkcję przewodniczącego Rady Gospodarczej przy Prezesie Rady Ministrów.

Aleksander Hall to b. opozycjonista i ministrem w rządzie Tadeusza Mazowieckiego. W 1989 roku brał udział w obradach Okrągłego Stołu.

Order Orła Białego to najstarsze i najwyższe odznaczenie państwowe Rzeczypospolitej Polskiej nadawane za znamienite zasługi cywilne i wojskowe dla pożytku Rzeczypospolitej Polskiej, położone zarówno w czasie pokoju jak i w czasie wojny. Nie dzieli się na klasy. Nadawany jest najwybitniejszym Polakom oraz najwyższym rangą przedstawicielom państw obcych. Noszony jest na wstędze błękitnej przewieszonej przez lewe ramię do prawego boku. Gwiazdę Orderu, niegdyś haftowaną, nosi się na lewej piersi.

Orzeł Biały dla Michnika??? Szok na prawicy

Portal niezależna.pl podaje, że "w trybie natychmiastowym" rezygnację ze stanowiska członka Kapituły Orderu Orła Białego" złożył b. Rzecznik Interesu Publicznego Bogusław Nizieński. Z Kapituły ma też odejść Andrzej Gwiazda i - jak pisze niezalezna.pl "prawdopodobnie" b. premier Jan Olszewski. O odznaczeniach mieli dowiedzieć się z telewizji TVN24.

Źródło: Gazeta Wyborcza


Cimoszewicz: Język Kaczyńskiego to język głupiego kaznodziei

luk
2010-11-05, ostatnia aktualizacja 29 minut temu
Włodzimierz Cimoszewicz
Włodzimierz Cimoszewicz
Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta

- Mam nadzieję, że Kaczyński będzie ponosił kolejne porażki. Jego język, to język głupiego kaznodziei, a nie mądrego polityka - mówi Włodzimierz Cimoszewicz "Gazecie Wyborczej". Porusza też kwestię ustawy o dopalaczach i problemów SLD.

''Marsz Pamięci'' z pochodniami na Krakowskim Przedmieściu
Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
''Marsz Pamięci'' z pochodniami na Krakowskim Przedmieściu
"Dziwoląg polityczny" - mówi Włodzimierz Cimoszewicz o Jarosławie Kaczyńskim, komentując jednocześnie zachowanie prezesa PiS i jego zwolenników przed Pałacem Prezydenckim, kiedy to śpiewali: "Ojczyznę wolną racz na wrócić Panie".

Język głupiego kaznodziei

Zarzuty Jarosława Kaczyńskiego wobec polityków PO, jakoby byli odpowiedzialni za katastrofę smoleńską, to zdaniem Cimoszewicza "przykład organizowania publicznego dyskursu wokół kłamliwych tez i zarzutów najcięższego kalibru, które są formułowane bez poczucia odpowiedzialności".

- Jeśli ktoś nawet byłby pośrednio odpowiedzialny za tę katastrofę, to i tak to by się kwalifikowało do odpowiedzialności karnej. Taka maniera uprawiania polityki jest po prostu karygodna - mówi "Gazecie Wyborczej" Cimoszewicz. Jak twierdzi, ma nadzieję, że prezes PiS będzie "ponosił kolejne porażki" i, że "nie odegra żadnej istotnej roli w polityce".

- Przyklasnąłbym wszelkim próbom cywilizowania gęby PiS-u, jak mówi Joanna Kluzik - Rostkowska, jedna z tych, od których tego ucywilizowania się oczekuje - mówi. Styl uprawiania polityki przez PiS zdaniem Cimoszewicza, jest "bliski polityce autorytarnej". - To polityka podziału, wykluczenia, dyskwalifikacji. Oznacza to, że oto ja i moja grupa jesteśmy większością, a jakiś margines został przypadkowo wybrany i nami rządzi. To język głupiego kaznodziei, a nie mądrego polityka - komentuje.

Opozycja, jak twierdzi były premier, pomaga Platformie Obywateslkiej, a twierdzenie Tuska, że nie ma z kim przegrać wyborów jest "trochę aroganckie, ale prawdziwe". - To pokazuje nadmierna pewność siebie, co może dekoncentrować, bo o poparcie nie trzeba zabiegać - mówi.

Prezydent powinien przesłać ustawę o dopalaczach do TK

Zdaniem Włodzimierza Cimoszewicza, ustawa o dopalaczach, to "bardzo zły przykład zabiegania o głosy opinii publicznej".

- I nie chodzi tylko o zły przykład tworzenia prawa, ale i rozwiązania tego problemu. Bo to hipokryzja, że problem dopalaczy został rozwiązany. Nie został, zepchnięto jedynie handel tymi substancjami do podziemia, gdzie nie ma żadnej kontroli, czyli dramatyczne skutki zażywania dopalaczy mogą się zwiększyć - twierdzi i dodaje, że prezydent Komorowski za wcześnie zadeklarował, że ustawę podpisze i powinien przesłać ją do Trybunału Konstytucyjnego. - Jeśli ja podpisze, to niestety, postawi spory znak zapytania nad swoją chęcią wypełnienia podstawowej funkcji prezydenta, który w myśl konstytucji jest jej strażnikiem - dodaje.

Nieprzygotowana lewica

Zdaniem Cimoszewicza w lewicy jest "cała masa marnowanych szans", a jej głównym problemem jest nowe, nieprzygotowane merytorycznie pokolenie.

- Oni nauczyli się technik politykierstwa, jak za kulisami sobie zagwarantować zwycięstwo w wyborach, ale bardzo mało wiedza o państwie, gospodarce, o prawie, o świecie. Dlatego pływają po powierzchni. (...) Nie mają zdolności do poważnej inicjatywy, bo nie maja nic do zaproponowania - podsumowuje.