poniedziałek, 10 marca 2008

12. Halowe Mistrzostwa Świata w Walencji w lekkoatletzce 2008

Niemcy wracają z MŚ bez medalu

PAP, pk
2008-03-10, ostatnia aktualizacja 2008-03-10 13:56
Zobacz powiększenie
Fot. Thomas Kienzle AP

Po raz pierwszy od 1985 roku niemieccy lekkoatleci wrócili z imprezy rangi mistrzowskiej bez medalu. Mimo to jeden z trenerów Juergen Mallow nie zalicza startu szesnastu reprezentantów kraju w 12. Halowych Mistrzostwach Świata w Walencji do nieudanych.

- Nikt nie zawiódł, widzę w tym wszystkim wiele pozytywnego. Oczywiście muszę przyznać, że lekkoatletyka w naszym kraju w ostatnich latach raczej przeżywa regres, niż rozkwit, ale pamiętajmy o tym, że nie wystawiliśmy najsilniejszej ekipy - skomentował Mallow.

Najwyżej wśród Niemców, na piątym miejscu sklasyfikowano tyczkarza Tima Lobingera i płotkarza Thomasa Blascheka.

- Wiem, że kibice spodziewali się, że będzie znacznie lepiej i że zdobędę medal. Sam też o tym marzyłem. Na mityngach przed mistrzostwami świata regularnie skakałem 5.80, a to dałoby mi w Walencji brązowy medal. Okazało się jednak, że rywale w niedzielę byli ode mnie o klasę lepsi - powiedział 36-letni Lobinger.

Na znacznie więcej liczyła również skacząca wzwyż Ariane Friedrich, która w tegorocznym sezonie halowym regularnie pokonywała wysokość dwóch metrów.

- Ósme miejsce mnie nie zadowala. Nie jest to wszystko na co mnie stać, 1,93 to nie jest imponujący wynik. Przekonałam się jednak, że start na mityngach to całkiem co innego, niż rywalizacja w mistrzostwach świata - wyznała 24-letnia lekkoatletka.

Polacy wystartowali także w mocno okrojonym składzie, ale przywieźli ze sobą dwa brązowe medale, które wywalczyli Monika Pyrek w skoku o tyczce i Tomasz Majewski w pchnięciu kulą.

Po lekkoatletycznych MŚ w hali: Prognostyk przed Pekinem

Wojciech Borakiewicz
2008-03-09, ostatnia aktualizacja 2008-03-09 22:04

W piątek kulomiot Majewski, w sobotę tyczkarka Pyrek - dwa brązowe medale to osiągnięcia Polski w Walencji

Jak nie Monika Pyrek, to Anna Rogowska, jedną z tych zawodniczek zawsze stać na skok po medal w mistrzowskiej imprezie. W sezonie halowym to Pyrek jest liderką. Tak samo było w sobotę w Walencji.

Pyrek zaliczała w sobotnim finale za pierwszym razem 4,40 m, 4,60 i potem 4,70. To najlepszy jej wynik w sezonie - tyle samo skoczyła dwa tygodnie temu podczas mistrzostw Polski w Spale. Wystarczyło, żeby zdobyć brązowy medal - drugi dla Polski w halowych mistrzostwach świata i osiemnasty w historii tych zawodów. Rogowska była szósta (4,55).

- To bardzo dobre uwieńczenie sezonu halowego i dobry prognostyk przed igrzyskami w Pekinie - powiedziała Pyrek, która na trzecim stopniu podium stanęła razem z Brazylijką Fabianą Murer.

Czołówka w skoku o tyczce kobiet jest stabilna jak w rzadko której konkurencji. Czołowa szóstka to te same, znane od lat, zawodniczki. Może do nich dołączyć kolejna Rosjanka Julia Gołubczikowa, która do Walencji nie przyjechała.

Tak samo stała, jak czołówka, jest też zwyciężczyni. Jelena Isinbajewa wygrywa wszystkie najważniejsze imprezy od czterech lat. W Walencji trzeci raz z rzędu została mistrzynią. Kiedy przed zawodami zapytano ją, której z konkurentek obawia się najbardziej, odpowiedziała: - Najgroźniejszą moją rywalką jestem ja sama.

Po sobotnim konkursie niezachwiana wiara w siebie jest jednak na pewno nadwątlona. Isinbajewa wygrała z drugą Amerykanką Jennifer Stuczynski tylko dlatego, że wysokość 4,75 pokonała w pierwszej próbie. Stuczynski zrobiła to za drugim razem. Kolejnej wysokości, 4,85, nie udało się już przeskoczyć ani jednej, ani drugiej tyczkarce.

- Czułam, że mogę skoczyć lepiej, ale nie wiem, co się stało - tłumaczyła Isinbajewa, która zaczęła od rekordu świata w lutym (4,95 w Doniecku), ale potem skakała już znacznie słabiej i rywalki coraz bardziej ją naciskały. Wśród tych, które marzą o tym, żeby latem zdetronizować carycę tyczki, są obie Polki, to jednak może się udać, pod warunkiem że podopieczna Witalija Pietrowa nie będzie w stanie skakać na poziomie pięciu metrów, na razie dla rywalek nieosiągalnym.

Bariery ludzkich możliwości dotknął w Walencji złoty medalista biegu na 60 m przez płotki, Chińczyk Liu Xiang. W eliminacjach zmierzono, że jego reakcja na strzał startera wynosiła tylko 0,105 s. To tylko 0,005 s więcej niż dopuszczalne przez regulamin minimum, mniej niż mrugnięcie okiem. Liu Xiang był tak błyskawiczny na starcie, że zmylił tym najszybszego w tym roku na 60 m ppł Kubańczyka Dayrona Roblesa (miał już 7,33 s i osiem z dziesięciu najlepszych czasów w tym sezonie halowym). Stanął w blokach obok Liu Xianga i kiedy padł strzał startera, był pewny, że jego rywal popełnił falstart, więc zwolnił. Kiedy się zorientował, że trzeba biec, było za późno.

Bohaterem Walencji był jednak szwedzki skoczek wzwyż Stefan Holm, który wywalczył tytuł po raz czwarty, wyrównując osiągnięcie sławnego Kubańczyka Javiera Sotomayora.

W niedzielnych finałach startowały tylko obie nasze sztafety 4x400 m. Panie były ostatnie, mężczyźni ulegli USA, Jamajce i Dominikanie.

12.HMŚ w lekkiej atletyce - 400 m mężczyzn

PAP, pn
2008-03-09, ostatnia aktualizacja 2008-03-09 17:10
Zobacz powiększenie
Fot. Thomas Kienzle AP

Brązowy medalista lekkoatletycznych mistrzostw świata w Helsinkach (2005) Kanadyjczyk Tyler Christopher zdobył w Walencji w biegu na 400 m złoty medal 12. halowych mistrzostw świata (45,67).

25-letni zawodnik, który uzyskał najlepszy w tym roku wynik na świecie, wyprzedził Szweda Johana Wissmana (46,04) i reprezentanta Bahamów Chrisa Browna (46,26).

Męska sztefeta w finale HMŚ w lekkiej atletyce

kris, PAP
2008-03-09, ostatnia aktualizacja 2008-03-09 12:48
Zobacz powiększenie
Piotr Klimczak próbuje przepchnąć się między Francuzem Panelem Brice'em i Hiszpanem Luisem Floresem. Za ten atak polska sztafeta została zdyskwalifikowana.
Fot. Israel Lopez / AP

Polska sztafeta 4x400 m mężczyzn awansowała w Walencji do finału 12. halowych mistrzostw świata w lekkiej atletyce. W walce o medale rywalami podopiecznych trenera Józefa Lisowskiego będą zespoły: USA, Rosji, Wielkiej Brytanii, Dominikany i Jamajki.

SERWISY
W eliminacjach Polacy zajęli drugie miejsce (3.09,81) za Dominikaną (3.09,77) biegnąc w składzie: Piotr Kędzia (AZS Łódź), Piotr Klimczak (Kraków), Grzegorz Zajączkowski (AZS AWF Kraków) i Wojciech Chybiński (AZS UWM Olsztyn).

Australijczycy, którzy byli w czołówce przed trzecią zmianą, zgubili pałeczkę, a po jej podniesieniu z bieżni Dylan Grant nie miał już szans, aby dogonić rywali.

Finałowy bieg o 19.05 będzie ostatnią konkurencją mistrzostw świata. Godzinę wcześniej wystartują Polki w sztafecie 4x400 m (eliminacje nie odbyły się) mając za przeciwniczki zespoły USA, Rosji, Białorusi, Czech i Rumunii.

W niedzielę odbędą się finały w czternastu konkurencjach. Polscy lekkoatleci wystąpią tylko w sztafetach. Dotychczas zdobyli w Walencji dwa brązowe medale: w piątek Tomasz Majewski (AZS AWF Warszawa) w pchnięciu kulą, a w sobotę Monika Pyrek (MKL Szczecin) w skoku o tyczce.

Złoto LoLo Jones w biegu na 60 m ppł

PAP
2008-03-08, ostatnia aktualizacja 2008-03-08 21:27

Amerykanka LoLo Jones wywalczyła w Walencji tytuł halowej mistrzyni świata w biegu na 60 m przez płotki (7,80). Drugie miejsce zajęła jej rodaczka Candice Davis (7,93), a trzecie Kubanka Anay Tejeda (7,98).

To pierwszy medal Lolo Jones na arenie międzynarodowej. Niespełna 26-letnia zawodniczka, grająca chętnie na wiolonczeli, w mistrzostw świata w Osace 2007 zajęła szóste miejsce na 100 m ppł i to był jej największy do tej pory sukces.

Halowa rekordzistka świata Susanna Kallur (7,68) nie pojawiła się na starcie biegu półfinałowego. 27-letnia Szwedka podczas rozgrzewki doznała kontuzji podudzia.

Faworytka gospodarzy, Hiszpanka nigeryjskiego pochodzenia Josephine Onyia zahaczyła nogą atakującą o ostatni płotek i wywróciła się.

Holm halowym mistrzem świata w skoku wzwyż

mk, pap
2008-03-08, ostatnia aktualizacja 2008-03-08 21:29
Zobacz powiększenie
Stefan Holm podczas skoku
Fot. Fernando Bustamante AP

Szwed Stefan Holm wywalczył w Walencji w skoku wzwyż tytuł halowego mistrza świata (2,36). Drugie miejsce zajął obrońca tytułu sprzed dwóch lat z Moskwy Rosjanin Jarosław Rybakow (2,34), a trzecie reprezentant Cypru Kyriakos Ioannou (2,30).

ZOBACZ TAKŻE
Holm - najniższy skoczek wśród liczących się zawodników w tej konkurencji (181 cm) - po raz czwarty (Lizbona 2001, Birmingham 2003

i Budapeszt 2004) zdobył złoty medal mistrzostw świata w hali. Wyrównał w ten sposób osiągnięcie słynnego Kubańczyka Javiera Sotomayora, który zwyciężał w latach 1989, 1993, 1995 i 1999.

32-letni Holm zapowiedział, że po igrzyskach w Pekinie, gdzie będzie bronił tytułu z Aten (2004), zakończy karierę. Trenerem jest jego ojciec, ślusarz i spawacz z zawodu.

Dopingowicz zdobył medal

misza
2008-03-07, ostatnia aktualizacja 2008-03-07 20:57
Zobacz powiększenie
Fot. Michael Probst AP

Dwain Chambers z czasem 6,54 zdobył srebrny medal w biegu na 60 m na halowych mistrzostwach świata w Valencii. Anglik wrócił do sportu po dwuletniej dyskwalifikacji za doping.

Złoty medal wywalczył Nigeryjczyk Olusoji Fasuba z czasem (6,51). Trzeci był Kim Collins, który uzyskal taki sam czas jak Chambers.

Wynik srebrnego medalisty to jego rekord życiowy. - Fajnie jest znów być na bieżni i biegać szybko - powiedział 30-letni spinter. Występ w finale był dla niego najważniejszym w sezonie. Brytyjski Komitet Olimpijski trzy lata temu zdyskwalifikował go dożywotnio za stosowanie sterydów THG. Mimo odwołań Chambers nie pojedzie na Igrzyska Olimpijskie do Pekinu. - Valencia to mój Pekin. Dałem z siebie wszystko - mówił w Hiszpanii.

Mało brakowało, a zabrakło by go nawet na MŚ. Mimo wywalczenia halowego mistrzostwa Wielkiej Brytanii w biegu na 60 m z wynikiem 6,55 s. i minimum na imprezę w Valencii Brytyjska federacja lekkoatletyczna nie chciała włączyć go do składu. Zgodziła się dopiero gdy zawodnik zagroził procesem.

Chambersa nie lubią też organizatorzy mityngów. - Nie będziemy zapraszać takich zawodników. Ci ludzie uczynili zbyt wiele złego dla sportu - mówił kilka tygodni temu Rajne Soderberg, prezes grupy Euromeetings, która skupia 51 mityngów, w tym zawody Złotej Ligi.

- Chcę aby wszyscy wiedzieli, że narkotyki i doping to zło. Większą satysfakcję sprawia wygrywanie bez środków wspomagających - powiedział Chambers w Valencii.

Czy jest ważne, od kogo poseł wynajmuje biuro

Izabela Kacprzak 13-02-2008, ostatnia aktualizacja 13-02-2008 03:02

Andrzej Celiński z LiD wynajął mieszkanie od adwokata posądzanego o kontakty z mafią paliwową

Biuro poselskie Andrzeja Celińskiego mieści się przy ul. Wojewódzkiej w centrum Katowic w efektownej kamienicy należącej do gminy. „Rz” ustaliła, że jedno z mieszkań z dużą bonifikatą kupili w 2004 r. Roman M., katowicki adwokat, i jego córka Aleksandra. Miesiąc temu na biuro poselskie wynajął je poseł Celiński.

Andrzej Celiński w latach 2004 – 2005 z ramienia SLD zasiadał w sejmowej komisji śledczej ds. afery Orlenu. Miał dostęp do tajnych dokumentów dotyczących mafii paliwowej. Dziś mówi: – Nie przypominam sobie nazwiska Roman M.

Roman M. został zatrzymany 19 maja 2006 r. na wniosek gliwickiej prokuratury. Prowadziła ona odprysk sprawy przeciwko Henrykowi M., baronowi paliwowemu z Siemianowic. Adwokat trafił do aresztu na dziesięć miesięcy. Wyszedł po wpłaceniu 100 tys. zł kaucji.

Na Romanie M. ciąży sześć zarzutów – w tym nakłanianie do składania fałszywych zeznań Wojciecha Z., radcę prawnego z Warszawy. Z. przyznał się do winy i poprosił o dobrowolne poddanie się karze. Sąd skazał go w lutym zeszłego roku.

Do winy przyznał się również Wojciech G., były oficer UOP i pracownik detektywa Krzysztofa Rutkowskiego. Oskarżony był o wypranie pieniędzy z przestępstwa Henryka M. Został skazany na dwa lata więzienia.

Mecenas Roman M. od stycznia 2007 r. oskarżony jest przez gliwicką prokuraturę o powoływanie się na wpływy w prokuraturze. Adwokat miał obiecywać, że za 2 mln zł wyciągnie z aresztu Henryka M., barona paliwowego z Siemianowic. A od znanego koszykarza Jarosława J., podejrzanego o kontakty ze śląską mafią paliwową, mecenas miał żądać 600 tys. zł za odblokowanie konta sportowca.

W rozmowie z „Rz” poseł Celiński zapewnia, że nie miał wiedzy o kłopotach z prawem Romana M. – Wiem, że jest adwokatem – mówi poseł. – Zrobił na mnie świetne wrażenie. Spotkaliśmy się na kawie, pogadaliśmy o polityce i nie tylko. Szkoda, że nie powiedział mi o swoich kłopotach. Byłoby to uczciwsze.

Celiński twierdzi, że lokal znalazł przez biuro nieruchomości. – Nie widzę powodów, by w tych okolicznościach rzucać to miejsce – dodaje.Czy jednak powinien nadal mieć to biuro? Co miesiąc poseł otrzymuje z Kancelarii Sejmu 10 tys. zł na prowadzenie biura. Zbigniew Wassermann, poseł PiS i były członek komisji ds. Orlenu: – Dziwi mnie brak samokrytycyzmu posła Celińskiego, który nie potrafi dostrzec, że kiedy się jest posłem, należy myśleć, że reprezentuje się parlament, a nie siebie, zachowując wszelkie standardy. A te zostały tutaj złamane. Świat zorganizowanej przestępczości może wykorzystać tę sytuację.

Roman M. wrócił do zawodu. Miesiąc po wyjściu z aresztu Rada Adwokacka odwiesiła zakaz wykonywania przez niego zawodu.

Źródło : Rzeczpospolita

Bush: Pomożemy polskiej armii

Jacek Przybylski, Piotr Gillert 11-03-2008, ostatnia aktualizacja 11-03-2008 03:49

Z pełną życzliwością, ale do bólu konkretnie. Tak premier Donald Tusk określił atmosferę swej wczorajszej rozmowy z prezydentem George’em W. Bushem

Zanim doszło do spotkania w Białym Domu, polski premier rozmawiał z profesorem Zbigniewem Brzezińskim
źródło: Fotorzepa
Zanim doszło do spotkania w Białym Domu, polski premier rozmawiał z profesorem Zbigniewem Brzezińskim
Donald Tusk z prezydentem George'm W. Bushem
źródło: AFP
Donald Tusk z prezydentem George'm W. Bushem
Szef MSZ, Radosław Sikorski i sekretarz stanu Condoleeza Rice
źródło: AFP
Szef MSZ, Radosław Sikorski i sekretarz stanu Condoleeza Rice

amerykańskiej pomocy w unowocześnianiu polskiego systemu obrony powietrznej – i ją uzyskał. W rześki marcowy poranek w Białym Domu zarówno on, jak i jego gospodarz, byli wyraźnie zadowoleni, że udało się pchnąć dwustronne rozmowy o tarczy na bardziej niż dotąd stabilne tory.

– Stany Zjednoczone uznają potrzebę modernizacji polskich sił zbrojnych. Skoro stanowi to źródło obaw naszego sojusznika, jest ważne, by przyjaciele odpowiedzieli na te obawy. I odpowiadamy – oświadczył Bush podczas wspólnego wystąpienia obu polityków w Owalnym Gabinecie.

Jak podkreślają polskie źródła dyplomatyczne, Amerykanie ostatecznie zaakceptowali stanowisko naszego rządu, że sama tarcza nie zwiększa bezpieczeństwa Polski. Do tej pory amerykańscy politycy w Waszyngtonie skarżyli się nieoficjalnie na zbytnią pazerność strony polskiej, a rząd w Warszawie miał Amerykanom za złe, że nie traktują polskich oczekiwań poważnie. Wczoraj obie strony twierdziły, że tę rozbieżność perspektyw udało się pokonać.

Amerykanie ostatecznie zaakceptowali wczoraj polskie spojrzenie na sprawę tarczy

– Rozwialiśmy spekulacje na temat amerykańskich i polskich intencji. Mam nadzieję, że spekulacje te skończą się definitywnie – powiedział Tusk.

Jak potwierdził w rozmowie z “Rz” wolący zachować anonimowość przedstawiciel departamentu stanu, strona amerykańska także była zadowolona z przebiegu szczytu. – Wreszcie udało się osiągnąć wspólne spojrzenie na sprawę, choć wiele szczegółów pozostaje oczywiście do dogadania – stwierdził nasz rozmówca.

Jak zapowiedział Bush, jego administracja musi najpierw szczegółowo oszacować potrzeby polskiej strony. – Przed końcem mojego urzędowania dokonamy szacunku tych potrzeb i przedstawimy konkretny program modernizacji – dodał prezydent. Strona amerykańska zapowiedziała, że przyspieszy pracę nad tą propozycją i przedstawi ją w ciągu paru miesięcy. Jak dowiaduje się “Rz”, amerykański prezydent zapewnił też podczas rozmów, że weźmie na siebie cały ciężar uspokojenia Rosji, która w bardzo agresywny sposób reaguje na plany rozmieszczenia elementów tarczy w Polsce i Czechach.

Prezydent USA sam podjął podczas spotkania drażliwą sprawę zniesienia wiz dla Polaków. Według szefa polskiego rządu Bush zapowiedział “z serdeczną determinacją”, że osobiście dopilnuje, by Polska jak najszybciej została włączona do programu bezwizowego, gdy tylko spełnione zostaną wymogi formalne (obowiązuje próg 10 procent odmów wizowych, który na razie nasz kraj przekracza).

Po spotkaniu z sekretarzem generalnym ONZ Ban Ki-Munem i przedstawicielami największych amerykańskich organizacji żydowskich Donald Tusk miał wrócić do Polski samolotem rejsowym LOT mimo incydentu, do którego doszło w drodze do USA. Jak podał “Dziennik”, w niedzielę – gdy boeing z premierem Tuskiem leciał nad Atlantykiem – do biura LOT w Nowym Jorku zadzwonił anonimowy rozmówca, który poinformował, że w samolocie jest sześciokilogramowa bomba. Pokład przeszukali polscy oficerowie BOR i amerykańskie służby, jednak nie odnaleźli ładunku wybuchowego. – Fałszywe alarmy były już wcześniej, ale pierwszy raz dotyczył on samolotu z premierem na pokładzie – powiedział “Rz” rzecznik prasowy BOR Dariusz Aleksandrowicz.

Rozmówcy “Rz” mówią, że wykrycie sprawcy nie powinno zająć więcej niż kilka dni.

– Jeżeli premier wykorzystuje ogólnodostępne linie, a nie samolot rządowy, to zapewnienie mu bezpieczeństwa jest dużo bardziej skomplikowane – mówi Krzysztof Liedel, ekspert ds. terroryzmu z Collegium Civitas.

Opinie

Peter Brookes, ekspert amerykańskiej Heritage Foundation

To bardzo ważne spotkanie i bardzo dobrze się stało, że premier Tusk przyjechał do Waszyngtonu negocjować sprawy tarczy i modernizacji polskiej armii. Ale jego spotkania z prezydentem Bushem nie można uznać za żaden przełom. Szefowie polskich rządów bywali już w Waszyngtonie i mam nadzieję, że w przyszłości też będą. Tym razem prezydent USA i polski premier nie ogłosili nic, czego wcześniej nie ustaliliby sekretarz stanu USA Condoleezza Rice i szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski. To, co usłyszeliśmy wczoraj w Waszyngtonie, to tylko potwierdzenie ich wcześniejszych ustaleń. Dobrze jednak się stało, że Bush i Tusk dyskutowali o tych sprawach i postanowili pchnąć je do przodu. Przed naszymi krajami stoi teraz wyzwanie, co dalej. Wciąż czekają nas liczne rozmowy między przedstawicielami Pentagonu i Ministerstwa Obrony. Wciąż musimy poznać wiele szczegółów. Nie wiemy na przykład, co znajdzie się w pakiecie, który Bush chce przedstawić do końca swojej kadencji, a który ma dotyczyć modernizacji polskiej armii. W tej sprawie prezydent i premier nie mogli nic ogłosić, gdyż na tym polu nie zamierzają podejmować żadnych decyzji. Ona zależy od szefa Pentagonu i polskiego ministra obrony.

not. k.z.

Janusz Reiter, były ambasador Polski w Stanach Zjednoczonych

Deklaracje prezydenta Busha i premiera Tuska pozwalają oczekiwać, że Polska zawrze z USA porozumienie w sprawie tarczy antyrakietowej. Oczywiście premier mógł postawić tę sprawę w kategoriach „wszystko albo nic”, ale w polityce to na ogół nie jest najlepsza strategia. Nie znam szczegółów, ale odnoszę wrażenie, że w tej sprawie strona amerykańska musiała zaoferować coś nowego, w przeciwnym razie nie padłyby takie deklaracje, jakie usłyszeliśmy. Administracji George’a W. Busha zależy na tym, by umowę z Polską, i to umowę ratyfikowaną, mieć przed listopadowymi wyborami prezydenckimi. Oznacza to, że na same rokowania nie zostało wiele czasu. Z drugiej strony negocjacje były już tak zaawansowane, że wcale dużo go nie potrzeba. Oczywiście polski rząd nie musi się kierować kalendarzem politycznym Ameryki, ale jeżeli zapadły polityczne decyzje i władze w Warszawie wiedzą, jakich propozycji z Waszyngtonu mają się spodziewać, same negocjacje powinny szybko się zakończyć. Nie wiem, jak zawarcie porozumienia w sprawie tarczy będzie skorelowane w czasie ze spełnieniem polskich postulatów w sprawie modernizacji polskiej armii. Strona amerykańska spełnienie tych zobowiązań zapewne będzie się starała rozłożyć na dłuższy czas.

Paweł Zalewski, poseł, były szef Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych

Słowa George’a W. Busha o potrzebie modernizacji polskiej armii to z pewnością najdalej idąca opinia amerykańskiego przywódcy w sprawie spełnienia postulatów Warszawy. To już nie deklaracje szefa Pentagonu, ale prezydenta, czyli człowieka, który podejmuje decyzje i wyznacza kierunek. Również premier Tusk, który do tej pory był bardzo wstrzemięźliwy w wypowiedziach na temat tarczy, potwierdził, że istnieje wspólna intencja polsko-amerykańska, by zawrzeć porozumienie, które obejmowałoby także modernizację sił zbrojnych. Takie deklaracje oznaczają, że istnieje polityczna wola zawarcia takiej umowy. Czy oznacza ona, iż polityczna decyzja już zapadła? Pewnie tak. Rozumiem również, że istotnym elementem jest dyskusja na temat szczegółowych potrzeb przedstawionych przez polską stronę. Jest więc zielone światło dla tarczy, bo obie strony zgadzają się co do modernizacji polskiej armii. Oczywiście, pewna gra podczas rokowań nadal będzie się toczyła, ale spodziewam się zakończenia negocjacji w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Między innymi dlatego, że to administracji Busha bardzo zależy na porozumieniu w sprawie tarczy i negocjując z nią, Polska może uzyskać najwięcej. Dlatego nie powinniśmy czekać na wyborcze zmiany w Białym Domu.

not. jap

Piotr Gillert z Waszyngtonu

Źródło : Rzeczpospolita

Spotkanie premiera Tuska z sekretarzem generalnym ONZ

eb 11-03-2008, ostatnia aktualizacja 11-03-2008 04:59

Sytuację polityczną na świecie i najważniejsze problemy zapewnienia pokoju i bezpieczeństwa międzynarodowego omówił premier Donald Tusk z sekretarzem generalnym ONZ Ban Ki Munem podczas poniedziałkowego spotkania na 38 piętrze gmachu głównej siedziby ONZ w Nowym Jorku.

Podczas spotkania, które trwało pół godziny dłużej niż planowano, Ban Ki Mun z uznaniem wyrażał się o udziale Polski w misjach pokojowych, realizowanych pod auspicjami ONZ.

Premier Tusk wyraził gotowość dalszego wspierania przez Polskę działań ONZ.

Rozmowa dotyczyła również rosnącej roli Polski jako kraju udzielającego pomocy państwom rozwijającym się.

Wspomniano też o międzynarodowej konferencji na temat zmian klimatycznych, która odbędzie się w Poznaniu w grudniu 2008 r.

Źródło : PAP

Bush: USA włącza się w modernizację polskiej armii

ulast, awe IAR
2008-03-10, ostatnia aktualizacja 2008-03-11 08:59
Zobacz powiększenie
Donald Tusk i George W. Bush w czasie wspólnego spotkania
Fot. Charles Dharapak AP

George W. Bush w czasie wspólnej konferencji prasowej w Donaldem Tuskiem podziękował Polsce za poświęcenie i wkład polskiej armii w zaprowadzanie demokracji w Iraku i w Afganistanie. Bush powiedział także, że USA uznają, że polskie siły zbrojne należy modernizować. Premier Donald Tusk powiedział, że podczas dzisiejszej rozmowy udało mu się utalić to, że Ameryka może liczyć na Polskę, a Polska w razie potrzeby może liczyć na Stany Zjednoczone.

Zobacz powiekszenie
Fot. Charles Dharapak AP
Donald Tusk i George W. Bush w czasie wspólnego spotkania
POSŁUCHAJ
- Chciałem podziękować za wkład Polski w wyzwolenie Iraku i Afganistanu. Polskie wojska wspaniale się spisują. Dziękuję za poświecenie - powiedział George Bush na wspólnej konferencji prasowej w Białym Domu. Amerykański prezydent podkreślił, że trzeba modernizować polskie siły zbrojne. - Jako sojusznicy spieszymy z pomocą. Trzeba zrobić listę potrzeb dla polskiej armii - powiedział Bush. Zapewnił, że Bush do końca swojej kadencji przedstawi pakiet propozycji amerykańskiej pomocy w modernizacji polskich sił zbrojnych.

"Przerywamy spekulacje o intencjach obu stron"

Pytany o rozmowy w sprawie polskiej zgody na instalację systemu obrony przeciwrakietowej Bush podkreślił, że Stany Zjednoczone szanują suwerenność Polski. - Tarcza jest konieczna, jesteśmy przekonani. że Polacy są zadowoleni z tego pomysłu - powiedział. Według niego "są różne problemy, ale jest konieczne, aby polska armia była modernizowana.

- Naszą wspólną intencją jest współpraca nad wszystkimi aspektami globalnego, polskiego i amerykańskiego bezpieczeństwa, nad wspólną instalacją antyrakietową - powiedział Donald Tusk po spotkaniu prezydentem USA George'em W. Bushem.

- Przerywamy spekulacje na temat intencji obu stron. Naszą intencją jest współpraca- powiedział Donald Tusk. Według niego przełom w negocjacjach ze Stanami Zjednoczonymi to "przekonanie, że prezydent precyzyjnie rozumie nasze oczekiwania". - Wspólna intencja jest jednoznaczna. Kwestie techniczne będą uzgadniane na poziomie ekspertów - dodał polski premier.

Tusk: Rozmowy przyjazne, otwarte, ale kategoryczne

- Mogę z satysfakcją stwierdzić, że obie strony są spokojniejsze, co do spraw które poruszyliśmy - powiedział po spotkaniu na konferencji dla polskich dziennikarzy Donald Tusk. Premier podkreślił, że głównym tematem rozmów w Białym Domu była tarcza antyrakietowa. Podkreślił, że zgodnie z zapowiedzą strona polska przedstawiła w "sposób przyjazny, otwarty ale kategoryczny" polski punkt widzenia. - Z radością przyjąłem, że prezydent Bush ze zrozumieniem przyjął polskie stanowisko - powiedział. Według premiera strona amerykańska przedstawiła trzy deklaracje. Jedną z nich jest zapowiedź, że strona amerykańska weźmie na siebie polityczny ciężar tej decyzji.

Premier stwierdził, że obie strony rozmawiały o potrzebie globalnego widzenia kwestii bezpieczeństwa. - Konkluzją jest oczywista zasada wzajemności. Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że Polska zawsze świadczy pomoc i solidarność z USA. Równie ważne jest, żeby Stany Zjednoczone były przy nas w razie zagrożenia Polski- powiedział Tusk. Według niego zostało to przyjęte ze zrozumieniem. - To napawa nas optymizmem - stwierdził premier.

"Poprzednicy nie ułatwili nam zadania"

Według niego najważniejszym wnioskiem z rozmowy jest to, że polski punkt widzenia jest traktowany poważnie. Jego zdaniem finał negocjacji powinien być satysfakcjonujący. Premier przyznał, że ewentualna instalacja musi służyć wzmocnieniu bezpieczeństwa. - Nikt z nadmiernego pośpiechu nie będzie czynił fetyszu - odpowiedział premier na pytanie o ewentualny termin sfinalizowania rozmów. - Chcemy wynegocjować dobry finał, to nie znaczy szybki. Dajmy sobie czas na poważne twarde negocjacje, ale z czystymi intencjami - powiedział.

- Stan negocjacji, jaki odziedziczyliśmy po poprzednikach nie ułatwił nam zadania - powiedział premier wracając do kwestii negocjacji z Amerykanami . Premier podkreślił, że kwestie finansowania amerykańskiej pomocy dla polskiej armii to nie są decyzje wykonawcze, wymagają poziomu parlamentarnego. - Nie będziemy przyspieszali tego, co będzie procedowane na poziomie parlamentów obu państw - mówił Tusk. Premier poinformował, że jest w stałym kontakcie z premierem Czech Mirkiem Topolankiem. Zaznaczył, że strona polska stara się lojalnie prowadzić rozmowy. Szanuje i akceptuje również rozmowy rządu czeskiego. - Nie znaczy to, że korzystamy ze wzoru czeskiego w 100 procentach - podkreślił.

Rozmowy w Białym Domu

Wcześniej w Białym Domu trwały rozmowy między Donaldem Tuskiem a Georgem W. Bushem. Był to najważniejszy punkt wizyty polskiego premiera w USA. Po godzinie 16 polski premier i amerykański prezydent spotakli się z dziennikarzami na konferencji prasowej.

Amerykański prezydent zadeklarował, że zanim odejdzie ze stanowiska, dopilnuje przygotowania listy potrzeb polskiej armii. Premier Donald Tusk przyjął z zadowoleniem słowa amerykańskiego prezydenta. Powiedział, że to co udało się ustalić podczas dzisiejszej rozmowy, to że Ameryka może liczyć na Polskę , a Polska w razie potrzeby może liczyć na Stany Zjednoczone.

Georg Bush mówiąc o zniesieniu obowiązku wiz dla Polaków, zaznaczył, że wymaga to zmiany przepisów. Podkreślił, że "przyjaciele powinni być traktowani jak przyjaciele"

Donald Tusk spotkał się z Polonią w Nowym Jorku.

jas, PAP
2008-03-10, ostatnia aktualizacja 2008-03-10 06:01

W niedzielę wieczorem w ramach swej dwudniowej wizyty w USA premier RP Donald Tusk odbył w Nowym Jorku ponadgodzinne spotkanie z elitą Polonii amerykańskiej.

Szef rządu przyjechał na Greenpoint o godz. 19 lokalnego czasu (północ czasu warszawskiego) bezpośrednio z lotniska im. Johna F. Kennedy'ego, dokąd przyleciał rejsowym samolotem z Warszawy. Towarzyszyli mu minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, szef gabinetu politycznego prezesa Rady Ministrów Sławomir Nowak oraz Krzysztof Lisek, szef Komisji Spraw Zagranicznych PO.

Na spotkaniu z premierem w restauracji "Polonaisse Terrace" było około 50 osób, głównie z Nowego Jorku, chociaż Frank Spula, prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej (KPA) przyleciał z Chicago.

Premier powitał przybyłych na spotkanie polonijnych przedsiębiorców, naukowców i artystów słowami: "Jesteście moją ojczyzną tutaj, świadectwem, że polskie interesy są reprezentowane przez ludzi pracowitych i uczciwych".

Donald Tusk podziękował Polonii za to, co robił w latach osiemdziesiątych, za akcję na rzecz wejścia Polski do NATO i mobilizację w czasie ostatnich wyborów parlamentarnych. Natomiast prezes KPA życzył premierowi sukcesów w rozwiązywaniu trudnych problemów.

Po zakończeniu części oficjalnej premier odpowiadał na pytania. Zadawali je - jak podkreślił konsul RP w Nowym Jorku Krzysztof Kasprzyk - reprezentanci różnych opcji politycznych i dotyczyły polskiej historii oraz spraw bieżących.

W odpowiedzi na pytanie prof. Elżbiety Matynii o rocznicę wydarzeń 1989 roku, Donald Tusk zapewnił, że Polska będzie przypominać światu, że to nie upadek muru berlińskiego był początkiem wielkich zmian, ale to, co robili Polacy.

"Mimo że gdybyśmy mierzyli naszą wielkość liczbą obchodzonych rocznic, bylibyśmy potęgą świata, to 20-lecie zobowiązuje" - żartował szef polskiego rządu.

Mówiono także o relacjach polsko-amerykańskich zastanawiając się, która strona odnosi w obecnym układzie większe korzyści. Pytanie prezesa Polskiego Związku Weteranów Antoniego Chrościelewskiego o patriotyzm wywołało emocje. "Nie ma miejsca na debatę, czy patriotyzm jest potrzebny. Polskość i patriotyzm to rzecz święta" - zakończył premier.

Późnym wieczorem premier odleciał z nowojorskiego lotniska LaGuardia do Waszyngtonu. W poniedziałek spotka się tam z prezydentem USA George'em W. Bushem i sekretarz stany Condoleezzą Rice. Rozmowy dotyczyć będą przede wszystkim tarczy antyrakietowej, przypuszczalnie jednak poruszone zostaną również kwestie uczestnictwa Polski w operacjach wojskowych w Iraku i Afganistanie, stosunków z Rosją, dalszego rozszerzania NATO oraz Kosowa.

W poniedziałek rano, przed spotkaniem w Białym Domu, Tusk zje śniadanie ze Zbigniewem Brzezińskim, doradcą ds. bezpieczeństwa narodowego za prezydentury Jimmy'ego Cartera. Po wizycie w Białym Domu spotka się natomiast z przedstawicielami młodej Polonii w Waszyngtonie i złoży wieniec na Grobie Nieznanego Żołnierza na Cmentarzu Narodowym Arlington.

W poniedziałek premier wróci do Nowego Jorku, gdzie spotka się z sekretarzem generalnym ONZ Ban Ki Munem, a następnie z działaczami czołowych organizacji żydowskich w USA.

Ewa Strzałkowska

Bush o wizach: Też byłbym sfrustrowany

awe, PAP
2008-03-10, ostatnia aktualizacja 2008-03-10 19:56
Zobacz powiększenie
Fot. JIM YOUNG REUTERS

Prezydent USA George W. Bush powiedział podczas spotkania z premierem Donaldem Tuskiem w Waszyngtonie, że rozumie, iż dla Polaków "frustrujące" jest utrzymywanie wobec nich przez Stany Zjednoczone obowiązku wizowego. Premier Donald Tusk powiedział, że otrzymał zapewnienie od prezydenta USA, że jeśli Polska spełni wymogi wizowe, on i jego administracja dopilnują, aby wizy zostały zniesione "bez zwłoki".

- Pan premier był bardzo stanowczy w kwestii tego, że przyjaciela trzeba traktować jak przyjaciela. To jest trudna sprawa. Musimy zmienić przepisy - powiedział Bush. - Ja rozumiem, że to frustrująca sprawa. Gdybym mieszkał w Polsce i chciał przyjechać do Ameryki, też byłbym sfrustrowany. Rozumiem, że tempo zmian nie zadowala mieszkańców Polski, odnoszę się do tego ze zrozumieniem - dodał.

Amerykański prezydent powiedział, że ma nadzieję, iż "kiedyś nastąpi chwila, kiedy te frustracje przestaną istnieć, kiedy polityka wizowa będzie całkowicie zmieniona".

Tusk: Zniesienie wiz bliższe, niż się wydaje

- Sprawę wiz podczas rozmowy poruszył sam Bush - powiedział premier Donald Tusk. - Ku naszemu miłemu zaskoczeniu, bardzo gościnnie pan prezydent sam tę sprawę otworzył w czasie tego naszego dzisiejszego spotkania - zaznaczył premier. - Wytłumaczyłem panu prezydentowi Bushowi, że z punktu widzenia Polaków jest nie do zaakceptowania, aby nieustannie prosić, prosić i nie uzyskiwać rezultatów - mówił Tusk. Jak dodał, prezydent USA "z taką serdeczną determinacją" zapewnił, że on sam i jego administracja przypilnują, aby w sytuacji, kiedy procent odmów będzie taki, jaki przewidują amerykańskie procedury, już nie było zwłoki, jeśli chodzi o uwolnienie Polaków od rygoru wizowego.

- Nie uznawałem, że upominanie się o szybkie terminy służyło sprawie - stwierdził. - Dzisiaj Polska i Polacy nie są w sytuacji, że muszą prosić o zwolnienie rygoru wizowego - relacjonował swoje rozmowy Tusk. Bush zapewnił go, że osobiście przypilnuje, żeby nie było zwłoki w złagodzeniu rygoru wizowego. - Jestem przekonany że w najbliższym czasie te rygory spełnimy. Jestem przekonany, że ten czas jest bliższy niż się wydaje - podkreślił Tusk.

Tusk u Busha

President Bush Meets with Prime Minister Tusk of Poland
Oval Office

11:13 A.M. EDT

PRESIDENT BUSH: It's been my honor to welcome the Prime Minister of our very close ally and strategic partner, Poland. We'll both have opening statements, and then we'll take two questions a side.

I want to thank you for your candor, thank you for your friendship. The people of Poland stand as a great example of freedom and liberty. This is a nation with a proud history, a nation that has resisted tyranny and now lives as an example of a free society. And there are millions of Americans who are proud of their heritage, Mr. Prime Minister; they're proud to be called Polish Americans. And we welcome you.

President George W. Bush welcomes Poland’s Prime Minister Donald Tusk to the Oval Office of the White House, Monday, March 10, 2008.  White House photo by Joyce N. Boghosian I want to thank you for your nation's contributions to the liberation of people in Iraq and Afghanistan. Your troops have performed brilliantly and they'll be coming home based upon success. And I thank your government and I thank the people of Poland for the sacrifices. I also thank you to help the young democracy in Afghanistan survive and thrive and flourish. And some day, Mr. Prime Minister, people are going to say Afghanistan did exactly the same thing that happened in Poland -- people realized the blessings of liberty, and out of those blessings flow peace.

The Prime Minister and I had a long discussion about a lot of subjects. One in particular I want to talk about, and that is our mutual security. The United States recognizes the need for Polish -- the forces to be modernized. It's important for our allies to -- when they are worried about the modernization of their forces that friends respond, and we're responding. The first part of a response, of course, is to take inventory of needs. And Mr. Prime Minister, before my watch is over we will have assessed those needs and come up with a modernization plan that's concrete and tangible.

Along those lines we talked about the need for mutual security, and that the significant threat to the 21st century, or perhaps the most significant is the launch of a missile with dangerous materials in its warhead. Technologies are developing that will enable the free world to be able to defend itself from blackmail and/or strife from these such types of launches.

And we're in discussions with Poland about how we can help the mutual security of the region. I've assured the Prime Minister that any decisions made will reflect the sovereignty of Poland. I've assured the Prime Minister that this system is not aimed at Russia, and I will continue to work with President Putin to give him those assurances, as well. This system is designed for the threats of the 21st century.

And so I want to thank you very much for your candor and your friendship, and we're glad you're here.

PRIME MINISTER TUSK: (As translated.) I want to thank very much you, Mr. President, for your hospitality and genuine warmth. It doesn't really happen often that people of such a high position are so open and so friendly as you. From the very beginning, I was absolutely convinced that this meeting can bring us definitely closer to the wealth of good solutions.

I am also very glad, Mr. President, that both during our meeting and also here, you appreciate very much the contribution we are making with our troops in Iraq and in Afghanistan. For us Poles, it is really a very big effort, and we really are happy, that such an important ally appreciates it.

What really is most important from this meeting, Mr. President, that in the spirit of those talks and also in the agreement, which we have made during this conversation, we can draw the conclusion from that the United States can count on Poland whenever it needs, and Poland can count on the United States whenever Poland is in need. And this is our belief, the embodiment of the idea of solidarity, in the international dimension, and I want to thank you very much for this.

And what is really important for both parties, we came to a conclusion, both during the talks and also the cooperation which we would like to develop together, is that the missile defense system and the modernization of the Polish forces, as well as the reinforcement of the global security system, which also influences the Polish security system, that all these issues come in one package, and that this is really something which gives us very much good hope for the future. This is a very good (inaudible) for us, and once again I want to thank you for that.

PRESIDENT BUSH: Thank you, sir. Feller.

Q Mr. President --

PRESIDENT BUSH: Hold on one second, please.

Q When --

PRESIDENT BUSH: Ben. Excuse me, please. Ben.

Q Thank you, Mr. President. Secretary Rice was able to help get peace talks restarted in the Mideast during her trip, so what is it now that you want Vice President Cheney to get? What is your specific goal for him?

PRESIDENT BUSH: The Vice President will be on an extensive itinerary, as you know. His goal is to reassure people that the United States is committed to a vision of peace in the Middle East, that we expect relevant parties to obligate themselves -- uphold their obligations on the road map; that we fully see the threats facing the Middle East -- one such threat is Iran -- and that we will continue to bolster our security agreements and relationships with our friends and allies.

The Vice President will be taking a very hopeful message to the Middle East that progress in Iraq is necessary for peace in the Middle East. And so it's -- I'm looking forward to his trip and I'm really appreciative of the fact that he's going.

Do you want to call on somebody from the Polish media?

Q Mr. President, is there any breakthrough as far as the missile defense system is concerned?

PRESIDENT BUSH: Well, I think there's a commitment to a system that respects Polish sovereignty, will -- that will ensure that the people of Poland will not be subjected to any undue security risks, that the system is necessary to deal with the realities of the threats. Obviously there's a lot of work to do, because many times a strategy on paper is a little different from the details. And so our experts are working through a system to make sure that the people of Poland are comfortable with the idea. This is the kind of issue that all kinds of rumors and worries can grow out of -- and we just want to assure people that it's necessary, and at the same time there will be this modernization effort that takes place.

PRIME MINISTER TUSK: What is really very important is what we stressed in the conclusion of this meeting today, that we wanted to stop the speculations on intentions expressed by the United States and expressed by Poland. Our joint intention is to cooperate in all aspects of global security, American security, and Polish security. And an element of the security is the missile defense system.

What I would call a breakthrough is my conviction that though the President of the United States and the American party understand quite clearly our expectations. And if I may use this expression, I think that you have set the perspective of Poland on the principle of the cooperation here. And as you said, Mr. President, all the technicalities pertaining to the face of the negotiations and all those technical issues, they will be solved by experts.

PRESIDENT BUSH: Matt.

Q Yes, sir. Back on the Middle East, what do you think of Israel's plan to build 750 new homes in a settlement near Jerusalem? And what, if any, threat or complication, do you see to your administration's peace efforts?

PRESIDENT BUSH: We expect both parties to -- involved in the Middle Eastern peace process to adhere to their obligations in the road map. And those obligations are clear. And to this end, the Secretary of State is dispatching the general that we named to be the coordinator of road map activities to the Middle East, for him to conduct meetings with the relevant parties.

The key question is whether or not a vision can prevail that will enable people who reject violence and extremists -- enable them to see a better tomorrow. That's what we're working toward. And, you know, this is a part of the world where people have heard promises before, and they've been vague promises. Now, they've got a President and an administration willing to work for two states, two democracies, side by side in peace.

There are three major forces that are -- we're now witnessing in the Middle East. Two of those forces adhere to peace: Israel and the forces of President Abbas. And then there's one force in the Middle East, and some suspect that they're funded from outside governments and outside movements, all aiming to destabilize democracy; all aiming to prevent the vision where people can live side by side in peace; all wanting to destroy Israel.

And the fundamental question is, will there be enough will and determination to reject those forces of extremism, and to stand up and support those who long for peace? And our mission is exactly along those lines. And I'm optimistic that we'll be able to achieve a vision that shows a way forward, and I'm optimistic leaders will step forward and do the hard things necessary so people don't have to live in deprivation and fear. And so that's our focus, and that's our mission.

Q Mr. President, it's getting to be embarrassing for Polish politicians to talk about visas in the Oval Office, but it's even more embarrassing for my countrymen to apply for visas. And it would be really ironic if Poland would become a third missile defense site, and Polish citizens would still have to apply for visas. So can we expect that, before your watch is over, something will change, and maybe we'll convince the lawmakers on Capitol Hill to do something about this?

PRESIDENT BUSH: Well, thank you very much. First of all, the Prime Minister, of course, brought up the issue. And he was very firm about the need for a friend to treat a friend as a friend when it comes to visas.

Look, this is a tough issue. And we changed law. And now there are ways forward for the people applying for visas. A lot of it has to do with rejection rates. And as the Prime Minister noted, the rejection rates are changing quite dramatically, and so of course, this will be taken into account.

I fully understand the frustrations. And if I were living in Poland, I'd be -- and wanted to come to America, I'd be frustrated, too. And the truth of the matter is, we're going from one era to the next. We're going from a time when the -- during the Soviet era, where there was a different motivation by the people. And we're adjusting. And I fully understand the pace of adjustment doesn't meet expectations inside Poland.

And so I'm very sympathetic. But the law is changing. The paradigm is shifting. And I hope at some point in time, obviously, that the frustrations of our friends and allies are able to be eased with more moderate visa policy.

Thank you, sir. Thank you all.

END 11:30 A.M. EDT

Kwaśniewski: Od prezydenta i premiera powinno się żądać zgody

Rozmawiała Janina Paradowska
2008-03-10, ostatnia aktualizacja 2008-03-10 10:36

- Skoro dwóch ludzi ma potężny mandat społeczny, bo prezydent jest wybierany w powszechnych wyborach, premier dysponuje mandatem parlamentarnym, to ich odpowiedzialność powinna polegać na tym, że się dogadują - powiedział Aleksander Kwaśniewski w "Poranku Radia TOK FM"

Zobacz powiekszenie
Aleksander Kwaśniewski
Janina Paradowska: Panie Prezydencie, pan zna premiera Hiszpanii Zapatero, który wygrał wybory realizując bardzo radykalny program w sferze przede wszystkim światopoglądowo obyczajowej. Początkowo wydawało się, że to szaleństwo, dzisiaj mówi się o człowieku z charakterem, o bardzo ważnym polityku europejskim. Jak pan go postrzega?

Aleksander Kwaśniewski: Znałem Zapatero, miałem okazję do kilku spotkań z nim. Nie wolno go niedoceniać, myślę, że był trochę niedoceniany, ale też, powiem szczerze, nie ma powodów, żeby go przeceniać, takie jest moje wrażenie. Hiszpania, jak widać jest krajem silnie zmodernizowanym, ponad połowa społeczeństwa akceptuje te rozwiązania światopoglądowe, obyczajowe, które socjaliści zaproponowali. Gospodarczo jest w dobrym stanie, a politykę międzynarodową realizuje dosyć niezależną, to też pewnie podoba się Hiszpanom, takie uwolnienie się od wojny w Iraku, a z drugiej strony utrzymywanie mimo krytyki kontaktów z krajami hiszpańskojęzycznymi, tak skomplikowanymi jak Wenezuela Chaveza, czy Kuba Castro. Wygrał wybory, wygrał niewielką różnicą, co nic nie oznacza, gdy chodzi o kolejne wybory, mogę sobie wyobrazić, że kolejne wybory już nie będą dla niego tak łatwe, natomiast gdy chodzi o Europę współczesną, to myślę, że przykład Zapatero i partii socjalistycznej Hiszpanii jest ważny dlatego że przez całe lata, szczególnie w okresie po końcu zimnej wojny, mieliśmy wyraźną konwergencję, zbliżanie się programów politycznych, coraz trudniej było odróżnić lewicę od prawicy, liberałów od socjaldemokratów, chadeków od socjaldemokratów.

Janina Paradowska: A tu wyrazisty program światopoglądowy zadziałał.

Aleksander Kwaśniewski: Myślę, że to może być znak na przyszłość, że w tym kierunku będą kształtowały się podziały i istotne różnice, zarówno w Niemczech między chadecją a socjaldemokratami, ale także i w Polsce. Stąd, nie wiem, czy to pani z przekąsem powiedziała, czy pan redaktor Majkowski, o tych wizytach SLD w Hiszpanii. . .

Janina Paradowska: Nie, nie mówiłam z przekąsem. . .

Aleksander Kwaśniewski: Bo ja bym go pochwalił właśnie. Moim zdaniem dzisiaj przykład hiszpański na pewno jest warto analizować. Program socjalistów hiszpańskich, to co się dzieje w Hiszpanii, bo mówimy o kraju unijnym, mówimy o kraju wielkości Polski, gdy chodzi o ludność, blisko 40 milionów ludzi, mówimy o kraju, który ma bardzo dobre doświadczenia gospodarcze w ostatnich dwudziestu, czy trzydziestu latach, więc nie ma co się boczyć, trzeba się od nich uczyć, natomiast stawiam tezę, że ten element światopoglądowy będzie odgrywał przez najbliższe dziesięć, piętnaście lat bardzo istotną rolę w Europie, a może i w świecie. Tak będziemy odróżniać partie polityczne, mniej w dziedzinie gospodarczej, bardziej w dziedzinie światopoglądowej.

Janina Paradowska: Jeśli już o lewicy mowa, bo nie chciałabym, by nasza rozmowa była temu akurat poświęcona, jest w dzisiejszym Dzienniku taki sondaż, kto byłby najlepszym szefem Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Ten sondaż wygrywa Włodzimierz Cimoszewicz, przed Wojciechem Olejniczakiem, a jeżdżący do Hiszpanii Grzegorz Napieralski ma tylko trzy procent.

Aleksander Kwaśniewski: To nie jest związane jego wizytami z Hiszpanii. Mam szacunek do Włodzimierza Cimoszewicza ogromny i problem z Włodzimierzem Cimoszewiczem polega przecież na tym, że on nie chce i przynajmniej do tej pory nie zgłaszał się do działalności czysto partyjnej i go rozumiem, bo przecież jesteśmy z tego samego pokolenia i mamy dosyć podobne reakcje. Wojciech Olejniczak jest szefem SLD, powinien walczyć o kontynuowanie tego przywództwa, to są zaledwie dwa lata.

Janina Paradowska: A tutaj niedaleko za nim jest Szmajdziński. Potem pani Senyszyn, a dopiero potem Napieralski.

Aleksander Kwaśniewski: Szmajdziński jest takim zwolennikiem reprezentującym to starsze pokolenie i myślę, że on będzie umiał moderować to, co się dzieje między różnymi grupami, natomiast bardzo bym zachęcał SLD, żeby nie zajęło się personaliami wyłącznie, a bardziej właśnie zajęło się kwestiami programu i oferty dla polskiego wyborcy. Dlatego, że dzisiaj te niskie notowania SLD moim zdaniem wynikają z faktu, że ono jest nieczytelne. Mamy Platformę z jej obietnicami w ogromnej części niespełnionymi, mamy PiS z tą koncepcją silnego państwa i represji, które znamy już z przeszłości i mamy SLD, które musi pokazać projekt. Być może ten projekt powinien sięgać po różnego rodzaju decyzje z tej dziedziny światopoglądowej, obyczajowej, a także dokończyć emancypację różnych grup społecznych w Polsce. Trzeba dokończyć emancypację kobiet, trzeba dokończyć emancypację ludzi z prowincji, z różnych regionów, jest sporo materiału programowego, który mógłby być przez lewicę lepiej wykorzystywany.

Janina Paradowska: Oprócz sporów personalnych jest też próba wypchnięcia demokratów, czyli skończenia z koalicją Lewica i Demokraci o czym bardzo wielu działaczy SLD mówi głośno: Demokraci są już nam do niczego niepotrzebni. Co pan na to?

Aleksander Kwaśniewski: Byłem zwolennikiem koncepcji LiD-u i nie zmieniam zdania. Moim zdaniem ta formuła koalicyjna Lewicy i centrowej partii, jaką są Demokraci miała sens. Problem mówiąc szczerze i otwarcie, dzisiaj mogę być już zupełnie szczery, polega na słabości Demokratów. Na pewno dyskusja by wyglądała inaczej, gdyby w sondażach Demokraci przynosili chociaż te pięć, sześć, siedem procent głosów. My mówimy o wielkich nazwiskach, które trzeba uszanować, ale mówimy też o nazwiskach, które, gdy przychodzi do wyborów, specjalnie w tych wyborach startować nie chcą. Pamiętam, jak tworzono listy LiD-u i pamiętam, że z tego podziału wstępnego wynikało sześć miejsc dla demokratów. Właściwie bez żadnych kłopotów wszyscy się zgodzili, że Władysław Frasyniuk powinien kandydować we Wrocławiu, że Janusz Onyszkiewicz w Krakowie i tak dalej, a później się okazało, że tych kandydatów jest zaledwie dwóch, czy trzech, ponieważ reszta nie jest gotowa do startu. Więc moment nie jest na pewno korzystny dlatego, że SLD, czy LiD potrzebuje większej wyrazistości programowej, a koalicja zakłada jednak pewien programowy kompromis, więc na pewno trzeba zrozumieć te głosy, które się odzywają, choć z drugiej strony ja bym tak łatwo nie rezygnował z jakiegokolwiek sojusznika. Uważam, że wszyscy, którzy mogą tworzyć sojusze, dołożyłbym do tego różne organizacje społeczne, pozarządowe, związki zawodowe, to wszystko dla lewicy może być korzystne, bo mówimy nie o poziomie czterdziestu procent głosów, jak w roku 2001, tylko tych trzynastu uzyskanych w wyborach, czy sześciu, które wynikają z sondaży. Tu się więc nie ma co dzielić, tu się trzeba raczej łączyć.

Janina Paradowska: A jak to było z tym Orderem Orła Białego dla Adama Michnika? Czytam w gazetach, że Paweł Śpiewak mówi, że nie przyszedł Michnik do Pałacu, dlatego, że nie dostał Orderu Orła Białego. Jak to było z tym Białym Orłem tak naprawdę?

Aleksander Kwaśniewski: Chcę po pierwsze powiedzieć, że uważam i tutaj uważam nie jako prezydent, ale jako obywatel polski, że Orzeł Biały najwyższe polskie odznaczenie Adamowi Michnikowi się należy. I tu jest kropka i tu jest punkt i tutaj, moim zdaniem, jakakolwiek dyskusja nie ma sensu. Było tak, że Adam Michnik przez długi czas, przy różnych sondażach, które się prowadzi w takich sprawach, nie chciał tego odznaczenia. Bardzo chciałem, aby można było go uhonorować w czasie mojej kadencji prezydenckiej i taki wniosek został sformułowany. Aczkolwiek przy tej całej komplikacji politycznej, która miała miejsce w, powiedzmy, ostatnich dwóch latach mojej prezydentury, nie chcę wracać do szczegółów, ale państwo przecież rozumiecie. . .

Janina Paradowska: Chodzi o to, co się działo po aferze Rywina.

Aleksander Kwaśniewski: Oczywiście. Uznaliśmy, że mogłoby być to źle zrozumiane, nieopatrznie zrozumiane. Więc kapituła, która była jednoznacznie za tym, o ile pamiętam wniosek był pani Barbary Skargi, która szefowała kapitule, był przyjęty, natomiast decyzja została pozostawiona następcy i jest na stole. Oczywiście w sprawach orderów nie ma żadnej kontynuacji. Tu jest wolność prezydenta i nowej kapituły do decyzji, natomiast myślę, że tu nie ma co dzielić włosa na czworo i nie ma co dyskutować. . .

Janina Paradowska: Pytam dlatego, że politycy PiS mówią, że przecież mógł pan to w dziesięć lat zrobić. A nie zrzucać na prezydenta Kaczyńskiego.

Aleksander Kwaśniewski: Nie. Myślę, że z punktu widzenia, mówiąc szczerze, pewnego smaku politycznego, to Lech Kaczyński, który odznaczyłby Adama Michnika Orłem Białym uczyniłby więcej dobrego, niż gdybym ja to zrobił. Mówię to zupełnie wprost. I także dla siebie uczyniłby więcej, bo otworzyłby się w stosunku do istotnego środowiska politycznego o wielkich zasługach dla polskiej demokracji. Ale to jest polityka orderowa, każdy ma prawo ją prowadzić jak chce, natomiast najważniejsze jest to, że Michnikowi ten order się należy. Wie pani, w Kościele Katolickim jest taka formuła In Pectore. Papież może mianować kardynała In Pectore i zachować go w sercu. Więc może trzeba wprowadzić zasadę przyznawania orderu In Pectore. Wiemy, że mu się należy, tylko nikt jeszcze tego nie przyznał.

Janina Paradowska: Panie Prezydencie. Czy pan miał jakiś spór z premierem o kontrasygnatę? Ponieważ mamy w tej chwili sprawę dość precedensową. Donald Tusk mówi, że nie kontrasygnuje wniosku o mianowanie jednego z wiceprezesów Narodowego Banku Polskiego. I mówi, że z całą świadomością nie może wziąć za tę kandydaturę odpowiedzialności.

Aleksander Kwaśniewski: Takiego sporu dotyczącego NBP akurat ja nie miałem, natomiast kontrasygnata zakłada konieczność współdziałania premiera i prezydenta, czy odpowiednich ministrów rządu z prezydentem. I to jest świadoma koncepcja. Kontrasygnata w swej istocie ma zapewnić taką współpracę.

Janina Paradowska: Czyli to nie jest tak, że premier jest notariuszem decyzji.

Aleksander Kwaśniewski: Nie, nie jest notariuszem decyzji, natomiast oczywiście to powinno być przedmiotem i rozmów, i dyskusji, i ustaleń. Bo rozumiem, że muszą być jakieś racje z jednej strony, żeby taka kandydatura była wysunięta i racje drugiej strony, żeby jej nie przyjąć. Takie rzeczy się zdarzały, one dotyczyły ambasadorów, one dotyczyły również składu rządu. Jako prezydent zachowywałem sobie prawo powiedzenia kandydatowi na premiera: wie pan, uważam, że te kandydatury są bardzo dobre, a te może nienajlepsze, ale pan decyduje. To pan buduje drużynę, nie ja. Częściowo moje opinie się sprawdzały, częściowo się nie sprawdzały, różnie to później było, zdarzały się zmiany na stanowiskach rządowych, ale generalnie zakłada współpracę obu tych ośrodków władzy i tyle. Nie ma tu żadnego automatyzmu. Jest element merytoryczny.

Janina Paradowska: Czyli premier może się uprzeć?

Aleksander Kwaśniewski: Może się uprzeć i tak długo jak nie podpisze to oczywiście decyzja nie wchodzi w życie, tu prezydent nie może działać bez kontrasygnaty, jeśli tak oczywiście jest zapisane w przepisach.

Janina Paradowska: Ale coraz więcej tych ciekawych konstytucyjnych sporów.

Aleksander Kwaśniewski: Wie pani, tych konstytucyjnych sporów jest więcej, ale one nie wynikają ze słabości konstytucji. One wynikają naprawdę z kwestii dobrej bądź złej woli w konkretnych sprawach. Nie wierzę, że konstytucję można tak dokładnie zapisać, że będzie określała o której godzinie premier z prezydentem się spotykają, w jakiej atmosferze się spotykają.

Janina Paradowska: Moim zdaniem one oddają realne merytoryczne różnice.

Aleksander Kwaśniewski: To są realne merytoryczne różnice i skoro dwóch ludzi ma potężny mandat społeczny, bo prezydent jest wybierany w powszechnych wyborach, premier dysponuje mandatem parlamentarnym, zwycięstwem wyborczym, to ich odpowiedzialność powinna polegać na tym, że się dogadują i tego powinni ludzie żądać od prezydenta i premiera.

Janina Paradowska: Czy oczekuje pan czegoś konkretnego po wizycie premiera w Stanach Zjednoczonych?

Aleksander Kwaśniewski: Nie, myślę, że nie powinniśmy tu przesadzać ani z oczekiwaniami, ani jakimś napinaniem strun i nie namawiać też premiera, żeby szukał spektakularnego sukcesu, bo moim zdaniem w sprawach tarczy być może mógłby. . .

Janina Paradowska: A czy taktyka Tuska w sprawach tarczy się panu podoba?

Aleksander Kwaśniewski: Jest moim zdaniem słuszna, dlatego że proszę pamiętać, w Stanach Zjednoczonych jesteśmy w okresie wyborczym. Ja tam często wykładam na Georgetown, obserwuję naprawdę pasjonującą walkę wyborczą. To będą historyczne wybory, tak czy inaczej, bo kończy się era Busha, jest duża szansa, że w Białym Domu będzie pierwsza kobieta w historii albo pierwszy czarnoskóry polityk, tego nie było nigdy. A nawet jak będzie McCain, to będzie to republikanin z najbardziej zbliżonymi do partii demokratycznej poglądami. To są ciekawe wybory, ale co to oznacza dla administracji? Że ona jest schodząca. W związku z tym decyzje dziś podjęte przez, czy wraz z administracją amerykańską nie muszą być podtrzymane, czy nie muszą być identyczne później.

Janina Paradowska: Czyli im mniej stanowczych deklaracji dzisiaj, tym lepiej?

Aleksander Kwaśniewski: Mniej deklaracji, rozmowa. Choć ta wizyta jest tak zorganizowana, że tego czasu pewnie jest mało, byłoby dobrze, gdyby, może nie sam premier, ale jego otoczenie miało okazję skontaktować się z ważnymi ludźmi z obozu tych trzech kandydatów, McCaina, Obamy i Pani Hilary, tym bardziej, że u Obamy jest Zbigniew Brzeziński, jest Anthony Lake. . .

Janina Paradowska: Ze Zbigniewem Brzezińskim ma się spotkać.

Aleksander Kwaśniewski: Bardzo dobrze, pochwalam, tyle, że to jest jeden z obozów, tych obozów jest więcej, natomiast w sprawach wiz słusznie niczego nie da się osiągnąć poza tym, żebyśmy rzeczywiście wypełnili ten niższy limit odmów. To jest wizyta dobra, ale nie przełomowa.

Źródło: TOK FM

Ukryty grzech Kościoła

Roman Daszczyński, Paweł Wiejas
2008-03-09, ostatnia aktualizacja 2008-03-10 15:48

Zobacz powiększenie
Ojciec Marcin Mogielski: - Gdy zacząłem działać w imieniu skrzywdzonych przez ks. Andrzeja, sam stałem się celem ataku
Fot. Albert Zawada

Wiedziało o tym wielu księży, trzech biskupów. Latami straszna prawda nie mogła zostać ujawniona - reportaż o tym jak kościół katolicki ukrywał aferę pedofilską w Szczecinie w poniedziałek w Gazecie Wyborczej (dodatek Duży Format).

Zobacz powiekszenie
Fot. Cezary Aszkiełowicz
Abp Marian Przykucki miał nadać sprawie właściwy bieg. Usunął ks. Andrzeja z ogniska, ale potem go awansował
Zobacz powiekszenie
Fot. Waldemar Kompała
Bp Stanisław Stefanek: - Mamy tu do czynienia z czarną niewdzięcznością, która dotknęła człowieka niewinnego
Zobacz powiekszenie
Fot. Waldemar Kompała
Abp Zygmunt Kamiński: - Ksiądz Andrzej został potwornie oczerniony. Musi żyć od kilkunastu lat jako winny-niewinny
Zobacz powiekszenie
Fot. Albert Zawada
Reportaż 'Ukryty grzech kościoła' 10 marca w Gazecie Wyborczej
Ksiądz Andrzej, dyrektor ogniska dla trudnej młodzieży w Szczecinie, obwiniany o pedofilię. Ludzie, którzy domagali się ustalenia prawdy, przez 13 lat słyszeli: nie działajcie na szkodę Kościoła.

"Przyszedłem do ogniska w 1992 r. Miałem 15 lat. Ks. Andrzej zaprosił mnie do pokoju. Zaczął mnie obmacywać, dotykać po genitaliach, nakłaniał, żebym ja też go dotykał (nie zrobiłem tego, leżałem bezsilnie). Doprowadził mnie do orgazmu. Kiedy wstałem, kazał siebie uderzyć, bo mnie skrzywdził". To jedno z wyznań podopiecznych Ogniska św. Brata Alberta w Szczecinie. Sprawcą wykorzystywania miał być ks. Andrzej, założyciel i wtedy dyrektor ogniska. Chłopcy zwierzyli się wychowawcom, oni zaś w 1995 r. poinformowali bp. Stanisława Stefanka, któremu podlegała oświata w archidiecezji. Nie uznał ich relacji za wiarygodne. Nie porozmawiał z żadnym z chłopców.



- Nie miałem takiego zlecenia od księdza arcybiskupa - mówi nam bp Stefanek, dziś ordynariusz łomżyński. Rozgoryczeni wychowawcy poprosili o pomoc dwóch zakonników. Przyjął ich zwierzchnik Stefanka abp Marian Przykucki. - Powiedział, że boleje nad sprawą i pomoże w rozwiązaniu - wspomina jeden z zakonników.

Wychowanek ogniska: Umarło mi pół duszy

Ale arcybiskup zaufał osądowi bp. Stefanka i nie kazał sprawy dalej badać. Odsunął ks. Andrzeja od pracy w ognisku, ale wiosną 1996 r. powierzył mu nadzór nad szkołami katolickimi w Szczecinie. Potem ks. Andrzej kierował Liceum Katolickim w Szczecinie, przewodniczył Stowarzyszeniu Szkół Katolickich. Wychowawcy nie dali za wygraną. W 2003 r. ich zeznania i relacje ofiar spisał dominikanin Marcin Mogielski. Jego zwierzchnik o. Maciej Zięba przekazał je obecnemu arcybiskupowi szczecińsko-kamieńskiemu Zygmuntowi Kamińskiemu. Metropolita zajął się sprawą dopiero, gdy wychowawcy zasugerowali, że pójdą do prokuratury. Sąd biskupi przesłuchał tylko dwóch pokrzywdzonych. Ks. Andrzej został odsunięty od oświaty dopiero w 2007 r. Mówi nam, że naciskał na to senator Jarosław Gowin (dziś poseł PO).

Ks. Andrzej: - W życiu takich rzeczy nie robiłem. Chce odzyskać nadzór nad diecezjalnym szkolnictwem.

Czterej chłopcy, którzy go oskarżyli, są już dorośli. Ryszard próbuje ułożyć sobie życie: - Ale każde wspomnienie o ks. Andrzeju cofa mnie z tej drogi. Eryk wyjechał z Polski. Mówi, że połowa duszy mu umarła, a pustka po niej boli w rozdzierający sposób. Postępowanie przed sądem biskupim ma zakończyć się w połowie roku.

Ojciec Mogielski: Nikt nie chciał słuchać ofiar

- Szczęść Boże. Nazywam się Marcin Mogielski. Jestem dominikaninem. To ja w 2003 r. spisałem świadectwa wykorzystywania seksualnego wychowanków Ogniska św. Brata Alberta. Zrobiłem to, by przedstawić je abp. Kamińskiemu, metropolicie szczecińsko-kamieńskiemu. Nie miałem wątpliwości, że postępuję słusznie. Dlaczego? Odpowiem tak jak arcybiskupowi, który pytał, jakim prawem prowadzę śledztwo w jego diecezji: prawem miłości bliźniego i wierności Ewangelii. Od 1991 r. ognisko miało nieść pomoc młodzieży z rodzin patologicznych. Dla wielu młodych miało stać się namiastką domu. Obiecałem im, że doprowadzę sprawę do końca.

Ten, kto nigdy nie został zbrukany, może mieć tylko mętne pojęcie o takim dramacie. Ale ja zbrukany zostałem. Miałem 18 lat. Czułem wstyd i upokorzenie. Odrazę do samego siebie, do swojego ciała, tak jakbym to ja zrobił coś złego. Dlatego nie byłem w stanie włączyć się od początku w pomoc chłopcom z ogniska. Nie byłem gotów stanąć przed nimi i wysłuchać opowieści o koszmarach, których i ja doświadczyłem. Gdy wreszcie zacząłem działać w imieniu skrzywdzonych, szybko stałem się celem ataku. Użyto wiedzy, że byłem wykorzystany seksualnie.



Jestem duszpasterzem akademickim w Warszawie. Nie wiem, jak moje wyznanie przyjmą ludzie, którym niosę Słowo Boże. Wybaczcie. Musiałem to wszystko powiedzieć, bo w tak dramatycznych sytuacjach porządny człowiek nie może udawać, że nic się nie stało. I nie ma tu nic do rzeczy wiara, pozycja, zasługi dla Kościoła, dla społeczeństwa. Wystarczy ludzki odruch - pochyl się nad cierpieniem.

Wierzyłem, że abp Kamiński wszystko wyjaśni. Przed nim zadania nie podjął jego poprzednik - abp Przykucki i bp Stefanek. Nikt nie chciał słuchać ofiar, nikt nie próbował im pomóc. A ludziom, którzy dążyli do wyjaśnienia sprawy, powtarzano: nie działajcie na szkodę Kościoła - mówi Gazecie Wyborczej dominikanin Marcin Mogielski.

Reportaż o strasznej historii ze Szczecina w poniedziałek w Gazecie Wyborczej.

***

Jeżeli znacie inne historie zamiatane przez Kościół pod dywan, piszcie do nas: grzechwkosciele@gazeta.pl