wtorek, 30 października 2012

Kaczyński: Czy Tusk chce mnie zamordować, czy też ograniczy się do banicji?


30 października 2012, 16:42


Foto: Tomasz Gzell/PAP / PAP/Tomasz Gzell | Video: tvn24 Kaczyński po spotkaniu z Seremetem

- Całkowicie podtrzymujemy swoje zdanie (na temat przyczyn katastrofy smoleńskiej - red.) - powiedział Jarosław Kaczyński po spotkaniu z prokuratorem generalnym Andrzejem Seremetem. Odniósł się też do słów premiera, który powiedział, że z szefem PiS "nie można sobie ułożyć stosunków w jednym państwie". - Nie wiem, czy pan Tusk chce mnie zamordować, czy też ograniczy się do banicji? - pytał Kaczyński.

 

W tej chwili najważniejsze jest odniesienie się do tego, co powiedział Donald Tusk, że ze mną nie można ułożyć sobie stosunków w jednym państwie. Nie wiem, czy pan Tusk chce mnie zamordować, czy też ograniczyć do banicji?

Jarosław Kaczyński

Zdaniem prezesa PiS, słowa premiera, odnoszące się do jego osoby, "wykazują, jak bardzo się denerwuje, jak bardzo wie, że prawda i tak wyjdzie na jaw.

- Krótko mówiąc, jak bardzo przerażony jest Donald Tusk, jak bardzo wie, że ta prawda w końcu doprowadzi do tego, że to on znajdzie się w niesłychanie trudnej sytuacji - mówił Kaczyński.

Ocenił, że "sama sprawa smoleńska całkowicie wystarcza do tego, żeby ta władza odeszła". Poinformował, że PiS podtrzymuje swój zamiar złożenia wotum nieufności wobec rządu.

PiS chce informacji Seremeta w Sejmie

Tusk: wnioski Kaczyńskiego dewastują państwo polskie

Nie sposób ułożyć...
czytaj dalej »
Szef PiS powiedział, że jego rozmowa z Seremetem miała charakter prywatny. - Tam był także zastępca prokuratora generalnego i szef wojskowej prokuratury płk Ireneusz Szeląg - dodał.

Kaczyński nie chciał ujawniać szczegółów spotkania. Powiedział tylko, że "zostaną złożone pewne wnioski" przez jego pełnomocnika.

- Przedstawiłem przede wszystkim prok. Szelągowi, bardzo szczerze, co sądzę na temat jego działania w tej sprawie - powiedział.

Także przedstawiciel prokuratury nie chciał zdradzać szczegółów spotkania.

Kaczyński zapewnił, że podtrzymuje wniosek, by prokurator generalny stawił się na najbliższym posiedzeniu Sejmu z informacją na temat śledztwa smoleńskiego, przedstawioną w świetle nowych faktów.

Sprawa chor. Musia pod specjalnym nadzorem

Wyniki sekcji technika Jaka-40: "brak udziału osób trzecich"

Sekcja zwłok...
czytaj dalej »
Prezes PiS poinformował, że rozmowa w prokuraturze dotyczyła też śmierci chorążego Remigiusza Musia, technika pokładowego Jaka-40 w Smoleńsku. Kaczyński dowiedział się, że sprawa ta została przeniesiona do prokuratury okręgowej i jest pod nadzorem prokuratury apelacyjnej. - Czyli uczyniono to, co jest możliwe w obecnym stanie prawnym - skomentował szef PiS, przypominając, że prokurator generalny nie ma wpływu na prace prokuratury okręgowej.

- Będą tę sprawę wyjaśniać i prokurator generalny deklarował, że rozumie, iż ta sprawa może budzić daleko idące podejrzenia - dodał

Muś zeznał przed prokuraturą wojskową, że Rosjanie sprowadzali samoloty - Tu-154M i Jak-40 - do wysokości 50 metrów. W poniedziałek stołeczna prokuratura poinformowała, że sekcja zwłok technika pokładowego wykazała, że popełnił on samobójstwo. Według prokuratury, nie stwierdzono obrażeń, które wskazywałyby na udział osób trzecich. Zwłoki 42-letniego byłego podoficera znalazła żona w piwnicy w bloku w Piasecznie, w którym mieszkali.

Kaczyński: Mamy własne źródła informacji
Wideo: tvn24 Kaczyński: Mamy własne źródła informacji

"Mamy własne źródła informacji"

Pytany o przyznanie się "Rzeczpospolitej" do pomyłki (w kontekście informacji o trotylu na pokładzie Tu-154- red.), Kaczyński stwierdził, że to "dowodzi kondycji dzisiejszych mediów".

Wycofanie się przez redakcję gazety z definitywnych stwierdzeń o materiałach wybuchowych Kaczyński "przyjął ze smutkiem". - Ale jeszcze raz potwierdzam, to wszystko, co mówiliśmy my - dodał.

- "Rzeczpospolita" "Rzeczpospolitą", my mamy własne źródła informacji - zapewnił. - Oczywiście one nie mają charakteru bezpośredniego, muszą opierać się na opiniach innych, ale te były całkowicie jednoznaczne - wyjaśnił Kaczyński.

Dodał, że z całą pewnością na pokładzie prezydenckiego samolotu znajdowały się materiały wybuchowe. - Zostały stwierdzone przy pomocy urządzeń, które bardzo rzadko się mylą - powiedział.

Prezes PiS o tłumaczeniach prokuratury
Wideo: tvn24 Prezes PiS o tłumaczeniach prokuratury

"Wygląda to po prostu na wielkie oszustwo"

Wcześniej na specjalnej konferencji w Sejmie były premier mówił: - Zastanawialiśmy się jak władza będzie się broniła, znalazła się w sytuacji bardzo trudnej. Jest bardzo charakterystyczne, że najpierw prokurator Szeląg mówił, że nie było żadnego materiału wybuchowego i to wszystko nieprawda, a później zaczął wywód, że jednak coś tam było, że urządzenia nieprecyzyjne, że tak naprawdę to dopiero trzeba będzie zbadać próbki. Wygląda to po prostu na wielkie oszustwo i tak to traktujemy, bo mamy ku temu pewne dodatkowe podstawy - powiedział szef PiS.

Kaczyński dodał: - Zostało stwierdzone - i to prokuratorzy musieli przyznać - że w szczątkach samolotu wykryto elementy, z których składają się materiały wybuchowe. Jest to przesłanka bardzo potężna do tego, by twierdzić, że był zamach. My nasze twierdzenia całkowicie podtrzymujemy - podkreślił Kaczyński.

Specjalne zebranie

Jarosław Kaczyński powiedział też, że według jego wiedzy "grupa specjalistów zebrała się w kancelarii premiera, żeby opracować jakąś reakcję i wygląda na to, że jest to właśnie ta reakcja".

I dodał, że nadal domaga się dymisji rządu. - To, co powiedzieli panowie prokuratorzy, to taka typowa gra socjotechniczna. Widzimy, że ta władza jest gotowa bronić się na każdej zasadzie. Konsekwencje przyznania prawdy były by daleko idące i wykraczały by poza sferę polityczną - ocenił szef PiS.

Rząd do dymisji

Jeszcze przed konferencją prokuratury Jarosław Kaczyński mówił w Sejmie: - Żądamy dymisji rządu

Prokuratura dementuje: Nie stwierdzono trotylu na wraku, ostateczną odpowiedź dadzą badania laboratoryjne

- Biegli...
czytaj dalej »
Tuska. Nie może być tak, by rządzili ludzie, którzy w sprawie straszliwej zbrodni mataczyli przez przeszło 30 miesięcy - oświadczył Kaczyński, komentując doniesienia "Rzeczpospolitej". W kilka minut później prokuratorzy wojskowi zaprzeczyli doniesieniom "Rz".

- W żadnym kraju demokratycznym, pół- czy ćwierćdemokratycznym, w żadnym kraju, który nie jest taką brutalną dyktaturą i to dyktaturą w istocie zewnętrzną, taki rząd nie może trwać. Stracił wszelkie, najmniejsze nawet moralne podstawy do tego, by sprawować władzę, już nie mówiąc o tym, że w momencie, gdy on sprawuje władzę, dojście do prawdy, takiej prawdy procesowej, jest oczywiście radykalnie utrudnione - powiedział prezes PiS.

Kaczyński powiedział, że w obliczu informacji "Rz" powinno zostać w środę zwołane nadzwyczajne posiedzenie Sejmu, na którym Seremet przedstawi wszystkie informacje odnoszące się do publikacji "Rz" i innych okoliczności katastrofy.

Kaczyński: Żądamy dymisji rządu
Wideo: tvn24 Kaczyński: Żądamy dymisji rządu

Spotkanie z Seremetem

Tusk: nie sposób ułożyć sobie życie w jednym państwie z osobami jak Kaczyński

Prokuratura...
czytaj dalej »
Prezes PiS dodał, że jeszcze dziś o 15.30 spotyka się z Andrzejem Seremetem. To Kaczyński poprosił Prokuratora Generalnego o rozmowę.

- Nasze przeświadczenie, iż doszło do zbrodni, wynika nie tylko z tego ujawnionego dziś faktu (domniemanego znalezienia trotylu - red.). Najpierw było nieuzasadnione rozdzielenie wizyt, później było zdjęcie ochrony z prezydenta, później to co wiązało się z naprowadzaniem samolotu, katastrofa, akcja dezinformacyjna, która następowała tak szybko, że trudno sobie wyobrazić, że nie była przygotowana - wyjaśniał Kaczyński. Przypomniał, że minister Radosław Sikorski 10 kwietnia 2010 roku już po godzinie 9 "mówił, że to błąd pilotów". - Skąd to wiedział? - pytał.

Kaczyński: Nasze przeświadczenie, że doszło do zbrodni, nie wynika tylko z jednego faktu
Wideo: tvn24 Kaczyński: Nasze przeświadczenie, że doszło do zbrodni, nie wynika tylko z jednego faktu

"Lech Kaczyński był postacią nietuzinkową. To mogło powodować niechęć"

Według Kaczyńskiego, powinno powtórzyć się wszystkie badania ws. katastrofy. - Mamy opisane przeze mnie wydarzenia, mamy badania niezależnych naukowców, którzy wykluczają wersje wypadku. Ostatnio w te badania się zaangażowało wielu innych polskich naukowców. Ta ujawniona dzisiaj przesłanka jest ważna, ale nie jedyna, dlatego mówię o zabójstwie - mówił prezes PiS.

Biegli nie wiedzą, skąd pochodzą ślady znalezionych materiałów

Do dziś nie ma...
czytaj dalej »


Na pytanie o to, kto mógłby mieć interes w doprowadzeniu do śmierci 96 osób i prezydenta RP, odparł: - To pytanie muszą postawić sobie prokuratorzy.

- Lech Kaczyński był postacią nietuzinkową, różniącą się od tych, które dzisiaj rządzą Polską. To mogło powodować niechęć czy więcej niż niechęć - powiedział.

Jego zdaniem, nie ma sensu wznawiać prac komisji Miller, ponieważ całkowicie się ona skompromitowała.

Publikacja i konferencja

Dzisiejsza "Rzeczpospolita" napisała, że polscy pirotechnicy znaleźli ostatnio na wraku tupolewa w Smoleńsku ślady materiałów wybuchowych - trotylu i nitrogliceryny.

Prokuratura wojskowa zdementowała dzisiejsze doniesienia "Rzeczpospolitej" ws. znalezienia śladów trotylu na Tu-154M. Nie wykluczyła jednak całkowicie ich istnienia i zaleciła czekać na wyniki badań laboratoryjnych.

Lista śmierci świadków Smoleńska! Wszystkie zgony były...

29.10.2012, 22:45
aFp
Śp. Remigiusz Moś

Śmierć Remigiusza Musia, techniaka pokładowego Jaka-40, który lądował w Smoleńsku tuż przed katastrofą Tu-154m nie jest jedyną w ostatnim czasie. Okazuje się bowiem, że od dnia tragedii zginęło więcej naocznych świadków! Wszystkie zgony były wynikiem splotu tragicznych okoliczności. Żaden ze zmarłych nie odszedł śmiercią naturalną (tzn. śmierć nie była konsekwencją podeszłego wieku)





Chorąży Muś był jednym z najważniejszych świadków katastrofy Tupolewa z polską delegacją na pokładzie. To on bowiem na godzinę przed tragedią wylądował szczęśliwie w Smoleńsku przywożąc tam dziennikarzy, a na kilka minut przed katastrofą ostrzegał załogę Tu-154m o gęstej mgle. To Muś miał także zeznać, że kontroler z wieży rosyjskiego lotniska zezwolił załodze polskiego samolotu na lądowanie.

Prokuratura dość szybko orzekła, że chorąży popełnił samobójstwo i wstępnie wyklucza udział osób trzecich. Wedle informacji śledczych technik pokładowy Jaka-40 miał powiesić się na linie żeglarskiej. 

Co ciekawe nie jest to jedyna śmierć świadka wydarzeń z kwietnia 2010 roku. Poseł PiS Marcin Mastalerek pisze na portalu "wPolityce.pl" o czterech kolejnych podejrzanych zgonach. 

6 czerwca 2010 w wypadku samochodowym w trakcie oczekiwania na wyjazd do Smoleńska zginął profesor Marek Dulinicz, szef grupy archeologicznej - pisze poseł. 

2 czerwca 2010 roku w Moskwie na sepsę zmarł Krzysztof Knyż - operator, który pracował z Wiktorem Baterem. To Bater pierwszego dnia miał podać właściwą godzinę katastrofy. 

- Dariusza Szpinetę zawodowego pilota i instruktora pilotażu znaleziono martwego w łazience ośrodka wczasowego w Indiach. Szpineta podważał twierdzenia Rosjan co do statusu lotu, wskazując, że lot TU-154M był lotem wojskowym - informuje Mastalerek. 

Śmiercią związaną według posła z tragedią smoleńską jest również śmierć twórcy GROM generała Sławomira Petelickiego, który krytykował ustalenia komisji Millera, oraz samego Donalda Tuska za niezwrócenie się do NATO o pomoc przy badaniu katastrofy. 

Kolejnym zgonem, który wiąże się ze sprawą Smoleńska było samobójstwo Grzegorza Michniewicza, dyrektora generalnego Kancelarii Premiera. Znajomi Michniewicza zwracają uwagę na dziwne okoliczności samobójstwa i budzące wątpliwości działania prokuratury. Sprawa tej śmierci została poruszona w książce Leszka Misiaka i Grzegorza Wierzchołowskiego "Smoleńsk. Kulisy katastrofy". 

Polski duchowny luterański bp. Mieczysław Cieślar także zginął niedługo po katastrofie smoleńskiej, a jego śmierć wiązana jest bezpośrednio z tragedią. Biskup zmarł w wypadku samochodowym. Według prawicowych portali internetowych Cieślar tuż po rozbiciu samolotu miał odebrać wiadomość tekstową od ks. Adama Pilcha (zginął w Smoleńsku), że przeżyli katastrofę.

"Rzeczpospolita" oświadcza: Pomyliliśmy się pisząc o trotylu



Foto: rp.pl "Rz" składa wyjaśnienia w związku ze swoim artykułem

"Pomyliliśmy się pisząc dziś o trotylu i nitroglicerynie. To mogły być te składniki, ale nie musiały" - napisała w specjalnym oświadczeniu redakcja "Rzeczpospolitej" w odpowiedzi na konferencję wojskowej prokuratury. Oskarżyciele stwierdzili, że na wraku tupolewa nie znaleziono materiałów wybuchowych.

Wtorkowa "Rzeczpospolita" napisała, że prokuratorzy, którzy wraz z biegłymi pirotechnikami z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego oraz Centralnego Biura Śledczego, pojechali do Smoleńska, zbadali wrak samolotu Tu-154M i odkryli na nim ślady materiałów wybuchowych w tym trotylu.

Prokuratura wojskowa zdementowała te doniesienia. Nie wykluczyła jednak całkowicie ich istnienia i zaleciła czekać na wyniki badań laboratoryjnych.

"Rz": Na wraku Tu-154 znaleziono trotyl. Dziś stanowisko wojskowych prokuratorów

"To mogły być te składniki, ale nie musiały"

"Prokuratura wojskowa zapewnia, że nie wykryła na wraku rządowego Tupolewa w Smoleńsku śladów trotylu i nitrogliceryny. Nie może jednak wykluczyć obecności materiałów wybuchowych na pokładzie z uwagi na obecność wysokoenergetycznych zjonizowanych składników. Analogiczne do tych, które występują w materiałach wysokoenergetycznych, w tym materiałach wybuchowych - pisze na początku swojego oświadczenia "Rz".

Redakcja gazety następnie pisze wprost, że pomyliła się pisząc o trotylu i nitroglicerynie. "To mogły być te składniki, ale nie musiały. Aby ostatecznie przekonać się, czy to materiały wybuchowe, okazuje się, że potrzeba  aż pół roku badań laboratoryjnych. Dopiero wtedy, czyli ponad trzy lata po katastrofie, mamy dowiedzieć się, czy doszło do eksplozji, czy nie" - przekonuje.

"Rz" pyta

Ale dalej redakcja stawia szereg pytań: "Skoro to tylko cząstki zjonizowane, dlaczego od tygodnia prokuratura i rząd, choć o nich wiedzą, nie powiadomili opinii publicznej? Co w tej informacji było tak tajemniczego? Dlaczego wreszcie prokuratura nie dodała, że z Moskwy przywieziono jedynie odczyty a nie próbki tych materiałów. Czy badania będą polegały na  sprawdzaniu odczytów, czy znowu na czekaniu na wyniki badań prowadzonych w Moskwie?

"Rz" zastanawia się też, dlaczego prokuratura czekała z podaniem informacji "do 13.30, w pocie czoła wypracowując staranie swoje stanowisko". "Dlaczego dopiero teraz zbadano samolot nowoczesnym sprzętem pirotechnicznym, Rosjanie nie pozwalali, nie było ku temu woli politycznej? Dlaczego wcześniejsze  badania ekspertów uznano za nie wystarczające?

Prokuratura dementuje: Nie stwierdzono trotylu na wraku, ostateczną odpowiedź dadzą badania laboratoryjne

- Biegli...
czytaj dalej »
Na to pytanie prokurator również nie miał jednoznacznej odpowiedzi" - podkreśla.

"Bezsadane teorie o prawdopodobnym wybuchu"

Gazeta przypomina, że wiadomo jest, iż na wraku "odkryto coś, co może być śladem materiałów wybuchowych".

"To jest pewne. Niestety, nie dowiemy się szybko czy tak było. Co naszym zdaniem powinno być w obecnej sytuacji priorytetem zarówno komisji, prokuratury, jak i samego rządu" - dodaje.

Na koniec "Rz" po raz kolejny podkreśla, że "bezzasadne pozostają teorie o prawdopodobnym wybuchu na pokładzie, ale też w kontekście mnożących się teorii spiskowych, niezrozumiała jest zwłoka i chomikowanie tak ważnych informacji. Które bez naszej publikacji pewnie przez wiele jeszcze miesięcy nie zostałyby ujawnione".

"Rzeczpospolita" przyznaje: Pomyliliśmy się, pisząc dziś o trotylu i nitroglicerynie


mil
30.10.2012 , aktualizacja: 30.10.2012 19:00
A A A Drukuj
Oświadczenie na stronie rp.pl

Oświadczenie na stronie rp.pl (Fot. rp.pl)

- Faktycznie, może za szybko, przedwcześnie, nie mając tych informacji, napisaliśmy, że to mógł być trotyl albo nitrogliceryna. To mogły być one, ale nie musiały - powiedział w radiowej "Jedynce" Tomasz Wróblewski, redaktor naczelny "Rzeczpospolitej". Dziennik poinformował dzisiaj, że w prezydenckim samolocie, który rozbił się w Smoleńsku, znaleziono ślady materiałów wybuchowych.
- To chyba jest bardzo dobra wiadomość, że do tej pory nie stwierdzono obecności materiałów wybuchowych. Natomiast stwierdzono obecność wysokoenergetycznych zjonizowanych, jak się wyraził prokurator, składników. To sa analogiczne składniki do tych, które pojawiają się w tych materiałach wybuchowych. Faktycznie, może za szybko, przedwcześnie, nie mając tych informacji, napisaliśmy, że to mógł być trotyl albo nitrogliceryna. To mogły być one, ale nie musiały - przyznał w radiu Wróblewski.

Niespełna trzy godziny wcześniej, przed konferencją prokuratury, jego dziennikarz Cezary Gmyz, autor artykułu w dzisiejszej "Rz" o trotylu i nitroglicerynie znalezionych w prezydenckim samolocie, wielokrotnie zapewniał w mediach, że swoje informacje potwierdził w czterech różnych źródłach.

"Dlaczego prokuratura i rząd nie powiadomili opinii publicznej?"

Po konferencji prokuratury "Rz" zamieściła na swojej stronie oficjalne oświadczenie. Dominują w nim pytania i wątpliwości odnośnie działań śledczych i rządu:

"Skoro to tylko cząstki zjonizowane, dlaczego od tygodnia prokuratura i rząd, choć o nich wiedzą, nie powiadomili opinii publicznej? Co w tej informacji było tak tajemniczego? Dlaczego wreszcie prokuratura nie dodała, że z Moskwy przywieziono jedynie odczyty a nie próbki tych materiałów. Czy badania będą polegały na sprawdzaniu odczytów, czy znowu na czekaniu na wyniki badań prowadzonych w Moskwie? Dlaczego wreszcie prokuratura czekała z podaniem tych informacji do 13.30, w pocie czoła wypracowując staranie swoje stanowisko. Dlaczego dopiero teraz zbadano samolot nowoczesnym sprzętem pirotechnicznym, Rosjanie nie pozwalali, nie było ku temu woli politycznej? Dlaczego wcześniejsze badania ekspertów uznano za nie wystarczające? Na to pytanie prokurator również nie miał jednoznacznej odpowiedzi." - pyta redakcja dziennika.

"Pomyliliśmy się"

Gazeta zaznacza jednocześnie, że pomyliła się w swoich doniesieniach: "Pomyliliśmy się, pisząc dziś o trotylu i nitroglicerynie. To mogły być te składniki, ale nie musiały. Aby ostatecznie przekonać się, czy to materiały wybuchowe, okazuje się, że potrzeba aż pół roku badań laboratoryjnych." - czytamy na stronie rp.pl.

"(...)Wiemy natomiast, że na wraku odkryto coś, co może być śladem materiałów wybuchowych. To jest pewne. Niestety, nie dowiemy się szybko, czy tak było. Co naszym zdaniem powinno być w obecnej sytuacji priorytetem zarówno komisji, prokuratury, jak i samego rządu. Pisząc to jeszcze raz, podkreślamy, że bezzasadne pozostają teorie o prawdopodobnym wybuchu na pokładzie, ale też w kontekście mnożących się teorii spiskowych, niezrozumiała jest zwłoka i chomikowanie tak ważnych informacji. Które bez naszej publikacji pewnie przez wiele jeszcze miesięcy nie zostałyby ujawnione"...

"Rzeczpospolita": We wraku Tu-154M znaleziono ślady materiałów wybuchowych


prot, dpiw, PAP
30.10.2012 , aktualizacja: 30.10.2012 18:08
A A A Drukuj
Wrak Tu-154M w Smoleńsku

Wrak Tu-154M w Smoleńsku (Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta)

Polscy prokuratorzy i biegli, którzy badali wrak samolotu, odkryli na nim ślady materiałów wybuchowych, trotylu i nitrogliceryny - twierdzi "Rzeczpospolita". Ślady mogą pochodzić od niewybuchów z czasów II wojny światowej, których dużo znajduje się w rejonie katastrofy. Jeszcze we wtorek oficjalne stanowisko w tej sprawie przyjmie Naczelna Prokuratura Wojskowa.
"Polscy prokuratorzy mieli wątpliwości co do rosyjskiej ekspertyzy pirotechnicznej" - pisze "Rz". Dlatego razem z biegłymi pirotechnikami z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego pojechali do Smoleńska. Byli tam miesiąc, wrócili dwa tygodnie temu. Z informacji dziennika wynika, że ślady materiałów wybuchowych znaleziono na fotelach. Jak powiedział autor tekstu Cezary Gmyz, takie ślady znalazły się też na ciałach niektórych ofiar katastrofy.

- Jest to informacja sprawdzona bardzo, bardzo rzetelnie. W czterech niezależnych od siebie źródłach - mówi portalowi Gazeta.pl Cezary Gmyz. - Nie mogę podać źródła, bo to mogłoby zagrozić bezpieczeństwu moich informatorów - dodaje. Zdaniem Gmyza, ślady materiałów wybuchowych znaleziono jeszcze podczas sekcji zwłok "na pewno na zwłokach dwóch osób, Przemysława Gosiewskiego i Janusza Kurtyki". - Co do trzeciej osoby nie ma pewności - mówi Gmyz. Chodzi o ciało Zbigniewa Wassermanna.

Jak to możliwe, że dopiero teraz wychodzą na jaw te fakty? Tego nie wiadomo. Cały czas staramy się potwierdzić doniesienia dziennika, a także sprawdzić, czy to możliwe, że również na ciałach ofiar znaleziono ślady materiałów wybuchowych. Warto podkreślić, że informacje "Rz" o niczym nie przesądzają.

Według "Rzeczpospolitej" eksperci znaleźli substancje wybuchowe również na śródpłacie samolotu, w miejscu łączenia kadłuba ze skrzydłem. Prokurator generalny Andrzej Seremet miał potwierdzić gazecie, że otrzymał wyniki ekspertyzy, ale nie mówił nic o jej treści.

Prokurator płk Zbigniew Rzepa, rzecznik prokuratury wojskowej, powiedział w rozmowie z TOK FM, że nic nie wie, żeby jakiekolwiek ekspertyzy z ostatniej wizyty w Smoleńsku dotarły do prokuratorów prowadzących śledztwo.

Jarosław Kaczyński, na wspólnej konferencji prasowej z Antonim Macierewiczem, zażądał nadzwyczajnego posiedzenia Sejmu i informacji od prokuratora generalnego.

Kaczyński zaznaczył, że dotychczas wszystko wskazywało na to, że jedyną "kontrteorią" do oficjalnych ustaleń w sprawie przyczyn katastrofy smoleńskiej był wybuch. - I dzisiaj mamy ślady tego wybuchu - powiedział prezes PiS.

Komisja Millera: Na pokładzie były pironaboje

Eksperci biorą pod uwagę hipotezę, że to osad na ciałach i części samolotu może pochodzić z materiałów wybuchowych po niewybuchach z czasów II wojny światowej. Wtedy toczyły się w tamtym rejonie ciężkie walki.

Ponadto, jak informowała komisja Millera w swoim raporcie, na pokładzie samolotu znajdowały się pironaboje typu PP-3.

Jerzy Miller, przewodniczący komisji badającej przyczyny katastrofy, nie chce jednak komentować doniesień prasowych. Stwierdza, że nie zna dokumentów, na których bazuje "Rzeczpospolita".

Natomiast zdaniem prof. Marka Żylicza, byłego członka komisji Millera, komisja powinna wznowić swoją pracę. - Moje przekonanie jest takie, że powinna być wznowiona komisja albo powołana nowa komisja państwowa - mówi. Zaznacza, że badaniem katastrof lotniczych nie powinna zajmować się prokuratura.

W swoim raporcie komisja informowała o tym, że na pokładzie znajdowały się m.in. pironaboje typu PP-3.

BOR: Wszystko sprawdziliśmy. Żadnych substancji nie znaleźliśmy

Według Dariusza Aleksandrowicza, rzecznika BOR, prezydencki samolot został przed wylotem dokładnie sprawdzony i nie natrafiano na żadne substancje. - Samolot był bardzo dokładnie sprawdzony przez grupę funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu. Podczas sprawdzania użyto także psa. Nie zostały wykryte żadne niebezpieczne substancje - mówi Aleksandrowicz.

A jednak nie można wykluczyć materiałów wybuchowych

Redakcja "Rzeczpospolitej" 30-10-2012, ostatnia aktualizacja 30-10-2012 18:05

źródło: Rzeczpospolita

Rzecznik Prokuratury Generalnej Mateusz Martyniuk mówi "Rz", że próbki, które wskazali biegli, nadal są w Rosji

- Zostały one wytypowane przez polskich biegłych na podstawie wskazań urządzeń, które wykazały obecność cząstek wysokoenergetycznych, których źródła pochodzenia mogą być przeróżne - mówi Martyniuk. Dodaje, że "próbki te zostaną dopiero do Polski sprowadzone w ramach pomocy prawnej".

Prokuratura wojskowa zapewnia, że nie wykryła na wraku rządowego tupolewa w Smoleńsku śladów trotylu i nitrogliceryny.  Nie może jednak wykluczyć obecności materiałów wybuchowych na pokładzie z uwagi na obecność zjonizowanych  składników.  Analogicznych do tych, które występują w materiałach wysokoenergetycznych, w tym materiałach wybuchowych. Nie można jednoznacznie stwierdzić obecności trotylu i nitrogliceryny. To mogły być te składniki, ale nie musiały. Okazuje się, że aby ostatecznie przekonać się, czy obecne były tam materiały wybuchowe, potrzeba  aż pół roku badań laboratoryjnych. Dopiero wtedy, czyli ponad trzy lata po katastrofie, mamy dowiedzieć się, czy doszło do eksplozji, czy nie.

Dość emocjonalna konferencja prokuratorów wojskowych zostawia nas z szeregiem nowych pytań.

Skoro to tylko cząstki zjonizowane, dlaczego od tygodnia prokuratura i rząd, choć o nich wiedzą, nie powiadomili opinii publicznej? Co w tej informacji było tak tajemniczego? Dlaczego prokuratura nie dodała, że z Moskwy przywieziono jedynie odczyty, a nie próbki tych materiałów.

Czy badania będą polegały na  sprawdzaniu odczytów? Jeżeli tak, to dlaczego potrzeba na to aż pół roku? A może badania prowadzone będą  w Moskwie i stąd trudny do przewidzenia czas oczekiwania?   Dlaczego dopiero teraz zbadano samolot nowoczesnym sprzętem pirotechnicznym? Rosjanie nie pozwalali, nie było ku temu woli politycznej? Dlaczego wcześniejsze  badania ekspertów uznano za niewystarczające? Na to pytanie prokurator nie miał jednoznacznej odpowiedzi.

To, czego na pewno dowiedzieliśmy się z dzisiejszej konferencji to, że na wraku odkryto coś, co może być śladem materiałów wybuchowych. I to powinno być największym powodem do niepokoju. Szybkie rozwianie wątpliwości powinno być  priorytetem zarówno komisji i prokuratury, jak i samego rządu. Pisząc to jeszcze raz podkreślamy,  że bezzasadne pozostają teorie o prawdopodobnym wybuchu na pokładzie, ale też w kontekście mnożących się teorii spiskowych, niezrozumiała jest zwłoka i chomikowanie tak ważnych informacji przez prokuratorów.

Komentarz redaktora naczelnego "Rz" Tomasza Wróblewskiego

This browser does not support the iframe element.

Rzeczpospolita