sobota, 10 maja 2008

"Byli esbecy, którzy dobrze pracowali dla Polski" - Napieralski

Sekretarz generalny SLD Napieralski:

Napieralski: Lubię starocie, ale skansenu z Sojuszu nie zrobię

W Polsce należy doprowadzić do tego, by para homoseksualistów, bez żadnej ceremonii czy podpisywania aktów, miała takie same prawa jak para małżeńska – by mogli się wspólnie rozliczać z podatku, dziedziczyć po sobie, by nie mieli kłopotów ze sprawami majątkowymi. To się tym ludziom należy - mówi w rozmowie z DZIENNIKIEM Grzegorz Napieralski, sekretarz generalny SLD. Opowiada też Robertowi Mazurkowi o ambicjach politycznych, przyjaźni z Olejniczakiem, ważnej misji Kościoła i... szacunku wobec esbeków.

ROBERT MAZUREK: Wojciech Olejniczak SLD odchudził, ale na pańskiej diecie Sojusz umarłby z głodu.

GRZEGORZ NAPIERALSKI: Ja myślę inaczej. Jeśli wygram wybory na szefa partii, zaproponuję mu bliską współpracę i jestem przekonany, że jest ona możliwa. Nam nie wolno tracić ludzi na lewicy. Mój spór z Wojciechem Olejniczakiem nie jest kłótnią personalną, a polemiką programową.

To co was różni? W czym jest pan od niego lepszy?

Konsekwencja w działaniu - ja swoich poglądów na przykład na funkcjonowanie LiD nie musiałem zmieniać. Na ciężkie czasy lewicy potrzebny jest polityk twardy, waleczny, może nawet bezkompromisowy. Niezbędna jest czytelna walka o swoje przekonania.

Przyjaźni się pan z Olejniczakiem?

Skąd te wątpliwości? Na pewno można powiedzieć, że jesteśmy bardzo dobrymi kolegami.

Tak jak Brutus był bardzo dobrym kolegą Cezara?

Nie jestem specjalistą od starożytnego Rzymu.

Pytam, bo przez trzy lata, odkąd jest pan sekretarzem generalnym SLD, zajmuje się pan podkopywaniem pozycji przewodniczącego.

To bardzo błędna teza, krzywdząca także Wojciecha Olejniczaka.

Ale on tak myśli.

Przykro mi, że ktoś mu to wmówił, bo nie sądzę, by były to jego własne przemyślenia.

Sam by na to nie wpadł?

Bo tak się po prostu nie działo. A że były czasem między nami spory, że w niektórych rzeczach się nie zgadzaliśmy, mieliśmy inne poglądy, to chyba całkiem normalne. Czym innym są własne plany i ambicje, a czym innym działanie nieczyste, nie fair.

A jakie są pańskie ambicje?

Chciałbym być przewodniczącym SLD, bo zależy mi na dobru tej partii i mam na jej funkcjonowanie całkiem inny pogląd niż Wojciech Olejniczak i jego współpracownicy.

Jaki pan ma plan polityczny dla SLD. Co z Borowskim? Dogadacie się?

Nie wiem, czy jakiekolwiek rozmowy z Markiem Borowskim są jeszcze możliwe. Był w SLD i odszedł, był z nami w koalicji i odszedł, myślę więc, że trudno byłoby nam znaleźć cierpliwość do kolejnych rozmów, ale w SdPl są kapitalni ludzie i na pewno mogliby się znaleźć w szerokiej formule lewicy.

A co z Cimoszewiczem?

Powinien być orężem lewicy i powinien być przez nią wykorzystany.

Ale jemu bliżej do Celińskiego, Balickiego…

Myślę, że to im bliżej do niego i to oni chcą być koło niego, widząc w nim swą jedyną szansę na utrzymanie się na scenie politycznej i na miejsca w parlamencie. Nie ma tu nic ideowego, za tym stoi czysta kalkulacja.

To dlaczego Cimoszewicz daje się wykorzystywać? Dlaczego nie przyjdzie do was i nie powie: zróbcie mnie przewodniczącym, a wyprowadzę was z kryzysu?

Nie wiem, jak na taką propozycję zareagowałby SLD. Proszę pamiętać, że w Sojuszu jest z jednej strony ogromny szacunek do Cimoszewicza, a z drugiej strony nuta żalu za kampanię prezydencką. Ludzie wspominają to bez złośliwości, ale jest im przykro i odczuwają zawód.

Pan był wobec pomysłu LiD bardzo krytyczny.

I sceptyczny.

To dlaczego pan w nim tak długo trwał?

Uważałem, że błędem było zawężenie formuły LiD tylko do czterech partii. Trzeba było uwzględnić związki zawodowe, środowiska emeryckie, mniejszych partnerów niegdyś z nami współpracujących. Widać też było, że wielu działaczy i wyborców Partii Demokratycznej nie zrozumiało i nie poparło tego projektu. Ja proponowałem, by - jak we Włoszech - przyjąć formułę wielkiej unii łączącej wszystkich.

Problem SLD nie polega na tym, że porzucił inne środowiska lewicowe, bo ich nie ma, ale że nie znalazł sposobu na wyborców. Nie przekonaliście nie tylko elektoratu PO, ale nawet Samoobrony.

To prawda, zagłosowało na nas bardzo niewielu wyborców Samoobrony. Platforma wygrała na niechęci do PiS, bo udało jej się przekonać wyborców, że jest główną siłą opozycyjną. My nie potrafiliśmy pochwalić się naszymi osiągnięciami, a dawaliśmy się wpychać w tłumaczenie z tego, co było w przeszłości, nieustannie biliśmy się w piersi.

Gdy krytykowaliście PiS za upartyjnianie państwa, byliście średnio wiarygodni, ludzie nie chcieli was słuchać.

Ale było wiele rzeczy, które nam się udało i na ich temat też milczeliśmy. Poza tym nie potrafiliśmy walczyć o swoje pomysły, swoje idee. Naszym problemem było również to, że nie znaleźliśmy języka do komunikowania się z wyborcami. Niech pan zwróci uwagę na przekaz informacji w RMF czy "Zetce": w trzy minuty sześć newsów. Pojawiły się tabloidy i trzeba posługiwać się bardzo prostym i czytelnym komunikatem.

Pana komunikat był prosty: na pohybel czarnym, niech żyją czerwoni i PRL. Pan się z Olejniczakiem podzielił rolami?

Nie rozumiem?

Panowie są do siebie podobni, a grają różne postaci: Olejniczak otwarty, niekontrowersyjny, na procesję pójdzie - i pan: betonowy, towarzysza do piersi przytuli, klechę psem poszczuje. Taki teatr, który kiedyś robił Kwaśniewski z Millerem.

Bardzo ciekawy podział, ale takiego rozdania ról między nami nie było, naprawdę. Nie przybrałem żadnej maski i nie odgrywam pozorowanej roli.

Mam wrażenie, że pan, miłośnik staroci, chciałby zrobić z SLD skansen. Manifestowalibyście sobie ze szturmówkami i byłoby miło.

Rzeczywiście lubię starocie i zabytki, ale nie mam zamiaru robić z Sojuszu partii anachronicznej.

Pan jest w stanie wygrać w SLD, ale nie z SLD w wyborach.

Tego pan nie wie.

Stawiam taką tezę. Bo pański sentyment do PRL i ostry antyklerykalizm nie pociągną tłumów. To trafia do starych działaczy SLD, ale tylko do nich.

Proszę nie sprowadzać moich wypowiedzi tylko do tego, to straszne zawężenie. Od dwóch lat walczę w Sejmie o innowacje i informatyzację, o badania naukowe. Chcę powołania komisji sejmowej, rozmawiam z kolejnymi ministrami, ale prawicowe rządy to blokują. Poświęcam temu mnóstwo czasu, a pan pyta tylko o PRL i Kościół.

Bo poczytałem pańskie wypowiedzi. Pan albo atakuje PiS, rzadziej Platformę, albo Kościół, albo wreszcie dba, by powiedzieć coś miłego o PRL. I w efekcie macie 3 procent poparcia, nie 30.

Proszę mnie nie obwiniać o trzyprocentowe poparcie! A to, że opozycja jest krytyczna wobec rządzących czy konkurencyjnych partii, to chyba normalne, prawda? Jak rządziło PiS, to byłem wobec niego bardzo krytyczny…

Tracąc miarę.

Kiedy?

Rządy PiS to było państwo totalitarne.

A nie było? Jak czytam, że prezes partii rządzącej wzywa prokuratorów i czyta akta, to jak to nazwać?

Nadużycie, może przestępstwo, ale totalitaryzm?!

Jak spoglądałem na działania PiS, które po kolei wprowadzało instytucje i mechanizmy rodem z totalitaryzmu, to miałem prawo tak mówić.

Jakie to instytucje?

A jak się tworzy pozostające bez kontroli parlamentu Centralne Biuro Antykorupcyjne podległe rozkazom jednej tylko osoby, czyli premiera, to co to jest?!

A wie pan, kto powołuje komendanta głównego policji?

Minister spraw wewnętrznych.

A szefa CBA?

Premier.

Więc co za różnica? Obie te instytucje nie podlegają parlamentowi, tylko rządowi.

Na szczęście PiS rządziło tylko dwa lata i nie zdążyło wszystkiego zniszczyć.

Nie bronię PiS.

Mnie się wydaję, że pan jednak broni.

Ma pan rację: wydaje się panu.

(śmiech)

Bo nie bronię PiS, tylko proporcji. Niech pan ich krytykuje, ile wlezie, ale niech szanuje ofiary prawdziwego totalitaryzmu i unika takich słów, bo to nadużycie.

Jak pan zauważył, żyjemy w państwie demokratycznym, więc mogę mieć na ten temat inny pogląd niż pan, prawda? I mogłem uważać, że kiedy rządziło PiS, wszystko prowadziło w stronę totalitaryzmu.

Ktoś, kto ośmiela się tak ostro jak pan krytykować rząd, w totalitaryzmie ląduje w więzieniu, a nie w studiu TVN 24.

Skoro jest pan przy TVN, to przypominam, jak PiS bardzo ostro krytykowało tę stację i Polsat, a równocześnie pojawiły się teczki założycieli i dyrektorów tych stacji. I uważa pan, że to było w porządku, że to nie była próba nacisku? Ja jakoś łączyłem te fakty.

Tylko że od tego do totalitaryzmu daleka droga. Różnica między Polską za rządów PiS a dyktaturą jest taka, że pan spędzał wakacje nad Balatonem, a nie we Wronkach czy Rawiczu.

Zgoda, nie chciałbym się znaleźć ani we Wronkach, ani w Rawiczu, ale podtrzymuję swoje zdanie na temat rządów Prawa i Sprawiedliwości. Chyba mogę mówić, co myślę?

Może pan, nawet jeśli to sprzeczne z faktami. Zmieńmy temat. Prześcignął pan Joannę Senyszyn…

No nie, daleko mi do profesor Senyszyn! Bardzo się cieszę, że ktoś taki jest w SLD, ale ja się z nikim nie ścigam. Moje poglądy są proste: państwo powinno być od Kościoła oddzielone, ale nie powinno z nim walczyć.

I kto to mówi?!

Czemu się pan śmieje?

Cieszy mnie pańskie poczucie humoru z rana.

Ładna pogoda, świeci słońce…

Więc i pana się żarty trzymają.

Mam znakomity humor, ale w sprawie Kościoła wypowiadałem się serio. Wiara jest prywatną sprawą każdej osoby.

Pan, politolog z wykształcenia, musi wiedzieć, że to kalka języka komunistycznej propagandy.

Nie wiem, w jakiej książce i kto tak pisał, ale mówię to, co myślę. Wierzący powinni mieć prawo chodzenia do kościoła, posyłania dzieci na religię, ale niech to będzie poza polityką, poza szkołą, poza urzędami.

Za Platformy w urzędach już uczą religii?

Nie, wiszą tam krzyże, tak samo jak w Sejmie, a religia ma być na maturze.

Historia tańca już jest. Mamy więc dyktaturę Isadory Duncan?

Państwo powinno chronić wszystkich, także prawosławnych, protestantów, ludzi innych wyznań i niewierzących. Po to jest kościół, miejsce kultu, by tam nauczać religii, a państwo nie może obrażać niczyich uczuć.

W jaki sposób państwo, zezwalając na nauczanie religii w szkołach, bo to nie jest obowiązkowe, obraża uczucia niewierzących?

Pan źle stawia pytanie. Ja po prostu twierdzę, że państwo powinno być neutralne światopoglądowo. Czemu tylko jedna z religii ma być uprzywilejowana?

Prawosławni też mają religię w szkołach.

Ale to znikomy procent.

Bo ich jest po prostu mniej, ale nikt im tego nie zabrania. Mówi pan, że obecność symboli religijnych w urzędach czy religia w szkołach obrażają niewierzących. Pytam więc: jak?

Państwo ma być świeckie, szkoła ma dostarczać wiedzę, a od jej roli wychowawczej są godziny wychowawcze.

Dobrze, postawię pytanie inaczej: 90 procent rodziców posyła dzieci na religię. Dlaczego chce im pan tego zabronić?

Nie zna pan ludzi, którzy posyłając dziecko na religię woleliby jednak, by lekcje te odbywały się w salkach katechetycznych, bo tam jest całkowicie inna atmosfera?

Ach, więc pan z troski o Kościół chce usunąć religię ze szkół?

Z troski o dzieci, o ich rodziców, nie tylko o Kościół.

Czemu się pan tak troszczy?

Ja się nie troszczę, ale wspomni pan moje słowa, że za jakiś czas wielu młodych ludzi, przez takie właśnie lekcje religii, będzie odchodziło od Kościoła.

Powinniście więc się cieszyć i kibicować, by religia była codziennie. Wtedy wcześniej do was ci młodzi przylecą.

Ale ja wcale nie chcę prowadzić z nikim wojen ani na siłę odbierać Kościołowi wiernych. Nie neguję roli Kościoła w naszej historii i jego pozycji. Chcę tylko jasnego oddzielenia spraw państwa od religii. I mówię prosto: nie walce z Kościołem, nie obrażaniu kogokolwiek.

Znowu się panu żart udał.

Nie chcę z nikim walczyć, ale mówię tylko, że jest za dużo Kościoła w polityce. Najlepszy przykład o. Rydzyk, który uprawia politykę i wpływa na to, co się dzieje państwie.

Wpływa instytucjonalnie?

No właśnie nie.

W takim razie tak samo szkodliwy jest Sławomir Sierakowski, bo nie będąc posłem, wpływa na polityków SLD.

On jest publicystą, ma do tego prawo.

Oczywiście. Tak samo jak ja czy o. Rydzyk. Z o. Rydzykiem problem może mieć Kościół, a nie państwo.

A ma państwo.

Jeśli polityk słucha o. Rydzyka, to jego problem. Rozliczą go wyborcy.

LPR już rozliczyli. Niech ludzie głosują na kogo chcą, ale Kościół powinien kierować się Dekalogiem, a nie uprawiać politykę.

Znów się pan troszczy o Kościół. Nie pański cyrk, nie pańskie małpy.

(śmiech) Ale pan naprawdę broni o. Rydzyka?

Tak.

No to gratuluję panu.

Bronię o. Rydzyka przed zarzutem, że szkodzi państwu. On szkodzi Kościołowi, ale to już spór wewnątrzkościelny.

Powtarzam, że ojca Rydzyka jest za dużo w polityce i w państwie. On ma prawo wypowiadać się o polityce, ale zarówno on, jak i hierarchowie Kościoła nie tylko wypowiadają się na tematy polityczne, ale i uzurpują sobie prawo wpływania na podejmowanie decyzji.

Tak samo jak publicyści, lobbyści i wszelkie grupy nacisku.

Ale Kościół powinien zajmować się czymś innym. On ma uczyć ludzi wiary, uczyć ich, co jest grzechem, a co nie jest, mówić co jest dobre, a co nie, a nie udzielać rad politykom.

Myśl eklezjalna Grzegorza Napieralskiego powinna zostać włączona do programu seminariów duchownych.

Dziękuję za uznanie. Jak widać, zostaniemy przy swoich poglądach.

Zostawmy Kościół. Pan często odwołuje się do sentymentów peerelowskich.

Po prostu chcę być uczciwy wobec historii, bo każdy okres ma swoje zalety i cienie.

O zaletach PRL mówi pan wciąż. Widzi pan jakieś jego cienie?

Dostrzegam, ale wolałbym dostrzec również to dobro, które się wtedy wydarzyło. O cieniach mówią na okrągło wszyscy, a tu znalazł się ktoś, kto ośmielił się powiedzieć, że w PRL nie wszystko było złe, że lata 1945 - 1989 to nie tylko pasmo nieszczęść, że działo się dużo wspaniałych rzeczy.

A że przy okazji mordowali ludzi, to drobiazg.

Zło i zbrodniarzy trzeba ścigać, powinny się tym zajmować prokuratury, sądy. I winni niech znajdą się za kratkami, ale nie oceniajmy wszystkich zbiorowo, zabierając emerytury czy renty.

Oficerowie SB i UB powinni mieć przywileje emerytalne?

Byli przecież tacy, którzy dobrze pracowali dla Polski. Podszedł kiedyś do mnie na spotkaniu z wyborcami jeden z oficerów SB, który całe życie zajmował się rozbijaniem szajek przemytniczych. Czy mam go za to karać, bo był w SB?

Niech dostanie uczciwą emeryturę. I tak będzie niezła. Nie widzę powodu, by go jeszcze nagradzać dodatkami.

Bo rozbijał szajki przemytników?

To jego wersja. Jakoś umiarkowanie ufam opowieściom esbeków.

A ja uważam, że przywileje powinni mieć ludzie, którzy dobrze pracowali dla Polski. I sądzę, że każdy przypadek należy oceniać indywidualnie, a nie odbierać je dzisiaj wszystkim.

To się spodoba eseldowskiemu betonowi, ale tym programem nie zwojuje pan świata.

No dobrze, mój dziadek odbudowywał wodociągi w Szczecinie. Mam go potępiać? Nawet w tej rzekomo strasznej partii jak PZPR byli porządni, uczciwi ludzie.

Jak pański ojciec, etatowy pracownik aparatu PZPR?

To nie był żaden wysoki szczebel, pracował w Komitecie Wojewódzkim w Szczecinie.

Pytał pan go o to, co robił?

Nie pytałem i nie pytam.

Ja z moim ojcem często rozmawiam o jego pracy.

A ja z moim rozmawiam o wielu sprawach, ale o tym nie. Nie ciekawi mnie, jakie stanowiska piastował. Wiem, że to bardzo uczciwy, prawy człowiek i jest moim znakomitym doradcą.

W czym panu doradza?

W sprawach życiowych.

Ojciec ukształtował pana politycznie?

Wybory polityczne kroczą zupełnie innymi ścieżkami, kształtowały mnie inne wydarzenia. Pamiętam, jak zaczęły się przemiany ustrojowe, mama traciła pracę w Polmozbycie, inni ludzie też, w domu się nie przelewało, a politycy spierali się, czy orzeł powinien mieć koronę, czy nie.

Hm, spory o orła to koniec 1989 roku, a wtedy jeszcze nie było planu Balcerowicza i nikt nie bankrutował.

Niemożliwe, ja to zapamiętałem z lat 90., chodziłem wtedy do technikum.

Konstytucję i godło zmieniano w grudniu 1989 roku.

No nie wiem, w każdym razie politycy spierali się o rzeczy drugo- i trzeciorzędne.

Pan jest człowiekiem wierzącym?

Tak. Miałem ślub kościelny, sam jestem ochrzczony i ochrzciłem dzieci, ale to sprawy prywatne.

Więc ich nie ciągnijmy. Mimo to uważa pan, że Polsce potrzebny jest - jak to określa Sierakowski - "skok zapaterowski"?

Tak, ale przypominam, że początek sukcesów Zapatero wziął się od obietnicy porozumień z wielkimi grupami pracowników. Zaczęło się od jego polityki społecznej, oferty socjalnej.

Hiszpania wprowadziła małżeństwa homoseksualne.

W Polsce należy doprowadzić do tego, by taka para, bez żadnej ceremonii czy podpisywania aktów, miała takie same prawa jak para małżeńska - by mogli się wspólnie rozliczać z podatku, dziedziczyć po sobie, by nie mieli kłopotów ze sprawami majątkowymi. To się tym ludziom należy.

A adopcja dzieci?

Nie. Nie jestem zwolennikiem pomysłu, by takie pary miały prawo do adopcji.

31 maja będą to poglądy nowego przewodniczącego SLD?

Nie wiem, ale jestem przekonany, że wygram.


Grzegorz Napieralski, sekretarz generalny Sojuszu Lewicy Demokratycznej

Kopalnie zapłacą za wyrobiska

Jastrzębska Spółka Węglowa zapłaciła 5 mln zł podatku od nieruchomości od wyrobisk górniczych. Kolejne kopalnie i spółki mogą zapłacić nawet 400 mln zł podatku. Ostateczną interpretacją przepisów zajmie się Trybunał Konstytucyjny.

Opodatkowanie wyrobisk górniczych

ANALIZA

Nawet 400 mln zł podatku od nieruchomości za wyrobiska górnicze będą musiały zapłacić spółki węglowe i kopalnie, jeśli Trybunał Konstytucyjny uzna, że opodatkowanie wyrobisk jest zgodne z ustawą zasadniczą. Ostatnio prawie 5 mln zł podatku od wyrobisk musiała zapłacić Jastrzębska Spółka Węglowa (JSW), która w styczniu przejęła kopalnię Budryk.

Spór interpretacyjny

Spór o opodatkowanie wyrobisk górniczych toczy się od lat, jednak ostatnio Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Katowicach wydało orzeczenie, w którym podtrzymało decyzję wójta gminy Ornontowice nakazującą zapłatę podatku za 2003 rok. Orzeczenie było podstawą do wyegzekwowania przez wójta podatku za ten okres.

Istota sporu sprowadza się do rozstrzygnięcia, czy wyrobiska górnicze podlegają opodatkowaniu podatkiem od nieruchomości na podstawie art. 2 ust. 1 ustawy z 12 stycznia 1991 r. o podatkach i opłatach lokalnych (t.j. Dz.U. z 2006 r. nr 121, poz. 844 z późn. zm.). Zgodnie z tym przepisem opodatkowane podatkiem od nieruchomości są grunty, budynki lub ich części oraz budowle lub ich części związane z prowadzeniem działalności gospodarczej.

Zbigniew Błaszczyk, doradca podatkowy GRNB-Partner, wyjaśnia, że pojęcie obiektu budowlanego w ustawie obowiązującej od 1 stycznia 2003 r. (wtedy nastąpiła nowelizacja) zdaje się mieć znacznie szerszy zakres niż przed nowelizacją. Przed zmianą ustawa mówiła o obiekcie budowlanym niezłączonym trwale z gruntem, co ma znaczenie dla korzystania z orzeczenia Sądu Najwyższego (uchwała składu 7 sędziów z 12 marca 2002 r., sygn. akt III ZP 34/2001).

Sąd uznał, że wyrobiska nie podlegają opodatkowaniu. W wyniku tej uchwały gminy musiały zwrócić kopalniom podatek (zwracają go do dziś). Znowelizowana ustawa, która weszła w życie 1 stycznia 2003 r. wprowadziła jednak legalną definicję budowli. Gminy zaczęły więc na podstawie znowelizowanej ustawy wydawać decyzje nakazujące zapłatę podatku od nieruchomości od wyrobisk górniczych. KGHM Polska Miedź nie zgodziła się jednak z taką interpretacją, a sprawa trafiła do Naczelne-go Sądu Administracyjnego. W wyroku (sygn. akt II FSK 656/05) NSA uznał, że budowle znajdujące się w wyrobisku górniczym są opodatkowane podatkiem od nieruchomości. Spółka złożyła jednak skargę konstytucyjną do Trybunału Konstytucyjnego.

Wydanie przez TK orzeczenia korzystnego dla podatników może spowodować, że gminy znów musiałyby zwracać podatek właścicielom wyrobisk górniczych. Orzeczenie korzystne dla gmin będzie oznaczać, że spółki węglowe będą musiały zapłacić podatek.

Należności podatkowe

W sprawie kopalni Budryk organem właściwym do wydania decyzji podatkowych jest wójt gminy Ornontowice. Wydał on decyzje nakazujące zapłacić kopalni podatek od nieruchomości od wyrobisk kolejno od 2003 do 2007 roku. Podatnik odwołał się do samorządowego kolegium odwo- ławczego (SKO), ale kolegium podtrzymało decyzje organu I instancji za rok 2003. Toczą się jednak postępowania w sprawach opodatkowania za kolejne lata.

Jak wyjaśniła GP Katarzyna Jabłońska-Bajer, rzecznik prasowy Jastrzębskiej Spółki Węglowej, 4 stycznia nastąpiło połączenie spółki i kopalni Budryk.

- W ten sposób JSW stała się spadkobiercą postępowania podatkowego kopalni za lata 2003-2007. Po orzeczeniu SKO dotyczącym podatku za 2003 rok burmistrz gminy zagroził spółce powołaniem komornika, dlatego JSW musiała zapłacić podatek w wysokości prawie 5 mln zł oraz 3 mln zł odsetek - stwierdza Katarzyna Jabłońska-Bajer.

Dodaje, że spółka płaci wszystkie podatki oraz opłatę eksploatacyjną, a w ciągu trzech ostatnich lat uiściła na rzecz gmin 391 mln zł różnych podatków.

- Jeśli ostatecznie okaże się, że spółki węglowe będą musiały zapłacić podatek od nieruchomości, to może to zagrozić funkcjonowaniu branży górniczej w Polsce - ostrzega rzecznik JSW.

Wójt gminy Ornontowice w oświadczeniu opublikowanym na stronie internetowej gminy wyjaśnia natomiast, że podjął decyzję o pobraniu należności od JSW po korzystnym dla gminy orzeczeniu SKO. Wójt podkreślił ponadto, że JSW wypracowała w ciągu dwóch miesięcy 70 mln zł zysku, a gmina oddała w tym roku spółce 5,3 mln zł nienależycie pobranego podatku za lata sprzed 2000 roku, a w kolejnych latach odda kolejne 6 mln zł. Budżet gminy wynosi natomiast 16 mln zł.

Różne opinie

Eksperci nie są zgodni w sprawie opodatkowania wyrobisk. Zdaniem Zbigniewa Błaszczyka analiza przepisów prowadzi do wniosku, że wyrobisko górnicze mieści się w dyspozycji art. 2 ust. 1 ustawy o podatkach i opłatach lokalnych, co skutkuje wymagalnością podatku od nieruchomości.

Kolejnym argumentem za opodatkowaniem jest to, że wyrobisko górnicze, nie będąc obiektem budowlanym zakładu górniczego (art. 58 prawa geologicznego i górniczego), nie zatraca statusu budowli (lub ich części) związanej z prowadzeniem działalności gospodarczej, co jednoznacznie kwalifikuje je do opodatkowania podatkiem od nieruchomości.

Z kolei Andrzej T. Prelicz, doradca podatkowy w Kancelarii Prawno-Rachunkowej Andrzej T. Prelicz, Jolanta Szymańska, twierdzi, że przedmiotem opodatkowania podatkiem od nieruchomości nie może być wyrobisko górnicze, zdefiniowane w art. 6 pkt 10 prawa geologicznego i górniczego.

- Wyrobisko górnicze nie jest budowlą - stwierdza Andrzej T. Prelicz.

Jego zdaniem trzeba mieć na uwadze, że prawo geologiczne należy stosować przed definicjami prawa budowlanego. Obiektami budowlanymi zakładu górniczego są obiekty budowlane zlokalizowane w całości na powierzchni ziemi, służące do bezpośredniego wydobywania kopaliny ze złoża.

- Tym samym, skoro obiekty zakładu górniczego to obiekty zlokalizowane w całości nad powierzchnią ziemi, to zarówno samo wyrobisko, jak i umiejscowione w nim obiekty i urządzenia nie są budowlami i nie mogą podlegać opodatkowaniu podatkiem od nieruchomości - podsumowuje nasz rozmówca.

Źródło: GP

Artykuł z dnia: 2008-05-07

Kto i na jakich zasadach będzie mógł skorzystać z abolicji podatkowej

Abolicją podatkową zostaną objęci podatnicy pracujący za granicą w latach 2002-2007. Oni będą mogli starać się o umorzenie długu lub zwrot podatku. Polacy pracujący poza krajem od 1 stycznia 2008 r. otrzymają specjalną ulgę podatkową.

ANALIZA

Jest już gotowy projekt ustawy o szczególnych rozwiązaniach dla podatników uzyskujących przychody poza terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. To ustawa, która ma wprowadzić tzw. abolicję podatkową dla Polaków pracujących za granicą, którzy w Polsce podlegają nieograniczonemu obowiązkowi podatkowemu (w Polsce muszą rozliczać wszystkie uzyskane przez siebie dochody).

Obejmie ona jednak tylko te osoby, które pracowały w krajach, z którymi umowy podatkowe zawierane przez Polskę przewidują metodę unikania podwójnego opodatkowania - tzw. proporcjonalne odliczenie. Zatem wśród państw Unii Europejskiej abolicja będzie dotyczyć pięciu państw: Austrii, Belgii, Danii, Holandii i Finlandii. Szóstym krajem będzie Wielka Brytania, ale tylko przy rozliczaniu dochodów za lata 2002-2006. Od 1 stycznia 2007 r. obowiązuje bowiem nowa umowa między Polską a Wielką Brytanią, która jako metodę rozliczeń przewiduje już tzw. metodę wyłączenia z progresją. Wcześniej było to proporcjonalne odliczenie.

Potrzebny wniosek

Z abolicji podatkowej będą mogli korzystać zarówno podatnicy, którzy ukryli zagraniczne zarobki przed polskim fiskusem, jak i ci, którzy rozliczyli je w kraju.

W pierwszym przypadku abolicja przyjmie formę umorzenia zaległości podatkowej wraz z odsetkami. W drugim, będzie to zwrot części zapłaconego podatku.

Każdy, kto z abolicji będzie chciał skorzystać, będzie musiał złożyć w urzędzie skarbowym specjalny wniosek. Projekt rozporządzenia w tym zakresie przewiduje, że będzie to PIT-AZ. Jednak złożenie wypełnionego druku PIT-AZ nie wystarczy. Podatnik będzie zobowiązany dołączyć do wniosku:

• kopie dokumentów potwierdzających uzyskanie przychodów z pracy i zapłatę podatku za granicą,

• zeznanie podatkowe za rok podatkowy, którego dotyczy wniosek - w przypadku gdy wniosek będzie dotyczyć umorzenia zaległości.

Trzeba podkreślić, że, gdy abolicyjna wejdzie w życie, ze złożeniem wniosku o przyznanie abolicji trzeba będzie się pospieszyć. Projekt przewiduje, że wniosek trzeba będzie złożyć w terminie:

• miesiąca od dnia wejścia w życie ustawy - w przypadku, gdy wniosek dotyczy roku 2002,

• sześciu miesięcy od dnia wejścia w życie ustawy - w innych przypadkach.

Ważne jest także, że podatnicy będą zobowiązani do przechowywania i udostępniania na wezwanie organu podatkowego dokumentów potwierdzających uzyskanie przychodów z pracy i zapłatę podatku za granicą do czasu upływu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego za rok podatkowy, którego dotyczyć będzie wniosek. Zobowiązanie podatkowe przedawnia się z upływem pięciu lat licząc od końca roku podatkowego, w którym upłyną termin płatności podatku.

Co będzie objęte abolicją

Podatnicy pracujący za granicą, którzy rozważają możliwość skorzystania z abolicji, powinni wiedzieć, że umarzana będzie tylko część powstałego wobec fiskusa długu i zwracana tylko część zapłaconego podatku.

Po otrzymaniu wniosku o przyznanie abolicji urząd skarbowy będzie umarzał zaległość podatkową w podatku dochodowym od osób fizycznych, powstałą za dany rok podatkowy, którego dotyczy wniosek w okresie od 2002 do 2007 roku. Będzie ona wyliczona jako różnica między podatkiem należnym wynikającym z zeznania podatkowego a kwotą odpowiadającą podatkowi obliczonemu za ten rok podatkowy przy zastosowaniu do przychodów z pracy metody wyłączenia z progresją. Warto dodać, że umorzenie zaległości powoduje również umorzenie odsetek za zwłokę w takiej części, w jakiej została umorzona zaległość.

Urząd będzie też mógł zwracać kwotę stanowiącą różnicę między podatkiem należnym wynikającym z zeznania podatkowego a kwotą odpowiadającą podatkowi obliczonemu za dany rok podatkowy, którego dotyczy wniosek w okresie od 2002 do 2007 roku, przy zastosowaniu do przychodów z pracy metody wyłączenia z progresją - w przypadku dokonania wpłaty podatku dochodowego należnego za ten rok podatkowy wynikającego ze złożonego zeznania podatkowego. Zwrot obejmie również wpłacone odsetki za zwłokę, w części odpowiadającej kwocie zwrotu.

Jak zachowa się fiskus

Przyznanie abolicji podatkowej organ podatkowy potwierdzi w specjalnej decyzji podatkowej. W sprawie umorzenia zaległości oraz zwrotu urząd skarbowy wyda bez zbędnej zwłoki, nie później niż w terminie sześciu miesięcy od dnia złożenia wniosku, decyzję, w której określi wysokość umorzonej kwoty zaległości lub kwoty zwrotu.

W przypadku wniosku o abolicję dotyczącego 2002 roku decyzja będzie wydawana do 30 listopada 2008 r.

Podatnicy, którzy będą starać się o zwrot części podatku, będą mogli ją otrzymać w jednej z następujących form:

• w kasie urzędu skarbowego,

• za pośrednictwem poczty (kwota zwrotu wypłacana za pośrednictwem poczty będzie pomniejszana o koszty jej przesłania),

• za pośrednictwem banku lub spółdzielczej kasy oszczędnościowo-kredytowej.

Na wypłatę fiskus będzie miał miesiąc od dnia doręczenia decyzji określającej wysokość tej kwoty. Kwota zwrotu nie będzie podlegała oprocentowaniu. Wyjątkiem będą sytuacje, gdy decyzja określająca wysokość kwoty zwrotu nie zostanie wydana w terminie, lub opóźni się sama wypłata. Wtedy oprocentowanie będzie podatnikowi przysługiwało (w sytuacji gdy do opóźnień nie przyczynił się sam podatnik).

Ulga dla pracujących w 2008 roku

Z abolicji podatkowej nie będą korzystać podatnicy, którzy zarabiają za granicą od 1 stycznia 2008 r. Dla nich Ministerstwo Finansów przygotowało specjalną ulgę, która zostanie wprowadzona do ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych i ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne. Zgodnie z nią podatnicy, którzy zarabiają za granicą, będą mogli odliczać od podatku kwotę stanowiącą różnicę między podatkiem obliczonym zgodnie z metodę proporcjonalnego odliczenia a kwotą podatku odliczonego od uzyskanych dochodów przy zastosowaniu metody wyłączenia z progresją. Zobrazujmy tę ulgę na prostym przykładzie. Jeśli z rozliczenia zarobków zagranicznych w Polsce metodą proporcjonalnego odliczenia podatnikowi wyjdzie 300 zł do dopłaty, a stosując metodę wyłączenia z progresją do tego samego dochodu wyjdzie 100 zł do dopłaty, będzie on mógł odliczyć od podatku 200 zł.

Dodatkowo w obu wymienionych ustawach podatkowych znajdą się przepisy stwierdzające, że z podatku dochodowego będą zwolnione kwoty umorzone lub zwrócone w ramach abolicji podatkowej za lata 2002-2007.

Odpuszczenie kary

W przypadku gdy w sprawie określenia wysokości zobowiązania podatkowego za rok podatkowy, którego dotyczy wniosek o przyznanie abolicji, toczy się postępowanie podatkowe, postępowanie w sprawie umorzenia zaległości lub zwrotu zawiesza się do dnia uprawomocnienia się decyzji kończącej postępowanie w sprawie określenia wysokości zobowiązania podatkowego.

Trzeba jeszcze dodać, że nie będzie podlegać karze za przestępstwa skarbowe lub wykroczenia skarbowe - w zakresie związanym z zobowiązaniem podatkowym za rok podatkowy, którego dotyczy wniosek o umorzenie - podatnik, któremu urząd skarbowy umorzył zaległość podatkową na zasadzie przyznania abolicji. W przypadku gdy umorzenie zaległości będzie dotyczyć tylko części długu, zasadę niekarania będzie stosować się pod warunkiem zapłaty pozostałej części zaległości podatkowej wraz z odsetkami za zwłokę.

Wszczęte postępowanie egzekucyjne oraz postępowanie karne skarbowe dotyczące zobowiązania podatkowego za rok podatkowy, którego dotyczy wniosek o przyznanie abolicji, będzie się zawieszać do dnia wydania decyzji w sprawie umorzenia lub zwrotu.

Ważne!

Abolicja podatkowa nie będzie dotyczyła przychodów uzyskiwanych w krajach i terytoriach uznawanych za raje podatkowe

ILU POLAKÓW PRZEBYWA ZA GRANICĄ

GUS szacuje, że pod koniec 2006 roku na czasowej emigracji poza Polską przebywało 1,95 mln Polaków. Zdecydowana większość (1,55 mln) w krajach UE. Ich liczba niemal podwoiła się w okresie naszego członkowstwa w UE. W 2005 roku było ich tam 1,17 mln, a w końcu 2004 roku 0,75 mln. Szacunek ten uwzględnia jednak także tych, którzy od dłuższego czasu przebywali za granicą. Zalicza się więc do nich osoby, które wcześniej mieszkały w krajach UE, a jedynie zalegalizowały swój pobyt po przystąpieniu do niej Polski.

SŁOWNIK

Nieograniczony obowiązek podatkowy - osoby fizyczne, jeżeli mają miejsce zamieszkania na terytorium Polski, podlegają obowiązkowi podatkowemu od całości swoich dochodów bez względu na miejsce położenia źródeł przychodów.

Ograniczony obowiązek podatkowy - osoby fizyczne, jeżeli nie mają na terytorium Polski miejsca zamieszkania, podlegają obowiązkowi podatkowemu tylko od dochodów z pracy wykonywanej na terytorium Polski na podstawie stosunku służbowego lub stosunku pracy, bez względu na miejsce wypłaty wynagrodzenia, oraz od innych dochodów osiąganych na terytorium RP.

Metoda wyłączenia z progresją - dochód z tytułu pracy wykonywanej za granicą i tam opodatkowany - zgodnie z miejscowym prawem podatkowym - będzie już zwolniony od opodatkowania w Polsce, z jednoczesnym uwzględnieniem go dla potrzeb ustalenia tzw. stopy podatkowej, która zostanie zastosowana do opodatkowania pozostałej części dochodu danej osoby, uzyskanego już w Polsce.

Metoda proporcjonalnego odliczenia - zagraniczny podatek uiszczony już za granicą zostanie zaliczony na poczet podatku polskiego, obliczonego od całości dochodów - w takiej proporcji, w jakiej zagraniczny dochód pozostaje w stosunku do całości dochodu danego podatnika.

Źródło: GP

Artykuł z dnia: 2008-04-11, ostania aktualizacja: 2008-04-11 17:14

Ile maksymalnie można pracować w godzinach nadliczbowych

Kodeks pracy wprowadzając ograniczenia liczby godzin pracy w godzinach nadliczbowych w wymiarze dobowym, tygodniowym oraz rocznym nie określa jednak wprost wszystkich tych limitów. Jak długo maksymalnie można zatem pracować w nadgodzinach?

Arkadiusz Sobczyk

Rzeczywiście kodeks nie określa wprost dobowego limitu godzin nadliczbowych. Jest on wyznaczony pośrednio poprzez wprowadzenie zasady 11-godzinnego nieprzerwanego odpoczynku dobowego. Zasada ta limituje dopuszczalny dobowy czas pracy do 13 godzin, ograniczając liczbę nadgodzin do jednej, pięciu na dobę, w zależności od obowiązującego pracownika wymiaru dobowego czasu pracy. Należy jednak wskazać, że powyższe ograniczenie nie dotyczy pracowników zarządzających w imieniu pracodawcy zakładem pracy, a także przypadków konieczności prowadzenia akcji ratowniczej w celu ochrony życia i zdrowia ludzkiego, ochrony mienia lub środowiska albo usunięcia awarii (art. 132 par. 2 k.p.).

Kodeks pracy utrzymuje roczne ograniczenie liczby godzin pracy w godzinach nadliczbowych z powodu szczególnych potrzeb pracodawcy na poziomie 150 godzin, na co wyraźnie wskazuje art. 151 par. 3 k.p. Liczba tych godzin może być zmodyfikowana i ustalona odrębnie w układzie zbiorowym, regulaminie pracy, a jeżeli pracodawca nie jest objęty układem zbiorowym pracy lub nie jest obowiązany do ustalenia regulaminu pracy - w umowie o pracę. Modyfikacja ta może więc polegać zarówno na zmniejszeniu, jak i na zwiększeniu limitu nadgodzin. Biorąc jednak pod uwagę wynikające z art. 131 k.p. ograniczenie liczby godzin pracy w okresach rozliczeniowych, roczna liczba nadgodzin w stosunku do pracowników innych niż zarządzający w imieniu pracodawcy zakładem pracy może teoretycznie wynosić około 416 godzin, co wynika z przemnożenia liczby tygodni oraz uwzględnienia wpływu świąt na przeciętny tygodniowy wymiar czasu pracy. W istocie liczba ta jest nieco większa, albowiem z uwagi na treść art. 130 k.p., i obniżenie wymiaru czasu pracy o święta państwowe przypadające na dni od poniedziałku do piątku, za nadgodziny uznaje się także czas pracy przekraczający tak obniżony wymiar. Sprawa ta jest sporna, albowiem część autorów uznaje, że praca powyżej tak obniżonego wymiaru, ale nieprzekraczająca przeciętnie 40 godzin jest pracą ponadwymiarową, ale nie ponadnormatywną. Z tego zresztą powodu niektórzy z autorów twierdzą, że praca ponadnormatywna jest opłacana wyłącznie wynagrodzeniem normalnym, ale już bez dodatków za pracę w nadgodzinach. Odnotować jednak należy także poglądy odmienne, do których się przychylam. To zaś oznacza, że liczba nadgodzin, o której wyżej mowa (416), może być zwiększona o około dodatkowe 64 godziny. Liczba ta nie jest precyzyjna, albowiem zależy od rozkładu świąt w danym roku.

Autor: Arkadiusz Sobczyk, radca prawny, Kancelaria Prawna Sobczyk i Współpracownicy w Krakowie

Źródło: GP

Artykuł z dnia: 2008-05-07