Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SKANDYNAWIA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SKANDYNAWIA. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 października 2008

Game over, czyli witamy w Islandystanie

Dominika Pszczółkowska, Reykjavik
2008-10-15, ostatnia aktualizacja 2008-10-15 21:18

Islandczycy nie kupują już dziś land roverów. Ale to nie największy problem mieszkańców i gospodarki tej wyspy. Wszyscy zastanawiają się, jak wielką katastrofę spowoduje krach islandzkich banków.

Zobacz powiekszenie
Fot. BOB STRONG REUTERS
Islandia
SERWISY
W ogromnym salonie samochodowym na przedmieściach Reykjaviku obok pojazdów średniej klasy pyszni się kilkadziesiąt wielkich land roverów i BMW. Jeszcze niedawno wyjeżdżały z salonu jeden po drugim. - W zeszłym roku sprzedawaliśmy siedem-osiem pojazdów dziennie. Wiele osób brało luksusowe auta na kredyt - wspomina szef salonu Heidar Sveinsson.

Teraz jest zupełnie inaczej. Od początku roku kupowane za granicą auta zdrożały o 50 proc. Wszystko przez spadek kursu islandzkiej korony. Salon podniósł ceny o 30 proc., bo tylko na tyle pozwalała coraz ostrzejsza konkurencja. Na sprzedaży nowych samochodów firma więc nie zarobi w tym roku. Pozostała tylko sprzedaż używanych i serwis.

To był jednak dopiero początek kłopotów. Gdy dwa tygodnie temu wybuchł na dobre kryzys bankowy, Islandczycy zamarli. Czekają, jakie będą rozmiary katastrofy gospodarczej. I nie w głowie im kupowanie samochodów. - Dziś nie przyszedł ani jeden klient - przyznaje Sveinsson.

Równie trudno za chwilę będzie właścicielom wszelkich innych firm na wyspie, a nawet pracownikom na etatach. Banki, które jeden po drugim stanęły na progu bankructwa, zostały znacjonalizowane. A były najszybciej rozwijającym się sektorem islandzkiej gospodarki. Ich aktywa przekraczały wielokrotnie PKB wyspy. To pracownicy bankowości dawali zarobić wszystkim innym: od budowlańców po restauratorów i sklepikarzy. - Potrzebowaliśmy np. coraz więcej pilotów i stewardes do wożenia bankowców między Islandią a Londynem i Nowym Jorkiem - tłumaczy poseł do islandzkiego parlamentu Bjarni Benediktsson. Największy bank Kaupthing płacił więcej podatków niż cały sektor rybołówczy, który stanowi podstawę islandzkiej gospodarki.

Islandczycy kupują świat

Jeszcze kilka miesięcy temu mało kto sądził, że islandzki cud gospodarczy może skończyć się tak szybko i tak gwałtownie. Wyspa wielkości jednej trzeciej Polski, zamieszkana przez zaledwie 320 tys. ludzi, ostatnio rozwijała się bardzo szybko i stała się jednym z najbogatszych krajów świata pod względem PKB na mieszkańca (w Europie wyprzedzają ją tylko Luksemburg i Norwegia). W dodatku - jeśli wierzyć rankingowi ONZ za 2007 r., w którym oprócz wysokości PKB na głowę bierze się pod uwagę takie czynniki jak długość życia czy wykształcenie - Islandia jest najlepszym krajem do mieszkania na świecie.

Boom ostatnich lat miał swe źródło w sektorze rybnym. W 1990 r. wprowadzono system dozwolonych kwot połowów, które rozdzielano między poszczególne firmy. Kwoty można było sprzedawać i kupować. - To sprawiło, że branża zaczęła działać efektywniej i odniosła sukces ekonomiczny. W dodatku handel kwotami uwolnił kapitał i przyczynił się do rozwoju sektora bankowego - tłumaczy Birgir Petursson, szef niezależnego Centrum Badań Społecznych i Ekonomicznych w Reykjaviku.

Tłumy milionerów pojawiły się jednak dopiero wraz z zawrotnym rozwojem sektora bankowego. Od prywatyzacji w 2002 r. banki rozpoczęły gwałtowną ekspansję na europejskim i światowym rynku finansowym. Brały kredyty za granicą, skutecznie pomnażały pieniądze, po czym inwestowały je w Europie i nie tylko. Dziś w islandzkich bankach mają swe pieniądze Brytyjczycy, Holendrzy, Duńczycy i inni (tyle że część klientów nie może ich wypłacić). Islandzkie firmy są właścicielami lub współwłaścicielami wielu sklepów i firm za granicą np. brytyjskiego Woolworths czy drużyny piłkarskiej West Ham United, a w Polsce - operatorów telefonicznych Netia i Play.

Wysoko kwalifikowani i świetnie opłacani pracownicy inwestowali w kraju. Coraz bardziej ostentacyjna konsumpcja napędzała krajową gospodarkę. Islandczycy zaczęli wierzyć, że nic ich nie zatrzyma. Brali coraz więcej kredytów, za które kupowali coraz lepsze domy, samochody, a nawet grali na giełdzie. Banki ułatwiały to, nie stawiając kredytobiorcom wysokich wymagań. Znakiem firmowym młodego pokolenia jest Range Rover.

Game over

Dziś dowcipni Islandczycy przechrzcili to auto na "game over". Bańka pękła, gdy światowy kryzys finansowy uderzył w wyspę szczególnie boleśnie. Nic dziwnego, w końcu Islandia była uzależniona od sektora finansowego. W ciągu zaledwie kilku dni rząd musiał upaństwowić wszystkie trzy wielkie banki. Dziś Islandczycy zastanawiają się, czy tak musiało się stać. Bo na złą sytuację na światowych rynkach nałożyły się jeszcze liczne błędy islandzkich bankierów władz.

Wszyscy zgadzają się, że banki zbyt się rozrosły. Niewielki kraj mający niewielkie rezerwy walutowe nie był w stanie wpływać na sytuację w sektorze finansowym, który wart był wielokrotnie więcej niż PKB całego kraju. - Na wiosnę przyjęliśmy prawo, które miało zwiększyć rezerwy walutowe. Było to jednak za mało i za późno - przyznaje poseł Bjarni Benediktsson.

Islandzki bank centralny próbował co prawda powstrzymać szaleństwo kredytowe i ekspansję banków, podnosząc stopy procentowe (do 15,5 proc.), ale z tego powodu na świecie zaczęto spekulować islandzkimi obligacjami.

Kolejnym błędem było to, że część islandzkich banków zamiast zakładać za granicą miejscowe spółki, otwierała po prostu swoje oddziały. To oznaczało, że w razie bankructwa to islandzkie, a nie miejscowe władze muszą wypłacać klientom gwarantowaną prawem kwotę 20 tys. euro. Właśnie dlatego, gdy banki się zachwiały, premier ostrzegł współobywateli, że zbankrutować może całe państwo.

- Na Islandii miała miejsce wyolbrzymiona wersja tego, co dzieje się w wielu krajach. Specyficznie islandzkim problemem była lokalna waluta, która nie mogła utrzymać stojącej za nią gospodarki. Pozostałe problemy były jednak takie same jak na całym świecie: zbyt dużo kredytów mieszkaniowych, które nie zostaną spłacone, nadmiernie wysokie ceny akcji spółek finansowych - mówi profesor Gylfi Magnusson z Uniwersytetu Islandii.

Ości zamiast ryb

Bardziej niż przyczyny kryzysu zwykłych Islandczyków interesują dziś jego skutki. Nikt nie jest w stanie przewidzieć ich dokładnie, ale jedno jest pewne: ucierpi cała gospodarka wyspy.

Niektóre branże, np. budowlana czy samochodowa, czuły że sytuacja się pogarsza już od wielu miesięcy. Gdy zagraniczni spekulanci zaczęli pozbywać się islandzkich obligacji, a rynek kredytowy coraz bardziej się kurczył, islandzka korona zaczęła tracić na wartości. Coraz bardziej brakowało środków na inwestycje.

Dziś wszyscy zastanawiają się, na ile krach finansowy pociągnie za sobą całą gospodarkę. Od tego sektora zależeli na wyspie wszyscy. Gdy wielu bankowców i innych wysoko kwalifikowanych pracowników straci pracę, nie będzie komu napędzać boomu konsumpcyjnego. - Z pewnością pojawi się duże bezrobocie - prognozuje profesor Gylfi Magnusson.

W hiszpańskiej restauracji w centrum Reykjaviku goście - nawet obcy ludzie - licytują się prognozami. "Będzie lepiej za dwa lata?" "Nie, raczej za 10". "No, to ustalmy, że za pięć". W mediach króluje czarny humor. Angielskojęzyczne pismo "Reykiavik Grapevine" umieściło na pierwszej stronie monetę jednokoronową. Zamiast ryby jest na niej szkielet. "Witamy w Islandystanie!" - głosi tytuł.

Kryzys finansowy uderzy w emerytów, którzy trzymali oszczędności w funduszach inwestujących na giełdzie, we władze lokalne, które także czerpały zyski z giełdy, no i oczywiście w budżet całego państwa, który nie będzie mógł liczyć na ogromne dochody z podatków. Jeśli korona się nie wzmocni, wielu ludzi z kredytami w obcych walutach będzie miało do spłacenia mnóstwo pieniędzy i nieruchomości warte o wiele mniej niż zaciągnięty na nie kredyt. Po mieście krążą już plotki, że kilka osób popełniło samobójstwo z powodu strat finansowych, że w Reykjaviku trzeba było powiększyć oddział psychiatryczny.

Będzie równiej

Mimo to większość Islandczyków się nie poddaje. Niektórzy zwracają wręcz uwagę, że kryzys może mieć pewne pozytywne skutki. Wyjątkowo egalitarne islandzkie społeczeństwo w ostatnich latach rozwarstwiło się. - Wraz z pojawieniem się nowobogackich, którzy latali swoimi prywatnymi samolotami i budowali sobie pałace, po raz pierwszy byliśmy podzieleni - mówi dziennikarz publicznej telewizji Ingolfur Sigfusson. - Teraz kryzys może ponownie zjednoczyć ludzi.

Na tym nie koniec. Zdaniem niektórych skurczenie się sektora bankowego może sprawić, że zaczną bardziej dynamicznie rozwijać się inne, bardziej realne sektory gospodarki. - Dotychczas wszyscy najlepsi i najambitniejsi, nie tylko absolwenci kierunków ekonomicznych, lecz także np. inżynierowie, szli do sektora bankowego. Teraz będziemy mieli wiele talentów do zagospodarowania - uważa Birgir Petursson. Być może będzie to w energetyce wodnej i geotermalnej, z której słynie Islandia, a którą zapewne będą potrzebowały rozwijać inne państwa. Być może w przetwórstwie aluminium, które wydobywa się na wyspie. Niewykluczone, że w turystyce, której sprzyja tania waluta. - A może wymyślą jeszcze coś zupełnie nowego - zastanawia się Petursson.

To jednak bardziej długoterminowa perspektywa. Tymczasem nikt nie ma wątpliwości, że ta zima będzie na wyspie wyjątkowo surowa. Pojawiły się plotki, że w sklepach zabraknie produktów żywnościowych, które Islandczycy kupują za euro. Jak na razie sklepy są pełne. Mieszkańcy boją się jednak, że nawet jeśli towary będą, nie będzie ich na nie stać. - Koleżanki z pracy, które mają dzieci, zastanawiają się, czy już teraz nie kupić im zimowych ubrań, bo mogą zdrożeć. Atmosfera jest napięta - opowiada Anna Leoniak, polska architekt pracująca w Reykjaviku.

Mimo to przedsiębiorczy mieszkańcy Islandii już obmyślają sposoby, jak przetrwać trudny czas. Uniwersytet Islandii postanowił, że będzie przyjmował na studia od semestru wiosennego. - Lepiej żeby się czegoś uczyli niż próżnowali - mówi profesor Magnusson.

Także Heidar Sveinsson z salonu samochodowego pod Reykjavikiem znalazł już dla siebie i swoich pracowników sposób, by mimo braku klientów nie próżnować. - Malujemy nasze biura. Gdy wrócą, będziemy gotowi - tłumaczy. - Bo my, Islandczycy, łatwo się nie poddajemy - dodaje.

Pytanie brzmi jednak, ile Islandczykom przyjdzie poczekać na powrót dobrych czasów. - Poprawa może przyjść już za kilka miesięcy - uważa Magnusson. Jest jednak jedno wielkie "ale". - Wszystko będzie zależało od stanu całej światowej gospodarki, od tego, czy będziemy mieli komu sprzedawać nasze towary i usługi.

Źródło: Gazeta Wyborcza

piątek, 10 października 2008

Pokojowy Nobel dla Ahtisaariego

Jacek Pawlicki
2008-10-11, ostatnia aktualizacja 2008-10-10 17:12

Były prezydent Finlandii Martti Ahtisaari od ponad 30 lat gasi konflikty międzynarodowe od Namibii przez Sumatrę po Kosowo. Wczoraj uhonorował go za to komitet noblowski w Oslo

Zobacz powiekszenie
Fot. envhist.org
Martti Ahtisaari
Zobacz powiekszenie
Fot. FRED ERNST AP
Martti Ahtisaari po otrzymaniu nagrody Geuzenpenning, marzec 2008 r.
Zobacz powiekszenie
Fot. VISAR KRYEZIU AP
Martti Ahtisaari otoczony ochroniarzami wychodzi z samochodu ONZ w Pristinie (Kosowo), 2005 r.
ZOBACZ TAKŻE
W uzasadnieniu komitet napisał, że "wysiłki Ahtisaariego przyczyniły się do budowy bardziej pokojowego świata i braterstwa między narodami zgodnie z duchem Alfreda Nobla".

- Jestem zaskoczony, że Norwegowie podjęli taką decyzję. Myślałem, że 2,5 proc. norweskiej krwi płynącej w mych żyłach mnie dyskwalifikowało - żartował wczoraj Ahtisaari, który wraz z nagrodą otrzyma też milion euro.

Teraz Ahtisaari chciałby zająć się walką z bezrobociem wśród młodych ludzi na całym świecie. - To być może największe dziś globalne wyzwanie - mówił Fin agencji AP. - Ocenia się, że w ciągu najbliższej dekady na rynek pracy trafi 1,3 mld osób poniżej 30. roku życia. Tradycyjnymi metodami jesteśmy w stanie zapewnić zatrudnienie 300 mln. Ale co zrobimy z pozostałymi, którzy nie będą mieli żadnej nadziei na pracę czy lepsze życie? To łatwy cel dla organizacji kryminalnych i terrorystów.

Najbardziej docenianym przez świat osiągnięciem Ahtisaariego było doprowadzenie w 2005 r. do pokoju w indonezyjskiej prowincji Aceh, gdzie przez 30 lat toczyła się krwawa wojna domowa. Dzięki Finowi oraz wsparciu politycznemu i finansowemu UE do najbiedniejszego i najbardziej wybuchowego skrawka Sumatry wróciła normalność.

Odwiedzałem Aceh w grudniu 2006 r. Widziałem na własne oczy, jak rebelianci stawali się rolnikami, a watażkowie przepoczwarzali się w polityków. Na spotkaniu jeden z byłych bojowników separatystycznej partyzantki GAM powiedział mi, że nie złożyłby broni, gdyby nie ufał "temu Finowi".

Ostatnim sukcesem Ahtisaariego jest Kosowo, gdzie Fin był w 1999 r. negocjatorem z ramienia UE w konflikcie tamtejszych Albańczyków z Serbami. Świat liczył wówczas, że po kilku miesiącach wojny z NATO przywódca Serbii Slobodan Miloszević wycofa wojska z prowincji.

Ahtisaari jeszcze jako prezydent Finlandii (był nim w latach 1994-2000) z ramienia ONZ i UE starał się doprowadzić do zakończenia walk i czystek etnicznych na Albańczykach.

Wojna się skończyła, ale problem Kosowa pozostał. Ahtisaari w 2005 r. wrócił tam jako przedstawiciel ONZ z zadaniem ostatecznego rozwiązania konfliktu między Albańczykami i Serbami. Zakończyło się to zimą br. ogłoszeniem niepodległości Kosowa, co Ahtisaari od dawna uważał za podstawę zakończenia sporu o serbską prowincję.

Eksperci mówią, że dyplomacja Ahtisaariego w niczym nie przypomina zabiegów negocjatorów z dawnych kolonialnych potęg Francji albo Wielkiej Brytanii, a także z USA. Zamiast intryg i rozgrywania jednego przeciw drugiemu Fin woli upór i szczerość, za co jego rozmówcy mają do niego ogromny szacunek. W dodatku nigdy nie eksponuje swej własnej osoby. - Zamiast błyszczeć, woli pozostawać w cieniu - podkreśla jeden z jego współpracowników.

Sukcesów Ahtisaariego nie byłoby bez charakterystycznego dla Finów pragmatyzmu. - Porozumienie pokojowe musi być prostsze od instrukcji obsługi sprzętu AGD - tłumaczył kiedyś.

Ahtisaari urodził się w 1937 r. w karelskim Viipuri (dziś jest to rosyjski Wyborg). Rodzina ojca pochodziła z Norwegii i przed wojną zmieniła nazwisko z norweskiego Adolfsen.

W czasie wojny fińsko-radzieckiej z lat 1939/40 mały Martti uciekł z matką z Karelii do Kuopio, a ojciec służył w fińskiej armii jako mechanik samochodowy. W 1952 r. rodzina musiała przenieść się za chlebem na północ do przemysłowego Oulu. Tam też przyszły prezydent Finlandii ukończył korespondencyjny kurs na nauczyciela szkoły podstawowej.

Zagraniczna kariera zaczęła się przypadkowo w 1960 r., kiedy za pośrednictwem chrześcijańskiej organizacji YMCA trafił na kontrakt do Karaczi, gdzie przez kilka lat szkolił pakistańskich nauczycieli. W 1973 r. został ambasadorem Finlandii w Tanzanii.

Pod koniec lat 70. ówczesny szef ONZ Javier Perez de Cuellar mianował go specjalnym wysłannikiem do Namibii, gdzie trwała wojna pomiędzy murzyńskim ruchem wyzwoleńczym wspieranym przez komunistyczną wówczas Angolę i okupującym kraj wojskiem RPA.

Po raz drugi Fin zjawił się w Namibii w marcu 1989 r. Stanął na czele 8 tys. błękitnych hełmów pilnujących porozumienia pokojowego między partyzantką SWAPO a RPA. Kiedy SWAPO złamała porozumienie i z Angoli wdarła się w głąb kraju, Fin wydał kontrowersyjną zgodę na wypędzenie partyzantów w imieniu ONZ przez południowoafrykańskie wojska. Doszło do krwawych walk, ale Narody Zjednoczone nie straciły kontroli nad Namibią, a przewidziane wolne wybory odbyły się w terminie.

W marcu 1990 r. Namibia zyskała niepodległość, co Ahtisaari uważa za swój największy sukces w karierze. Świat uznał pokój w Namibii za pierwszy zimnowojenny konflikt rozwiązany przy międzynarodowym "okrągłym stole".

W 1991 r. Ahtisaari miał szansę na fotel szefa ONZ, ale nie zyskał kluczowego poparcia Amerykanów, którzy mieli mu za złe, że krzywo patrzył na plan odbicia Kuwejtu zajętego przez irackiego dyktatora Saddama Husajna.

Fin skupił się na konflikcie w b. Jugosławii, potem trafił do jeszcze niespokojnej wówczas Irlandii Płn. Dogląda tam procesu rozbrajania się IRA.

Krótko przed Noblem Ahtisaari za zasługi dla światowego pokoju dostał prestiżową Nagrodę UNESCO im. Féliksa Houphouëta-Boigny. Wśród wielu odznaczeń, jakie otrzymał, jest też polski Order Orła Białego.

Były prezydent Finlandii został wyłoniony spośród 197 kandydatów. Komitet nie wybrał nikogo spośród chińskich dysydentów, choć siedzący w więzieniu ekolog i obrońca praw chorych na AIDS Hu Jia był zdaniem mediów faworytem do nagrody.

Zawiedli się także rosyjscy obrońcy praw człowieka, którzy liczyli na to, że Nobla dostanie Rosjanka Lidia Jusupowa z organizacji Memoriał broniącej m.in. praw Czeczenów, albo i sam Memoriał.

Źródło: Gazeta Wyborcza

czwartek, 9 października 2008

Islandzkie banki zablokowały konta tysięcy Brytyjczyków

Leszek Baj
2008-10-09, ostatnia aktualizacja 2008-10-09 12:42

Pogłębia się kryzys w Islandii. Islandzkie władze musiały zrezygnować ze sztywnego kursu walutowego, nie mogąc oprzeć się spekulantom. Brytyjskie władze grożą, że pozwą Islandię do sądu, bo islandzkie banki zablokowały konta tysięcy Brytyjczyków

Zobacz powiekszenie
Fundusze z ochroną kapitału dzięki niskiemu pułapowi wpłat, dostępne są dla inwestorów z chudymi portfelami
Przeczytaj również:
"Brytyjskie gminy martwią się o swoje depozyty w islandzkich bankach"
"Islandia: Największy bank pod zarządem państwowym"

Jeszcze w piątek Europejski Bank Centralny wyceniał euro na 156 islandzkich koron. We wtorek kurs korony osłabił się do poziomu 197 koron za euro, a wczoraj za jedno euro trzeba już było płacić 265 koron! Tak gwałtowne osłabienie oznacza dla obywateli duży wzrost cen importowanych towarów i znacznie wyższe raty kredytów w obcych walutach. Na forach internetowych Polacy z Islandii (jest ich 7-12 tys.) zastanawiają się, czy nie przyszedł czas, by wrócić do kraju. Problem w tym, że ich oszczędności w islandzkich koronach w ostatnich dniach stopniały o połowę.

Islandzki bank centralny zdecydował we wtorek, że usztywni kurs waluty na poziomie 131 koron za euro i przywiązał go do koszyka walut. Na swojej stronie internetowej zaapelował też do graczy rynkowych, by "wspomogli próby wzmocnienia korony". Jednak już wczoraj musiał skapitulować, bo inwestorzy finansowi masowo chcieli wyprzedawać islandzką walutę, a 3 mld euro rezerw walutowych to za mało, by obronić jej kurs. - Było to najkrótsze usztywnienie waluty w historii - skwitowali analitycy Commerzbanku.

W Islandii, której gospodarka w dużym stopniu opiera się na sektorze bankowym, sytuacja pogarsza się z godziny na godzinę. Inwestorzy masowo pozbywają się islandzkich aktywów. Państwo początkowo miało przejąć trzeci (Glitnir), a później drugi największy bank komercyjny na wyspie (Landsbanki). Ale rząd ostatecznie zdecydował, że Glitnir nie będzie odkupiony, bo - jak powiedział szef banku centralnego David Oddsson - problemy banku są dużo poważniejsze, niż sądzono. Powstanie za to zarząd komisaryczny, który ma uzdrowić sytuację w banku m.in. przez sprzedaż fińskich i szwedzkich oddziałów firmy.

Pomocy wymagał też największy islandzki bank - Kaupthing. Islandzki bank centralny udzielił mu 500 mln euro pożyczki. Wczoraj Kaupthing dostał też wart około 520 mln euro kredyt od szwedzkiego banku centralnego. Ma też sprzedać swój szwedzki oddział.

Gospodarcze problemy wyspy stają się powoli międzynarodową polityczną aferą. Najpierw świat obiegła informacja, że należąca do NATO Islandia negocjuje 4 mld euro pożyczki od Rosji. Potem okazało się, że 300 tys. Brytyjczyków, którzy mają w islandzkich bankach oszczędności (ok. 5,1 mld euro), nie może wycofać swoich pieniędzy z kont w internetowym banku Icesave. - Podejmujemy działania prawne przeciwko islandzkim władzom, by odzyskać pieniądze stracone przez ludzi, którzy założyli konta w brytyjskich oddziałach islandzkich banków - mówił w środę brytyjski premier Gordon Brown. Premier Islandii Geir Haarde wyraził nadzieję na znalezienie wspólnego rozwiązania.

Na razie brytyjski minister skarbu Alistair Darling ogłosił, że rząd zagwarantuje depozyty Brytyjczyków w Icesave, nawet jeśli przekraczają one ustalony w Wielkiej Brytanii poziom 50 tys. funtów. Dodał, że bank ING Direct UK zgodził się na odkupienie wartych 3 mld funtów depozytów około 180 tys. brytyjskich klientów dwóch innych banków z islandzkim kapitałem - Kaupthing Edge i Heritable Bank.

Źródło: Gazeta Wyborcza

"Niezwykła sytuacja rynkowa" na giełdzie w Reykjaviku

tm, PAP
2008-10-09, ostatnia aktualizacja 2008-10-09 13:14

Na giełdzie w Reykjaviku wstrzymano w czwartek, do poniedziałku, handel akcjami w związku z "niezwykłą sytuacją rynkową". Islandzka giełda jest zdominowana przez tamtejsze banki, przeżywające właśnie bardzo ostry kryzys.

Państwo przejęło już kontrolę nad trzema największymi bankami Islandii - Kaupthing, Landsbanki i Glitnir. Rząd stara się zapobiec całkowitemu załamaniu systemu bankowego. Przewidziano szybką sprzedaż zagranicznych aktywów największych banków.

Islandzki sektor bankowy rozrósł się do ogromnych rozmiarów, rozwijając działalność międzynarodową i wręcz usuwając w cień resztę gospodarki. Jego aktywa są dziewięć razy większe od islandzkiego PKB, wynoszącego (w przeliczeniu) 14 miliardów euro. W wielkim stopniu naraziło to Islandię na skutki globalnego kryzysu kredytowego.

Rząd ogłosił nieograniczone gwarancje dla wszystkich depozytów bankowych - prywatnych i komercyjnych - w Islandii. Eksperci mają wątpliwości, czy środków z kasy państwowej wystarczy na ustabilizowanie zagrożonego sektora bankowego. Rząd Islandii zamierza negocjować z Rosją kredyt wysokości 4 miliardów euro.

Kurs islandzkiej korony wobec euro spadł w minionych 12 miesiącach o ponad 70 proc. W środę bank centralny Islandii po zaledwie jednym dniu musiał zrezygnować z próby wprowadzenia sztywnego kursu wymiennego.

Poprawa nastrojów na giełdach, rosyjski rynek jak "zegar z kukułką"

Na europejskich giełdach zdecydowana poprawa nastrojów. Po mocnym otwarciu główne indeksy zyskują na wartości, a sytuacja na giełdzie rosyjskiej na początku sesji była nawet tak dobra, że handel zawieszano. W Warszawie również mamy wzrost.

Na otwarciu w czwartek rano na większości giełd europejskich notowano wzrost wartości akcji.

Tuż po wznowieniu transakcji na giełdzie w Paryżu wartość CAC 40 wzrosła o 2,09 procent. W Londynie wzrost indeksu Footsie-100 wyniósł 1,48 proc., a we Frankfurcie wartość indeksu DAX zwiększyła się o 1,52 procent. W Wiedniu indeks ATX wzrósł o 1,84 proc., a brukselski BEL 20 - o 1,45 proc. Teraz zwyżki sa nieco mniejsze i wynoszą od 0,6 (w Niemczech) do 2 proc. (we Francji).

W Warszawie WIG20 na otwarciu sesji wzrósł o 1,61 proc. i wyniósł 2.193,41 pkt. Teraz popyt nieco osłabł i główny warszawski indeks zyskuje jedynie 0,2 proc. Analitycy podkreślają, że sytuacja na rynkach jest wciąż bardzo nerwowa i możliwe sa bardo duże wahania.

Bezprecedensowa sytuacja zapanowała w Moskwie, gdzie ponownie na około godzinę wstrzymano obrót akcjami w związku z rekordowym wzrostem notowań na dwóch głównych giełdach RTS i MICEX.

Około południa notowania na giełdzie Micex w Rosji wznowiono. Micex zwyżkował po godz. 13.00 lokalnego czasu o 17 proc. do 747,81 pkt.

"Jeśli rosyjski rynek będzie otwierał się i zamykał i działał jak zegar z kukułką, to ucierpi na tym jego wiarygodność" - mówi Chris Weafer, główny strateg UralSib Financial Corp. w Moskwie.

Na moskiewskich giełdach rano w czwartek, tuż po wznowieniu pracy, znacznie wzrosła wartość akcji. Na jednej z dwóch głównych moskiewskich giełd - RTS - rano na otwarciu notowano wzrost kursów akcji o 5,39 procent. Na drugiej giełdzie - MICEX wzrost wyniósł 8,75 procent.

Dzień wcześniej ze względu na gwałtowne spadki obrót akcjami na tych dwóch największych giełdach w Rosji został wstrzymany. Do momentu zamknięcia parkietów indeks RTS spadł o 11,25 proc. i wyniósł 761,63 pkt. Z kolei wskaźnik MICEX zjechał o 14,35 proc. - do poziomu 637,87 pkt.

Analitycy tłumaczyli tę wyprzedaż silną przeceną na giełdach w Azji i Ameryce.

Różna sytuacja panowała natomiast na giełdach azjatyckich. W Tokio na zamknięciu wartość indeksu Nikkei 225 spadła o 0,50 proc. W Hongkongu natomiast Hang Seng wzrósł o 2,7 procent, a singapurski Strait Times zanotował wzrost rzędu 0,97 proc. 2,2- procentowy spadek notowano natomiast w czwartek na giełdzie w Sydney. Giełda w Dżakarcie pozostawała zamknięta po środowej sesji, w trakcie której wartość indeksów spadła tu aż o ponad 10 procent.

W USA natomiast, mimo kolejnych cięć stopy procentowej przez amerykański bank centralny (Fed), nowojorska giełda zakończyła środową sesję sporymi spadkami głównych indeksów.

Ostatecznie indeks największych korporacji przemysłowych Dow Jones stracił 189,01 pkt. (2,00 proc.) i spadł do 9.258,10 pkt. Wskaźnik szerokiego rynku Standard & Poor's 500 obniżył się o 11,29 pkt. (1,13 proc.) do 984,94 pkt. Indeks firm wysokiej technologii Nasdaq stracił 14,55 pkt. (0,83 proc.) i zakończył dzień na poziomie 1.740,33 pkt.

wtorek, 23 września 2008

Finlandia opłakuje ofiary masakry w szkole

Szaleniec zastrzelił dziewięć osób w fińskiej szkoleGalerię

Finlandia opłakuje ofiary strzelaniny w szkole w Kauhajoki. W masakrze zginęło dziesięć osób, jest wielu rannych. Napastnik - 22-letni uczeń zawodówki gastronomicznej Matti Juhani Saari - strzelił sobie w głowę. Zmarł w szpitalu. Przed dramatem chłopak umieścił w sieci wstrząsające filmy. Z tego powodu przesłuchała go nawet policja, ale wypuściła 22-latka.

Korespondent BBC donosi, że napastnik był ubrany na czarno. Na twarzy miał narciarską maskę, a w ręce dużą torbę. W torbie była broń, najprawdopodobniej automatyczna.

Tuż po wybuchu strzelaniny pod szkołę podjechały karetki. Przez długi czas nie mogły jednak pomóc rannym, bo szaleniec biegał po budynku i ciągle strzelał. Płonęło też jedno z pomieszczeń.

Na miejsce tragedii skierowano wzmocnione oddziały policjiGalerię
"Usłyszałem odgłosy wystrzałów i histeryczny dziewczęcy krzyk. Do mojego pokoju przybiegły dwie uczennice i powiedziały, że dziwny człowiek strzela" - opowiada woźny Jukka Forsberg.

Jak relacjonuje, widział mężczyznę z dużą czarną torbą. Napastnik zachowywał się spokojnie i pewnie. "Widać, że był do tego przygotowany" - mówi woźny.

Na koniec chłopak strzelił sobie w głowę. Zmarł w szpitalu.

Dramatyczne obrazki w sieci

Jak ustalił dziennik.pl, jeszcze przed tragedią chłopak umieszczał w internecie filmy ze swoim udziałem. Na każdym jest to samo: 22-latek strzela do celu z pistoletu Walther P22.

Ostatni taki film został opublikowany zaledwie kilka dni przed masakrą. Wszystkie miały po kilkadziesiąt sekund. Na wszystkich Fin ubrany jest na czarno.

Jak się okazuje, wczoraj - z powodu tych filmików - 22-latka przesłuchała policja. Mundurowi najwyraźniej nie dostrzegli zagrożenia, bo Saariego zwolnili i oddali mu pozwolenie na broń.

Profil zabójcy na YouTube został szybko usuniętyGalerię

W swoim internetowym profilu umieścił tekst piosenki War elektro-industrialnego projektu z Niemiec, Wumpscut:

Niespodziewanie wybuchła wojna, której nie pamiętaliśmy
Przez długi czas zapomniana niespodziewanie wybuchła
Niespodziewanie wybuchła wojna, nasze dzieci są martwe
Spalone w ruinach, które zostały po wojnie

Wojna

Niespodziewanie wybuchła wojna i matki, które krzyczą
O zemstę i odwet, o następną wojnę
I niespodziewanie i niespodziewanie
Niespodziewanie wybuchła wojna, z udręką i śmiercią
I będziesz walczył samotnie, jeśli wybuchnie następna wojna

Całe życie jest wojną i całe życie jest bólem
I będziesz walczył samotnie w swojej własnej wojnie

Wojna
To wojna!


Na swojej stronie internetowej 22-latek zostawił też kilka informacji o sobie. W rubryce "zainteresowania" podał: komputery, broń, seks i piwo. Napisał też, że lubi filmowe horrory. Jego ulubione to trzy części "Piły", "Klątwa" i "Lśnienie".

Profil, choć skaskowany ze strony YouTube, można znaleźć tutaj. Choć linkowane filmy wideo nie działają, opis strony został ten sam.

Kolejna taka tragedia

Dziś w szkole zawodowej w Kauhajoki padło wiele strzałów. Według policji, zginęło dziesięć osób. Wciąż trwa liczenie rannych. W tej szkole uczy się około dwustu osób.

To kolejny taki dramat w Finlandii. W listopadzie zeszłego roku 18-letni Fin Pekka-Eric Auvinen zastrzelił w szkole w miejscowości Tuusula dwóch pracowników i sześcioro uczniów, po czym popełnił samobójstwo.

>>>Zobacz, jak Pekka-Eric Auvinen testował broń przed zamachem