sobota, 23 lutego 2008

PiS o rządzie: Miała być Irlandia, a jest czeski film

mig, PAP
2008-02-23, ostatnia aktualizacja 2008-02-23 16:33

Jarosław Kaczyński podczas specjalnej konwencji Prawa i Sprawiedliwości podsumowującej pierwsze sto dni rządu Tuska nie szczędził słów krytyki pod adresem Platformy. - Trzeba ten spektakl zakończyć. A kiedy PO przestanie rządzić trzeba wrócić do budowania IV Rzeczpospolitej. - Miała być druga Irlandia, a jest czeski film - wtórował prezesowi PiS Tomasz Dudziński.

Zobacz powiekszenie
Fot. TVN24
Prezes Kaczyński podczas konwencji PiS: Jest śmiesznie i strasznie
- Nie zamierzamy uderzać w PO, ale mamy prawo do własnej oceny, którą można określić słowami - król jest nagi - mówił w przeddzień konwencji dziennikarzom szef klubu PiS Przemysław Gosiewski. Jak ocenił, "wielką siłą rządu, jest bardzo poważny PR, a efekty tego są niewielkie".

Tuż przed rozpoczęciem konwencji z głośników rozbrzmiała słynna w ostatnich tygodniach piosenka Ivana Mladka i jego zespół Banjo Band w wersji przygotowanej przez Kabaret Pod Wyrwigroszem pt. "Donald marzy". PiS użył jej bez zgody autorów.

Uczestnikom konwencji rozdano raport podsumowujący 100 dni rządu zatytułowany "Puste obietnice, czyli 100 dni rządu Donalda Tuska". Jest to raport przygotowany przez biuro organizacyjne partii, jednak w PiS powstały dwa raporty na ten temat. Ostatecznie "światło dzienne ujrzał raport partyjny".

"100 dni rządu Donalda Tuska to pic, blaga i fotomontaż"

- PiS zajmuje się głównie PiS-em, a nie rządzeniem - powiedział Tomasz Dudziński.

- 100 dni rządu Donalda Tuska to pic, blaga i fotomontaż - uważa poseł PiS Stanisław Pięta.

Pięta w swoim wystąpieniu charakteryzował poszczególnych ministrów w rządzie Tuska. - Minister Zbigniew Ćwiąkalski "ten sam, który pomagał (Henrykowi) Stokłosie, teraz awansuje nieudolnych prokuratorów - mówił Pięta.

- Szef dyplomacji Radosław Sikorski, w którego ocenie - według Pięty - PiS to "niedorżnięta wataha", ma "sukcesy" m.in. w postaci przywrócenia festiwalu piosenki rosyjskiej w Zielonej Górze.

- "Gwiazda rządu" Tuska - według Pięty - to Julia Pitera odpowiedzialna za walkę z korupcją. "Minister Pitera jest naszym człowiekiem w PO" - ironizował Pięta, krytykując jej poczynania.

Poseł mówił też o "szlachetnej działalności PSL". Jak mówił, "za wagon słoniny" PSL sprzedałby prestiż Polski. "Zamiast ustaw - pustosłowie, zamiast rzetelnej pracy - nic" - powiedział.

Maks Kraczkowski ocenił z kolei działania rządu w dziedzinie gospodarki. Podsumował je jednym słowem - "porażka".

Podczas konwencji zaprezentowano też film, w którym m.in. zderzono zapowiedzi Donalda Tuska ze zdjęciami strajków celników i nauczycieli.

Kaczyński: I śmieszno i straszno"

- Obecną sytuację w Polsce można określić rosyjskim powiedzeniem "I śmieszno, i straszno" - powiedział prezes PiS-u Jarosław Kaczyński. - Śmiejemy się, ale jesteśmy zaniepokojeni o Polskę.

- Polityk odpowiada za skutki swojego działania, nie może kierować się tylko doraźnymi interesami, sondażami - powiedział Kaczyński.

- Zebraliśmy się tutaj przede wszystkim dlatego, żeby dać wyraz naszemu niepokojowi o Polskę - powiedział b. premier. Jak podkreślił, w polityce obowiązuje "etyka odpowiedzialności".

- Dlatego musimy się tutaj dzisiaj wspólnie zastanowić, nad nadzieją i nad tym, co się może stać jeżeli ta nadzieja upadnie, bo nasz naród, przeżył już wiele zawodów" - powiedział szef PiS.

Czas skończyć ten spektakl

Jarosław Kaczyński skrytykował rządy Platformy. - Trzeba ten spektakl zakończyć. A kiedy Platforma przestanie rządzić trzeba wrócić do budowania IV Rzeczpospolitej - powiedział Kaczyński.

Kaczyński powiedział, że PiS jest "zbiorowym bohaterem" spektaklu propagandowego, jaki - jego zdaniem - PO serwuje Polakom od wyborów.

Szef PiS powiedział, że PO "nie rozumie i nie chce tolerować funkcjonowania jednego z podstawowych mechanizmów demokracji", którym jest opozycja parlamentarna.

Według niego, Platforma chce zepchnąć PiS, które jest jedyną "realną opozycją", do poziomu "opozycji koncesjonowanej". Oświadczył też, że PiS nigdy się na to nie zgodzi.

Jak mówił prezes PiS, PO, mówiąc np. o "zatopionych laptopach", nieustannie przedstawia propagandowy "spektakl, film". "Ten film ma też jednego zbiorowego bohatera, którym jesteśmy my, którym jest Prawo i Sprawiedliwość" - dodał J.Kaczyński.

Szef PiS powiedział także, że choć w ciągu 100 dni rząd prawie nic nie zrobił, to z samych zapowiedzi można już wyciągnąć pewne wnioski. Według niego, pierwszy to ten, że nowa ekipa jest prawie w ogóle nie przygotowana do władzy. Drugi - jak mówił - to powrót do rozumienia polityki "jako szereg transakcji mających przynieść korzyść jakiejś grupie". "To powrót do polityki transakcyjnej" - ocenił szef PiS. J.Kaczyński zaapelował też do premiera, aby - jak powiedział - "to się zmieniło".

Rząd Tuska nieprzygotowany do rządzenia

- Mamy przy władzy grupę, która do rządzenia nie jest przygotowana (...) Nie wystarczy się uśmiechać i nie wystarczą medialni doradcy, tu po prostu trzeba umieć pracować"- oświadczył b. premier. W jego ocenie ekipa Tuska, okazała się "bezradna".

Wspomniał, że Senat niedawno odwołał swoje posiedzenie. Według niego, to, zdarzenie nie świadczy ani o pracy senatorów, ani posłów. - To świadczy o rządzie (...) ta grupa okazała się wobec tych materii po prostu bezradna - podkreślił.

Szef PiS zaznaczył też, że rząd nie ma planu naprawy służby zdrowia - dziedziny, która jest jedną z najważniejszych dla społeczeństwa.

Wytknął też Platformie, że obiecywała podwyżki w sferze budżetowej, a teraz mówi, "że pieniędzy nie da".

W ocenie J.Kaczyńskiego, PO nie wprowadza reformy finansów publicznych, choć m.in. to było przyczyną sukcesu Irlandii, do której PO odwoływała się przed wyborami.

- Mówi się, że jest niezmiernie potrzebna (reforma finansów publicznych), a okazuje się, że żadnego projektu nie ma" - powiedział prezes PiS. Podkreślił, że PO ma trudności w deregulacji prowadzącej do "uchylania absurdalnych przepisów", ponieważ powstały dwa ośrodki, które miałyby to realizować. Jak dodał, chodzi o ośrodek rządowy i skupiony wokół posła PO Janusza Palikota, "kontrowersyjnego" - w ocenie J.Kaczyńskiego - polityka Platformy.

Prezes PiS jest zdania, że zostały odrzucone wszystkie zasady "racjonalizacji prywatyzacji", a minister skarbu Aleksander Grad to postać "bardzo specyficzna". Według J.Kaczyńskiego, prywatyzacja odbywa się obecnie według zasady "po prostu prywatyzujmy", nawet odrzucając - dodał - "zasady odnoszące się do bezpieczeństwa państwa".

Szarapowa za mocna dla Radwańskiej

Jakub Ciastoń
2008-02-23, ostatnia aktualizacja 2008-02-23 18:29
Zobacz powiększenie
Agnieszka Radwańska
Fot. Abdul Basit AO

Agnieszka Radwańska przegrała 4:6, 3:6 z Rosjanką Marią Szarapową w półfinale turnieju WTA w katarskiej Dausze. Piąta rakieta świata biła mocno, zdecydowanie za mocno dla 18-letniej Polki, choć Radwańska miała w tym meczu swoje szanse

Spotkanie trwało 1 godz. i 30 min. Szarapowa zmierzy się w niedzielnym finale imprezy z pulą nagród 2,5 mln dol ze swoją rodaczką Wierą Zwonariewą (WTA 27), która w drugim półfinale w Katarze wygrała w sobotę z Chinką Na Li (WTA 29) 3:6, 6:3, 6:3.

Szarapowa w meczu z Radwańską postawiła na agresywny atak - od pierwszych gemów starała się chodzić do siatki i kończyć wymiany bardzo szybko. I ta taktyka na początku zemściła się na Rosjance, bo ultra-ofensywne nastawienie produkowało więcej błędów niż punktów. Radwańska przełamała więc serwis triumfatorki Australian Open i wyszła na prowadzenie 2:0. Miała wtedy jeszcze do dyspozycji własne podanie i gdyby je wykorzystała, mogło być nawet 3:0. Szarapowa, która w poprzednim meczu zmiotła z kortu Dunkę Caroline Wozniacki, nie radziła sobie z kombinacyjną grą Polki. Agnieszka grała lekko, ale pomysłowo, sprytnie (znów kilka fantastycznych dropszotów). Tymczasem Szarapowa, przyzwyczajona do tego, że na jej atomowe uderzenia można odpowiadać co najwyżej tym samym, była wyraźnie wytrącona z rytmu. Niby wiedziała czego się spodziewać, bo przecież przegrała z Radwańską w zeszłym roku na US Open, ale coś ją wyraźnie przytłaczało. Może to był spokój Polki, która nie dawała po sobie poznać, że gra jeden z najważniejszych meczów w karierze.

Początek meczu dawał więc nadzieję na sensację, ale niestety dla Radwańskiej, Szarapowa się pozbierała. Zaczęła grać pewniej, skutecznie atakowała słabiutki drugi serwis rywalki - ileż w tym meczu było returnów, które przynosiły bezpośrednie punkty Rosjance. Serwis pozostaje najsłabszym elementem w tenisie Agnieszki i ten mecz pokazał to najdobitniej.

Polka w ogóle nie miała za bardzo czym zrobić Szarapowej krzywdy - nie ma bowiem kończącego uderzenia. Jedyne, co skutkowało na rywalkę, to kombinowana gra, czyli z częstą zmianą rytmu, kierunku, siły. Z dropszotami, lobami itd. I tak właśnie próbowała grać 18-letnia krakowianka. Ale na Szarapową to było za mało.

Najbardziej żal piłki w ósmym gemie pierwszego seta, gdy Radwańska przy serwisie Marii mogła doprowadzić do remisu 4:4, ale zepsuła prostego smecza i potem już "popłynęła".

W drugim secie sytuacja wyglądała podobnie. Radwańska walczyła, ale Rosjanka, choć cały czas myliła się często, to jej potężne uderzenia w sumie dawały jej bezpieczną przewagę.

Skończyło się na 4:6, 3:6. Polka nie ma się jednak czego wstydzić - zmusiła do wysiłku tenisistkę, która przez wielu ekspertów uważana jest za najlepiej obecnie grającą zawodniczkę świata. Szarapowa w tym roku nie przegrała jeszcze ani jednego meczu, w cuglach wygrała wielkoszlemowy Australian Open. W ćwierćfinale w Melbourne rozbiła w dwóch setach nominalny numer jeden na świecie, czyli Justine Henin. Radwańska, przegrywając w takim samym stosunku co Belgijka, nie ma więc powodów do wstydu.

O tym, że Szarapowa musiała dać z siebie wszystko, by uporać się z Radwańską, świadczy też jej zachowanie. Rosjanka grała nerwowo, było widać, że czuje respekt przed niewygodną przeciwniczką, która słynie ze stalowych nerwów i sensacyjnych zwycięstw z faworytkami. Każdy ważny zdobyty punkt Szarapowa kwitowała więc emocjonalnym i głośnym "Yeah!". Na pewno nie można powiedzieć, że to był dla niej spacerek. Trzeba jednak oddać uczciwie Rosjance, że słowa sprzed meczu "Nie zwykłam przegrywać dwa razy z rzędu, z tą samą tenisistką", to nie były tylko przechwałki. Szarapowa wygrała zasłużenie i w finale będzie faworytką.

Bilans występu w Dausze dla Radwańskiej jest jednak fantastyczny - zarobiła aż 210 pkt. do rankingu WTA, co w poniedziałek da jej awans co najmniej na 19. lokatę na świecie (na pewno wyprzedzi Austriaczkę Sybille Bammer). Wyżej pewnie nie awansuje, ale to efekt tego, że różnice między miejscami w okolicach 20, a pierwszą piętnastką są duże. Radwańska awansuje więc nieznacznie (teraz jest 20.), ale punktowo zyska sporo i być może już za kilka tygodni będzie mogła atakować piętnastkę. Finansowo też jest bajecznie. Konto Polki wzbogaciło się przez te kilka dni aż o 107 tys. dolarów.

Radwańska nigdy wcześniej nie grała w półfinale tak dużego turnieju. Impreza w Katarze to tzw. Tier I, czyli najwyższa kategoria WTA Tour. Większe pule nagród i prestiż mają tylko Wielkie Szlemy, Mistrzostwa WTA i nazywany "piątą lewą Szlema" turniej w Miami.

Nie wiadomo co dalej z Radwańską. Jest zapisana do kwalifikacji do startującego w poniedziałek turnieju w Dubaju, ale powinna tam być już dziś i zagrać pierwszy mecz. Nie wiadomo jak zakończą się rozmowy z organizatorami - być może Polka dostanie dzika kartę do turnieju głównego. Radwańska nie mogła od razu grać w Emiratach w turnieju głównym, bo zapisy były robione sześć tygodniu temu, na podstawie ówczesnego rankingu.

Ekstraklasa na żywo. Legia przegrywa w Grodzisku!

mik
2008-02-23, ostatnia aktualizacja 2008-02-23 18:24
Zobacz powiększenie
W piątek Wisła zremisowała z Kielcach z Koroną 1:1
Fot. Krzysztof Karolczyk/AG

W najciekawszym sobotnim meczu Orange Ekstraklasy Groclin Grodzisk Wielkopolski pokonał wicelidera - Legię Warszawa 1:0. Wisła, choć tylko zremisowała w piątek w Kielcach, ma już 11 punktów przewagi nad najgroźniejszym rywalem.

Groclin - Legia 1:0 - koniec meczu

W 52. minucie wreszcie drogę do bramki Legii znalazł Piotr Rocki. Legia może mówić o szczęściu, że nie przegrała wyżej. Gospodarze przewyższali warszawian w każdym elemencie gry. Stworzyli sobie dwa razy więcej sytuacji, a w celnych strzałach mieli przewagę 6:1. Legię od blamażu uratował świetnymi interwencjami Jan Mucha i fart, bo dwa razy piłka po strzałach gospodarzy trafiała w słupek, a raz w poprzeczkę.

Zagłębie S. - Ruch 0:0 - koniec meczu

Po nieciekawym meczu słabe Zagłębie bezbramkowo zremisowało u siebie z przeciętnym Ruchem. Chorzowianie mogli, a nawet powinni objąć prowadzenie przed przerwą, ale nie wykorzystali żadnej z kilku sytuacji do zdobycia gola. Najlepszą zmarnował powracający do składu niebieskich Ćwielong, z który z bliska strzelił wprost w Bensza. W II połowie chorzowianie dostosowali się do poziomu gry sosnowiczan i z boiska wiało nudą. Warto dodać, że gospodarze nie oddali ani jednego celnego strzału na bramkę rywali (goście mieli ich w sumie trzy).

Cracovia - Polonia 1:1 - koniec meczu

W 21. minucie meczu napastników gospodarzy wyręczył Owaczarek, który przelobował swojego bramkarza. Do remisu doprowadził Wolański, który w 61. minucie pokonał strzałem głową Cabaja. Mecz był słaby i pełny niecelnych zagrań.

Widzew - Odra 4:3 - koniec meczu

W Łodzi padło siedem goli, ale wynik jest dużo atrakcyjniejszy niż gra. Widać, że obie drużyny walczą o utrzymanie. Łodzianie pokonali Odrę po raz pierwszy od 2001 roku. Ostre strzelanie rozpoczął Maciej Kowalczyk, który w pierwszej połowie wykorzystał rzut karny po faulu na sobie. Ostatnie 25 minut było pasjonujące. Najpierw goście doprowadzili do wyrównania (Micanski), a potem dwa gole w ciągu pięciu minut zdobył Widzew (najpierw Panek, a potem Lisowski fantastycznym uderzeniem z rzutu wolnego). Goście ambitnie walczyli o remis i po strzale Micanskiego uzyskali kontaktową bramkę. Widzew rozpoczął od środka boiska i ta akcja przyniosła mu czwartą bramkę (Kuklis). Na dwie minuty przed końcem meczu wynik ustalił Jan Woś, który z dystansu pokonał Fabiniaka.

KGHM Zagłębie - PGE GKS 1:0 - trwa

Już w dziewiątej minucie gola dla gospodarzy zdobył Kolendowicz.

Mecze piątkowe:

Korona - Wisła 1:1

Prowadzilismy, więc nie możemy być zadowoleni z remisu - powiedział obrońca Korony Marcin Kuś. Cieszyli się za to gracze Wisły, bo uniknęli pierwszej porażki w sezonie.

ŁKS - Jagiellonia 0:0

Po bardzo słabej grze piłkarze ŁKS bezbramkowo zremisowali z Jagiellonią Białystok. Drużynie z Łodzi nie pomogli nawet pozyskani w ostatniej chwili piłkarze z Węgier i Albanii

W niedzielę mecz Górnik Zabrze - Lech.

Rekord świata Jędrzejczak pobity!

pk, reuters
2008-02-23, ostatnia aktualizacja 2008-02-23 15:12
Zobacz powiększenie
Otylia w drodze po nieaktulany rekord świata
Fot. LASZLO BALOGH REUTERS

Podczas grudniowych mistrzostwach Europy na Węgrzech na krótkim basenie, Otylia Jędrzejczak ustanowiła rekord świata na 200 metrów stylem motylkowym z czasem 2:03.53. Z rekordu cieszyła dwa miesiące. W czwartek jej sukces przyćmiła Japonka, Yuko Nakanishi

Czas 26-letniej Nakanishi to 2:03.12. Czas Japonki jest lepszy od Otylii o 0,41 sekundy. Rekord polskiej pływaczki został pobity podczas mistrzostw Japonii na krótkim basenie w Tokio.

W Japonii padł również rekord świata na 200 metrów stylem grzbietowym. Reiko Nakamura pobiła czas Amerykanki Natalie Coughline 2:03.62 ustanowiony podczas MŚ w Nowym Jorku w 2001 roku. Nakamura przepłynęła dystans w czasie 2:03.24.

Schlierenzauer latał najdalej w Oberstdorfie, Małysz 9.

pk, kris
2008-02-23, ostatnia aktualizacja 2008-02-23 17:51
Zobacz powiększenie
Małysz na treningu w Oberstdorfie
Fot. KERSTIN JOENSSON AP

Adam Małysz zajął 9. miejsce w mistrzostwach świata w lotach narciarskich. W sobotnich seriach Polak skoczył 192,5 m i 196 m. Wygrał Austriak Gregor Schlierenzauer, który wyprzedził swojego rodaka Martina Kocha i Fina Janne Ahonena.

Wyniki mistrzostw świata

Po obiecujących skokach w piątek, w sobotę Małyszowi nie udało się już doskoczyć do granicy 200 m. Po skokach na odległość 192,5 m i 196 m Polak zakończył mistrzostwa na 9. miejscu. Aby walczyć o medale w sobotę trzeba było skakać powyżej 200 m. 9. pozycja to i tak najlepszy wynik Małysza w mistrzostwach świata w lotach. Wcześniej Polak najlepszym wynikiem Polaka na mamucich skoczniach było 11. miejsce.

Mistrzostwa w Oberstdorfie wygrał Austriak Gregor Schlierenzauer, który zwycięstwo zapewnił sobie w czwartej serii, skokiem na odległość 211,5 m. Drugie miejsce zajął prowadzący po trzech seriach Martin Koch. Podium uzupełnił Janne Ahonen, który także świetnie skoczył w ostatniej serii - 208,5 m.

Gregor Schlierenzauer jest najmłodszym w historii mistrzem świata w lotach. W Oberstdorfie wygrał zasłużenie, z przewagą 10,7 punktu nad Kochem.

Niespodzianką mistrzostw jest brak medalu dla reprezentanta Norwegii. Najlepszy z nich, Bjoern Einar Romoeren, po piątkowych skokach był liderem, ale w sobotę skakał słabiej i zajął 4. miejsce. Mistrzostwa zdominowali Austriacy, którzy poza czołową dwójką mieli w pierwszej "10" także Thomasa Morgensterna (7. pozycja). Zadowoleni mogą być też Finowie. Janne Ahonen zdobył brązowy medal, a Janne Happonen i Harri Olli zajęli odpowiednio 5. i 6. miejsce.

Jak przebiegała III seria:

Adam Małysz nie utrzymał dobrej dyspozycji z piątku. Skoczył 192,5 m i spadł na 7. pozycję. Po trzech częściach zawodów Polak ma 591,8 pkt i do zajmującego trzecią pozycję Bjoerna Einara Romoerena traci 23,5. W trzeciej serii zdecydowanie najlepszy skok (213 m) wykonał Martin Koch i to on jest liderem przed ostatnią częścią zawodów.

Zawodnicy skaczą z 36. belki startowej. Po pierwszych dziesięciu skokach na prowadzeniu utrzymywał się Norweg Anders Bardal, który skoczył 193,5 m. Norwega na pozycji lidera zmienił Michael Uhrmann. Niemiec skoczył 190 m, ale miał przewagę z piątkowych serii. Jako pierwszy barierę 200 m pokonał Anders Jacobsen. Norweg uzyskał odległość 203 m i objął zdecydowane prowadzenie, na którym utrzymał się do skoku Szwajcara Simona Ammanna, który doleciał do 205 metra.

Lepszy od niego okazał się Fin Janne Ahonen. 209 m dało mu pewne prowadzenie. Do końca serii Ahonena wyprzedzili tylko trzej zawodnicy: Bjoern Einar Romoeren, Gregor Schlierenzauer i prowadzący po trzech seriach Martin Koch.

lp.
kraj skok 1 nota 1 skok 2 nota 2 pkt.
1 Gregor Schlierenzauer Austria 208.5 626.1 211.5 209.3 835.4
2 Martin Koch Austria 213 629.9 201.5 194.8 824.7
3 Janne Ahonen Finlandia 209 606.7 208.5 205.2 811.9
4 Bjoern-Einar Romoeren Norwegia 198.5 615.3 196.5 189.3 804.6
5 Janne Happonen Finlandia 201 598.3 207 203.4 801.7
6 Harri Olli Finlandia 200.5 586.1 206.5 201.3 787.4
7 Thomas Morgenstern Austria 194.5 600.1 193.5 184.2 784.3
8 Simon Ammann Szwajcaria 205.5 590.4 199.5 192.4 782.8
9 Adam Małysz Polska 192.5 591.8 196 186.2 778
10 Anders Jacobsen Norwegia 203 580 201.5 195.3 775.3
11 Tom Hilde Norwegia 197 579 200 194.5 773.5
12 Jernej Damjan Słowenia 201.5 579.3 199.5 193.4 772.7
13 Andreas Kuettel Szwajcaria 189 580.5 195.5 188.1 768.6
14 Matti Hautamaeki Finlandia 193.5 557.1 202.5 197.5 754.6
15 Martin Schmitt Niemcy 192.5 571.2 187 176.4 747.6
16 Andreas Kofler Austria 195.5 570.2 186 175.2 745.4
17 Robert Kranjec Słowenia 189 558.4 191 181.7 740.1
18 Anders Bardal Norwegia 193.5 534.2 192.5 183.5 717.7
19 Michael Uhrmann Niemcy 190 537.7 184 171.3 709
20 Antonin Hajek Czechy 188.5 532.5 184.5 171.9 704.4

OE: przerwana seria Wisły, remis w Łodzi

ŁW/PAP /08:51
fot. PAP/Piotr Polak
PAP
Po 74 dniach przerwy piłkarze Orange Ekstraklasy powrócili na boiska. W piątek odbyły się dwa spotkania 18. kolejki. Najciekawiej było w Kielcach, gdzie miejscowy Kolporter Korona podejmował lidera rozgrywek Wisłę Kraków. Oba zespoły podzieliły się punktami, remisując 1:1 (0:0). Remis zanotowaliśmy także w Łodzi, gdzie ŁKS spotkał się z Jagiellonią Białystok. W tym meczu żadnej z drużyn nie udało się strzelić bramek.
Piłkarze Korony Kielce zremisowali na własnym boisku z Wisłą Kraków w spotkaniu 18. kolejki Orange Ekstraklasy 1:1 (0:0). Tym samym podopieczni Jacka Zielińskiego zakończyli serię dziesięciu kolejnych ligowych zwycięstw "Białej Gwiazdy".

Szlagierowo zapowiadające się spotkanie z pewnością nie zachwyciło poziomem kibiców, którzy licznie przybyli na stadion przy ul. Ściegiennego. Piłkarze obu drużyn zaprezentowali wyrachowany futbol i w rezultacie sytuacji strzeleckich było jak na lekarstwo.
Postawa zawodników nie zachwyciła zapewne selekcjonera reprezentacji Leo Beenhakkera i jego asystenta Dariusza Dziekanowskiego. Spośród potencjalnych kandydatów do gry w kadrze najlepiej spisał się Adam Kokoszka. Zupełnie nie udał się natomiast powrót na polskie boiska Radosławowi Matusiakowi.

Pierwsza połowa była momentami nudna. W ciągu 45 minut wiślacy tylko raz strzelili na bramkę gospodarzy - Wojciech Kowalewski dość szczęśliwie odbił piłkę po uderzeniu z 20 metrów Mauro Cantoro. Jeszcze bliżej powodzenia był Marcin Robak, który - po zagraniu Marcina Kusia - z dziesięciu metrów kopnął piłkę ponad bramkarzem Marcinem Juszczykiem, jednak ta poleciała obok słupka.

Po przerwie jeszcze kibice na dobre nie skoncentrowali się na grze, a już zapanował na trybunach szał radości. Niegroźna akcja w środku boiska zakończyła się dokładnym podaniem Hermesa do Pawła Sobolewskiego, ten przebiegł kilkadziesiąt metrów z piłką i z ostrego kąta strzelił obok bramkarza krakowskiego zespołu.

Utrata bramki skłoniła krakowskich piłkarzy do bardziej zdecydowanej gry, pod bramka kielczan zaczęło być gorąco. Groźny strzał Wojciecha Łobodzińskiego w 54. minucie z trudem obronił Kowalewski. Za chwile szybki kontratak gospodarzy, dokładne dośrodkowanie Grzegorza Bonina i Marcin Robak głową posłał piłkę tuż obok słupka bramki wiślaków.

W 60. minucie Marek Zieńczuk dośrodkował z lewego skrzydła a efektownym strzałem z woleja akcję zamknął Adam Kokoszka doprowadzając do wyrównania. Był to pierwsze trafienie w lidze reprezentacyjnego obrońcy i pierwszy w historii gol krakowian na stadionie w Kielcach.

W końcówce losy meczu mógł rozstrzygnąć Edi Andradina. Brazylijczyk nie zdołał jednak pokonać w dogodnej sytuacji nominalnego rezerwowego bramkarza Wisły Marcina Juszczyka.

Powiedzieli po meczu:

Maciej Skorża, trener Wisły: - Moi piłkarze mieli okresy dobrej gry, z których byłem zadowolony, ale za mało przeprowadzali akcji ofensywnych. Były też momenty, że kielczanie mieli dobre sytuacje i z takiej właśnie straciliśmy bramkę. Przyszło nam gonić wynik, udało się doprowadzić do remisu. Gratuluje gospodarzom godnej postawy i zdecydowanej gry.

Jacek Zieliński, trener Korony: - Choć zmierzyliśmy się z najlepszym zespołem ligi, liczyliśmy na zwycięstwo. W pierwszej połowie Wisła umiejętnie kontrolowała grę w środkowej strefie boiska. Po przerwie było lepiej, objęliśmy prowadzenie z nadzieją na sukces. Niestety, chwila nieuwagi, 50-metrowy przerzut piłki i stało się. Jeszcze w ostatnich minutach próbowaliśmy zmienić wynik, ale bramkarz wybił piłkę po strzale Ediego. Podział punktów z takim zespołem jak Wisła nie przynosi wstydu.

Kolporter Korona Kielce - Wisła Kraków 1:1 (0:0)
Bramki: Paweł Sobolewski (47) - Adam Kokoszka (60).
Żółta kartka - Hernani (Korona).
Sędziował: Zdzisław Bakaluk (Olsztyn).
Widzów: 13 947.

Korona: Wojciech Kowalewski - Marcin Kuś, Hernani, Andrius Skerla, Robert Bednarek - Grzegorz Bonin (77-Tomasz Nowak), Hermes, Cezary Wilk, Paweł Sobolewski (67-Marcin Kaczmarek) - Edi Andradina, Marcin Robak.
Wisła: Marcin Juszczyk - Adam Kokoszka, Arkadiusz Głowacki, Cleber, Piotr Brożek - Wojciech Łobodziński (78-Grzegorz Kmiecik), Radosław Sobolewski, Mauro Cantoro, Marek Zieńczuk - Rafał Boguski, Radosław Matusiak (73-Jean Paulista).

***

W spotkaniu inaugurującym 18. kolejkę Orange Ekstraklasy i jednocześnie polskie rozgrywki ligowe w 2008 roku ŁKS Łódź bezbramkowko zremisował na własnym boisku z Jagiellonią Białystok.

W rundzie wiosennej oba zespoły mają zadanie utrzymania miejsca w Orange Ekstraklasie. Bliżej celu jest Jagiellonia, która po jesieni miała 12 punktów przewagi nad ŁKS i utrzymała ją po piątkowym spotkaniu.

Do Łodzi goście przyjechali w osłabionym składzie. Z powodu kartek pauzował Dariusz Łatka, a kontuzje wyeliminowały z gry Łukasza Nawotczyńskiego i Mariusza Dzienisa.

ŁKS również miał problemy kadrowe. Oprócz kontuzjowanych Mladena Kascelana i Miczysława Sikory nie mógł wystąpić Brazylijczyk Jovino, którego certyfikat nie dotarł jeszcze do Łodzi. Tuż przed meczem udało się uprawnić do gry Gabora Vayera i Labinota Halitiego, którzy znaleźli się w wyjściowej jedenastce ŁKS.

Braki kadrowe przełożyły się na postawę obu drużyn w piątkowym meczu. Spotkanie nie stało na najwyższym poziomie a gra koncentrowała się w środku boiska. ŁKS miał optyczną przewagę, Jagiellonia próbowała wyprowadzać kontry. Zawodnikom nie można było odmówić ambicji i chęci walki, ale brakowało piłkarskich umiejętności.

W pierwszej połowie zespoły stworzyły cztery groźne sytuacje. W 12. minucie po zagraniu Ensara Arifovica przed bramką Jagiellonii zanalazł się Łukasz Madej, jednak piłkę spod nóg wyłuskał mu Jacek Banaszyński. Minutę później swoją najlepszą okazję zmarnowała Jagiellonia. Vuk Sotirovic znakomicie podał do Remigiusza Sobocińskiego, który nie atakowany przez rywali posłał piłkę obok bramki. W 19. minucie gości od straty gola uratował Radosław Kałużny. Obrońca gości wślizgiem wybił piłkę spod nóg będącego przed Banaszyńskim Paulinho. Szansę na zmianę wyniku miał jeszcze Vayer, ale piłkę po jego uderzeniu w 36. minucie odbił bramkarz Jagiellonii.

Po zmianie stron gra się wyrównała, jednak podbramkowych sytuacji było niewiele. Bliżej szczęścia była Jagiellonia, jednak Bogusław Wyparło w 78. minucie obronił strzały Dariusza Jareckiego i Marcina Truszkowskiego a w 83. minucie nie dał się pokonać Tomaszowi Sokołowskiemu. ŁKS w drugiej połowie nie zmusił Banaszyńskiego do żadnej interwencji. Na listę strzelców mógł się jednak wpisać Marcin Klatt, ale w 90. minucie stojąc dwa metry przed pustą bramką nie trafił w piłkę.

Po meczu powiedzieli:

Trener Jagiellonii Białystok Artur Płatek: - Nie był to wielki mecz piłkarski. Obie drużyny miały po dwie, trzy sytuacje do strzelenia gola, ale skończyło się remisem, który jest sprawiedliwym wynikiem. Jesteśmy zadowoleni z wywalczonego punktu. Przybliża to nas do utrzymania w lidze a to jest dla nas główny cel na ten sezon.

Szkoleniowiec ŁKS Łódź Mirosław Jabłoński: - Zdawaliśmy sobie sprawę, że Jagiellonia nie będzie grała otwartej piłki i nastawi się na kontry. Na początku mieliśmy problemy z wyprowadzeniem składnej akcji. Gra była lepsza pod koniec pierwszej połowy, jednak po przerwie znów nie wyglądało to dobrze. Zabrakło gry zespołowej i strzałów z dystansu, które przy takiej pogodzie mogły zaskoczyć bramkarza.

ŁKS Łódź - Jagiellonia Białystok 0:0.
Żółte kartki: Arkadiusz Mysona, Gabor Vayer, Łukasz Madej - Jacek Banaszyński, Jacek Falkowski, Marcin Truszkowski.
Czerwona kartka: Jacek Falkowski (89, Jagiellonia - za drugą żółtą).
Sędziował: Marcin Wróbel (Warszawa).
Widzów: 5000.

ŁKS: Bogusław Wyparło - Robert Łakomy, Tomasz Kłos, Marcin Adamski, Arkadiusz Mysona - Łukasz Madej, Paulinho, Labinot Haliti, Gabor Vayer, Robert Szczot (81-Marcin Klatt) - Ensar Arifovic (60-Kleyr).
Jagiellonia: Jacek Banaszyński - Adrian Napierała, Radosław Kałużny, Jacek Markiewicz, Marek Wasiluk - Jacek Falkowski, Bruno (69-Aleksander Kwiek), Tomasz Sokołowski, Remigiusz Sobociński (62-Marcin Truszkowski), Dariusz Jarecki (87-Bartłomiej Niedziela) - Vuk Sotirovic.

***

18. kolejka Orange Ekstraklasy:

Sobota:

Groclin Dyskobolia Grodzisk Wlkp. - Legia Warszawa (16)
Cracovia - Polonia Bytom (16)
Widzew Łódź - Odra Wodzisław (16)
Zagłębie Sosnowiec - Ruch (16)
Zagłębie Lubin - PGE GKS Bełchatów (18)

Niedziela:

Górnik Zabrze - Lech Poznań (17)

Tusk: Trzeba na nowo wybrać model ustroju państwa

mig, PAP
2008-02-23, ostatnia aktualizacja 2008-02-23 08:43

Premier Donald Tusk mówi w wywiadzie "Dziennikowi" o potrzebie zmian w ustroju państwa. Jego zdaniem trzeba na nowo wybrać model ustroju Polski - prezydencki lub kanclerski. Premier chce też zniesienia immunitetu parlamentarnego, zlikwidowania Senatu, zmniejszenia Sejmu i wprowadzenia okręgów jednomandatowych. Tusk mówi tez o tym, że warto byłoby przetestować gotowość prezydenta do weta.

Zobacz powiekszenie
Fot. Bartosz Makowczyński / AG
Donald Tusk
O konstytucji

"Dz.": Zapowiedział pan debatę o zmianie konstytucji. I ani nie powiedział pan, w którym kierunku, ani nie opisał scenariusza tych zmian.

D.T.: Chcę uniknąć wrażenia, że zabiegam o większą władzę dla siebie. Polacy poszli liczniej niż zwykle do wyborów i mają prawo oczekiwać, że ten, kto dzięki ich głosom wygrał, dokona teraz obiecywanych zmian. A zamiast tego będą się dowiadywali, że prezydent blokuje, bo taka jest konstytucja.

"Dz.": Ale jaka jest pana recepta? Więcej władzy dla prezydenta czy dla premiera?

D.T.: To wymaga debaty. Na razie chcę uzyskać od głównych sił politycznych zgodę na podjęcie tematu. Nie chcę więc z góry przesądzać: silniejsza władza prezydencka czy rządowa.

"Dz.": Ale my pytamy o technologię zmian. To najsilniejsza partia, czyli Platforma powinna się wykazać inicjatywą. Jeśli to ma być poważna propozycja, to np. powinna powstać w parlamencie odpowiednia komisja pracująca nad rozwiązaniami.

D.T.: Zaproponujemy jak najszybciej powołanie sejmowej Komisji Konstytucyjnej. Pewne zmiany, które w niej zaproponujemy, są dla wszystkich oczywiste: na przykład zniesienie immunitetu parlamentarnego. Wrócimy też do naszych dawniejszych pomysłów ustrojowych: likwidacji Senatu, wprowadzenie okręgów jednomandatowych, zmniejszenia Sejmu. Ale kluczową zmianą będzie wskazanie ośrodka władzy, który weźmie pełną odpowiedzialność za państwo. Będziemy wolni od podejrzeń, że piszemy ustrój pod przyszłe wybory, bo ich wyniki są nie do przewidzenia. W praktyce to niech opozycja dokona wyboru: model prezydencki czy kanclerski.

"Dz.": A jak za rok Komisja Konstytucyjna postawi na silnego prezydenta? Zgodzi się pan na uszczuplenie swojej władzy?

D.T.: Nowy ustrój wszedłby w życie w następnej kadencji parlamentu. A może inaczej: po przyjęciu nowej konstytucji powinny nastąpić nowe wybory.

"Dz.": Opowiada się pan za zmianami w obecnej konstytucji czy za przyjęciem nowej?

D.T.: To oczywiste, że tak zasadnicze zmiany wymagają całkiem nowego tekstu. Za dużo przepisów zależy od siebie nawzajem. Będę też przekonywał, aby nowa konstytucja nie przesądzała kształtu ordynacji wyborczej. Łatwiej będzie zdecydować: wybory proporcjonalne czy większościowe.

O wecie prezydenta

"Dz.": A jest pan pewien, że prezydent zawetuje wasze projekty?

D.T.: Zgadzam się z poglądem Piotra Zaremby, wedle którego warto byłoby przetestować gotowość prezydenta do weta. Ale w rozmowie ze mną Lech Kaczyński wyraźnie zapowiedział, że będzie blokował wszystkie reformy kwestionowane przez związki zawodowe, że zawsze stanie po stronie rozmaitych grup zawodowych czy branż. Zresztą już dwa lata temu, gdy nie było wiadomo, że dojdzie do wyborów, obiecał mi: "Nawet jeśli wygracie, nie myślcie, że przeprowadzicie jakąkolwiek ustawę". Nie ma spotkania z prezydentem, niezależnie, czy mówimy sobie na "pan" czy na "ty", czy mamy miny ponure, czy przyjazne, żeby Lech Kaczyński nie demonstrował wielkiej pretensji i poczucia krzywdy, że nie rządzi jego brat.

O Karcie Nauczyciela

D. Tusk: Mówię już dziś związkowcom, także członkom mojej rodziny, którzy są nauczycielami: ta Karta to dla was zguba. Trzeba zbudować system umożliwiający płacenie więcej za cięższą pracę. Część nauczycieli woli mniej zarabiać, gdyż woli mało pracować. To po części dotyczy zresztą i lekarzy.

"Dziennik": Za miesiąc premier Tusk pojawi się w parlamencie z projektem zmian w Karcie nauczyciela?

D.T.: Nie, gdyż najpierw muszę przyjść z tym projektem do Pałacu Prezydenckiego, a także do klubu PiS i do lewicy. Dwa kluby opozycyjne postanowiły w każdej sprawie popierać związki zawodowe. Prezydent przyjął podobną postawę.

"Dz." Brzmi to jak wymówka.

D.T.: To nie sztuka złożyć ustawę i przegrać.

"Dz.": Na pewno? Projekt ustawy oznacza debatę. Jak pan przyjdzie z argumentami i z konkretnym pomysłem, może pan wygrać poparcie społeczne dla reform.

D.T.: I dlatego na przykład w dużo drażliwszej sprawie służby zdrowia złożyliśmy już siedem projektów ustaw. W tym tę kluczową pozwalającą na uszczelnienie systemu zdrowotnego, zanim jeszcze zaczniemy rozmawiać o podwyżce składki zdrowotnej.

O reformie oświaty

D.T.: Kalendarz rządowych przedsięwzięć różni się od notesu eksperta. Strajk celników czy zażegnywanie kłopotów w służbie zdrowia nas po prostu dopadły. Ale na przykład w tym roku pojawi się pakiet propozycji reformujących edukację. To będzie jeden z naszych sztandarów, choć nie ukrywam, że do paru pomysłów Katarzyny Hall, skądinąd dobrze przygotowanego i zorganizowanego ministra, mam zastrzeżenia.

"Dz.": Minister Hall stawia m.in. na jak najszybsze posyłanie dzieci do szkół i na jak najwcześniejszą specjalizację uczniów.

D.T.: I tu mam wątpliwości. Żeby posyłać sześciolatki do szkół, trzeba najpierw szkołę odpowiednio przygotować. Patrzę też z powątpiewaniem na pomysł radykalnej specjalizacji na poziomie liceów.

"Dz.": Magister historii Donald Tusk zgadza się, że historii warto by uczyć do matury?

D.T.: Tak jak matematyki, bo oba przedmioty uczą różnego typu myślenia. Wczesna specjalizacja ma swoje zalety - ułatwia szybszą karierę zawodową. Ale ona może też pozbawić pewnych sprawności potrzebnych przy bardzo elastycznym rynku pracy, bo ludzie zmieniają nieraz profesje wiele razy.

"Dz.": Będzie pan tego pilnował jako premier?

D.T.: Pani minister Hall ma własne poglądy, ale jest bardzo lojalna. Pochwalam kreatywność ministrów, ale w razie sporu rację ma premier.

O reformie nauki

"Dz.": Z kolei rektorzy uczelni publicznych przyszli niedawno do pana zaniepokojeni pomysłem minister Barbary Kudryckiej wspierania prywatnych szkół wyższych przez państwo. W dobie niżu demograficznego to kurs na sztuczne podtrzymywanie ich bytu.

D.T.: A może spojrzycie panowie na to inaczej? Może warto, aby podstawą finansowania był poziom nauczania. By zasady były takie same dla wszystkich? Jestem przeciwny dyskryminacji sektora prywatnego edukacji. Zarazem mam nadzieję, że uspokoiłem lęki rektorów, których zresztą ja zaprosiłem do siebie, by o tym porozmawiać. Bo dobre, flagowe uczelnie publiczne nie mają się czego obawiać. Ale ogólny poziom innowacyjności na polskich uniwersytetach jest przecież niski. Mogą go wzmocnić nie tylko większe nakłady. ale i większa konkurencja o pieniądze, także europejskie.

O służbach specjalnych

D.T.: Kompromis z osobami pokroju Macierewicza i Olszewskiego jest niemożliwy. Ja chcę po prostu zbudować nową służbę wywiadu i kontrwywiadu. Obstrukcja Olszewskiego sprawi, że weryfikacja WSI nie zostanie dokończona w terminie. Więc my ją dokończymy sami. Dla ponurych postaci z minionej epoki nie będzie w nowej służbie miejsca.

"Dz.": Mówi pan tym samym: WSI nie wróci.

D.T.: Ci, którzy uważają, że zakończenie rządów PiS to szansa na odbudowę ich uprzywilejowanej pozycji, mocno się zdziwią. Pierwszy przykład z brzegu: zapowiadam, że znajdę źródła przecieku raportu pułkownika Reszki do "Dziennika". Winni staną przed prokuratorem.

"Dz.": Potwierdza pan tym samym autentyczność raportu o wywiadzie i kontrwywiadzie opisanego w "Dzienniku".

D.T.: Potwierdzam, że informacje opublikowane przez "Dziennik" nie powinny ujrzeć światła dziennego.

"Dz.": Raport zawiera druzgocącą ocenę postępowania Antoniego Macierewicza podczas przekształcania wojskowych służb specjalnych. Pan się z tymi ocenami identyfikuje?

D.T. Macierewicz jest nieodpowiedzialny, ale to nie oznacza sympatii do atakujących go byłych oficerów WSI.

"Dz.": Mówi pan o nowej służbie wywiadu i kontrwywiadu. To, jak rozumiemy, nie będzie SKW tworzona już przez Macierewicza?

D.T.: Moją intencją jest powołanie pod skrzydłami ministra Jacka Cichockiego zespołu przygotowującego powołanie nowych służb. Powrotu do dawnego WSI nie będzie. Tak jak nie będzie powrotu do niekompetentnych działań ludzi typu Macierewicz. Bo w ostateczności chodzi o bezpieczeństwo naszych żołnierzy w Iraku, Afganistanie czy Czadzie.

O wypoczynku

"Dz.": Nie zrezygnuje pan z weekendów w Gdańsku, z meczów piłki nożnej? Bo bywa pan coraz głośniej oskarżany o brak pracowitości.

D.T.: Jestem nowoczesnym konserwatystą. Cały tydzień bardzo dużo pracuję. A w każdą niedzielą o 19 rozgrywam z przyjaciółmi mecz piłki nożnej i zamierzam to robić nadal. Normalny człowiek w niedzielę o tej porze wypoczywa. A rządzić dobrze może tylko ten, kto jest zdrowy i wypoczęty. Polityk z poszarzałą twarzą, który śpi po trzy godziny, jest niebezpieczny dla ojczyzny. Narzekacie na weekendy w Gdańsku. Czasy średniowiecza dawno się skończyły. Dziś nie rządzi się z ponurego zamczyska. Z telefonem komórkowym, z laptopem można rządzić nawet z pokładu samolotu.

"dz.": Czyli nic pan nie zmieni w swoich zwyczajach?

D.T. Zmienię. W ten weekend będę w Warszawie podsumowując 100 dni. Jednocześnie do Warszawy przyjeżdża moja żona. Będzie mieszkała ze mną w stolicy, w rządowej willi Parkowa. Zdecydowały względy uczuciowo-emocjonalne, czyli po prostu wielka tęsknota. I mówię to panom jako pierwszym.

Źródło: "Dz"

Sikorski 9 miesięcy temu: Kosowo za wahhabickie pieniądze

Robert Kowalik, gazeta.pl
2008-02-22, ostatnia aktualizacja 2008-02-22 21:16

Jeszcze dziewięć miesięcy temu Radosław Sikorski przestrzegał przed islamizacją Kosowa, a sponsorów budowy nowych meczetów widział w Arabii Saudyjskiej. Pytał czy nasi żołnierze mają broń, by bronić Serbów oraz zastanawiał się co będzie z chrześcijańskimi zabytkami. Wtórował mu Stefan Niesiołowski. Dziś chcą uznać niepodległość Kosowa. - Szeregowemu senatorowi wolno wypowiadać się swobodniej niż ministrowi spraw zagranicznych - skomentował dziś sprawę rzecznik MSZ.

Zobacz powiekszenie
Fot. Dennis Cook AP
Radosław Sikorski
Szef klubu PO Zbigniew Chlebowski poinformował, że decyzja w sprawie uznania nowego państwa zostanie podjęta na najbliższym posiedzeniu rządu w przyszły wtorek. Rząd miał uznać niepodległość Kosowa w tym tygodniu, ale wstrzymał się - jak relacjonował premier Donald Tusk - na prośbę prezydenta. Spotkanie z Lechem Kaczyńskim miało jednak charakter czysto kurtuazyjny, bo rząd jest zdecydowany uznać niepodległość Kosowa w przyszłym tygodniu.

Za szybkim uznaniem niepodległości Kosowa optował zaraz po spotkaniu ministrów Unii w Brukseli Radosław Sikorski. - Złożyłem wniosek o uznanie niepodległości Kosowa, tak jak zrobiła to większość państw członkowskich Unii Europejskiej - powiedział Sikorski, - Mam wrażenie, że Rada Ministrów skłania się ku uznaniu niepodległości Kosowa - dodał szef polskiej dyplomacji. Jeszcze dziewięć miesięcy temu Radosław Sikorski miał w sprawie Kosowa więcej wątpliwości.

Złocone meczety kontra spalone chaty

Dotarliśmy do stenogramu z posiedzenia Komisji Spraw Zagranicznych Senatu RP w maju 2007 r. w sprawie Kosowa. Radosław Sikorski, wtedy jako senator, analizuje sytuację w tej części Europy: - Moja refleksja na ten temat (...) jest taka, że przyłożyliśmy do Kosowa wzór z Bośni, gdzie Serbowie byli agresorami, a biedni muzułmanie się bronili, który do Kosowa nie pasuje - mówi na spotkaniu Sikorski. - Byłem dwa lata temu w Kosowie i tam są w miasteczkach całe dzielnice wypalonych domów serbskich i nowe, złocone meczety wybudowane za wahhabickie, saudyjskie pieniądze - relacjonuje w 2007 roku Sikorski.

Przeczytaj fragmenty stenogramu

Czy nasi mają broń?

Sikorski pyta też, mimo że jako były minister obrony narodowej powinien to wiedzieć, czy polscy żołnierze mogą w Serbii użyć broni: - Czy nasi żołnierze mają tam prawo użycia broni? (...) Nie chciałbym, abyśmy doznali takiego wstydu, że nasi żołnierze nie mają prawa do użycia broni w obronie ludzi, których bezpieczeństwo im powierzyliśmy.

Obecny minister spraw zagranicznych martwi się też o zabytki: - Jakie są gwarancje, że te wspaniałe zabytki chrześcijańskiej historii, które tam są enklawami serbskimi, w jakimś momencie nie zostaną zniszczone, że one będą bronione?

Zwróciliśmy się z prośbę o komentarz do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Do tej pory nie udało nam uzyskać komentarza Radosława Sikorskiego w tej sprawie.

Dylematy pozostają

- Szeregowemu senatorowi wolno wypowiadać się swobodniej niż ministrowi spraw zagranicznych - skomentował dziś sprawę rzecznik MSZ Piotr Paszkoski. - Dylematy pozostają niezmienne i społeczność międzynarodowa będzie monitorować poszanowanie praw człowieka i ochronę dziedzictwa kulturowego w Kosowie - dodał.

Nie bądźmy tak dobroduszni

Stefan Niesiołowski, ówczesny przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Senatu, potwierdzał w maju ub.r. obawy Sikorskiego: - (...) w pełni solidaryzuję się z opinią pana senatora Sikorskiego (...) jeżeli dopuszczamy fragmenty Europy do islamizacji, bo państwa islamskie nie wykazują żadnej pod tym względem wzajemności i za ochrzczenie dziecka, nawrócenie się czy przejście na chrześcijaństwo, porzucenie islamu często płaci się głową. Nie bądźmy tak dobroduszni i lekkomyślni w sprawie islamizacji Europy - mówił Niesiołowski

Nie chcemy, ale musimy

- Dalej tak uważam i potwierdzam swoje wątpliwości - komentuje dziś swoje słowa Stefan Niesiołowski. - Pokój w Europie opiera się na nienaruszalności granic, a tu dokonano aktu wrogiego wobec Serbii. Byłem wtedy przeciwny powstaniu państwa, które Europa musi podtrzymywać - twierdzi wicemarszałek Sejmu.

- Może to prowadzić do eskalacji konfliktu, bo zaraz Serbowie będą chcieli oderwać Banja Lukę. Nie rozumiem, dlaczego Bush pod koniec rządów podejmuje kolejną interwencję. Nie rozumiem też polityki Europy wobec Serbii, która była przecież zachęcana do proeuropejskiego kursu, a teraz może czuć się oszukana.

Jednak dla Polski byłoby większym błędem, gdybyśmy Kosowa nie uznali. Nie trzeba się jednak spieszyć, trzeba poszukać jakiego? zadośćuczynienia dla Serbii - kończy Stefan Niesiołowski.

Przed gorączką oscarowej nocy

Donata Subbotko
2008-02-23, ostatnia aktualizacja 2008-02-22 19:04

Cała polska ekipa związana z filmem "Katyń" i animowanym "Piotrusiem i wilkiem" już tam jest. Rano w poniedziałek polskiego czasu będzie wiadomo, kto w tym roku dostał Oscara.

Zobacz powiekszenie
Fot. DANNY MOLOSHOK REUTERS Zobacz powiekszenie
Fot. YIORGOS KARAHALIS REUTERS
Paul Thomas Anderson
Zobacz powiekszenie
Fot. Sergiusz Pęczek / AG
Janusz Kamiński
Zobacz powiekszenie
Fot. Miguel Villagran AP
Tilda Swinton
Zobacz powiekszenie
Fot. Bartosz Bobkowski / AG
Agnieszka Holland
Zobacz powiekszenie
Fot. Peter Kramer AP
Jason Reitman
SERWISY
W Los Angeles są lekko przeziębiony Andrzej Wajda i jego żona Krystyna Zachwatowicz. Poza tym aktorzy: Magdalena Cielecka, Andrzej Chyra, Paweł Małaszyński i Artur Żmijewski, Agnieszka Odorowicz i Maciej Karpiński z PISF, koproducenci z TVP i TP SA oraz Michał Kwieciński z Akson Studio, który film wyprodukował.

Dziś w nocy Wajda wraz z pozostałą czwórką reżyserów najlepszych filmów nieanglojęzycznych - Nikitą Michałkowem ("12"), Siergiejem Bodrowem ("Mongoł"), Josephem Cedarem ("Beaufort"), Stefanem Ruzowitzkim ("Fałszerze") - wziął udział w konferencji prasowej, spotkaniu z publicznością i koktajlu wydanym przez Amerykańską Akademię Filmową.

Atmosfera w naszej ekipie jest nieco napięta, chociaż - jak twierdzi Magda Cielecka - bardzo optymistyczna. Nikt nie dostał jeszcze biletów na samą galę w Kodak Theatre. Wiadomo, że czeka na nas sześć zaproszeń. Na ceremonię oscarową pójdą: Andrzej Wajda z żoną, Michał Kwieciński z żoną, Agnieszka Odorowicz i Maciej Witucki - prezes TP SA, jednego z koproducentów filmu.

- Sądząc po tutejszych nastrojach, naszym najmocniejszym rywalem w walce o Oscara wydają się austriaccy "Fałszerze'" - powiedział "Gazecie" Michał Kwieciński.

Film Andrzeja Wajdy odniósł gigantyczny sukces artystyczny i frekwencyjny w Polsce (ponad 3 mln widzów). Nazwisko reżysera, oscarowa nominacja i entuzjastyczne przyjęcie na festiwalu w Berlinie spowodowały, że filmem zainteresowali się dystrybutorzy na całym świecie.

Agnieszka Holland o szansach "Katynia" Andrzeja Wajdy jako najlepszego filmu obcojęzycznego

Myślę, że "Katyń" może wygrać, bo to ważny obraz również z powodów pozafilmowych. A ci, którzy głosują na tę akurat kategorię - z powodów praktycznych jest to najczęściej kilkadziesiąt chętnych osób, zwykle starszych i niepracujących już zawodowo - wyczuleni są na takie właśnie filmy: poruszające drażliwe tematy społeczno-polityczne, dotykające tragicznych momentów w historii. Poza tym Andrzej, który ma już Oscara za całokształt, jest w Stanach postacią znaną i cenioną. Szanse są więc duże, choć pewnie można było wokół filmu sprowokować większą dyskusję, zwłaszcza w amerykańskiej prasie.

Janusz Kamiński - nominacja za najlepsze zdjęcia - film "Motyl i skafander"

Nie mam ciśnienia na nagrodę. Liczę się z tym, że tym razem skończy się na nominacji, chociaż za trzecią statuetkę bym się nie obraził. Poza tym w głównych kategoriach rzadko dostają Oscary filmy nie po angielsku. A "Motyl i skafander" i tak został już doceniony bardziej, niż mogłem się spodziewać - to był przecież w pewnym sensie mój kaprys, wizualny eksperyment i dla mnie jako operatora ogromne ryzyko. Ale każda nominacja cieszy, bo w Hollywood dzięki temu wyrabiasz sobie markę. W wypadku "Motyla ", który nie jest przecież komercyjnym filmem, to szczególnie ważne - bez wsparcia prasy i Akademii Filmowej film pewnie by w Stanach przepadł i co najwyżej trafił na kilka festiwali.

Jason Reitman - nominacja za najlepszą reżyserię i najlepszy film - "Juno"

Gdyby parę lat temu ktoś powiedział, że tak skromny film o nastolatce jak "Juno" dostanie aż cztery nominacje i zostanie uznany za jeden z pięciu najlepszych filmów roku, sam uznałbym to za szaleństwo. Ale Hollywood się zmienia, zmienia się też amerykańska Akademia Filmowa.

To właśnie niezależne kino rozsadza ten system od środka, z niszowego obiegu wchodzi na pierwszy plan. Kiedy patrzę na listę nominacji, wciąż przecieram oczy ze zdumienia: Paul Thomas Anderson, bracia Coen, Julian Schnabel Czy można sobie wyobrazić lepsze towarzystwo?

"Juno" miała być prostą historią o dziewczynie, która wbrew wszystkiemu nie chce zwątpić: w miłość, w ludzką dobroć. I w to, że nie ma błędów, których nie dałoby się naprawić. Mam dużo pokory - wiem, że są z pewnością o wiele lepsi rzemieślnicy ode mnie, ja tak naprawdę dopiero się uczę. Zamiast popisywać się reżyserią, wolę filmową prostotę, czyste wzruszenie, spontaniczność. Jeśli to w "Juno" widać, to już dobrze.

Paul Thomas Anderson - nominacja za najlepszą reżyserię i najlepszy film - "Aż poleje się krew"

Nie mam poczucia, że ten film jest dla mnie jakimś przełomem, chociaż to oczywiście zupełnie inny rodzaj kina niż "Magnolia" czy "Boogie Nights". Pomyślałem po prostu, że przyszedł najwyższy czas, by wziąć sobie do serca radę starych mistrzów: opowiedz historię! Bez narracyjnych szaleństw, z filmowym powietrzem, oddechem. Jak w filmach Johna Hustona - choćby "Skarb Sierra Madre", który był w tym wypadku jedną z największych inspiracji.

Jeśli decydujesz się na film o ropie naftowej i religii, musisz mieć świadomość, że dotykasz najważniejszych dla Amerykanów mitów. Pomyślałem: trzeba być ostrożnym. Dlatego właśnie zdecydowałem się na opowieść w pewnym sensie klasyczną, skupioną na głównych bohaterach, realizowaną według ścisłych zapisów scenariusza. I nagle okazało się, że ta "polisa ubezpieczeniowa" dała pewien szlachetny rytm, otworzyła zupełnie inne możliwości w kreowaniu obrazów i budowaniu relacji między postaciami. Jakbym zobaczył palec starych mistrzów: młodzi barbarzyńcy, oglądajcie nas i uczcie się

Tilda Swinton - Nominacja za drugoplanową rolę żeńską w filmie "Michael Clayton",

Wszyscy wokół mówią: Tilda, w końcu ci się udało. Ale twierdzenie, że Tilda Swinton wreszcie robi karierę, jest fałszywe. Czy karierę robi się dzięki filmom Béli Tarra, czy Ericka Zonki? Moja agentka zabiłaby mnie pewnie, gdyby to usłyszała, ale tak naprawdę wszystkie hollywoodzkie produkcje, w których ostatnio zagrałam - nawet "Michael Clayton" - to jedynie mój tajny sposób na to, żeby promować właśnie te małe, niezależne filmy.

Karen z "Michaela Claytona" tylko z pozoru jest zimna i bezwzględna. Kiedy po raz pierwszy przeczytałam scenariusz, pomyślałam o niej jak o złej aktorce, która wbrew sobie została fatalnie obsadzona. Im bardziej prze do przodu, tym bardziej widać, jak źle się czuje we własnej skórze.

Wierzę, że gdybym sama znalazła się w takiej sytuacji, potrafiłabym się odpowiednio wcześnie wycofać. Na razie w Hollywood - tej krwiożerczej "korporacji" - jestem tylko gościem, którego zaprasza się na wystawne kolacje (śmiech). Staram się zachować dystans i brać to, co przynosi życie. Dlatego na ceremonię rozdania Oscarów oczywiście pójdę, chociaż muszę przyznać, że ani razu nie oglądałam gali nawet w telewizji. Będzie to doświadczenie trochę perwersyjne, ale, mam nadzieję, niezbyt bolesne.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Fidel Castro nie chce zmian na Kubie

Maciej Stasiński
2008-02-23, ostatnia aktualizacja 2008-02-22 17:21

Watykański sekretarz stanu Tarcisio Bertone będzie pierwszym mężem stanu, który pozna następcę Fidela Castro. Ale stary dyktator odgraża się, że zmian demokratycznych na Kubie nie będzie

Zobacz powiekszenie
Fot. Ariana Cubillos AP
Krewne więźniów politycznych na czwartkowej mszy w Hawanie
ZOBACZ TAKŻE
Podróż kardynała Bertone miała upamiętnić 10-lecie pielgrzymki na Kubę papieża Jana Pawła II, ale niespodziewanie stała się pierwszą wizytą zachodniego męża stanu po zrzeczeniu się władzy przez dyktatora Fidela Castro. We wtorek Castro oświadczył, że po 49 latach zdrowie nie pozwala mu już dłużej rządzić.

Komunistyczny parlament ma w niedzielę wyznaczyć następcę Fidela Castro na stanowisku szefa państwa oraz głównodowodzącego sił zbrojnych. Najprawdopodobniej będzie nim młodszy brat dyktatora Raul Castro. Kard. Bertone spotka się z nim jako pierwszy gość zagraniczny w poniedziałek.

W czwartek w Hawanie watykański sekretarz stanu przekazał kubańskim biskupom list Benedykta XVI, w którym papież wzywa do "zrozumienia, miłosierdzia oraz pojednania" na Kubie. Papież upomniał się o wolność religijną i ujął się za niegdyś brutalnie prześladowanym, a dziś nadal dyskryminowanym Kościołem katolickim: - Społeczności chrześcijańskie są często przytłoczone trudnościami, brakiem środków, obojętnością, a nawet strachem, co może prowadzić do zniechęcenia. Ale bądźcie cierpliwi. I nie lękajcie się - napisał papież.

- Mam nadzieję, że rocznica podróży Jana Pawła II da nowy bodziec w stosunkach państwa i Kościoła, żeby Kościół mógł pełnić misję duszpasterską w służbie wiernym w warunkach wolności i w poczuciu wzajemnego szacunku i porozumienia - powiedział piętnastu biskupom kard. Bertone.

W czwartek wieczorem na placu przed katedrą w Hawanie Bertone odprawił transmitowaną przez telewizję mszę na wolnym powietrzu. Było to pierwsze publiczne i tak masowe nabożeństwo od czasu pielgrzymki Jana Pawła II w 1998 r.

Papież oraz jego sekretarz stanu unikają skrzętnie zarzutów o mieszanie się w bieżącą politykę, ale ich przesłanie do władz kubańskich to katalog zasadniczych postulatów wolnościowych.

Po ciężkich prześladowaniach Kościoła w latach 60., wygnaniu wielu księży z wyspy, odebraniu im szkół zakonnych i ścisłym ograniczeniu działalności religijnej do kościołów biskupi i Watykan od lat domagają się od władz dostępu do środków przekazu, przywrócenia prawa do nauczania, wypuszczenia religii w przestrzeń publiczną, m.in. zezwolenia na procesje, dopuszczenia księży do więzień i szpitali i zezwolenia na przyjazd na wyspę księży i misjonarzy z zagranicy.

Kubę z jej 11-milionową ludnością obsługuje dzisiaj zaledwie 1,2 tys. księży i zakonników w 523 kościołach.

Tego samego domagał się już dekadę temu od Fidela Castro Jan Paweł II, ale dyktator mimo wielkiej pompy, z jaką podejmował swojego gościa, na zasadnicze ustępstwa w sprawie swobody działalności Kościoła nie poszedł. Wypuścił wówczas z więzień kilkuset więźniów sumienia i od tamtej pory pozwala czasem jedynie na transmisje radiowe z mszy.

Także teraz dyplomaci oczekują, że po niedzielnym wyborze nowych władz i po poniedziałkowym przyjęciu, jakie w nuncjaturze szykuje dla nich kardynał Bertone, następcy Fidela Castro uczynią gest dobrej woli i wypuszczą niektórych z około 300 więźniów politycznych.

Do tego czasu watykański sekretarz stanu objedzie wyspę, odprawi m.in. mszę w Santa Clara, gdzie odsłoni pomnik Jana Pawła II, w Guantanamo i w Santiago de Cuba, gdzie spotka się z młodzieżą w 10. rocznicę koronacji patronki Kuby Virgen del Cobre.

Nawet po niedzielnym wyborze nowych władz schorowany Fidel Castro władzy faktycznie z rąk nie wypuści. Wczoraj przestrzegł świat, by nie robił sobie nadziei na nadejście demokracji na wyspę. Opublikowany właśnie kolejny rozdział nauk dla Kuby w reżimowym dzienniku "Granma" nosi po raz pierwszy tytuł "Przemyślenia towarzysza Fidela", a nie jak dotąd "Przemyślenia Głównodowodzącego".

Castro pisze tam, że po swej zapowiedzi oddania władzy zamierzał odpocząć, ale nie wytrzymał, gdy zobaczył reakcje USA i Europy. Postanowił więc "oddać ideologiczną salwę w przeciwników".

"Prezydent Bush powiedział, że moje odejście to początek drogi wolności dla Kuby, czyli jej aneksji przez USA" - napisał. Drwił też z komentarzy kandydatów do objęcia prezydentury USA: "Po pół wieku blokady jeszcze im mało! Zmiany! Zmiany! Zmiany! Wrzeszczeli wszyscy jednym głosem. Zgoda, zmiany! Ale w USA! Bo Kuba już jakiś czas temu się zmieniła i nigdy nie powróci do przeszłości".

Castro wyśmiewa także głosy z Europy rzekomo cieszącej się wolnością i demokracją: "To podupadłe potęgi, który mówią, że nadeszła godzina, by zatańczyć na melodię wolności i demokracji, których same od czasów Torquemady nigdy nie zaznały. Dyskwalifikuje je moralnie kolonialne i neokolonialne panowanie na całych kontynentach, z których czerpały źródła energii, surowce i tanią siłę roboczą".

Źródło: Gazeta Wyborcza

Bezpieka z Wietnamu w Polsce

Wojciech Czuchnowski, Łukasz Krajewski
2008-02-23, ostatnia aktualizacja 2008-02-22 20:21

Służba bezpieczeństwa komunistycznego Wietnamu wykorzystuje umowę z Polską do prześladowania opozycji.

Zobacz powiekszenie
Fot. Jerzy Gumowski / AG
Wólka Kosowska. Drzwi do hotelu dla uchodźców rozbite przez straż graniczną
ZOBACZ TAKŻE


- Wiemy, że do Polski przyjechała delegacja rządu wietnamskiego, ale nie informowano nas, że są w niej przedstawiciele służby bezpieczeństwa, którzy zajmują się sprawami konkretnych obywateli Wietnamu - mówi rzeczniczka MSWiA Wioletta Paprocka.

Ale ks. Edward Osiecki, który w Warszawie opiekuje się społecznością wietnamską, twierdzi, że regularnie otrzymuje od swoich podopiecznych skargi, że po zatrzymaniu przez polskie służby - głównie Straż Graniczną - są oni przesłuchiwani przez ludzi z wietnamskiej bezpieki.

Dowodem na to, że polskie władze współpracują z wietnamską służbą bezpieczeństwa, jest pismo, które ks. Osiecki otrzymał 25 stycznia z Urzędu Wojewódzkiego w Rzeszowie. Potwierdza ono wizytę w dniach 17 do 24 lutego "ekspertów Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego Socjalistycznej Republiki Wietnamu". Podkreśla też, że decyzja w sprawie kart pobytu dla trzech uchodźców jest "uzależniona od wyników tej wizyty". - Polska jest obecnie największym na świecie emigracyjnym ośrodkiem wietnamskiej opozycji antykomunistycznej, stąd aktywność wietnamskiej bezpieki - tłumaczy ks. Osiecki.

Wietnam jest jednym z ostatnich na świecie reżimów komunistycznych. W 2006 r. w Warszawie odbył się zjazd założycielski organizacji Wietnamski Komitet Obrony Robotników. Uczestniczyli w nim przedstawiciele wietnamskiej emigracji z całego świata. Wietnamska bezpieka szczególnie interesuje się działalnością Komitetu.

Funkcjonariusze wydziału A18 wietnamskiej Milicji Ludowej (czyli służby bezpieczeństwa) przyjeżdżają do Polski na podstawie umowy o wzajemnym przekazywaniu obywateli, jaką oba kraje podpisały w 2004 r. - Ta umowa wykorzystywana jest do walki z opozycją - mówi Robert Krzysztoń, współpracownik Amnesty International. Według relacji zebranych przez Krzysztonia w areszcie deportacyjnym Straży Granicznej na Okęciu prowadzone są przesłuchania wietnamskich uchodźców prowadzone przez funkcjonariuszy bezpieki z Wietnamu.

Dzwonimy do przesłuchiwanych Wietnamczyków. Tłumaczy Ton Van Anh, Wietnamka przebywająca w Polsce i działająca w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa. Jeden z rozmówców (wszyscy proszą o anonimowość) dwukrotnie uciekał z ojczyzny, bojąc się prześladowań. Złożył w Polsce wniosek o status uchodźcy, przez co jest chroniony konwencją genewską. Przed przesłuchaniem nikt nie powiadomił go, z kim ma rozmawiać. - Przesłuchiwało mnie dwóch mężczyzn i kobieta z A18. Bałem się, więc podpisałem. co mi podetknęli - mówi. Podobnie relacje składa czterech jego znajomych z Okęcia.

Z zeznań Wietnamczyków wynika, że bezpieka namawia ich do współpracy w rozpracowywaniu wietnamskiej emigracji w Polsce, w tym przedstawicieli opozycji wobec rządu komunistycznego. Straszono ich, że jeśli odmówią, to zostaną deportowani.

Ppłk Wojciech Zachariasz, rzecznik SG, który w czwartek zaprzeczał, by w przesłuchaniach brali udział funkcjonariusze z Wietnamu, wczoraj mówił już: - To nie jest pytanie do mnie i odmawiał dalszych komentarzy.

W czwartek byliśmy w Wólce Kosowskiej, gdzie w środę rano straż graniczna zatrzymała 89 Wietnamczyków. Wśród zatrzymanych jest kilkanaście osób, które są na liście wietnamskiej bezpieki.

Źródło: Gazeta Wyborcza