Pokazywanie postów oznaczonych etykietą IZRAEL. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą IZRAEL. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Argentyna uznaje Palestynę za wolne i niepodległe państwo


Prezydent Argentyny Cristina Kirchner poinformowała palestyńskiego prezydenta Mahmuda Abbasa, że jej kraj uznaje Palestynę za niepodległe państwo - podało argentyńskie MSZ.

"Prezydent Cristina Kirchner przekazała dziś prezydentowi Autonomii Palestyńskiej Mahmudowi Abbasowi notę informującą, że rząd argentyński uznaje Palestynę za wolne i niepodległe państwo w granicach z 1967 roku" - napisało MSZ w komunikacie.

W piątek identyczną decyzję podjęła Brazylia.

Abbas ostrzegł w piątek, że jeśli negocjacje pokojowe z Izraelem nie przyniosą rezultatów, będzie dążył do rozwiązania Autonomii Palestyńskiej. Dzień wcześniej władze USA poinformowały stronę palestyńską, że nie udało im się nakłonić rządu Izraela do wprowadzenia nowego moratorium na kolonizację terytoriów okupowanych.

Palestyńczycy jako warunek wznowienia negocjacji pokojowych z Izraelem domagają się wstrzymania rozbudowy żydowskich osiedli na Zachodnim Brzegu Jordanu i w Jerozolimie Wschodniej.

Po 20-miesięcznej przerwie 2 września wznowiono w Waszyngtonie bezpośrednie rozmowy izraelsko-palestyńskie. Jednak zaledwie kilka tygodni później negocjacje utknęły w martwym punkcie, bo Izrael odmówił przedłużenia moratorium na rozbudowę osiedli żydowskich. Moratorium wygasło 26 września.

sobota, 19 czerwca 2010

Kim jest agent Mosadu? Oto szczegóły

Miał wiele tożsamości

Kim jest agent Mosadu? Oto szczegóły

Gdy zatrzymywano go na lotnisku Okęcie w Warszawie, miał przy sobie paszport na nazwisko Uri Brodsky. Ale okazuje się, że to tylko jedna z jdego tożsamości. Podróżując po Niemczech, podawał się bowiem za kogoś innego. Tygodnik "Der Spiegel" ujawnia szczegóły działalności agenta izraelskiego Mosadu.

Przebywał on w Niemczech jako Alexander Verin. Analiza jego podróży, pobytów w hotelach i płatności, dokonywanych kartami kredytowymi wykazała, że posługiwał się także nazwiskiem Uri Brodsky - napisał "Spiegel".

Mężczyzna z paszportem wystawionym na nazwisko Uri Brodsky został zatrzymany 4 czerwca na Okęciu w Warszawie na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania.

Niemiecka prokuratura zwróciła się do Polski o wydanie Izraelczyka, który podejrzany jest o poświadczenie nieprawdy i pomoc w sfałszowaniu dokumentów niemieckich.

Brodsky miał brać udział w przygotowaniach do zamachu na lidera radykalnego palestyńskiego ugrupowania Hamas w styczniu tego roku w Dubaju. Jak pisze "Spiegel", pomógł on w zdobyciu niemieckiego paszportu jednemu z późniejszych zamachowców, także domniemanemu agentowi izraelskich służb. To Brodsky miał zlecić adwokatowi z Kolonii złożenie wniosku o paszport.

"W Berlinie panuje spore oburzenie z powodu tego, że izraelskie służby specjalne powołały się w uzasadnieniu wniosku o przyznanie niemieckiego paszportu na rzekome prześladowania ze strony nazistów w III Rzeszy" - ujawnia "Spiegel".

Według mediów mężczyzna, któremu wydano niemiecki paszport na nazwisko Michael Bodenheimer, twierdził, że jego rodzice uciekli z III Rzeszy przed prześladowaniami Żydów.

"Spiegel" pisze, że rząd federalny nie wstrzyma ze względów politycznych dochodzenia przeciwko Izraelczykowi, pomimo nacisków ze strony izraelskich władz.

"W zaangażowanych w sprawę ministerstwach panuje zgodna opinia, że postępowanie odbywać się musi na podstawie czysto prawnych kryteriów" - cytuje "Spiegel" anonimowego członka rządu w Berlinie.

Rozmówca tygodnika dodaje, że ustawowo możliwe wstrzymanie postępowania ze względu na ważny interes publiczny nie wchodzi w grę.

Izraelski minister handlu Benjamin Ben-Eliezer powiedział "Spieglowi", że "zobowiązaniem Izraela jest chronić (zatrzymanego) przed wydaniem". "Ale nawet jeśli dojdzie do procesu w Niemczech, nie może to zaszkodzić dobrym stosunkom naszych państw" - dodał.

W czwartek polska prokuratura wysłała do Sądu Okręgowego w Warszawie wniosek o przekazanie Brodsky'ego do Niemiec.

poniedziałek, 31 maja 2010

Izraelskie okręty zaatakowały flotę z pomocą dla Strefy Gazy

s, PAP, IAR, AFP, Reuters
2010-05-31, ostatnia aktualizacja 11 minut temu
Atak izraelskich komandosów na statek.  Zdjęcie ujawnione przez turecką organizację IHH
Atak izraelskich komandosów na statek. Zdjęcie ujawnione przez turecką organizację IHH
Fot. AP

Izraelskie okręty wojenne zaatakowały w poniedziałek nad ranem konwój sześciu statków z pomocą dla Strefy Gazy, zabijając co najmniej 16 osób a 60 raniąc. Konwój był prowadzony przez turecką jednostkę. Rząd w Ankarze już zapowiedział wyciągnięcie "nieodwracalnych konsekwencji" wobec Izraela.

Palestyńskie flagi w  porcie w Gazie
Fot. Hatem Moussa AP
Palestyńskie flagi w porcie w Gazie
Protestujący pod konsulatem w Istambule podpalili izraelską  flagę
Fot. OSMAN ORSAL REUTERS
Protestujący pod konsulatem w Istambule podpalili izraelską flagę
Izraelski okręt wojenny wpływa do portu w mieście Aszdod
Fot. Ariel Schalit AP
Izraelski okręt wojenny wpływa do portu w mieście Aszdod
Z doniesień wynika, że izraelska marynarka otoczyła wszystkie statki konwoju, ale dokonała abordażu tylko na jeden z nich, tj. na statek, na którego pokładzie znajdowali się wspierający Palestyńczyków aktywiści zmierzający do objętej blokadą Strefy Gazy.

Jak poinformowała izraelska armia komandosi zostali ostrzelani i zaatakowani nożami. W wyniku tego co najmniej czterech żołnierzy zostało rannych. "Komandosi marynarki wojennej przejęli sześć statków, które chciały naruszyć blokadę morską (Strefy Gazy). Podczas przejęcia żołnierze spotkali się z fizyczną przemocą ze strony (propalestyńskich) działaczy, którzy zaczęli do nich strzelać z ostrej amunicji" - napisano w oficjalnym oświadczeniu.

Tuż po ataku izraelskie radio podało, że została wprowadzona cenzura, która nie pozwala na podawanie żadnych informacji o rannych i zabitych.

Izraelski minister: To prowokacja

- Mogę tylko wyrazić żal z powodu zabitych - powiedział Benjamin ben Eliezer, minister przemysłu, handlu i pracy - Czekali na naszych żołnierzy z siekierami i nożami (...) straciliśmy kontrolę nad sytuacją. Wiem, że będzie z tego wielka afera i mam nadzieję, że izraelscy Arabowie zareagują w rozsądny sposób - mówił minister o liczącej 1,2 mln osób arabskiej mniejszości w Izraelu - Nie mieliśmy zamiaru otwierać ognia, ale doszło do ogromnej prowokacji - dodał.

Na wieść o ataku przed izraelskim konsulatem w Istambule zebrały się tłumy. Kilkudziesięciu protestujących próbowało wtargnąć do budynku na miejsce przybyła policja. Atak ostro potępił turecki rząd. Ministerstwo Spraw Zagranicznych w Ankarze nazwało atak działaniem "nie do zaakceptowania" i podkreśliło, że może one prowadzić do "nieodwracalnych następstw we wzajemnych stosunkach".

Dowódcy Hamasu wezwali muzułmanów i Arabów do powstania przeciwko Izraelowi. Prezydent Autonomii Palestyńskiej Mahmud Abbas potępił "masakrę" i ogłosił trzydniową żałobę. Izraelska policja została postawiona w stan gotowości.

W konwoju byli politycy, aktywiści i osoby, które przeżyły Holocaust

Konwój, który prowadziła turecka jednostka z 700 osobami na pokładzie, w niedzielę rano opuścił terytorialne wody cypryjskie. Na pokładzie statków płynęli europejscy politycy i aktywiści, w tym laureatka Pokojowej Nagrody Nobla Mairead Corrigan z Irlandii, osoby, które przeżyły Holokaust. Wieźli dziesięć ton pomocy humanitarnej dla Palestyńczyków w Strefie Gazy, w tym cement, materiały budowlane, elektryczne wózki inwalidzkie i oczyszczalnie wody. Izraelski MSZ poinformował, że do Strefy trafią tylko te skonfiskowane materiały, które przejdą kontrolę bezpieczeństwa.

Turecka grupa IHH opublikowała wideo w ataku na konwój.



Izrael od początku zapowiadał, że nie pozwoli dotrzeć statkom do rządzonej przez radykalny palestyński Hamas Strefy Gazy. Tel Awiw zezwala na dostarczanie Arabom jedynie niewielkiej ilości pomocy humanitarnej, gdyż obawia się trafi ona w ręce rządzącego Strefą radykalnego Hamasu.

Uczestnicy konwoju mają trafić do specjalnego aresztu w Aszdod. Ci którzy nie zgodzą się na deportację, zostaną zatrzymani. Organizatorzy konwoju twierdzą, że aby uniknąć konfrontacji, zmienili kurs. Przyznają jednocześnie, że byli zdeterminowani, aby dostarczyć pomoc Palestyńczykom w Strefie, której granice od ponad 3 lat są blokowane przez Izrael.

niedziela, 18 stycznia 2009

Izrael wycofuje się ze Strefy Gazy


Jerusalem Post , amk , bbc , guu , man , nat , pap , tvn 24 17-01-2009, ostatnia aktualizacja 18-01-2009 23:02

Radykalne ugrupowanie palestyńskie Hamas i związane z nim organizacje ogłosiły natychmiastowe zawieszenie broni. Armia izraelska stopniowo wycofuje się ze Strefy Gazy.

Wojska izraelskie wycofały się już z kluczowych pozycji w Gazie i wokół miasta.

- Mogę potwierdzić, że jest w toku stopniowe wycofywanie się naszych sił - podały izraelskie źródła wojskowe. Brak jednak informacji, kiedy zakończy się całkowite wycofywanie sił izraelskich ze Strefy.

Kolumny izraelskich pojazdów wojskowych ruszyły w kierunku granicy między Strefą Gazy a Izraelem wkrótce po ogłoszeniu przez Hamas przerwania ognia.

Wstrzymanie ognia przez Palestyńczyków nastąpiło po tym, jak Hamas ogłosił w meczetach jako swe "wielkie zwycięstwo" jednostronne przerwanie ognia przez Izrael. Premier Ehud Olmert po wczorajszym posiedzeniu gabinetu bezpieczeństwa oznajmił, że od godz. 2.00 czasu izraelskiego (godz. 1.00 czasu polskiego) Izrael przerywa działania zbrojne.

Odblokować Strefę

W swym komunikacie Hamas zapowiedział, że przerwanie ognia palestyńskie ugrupowania zbrojne wykorzystają na wysłanie do Kairu delegacji celem wyjaśnienia warunków trwałego rozejmu.

Hamas dał Izraelowi tydzień na wycofanie swych sił wojskowych ze Strefy Gazy. Domaga się również, by Izrael otworzył wszystkie prowadzące do Strefy Gazy przejścia graniczne, co pozwoli zaopatrzyć jej mieszkańców w żywność i inne podstawowe artykuły. Rozjem potwierdziło kierownictwo Hamasu.

Izrael mówił wcześniej, że nie będzie rozważał planu wycofania wszystkich swoich sił wojskowych dopóki Hamas i inni bojownicy nie wstrzymają ognia.

- Jeśli istnieje niebezpieczeństwo, że Hamas bezpośrednio storpeduje zawieszenie broni i będziemy musieli na nowo wszcząć ofensywę przeciwko niemu, musimy być wstrzemięźliwi odnośnie do wycofania naszych wojsk - mówił Mark Regev, rzecznik izraelskiego premiera Ehuda Olmerta.

Unia Europejska wezwała dziś Hamas do "natychmiastowego i bezwarunkowego przyłączenia się" do ogłoszonego wcześniej przez Izrael jednostronnego zawieszenia broni. Do Izraela zaś czeskie przewodnictwo UE zaapelowało o "całkowite i natychmiastowe otwarcie przejść granicznych ze Strefą Gazy".

Walki po zawieszeniu ognia

Po ogłoszeniu przerwania ognia przez Izrael i zanim uczynił to Hamas dochodziło jeszcze do starć między żołnierzami izraelskimi a bojownikami palestyńskimi.

Według izraelskich źródeł wojskowych, na terytorium Izraela eksplodowało czternaście palestyńskich rakiet, które nie spowodowały jednak ofiar w ludziach. Izraelskie lotnictwo zaatakowało palestyńskie wyrzutnie w Strefie Gazy po tym, jak bojownicy Hamasu dokonali ataku rakietowego.

Wcześniej, zarówno źródła w izraelskiej armii jak i w Hamasie, informowały o starciach na północy Strefy Gazy. Jak podaje agencja AFP, powołując się na świadków, do wymiany ognia doszło jeszcze w Rafah na południu Strefy. Armia izraelska tego jednak nie potwierdziła.

- Ogłoszone przez Izrael jednostronne zawieszenie broni jest oznaką porażki państwa żydowskiego - ocenił dziś minister spraw zagranicznych Iranu Manuszehr Mottaki. Dodał, że zawieszenie broni bez wycofania się izraelskich sił z Gazy nie może zagwarantować zakończenia starć z palestyńskim Hamasem. - Jedynie ponowne otwarcie przejść granicznych może przywrócić spokój - dodał.

Iran nie uznaje państwa Izrael. Wspiera za to bojowników Hamasu.

"Rz" Online

piątek, 9 stycznia 2009

ONZ oskarża Izrael o zbombardowanie budynku z cywilami


dżek, tan, AFP, Reuters, Gazeta.pl
2009-01-09, ostatnia aktualizacja 3 minuty temu
Zobacz powiększenie
Palestyńskie dzieci patrzą na kawałki pocisków, które spadły na obóz dla uchodźców w Rafah
Fot. EYAD BABA AP

Około godziny .9.30 agencja France Presse poinformowała, że Biuro Narodów Zjednoczonych ds. Koordynacji Pomocy Humanitarnej (OCHA) dysponuje zeznaniami świadków, którzy mieli widzieć masakrę palestyńskich cywilów, dokonaną przez izraelską armię w miejscowości Zejtun, w Strefie Gazy. Nie wiadomo na ile wiarygodne są te informuje, Gazeta.pl ustaliła natomiast, że biuro OCHA w Gazie przestało pracować w ostatnich dniach.

Zobacz powiekszenie
Fot. HATEM MOUSSA AP
Pociski spadają na Gazę, 8 stycznia
Zobacz powiekszenie
Fot. JOHN MARSHALL MANTEL AP
Dziś w nocy Rada Bezpieczeństwa ONZ wezwała do natychmiastowego zawieszenia broni w Strefie Gazy
Według informacji podanej przez AFP Izraelczycy mieli ewakuować ok. 110 Palestyńczyków do jednej z rezydencji w miejscowości Zejtun. Według cytowanych "anonimowych świadków", których zeznania posiada ONZ-towska agenda, Izraelczycy mieli kazać im zostać w środku i nie wychodzić. 24 godziny później budynek został zbombardowany. Według podawanych przez OCHA "zeznań świadków", zginęło "około 30 osób".

Wczoraj bardzo podobna informacja ukazała się w brytyjskim "Daily Telegraph", który - powołując się na relację jednego anonimowego świadka - napisał o masakrze 60 osób w identycznych okolicznościach i w tej samej miejscowości.

Wówczas inne media nie podawały za "DT" tej informacji z powodu niskiej wiarygodności źródła. Podana dziś informacja, poza o połowę mniejszą liczbą ofiar, jest z wczorajszą identyczna. Takie same okoliczności, ta sama miejscowość.

Świadkowie: udało nam się uciec do szpitala

Według wybiórczo cytowanych przez OCHA relacji świadków ci, którzy przeżyli i byli w stanie się poruszać przeszli 2 kilometry do drogi, skąd zostali przetransportowani cywilnymi samochodami do szpitala. Troje dzieci, z których najmłodsze miało zaledwie 5 miesięcy, zmarło już po przewiezieniu do szpitala.

Rzecznik izraelskich wojska twierdzi, że zarzuty są sprawdzane jak wszystkie inne sprawy, które dotyczą cywili.

Tymczasem, mimo uchwalonej w nocy rezolucji Rady Bezpieczeństwa, żadna ze stron nie wstrzymała ognia. Podobnie jak codziennie, na południowy Izrael spadły pociski wystrzelone przez Hamas(od rana było ich 19). Z kolei w Gazie tylko dziś w nalotach zginęło 12 cywili, a pocisków spadło blisko 50.

Dziś w nocy Rada Bezpieczeństwa ONZ wezwała do natychmiastowego zawieszenia broni w Strefie Gazy. Za rezolucją w tej sprawie głosowało 14 z 15 członków Rady . Stany Zjednoczone wstrzymały się od głosu. Rada potępiła wszelkie akty przemocy przeciwko cywilom i wezwała do natychmiastowego, respektowanego przez obie strony rozejmu.

Rezolucja nie zobowiązuje Izraela do bezzwłocznego wycofania swoich oddziałów ze Strefy Gazy. Izraelskie wojska miałyby opuścić zajęte tereny dopiero po osiągnięciu trwałego zawieszenia broni. W dokumencie nie ma też mowy o wysłaniu do Strefy Gazy międzynarodowych sił obserwacyjnych, o co zabiegały kraje arabskie.

wtorek, 16 grudnia 2008

Co najmniej 24 zabitych w wypadku autokaru w Izraelu


rik, PAP
2008-12-16, ostatnia aktualizacja 2008-12-16 17:46
Zobacz powiększenie
Izraelskie ekipy w trakcie akcji ratunkowej. W wypadku zginęło co najmniej 22 osoby
 Fot. STRINGER/ISRAEL REUTERS

Co najmniej 24 ludzi zginęło, a wielu zostało rannych w Izraelu, kiedy autokar wiozący rosyjskich turystów spadł do wąwozu - poinformowały izraelskie służby ratunkowe.


Zobacz powiekszenie
Fot. Ruhama Biton AP
Na południu Izraela k. kurortu Ejlat doszło do wypadku autobusu. Autokar wiozący rosyjskich turystów spadł do wąwozu. Co najmniej 24 ludzi zginęło, a wielu zostało rannych
Zobacz powiekszenie
Fot. Ruhama Biton AP
Na południu Izraela k. kurortu Ejlat doszło do wypadku autobusu. Autokar wiozący rosyjskich turystów spadł do wąwozu. Co najmniej 24 ludzi zginęło, a wielu zostało rannych
Zobacz powiekszenie
Fot. STRINGER/ISRAEL REUTERS
Na południu Izraela k. kurortu Ejlat doszło do wypadku autobusu. Autokar wiozący rosyjskich turystów spadł do wąwozu. Co najmniej 24 ludzi zginęło, a wielu zostało rannych


Do wypadku doszło na północ od kurortu Ejlat (południe Izraela). Na miejsce wypadku w wąwozie na pustyni wysłano wojskowe śmigłowce. W autobusie znajdowało się ok. 55 podróżnych, którzy przylecieli tego dnia z Petersburga.

To najpoważniejszy wypadek drogowy, do jakiego doszło w tym roku w Izraelu.

- Widziałem ludzi, którzy wylatywali przez okna, kiedy autokar zjechał ze skarpy - powiedział kierowca, który był świadkiem wypadku. Na dnie przepaści leżały porozrzucane ciała, fragmenty pojazdu i bagaże podróżnych.

Według przedstawicieli izraelskiego lotniska Ovda obsługującego gości kurortu Ejlat grupa rosyjskich turystów przyleciała z Sankt Petersburga. Rosyjska ambasada w Tel Awiwie poinformowała, że nie ma jeszcze potwierdzonych informacji o wypadku, ale wysłała swojego przedstawiciela na miejsce zdarzenia.

- Ofiary wypadku są wysyłane helikopterami do szpitala w Beershebie - powiedział rzecznik izraelskiej policji Micky Rosenfeld.

Położony na południu Izraela kurort Ejlat jest popularny wśród rosyjskich turystów, którzy spędzają w nim zimowe wakacje.

środa, 23 lipca 2008

Przez Izrael do Białego Domu

Piotr Zychowicz , amk 23-07-2008, ostatnia aktualizacja 23-07-2008 20:11

Czarnoskóry kandydat zapewnia o sympatii do Izraela. Czy przekona do siebie żydowskich wyborców w USA?

Barack Obama
źródło: AFP
Barack Obama
źródło: AFP
źródło: AFP

Podczas odwiedzin w Izraelu Barack Obama spotkał się z całą tamtejszą elitą polityczną: premierem, prezydentem, przywódcą opozycji i ministrami. Złożył wieniec w Yad Vashem i pojechał do miasteczka Sderot, które zostało najbardziej dotknięte przez palestyński ostrzał rakietowy.

– Izrael i USA łączą historyczne więzy. Tej przyjaźni nie da się zerwać – mówił Barack Obama na płycie lotniska w Tel Awiwie. – Przyjechałem tu, aby zapewnić, że chcę utrzymać te wyjątkowe relacje. Bardzo zależy mi na bezpieczeństwie Izraela.

Obama potępił terroryzm, wezwał Iran do wstrzymania programu nuklearnego i rozwodził się nad wielkimi osiągnięciami żydowskiego państwa, które obchodzi w tym roku 60. rocznicę powstania. Według komentatorów słowa Obamy, choć wypowiedziane w Izraelu, nie były wcale skierowane do Izraelczyków.

Ich prawdziwymi odbiorcami mają być jego potencjalni wyborcy: amerykańscy Żydzi. Według sondaży Obama może bowiem liczyć na znacznie mniej żydowskich głosów niż poprzedni kandydaci Partii Demokratycznej. Popiera go również znacznie mniej Żydów, niż popierało jego partyjną konkurentkę do nominacji prezydenckiej Hillary Clinton.

– Gra nie toczy się tylko o Żydów, bo wielu z nich ma lewicowe poglądy i tak czy owak poprą Obamę. Stawką są głosy wielkiej grupy Amerykanów o proizraelskim nastawieniu. To właśnie ich chce do siebie przekonać demokratyczny kandydat – powiedział „Rz” znany konserwatywny dziennikarz z USA Daniel Pipes.

Według niego ludzie ci traktują Obamę z dużą podejrzliwością. Pamiętają bowiem, że jako młody człowiek był prawdopodobnie muzułmaninem, a w swoich wypowiedziach dotyczących Bliskiego Wschodu krytykował Izrael. Jego najgłośniejszą wypowiedzią, która wywołała skandal, było stwierdzenie, że „żaden naród nie cierpi tak jak palestyński”.

– Gdy to mówił, nie myślał jeszcze o prezydenturze i był szczery. To był właśnie prawdziwy Barack Obama. Dziś przemówienia piszą mu doradcy, którzy starają się go przedstawić w odpowiednim świetle. To, co widzimy, to kampania wyborcza. Jako prezydent Obama może zająć zupełnie inne stanowisko – uważa Daniel Pipes.

Na razie kandydaci demokratów i republikanów Obama i John McCain prześcigają się w proizraelskich deklaracjach. Niedawno Obama powiedział, że Jerozolima powinna zostać „niepodzielną stolicą Izraela”. Wywołało to z kolei oburzenie Palestyńczyków. Aby zatrzeć złe wrażenie, podczas wizyty w Izraelu Obama odwiedził Zachodni Brzeg Jordanu, gdzie spotkał się z prezydentem Autonomii Mahmudem Abbasem.

Obama też jest berlińczykiem?

Potworne korki w centrum i zamknięta dla ruchu część miasta wokół Kolumny Zwycięstwa – tak wygląda stolica Niemiec, którą odwiedzi dziś Barack Obama. Wieczorem kandydat na prezydenta USA wygłosi przemówienie w miejscu, gdzie w ostatnich latach kończyła się Parada Miłości. Nie w Londynie, nie w Paryżu, lecz właśnie w Berlinie. – Podkreśli w ten sposób dystans wobec polityki George’a W. Busha, którego wiernym sojusznikiem była zawsze Wielka Brytania – ocenia Joseph Braml z Towarzystwa Polityki Zagranicz- nej. Paryż odpada, bo – jak się nieoficjalnie mówi – w USA nie traktuje się Francji jako wiarygodnego sojusznika. Czy jak Kennedy powie, że jest berliń- czykiem? Tego nie wiadomo.

– Cieszę się, że poznam senatora – oznajmiła kanclerz Angela Merkel. Przyznała, że to z jej inicjatywy nie doszło do wystąpienia Obamy pod Bramą Brandenburską. Jej zdaniem Brama nie powinna być tłem w kampanii wyborczej w USA.

Rzeczpospolita

wtorek, 24 czerwca 2008

Samobójstwo podczas ceremonii pożegnania Sarkozy'ego w Izraelu

awe, AP, PAP
2008-06-24, ostatnia aktualizacja 2008-06-24 18:27

Izraelski policjant postrzelił się śmiertelnie w głowę w trakcie ceremonii pożegnania francuskiego prezydenta Nicolasa Sarkozy' ego na lotnisku Ben Guriona w Izraelu.

Zobacz powiekszenie
Fot. GIL COHEN MAGEN REUTERS
Ochroniarze pospiesznie ewakuowali prezydenta Francji i jego żonę Carlę Bruni-Sarkozy z lotniska
Zobacz powiekszenie
Fot. DAN BALILTY AP
Podczas wtorkowej ceremonii pożegnania prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy'ego i jego małżonki na lotnisku Ben Guriona w Tel Awiwie zastrzelił się policjant
Zobacz powiekszenie
Fot. DAN BALILTY AP
Prezydencka para schroniła się w samolocie
Strzały wywołały panikę na lotnisku. Początkowo podejrzewano, że mógł być to zamach na życie Sarkozy'ego lub izraelskiego premiera Ehuda Olmerta. Ochrona natychmiast ewakuowała obu polityków z miejsca zdarzenia. Jeden z ochroniarzy pośpiesznie wprowadził Sarkozy'ego i jego żonę Carlę Bruni do stojącego na płycie lotniska samolotu. Olmerta i prezydenta Izraela Szymona Peresa eskortowano do samochodów. Przestraszona Pierwsza Dama Francji wbiegła do samolotu, zostawiając z tyłu swojego męża.



Rzecznik izraelskiej policji Shlomi Sagi powiedział, że jeden z policjantów ochraniających lotnisko popełnił samobójstwo dokładnie w momencie, kiedy Sarkozy wsiadał do samolotu. Huk wystrzału częściowo zagłuszyła grająca w tym czasie orkiestra wojskowa.

Przedstawiciel izraelskiej policji Micky Rosenfeld zaprzeczył, że mogła to być próba zamachu na francuskiego prezydenta. Według policji żaden z polityków nie znalazł się w niebezpieczeństwie. Dowódca oddziału policji Nissim Mor potwierdził, że badane są przyczyny wypadku. - Obecnie sprawdzamy, czy było to samobójstwo lub nieszczęśliwy wypadek - powiedział. Świadkowie zdarzenia twierdzą, że ciało mężczyzny spadło z dachu tuż po tym, jak usłyszano strzał. Jak podało izraelskie radio publiczne, funkcjonariusz stał około 100-200 metrów od samolotu. Dwie żołnierki zemdlały na widok strzelającego do siebie kolegi. Zwłoki policjanta przykryte prześcieradłem leżały na płycie lotniska.

"Państwo palestyńskie priorytetem"

Incydent zakończył trzydniową wizytę prezydenta Francji i jego żony w Izraelu. Nicolas Sarkozy zapewnił wcześniej w Betlejem, na Zachodnim Brzegu Jordanu, przywódcę palestyńskiego Mahmuda Abbasa, że utworzenie "demokratycznego, nowoczesnego" państwa palestyńskiego jest dla Francji "priorytetem".

- Powiedziałem to naszym przyjaciołom Izraelczykom, że nie poradzimy nic na niesprawiedliwość, jaka dotknęła naród żydowski, tworząc warunki do niesprawiedliwości dla narodu palestyńskiego - zaznaczył.

W tym kontekście powtórzył swój apel, który wystosował dzień wcześniej w izraelskim parlamencie, Knesecie. Po raz kolejny wezwał władze Izraela, do zaprzestania kolonizacji terytoriów palestyńskich, która utrudnia zaprowadzenie pokoju na Bliskim Wschodzie.

"Bezpieczeństwo Izraela "nie podlega negocjacjom".

Sarkozy zwrócił się też do kontrolującej Strefę Gazy radykalnej organizacji palestyńskiej Hamas, podkreślając z całą stanowczością, że zarówno Paryż, jak i cała Unia Europejska nie będą prowadzić negocjacji z "terrorystami". - Francja rozmawia z ludźmi odważnymi, którzy uprawiają politykę, a nie terroryzm. Francja rozmawia z ludźmi pokoju, a nie z tymi, którzy podkładają bomby. Nie rozmawiamy z terrorystami - oświadczył. Zaznaczył, że dla Francji bezpieczeństwo Izraela "nie podlega negocjacjom".

Mahmud Abbas podziękował Sarkozy'emu za "wspieranie procesu pokojowego". Dodał, że Autonomia Palestyńska "liczy na pomoc w stworzeniu wolnego państwa palestyńskiego, bez izraelskiej kolonizacji i okupacji". Politycy podpisali umowę w sprawie utworzenia z pomocą Francji strefy przemysłowej w Betlejem. Przed odlotem do Paryża prezydent Sarkozy z małżonką odwiedzili jeszcze Bazylikę Narodzenia Pańskiego w Betlejem.

czwartek, 15 maja 2008

Burza w USA po słowach Busha -"skandal, obraza, śmiech na sali"

George W. Bush

W swym wystąpieniu w izraelskim parlamencie George W. Bush oświadczył, że nie można prowadzić negocjacji z "terrorystami i radykałami". Bush określił głosy wzywające do negocjacji z terrorystami jako "złudzenie głupca". Porównał przy tym obecną sytuację do okresu sprzed II wojny światowej. Wypowiedź Busha wywołała polityczną burzę USA – informuje serwis CNN.
- Gdy czołgi nazistowskich Niemiec wkraczały we wrześniu 1939 r. do Polski, amerykański senator powiedział: "Boże, gdybym mógł tylko wcześniej porozmawiać z Hitlerem, moglibyśmy uniknąć tego całego zła" – mówił w Knesecie Bush. – Musimy nazwać tę sprawę po imieniu – był to fałszywy komfort polityki appeasementu lat 30., za który wszyscy tak drogo zapłaciliśmy – dodał.

Część polityków Partii Demokratycznej odebrała słowa Busha jako zawoalowany atak prezydenta USA na kandydującego w wyborach prezydenckich Baracka Obamę, który opowiada się za rozwiązaniem "irańskiego kryzysu" droga dyplomatyczną. Rzeczniczka Białego Domu Dana Perino stanowczo zaprzeczyła tym twierdzeniom. – Słowa Busha nie były policzkiem wymierzonym w senatora Obamę – podkreśliła.

Przewodnicząca Izby Reprezentantów w amerykańskim Kongresie potępiła wypowiedzi Busha. – To, co zrobił prezydent w Izraelu, jest poniżej jakiegokolwiek poziomu – stwierdziła.

Przewodniczący senackiej komisji ds. stosunków zagranicznych Demokrata Joe Biden nazwał słowa Busha bzdurami, i przypomniał, że nawet obecna sekretarz stanu Condoleezza Rice popiera rozmowy z Iranem w sprawie jego programu atomowego.

- To oburzające i obraźliwe, że prezydent Bush wykorzystuje zagraniczny parlament, by krytykować opozycję we własnym kraju. Jak można tak robić, to śmiech na sali! – oburzał się Biden.

środa, 14 maja 2008

Prezydent w Izraelu

2008-05-13 22:17
Chcemy pokoju dla Izraela, chcemy pokoju dla Bliskiego Wschodu - podkreślił prezydent Lech Kaczyński, przemawiając w Jerozolimie z okazji obchodów 60. rocznicy powstania państwa żydowskiego.

Prezydent bierze udział w międzynarodowej konferencji "Patrząc w przyszłość", w której uczestniczą także, oprócz gospodarza - prezydenta Szimona Peresa, m.in. były premier Wielkiej Brytanii Tony Blair i prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko.

Lech Kaczyński w przemówieniu zaznaczył, że pochodzi z kraju, z którego pochodzi też bardzo znaczna część diaspory żydowskiej. W ocenie prezydenta, to właśnie szczególnie łączy Polskę z Izraelem i dlatego chcemy jak najlepszych stosunków. "Osiągamy je" - ocenił.

Lech Kaczyński odniósł się także do przyszłości świata. Zdaniem prezydenta, są dwie podstawowe wartości, o które musimy walczyć przede wszystkim - pokój i rozwój.

Polski prezydent powiedział, że pokój jest dziś własnością Europy, Ameryki Północnej, w znacznym stopniu Ameryki Południowej, ale nie innych kontynentów. "Na innych jest to zadanie dopiero do osiągnięcia" - mówił.

Według prezydenta, osiągnięcie tego celu nie jest możliwe bez znacznej mobilizacji światowej społeczności, ONZ, NATO i innych organizacji międzynarodowych.

Lech Kaczyński przestrzegał, by świat względnej równowagi nie zmienił się w świat piekła.

Wymienił także cztery podstawowe wartości, o które należy zabiegać: demokrację, sprawiedliwość, nienadmierne zróżnicowanie społeczne i równouprawnienie kobiet.

Przed południem Lech Kaczyński spotkał się z prezydentem Szimonem Peresem i premierem Ehudem Olmertem. Po południu rozmawiał także z minister edukacji Juli Tamir.

Po spotkaniu z minister prezydent powiedział dziennikarzom, że jest - jego zdaniem - jeszcze może nie przełom, ale zapowiedz przełomu w postrzeganiu Polski przez młodych Żydów.

"Jest zmiana formuły; myślę, że ostatnia wizyta pana prezydenta Peresa w Warszawie odegrała tutaj bardzo istotną rolę" - mówił Lech Kaczyński. "To była naprawdę dobra wizyta" - podkreślił.

Jak dodał prezydent Kaczyński, walka o to, żeby nastąpił ten przełom, trwa od lat, ale - w jego ocenie - jest już bliska finału. Dopytywany, kiedy ten finał może nastąpić, odparł, że powinien w najbliższych latach.

Prezydent mówił, że młodzi Żydzi wiedzą, że w Polsce doszło do holokaustu, chociaż - jak podkreślił Lech Kaczyński - to nie Polacy ten holokaust zorganizowali, ale trzeba też pamiętać, że Polska to miejsce, gdzie ponad 800 lat trwała żydowska diaspora.

I że tutaj rozwijała się żydowska kultura, m.in. żydowski renesans, żydowskie oświecenie - mówił prezydent. Jak zaznaczył, chciałby, żeby młodzi obywatele Izraela wiedzieli, jaki udział mieli ich rodacy w historii naszego narodu, w powstaniach narodowych, i jaką rolę odegrali w tworzeniu naszej literatury i kultury.

"Bo dopiero ta całość, także wiedza o tym, jaką rolę odgrywają ludzie o żydowskich korzeniach w dzisiejszej Polsce, chociaż oni są Polakami, nie Żydami, będzie wskazywała na to, jak silne są związki między tymi dwoma narodami" - podkreślił prezydent.

Wieczorem Lech Kaczyński spotkał się z prezydentem Ukrainy Wiktorem Juszczenką i prezydentem Łotwy Valdisem Zatlersem.

ab, pap

czwartek, 1 maja 2008

Trener Chelsea - wczoraj awans, dziś w Polsce na Marszu Żywych

misza
2008-05-01, ostatnia aktualizacja 2008-05-01 12:56
Zobacz powiększenie
Trener Chelsea Avram Grant podczas Marszu Żywych w Auschwitz
Fot. Mateusz Skwarczek / AG

Trener Chelsea Londyn Avram Grant wziął udział w Marszu Żywych, który odbył się w czwartek w Oświęcimiu.

Witamy w finale, panie Grant! I witamy w Polsce! - blog Michała Pola

Trener londyńczyków od razu w nocy po środowym półfinale Ligi Mistrzów z Liverpoolem wsiadł w samolot i przyleciał do Krakowa.

To nie pierwsza wizyta izraelskiego szkoleniowca w Polsce. - Prawie cała moja rodzina zginęła w Holocauście - mówił przed rokiem w Auschwitz. Jego ojciec Meir urodził się w Polsce, matka pochodzi z Iraku.

- To nie będzie dla mnie łatwy dzień, ale wizyta w Polsce wiele dla mnie znaczy - powiedział wczoraj Grant na konferencji prasowej. Chelsea wygrała z Liverpoolem 3:2 po dramatycznym meczu i dogrywce, zdobywając awans do finału Ligi Mistrzów.

- Nie wiem, jak ktoś może wyjść z tego piekła na ziemi i być optymistą. Gdy ojciec miał 15 lat, musiał własnymi rękami grzebać rodziców, siostry i braci - opowiadał Grant.

Meir Grant ma dziś 80 lat, czuje się dobrze i mieszka w Izraelu.

Avram Grant został trenerem Chelsea w wrześniu 2007 roku, po zwolnieniu słynnego Jose Mourinho. Przedtem pracował w klubie ze Stamford Bridge jako dyrektor sportowy. Wcześniej przez wiele lat pracował w lidze izraelskiej, był też trenerem reprezentacji tego kraju.

Relacja z meczu Chelsea-Liverpool

czwartek, 10 kwietnia 2008

"Dziadek polskiego premiera był Żydem" - zamieszanie w izraelskich mediach

tan, gazeta.pl
2008-04-10, ostatnia aktualizacja 2008-04-10 17:34
Zobacz powiększenie
Donald Tusk pod ścianą płaczu
Fot. Wojciech Olkuonik / AG??????

- Moja kaszubska rodzina, podobnie jak Żydzi, to ludzie którzy urodzili się i żyli w regionach przygranicznych i byli oskarżani przez nazistów i komunistów o brak lojalności - powiedział premier Donald Tusk w wywiadzie z izraelską gazetą "Ha'aretz" podczas swojej wizyty w Izraelu. Tymczasem informacyjna agencja Arutz Sheva wyciągnęła z tego zdania wniosek, że dziadek Donalda Tuska był Żydem, myląc zapewne historię z "dziadkiem z Wehrmachtu".

ZOBACZ TAKŻE
Izraelski "Ha'aretz", czołowa gazeta w Izraelu obok na pół brukowego "Jedijot Achronot", wykorzystała wizytę polskiego premiera, aby przeprowadzić z nim obszerny wywiad. O wszystkim - stosunkach polsko-izraelskich, polsko-żydowskich, o nim samym i historii obu krajów i narodów.

Donald Tusk opowiedział izraelskim czytelnikom historię z wyciągnięciem "dziadka z Wehrmachtu" przez Jacka Kurskiego z PiS w kampanii wyborczej trzy lata temu, mówiąc, że "nie wiedział, iż jego dziadek służył w niemieckiej armii aż do kampanii wyborczej".

Podkreślił też przy okazji podobieństwa w historii polskich Kaszubów i Żydów, mówiąc o prześladowaniach obu grup przez nazistów i komunistów.

Z tych dwóch cytatów z wywiadu dla "Ha'aretz" agencja informacyjna Arutz Sheva, która jest daleko w peletonie głównych izraelskich mediów, w jakiś bardzo dziwny sposób wyciągnęła wniosek, że premier Tusk ogłosił, iż jego dziadek był Żydem. Podczas gdy w samym Izraelu informacja jest raczej przemilczana, rozumiana jako dziennikarski błąd - który nota bene wciąż (od 11 rano w środę) pozostaje do obejrzenia na internetowej stronie agencji - w Polsce poinformowały o niej już wszystkie portale internetowe.

- To zwykły błąd dziennikarza - komentuje sprawę rzeczniczka rządu Agnieszka Liszka.

środa, 9 kwietnia 2008

Tusk: Zwrot mienia nie jest przedmiotem rozmów międzyrządowych

jg, PAP
2008-04-09, ostatnia aktualizacja 2008-04-09 15:34

- Reprywatyzacja, jaką planujemy nie jest przedmiotem negocjacji między polskim rządem a innymi rządami - odpowiedział premier Donald Tusk na pytanie, czy w rozmowie z premierem Olmertem pojawił się temat rekompensat za żydowskie mienie pozostawione po II wojnie światowej. Zapowiedział, że w ciągu najbliższych miesięcy zostanie sfinalizowany proces legislacji, który zakończy proces reprywatyzacji.

Zobacz powiekszenie
Fot. Wojciech Olkuonik / AG??????
Donald Tusk w Bazylice Grobu Pańskiego w Jerozolimie.
Zobacz powiekszenie
Fot. Wojciech Olkuonik / AG??????
Donald Tusk pod ścianą płaczu.
Zobacz powiekszenie
Fot. AMMAR AWAD REUTERS
Premier Donald Tusk pod Ścianą Płaczu
Premier powiedział, że ta ustawa nie będzie dotyczyła żadnej wybranej grupy - będzie obejmowała byłych i obecnych obywateli Polski, którzy utracili swoje mienie. - Rozumiem zainteresowanie środowisk żydowskich, bo stanowią liczną grupę wśród tych obywateli, i cieszę się, że nasza inicjatywa szybkiego zakończenia procesu reprywatyzacji spotyka się ze zrozumieniem - mówił Tusk na konferencji prasowej po spotkaniu z premierem Izraela Ehudem Olmertem.

Tusk powiedział, że proces reprywatyzacji będzie rozciągnięty w czasie i że ustawa będzie realizowana w miarę możliwości Polski. Podkreślił, że ustawa musi być "realizowalna". - Nie ma nic gorszego niż powiedzieć "oddam" i nie móc oddać - mówił Tusk. Dodał, że chce być powściągliwy, bardzo uczciwy w tej deklaracji i w związku z tym nie oczekuje entuzjazmu ani oklasków ze strony żadnego środowiska.

Polska i Izrael będą zacieśniać współpracę

Premier Donald Tusk powiedział, że Polska od lat wspiera Izrael i jest jego sojusznikiem. "Polacy zawsze wspierali wasz kraj w trudnych i krytycznych sytuacjach" - mówił szef polskiego rządu. Premier Olmert powiedział, że bardzo ceni sobie współpracę z polskim rządem. Jak dodał, podczas dzisiejszego spotkania zostały podjęte dwie bardzo ważne dla obu stron decyzje: po pierwsze podniesiony zostanie poziom stosunków polsko-izraelskich, po drugie wzmocniona będzie strategiczna współpraca między państwami. Organizowane będą między innymi spotkania przedstawicieli rządów. Premier podkreślił wagę wymiany młodzieży z Polski i Izraela, co również może być podstawą dalszej współpracy. Ehud Olmert wyraził nadzieję, że jeszcze w tym roku uda mu się odwiedzić Polskę.

Polski premier powiedział, że perspektywy współpracy obu krajów sa bardzo interesujące. Jak dodał, Polska i Izrael mają zdolność do tego, aby poszukiwać inspiracji we wspólnej historii.

Tusk: W Polsce nie ma i nie będzie tolerancji dla antysemityzmu

W Polsce nie ma i nie będzie tolerancji dla antysemityzmu - oświadczył premier Donald Tusk podczas ceremonii oficjalnego powitania go w Jerozolimie przez szefa rządu Izraela Ehuda Olmerta.

Olmert, dziękując Tuskowi za wizytę w Izraelu w 60. rocznicę powstania tego państwa, ocenił, że świadczy to o osobistym zaangażowaniu polskiego premiera we wzmocnienie dwustronnych relacji. Oświadczył też, że ceni zaangażowanie Tuska i rządu polskiego w walkę z antysemityzmem. Uznał, że Polska może wnieść istotny wkład w zmniejszenie zagrożeń na Bliskim Wschodzie.

"Dla zjawisk, które są hańbą ludzkości, nie ma i nie będzie tolerancji w moim kraju. Dla antysemityzmu i terroryzmu nie ma miejsca wśród ludzi uczciwych i przyzwoitych. Przeciwdziałanie takim sprawom uznaję za nasz wspólny obowiązek" - oświadczył z kolei Tusk.

Szef polskiego rządu mówił też, że choć nikt i nic "nie wytrze z naszej pamięci historii z dobrym i złym jej bagażem", to "jesteśmy żywi i aktywni po to, aby historia pomagała ludziom dobrej woli, a nie przeszkadzała".

Premier Tusk zwiedza Jerozolimę

Tusk przyleciał do Izraela we wtorek wieczorem. Oficjalną część wizyty rozpoczął w środę rano od spotkania z prezydentem Szimonem Peresem w jego rezydencji Beit Hanasi. Szef polskiego rządu zwiedzał też jerozolimskie Stare Miasto - w tym Bazylikę Grobu Pańskiego - i modlił się przy Ścianie Płaczu.

Bazylikę Grobu Pańskiego wzniesiono w miejscu powszechnie uważanym za miejsce ukrzyżowania, pochowania i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Świątynia została wzniesiona z inicjatywy cesarza Konstantego i jego matki św. Heleny dla upamiętnienia zmartwychwstania Chrystusa. Trwającą 22 lata budowę zakończono w 348 roku. W roku 1009 bazylika została zniszczona przez kalifa Ha Kima. Odbudowa, rozpoczęta w 1042 roku, doprowadziła do częściowego zrekonstruowania świątyni.

Premier modlił się też przy Ścianie Płaczu - najświętszym miejscu wyznawców judaizmu. Ściana Płaczu stanowi pozostałość kamiennego muru wzniesionego przez Heroda w 20 r. p.n.e. wokół dziedzińca, na którym stała Druga Świątynia Jerozolimska. Nazwa muru upamiętnia zburzenie świątyni przez Rzymian. Ściana Płaczu dzieli się na dwie części - północna jest przeznaczona dla mężczyzn, południowa dla kobiet. Zgodnie z tradycją ,wierni wkładają między kamienie muru kartki z prośbami i modlitwami.

Jeszcze w środę szef polskiego rządu weźmie udział w uroczystości otwarcia Roku Polskiego w Izraelu.