sobota, 11 sierpnia 2012

Medali już nie będzie? Tylko piąte miejsce kajakarki


Foto: Adam Ciereszko / PAPMarta Walczykiewicz po wyścigu

Marta Walczykiewicz z czasem 45,50 zajęła piąte miejsce w finałowym wyścigu kajakowych jedynek na 200 metrów. Mistrzynią olimpijską została Nowozelandka Lisa Carrington. Polka była prawdopodobnie naszą ostatnią nadzieją na medal w Londynie.

To nie tak miało być, zupełnie nie tak. Ile to już razy polski kibic nucił słowa tej piosenki znanej rodzimej grupy rockowej, oglądając występy naszych sportowców podczas igrzysk olimpijskich? Nie inaczej było podczas występu Marty Walczykiewicz. 

Anastasi: Zniknął nasz duch

- Przegrana z Austra...
czytaj dalej »

Złota Marta?

Z występem kajakarki wiązaliśmy naprawdę duże nadzieje. To ona miała spiąć klamrą dorobek biało-czerwonych medali w Londynie. Ba, Amerykanie widzieli ją nawet na najwyższym stopniu podium.

Polka do finału awansowała z piątym czasem, ale nie ostudziło to optymizmu związanego z występem Walczykiewicz. Przecież Polka to trzykrotna mistrzyni świata (2009, 2010, 2011). W gronie głównych rywalek wymieniano tylko dwie zawodniczki - Lisę Carrington z Nowej Zelandii oraz Węgierkę Natasę Douchev-Janic.

Początek wyścigu zdawał się to potwierdzać. Najlepszą reakcję startową zanotowała Walczykiewicz i od początku objęła prowadzenie. Na drugiej pozycji płynęła Carrington. Węgierka natomiast zaczęła spokojnie, zajmowała czwarte miejsce bowiem dość niespodziewanie w towarzystwo wmieszała się Inna Osypienko-Radomska (Ukraina), płynąca na skrajnym, pierwszym torze.

Po 50 metrach można było mieć nadzieję, że na torze w Eaton usłyszymy Mazurka Dąbrowskiego. Polka jednak słabła z każdym ruchem wiosła, rywalki zaczęły ją doganiać. Po 150 metrach, medal, choć już nie złoty wciąż wydawał się realny. Niestety na ostatnich metrach Walczykiewicz widziała już plecy Nowozelandki, Ukrainki i Węgierki, a tuż przed linią mety wyprzedziła ją jeszcze Teresa Portela Rivas z Hiszpanii. 25-latka z Kalisza ukończyła wyścig na piątym miejscu. 

"Anita miała szansę na złoto"

- Rzuciła najlepszy ...
czytaj dalej »

Paula zaskoczy?

W ostatnich dwóch dniach igrzysk trudno już oczekiwać jakiegoś polskiego medalu. Każdy krążek będzie po prostu miłym, ale dużym zaskoczeniem. O niespodziankę pokusić się może startująca w kolarstwie górskim Paula Gorycka. Głównie dlatego, że tak naprawdę jej forma jest dla kibiców w Polsce wielką niewiadomą.

Gorycka pierwotnie w Londynie miała nie wystąpić. Zajęła jednak miejsce kontuzjowanej Mai Włoszczowskiej, która notabene była murowaną kandydatką do medalu. Trenerem Goryckiej jest Andrzej Piątek, który przed czterema laty doprowadził do wicemistrzostwa olimpijskiego właśnie Włoszczowską.

Początek rywalizacji w kolarstwie górskim w sobotę o godzinie 13.30. Obok Goryckiej wystąpi w nim również Aleksandra Dawidowicz.

400 tys. w złoto Amber Gold. "Całe życie oszczędzałam"


Tomasz Maciejewski
 
11.08.2012 , aktualizacja: 10.08.2012 20:07
A A A Drukuj
Do rzecznika praw konsumenta (Longina Kaczmarek na zdjęciu przodem) wciąż zgłaszaja się klienci Amber Gold

Do rzecznika praw konsumenta (Longina Kaczmarek na zdjęciu przodem) wciąż zgłaszaja się klienci Amber Gold(Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta)

Tyle pieniędzy ulokowała w Amber Gold pewna szczecinianka. Na liście poszkodowanych, którzy zgłosili się do miejskiego rzecznika konsumenta, jest już 15 osób. Średnia wpłata to kilkadziesiąt tys. zł
Pani X (prosiła o niepodawanie nawet imienia) przyniosła wczoraj do biura miejskiego rzecznika konsumenta całą teczkę dokumentów potwierdzających jej wpłaty na konto Amber Gold. W lipcu i sierpniu miała odebrać pieniądze z siedmiu lokat! Wkład i odsetki. W sumie - grubo ponad 400 tys. zł. Na razie nie dostała ani grosza.

- Pierwsza lokata kończyła się 19 lipca. Zadzwonił ktoś z biura w Gdańsku i powiedział, że mają przejściowe kłopoty. Że banki nie chcą z nimi współpracować - opowiada kobieta. - Później już nie dzwonili. Podobno już rozpoczęli wypłaty [taki komunikat ukazał się na stronie firmy 8 sierpnia - red.]. Czekam na przelew. Moja druga lokata skończyła się 26 lipca, trzecia 31 lipca, kolejna 3 sierpnia. Mam jeszcze trzy - do 14, 17 i 28 sierpnia - wylicza.

Czy umowy podpisane z Amber Gold i wydane przez tę firmę certyfikaty (ozdobne, kiczowate druki) okażą się bezwartościowymi świstkami? Wiele na to wskazuje. Amber Gold od kilku tygodni zwodzi swoich klientów zapewnieniami, że jest wypłacalny. I że już lada moment ruszą operacje finansowe.

Tymczasem szczeciński oddział jest od trzech dni zamknięty. A do rzecznika konsumentów zgłosiło się już 15 osób, które ulokowały pieniądze "w złoto" i nie mogą ich odzyskać.

- Najniższa kwota to 6 tys. zł, ale jest też młoda dziewczyna, która wpłaciła 90 tys. zł. Były też wpłaty na sumę 200 tys. zł i więcej - opowiada Longina Kaczmarek. - Ludzie są zrozpaczeni. Proszą o pomoc. Mówią, że zainwestowali oszczędności całego życia, pieniądze ze sprzedaży mieszkania itd.

Co może zrobić dla nich rzecznik konsumentów? Np. pomóc zredagować wezwanie do zapłaty. Albo pismo do prokuratury.

- Zgłosiła się do mnie pani, która 26 czerwca przelała na konto Amber Gold 200 tys. zł, a 4 lipca chciała wycofać pieniądze. W ciągu 10 dni można odstąpić od umowy. Jest taki zapis - tłumaczy Kaczmarek. - Ale pieniędzy nie otrzymała. W wezwaniu do zapłaty, które pomogłam jej zredagować, nakreśliliśmy termin 10 sierpnia. Jeśli nie będzie środków na jej koncie, w poniedziałek piszemy do prokuratury [sprawę klientów poszkodowanych przez Amber Gold prowadzi Prokuratura Okręgowa w Gdańsku - red.].

A co mają zrobić ci, których lokaty kończą się we wrześniu, październiku? Czekać czy wypowiadać umowę? Zerwanie ich przed terminem oznacza stratę nawet 40-45 procent wkładu (pod warunkiem że wypłaty rzeczywiście się zaczną)!

- Ja nie mogę doradzać, w jaki sposób "zakończyć" lokatę, choć wszyscy o to pytają. Mogę tylko informować, przedstawiać konsekwencje - mówi Longina Kaczmarek. - Osoba, która wpłaciła 100 tys. zł, po roku miała otrzymać 117 tys. zł. Kiedy poszła rozwiązać umowę, obliczyli jej, że otrzyma 62 tys. zł. Tak to działa. Ludzie, niestety, za bardzo wierzą reklamie.

Zdaniem Kaczmarek w umowach z Amber Gold jest bardzo dużo kontrowersyjnych, a nawet niezgodnych z prawem zapisów. A informacja dla konsumenta "nie jest przejrzysta".

Dlaczego tak wiele osób dało się nabrać?

- Z dwóch mniejszych lokat, które założyłam w styczniu, dostałam pieniądze. Po kilkanaście tysięcy złotych. To mnie przekonało - przyznaje kobieta, która później ulokowała ponad 400 tys. zł. - Kiedy tylko kończyła się mi się lokata w innym banku, przenosiłam pieniądze do Amber Gold - tłumaczy. - Jestem takim bankowym ciułaczem. Całe życie oszczędzałam, nigdzie nie jeździłam, nie wydawałam.