wtorek, 22 stycznia 2008

Andrzej Wajda: Może umiem robić filmy

ulast, jg, bartos, rik, IAR, PAP
2008-01-22, ostatnia aktualizacja 2008-01-22 19:26

- Nie byłoby źle - odpowiedział Andrzej Wajda na pytanie czy liczy na Oscara. - Widocznie świat boi się wojny - skomentował fakt, że 5 obrazów nominowanych w kategoriii filmów nieanglojęzycznych dotyczy wojny. Amerykańska Akademia Filmowa nominowała dziś do Oscara "Katyń" Andrzeja Wajdy w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny. Wśród nominowanych znalazł się również Janusz Kamiński za zdjęcia do filmu ''Motyl i skafander'', polsko-brytyjski film animowany "Piotruś i wilk" oraz film "Madame Tutli-Putli", którego współreżyserem jest Polak Maciej Szczerbatowski

Zobacz powiekszenie
Fot.Tomasz Wiech / AG
Premiera filmu Katyń w Krakowie we wrześniu 2007 r.
SONDAŻ
Czy ''Katyń'' dostanie Oscara?

52%
Nie (1921)

34%
Tak (1235)

14%
Trudno powiedzieć (518)

Liczba oddanych głosów: 3674

Polscy krytycy o filmie Wajdy | Wasze recenzje

Andrzej Wajda na zdjęciach



- Bałem się odpowiedzialności wobec młodzieży, dla której są to odległe wydarzenia, ale i pokolenia starszych, które mogło zarzucić, że to nie tak było. Udało się. Może ja umiem robić filmy - powiedział Andrzej Wajda na konferencji prasowej. Reżyser oddał cześć aktorom: - To ich zasługa, że film jest tak dobrze opowiedziany. Mamy fantastycznych aktorów, którzy czekają na dobre filmy

Operator Janusz Kamiński, który był w komisji nominującej, zdradził że film zrobił ogromne wrażenie na Amerykanach. Zdecydował nie fakt, że jest to nasz dramat narodowy, ale że tragedia mężczyzn została pokazana z punktu widzenia kobiet, i że widać wyraźnie osobisty ton reżysera, który w Katyniu stracił ojca.

Andrzej Wajda powiedział kilka dni temu Informacyjnej Agencji Radiowej, że byłby szczęśliwy, gdyby "Katyń" zdobył nominację, ponieważ wtedy sprawę mordu katyńskiego udałoby się przedstawić zagranicznym widzom. "Kto wie, wszystko jest możliwe" - powiedział Wajda, który otrzymał już Oscara za całokształt twórczości.



Nominacja do Oscara dla filmu "Katyń" Andrzeja Wajdy była poprzedzona wielką kampanią promocyjną w Stanach Zjednoczonych. W Ameryce odbywały się specjalne pokazy zamknięte, a w branżowej prasie pojawiały się liczne artykuły reklamowe. Niektórzy fachowców mówią nawet, że była to największa kampania promocyjna w historii udziału polskich filmów w walce o Oscara.

Amerykańskiej publiczności "Katyń" bardziej przypadł do gusty, niż polskiej widowni. U nas było wiele głosów krytycznych, natomiast tam Wajdę wychwalano, mówiono o solidnym warsztacie i klasycznej konstrukcji filmu. Swoje pozytywne opinie o "Katyniu" wyrażali zarówno członkowie Akademii Filmowej, jak i Hollywodzkiego Stowarzyszenia Prasy Zagranicznej. Przy okazji pokazów odbywały się także sympozja na temat historii tamtych wydarzeń i to właśnie w głównej mierze przez historię film cieszył się za Oceanem tak dużym zainteresowaniem.

Inne nominacje dla Polaków

Obok obrazu Polaka w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny znalazły się filmy: "12" Nikity Michałkowa (Rosja), "Fałszerze" Stefana Ruzowitzky'ego (Austria), "Beaufort" Josepha Cedara (Izrael) i "Mongoł" Siergieja Bodrowa (Kazachstan).



"Piotruś i wilk", który ma szansę na Oscara w kategorii Najlepszy Film Animowany, to ekranizacja baśni muzycznej Sergiusza Prokofiewa. Film jest wspólnym dziełem łódzkiej spółki Se-ma-for Produkcja Filmowa i brytyjskiej firmy BreakThru Films. Wyreżyserowała go Brytyjka Suzie Templeton.

Film "Madame Tutli-Putli", którego współreżyserem jest Polak Maciej Szczerbatowski otrzymał nominację do Oskara w kategorii krótkometrażowego filmu animowanego. Współautorem filmu, powstałego w Kanadzie, jest Chris Lavis.

Strajk scenarzystów kontra ceremonia

Nominacje do tegorocznych Oscarów ogłoszono w Los Angeles. Najwięcej otrzymały amerykańskie filmy "To nie jest kraj dla starych ludzi" i "Aż poleje się krew". Każdy z tych został nominowany aż w 8 kategoriach, w tym w najważniejszej: najlepszy film roku. O miano najlepszego aktora ubiegać się będą George Clooney, Daniel Day-Lewis i Johny Depp. Aż dwie nominacje otrzymała Kate Blanchett: za główna rolę w filmie "Elżbieta - złoty wiek" oraz za rolę drugoplanową w obrazie "I'm not there". Transmitowana przez amerykańskie stacje telewizyjne ceremonia ogłoszenia nominacji obejmowała tylko najważniejsze kategorie.

Tegoroczne nagrody amerykańskiej Akademii Filmowej zostaną przyznane 24 lutego. Nie wiadomo jednak czy ceremonia w ogóle się odbędzie. Powodem jest trwający od listopada strajk amerykańskich scenarzystów, który doprowadził już do odwołania uroczystości przyznania Złotych Globów.

Andrzej Wajda: Oscar? Nie byłoby źle

ulast, jg, bartos, rik, IAR, PAP
2008-01-22, ostatnia aktualizacja 38 minut temu

- Nie byłoby źle - odpowiedział Andrzej Wajda na pytanie czy liczy na Oscara. - Widocznie świat boi się wojny - skomentował fakt, że 5 obrazów nominowanych w kategoriii filmów nieanglojęzycznych dotyczy wojny. Amerykańska Akademia Filmowa nominowała dziś do Oscara "Katyń" Andrzeja Wajdy w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny. Wśród nominowanych znalazł się również Janusz Kamiński za zdjęcia do filmu ''Motyl i skafander'', polsko-brytyjski film animowany "Piotruś i wilk" oraz film "Madame Tutli-Putli", którego współreżyserem jest Polak Maciej Szczerbatowski

Zobacz powiekszenie
Fot.Tomasz Wiech / AG
Premiera filmu Katyń w Krakowie we wrześniu 2007 r.
SONDAŻ
Czy ''Katyń'' dostanie Oscara?

54%
Nie (1658)

32%
Tak (983)

14%
Trudno powiedzieć (422)

Liczba oddanych głosów: 3063

Polscy krytycy o filmie Wajdy | Wasze recenzje

- Bałem się odpowiedzialności wobec młodzieży, dla której są to odległe wydarzenia, ale i pokolenia starszych, które mogło zarzucić, że to nie tak było. Udało się. Może ja umiem robić filmy - powiedział Andrzej Wajda na konferencji prasowej. Reżyser oddał cześć aktorom: - To ich zasługa, że film jest tak dobrze opowiedziany. Mamy fantastycznych aktorów, którzy czekają na dobre filmy

Operator Janusz Kamiński, który był w komisji nominującej, zdradził że film zrobił ogromne wrażenie na Amerykanach. Zdecydował nie fakt, że jest to nasz dramat narodowy, ale że tragedia mężczyzn została pokazana z punktu widzenia kobiet, i że widać wyraźnie osobisty ton reżysera, który w Katyniu stracił ojca.

Andrzej Wajda powiedział kilka dni temu Informacyjnej Agencji Radiowej, że byłby szczęśliwy, gdyby "Katyń" zdobył nominację, ponieważ wtedy sprawę mordu katyńskiego udałoby się przedstawić zagranicznym widzom. "Kto wie, wszystko jest możliwe" - powiedział Wajda, który otrzymał już Oscara za całokształt twórczości.



Nominacja do Oscara dla filmu "Katyń" Andrzeja Wajdy była poprzedzona wielką kampanią promocyjną w Stanach Zjednoczonych. W Ameryce odbywały się specjalne pokazy zamknięte, a w branżowej prasie pojawiały się liczne artykuły reklamowe. Niektórzy fachowców mówią nawet, że była to największa kampania promocyjna w historii udziału polskich filmów w walce o Oscara.

Amerykańskiej publiczności "Katyń" bardziej przypadł do gusty, niż polskiej widowni. U nas było wiele głosów krytycznych, natomiast tam Wajdę wychwalano, mówiono o solidnym warsztacie i klasycznej konstrukcji filmu. Swoje pozytywne opinie o "Katyniu" wyrażali zarówno członkowie Akademii Filmowej, jak i Hollywodzkiego Stowarzyszenia Prasy Zagranicznej. Przy okazji pokazów odbywały się także sympozja na temat historii tamtych wydarzeń i to właśnie w głównej mierze przez historię film cieszył się za Oceanem tak dużym zainteresowaniem.

Inne nominacje dla Polaków

Obok obrazu Polaka w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny znalazły się filmy: "12" Nikity Michałkowa (Rosja), "Fałszerze" Stefana Ruzowitzky'ego (Austria), "Beaufort" Josepha Cedara (Izrael) i "Mongoł" Siergieja Bodrowa (Kazachstan).



"Piotruś i wilk", który ma szansę na Oscara w kategorii Najlepszy Film Animowany, to ekranizacja baśni muzycznej Sergiusza Prokofiewa. Film jest wspólnym dziełem łódzkiej spółki Se-ma-for Produkcja Filmowa i brytyjskiej firmy BreakThru Films. Wyreżyserowała go Brytyjka Suzie Templeton.

Film "Madame Tutli-Putli", którego współreżyserem jest Polak Maciej Szczerbatowski otrzymał nominację do Oskara w kategorii krótkometrażowego filmu animowanego. Współautorem filmu, powstałego w Kanadzie, jest Chris Lavis.

Strajk scenarzystów kontra ceremonia

Nominacje do tegorocznych Oscarów ogłoszono w Los Angeles. Najwięcej otrzymały amerykańskie filmy "To nie jest kraj dla starych ludzi" i "Aż poleje się krew". Każdy z tych został nominowany aż w 8 kategoriach, w tym w najważniejszej: najlepszy film roku. O miano najlepszego aktora ubiegać się będą George Clooney, Daniel Day-Lewis i Johny Depp. Aż dwie nominacje otrzymała Kate Blanchett: za główna rolę w filmie "Elżbieta - złoty wiek" oraz za rolę drugoplanową w obrazie "I'm not there". Transmitowana przez amerykańskie stacje telewizyjne ceremonia ogłoszenia nominacji obejmowała tylko najważniejsze kategorie.

Tegoroczne nagrody amerykańskiej Akademii Filmowej zostaną przyznane 24 lutego. Nie wiadomo jednak czy ceremonia w ogóle się odbędzie. Powodem jest trwający od listopada strajk amerykańskich scenarzystów, który doprowadził już do odwołania uroczystości przyznania Złotych Globów.

Wenta: Nie będę tolerował krzywdy moich piłkarzy

Notował w Stavanger Cezary Osmycki (PAP), ACM
2008-01-23, ostatnia aktualizacja 2008-01-23 00:09
Zobacz powiększenie
Trener Bogdan Wenta
Fot. SCANPIX NORWAY REUTERS

- Wydaje mi się, że na obcym boisku sędziowie wychwytują nieczyste zagrania. Jednak jeśli się robi mistrzostwa Europy, to gospodarzom pozwala się na wszysko. Powtarza się sytuacja z mistrzostw świata w Niemczech - denerwował się po zremisowanym 24:24 meczu z gospodarzami mistrzostw Europy, Norwegami, trener polskich piłkarzy ręcznych Bogdan Wenta

SONDAŻ
Czy Polscy piłkarze ręczni zdobędą w Norwegii medal?

Tak
Nie

Trener Bogdan Wenta: Cieszę się, że po tych niewykorzystanych karnych zespół przede wszystkim nie pękł. Jeśli się robi mistrzostwa Europy, to gospodarzom na wszystko się pozwala. Powtarza się sytuacja z mistrzostw świata w Niemczech. Nie wiem dlaczego tak się dzieje. Dziś mamy kolejnego ciężko kontuzjowanego, którym jest Damian Wleklak, który w pierwszej połowie dostał strzał od Jensena.

Uczuliliśmy zawodników, że to będzie trwało długi czas, że od początku będzie prowokował. Widać było jak Jensen uderzy zawodnika potem jeszcze popchnie. Wydaje mi się, że na obcym boisku sędziowie takie rzeczy wychwytują. Tutaj się pozwala na takie rzeczy. Oczywiście to nie usprawiedliwia nas i np. tych nie strzelonych rzutów karnych.

Nigdy nie będę tolerował zawodnika, który wchodzi, aby zrobić komuś krzywdę. A to dzisiaj miało miejsce. Dobrze, że sędziowie w końcówce zachowali się i gwizdali jak trzeba. Karol Bielecki trochę nam siadł w końcówce. Grzesiu (Tkaczyk) bardzo chciał w grać obronie, było ryzyko i dostał czerwoną. Widzą państwo, że tu za byle co się wyrzuca.

Moje pytanie jest takie: co mam zrobić z takim obrotowym jak ten Norweg, który nogi do góry, uszami napierdziela po twarzy, obraca się, my go trzymamy i od razu dostajemy dwie minuty. Co ten mój zawodnik ma zrobić? Przecież go nie puści i za to jest kara. Gra ktoś w domu i na wszystko mu się pozwala. Chyba tak nie musi być. Każdy następny mecz będzie coraz groźniejszy ze względu na zdrowie zawodników. Rozumiem, handball to twarda gra, ale musi być fair.

Dzisiaj w końcówce pierwszej połowy popełniliśmy cztery błędy. Poszły trzy kontry i oni wyszli na bramkę do przodu. To się nie mogło zdarzyć. Jestem tym trochę wkurzony. Nie możemy grać jedną szóstką.

Mnie tylko dziwi to, że siedzą przy stoliku obserwatorzy EHF i oni mi mówią, że widzą że zawodnik numer ten a ten gra niebezpiecznie. No pytam się: czy obserwator nic nie może podpowiedzieć arbitrowi? Mam nadzieję, że kiedyś zorganizujemy mistrzostwa w Polsce i będziemy mogli swobodnie sobie grać.

Istotne, że zespół nie pękł. Mogłem w końcówce wziąć czas, ale patrzę - sędziego ręka uniesiona w górze, więc może w ogóle nie pozwolić nam oddać rzutu, poszłaby kontra i różnie mogło się skończyć. Bałem się, że jak wezmę czas, nie pozwolą nam nawet podać piłki.

Było kilka sytuacji niesympatycznych w tym spotkaniu. Trzeba będzie trochę refleksji i spokojnie spojrzeć. W środę bardzo trudny mecz, zwłaszcza że to spotkanie kosztowało nas sporo sił.

Kapitan drużyny Grzegorz Tkaczyk: Wywalczyliśmy bardzo ważny dla nas punkt. My dzisiaj punktu nie straciliśmy, a jeden wywalczyliśmy. Bo przegrywając cztery minuty przed końcem trzema bramkami, wychodzimy z beznadziejnej sytuacji i remisujemy to spotkanie.

Błędy są zawsze, taka jest piłka ręczna. W meczu z Norwegią w Norwegii, gdzie kibice są przeciwko nam, gdzie sędziowie może nie zawsze gwiżdżą tak jak powinni, ciężko jest grać. To był mecz walki, w którym łatwo o pomyłki.

Jedyne, czego żałuję, to że nie wykorzystaliśmy tych rzutów karnych, bo wtedy wynik byłby inny. Zarobiłem trzy kary, nie ma co dyskutować faule były. Miała być wojna. I była wojna, krew się lała, były czerwone kartki, było wszystko. Myślę, że spotkanie mogło się podobać. Najważniejszy jest punkt.

Bramkarz Sławomir Szmal: Czuję pewien niedosyt. Był to mecz wyrównany, gdzie przez większą część przeważaliśmy. Przełomowy moment to chyba 40. minuta, kiedy zbyt chaotycznie zagraliśmy, co było spowodowane też gwizdkami sędziów. To trochę wybiło chłopaków z uderzenia i wytrąciło z równowagi. Ale to był tylko krótki moment.

Marcin Lijewski: Początek dobrze się dla nas zapowiadał. Graliśmy w jaskini lwa. Bardzo dobrze dysponowany był bramkarz rywali Steinar Ege, Norwegom pomagały nie tylko ściany, ale i troszeczkę sędziowie. To, że zremisowaliśmy, świadczy o tym, że w trudnych sytuacjach potrafimy się podnieść. Mamy jeszcze cień szansy na wyjście do półfinałów.

Skład:

Szmal,Weiner - Wleklak, Kuchczyński 1, Jachlewski 1, Tkaczyk 3, Bielecki 7, Siódmiak, Bartosz Jurecki 1, Jurasik 1, Michał Jurecki 1, Tłuczyński 1, Jurkiewicz, Lijewski 8.

24 : 24

12
:
13


22 stycznia 2008 godz. 20:15

Sędzia: Bord, Buy (Francja)

Skład:

Ege, Erevik - Solberg, Hagen 3, Loke 4, Strand 9, Myrhol, Lund, Tvedten, Lauritzen 1, Kjelling 1, Jensen, Skoglund 4, Skjaervold 2


Dreszczowiec w Stavanger na remis
Tomasz Osowski
Nieprawdopodobne widowisko w Stavanger! Polscy piłkarze ręczni zremisowali 24:24 z gospodarzami mistrzostw Europy Norwegią i wciąż mają szanse na medal. Biało-czerwoni nie wykorzystali aż pięciu rzutów karnych
Norwegowie spisywali się do tej pory znakomicie (komplet zwycięstw), ale w trakcie meczu okazało się, że nie taki diabeł straszny. Od początku meczu na boisku rozgorzała niesamowita walka (Grzegorz Tkaczyk pierwszą karę dostał po niespełna trzech minutach), ale to Polacy prezentowali się lepiej.

Przewaga naszego zespołu widoczna była szczególnie w drugiej linii. Tkaczyk, Marcin Lijewski, a zwłaszcza Karol Bielcki (5 goli do przerwy) raz za razem bombardowali bramkę Norwegów, za to ci w ataku męczyli się niemiłosiernie.

Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie zadziwiająca niemoc Polaków przy rzutach karnych. Nasi zawodnicy wykonywali ich w pierwszych 30 minutach cztery, ale niesamowity Steinar Ege obronił wszystkie! Sposobu na bramkarza Norwegów nie znaleźli kolejno Tomasz Tłuczyński, Mateusz Jachlewski, Mariusz Jurasik i w końcu Bielecki. Mimo tego biało-czerwoni niemal cały czas byli z przodu (6:4, 10:8, a w 26. minucie nawet 12:9). Jednak słaba końcówka i kilka kontr rywali spowodowało, że na przerwę to Norwegowie schodzili z jedną bramką przewagi (13:12).

W drugiej połowie okazało się, że potęga naszej drugiej linii jest tak naprawdę największą słabością polskiego zespołu. Przez długi czas gole zdobywali tylko Bielecki i Lijewski, reszta zawodników jakby zapadła się pod ziemię. A Norwegowie mozolnie budowali przewagę (najwyższa 21:17 w 49. minucie). Kiedy przy stanie 20:23 Tłuczyński nie wykorzystał piątego karnego (trafił norweskiego bramkarza w głowę, sędzia uznał że zrobił to celowo i wyrzucił Polaka z boiska) wydawało się, że jest po meczu.

W dramatycznej końcówce (cztery czerwone kartki, ogromna ilość kar) Polacy wykorzystali grę w trzyosobowej przewadze i zdołali doprowadzić do remisu. Do jakże ważnego zwycięstwa zabrakło bardzo niewiele...

Szanse na medal wciąż jednak są. Aby awansować do półfinałów Polacy muszą wygrać dwa pozostałe mecze (w środę o godz. 18.15 z Danią oraz w czwartek z Czarnogórą) oraz liczyć na porażkę Chorwatów z Norwegią bądź Czarnogórą.

Norweskie media: Dramatyczny remis w kotle czarownic!

PAP
2008-01-22, ostatnia aktualizacja 2008-01-22 22:55
Zobacz powiększenie
Fot. Kuba Atys / AG

Norweskie media oceniają mecz Norwegia - Polska jako wysoko denerwujący dramat. "Remis w ostatnich minutach meczu prawie doprowadził widzów do ataku serca" - to cytat z jednej z norweskich gazet

"Dramatyczne zakończenie meczu, który stał się pod koniec prawdziwą wojną na parkiecie" - pisze dziennik "Verdens Gang". "Thriller z czterema czerwonymi kartkami" - tytułuje swoją relację"Dagbladet".

"Nasz wspaniały bramkarz Steinar Ege uratował jeden punkt broniąc aż pięć rzutów karnych, lecz niestety nie był w stanie sprostać atakom polskich strzelców. Polacy dogonili Norwegów w ostatnich minutach meczu, lecz to raczej zasługa sędziów, którzy właśnie pod koniec spotkania w najważniejszym dla nas momencie kompletnie stracili głowy" - relacjonuje "Aftenposten".

Zdaniem "Verdens Gang" "nerwy puszczały w prawdziwym kotle czarownic, w który zamieniła się hala w Stavanger z 6627 wrzeszczącymi w transie kibicami doprowadzonymi do ekstazy".

"Norwegowie prowadzili 3-4 bramkami pod sam koniec meczu, lecz nagle Polacy powrócili do walki. Gotowało się na trybunach i gotowało się na boisku. Ten thriller miał wszystkie klasyczne elementy dramaturgii poza jednym najważniejszym, naszym zwycięstwem. Nasi chłopcy walczyli jak lwy, lecz Polacy zjedli całą wypracowaną przewagę tuż przed końcem meczu" - pisze "Dagbladet".

Portal Nettavisen podkreśla, że "Norwegia, która prowadziła w tym meczu, sama wyrzuciła swoją wygraną do kosza doprowadzając do niepotrzebnych wykluczeń w decydującym momencie spotkania".

Trener Norwegii Pettersen, wyraźnie niezadowolony z wyniku, powiedział w norweskiej telewizji, że "pomimo że mogliśmy wygrać ten mecz, to remis z wicemistrzem świata jest jednak bardzo dobrym wynikiem".

Czerwona kartka za trafienie piłką w twarz. To chore - blog Pingpongi (wideo)

Prokuratora generalnego powinien powoływać prezydent

Zdaniem prof. Andrzeja     Rzeplińskiego,     rozdzielenie funkcji nie zabezpieczy nas przed nadużywaniem     prokuratury do celów politycznych. Do tego trzeba wprowadzić     instytucję sędziego śledczego Fot. Wojciech Górski (Rozmiar: 64116 bajtów)
Fot. Wojciech Górski
Zdaniem prof. Andrzeja Rzeplińskiego, rozdzielenie funkcji nie zabezpieczy nas przed nadużywaniem prokuratury do celów politycznych. Do tego trzeba wprowadzić instytucję sędziego śledczego

Czas wrócić do dyskusji na temat rozdzielenia funkcji prokuratora generalnego od funkcji ministra sprawiedliwości. Przekonani są o tym eksperci Gazety Prawnej. Ich zdaniem niezależny prokurator powinien być powoływany przez Sejm lub Prezydenta RP. Do Sejmu wpłynął właśnie projekt autorstwa LiD, zakładający rozdzielenie najważniejszych funkcji w wymiarze sprawiedliwości.

Projekt LiD przewiduje, że w miejsce prokuratur apelacyjnych i krajowej powstanie prokuratura generalna. Minister sprawiedliwości miałby kompetencje ogólne, budowałby infrastrukturę prawną i zasady polityki kryminalnej.

- Likwidacji ulega Prokuratura Krajowa i prokuratury apelacyjne, a w ich miejsce tworzy się prokuraturę generalną. Prokurator generalny jest powoływany na siedmioletnią kadencję przez Prezydenta RP spośród trzech kandydatów wskazanych przez I prezesa Sądu Najwyższego spośród sędziów Izby Karnej Sądu Najwyższego, sędziów wydziałów karnych sądów apelacyjnych lub prokuratorów prokuratury generalnej po zasięgnięciu opinii prezesa Izby Karnej Sądu Najwyższego, prezesów sądów apelacyjnych oraz zgromadzenia prokuratorów Prokuratury Generalnej z udziałem prokuratorów okręgowych kierujących prokuraturami okręgowymi. Zgodnie z tą propozycją, prokuratorem generalnym może zostać wyłącznie osoba o dużym doświadczeniu prawniczym w sprawach karnych - przedstawia projekt prof. Jan Widacki.

Dodaje, że w chwili powoływania pierwszego prokuratora generalnego nie będzie jeszcze prokuratury generalnej, a zatem grono, z którego będą dobierani kandydaci na stanowisko prokuratora generalnego, będzie zawężone jedynie do sędziów Izby Karnej Sądu Najwyższego i sędziów wydziałów karnych sądów apelacyjnych. Fakt, że pierwszym powołanym prokuratorem generalnym będzie sędzia, ma szczególny walor, zwłaszcza w aktualnej sytuacji, w jakiej znalazła się - upolityczniona znacznie w ciągu ostatnich dwóch lat - prokuratura. Zwierzchnikiem prokuratury zostanie bowiem osoba, która z racji orzekania jako sędzia ma mocny nawyk niezawisłości. Istnieje zatem szansa, że osoba taka odizoluje całą prokuraturę od wpływów politycznych i przywróci w prokuraturze normalność - podsumowuje prof. Widacki.

Zdaniem Krzysztofa Parulskiego, prezesa Stowarzyszenia Prokuratorów Rzeczypospolitej Polskiej, na czele prokuratury powinien stanąć prokurator generalny pełniący samodzielną funkcję.

- Powoływany byłby przez Prezydenta RP z grona dwóch kandydatów przedstawionych przez Krajową Radę Prokuratorów. Jest to rozwiązanie analogiczne do przyjętego sytemu powoływania pierwszego prezesa Sądu Najwyższego czy prezesa Naczelnego Sądu Administracyjnego, których kadencja jest również sześcioletnią. Jak wykazuje praktyka, takie uregulowanie zapewnia niezależność instytucji o szczególnej doniosłości dla demokratycznego państwa prawnego - wyjaśnia prokurator Krzysztof Parulski. Dodaje, że w przyszłości chcieliby, aby kluczową rolę odgrywała Krajowa Rada Sędziów i Prokuratorów wyłaniana przez zgromadzenia sędziowskie i prokuratorskie, z ograniczoną do minimum reprezentacją pozostałych władz: ustawodawczej i wykonawczej.

- Podobnie jak inne organa konstytucyjne, takie jak Najwyższa Izba Kontroli, rzecznik praw obywatelskich, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, prokurator generalny byłby zobligowany do składania Sejmowi RP corocznej informacji z działań prokuratury - mówi Krzysztof Parulski.

W opinii profesora Andrzej Zolla, byłego prezesa Trybunału Konstytucyjnego, prokurator generalny nie powinien być uwikłany politycznie.

- To przecież prokurator generalny występuje do Sejmu i Senatu o uchylenie immunitetu posłowi lub senatorowi. To prokurator generalny występuje przed Trybunałem Konstytucyjnym, gdzie bronić ma praworządności, a nie stanowiska rządu. Chodzi o to, żeby z jednej strony prokuratorowi generalnemu zapewnić niezależność, a z drugie strony należy zapewnić rządowi wpływ na politykę karną, za którą rząd jest odpowiedzialny - tłumaczy prof. Andrzej Zoll.

Jego zdaniem prokurator generalny powinien być wybierany przez Sejm za zgodą Senatu na kadencję przynajmniej sześcioletnią.

- Kadencji nie powinno się powtarzać. Powinien być wybierany spośród prokuratorów o stażu przynajmniej 15-letnim. Powoduje to ograniczony krąg osób, które mogłyby być wybrane prokuratorem generalnym. W ten sposób zabezpieczany jest również brak przynależności partyjnej przyszłego prokuratora generalnym. Prokurator powinien być odpowiedzialny przed Parlamentem i przed nim składać sprawozdanie ze swojej działalności. Powstaje tu jednak problem zabezpieczenia wpływu rządu na politykę karną.

- Wydaje mi się, że rząd co roku na wniosek ministra sprawiedliwości powinien uchwalać wytyczne polityki karnej - mówi prof. Andrzej Zoll.

Dodaje, że konieczne jest też usytuowanie Krajowej Rady Prokuratorów, która powinna się składać z prokuratorów rejonowych, okręgowych, apelacyjnych, prokuratorów prokuratury generalnej. Powinni być w niej reprezentowani przedstawiciele Sejmu, Senatu, ministra sprawiedliwości.

Radzie przewodniczyć powinien prokurator wybrany z pośród tych osób. Ten organ powinien decydować o tym, czy prokurator krajowy jest zdolny do pełnienia swojej funkcji, jak również wyrażać zgodę na jego zawieszenie w przypadku podejrzenia o popełnieniu przestępstwa. W takim przypadku minister sprawiedliwości powinien być z urzędu przewodniczącym rady legislacyjnej odpowiedzialnym za poziom legislacji rządowej - podsumowuje prof. Andrzej Zoll.

Zdaniem dr. Bolesław Kurzępa, byłego prokuratora okręgowego, prokurator generalny powinien być powoływany przez Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej na okres pięciu lub sześciu lat spośród co najmniej dwóch kandydatów spełniających wszystkie wymagania dla prokuratorów lub sędziów i posiadających co najmniej 15-letni staż pracy w prokuraturze lub sądzie. Jego zdaniem całkowitej zmianie musi ulec pozycja prokuratora i struktura organizacyjna tej instytucji.

- Dzisiaj jest tak, że nad prokuratorem istnieje potężny aparat nadzoru. Dochodzi do takich paradoksów, że większość prokuratur to małe kilkuosobowe jednostki, w których jest szef, jego zastępca oraz jeden prokurator niefunkcyjny. Jest to marnotrawienie pieniędzy podatnika - wyjaśnia dr. Bolesław Kurzępa.

Zdaniem prof. Andrzeja Rzeplińskiego z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka nie jest potrzebna prokuratura krajowa oraz apelacyjna.

W dobrze zorganizowanym systemie potrzebne jest biuro prokuratora generalnego, gdzie znajdzie się wydział wizytacyjny złożony z najlepszych i niezależnych prokuratorów, którzy dostarczą prokuratorowi generalnemu informacji, jak funkcjonuje prokuratura - wyjaśnia prof. Rzepliński.

Zdaniem prof. Andrzeja Rzeplińskiego rozdzielenie funkcji nie zabezpieczy nas przed nadużywaniem prokuratury do politycznych celów.

- Trzeba wprowadzić instytucję sędziego śledczego. To niezawisły sędzia, a nie podległy służbowo prokurator, powinien prowadzić śledztwo. Prokurator zaś powinien oskarżać przed sądem - podsumowuje prof. Andrzej Rzepliński.

Za rozdzieleniem funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego oraz przywróceniem przedwojennej instytucji sędziego śledczego opowiada się również Krajowa Rada Sądownictwa. Jej zdaniem, uczyniłoby to organa ścigania odpornymi na naciski i wpływy polityczne. Krajowa Rada Sądownictwa oceniła doświadczenia ostatnich 17 lat w tej materii negatywnie, zaś połączenie funkcji jako wadliwe rozwiązanie ustrojowe.

- Tego rodzaju rozwiązanie w połączeniu z hierarchicznym podporządkowaniem, zwierzchnim nadzorem ministra oraz jedynie formalnymi gwarancjami niezależności prokuratorów sprzyjają wykorzystywaniu prowadzonych postępowań przygotowawczych do potrzeb politycznych, zwłaszcza w sprawach nośnych medialnie - uznała Rada.

Na giełdach nerwowo. Ameryka uratuje świat?

tm, IAR, XTB
2008-01-22, ostatnia aktualizacja 33 minuty temu

Indeks dużych spółek, WIG20 rozpoczął wtorkowe notowania do silnej wyprzedaży. Na otwarciu indeks ten miał wartość 2670,22 pkt., tracąc 4,6 proc. w stosunku do poniedziałkowego zamknięcia. Chwilę później spadł jeszcze do poziomu 2669,46 pkt., który ostatnio był notowany w czerwcu 2006 roku, żeby zaraz mocno ruszyć do góry.

Zobacz powiekszenie
Fot. Rajesh Nirgude AP
O godzinie 10:16 indeks WIG20 testował poziom 2783,70 pkt., spadając tylko o 0,5 proc. To nie był jednak dzienny szczyt. Ten znajduje się obecnie na poziomie 2825,03 pkt., czyli o 0,9 proc. powyżej poniedziałkowego zamknięcia.

Zdaniem analityków, powodem tak gwałtownej zmiany nastrojów na GPW, ale również i na głównych europejskich parkietach, mogą być plotki o skoordynowanej obniżce stóp procentowych przez czołowe banki centralne., które to plotki dziś pojawiły się na rynku.

"Trudno zgadnąć, czy czołowe banki centralne uznają obecną sytuację na rynkach finansowych za tak dramatyczną, żeby już teraz przeprowadzić taką "akcję". Póki co dziś w nocy decyzję ws. stóp procentowych podjął Bank Japonii. Zgodnie z oczekiwaniami pozostawił je na poziomie 0,5 proc. W ankiecie Reutersa sprzed tygodnia, analitycy oczekiwali że kolejnym krokiem będzie nie obniżka, ale podwyżka stóp procentowych w Kraju Kwitnącej Wiśni. Ruch o 25 punktów bazowych do 0,75 proc. spodziewany był pod koniec 2008 roku." - napisali w komentarzu do sesji analitycy X-Trade Brokers.

Można więc się spodziewać, że sytuacja na parkietach wciąż będzie bardzo nerwowa, a inwestorzy z napięciem będą wyczekiwać na otwarcie rynku w USA.

Negatywnie na zachowanie graczy będzie też zapewne oddziaływać kolejna bardzo mocna przecena na rynkach azjatyckich.

Po zamknięciu sesji indeks Nikkei w Japonii stracił 5,5 proc. Nikkei-225 spadł poniżej psychologicznej granicy 13 tysięcy punktów. To najniższy poziom od września 2005-go roku. Spadki na giełdzie spotęgował wzrost wartości jena. Tam największe spadki odnotowały indeksy w Bombaju oraz Szanghaju i Indonezji, gdzie spółki straciły po 10 procent wobec wczorajszych notowań. Nieco mniej - po 8-9 procent - tracą indeksy w Indonezji i Hong Kongu.

Z powodu spadków przez chwilę zawieszone były notowania w Seulu i Bombaju. Wczoraj na światowych giełdach odnotowano 6-7 procentowe spadki. Na warszawskiej giełdzie indeks największych spółek WIG20 stracił prawie 7 procent.

Komentujący wydarzenia analitycy są nieco zaskoczeni szybkością spadków, ale sugerują, że w najbliższych dniach możliwe będzie odbicie.

”Od dawna nie byłem zaskoczony zachowaniem rynków tak mocno jak w poniedziałek. Niestety, panika ma to do siebie, że pojawia się właśnie nieoczekiwanie. Nawarstwiły się wszystkie elementy, o których od dawna piszę. Po prostu gracze doszli do wniosku, że nic nie działa. Nie zmieniało nastrojów ani dolewanie gotówki do systemu, ani pomoc kredytobiorcom, ani obniżki stóp, ani obietnice dużych, kolejnych obniżek stóp, ani wreszcie plan pomocy prezydenta Busha. Jak widać ten ostatni element był słomką, która przełamała grzbiet wielbłąda. pisze na swoim blogu Piotr Kuczyński, analityk Xelion Doradcy Finansowi.

"Dzisiaj jest bardzo ważny dzień dla rynków finansowych. Amerykanie wracają po trzydniowym weekendzie i trafiają w sytuację, której nie spodziewali się zastać. Najczęściej Amerykanie ratują w takich momentach rynki globalne z opresji. Tyle tylko, że stan ich ducha też jest fatalny, więc odegranie roli rycerza na białym koniu może być trudne. Najbardziej prawdopodobne jest, że sesje w USA rozpoczną się spadkami indeksów - nawet zapewne znacznymi. Jednak nie postawiłbym poważnych pieniędzy na podobne jak w Europie i Azji zakończenie."- dodaje Kuczyński.

Sharapowa w półfinale Australian Open

pk
2008-01-22, ostatnia aktualizacja 2008-01-22 11:38
Zobacz powiększenie
Fot. PETAR KUJUNDZIC REUTERS

Maria Sharapowa (nr. 5) awansowała do półfinału Australian Open po zwycięstwie w ćwierćfinale nad Belgijką Justin Henin rozstawioną z numerem 1. 4:6 0:6.

SERWISY
O ile w pierwszym secie walka była jeszcze wyrównana, to drugi rozwiał wątpliwości kto w tym meczu zasłużył na zwycięstwo.

W drugim secie Sharapowa trzy razy z rzędu przełamała serwis Henin, co było kluczowym momentem ostatniego seta. W półfinale Rosjanka spotka się z Jeleną Jankowić (3.), która wcześniej pokonała 6:3, 6:4 obrończynię tytułu Serenę Williams (7.).

Szarapowa zaraz po meczu podziękowała za głośny doping i wsparcie kibiców. Mówiła również, o tym że nie myślała o porażkach przed tym meczem. - To sympatyczne uczucie kiedy gra się tak jak się chce - powiedziała Rosjanka.

Świat oszalał na punkcie Radwańskiej

misza
2008-01-22, ostatnia aktualizacja 2008-01-22 09:47
Zobacz powiększenie
Fot. Andrew Brownbill AP

Od Tajlandii po Kanadę świat zachwyca się Agnieszką Radwańską. Prasa nazywa Polkę "pogromczynią gigantek" i "największą sensacją turnieju"

ZOBACZ WIDEO
"Największa sensacja turnieju kobiecego" - pisze o Polce ESPN. - Z twarzy wygląda jak cherubinek, ale w kluczowych momentach meczu w ogóle nie okazuje emocji. W dodatku jej gra jest niebywale agresywna, z niesamowitą dokładnością trafia piłką w linie - piszą Amerykanie.

Prasa podkreśla, że Radwańska wyeliminowała już dwie Rosjanki (Kuzniecową i Pietrową), jeden z portali napisał nawet, że Radwańska prowadzi z Rosją 2:0.

Australijska gazeta "The Age" nazywa Polkę pogromczynią gigantek. - Nie ma większej sensacji w turnieju kobiecym od Radwańskiej - dodaje "The Age"

Podobnego zdania jest kanadyjski "Toronto Sun". - Siedem ćwierćfinalistek Australian Open jest doskonale znanych. Agnieszka jest zupełną niespodzianką. Nikt nie spodziewał się, że jest w stanie dojść tak daleko.

Angielski "Guardian" podkreśla fantastyczny styl w jakim Radwańska wygrała z Pietrową. - Przegrywała już 1:6, 0:3, ale pobiła Pietrową i jest pierwszą Polką w ćwierćfinale Wielkiego Szlema.

Nieznajomością tematu wykazał się za to "Bangkok Post". Gazeta z Tajlandii uważa, że po porażce Marty Domachowskiej z Venus Williams Radwańska uratowała twarz polskiego tenisa. A przecież jeszcze kilka lat temu polski tenis nie miał twarzy.

Polska raczej nie zniesie szybko weta wobec Rosji

Jacek Pawlicki
2008-01-22, ostatnia aktualizacja 2008-01-21 21:28

Choć Rosja po kawałeczku likwiduje embargo na polskie produkty, rząd Tuska nie będzie się spieszył z odblokowaniem negocjacji umowy o współpracy UE z Rosją.

Zobacz powiekszenie
Fot. Mikhail Metzel / AP
Siergiej Ławrow, szef MSZ Rosji
Tak mówią nam zarówno źródła w MSZ, jak i osoby z kręgów rządowych, kształtujące politykę europejską. Zresztą - jak się dowiadujemy - przewodząca UE Słowenia naciskała na Polskę, by ta zgodziła się znieść weto, bo chciała rozpocząć rokowania z Moskwą za swego przewodnictwa.

- Powiedzieliśmy Słoweńcom, że w sprawie weta nie będzie automatyzmu - mówi nasz rozmówca z MSZ. - To, że Rosja zniosła częściowo embargo nie oznacza, że my szybko zniesiemy weto - dodaje.

Polska zablokowała rozmowy o nowej umowie UE - Rosja późną jesienią 2006 r. Była to odpowiedź rządu Jarosława Kaczyńskiego na rosyjskie embargo ogłoszone jesienią 2005 r. i obejmujące wówczas zarówno nasze mięso, jak i produkty roślinne. Rządowi PiS nie udało się zmusić Rosjan do ustępstw - do wyborów embargo pozostawało w mocy, ale Polska zyskała poparcie krajów UE.

Unia uznała, że problem jednego członka UE z Rosją jest problemem wszystkich. I że Rosja, bojkotując handlowo jeden z krajów Wspólnoty, łamie umowę z całą Unią.

Po zmianie rządu i geście premiera Donalda Tuska pozwalającym na powrót do rozmów o wejściu Rosji do klubu państw wolnorynkowych OECD stosunki nieco się ociepliły. Kilka tygodni temu Moskwa zniosła mięsną część embarga. Pod koniec zeszłego tygodnia niespodziewanie skreśliła pasze i rośliny ozdobne z listy polskich towarów objętych zakazem importu.

Ciąg dalszy zapewne nastąpi 8 lutego, gdy Tusk spotka się w Moskwie w prezydentem Władimirem Putinem. Nasi rozmówcy mówią, że wiele będzie zależało od tego, co od Rosjan usłyszy premier. Jednak ze względu na komplikujące się ostatnio stosunki kilku krajów UE z Rosją "pośpiech byłby tu niewskazany".

Jest kilka powodów skłaniających nas do tego, by poczekać ze zniesieniem weta - mówi nam rozmówca z kręgów rządowych. Po pierwsze, negocjacje umowy o partnerstwie i współpracy z Rosją może w każdej chwili zablokować Londyn.

Brytyjczycy są w środku dyplomatycznej zimnej wojny z Moskwą od czasu odmowy przez Rosję ekstradycji człowieka podejrzanego o zabójstwo Aleksandra Litwinienki. Kilka dni temu Rosjanie w odwecie za wydalenie rosyjskich dyplomatów z Londynu wymusili zamknięcie biur British Council.

Nasze źródła rządowe przekonują, że gdyby premier Gordon Brown sięgnął po weto, Polska zawsze może się wytłumaczyć Moskwie, że ze względu na stanowisko całej UE nie może wycofać własnego weta. Brytyjczycy mają teraz większe problemy z Rosją niż Polska. A że pozycja Londynu w UE jest silniejsza niż Warszawy, rząd Tuska spokojnie może schować się za Brytyjczykami.

Po drugie, wciąż nie wiadomo, jakiego typu umowę chce negocjować Moskwa. Z rosyjskiego MSZ płyną sygnały, że Kreml chciałby odnowić dotychczasową umowę, która właśnie wygasła. Stara umowa w przeciwieństwie do nowej nie gwarantuje np. nieprzerwanych dostaw rosyjskiej energii do Europy, nie chroni też europejskich firm przed dyskryminacją na rosyjskim rynku.

Szybkiemu zniesieniu weta nie sprzyja też kalendarz. W marcu będą w Rosji wybory prezydenckie. Zniesienie przez Polskę embarga obecna władza zaprzęgłaby do kampanii wyborczej, za co zapewne dostałoby się PO w kraju. PiS i tak krytykuje rząd za ustępstwa wobec Moskwy.

Kandydaci na prezydenta Stanów starli się w debacie

tan
2008-01-22, ostatnia aktualizacja 2008-01-22 08:48

- Powie pani wszystko, byle zostać wybraną. - Ciężko mi dyskutować z kimś, kto nigdy nie brał odpowiedzialności za własne poglądy - przerzucali się oskarżeniami, w telewizyjnej debacie, Hillary Clinton i Barack Obama - czołowi kandydaci partii demokratycznej. Trzeci uczestnik, John Edwards, oskarżył pierwszą dwójkę o to, że tylko się kłócą. Już w sobotę kolejne prawybory, tym razem w Południowej Karolinie.

Zobacz powiekszenie
Fot. Mary Ann Chastain AP
Demokratyczni kandydaci na prezydenta, od lewej: senator Hillary Clinton, senator Barack Obama i były senator John Edwards, w czasie debaty w Myrtle Beach. 21 stycznia.
"Wielka trójka" Demokratów debatowała na tematy ekonomiczne, sytuacji mniejszości w systemie sądowniczym, przy okazji atakując (zgodnie) plan obecnego prezydenta Georga Busha odnośnie zażegnania widma recesji w kraju.

Obama musi zwyciężyć sobotnie wybory w Południowej Karolinie aby wrócić "do gry" po zdecydowanych przegranych z Hillary Clinton w New Hampshire, Michigan i Nevadzie.

Jest to tym istotniejsze, że zostało już tylko dwa tygodnie do "super wtorku", kiedy to prawybory odbędą się w 22 stanach, co niemal na pewno przesądzi o partyjnej nominacji w wyborach.

Gorąca wymiana zdań

Poniedziałkowa debata była kolejnym przykładem ostrej wymiany zdań między była pierwszą damą, a senatorem z Illinois: tym razem Obama zarzucił Clinton, że on pomagał bezrobotnym na ulicach Chicago, podczas gdy ona "była korporacyjnym prawnikiem siedzącym za biurkiem".

Clinton odparła atak atakiem stwierdzając, że walczyła przeciwko złym ustawom Republikanów, "kiedy ty (Barack Obama - przyp. red.) zajmowałeś się reprezentowaniem swojego darczyńcy i jego brudnymi interesami w Chicago". Clinton odniosła się w ten sposób do oskarżeń o oszustwo, z jakimi mierzy się obecnie biznesmen z Syrii Antoin Tony Rezko, który jest współpracownikiem i darczyńcą Obamy.

Obama wszystkie pieniądze jakie otrzymał od Rezko oddał na cele charytatywne.

Kwestia dyskryminacji

Poniedziałek to państwowe święto w Stanach, które ma upamiętnić zabójstwo przywódcy masowych protestów na rzecz praw czarnych w latach 60-tych, Martina Luthera Kinga, który został zastrzelony w 68 roku.

Także z tego powodu (głównie jednak dlatego, że ponad połowa wyborców w Południowej Karolinie to czarni) w debacie pojawił się temat traktowania czarnych przez system sądowniczy.Sondaże przewidują zdecydowane (44 proc wg CNN) zwycięstwo Obamy. Dalej jest Clinton(38) i Edwards (9).