wtorek, 8 kwietnia 2008

Postępowanie uproszczone przed sądem karnym

Data: 08.04.2008 r.

(Strona: 1 z 4)

Na czym polega postępowanie uproszczone?

Postępowanie uproszczone ma zasadnicze cechy postępowania zwyczajnego, jednakże w przeciwieństwie do tego drugiego przewiduje mniej wymagań procesowych i w dochodzeniu, i w postępowaniu sądowym, bądź też dopuszcza możliwość spełnienia ich w uproszczonej formie. Dzięki temu proces przebiega sprawniej.

W postępowaniu uproszczonym stosuje się przepisy o postępowaniu zwyczajnym, chyba że dane kwestie zostały uregulowane przepisami rozdziału 51 Kodeksu postępowania karnego. W sprawach rozpoznawanych w trybie uproszczonym mają bowiem pierwszeństwo przepisy rozdziału 51 K.p.k.

Kiedy dopuszczalne jest postępowanie uproszczone w sądzie karnym?

Co istotne, postępowanie uproszczone jest fakultatywne (nieobowiązkowe). Każda sprawa z oskarżenia publicznego przewidziana ustawowo do rozpoznania w trybie uproszczonym może więc toczyć się również w postępowaniu zwyczajnym.

Sąd może rozpoznać w trybie uproszczonym sprawy, w których było prowadzone dochodzenie (tj. generalnie sprawy drobniejsze). Warunkiem więc rozpoznania przez sąd sprawy w postępowaniu uproszczonym jest uprzednie prowadzenie postępowania przygotowawczego w postaci dochodzenia, a zatem też w formie uproszczonej. W związku z tym przesłanki (warunki) trybu uproszczonego są wspólne, zarówno dla stadium przygotowawczego, jak i sądowego. Sąd, dokonując wstępnej kontroli aktu oskarżenia w trybie art. 339 § 3 pkt 3 k.p.k., powinien zatem zbadać przesłanki warunkujące dopuszczalność prowadzenia w danej sprawie postępowania uproszczonego.

Jak rozpoznawany jest wniosek oskarżonego o dobrowolne poddanie się karze?

Do chwili zakończenia pierwszego przesłuchania wszystkich oskarżonych na rozprawie głównej oskarżony, któremu zarzucono występek, może złożyć wniosek o wydanie wyroku skazującego i wymierzenie mu określonej kary lub środka karnego bez przeprowadzania postępowania dowodowego; jeżeli oskarżony nie ma obrońcy z wyboru, sąd może, na jego wniosek, wyznaczyć mu obrońcę z urzędu. W ramach postępowania uproszczonego taki wniosek oskarżonego, złożony przed rozprawą, sąd może rozpoznać na posiedzeniu. O terminie posiedzenia zawiadamia się wówczas strony, przesyłając im odpis wniosku.

Nieusprawiedliwione niestawiennictwo pokrzywdzonego lub oskarżyciela publicznego nie stoi w tym przypadku na przeszkodzie uwzględnieniu wniosku, jeśli spełnione są pozostałe warunki jego uwzględnienia określone w art. 387 K.p.k. To samo dotyczy odpowiednio rozpoznania takiego wniosku na rozprawie.

Jakie zasady mają służyć przyspieszeniu postępowania uproszczonego?

Jeżeli akt oskarżenia odpowiada warunkom formalnym, a sprawę skierowano na rozprawę główną, odpis aktu oskarżenia można doręczyć oskarżonemu łącznie z wezwaniem na rozprawę. W postępowaniu uproszczonym dopuszcza się więc połączenie dwu czynności - łącznego doręczenia odpisu aktu oskarżenia (art. 338 § 1) z wezwaniem na rozprawę (art. 353 K.p.k.), przy czym konieczne jest zachowanie 7-dniowego terminu między doręczeniem wezwania a datą rozprawy.

Sprawy w trybie uproszczonym sąd rozpoznaje w I instancji wyłącznie jednoosobowo; sędzia ma prawa i obowiązki przewodniczącego. W trybie uproszczonym wyłączona jest natomiast możliwość wyznaczenia innego składu niż jednego sędziego (nawet w sprawach zawiłych).

Natomiast w II instancji obowiązuje ogólna zasada, iż na rozprawie apelacyjnej sąd orzeka w składzie 3 sędziów, jeżeli ustawa nie stanowi inaczej. Prezes sądu okręgowego może jednak zarządzić rozpoznanie sprawy w postępowaniu odwoławczym w składzie 1 sędziego. Dotyczy to dotyczy wyłącznie składu sądu rozpoznającego apelację od wyroku wydanego w trybie uproszczonym.

W postępowaniu uproszczonym niestawiennictwo oskarżyciela nie tamuje toku rozprawy ani posiedzenia. Niestawiennictwo oskarżyciela (zarówno niestawiennictwo usprawiedliwione, jak i nieusprawiedliwione) nie stanowi więc przeszkody w prowadzeniu rozprawy i rozpoznaniu sprawy. Jest to wyjątek od reguły obowiązującej w postępowaniu zwyczajnym. W postępowaniu zwyczajnym bowiem udział oskarżyciela w rozprawie jest obowiązkowy (według art. 46 K.p.k.). Odnosi się to także do niektórych posiedzeń, np. wskazanych w art. 339 § 5 K.p.k.

Nie odbiera to oskarżycielowi uprawnień procesowych. Jeśli zaś oskarżyciela nie zawiadomiono bądź zawiadomiono go wadliwie o terminie i miejscu rozprawy, stanowi to uchybienie procesowe, które może stanowić względną przyczynę odwoławczą.

Sąd wcale nie ma jednak obowiązku prowadzić rozprawy w przypadku niestawiennictwa oskarżyciela publicznego.

Jeżeli w sprawie z oskarżenia publicznego nie bierze udziału w rozprawie oskarżyciel, akt oskarżenia odczytuje protokolant.

Co jeśli oskarżony nie stawi się na rozprawę główną?

Jeśli oskarżony, któremu doręczono wezwanie, nie stawi się na rozprawę główną, sąd może prowadzić postępowanie bez jego udziału, a jeżeli nie stawił się również obrońca - wydać wyrok zaoczny.

Dalsze prowadzenie rozprawy

Rozprawy głównej nie można przeprowadzić w czasie nieobecności oskarżonego, jeżeli usprawiedliwiwszy swe niestawiennictwo wnosił o odroczenie rozprawy. Ponieważ obecność oskarżonego na rozprawie stanowi jedno z najważniejszych gwarancji procesu karnego, sąd powinien rozprawę odroczyć, gdy zachodzi przypuszczenie, że niestawiennictwo oskarżonego może być usprawiedliwione bądź że nie został on należycie powiadomiony. Sąd może zatem prowadzić rozprawę w trybie uproszczonym pod nieobecność oskarżonego wyłącznie wtedy, gdy nie stawił się on na rozprawę, mimo doręczenia mu wezwania, oraz nie usprawiedliwił niestawiennictwa i nie wniósł o odroczenie rozprawy (według art. 480 K.p.k.). Wydany w takiej sytuacji wyrok nie jest wyrokiem zaocznym!

W razie gdy oskarżony nie stawił się na rozprawę, odczytuje się uprzednio złożone jego wyjaśnienia. Sąd może jednak zlecić przesłuchanie oskarżonego sędziemu wyznaczonemu ze swego składu lub sądowi wezwanemu, w którego okręgu oskarżony przebywa, jeżeli oskarżony nie stawił się z powodu przeszkód zbyt trudnych do usunięcia. W czynnościach tych mają prawo brać udział strony, obrońcy i pełnomocnicy. Sędzia wyznaczony lub sąd wezwany może przeprowadzić także inny dowód, którego potrzeba wyłoni się w toku takiego przesłuchania.

Wyrok zaoczny

Sąd nie może wydać wyroku zaocznego, jeśli oskarżony nie złożył uprzednio wyjaśnień. Już samą odmowę złożenia wyjaśnień należy jednak traktować jako ich złożenie.

Wyrokiem zaocznym wydanym w postępowaniu uproszczonym można orzec tytułem środka zabezpieczającego jedynie przepadek przedmiotów. Niedopuszczalne jest więc orzekanie takim wyrokiem zaocznym innych środków zabezpieczających. Warto tu przypomnieć, iż środki zabezpieczające mają służyć ochronie społeczeństwa przed sprawcą przestępstwa. Przepadek przedmiotów (wskazany w art. 39 pkt 4 K.k.) może być orzeczony tytułem środka zabezpieczającego w związku z niepoczytalnością sprawcy czy też przy umorzeniu z uwagi na znikomą szkodliwość lub okoliczność wyłączającą ukaranie albo przy warunkowym umorzeniu postępowania. Aby zatem można było orzec inny środek zabezpieczający niż przepadek, jak np. umieszczenie w zakładzie zamkniętym, konieczne jest przeprowadzenie rozprawy z udziałem oskarżonego bądź jego obrońcy.

Wyrok zaoczny doręcza się oskarżonemu. Wyrok wydany po rozpoznaniu sprawy pod nieobecność oskarżonego może być przez niego zaskarżony jedynie apelacją, natomiast wyrok zaoczny - sprzeciwem lub apelacją. W terminie 7 dni od doręczenia odpisu wyroku zaocznego oskarżony może wnieść sprzeciw od wyroku zaocznego, w którym powinien usprawiedliwić swoją nieobecność na rozprawie. Może on połączyć ze sprzeciwem wniosek o uzasadnienie wyroku na wypadek nieprzyjęcia lub nieuwzględnienia sprzeciwu. Jeżeli w takiej sytuacji sprzeciwu nie przyjęto lub nie uwzględniono, sąd sporządza uzasadnienie wyroku i oskarżony może wnieść apelację.

Sprzeciw oskarżonego jest skuteczny, o ile zostanie wniesiony w terminie 7 dni od doręczenia odpisu wyroku zaocznego i zawiera usprawiedliwienie nieobecności (nie musi on natomiast zawierać żadnych zarzutów).

Sąd nie uwzględni sprzeciwu, jeżeli uzna nieobecność oskarżonego na rozprawie za nieusprawiedliwioną. Na postanowienie to służy zażalenie.

Uwzględnienie sprzeciwu powoduje ponowne rozpoznanie sprawy. Wyrok zaoczny traci moc, gdy oskarżony lub jego obrońca stawi się na rozprawę.

Kiedy jednak sprawa trafi do rozpoznania w postępowaniu zwyczajnym?

Jeżeli dopiero po rozpoczęciu przewodu sądowego okaże się, że sprawa nie podlega rozpoznaniu w postępowaniu uproszczonym, sąd za zgodą oskarżonego rozpoznaje sprawę w dalszym ciągu w postępowaniu zwyczajnym. Konieczność takiej zmiany trybu postępowania może wynikać np. ze zmiany kwalifikacji prawnej czynu wyłączającej tryb uproszczony czy pojawienia się okoliczności wyłączającej postępowanie uproszczone (jak np. pozbawienie wolności w innej sprawie). Warunkiem zmiany trybu jest przy tym, że oskarżony wyrazi na to zgodę.

W postępowaniu uproszczonym każdorazowa przerwa w rozprawie może trwać nie dłużej niż 21 dni (dla porównania w trybie zwykłym przerwa może każdorazowo trwać do 35 dni). Przerwa w rozprawie może więc być zarządzona wielokrotnie, byleby nie przekroczyła ww. okresu.

Jeżeli natomiast w postępowaniu uproszczonym sprawy nie można rozpoznać w powyższym terminie, to sąd rozpozna sprawę w dalszym ciągu w postępowaniu zwyczajnym. Przy każdej zmianie składu sądzącego Kodeks postępowania karnego wymaga prowadzenia rozprawy od początku (wedle art. 402 § 2 i art. 404 § 2 K.p.k.), zaś zmiana trybu uproszczonego, przy założeniu orzekania jednoosobowego, na tryb zwyczajny prowadzi do konieczności poszerzenia składu.

Podstawa prawna:

Szczecin przeżył ciemność

Andrzej Kraśnicki, kul, mpr, Szczecin
2008-04-09, ostatnia aktualizacja 2008-04-09 00:32

Ciemno, zimno, bez wody, szkół, banków, z wojskiem na ulicach. To była największa awaria elektryczna w Polsce od II wojny światowej

Zobacz powiekszenie
Fot. Dariusz GORAJSKI / AG
Połamany i powykręcany maszt jednej z dwóch głównych linii energetycznych zasilających Szczecin. Na zachód od Goleniowa runęło dziewięć takich słupów
Zobacz powiekszenie
Fot. Cezary Aszkiełowicz / AG
W sklepach zabrakło pieczywa
Zobacz powiekszenie
Fot. Cezary Aszkiełowicz / AG
Śnieg utrudnił ruch drogowy
Wtorkowy, nareszcie pogodny wieczór, zmrok. Szczere pole na zachód od Goleniowa, 15 km od Szczecina. Asfaltową ścieżkę przecina sześć kabli grubych jak ręka dziecka. Prowadzą w głąb pola, do tego, co zostało z gigantycznych słupów. Część leży na ziemi, inne są jakby ukręcone, dolna część jeszcze sterczy, górna zwisa bezładnie.

To tutaj doszło do nieszczęścia. Dziewięć megasłupów runęło dwie minuty po północy z poniedziałku na wtorek pod naporem lepkiego śniegu, który sypał od wieczora non stop przez kilkanaście godzin. Osiadał na kablach, zamieniał się w lód. Na to spadały kolejne porcje płatków.

Odbudowa zachodniej linii potrwa tygodnie, może miesiące. Na szczęście druga główna linia doprowadzająca prąd od południa ucierpiała mniej. Śnieg zerwał tylko kable. To się udało naprawić i wczorajszej nocy większość miasta miała już to, czego brakowało przez dobę - prąd.

Szczęście w nieszczęściu, że do katastrofy doszło w nocy. Nikt nie został uwięziony w windzie, nie stanęły kolejki czy tramwaje.

Szczecinianie budzili się w chłodnych mieszkaniach. Nie działał telewizor, telefon, komórka, nie było wody w kranie. Dopiero z samochodowego radia dowiadywali się, że awaria jest tak potężna.

Większość firm, w tym największe - stocznia i port - ogłosiły dzień wolny od pracy. Centra handlowe były zamknięte, za to małe sklepiki przeżywały wielkie chwile.

Przez cały dzień miasto wyglądało jak opuszczone. Mały ruch, martwe światła sygnalizacyjne. Sporo policji i żandarmerii.

Ludzie spokojni. Wielu nawet rozbawionych z powodu dnia wolnego od pracy i - zwłaszcza - szkoły.

Tylko raz widziałem prawdziwą złość - kobiety, która wdrapała się na XVII piętro, by dowiedzieć się, że jej biuro nie pracuje.

Pojawił się problem, co jeść. - Ludzie kupują chleb, mleko i wodę. Załatwiłam dodatkową dostawę chleba - mówiła w południe Joanna Pałyga, kierowniczka sklepu w centrum. - Woda się kończy, innych napojów wystarczy.

20-metrowa kolejka ustawiła się przy punkcie sprzedaży hot dogów na pl. Rodła. - Nie nadążam! - krzyczał sprzedawca Tomasz Rogulski. - Stoję po hot doga, to może być jedyny ciepły posiłek - mówiła Katarzyna Piórkowska.

Inny problem - martwe kasy fiskalne. Ale dyrektor Izby Skarbowej zdecydował, że towary pierwszej potrzeby, napoje można sprzedawać bez kas.

Po południu sytuacja zaczęła się powolutku poprawiać. Najpierw światła zapaliły się w okolicach Dworca Głównego PKP.

Powrót prądu oznaczał spadek napięcia w szczecińskim oddziale Enea Operator.

- Z niczym takim się jeszcze nie spotkaliśmy - mówi Jarosław Dobrzyński, doradca dyrektora. Byliśmy bezsilni.

- Ile osób zostało bez prądu?

- Kilkaset tysięcy.

Według szacunków urzędu prezydenta ok. godz. 20 prąd wrócił do 80 proc. mieszkań.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Liverpool - Arsenal 4:2

Bramki:

Hyypia (30.), Torres (69.), Gerrard (85. - karny), Babel (90.)

Kartki:

-

Skład:

Reina - Carragher, Skrtel, Hyypia, Aurelio; Alonso, Gerrard, Mascherano, Kuyt; Torres (87. Riise), Crouch (78. Babel)

Trener: Rafael Benitez


4 : 2

1
:
1


8 kwietnia 2008 godz. 20:45
Anfield Road - Liverpool
Sędzia: Peter Frojdfeldt

Bramki:

Diaby (13.), Adebayor (83.)

Kartki:

Senderos, Toure - żółta

Skład:

Almunia - Toure, Gallas, Senderos, Clichy; Eboue (73. Walcott), Diaby (73. Van Persie), Flamini (42. Gilberto), Fabregas, Hleb; Adebayor

Trener: Arsène Wenger



Liverpool wygrywa bitwę o Anglię
dw
Liverpool po dramatycznym meczu pokonał Arsenal Londyn 4:2 i awansował do półfinału Ligi Mistrzów.
Fenerbahce nie dało rady, Chelsea w półfinale

Niespodziewanie rozpoczął się mecz na Anfield Road. Arsenal ruszył do przodu i całkowicie zdominował Liverpool. W 12. min po długiej wymianie piłki przed polem karnym Diaby dostał prostopadłe podanie i uderzył w krótki róg. Piłka trafiła Reinę w kolano i wpadła do siatki. Liverpool stracił jeszcze kilka minut by się otrząsnąć. Ale gdy po pół godzinie Hyypia wyrównał strzałem głową po rzucie rożnym, potrafił osiągnąć dużą przewagę. Arsenal grał już bez inicjatywy, jakby chciał wyłącznie przetrwać. Wydawało się też, że gracze Rafaela Beniteza mają znacznie więcej siły.

Trzy mecze Liverpoolu z Arsenalem w tym sezonie zakończyły się wynikiem 1:1. W 70. min najważniejszego z nich okazało się, że czwartego takiego wyniku nie będzie. Klasyczna akcja Liverpoolu: długa wrzutka na Croucha, który wygrał główkę, a Fernando Torres odwrócił się i uderzył z półobrotu. Stoperzy Arsenalu nie zareagowali, a Almunia zareagować nie mógł. Było 2:1, ale już po trzech minutach Adebayor zmarnował sytuację na zwycięski remis. Był sam przed Reiną i strzelił obok. Wydawało się, że ta właśnie różnica między najlepszymi napastnikami obu klubów zdecydowała. Gracze Arsenalu nie mieli już siły. Ale w 83. min Walcott przebiegł ok. 70 m, ogrywając przy tym czterech graczy Liverpoolu i podał do Adebayora tak, że ten musiał zdobyć wyrównanie. Kilkadziesiąt sekund później sędzia niesłusznie - zresztą tak samo jak w pierwszym meczu, gdzie powinien, a nie dał londyńczykom karnego - podyktował jedenastkę dla gospodarzy. Babel padł w polu karnym w starciu z Toure. Gerrard wykorzystał karnego. Angielską rywalizację pomogły więc rozstrzygnąć decyzje arbitrów, w pierwszym meczu sędzia nie podyktował jedenastki dla Arsenalu po faulu Kuyta na Hlebie. W 92. min Babel zdobył jeszcze czwartą bramkę.

Liverpool Beniteza jest w europejskiej piłce fenomenem. W Premier League wciąż jest z wielkiej czwórki najgorszy, w Lidze Mistrzów regularnie jest wśród czterech najlepszych w Europie. Dwa razy w półfinale pobił Chelsea, jeśli zrobi to trzeci raz, zostanie obok Milanu najlepszym zespołem Ligi Mistrzów w ostatnich latach.

Ruszył portal "Polska XXI"

rik, PAP
2008-04-07, ostatnia aktualizacja 2008-04-07 19:46
Zobacz powiększenie
Jan Rokita
Fot. Bartosz Bobkowski / AG

Dziś oficjalnie ruszył portal internetowy PolskaXXI.pl. - To nie jest miejsce, które ma służyć działalności politycznej; ma to być miejsce myślenia o polityce - powiedział na konferencji prasowej w Warszawie jeden z inicjatorów przedsięwzięcia Jan Rokita.

Zobacz powiekszenie
Strona główna portalu ''Polska XXI''
Oprócz niego, w tworzenie portalu są zaangażowani prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz, b. poseł PiS Kazimierz M. Ujazdowski, politolog i publicysta Rafał Matyja. Jednym z sekretarzy "Polski XXI" jest Lucjan Karasiewicz, który w ubiegły czwartek odszedł z PiS. - Nasza diagnoza jest taka, że obecnie myślenie o polskim życiu publicznym wymiera - podkreślił Rokita.

Według Ujazdowskiego, "Polska XXI odpowiada na bardzo mocne oczekiwanie polityki ambitnej, która ma cel, proponuje konkretne rozwiązania, wyzwala polską debatę publiczną z ciasnego egoizmu walki narzucanej dziś przez partie".

Dodał, że chce do współtworzenia portalu zaprosić jak najszerszą grupę ekspertów oraz młodych ludzi. Według Rokity, nowa strona internetowa nie jest konkurencją dla żadnej partii politycznej. - Wszyscy z uczestników życia publicznego, którzy chcieliby na serio o Polsce zabrać głos na portalu Polska XXI, od pana prezydenta RP i premiera począwszy, są do tego zaproszeni - zapewnił. Rokita podkreślił jednocześnie, że jego uczestnictwo w "Polsce XXI" nie oznacza powrotu do polityki. - Wycofałem się z życia politycznego i to jest decyzja konsekwentna - mówił. Dodał, że działanie w ramach portalu "oznacza powrót do wypowiadania się o kwestiach publicznych" i "odejście od milczenia".

Ujazdowski podkreślił, że nie ma "ścisłego związku" między portalem a siecią stowarzyszeń takich jak: Dolny Śląsk XXI, Mazowsze XXI, Ziemia Łódzka XXI i Pomorze XXI, tworzonych m.in. przez b. polityków PiS. - Nie ma zamysłu centralizowania tych działań" - podkreślił Ujazdowski.

Na portalu znajdują się artykuły, głównie jego twórców, dotyczące polityki, reformy państwa i historii. Stałymi komentatorami "Polski XXI" są prof. Jadwiga Staniszkis i prof. Paweł Śpiewak. Autorem jednej z opinii jest publicysta Rafał Ziemkiewicz.

Migalski: twórcy portalu "Polska XXI" mają cele polityczne

- Celem twórców portalu "Polska XXI" jest, wbrew ich deklaracjom, budowa partii politycznej - uważa politolog z Uniwersytetu Śląskiego dr Marek Migalski. Według niego, powstanie nowej formacji bardziej zagrozi PO niż PiS.

- Portal to przyczółek do prawdziwej walki o polityczną egzystencję, którą będą wybory prezydenckie w 2010 i wybory parlamentarne w 2011 roku - ocenił Migalski.

Migalski uważa, że wbrew zapewnieniom twórców portalu, to oczywiste, że ma on wymiar polityczny. - Jego ostatecznym celem jest tworzenie warunków do powstania formacji wokół polityków, którzy znajdują się w sensie ideowym i programowym pomiędzy PO i PiS - ocenił politolog.

Jego zdaniem, stworzenie serwisu "Polska XXI" ma na celu "pracę formacyjną". W opinii politologa, stwarza on szansę, aby ludzie mający podobne poglądy do jego twórców, "mogli się policzyć". Zaznaczył, że w przyszłości partia powstająca na jego bazie będzie już miała gotowy program, "przesłanie do wyborców". - Z tą inicjatywą zostanie emocjonalnie i intelektualnie związana pewna część polskiego elektoratu - uważa naukowiec.

Według Migalskiego, przekształcenie portalu i sieci stowarzyszeń, takich jak Dolny Śląsk XXI, Mazowsze XXI (stworzonych m.in. przez b. polityków PiS), w inicjatywę polityczną raczej nie nastąpi przed wyborami do europarlamentu.

- Być może takie działanie przyniosłoby kilka mandatów, ale w sensie politycznym stanowiłoby falstart przed naprawdę ważnymi wyborami - podkreślił politolog. Jego zdaniem, nowa partia ma szansę wywalczyć kilkadziesiąt miejsc w parlamencie.

Kik: najpierw portal "Polska XXI", potem nowa partia

- Uruchomienie portalu "Polska XXI" to pierwszy krok w kierunku powołania nowej formacji politycznej - uważa politolog z Akademii Świętokrzyskiej prof. Kazimierz Kik.

Kik ocenił, że mimo deklaracji Rokity "portal jest systematycznym podchodzeniem pod nową siłę polityczną i czekaniem na +pęknięcia+ sceny politycznej".

Politolog uważa, że inicjatorzy projektu działają rozsądnie, bo "na razie dali znak, że są, żyją i rodzą się w dyskusji". Jego zdaniem, to "nowoczesna praca u podstaw", której celem jest tworzenie partii niepowstającej z rozpadu innych ugrupowań.

Zdaniem Kika, "duża prawica", czyli PO i PiS, powstała po klęsce lewicy w wyniku jej błędów i kompromitacji. - Nowe ugrupowanie skupione wokół portalu, rodzi się w zupełnie innej sytuacji, kiedy u władzy jest prawica europejska, czyli PO, a PiS jeszcze się nie rozpadł - powiedział.

W jego ocenie, w obecnych warunkach politycznych założyciele Polski XXI prezentują rozsądne podejście, bo - jak mówił - sondują opinię publiczną, dzięki czemu będą mogli na bieżąco korygować swoje działania.

Polski żołnierz zginął w Afganistanie

Marcin Górka
2008-04-09, ostatnia aktualizacja 2008-04-09 08:29

Starszy szeregowy Grzegorz Politowski ze Szczecina został śmiertelnie ranny, gdy pod jego hummerem wybuchła mina-pułapka

Zobacz powiekszenie
Fot. Damian Kramski / AG
W Afganistanie służy 1,2 tys. polskich żołnierzy. W sierpniu 2007 r., także w wybuchu miny-pułapki, zginął por. Łukasz Kurowski. Na zdjęciu: 15 sierpnia 2007 r. Żołnierze w bazie Szaran żegnają por. Kurowskiego
ZOBACZ TAKŻE
Politkowski miał 26 lat, służył w armii od 2002 r. jako kierowca. Niedługo miał wracać do domu, bo w maju kończy się służba drugiej zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie.

Wczorajszy wypadek to niemal kalka poniedziałkowego zdarzenia w tej samej prowincji Ghazni. Wtedy polski hummer wjechał na minę 12 km od bazy Ghazni, jadąc na spotkanie ze starszyzną powiatu Wazhab. Żołnierze mieli szczęście - mina wybuchła pod przednim kołem, dwaj Polacy zostali ranni w nogi.

Wczoraj polski patrol wyjechał z Ghazni do sąsiedniego powiatu Waghez. Celem było spotkanie ze starszyzną plemienną i omówienie sprawy inwestycji wojska w infrastrukturę w tym rejonie. O godz. 10.45 lokalnego czasu, 14 km od bazy, hummer wjechał na minę-pułapkę. Stało się to w odległości półtora kilometra od miejsca, gdzie w poniedziałek wybuchł ładunek pod innym polskim hummerem.

St. szereg. Grzegorz Politowski z 5. pułku inżynieryjnego w Szczecinie został śmiertelnie ranny. Zmarł w szpitalu wojskowym w Orgun-E, gdzie zabrał go amerykański śmigłowiec.

Mina wybuchła tym razem z tyłu, po lewej stronie pojazdu. Politkowski jechał w hummerze jako pasażer, siedział tuż przed kanistrami z benzyną. Najprawdopodobniej w wyniku eksplozji paliwo wybuchło, ciężko raniąc żołnierza.

Kierowca hummera st. szer. Przemysław C. miał więcej szczęścia - jest tylko bardzo potłuczony. Śmigłowcem z Orgun-E został przewieziony już do głównej bazy w Bagram pod Kabulem.

Polskie dowództwo odwołało wszystkie operacje w prowincji Ghazni. W najbliższych dniach na rozmowy ze starszyznami innych leżących na tym terenie powiatów miały wyjeżdżać kolejne patrole.

Żołnierze uważają, że poniedziałkowe i wtorkowe wypadki nie są przypadkowe. - To sygnał, że talibowie wiedzą, gdzie można spodziewać się naszych patroli - stwierdził jeden z wojskowych, który spędził pół roku w Ghazni. - I "informują" nas, byśmy nie czuli się pewnie.

- Spodziewaliśmy się tego. Zaczęła się wiosna, a wtedy nasilają się ataki talibów - powiedział nam wysokiej rangi wojskowy w polskiej armii.

Polacy jechali wczoraj hummerem z opancerzeniem tzw. kit 5, czyli najlepszym dla tego typu pojazdu. W lutym w takim samym hummerze w wybuchu miny-pułapki zginęło dwóch innych polskich żołnierzy w okolicy bazy Szaran w prowincji Paktika. MON zapowiedział, że zapewni naszej armii w Afganistanie bezpieczniejsze pojazdy do patroli. Ale procedura zakupu 120 nowych samochodów dopiero ruszyła i wojsko może się ich spodziewać dopiero za rok.

Od początku polskiej misji w Afganistanie, czyli od maja ubiegłego roku, zginęło tam czterech Polaków.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ławrow: Chcemy być stale obecni na obiektach tarczy

mar, PAP
2008-04-08, ostatnia aktualizacja 2008-04-08 10:20

Szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow potwierdził, że Moskwa będzie się domagała stałej obecności swoich oficerów na obiektach tarczy antyrakietowej USA w Polsce i Czechach.

Zobacz powiekszenie
Fot. SERGEY PONOMAREY ASSOCIATED PRESS
Siergiej Ławrow z Radosławem Sikorskim
ZOBACZ TAKŻE
- Dla nas najważniejsza jest stała obecność na tych obiektach, abyśmy w każdej sekundzie widzieli, że radar nie penetruje naszego terytorium, a rakiety przechwytujące nie zagrażają nam - powiedział Ławrow, którego cytuje zbliżona do Kremla "Komsomolskaja Prawda".

Problemy rozmieszczenia elementów tarczy w Europie, w tym bazy antyrakiet w Polsce, są tematem polsko-rosyjskich konsultacji, które odbywają się dziś w Moskwie na szczeblu wiceministrów spraw zagranicznych.

Delegacji Polski przewodniczy Witold Waszczykowski, a Rosji - Siergiej Kislak.

Ławrow: Amerykanie nas popierają

Według Ławrowa, "ważnym osiągnięciem" niedzielnych rozmów prezydentów Rosji i USA, Władimira Putina i Georgeęa W. Busha w Soczi jest to, że "strona amerykańska uznała zasadność obaw Moskwy i zadeklarowała, iż będzie się starała je rozwiać".

- Zaproponowano nam środki budowy zaufania i przejrzystości. I jeśli USA mimo wszystko zdecydowane są zainstalować swoją tarczę w Europie, to warto z tych propozycji skorzystać - oświadczył Ławrow.

Rosja przeciw tarczy

Kreml sprzeciwia się tarczy mimo zapewnień USA, że 10 rakiet przechwytujących w Polsce i radar w Czechach nie zagrażają Rosji. Rosyjscy wojskowi argumentują, że nie chodzi o intencje Stanów Zjednoczonych, lecz o fakt, że radar - jak twierdzą - może być w przyszłości wykorzystany do penetracji rosyjskiej przestrzeni powietrznej.

Aby wyjść naprzeciw rosyjskim niepokojom, Waszyngton zaproponował, by zezwolić Rosji na inspekcje baz tarczy w Polsce i Czechach, ale za zgodą obu krajów. Obiecał też, że system nie będzie aktywny, dopóki nie udowodni się, że zagrożenie ze strony Iranu, przeciwko któremu tarcza jest skierowana, jest już realne.

Spotkanie Putin-Bush w Soczi

Przyjęta w Soczi przez Putina i Busha deklaracja głosi, że Rosja nadal nie zgadza się z decyzją o rozmieszczeniu elementów amerykańskiego systemu w Polsce i Czechach, jednak docenia środki budowy zaufania zaproponowane przez USA. Rosyjski prezydent zapowiedział m.in., że Moskwa będzie domagała się stałej obecności swoich oficerów w obiektach tarczy w Polsce i Czechach.

Wiceminister Waszczykowski zadeklarował, że Polska jest gotowa rozmawiać z Rosją i USA na temat różnego rodzaju form dostępu do elementów amerykańskiej tarczy, jeśli ona w Polsce powstanie.

Waszczykowski o żądaniach Rosjan: Nie ma mowy

- Oczywiście nie ma mowy o tym, aby Rosjanie zdobyli prawo do stacjonowania na stałe w Polsce. To już było, takie rozwiązanie już nie wróci - powiedział Waszczykowski, odnosząc się do tej zapowiedzi Putina.

Wtorkowe konsultacje polsko-rosyjskie w Moskwie, to już drugie spotkanie ekspertów z Polski i Rosji poświęcone tarczy. Na początku stycznia na zaproszenie ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego w Warszawie gościł wiceminister Kislak.

Polskie MSZ podało wtedy, że "dokonano wymiany poglądów, omówiono możliwości techniczne systemu oraz uzasadnienie stanowisk obu krajów".