Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NBA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NBA. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 stycznia 2010

Tak wygląda bajeczne życie Gortata

25-latek "wszystko zamienia w złoto"

Tak wygląda bajeczne życie Gortata

Luksusowe samochody, garnitury za kilka tysięcy złotych i piękna modelka u boku. Bajeczne życie Marcina Gortata na Florydzie ma też swoje słabsze strony. Jedyny Polak grający w NBA nienawidzi życia na walizkach. A bywają tygodnie, że musi spać w aż pięciu różnych hotelach.

Gortat Enterprise. Na razie nie ma takiego przedsiębiorstwa, ale tak Marcin Gortat nazywa swoją drużynę, która dba o jego interesy. Ktoś musi doglądać fundacji koszykarza, praw do wykorzystania wizerunku, strony internetowej... Grający w NBA Polak nie ma na to czasu, poświęca go na treningi, mecze i wydawanie pieniędzy, choć on woli określenie "inwestowanie". A ma co inwestować. W lipcu podpisał 5-letni kontrakt z Orlando Magic wart prawie 34 miliony dolarów, co plasuje go na drugim miejscu wśród najlepiej zarabiających polskich sportowców po Robercie Kubicy.

Do interesów i do PlayStation

Floryda, Orlando. W centrum miasta królują szklane wieżowce, na południu Disney’s World, aquaparki, efektowne hotele i ogromne outlety. Polski koszykarz mieszka na północy, niedaleko kompleksu sportowego Orlando Magic. - Nie tracimy czasu na dojazdy. Mieszkamy w domu wynajętym przez Marcina. Dwa piętra, chyba siedem sypialni... We dwóch można tu się zgubić, intercom bardzo nam się przydaje. Poważnie. Jak Marcin chce czegoś ode mnie, to dzwoni - twierdzi Michał Micielski, asystent i menedżer Gortata. - Jasne, że mógłbym kupić dom, ale nawet nie wiem, czy za dwa, trzy lata jeszcze tu będę grał w Orlando, więc po co? - wyjaśnia Gortat.

Obaj są rówieśnikami, razem grali w ŁKS Łódź. Gortat zaproponował Micielskiemu przyjazd do USA rok temu, gdy szukał kogoś zaufanego, kto będzie jego prawą ręką. - Marcin nie musi się o nic martwić, skupia się wyłącznie na koszykówce, realizowaniu swoich zainteresowań oraz odpoczynku. Ja załatwiam wszystkie codzienne sprawy. Byliśmy kumplami jeszcze w Łodzi i zastanawiałem się, czy przyjąć tę propozycję, bo wiadomo, że nie zawsze przyjaźń

pomiędzy szefem a pracownikiem jest możliwa. Ale jak do tej pory nigdy nie mieliśmy żadnego zgrzytu.

Beztroskiego życia dwóch 25-latków nie burzą żadne przyziemne problemy. - Kuchnia? Mamy panią Violettę, która nie dość, że gotuje, to regularnie dba o naszą lodówkę. Porządek? W tym jesteśmy słabi, umówiliśmy się, że każdy pilnuje swojej sypialni. Kiedy już jest naprawdę źle z resztą pokoi, wzywamy panią Alex. Kłopoty z domem? Telefon do Norisy, to agentka nieruchomości, która pomagała mi wynająć dom. Potem się zaprzyjaźnili, pomagała też Michałowi zaadaptować się w Ameryce - opowiada Gortat. - Z Michałem rozumiemy się bez słów. Bywa, że budzimy się o północy, by usiąść przed PlayStation i zagrać kilka meczyków albo przejść parę planszy, gdzie można się postrzelać.

- Pani Violetta przyrządza nam to, co Marcin lubi, głównie polskie obiady: schabowe, mielone z ziemniakami, mizerią, buraczkami lub surówką. Wszystko jest bardzo dobre, ale Marcin i tak tęskni za kuchnią mamy. W ogóle to zjada pięć razy tyle co ja. Potrafi pochłonąć 3 - 4 kotlety, a po dwóch godzinach znów jest głodny. Czasem zjada trzy dania obiadowe dziennie. Nie otrzymał żadnych szczegółowych zaleceń z klubu co do diety, po prostu musi jeść potrawy wysokoenergetyczne, aby nie tracić wagi. Nawet powinien jej trochę nabrać. Przy każdym posiłku musi też pić mleczny shake Gatorade o nazwie Nutrition, uzupełniający wszystkie minerały - opowiada Micielski.

"Przedsiębiorstwo Gortat", w którym pracuje już osiem osób, działa na kilku frontach. Mająca siedzibę w Łodzi firma

MG13 sprzedaje w Polsce prawa do wizerunku koszykarza, w przyszłości będzie handlować ubraniami sygnowanymi jego nazwiskiem. Już dzisiaj można kupić piłki i koszulki. Ktoś opiekuje się fundacją wspierającą koszykarskie talenty, ktoś codziennie zasila tekstami stronę internetową, ktoś pełni rolę rzecznika prasowego. - Ale na czele tych wszystkich osób stoi Michał, tylko przez niego można się do mnie dostać. Ja staram się ukrywać - zastrzega Gortat.

To często stawia przed Micielskim nieoczekiwane wyzwania, czasem musi być nawet ochroniarzem. - Tutaj ludzie szaleją na punkcie sportu. W czasie play-off, kiedy zainteresowanie koszykówką osiąga apogeum, nawet stojąc na światłach, ludzie podchodzą do Marcina i proszą o autografy. Czasem spotykamy jakiegoś natrętnego fana, wtedy staram się zagrodzić mu drogę. Nic więcej nie mogę zrobić. To są Stany Zjednoczone, tutaj za byle co ludzie wytaczają innym poważne procesy. Zwłaszcza jeśli mają do czynienia z gwiazdą sportu, która zarabia miliony - zdradza Micielski, który przyznaje, że czasem wozi ze sobą broń. Tak na wszelki wypadek. Zresztą nie tylko on. W czasie ostatnich świąt media amerykańskie rozpisywały się, że koszykarz Washington Wizards Gilbert Arenas trzymał w szafce niezaładowaną broń. Davin Harris z New Jersey Nets stwierdził nawet, że posiada ją 75 procent graczy NBA.

Ale fani zwykle są nie tyle niebezpieczni, co natrętni. - Niewiarygodne, jacy ludzie piszą do Marcina. Dziewczyny przysyłają listy ze zdjęciami, proponują spotkanie. Większość chce jednak pieniędzy

. Ktoś opisał całe swoje życie, a potem wyznał, że stracił majątek
w kasynie i zapytał, czy Marcin nie przeleje mu 250 tys. dolarów, bo chwilowo nie ma z czego żyć - opowiada menedżer. - Sorry, ale myślę, że takim osobom bardziej potrzebny jest szpital psychiatryczny niż moja pomoc - śmieje się Gortat.

Wszystko zamienia w złoto

Gortat potrafi godzinami opowiadać, w co inwestuje swoje pieniądze. Za ten sezon skasuje 5,854 mln dolarów, to zasługa jego agenta Guya Zuckera, ostatniego członka Gortat Enterprise. - Nawet nie liczyliśmy, że uda się wynegocjować aż tyle - przyznaje Micielski. - Poprzedni 2-letni kontrakt

gwarantował Marcinowi 1,2 mln.


W klubie działa specjalny program dla pierwszoroczniaków. Sztab psychologów uczy koszykarzy, którzy niemal z dnia na dzień stali się milionerami, jak nie stracić głowy oraz motywacji do dalszej gry. Prawnicy tłumaczą, jak mają się zachowywać, żeby nikt nie wymusił na nich gigantycznego odszkodowania (największą grupą ryzyka są fani i przyszłe narzeczone zawodników). - Jeśli Marcin chciałby kupić na przykład dom, wystarczy telefon do opiekuna, by zajął się poszukiwaniem najlepszego agenta nieruchomości - opowiada Micielski. Doradcy inwestycyjni służą pomocą, co zrobić ze świeżym dopływem gotówki. - Kilka razy w roku mamy mityngi, na których doradcy opowiadają, jak obchodzić się z pieniędzmi. W NBA gra wielu milionerów, więc temat pieniędzy jest w szatni czymś naturalnym. Wiele nauczyłem się od starszych kolegów

, słucham rad kolegi z zespołu Adonala Foyla - zdradza Gortat i robi krótki wykład. - Działam według pewnych zasad. Przede wszystkim inwestuję pieniądze w odpowiednim momencie. Są różne krachy na rynkach nieruchomości, giełdach i sztuka polega na tym, by wykorzystać te momenty. Druga sprawa, trzeba mieć zabezpieczenia w wielu różnych dziedzinach, dlatego inwestuję w papiery wartościowe
, firmy, nieruchomości, ale mam też lokaty bankowe - dodaje. Nie brzmi to zbyt odkrywczo, ale Gortata dobre samopoczucie nie opuszcza. - Muszę powiedzieć, że jak na 25-letniego człowieka jestem dobry w inwestowaniu. Kryzys nie wpłynął na mnie. Wszystko, czego się dotykam, zamienia się w złoto - zapewnia i daje dobrą radę. - Bycie biznesmenem polega nie tylko na kupowaniu i wypłacaniu pieniędzy. Ważne jest odpowiednie podejście mentalne. Trzeba poszerzać swoje horyzonty w wielu dziedzinach.

- Kiedy podpisywałem kontrakt

w NBA, momentalnie zgłosiło się mnóstwo osób, które chciały namówić mnie na różne inwestycje. Ostatnio ktoś zadzwonił z propozycją, abym zainwestował w młodych bokserów, którzy za kilka lat mieliby wygrywać i przynosić mi coraz większe zyski. Odmówiłem. Dlaczego? Uznałem, że ten interes jest bez sensu, bo ma bardzo niestabilny grunt - przyznaje Gortat.

Samochodów się nie wyrzeknie

Wielu koszykarzy nie poradziło sobie z własnym bogactwem. Ostatnio głośno było o sprawie Antoine’a Walkera. Były koszykarz Boston Celtics przez 12 lat występów w NBA zarobił 110 mln dolarów, miał jednak wiele pomysłów, jak je wydać. Utrzymywał 70 członków rodziny i przyjaciół, matce kupił posiadłość z krytym basenem, dziesięcioma łazienkami i pełnowymiarowym boiskiem do koszykówki. Sam nosił wysadzane brylantami roleksy, miał sześć luksusowych samochodów, w tym dwa bentleye. W lipcu 2009 r. został aresztowany w Nevadzie. Okazało się, że ma 4,5 mln dolarów długu wobec tamtejszych kasyn. - Oczywiście są zawodnicy tacy jak Walker czy Dennis Rodman, którzy przepuścili swoje majątki. Widocznie nie chodzili na mityngi, na które ja uczęszczam - śmieje się Gortat. - Na razie jestem takim małym milionerem i nie narzekam.

Pewnych słabości jednak się nie wypiera, największą z nich są samochody. - To moja pasja i na niej nie będę oszczędzał. Mam całkowicie przebudowane bmw M5 i lincolna aviatora, ale myślę nad zakupem nowego lexusa LFA - mówi. Lexus LFA to droga zabawka. Producent ma w planach zaledwie 500 sztuk tego modelu. W USA będzie kosztować 375 tys. dolarów.

Jest jeszcze coś. - Mam nowe hobby: modę. Uwielbiam kupować drogie, markowe ciuchy. Jak sprawiam sobie garnitur za 2 - 2,5 tys. dolarów, to wiem, że będę czuł się w nim dobrze. Traktuję to też jako nagrodę za moją ciężką pracę - mówi. Ale koszykarz przyznaje, że do sklepów nie zawsze chodzi sam. - Jest jedna osoba w moim życiu, to modelka, jedna z najlepszych w naszym kraju. Ma też dużo witamin, jak to polska kobieta, chyba pierwszy raz od początku życia mam taką chemię z kobietą - dodaje.

Gortat cieszy się, że jego dziewczyna jest Polką, sam też na każdym kroku podkreśla, skąd pochodzi. - W domu czy w szatni wszędzie mam porozwieszane polskie flagi, polskie koszulki, szaliki, na szafach mam naklejki. W pierwszych miesiącach po przyjeździe miałem wrażenie, że Ameryka jest fantastyczna, że Amerykanie są jakimiś wyjątkowymi ludźmi. Jednak wolę, chcę być Polakiem. My mamy charakter ludzi, którzy nigdy nie odpuszczają, są waleczni - zapala się Gortat.

Polskość podkreślają też jego przydomki: Polish Hammer i Polish Machine, choć tylko ten ostatni jest oficjalny. - Niedawno pojawiły się także dwa nowe - Polish Shark i Polish Snow. Dlaczego snow? No, że jestem biały jak śnieg. Najbielszy w całym zespole - zdradza koszykarz.

Cena sukcesu

W rundzie zasadniczej, w ciągu pięciu i pół miesiąca każdy zespół NBA rozgrywa 82 mecze. Magicy w grudniu wybiegali na boisko 13 razy, w styczniu zrobią cztery razy więcej, czyli niemal co drugi dzień. - Nie ma czasu nawet na treningi. W dni, w których nie grają o punkty, zajęcia rozpoczynają się o godz. 12 i trwają dwie i pół godziny. Ale Marcin przyjeżdża wcześniej i ćwiczy indywidualnie: albo na siłowni, albo ze swoim trenerem. Nie ma takiego obowiązku, ale podobnie robi wielu zawodników. Jest to mile widziane. Trzeba się doskonalić - mówi Micielski.

Połowa z 82 meczów rundy zasadniczej odbywa się na wyjeździe. Dzień po naszej rozmowie Orlando wylatywali na Zachodnie Wybrzeże, gdzie w ciągu tygodnia czekały ich mecze w: Oakland, Los Angeles, Salt Lake City i Phoenix. W styczniu będą kolejno w Minneapolis, Chicago, Indianie, Waszyngtonie, Sacramento, Denver, Portland, Los Angeles, Charlotte, Memphis i Detroit. - Są miesiące, w których spędzam 2 - 3 dni w domu. Reszta to 8 - 10-dniowe wycieczki, podczas których objeżdżamy pięć miast. Bywają tygodnie, kiedy śpię w pięciu różnych hotelach. Nie znoszę życia na walizkach. Ciężko się do tego przyzwyczaić i bywają momenty, kiedy naprawdę mam już dosyć i myślę, by rzucić to wszystko. Jednak taką drogę

obrałem, więc hotele będą musiały być mi codziennością jeszcze przez kilkanaście lat - dodaje.

Wszystko jest podporządkowane jednemu celowi: grać jak najlepiej i osiągnąć w NBA tak dużo, jak tylko się da. Wielu uważa, że Gortat ma przed sobą dużą karierę. Na przykład dziennikarz z Orlando, który miał pewność

co do dwóch rzeczy: że popisy cheerleaderek są zbyt wyzywające, jak na wiek dziewcząt, i że ȁE;Polish MachineȁD; to znakomity zawodnik. - Przecież to tak naprawdę dopiero jego drugi sezon w NBA, a już grał w finale ligi. Jest świetnym zmiennikiem dla Dwighta Howarda. Może jeszcze nie teraz, ale w przyszłości stać go na to, żeby być podstawowym centrem w jakimś innym klubie - przekonywał.


sobota, 23 maja 2009

NBA: James odebrał wygraną Magic. Trójką w ostatniej sekundzie!

Łukasz Cegliński
2009-05-23, ostatnia aktualizacja 2009-05-23 08:22
Fot. Tony Dejak AP

Trudno wyobrazić sobie większe dramaty w meczu koszykówki! Orlando Magic odrobili 23 punkty straty, sekundę przed końcem prowadzili 95:93, ale przegrali z Cleveland Cavaliers 95:96. Decydujące punkty zdobył LeBron James.

LeBron James tuż po zwycięskiej trójce
Fot. Tony Dejak AP
LeBron James tuż po zwycięskiej trójce

Fot. David Richard AP
W finale Konferencji Wschodniej NBA jest remis 1:1. Dwa kolejne mecze (niedziela, wtorek) odbędą się w Orlando.

Tegoroczne finały konferencji są niesamowite - na zachodzie Los Angeles Lakers wygrali pierwszy mecz z Denver Nuggets 105:103, ale drugi przegrali 103:106. Cavaliers w meczu nr 1 rzucali w ostatniej sekundzie, ale spudłowali i przegrali 106:107. W piątek decydujący rzut trafili! Co będzie w kolejnych spotkaniach?!

Po 36 minutach meczu nr 2 Cavaliers prowadzili 75:69, ale w czwartej kwarcie Magic zagrali świetnie. Pierwsze cztery punkty zdobył wsadami Marcin Gortat po ładnych podaniach Anthony'ego Johnsona. To były wszystkie punkty Polaka w ciągu 10 minut gry, ale Gortat miał jeszcze trzy zbiórki i blok. I walczył w obronie.

To właśnie Gortat rozpoczął w ostatniej części gry "rywalizację" na faule ofensywne. Próbował wymusić przewinienie Jamesa, potem Saszy Pavlovicia, ale w obu przypadkach sędziowie odgwizdali jego przewieninia. Oba były dyskusyjne i Gortat otrzymał nawet przewinienie techniczne za pretensje do arbitra. Ale sędziowie zwrócili potem uwagę na szarże Jamesa, bo wychwycili dwa takie faule lidera gospodarzy. Po stronie Magic nieprzepisowo atakowali Hedo Turkoglu i Courtney Lee.

Ale to właśnie ci gracze zdobywali najważniejsze kosze dla gości - Cavaliers prowadzili jeszcze 82:73, ale potem Magic zdobyli dziewięć punktów z rzędu. Do remisu odważnym wejściem doprowadził Lee, który chwilę później dał zespołowi z Orlando pierwsze prowadzenie w meczu - 86:84.

Cavaliers grali fatalnie w obronie, gdzie nie radzili sobie z dwójkowymi akcjami rywali. Gubili się po zasłonach, spóźniali z przejęciem zawodników. A w ataku ufali głównie Jamesowi, który grał bardzo nierówno - znakomite wejścia pod kosz przeplatał z niedolotami i faulami w ataku. Koniec końców to on triumfował, ale...

Najpierw wśród gospodarzy rozegrał się Mo Williams, który zdobył pięć punktów z rzędu i Cavaliers znów prowadzili. Minutę przed końcem było 93:90, ale wejście pod kosz Jamesa wspólnie zablokowali Mickael Pietrus i Dwight Howard, a w odpowiedzi za trzy trafił Turkoglu. Atak gospodarzy i kroki Jamesa. 14 sekund przed końcem był remis 93:93 i Magic wzięli czas.

Piłkę dostał Turkoglu. Długo kozłował przed pilnującym go Pavloviciem, aż wreszcie zaczął atakować. Po kilku kozłach zatrzymał się tuż za linią rzutów wolnych, wyszedł w górę, trafił! To miała być ostatnia akcja meczu...

Cavaliers mieli sekundę. James wyszedł na obwód, miał przy sobie Turkoglu, ale ani chwili do zastanowienia. Złapał piłkę i od razu złożył się do rzutu. Wcześniej w meczu spudłował dwie próby z dystansu. Ale do trzech razy sztuka. Piłka wpadła do kosza już po końcowej syrenie. Zamiast 2:0 dla Magic, które stawiałoby ten zespół w znakomitej sytuacji, jest 1:1 i w rywalizacji do czterech zwycięstw wciąż wszystko jest możliwe.

James zdobył 35 punktów, ale miał tylko cztery zbiórki i pięć asyst. 19 punktów dla Cavaliers dorzucił Williams. W Magic najskuteczniejsi byli Lewis (23) i Turkoglu (21), którzy w pierwszej kwarcie nie rzucili ani jednego punktu. To m.in. dlatego Cavaliers wygrali ją 30:16 i kontynuowali uderzenie na początku drugiej - w 19. minucie wygrywali już 43:20.

Zupełnie niewidoczny był w meczu nr 2 Howard - bohater Magic z pierwszego spotkania (30 punktów, 13 zbiórek). Środkowy Magic zdobył w piątek 10 punktów i miał 18 zbiórek. Brakowało mu agresji i w ataku, i w obronie. Został trzykrotnie zablokowany, dawał się ogrywać Zydrunasowi Ilgauskasowi (którego Gortat zablokował) i swoją postawą pod bronionym koszem zaprzeczał nagrodzie dla najlepszego obrońcy sezonu, którą otrzymał kilka tygodni temu.

Nagrody MVP długo nie potwierdzał też James, któremu w czwartej kwarcie nie szło. Ale w decydującym momencie "Król James" nie zawiódł.

Magicy Gortata w finale NBA kosztem Kawalerzystów wielkiego LeBrona?

Lakers i Nuggets też na remis - czytaj tutaj >


Cleveland Cavaliers - Orlando Magic 96:95. Kwarty: 30:16, 26:28, 19:25, 21:26. Cavaliers: James 35 (1), Williams 19 (1), West 12 (1), Ilgauskas 12, Varejao 4 oraz Pavlović 9 (1), Smith 5 (1), Wallace 0, Gibson 0, Kinsey 0. Magic: Lewis 23 (4), Turkoglu 21 (2), Lee 11 (1), Howard 10, Alston 4 oraz Pietrus 10 (2), Redick 7 (1), Johnson 5, Gortat 4, Battie 0. Stan rywalizacji do czterech zwycięstw: 1:1. Kolejne dwa mecze w Orlando (niedziela, wtorek).

czwartek, 21 maja 2009

NBA: Lewis daje Magic zwycięstwo nad Cavs

mo
2009-05-21, ostatnia aktualizacja 2009-05-21 10:42
Fot. Tony Dejak AP

Orlando Magic jako pierwsi w tegorocznym play-off pokonali Cleveland Cavaliers. Zespół Marcina Gortata wygrał po zaciętej końcówce 107:106, a Polak w dziesięć minut rzucił cztery punkty. 49 punktów dla Cavs zdobył LeBron James.

Koszykarze Orlando Magic
Fot. Tony Dejak AP
Koszykarze Orlando Magic

Fot. David Richard AP
SERWISY
Zobacz skrót meczu na Z czuba.tv »

Cleveland Cavaliers - Orlando Magic 106:107. Kwarty: 33:19, 30:29, 19:30, 24:29.

Cavaliers przystępowali do finałów konferencji jako jedyna niepokonana w tych play-off drużyna i najlepszy zespół sezonu zasadniczego. W pierwszej rundzie rozbili Detroit Pistons, w drugiej rozjechali Atlantę Hawks i pierwsza połowa meczu z Magic mogła zasugerować, że i Magic nie będą godnym rywalem dla LeBrona Jamesa i spółki.

MVP sezonu zasadniczego szalał w pierwszych dwóch kwartach. Rzucił wtedy 26 punktów (z 49 w całym meczu), a Cavs prowadzili różnicą piętnastu punktów.

Jednak po przerwie Magic szybko zaczęli odrabiać straty. Trzecią kwartę wygrali 30:19, a na początku czwartej po trójce z rogu Anthony'ego Johnsona wyszli nawet na pierwsze prowadzenie (85:84). Mike Brawn wziął wtedy czas, by zatrzymać rozpędzoną machinę z Orlando. Nie zatrzymał, bo w samej końcówce ważne rzuty trafiał Rashard Lewis.

Skrzydłowy Magic trafił siedem ostatnich rzutów w meczu, ale ten ostatni był najważniejszy. Na 25 sekund przed końcem Cavs prowadzili 106:104 po trzech punktach LeBrona Jamesa. Magic mogli albo doprowadzić do dogrywki, albo spróbować wygrać mecz rzutem z dystansu. Wybrali ten drugi wariant. Hedo Turkoglu podał do Lewisa, który trafił z dystansu (107:106).

Cavaliers mieli jeszcze 14 sekund i okazję, by odmienić losy meczu. Najpierw nie trafi trójki Delonte West, a na sekundę przed końcem Cavs mogli jeszcze przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. James zbił piłkę do Williamsa, który z powietrza oddał rzut z niemal sześciu metrów, ale piłka odbiła się tylko od obręczy i wypadła.

Cavaliers przegrali pierwszy mecz w tych play-off, po raz trzeci w sezonie przegrali przed własną publicznością. Gospodarzom nie pomógł fenomenalny występ LeBrona Jamesa, który rzucił 49 punktów, miał osiem asyst i sześć zbiórek. Zabrakło mu jednak wsparcia, zwłaszcza zawodników rezerwowych, którzy w sumie rzucili tylko 5 punktów. Ławka Magic dostarczyła ich 25.

Gracze z Cleveland nie potrafili zatrzymać, tak jak w sezonie zasadniczym, Dwighta Howarda. Środkowy Magic pod koszami robił, co chciał. Rzucił 30 punktów, miał 13 zbiórek. Przy jednym ze wsadów na początku meczu Howard tak mocno zapakował piłkę do kosza, że odpadł umieszczony nad tablicą zegar odmierzający czas akcji. 22 punkty dla Magic dołożył Lewis, a 15 punktów i 14 asyst wszechstronny Turkoglu.

Howard miał jednak problem z faulami. Na 25 sekund przed końcem sfaulował po raz szósty i w decydujących momentach na parkiecie był Marcin Gortat, ale w ostatniej akcji piłka trafiła do Lewisa.

Polak w meczu z Cavs był tylko zmiennikiem Howarda, ale z tej roli wywiązał się bardzo dobrze. W drugiej kwarcie tuż po swoim wejściu po wsadzie z podania Rafera Alstona zdobył swoje pierwsze punkty w meczu. Pod koniec pierwszej połowy zapakował piłkę do kosza po raz drugi, znów z podania Alstona.

W sumie Gortat zagrał 10 minut, rzucił cztery punkty, miał dwie zbiórki, stratę i faul.

- Nikt nie mówił, że będzie to łatwa seria - mówił po porażce Delonte West, który nie trafił ważnej trójki w samej końcówce.

- Trzeba grać dobrze przez 48 minut, cały mecz. My dziś zagraliśmy dobrze tylko jedną połowę, ale była to druga połowa - powiedział bohater meczu Rashard Lewis.

Cleveland: James 49 (3), Williams 17 (2), Varejao 14, West 11 (3), Ilgauskas 10 oraz Smith 5, Gibson 0, Szczerbiak 0, Wallace 0.

Orlando: Howard 30, Lewis 22 (3), Turkoglu 15 (1), Alston 11 (2), Lee 4 oraz Pietrus 13 (2), Johnson 5 (1), Gortat 4, Battie 1.

Stan rywalizacji (do czterech zwycięstw): 0:1

Mecz numer dwa z piątku na sobotę polskiego czasu, również w Cleveland.

Amerykanie: Marcin Gortat kluczem do awansu? »


Dlaczego Magic ma szanse pokonać Cleveland Cavaliers



sobota, 2 maja 2009

NY Times i Dwight Howard o Gortacie: Polski młot, piorunujący wsad

dsz, New York Times
2009-05-01, ostatnia aktualizacja 2009-05-01 16:46

Po świetnym spotkaniu Marcina Gortata prestiżowy amerykański dziennik New York Times rozpływa się nad grą Polaka. - To był piorunujący wsad - ocenia akcję Gortata gazeta. Również największa gwiazda Orlando Dwight Howard, którego z powodu wykluczenia zastępował Gortat chwali Polaka, nazywając go "polskim młotem"

Orlando Magic pokonali Philadelphia 76ers i awansowali do II rundy play off. Marcin Gortat efektownie zdobywa punkty nad centrem 76ers Samuelem Dalembertem
Fot. TIM SHAFFER REUTERS
Orlando Magic pokonali Philadelphia 76ers i awansowali do II rundy play off. Marcin Gortat efektownie zdobywa punkty nad centrem 76ers Samuelem Dalembertem
Zobacz piorunujący wsad Gortata »

Marcin Gortat zanotował 11 punktów i 15 zbiórek, a po niektórych zagraniach Polaka ręce same składały się do oklasków. Tak było gdy popisał się widowiskowym wsadem ponad rękami próbującego go blokować Samuela Dalemberta.

Uznania dla gry Polaka nie kryją media na całym świecie. Jeden z dwóch najbardziej prestiżowych dzienników w USA - New York Times - tak opisuję grę Polaka.

- Mało znany Marcin Gortat sprawił, że Dwight Howard mógł poczuć się dumny. Polak po raz pierwszy zagrał w play-off od pierwszej minuty, zebrał 15 piłek, rzucił 11 pkt i miał sporo przechwytów. Zaliczył także piorunujący wsad, który wprawił Howarda w prawdziwy szał radości- pisze New York Times.

Wspomniany "szał" Howarda, to reakcja, którą tysiące internautów mogło przeczytać na Twitterze (rodzaj mikrobloga, na którym publikuje się krótkie notki) amerykańskiego koszykarza.

- Yeaaaa polish hammer ("polski młot) - napisał na swoim Twitterze Dwight Howard

Ostatnia notka Howarda, już po meczu, brzmiała:

- Man im soo proud man ("jestem dumny") - zakończyła wpis gwiazda Orlando.

Modę na "twitterowanie" wśród amerykańskich koszykarzy zapoczątkował Shaquille O'Neal.

Rywalizację z drużyną z Filadefii Magic wygrali 4:2. W następnej rundzie zagrają z Chicago Bulls lub broniącymi mistrzostwa Boston Celtics.

Amerykańska prasa: Marcin Gortat grał jak Shaq >

środa, 18 czerwca 2008

Celtics mistrzami NBA!

kris
2008-06-18, ostatnia aktualizacja 2008-06-18 11:34
Zobacz powiększenie
Mistrzowie NBA 2008
Fot. MIKE SEGAR REUTERS

Boston Celtics po raz 17 w historii zostali mistrzami NBA. W szóstym finałowym meczu Celtowie zdemolowali Los Angeles Lakers 131:92. Po 22 latach NBA znowu jest zielona

Zobacz powiekszenie
Fot. MIKE SEGAR REUTERS
Paul Pierce - MVP finałów
Zobacz powiekszenie
Fot. MIKE SEGAR REUTERS
Paul Pierce wylewa na trenera Doca Riversa beczkę napoju energetycznego
SERWISY
Supergigant: Green power!

- To jest powód dla którego tu przyszliśmy. To jest powód dla którego znaleźliśmy się tutaj razem - mówił po meczu Kevin Garnett. Wzruszony zawodnik Bostonu po końcowej syrenie rzucił się na legendę Celtics Billa Russella i zapytał: Czy jesteś z nas dumny?

We wtorkowy wieczór wszystkie obecne na hali byłe gwiazdy Celtics mogły czuć się dumne. Drużyna Doca Riversa zagrała niemal perfekcyjny mecz. Zdemolowała rywala potwierdzając dominację w całym sezonie. Wygrana 39 punktami to drugie w historii najwyższe zwycięstwo w historii finału ligi NBA (w 1998 roku Bulls upokorzyli Jazz 96:54).

Świetnie zagrali Ray Allen i Kevin Garnett. Allen, który w play offach miał problemy z ustabilizowaniem formy, w ostatnim meczu był zabójczo skuteczny. Trafił siedem trójek (na dziewięć prób) i w sumie zdobył 26 punktów. Garnett jak zwykle królował pod koszem (zdobył 26 punktów i 14 zbiórek) i imponował zaangażowaniem. Słabiej tym razem wpadł Paul Pierce, ale w przekroju całej rywalizacji to on został uznany MVP finałów.

Wtorkowy mecz był znakomitym ukoronowaniem sezonu Celtics. Tylko pierwsza kwarta meczu była wyrównana. W Celtic od początku świetnie spisywali Allen i Garnett. Grę Lakers ciągnął Kobe Bryant, który seryjnie trafiał za trzy punkty. Po pierwszej kwarcie gospodarze prowadzili tylko 24:20.

Popis Celtics rozpoczął się w drugiej części gry. Znów świetnie zagrali rezerwowi Posey i House. Ich celne rzuty za trzy punkty i dobra gra Paula Pierce'a powiększała przewagę drużyny Doca Riversa. Końcówka kwarty należała do Kevina Garnetta. Niezwykle zmotywowany skrzydłowy w ostatnich dwóch minutach zdobył 5 punktów i zaliczył dwie asysty. Na przerwę Celtics schodzi prowadząc 58:35 i mistrzostwo było na wyciągnięcie ręki.

W drugiej połowie bezradni Lakers nie byli już w stanie nawiązać walki. Pudłował Bryant, zupełnie niewidoczny był Gasol, a ekipie Celtics wychodziło prawie wszystko. Pod koszem szaleli Garnett i PJ Brown, skuteczny był rozgrywający Rajon Rondo. Z dystansu trafiał Allen.

Jego strzelecki popis trwał w czwartej kwarcie. Snajper Celtics w ciągu dwóch minut trzy razy trafił z dystansu ostatecznie pozbawiając Lakersów złudzeń. W końcówce trener Doc Rivers dał pograć rezerwowym, a Garnett i Pierce nerwowo oczekiwali na końcową syrenę, po której mogli zacząć świętować pierwszy w karierze tytuł mistrzowski. Garnett czekał na niego 12 lat, o rok dłużej niż Ray Allen i o cztery dłużej niż Pierce.

Na taki finał czekała też cała NBA. Rok temu zmagania San Antonio Spurs i Cleveland Cavaliers miały katastrofalną oglądalność. W tym sezonie rywalizacja dwóch najbardziej utytułowanych drużyn w historii ligi dostarczyła widzom tego, co lubią najbardziej. Mieliśmy pojedynki snajperskie (Pierce i Bryant), wielkie emocje (w czwartym meczu Celtics wygrali odrabiając 24 punkty straty) i dramatyczne momenty (kontuzja Pierce'a w pierwszym meczu). Kibiców znów ogarnął szał NBA. Finał cieszył się tak wielkim zainteresowaniem, że ceny biletów na piąty mecz sięgały rekordowej sumy 65 tysięcy dolarów! Ta koniunktura może się utrzymać. Gwiazdy Celtics stać jeszcze na kilka sezonów gry na wysokim poziomie, a młoda i utalentowana drużyna Lakers ma wszelkie atuty, by w przyszłości znów walczyć o najwyższe cele.

niedziela, 4 maja 2008

Gortat rzuca, zbiera i blokuje, ale Orlando przegrywa

kris
2008-05-04, ostatnia aktualizacja 2008-05-04 09:49
Zobacz powiększenie
Fot. Phelan M. Ebenhack AP

Marcin Gortat zaliczył swój najdłuższy występ w play off ligi NBA. Polak zagrał 12 minut i 31 sekund w pierwszym półfinałowym meczu Konferencji Wschodniej, ale jego Orlando Magic przegrało z Detroit Pistons 72:91

SERWISY
Gortat zmiennikiem Supermana

Polak pojawił się na parkiecie w drugiej kwarcie meczu. Magic remisowali wówczas z Pistons 22:22. Gortat zaliczył zbiórkę, stratę oraz faul i po niespełna sześciu minutach został zmieniony przez Dwighta Howarda. Do końca drugiej kwarty "Magicy" prowadzili jeszcze wyrównany bój z gospodarzami i na przerwę schodzili z zaledwie jednopunktową stratą.

W trzeciej kwarcie coraz lepiej zaczęli grać koszykarze Pistons. Ich przewaga rosła, jednak Orlando, głównie za sprawą Hedo Turkoglu (8 punktów w kwarcie), wciąż miało szansę na zwycięstwo. Pod koniec kwarty na parkiet znów wszedł Marcin Gortat, który zastąpił Howarda. "Superman" przy próbie zbiórki doznał lekkiej kontuzji lewego kciuka, ale po interwencji lekarza mógł kontynuować grę. Gortat tymczasem pokazał się z dobrej strony blokując rzut Chauncey'a Billupsa.

Howard wrócił na parkiet w czwartej kwarcie. Ostatnia część gry była jednak popisem rozpędzonych "Tłoków", które wygrały kwartę 26:14. Na ostatnie cztery minuty, kiedy Detroit prowadziło już dwudziestoma punktami (87:67) na boisku ponownie zameldował się Gortat. Nieco ponad dwie minuty przed końcem spotkania zdobył swoje jedyne punkty, pakując piłkę do kosza po podaniu Doolinga. W sumie Polak zakończył mecz z dorobkiem 2 punktów, 2 zbiórek i bloku. Miał także jedną stratę i raz faulował. Drużynie Orlando udało się minimalnie zmniejszyć straty, ale mecz pewnie wygrali Pistons 91:72.

Kluczem do zwycięstwa Detroit było uziemienie "Supermana" Howarda. Center Orlando, który w pierwszej rundzie zanotował trzy występy z co najmniej 20 punktami i 20 zbiórkami na koncie, nie radził sobie pod koszem z Antonio McDyessem, Jasonem Maxiellem, czy Rasheedem Wallace'em. Zakończył mecz z dorobkiem 12 punktów, 8 zbiórek i 3 bloków. Koledzy Gortata fatalnie też rzucali z dystansu. Trafili tylko 2 z 15 rzutów za trzy punkty. Żadnej z czterech prób nie wykorzystał Rashard Lewis. Najwięcej zarabiający zawodnik Orlando i tak był najlepszym strzelcem zespołu, zdobywając 18 punktów (tyle samo, co Turkoglu). Dla Pistons 19 punktów rzucił Billups.

W drugim sobotnim meczu New Orleans Hornets nie dali u siebie szans San Antonio Spurs 101:82. Gospodarzy prowadził rewelacyjny w tym sezonie duet Chris Paul - David West. Pierwszy rzucił 17 punktów i zaliczył 13 asyst, drugi zaliczył 30 punktów i 9 zbiórek. W starciu ze skrzydłowym "Szerszeni" bezradny był Tim Duncan, który zdobył tylko 5 punktów (1 na 9 z gry) i miał tylko 3 zbiórki.

Wyniki:

Detroit Pistons - Orlando Magic 91:72

New Orleans Hornets - San Antonio Spurs 101:82

niedziela, 2 marca 2008

Gortat zadebiutował w NBA i zdobył dwa punkty

mik, PAP
2008-03-02, ostatnia aktualizacja 2008-03-02 12:48
Zobacz powiększenie
Fot. ROMAN KOKSAROV AP

Marcin Gortat zadebiutował w sobotę w lidze NBA. Wszedł na boisko w końcówce meczu Orlando Magic z New York Knicks, który "Czarodzieje" wygrali 118:92. Polski koszykarz grał przez 2 minuty i 11 sekund, zdobył dwa punkty, zaliczył asystę i raz sfaulował.

ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Blog Supergigant o debiucie Gortata

Gortat był dotąd jedynym zawodnikiem z kadry Magic, który nie zagrał w NBA nawet minuty. W listopadzie klub odesłał go do niższej ligi NBDL, do drużyny Anaheim Arsenal, gdzie spisywał się bardzo dobrze. Na debiut w najlepszej lidze świata czekał jednak do 61. meczu ligowego zespołu z Florydy.

Gortat jest trzecim polskim koszykarzem, który wystąpił w NBA. Przed zawodnikiem z Łodzi próbowali sił w NBA, choć bez powodzenia, Cezary Trybański i Maciej Lampe.

czwartek, 21 lutego 2008

Shaq zadebiutował w znakomitym meczu Suns - Lakers

Łukasz Cegliński
2008-02-21, ostatnia aktualizacja 2008-02-21 08:19
Zobacz powiększenie
Shaq próbuje trafić z linii rzutów wolnych
Fot. JEFF TOPPING REUTERS

Shaquille O'Neal w pierwszym spotkaniu w Phoenix Suns zdobył 15 punktów i miał dziewięć zbiórek. Ale to nie on był gwiazdą znakomitego meczu z Los Angeles Lakers, który Kobe Bryant i spółka wygrali 130:124.

Zobacz powiekszenie
Fot. JEFF TOPPING REUTERS
Shaq niechcący zaczepił sędziego
Zobacz powiekszenie
Fot. Ross D. Franklin AP
Kobe Bryant i Shaq
SERWISY
Spotkanie w Phoenix miało już atmosferę play-off - spotkali się faworyci Konferencji Zachodniej. Zespół z Phoenix był przed tym meczem wiceliderem (37-16), Lakers byli na trzecim miejscu (36-17). Na dodatek oba zespoły dokonały ostatnio spektakularnych transferów - do drużyny z Los Angeles doszedł Pau Gasol i od momentu jego debiutu Lakers wygrali pięć z sześciu meczów. Do Phoenix trafił za to O'Neal.

Shaq, który ostatnio leczył uraz biodra, zadebiutował właśnie przeciwko swojemu byłemu klubowi, z którym w latach 2000-02 zdobył trzy tytuły mistrzowskie. W trakcie rozgrzewki O'Neal serdecznie przywitał się w obecności kamer z Kobe Bryantem, a kilkanaście minut później wyszedł na parkiet w pierwszej piątce.

W pierwszej kwarcie Shaq w indywidualnych akcjach grał niemrawo - męczył się w ataku i popełnił faul ofensywny, ale nieźle rozdzielał piłki kiedy miał przy sobie dwóch obrońców. Już po trzech minutach usiadł jednak na ławce. Ale Lakers już wcześniej większość punktów zdobywali spod kosza.

O'Neal wrócił na parkiet w końcówce kwarty i zdobył swoje pierwsze punkty - po podaniu zza linii końcowej wsadził piłkę nad D.J. Mbengą. Rzutu wolnego za faul nie wykorzystał.

Potem Shaq występował w roli drugoplanowej, bo na parkiecie błyszczały gwiazdy - Kobe Bryant i Gasol w Lakers oraz Steve Nash i Amare Stoudamire w Suns.

Bryant trafiał jak natchniony po różnorodnych akcjach i w sumie zdobył aż 41 punktów. Świetnie uzupełniał go Gasol (29 punktów), zresztą podobnie jak Lamar Odom (22 i 11 zbiórek). Dobre momenty miał także rezerwowy Sasha Vujacić.

Phoenix prowadził Nash, który przez większość meczu był raczej egzekutorem niż rozgrywającym (26 punktów, osiem asyst). Z kolei Stoudamire rzeczywiście odżył jako skrzydłowy - więcej akcji grał przodem do kosza, aktywnie atakował deskę z innych pozycji niż środkowy, co momentami umożliwiał mu Shaq absorbujący uwagę podkoszowych gości. Stoudamire zdobył 37 punktów i miał 14 zbiórek. Dobre momenty w Suns mieli także Grant Hill i Leandro Barbosa, którzy rzucili po 17 punktów.

Lakers prowadzili przez większość meczu, momentami przewaga wynosiła nawet kilkanaście punktów, ale w końcówce trzeciej kwarty Suns doprowadzili do remisu. A konkretnie O'Neal, który pokazał wówczas swoją klasyczną akcję - półhak po zwodzie nad Gasolem dał wynik 87:87. Po chwili Shaq rzucił się na aut walcząc o piłkę, a w kolejnej akcji miał świetną asystę do Borisa Diawa. Ale po 36 minutach wciąż prowadzili Lakers (95:91).

W ostatniej kwarcie praktycznie każda akcja zasługiwała na uwagę - dziewięć minut przed końcem, po kontrze Bryanta było już 105:97 dla gości, ale wówczas na boisko wszedł O'Neal. Suns wyszli na prowadzenie 107:106, a chwilę później pierwszą dwójkową akcję w podkoszowym tłumie zagrał z Shaqiem Nash. Rozgrywający Suns rzucił po prostu piłkę nad obręcz, którą O'Neal zapakował do kosza.

Ale po kilkudziesięciu sekundach, w trakcie których za trzy trafił Bryant, a Gasol wykonał wsad z faulem nad Stoudamire'em, Lakers prowadzili już 115:108. Wtedy zaczął się popis Shaqa - ofensywna zbiórka i punkty. Rzut po obrocie i punkty. Rzut z boku kosza i punkty. Zbiórka w ataku i jeden celny wolny po faulu - 3.40 min. przed końcem Suns przegrywali tylko 115:117.

W ostatnich minutach lepsze akcje wykonywało jednak trio Bryant-Gasol-Odom. Dwójkowe zagrania dawały punkty, także z dodatkowymi rzutami wolnymi. Po trzypunktowej akcji Gasola było 125:117 i wsady Stoudamire'a w końcówce nie mogły odmienić już wyniku.

O'Neal grał przez 29 minut. Miał 6/9 z gry i 3/8 z wolnych. Dodał do tego trzy zbiórki w ataku i sześć w obronie oraz trzy asysty i dwa bloki. Miał też trzy straty (każdą po własnej zbiórce w obronie) i pięć fauli.

Jeśli chodzi o kondycję, Shaq prezentował się nieźle - nadążał za atakami Suns, a jego brak w błyskawicznych kontrach w ogóle nie raził. O'Neal kilkakrotnie rzucał się też na parkiet po piłkę. Nie było po nim widać żadnych kłopotów ze zdrowiem.

Wyniki środowych spotkań w NBA:

Indiana Pacers - Cleveland Cavaliers 97:106

Philadelphia 76ers - New York Knicks 124:84

Toronto Raptors - Orlando Magic 127:110

New Jersey Nets - Chicago Bulls 110:102(po dogrywce)

New Orleans Hornets - Dallas Mavericks 104:93

Milwaukee Bucks - Detroit Pistons 103:98

Phoenix Suns - Los Angeles Lakers 124:130

Sacramento Kings - Atlanta Hawks 119:107

Golden State Warriors - Boston Celtics 119:117

Los Angeles Clippers - Memphis Grizzlies 100:86

niedziela, 17 lutego 2008

Superman Howard leci po triumf w konkursie wsadów

kris
2008-02-17, ostatnia aktualizacja 2008-02-17 13:06
Zobacz powiększenie
Superman leci po triumf
Fot. Eric Gay AP

Koszykarska Ameryka oniemiała po tym, co w sobotnim konkursie wsadów NBA pokazał Dwight Howard. Środkowy Orlando Magic wykonywał nieprawdopodobne wsady. A potem przebrał się w strój Supermana i zaczął... latać.

SERWISY
Więcej filmów z konkursu wsadów na blogu Supergigant Michała Rutkowskiego i Pawła Wujca.

Z czuba: Weekend spadających gwiazd

"Nasz bohater" - pisze ESPN.

"Popatrz w niebo. To ptak. To samolot. To Dwight Howard mistrz wsadów, nadaje konkursowi nowy wymiar!" - trawestuje słynny tekst z "Supermana" serwis "Sports Illustrated". Sportowa Ameryka naprawdę oniemiała po wsadach Howarda. Po wsadzie gwiazdora Orlando kamera wyłapała legendarnego Magica Johnsona, który wstał i z mieszanką zachwytu i szoku na twarzy, bił brawo zwycięzcy.

- W całej historii konkursu wsadów jeszcze nikt nie wykonał dwóch pomysłowych dunków w jednym konkursie. Howard? On wykonał trzy! - napisał komentator ESPN.

Przed tegorocznym konkursem wsadów eksperci zastanawiali się, czy sobotnie popisy dunkerów nie są ostatnimi w historii Weekendu Gwiazd. Byli przekonani, że do tej pory pokazano już wszystko.

Ale show jaki zrobił w Nowym Orleanie Dwight Howard przejdzie do historii. Zawodnik Orlando Magic wykazał się nie tylko wspaniałymi umiejętnościami, ale też pomysłowością. Zapytany po konkursie przez reportera, czy konkurs wsadów wraca, odpowiedział: - Tak myślę.

W konkursie, poza Howardem, wystąpili także Jamario Moon, Rudy Gay i obrońca tytułu sprzed roku, Gerald Green. To właśnie zawodnik Minnesota Timberwolves zmierzył się w finale z Howardem.

Środkowy Orlando był zdecydowanie największą gwiazdą wieczoru. Już w pierwszej próbie wykonał niesamowity wsad odbijając piłkę od tylnej części tablicy. Prawdziwy show zaczął się chwilę później, gdy Dwight Howard zdjął koszulkę Magic, pod którą miał na sobie strój Supermana.

Kostium superbohatera chyba dodał mu mocy, bo w następnej próbie Howard po długim locie zapakował do kosza piłkę podaną przez Jameera Nelsona.



W finale zdobył 78 punktów i pokonał Geralda Greena.

Zawodnik Minnesoty, zwycięzca sprzed roku, też miał swoje pięć minut. Wykonał efektowny wsad, przy którym zdmuchnął świeczkę na torciku umieszczonym na obręczy kosza.

W konkursie rzutów za trzy punkty wygrał Jason Kapono. Zawodnik Toronto Raptors pokonał w finale Daniela Gibsona z Cleveland Cavaliers, trafiając w finale 20 z 25 rzutów i zdobył 25 punktów, co jest nowym rekordem konkursu.

Konkurs umiejętności wygrał rozgrywający Utah Jazz, Deron Williams. Pokonał reprezentanta gospodarzy, Chrisa Paula, uzyskując czas 25,5 sekundy. Poprawił o 0.9 sekundy najlepszy wynik w historii tej dyscypliny. Rok temu Dwayne Wade wykonał wszystkie zadania w 26,4 sekundy.

W konkursie "rzucających gwiazd", w którym startują drużyny złożone z koszykarki WNBA, koszykarza drużyny NBA i byłej gwiazdy ligi najlepiej spisała się ekipa San Antonio Spurs w składzie: Becky Hammon, David Robinson, Tim Duncan.

środa, 16 stycznia 2008

Wielki LeBron James!

ceg
2008-01-16, ostatnia aktualizacja 2008-01-16 13:36
Zobacz powiększenie
Fot. Nikki Boertman AP

LeBron James zdobył 51 punktów dla Cleveland Cavaliers w wygranym 132:124 meczu z Memphis Grizzlies. Cavaliers zwyciężyli, ale dopiero po dogrywce - James w czwartej kwarcie i dodatkowych pięciu minutach zdobył 25 punktów.

51 punktów to wyrównany rekord tego sezonu NBA - 5 grudnia tyle samo punktów zdobył dla Denver Nuggets Allen Iverson w spotkaniu z Los Angeles Lakers.

Ale we wtorek James nie tylko rzucał (18/28 z gry) - lider Cavaliers miał także osiem zbiórek i dziewięć asyst. Pod względem indywidualnym jego występ przeciwko Grizzlies był jednym z najlepszych w ostatnich latach w NBA.

- Wygraliśmy i to bardzo ważne. Dzisiaj liczył się każdy punkt - mówił James, który w tym sezonie rzuca przeciętnie po 29,8 punktu w meczu. - Przegrałem już kilka meczów, w których zdobywałem 50 punktów i w ogóle tego nie lubię. Ale takie osiągnięcie i wygrana - to dopiero ma znaczenie - dodał zawodnik Cleveland, który granicę 50 punktów przekroczył po raz czwarty. Jego rekord kariery to 56 punktów z marca 2005 roku.

Spośród aktywnych zawodników NBA najwięcej meczów z minimum 50 punktami na koncie rozegrał Kobe Bryant (21). 11 takich spotkań ma Iverson, po cztery James i Tracy McGrady. Trzykrotnie udało się to Shaquille'owi O'Nealowi.

czwartek, 10 stycznia 2008

Jordan zatrzymał Celtics

ACM, Reuters, ceg
2008-01-10, ostatnia aktualizacja 2008-01-10 14:49
Zobacz powiększenie
Michael Jordan ma własny klub...
Fot. ALBERT GEA REUTERS

Sensacja! Charlotte Bobcats, którzy zajmują zaledwie czwarte miejsce w Southeast Division, pokonali w środę Boston Celtics 95:83 w ich własnej hali! To dopiero czwarta porażka w sezonie Celtics, którzy wcześniej wygrali dziewięć spotkań z rzędu. Trener gospodarzy Doc Rivers nazwał spotkanie "defensywną egzekucją".

Zobacz powiekszenie
Fot. Charles Krupa AP
Człowiek, który pogrążył Celtics, czyli obrońca Bobcats Jason Richardson frunie do kosza nad Eddie'm House'm
SERWISY
Rutkowski i Wujec: Boston przegrał. I co z tego wynika?

Celtics to nowa-stara potęga NBA (obecny bilans 29-4), Bobcats (13-21) to jeden z najsłabszych zespołów - na wschodzie gorsi są tylko New York Knicks i Miami Heat. Ale motywacją w zespole z Charlotte zajmuje się współwłaściciel klubu, koszykarz wszech czasów Michael Jordan.

W grudniu 45-letni Jordan ze swoimi zawodnikami trenował, a ostatnio długo rozmawiał i z nimi, i z trenerem. Efekty tych pogadanek były natychmiastowe: wygrana 115:99 z New Jersey Nets, a później zaskakujący sukces w Bostonie. Jordan radził zespołowi, żeby zawodnicy bardziej na sobie polegali. - W tej chwili nie mamy gwiazd. Powiedziałem im, że do czasu aż się jakaś nie wykreuje, musimy grać jako jeden organizm - mówił Jordan.

W Bostonie gwiazdą Bobcats był Jason Richardson, czyli 27-letni zawodnik o wzroście Jordana (198 cm), który stylem gry (ale nie poziomem!) może przypominać mistrza. Richardson, podobnie jak Jordan, wygrał kiedyś konkurs wsadów, a przeciwko Celtics zdobył 34 punkty i miał dziewięć zbiórek. - Był fantastyczny, po prostu wielki - ocenił Richardsona trener Celtics Doc Rivers. A bohater meczu mówił: - Nie jestem zaskoczony, bo mamy całkiem dobry zespół. Po prostu nie widać tego po naszym bilansie.

Celtics grali bez rzucającego Ray'a Allena i ważnego ostatnio środkowego Glena Davisa. Nikt z porażki tragedii nie robi, skrzydłowy Paul Pierce powiedział, że wszystkich meczów w sezonie nie da się wygrać. Ale Celtics wciąż mają szansę na ustanowienie najlepszego wyniku w historii NBA - w 1996 roku Chicago Bulls zakończyli rozgrywki z bilansem 72-10. Gwiazdą Bulls był oczywiście Jordan, który teraz pokrzyżował szyki Celtics. Bulls sprzed 12 lat czwartą porażkę w sezonie ponieśli dopiero po 41 wygranych.

Po dwóch kwartach meczu w Bostonie gospodarze przegrywali 41:45 i wbrew pozorom wcale nie zaczęli odrabiać strat - wręcz przeciwnie, Bobcats w czwartej kwarcie nie dali Celtics dojść bliżej niż na siedem punktów. 24 punkty dla przegranych zdobył Kevin Garnett.

W innych meczach NBA

W Atlancie miejscowi Hawks mieli spory powód do radości - po raz pierwszy od 2003 roku pokonały Cleveland Cavaliers. Pomimo 31 punktów LeBrona Jamesa Hawks wygrali 90:81.

35 punktów rzucił w środę Yao Ming, a jego Rockets pokonali 101:92 nowojorskich Knicks. To czwarta z rzędu wygrana zespołu z Teksasu, co jak na razie jest ich najlepszą serią w sezonie. Z trybun Madison Square Garden ostatnią kwartę musiał obejrzeć trener gości Isiah Thomas, który został wyrzucony z ławki rezerwowych po kłótni z sędzią.

Czwarte zwycięstwo z rzędu odnieśli także Los Angeles Lakers, rozbijając New Orleans Hornets 109:80. 19 punktów dla zwycięzców zdobył Kobe Bryant.

Z kolei Philadelphia 76ers przegrali 96:109 z Toronto Raptors - to piąte kolejna porażka 76ers. W drużynie z Kanady z dobrej strony pokazał się Anthony Parker, zdobywając 22 punkty i tym samym wyrównując swój rekord strzelecki sezonu.

Zespołową grą popisali się koszykarze Portland Trail Blazers, z których aż pięciu zanotowało dwucyfrowy wynik strzelecki w wygranym 109:91 meczu z Golden State Warriors. Gospodarzy do zwycięstwa nieoczekiwanie poprowadził Steve Blake, rzucając 24 punkty. Pomagali mu LaMarcus Aldridge (19 pkt), James Jones i Martell Webster (po 16) i Joel Przybilla (10 pkt, 10 zb.). Świetnie spisującemu się w tym sezonie Brandonowi Royowi zabrakło dwóch punktów, dwóch zbiórek i dwóch asyst do triple-double. W drużynie gości najlepiej spisał się Matt Barnes, zdobywając 14 punktów.

Miami Heat zaliczyło dziewiątą porażkę z rzędu, tym razem 92:98 z Milwaukee Bucks.

Tymczasem w Dallas Dirk Nowitzki zdobył 23 punkty, prowadząc Mavericks do piątego z rzędu zwycięstwa - tym razem 102:86 z Detroit Pistons.

Wyniki środowych meczów NBA:

Toronto Raptors - Philadelphia 76ers 109:96
Atlanta Hawks - Cleveland Cavaliers 90:81
Boston Celtics - Charlotte Bobcats 83:95
New Jersey Nets - Seattle SuperSonics 99:88
New York Knicks - Houston Rockets 92:101
Milwaukee Bucks - Miami Heat 98:92
New Orleans Hornets - Los Angeles Lakers 80:109
Dallas Mavericks - Detroit Pistons 102:86
Phoenix Suns - Indiana Pacers 129:122 (po dogrywce)
Portland Trail Blazers - Golden State Warriors 109:91
Los Angeles Clippers - Orlando Magic 106:113