sobota, 31 maja 2014

Niemiecki dziennik komentuje pogrzeb kontrowersyjnego generała

Nie­miec­ki dzien­nik, "Süddeut­sche Ze­itung" sko­men­to­wał po­grzeb ge­ne­ra­ła Woj­cie­cha Ja­ru­zel­skie­go. "Był kon­tro­wer­syj­ny i taki po­zo­sta­je także po śmier­ci - czy­ta­my. Uwa­dze ga­ze­ty nie uszedł in­cy­dent pod­czas uro­czy­sto­ści.

Wojciech Jaruzelski Foto: Reuters

Na Cmen­ta­rzu Woj­sko­wym na Po­wąz­kach odbył się po­grzeb gen. Woj­cie­cha Ja­ru­zel­skie­go. Na mszy ża­łob­nej zja­wi­li się trzej pre­zy­den­ci RP: Lech Wa­łę­sa, Alek­san­der Kwa­śniew­ski i Bro­ni­sław Ko­mo­row­ski.

REKLAMA

"Był kon­tro­wer­syj­ny i taki po­zo­sta­je także po śmier­ci - pisze o ge­ne­ra­le Woj­cie­chu Ja­ru­zel­skim mo­na­chij­ski dzien­nik "Süddeut­sche Ze­itung" (SZ). Au­to­ra stanu wo­jen­ne­go po­cho­wa­no z ho­no­ra­mi woj­sko­wy­mi, lecz "od­mó­wio­no mu - jak pod­kre­śla ga­ze­ta - ofi­cjal­ne­go po­grze­bu pań­stwo­we­go i ża­ło­by na­ro­do­wej. Po­nad­to jego po­grzeb stał się dla prze­ciw­ni­ków Ja­ru­zel­skie­go oka­zją, by po raz ostat­ni za­de­mon­stro­wać swoją nie­chęć wobec niego".

SZ za­zna­cza, że nie można było ocze­ki­wać in­ne­go sce­na­riu­sza w przy­pad­ku zmar­łe­go ge­ne­ra­ła, "któ­re­go śmierć w wieku 90 lat udo­wod­ni­ła po­now­nie, że Po­la­cy są po­dzie­le­ni w opi­niach. Py­ta­nie, czy i jak na­le­ża­ło­by po­cią­gnąć do od­po­wie­dzial­no­ści przy­wód­ców dyk­ta­tor­skie­go re­żi­mu, pod­grza­ło na­stro­je tuż po prze­ło­mie 1989 r. NSZZ So­li­dar­ność, de­cy­du­ją­cy pod­miot hi­sto­rycz­ne­go prze­ło­mu, zo­stał po­dzie­lo­ny w tej de­ba­cie i in­nych dys­ku­sjach na dwie czę­ści, które do dziś mają de­cy­du­ją­cy wpływ na wy­da­rze­nia po­li­tycz­ne w Pol­sce, tj. miej­ską klasę śred­nią, for­ma­cję zwró­co­ną w stro­nę UE, do któ­rej na­le­żą pre­mier Do­nald Tusk i dzien­ni­karz Adam Mich­nik, oraz obóz na­ro­do­wo-pa­trio­tycz­ny, za któ­rym stoi przy­wód­ca opo­zy­cji Ja­ro­sław Ka­czyń­ski" - pisze SZ.

W dal­szej czę­ści tek­stu dzien­nik ob­ja­śnia: "Do dziś Ka­czyń­ski i jego zwo­len­ni­cy biorą za złe stro­nie prze­ciw­nej, że byli przy­wód­cy ko­mu­ni­stycz­ni, tacy jak Ja­ru­zel­ski, nigdy nie mu­sie­li od­po­ku­to­wać za swoje czyny w wię­zie­niu. Także bier­ni uczest­ni­cy tam­tych wy­da­rzeń nie zo­sta­li prze­świe­tla­ni, jeśli cho­dzi o ich współ­pra­cę ze Służ­bą Bez­pie­czeń­stwa". Dzien­nik wska­zu­je na to, że "skrzy­dla­te słowa pre­mie­ra okre­su przej­ścio­we­go, Ta­de­usza Ma­zo­wiec­kie­go, słyn­na "gruba kre­ska", (…) po­zo­sta­ją nie­za­po­mnia­na do dziś".

SZ in­for­mu­je, że pod­czas uro­czy­sto­ści po­grze­bo­wych Mil­ler i Kwa­śniew­ski uzna­li Ja­ru­zel­skie­go za "wiel­kie­go Po­la­ka", który w 1981 r. wraz z wpro­wa­dze­niem stanu wo­jen­ne­go i za­ka­zem dzia­łal­no­ści So­li­dar­no­ści "za­po­biegł gor­sze­mu (czyli woj­nie do­mo­wej lub in­wa­zji so­wiec­kiej)". Za­słu­gą zmar­łe­go ge­ne­ra­ła jest - w opi­nii ga­ze­ty - rów­nież fakt, że w 1989 roku, wraz z usta­no­wie­niem słyn­ne­go Okrą­głe­go Stołu, razem z Le­chem Wa­łę­są "umoż­li­wił bez­kr­wa­we przej­ście od dyk­ta­tu­ry do de­mo­kra­cji". Dzien­nik pod­kre­śla, że "to ostat­nie uzna­ją rów­nież byli przy­wód­cy So­li­dar­no­ści; to pierw­sze, oczy­wi­ście, nie".

Pogrzeb gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Gwizdy i krzyki zgromadzonych
5:24 min
12
Pogrzeb gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Gwizdy i krzyki zgromadzonych - Podczas pogrzebu generała Wojciecha Jaruzelskiego doszło do głośnych protestów i incydentów. Ludzie gwizdali, krzyczeli. Protestujących nie powstrzymał nawet hymn Polski, podczas którego również było słychać krzyki. Ludzie skandowali: "precz z komuną", "czerwone świnie", "do Moskwy!" Decyzja ws. pochówku Jaruzelskiego na tym cmentarzu wywołała sprzeciw wśród niektórych środowisk prawicowych i kombatanckich. Wojciech Jaruzelski zmarł w niedzielę po długiej chorobie. Miał 90 lat. (RC) - TVP

(bp;JS)

piątek, 30 maja 2014

Dziś pogrzeb gen. Jaruzelskiego. Prawica zabierze różańce


Tomasz Urzykowski
30.05.2014 07:00
A A A Drukuj
Przygotowania do pogrzebu generała Wojciecha Jaruzelskiego na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach

Przygotowania do pogrzebu generała Wojciecha Jaruzelskiego na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach (Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta)

Na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach jest już przygotowany grób dla gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Znajduje się w sąsiedztwie kwater żołnierzy I Armii Wojska Polskiego, Armii Ludowej i działaczy Polskiej Partii Robotniczej. W piątek zostanie tu złożona urna z prochami generała.
Wokół przykrytego dywanem z trawy grobu jeszcze w czwartek porządkowano teren - przycinano gałęzie drzew, strzyżono trawniki, montowano monitoring.

Ceremonia rozpocznie się o godz. 14. Urna z prochami wystawiona zostanie kwadrans wcześniej przed domem pogrzebowym. Ceremonia będzie miała charakter świecki, państwowy, z honorową asystą wojska. Przemówi były prezydent Aleksander Kwaśniewski. Zgodnie z wolą rodziny pogrzeb poprzedzi msza. O godz. 11 w Katedrze Polowej WP przy ul. Długiej odprawi ją biskup polowy Józef Guzdek.

Praktycznie bezawaryjny
Napęd konwencjonalny to przeszłość!
#
Reklama BusinessClick
Grób generała znajduje się w kwaterze C6, w północno-wschodniej części cmentarza, na prawo od biegnącej przez środek nekropolii Alei Głównej. To rejon, w którym po wojnie chowano żołnierzy I Armii Wojska Polskiego, Armii Ludowej i działaczy komunistycznych. Od strony Alei Głównej stoją monumentalne sarkofagi Bolesława Bieruta i Juliana Marchlewskiego. Na ich tyłach ciągną się rzędy mogił żołnierzy I Armii WP poległych w okolicach Warszawy w 1944 i 1945 r. Kamienne krzyże na ich grobach mają formę wbitych w ziemię mieczy.

"Aleja zasłużonych" komunistów

Między żołnierzami I Armii WP pochowano członków Armii Ludowej. W sąsiedztwie tych kwater leżą wysocy oficerowie i dygnitarze z czasów PRL-u. Na wielu grobach nazwisko zmarłego poprzedzone jest słowem "Towarzysz". Komunistyczna elita ma tu swoją aleję zasłużonych. Pochowano przy niej m.in.: gen. Wsiewołoda Stażewskiego, szefa sztabu I Armii WP, gen. Aleksandra Kokoszyna, szefa PRL-owskich woskowych służb specjalnych, czy gen. Bolesława Kieniewicza, dowódcę Korpusu Bezpieczeństwa Publicznego. W osobnym miejscu - tuż za sarkofagiem Bieruta - spoczął gen. Zygmunt Berling, pierwszy dowódca I Armii WP.

Grób gen. Wojciecha Jaruzelskiego jest po przeciwnej stronie kwater wojskowych. Na miejsce pochówku generała wybrano trawnik obok mauzoleum działaczy Polskiej Partii Robotniczej z napisem: "Walczyli pod sztandarami PPR. Zginęli na szubienicach z rąk hitlerowców 16.10.1942 r.".

O pochowanie gen. Jaruzelskiego w tej kwaterze wystąpił Związek Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych. W liście do Hanny Gronkiewicz-Waltz kombatanci napisali: "Zmarły Generał, Wojciech Jaruzelski, przeszedł - wraz z nami i pochowanymi na Powązkach Kolegami - cały szlak bojowy I Armii Wojska Polskiego (...). Za bezprzykładne poświęcenie na liniach frontu został odznaczony Orderem Wojennym Virtuti Militari, dwukrotnie Krzyżem Walecznych i trzykrotnie medalem Zasłużony na Polu Chwały. (...) Jest polskim zwyczajem, by dowódcy - gdy przychodzi czas przejścia na wieczną wartę - spoczywali wraz ze swoimi Żołnierzami".

Prawica protestuje

Decyzję w sprawie pochówku generała na Wojskowych Powązkach skrytykował szef IPN Łukasz Kamiński. Na antenie RMF FM mówił, że ten cmentarz "to miejsce narodowych bohaterów, a nie komunistycznych dyktatorów". Przeciw pochówkowi Jaruzelskiego na Powązkach protestują środowiska prawicowe.

Konserwatywne stowarzyszenie Studenci dla Rzeczypospolitej zorganizowało na Facebooku akcję "NIE! dla pochówku Wojciecha Jaruzelskiego na Powązkach", która poparło do wczoraj ponad 30 tys. osób.

Poseł PiS Stanisław Pięta namawia na Twitterze do modlitewnej blokady pogrzebu: "Weźmy różaniec i pójdźmy na Powązki, uklęknijmy i niech ZOMO nas szarpie". Na Powązki wybierają się m.in. Solidarni 2010, wsławieni obroną krzyża przed Pałacem Prezydenckim.

Ks. Mokrzycki: gen. Jaruzelski świadomie poprosił o spowiedź. I dostał rozgrzeszenie


mig, PAP
30.05.2014 06:21
A A A Drukuj
Gen. Wojciech Jaruzelski w 2004 roku

Gen. Wojciech Jaruzelski w 2004 roku (Fot. Michał Mutor / AG)

- Około 13 dni przed ostatnim stadium choroby gen. Wojciech Jaruzelski w sposób świadomy, wolny, nie ulegając jakimkolwiek sugestiom czy naciskom, poprosił o spowiedź i ją odbył - poinformował proboszcz Katedry Polowej WP ks. płk Robert Mokrzycki. W oświadczeniu kapelan podkreślił, że generał "spełnił kanoniczne warunki, aby po długiej drodze znów do swego serca przyjąć Jezusa Chrystusa".
Ks. Mokrzycki podkreślił w oświadczeniu przesłanym PAP, że informacja o mszy św., która ma być dziś odprawiona w intencji gen. Jaruzelskiego, wywołała różnorodne pytania i wątpliwości. "W wielu z tych pytań artykułowane jest zdziwienie, dlaczego msza św. zostanie odprawiona w intencji zmarłego, który wielokrotnie publicznie deklarował swoją niewiarę, służył przez lata bezbożnemu, ateistycznemu systemowi ideologicznemu i politycznemu" - napisał proboszcz Katedry Polowej WP.

Dodał, że Kościół wobec ludzi pełni powinność modlitwy, szczególnie za zmarłych. "Odpowiada pozytywnie na prośbę żyjących, którzy proszą o wstawienniczą modlitwę za tych swoich bliskich, którzy przekroczyli próg wieczności. Rodzina gen. Jaruzelskiego o taką modlitwę poprosiła. Jej życzeniem było, aby Eucharystia w dniu pogrzebu została odprawiona w Katedrze Polowej, świątyni, gdzie na modlitwę gromadzą się żołnierze, a był nim przecież przez całe życie gen. Jaruzelski" - podkreślił ks. Mokrzycki.

Serwis klimatyzacji za 149 zł
Dobre samopoczucie wewnątrz już teraz.
#
Reklama BusinessClick
"W sposób świadomy, wolny poprosił o spowiedź"

Ksiądz podkreślił też, że generał w dzieciństwie otrzymał chrzest w Kościele katolickim. "Znamienia chrztu świętego nie wymazuje żaden grzech, odstępstwo od zasad wiary, usunięcie Chrystusa z przestrzeni swego życia" - zaznaczył proboszcz Katedry Polowej WP. Poinformował też, że podczas choroby gen. Jaruzelskiego, z inicjatywy grona jego przyjaciół, odprawiana była w Katedrze Polowej msza św. o łaskę Bożą dla niego i o zdrowie.

"Powiedzieć można, że okazała się łaska Boża. U schyłku swego życia, ok. 13 dni przed ostatnim stadium choroby, przebywający w szpitalu wojskowym przy ul. Szaserów gen. Jaruzelski w sposób świadomy, wolny, nie ulegając jakimkolwiek sugestiom czy naciskom, poprosił kapłana - kapelana Ordynariatu Polowego - o spowiedź, odbył ją, uzyskał rozgrzeszenie, wzbudził żal za grzechy. Spełnił tym samym kanoniczne warunki, aby po długiej drodze znów do swego serca przyjąć Jezusa Chrystusa - podkreślił proboszcz Katedry Polowej WP.

Trzech prezydentów

Msza św. w intencji gen. Jaruzelskiego zostanie odprawiona dziś o godz. 11 w Katedrze Polowej WP. Oprócz rodziny i kombatantów będzie w niej uczestniczyć prezydent Bronisław Komorowski, a także b. prezydent Lech Wałęsa. Uroczystości pogrzebowe na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach mają rozpocząć się o godz. 14 od pożegnania urny z prochami generała na placu przed domem pogrzebowym. Będzie obecna warta honorowa złożona z kombatantów oraz z żołnierzy WP. Potem urna - wraz z wojskową asystą honorową - zostanie odprowadzona do grobu w kwaterze I Armii WP. Nad grobem mowę pożegnalną ma wygłosić b. prezydent Aleksander Kwaśniewski.

wtorek, 6 maja 2014

UE sfinansuje ocieplenie naszych mieszkań


5.5.2014, , Źródło: Wydawnictwo Verlag Dashofer Sp. z o.o.

W latach 2014 – 2020 Polska otrzyma z Unii Europejskiej pieniądze, z których sfinansować będzie można termomodernizację budynków będących w zarządzaniu spółdzielni mieszkaniowych, wspólnot mieszkaniowych, a także osób prywatnych. Takie dane wynikają z planów podziału środków, które zostały zaproponowane przez każde województwo w ramach regionalnych programów operacyjnych (RPO).

Należy zaznaczyć, że w nowej unijnej perspektywie finansowej regiony na termomodernizację  i instalację odnawialnych źródeł energii przeznaczą 4,5 mld euro, czyli ok. 18,8 mld. zł. Najwięcej, bo 748 mln, czyli blisko jedna trzecia środków wpłynie do kasy województwa śląskiego. Są to dane uzyskane z Polskiej Zielonej Sieci.

Do tej pory spółdzielnie mieszkaniowe mogły korzystać z tych środków na instalacje odnawialnych źródeł energii czy termomodernizację własnej siedziby, ale nie na budynki mieszkalne, które są w ich zarządzaniu. Środki te mogły być przeznaczane wyłącznie na ocieplanie lub wymianę instalacji w budynkach użyteczności publicznej.

Na poprawę efektywności energetycznej budynków spółdzielnia lub wspólnota mogły wziąć kredyt komercyjny i wystąpić do Banku Gospodarstwa Krajowego o premię termomodernizacyjną (ale – jak zgodnie twierdzą spółdzielcy – pieniędzy na premie było zbyt mało) lub pozyskać wsparcie z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Obecnie na pewno łatwiej będzie zrealizować takie inwestycje dużym spółdzielniom, które dysponują wkładem własnym i odpowiednimi zabezpieczeniami. Popyt zależeć będzie od sposobu podziału tych środków. Ponieważ regionalne programy dopiero mają być negocjowane w Brukseli, na razie nie wiadomo, jaka część pieniędzy będzie stanowiła pomoc bezzwrotną, a jaka zwrotną. A biorąc pod uwagę potencjalną liczbę chętnych, ważny jest również sposób dystrybucji.

Dobry mechanizm zaproponowały władze Małopolski. Polega on na tym, że za formalności związane z aplikowaniem o europejskie środki odpowiedzialne będą samorządy, które następnie tę pomoc będą redystrybuować, zawierając z mieszkańcami odpowiednie umowy.

czwartek, 1 maja 2014

Kto otruł Krwawego Feliksa?


Historia Do Rzeczy | dodane 2014-04-30 (13:42) | 82 opinie
udostępnij
  AAA
Kto otruł Krwawego Feliksa?
Wikimedia Commons/RIA Novosti /

Polak, który stworzył zbrodniczą organizację odpowiedzialną za śmierć milionów niewinnych ludzi, wbrew legendzie nie był ascetycznym bojownikiem rewolucji. W przerwie między mordowaniem ludzi, szef Czeka lubił dobrze wypić i zjeść.


Ależ mnie denerwuje, kiedy ludzie nazywają Związek Sowiecki Rosją, a bolszewików Rosjanami! Oni nie byli żadnymi Rosjanami, ale stanowili międzynarodową organizację przestępczą. Weźmy rok 1917. Oczywiście wśród ludzi, którzy wzięli udział w puczu bolszewickim, byli etniczni Rosjanie, ale byli wśród nich, i Łotysze, i Niemcy, i Węgrzy, i Finowie, i Żydzi, i Gruzini. W żyłach samego Lenina płynęła krew chyba tuzina nacji.

Jednym z kluczowych działaczy bolszewickich był zaś Polak - Feliks Edmundowicz Dzierżyński. Jedna z najbardziej przerażających figur, jeden z największych masowych morderców w szeregach tej bandy zwyrodnialców. Nawet jak na zbrodnicze standardy panujące w tej organizacji Feliks zwany Krwawym mocno się wyróżniał. Był to człowiek sfanatyzowany i bezwzględny. Ma na rękach krew milionów niewinnych ludzi.

Dzierżyński założył Wszechrosyjską Komisję Nadzwyczajną do Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem, czyli czerezwyczajkę. W skład sowieckiej bezpieki weszli najwięksi sadyści i degeneraci, jacy znajdowali się na terenie kraju. Organizowali straszliwe przesłuchania, torturowali ludzi i prowadzili ich całymi tysiącami "pod stienku". Gdy Dzierżyński kierował tą instytucją, dokonała ona niemal całkowitej eksterminacji rosyjskiej arystokracji i klasy średniej. Wymordowała carski korpus oficerski, popów i wszelkich opozycjonistów.

To za jego czasów wprowadzono konwejer - czyli uporczywe pozbawianie snu - zrywanie paznokci i inne "niekonwencjonalne metody przesłuchań". To Dzierżyński wpakował do cel agentów-prowokatorów podających się za więźniów. On również ustalił zasadę, że fakty i prawdziwa wina nie mają żadnego znaczenia. Że znaczenie ma tylko przyznanie się do winy. A jak to przyznanie się do winy wyciągnie z aresztowanego oficer śledczy, to już jego sprawa.

Dzierżyński wprowadził w Związku Sowieckim powszechną inwigilację i powszechne donosicielstwo. Za jego czasów powstały obozy koncentracyjne. On wreszcie zapoczątkował powszechną szpiegomanię, tropienie rzekomych spisków obcych wywiadów. Oczywiście spiski były fikcyjne, ale w sprawach tych wyroki śmierci zapadały prawdziwe. Ofiarą Czeka mógł zostać każdy. Nikt w bolszewii nie mógł czuć się bezpieczny.

Jego następcy na stanowisku szefa bezpieki - której nazwa się bez przerwy zmieniała: WCzK, GPU, OGPU, NKWD, KGB - byli tylko jego pojętnymi uczniami. Bez Dzierżyńskiego nie było kolejnych zabójców: Mieńżyńskiego, Jagody, Jeżowa, a wreszcie Ławrientija Berii. To były jego dzieci.

Mściciel z kozią bródką

Feliks Dzierżyński w Krakowie, rok 1912

Feliks Dzierżyński w Krakowie, rok 1912 fot. Wikimedia Commons

Krwawy Feliks nie miał dla nikogo litości. Co ciekawe, propaganda lansowała go na całkowicie bezinteresownego bojownika rewolucji. Ascetę, który spał na żelaznym łóżku bez siennika, pił tylko wodę, jadł jedynie suchy chleb. Całkowicie zrezygnował z prywatnego życia i wyrzekł się wszelkich wygód w imię rewolucji. Przedstawiano go również zawsze w postrzępionym wojskowym szynelu. Tak naprawdę był tylko dobrym aktorem.

Rzeczywistość wyglądała bowiem zupełnie inaczej. Feliks Edmundowicz w wyniku rewolucji zagrabił w Petersburgu piękną willę należącą do jednego z największych milionerów epoki Mikołaja II. Był to wspaniały dom i szef Czeka opływał w luksusy. Lubił dobrze zjeść i wypić. Przedstawiające go rysunki i fotografie - wychudzona twarz, szczupła sylwetka - to też blaga. Dzierżyński obficie korzystał z przysługujących partyjnym bonzom dodatkowych racji żywnościowych. Pod koniec życia był tłusty, twarz miał nalaną. Noszenie przez niego szynela wojskowego było zaś zwykłą hucpą. Nigdy bowiem nie służył w żadnej armii. Był dekownikiem i mordercą zza biurka.

Także znany z propagandy komunistycznej motyw "mściciela z kozią bródką i płonącymi oczami" to farsa. Za cóż niby miał się mścić ten Dzierżyński? Za tych kilka pobytów w carskich więzieniach? Za te dwa czy trzy zesłania, podczas których obchodzono się z nim jak z jajkiem, wypłacano mu pensje i suto go karmiono? Bądźmy poważni. Reżim poczciwego Mikołaja II w porównaniu z krwawym piekłem, jakie zgotował Rosji Dzierżyński, jawi się jako najbardziej liberalny rząd świata.

Słyszałem kiedyś taką historię. Pewien Polak dostał się w tryby sowieckiej bezpieki. Wyglądało to typowo - najpierw męczące śledztwo: konwejer, bicie, wymuszanie zeznań. Potem wyrok i 10 lat straszliwego łagru. A tam straszliwy głód, odmrożenia, strażnicy-sadyści, wszy, rozpacz. Facet ledwo to wszystko przeżył, wrócił jako wrak człowieka do Warszawy. Tam pewnego razu wybrał się na wycieczkę do Cytadeli, byłego carskiego więzienia, w którym siedział m.in. Dzierżyński.

Oprowadzający go przewodnik rozwodził się nad potwornościami carskiego samodzierżawia, ale nagle przerwał, bo zobaczył, że ten człowiek płacze.

- Co się panu stało?

- O Boże, jak tu wspaniale. Jak w niebie.

Wróćmy jednak do naszego bohatera. Otóż gdy bolszewicy po raz pierwszy próbowali podbić Polskę - było to w roku 1920 - na rozkaz Lenina Dzierżyński został włączony do Polrewkomu Juliana Marchlewskiego. Czyli "rządu" polskiej republiki bolszewickiej, którą na Kremlu chciano utworzyć już wówczas. Gdyby wtedy pod Warszawą marszałek Piłsudski poniósł klęskę i znaleźlibyście się w łapskach Krwawego Feliksa, doszłoby do rzezi. Reżim Dzierżyńskiego byłby znacznie, znacznie bardziej krwawy niż reżim Bieruta po roku 1944, gdy wreszcie Sowietom udało się was podbić. Dzierżyński urządziłby już wówczas swoim rodakom wielki Katyń.

Gorszy niż Bierut

Rola Dzierżyńskiego w roku 1920 w ogóle jest dość paradoksalna. Otóż bolszewicy wkraczając wówczas do Polski, na sztandarach mieli hasła wyzwoleńcze (jak zawsze). Zapewniali, że nie mają nic przeciwko polskim chłopom. Że przyszli ich tylko wyzwolić spod rządów "obszarników-krwiopijców". Problem w tym, że sam Dzierżyński był "obszarnikiem"! Pochodził z rodziny szlacheckiej, urodził się w majątku Dzierżynowo w powiecie oszmiańskim na Wileńszczyźnie.

Zdecydowanie nie było na świecie większych hipokrytów niż przywódcy totalitarnych reżimów. Jest taki stary dowcip o brunatnych pobratymcach Feliksa. Prawdziwy niemiecki Aryjczyk powinien być blondynem, jak Hitler. Powinien być wysoki jak Goebbels i wysportowany jak Göring. Podobnie było z bolszewikami. Gdy oni wmawiali społeczeństu, że musi znosić wyrzeczenia i głodować w imię rewolucji, sami zajadali się kawiorem.

Feliks Dzierżyński zmarł nagle w lipcu 1926 r. Miał wówczas zaledwie 49 lat, ale doznał raptownego ataku. Zwalił się na ziemię i wyzionął ducha. Czy w tej śmierci było coś podejrzanego? Czy możliwe jest to, że został otruty? Oczywiście dowodów na to nie ma, nie przeprowadzono w tej sprawie żadnego śledztwa. Ja jednak byłbym niezwykle zdziwiony, gdyby Dzierżyński zmarł z powodów naturalnych.

To był rok 1926. A więc rok, gdy Józef Stalin coraz wyraźniej przejmował władzę absolutną w Sowietach po śmierci Lenina. Dzierżyński bez wątpienia stanowił dla niego poważne zagrożenie. Raz, że był bardzo silną osobowością, jednym z kluczowych - obok Lenina i Trockiego - przywódców rewolucji. Dwa, że stał na czele bezpieki, czyli drugiej po partii komunistycznej najpotężniejszej organizacji w ZSRS.

Stalin tymczasem panicznie bał się, że kiedyś bezpieka wymknie mu się spod kontroli i przejmie władzę. Dlatego mordował jej wszystkich kolejnych szefów. Zamordował Jagodę i zastąpił go Jeżowem. Gdy Jeżow wykonał swoje krwawe zadanie, zamordował i jego, zastępując go Berią. Wreszcie w roku 1953 usiłował wyeliminować Berię, ale tym razem to szef NKWD okazał się sprytniejszy. Wyeliminowany został Stalin.

Spójrzmy zresztą na statystyki. Mam pod ręką następujące zestawienie: w roku 1936 było w Sowietach 41 komisarzy bezpieczeństwa państwowego. Jeden komisarz generalny - Jagoda. Został zabity. Siedmiu komisarzy pierwszego stopnia - zabito wszystkich. 13 komisarzy drugiego stopnia - stracono 11, jednego zastrzelono w trakcie aresztowania, a jednego w gabinecie Jeżowa. Było wreszcie 20 komisarzy trzeciej rangi. Spośród nich stracono 15, jeden uciekł do Mandżurii, a trzech popełniło "samobójstwo". Z 41 zabito więc 39. A tych dwóch którzy przetrwali, aresztowano i zabito po śmierci Stalina.

Gdybym więc miał stawiać jakieś pieniądze, powiedziałbym: to Stalin wykończył Dzierżyńskiego.

Wiktor Suworow, Historia do Rzeczy