Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LIGI PIŁKARSKIE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LIGI PIŁKARSKIE. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 maja 2011

Ekstraklasa. Polonia B. - Lech 1:2. Tylko cud może już uratować bytomian

mariw
2011-05-25, ostatnia aktualizacja 2011-05-25 21:14

25.05.2011, godzina 19:00

Polonia Bytom

Bramki:Marcin Radzewicz(90.)
1
2
  • 01P1

Sędzia: Paweł Pskit (Łódź)

Lech Poznań

14. kolejka. Lech - Polonia B. 1:0. Michał Hanek i Sergiej Kriwiec
14. kolejka. Lech - Polonia B. 1:0. Michał Hanek i Sergiej Kriwiec
Fot. Piotr Skórnicki / Agencja G

Bytomianie zagrali z Lechem bardzo ambitnie, szczególnie od momentu, gdy czerwoną kartkę w drugiej połowie obejrzał Adrian Chomiuk. Cóż z tego, skoro po stronie grających na pół gwizdka rywali była gigantyczna przewaga umiejętności. Polonia przed ostatnią kolejką wylądowała na ostatnim miejscu w tabeli i jej szanse na utrzymanie się w Ekstraklasie są minimalne.

Pierwszą połowę Lech rozegrał tak naprawdę na pół gwizdka. Cóż z tego, skoro poznańscy piłkarze indywidualnymi umiejętnościami tłamszą gospodarzy. Zawodnikom Polonii nie można było odmówić ambicji w grze, ale momentami w ich grze widać było braki w podstawowym wyszkoleniu. Najlepszym tego przykładem może być sytuacja po której Jakub Wilk zdobył bramkę. Skrzydłowy Lecha uderzył z rzutu wolnego w samo okienko, ale Seweryn Kiełpin w niesamowity sposób zdołał uchronić swój zespół przed stratą bramki. Cóż z tego, skoro piłkę we własnym polu karnym przepuściło kilku jego partnerów, ta znów trafiła do Wilka i tym razem bramkarz gospodarzy był już bez szans.

Druga część meczu to już zupełnie inny obraz gry. Wpuszczony po przerwie na boisko David Kobylik uporządkował grę i Polonia zaczęła dominować. Cóż z tego, skoro po kilku minutach Adrian Chomiuk pociągnął za koszulkę wychodzącego sam na sam Mateusza Możdżenia i został wyrzucony z boiska.

Co ciekawe, przewaga bytomian od tego momentu... wzrosła. Lech zaczął wybijać piłkę na oślep i miał problemy z wymianą kilku podań. Wszystko zmieniło się w 80. minucie po pojawieniu się na boisku Semira Stilicia. W swojej pierwszej akcji zagrał zewnętrzną częścią stopy na lewą stronę do Luisa Henriqueza, ten dośrodkował w pole karne i Bośniak strzałem głową pokonuje Kiełpina. Szkoda, że prawdopodobnie w przyszłym sezonie nie zobaczymy już Stilicia na naszych boiskach.

Dziesięć minut później równie piękną akcję przeprowadzili gospodarze. Na lewej stronie kapitalną klepkę, przesuwając się przy tym w pole karne Lecha, rozegrali Kobylik, Barcik i Radzewicz. Gol tego ostatniego niewiele jednak zmienił. Polonia jest czerwoną latarnią ligi, a w niedzielę jedzie na Łazienkowską zmierzyć się z Legią. Ciężko będzie utrzymać Ekstraklasę w Bytomiu.

Arka Gdynia - Legia Warszawa 2:5

mcd
2011-05-25, ostatnia aktualizacja 2011-05-25 21:43

25.05.2011, godzina 19:00

Arka Gdynia

2
5
  • 01P2

Sędzia: Włodzimierz Bartos (Łódź)

Legia Warszawa

Legia Warszawa - Arka Gdynia
Legia Warszawa - Arka Gdynia
Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Czerwona kartka Mateusza Sieberta w pierwszej połowie. W 62. min Legia prowadziła już 4:0. Nadzieję w serca kibiców Arki tchnął Maciej Szmatiuk, który pomiędzy 68. a 70. min strzelił dwie bramki. Kontuzje sprawiły, że gdynianie kończyli mecz w ośmiu, a Legia wykorzystała to bez skrupułów. Arka jest więc w strefie spadkowej.

niedziela, 22 maja 2011

Liga hiszpańska. Pożegnanie Dudka, rekord Ronaldo

Rozmawiał Robert Błoński
2011-05-22, ostatnia aktualizacja 2011-05-22 20:42
Jerzy Dudek żegna się z kolegami
Jerzy Dudek żegna się z kolegami
Fot. Paul White AP

Na następne tak piękne i chwytające za gardło pożegnanie polskiego piłkarza poczekamy długo - mówi Mirosław Trzeciak, były reprezentant Polski, który pracuje w IV-ligowym CD Iruna, filii Osasuny Pampeluna

Gdy w 78. minucie meczu z Almerią bramkarz schodził z boiska, jego koledzy utworzyli szpaler. Dudka oklaskiwali Xabi Alonso, z którym grał jeszcze w Liverpoolu, Ronaldo, Pepe, na koniec uściskał go trener José Mourinho. Portugalczyk pracował z 38-letnim Polakiem rok, chwalił go za profesjonalizm i pracowitość. - Zabrakło mi słów. Nie spodziewałem się takiego pożegnania - powiedział Dudek, który w Madrycie spędził cztery sezony. Zagrał w 12 spotkaniach, zdobył mistrzostwo i Puchar Hiszpanii. W czerwcu kończy się mu kontrakt z Realem.

Wygrany 8:1 mecz z Almerią był także wyjątkowy dla Cristiana Ronaldo. Portugalski napastnik strzelił 39. i 40. gola w sezonie i pobił rekord Telmo Zarry oraz Hugo Sáncheza, którzy strzelili po 38 goli. W 54. meczach we wszystkich rozgrywkach w tym sezonie Ronaldo zdobył 53 bramki i pobił klubowy rekord Ferenca Puskása z sezonu 1959/60. Węgier uzbierał jednak 49 goli w ledwie 38 meczach.

Robert Błoński: W ten sposób w Hiszpanii żegna się piłkarzy odchodzących z klubu?

Mirosław Trzeciak: Nie wszystkich. Szpaleru, jaki zrobili piłkarze Realu w sobotę, nie widziałem tu nigdy. Widać, że Jurek był szanowany w szatni. Szybko stał się kimś wyjątkowym, dlatego pożegnano go z takimi honorami. W Polsce postrzegano go jako rezerwowego, który w Realu nie ma wpływu na nic, ale w Madrycie - szczególnie młodzi gracze - patrzyli w niego jak w obrazek. Podziwiali jego podejście do treningów i obowiązków. Zawodnicy przychodzący z Anglii trenują z większym zaangażowaniem od tych, którzy ćwiczą w Hiszpanii. On musiał im imponować.

Jurek wiele osiągnął w futbolu, a to jest bardzo ważne w Madrycie. Nie wiem, czy piłkarzowi, który nie wygrał Ligi Mistrzów, urządzono by taki spektakl. Forma pożegnania świadczy o tym, jak bardzo José Mourinho sfamiliaryzował zespół. Na zewnątrz wizerunek Realu jest szorstki, w środku atmosfera zupełnie inna. Mourinho walczy z całym światem, ale szatnia jest wolna od problemów. To ma być grupa wspierających się ludzi. Rezerwowi żyją meczem tak samo jak pierwsza jedenastka.

Dlatego tak fetowali Jurka?

- To była podniosła chwila. Odchodził ktoś bardzo ważny. Nie przekładało się to na jego grę, ale zespół tworzy się podczas treningów i w szatni, a nie w trakcie meczu. Dla Mourinho najważniejsza są właśnie szatnia i trening. Mecz to wisienka na torcie, wypadkowa tego, co dzieje się w tygodniu.
Na czym mogła polegać wyjątkowość Dudka w szatni?

- Jeśli przynajmniej 90 proc. zawodników kadry zespołu nie trenuje na najwyższym poziomie, to nie ma rywalizacji. A wtedy trudno, żeby gracze z podstawowej jedenastki byli w optymalnej formie fizycznej i psychicznej. W każdej drużynie musi być grupa doświadczonych zawodników, nawet walczących o miejsce w składzie, którzy motywują resztę. Ciągle przypominają młodszym, jaka jest ich rola, znaczenie i gra w Realu. Jak ważny jest każdy trening.

Dudek szybko stał się takim zawodnikiem.

- Kiedy trafił do Realu, miał status gwiazdy. Przychodził z Liverpoolu, dla którego wygrał Champions League. Sprowadzono go jako godny zaufania autorytet. Trudno było ściągnąć bramkarza, który rywalizowałby z Casillasem, bo to niemożliwe. Real wziął bramkarza z gwarancją. Było wiadomo, że będzie grał mało, ale jak wejdzie między słupki, to się nie spali psychicznie, pokieruje zespołem, ustawi obronę, a reszta będzie go słuchać. Jego doświadczenie powodowało, że mógł zwrócić uwagę każdemu zawodnikowi. Dlatego pożegnanie Jurka to dla nas powód do dumy. Polska piłka tak mało dostarcza radości, satysfakcji i wzruszeń, a na jego przykładzie widać, że gdzieś nas szanują i cenią. Takie chwile są poruszające.

Skoro tak go szanowali, to czemu nie został na kolejny rok?

- Uznali, że rezerwowi dojrzeli, by zająć jego miejsce. Adan dał gwarancję, że na dwa-trzy mecze w sezonie - trudno mi sobie wyobrazić, żeby Casillas pozwoli mu grać więcej - jest w stanie zastąpić kapitana Realu i reprezentacji Hiszpanii. To naturalna decyzja, wcześniej Jurek dostawał co roku nowy kontrakt, bo zastępcy nie byli gotowi. W Madrycie muszą mieć pewność, że drugi bramkarz - kiedy już zagra - ze zdenerwowania nie wypuści piłki z rąk przy pierwszej interwencji.

A co pan powie tym, którzy twierdzą, że sportowo Dudek stracił cztery lata, gniotąc ławkę rezerwowych Realu?

- Tak może mówić tylko frustrat, który nie zna się na sporcie. Każdy człowiek z ambicjami powie, że zazdrości Jurkowi. On tylko wygrał na pobycie w Realu z najlepszymi piłkarzami i trenerami świata.

Co mu dały te cztery lata?

- Kontakty i ogromną wiedzę. Ma gigantyczną mądrość, przeżył to, do czego naprawdę niewielu ma dostęp. Odchodzi w dobrym momencie, kiedy wszyscy są jednomyślni i nawiązała się harmonia między kibicami a zespołem. Barcelona jest wielką drzazgą w organizmie Realu, ale w Madrycie wszyscy wierzą, że zespół Mourinho dopadnie rywali. A my długo będziemy czekać na kolejne takie pożegnanie polskiego piłkarza.

Widzisz Dudka teraz jako zawodnika czy już jako dyrektora sportowego albo prezesa?

- Chyba jeszcze ma ochotę na grę. Teraz bramkarze są długowieczni.

NBA. Nieudana pogoń Thunder, Mavs prowadzą 2-1

Michał Owczarek
2011-05-22, ostatnia aktualizacja 2011-05-22 08:24

22.05.2011, godzina 03:00

Oklahoma City Thunder

Pierwsza piątka:
Durant 24, Ibaka 9, Perkins 4, Sefolosha 4, Westbroork 30
Inni:
Harden 7, Collison 9, Maynor, Cook
87
93
  • 314 Kw23
  • 203 Kw18
  • 242 Kw25
  • 121 Kw27

Dallas Mavericks

Pierwsza piątka:
Marion 18, Nowitzki 18, Chandler 8, Stevenson 8, Kidd 13
Inni:
Stojaković 7, Terry 13, Haywood 4, Barea 4
Dallas Mavericks
Dallas Mavericks
Fot. Eric Gay AP

Dirk Nowitzki celnymi rzutami w ostatnich pięciu minutach powstrzymał szaleńczą pogoń Oklahoma City Thunder, którzy odrabiali 23-punktową stratę z pierwszej połowy. Dallas Mavericks wygrali na wyjeździe 93:87 i objęli prowadzenie w finale Konferencji Zachodniej (2-1).

To pierwszy mecz w serii z Thunder, który Mavs wygrali obroną. W dwóch pierwszych rundach radzili sobie przyzwoicie w defensywnie, ani Blazers, ani Lakers nie byli w stanie rzucić im w jednym meczu więcej niż 96 punktów. Thunder w obu meczach w Dallas zdobyli ponad 100 punktów, w sobotę zostali zatrzymani.

Mavericks bronili, zwłaszcza w pierwszej kwarcie, tak jak do tej pory tego nie robili - twardo, agresywnie, a przy tym unikali nadmiernej liczby fauli. Dobrze kryli strzelców z dystansu (Thunder trafili tylko jeden na 17 rzutów za trzy), Kevin Durant długo nie mógł sobie znaleźć miejsca na parkiecie. Lider zespołu z Oklahoma City spudłował wszystkie rzuty z dystansu, rzucał na niskiej skuteczności (7/22), nie radził sobie z podążającym z nim jak cień Shawnem Marionem.

Thunder w pierwszej kwarcie zdobyli zaledwie 12 punktów trafiając tylko cztery z 17 rzutów z gry. Na początku drugiej kwarty po punktach spod kosza Brendana Haywooda Mavs osiągnęli najwyższą, 23-punktową przewagę w meczu. Goście wykorzystywali to, że Thunder podwajali Dirka Nowitzkiego. Niemiec nie miał łatwego życia, rzadko miał choć centymetr wolnego miejsca, często do pomocy przy kryciu dochodził drugi zawodnik - wtedy Nowitzki albo odgrywał do wchodzącego pod kosz zawodnika albo oddawał na obwód. Mavs świetnie dzielili się piłkę i trafiali z czystych pozycji. Stąd ich wysoka przewaga w pierwszej połowie.

Thunder nie złożyli broni. Po przerwie zaczęli grać agresywniej. Częściej piłkę w swoje ręce brał Russell Westbrook i indywidualnymi akcjami próbował skruszyć mur z Dallas. Na początku czwartej kwarty wykorzystując swoją szybkość, skoczność i cały repertuar zagrać ofensywnych pociągnął Thunder. Gospodarze zmniejszyli straty z 23 punktów (na początku drugiej kwarty) do sześciu na 5:35 przed końcem meczu.

Na 24 sekundy przed końcem Thunder mieli już tylko cztery punkty straty, ale bezbłędni z linii rzutów wolnych Nowitzki i Jason Terry nie pozwolili rywalom zbliżyć się na mniej. Dwaj weterani w zasadzie uratowali zwycięstwo Mavs w meczu numer trzy. Niemiec, który przez cały mecz nie radził sobie z obroną Thunder, a zwłaszcza z Nickiem Collisonem, w ostatnich pięciu minutach trafił trzy niesłychanie ważne rzuty, a w czwartej kwarcie zdobył 10 ze swoich 18 punktów. Terry w ostatnich 12 minutach meczu zdobył sześć punktów (z 13).

18 punktów rzucił Nowitzki, tyle samo miał Shawn Marion. Bardzo dobrze pod koszami grał Tyson Chandler. Niezbyt widoczny w ataku środkowy Mavs rzucił osiem punktów, ale miał aż 15 zbiórek. Po 13 punktów dorzucili Terry i Jason Kidd.

W Thunder najskuteczniejszy był Westbrook (30 punktów), 24 punkty zdobył Kevin Durant, ale dwójce liderów zabrakło wsparcia zawodników drugiego planu i skuteczności. James Harden po dobry meczu numer dwa, teraz pudłował (siedem punktów, dziewięć zbiórek), a cały zespół gospodarzy rzucał ze skutecznością zaledwie 36,5 procent (Mavs 43,9).

Mavericks odzyskali przewagę własnego parkietu. Co więcej, było to ich czwarte zwycięstwo z rzędu w hali rywala w tegorocznym play-off. Po trzech meczach prowadzą w serii do czterech zwycięstw 2-1 i są bliżej awansu do finału NBA. Spotkanie numer cztery w nocy z poniedziałku na wtorek polskiego czasu. Początek o godz. 3, transmisja w Canal+ Sport.

Na wschodzie w rywalizacji Bulls z Heat po dwóch meczach w Chicago jest remis 1-1. Teraz rywalizacja przenosi się na dwa spotkania do Miami, pierwsze z nich w nocy z niedzieli na sobotę polskiego czasu. Początek meczu numer trzy o godz. 2:30, transmisja w Canal+ Sport.

Piłkarze Schalke 04 Gelsenkirchen zdobyli Puchar Niemiec

borzech, PAP
2011-05-21, ostatnia aktualizacja 2011-05-21 22:37
Piłkarze Schalke cieszą się z Pucharu Niemiec
Piłkarze Schalke cieszą się z Pucharu Niemiec
Fot. KAI PFAFFENBACH REUTERS

Piłkarze Schalke 04 Gelsenkirchen zdobyli po raz piaty w historii Puchar Niemiec. W finale na Stadionie Olimpijskim w Berlinie pokonali drugoligowy MSV Duisburg 5:0 (3:0).

Bohaterem spotkania, które obejrzało ponad 75 tys. kibiców, był zdobywca dwóch bramek Klaas-Jan Huntelaar. Holender wpisał się na listę strzelców w 22. i 70. minucie meczu.

Gole dla Schalke strzelili również 17-letni pomocnik Julian Draxler w 18., obrońca Benedikt Hoewedes w 42. oraz Hiszpan Jose Manuel Jurado w 55. minucie.


To pierwsze trofeum w sezonie drużyny z Gelsenkirchen, która w Bundeslidze spisała się słabo, zajmując dopiero 14. miejsce. Zespół dotarł jednak też do półfinału Ligi Mistrzów, gdzie wyeliminował go Manchester United (0:2 i 1:4).

Piłkarski Puchar Niemiec rozgrywany jest od 1935 roku. Pierwszym triumfatorem była drużyna FC Nuernberg. W poprzednim sezonie trofeum wywalczył Bayern Monachium, który jest najbardziej utytułowanym klubem w tych rozgrywkach - 15 zwycięstw. Sześć sukcesów ma w dorobku Werder Brema, a pięć - Schalke 04.

Ekstraklasa. Legia pokonała mistrzowską Wisłę 2:0

borzech
2011-05-21, ostatnia aktualizacja 2011-05-21 18:18

21.05.2011, godzina 15:45

Legia Warszawa

2
0
  • 11P0

Sędzia: Paweł Gil (Lublin)

Wisła Kraków

Legia Warszawa
Legia Warszawa
Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Wisła Kraków, która tydzień temu zdobyła swój trzynasty tytuł w historii, przegrała w Warszawie z Legią 0:2. Dla drużyny Macieja Skorży to bardzo istotne trzy punkty, gdyż pozwalają utrzymać kontakt z Jagiellonią Białystok i przedłużyć nadzieję na wicemistrzostwo kraju.

W pierwszej połowie Legia miała przewagę, a piłkę do siatki skierował nawet Michał Kucharczyk. Napastnik Legii, który strzelał głową był jednak na spalonym w momencie podania ze skrzydła. Doskonałej sytuacji na zdobycie bramki przed przerwą zmarnowała jednak Wisła. Stojąc pięć metrów przed bramką w piłkę czysto nie zdołał trafić Cwetan Genkow, który powinien wykończyć podanie od Patryka Małeckiego.

Tuż przed przerwą doszło do bardzo kontrowersyjnej sytuacji, gdy sędzia podyktował rzut karny dla gospodarzy. Z biegnącym za piłką Miroslavem Radoviciem zderzył się bramkarz Wisły Sergei Pareiko, który na dodatek został ukarany czerwoną kartką. "Jedenastkę" wykorzystał Alejandro Cabral, którego strzału o mało co nie obronił zmiennik Milan Jovanić.

Zobacz jak Cabral strzela z karnego >

Legia już na początku drugiej połowy mogła podwyższyć wynik, jednak tuż po przerwie sytuacji sam na sam nie wykorzystał Kucharczyk. Wisła z kolei nie wykazywała zbytniej konsekwencji w ataku i w efekcie nie była w stanie wyrównać. Wynik meczu ustalił już w doliczonym czasie gry Sebastian Szałachowski, który na lewym skrzydle minął Osmana Chaveza i po wbiegnięciu w pole karne strzałem z ostrego kąta pokonał bramkarza gości.

Primera Division. Real - Almeria 8:1, ostatni mecz Dudka

borzech
2011-05-21, ostatnia aktualizacja 2011-05-21 23:27

21.05.2011, godzina 20:00

Real Madryt

Bramki:
Ronaldo (4., 77.), Adebayor (31., 52., 73.), Benzema (48., 63.), Joselu (87.)
Kartki:
Xabi Alonso - żółta
Skład:
Dudek (78. Jesus) - Ramos, Pepe, Albiol, Arbeloa - Xabi Alonso, Oezil, Kaka (61. Granero) - Ronaldo, Adebayor, Benzema (84. Joselu)
8
1
  • 62 Poł0
  • 21 Poł1

Almeria

Bramki:
Kalu Uche (33.)
Kartki:
Juanma Ortiz - żółta
Skład:
Esteban - Juanma Ortiz, Pellerano (84. Jose Ortiz), Carlos Garcia, Silva - Bernardello, Corona - Crusat (62. Vargas), Luna, Piatti - Kalu Uche (82. Goitom)
Fot. Paul White AP

Real Madryt w ostatnim meczu sezonu rozgromił u siebie ostatnią w tabeli Almerię 8:1. Hat-tricka w tym spotkaniu zaliczył Emmanuel Adebayor, a dla Jerzego Dudka był to ostatni mecz w barwach "Królewskich".

Odśwież
"Królewscy" znokautowali gości, aplikując im po przerwie aż sześć bramek. W pierwszej połowie Almeria zdołała jedynie odpowiedzieć na trafienie Emmanuela Adebayora, gdy Jerzego Dudka pokonał z najbliższej odległości były piłkarz Wisły Kraków - Kalu Uche.

Oprócz reprezentanta Togo w pierwszej połowie do siatki trafił też Cristiano Ronaldo, a prawdziwy festiwal bramek obejrzeli kibice w drugiej części spotkania. Hat-tricka zaliczył Adebayor, a Ronaldo strzelił swojego drugiego gola, będącego jednocześnie jego czterdziestym trafieniem w tym sezonie.

Dwa razy bramkarza gości pokonał także Karim Benzema, a wynik spotkania ustalił młodziutki Joselu, który wykończył podanie Ronaldo trzy minuty po swoim wejściu na boisko.

Mecz ten był ostatnim w barwach Realu dla Jerzego Dudka, który na dwanaście minut przed końcem opuścił boisko. Przy owacji na stojąco kibiców skandujących imię Polaka, zszedł z murawy w wyjątkowy sposób. Piłkarze Realu utworzyli szpaler przy linii bocznej, podczas gdy Dudek przeszedł między nimi, żegnając się z każdym z nich.



Tak relacjonowaliśmy na żywo:


90. min. Koniec meczu, w którym Real wręcz zdemolował Almerię. Dudek zagrał swój ostatni mecz, jednak nie miał zbyt wiele okazji do wykazania się swoimi umiejętnościami


87. min. Gooool dla Realu!! Joselu, który trzy minuty wcześniej pojawił się na boisku pewnie wykańcza podanie z lewego skrzydła od Ronaldo. Prawdziwy pogrom na Bernabeu... 8:1


81. min. Adebayor fantastycznie przymierza, jednak piłka odbija się od poprzeczki. Dobija Ronaldo i trafia do siatki, jednak sędzia odgwizduje spalonego


78. min. Po chwili boisko opuszcza Dudek, którego piłkarze Realu żegnają w wyjątkowy sposób. Utworzyli szpaler przy linii bocznej, podczas gdy Polak przeszedł między nimi przybijając z wszystkimi "piątki". Dudka zmienia Jesus


77. min. Ronaldo pogrąża gości. Czterdziesty gol Portugalczyka w sezonie, niesamowity rekord Primera Division


73. min. Real nokautuje gości!!! Rzut rożny z lewej strony boiska, a głową piłkę do siatki kieruje Adebayor. Hat-trick napastnika z Togo!!!!!


69. min. Real mógł podwyższyć, ale strzał Sergio Ramosa głową z najbliższej odległości broni fantastycznie Esteban


63. min. Benzema podwyższa na 5:1!!!! Piłkarze Realu wymieniają między sobą piłkę jak na treningu i na koniec Ronaldo podaje na wolne pole do Benzemy. Ten nie miał najmniejszych problemów ze skierowaniem piłki do siatki


59. min. Dośrodkowanie z prawego skrzydła autorstwa Benzemy, a przy biernej postawie obrońców strzał głową oddaje Ronaldo. Piłka uderzona jednak zbyt słabo i przechodzi obok bramki


52. min. Za chwilę na 4:1 podwyższa jednak Adebayor! Strzał Ronaldo odbija się od słupka, ale w dobrym miejscu znalazł się piłkarz z Togo.


50. min. Wrzutka na pole karne do Adebayora zakończona podaniem do Ronaldo. Ten ma mnóstwo miejsca na oddanie strzału. Tym razem jednak niecelnie.


48. min. Benzema przecisnął się przez gąszcz obrońców Almerii. Po stracie piłki przez Ronaldo dopadł do niej Benzema i upokorzył defensorów rywali. Na krótkim dystansie minął czterech piłkarzy gości i oddał celny strzał w długi rąk, podwyższając na 3:1.


46. min. Zaczynamy drugą połowę.


45. min. +1 Koniec pierwszej połowy na Santiago Bernabeu


36. min. Benzema bliski podwyższenia wyniku. Po dośrodkowaniu od Ronaldo wbiegający w środek pola karnego Benzema mocno uderzył piłkę. Opuszkami palców sięgnął ją Estaban, wybijając ponad poprzeczkę.


33. min. Gol dla Almerii!! Dośrodkowanie z lewej strony w pole karne, a tam znalazł się były piłkarz Wisły Kraków Kalu Uche. Nigeryjczyk z najbliższej odległości wbija piłkę do bramki obok bezradnego Dudka. Polak nie ponosi jednak winy za tego gola, gdyż zagapili się obrońcy


31. min. Real powiększa prowadzenie. Podanie z głębi pola do Adebayora, a ten bez większych problemów posyła piłkę obok bramkarza do siatki


29. min. Adebayor wbiega w pole karne z lewej strony, ale jego strzał pewnie broni Esteban


22. min. Znów okazja dla Ronaldo, gdy piłkę z prawej strony zagrywa mu Benzema. Portugalczyk za daleko wypuścił sobie jednak futbolówkę i z ostrego kąta nie zdołał pokonać bramkarza rywali


19. min. Kolejna kontra Realu, tym razem z dystansu strzela mocno Benzema, ale piłka po jego uderzeniu szybuje wysoko nad poprzeczką i leci w trybuny


15. min. Mesut Oezil szarżuje na bramkę gości, ale jego strzał zablokowany przez obrońcę i piłkę wychodzi na róg


12. min. Goście wyraźnie bez wiary w sukces. Dośrodkowanie z prawego skrzydła bez wiary i obrońca wybija piłkę na rzut rożny. Ten także bez zagrożenia dla bramki Dudka


4. min. Real na prowadzeniu!!!! 39. gol Ronaldo w sezonie. Rzut wolny z lewego skrzydła, Sergio Ramos zgrywa głową na przeciwległy słupek, a tam piłkę z najbliższej odległości wbija do bramki Portugalczyk


1. min. Już w pierwszej minucie Dudek miał okazję wykazać się swoimi umiejętnościami. Strzelał Albert Crusat, a Polak broni koniuszkami palców


20:02 Pożegnanie Jerzego Dudka - dostał od prezesa proporczyk i figurkę z brązu przedstawiającą dwóch piłkarzy


20:01 Obie jedenastki już na murawie, tymczasem tenor śpiewa hymn "Królewskich"

wtorek, 30 listopada 2010

"Karząca dłoń Barcelony", "Barca skatowała ekipę Mourinho"


wyb. jp

2010-11-30

PRZEGLĄD PRASY. Polska prasa po poniedziałkowym Gran Derbi nie pozostawia suchej nitki na ekipie z Madrytu. "Po jednej stronie była magia, po drugiej tylko wściekła bezradność" - napisała Rzeczpospolita. Z kolei dziennik Polska The Times określiła mecz na szczycie Primera Division jako "kopanie leżących", a Przegląd Sportowy uważa, że "Mourinho powinien spalić się ze wstydu".

Przeczytaj relację Sport.pl z Gran Derbi »

Rzeczpospolita

Dziennik określa porażkę Realu 0:5 jako "odebranie złudzeń": - Barcelona zabrała Realowi prowadzenie w lidze, zabrała miano niepokonanego we wszelkich rozgrywkach tego sezonu, rozwiała złudzenia, że między wielkimi ligi hiszpańskiej zapanowała znowu równowaga sił.

Rzeczpospolita przedstawia niepowodzenie Królewskich w El Classico, jako osobistą klęskę ich trenera, Jose Mourinho: - Stracił na Camp Nou dużo więcej. On już w Realu spokoju nie zazna, a na pewno nie w tym sezonie. Choćby wygrał Ligę Mistrzów, a nawet rewanż z Baceloną, co zresztą nie byłoby takie zaskakujące, znając moc tego trenera w meczach u siebie. Bezsilności na Camp Nou i tak nikt mu nie zapomni.

- Chciałoby się, żeby ten mecz kojarzył się z bramkami, twórczym transem Barcelony, "la manitą": wyciągniętą dłonią i pokazywanymi na palcach rozmiarami zwycięstwa. Ale mocniej zapadną nam w pamięć sceny walki i kłótni - zauważyła Rzeczpospolita, przypominając liczne przepychanki z udziałem piłkarzy obu drużyn.

Polska The Times

Artykuł o Gran Derbi rozpoczyna się od słów: - Tego chyba się nikt nie spodziewał. Miało być starcie gigantów, a zobaczyliśmy kopanie leżących. Barcelona robiła i upokorzyła Real Madryt, którego piłkarze musieli przełknąć pierwszą porażkę od chwili, gdy trenuje ich słynny Jose Mourinho.

Dziennikarze Polski przypomieli, że poniedziałkowa porażka na Camp Nou, była szóstą w karierze portugalskiego szkoleniowca. - Nie zmieniły się również statystyki Mourinho, który choć eliminował w Lidze Mistrzów Barcę, to jednak jeszcze nigdy nie wygrał na jej obiekcie, choć próbował w sumie pięć razy. Szósta próba miała być udana.[...] W starciu z rozpędzoną jak pociąg Barceloną misternie zbudowana przez Portugalczyka konstrukcja runęła jak domek z kart.

Przegląd Sportowy

Zdaniem Przeglądu Sportowego Jose Mourinho, po tym meczu "powinien spalić się ze wstydu": - Miał poprowadzić Real do triumfu na Camp Nou, a został brutalnie upokorzony. - tak podsumowali pierwsze Gran Derbi w Królewskich Portugalczyka.

Samo spotkanie określają jako "pojedynek akcji z reakcją": - Mieliśmy tę nową jakość futbolu posuniętą do formy ekstremalnej. Budowanie wielokondygnacyjnych futbolowych konstrukcji kontra próba ich burzenia, wydostania się z uścisku Blaugrany.

A co z kartką dla Pepa Guardioli?

Szok w Katalonii. FC Barcelona - Real Madryt 5-0


2010-11-29 20:45:04
fotTo były Wielkie Derby Europy, ale w wykonaniu tylko jednego zespołu. FC Barcelona rozgromiła Real Madryt 5-0 i pokazała, że na naszej planecie jest piłkarskim tworem najbliższym doskonałości. Jose Mourinho poniósł najbardziej dotkliwą klęskę w swojej dotychczasowej trenerskiej karierze.

Gran Derbi Europa doskonale rozpoczęła Barcelona. "Barca" od pierwszego gwizdka arbitra rzuciła się do frontalnego ataku, próbując narzucić Realowi swój styl gry. "Królewscy" próbowali przeszkadzać Katalończykom, ale wychodziło z tego bardzo niewiele.

Już w 7. minucie spotkania dał o sobie znać Leo Messi. Argentyński geniusz lekkim lobem próbował zaskoczyć Ikera Casillasa i był o krok od powodzenia. Kopnął jednak piłkę minimalnie za mocno i ta ostatecznie trafiła w spojenie słupka z poprzeczką.

To było ostrzeżenie dla Realu i - mimo, że nie minęło jeszcze 10 minut gry - okazało się, że ostatnie. Po chwili Andres Iniesta cudownie posłał piłkę do Xaviego, a rozgrywający Dumy Katalonii wpadł w pole karne i precyzyjnym strzałem pokonał Casillasa.

Real już po pierwszej bramce był w szoku, a niespełna 10 minut później "Barca" wyprowadziła drugi cios! Tym razem Iniesta przerzucił piłkę na lewą stronę boiska, skąd zaatakował David Villa. Kupiony przed sezonem z Valencii gwiazdor ograł Sergio Ramosa, podał wzdłuż linii końcowej boiska do Pedro, a ten ostatni dołożył tylko nogę i z najbliższej odległości pokonał bezradnego Casillasa.

Real nie potrafił odpowiedzieć na doskonałą grę Barcelony, a kolejnym piłkarzom puszczały nerwy. Najpierw Cristiano Ronaldo odepchnął próbującego przytrzymać piłkę Pepa Guardiolę, a po chwili Ricardo Carvalho barkiem pchnął "krasnala" Messiego w twarz. Argentyńczyk niespecjalnie ucierpiał, za to pokazał, że gdy zajdzie taka potrzeba potrafi być dobrym aktorem!

Najlepszą okazję do zdobycia kontaktowej bramki miał Real w 36. minucie spotkania. Piłkę 30 metrów od bramki Victora Valdesa ustawił Ronaldo i w swoim stylu przymierzył ponad murem piłkarzy Barcelony. Do szczęścia zabrakło Portugalczykowi ledwie kilkudziesięciu centymetrów!

Od początku drugiej połowy Jose Mourinho wpuścił na boisko Lassanę Diarrę. Francuz ani przez moment nie grał jednak lepiej niż Mesut Oezil, za którego został wprowadzony. Diarra nie potrafił zorganizować dobrze gry Realu w obronie, a Barcelona tego wieczoru bezwzględnie to wykorzystywała.

Po godzinie gry jasne było, że to Gran Derbi zakończy się dla Realu klęską. Obie bramki były efektem fenomenalnej gry duetu Messi - Villa. Argentyńczyk dwa razy rewelacyjnie podał do "El Guaje", a ten nie miał problemów z pokonaniem Casillasa. Obrona Realu grała nerwowo i popełniała błąd za błędem. Ricardo Carvalho odbijały się czkawką słowa, że woli grać przeciwko Leo Messiemu, niż grającemu w Athletic Bilbao Fernando Llorente.

Drużyna Mourinho po stracie czwartej bramki posypała się już kompletnie i do samego końca spotkania skupiła się wyłącznie na wyrażaniu swojej bezsilności ostrymi faulami. Nerwów na wodzy nie potrafił utrzymać zwłaszcza Sergio Ramos, który na sekundy przed końcem meczu wyleciał z boiska za brutalne wejście w nogi Messiego.

Wtedy było już jednak 5-0 i prawdę mówiąc trudno dziwić się frustracji Ramosa. Moment wcześniej ani on, ani żaden z jego kolegów z obrony nie potrafił przeciąć podania Bojana Krkicia do Jeffrena, które ten ostatni zamienił na bramkę.

To były Wielkie Derby Europy, ale w wykonaniu tylko jednego zespołu. FC Barcelona pokazała, że na naszej planecie jest piłkarskim tworem najbliższym doskonałości, a Realowi paradoksalnie nigdy jeszcze nie brakowało do "Blaugrany" aż tyle.

Jose Mourinho poniósł najbardziej dotkliwą klęskę w swojej dotychczasowej trenerskiej karierze i teraz zarówno przed nim, jak i przed jego zespołem mnóstwo pracy, by uwierzyć w to, że z "Barcą" można w ogóle podjąć walkę.

Trudno uwierzyć w to, że drużyna grająca tak pięknie, jak Duma Katalonii może być dla rywali tak okrutnie bezwzględna!

FC Barcelona - Real Madryt 5-0 (2-0)

Bramki:

1-0 Xavi (11.)

2-0 Pedro (19.)

3-0 Villa (56.)

4-0 Villa (59.)

5-0 Jeffren (90.)

FC Barcelona: Victor Valdes - Dani Alves, Gerard Pique, Carles Puyol, Eric Abidal - Andres Iniesta, Xavi (87. Seydou Keita), Sergio Busquets - Pedro Rodriguez (87. Jeffren Suarez), Leo Messi, David Villa.

Real Madryt: Iker Casillas - Sergio Ramos, Pepe, Ricardo Carvalho, Marcelo (60. Alvaro Arbeloa) - Xabi Alonso, Sami Khedira - Cristiano Ronaldo, Mesut Oezil (46. Lass Diarra), Angel Di Maria - Karim Benzema.

Sędzia: Iturralde Gonzalez

niedziela, 28 listopada 2010

Świat rozdarty na pół między Real a Barcelonę


2010-11-28 10:01:35
fot"Byłoby głupotą sprowadzać Gran Derbi do pojedynku Messiego ze mną" - mówi Cristiano Ronaldo. Portugalczyk ma rację, obok laureatów dwóch ostatnich edycji "Złotej Piłki", w Barcelonie i Realu jest przecież 13 mistrzów świata.

Pięć meczów, 450 minut na boisku przeciwko Barcelonie i Cristiano Ronaldo wciąż nie wie, jak czuje się ktoś, kto pokonał Victora Valdesa. To zadziwiające jak na piłkarza, który w 54 spotkaniach w Realu Madryt trafił do siatki aż 51 razy. "Nie mam żadnej obsesji Barcelony" - zastrzega, ale i tak nikt mu nie wierzy. Na niewiele ponad dobę przed Gran Derbi Portugalczyk mówi o meczu z Katalończykami jak o jednym z wielu w drodze po mistrzostwo Hiszpanii, i to najlepszy dowód, jak bardzo stara się ukryć emocje.

Obsesja Messiego?

O całkiem inną obsesję można podejrzewać Leo Messiego. On Ikera Casillasa pokonał w ośmiu meczach siedem razy. Zadebiutował w Gran Derbi w listopadzie 2005 roku, kiedy fani z Santiago Bernabeu owacją na stojąco pożegnali jego wielkiego idola Ronaldinho. W marcu 2007 roku Leo zagrał pierwszy klasyk na Camp Nou zdobywając hat-tricka (3-3).

Co więc może martwić Argentyńczyka? Na przykład to, że choć w 49 spotkaniach Champions League trafił do siatki aż 31 razy, nigdy nie udało mu się to przeciw drużynie prowadzonej przez Jose Mourinho. Kiedy przypomniano mu o tym przed rewanżem z Interem w półfinale ostatniej edycji Champions League odpowiedział z uśmiechem: "Czyli jest na to najwyższy czas". Tamto spotkanie było jednak siódmym potwierdzającym regułę smutną dla Argentyńczyka.

Koledzy Messiego z Barcelony śmieją się słysząc takie rozważania. "Leo nie może mieć żadnych obsesji, bo kompletnie ignoruje statystyki" - mówią. Jego gole, mecze, zwycięstwa i trofea zliczają dziennikarze i kibice, sam 23-letni piłkarz traktuje je ponoć nonszalancko nie mając do futbolowej buchalterii ani głowy, ani serca.

Ronaldo też raczej nie drży ze strachu przed katalońską parą stoperów Carles Puyol - Gerard Pique. To fakt, że powstrzymali go w kilku ważnych meczach (finał LM w 2009, lub 1/8 finał MŚ w RPA), ale w ostatnim towarzyskim spotkaniu Portugalia - Hiszpania robił z nimi, co chciał.

Higuain groźniejszy niż Ronaldo?

Pep Guardiola i Jose Mourinho obiecują, że podczas Gran Derbi nie będzie specjalnych planów przeciw Ronaldo i Messiemu. Trener Barcy bardziej obawia się nawet strzeleckiego instynktu Gonzala Higuaina. Ronaldo jest wciąż aktywny: biega, kiwa, walczy i strzela - łatwiej mieć go pod kontrolą niż Argentyńczyka, który "przesypia" mecz, by dwa razy znienacka się ocknąć i go rozstrzygnąć.

Mourinho z kolei - ceniąc klasę Messiego -co najmniej na równi z nim stawia Xaviego i Iniestę. Zdaniem Portugalczyka to dwaj hiszpańscy pomocnicy sprawiają, że Argentyńczyk może być tak skuteczny.

Tegoroczne Gran Derbi zapowiada się porywająco ze względu na pojedynek trenerów, liderów drużyn, ale też 13 mistrzów świata w kadrach obu zespołów. Bohaterem może być Pedro, czy Busquets - czyli piłkarze uchodzący w Barcelonie za drugoplanowych, lub nawet Albiol i Arbeloa - złoci medaliści z RPA, których Mourinho sadza na ławce dla rezerwowych. Przy takiej konstelacji gwiazd w obu klubach każdego piłkarza stać na dokonanie czegoś niezwykłego.

"Zachowujecie się, jakby to miał być koniec świata" - powiedział do dziennikarzy zdumiony Pep Guardiola podczas jednej z konferencji przed Gran Derbi. Napięcie przed najważniejszym wydarzeniem w ligowej piłce narasta z każdą chwilą. Hiszpańskie media emocjonują się jakby w poniedziałek czekał ich finał mistrzostw świata. Tymczasem w praktyce ten mecz o niczym nie rozstrzygnie. "Nikt nie zdobywa tytułu w listopadzie" - przypomina David Villa. "Nawet, gdybyśmy przegrali, będziemy mieli do Barcy tylko dwa punkty straty i nikt nie powie, że mistrzostwo przepadło" - dodaje Marcelo.

Skończone dzieło Mourinho?

Praktyczna waga spotkania rzeczywiście nie jest największa, ale obie drużyny grają o coś od strony emocjonalnej bardzo istotnego. Gdyby po czterech porażkach z drużyną Pepa Guardioli Real zdobył na Camp Nou choć punkt, byłoby to ostatecznym dowodem, że dzieło Mourinho jest niemal skończone. Przez sześć ostatnich lat klub z Madrytu zrobił bardzo dużo, by nadwerężyć prestiż najlepszej drużyny świata XX wieku (sześć kolejnych porażek w 1/8 finału LM). W tym samym czasie Katalończycy przeszli drogę w przeciwną stronę - Międzynarodowe Stowarzyszenie Historyków i Statystyków Futbolu (IFFHS) uznało właśnie Barcę za najlepszy klub mijającej dekady. Stawiając jej czoła zespół z Madrytu dałby sygnał całej Europie, że wraca do gry.

Swoją wagę mają też zadawnione konflikty. Mecze Realu z Barceloną nigdy nie będą zwykłym kopaniem piłki przez 22 ludzi. Hiszpanie są świadomi siły oddziaływania za granicą rywalizacji ich największych klubów. Jeden z felietonistów "Sportu" zauważa, że w poniedziałek Katalonia będzie mogła sprzedać światu bezcenną reklamówkę. Być może nawet bardziej nośną niż film Woody'ego Allena: "Vicky Cristina Barcelona" - sławiący uroki stolicy regionu.

Ten sam felietonista "Sportu" opisuje wizytę w swojej redakcji kolegi z telewizji Al Jazeera, który przyleciał do Barcelony kilka dni wcześniej, by relacjonować atmosferę wokół hiszpańskiego klasyku. Korespondent z Kataru mówił mu, że w samolocie do Barcelony leciał tłum szejków chcących przeżyć ten niezwykły mecz z trybun. To tylko przykład dowodzący, które wydarzenie będzie w poniedziałek w centrum uwagi świata. Azja, Afryka, Ameryka, Australia z Oceanią i przede wszystkim Europa będą śledziły tę piłkarską wojnę jakby dotyczyła ona ludzi im bliskich.

Zapowiada się nadzwyczajny mecz

Ze sportowego punktu widzenia mecz też zapowiada się nadzwyczajnie. W kilku poprzednich latach starcia Realu z Barceloną miały zwykle wyraźnego faworyta. Najpierw w czasach galaktycznych był nim Real, potem drużyna Franka Rijkaarda z Ronaldinho, która popadła w kryzys w 2007 roku. Cztery ostatnie klasyki zdominował zespół Pepa Guardioli, w tym czasie Real przeżywał duże kłopoty. Teraz oba zespoły wydają się być u szczytu formy. Wygrały swoje grupy w Champions League, w lidze mają za sobą pasmo zwycięstw, w ostatniej kolejce wbiły rywalom w sumie 13 goli.

"Mówicie, że Barca wygrała z Almerią 8-0" - odpowiadał dziennikarzom Cristiano Ronaldo po wygranej Realu z Athletikiem Bilbao "zaledwie" 5-1. "Zobaczymy, czy nam też wlepi osiem" - ironizował. "Wystarczy nam 1-0" - powiedział potem skromnie Bojan Krkic. "Niech wygra lepszy, a lepszy jest Real" - stwierdził Portugalczyk. "Szanse są 50-50, choć przypominam, że to my gramy u siebie" - dodał Carles Puyol. Premier Zapatero stawia rzecz jasna na Barcę, tenisista Rafael Nadal, który awansował właśnie do finału Masters trzyma kciuki za Real. Jutro rozdarta na pół będzie nie tylko Hiszpania, ale większa część mieszkańców planety Ziemia.

niedziela, 16 maja 2010

Ekstraklasa. Jacek Zieliński: Zadanie wykonane!

Not. Radosław Nawrot, Poznań
2010-05-15, ostatnia aktualizacja 2010-05-16 11:21
Radość kibiców Lecha
Radość kibiców Lecha

"Panie prezesie, zadanie wykonane" - takimi słowami zwrócił się do władz Lecha Poznań trener Jacek Zieliński po zdobyciu mistrzostwa Polski. Lech wygrał w ostatnim meczu z Zagłębiem Lubin 2:0 i zdetronizował Wisłę Kraków.

Jacek Zieliński
Fot. Kuba Atys / AG
Jacek Zieliński
Specjalny serwis o Lechu Poznań »

Po przeciętnym meczu Lech pokonał 2:0 Zagłębie Lubin. Poznaniacy przypieczętowali tym samym mistrzostwo Polski, Robert Lewandowski zaś, osiemnastym golem w sezonie, przypieczętował tytuł króla strzelców Ekstraklasy. Wszystkie wyniki sobotnich meczów Ekstraklasy znajdziesz tutaj.

Radość w Poznaniu. Wypowiedzi:

- Klęska w Pucharze Polski w Stalowej Woli to był najważniejszy moment tego sezonu - stwierdził trener Jacek Zieliński na konferencji po mistrzowskim meczu z Zagłębiem Lubin. - To było straszne. Nawet nie wiecie, jak bardzo boli mnie tamta porażka. Żeby to wiedzieć, musielibyście znać relacje między Stalową Wola a Tarnobrzegiem - dodał szkoleniowiec, który właśnie z Tarnobrzega pochodzi i delegacja z tego miasta specjalnie przyjechała w sobotę do Poznania, by mu pogratulować.

- Bolały mnie reakcje kibiców, bolały mnie reakcje prasy. Tam jednak właśnie, w Stalowej Woli coś się w zespole pozytywnego zmieniło - ciągnął Zieliński..- Ważne było wotum zaufania właściciela klubu i dzięki temu przez 8 miesięcy od Stalowej Woli wykonaliśmy prace, której efekty dziś mamy.

Zieliński przyznał, że to jego największy sukces życiowy, który trudno porównać do czegokolwiek w jego życiu. - Trzy razy byliśmy w tym sezonie liderem. Raptem trzy razy na 30 kolejek. Wisła Kraków była liderem przez 24 kolejki, ale piłka jest okrutna.

Trener Lecha przypomniał też dziennikarzom, że w przytłaczającej większości nie wierzyli w sukces Lecha po remisie 0:0 z Wisłą w Krakowie. - A jednak remis okazał się korzystny. Teraz czas uderzyć się w piersi, bo nawet nie zdajecie sobie sprawy, ile z kolei ja mam życzliwości do dziennikarzy - powiedział.

- Przyszedł czas na radość i święto, ale i ono ma swoje granice. O godz. 8 w niedzielę jedziemy bowiem na mistrzowska galę do Warszawy - stwierdził.

Zagłębie gratuluje:

Trener Zagłębia Lubin Marek Bajor, który przez trzy lata pracował w Lechu jako asystent Franciszka Smudy, pogratulował kibicom i piłkarzom Lecha. - Myślę, że i my z trenerem Smudą dołożyliśmy do tego sukcesu jakąś mała cegiełkę - powiedział. Zapytany, dlaczego im się nie udało sięgnąć po tytuł, odrzekł: - Zabrakło nam czasu. Gdybyśmy pracowali tu jeszcze rok, może to my cieszylibyśmy się z mistrzostwa.

- Teraz Lech powinien myśleć o przyszłości, o pucharach. Musi wzmocnić zespół2-3 solidnymi piłkarzami - dodał.

Robert Lewandowski królem strzelców:

Strzelając 18 goli zawodnik Lecha Poznań, Robert Lewandowski został królem strzelców polskiej ekstraklasy w sezonie 2009/10. Młody napastnik Kolejorza zdobywając bramkę w meczu z Zagłębiem Lubin najprawdopodobniej pożegnał się z ligą, bo dużo mówi się o jego transferze do Bundesligi - czytaj tutaj.

niedziela, 22 listopada 2009

Premier League. Tottenham gromi, pięć bramek Defoe

tka
Tottenham pokonał Wigan 9:1 w meczu trzynastej kolejki Premier League. Bohaterem meczu został Jermain Defoe, zdobywca pięciu bramek.
Zobacz pięć bramek Defoe na Z Czuba.tv »

Wynik szokuje tym bardziej, że do przerwy Tottenham prowadził skromnie 1:0 po bramce Petera Croucha. W drugiej odsłonie na boisku odbył się pogrom. Klasą dla siebie był Jeramin Defoe. Napastnik, wciąż walczący o miejsce w składzie Anglii na Mistrzostwa Świata aż pięciokrotnie pokonał Chrisa Kirklanda. Przypomnijmy, że to właśnie Kirkland rywalizował swego czasu z Jerzym Dudkiem o miejsce w bramce Liverpoolu.

Defoe wpisał się na listę strzelców kolejno w 51, 54, 58, 69 i 87 minucie. Pięć bramek to zaledwie o jedno trafienie mniej niż zdobył w pierwszych 12 kolejkach sezonu.

Patent Defoe, historyczna porażka Wigan


Co ciekawe, Defoe ma wyjątkowe szczęście do pokonywania bramkarzy Wigan. W poprzednich pięciu meczach z tym klubem trafił czterokrotnie.

Dla Wigan była to z kolei najwyższa porażka ligowa. Wymazała ze statystyk wynik 1:6 z meczu z Bristol Rovers z 1990 roku. W dwóch ostatnich meczach wyjazdowych podopieczni Roberto Martineza stracili aż 13 bramek.

Porażka Arsenalu, łatwa wygrana Chelsea


Kanonierzy, którzy wygrali sześć z siedmiu ostatnich ligowych meczów, tym razem musieli uznać wyższość zaskakująco dobrze spisującego się w tym sezonie Sunderlandu, przegrywając 0:1. Chelsea pokonała 4:0 Wolverhampton, » a debiut zaliczył Gael Kakuta.

Specjalny serwis. Wszystko o Premier League »


22.11.2009, godzina 16:00

Tottenham

Bramki:

Crouch (9.), Defoe (51., 54., 58., 69., 87.), Lennon (64.), Kirkland (88. - sam.), Kranjcar (90.)

Kartki:

Kranjcar - żółta

Skład:

Gomes - Corluka, M. Dawson, Woodgate, Assou-Ekotto (81. Bassong) - Lennon (79. Bentley), Huddlestone, Palacios (84. Jenas), Kranjcar - Defoe, Crouch
9
1
  • 82 Poł1
  • 11 Poł0

Wigan

Bramki:

Scharner (57.)

Kartki:

-

Skład:

Kirkland - Melchiot (86. W.-H. Cho), Boyce, Bramble, Edman - Thomas (67. Jordi Gomez), Diame - N'Zogbia, Scharner, Rodallega - Scotland