wtorek, 31 marca 2009

Przykład – jak wypełnić CIT-8 i składane razem z zeznaniem załączniki

Marcin Madej , Marcin Sidelnik 07-02-2008, ostatnia aktualizacja 07-02-2008 06:18

Firma Przykładowa sp. z o.o. (dalej spółka) jest częścią międzynarodowego koncernu Przykładowy Inc. Ma siedzibę w Polsce i jest podatnikiem podatku dochodowego od osób prawnych.

Prowadzi działalność produkcyjną towarów A. Sprzedaje je zarówno w kraju, jak i za granicą. Dodatkowo posiada zagraniczny oddział w kraju Unii Europejskiej (spółkę zależną, w której ma 100 proc. udziałów). Co roku otrzymuje z niej dywidendę. W ramach pomocniczej działalności spółka świadczy usługi zarządcze oraz księgowe dla swojej spółki zależnej. W ramach prowadzonej działalności spółka kupuje materiały oraz usługi niezbędne do produkcji towaru A. Dodatkowo nabywa od innych spółek należących do Przykładowy Inc. usługi zarządcze, badania rynku oraz reklamy.

Spółka została założona w 2005 r. Rokiem podatkowym jest w niej rok kalendarzowy. W 2005 oraz 2006 r. spółka poniosła straty podatkowe odpowiednio w wysokości 1 500 000 zł oraz 780 000 zł.

W 2007 r. spółka odnotowała następujące wyniki

Spółka do 31 marca 2008 r. musi sporządzić i złożyć roczne zeznanie podatkowe za rok 2007.

DEKLARACJA CIT-8

Wskazane w tabeli transakcje trzeba ująć w deklaracji CIT-8. W nawiasach umieściliśmy numery pozycji w deklaracji, w których powinny znaleźć się odpowiednie wielkości.

Po uzupełnieniu danych na pierwszej stronie deklaracji [poz. 1 – 19], spółka powinna określić podatkowy charakter przychodów i kosztów zarejestrowanych w 2007 r. Wyniki takiej operacji prezentujemy w kol. 4 przykładu.

W kolejnym etapie kalkulacji podatku trzeba określić podział w przychodach podatkowych osiągniętych w 2007 r. w zakresie ujętym w deklaracji CIT-8. Spółka powinna przede wszystkim podzielić przychody i odpowiadające im koszty ich uzyskania według następujących kryteriów:

- przychody osiągane ze źródeł położonych na terytorium Polski oraz związane z nimi koszty,

- przychody ze źródeł przychodów położonych poza terytorium kraju (obejmujące typy transakcji wymienione w art. 21 ustawy o CIT oraz zyski z udziału w osobach prawnych) oraz związane z nimi koszty,

- przychody ze źródeł przychodów położonych poza terytorium kraju (inne) oraz związane z nimi koszty.

W ramach pierwszej kategorii przychodów oraz kosztów spółka uzyskała następujące wyniki:

[poz. 27] Przychody: 6 862 700 zł (suma poz. P1, P2, P3, P8, P9, P11, P12)

[poz. 31] Koszty: 5 390 000 zł (suma poz. K2, K5, K7, K11, K12, K13, K14, K15, K16, K20, K21, K25)

Jednocześnie osiąga przychody poza granicami kraju ze świadczenia usług zarządczych oraz księgowych na rzecz swojej spółki zależnej. Dodatkowo uzyskuje dywidendę z zysków spółki zależnej. W rezultacie, w zakresie drugiej kategorii przychodów, osiągnęła następujące wyniki:

[poz. 28] Przychody: 2 550 000 zł (suma poz. P4, P14)

[poz. 32] Koszty: 160 000 zł (suma poz. K3, K19)

Spółka nie uzyskuje innych przychodów poza granicami Polski [w poz. 29 oraz poz. 33], wpisuje zatem zero.

Ponieważ część wskazanych operacji przeprowadzona była z podmiotami powiązanymi i kwoty tych transakcji przekraczają progi określone w art. 9a ust. 2 ustawy o CIT, spółka powinna potwierdzić obowiązek posiadania dokumentacji cen transferowych [poz. 21].

Po zsumowaniu odpowiednich wielkości przychodów i kosztów spółka może określić dochód/stratę podatkową w ten sposób, że od osiągniętych łącznie przychodów (9 412 700 zł) [poz. 30] odejmuje poniesione łączne koszty ich uzyskania (5 550 000 zł) [poz. 34]. Spółka osiągnęła dochód podatkowy w wysokości 3 862 700 zł [poz. 35 oraz poz. 38].

W 2007 r. spółka osiągnęła 2 000 000 zł dochodów wolnych od opodatkowania. Kwotę tę wykazuje w poz. 40 deklaracji CIT-8, przenosząc ją z odpowiedniej pozycji CIT-8/O (szczegóły związane z tą kwotą podajemy w przykładzie dotyczącym wypełnienia tej deklaracji – patrz dalej).

Jednocześnie spółka może odliczyć od dochodu 1 260 000 zł [poz. 41] (szczegóły dotyczące tej kwoty podajemy w przykładzie dotyczącym deklaracji CIT-8/O). Ponieważ spółka nie korzysta z odliczeń z tytułu wydatków inwestycyjnych, kwota dochodów wolnych od opodatkowania oraz odliczeń wynosi 3 260 000 zł [poz. 43].

W tej sytuacji podstawa opodatkowania wyniesie 602 700 zł [poz. 44]. Spółka nie korzysta z odliczeń z tytułu wydatków na nabycie nowych technologii. Zakres jej działalności nie wpływa na zwiększenie podstawy opodatkowania [poz. 47 – 50]. Ostatecznie więc podstawa opodatkowania w poz. 51 wynosi 602 700 zł. Zgodnie z art. 19 ustawy o CIT stawka podatku dochodowego w 2007 r. wynosiła 19 proc. [poz. 53]. Mając to na uwadze, kwota podatku obliczona jako iloczyn podstawy opodatkowania oraz stawki podatku wynosi 114 513 zł [poz. 54].

Jednocześnie, w poz. 55, spółka ujmuje podatek, jaki został potrącony przez płatnika podatku dochodowego za granicą, w związku z osiąganymi tam przychodami (55 000 zł).

Po przeprowadzeniu tych operacji podatek należny za 2007 r. wynosi 59 513 zł [poz. 56].

Spółka uwzględnia w poz. 59 – 70 kwoty zaliczek należnych na podatek dochodowy za poszczególne miesiące 2007 r. W poz. 82 ujmowana jest suma zaliczek w wysokości 125 000 zł.

W kolejnych poz. 92 – 93 spółka zamieszcza informację o różnicy między podatkiem należnym a zaliczkami należnymi w ciągu roku podatkowego. W poz. 93 wpisuje 65 487 zł, co odpowiada różnicy między kwotą wykazaną jako zaliczki należne a faktycznie należnym podatkiem za rok 2007.

Ponieważ spółka dokonywała wpłat zaliczek równym zaliczkom należnym, wykazuje nadpłatę w podatku w wysokości 65 487 zł [poz. 96].

Spółka nie ma innych zobowiązań podatkowych, zatem w poz. 97 – 100 wpisuje zero.

Ostatnim etapem sporządzenia deklaracji jest uzupełnienie danych osoby odpowiedzialnej za jej sporządzenie (imię i nazwisko) oraz uzyskanie stosownych pieczątek i podpisów osób uprawnionych do zarządzania jednostką [poz. 101 – 104].

Wzór CIT-8

DEKLARACJA CIT-8/O

Spółka ma obowiązek załączenia do rocznego zeznania podatkowego deklaracji CIT-8/O, obejmującej informację o odliczeniach od dochodu i od podatku oraz o dochodach wolnych i zwolnionych z podatku.

W sekcji B1 spółka wykazuje 2 000 000 zł [poz. 17] związane z otrzymaniem dywidendy od spółki zależnej mającej siedzibę w kraju członkowskim Unii Europejskiej.

Zgodnie bowiem z treścią art. 20 ust. 3 dywidenda taka jest zwolniona w Polsce z opodatkowania. Kwota ta jest przenoszona do zeznania rocznego CIT-8 do poz. 40.

W sekcji B.2 deklaracji spółka może wykazać dane dotyczące odliczenia od dochodu strat osiągniętych w poprzednich latach podatkowych. W sumie może odliczyć 1 140 000 zł [poz. 41]. Możliwość obniżenia dochodu o wysokość poniesionych strat wynika z art. 7 ust. 5 ustawy o CIT.

Spółka wykazuje też darowiznę przekazaną na rzecz organizacji pożytku publicznego na realizację jej celów statutowych (zgodnie z art. 18 ustawy o CIT). Warto pamiętać, że przepisy zakazują odliczenia od dochodu darowizny przekazanej dla osoby fizycznej. Darowizny odliczane od dochodu wykazywane są w sekcji B.3 deklaracji.

Spółka nie korzysta z odliczeń z tytułu wydatków inwestycyjnych oraz nie nabywa nowych technologii. W rezultacie w poz. 50 – 53 wpisuje zero.

W poz. 54 wykazuje podatek dochodowy potrącony za granicą, związany z otrzymywanymi z zagranicy płatnościami, podlegający odliczeniu od podatku. W tym wypadku płatności dotyczą należności związanych ze świadczeniem przez spółkę usług zarządczych i księgowych na rzecz spółki zależnej (przyjmujemy, że umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania przewiduje w tym wypadku 10-proc. podatek u źródła oraz metodę kredytu jako metodę unikania podwójnego opodatkowania obowiązującą polską spółkę). Aby wyznaczyć prawidłową wartość podatku potrąconego za granicą, jaki spółka może odliczyć, zgodnie z art. 20 ust. 1 ustawy, oblicza dochód, jaki osiągnęła z tej działalności [(550 000 zł (przychód) – 160 000 zł (koszty uzyskania przychodu) = 390 000 zł (dochód)] i od tej kwoty oblicza podatek, jaki zapłaciłaby w Polsce, tj. przy zastosowaniu 19-proc. stawki. Kwota odliczenia może maksymalnie równać się kwocie obliczonej zgodnie z przedstawionym schematem. Mając na uwadze kwotę, jaką zapłaciłaby w Polsce (19 proc. x 390 000 zł = 74 100 zł), spółka może odliczyć całość potrąconego jej za granicą podatku, tj. 55 000 zł.

Ponieważ spółka nie korzysta z innych odliczeń od podatku i nie jest uprawniona do dodatkowych zwolnień, zaniechania poboru oraz innych obniżek podatku – w poz. 55, 57, 60 oraz 63 wpisuje zero.

Sekcja F obejmuje dane informacyjne dotyczące udziału w zyskach osób prawnych przeznaczonych m.in. na cele statutowe. Spółki to nie dotyczy, wpisuje więc w poz. 65 – 70 zero.

W sekcji F.3 spółka wskazuje na płatności, jakich dokonała na rzecz zagranicznego podmiotu z tytułów wymienionych w art. 21 ustawy o CIT. Ponieważ wśród podlegających podatkowi u źródła w Polsce znajdują się usługi, jakie spółka nabywa od podmiotów zagranicznych, tj. zarządcze, badania rynku oraz reklamy, podaje w poz. 71 wartość dokonanych za granicę płatności z tego tytułu (1 000 000 zł). Spółka nie potrąciła od wspomnianych transferów podatku u źródła (przyjmujemy, że umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania przewiduje opodatkowanie w kraju świadczącego usługę).

Wzór CIT-8/0

Deklaracja CIT-D

Spółka ma obowiązek załączenia do rocznego zeznania podatkowego za 2007 r. informacji dotyczących darowizn, które chce odliczyć.

W formularzu spółka zaznacza w poz. 8 kwadrat 2 (informujący o tym, że stanowi on załącznik do zeznania) oraz kwadrat 2 (informujący o tym, że spółka przekazała darowiznę i korzysta z odliczenia) w poz. 10.

Następnie umieszcza jedynie dane w części D formularza dotyczące kwot przekazanych obdarowanym oraz informacje o samych obdarowanych.

Deklaracja CIT-D powinna być podpisana przez osobę odpowiedzialną za jej sporządzenie.

Wzór CIT-D

Rzeczpospolita

CIT-8 bez tajemnic, czyli jak wypełnić roczne zeznanie osób prawnych

Przemysław Wojtasik 07-02-2008, ostatnia aktualizacja 07-02-2008 00:44

Do końca marca osoby prawne muszą rozliczyć się z fiskusem za poprzedni rok. Już dziś pokazujemy, jak to zrobić

Nasze ubiegłoroczne dochody (czyli przychody pomniejszone o koszty) wykazujemy w deklaracji CIT-8. Oczywiście samo zeznanie nie wystarczy, do 31 marca trzeba też zapłacić podatek. Chyba że w ubiegłym roku ponieśliśmy stratę albo nadpłaciliśmy zaliczki.

Ten termin dotyczy tylko tych, u których rok podatkowy to rok kalendarzowy. Osoby prawne mogą bowiem przyjąć inny okres rozliczeniowy (wtedy składają zeznanie do końca trzeciego miesiąca następnego roku).

Na jednym formularzu się nie skończy

Podstawowa deklaracja to nie wszystko, mamy też kilka załączników. Przykładowo podatnik, który chce skorzystać z odliczenia darowizny, powinien złożyć CIT-8/O i CIT/D. Do zeznania może być również dołączone sprawozdanie o realizacji uznanej metody ustalania ceny transakcyjnej. Sporządzają je podatnicy, którzy mają tzw. wiążące porozumienie cenowe.

Oprócz zeznania osoby prawne muszą przekazać do urzędu sprawozdanie finansowe (w ciągu dziesięciu dni od zatwierdzenia) wraz z opinią i raportem biegłego rewidenta (chyba że są zwolnione z obowiązku badania). Ponadto spółki muszą dostarczyć odpis uchwały zgromadzenia udziałowców (akcjonariuszy) zatwierdzającej sprawozdanie. Mówi o tym art. 27 ust. 2 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych (dalej ustawa o CIT).

W bilansie inaczej niż w podatkach

Podatnicy prowadzący księgi rachunkowe muszą pamiętać o różnicach między wynikiem finansowym a podstawą opodatkowania. O tym jak wyliczyć ten pierwszy, decyduje ustawa o rachunkowości. Dla celów podatkowych trzeba go jednak skorygować o niektóre przychody i koszty. Przykładowo amortyzacja bilansowa może nie „pokrywać” się z odpisami podatkowymi. O tym jednak co jest przychodem i kosztem jego uzyskania, decyduje ustawa o CIT. Jak podkreślił Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 12 maja 2004 r. (III SA 11/03): „Przychodami i kosztami mającymi wpływ na wysokość podatku są tylko te przychody i koszty, które zostały wyraźnie określone w przepisach prawa podatkowego, a przepisy ustawy o rachunkowości nie mogą modyfikować obowiązków podatkowych, nie są one bowiem przepisami podatkowotwórczymi”.

Firmowe wydatki zmniejszają obciążenia

Podatek płacimy od dochodu. Aby go wyliczyć, musimy podsumować przychody i odjąć od nich koszty. Jakie wydatki pomniejszą daninę wobec fiskusa? Przypomnijmy – od 1 stycznia 2007 r. definicję kosztów poszerzono o wydatki poniesione w celu zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów.

Do końca 2006 r. przepisy mówiły tylko o kosztach poniesionych w celu osiągnięcia przychodów. Niektóre urzędy uważały więc, że inwestycja musi mieć bezpośrednie przełożenie na przychód. I wymagały od podatników wykazania takiego związku. Na szczęście w orzecznictwie utrwaliła się zasada, że nie każdy wydatek da się powiązać z konkretnym przychodem, a wiele z nich to tzw. koszty funkcjonowania firmy, pośrednio związane z obrotami. Tak więc odliczyć od przychodu można np. opłaty związane ze sporem sądowym, wydatki na windykację należności, odszkodowanie za rozwiązanie niekorzystnego kontraktu. Choć w praktyce różnie to bywa, organy podatkowe nadal często kwestionują tzw. koszty pośrednie.

Po pomyłce korekta

Jeśli popełnimy błąd w zeznaniu, musimy złożyć korektę. Jeżeli zdążymy do 31 marca, nie ponosimy żadnych konsekwencji. Potem już musimy liczyć się z obowiązkiem zapłaty odsetek (jeśli błąd spowodował powstanie zaległości) oraz z odpowiedzialnością karną skarbową. Gdy pomyliliśmy się na swoją niekorzyść, możemy złożyć wniosek o stwierdzenie nadpłaty.

Najprostszy błąd, jaki może się zdarzyć, to nieprawidłowe zaokrąglenie. Przypomnijmy – podstawę opodatkowania i podatek zaokrąglamy do pełnych złotych. Końcówki wynoszące mniej niż 50 gr pomijamy, a 50 gr i wyższe zaokrąglamy w górę.

Rozliczamy stratę z ubiegłych lat

Zeznanie składamy także wtedy, gdy z działalności ponieśliśmy stratę. Czyli gdy koszty były wyższe niż przychody. Wtedy nie płacimy podatku, co więcej nasza strata może pomniejszyć dochody w następnych latach. Oczywiście także w zeznaniu za 2007 r. możemy wykorzystać stratę z przeszłości. Można ją odliczać przez pięć lat, z tym że w jednym roku maksymalnie połowę. W „najszybszym” wariancie można ją więc skompensować w całości w ciągu dwóch lat.

Przykład 1

Spółka X poniosła w 2006 r. stratę w wysokości 80 000 zł. Dochód z 2007 r. może pomniejszyć o jej połowę, tj. 40 000 zł. Drugą część straty może wykorzystać w następnym roku.

Jeżeli dochód będzie zbyt niski, aby odliczyć połowę straty, możemy ją rozliczać w następnych latach. Można też przyjąć dowolne proporcje – np. 20 proc. straty w jednym roku, 50 proc. w drugim, 30 proc. w trzecim. Oraz w jednym roku rozliczyć straty z kilku lat.

Przykład 2

Spółka Y w zeznaniu za 2004 r. wykazała stratę w wysokości 30 000 zł. Od dochodu za 2005 r. odliczyła jej połowę (15 000 zł). W 2006 r. znowu miała stratę, tym razem w wysokości 25 000 zł. W rozliczeniu za 2007 r. może odliczyć połowę straty z 2004 r. (15 000 zł) i połowę straty z 2006 r. (12 500 zł). W latach 2008 – 2011 może rozliczyć pozostałą część straty z 2006 r. (12 500 zł).

Podatkowa premia dla darczyńców

Firmy, które wspierają działalność charytatywną, mogą zmniejszyć swój dochód. Zapłacą więc niższy podatek. Przypomnijmy, że osoby prawne mogą odliczyć darowizny do wysokości 10 proc. dochodu.

Przykład 3

Spółka Z uzyskała w 2007 r. dochód w wysokości 50 000 zł. W styczniu ubiegłego roku przekazała darowiznę na rzecz fundacji w wysokości 1500 zł, natomiast w marcu 4000 zł. Odliczyć może 5000 zł (50 000 zł x 10 proc.).

Odliczyć od dochodu można darowizny przekazywane na cele określone w art. 4 ustawy z 24 kwietnia 2003 r. o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie (dalej uodpp) organizacjom, o których mowa w art. 3 ust. 2 i 3, prowadzącym działalność pożytku publicznego. Są to m.in. organizacje pozarządowe (tj. osoby prawne i jednostki organizacyjne nieposiadające osobowości prawnej), nienależące do sektora finansów publicznych i niedziałające w celu osiągnięcia zysku, np. fundacje i stowarzyszenia. Muszą prowadzić działalność społecznie użyteczną w zakresie określonym w art. 4 ust. 1 uodpp (np. pomoc społeczna, działania na rzecz osób niepełnosprawnych, upowszechnianie kultury fizycznej i sportu). Nie muszą natomiast posiadać statusu organizacji pożytku publicznego. Darczyńca musi jednak wykazać, że dana organizacja spełnia warunki określone w uodpp. Potwierdziło to Ministerstwo Finansów w piśmie z 15 kwietnia 2004 r. (PB3/8214-108/WK/04): „skorzystanie z możliwości odliczenia przekazanych darowizn od dochodu nie jest uzależnione od posiadania przez obdarowanego (np. organizację pozarządową) statusu organizacji pożytku publicznego”.

Więcej do odliczenia

W rozliczeniu za 2007 r. można też pomniejszyć dochód o darowizny dla organizacji działających w innych państwach Unii Europejskiej (lub Europejskiego Obszaru Gospodarczego). Ale warunki formalne są surowe. Otóż darczyńca musi mieć oświadczenie obdarowanego, że w dniu przekazania ofiary spełniał te same warunki co polskie organizacje prowadzące działalność pożytku publicznego. Powinien też w zeznaniu rocznym podać jego dane. I na dodatek polski fiskus musi mieć możliwość uzyskania informacji o obdarowanym (powinno to wynikać z umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania).

Odliczyć można też darowizny na cele kultu religijnego (do limitu w wysokości 10 proc. dochodu). Przy czym ustawodawca określił tutaj tylko cel darowizny, nie zawężając kręgu podmiotów, które mogą być obdarowane. Niezależnie od tego, bez ograniczeń można odliczać darowizny na Kościół. Po wieloletnich sporach potwierdził to Naczelny Sąd Administracyjny w 20-osobowym składzie (uchwała z 14 marca 2005 r., FPS 5/04). Darowizna musi być przeznaczona na działalność charytatywno-opiekuńczą, a Kościół powinien w ciągu dwóch lat przedstawić darczyńcy sprawozdanie, w jaki sposób ją wykorzystał.

Rzeczpospolita

Projekt ws. podatku CIT m.in. dla spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych

Spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe mają płacić podatek CIT na takich samych zasadach, jak pozostałe podmioty - zakłada projekt nowelizacji ustawy o CIT przygotwany przez posłów Lewicy. W piątek odbyło się pierwsze czytanie projektu.

Spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe mają płacić podatek CIT na takich samych zasadach, jak pozostałe podmioty - zakłada projekt nowelizacji ustawy o CIT przygotwany przez posłów Lewicy.

W trakcie debaty klub PO złożył wniosek o odrzucenie proponowanych zmian. Głosowanie zaplanowano na następnym posiedzeniu Sejmu.

W projekcie chodzi o likwidację obowiązku rozdzielania dochodów z gospodarki zasobami mieszkaniowymi od dochodów osiąganych z innych źródeł.

Obowiązek ten jest związany z wyliczaniem wysokości ulgi z CIT, z której mogą korzystać spółdzielnie, wspólnoty mieszkaniowe, TBS-y oraz komunalne zakłady gospodarki mieszkaniowej. Z podatku są zwolnione dochody osiągane z gospodarki zasobami mieszkaniowymi w części przeznaczonej na cele związane z utrzymaniem tych zasobów np. fundusz remontowy.

Zgodnie z definicją Ministerstwa Finansów, do gospodarki zasobami mieszkaniowymi nie wliczają się dochody uzyskiwane np. z wynajmu lokali użytkowych, dzierżawy gruntów czy reklam na budynkach. Oznacza to, że dochody takie nawet jeżeli zostaną przeznaczone na utrzymanie budynków nie mogą zostać objęte ulgą.

Zdaniem Lewicy, stanowisko resortu finansów powoduje, że ulga ta jest "iluzoryczna", a konieczność rozdzielania dochodów jest dodatkowym obciążeniem administracyjnym.

"W naszej ocenie zmiany, które proponują wnioskodawcy nie są korzystne dla wspólnot mieszkaniowych, TBS-ów oraz samorządowych jednostek organizacyjnych" - powiedział Zbigniew Konwiński z PO. Dodał, że dla tych podmiotów obecna ulga podatkowa jest "faktyczna, a nie iluzoryczna".

Spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe mają płacić podatek CIT na takich samych zasadach, jak pozostałe podmioty - zakłada projekt nowelizacji ustawy o CIT przygotwany przez posłów Lewicy.

Jego zdaniem, usunięcie zapisów o uldze pozbawi wspólnoty mieszkaniowe możliwości zwolnienia z podatku dochodowego funduszy remontowych. "Opodatkowanie wspólnot mieszkaniowych od całego osiągniętego dochodu byłoby dla nich niekorzystne" - powiedział. Posłowie tej partii nie zgadzają się też z twierdzeniem Lewicy, że nowelizacja nie będzie mieć konsekwencji dla budżetu państwa.

PiS popiera projekt tylko w części dotyczącej spółdzielni mieszkaniowych i wnosi o konsultacje z pozostałymi podmiotami, których projekt dotyczy. PSL jest za skierowaniem projektu do dalszych prac w komisji finansów.

Stanowisko resortu finansów - niechętne poprawce - przedstawił wiceminister finansów Maciej Grabowski. Zastrzegł jednak, że nie jest to oficjalne stanowisko rządu. "Opodatkowanie funduszów remontowych wspólnot mieszkaniowych jest posunięciem wysoce niewłaściwym. To samo dotyczy TBS-ów czy samorządowych jednostek prowadzących gospodarkę mieszkaniową" - powiedział. Choć przyznał, że połączenie dochodów z obu rodzajów działalności mogłoby być korzystne dla niektórych spółdzielni.

Źródło: PAP

Artykuł z dnia: 2009-03-20, ostatnia aktualizacja: 2009-03-20 17:12

Komentarze: 5

  • 1: cegła z IP: 83.27.56.* (2009-03-20 20:22)

    Napewno wyjdzie jak zawsze. Chcielismy dobrze a ktos żle przepisał.
  • 2: pracownik z IP: 83.4.186.* (2009-03-23 09:56)

    Co Wy wyczyniacie w tym Parlamencie? Pytam Was członkowie partii SLD i PSL oraz PIS?
    Czy Wy naprawdę nic nie rozumiecie i zabieracie głos czy udajecie i w tak niesprawiedliwy sposób chcecie łatać dziurę budżetową.
    Jestem pracownikiem zarządcy i administratora wspólnot mieszkaniowych i zajmuję się obliczaniem podatku dochodowego od osób prawnych. To wcale nie jest tak , że oblicza się podatek od pozostałej działalności od wspólnot mieszkaniowych takiej jak wynajem ścian pod reklamy, wynajem dachów dla telefonii cyfrowej , wynajem pomieszczeń wspólnego użytkowania- piwnic , strychów. Główną bolączką i niesprawiedliwością w opodatkowaniu podatkiem dochodowym od osób prawnych jest płacenie podatku za to ,że w bloku mieszkalnym mieszczą się lokale użytkowe Gminy lub indywidualnych właścicieli i właściciiele tychże lokali uczestniczą jak właściciele lokali mieszkalnych w utrzymaniu części wspólnych budynku mieszkalnego.Z tego tytułu wspólnoty mieszkaniowe ponoszą ciężar płacenia podatku.
  • 3: pracownik z IP: 83.4.186.* (2009-03-23 10:16)

    c.d.
    Zgodnie z ustawą o własności lokali członkowie wspólnot mieszkaniowych wnoszą zaliczki na koszty zarządu i media do lokali. Natomiast rozliczenia rocznego kosztów i przychodów można dokonać po zakończonym roku i po odbytym zebraniu rocznym.
    W związku z tym występują różnice stanowiące dla wspólnoty mieszkaniowej dochód do opodatkowania. Obciążenie za zapłacony podatek dochodowy od osób prawnych spoczywa na właścicielach lokali mieszkalnych i w jakimś tam procencie na właścicielach lokali użytkowych. Ten podatek jest karą dla mieszkańców za to, że w latach 1950 i później , kiedy budowano bloki mieszkalne zostały umieszczone lokale użytkowe na parterach bloków mieszkalnych.
    Nie wiem dlaczego w żadnym artykule nie ma poruszonego tematu tych lokali użytkowych, które nie przynoszą korzyści finansowych wspólnotom mieszkaniowym, a Izby Skarbowe w imieniu Ministerstwa wydają interpretcje indywidualne, że nie korzystają ze zwolnienia. I takim sposobem zdzierana są pieniądze od biednych lud
  • 4: pracownik z IP: 83.4.186.* (2009-03-23 10:48)

    Na dodatek chcą opodatkowywać dochody z lokali mieszkalnych.
    Ja Wam mówię, że takie różnice występują i będą występować z uwagi na zaliczkowe płatności. Trudno ustalić jest zaliczki do wysokości kosztów z uwagi na konieczność posiadania przez wspólnoty mieszkaniowe środków na terminowe płatności kontrahentom. Nie do przewidzenia jest ostra czy łagodna zima.To wszystko ma związek z tym, czy pozostanie pieniądz nie wykorzystany i trzeba go opodatkować.
    Skoro parlamentarzyści są tak bezduszni dla w większości juz zubożałej ludności w miastach, to pytam dlaczego PSL nie jest inicjatorem sprawiedliwego płacenia składek na ubezpieczenia. Nie dosyć , że Polacy mieszkający i pracujący w mieście są tak obciążeni ZUS-em , podatkiem dochodowym, to jeszcze mają płacić podatek od pieniądza opodatkowanego?
    Potwierdzam, że ulga dot.gospodarki zasobami mieszkaniowymi jest faktyczna.
  • 5: spółdzielca z IP: 79.187.249.* (2009-03-25 14:25)

    I oto właśnie chodzi żeby spóldzielnie traktować jak wszystkie podmioty gospodarcze i wtedy będzie to sprawiedliwe.A jak jest dzisiaj otóż przychody uzyskane z pozostałej działalności są opodatkowane a pozostałość można wspaniałomyślnie przeznaczyć na GZM lub fund.remontowy pomniejszone oczywiście o 19%.Jeżeli byłoby rozliczanie bez zwolnienia GZM wtedy budżet otrzymałby tyle mniej ponieważ GZM najczęściej jest na minusie.Jaka to więc łaska dla lokatorów.Przykład Spółdzielnia sprzedała lokale użytkowe i środki ze sprzedaży np.w wys.500.000 zł przeznacza na GZM ale musi odprowadzić z tego 19% tj.95.000 zł wzwiązku z czym GZM czy fundusz remontowy jest zmniejszony o 95.000 to mało?Można by docieplić za to budunek więc kto za to płaci oczywiście SPÓŁDZIELCA.To jest taka sama obłuda z tym zwolnieniem GZM jak i mieszkania za złotówkę.Ile wyremontowano by i ocieplono budynków za ewentualne środki z przekształceń,kto stracił budżet nie tylko Spółdzielca bo będzie musiał pokryć ewentualne remo



poniedziałek, 30 marca 2009

TK sprawdzi legalność karania nietrzeźwych rowerzystów

PAP, POg/29.03.2009 14:43

Trybunał Konstytucyjny, fot. Radek Pietruszka
PAP

7 kwietnia Trybunał Konstytucyjny zbada, czy zgodne z konstytucją jest karanie nietrzeźwego rowerzysty na tych samych zasadach, jak pijanego kierowcy auta - a nie jak pijanego pieszego, który stwarza zagrożenie dla ruchu drogowego.
Pięcioosobowy skład TK odpowie na pytania prawne Sądu Rejonowego we Wschowie (Lubuskie), który nabrał wątpliwości co do konstytucyjności przepisu kodeksu karnego o karalności jazdy rowerem pod wpływem alkoholu.

Paragraf 1 art. 178a Kodeks karnego przewiduje grzywnę, ograniczenie wolności albo karę do 2 lat więzienia dla tego, kto w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego prowadzi "pojazd mechaniczny w ruchu lądowym, wodnym lub powietrznym". Paragraf 2 stanowi zaś: "Kto, znajdując się w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego, prowadzi na drodze publicznej lub w strefie zamieszkania inny pojazd niż określony w par. 1, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku".

Zdaniem pytającego sądu, par. 2 art. 178a jest niezgodny z konstytucyjnymi zasadami równości obywateli wobec prawa, sprawiedliwości społecznej oraz proporcjonalności.

Sąd argumentuje, że prawo karne nierówno traktuje tych uczestników ruchu drogowego, którzy poruszają się za pomocą mięśni - czyli rowerzystów i pieszych. Zachowania nietrzeźwego pieszego oceniane są bowiem na podstawie kodeksu wykroczeń (za spowodowanie po pijanemu zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym przewiduje on karę aresztu, ograniczenia wolności albo grzywnę), podczas gdy nietrzeźwy rowerzysta odpowiada na podstawie kodeksu karnego i za przestępstwo.

Tymczasem - dowodzi sąd - zarówno nietrzeźwy rowerzysta, jak i nietrzeźwy pieszy stwarza jednakowe zagrożenie dla bezpieczeństwa w ruchu; mają bowiem jednakowy dostęp do miejsc, gdzie faktycznie mogą powodować zagrożenie, czyli drogi publicznej.

Według sądu, argument, że rowerzyści potencjalnie mogą rozwijać znaczne prędkości, może być tylko abstrakcyjny. "Nie spotyka się bowiem, aby nietrzeźwy rowerzysta rozwijał prędkość rzędu kilkudziesięciu kilometrów na godzinę" - argumentuje sąd we Wschowie.

Podkreśla on ponadto, że rowerzysta, podobnie jak i pieszy, nie musi zdawać żadnego egzaminu ze znajomości przepisów ruchu drogowego, aby być jego legalnym uczestnikiem. Zgodnie z prawem o ruchu drogowym, osoba, która ukończyła 18 lat, nie musi mieć uprawnień do kierowania rowerem.

Rozprawie będzie przewodniczyć sędzia Ewa Łętowska, a sprawozdawcą będzie sędzia Andrzej Rzepliński.

sobota, 28 marca 2009

Pożegnanie z Afryką

Michał Kołodziejczyk 28-03-2009, ostatnia aktualizacja 29-03-2009 12:21

Polacy raczej nie pojadą na mistrzostwa świata. Mecz w Belfaście był najgorszym występem reprezentacji prowadzonej przez Leo Beenhakkera (Irlandia Północna - Polska 3:2)

autor zdjęcia: Bartek Sadowski
źródło: Fotorzepa
autor zdjęcia: Bartek Sadowski
źródło: Fotorzepa
autor zdjęcia: Bartek Sadowski
źródło: Fotorzepa

zobacz galerię zdjęć z meczu

Artura Boruca po meczu przez strefę, gdzie piłkarze udzielają wywiadów przeprowadziła ochrona. Kilka minut wcześniej polski bramkarz uściskiem dłoni podziękował wszystkim przeciwnikom. Kiedy schodził do szatni kibice na Windsor Park dalej śpiewali o nim piosenki. Śpiewali o tym, że Artur Boruc jest ich bohaterem, że wreszcie bramkarz Celticu Glasgow zrobił coś dobrego dla protestantów.Wyrównaj z obu stron

Boruc stał się ofiarą samego siebie. Tym razem nikogo nie prowokował, nie żegnał się przed trybuną irlandzkich kibiców, nie miał pod bluzą koszulki z wizerunkiem papieża, ale show, które urządza od lat zniszczyło marzenia reprezentacji o mistrzostwach świata. Trener rywali Nigel Worthington przyznał później, że kazał każdemu swojemu piłkarzowi wywierać na Borucu jak największą presję, mówić do niego, nie uciekać z pola karnego, gdy wybijał piłkę. Swoje dołożyli też kibice i Polak nie wytrzymał.

Była 10. minuta, kiedy gospodarze strzelili pierwszego gola. Boruc grał pod słońce, losowanie stron wydawało się mieć w tym meczu olbrzymie znaczenie. Ze zbyt głębokim dośrodkowaniem nie poradził sobie ani nasz bramkarz, ani Jakub Wawrzyniak, który patrzył na Boruca, który nie wiedzieć czemu postanowił nie interweniować. Piłka trafiła do Warrena Feeneya i trzeba było odrabiać straty. Jeszcze gorzej było po godzinie gry, gdy Polacy musieli odrabiać straty po raz drugi i okazało się, że słońce w tym meczu nie odgrywa decydującej roli, bo drużyna Leo Beenhakkera źle gra także po przerwie. Było już 1:2, atakowali Irlandczycy, ale piłkę przejął Michał Żewłakow i podał swojemu najlepszemu przyjacielowi - Borucowi. Mocno, w światło bramki, czyli tak, jak nie podaje się nawet w juniorach, bo trener od razu zdejmuje z boiska. Żewłakow wiedział, że nawierzchnia na Windsor Park bardziej od boiska przypomina kartoflisko, wiedział też o tym bramkarz, jednak nie próbował opanować piłki, tylko chciał od razu wykopać ją w przód. Nie zdołał, podskoczyła na nierówności i wpadła do bramki. Identycznie, jak dwa lata temu Paulowi Robinsonowi w meczu Anglików z Chorwacją. Powtórki tamtego gola biły rekordy popularności w Internecie przez wiele miesięcy. Teraz Robinson ma silną konkurencję.

Boruc zawalił mecz reprezentacji drugi raz z rzędu, w ostatnim jesiennym spotkaniu w końcówce meczu ze Słowacją przepuścił dwa gole, za które musiał przepraszać kolegów z drużyny. W sobotę podobno nie przepraszał, w szatni panowała cisza.

Bramkarz Celticu Glasgow nie wiedział jeszcze, że w tym meczu w ogóle miał nie zagrać, jego pozycja w kadrze - także ze względu na zachowanie poza boiskiem - bardzo spadła.

O 13:17 rzecznik prasowy Marta Alf wysłała do dziennikarzy informację, że Łukasz Fabiański ma infekcję jelit i zostanie w hotelu. Wydawało się nawet, że wreszcie zdenerwował się, że mimo dobrej formy znowu będzie tylko numerem dwa. Fabiański jednak wezwał lekarza do pokoju o siódmej rano, kiedy Beenhakker składu jeszcze nie ogłosił. Po meczu trener przyznał, że postawił na Boruca, bo musiał. Łukasz Załuska nie ma żadnego doświadczenia w kadrze.

Problemem polskiej reprezentacji w Belfaście nie był jednak sam Boruc. Przed meczem wątpliwości nie dotyczyły tylko zestawienia jednej formacji - obrony, która miała być solidna i szczelna, tymczasem po pół godzinie trzech z czterech zawodników miało już za sobą poważne błędy, po którym mogliśmy stracić gola, lub - jak w przypadku Wawrzyniaka - straciliśmy.

Żewłakow z Dariuszem Dudką podawali piłkę przeciwnikom. Marcin Wasilewski, który w pierwszej połowie prezentował się najlepiej, dołączył do kolegów na początku drugiej, kiedy nie upilnował Jonathana Evansa, a ten zdobył gola na 2:1 dla Irlandii. Pół godziny po boisku biegał Jakub Błaszczykowski, ale drużyny nie zbawił. Dużo więcej dało wejście Marka Saganowskiego za Ireneusza Jelenia. Piłkarz Auxerre wrócił do kadry, strzelił gola na 1:1 w pierwszej połowie, ale najczęściej, gdy dostawał piłkę, bardzo szybko ją tracił. Saganowski wszedł na ostatnie 20 minut i okazało się, że piłkarz, który umie walczyć z Wyspiarzami był w stanie zagrozić bramce rywali częściej niż wszyscy inni zawodnicy razem wzięci. W 82. minucie chybił minimalnie, w doliczonym czasie gry zdobył bramkę pocieszenia na 2:3. Jako jedyny zostawił po sobie w Belfaście dobre wrażenie. Reprezentacja ery Beenhakkera zatoczyła koło. Mecz z Irlandią Północnym marnością można porównywać tylko ze spotkaniem z Finlandią na inaugurację eliminacji mistrzostw Europy 2008. Wtedy w Bydgoszczy Polacy przegrali 1:3, ale był to początek pracy Holendra z naszą reprezentacją. Teraz trzeba wymagać więcej, a koszmarem Boruca nie da się wszystkiego wytłumaczyć. Zgrupowanie we Wronkach pełne przecież było optymizmu, bo polscy piłkarze wreszcie zaczęli regularnie grać w swoich zagranicznych klubach. Po spotkaniu z Irlandią Północną trudno wytłumaczyć dlaczego.

Formuła Beenhakkera mogła się wypalić, magia - przestać działać. Trzy punkty stracone w Belfaście potrzebne będą wcale nie do wyścigu z Irlandczykami, zabraknie ich w walce z którymkolwiek rywalem, który wywalczy pierwsze miejsce w grupie. Trener wie o tym, że teraz Polska może dostać się na mundial tylko tylnymi drzwiami - po barażach. Wygrać je zresztą będzie bardzo trudno. Po meczu szatnię Polaków odwiedził podobno prezes PZPN Grzegorz Lato. Pocieszał piłkarzy, mówił, że jest z nimi i mają jego pełne zaufanie. Mimo że wcześniej miał niby stawiać ultimatum Beenhakkerowi - „sześć punktów wiosną, albo do widzenia”, dymisji selekcjonera nie będzie. Nie opłaca się, w Polsce powoli dokonuje się pożegnanie Afryki, czyli mundialu W RPA, a zaczyna się myślenie o mistrzostwach Europy 2012.

Po pięciu kolejkach Polacy w grupie wyprzedzają tylko San Marino, Słowacja, która ma rozegrany jeden mecz mniej jest trzy miejsca wyżej. Wydaje się, że to już dno.

Schodzącym do szatni Polakom, a zwłaszcza Borucowi, kibice zaśpiewali, by zawsze patrzył na jasną stronę życia, czym wpisali się w retorykę Beenhakkera. Skoro tak, spójrzmy na tabelę naszej grupy inaczej - jeśli drużyna Beenhakkera w środę wysoko wygra z San Marino, a w dwóch pozostałych meczach padną remisy, nagle znajdzie się na drugim miejscu w tabeli ze stratą jednego punktu do lidera. A potem trzeba będzie czekać do września, wygrać wszystko do końca i patrzeć, jak potykają się konkurenci.

Przeczytaj komentarz Stefana Szczepłka

Mirosław Drzewiecki:

Nie mogę wypowiedzieć się na temat meczu, gdyż siedzę i płaczę. (...) Tak słabego meczu w wykonaniu polskich piłkarzy nie widziałem parę lat.

Za kilka dni spotykamy się z San Marino; styl gry musi się zmienić. Forma na boisku w Belfaście była skandaliczna. Zawodnicy sprawiali wrażenie jakby nie wiedzieli po co tam pojechali. Były podania z trzydziestu metrów do własnego bramkarza na nierównym boisku.

Składy:

Polska: 1-Artur Boruc - 13-Marcin Wasilewski, 14-Michał Żewłakow, 5-Dariusz Dudka, 4-Jakub Wawrzyniak - 7-Robert Lewandowski, 18-Mariusz Lewandowski, 6-Roger Guerreiro,15-Tomasz Bandrowski, 8-Jacek Krzynówek - 11-Ireneusz Jeleń.

Irlandia Płn.: 1-Maik Taylor - 2-Gareth McAuley, 5-Stephen Craigan, 18-Aaron Hughes, 3-Jonathan Evans - 7-Damien Johnson,6-Sammy Clingan, 8-Grant McCann, 11-Chris Brunt - 10-Warren Feeney, 9-David Healy.

Piraci z kozami na zdjęciach z Sirius Stara

rik
2009-03-27, ostatnia aktualizacja 2009-03-27 19:46
Kapsuła z milionami jest już na pokładzie. Podniecenie piratów rośnie
Kapsuła z milionami jest już na pokładzie. Podniecenie piratów rośnie
Fot. za RMF FM

Piraci wiedzieli, że na pokładzie porwanego w połowie listopada 2008 r. tankowca "Sirius Star" czeka ich dłuższy pobyt - wzięli ze sobą nawet dwie kozy. Dokumentują to sensacyjne zdjęcia zdobyte przez RMF FM. Na jednym z nich widać też moment przekazania okupu.

Somalijczycy tradycyjnie zabierają ze sobą w nieznane kozy-żywicielki. Nie inaczej było i tym razem
Fot. za RMF FM
Somalijczycy tradycyjnie zabierają ze sobą w nieznane kozy-żywicielki. Nie inaczej było i tym razem
Piraci w pospiechu oddalają się od statku. Przeciążona łódka nie wszystkich dowiezie do brzegu
Fot. za RMF FM
Piraci w pospiechu oddalają się od statku. Przeciążona łódka nie wszystkich dowiezie do brzegu
Na zdjęciach opublikowanych przez portal radia RMF FM widać również splądrowane przez piratów kajuty załogi statku, łódź wciągniętą na pokład, a także moment przekazania i odpłynięcia piratów w stronę Somalii.

Tankowiec Sirius Star długości 330 m wiozący 300 tys. ton ropy wartości 100 mln dolarów został porwany 15 listopada ponad 800 km od wybrzeży Kenii, czyli daleko poza zasięgiem wzmożonych patroli okrętów wojennych międzynarodowej misji antypirackiej.

Wśród 25 członków załogi było dwóch Polaków, w tym kapitan. Początkowo porywacze domagali się 25 mln dolarów okupu. Saudyjski tankowiec został uwolniony w styczniu za 3 miliony dolarów okupu.

5 z 12 piratów, którzy brali udział w oddaniu statku, utonęło w drodze powrotnej, gdy ich mała łódka przewróciła się na wysokiej fali. Wraz z nimi w morskiej toni zniknęło 300 tys. dolarów. Ciało jednego z piratów wyłowiono z morza. Miał przy sobie 150 tys. dolarów.

Do kolejnego porwania statku doszło wczoraj. Norweski statek Bow Asir przewożący chemikalia z Zatoki Perskiej został zaatakowany przez 16-18 piratów uzbrojonych w karabiny maszynowe. Przybili oni na dwóch małych łodziach. Międzynarodową załogę Bow Asir stanowi 27 marynarzy, wśród których jest pięciu Polaków. Na razie nie ma kontaktu ze statkiem.

My, seksoholicy

19.01.2009 Onet.pl, Wojciech Harpula

W Polsce tysiące osób zmaga się w samotności z lękiem, palącym wstydem i bezradnością

Onanizują się kilka razy dziennie. Sięgają po najohydniejszą pornografię. Zostawiają majątki w agencjach towarzyskich. Straszliwie cierpią. Ich nałóg prowadzi do całkowitego upodlenia. Jeszcze nikt nie wygrał z nim walki w pojedynkę. Każdy z nich sięgnął dna.

Fot. Medium


Robert wydawał fortunę na sadomasochistyczne usługi prostytutek. Dzień pracy zaczynał od masturbacji w toalecie. Bywało, że chodził tam kilka razy, chowając za plecami pospiesznie wydrukowane obrazki nagich panienek. W nocy odpalał strony porno i urządzał sobie wielogodzinne seanse. Podniecały go inscenizowane egzekucje kobiet. Przestał kochać się z żoną.

Marek nigdy nie zapomni, jak nie był w stanie napisać pracy magisterskiej, bo niemal non stop oglądał porno i onanizował się. Po piątym orgazmie leżał na podłodze i płakał. Wiedział, że za chwilę musi wyjść z domu i udawać świetnie radzącego sobie w życiu superczłowieka. Miał ochotę wyskoczyć przez okno.

Paweł wpadał w ciągi: porno, masturbacja, wyjazd po nowe porno, masturbacja, cztery godziny snu, masturbacja, kłótnia z żoną, wyjazd do kina porno, krążenie od kiosku do sex shopu, masturbacja w bramie. Mogło to trwać nawet kilkadziesiąt godzin. Potrafił iść za kobietą trzy kilometry wyobrażając sobie jak wygląda nago i co można by zrobić z nią w łóżku.

Są anonimowymi seksoholikami. Zgodzili się ze mną spotkać, bo jedna z reguł ich wspólnoty brzmi: każda grupa ma główny cel - nieść posłanie seksoholikowi, który wciąż jeszcze cierpi. Chcą, by zgłaszali się do nich ludzie uzależnieni od seksu. Wiedzą, że w Polsce tysiące osób zmaga się w samotności z lękiem, palącym wstydem i bezradnością. Tak, jak przez lata zmagali się oni.

Robert: ot, takie hobby

Elokwentny, błyskotliwy. Ma 35 lat, żonę i dwójkę dzieci. Jest cenionym farmaceutą. – Patentowany seksoholik – mówi o sobie.

W pierwszy ciąg masturbacyjny wpada, gdy ma 13 lat. Onanizuje się kilka razy pod rząd, aż do bólu. W liceum zapoznaje się z twardą pornografią. Potrafi oglądać filmy przez całą noc; rano w szkole kleją mu się oczy. Nie jest gejem, ale pierwszy kontakt seksualny ma z mężczyzną. – Kolega był po prostu był pod ręką. Tak wyszło – mówi. Ma wtedy 17 lat.

Pieniądze, które dostaje w prezencie na "osiemnastkę" od razu przepuszcza w agencji towarzyskiej. Podczas premierowej wizyty zamawia szczupłą brunetkę.

Setki razy ociera się w autobusach o nieznajome kobiety. Gdy udaje mu się znaleźć atrakcyjny "obiekt" i odpowiedni tłok, zamiast na uczelnię jedzie na drugi koniec miasta. Kilka razy nie wytrzymuje i podniecony łapie kobiety za pośladki. Żadna nie daje mu jednak w twarz.

Wieczorami krąży z lornetką po osiedlach. Czeka, aż w którymś z okien ukaże się choćby fragment nagiego ciała.

Potrzebuje coraz silniejszych bodźców. Sięga po pornografię dla sadomasochistów, podobają mu się sceny skrajnej przemocy. Gdy tylko może, odwiedza burdele. – To było dla mnie jak skorzystanie z toalety. Nie widziałem żadnego problemu. Ot, takie hobby. Na studiach szło mi świetnie, skończyłem je z wyróżnieniem – wspomina.

W 2000 r. bierze ślub. Małżeństwo daje mu poczucie normalności i wygodę: żona jest reprezentacyjna, a poza tym pierze, gotuje, stara się organizować dzień. – Przez lata nie zdawała sobie sprawy z kim żyje. Po ślubie przyznałem, że mam problem z pornografią. Żona powiedziała, że razem sobie z nim poradzimy. Potrafiłem świetnie się ukrywać, więc uznała, że problem sam się rozwiązał – mówi Robert.

Żonę zdradza wielokrotnie: romansuje, nadal odwiedza prostytutki. Klasyczny seks przestaje mu wystarczać: płaci za lateksowe ubrania, pejcze, za zadawanie bólu. Boi się zakażenia. Gdy wraca z agencji, długo szoruje się pod prysznicem i wyzywa się od najgorszych. Trzy dni później znów pędzi do burdelu.

Ma swój pokój, dużo pracuje przy komputerze. Nie wyobraża sobie dnia bez seansu porno i masturbacji. Pisząc artykuły naukowe musi się "doładowywać": 10 minut porno i pięć minut pracy. Stopniowo dochodzi do trzech godzin porno i pięciu minut pracy. Słysząc kroki żony pospiesznie zamyka strony internetowe. – To był przymus. Nie byłem w stanie funkcjonować bez seksu. Czasami było mi straszliwie wstyd, ale zakłamywałem rzeczywistość. Wmawiałem sobie, że to mi się należy, że wszyscy faceci tak robią – mówi.

Zalicza tylko dwie "wpadki": trzy lata po ślubie żona dowiaduje się o jednej ze zdrad, a rok później nie chce uwierzyć, że mąż wydaje miesięcznie dwa tysiące złotych na parkingi i drobne zakupy. – Jakoś sobie poradziłem. Wybaczyła mi i uwierzyła, że nigdy więcej. Być może chciała wierzyć. Dziś zdaję sobie sprawę, że była współuzależniona.

W 2007 r. nałóg wchodzi w tzw. fazę złośliwą. Robert masturbuje się kilka razy dziennie, także w pracy. Oszukuje szefów: wychodzi wcześniej, by podskoczyć do agencji. Nie może spać i skupić się na czymkolwiek z wyjątkiem seksu. Uznaje, że żona jest oziębła, bo się nie onanizuje. Seks małżeński praktycznie przestaje istnieć.

Jedna z prostytutek opowiada mu historię faceta, który chodzi po agencjach i za darmo sprząta prezerwatywy i papierowe ręczniki po klientach.

Robert: - Nie miał już czym płacić, więc chociaż chciał poczuć atmosferę burdelu, pooglądać panienki. To była jego kokaina spod paznokcia. Dla siebie widziałem podobny koniec. Wiedziałem już, że jestem chory. Ostatnim bastionem, który przetrwał chorobę, było życie zawodowe. Jednak i ten bastion zaczął się kruszyć.

Zaczął szukać w sieci informacji o seksoholikach. Od lutego ubiegłego roku jest we wspólnocie.

Na wejściu robi bilans nałogu. W ciągu ostatnich 10 lat ok. 600 razy odwiedzał agencje towarzyskie. W ciągu ostatnich pięciu lat wydał na prostytutki ok. 150 tys. zł. Seks "darmowy" uprawiał – przed i po ślubie – blisko 40 razy. Nie jest w stanie dokładnie policzyć, ile czasu spędził na oglądaniu pornografii i masturbacji.

Paweł: więzienie, szpital, śmierć

Filozof z wykształcenia, były biznesmen, dziś analityk finansowy. Trójka dzieci. Z żoną w separacji od sześciu lat. Ma 43 lata.

Zaczyna fantazjować, gdy ma 15 lat. Podnieca go półnaga kobieta w "Kobiecie i Życiu", kawałek ciała w filmie z "momentami". Seanse fantazji stają się coraz bardziej rozbudowane, potrafi przez kilka godzin myśleć o seksie i onanizować się. Inaczej niż koledzy, nie stara się fantazji wcielić w życie. Jest nieśmiały, nie podrywa koleżanek.

Jedzie na studia do Wrocławia. Chodzi po bazarach i ogląda sprowadzane z Zachodu "świerszczyki". Zaczyna je kupować. Seansów fantazji nie ubywa, zwiększa się ich drastyczność: przemoc, wiązanie, kneblowanie, zadawanie bólu. Zakochuje się w koleżance ze studiów, oświadcza się. Biorą ślub, gdy Paweł ma 23 lata. – W łóżku układało nam się bardzo dobrze. Wydawało mi się, że jestem wolny. Złudzenie trwało kilka miesięcy – mówi.

W 1989 r. w Polsce wybuchają sex shopy, pornografię można kupić wszędzie. Paweł zaczyna znikać z domu. Pretekstem jest byle kłótnia. Wychodzi i krąży. Podchodzi do kiosku, chce kupić porno, ale mówi sobie: "jesteś nienormalny", "człowieku, co ty robisz". Odchodzi z ulgą tylko po to, by po chwili stanąć pod drzwiami sex shopu. Miota się i znów odchodzi. W końcu kupuje magazyn, onanizuje się w jakimś ustronnym miejscu i rozpoczyna krążenie na nowo. Może to trwać godzinami.

Wychodzi z żoną do miasta. Nagle mówi, że czegoś zapomniał. Wraca i onanizuje się w toalecie. Nie jest w stanie zrobić niczego stresującego bez seansu porno i kilku orgazmów pod rząd.

Gdy widzi ładne kobiety na ulicy, od razu ma erekcję. Twarze go nie obchodzą. Przed oczami ma tylko biusty, pośladki, uda. Flirtuje z kobietami, opowiada sprośne żarty.

Po roku małżeństwa wyznaje wszystko żonie. Ta mówi: poradzimy sobie. Nie radzą sobie. Mimo pomocy psychologów Paweł nie jest w stanie się kontrolować. Sprzeczki i kłótnie są coraz częstsze. Po drugim dziecku żona "odpuszcza": przestaje walczyć z nałogiem męża, jest jej już wszystko jedno.

– Zrobiłem wiele, żeby się z tego wyzwolić. Najpierw starałem się zintensyfikować życie religijne. Potem uzdrowić miały mnie kolejno: nauka, małżeństwo, dzieci, wir pracy. Nic mnie nie uzdrowiło. Tysiąc razy obiecywałem sobie, że już nigdy więcej. Byłem nieszczęśliwy jak jasna cholera. To była mania. Niby normalnie funkcjonuję, a nagle pojawia się potrzeba, której nie jestem w stanie odłożyć. Po prostu muszę to zrobić. Robiłem to i czułem się podle. Działałem jak narkoman – opowiada.

Padały kolejne bariery: wypożyczenie filmu porno, pójście do kina porno, obejrzenie striptizu, masturbacja podczas striptizu. – Staczałem się. Byłem przekonany, że na końcu jest więzienie, szpital lub śmierć.

W czerwcu 2003 r. Paweł czyta w "Polityce" artykuł "Pejcz erosa". Myśli: - To o mnie. We wrześniu 2003 r. idzie na swój pierwszy mityng we wspólnocie Anonimowych Seksoholików.

Marek: masturbacja była tylko moja

Gdy opowiada swoją historię, czerwieni się. Ma 29 lat, skończył zarządzanie. Nie był nigdy w kinie porno, nie wszedł w płatny seks. Zamknął się z nałogiem w czterech ścianach swojego pokoju.

Ma sześć lat, ciężko choruje. W łóżku spędza niemal pół roku. Wtedy odkrywa masturbację. Najpierw to sposób na nudę i środek na bezsenność. Potem uniwersalny sposób na wszystko: na złe emocje, na stres, na samotność. Nagroda i pocieszenie. – Rodzice byli wymagający i zimni. Ciągle mnie kontrolowali, wyznaczali zadania. Musiałem być zdyscyplinowany, zapięty na ostatni guzik, zaprogramowany na sukces. Masturbacja była tylko moja. Miałem satysfakcję, że robię coś za ich plecami – wspomina.

Zaczyna oglądać strony pornograficzne w internecie. Masturbacja coraz częściej kończy się bólem. Pojawia się bezsenność. Ma dziewczyny, sypia z nimi, ale nie może powstrzymać się od onanizmu. – Ciągle żyłem obok ludzi – wyznaje.

Jest świetnym studentem, uchodzi za człowieka, który bierze od życia, co chce. Bryluje wśród kolegów i koleżanek. Potem przychodzi do domu, zamyka się w pokoju, wyłącza telefon, rozkłada ręcznik, odpala komputer i zaczyna seans. Po wszystkim jest gotowy napluć sobie prosto w twarz. Ma ogromne poczucie winy, rzuca się w naukę. I tak do następnego razu. Marek jest wycieńczony, często choruje.

Nie dopuszcza do siebie myśli, że ma problem sam ze sobą. Człowiek sukcesu nie ma problemów, a on jest człowiekiem sukcesu. W końcu idzie do psychologa. Ten nie widzi problemu. Kolejni, nawet jeśli problem widzą, nie są w stanie pomóc w jego rozwiązaniu.

Seanse internetowe stają się coraz bardziej upokarzające. – Traciłem kontrolę, wszystko zaczynało wymykać mi się z rąk. Mnie - zorganizowanemu, poukładanemu, z planem na życie.

Onanizując się po raz piąty czy szósty Marek nie czuje już przyjemności. Płacze, a potem odpala kolejną stronę. Pojawiają się myśli samobójcze.

Podczas jednego z ciągów trafił na stronę kompulsywnych onanistów. Potem na mityng on-line anonimowych seksoholików. Loguje się, ale internetowe pogaduchy męczą go i nie dają rezultatów. Potrafi powstrzymać się od onanizmu najwyżej na miesiąc. Potem wszystko wraca ze zdwojoną siłą.

Na początku 2007 r. poznaje dziewczynę. Zależy mu na niej. Wie, że jeśli cały czas będzie się onanizował, nigdy nie stworzy normalnego związku. Trafia do wspólnoty.

Nie musi kupić flaszki

- Seksoholik niczym nie różni się od narkomana – nie ma wątpliwości Stanisław Pilewski, terapeuta uzależnień. Jest alkoholikiem, ale nie pije od 19 lat. – Alkoholik reguluje uczucia za pomocą alkoholu. Seksoholik też używa chemii: wyzwalanych podczas orgazmów endorfin. To, co seksoholik wytwarza w swoim mózgu, działa podobnie jak alkohol: tłumi strach, podnieca, wywołuje euforię. Różnica polega na tym, że seksoholik nie musi kupować flaszki. Po swój narkotyk może sięgnąć niemal w każdej chwili: fantazjując, oglądając porno, onanizując się. W przeciwieństwie do normalnego człowieka nie jest w stanie odroczyć potrzeby seksualnej – tłumaczy.

Seksoholikami zostają z reguły osoby wrażliwe, nie radzące sobie z emocjami, podatne na zranienie. Ludzie, którzy mają problemy z nawiązywaniem relacji opartych na autentycznej bliskości. W pewnym momencie odkrywają, że orgazm przynosi im ulgę, poprawia nastrój. Organizm potrzebuje jednak coraz większych dawek chemii. Uzależnienie rozwija się: zachowania stają się coraz bardziej ryzykowne, coraz trudniej je kontrolować. Poczucie wartości jest coraz niższe, uczucia coraz bardziej stępione, rwą się więzy społeczne. Życie rozpada się w drobny mak.

- My możemy dłużej chodzić pod krawatem i zachowywać pozory. W rzeczywistości niczym nie różnimy się od zapijaczonego menela żebrzącego na flaszkę – mówi Robert.

Żeby wyjść z nałogu trzeba bardzo chcieć i mieć wsparcie. Pierwsze wspólnoty uzależnionych od seksu powstały w Stanach Zjednoczonych w 1976 r. W Polsce – pod koniec lat 90. Dziś wspólnoty działają m.in. w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu, Lublinie. Skupiają kilkaset osób. Ok. 70-80 proc. to mężczyźni.

Zbyt brutalna prawda

Każda wspólnota ma jeden główny cel: nauczyć seksoholika trzeźwego seksu. Chory musi nauczyć się mówić o swoim nałogu, rozpoznawać sygnały ostrzegawcze, wytyczyć nowe granice, wyciszyć się. Temu służą mityngi, codzienna praca nad sobą, działanie na rzecz wspólnoty i przerabianie kolejnych z 12 kroków programu Anonimowych Seksoholików. Każdy we wspólnocie może wybrać sobie sponsora – seksoholika o dłuższym stażu trzeźwości. Do sponsora można zadzwonić o każdej porze dnia i nocy, gdy pojawia się pokusa. Prosta rozmowa rozładowuje stres, przerywa strumień obsesyjnych myśli. – Zdrowienie wymaga o wiele dokładniejszego wglądu w siebie niż w innych uzależnieniach. O wiele większej uważności. Alkoholikowi łatwiej wyeliminować zagrożenie – po prostu wyniesie alkohol z domu, będzie unikał sytuacji w których pił. A seksoholik? Przecież seks jest teraz wszędzie: TV, internet, reklamy. Wystarczy impuls, wspomnienie, moment rozluźnienia. Uzależniony od seksu swoją fabrykę narkotyków ma w mózgu i w każdej chwili może ją uruchomić. Seksoholikiem jest się do końca życia – przestrzega Pilewski.

Przy wychodzeniu z nałogu zaleca się co najmniej roczną abstynencję seksualną. Dla człowieka, dla którego seks był całym światem, to koszmar. Pojawia się zespół odstawienia: lęki, napady paniki, kołatanie serca, bóle mięśni, bóle głowy, torsje, bezsenność.

Wielu nie wytrzymuje. Ci, którzy przetrwają, odkrywają seks na nowo. O ile są w formalnym związku. Tu nie ma kompromisów. – Seks jest dopuszczalny tylko w małżeństwie: kościelnym lub cywilnym. To nieprzekraczalna granica. Każda inna aktywność seksualna nie jest trzeźwym seksem – mówi Paweł.

Sam nie uprawia seksu od sześciu lat. Nie rozwiódł się z żoną, więc nadal pozostaje w formalnym związku. Na mityngi chodzi dwa, trzy razy w tygodniu. Napisał 700 prac poświęconych swojemu nałogowi i anonimowym seksoholikom. Uporządkował życie. Rzucił biznes i po raz pierwszy w życiu pracuje na etacie. Odkrył, że zabawa z dziećmi może sprawiać mu wielką przyjemność. Pogodził się z rodzicami. Chciałby mieć znowu normalne małżeństwo, ale nie liczy na zbyt wiele. – Tego musi chcieć też żona. Sam zniszczyłem związek, więc nie mam prawa domagać się czegokolwiek – mówi.

Doświadczenia wspólnot nie pozostawiają wątpliwości: rozpoczynając proces trzeźwienia lepiej nie zwierzać się żonom lub mężom ze wszystkiego. Prawda może być zbyt brutalna. Robert dawkuje więc żonie wiedzę ostrożnie. – Gdy oznajmiłem jej, że zostałem anonimowym seksoholikiem, była zdziwiona. Przyznałem się do agencji towarzyskich, internetowego porno i dwóch zdrad. Nie wie jednak o najbardziej drastycznych szczegółach – mówi.

Po pięciu miesiącach abstynencji zaczął znów uprawiać seks z żoną. – To dla mnie jak zdobycie Mt. Everest. Bez pewnych bodźców trudno jest mi odbyć stosunek. Jakich? Chodzi o zadawanie bólu.

Trzeźwiejąc zaczął wyzbywać się egoizmu. Zaczyna lubić ludzi. Powoli przestaje patrzeć na świat tylko i wyłącznie przez pryzmat własnych potrzeb i zachcianek. Przestał się bać.

Marek od ponad roku zachowuje pełną abstynencję. Wyznał swojej dziewczynie wszystko, gdy tylko zorientował się, że nie jest to przelotna miłostka. Podziękowała za szczerość. Zrozumiała. Nie poszli ze sobą do łóżka. – Jestem pewny, że wtedy wszystko by wróciło – mówi. Zamierzają pobrać się pod koniec tego roku. – Uspokoiłem się. Po raz pierwszy mam poczucie, że po raz pierwszy jestem z kimś naprawdę. Wierzę, że seks w małżeństwie będzie wyrazem naszej bliskości.

Godzina za życie

Czy chcieliby powiedzieć coś ludziom, którzy nie wiedzą jak zerwać z nałogiem? – Trudno przyznać się przed samym sobą, że jest się seksoholikiem. Warto jednak to zrobić, nim będzie za późno. Rzadko się zdarza, że ktoś, kto stale pracuje nad sobą we wspólnocie, wrócił do nałogu. Codziennie trzeba poświęcić na to maksymalnie godzinę. To bardzo niewielka cena za uratowanie życia.

Kontakt do wspólnoty Anonimowych Seksoholików

E-mail: wspolnota.sa@wp.pl

Adres internetowy: www.seksoholicy.webpark.pl

Telefon: 798-056-677

piątek, 27 marca 2009

Przystojny facet to przekleństwo kobiety

Rozkosz dla oczu czy mężczyzna wysokiego ryzyka?

Czy warto mieć przystojnego faceta?

Ludowa mądrość mówi: przystojny facet u boku to prezent dla koleżanek. Zakochać się w takim jest łatwo, żyć zaś znacznie trudniej. A może to bzdura powtarzana przez kobiety, dla których amantów zabrakło?

czytaj dalej...
REKLAMA

Wszystkie małe dziewczynki marzą o księciu z bajki. Ale gdy dorastają, tylko niektóre szukają go na męża. Kto najczęściej? Dziewczyny atrakcyjne, które - co naturalne - ciągną do ludzi na swoim poziomie. Także piękności niepewne siebie, potrzebujące męskiego trofeum - zwykle typu macho - dla pokazania światu, że są coś warte. Trzeci typ to szare myszki. Do nich garną się amanci z kompleksami, którzy chcą mieć absolutną przewagę w związku. Ale ilu przystojniaków, tyle historii partnerskich. Czy warto wiązać się z kimś, kto rozpala koleżanki, a nas wprawia w kompleksy? Wiele z nas chce się o tym przekonać...

IMPREZA Z NIM TO HORROR

Kalina, 30 lat, nauczycielka j. angielskiego, modelka amatorka, od kilku lat związana też z modelem

Koleżanki ją przestrzegały: "Nie bierz sobie modela. Taki facet to narcyz. Tak kocha się w sobie, że nie wystarczy mu uczucia dla ciebie". Ale serce nie sługa. Kalina zakochała się właśnie w modelu. Jak jest? Ciężko. "Nie mam pretensji, że inne kobiety oglądają Łukasza, gdy w samych slipach paraduje po wybiegu. Albo gdy on obejmuje czule jakąś ślicznotkę. To jego zawód. Rozumiem to, bo sama jestem jakoś w tej branży" - mówi.
Poznali się podczas sesji zdjęciowej. Coś zaiskrzyło. "Ale jest problem" - zauważa. "Skoro nasza namiętność zrodziła się w pracy, równie dobrze jutro może zaiskrzyć między nim a inną modelką" - martwi się Kalina. Prywatnie też nieciekawie. "Wyjść z nim na imprezę to horror. Powód? Tłum adoratorek. Najpierw jest gra wstępna, czyli przyciąganie go wzrokiem. Potem już wszystkie chwyty dozwolone, nawet siadanie na kolanach. Coraz trudniej to znoszę, powoli mam dość...".

GDYBY NIE TA PIEKIELNA ZAZDROŚĆ

Natalia, 29 lat, dziennikarka freelanserka

"Atrakcyjny facet? Czasem boska rozkosz, ale częściej koszmarne utrapienie" - przyznaje Natalia, od pięciu lat związana z zabójczo pięknym facetem. "Przyznaję, że w chwilach szału zazdrości mam go ochotę oszpecić. Na szczęście na tym poprzestaję. Jeszcze." - żartuje. Smak utrapienia poznała na ich pierwszej wspólnej imprezie. "Wszystkie baby lepiły się do niego. Myślałam, że im oczy wykłuję. A Kuba? Rozkwitał! Puszył się jak paw. Gdy mu wygarnęłam, spytał zdziwiony: "Wolałabyś, żeby adorowali mnie panowie" - opowiada. Cóż, jej wybranek lubi być w centrum kobiecej uwagi. Sęk w tym, że zapomina wtedy o istnieniu żony. "Kiedyś robiłam mu sceny, trzaskałam drzwiami, pakowałam walizki. Nie działało. Zazdrość mnie niszczyła" - przyznaje. "Metodą prób i błędów opracowałam skuteczniejszą metodę. Gdy tylko zauważam, że zaczyna flirtować z moimi koleżankami, porywam do tańca innego przystojniaka. Nie schodzę z parkietu tak długo, aż w moim facecie odezwie się samczy instynkt posiadania. Wtedy znów ma ochotę tylko na mnie" - zapewnia. Wciąż wymyśla nowe sztuczki. "Raz uwodziłam jego przyjaciela. Usiadłam blisko niego, patrzyłam mu w oczy, ścisnęłam go za rękę. Wieczorem, gdy wróciliśmy do domu, mąż powiedział: "Kochanie, już rozumiem, co czujesz, gdy flirtuję z innymi kobietami". Nasz seks tej nocy był obłędny.

MDLI MNIE, GDY GO DOTYKAJĄ

Barbara, 25 lat, stylistka

"Robert wyłonił się z wody jak młody bóg i od razu zdobył moje serce" - przyznaje Basia, od dwóch lat związana z tancerzem erotycznym. Poznała go... na basenie. "Tego samego dnia w szatni ktoś mu ukradł plecak. Potem żartował, że w jednej chwili coś stracił i kogoś zyskał. Zaprosił mnie na kawę i tak się zaczęło" - opowiada. Była dumna, że boski Apollo wybrał właśnie ją. Do czasu gdy w mieście zobaczyła wielki plakat: "Wieczorki panieńskie ze striptizerem". Obok było zdjęcie... jej faceta, w stringach! To był dla niej szok. "Przecież spotykałam się z magistrem geografii" - wspomina. Robert tłumaczył, że to tylko praca, dobrze płatna. Nic więcej. Nawet zabrał ją na jedną z imprez. Zobaczyła, jak wije się w namiętnym tańcu, zrzuca powoli garderobę, spryskuje ciało bitą śmietaną. "Panienki piszczały z zachwytu, chciały zlizywać z niego tę śmietanę. Jedna z nich, jęcząc z podniecenia, złapała go za krocze. Myślałam, że oszaleję z zazdrości" - opowiada. Koszmarem są SMS-y od jego licznych wielbicielek. Napalone kobiety piszą: "Koteczku, mam ochotę się z tobą zabawić". "W nasz związek wkrada się nieufność, choć on zapewnia, że jest mi wierny. Ale w każdy weekend znika, bo ma pokazy. W marcu wcale się nie widujemy, wtedy pracy ma najwięcej. Ponosi mnie wyobraźnia: może właśnie teraz jest z inną kobietą, a nie w pracy? Chyba już mam zszargane nerwy."

» SONDA
Czy przystojny mąż to przekleństwo kobiety?
CZY DA SIĘ PRZEŻYĆ Z PRZYSTOJNYM MĘŻEM?

Tak, pod warunkiem że przy jego wyborze kierowaliśmy się osobowością, a nie tylko wyglądem. Rozczarowanie takim partnerem odczuwają zwłaszcza te dziewczyny, które jego charakter uznały za drugorzędny, zachłysnęły się seksapilem. I mało wymagały dla siebie. Bywa tak, gdy ktoś kieruje się presją otoczenia ("musisz mieć pięknego męża") albo chęcią zaimponowania innym ("pokażę, na co mnie stać!"). Jak żyć z "pięknisiem"? Trzymanie go na krótkiej smyczy zwykle przynosi odwrotny skutek i utwierdza go w przekonaniu, że jest niezastąpiony. Nie kontroluj go! Miej własny świat, to zawsze dodaje atrakcyjności. Jeśli ciąży ci jego powodzenie, ustal z nim kilka reguł, jak ma się zachowywać w towarzystwie. Ale upewnij się, czy nie wymagasz za wiele!

A co Wy sądzicie na ten temat? Czy przystojny mąż lub partner to powód do dumy, czy może jednak same z nim kłopoty? Zapraszamy do dyskusji na forum.

PRZECZYTAJ TAKŻE:

>>> Czy mężczyźni naprawdę są z Marsa?
>>> Czy dla pieniędzy można się tak upodlić?
>>> Będą reklamować aborcję w telewizji
>>> Mężczyzna z gatunku beznadziejnych

Wszyscy jesteśmy fetyszystami

Lista fetyszów opracowana przez seksuologów

Szymona Majewskiego kręcą damskie stopy. A ciebie?

Jeszcze pamiętasz ten upojny wieczór, kiedy wszystkie doznania w sypialni były tak nowe i intensywne. Sama nie wiesz, dlaczego tego właśnie dnia namiętność tak wybuchła. Nie pomyślałabyś przecież, że to dlatego, że w tle sączył się przemiły głos prezentera radiowej audycji...

czytaj dalej...
REKLAMA

Szymon Majewski niejednokrotnie - czy w wywiadach, czy w swoim programie w TVN, przyznawał się do swojego wielkiego fetysza. Jest wielbicielem damskich stóp. Chcesz zauroczyć gwiazdora? Przeparaduj przed nim z gołymi stopami, najlepiej zadbanymi, świeżutko z pedicure... Ani chybi padnie na kolana i obdarzy je pocałunkami. Dobra, rozmarzyłyśmy się...

CO JEST, A CO NIE JEST FETYSZEM

Bo wszystko może być fetyszem. Nie tylko stereotypowo kojarzone z tym słowem pióra, lateksy i kabaretki. Fetysz to coś, co wzbudza twoje podniecenie. Niezależnie, czy jest to przedmiot, część ciała, kolor, dźwięk czy inna rzecz z długiej ich listy. A swoje fetysze warto odnaleźć. Bo to twoi wspólnicy w sypialni i współwinni twojej rozkoszy. Zapewne już wiesz, co powoduje twoje drżenie. Ale czy na tym koniec? Oto lista tych najpopularniejszych, opracowana przez seksuologów.

CZTERY LITERY

I nie chodzi tu o słowo "love"... Bo choć z pewnością największym wśród wszystkich fetyszy jest z pewnością uczucie do ukochanego, nie ma go w niniejszym zestawieniu. Zamiast tego, na szczytowej pozycji znajdują się męskie pośladki. Twarda, umięśniona, zaokrąglona męska pupa... Jeśli jeszcze nie odkryłaś jej uroków, zapoznaj się z nimi bliżej. Zarówno widok, jak i dotyk mogą przyprawić cię o dreszcze. Podkreślisz je, kupując mu w prezencie wygodne bokserki. Komfortowo leżąca, jedwabista w dotyku bielizna to coś, w czym on na pewno poczuje się świetnie. A ty będziesz mogła się rozkoszować widokiem i dotykiem.

ROZKOSZ W JEDNYM PALCU

... a właściwie w całej dłoni. Osiem na dziesięć kobiet przyznaje się do zwracania wielkiej uwagi na ręce mężczyzny. Jakie powinny być? Grube i sękate niczym dłonie drwala czy zapaśnika, a może smukłe i subtelne niczym dłonie skrzypka lub pianisty? Nie ma reguły. Ważne, by były zadbane. Sama wiesz, jak trudno zmusić go, by regularnie używał kremu do rąk... Zastosuj wybieg i sama go nasmaruj pod pretekstem relaksującego masażu dłoni. Taki masaż może się przedłużyć i ogarnąć całkiem nowe terytoria...

» SONDA
A na ciebie co najbardziej działa?
NAJLEPSZE PERFUMY ŚWIATA

To nie żaden z dostępnych w drogeriach markowych zapachów, ale jego własna markowa naturalna woń. To, że zapach ukochanego kobieta wyczuje wśród dziesiątek innych, udowodniono już dawno. Ostatnio jednak naukowcy dowiedli, że doskonale jesteśmy w stanie wywąchać jego podniecenie. Męski pot za sprawą hormonu zwanego androstadienonem zmienia zapach pod wpływem pobudzenia seksualnego. I ta woń jest najbardziej oszałamiającym z afrodyzjaków.

... I NAJLEPSZE SŁUCHOWISKO

Stara prawda: mężczyźni są wzrokowcami, kobiety - słuchowcami. On nie oprze się czerwonym szpilkom na zgrabnej nodze, ona - jego głębokiemu głosowi. Im niższy głos, tym wyższy poziom testosteronu jego posiadacza - a to jest dobrym prognostykiem dla miłosnych uciech. To dlatego taką dziwną słabość czujesz, rozmawiając z tym przemiłym telemarketerem i uwielbiasz aksamitne radiowe głosy. To dlatego uwielbiasz, jak szepcze ci namiętnie do samego ucha. Nie? Być może twój ukochany nadaje na wyższych rejestrach. No, ale od czego są te ballady albo nocne audycje radiowe...