Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TRYBUNAŁ KONSTYTUCYJNY. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TRYBUNAŁ KONSTYTUCYJNY. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 maja 2011

TK odmówił zbadania, czy symbole NOP są faszystowskie. Bo sąd powołał się na Wikipedię

mar, PAP
2011-05-24, ostatnia aktualizacja 53 minuty temu

Trybunał Konstytucyjny nie oceni konstytucyjności symboli Narodowego Odrodzenia Polski, bo wniosek sądu, który kwestionował je jako faszystowskie, miał braki formalne. Według TK sąd m.in. nie przedstawił dowodów, a powołał się na wiedzę ogólną i Wikipedię.


Źródło: Wikipedia.org
"Faszyzm" - artykuł w Wikipedii
Przy pięciu zdaniach odrębnych TK uznał "niedopuszczalność wydania wyroku" ze względu na braki formalne wniosku sądu i umorzył sprawę. Nie wyklucza to ponowienia wniosku przez sąd - przy zachowaniu wymogów formalnych.

TK rozpatrywał wniosek warszawskiego sądu z 2010 r. o zbadanie zgodności z konstytucją "celów i działania" partii politycznej NOP (znanej z wystąpień o charakterze rasistowskim). Sąd kwestionował trzy z czterech nowych symboli NOP zgłoszonych do ewidencji: orła z pękami liktorskimi i toporkiem (sąd podkreślał, że rózgi - po łacinie: fasces - to symbol faszyzmu, skąd wziął on swą nazwę), krzyża celtyckiego (według sądu - symbolu neofaszystowskiego) oraz znaku "zakaz pedałowania" (co według sądu "wskazuje na głoszenie przez partię nietolerancji społecznej"). Sąd podkreślał, że konstytucja zakazuje istnienia partii i organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu.

TK: Program NOP nie wyraża nienawiści rasowej czy narodowościowej

NOP uznawał stanowisko sądu za niezasadne. Jego zdaniem fasces oznaczają "władzę, porządek, bezpieczeństwo, suwerenność"; krzyż celtycki jest "jedną z form krzyża akceptowanych przez Kościół jako religijny symbol chrześcijan", a "zakaz pedałowania" wyraża "walkę z promocją dewiacji, w tym pedofilii".

Jak można przeczytać na stronie TK, jeszcze w kwietniu na tzw. posiedzeniu niejawnym TK w pełnym składzie 14 sędziów pod przewodem swego prezesa Andrzeja Rzeplińskiego uznał, że nie może wydać wyroku. Zdania odrębne złożyli sędziowie: Mirosław Granat, Małgorzata Pyziak-Szafnicka, Piotr Tuleja, Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz i Marek Zubik.

W kwietniu 2010 r. prezes TK wezwał sąd do usunięcia braków formalnych i wskazanie, czy przedmiotem badania TK mają być tylko cele, czy także działalność NOP oraz o uzasadnienie zarzutu niezgodności z Konstytucją celów partii. Sąd odparł, że chce zbadania obu kwestii. Prezes TK jeszcze dwa razy wzywał sąd o takie uzupełnienie.

TK podkreślił, że sam statut NOP nie wzbudził wątpliwości sądu; dotychczas zarejestrowano też symbole NOP. Program NOP "wprost nie odwołuje się do totalitarnych metod, nie wyraża nienawiści rasowej czy narodowościowej" - ocenił TK.

Wniosek sądu ws. symboli NOP nie spełnia wymogów formalnych

Uznano, że ocenie TK podlegają też symbole partii, bo są "formą ekspresji poglądów". TK uznał jednak, że wniosek sądu co do żadnego z symboli NOP nie spełnia wymogów formalnych. "W odpowiedzi na wezwanie do uzupełnienia braków formalnych przez wskazanie dowodów uzasadniających podniesione zarzuty, sąd zaakcentował przede wszystkim wiedzę powszechnie dostępną, powołał się ponadto na wydruki ze strony internetowej partii politycznej NOP oraz wydruki z Wikipedii" - głosi uzasadnienie TK.

"Przedkładając wydruki z wikipedii, sąd w żaden jednak sposób nie powiązał ich z przedłożonymi wydrukami ze strony internetowej partii. Nie wskazał w szczególności na tożsamość symboli, do których zarejestrowania partia zmierza, z tymi, które w ocenie sądu są nośnikami treści faszystowskich czy neofaszystowskich, a które opisane są w Wikipedii" - napisał TK.

"Należy tu zauważyć również to, że faszystowski, czy neofaszystowski, charakter zgłoszonych do ewidencji symboli, którymi zamierza się posługiwać partia Narodowe Odrodzenie Polski, nie jest na tyle oczywisty, aby dowodzenie tej okoliczności można było zastąpić surogatem udowodnienia w postaci notoryjności" - podkreślił TK. Według TK obowiązkiem sądu było wykazanie, że symbole mają charakter faszystowski, a domniemywanie tego jest niedopuszczalne, zwłaszcza jeżeli zważyć na konstytucyjne gwarancje wolności zrzeszania się oraz wolności wypowiedzi.

TK dodał, że sąd ma prawo do przedkładania takich dowodów, jakie uzasadniają jego wątpliwości konstytucyjne, ale muszą one dostarczać TK przesłanek umożliwiających ocenę wątpliwości sądu. "Od sądu, jako podmiotu uprawnionego do wszczęcia postępowania przed Trybunałem, należy oczekiwać szczególnej staranności w wypełnianiu wymogów formalnych pisma inicjującego postępowanie" - stwierdził TK. Tymczasem, mimo trzykrotnego wzywania do uzupełnienia braków, sąd nie spełnił obowiązku w zakresie przedstawienia dowodów uzasadniających zarzut - dodano.

wtorek, 2 listopada 2010

Partie psują Trybunał

Ewa Siedlecka
2010-11-02, ostatnia aktualizacja 2010-11-02 06:52

Trybunał Konstytucyjny
Trybunał Konstytucyjny
Fot. Sławomir Kamiński / AG

Tylko jeden z pięciu kandydatów do Trybunału Konstytucyjnego ma pozytywną rekomendację środowisk prawniczych. Czeka nas Trybunał jednorodny światopoglądowo - konserwatywny

Dzisiaj upływa termin zgłaszania kandydatur na cztery zwalniające się miejsca w Trybunale. Nieoficjalnie wiadomo, kogo zgłoszą PO, PSL i PiS.

Od kilku miesięcy środowiska prawnicze apelują do polityków, by skonsultowali z nimi kandydatów do TK. Zgodnie z konstytucją mają się "wyróżniać wiedzą prawniczą". Uniwersyteckie wydziały prawa przedstawiły politykom listę kilkunastu rekomendowanych osób. Politycy nie wysłuchali apeli. Wśród zgłoszonych kandydatur tylko jedną - prof. Tulei - rekomendowały środowiska prawnicze, w tym trzech b. prezesów TK.

Rekomendowani przez PO

Prof. Bogusław Banaszak z Uniwersytetu Wrocławskiego za rządów PiS został szefem Rady Legislacyjnej przy premierze. Był doradcą rzecznika praw obywatelskich Janusza Kochanowskiego. Przygotował dla niego opinię krytykującą unijną Kartę Praw Podstawowych jako dokument zbędny i niejasny. Rzecznik zalecił wtedy rządowi PiS-LPR-Samoobrony nieprzystępowanie do rozdziału Karty pt. "Solidarność" zawierającego prawa socjalne (m.in. ochronę zdrowia) i związkowe. Tak się też stało.

Jako członek Rady Legislacyjnej prof. Banaszak negatywnie zaopiniował też ustawę o równym traktowaniu. Uznał ją za zbędną.

Stanisław Rymar, były prezes Naczelnej Rady Adwokackiej, nie ma żadnego dorobku naukowego. Na stronie jego kancelarii Rymar i Wspólnicy jest informacja, że "specjalizuje się w prawie cywilnym, karnym, sportowym oraz w postępowaniu sądowym cywilnym i karnym". Z prawem konstytucyjnym nie miał do czynienia.

Od 2007 r. jest członkiem Trybunału Stanu z rekomendacji PO; funkcja to symboliczna, bo ten trybunał jest akurat ciałem martwym.

Rymar w maju 2011 r. skończy 70 lat. Wtedy nie mógłby zostać wybrany do TK, bo jego sędziowie powinni spełniać kryteria takie jak sędziowie Sądu Najwyższego, oni zaś przechodzą w stan spoczynku po ukończeniu 70 lat. Jeśli jednak sędzia TK już jest wybrany, limit wieku nie obowiązuje. Kadencja w TK trwa dziewięć lat, więc pod jej koniec Rymar będzie już człowiekiem sędziwym.

Prof. UJ Piotr Tuleja jest dyrektorem Zespołu Wstępnej Kontroli Skarg Konstytucyjnych i Wniosków w TK. Doktoryzował się z ochrony praw człowieka w konstytucji, ma też wiele publikacji na temat praw i wolności człowieka i prawa konstytucyjnego. W środowisku prawniczym ma wyśmienitą opinię. Jego kandydaturę wysunął Uniwersytet Jagielloński i trzech b. prezesów TK.

Rekomendowany przez PSL

Prof. UW Marek Zubik, szef Rady Legislacyjnej przy premierze, ma 36 lat, ledwo więc spełnia kryteria ustawowe. Czy jednak w tym wieku nawet dobry prawnik jest wystarczająco doświadczony, by orzekać w TK?

W środowisku prawniczym prof. Zubik oceniany jest jako człowiek robiący dynamiczną karierę, o już bogatym dorobku. - To prawnik teoretyk o dobrym warsztacie, choć nie z tych, którzy wyznaczają nowe kierunki myślenia - ocenia jeden z profesorów.

Gorszą opinię ma jako pracownik. Był w latach 2002-07 wicedyrektorem Zespołu Wstępnej Kontroli Skarg Konstytucyjnych i Wniosków w TK. Potem rzecznik Janusz Kochanowski mianował go swoim zastępcą (był nim do czerwca br.). Jak mówi jego były szef - b. prezes TK Jerzy Stępień - odejście prof. Zubika nie było stratą dla Trybunału, bo nie odznaczył się wytężoną pracą. W biurze RPO opinie są podobne.

Dla rzecznika opracował projekt zaskarżenia do TK przepisów ustawy antyaborcyjnej, które dopuszczają aborcję w razie zagrożenia życia lub zdrowia kobiety i gdy płód jest ciężko i nieodwracalnie uszkodzony. Ostatecznie Janusz Kochanowski nie zaskarżył ich do Trybunału.

Na macierzystym Wydziale Prawa i Administracji UW prof. Zubik wywołał niedawno kontrowersje udziałem w cyklu wykładów organizowanych przez Opus Dei dla studentów skupionych wokół Ośrodka Akademickiego "Przy Filtrowej" (w Warszawie). Wbrew akademickim zasadom niedyskryminacji i otwartości wykładów mogła słuchać wyłącznie "młodzież męska".

Prof. Zubik kandyduje do TK, choć funkcję szefa Rady Legislacyjnej przyjął cztery miesiące temu na czteroletnią kadencję. Czy takie zmienianie funkcji dobrze świadczy o stosunku do służby publicznej?

Rekomendowana przez PiS

Prof. UW Krystyna Pawłowicz specjalizuje się w prawie gospodarczym. Jest znana z eurosceptycyzmu. Odradzała przystąpienie Polski do traktatu lizbońskiego, twierdząc, że jest sprzeczny z konstytucją (niedługo TK rozpatrzy wniosek grupy posłów PiS w tej sprawie). Opowiada się za szeroką lustracją. Z rekomendacji PiS zasiadła w radzie nadzorczej TVP i Trybunale Stanu.

Źródło: Gazeta Wyborcza


Więcej... http://wyborcza.pl/Polityka/1,103835,8598198,Partie_psuja_Trybunal.html#ixzz147lvnUl7

piątek, 27 listopada 2009

Poseł zaskarżył Traktat Lizboński; ma 63 podpisy

PAP, PH/27.11.2009 19:44

Antoni Macierewicz, fot. Bartłomiej Zborowski
PAP

Poseł PiS Antoni Macierewicz poinformował, że skierował do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o orzeczenie niezgodności z ustawą zasadniczą Traktatu z Lizbony. Jak dodał, pod wnioskiem podpisało się 61 posłów PiS i dwóch niezrzeszonych.
Autorzy wniosku - jak napisano w jego uzasadnieniu - uważają, że zaskarżone przez nich "unormowania Traktatu z Lizbony oznaczają, że w tym kształcie jest on niezgodny zarówno z zasadą pierwszeństwa konstytucji przed każdym innym unormowaniem prawnym, jak i z zasadą suwerennego i demokratycznego stanowienia o losie RP".

Wnioskodawcy zaskarżają Traktat, uważając, że jego przepisy mogą doprowadzić do sytuacji, że Polska będzie musiała zaakceptować rozstrzygnięcia unijnych organów, nawet jeśli polskie władze nie będą ich akceptować. Taka sytuacja zaś - zdaniem wnioskodawców - godzi w zasadę suwerenności narodu, który bezpośrednio lub przez swoich przedstawicieli, czyli władze, decyduje o sprawach swego państwa. Według autorów wniosku, prawo unijne nie może być nadrzędne nad prawem krajowym.

Zgodnie z Traktatem Lizbońskim od 2014 r. w kwestiach, w których Rada UE podejmuje decyzje kwalifikowaną większością, obowiązywać zacznie system podwójnej większości państw (55 proc.) i obywateli (65 proc.) - jest on mniej korzystny z polskiego punktu widzenia niż obecny system nicejski. Odsunięcie w czasie obowiązywania tej zasady do roku 2014 odbyło się na wniosek Polski.

Do tego czasu będą obowiązywały dotychczasowe, korzystne dla Polski zasady głosowania w Radzie UE, które przewiduje Traktat z Nicei. Jednak - również na wniosek Polski - przez prawie trzy kolejne lata, od 1 listopada 2014 do 31 marca 2017 roku, każdy kraj będzie mógł zażądać powtórnego głosowania w systemie nicejskim i jeśli zbuduje mniejszość blokującą, decyzja nie zapadnie.

Ponadto Traktat znosi zasadę jednomyślności w Radzie (ministrów) UE - czyli jest to zniesienie prawa weta pojedynczych państw - w ponad 40 sprawach - głównie proceduralnych; weto utrzymano jednak w takich kwestiach, jak zmiany w traktatach, poszerzenie UE, polityka zagraniczna i obronna, zabezpieczenie socjalne, podatki i kultura.

- Traktat jest zaskarżony w całości, a w szczególności przepisy Traktatu, które zmieniają regulacje dotychczasowych traktatów pozwalające na głosowanie większością, co skutkuje tym, że Rzeczpospolita może znaleźć się w sytuacji, że nie akceptując danej zmiany ustawowej, będzie musiała ją przyjąć - powiedział Macierewicz.

Wnioskodawcy zaskarżyli art. 1 i 2 Traktatu Lizbońskiego "w tym zakresie, w jakim zmienione przez niego artykuły Traktatu o UE dopuszczają stanowienie przez Radę Unii Europejskiej wbrew stanowisku RP aktów prawnych obowiązujących na terytorium RP lub wiążących ją w stosunkach zewnętrznych".

Według wnioskodawców przepisy te są niezgodne z art. 90 ust 1 i 3 konstytucji. Przewiduje on, że RP może na podstawie umowy międzynarodowej przekazać organizacji międzynarodowej kompetencje organów władzy państwowej w niektórych sprawach oraz, że wyrażenie zgody na ratyfikację takiej umowy może być uchwalone w referendum ogólnokrajowym.

Ponadto, jak podkreślono, przepisy art. 1 i 2 Traktatu są niezgodne z przepisem ustawy zasadniczej, stanowiącym, że konstytucja jest najwyższym prawem RP. "Co w szczególności oznacza niezgodność z wyrażoną w preambule Konstytucji RP zasadą suwerennego i demokratycznego stanowienia Rzeczypospolitej Polskiej o losie Ojczyzny oraz zasadą nadrzędności Konstytucji RP nad wszelkim prawem obowiązującym w RP" - czytamy w uzasadnieniu wniosku.

Posłowie wnoszą także o orzeczenie przez Trybunał, że Deklaracja nr 17 dołączona do aktu końcowego konferencji międzyrządowej, która przyjęła Traktat z Lizbony, jest niezgodna z polską ustawą zasadniczą, gdyż - jak uzasadniał Macierewicz - "stanowi ona o wyższości prawa unijnego nad konstytucją".

Równocześnie wnioskodawcy - na wypadek gdyby TK nie orzekł o niezgodności z konstytucją zaskarżonych przez nich postanowień Traktatu - zwracają się do Trybunału o orzeczenie niezgodności z ustawą zasadniczą art. 1 ustawy o ratyfikacji Traktatu z Lizbony.

- Ustawa zezwoliła na ratyfikację, nie wskazując na konieczność dołączenia do Traktatu ustaw okołotraktatowych, które pozwoliłyby na akceptację (unijnego) ustawodawstwa podejmowanego większością głosów poprzez uprzednie przyjmowanie ustaw sejmowych - powiedział Macierewicz.

W jego opinii, "aby Traktat mógł być uznany za zgodny z konstytucją, musiałyby istnieć ustawy okołotraktatowe, które mówiłyby, że przed rozważaniem przez przedstawiciela Polski wniosku, który jest głosowany większością w Unii Europejskiej, każdorazowo musiałaby być ustawa Sejmu, Senatu lub referendum, dokładnie tak jak jest w Niemczech i Czechach".

W Niemczech w związku z Traktatem Lizbońskim parlament przyjął ustawy kompetencyjne. W myśl ustaw stanowisko parlamentu powinno być podstawą dla działań rządu, ale ten będzie miał możliwość odstąpienia od wytycznych parlamentu w przypadku zaistnienia istotnych powodów.

Bundestag będzie też m.in. wyrażał zgodę w przypadku przeniesienia kompetencji na UE w takich dziedzinach jak prawo karne, polityka obronna, ochrona środowiska, prawo rodzinne w aspekcie transgranicznym czy prawo pracy i sprawy socjalne, a także w przypadku zastosowania tzw. klauzuli elastyczności, która daje UE możliwość podejmowania działań w sferach nieprzewidzianych traktatem.

Macierewicz przyznał, że miał wątpliwości, czy można złożyć wniosek do Trybunału, w sytuacji gdy - jak to jest obecnie - Traktat Z Lizbony nie jest jeszcze opublikowany w polskim Dzienniku Ustaw. - Brałem to pod uwagę. Po opublikowaniu w Dzienniku Ustaw UE takie wątpliwości powinny ustąpić. Czekanie w nieskończoność byłoby nieracjonalne - podkreślił.

Macierewicz zaznaczył, że gdyby wniosek był zakwestionowany ze względów formalnych, złoży go ponownie, po publikacji Traktatu w polskim Dzienniku Ustaw.

W ocenie posła PiS, jeżeli Trybunał nie przychyli się do wniosku, to "popełni samobójstwo", bo pozbawi się kompetencji do orzekania o zgodności unijnego prawa z konstytucją i przyjmie jego wyższość nad polskim ustawodawstwem.

Podobny wniosek do TK ma przygotowany grupa senatorów PiS. Jak powiedział PAP senator Piotr Andrzejewski ze złożeniem wniosku czekają do czasu opublikowania Traktatu z Lizbony w polskim Dzienniku Ustaw.

środa, 20 maja 2009

Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w sprawie sporu kompetencyjnego prezydent - premier z 20 maja 2009

Kpt 2/08

Komunikat prasowy po rozprawie dotyczącej sporu kompetencyjnego w sprawie określenia centralnego konstytucyjnego organu państwa, który uprawniony jest do reprezentowania Rzeczypospolitej Polskiej w posiedzeniach Rady Europejskiej.

27 marca i 20 maja 2009 r. Trybunał Konstytucyjny w pełnym składzie rozpoznawał wniosek Prezesa Rady Ministrów dotyczący sporu kompetencyjnego w sprawie określenia centralnego konstytucyjnego organu państwa, który uprawniony jest do reprezentowania Rzeczypospolitej Polskiej w posiedzeniach Rady Europejskiej.

W postanowieniu z 20 maja 2009 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł:
1. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, Rada Ministrów i Prezes Rady Ministrów w wykonywaniu swych konstytucyjnych zadań oraz kompetencji kierują się zasadą współdziałania władz, wyrażoną w Preambule oraz w art. 133 ust. 3 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.

2. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, jako najwyższy przedstawiciel Rzeczypospolitej, może, na podstawie art. 126 ust. 1 Konstytucji, podjąć decyzję o swym udziale w konkretnym posiedzeniu Rady Europejskiej, o ile uzna to za celowe dla realizacji zadań Prezydenta Rzeczypospolitej określonych w art. 126 ust. 2 Konstytucji.

3. Rada Ministrów, na podstawie art. 146 ust. 1, 2 i 4 pkt 9 Konstytucji, ustala stanowisko Rzeczypospolitej Polskiej na posiedzenie Rady Europejskiej. Prezes Rady Ministrów reprezentuje Rzeczpospolitą Polską na posiedzeniu Rady Europejskiej i przedstawia ustalone stanowisko.

4. Udział Prezydenta Rzeczypospolitej w konkretnym posiedzeniu Rady Europejskiej wymaga współdziałania Prezydenta Rzeczypospolitej z Prezesem Rady Ministrów i właściwym ministrem na zasadach określonych w art. 133 ust. 3 Konstytucji. Celem współdziałania jest zapewnienie jednolitości działań podejmowanych w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej w stosunkach z Unią Europejską i jej instytucjami.

5. Współdziałanie Prezydenta Rzeczypospolitej z Prezesem Rady Ministrów i właściwym ministrem umożliwia odniesienie się Prezydenta Rzeczypospolitej - w sprawach związanych z realizacją jego zadań określonych w art. 126 ust. 2 Konstytucji - do stanowiska Rzeczypospolitej Polskiej ustalanego przez Radę Ministrów. Umożliwia też sprecyzowanie zakresu i form zamierzonego udziału Prezydenta Rzeczypospolitej w konkretnym posiedzeniu Rady Europejskiej.

Przedmiotem sporu kompetencyjnego (art. 189 konstytucji) rozstrzygniętego postanowieniem Trybunału Konstytucyjnego z 20 maja 2009 r., była kwestia ujęta w pytaniu Prezesa Rady Ministrów, kto "uprawniony jest do reprezentowania Rzeczypospolitej Polskiej w posiedzeniach Rady Europejskiej w celu prezentowania na nim stanowiska Państwa".

Trybunał przyjął, że istotą realnego sporu są dwie funkcjonalnie powiązane kompetencje:
- "określanie" centralnego konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej, uprawnionego do reprezentowania państwa na posiedzeniach Rady Europejskiej;
- "prezentowanie" (przedstawianie) na posiedzeniach Rady Europejskiej stanowiska Rzeczypospolitej.
Problem powstaje w sytuacji, gdy Prezydent Rzeczypospolitej wyrazi zamiar wzięcia udziału w posiedzeniu Rady Europejskiej, podczas gdy udziału tego nie przewidywała Rada Ministrów.

Zarówno Prezydent Rzeczypospolitej i Rada Ministrów mają właściwe dla każdego z nich zakresy działania i kompetencji przy jednoczesnym wskazaniu sytuacji wymagających wzajemnego i lojalnego współdziałania. W kształtowaniu relacji pomiędzy RP a instytucjami Unii Europejskiej, oba organy występujące w sporze uczestniczą w sposób zróżnicowany w zakresie i w formach zdeterminowanych konstytucyjnie oraz ustawowo (zgodnie z art. 126 ust. 3 oraz art. 146 ust. 1, 2 i 4 konstytucji).

Przedmiotem obrad Rady Europejskiej są zagadnienia z zakresu wszystkich trzech "filarów" Unii: Wspólnoty Europejskiej i jej polityk, wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa oraz współpracy policyjnej i sądowej w sprawach karnych.
W posiedzeniu Rady Europejskiej, na którym przyjmowane są wnioski, każdej delegacji państwa członkowskiego przysługują dwa miejsca. Określenie (art. 4 Traktatu o Unii Europejskiej) "szefowie państw lub rządów", którzy uczestniczą w posiedzeniach Rady Europejskiej - odsyła do konstytucji i ustawodawstw krajowych.
Ponieważ określenie organu państwa uprawnionego do reprezentowania Rzeczypospolitej Polskiej w posiedzeniach Rady Europejskiej w celu przedstawiania na nim stanowiska Państwa nie zostało konstytucyjnie uregulowane w sposób literalny i jednoznaczny, konieczna jest wykładnia systemowa odpowiednich unormowań konstytucyjnych.

Zgodnie z art. 146 ust. 1 konstytucji Rada Ministrów prowadzi politykę wewnętrzną i zagraniczną Rzeczypospolitej Polskiej. Trybunał stwierdza, że materia "europejska" (unijna) pozostaje w ścisłym związku z tradycyjnie rozumianą "polityką wewnętrzną" (taką jak: polityka gospodarcza, rolna, transportowa, ekologiczna). Im bardziej przedmiot obrad Rady Europejskiej wiąże się z polityką wewnętrzną, którą prowadzi i za którą politycznie odpowiada Rada Ministrów, tym mniej zasadne jest uczestnictwo w posiedzeniach Rady Europejskiej innych niż Rada Ministrów organów państwa.

Rada Ministrów realizuje konstytucyjną funkcję "ogólnego kierownictwa w dziedzinie stosunków z innymi państwami i organizacjami międzynarodowymi" (art. 146 ust. 4 pkt 9). Zapewnia ona zewnętrzne bezpieczeństwo państwa (art. 146 ust. 4 pkt 8). Prowadzi też politykę wewnętrzną i zagraniczną Rzeczypospolitej Polskiej (art. 146 ust. 1). Dysponuje także kompetencją zawierania umów międzynarodowych. Na rzecz Rady Ministrów działa domniemanie właściwości w sprawach "polityki państwa" niezastrzeżonych dla innych organów państwowych i samorządu terytorialnego (art. 146 ust. 2).

Właściwość Rady Ministrów w "prowadzeniu polityki zagranicznej" nie jest równoznaczna z wyłączną kompetencją (właściwością rzeczową) Rady Ministrów w zakresie reprezentowania Rzeczypospolitej Polskiej wobec innych państw i organizacji międzynarodowych. Uwzględnić tu bowiem należy treść art. 133 ust. 1 określającego Prezydenta Rzeczypospolitej jako "reprezentanta państwa w stosunkach zewnętrznych". Zgodnie z art. 146 ust. 2 konstytucji do Rady Ministrów należą zatem wszystkie sprawy reprezentacji państwa, z wyjątkiem tych, które w wyraźny sposób zostały - w zakresie art. 133 ust. 1 i 2 - zastrzeżone na rzecz Prezydenta Rzeczypospolitej. Realizacja konstytucyjnych kompetencji Prezydenta Rzeczypospolitej określonych w art. 133 ust. 1 wymaga współdziałania z Prezesem Rady Ministrów, ministrem spraw zagranicznych, a nadto - w zakresie art. 133 ust. 1 pkt 1 - z Sejmem i Senatem.

Prowadzenie polityki wewnętrznej i zagranicznej należy do Rady Ministrów. Prezes Rady Ministrów zaś na podstawie art. 148 pkt 4 "zapewnia wykonanie polityki Rady Ministrów i określa sposoby jej wykonywania".
Działania Prezesa Rady Ministrów są zatem pochodną konstytucyjnej funkcji "reprezentowania Rady Ministrów" (art. 148 pkt 1) oraz konstytucyjnego zadania "zapewnienia realizacji polityki Rady Ministrów i określania sposobów jej wykonywania" (art. 148 pkt 4). W ramach zadania wskazanego w art. 148 pkt 4 Konstytucji mieści się określanie przez Prezesa Rady Ministrów sposobu reprezentacji Rady Ministrów na posiedzeniach Rady Europejskiej.
Prowadzenie przez Radę Ministrów polityki zagranicznej i sprawowanie "ogólnego kierownictwa" w stosunkach z innymi państwami i organizacjami międzynarodowymi oraz pozostawanie organem właściwym w sprawach "nie zastrzeżonych dla innych organów państwowych" obejmuje ustalanie treści stanowiska Rzeczypospolitej we wszystkich zakresach jej stosunków zewnętrznych, w tym: we wszystkich zakresach (i na wszystkich forach) relacji z Unią Europejską. Ustalenie stanowiska Rzeczypospolitej Polskiej na każde posiedzenie Rady Europejskiej należy, zgodnie z art. 146 ust. 2 konstytucji, do wyłącznej właściwości Rady Ministrów.

Prezes Rady Ministrów ma generalne uprawnienie do reprezentowania Rady Ministrów i określa sposoby wykonywania polityki kierowanej przez siebie Rady Ministrów. Uczestnictwo Prezesa Rady Ministrów w posiedzeniach Rady Europejskiej jest bezpośrednią konsekwencją jego funkcji ustrojowych w Radzie Ministrów i w systemie organów państwowych.

Prezydent Rzeczypospolitej urzeczywistniając przypisane mu przez prawo funkcje oraz zadania działa niezależnie od Rady Ministrów, "na własny rachunek". Dotyczy to funkcji Prezydenta określonych w art. 126 ust. 1 konstytucji.
Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej nie ma wynikających wprost z konstytucji uprawnień służących samodzielnemu prowadzeniu polityki zagranicznej Rzeczypospolitej.
Nie jest też upoważniony do samodzielnego prowadzenia polityki zagranicznej ani do sprawowania kierownictwa w dziedzinie stosunków z organizacjami międzynarodowymi. Zadania Prezydenta, określone w art. 126 ust. 2, jak też kompetencje wskazane w art. 133 ust. 1 konstytucji wykazują szereg odniesień do sfer polityki: zagranicznej, wewnętrznej oraz "unijnej", prowadzenie których pozostaje w gestii Rady Ministrów.

Konstytucja RP czyni Prezydenta "najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej" nie rozciągając analogicznej funkcji na inne organy państwowe, ani nie przewidując udziału tych organów w pełnieniu tak określonej funkcji Prezydenta. Stąd wynika, że Prezydent - na zasadach i w granicach wyznaczonych przez konstytucję i ustawy (art. 126 ust. 3 konstytucji) - samodzielnie postanawia o miejscu i formach urzeczywistnienia funkcji określonej w art. 126 ust. 1 konstytucji.
Rola Prezydenta jako "najwyższego przedstawiciela Rzeczypospolitej Polskiej" i "gwaranta ciągłości władzy państwowej" została przedmiotowo ukierunkowana - w art. 126 ust. 2 jako: czuwanie nad przestrzeganiem konstytucji, stanie na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa oraz nienaruszalności i niepodzielności jego terytorium. Przepis ten wyznacza zakres zadań, jakie konstytucja stawia przed Prezydentem, określając ramy, sferę realizacji i charakter jego ról określonych w art. 126 ust. 1 konstytucji.

Treść art. 126 ust. 2 konstytucji określa zadania, a nie kompetencje. Wymienione w art. 126 ust. 2 zadania są realizowane przez Prezydenta wspólnie i w porozumieniu z innymi organami władzy państwowej. W zakresie żadnego ze wskazanych zadań Prezydent nie ma wyłączności ich realizacji w formach władczych. Ustalonych w art. 126 ust. 2 zadań (celów) Prezydent nie może realizować w sposób dowolny. Realizując je może sięgać bowiem jedynie po kompetencje określone w konstytucji i ustawach. Sięganie przez Prezydenta po te kompetencje następować może jedynie w sytuacji, gdy służy to realizacji celów, wyrażonych w art. 126 ust. 2 konstytucji.

Stanie na straży nienaruszalności i niepodzielności terytorium państwa polskiego oznacza zobowiązanie do przeciwdziałania wszelkim próbom cesji najmniejszej choćby części obszaru terytorialnego Polski, w tym również wód terytorialnych; przeciwdziałanie politycznej dezintegracji terytorium Polski, powstawaniu zróżnicowanych porządków publicznych, wykraczających poza konstytucyjnie dopuszczalną decentralizację władzy. Dotyczy także przeciwdziałania podejmowaniu prób wprowadzenia autonomii terytorialnej oraz dążeniom do federalizacji Polski.
Wystąpienie w ramach Unii Europeskiej zagrożeń dla integralność terytoriów państw członkowskich jest w wysokim stopniu nierealne. Okoliczność ta istotnie zawęża potrzebę udziału Prezydenta w posiedzeniach Rady Europejskiej motywowanego staniem na straży "nienaruszalności i niepodzielności terytorium" Rzeczypospolitej (art. 126 ust. 2 in fine).

Troskę o bezpieczeństwo (rozumianą jako śledzenie, przeciwdziałanie i zwalczanie przeszkód w funkcjonowaniu państwa) Prezydent urzeczywistnia przede wszystkim jako zwierzchnik Sił Zbrojnych RP. Decydujące są kompetencje wiążące się z wprowadzaniem stanu wojennego i wyjątkowego oraz zarządzenia (powszechnej lub częściowej) mobilizacji.
Przedmiotem rozstrzygnięć Rady Europejskiej są sprawy uprzednio przekazane przez państwa członkowskie do wspólnego wykonywania za pośrednictwem instytucji Unii Europejskiej. Zarówno tryb przekazania, jak i przedmiot przekazania "kompetencji organów władzy państwowej w niektórych sprawach" zachowuje cechę pozostawania "w zgodzie z Konstytucją" jako "najwyższym prawem Rzeczypospolitej". Natomiast zmiana zakresu przekazania kompetencji organów władzy państwowej na rzecz Unii Europejskiej wymaga zmiany traktatów, stanowiących podstawę Unii.
Trybunał Konstytucyjny stwierdza, że posiedzenia Rady Europejskiej poświęcone zmianom traktatów, stanowiących podstawę Unii, mogą się wiązać z zagadnieniem suwerenności Rzeczypospolitej Polskiej, co uzasadniałoby udział w nich Prezydenta RP.

Z Preambuły do konstytucji i z art. 133 ust. 3 wynika trwałe zobowiązanie Prezydenta Rzeczypospolitej i Prezesa Rady Ministrów oraz właściwego ministra dotyczące współdziałania w realizacji zadań nieobjętych zakresami ich wyłącznej właściwości. Współdziałanie to stanowi ciąg czynności, podejmowanych bądź to z inicjatywy Prezydenta, bądź Prezesa Rady Ministrów lub obydwu wymienionych organów w sferze konstytucyjnie i ustawowo określonej. W odniesieniu do zadań Prezydenta wymóg współdziałania z Prezesem Rady Ministrów i właściwymi ministrami występuje w znacznie szerszym zakresie. Nie ma zatem pełnej symetrii dotyczącej zakresów konstytucyjnej powinności współdziałania.

Konstytucja nie determinując wyczerpująco zasad i sposobu współdziałania pozostawiając je praktyce politycznej i organizacyjnej Prezydenta Rzeczypospolitej i Prezesa Rady Ministrów. Tak rozumiane współdziałanie obejmuje także wypracowywanie stanowiska Rzeczypospolitej Polskiej w związku z posiedzeniem Rady Europejskiej, niezależnie od woli udziału w posiedzeniu Prezydenta RP, w zakresie, w jakim stanowisko to mieści się "w zakresie polityki zagranicznej".
Oznacza w szczególności rzetelne informowanie Prezydenta Rzeczypospolitej przez Prezesa Rady Ministrów lub Ministra Spraw Zagranicznych o porządku planowanego posiedzenia.

W przypadku oficjalnie zgłoszonego zainteresowania Prezydenta Rzeczypospolitej sprawą objętą porządkiem obrad Rady Europejskiej, (a wchodzącą w zakres zadań Prezydenta określonych w art. 126 ust. 2 konstytucji), Rada Ministrów udziela informacji o stanowisku rządu w tym zakresie.

Oficjalna decyzja dotycząca udziału Prezydenta w konkretnym posiedzeniu Rady Europejskiej winna być efektem współdziałania między określonymi w art. 133 ust. 3 konstytucji organami państwa. Może być ogłoszona jako rezultat uzgodnienia, a nawet - jako wspólna decyzja Prezydenta Rzeczypospolitej i Rady Ministrów reprezentowanej przez Premiera.
Współdziałanie Prezydenta Rzeczypospolitej, Prezesa Rady Ministrów i właściwego ministra w ramach art. 133 ust. 3 konstytucji oznacza obustronną otwartość na współpracę i efektywną gotowość jej podjęcia. Ustrojodawca objął dyrektywą współdziałania wszystkie formy aktywności Prezydenta, Rady Ministrów i Prezesa Rady Ministrów skierowane "na zewnątrz" Rzeczypospolitej Polskiej.

Współdziałanie określone w art. 133 ust. 3 konstytucji dotyczy w pierwszym rzędzie sytuacji, gdy Prezydent zgłosi zamiar uczestniczenia - ze względu na realizację zadań określonych w art. 126 ust. 2 konstytucji - w posiedzeniu Rady Europejskiej. Założeniem jest, iż Rzeczpospolitą Polską reprezentuje na posiedzeniu Rady Europejskiej Prezes Rady Ministrów lub wyznaczony minister (członek Rady Ministrów); przedstawia on stanowisko Rzeczypospolitej Polskiej ustalone przez Radę Ministrów. Uzgodnienie pomiędzy Prezesem Rady Ministrów i właściwym ministrem a Prezydentem Rzeczypospolitej może dopuścić inne formy przedstawiania wskazanego tu stanowiska Rzeczypospolitej, obejmujące udział Prezydenta w tych czynnościach.

Prezydent Rzeczypospolitej może zgłaszać uwagi do stanowiska Rzeczypospolitej na posiedzenie Rady Europejskiej w zakresie, który uzna za celowy dla realizacji jego konstytucyjnych zadań, niezależnie od uczestnictwa w posiedzeniu.

Rozprawie przewodniczył prezes TK Bohdan Zdziennicki, sprawozdawcami byli sędzia TK Marian Grzybowski i sędzia TK Mirosław Wyrzykowski.

Postanowienie podlega ogłoszeniu w Monitorze Polskim.

Prasa:

Newsweek, 14, 5.04 09 r.
Marek Safjan: Czekamy na wyrok.
Gazeta Prawna, 61, 27. 03. 09 r.
Katarzyna Żaczkiewicz: Dziś Trybunał zadecyduje, czy jest spór kompetencyjny.
Gazeta Wyborcza, 74, 28-29. 03. 09 r.
Ewa Siedlecka: Dla kogo szczyty.
Rzeczpospolita, 74, 28-29. 03. 09 r.
Agata Łukaszewicz: Spór o krzesło w UE nierozstrzygnięty.
Dziennik, 74, 28-29. 03. 09 r.
Grzegorz Osiecki: Pojedynek nierozstrzygnięty.
Trybuna, 74, 28-29. 03. 09 r.
Ewa Rosomak: Pałaców Wojna o Brukselę.
Nasz Dziennik, 74, 28-29. 03. 09 r.
Artur Kowalski: O co ten spór.
Polska, 74, 28-29. 03. 09 r.
Anita Czupryn: Lech Kaczyński będzie miał zdjęcie z Obamą.
Newsweek, 14, 5.04 09 r.
Marek Safjan: Czekamy na wyrok.

Komunikat prasowy o nowym terminie rozprawy dotyczącej sporu kompetencyjnego w sprawie określenia centralnego konstytucyjnego organu państwa, który uprawniony jest do reprezentowania Rzeczypospolitej Polskiej w posiedzeniach Rady Europejskiej.

27 marca 2009 r. o godz. 9.00 Trybunał Konstytucyjny w pełnym składzie rozpoznawał wniosek Prezesa Rady Ministrów dotyczący sporu kompetencyjnego w sprawie określenia centralnego konstytucyjnego organu państwa, który uprawniony jest do reprezentowania Rzeczypospolitej Polskiej w posiedzeniach Rady Europejskiej.

Nowy termin rozprawy 20 maja 2009 r., godz. 9.30.

Rozprawie będzie przewodniczył prezes TK Bohdan Zdziennicki, sprawozdawcami będą sędzia TK Marian Grzybowski i sędzia TK Mirosław Wyrzykowski

Komunikat prasowy o odroczeniu rozprawy dotyczącej sporu kompetencyjnego w sprawie określenia centralnego konstytucyjnego organu państwa, który uprawniony jest do reprezentowania Rzeczypospolitej Polskiej w posiedzeniach Rady Europejskiej.

27 marca 2009 r. o godz. 9.00 Trybunał Konstytucyjny w pełnym składzie rozpoznawał wniosek Prezesa Rady Ministrów dotyczący sporu kompetencyjnego w sprawie określenia centralnego konstytucyjnego organu państwa, który uprawniony jest do reprezentowania Rzeczypospolitej Polskiej w posiedzeniach Rady Europejskiej.

Trybunał Konstytucyjny odroczył rozprawę bezterminowo.

Rozprawie przewodniczył prezes TK Bohdan Zdziennicki, sprawozdawcami byli sędzia TK Marian Grzybowski i sędzia TK Mirosław Wyrzykowski.

Komunikat prasowy przed rozprawą dotyczącą sporu kompetencyjnego w sprawie określenia centralnego konstytucyjnego organu państwa, który uprawniony jest do reprezentowania Rzeczypospolitej Polskiej w posiedzeniach Rady Europejskiej.

27 marca 2009 r. o godz. 9.00 Trybunał Konstytucyjny w pełnym składzie rozpozna wniosek Prezesa Rady Ministrów dotyczący sporu kompetencyjnego w sprawie określenia centralnego konstytucyjnego organu państwa, który uprawniony jest do reprezentowania Rzeczypospolitej Polskiej w posiedzeniach Rady Europejskiej.

Trybunał Konstytucyjne orzeknie w sprawie rozstrzygnięcia sporu kompetencyjnego między Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej a Prezesem Rady Ministrów w przedmiocie określenia centralnego konstytucyjnego organu państwa, który uprawniony jest do reprezentowania Rzeczypospolitej Polskiej w posiedzeniach Rady Europejskiej w celu prezentowania na nim stanowiska Państwa.

Spór kompetencyjny dotyczy określenia podmiotu władnego do określenia składu delegacji na posiedzenie Rady Europejskiej oraz uprawnionego do prezentowania na nim stanowiska Rzeczpospolitej Polskiej. Koncentruje się na uczestniczeniu Prezydenta RP w posiedzeniach Rady Europejskiej i sprowadza do rozstrzygnięcia, czy o uczestnictwie Prezydenta RP decyduje on samodzielnie, czy też ostateczna decyzja należy do Prezesa Rady Ministrów. Zdaniem wnioskodawcy, skoro konstytucja ogólne kierownictwo w dziedzinie stosunków z innymi państwami i organizacjami międzynarodowymi przyznaje Radzie Ministrów w ramach prowadzonej przez nią polityki zagranicznej RP, to uprawnienie do wyznaczania osób reprezentujących RP na posiedzeniach Rady Europejskiej ma Prezes Rady Ministrów. Przemawia za tym - wynikające z art. 146 konstytucji - domniemanie kompetencji Rady Ministrów oraz brak przepisu przyznającego uprawnienie w tym zakresie Prezydentowi RP. Naruszenie konstytucji polegało na wyinterpretowaniu przez Prezydenta RP z art. 126 ust. 1 konstytucji samoistnych uprawnień do wzięcia udziału w posiedzeniu Rady Europejskiej w Brukseli 15 -16 października 2008 r. wbrew stanowisku Prezesa Rady Ministrów. Stanowiło to wkroczenie w kompetencje Prezesa Rady Ministrów wynikające z art. 146 ust. 1, ust. 2 i ust. 4 pkt 9 w związku z art. 148 pkt 1, 4 i 5 konstytucji oraz wykraczało poza kompetencje Prezydenta RP wynikające z art. 133 ust. 3 konstytucji.

Rozprawie będzie przewodniczył prezes TK Bohdan Zdziennicki, sprawozdawcami będą sędzia TK Marian Grzybowski i sędzia TK Mirosław Wyrzykowski.

Ostatnia zmiana: 05/20/2009 18:48:11

wtorek, 19 maja 2009

Ustawa o finansowaniu partii do Trybunału

man 18-05-2009, ostatnia aktualizacja 19-05-2009 03:44

Prezydent Lech Kaczyński skierował do Trybunału Konstytucyjnego ustawę ograniczającą finansowanie partii z budżetu państwa - poinformowała Kancelaria Prezydenta na swoich stronach internetowych.

Ustawa przewiduje, że od połowy 2009 r. do końca 2010 roku partie mają otrzymywać mniejszą subwencję budżetową: PO - o 44 proc., PiS - o 41 proc., SLD - o 11 proc., PSL - o 7 proc.

Nowe prawo zmienia też wysokość subwencji, jaką partie będą zobowiązane przeznaczać na fundusz ekspercki. Dotychczas miało to być od 10 do 20 proc., a teraz musi to być co najmniej 15 proc. środków otrzymywanych z budżetu.

Ustawa zakłada ponadto, że poza okresem kampanii wyborczej subwencja nie może być przeznaczana na finansowanie m.in. płatnych reklam oraz audycji telewizyjnych i radiowych.

Wprowadza także zakaz propagowania działalności partii za pomocą plakatów i haseł o powierzchni większej niż 2 m kw. Nowe prawo zobowiązuje PKW do odrzucenia sprawozdania finansowego partii w razie złamania tych przepisów.

Zgodnie z wyliczeniami wnioskodawców (jeszcze przed drobnymi zmianami Senatu) oznaczało to, że PO straci około 18 mln złotych, PiS - około 15,5 mln złotych, partie tworzące wcześniej koalicję Lewica i Demokraci (SLD, SdPl, Partia Demokratyczna - demokraci.pl, Unia Pracy) około 2 mln złotych, a PSL około 1 mln złotych.

PAP

sobota, 18 kwietnia 2009

Trybunał wytyka Sejmowi naruszenie procedury

Agata Łukaszewicz 17-04-2009, ostatnia aktualizacja 17-04-2009 06:54

Przepis, który przewiduje tylko dwie kary za najokrutniejsze zabójstwo, jest niezgodny z konstytucją – orzekł Trybunał Konstytucyjny

autor zdjęcia: Jakub Ostałowski
źródło: Fotorzepa

Sprawa jest poważna, bo dotyczy oskarżonych o najcięższe zbrodnie – tzw. zabójstwo kwalifikowane (ze szczególnym okrucieństwem, zgwałceniem czy porwaniem). Kodeks przewiduje dla nich tylko dwie wyjątkowe kary – 25 lat pozbawienia wolności i dożywocie.

To zbyt mało – uznał krakowski Sąd Apelacyjny i postanowił zapytać, czy takie ograniczenie sędziowskiej swobody przy wymierzaniu kary jest zgodne z konstytucją. Pytający sąd kwestionował też tryb, w jakim zmieniony przepis pojawił się w kodeksie.

Po trzech rozprawach (a dwukrotnie je odraczano) Trybunał zakwestionował wczoraj (16 kwietnia 2009 r., sygn. P 11/08) tryb legislacyjny, w jakim zmieniony art. 148 § 2 w 2005 r. pojawił się w naszym kodeksie karnym. Zgłoszono go jako poprawkę w drugim czytaniu, a ustawa uchwalana przez Sejm musi przejść trzy czytania. W przypadku tej noweli tak nie było.

Na temat pozostałych wątpliwości Trybunał się nie wypowiedział. Z tego wniosek, że skoro przepis został uchwalony niezgodnie z konstytucją, to jego treść i tak nic już nie zmieni.

Wyrok wejdzie w życie w dniu publikacji w Dzienniku Ustaw.

Ustawodawca (przedstawiciel Sejmu nie pojawił się wczoraj na rozprawie, mimo to Trybunał zdecydował się ją przeprowadzić) musi teraz szybko przygotować zmianę. Do tego czasu art. 148 będzie pozbawiony § 2 i 3 (regulowały one właśnie wysokość kar za zabójstwo kwalifikowane). Sędziowie będą musieli korzystać z art. 148 § 1 (określa kary za zwykłe zabójstwo).

Trybunał naprawił błąd legislacyjny. Dzięki temu sędziowie będą mieć teraz szersze możliwości karania za najokrutniejszą ze zbrodni: od ośmiu do 15 lat pozbawienia wolności, 25 lat i dożywocie.

Sąd Apelacyjny w Krakowie zajmował się sprawą dwóch młodych sprawców zabójstwa. W wypadku jednego z nich w grę wchodziła tylko jedna kara – 25 lat (nie wolno go było skazać na dożywocie, bo miał mniej niż 18 lat).

Sąd Okręgowy w Krakowie wymierzył obu sprawcom po 25 lat więzienia. W uzasadnieniu zastrzegł jednak, iż „brak podstaw do stwierdzenia, że kara ta spełni kodeksowe wymogi, ale skoro taką karę przewidziano za czyn tego rodzaju, to sąd przyjął, że widocznie czyni ona zadość stawianym wymogom". Skazani odwołali się od wyroku.

Sprawa trafiła do krakowskiego Sądu Apelacyjnego, a ten zwrócił się po pomoc do Trybunału.

Rzeczpospolita

poniedziałek, 30 marca 2009

TK sprawdzi legalność karania nietrzeźwych rowerzystów

PAP, POg/29.03.2009 14:43

Trybunał Konstytucyjny, fot. Radek Pietruszka
PAP

7 kwietnia Trybunał Konstytucyjny zbada, czy zgodne z konstytucją jest karanie nietrzeźwego rowerzysty na tych samych zasadach, jak pijanego kierowcy auta - a nie jak pijanego pieszego, który stwarza zagrożenie dla ruchu drogowego.
Pięcioosobowy skład TK odpowie na pytania prawne Sądu Rejonowego we Wschowie (Lubuskie), który nabrał wątpliwości co do konstytucyjności przepisu kodeksu karnego o karalności jazdy rowerem pod wpływem alkoholu.

Paragraf 1 art. 178a Kodeks karnego przewiduje grzywnę, ograniczenie wolności albo karę do 2 lat więzienia dla tego, kto w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego prowadzi "pojazd mechaniczny w ruchu lądowym, wodnym lub powietrznym". Paragraf 2 stanowi zaś: "Kto, znajdując się w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego, prowadzi na drodze publicznej lub w strefie zamieszkania inny pojazd niż określony w par. 1, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku".

Zdaniem pytającego sądu, par. 2 art. 178a jest niezgodny z konstytucyjnymi zasadami równości obywateli wobec prawa, sprawiedliwości społecznej oraz proporcjonalności.

Sąd argumentuje, że prawo karne nierówno traktuje tych uczestników ruchu drogowego, którzy poruszają się za pomocą mięśni - czyli rowerzystów i pieszych. Zachowania nietrzeźwego pieszego oceniane są bowiem na podstawie kodeksu wykroczeń (za spowodowanie po pijanemu zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym przewiduje on karę aresztu, ograniczenia wolności albo grzywnę), podczas gdy nietrzeźwy rowerzysta odpowiada na podstawie kodeksu karnego i za przestępstwo.

Tymczasem - dowodzi sąd - zarówno nietrzeźwy rowerzysta, jak i nietrzeźwy pieszy stwarza jednakowe zagrożenie dla bezpieczeństwa w ruchu; mają bowiem jednakowy dostęp do miejsc, gdzie faktycznie mogą powodować zagrożenie, czyli drogi publicznej.

Według sądu, argument, że rowerzyści potencjalnie mogą rozwijać znaczne prędkości, może być tylko abstrakcyjny. "Nie spotyka się bowiem, aby nietrzeźwy rowerzysta rozwijał prędkość rzędu kilkudziesięciu kilometrów na godzinę" - argumentuje sąd we Wschowie.

Podkreśla on ponadto, że rowerzysta, podobnie jak i pieszy, nie musi zdawać żadnego egzaminu ze znajomości przepisów ruchu drogowego, aby być jego legalnym uczestnikiem. Zgodnie z prawem o ruchu drogowym, osoba, która ukończyła 18 lat, nie musi mieć uprawnień do kierowania rowerem.

Rozprawie będzie przewodniczyć sędzia Ewa Łętowska, a sprawozdawcą będzie sędzia Andrzej Rzepliński.

piątek, 6 lutego 2009

Trybunał skontroluje zasady doręczeń

Michał Kosiarski 06-02-2009, ostatnia aktualizacja 06-02-2009 07:00

Czy praktyka kierowania pism w sprawach cywilnych na adres podany przez powoda, czasem fałszywy, nie łamie prawa do sądu? Jest skarga konstytucyjna w tej sprawie

autor zdjęcia: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa

Skargę przygotował pan Tomasz W. z Warszawy (prosi, aby nie podawać nazwiska). Dotyczy art. 136 § 1 kodeksu postępowania cywilnego. Pan Tomasz miał zapłacić za jazdę bez biletu. O całej sprawie nic jednak nie wiedział, bo ani na gapę nie jechał, ani nie otrzymał w swoim miejscu zamieszkania żadnych pism sądowych. Sąd wysyłał je na adres zameldowania, ale pan Tomasz od lat tam nie mieszkał. Nie mógł więc wnieść w terminie sprzeciwu od wydanego nakazu zapłaty. O sprawie dowiedział się dopiero, gdy zapukał do niego komornik. Skarżący podkreśla, że sąd bezkrytycznie przyjął za prawdziwy adres podany przez powoda. Dopuścił więc do uznania pierwszego zastępczego doręczenia pisma sądowego za skuteczne.

Zaskarżony art. 136 § 1 k.p.c. przewiduje, że strony i ich przedstawiciele muszą zawiadamiać sąd o zmianie miejsca zamieszkania, inaczej pisma do nich zostawia się w aktach ze skutkiem doręczenia.

– Nieodebranie korespondencji sądowej może być fatalne w skutkach. Podobnych spraw jest sporo. Też się z nimi spotkałem. Wielu prawników może bez trudu znaleźć w swojej praktyce takie przypadki – mówi radca prawny Piotr Polański. Problem polega na tym, że w postępowaniu nakazowym przed rozprawą dostaje się nakaz zapłaty.

„Z żadnego przepisu nie wynika, że adres podawany przez powoda jest prawdziwym adresem zamieszkania pozwanego” – czytamy w skardze konstytucyjnej. Dr Marcin Uliasz w komentarzu do k.p.c. podkreśla, że skutek doręczenia nie powinien mieć zastosowania przy pierwszym piśmie. Gdy nie można go doręczyć, powinno się wezwać powoda do wskazania aktualnego adresu strony.

Trudność znana od lat

Problem nie jest nowy. W „Rz” opisywał go w 2000 r. adwokat Marek Maciejko („Doręczenia bez wręczania”).

Pierwsze doręczenie w sprawie, w której stroną jest osoba fizyczna, musi być skuteczne. Nie można pozostawić w aktach ze skutkiem doręczenia pierwszego pisma – to teza Maciejki. Chodzi nie tylko o prawo, ale i o praktykę sądów. Za wystarczający do uznania za doręczone pisma awizowanego przyjęło się bowiem uważać brak podjęcia w terminie przez adresata.

Często osoby funkcjonują pod różnymi adresami. To szczególnie niebezpieczne, gdy np. prowadzi się firmę jednoosobową. Art. 139 § 3 k.p.c. jasno określa, że pisma wysłane na adres zamieszczony w ewidencji, ale niedoręczone z powodu braku takiej możliwości, pozostawia się w aktach sprawy ze skutkiem doręczenia.

– Mamy też przekonanie, iż najważniejszy jest nasz adres zameldowania, pod którym bardzo często nie mieszkamy, lecz traktujemy go jako adres do korespondencji. Tymczasem np. w umowie można podać inny adres do korespondencji i doręczania pism procesowych, najlepiej tam, gdzie faktycznie wykonujemy działalność lub mieszkamy. Problem może też rozwiązać coraz popularniejszy w Polsce i niedrogi outsourcing biura. Wtedy wynajęta firma odbierze przesyłkę i poinformuje o niej – mówi Polański.

Tylko rok na reakcję

Pan Tomasz podważa też art. 169 § 4 k.p.c. Przewiduje on, że po upływie roku od uchybionego terminu jego przywrócenie jest dopuszczalne tylko w wyjątkowych sytuacjach. Jemu sądy nie przywróciły możliwości wniesienia sprzeciwu od nakazu zapłaty.

Problemy ze skrytkami pocztowymi

- Od 2007 r. formalnie istnieje możliwość doręczania pism sądowych także do wskazanych przez strony skrytek pocztowych. Art. 135 § 2 przewiduje doręczenie do skrytki pocztowej na wniosek strony. Przywileje te są jednak martwe, bo brakuje przepisów wykonawczych i sądy nie chcą przesyłać pism do skrytek (na łamach „Rz” 18 kwietnia 2008 r. pisał o tym sędzia Andrzej Antkiewicz w tekście „Dlaczego nie można doręczać przesyłek sądowych”).

- Minister sprawiedliwości – mimo interwencji rzecznika praw obywatelskich Janusza Kochanowskiego – nie wydał jeszcze nowelizacji rozporządzenia, która rozwiązałaby sprawę skrytek pocztowych. Główne powody komplikacji to brak określenia, jak długo przechowywać awizo w skrytkach pocztowych, i zasad zwrotu przesyłek w razie ich nieodebrania.

piątek, 9 stycznia 2009

Pęknięcie w Trybunale Konstytucyjnym


Marek Domagalski , Tomasz Pietryga 09-01-2009, ostatnia aktualizacja 09-01-2009 11:05

TK podzielił się na dwie frakcje. Jedną z frakcji stanowią sędziowie o dłuższym stażu. Drugą ci, którzy przyszli do TK w 2006 r. Stosunek obu grup do PRL ma kluczowy wpływ na zapadające wyroki

autor zdjęcia: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa
Trybunał konstytucyjny
autor zdjęcia: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa
Trybunał konstytucyjny

W Trybunale Konstytucyjnym zasiada 15 sędziów. Ich zadaniem jest kontrolowanie ustaw pod kątem zgodności z konstytucją. Jest to sąd nad prawem, od którego orzeczeń nie ma odwołania. Wyroki zapadają większością głosów. Sędziowie, którzy w głosowaniu nie zgadzają się z większością, mogą zgłosić zdania odrębne.

Przez wiele lat TK działał praktycznie jednomyślnie. Sytuacja zmieniła się w 2006 r., gdy z powodu kończących się kadencji wybrani zostali nowi sędziowie (Teresa Liszcz, Zbigniew Cieślak, Maria Gintowt-Jankowicz, Wojciech Hermeliński, Marek Kotlinowski). Wtedy liczba zdań odrębnych zaczęła rosnąć.

W grudniu 2008 r., gdy większość sędziów uznała wykup mieszkań spółdzielczych na preferencyjnych zasadach za niekonstytucyjny, okazało się, że zdania odrębne zgłosiło aż dziewięciu sędziów na 14 głosujących.

Wcześniej dziewięć zdań odrębnych zgłoszono przy okazji ustawy lustracyjnej, cztery w sprawie ustawy o służbie wywiadu i kontrwywiadu wojskowego, pięć w sprawie komisji ds. nacisków. Wszystkie te sprawy wiążą się w jakiś sposób z dziedzictwem PRL, a nazwiska autorów zdań odrębnych powtarzają się w nich regularnie. W 2007 r. przy wyrokach TK zgłoszono 19 zdań odrębnych, w 2008 r. już ponad 30. Dla porównania w 2006 r. było ich zaledwie siedem, a rok wcześniej – dziesięć.

Nasi rozmówcy, zwłaszcza sędziowie TK, wskazują, że prym w Trybunale wiedzie grupa prof. Ewy Łętowskiej i prof. Mirosława Wyrzykowskiego. – Za nimi stoi aparat urzędniczy TK oraz przygotowywane ekspertyzy. A reszta starych sędziów, czy to słabsza intelektualnie, czy ze zwykłego konformizmu, ulega ich wpływowi – mówi rozmówca „Rz”. – W mniejszości jest grupa sędziów, którzy rozpoczęli kadencję w 2006 r. Idą własną drogą, zderzając się z zastanym porządkiem. To zrodziło konflikt.

– Towarzyskie kontakty są bez zarzutu, nie ma problemów z wymianą poglądów w sprawach podatkowych czy procedur sądowych. Gdy jednak na wokandę trafia sprawa w jakiś sposób w związku z pozostałościami PRL-owskiego porządku, przywilejami rodem z tamtego okresu, np. lustracja czy choćby wykup mieszkań, pojawia się mur – mówi „Rz” anonimowo jeden z sędziów TK.

– Wyrzykowski patrzy na Łętowską, co ona powie i tak dalej. Sięgają po frazeologię o prawach człowieka, a tak naprawdę ucinają dyskusję – opowiada kolejny z sędziów. – Oni są ci Europejczycy, my – niedouczeni. Jesteśmy w takich sprawach prawie zawsze w mniejszości, bo chociaż do pięcioosobowych składów prezes wybiera sędziów według listy, to tak się zwykle składa, że oni zawsze mają przewagę (4:1 czy 3:2). Taki skład ma rozpatrzyć wniosek rzecznika praw obywatelskich o uznanie za niekonstytucyjny dekretu o stanie wojennym.

– Jeżeli wybór sędziów jest polityczny, to także wyroki TK mają polityczną wymowę – powiedział „Rz” prof. Andrzej Rzepliński, od roku sędzia TK.

27 zdań odrębnych

zgłosili sędziowie TK w sprawach dotyczących lustracji, spółdzielni, WSI oraz komisji ds. nacisków

środa, 17 grudnia 2008

Koniec z wykupywaniem mieszkań za złotówkę


us, PAP
2008-12-17, ostatnia aktualizacja 2008-12-17 21:59

Trybunał Konstytucyjny zdecydował, że przepisy zobowiązujące spółdzielnie mieszkaniowe do przenoszenia własności lokali na swoich członków są niezgodne z konstytucją. Oznacza to koniec z wykupywaniem mieszkań od spółdzielni za przysłowiową złotówkę. Sejm ma rok na poprawienie przepisów. Poseł Zbonikowski, który reprezentował Sejm przed TK, uważa, że dzisiejszy wyrok to błąd.

Zobacz powiekszenie
Fot. Wojciech Surdziel /AG
Trybunał Konstytucyjny
Ponad pół miliona osób, które skorzystało z obowiązujących do tej pory przepisów, może mówić o dużym szczęściu. Teraz to spółdzielnie są w lepszej sytuacji. Nie będą bowiem już zmuszane do przekazywania mieszkań po niekorzystnych cenach.

Sprawę do Trybunału skierował łódzki sąd rejonowy.

Trybunał dał Sejmowi rok na poprawienie niezgodnych z konstytucją przepisów.

W uzasadnieniu Trybunał podkreślał, że ci spółdzielcy, którzy umacniają swój tytuł do mieszkania, występują przeciw tym, którzy zostają w spółdzielni i ten majątek zostaje uszczuplony. W ocenie Trybunału, ustawodawca ma prawo do decydowania o wywłaszczeniu kogoś ze swojej własności, jednak musi zostać zachowana proporcjonalna ochrona interesu osoby pozbawianej własności.

- Spółdzielczość nie jest przeżytkiem społecznym i gospodarczym, jest jedną z form zaspakajania potrzeb mieszkaniowych ludzi - podkreślała sędzia sprawozdawca.

Trybunał uznał, że przepisy pozwalające na uzyskanie tytułu własności to kolejna premia dla spółdzielców - w PRL otrzymali mieszkania sponsorowane przez państwo, teraz wykup sponsorowany przez spółdzielnie mieszkaniowe - mówiła w uzasadnieniu Łętowska. W ocenie TK, wartość jedynie pełnego wkładu budowlanego, za który spółdzielcy mogli uzyskać pełen tytuł do mieszkania - zdewaluował się.

Kolejnym argumentem przeciw przepisom był też zbyt krótki, 3- miesięczny termin na rozpatrzenie wniosków przez spółdzielnie - mówiła Łętowska.

Sędziowie wygłosili swe zdania odrębne. Pięcioro kwestionowało sam wyrok, uznając przepisy za konstytucyjne. Czworo sędziów zgłosiło zdanie odrębne do przesunięcia o rok wygaśnięcia przepisów - ich zdaniem wyrok powinien obowiązywać od chwili ogłoszenia.

Zbonikowski: To kuriozum!

- Uznanie za niekonstytucyjne tego, że ludzie, którzy spłacili wartość zbudowania własnego mieszkania nie mogą być ich pełnymi właścicielami, a spółdzielnię mieszkaniową, która nie dała ani złotówki na to mieszkanie, uznano za właściciela, któremu teraz trzeba zapłacić cenę rynkową, żeby odzyskać własne mieszkanie, to jest kuriozum, absurd - powiedział po rozprawie poseł Łukasz Zbonikowski, który reprezentował Sejm w tej sprawie.

- Druga część wyroku - przesunięcie uchylenia tych przepisów o rok - również jest absurdalne. Już gdy nie było orzeczenia TK niektóre spółdzielnie, a nawet sądy bojkotowały te przepisy i nie realizowały zawartych tam obowiązków. Taka decyzja doprowadzi do tego, że przez ten rok wszystkie spółdzielnie i sądy będą blokowały te działania - dodał.

Zbonikowski uważa, że decyzja TK otworzy drogę do domagania się odszkodowań od Skarbu Państwa ze strony spółdzielni. - Nie można już cofnąć tych aktów notarialnych, które zostały podpisane, od kogo więc spółdzielnie będą dochodziły roszczeń - od Skarbu Państwa? A będą to kwoty miliardowe - powiedział. - Nie wiem, jak sobie z tymi pozwami budżet poradzi - dodał.

komentarze na Forum

środa, 19 listopada 2008

Trybunał Konstytucyjny odrzucił skargę prezydenta w sprawie WSI

alx, ga PAP
2008-11-19, ostatnia aktualizacja 2008-11-19 20:40
Zobacz powiększenie
Trybunał Konstytucyjny
Fot. Sławomir Kamiński / AG

Trybunał Konstytucyjny odrzucił wniosek Lecha Kaczyńskiego, który sprzeciwiał się rządowej nowelizacji ustawy o WSI. Nowelizacja umożliwia dalsze pełnienie służby przez żołnierzy b. WSI, którzy nie zostali zweryfikowani.

Nowelizacja ma pomóc wybrnąć z sytuacji, w której znalazło się 230 byłych funkcjonariuszy Wojskowych Służb Informacyjnych po ich likwidacji. Nie zweryfikowała ich komisja stworzona przez PiS i nie mogą się ubiegać o pracę w nowym wywiadzie i kontrwywiadzie wojskowym. Komisja zakończyła bowiem działalność z końcem czerwca.

Wniosek prezydenta

Skargę do Trybunału skierował prezydent. Lech Kaczyński zarzucił rządowej nowelizacji, że działa wstecz i różnicuje sytuację prawną b. żołnierzy WSI uznając, że w nowych służbach mogą pracować zarówno zweryfikowani, jak i ci, którzy weryfikacji nie przeszli. Zdaniem prezydenta nowelizacja wprowadzała "dyskryminację na gruncie prawa karnego", ponieważ gdy ustała działalność komisji weryfikacyjnej, osoby, które złożyły fałszywe oświadczenia, unikają odpowiedzialności karnej.

Jednak Trybunał uznał, że nowelizacja nie narusza zasad działania prawa wstecz ani zasady zaufania obywatela do państwa i stanowionych przez niego przepisów. Zdanie odrębne od wyroku złożyło czworo sędziów.

wtorek, 30 września 2008

MON nie może nad Polską zestrzelić porwanego samolotu z pasażerami

awe, PAP, alx ,rik
2008-09-30, ostatnia aktualizacja 2008-09-30 18:50
Zobacz powiększenie
Fot. MAX ROSSI REUTERS

Trybunał Konstytucyjny uchylił przepis pozwalający na zestrzelenie porwanego samolotu, który może być użyty do ataku terrorystycznego. Według TK, zapis jest nie do pogodzenia z konstytucyjnymi zasadami ochrony życia oraz godności człowieka, które uznano za priorytetowe. Lech Kaczyński uważa, że teoretycznie decyzja dotycząca zgody na zestrzelenie samolotu porwanego przez terrorystów powinna należeć do prezydenta, a nie do ministra obrony narodowej.

Zobacz powiekszenie
Fot. CZAREK SOKOLOWSKI ASSOCIATED PRESS
Trybunał Konstytucyjny
Pięcioosobowy skład TK uwzględnił skargę I prezesa Sądu Najwyższego prof. Lecha Gardockiego na zapis prawa lotniczego, który zezwala władzom na zniszczenie samolotu pasażerskiego, np. gdy porwali go terroryści i może stanowić zagrożenie - jak w przypadku ataków z 11 września 2001 roku w USA.

Wcześniej przedstawiciel Sejmu Wojciech Szarama (PiS) porównał taką sytuację do istniejących od dawna w prawie instytucji obrony koniecznej lub stanu wyższej konieczności. Dodał, że osoby podejmujące tak trudny wybór muszą mieć pewność, że działają zgodnie z prawem i że nie będą odpowiadać karnie.

"Na ziemi bezbronni jak w powietrzu'

Reprezentujący prokuratora generalnego Igor Dzialuk mówił, że uregulowania w takiej sprawie muszą być szczególnie wymagające, a liczba zestrzeleń samolotów cywilnych na świecie "wcale nie była znikoma". Adam Dymerski z MON podkreślał, że chodzi o akt samoobrony społeczeństwa przed bezprawnym atakiem. Zwrócił uwagę, że pasażerowie porwanego samolotu "i tak są poddani woli terrorystów". - Ci ludzie są skazani na śmierć przez sam fakt zawładnięcia statkiem. Ludzie na ziemi są tak samo bezbronni jak ci w powietrzu, ale wobec nich możemy jeszcze podjąć akcję ocalającą - powiedział.

Marcin Wereszczyński z MSWiA powiedział z kolei, że resort podziela tezy I prezesa SN.

"Nigdy nie wiemy, co się stanie"

Reprezentujący przed TK I prezesa SN Włodzimierz Wróbel zwrócił uwagę, że obrona konieczna pozwala na atak na agresora, ale nie na jego ofiarę, a w stanie wyższej konieczności można poświęcić tylko dobro niższe niż ratowane. Według niego, ratowanie większej liczby osób przy poświęceniu mniejszej liczby osób jest niedopuszczalne.

- Stwierdzenie, że pasażerowie porwanego samolotu za chwilę zginą jest o tyle niezasadne, że nigdy nie wiemy co się dzieje w takim samolocie - podkreślił. Dodał, że nie kwestionuje zestrzelenia samolotu bezzałogowego lub takiego, w którym są tylko terroryści.

Sędzia Teresa Liszcz powiedziała w ustnym uzasadnieniu wyroku, że możliwość uchronienia się od ataku przy użyciu porwanego samolotu jest w praktyce nierealna. Powołała się na mały obszar Polski, duże prędkości przelotowe i krótki czas dolotu do obiektów - celów ewentualnego zamachu. Podkreśliła, że właściwym sposobem uniknięcia takiego zamachu jest skuteczna ochrona lotnisk.

Werdykt jest ostateczny; wejdzie w życie po ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw.

L. Kaczyński: Decyzja o zestrzeleniu porwanego samolotu powinna należeć do prezydenta

Lech Kaczyński uważa, że teoretycznie decyzja dotycząca zgody na zestrzelenie samolotu porwanego przez terrorystów powinna należeć do prezydenta a nie do ministra obrony narodowej. - Teoretycznie tego rodzaju uprawnienie powinno być uprawnieniem jednak prezydenta RP - powiedział Lech Kaczyński na konferencji prasowej w Elblągu. Jak zaznaczył prezydent należy "pamiętać, że jest to uprawnienie do wydania wyroku śmierci i to nie na winnych".

L. Kaczyński podkreślił, że popiera karę śmierci. "Ja byłem, jestem i pozostanę zwolennikiem kary śmierci za zabójstwo" - mówił Lech Kaczyński. - Natomiast nigdy w życiu bym nie podjął decyzji o tym, żeby życie tracili kompletnie niewinni ludzie, którzy nie są od tego, żeby walczyć - zaznaczył prezydent.

Podkreślił, że na całym świecie istnieją siły zbrojne i inne służby, których obowiązkiem jest narażać swoje życie. Ludzie, którzy przystępują do tej służby - mówił Lech Kaczyński - "wiedzą, a przynajmniej powinni o tym wiedzieć, że taki jest ich wybór, który trzeba przyjmować z najwyższym szacunkiem i estymą".

- Jeżeli chodzi o obecnego ministra obrony narodowej - kłaniając mu się głęboko - to nie sądzę, aby takie uprawnienie było potrzebne, bo na razie raczej, powiedzmy sobie, jest pewna ostrożność w naszej armii nagradzana i pod tym względem to na pewno jest precedens w skali dziejów - powiedział prezydent.