poniedziałek, 21 lipca 2008

Oskarżenia nad grobem profesora

Paweł Lisicki 21-07-2008, ostatnia aktualizacja 21-07-2008 20:47

Jest czas żałoby i czas walki, czas milczenia i czas słów, czas szukania wspólnych wartości i czas, gdy konieczna jest pamięć o podziałach. I choć prawa tego nie chronią sankcje, przestrzega go większość uczestników debaty publicznej. A z pewnością ci, którzy mają podstawową choćby moralną wrażliwość.

Profesor Bronisław Geremek był nie tylko wybitnym Polakiem, nie tylko jednym z najważniejszych przywódców "Solidarności" i ojców założycieli nowej polskiej demokracji, ale też politykiem. Wyróżniał się nie tylko odwagą i siłą charakteru w walce o ideały Sierpnia, ale również polityczną inteligencją, dążeniem do osiągnięcia swoich celów i do narzucenia swojej wizji państwa. Bywał boleśnie stronniczy. Jednak moment śmierci i chwila pogrzebu wymagają podkreślenia tych cnót i czynów, które uznają za ważne wszyscy rodacy zmarłego.

Mówi się często o polskim piekle, o zaciętości, małostkowości, o braku zdolności doceniania ludzi i ich osiągnięć. Wydaje się, że zachowanie polityków i publicystów po tragicznym wypadku sprzed tygodnia zadało tym twierdzeniom kłam. Pierwszy raz od dawna tak zwolennicy wizji profesora Geremka, jak i jej krytycy – a to rzecz o wiele trudniejsza – mówili niemal jednym głosem. Nawet ci, którzy – jak choćby prezydent Lech Kaczyński – wcześniej krytykowali politykę zagraniczną zmarłego, potrafili puścić w niepamięć spory i dostrzec jego znaczenie.

Przykre, że na taki elementarny gest nie było stać Adama Michnika. Dla niego śmierć profesora stała się znowu okazją, by rozprawić się z przeciwnikami. To właśnie on nad grobem zmarłego cytował jego słowa o "policjantach pamięci". To on wykorzystał uroczystość na cmentarzu do kolejnego ataku na książkę o Lechu Wałęsie. To on, przemawiając do zgromadzonych żałobników, atakował historyków z IPN za rzekome insynuacje wobec Geremka. Zamiast skupienia i refleksji, Michnik wybrał agresję. Jak widać, każdy środek jest dobry, byle tylko postawić na swoim. Michnik nie potrafił uszanować ciszy przynależnej chwili śmierci, wybrał gniew i oskarżenia.

Jego przemówienie przejdzie do historii. Pozostanie świadectwem zaciekłości i zaślepienia, które opanowało niektórych dawnych bohaterów podziemia. I, oby, przestrogą dla tych wszystkich, którzy nie potrafią zapanować nad emocjami w życiu publicznym.

Precedensowy pozew przeciwko esbekom

Robert Horbaczewski 21-07-2008, ostatnia aktualizacja 21-07-2008 07:53

Były działacz opozycyjny z Lubelszczyzny chce zadośćuczynienia od funkcjonariuszy MO i SB, którzy pobili go 30 lat temu

autor zdjęcia: Michał Walczak
źródło: Fotorzepa

Do tej pory ofiary reżimu PRL występowały przeciwko Skarbowi Państwa. Janusz Rożek, obecnie 87-letni emeryt, pod koniec lat 70. próbował na Lubelszczyźnie tworzyć niezależny od władz komunistycznych ruch chłopski. Organizował spotkania, na które zapraszał okolicznych rolników i działaczy Komitetu Obrony Robotników i Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Kolportował ulotki, prasę podziemną i literaturę bezdebitową. Powołał Tymczasowy Komitet Samoobrony Ziemi Lubelskiej. Jego działalność relacjonowana była w audycjach Radia Wolna Europa oraz w prasie zachodniej.

Za działalność opozycyjną był represjonowany przez służby bezpieczeństwa PRL. Wielokrotnie prewencyjnie zatrzymywano go i osadzano w areszcie. W jego domu w Milejowie przeprowadzano systematyczne rewizje pod pretekstem rzekomych przestępstw kryminalnych.

W październiku 1978 r. został siłą zabrany z budynku Banku Spółdzielczego w Milejowie na miejscowy posterunek policji, a potem brutalnie pobity przez dwóch funkcjonariuszy: kpt. Służby Bezpieczeństwa Zbigniewa H. i Józefa R., komendanta posterunku Milicji Obywatelskiej (potem trafił do SB).

Obaj byli funkcjonariusze we wrześniu 2006 r. zostali za to skazani na dwa lata i trzy miesiące więzienia. Sąd Rejonowy w Lublinie uznał ich czyn za zbrodnię komunistyczną w rozumieniu ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Wyrok ten utrzymał w mocy Sąd Okręgowy w Lublinie, zmniejszając jedynie o połowę wysokość kary orzeczonej obu pozwanym (sąd powołał się na przepisy amnestii z 1989 r.).

Teraz Janusz Rożek pozwał obu funkcjonariuszy do Sądu Okręgowego w Lublinie, domagając się od nich solidarnie 300 tys. zł zadośćuczynienia za doznaną wskutek prześladowań krzywdę.

Argumentuje, że wcześniejsze osądzenie ich czynu nie było możliwe, gdyż pozwani byli funkcjonariuszami aparatu państwowego PRL – MO i SB. Dopiero z chwilą uprawomocnienia się skazującego wyroku karnego otworzyła się dla niego droga do żądania od nich zadośćuczynienia na podstawie art. 445 § 1 kodeksu cywilnego. Z tych względów mimo upływu 30 lat od zdarzenia nie doszło, jego zdaniem, do przedawnienia, a sąd powinien uwzględnić jego roszczenie na podstawie zasad współżycia społecznego.

Lubelski Sąd Okręgowy zwolnił już Janusza Rożka z kosztów sądowych i ustanowił pełnomocnika z urzędu.

Rzeczpospolita

Bronisława Geremka żegnali przyjaciele i politycy

Karol Manys 22-07-2008, ostatnia aktualizacja 22-07-2008 10:28

W katedrze św. Jana na warszawskim Starym Mieście odprawiono wczoraj mszę w intencji Bronisława Geremka. Profesora pochowano na Powązkach

Uroczystości pogrzebowe Bronisława Geremka
autor zdjęcia: Kuba Kamiński
źródło: Fotorzepa
Uroczystości pogrzebowe Bronisława Geremka
autor zdjęcia: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa
Uroczystości pogrzebowe Bronisława Geremka
autor zdjęcia: Kuba Kamiński
źródło: Fotorzepa
Uroczystości pogrzebowe Bronisława Geremka

Uroczystości zgromadziły niemal wszystkie ważne po 1989 r. postaci polskiego życia politycznego. W ławach archikatedry zasiedli wszyscy prezydenci wolnej Polski i niemal wszyscy premierzy. Na pogrzeb Bronisława Geremka przyjechał też szef Parlamentu Europejskiego Hans-Gert Pöttering. Przybyli prawie wszyscy ministrowie oraz przyjaciele profesora z opozycji.

Nie zabrakło też setek zwykłych warszawiaków. – Byłam na wielu konferencjach, w których uczestniczył profesor – mówi Anna Zimecka. – To był człowiek o wielkim sercu, w każdym widział dobro. Dlatego powiedziałam sobie, że mimo deszczu muszę tutaj dzisiaj być.

Kazimierz Nycz odczytał telegram nadesłany ze Stolicy Apostolskiej. „Jego świątobliwość Benedykt XVI ze smutkiem przyjął wiadomość o tragicznej śmierci byłego ministra spraw zagranicznych RP prof. Bronisława Geremka. Jego odejście to wielka strata dla świata nauki i polityki w Polsce i w Europie. Stolica Apostolska docenia jego wkład w proces przemian społeczno-politycznych zapoczątkowany w Polsce przez „Solidarność“, jak również w integrację z UE i ratyfikację konkordatu między RP a Stolicą Apostolską. Papież modli się za profesora, jego rodzinę i wszystkich, których jego śmierć napełniła bólem i smutkiem“ – napisał watykański sekretarz stanu arcybiskup Tarcisio Bertone.

– Bronisław Geremek hołdował takim wartościom jak prawda, dialog, zaufanie, wiara w człowieka, wiara w ostateczne zwycięstwo dobra i w solidarność. Dziś żegna go zasmucona Europa i wdzięczna ojczyzna – mówił w homilii arcybiskup Tadeusz Gocłowski. – Drogi profesorze, w ciągu 76 lat twego życia świat się zmieniał w bólach. Musimy wiele jeszcze zrobić w świecie, Europie i ojczyźnie. Niech twoja mądrość stanie się zaczynem realizacji tych planów.

W katedrze przemówili jeszcze były prezydent Lech Wałęsa, były premier Tadeusz Mazowiecki oraz przyjaciele Janusz Onyszkiewicz i prof. Henryk Samsonowicz. – Panie Bronku, pan był jednym z największych Polaków – mówił Lech Wałęsa.

Największe wzruszenie wzbudziły jednak osobiste słowa Tadeusza Mazowieckiego. – Dla mnie rozrachunek ze śmiercią Geremka jest rozrachunkiem z samym sobą i trudną przyjaźnią, bo takie są przyjaźnie w życiu publicznym – mówił były premier.

Podniosła atmosfera nie przełamała jednak niechęci między niektórymi politykami. Podczas przekazywania znaku pokoju prezydenci Lech Kaczyński i Lech Wałęsa nie uścisnęli sobie dłoni, mimo że siedzieli blisko siebie. Po uroczystościach w katedrze kondukt żałobny, jakiego stolica nie widziała od dawna, przejechał na Powązki. Bronisław Geremek został tam pożegnany przez przedstawicieli najwyższych władz, po czym z honorami wojskowymi pochowano go w Alei Zasłużonych.

Geremka żegnał m.in. Adam Michnik. Zacytował słowa profesora o historykach IPN, którzy wydali książkę o Lechu Wałęsie. Profesor nazwał ich „policjantami pamięci“. Michnik przypomniał też, że jednym z inicjatorów listu w obronie Wałęsy był właśnie Bronisław Geremek.

Słowa nad trumną byłego szefa dyplomacji

Lech Kaczyński: Żegnamy jednego z twórców polskiej drogi do wolności. Bez niego nie byłoby porozumień sierpniowych.

Lech Wałęsa: Nie widzę szans na tamtą stocznię i późniejsze zwycięstwa bez pańskiego udziału. W mojej ocenie pan był największym z Polaków. Dziękuję Bogu, że mogłem pana poznać, podziwiać i uczyć się od pana.

Tadeusz Mazowiecki: Bronisław Geremek był przez niektórych postrzegany jako polityk wywołujący kontrowersje. Nie odpowiadał jednak niegodziwością za niegodziwość.

Bronisław Komorowski: Historyk postanowił zmienić profesję i został politykiem. Dziękuję za tę zmianę i podjęcie próby zmiany historii. Dziękuję jednemu z ojców założycieli wolnej i niepodległej Polski.

Bogdan Borusewicz: Był Polakiem i Europejczykiem. Pokazywał, że można to łączyć.

Donald Tusk: Uczyłeś, że słowo „solidarność” zobowiązuje, że polityka to sztuka oszczędzania ludziom krzywdy i przede wszystkim musi służyć pokojowi. Będzie nam brakować twojej mądrej rady.

Hans-Gert Pöttering: Parlament Europejski stracił jedną z najwybitniejszych osobistości.

Marek Edelman: Mówimy o nim: legenda, geniusz, wielki polityk. A to był człowiek. Takiego go zapamiętajmy.

Na pogrzebie byli m.in.

Hans-Gert Pöttering, szef Parlamentu Europejskiego

Lech Kaczyński, prezydent RP

Ryszard Kaczorowski, ostatni prezydent RP na uchodźstwie

Lech Wałęsa, były prezydent RP

Aleksander Kwaśniewski, były prezydent RP

Donald Tusk, premier

Tadeusz Mazowiecki, pierwszy niekomunistyczny premier

Jan Krzysztof Bielecki, były premier

Hanna Suchocka, była premier

Waldemar Pawlak, wicepremier

Józef Oleksy, były premier

Włodzimierz Cimoszewicz, były premier

Jerzy Buzek, były premier

Kazimierz Marcinkiewicz, były premier

Bronisław Komorowski, marszałek Sejmu

Bogdan Borusewicz, marszałek Senatu

Władysław Bartoszewski, były minister spraw zagranicznych

Wiesław Chrzanowski, były marszałek Sejmu

Andrzej Olechowski, były minister spraw zagranicznych

Dariusz Rosati, eurodeputowany

Marek Edelman, przywódca powstania w getcie

Danuta Hübner, polska komisarz w UE

Jerzy Stępień, były prezes Trybunału Konstytucyjnego

Hanna Gronkiewicz-Waltz, prezydent Warszawy

Sławomir Skrzypek, prezes NBP

Rzeczpospolita

Celiński: Polityka musi kosztować a patologię trzeba niszczyć

Rozmawiała Janina Paradowska
2008-07-21, ostatnia aktualizacja 2008-07-21 11:42

- Będę niepopularny, ale uważam, że polityka i partie muszą kosztować. Trzeba bardzo starannie podzielić pieniądze - daleko więcej powinno być ich na szkolenia, instytuty badawcze, a mniej na marketing i kampanię. To, co proponuje Tusk jest propozycją korupcyjną i jestem wręcz zdziwiony, że on tego nie rozumie - powiedział w "Poranku Radia TOK FM" Andrzej Celiński z SdPl

Zobacz powiekszenie
Fot. Kamil Wróblewski / TOK FM
Andrzej Celiński




Paradowska: Czy coś ważnego wydarzyło się w polskiej polityce? Zmieniły się sposób, cele, styl uprawiania polityki po tym, co zostawił nam profesor Geremek?

Andrzej Celiński: Polityka polska od 7-10 lat jest polityką bezcelową, nie wiadomo dokąd zmierza. I to niezależnie od tego, ktory wygrywa wybory i rządzi. Polska straciła swoje cele zasadnicze i nie da się tego wytłumaczyć obecnością w najważniejszych strukturach międzynarodowych czyli spełnieniem celu. Polityka zamknęła się na sprawy Polski, Europy i świata. Została zawłaszczona przez partie i stała się miejscem realizacji własnych materialnego życia. Od kilku ładnych lat partie nie mają upchanych po kieszeniach programów. Jedyną partią, która program miała - choć co z tego wyszło, wszyscy pamiętamy - było SLD Leszka Millera. Pani cytowała dziś kilka wypowiedzi, m.in. Edelmana. Ludzie przychodza, ludzie odchodzą - to jest bardzo przykre, ale naturalne. Co po nich zostaje, pozostaje rzeczą daleko bardziej trwałą. A to właśnie styl, wzór, paradygmat uprawiania polityki. Tutaj w tym pięknym pokoleniu doradców S - choć różnie bywało - nidgy nie było tak, żeby interes Polski był mniej ważny niż partykularne interesy. My mogliśmy się mylić, można było popełniać błędy, ale prof. Geremek jest przypadkiem podręcznikowym. Gdyby badać siłę osobowości i porównywać to z politycznymi możliwościami, to dwóch było w Polsce ludzi poniewieranych - z punktu widzenia rozbieżności między ich wiedzą i możliwościami. To był Jacek Kuroń i Bronisław Geremek. Byli jak bracia bliźniacy, może poza okresem pierwszej Solidarności. Człowiek chciałby, żeby świat był sprawiedliwy.

Janina Paradowska: Ale nie jest. Zadając to pytanie, myślałam też trochę o tym, co przez tydzień czytaliśmy - teksty, wspomnienia, które w stosunku do tego, co wcześniej czytaliśmy o profesorze są spokojne. Nie wiem, czy stało się to w obliczu tragicznej śmierci, czy zdano sobie sprawę z wagi osoby.

Andrzej Celiński: Chciałbym jedno podkreslić w tym ostatnim tygodniu: głos biskupów Polski. Był ten wybryk pod Kościołem Wizytek. Poza tym biskupi polscy pożegnali Geremka, jeszcze przed informacją o słowach, które powiedział Benedykt XVI. To warto podkreślić, bo w ostatniej dekadzie miałem spory deficyt kościoła jako instytucji wskazującej postawy moralne. Byłem przyzwyczajony - w latach 70., 80. - że kościół był. Mogłem się nie zgadzać, ale kościół był. Jednak zwyciężyła dobra polska tradycja, że jak chcesz mówić o zmarłym źle, to lepiej nic nie mów. Ja zawsze uważałem, że polskie społeczeństwo jest głęboko podzielone i od czasu do czasu ta piękna Polska wygrywa. Wszyscy wtedy mamy nadzieję, że będzie dobrze. To jest taki moment. My też emocjonalnie reagujemy na katastrofy. Proszę zauważyć, że zazwyczaj kiedy dzieje się coś tragicznego, reagujemy daleko bardziej niż w przypadku naturalnych sposobów.

Janina Paradowska: Panie pośle, przejdźmy do polityki, która zacznie się jutro. Zbiera się Sejm i jedną z głównych spraw będzie ustawa medialna. Czy rozumie pan stanowisko Napieralskiego, który upiera się przy podtrzymaniu funkcjonowania Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji?

Andrzej Celiński: Ja rozumiem stanowisko Napieralskiego, który domaga się przełożenia głosowania nad wetem na po wakacjach - po to, by PO przedstawiła założenia programowe tej wielkiej ustawy. Ja należę do tych, którzy uważają, że publiczne media mają w Polsce do odegrania poważną rolę. Radio i TV zatraciły publiczny charakter, stały się partyjną obrazą Polski - dość przypomnieć Targalskiego i Farfała. PO postępowała jak imperator i nie miała wiary w możliwość reformy. Ja uważam, że w ważnych sprawach trzeba mieć wiarę i podejmować próbę - PO tej próby nie podjęła. Z drugiej strony jest tak, że ludzie LPR i Samoobrony, skrajnych partii politycznych będą udawali, że prowadzą misję publiczną. najgorsza sytuacja jest oczywiście w ośrodkach regionalnych, w Warszawie tak mocno tego nie widać. W tej sprawie trzeba jednak zacisnąć zęby i bronić złej ustawy przeciw gorszej. Natomiast ja tutaj uważam - nie dlatego, że jestem w opozycji - że PO popełniła ogromną ilość błędów.

Janina Paradowska: Pan był ministrem kultury..

Andrzej Celiński: Przypomnę, że odszedłem dwa dni przed słynnym posiedzeniem...

Janina Paradowska: Tak, pamiętam. Teraz minister kultury też ma..

Andrzej Celiński: Wtedy właśnie tak nie było. Pół roku temu mówiłem, że to błąd PO, błędem było odebranie wtedy ministrowi kultury - czyli rządowi - i przeniesienie do pokrętnych gabinetów w Kancelarii Premiera. Na szczęście wreszcie nad komisją nadzór sprawuje minister Zdrojewski. Minister, który ma za zadanie przygotować ustawę, ma prawo konsultować ją, z kim chce. To jest jego wybór. I jego odpowiedzialność. Nawiasem mówiąc, Zdrojewski to bardzo ciekawa postać polityczna. Dobrze się stało, że akurat ten człowiek, w tym rządzie, jest ministrem tego resortu. Kultura zawsze była traktowana po macoszemu, a środowiska artystyczne są przekonane o swojej omnipotencji. W związku z czym zawsze ma się konflikt z własnym rządem, partią i środowiskami twórczymi - i bardzo trudno ten resort prowadzić zachowując maksymalne dotacje od państwa. Z drugiej strony to nie może być pieniądz wydawany partyjnie. Dobrze, że ministrem jest człowiek, który jest silny w swojej partii i w dodatku prowadził już wielkie przedsięwzięcie - miasto Wrocław.

Janina Paradowska: W tym tygodniu PO chce wnieść projekt ograniczenia subwencji dla partii.

Andrzej Celiński: Tu będę niepopularny, bo uważam, że polityka i partie muszą ksoztowąc. Trzeba bardzo starannie podzielić pieniądze - daleko więcej powinno być ich na szkolenia, instytuty badawcze, a mniej na marketing i kampanię. To, co proponuje Tusk jest propozycją korupcyjną i jestem wręcz zdziwiony, ze on tego nie rozumie. Polityka musi kosztować a patologię trzeba niszczyć.

Źródło: TOK FM

Telegram Stolicy Apostolskiej w związku ze śmiercią prof. Geremka

mar, PAP
2008-07-21, ostatnia aktualizacja 2008-07-21 12:50

Arcybiskup Kazimierz Nycz odczytał w poniedziałek na początku mszy żałobnej, która otwiera uroczystości pogrzebowe prof. Bronisława Geremka specjalny telegram Stolicy Apostolskiej.

Zobacz powiekszenie
Fot. Wojtek Oksztol / AG
Bronisław Geremek
"Jego świątobliwość Benedykt XVI ze smutkiem przyjął wiadomość o tragicznej śmierci byłego ministra spraw zagranicznych RP, prof. Bronisława Geremka. Jego odejście to wielka strata dla świata nauki i polityki w Polsce i w Europie" - głosi dokument.

"Stolica Apostolska docenia jego wkład w proces przemian społeczno-politycznych zapoczątkowany w Polsce przez 'Solidarność', jak również w integrację UE i ratyfikację konkordatu zawartego między RP a Stolicą Apostolską w roku 1998" - podkreślono w telegramie.
Zawarte jest w nim zapewnienie, że papież modli się za profesora, jego rodzinę i wszystkich, których śmierć Geremka "napełniła bólem i smutkiem".

List podpisał watykański sekretarz stanu arcybiskup Tarcisio Bertone.

Abp Nycz podkreślił, że msza jest "także modlitwą dziękczynną". "Zasadniczym kluczem do wyjaśnieniem tak licznej obecności przy trumnie zmarłego profesora jest wdzięczność" - zaznaczył.

"Chcemy nasze 'dziękuję' powiedzieć zmarłemu wierząc, że szukając drogi do Domu Ojca został przez Boga odnaleziony" - dodał arcybiskup.

Prof. Geremek - działacz opozycji antykomunistycznej, poseł na Sejm, minister spraw zagranicznych w latach 1997-2000, poseł do Parlamentu Europejskiego - zginął w ubiegłą niedzielę w wypadku samochodowym. Miał 76 lat.

Bombowce rosyjską odpowiedzią na tarczę

Rosyjski bombowiec Tu-95
AFP

Odpowiedzią Moskwy na rozmieszczenie w pobliżu jej granic elementów tarczy antyrakietowej może być powrót na Kubę rosyjskich bombowców strategicznych - napisała gazeta "Izwiestija", powołując się na anonimowe źródło wojskowe.
Rosyjskie bombowce strategiczne Tu-160 (lotnicy nazywają je "biały łabędź) i Tu-95MC ("niedźwiedź") nie tylko mają techniczne możliwości, by dolecieć na Kubę, ale już tam lądują - twierdzi cytowane przez dziennik źródło ze sztabu rosyjskiego lotnictwa strategicznego.

Komentując tę sensacyjną informację jeden z rosyjskich ekspertów wojskowych przypomniał, że na Kubie Stany Zjednoczone mają swój wywiad, a także bazę Guantanamo. Uważa on, że gdyby rosyjskie bombowce strategiczne faktycznie lądowały na wyspie, dawno by wybuchł skandal. Według byłego szefa rosyjskiego sztabu generalnego, generała Leonida Iwaszowa, nie ma potrzeby stałego stacjonowania na Kubie rosyjskich samolotów strategicznych, lecz mogłyby one tam przebywać "z doskoku".

Z kolei były dowódca sił powietrznych Rosji gen. Piotr Dejnekin jest zdania, ze rosyjska baza lotnicza na Kubie to właściwa odpowiedź na bazy wojskowe NATO u granic Rosji.

"Nie pójdziemy jednak na stałe stacjonowanie na Kubie lotnictwa dalekiego zasięgu, gdyż z racji swych możliwości technicznych rosyjskie samoloty strategiczne mogą - przy tankowaniu w powietrzu - w ciągu półtorej godziny wykonywać loty przy granicy USA i pomyślnie wrócić do kraju" - powiedział gazecie Dejnekin.

USA gotowe na ustępstwa w sprawie tarczy

Politycy wracają do negocjacji

Od początku zeszłego tygodnia amerykańska dyplomacja i armia uzgadniają odpowiedź na nasze postulaty: umieszczenia na stałe w Polsce baterii Patriotów oraz politycznych gwarancji bezpieczeństwa

Ten tydzień może być przełomowy dla tarczy antyrakietowej w Polsce. Według informacji DZIENNIKA, Stany Zjednoczone są bliskie spełnienia naszych dwóch głównych postulatów: umieszczenia na stałe w Polsce Patriotów oraz politycznych gwarancji bezpieczeństwa. Dziś z szefem MSZ Radosławem Sikorskim spotka się Daniel Fried, a w środę negocjator Stephen Mull przedstawi propozycje dotyczące modernizacji armii.

Fried, były ambasador w Polsce, przylatuje na pogrzeb Bronisława Geremka. Jednak ma także inną misję: jest szefem wydziału Europy i Eurazji w Departamencie Stanu USA i osobą współodpowiedzialną za rozmowy w sprawie tarczy antyrakietowej. "Wizyta ta to czytelny sygnał, że negocjacje trwają i nie było ze strony amerykańskiej niechęci do dalszych rozmów, a tym bardziej uznania negocjacji za zakończone" - podkreśla rzecznik MSZ Piotr Paszkowski.

Od początku zeszłego tygodnia amerykańska dyplomacja i armia uzgadniają odpowiedź na nasze postulaty: umieszczenia na stałe w Polsce baterii Patriotów oraz politycznych gwarancji bezpieczeństwa. Sygnały są na razie optymistyczne. "Spodziewamy się, że to będzie krok w naszą stronę" - mówi DZIENNIKOWI osoba związana z dyplomacją.

"Strona amerykańska mówi o stałym stacjonowaniu jednej baterii rakiet Patriot, może nie od razu, ale za jakiś czas. Przedmiotem negocjacji jest to, od kiedy Patrioty miałyby stacjonować w naszym kraju" – mówi polski negocjator z ramienia MON, wiceszef tego resortu Stanisław Jerzy Komorowski. Gwarancje bezpieczeństwa dla Polski mają się znaleźć w towarzyszącej umowie o tarczy deklaracji politycznej. Tu też porozumienie jest blisko. "To najważniejszy element. Gdybyśmy nie mieli przekonania, że taki rezultat rozmów jest możliwy, to nie byłoby tych rozmów" - dodaje wiceszef MON.

Przyspieszenie negocjacji może mieć związek z deklaracją litewskiego prezydenta Valdasa Adamkusa, który wczoraj zadeklarował, że jest gotów rozpocząć negocjacje z Amerykanami w sprawie przyjęcia na terytorium Litwy amerykańskich wyrzutni. "Oferta litewska leży na stole i ja bym jej nie lekceważył" - przestrzega szef naszych negocjatorów Witold Waszczykowski.

Prezydent, premier i MSZ w oczekiwaniu na finał rozmów wyciszyli spory. Po piątkowej publikacji DZIENNIKA o wojnie polsko–polskiej pokazującej kulisy rozmów Lecha Kaczyńskiego z Radosławem Sikorskim żaden z głównych aktorów nie zabrał głosu i na razie nie zabierze. "Ostre wypowiedzi nie służą dobrze negocjacjom i racji stanu. Donald i prezydent umówili się, że zakopują temat" - zdradza nam jeden z czołowych polityków PO.

Paradoksalnie jedyną osobą, która nie nabrała wody w usta jest Ron Asmus, analityk związany z amerykańskimi demokratami. DZIENNIK ujawnił w artykule "Wojna polsko-polska", że to o znajomość z nim Lech Kaczyński wypytywał Radosława Sikorskiego, gdyż podejrzewał, że szef dyplomacji zawarł z Demokratami pakt dotyczący tarczy.

Asmus w specjalnym oświadczeniu napisał, że zna Sikorskiego, który jest „jego przyjacielem, jednym z wielu, jakich ma w Polsce”.

"Nigdy nie było między nami żadnej umowy w sprawie tego, co Polska powinna robić lub czego nie robić teraz lub w przyszłości" - napisał w oświadczeniu Amerykanin.

Przeczytaj pełny tekst oświadczenia Rona Asmusa >>>

Ron Asmus dla dziennika.pl: "Nie dyktuję Polsce, co ma robić. To fałszywe oskarżenia"

Zarzuty są niepokojące nie tylko dlatego, że są nieprawdziwe i małostkowe. Nie pokazują szerszego i ważniejszego punktu widzenia - w ten sposób Ron Asmus komentuje dla dziennika.pl podejrzenia prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jakoby Radosław Sikorski umówił się poprzez niego z Partią Demokratyczną na temat przyszłości tarczy antyrakietowej.

Pozwólcie mi zacząć od wyznania. Oczywiście że znam Radka Sikorskiego. Jest moim starym przyjacielem, jednym z wielu jakich mam w Polsce. Omawialiśmy wiele spraw - NATO, Rosji, Ukrainy, Gruzji i - przyznaję - również obrony rakietowej. Czyniłem to samo również z innymi europejskimi liderami. Elementem mojej pracy jest promowanie współpracy transaltantyckiej.

Pozwólcie, że postawię sprawę jasno. Nigdy nie próbowałem przekonać Radka do jakichś konkretnych poglądów na temat tarczy przeciwrakietowej. Nie było też żadnej umowy pomiędzy nami na temat tego, co Polska powina lub nie powinna robić dziś lub w przyszłości. Nie odbierajmy w sposób złowrogi czy nietypowy różnicy zdań pomiędzy przyjaciółmi na temat współczesnej polityki. Radek Sikorski jest osobą myślącą samodzielnie. I wie o tym każdy, kto go kiedykolwiek spotkał.

Tym bardziej uważam za dziwne sugestie, że mogłem w jakikolwiek sposób mówić o przyszłej administracji (Amerykańskiej - przyp. red.). Być może powinienem uznać to za schlebiające, że ktoś sugeruje iż dysponuję takimi wpływami. To nieprawda. Oczywiście, jestem Demokratą. Ale nie mówię w imieniu Partii Demokratycznej. Mówię wyłącznie w imieniu własnym. W Stanach Zjednoczonych również mamy bardzo ważne tradycje w dziedzinie polityki zagranicznej. Nie podkopuje ona jednak polityki wewnętrznej. Jako Amerykanin, szanuję tę tradycję. Kiedy Radek i ja rozmawialiśmy o systemie tarczy antyrakietowej, było oczywiste, że opisywałem amerykańską debatę i nie sugerowałem Polsce, co powinna czynić.

Ta plotka krążyła już parę miesięcy temu. Wówczas, zarówno Radek jak i ja, rozmawialiśmy z wysokimi amerykańskimi urzędnikami w Waszyngtonie aby było jasne, że te zarzuty nie są prawdziwe. Pozostają nieprawdziwe również dzisiaj. Cieszę się, że mam możliwość wyprostowania całej sprawy również publicznie.

Moje zdanie na temat tarczy antyrakietowej nie jest tajemnicą. Wpiszcie w Google moje nazwisko i temat, a o wszystkim przeczytacie. Osobiście wspieram system obrony przeciwrakietowej, jeśli zostanie stworzony dobrze. Jednak wielu Demokratów wyraża w tej materii wątpliwości i obiekcje. Nie jest zresztą do końca pewne, co przyszły prezydent zrobi w tej sprawie.

Nie trzeba być Clausewitzem, by mieć o tym pojęcie (Carl von Clausewitz był pruskim teoretykiem wojny, generałem i pisarzem - przyp. red.). Można przeczytać o tym w gazetach "Washington Post"czy "New York Times". Chcąc poznać zdanie senatora Obamy, wystarczy odwiedzić jego stronę internetową i przeczytać jego stanowisko.

Spędziłem niemal dekadę swojego życia w latach 90. pomagając Polsce w przyłączeniu do NATO. Za te wysiłki zostałem uhonorowany polskim Krzyżem Komandorskim z rąk innego z moich przyjaciół, Bronisława Geremka. W moim biurze wisi szabla polskiej kawalerii, którą dostałem od byłego premiera Jerzego Buzka. Były prezydent Kwaśniewski urządził przyjęcie, gdy ukazywała się polska edycja mojej książki o rozszerzeniu NATO. Ze wszystkich tych przyczyn, zawsze czułem szczególną więź z Polską.

Te zarzuty są niepokojące nie tylko dlatego, że są nieprawdziwe i małostkowe. Nie pokazują szerszego i ważniejszego punktu widzenia. Walczyłem o Polskę w NATO, ponieważ jestem przekonany, że potrzebny jest jak najsilniejszy związek między USA a Europą Środkowo-Wschodnią. Dziś ten związek wymaga naprawy. Sondaże opinii publicznej, również te na zlecenie German Marshall Fund, dowodzą spadku zaufania i poparcia. I problem ten utrzyma się niezależnie od tego, co stanie się w sprawie tarczy antyrakietowej.

Dyskutujmy więc o tym, jak następny prezydent może odbudować strategiczne relacje między Warszawą a Waszyngtonem. To jest poważny problem, nad którym powinniśmy wspólnie rozmawiać.