sobota, 27 października 2007

Powyborcza kampania PiS

man
2007-10-26, ostatnia aktualizacja 2007-10-26 14:58

Po zakończeniu wyborów parlamentarnych w kraju pojawiło się około tysiąca billboardów z hasłem - "Polska na dobrej drodze". Tajemnicza kampania, która na pierwszy rzut oka wygląda na akcję Platformy Obywatelskiej, okazała się reklamą rządów PiS.

Zobacz powiekszenie
Kampania promująca rządy PiS
ZOBACZ TAKŻE
SONDAŻ
Czy Polska jest na dobrej drodze?

tak
nie

Na billboardach nie widnieje logo partii, czy jakikolwiek odnośnik, który mógłby zdradzić, kto kryje się za tą akcją. Na plakatach znajduje się jedynie adres strony internetowej polskanadobrejdrodze.pl. I tu zaskoczenie. Nie jest to promująca PO witryna utworzona po zwycięstwie Donalda Tuska, a podziękowania dla wyborców PiS.

Poparcie dla IV RP

"Szanowni Państwo, dziękujemy Wam za głosy oddane na Prawo i Sprawiedliwość, za 5 mln głosów, które opowiedziały się za budową IV Rzeczypospolitej. Państwa zaufanie dwa lata temu pozwoliło nam rozpocząć głębokie przemiany w Polsce." - tymi właśnie słowami strona wita Internautów. Następnie jej autorzy przekonują: "Przez ten czas (dwa lata - przyp. red.) bardzo wiele udało się osiągnąć, zmieniliśmy naszą Ojczyznę i wierzymy, iż nadaliśmy bieg procesom, które nie zostaną zahamowane."

Sukcesy PiS według PiS

Twórcy witryny we wstępie wyliczają też sukcesy braci Kaczyńskich, jakie - ich zdaniem - można było zauważyć w ciągu ostatnich dwóch lat. "Dzięki naszym rządom w Polsce żyje się bezpieczniej. Maleje liczba przestępstw, policja jest skuteczniejsza i bardziej widoczna na ulicach. Jako pierwszy rząd po 1989 roku zdecydowaliśmy się obniżyć podatki i składki na ZUS. To za naszych rządów powstało 1,2 mln nowych miejsc pracy, a bezrobocie obniżyło się z 18 do 12 procent. Naszą zasługą jest m.in. przywrócenie corocznej waloryzacji emerytur i rent, podniesienie płacy minimalnej, zwiększenie nakładów na dożywianie dzieci i świadczeń kierowanych do gorzej sytuowanych rodzin. Będziemy dalej dostrzegać problemy słabszych." - czytamy.

Mapa braci Kaczyńskich

Na www.polskanadobrejdrodze.pl widnieje też pokaźna mapa naszego kraju, a na niej hasła: Polska, EURO 2012, patriotyzm, zdrowie, walka z korupcją. Po przesunięciu kursora myszki na jedno z tych haseł możemy przeczytać o kolejnych zasługach rządu, które miały przyczynić się do poprawy sytuacji w kraju. "Lata 2005 - 2007 to najlepsze lata w historii Polski po 1989 roku. Pod rządami Prawa i Sprawiedliwości Polska stała się krajem silniejszym i bogatszym." - czytamy pod hasłem "Polska". Z kolei pod "EURO 2012" możemy dowiedzieć się, że "za rządów PiS Polska stanęła przed szansą jaką jest organizacja mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2012 roku. Rząd przygotował, przyjętą we wrześniu przez Sejm, specjalną ustawę skracającą procedury lokalizacyjne i budowlane przedsięwzięć związanych z EURO 2012. Podjęta została ponadto decyzja o budowie najważniejszej areny tej imprezy - Stadionu Narodowego w Warszawie." Natomiast pod słowem "patriotyzm" czytamy: "Okres rządów PiS to czas prowadzenia aktywnej polityki historycznej, polityki zaniedbywanej przez poprzednie gabinety."

Nie można się oprzeć wrażeniu, że strona powstała, aby podsumować ewentualne zwycięstwo PiS w wyborach parlamentarnych. Jednak w momencie, gdy Polacy w większości wybrali Platformę, autorzy strony postanowili zapewne zmienić ją na podziękowania za oddane na PiS głosy.

Dorn będzie listownie przekonywał do koalicji PO-PiS

cheko
2007-10-27, ostatnia aktualizacja 2007-10-27 14:34
Zobacz powiększenie
Marszałek Ludwik Dorn
Fot. Sławomir Kamiński / AG

Ludwik Dorn publikuje dzisiaj na swoim blogu list do wszystkich wyborców, zarówno zwolenników jak i przeciwników Prawa i Sprawiedliwości. Marszałek Sejmu dziękuje w nim za wzięcie udziału w głosowaniu i zapowiada opublikowanie kolejnego listu, wyjaśniającego zasadność stworzenia koalicji PO-PiS

ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Blog marszałka Sejmu Ludwika Dorna

- Serdecznie dziękuję wszystkim z Was, którzy 21 października poszli na wybory i głosowali. Ponieważ jednak obowiązuje ordo caritatis, szczególnie serdecznie dziękuję tym z Państwa, którzy głosowali na listę Prawa i Sprawiedliwości, a najserdeczniej jak to możliwe - tym, którzy oddali głos na mnie - pisze Dorn.

Wiceprezes Pis zwraca się również do swoich przeciwników, szczególnie tych, którzy na jego blogu próbowali go "obrazić, poniżyć lub ośmieszyć".

- Skoro zdecydowali się poświęcić trochę czasu, energii i inwencji (z tym było najgorzej), by mi dopiec, to albo znaczące okazało się to, co napisałem, albo też ja jestem dla nich osobą jakoś ważną, albo jedno i drugie. Tak czy siak, bardzo miło i podziękowania za bezinteresowny dar mojej dobrej zabawy, tym cenniejszy, że złożony przez ludzi, którzy szczerze mnie nie znoszą.

Dorn zapowiada opublikowanie w niedługim czasie kolejnego listu, w którym wyjaśni dlaczego "można i należy" stworzyć koalicję konstytucyjną między PO a PiS.

Listowny dorobek Dorna

Marszałek Sejmu wyjątkowo upodobał sobie listowną formę wyrażania swych poglądów i myśli. W lutym tego roku, krótko po złożeniu dymisji z funkcji szefa MSWiA, Dorn wystąpił z emocjonalnym listem skierowanym do premiera i kolegów z rządu.

- Powstała sytuacja jest dla mnie pod względem moralnym i politycznym nie do zaakceptowania. Nie mogę w niej podjąć się zadań, które planował mi Pan Premier powierzyć. Nie mogę też, co oczywiste, uczestniczyć w obradach Rady Ministrów - pisał Dorn oddając się do dyspozycji premiera.

Na początku października marszałek Sejmu wystosował list do polskiego wykształciucha, w którym apelował o "zaciśnięcie zębów i głosowanie na PiS". Dorn przekonywał w nim "opozycję prawdziwej inteligencji", że po 89 roku była stale oszukiwana i "dopiero władza PiS przywróciła jej wiarę w to, że ciężka praca może przynieść rzeczywisty sukces". Wiceprezes PiS użył również argumentu, że to w jego ugrupowaniu "tkwi siła", a przecież wykształciuch "zawsze wolał być po stronie silniejszych batalionów". Kulminacyjną częścią listu był fragment mający przekonać wykształciucha, że stanowi grupę społeczną, która "czci sukces", a przecież - według Dorna - w dzisiejszym życiu politycznym "sukces to PiS".

Polacy pokonali mistrzów świata!

mik, PAP
2007-10-27, ostatnia aktualizacja 2007-10-27 18:04
Zobacz powiększenie
Bogdan Wenta trener reprezntacji Polski
Fot. JOERG SARBACH AP

Polscy piłkarze ręczni pokazali fantastyczną formę w półfinale turnieju QS Supercup w Niemczech. W półfinale pokonali 32:28 gospodarzy turnieju - mistrzów świata.

Najwięcej bramek dla "biało-czerwonych" zdobył Karol Bielecki - dziewięć. To było trzecie zwycięstwo Polaków podczas rozgrywanego w Halle i Dortmundzie turnieju. Wcześniej Polacy pokonali Czechy i Szwecję. Polska zagra w finale ze zwycięzcą spotkania Rosja - Szwecja.

Polakom udał się rewanż za lutowy finał MŚ 2007 w Kolonii, w którym przegrali z Niemcami 25:29. Na początku szczypiorniści dwóch najlepszych zespołów świata mieli trudności ze zdobywaniem bramek. Pierwsi na listę strzelców wpisali się gospodarze turnieju, ale goście szybko nadrobili niewielką, dwubramkową stratę. Później wynik oscylował wokół remisu.

Przełom nastąpił pod koniec pierwszej połowy. Jeszcze w 21. minucie rywale wygrywali 11:9, ale wtedy polski zespół zdobył pięć goli z rzędu, a na przerwę schodził prowadząc 14:11.

Największą przewagę wicemistrzowie świata uzyskali w 39. minucie - 20:15. Rywale nie mogli uporać się przede wszystkim ze świetnie tego dnia usposobionym Karolem Bieleckim. Także pozostali rozgrywający w ekipie Wenty - Marcin Lijewski i Grzegorz Tkaczyk popisywali się udanymi rzutami z drugiej linii.

W końcówce podopieczni trenera Heinera Branda, z którym niedawno przedłużono kontrakt na prowadzenie drużyny narodowej, jeszcze raz zerwali się do boju. W 50. minucie mieli już tylko jedną bramkę straty (23:24), ale ostatecznie Polakom udało się obronić korzystny wynik i gdy kolejny Niemiec powędrował na ławkę z dwuminutową karą wiadomo było, że gospodarze nie zdobędą po raz piąty z rzędu superpucharu.

Polska - Niemcy 32:28 (14:11)
Polska: Sławomir Szmal, Adam Weiner - Mateusz Jachlewski 6, Grzegorz Tkaczyk 4, Karol Bielecki 9, Artur Siódmiak, Michał Jurecki, Mariusz Jurasik 4, Tomasz Tłuczyński 1, Marcin Lijewski 2, Rafał Kuptel 1, Patryk Kuchczyński, Bartłomiej Jaszka, Bartosz Jurecki 5, Damian Wleklak, Orzłowski.
Niemcy: Bitter, Lichtlein - Hens, von Behren 1, Roggisch, Klein 3, Hermann, Preiss 1, Glandorf 8, Baur 4, Jansen 3, Klimowets 3, Kraus 1, Kehrmann 1, Schroeder 1, Kaufmann 2.
Sędziowali: Abrahamsen i Kristiansen (obaj Norwegia).
Widzów: 9100.
Kary: Polska - 6, Niemcy - 6 min.

Rzecznik CBA: Nie handlowałem pirackimi filmami

man, PAP
2007-10-27, ostatnia aktualizacja 2007-10-27 13:35

To obrzydliwe pomówienie - tak rzecznik Centralnego Biura Antykorupcyjnego Temistokles Brodowski skomentował doniesienia dzisiejszego dziennika "Polska". Gazeta poinformowała, że Brodowski, jako rzecznik wołomińskiej policji, handlował pirackimi filmami i drukował na nich specjalne obwoluty.

Zobacz powiekszenie
Fot. Alina Gajdamowicz / AG
ZOBACZ TAKŻE
Według dziennika pirackie filmy, które dopiero wchodziły na ekrany, sprzedawał za złotówkę albo za dwa złote. Każdy miał na okładce tytuł i logo Temistoklesa: Tokles Film.

Tomasz Frątczak, dyrektor gabinetu szefa CBA w komunikacie przesłanym PAP podkreśla, że Temistokles Brodowski zaprzecza tym doniesieniom i uważa, iż został obrzydliwie pomówiony. Brodowski zamierza skierować do sądu pozew przeciwko gazecie "Polska" o zniesławienie, a także zwróci się do prokuratury o wyjaśnienie sprawy. Jak czytamy dalej w komunikacie - CBA przeprowadzi także wewnętrzne postępowanie wyjaśniające, a do czasu wyjaśnienia sprawy Brodowski oddał się do dyspozycji szefa CBA.

Wcześniej dawni współpracownicy Brodowskiego mieli w rozmowie z dziennikiem "Polska" potwierdzić, że jeszcze jako rzecznik policji w podwarszawskim Wołominie zajmował się on handlem pirackimi filmami.

Ks. Maliński: Nie byłem tajnym współpracownikiem

strem, PAP
2007-10-27, ostatnia aktualizacja 2007-10-27 16:59

- Nigdy nie byłem tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa, czego dowodem jest notatka służbowa na mój temat - tłumaczył na konferencji prasowej ksiądz Mieczysław Maliński.

Zobacz powiekszenie
Fot. Krzysztof Karolczyk / AG
Ks. Mieczysław Maliński
- Notatka, że zostałem pozyskany do współpracy w Rabce brzmi w całości: "W praktyce nie udzielał żadnych informacji i kontakt z nim został zerwany". Świadczy to jednoznacznie, że nie byłem współpracownikiem - podkreślił ks. Maliński.

Ks. Maliński dodał, że kolejnymi dowodami na to, że nie współpracował z SB są: brak zgody na założenie ogrzewania w salkach katechetycznych, zakaz kontynuowania budowy domu przy kaplicy zdrojowej, która miała służyć pracy duszpasterskiej oraz odmowa wydania paszportu na studia zagraniczne. W jego ocenie, nie miałby tych trudności, gdyby był tajnym współpracownikiem.

Komorowski: To są próby podważenia mojej wiarygodności

strem, PAP
2007-10-27, ostatnia aktualizacja 13 minut temu
Zobacz powiększenie
Bronisław Komorowski
Fot. Dariusz GORAJSKI/ AG

Bronisław Komorowski powiedział w TVN24, że czeka na formalne wezwanie przed komisję weryfikacyjną WSI. Odnosząc się do informacji o tym, że ma składać wyjaśnienia przed tą komisją ocenił, że próbuje się stworzyć "atmosferę niewiarygodności" wokół niego.

W sobotę na swojej stronie internetowej tygodnik "Wprost" podał, że Bronisław Komorowski, były szef MON, został wezwany przed komisję weryfikacyjną Wojskowych Służb Informacyjnych na najbliższy poniedziałek. Jego wezwanie - według "Wprost" - ma związek z nielegalnymi podsłuchami stosowanymi przez funkcjonariuszy WSI w latach 2000-2001. Według informacji tygodnik, w latach 2000-2001 oficerowie WSI inwigilowali m.in. posłów z sejmowej Komisji Obrony Narodowej.

- Czekam na formalne wezwanie z podaniem podstawy, na jakiej chce się mnie wezwać i w jakiej sprawie przesłuchać - powiedział w TVN24 Komorowski.

- O godz. 12.42 na stronie internetowej "Wprost" ukazała się informacja, że zostałem wezwany przed komisję ds. weryfikacji WSI, a o godz. 12.59, a więc później, zadzwoniła do mnie pani z komisji weryfikacyjnej która zapytała, czy miałbym ochotę przyjść do komisji we wtorek. Rozumiem, że tutaj "Wprost" pisze scenariusz tego, co ma się dziać, także w ramach komisji weryfikacyjnej - dodał polityk PO.

Uznał, że są to próby podważenia jego wiarygodności. - Nie tylko próbuje się stworzyć sprawę nieistniejącą, bo żadnej inwigilacji opozycji, w czasach gdy ja byłem ministrem, w moim najgłębszym przekonaniu, nie było, ale również próbuje się stworzyć wrażenie, że jest o co mnie przesłuchiwać - mówił Komorowski.

- Jeśli jest cokolwiek nie w porządku w WSI, w kwestiach także relacji z komisją obrony narodowej, której ja byłem przewodniczącym, to oczekuję, że sprawa błyskawicznie trafi do prokuratury - podkreślił polityk PO. Zapewnił, że jeśli prokuratura zażąda od niego składania zeznań, złoży je, nie zasłaniając się immunitetem.

Podkreślił, że nie życzy sobie prób tworzenia "atmosfery niewiarygodności jego osoby" w sytuacji - jak mówił - gdy pretenduje do funkcji marszałka Sejmu. Dodał, że rozważa możliwość podania tygodnika do sądu za podawanie fałszywych informacji.

Interes ubity na wojskowej ziemi

Sławomir Sowula
2007-10-27, ostatnia aktualizacja 29 minut temu

Jeden oferent, niska cena, duży zysk w krótkim czasie - prawnicy ze znanej sopockiej kancelarii zrobili z Wojskową Agencją Mieszkaniową doskonały interes.

Zobacz powiekszenie
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Prezydent Lech Kaczyński
Zobacz powiekszenie
Fot. Wojciech Surdziel / AG
Marta Kaczyńska
Tereny przy obwodnicy Trójmiasta przypominają wielki plac budowy - wśród malowniczych lasów i wzgórz rosną nowe osiedla. Jednym z nich są Wiszące Ogrody. Wkrótce będą doskonale połączone z centrum, w pobliżu przebiegać będzie wylotowa Trasa W-Z z Gdańska. Na wolnym rynku ceny ziemi osiągają tam ponad tysiąc złotych za metr. Zdarzają się jednak okazje.

Latem 2006 r. gdyński oddział Wojskowej Agencji Mieszkaniowej wystawił na sprzedaż dziesięć działek przylegających do Wiszących Ogrodów. Do przetargów tzw. kopertowych stanęło po kilku konkurentów. Walka była ostra, dzięki temu nieruchomości wycenione na blisko 7 mln zł poszły za ponad 15 mln zł.

Takiej przebitki nie uzyskano tylko na jednej dwuhektarowej parceli. Tę działkę za 1,85 mln zł - tylko 40 tys. zł powyżej ceny wywoławczej - kupiła spółka Quorum. Należy do prawników z sopockiej Kancelarii Radców Prawnych i Adwokatów Głuchowski, Rodziewicz, Jedliński, Zwara i Partnerzy.

To w tej kancelarii dorabiał kiedyś Lech Kaczyński, a aplikację robi w niej obecnie jego córka. Jedliński zna się z Lechem Kaczyńskim od 20 lat, razem wspierali powstawanie potężnej grupy finansowej SKOK. W Trójmieście Jedliński uznawany jest za nieformalnego doradcę gospodarczego prezydenta. Jest też w radzie nadzorczej Kasy Krajowej SKOK i SKOK Stefczyka.

Spółka Quorum też ma związek ze SKOK-ami - wynajmuje im swoje lokale.

Marek Głuchowski to od kilkunastu miesięcy szef rady nadzorczej państwowego PKO BP. Józef Rodziewicz zasiadał w radzie nadzorczej Rafinerii Gdańskiej za czasów rządów AWS.

Dotarliśmy do dokumentu, który opisuje transakcję Quorum z WAM. Według urzędników WAM, spółka była jedynym oferentem.

Na przetarg kopertowy zgodził się Jacek Kotas, wtedy prezes WAM, a obecnie wiceminister MON.

Dlaczego zamiast zwykłego ustnego przetargu w Gdyni przeprowadzono przetarg kopertowy?

- Poprosili o to moi podwładni z gdyńskiego oddziału WAM. Ich zdaniem przetarg kopertowy miał służyć wyłonieniu jednego nabywcy na wszystkie działki. Jeden inwestor szybciej zbudowałby infrastrukturę, która podwyższyłaby wartość terenów należących do WAM, a znajdujących się w najbliższym sąsiedztwie i które w przyszłości zamierza sprzedać - powiedział "Gazecie" minister Kotas.

Jednak działaki sprzedano kilku oferentom.

Pod dokumentem sprzedaży działki dla Quorum podpisał się Krzysztof Kuraczyk pełniący wtedy obowiązki szefa oddziału WAM.

- Dlaczego zdecydował się pan sprzedać działkę, skoro inne uzyskiwały dużo wyższe ceny, a dodatkowo był tylko jeden oferent?

- Cena była dla nas satysfakcjonująca.

- Może trzeba było unieważnić przetarg i spróbować większą kwotę?

- Przepisy na to pozwalają, ale nie nakazują.

Urzędnicy z WAM nie pozwolili "Gazecie" przejrzeć protokołu komisji przetargowej. Spółce Quorum trafiła się okazja nie tylko z powodu braku konkurencji. Niska cena była możliwa również dzięki wycenie, która była podstawą do określenia przez WAM ceny wywoławczej (jedynie 40 tys. zł niższej od ceny sprzedaży).

Sporządzono ją jeszcze w 2005 r. Kilka miesięcy później gmina uchwaliła miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego zezwalający na zabudowę działki. Urzędnicy WAM nie uwzględnili tego. Tymczasem istnienie planu podnosi cenę nieruchomości. - Wycena jest ważna przez rok - tłumaczy Kuraczyk. Ten termin minął trzy tygodnie po sprzedaży działki Quorum.

Dlaczego na działkę, którą kupili prawnicy z Quorum, nie było innych chętnych? Uformowana w kształcie prostokąta była najładniejszą spośród tych, które sprzedawała AMW. Dodatkowo to na jej terenie zaplanowano drogę, więc właściciel będzie miał duży wpływ na to, jak zagospodarowane zostaną dojazdy do kilku innych działek.

To oznacza, że nie on, a pozostali będą musieli dostosować się do jego projektów. Mimo tych zalet na walkę nie zdecydowała się nawet Grupa Inwestycyjna "Hossa", która jest hegemonem deweloperskim w tej okolicy.

- Ta działka trochę nie pasowała do naszej strategii. Jednak kiedy po przetargu okazało się, że interesuje się nią jakiś deweloper, postanowiliśmy ją odkupić od Quorum - mówi Mariusz Gawron, prezes Hossy SA. - Woleliśmy ją kupić, niż mieć potem problemy z uzgadnianiem jakichś historii.

Quorum sprzedało Hossie działkę za 3,1 mln zł. Zarobiło więc krótkim czasie 1,25 mln zł.

Pod aktem notarialnym z WAM podpisał się mecenas Rodziewicz.

- Dlaczego kupiliście działkę?

- Quorum jest spółką, która zajmuje się nieruchomościami. Hossa była zainteresowana dużym budownictwem, a takiego tam nie można prowadzić. My mieliśmy gotową koncepcję architektoniczną na budownictwo szeregowe. I razem z tą koncepcją sprzedaliśmy grunt - mówi Rodziewicz.

- Za ile?

- W tej chwili już nie pamiętam.

- Jaka działka? - dziwi się z kolei mecenas Zwara.

Źródło: Gazeta Wyborcza

"Polska": Rzecznik CBA sprzedawał pirackie płyty

cheko, PAP
2007-10-27, ostatnia aktualizacja 25 minut temu

Temistokles Brodowski, rzecznik Centralnego Biura Antykorupcyjnego, jako rzecznik policji w podwarszawskim Wołominie zajmował się handlem pirackimi filmami - pisze dziennik "Polska".

- Wydrukował specjalne obwoluty. Piraty filmów, które dopiero wchodziły na ekrany, sprzedawał za złotówkę albo za dwa złote. Każdy miał na okładce tytuł i logo Temistoklesa: Tokles Film - opowiada dawny współpracownik Brodowskiego. Policjanci z Wołomina mówią, że fakt, iż rzecznik CBA rozprowadza nielegalne kopie filmów, był w ich komendzie tajemnicą poliszynela. Przekazali redakcji dziennika płyty, które - jak twierdzą - kupili od rzecznika.

Brodowski: Nie mam o tej sprawie pojęcia

Temistokles Brodowski w rozmowie z "Polską" zaprzecza, że kolportował wśród policjantów pirackie filmy z logo Tokles Film: - Tokles to część mojego imienia, ale ja o tej sprawie nie mam pojęcia. Pierwsze słyszę - mówi. Zaraz potem odmawia autoryzacji rozmowy z "Polską".

Julia Pitera, która w nowym rządzie ma być urzędnikiem odpowiedzialnym za walkę z korupcją, mówi: - Te informacje są oburzające. To kolejna nietrafiona decyzja personalna w CBA. Coraz bliższa jestem myśli o konieczności audytu służb. Trudno mi sobie wyobrazić, że ktoś pracuje w CBA, a wcześniej zarabiał na kradzieży praw autorskich.

Temistokles Brodowski należy do najbardziej znanych funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Oprócz szefa CBA Mariusza Kamińskiego i szefa jego gabinetu Tomasza Frątczaka to właśnie on utrzymuje kontakty z dziennikarzami. Jest twarzą i głosem Biura.

Błyskawiczna kariera

Brodowski w CBA pracuje od zeszłego roku, wcześniej był policjantem - najpierw na południu Polski (pochodzi z okolic Wrocławia), od 2003 r. w kilku warszawskich i podwarszawskich komendach. Zrobił błyskotliwą karierę. W 2003 r. zaczynał jako niski stopniem policjant w komendzie w Wołominie, potem trafił do komendy na Pradze-Północ. Błyskawicznie awansował, przez jakiś czas pracował nawet w zespole prasowym Komendy Stołecznej Policji. W 2007 r. został rzecznikiem Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

Jeśli Brodowski rzeczywiście kolportował nielegalnie skopiowane płyty wśród kolegów na komendzie - łamał prawo. Za "używanie nielegalnych kopii do celów komercyjnychń grożą 12 tys. zł kary i 3 lata więzienia. Jego koledzy policjanci też nie są bez grzechu - jeśli brali lub kupowali pirackie płyty od rzecznika także łamali prawo.