sobota, 30 kwietnia 2016

10 chorwackich wysp, które musisz odwiedzić




Ania Kowalska
 
31.03.2016 10:48
Chorwacja to nie tylko prawie 2 tys. km wspaniałego wybrzeża, ale też – o czym nie każdy wie – ponad 1200 wysp i wysepek. Część z nich to ledwie wystające z wody skały, ale niektóre tworzą osobne mikroświaty. Pośród 66 zamieszkałych wysp Chorwacji łatwo znaleźć swój wakacyjny raj. Oto 10 adresów, pod którymi na pewno warto się rozejrzeć.

1. Wyspa Brac – najlepsza do uprawiania sportów wodnych

Brac to największa wyspa dalmatyńska, położona zaledwie kilka kilometrów na południe od Splitu. Jej znakiem rozpoznawczym jest Złoty Róg (Zlatni Rad), chyba najczęściej fotografowana plaża Chorwacji (uchodzi za jedną z najpiękniejszych na świecie). Złoty Róg to idealne miejsce do uprawiania windsurfingu, ale nie tylko – można tu spróbować morskich kajaków czy nurkowania, a także kilku innych wodnych sportów, zyskujących w ostatnim czasie popularności (np. wakeboardingu). Złoty Róg ma kształt mocno wysuniętego w morze żwirowego cypla, który pod wpływem wiatru stale zmienia swój kształt. Sama wyspa jest górzysta i surowa na południu, życie koncentruje się w jej północnej części. W miejscowości Bol (to w niej znajduje się słynna plaża) można bez trudu znaleźć nocleg i restauracje z menu w kilku językach.

2. Wyspa Lopud – najlepsza na jednodniowy wypad z kontynentu

Nie każdy ma ochotę na wakacje na wyspie i rezygnację z atrakcji Chorwacji kontynentalnej, ale mimo wszystko warto zobaczyć, z czym to się je. Najlepsza na jednodniowy, niezobowiązujący wypad, a także złapanie oddechu, będzie wyspa Lopud. Jest malutka i nie ma na niej ruchu samochodowego, idealna na ucieczkę od zatłoczonego w sezonie Dubrownika (skąd promem dotrzecie w 50 minut lub motorówką w pół godziny). Celem odwiedzających Lopud jest piaszczysta plaża Sunj, do której dochodzi się przez gęsty, obłędnie pachnący las. Wędrówka zajmuje tylko 15 minut. Kto zdecyduje, że nie ma ochoty na powrót do głośnego miasta, może na miejscu szukać wolnego pokoju.

Wyspa LopudRAN DEMBO (istock)

3. Wyspa Palagruža – najlepsza dla samotników

Ekstremalna izolacja – o to w dzisiejszych czasach niełatwo. Ale nieco dzika Palagruza to dobry kierunek dla tych, którzy stracili już nadzieję na wakacyjny spokój. Palagruza leży w połowie drogi między Chorwacją a Włochami, więc żeby tu dotrzeć, trzeba się trochę bardziej wysilić. Na Palagruzie nie ma żadnych budynków mieszkalnych. Jest tylko stara latarnia morska, w której można wynająć dwupokojowe mieszkanie (100 euro za dzień na dwie osoby, a pobyt musi trwać minimum tydzień, ale to niewiele za totalną samotność). Jedzenie lepiej zabrać ze sobą, ale na świeże ryby od latarnika można liczyć każdego dnia (a czego chcieć więcej na wakacjach?). Od latarni dwa zygzakowate chodniki prowadzą do plaż z drobnymi kamyczkami – jedna nazywa się Stara Vlaka, druga – Veli Zal. Woda jest tu płytka, zatem idealna dla małych dzieci.

PalagružaPalagruža, fot. Adam Sporka (wikimedia.org), licencja: CC Attribution 2.0 Generic

4. Wyspa Mljet – dla nieskażonej przyrody

Ma tylko 37 km długości i zaledwie 3 km szerokości, ale to raj. Blisko trzy czwarte powierzchni Mljet zajmują gęste, sosnowe lasy. Krajobraz jest głównie wyżynny. Połączone ze sobą morskie jeziora – Wielkie i Małe – szmaragdowozielone. Cała zachodnia część wyspy to park narodowy, który większość odwiedzających opisuje krótko: „miejsce o niespotykanym pięknie". Wzdłuż dzikiej linii brzegowej ciągną się jaskinie, urwiska, skały i mniejsze wyspy (Mljet należy do największych wysp Chorwacji). Woda jest krystaliczna (słynny oceanograf Jacques Cousteau oznajmił, że woda morska wokół Mljet należy do najczystszych na świecie). Mljet ma nie tylko fantastyczną florę i faunę, ale też bardzo interesującą historię i liczne po niej pozostałości. Można się tu łatwo dostać z Dubrownika, Peljesacu lub innych portów (regularnie kursują promy i wodoloty), a dalej do parku dojechać autobusem.

Wyspa Mljetfot. istock

5. Wyspa Vis – najlepsza dla lokalnego wina i jedzenia

Tak, jak Brac leży najbliżej Dalmacji, tak Vis znajduje się od niej najdalej. Może dzięki temu to wymarzone miejsce dla wielbicieli spokoju i wypoczynku. Vis słynie ze swojej dziewiczej przyrody i krasowych jaskiń (koniecznie trzeba odwiedzić Modrą, Medvidinę i Zeleną, gdzie znajdziecie nie tylko piękne widoki, ale też kojący chłód), ale też wyśmienitego wina i jedzenia. Wino na Vis produkowano już w II w p.n.e. (wspomina o nim z uznaniem grecki kronikarz Agatarhid), więc dziś można powiedzieć, że Chorwaci z Vis osiągnęli w tej dziedzinie perfekcję. Warto spróbować win organicznych – białej Vugavy i czerwonego Mali Plavaca (większość winiarni na Vis organizuje niedrogie degustacje). A jak wino, to też jedzenie. Na Vis po prostu trzeba jeść owoce morza, są tu najlepsze, najświeższe i w przystępnych cenach (niektóre tawery organizuje rejsy wędkarskie połączone z lekcjami gotowania, takiej atrakcji szukajcie np. w Mola Trovna). Na deser szot czegoś mocniejszego – tutejszym alkoholem jest rogacica, mocna wódka destylowana z owoców drzewa chlebowego. Na Vis poza winoroślą rosną drzewa cytrusowe i palmy, i nigdy nie brakuje słońca.

Vis, ChorwacjaVis, Chorwacja (fot. NNEIRDA, istock)

6. Wyspa Kornati – najlepsza, by odpoczywać w ekologiczny sposób

Kornati to nie jedna wyspa, lecz archipelag, złożony z aż 89 wysp, wysepek i raf, które mają status parku narodowego. Jest trochę nie z tej ziemi. Nie ma tu słodkiej, a wyłącznie słona woda. W przeszłości na Kornati mieli swoje kamienne domki rybacy i pasterze z wyspy Murter (którzy tu przybywali na wiosenny wypas). Dziś wiele tych niemal antycznych, bardzo prostych domków jest dostępnych do wynajęcia. Jeśli więc marzą Wam się wakacje w prawdziwym kamiennym domku bez fanaberii, z wodą ze studni, prysznicem i grillem na świeżym powietrzu, i w otoczeniu fenomenalnej przyrody – nie możecie lepiej trafić (koszty zaczynają się od ok. 80 euro za dobę). Kornati to jeden z najpiękniejszych archipelagów na całym Morzu Środziemnym, a mimo to wciąż przybywa tu stosunkowo niewielu turystów, a turystyka jest zrównoważona.

Kornati, ChorwacjaKornati, Chorwacja (fot. istock)

7. Wyspa Pag – najlepsza dla imprezowiczów

Jeśli kochacie imprezy na plaży, bez wahania ruszajcie na wyspę Pag. Na plaży Zrce przy miejscowości Novalja bary i kluby mają 24-godzinne licencje – za dnia można plażować i popijać w koktajle, a po zachodzie słońca muzyka podkręcana jest głośniej i parkiety szybko stają się pełne. Zrce przyciąga młodzież, a za jej sprawą Pag nazywana jest chorwacką Ibizą.

Ale to nie wszystkie jej atuty. Pag słynie też z sera – nazywa się Paski i produkowany jest z owczego mleka, słony i twardy. Będąc na Pag, nie można go nie spróbować. Pag ma też liczne piaszczyste plaże, gaje oliwne, kilometry kamiennych murków, a w powietrzu unosi się zapach szałwii. Jako pamiątkę z wakacji warto przywieźć sobie tradycyjnie odparowywaną morską sól lub koronki.

Pag, ChorwacjaPag, Chorwacja (fot. STEFANO EMBER, istock)

8. Wyspa Murter – najlepsza, by nauczyć się żeglowania

Murter niemalże dotyka kontynentu – jest z nim połączona 12-metrowym zwodzonym mostem. To jedna z ulubionych wysp wśród żeglarzy, których kusi bliskość Parku Narodowego Kornati (jednego z najpiękniejszych w Chorwacji) i rozproszonych małych wysepek. Ale nie trzeba być wilkiem morskim, żeby ruszyć na Murter. Każdego lata Adriatic Nautical Academy (ANA) uruchamia szkołę żeglugi w Jezera. Kursy są prowadzone po angielsku i na różnych poziomach jachtowego zaawansowania. Tygodniowy kurs kosztuje ok. 500 euro (zakwaterowanie na terenie szkoły lub na barce). Jeśli nie chcecie się uczyć żeglować, nadal możecie ruszyć na zorganizowany rejs po labiryncie Kornati albo popływać z rurką na tutejszych rafach. Murter to też wymarzone miejsce na piesze wycieczki. Wielbiciele historii mają z kolei do zwiedzenia ruiny rzymskich budowli (np. pozostałość starożytnej wioski Colentum).

Miasteczko Jezera na wyspie Murter w ChorwacjiMiasteczko Jezera na wyspie Murter w Chorwacji (fot. istock)

9. Wyspa Hvar – dla lawendy

Hvar należy do południowo-wschodniej części Dalmacji i najłatwiej dostać się tu ze Splitu. Stolica wyspy nazywa się tak samo – Hvar – i jest warta zwiedzenia, z uwagi na czarującą starówkę. Ale tym, co w pierwszej kolejności przyciąga na Hvar turystów, jest porastająca ją lawenda (Hvar nazywana jest „lawendową wyspą"). Lawenda to jedno z głównych źródeł dochodu wyspy, pola wyglądają pięknie i trudno odmówić sobie lawendowej pamiątki (miesza się z nią nawet sól). Co ciekawe, Hvar uchodzi też z jedną z najbezpieczniejszych wysp na świecie (przestępstwa są bardzo rzadkie), warto natomiast uważać na jej krętych, górskich drogach. Hvar jest wyspą bardzo różnorodną pod względem krajobrazu i turystycznej oferty, każdy znajdzie tu idealny wariant wakacji dla siebie.

Hvar, ChorwacjaHvar, Chorwacja (fot. istock)

10. Wyspa Rab – najlepsza dla plażowiczów (a zwłaszcza nudystów)

Nie ma co przebierać w słowach – Rab to mekka nudystów. Oficjalnie zaczął się tu w 1936 roku, kiedy król Edward VIII i Pani Simpson otrzymali od lokalnych notabli pozwolenie na pływanie nago przy plaży Kandarola. Ta historia brzmi nieprawdopodobnie, ale jest prawdziwa. Od tego czasu nudyzm na Rab kwitnie, bo też warunki są idealne - ogromny wybór plaż (od kamienistych na zachodzie, przez żwirowe na wschodzie, po piaszczyste na północy), pełne cichych zatoczek i często ukryte w sosnowym lesie. Słynne plaże nudystów to Ciganka, Stolac i Sahara położone w pobliżu Loparu. Ale Rab to nie tylko plaże. Warto odwiedzić miejscowość o tej samej nazwie, co wyspa – średniowieczne kamienne budynki zgrupowane na ufortyfikowanym półwyspie, obrzeżone czterema eleganckimi dzwonnicami, mają ogromny urok. Czasem turyści z Polski narzekają, że plaże w Chorwacji są co prawda piękne, ale trudno znaleźć piaszczyste. Na Rab nie będziecie mieli z tym problemu.

Rab, ChorwacjaRab, Chorwacja (fot. istock)

Zielona wyspa należąca do Dalmacji również wymieniana jest jako jedna z dziesięciu najpiękniejszych wysp na świecie. W przeważającej części jest nienaruszonym rajem natury o bogatej faunie i florze. Niemal cała tonie w lasach. Jedną trzecią powierzchni wyspy zajmuje Nacional Park Mljet - najważniejszy obszar chroniony na południu Dalmacji. Znajduje się tu bujna i różnorodna roślinność śródziemnomorska, a także dwie głębokiezatoki, które ze względu na niezwykle wąskie cieśniny łączące je z morzem, nazwane są jeziorami. Są to jeziora Veliko i Malo. W lecie temperatura wody jest w nich o wiele wyższa niż po drugiej stronie wyspy, której wybrzeże jest skaliste, z licznymi jaskiniami i klifami. Niemal cały obszar Parku Narodowego Mljet pokrywa gęsty las iglasty, w którym dzięki działaniom w zakresie ochrony przyrody, zachowało się wiele bardzo starych drzew. Turyści mogą spacerować w ich cieniu specjalnie wytyczonymi ścieżkami lub jeździć na rowerach wzdłuż brzegów jeziora. Wyspa, mimo rosnącej popularności wciąż robi wrażenie bezludnej - turystów jest tu znacznie mniej niż na pobliskiej Koreuli. Wyspa Mljet to doskonały cel dla miłośników wypoczynku na łonie natury. Jest oazą spokoju. Ci, którzy poszukują ciszy i pięknych krajobrazów nie będą chcieli jej opuścić.

niedziela, 24 kwietnia 2016

Andrzej Duda: nie jestem w konflikcie z Jarosławem Kaczyńskim


- Nie jestem ani zależny od prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, ani nie jestem z nim w konflikcie - powiedział w obszernym wywiadzie z Polską Agencją Prasową prezydent Andrzej Duda. Przyznał także m.in., że "Unia Europejska jest ogromną wartością".

Udostępnij
391
Skomentuj
Foto: YVES HERMAN / ReutersAndrzej Duda

Swoje relacje z Jarosławem Kaczyńskim, Duda określa jako "dobre". - To są relacje dwóch polityków, którzy znają się od wielu lat, którzy blisko ze sobą współpracowali, którzy szli przez wiele lat ze wspólnym programem. Który, w moim przekonaniu, jest nadal aktualny i ja także podjąłem się realizacji elementów tego programu - przyznał w rozmowie z PAP.

- Jeśli ktoś na tym tle dopatruje się sporów, to patrzę na to z dużym uśmiechem, podobnie jak na tych, którzy mają do mnie pretensje, że podpisuję ustawy realizujące program PiS, mimo że ja przez lata głosiłem ten sam program. I ja, i pan prezes Kaczyński, jesteśmy politykami. Nie jesteśmy tu dla siebie, jesteśmy po to, by naszą pracą przyczyniać się do rozwoju kraju i do polepszania życia obywateli - dodał.

"UE jest słaba decyzyjnie, brak jej solidarności z Europą Środkowo-Wschodnią"

Prezydent skomentował też obecną sytuację panująca wśród państw Unii Europejskiej. Jego zdaniem, UE powinna być unią państw narodowych, które współpracują ze sobą głównie na niwie gospodarczej, bez ingerowania w suwerenność. Dodał, że UE jest dla niego, podobnie jak dla większości Polaków, ogromną wartością.


PAP zapytała prezydenta, jak silne jest - jego zdaniem - zagrożenie dla integralności UE, w kontekście m.in. planowanego referendum w Wielkiej Brytanii, referendum w Holandii, czy wpływu kryzysu imigracyjnego na strefę Schengen.

Według Andrzeja Dudy, wyniki referendum holenderskiego, w którym Holendrzy w większości opowiedzieli się przeciwko umowie stowarzyszeniowej UE-Ukraina, świadczą nie tyle o niechęci do Ukrainy, co o wzroście nastrojów eurosceptycznych.

- Te wyniki są złe dla Ukrainy, ale jeżeli się przyjrzymy, jak przebiegało głosowanie i jakie argumenty pojawiały się w mediach, to wniosek jest taki, że w tym referendum wypowiedzieli się przeciwnicy Unii Europejskiej, którzy z zasady uważają, że Europazjednoczona jest im niepotrzebna. To nie są ludzie, którzy mieli coś zasadniczo przeciwko Ukrainie; to są ludzie, którzy nie są zwolennikami Unii Europejskiej, integracji europejskiej, są eurosceptykami i to wyraziście - powiedział prezydent.

Podkreślił też, że Unia Europejska jest dla niego, "podobnie jak dla zdecydowanej większości Polaków, ogromną wartością". - Jestem zwolennikiem UE jako unii państw narodowych, które współpracują ze sobą przede wszystkim na niwie gospodarczej, bez ingerowania w elementy, które powinny pozostać w zakresie suwerenności - oświadczył.

Według prezydenta właśnie takiego modelu Unii domagał się też brytyjski premier David Cameron, kiedy zawierał porozumienie z Radą Europejską "w przedmiocie pewnego rozluźnienia tych więzów". Pod koniec lutego UE i W. Brytania porozumiały się w sprawie warunków członkostwa tego kraju w UE. Umowę zawarto po maratonie negocjacji w Brukseli. Niedługo potem premier David Cameron ogłosił, że referendum dot. ewentualnego Brexitu odbędzie się 23 czerwca. Jednym z najtrudniejszych problemów negocjacji były żądania Londynu dotyczące ograniczeń w dostępie świadczeń socjalnych dla imigrantów z innych krajów UE.

Andrzej Duda ocenił jednocześnie, że Brexit oznaczałby poważne osłabienie UE. - Większość odpowiedzialnych polityków w UE ma nadzieję, że do wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii nie dojdzie, bo to na pewno oznaczałoby kolejny kryzys w UE i na pewno oznaczałoby tendencję, która jest niebezpieczna - powiedział prezydent.

Pytany, czy Polska ma jakiś scenariusz na wypadek, gdyby Brytyjczycy powiedzieli jednak Unii "nie", zaznaczył, że przede wszystkim ten scenariusz będzie musiał być scenariuszem ogólnounijnym. - To będzie wielki kłopot, ponieważ trzeba będzie przeprowadzić jakąś procedurę, która nie będzie procedurą krótkotrwałą - dodał.

Według prezydenta UE potrzebuje dziś przede wszystkim więcej solidarności i decyzyjności. - Unia Europejska jest silna, gdyż tworzą ją w większości mocne państwa, ale jednocześnie słaba, jeżeli chodzi o podejmowanie zdecydowanych kroków. Dzisiaj przede wszystkim zadaniem UE powinno być rozwiązywanie kryzysu imigracyjnego poprzez usuwanie jego źródeł - mówił. Jak dodał, w tej kwestii "potrzebne byłoby bardziej zdecydowane domaganie się przestrzegania prawa międzynarodowego, chociażby od Rosji".

Władysław Bartoszewski - dyplomata w służbie wartości


Władysław Bartoszewski był niestrudzonym orędownikiem pojednania polsko-niemieckiego i dialogu między Polakami a Żydami. Budował świat lepszy, oparty na prawdzie, sprawiedliwości, miłości i wolności - napisał o nim papież Jan Paweł II.

Udostępnij
496
Skomentuj
Foto: Andrzej Hulimka / East NewsWładysław Bartoszewski

Bereś: Bartoszewski był wśród moich bohaterów

"Czy normalny człowiek dorosły, nie dziecko, chodzi i mówi: kocham matkę, kocham ojca, kocham dziadzia, kocham babcię? Kochaj do cholery, tak, powinieneś, ale o czym ty mówisz? Do dziś nie cierpię tych, którzy krzyczą głośno o Polsce, bo mam poważne podejrzenia co do ich kompleksów. Może się za mało, do cholery, tą Polską zajmowali w życiu?".

    - O III Rzeczypospolitej chciałbym móc powiedzieć słowami Peryklesa, tak jak je przekazał Tukidydes w "Wojnie peloponeskiej": W naszym życiu państwowym kierujemy się zasadą wolności. Kierujemy się wyrozumiałością w życiu prywatnym, szanujemy prawa w życiu publicznym, jesteśmy posłuszni każdoczesnej władzy i prawom, zwłaszcza tym niepisanym, które bronią pokrzywdzonych i których przekroczenie przynosi powszechną hańbę - deklarował Władysław Bartoszewski w inauguracyjnym wystąpieniu z 24 maja 1995 roku po jego wyborze na ministra spraw zagranicznych.

    I natychmiast podkreślił: - Polityka zagraniczna tak pojmowanego państwa winna łączyć jasno sprecyzowane priorytety i konsekwentną ich realizację z respektowaniem podstawowych wartości etycznych. Winna być skuteczna, oparta na zasadach otwartości i wielotorowości działania, uważna, przewidująca i patrząca w przyszłość.

    Był to początek drogi Bartoszewskiego jako szefa dyplomacji, po kilku latach pełnienia funkcji ambasadora Polski w Austrii. Bartoszewski przekonywał, że najważniejszym priorytetem Polski jest pełna integracja z Sojuszem Północnoatlantyckim i Unią Europejską. W obu tych międzynarodowych organizacjach widział fundament trwałego pokoju w Europie i na świecie, ale także źródło dobrobytu, o którym Polacy tak marzyli w PRL-u.

    - Członkostwo w Unii Europejskiej utrwali nasze nowe miejsce w Europie i świecie jako państwa demokratycznego i nowoczesnego, stanie się dźwignią dynamicznego rozwoju gospodarczego, społecznego i cywilizacyjnego oraz gwarancją narodowego bezpieczeństwa - przekonywał Bartoszewski. Dodał przy tym, że obecność Polski w UE będzie nie tylko korzystna dla Polaków, ale także dla reszty Europejczyków.

    Za istotne uznał jednak również relacje z naszym największym wschodnim sąsiadem - Rosją. Pamiętając o 45 latach wpływu Związku Sowieckiego na wewnętrzne sprawy Polski i jej pozycję na świecie, Bartoszewski zastrzegł, że "Polska nie prowadzi i nie będzie prowadzić dwóch odrębnych polityk - wschodniej i zachodniej".

    - Członkostwo w strukturach zachodnich oraz przyjazne stosunki z naszymi wschodnimi sąsiadami stanowią dwa wzajemnie uzupełniające się oraz wzmacniające elementy jednej strategii: służą zagwarantowaniu Polsce bezpieczeństwa i zapewnieniu warunków pomyślnej transformacji i rozwoju. Politykę zagraniczną w odniesieniu do regionu na wschód od Polski będziemy prowadzić cierpliwie i konsekwentnie, pomni, że obszar ten charakteryzuje się znaczną dynamiką zmian, a także niestabilnością - zaznaczył nowy szef dyplomacji, który w 1995 roku objął urząd.

    REKLAMA

    Bartoszewski jako dyplomata stał się symbolem pojednania i dialogu między narodami Polski, Niemiec i Izraela. Urodził się 19 lutego 1922 roku w Warszawie w rodzinie urzędników, egzamin dojrzałości zdał w 1939 roku i już od wczesnych młodych lat - ten późniejszy historyk, dziennikarz, publicysta, pisarz i opozycjonista - przejawiał zainteresowanie sprawami państwami i jego polityki zagranicznej.

    Decydujący wpływ na jego formację intelektualną - jak sam podkreślał - miała druga wojna światowa. - Była potężnym wstrząsem dla hierarchii wartości, zarówno w teorii - gdy człowiek zastanawiał się nad ładem moralnym, jak i w praktyce - gdy zniszczone zostały wszystkie nasze plany i marzenia - powiedział Bartoszewski w jednym z wywiadów opublikowanych w jego książce pt. "Warto być przyzwoitym".

    Nie tylko wojna, ale i trudne stalinowskie czasy po 1945 roku - jak zaznaczył - wytwarzały sytuacje konfrontacyjne, w których zmuszony był do podejmowania świadomych wyborów.

    Pod wpływem zbrodniczego charakteru wojny ukształtowały się przekonania polityczne i społeczne Bartoszewskiego, które w późniejszych latach zadecydowały również o jego wyjątkowości jako dyplomaty, wykazującego głęboką empatią wobec słabszych i pokrzywdzonych. Bartoszewski, który w 1940 roku przez ponad sześć miesięcy był więźniem Auschwitz, zdecydował się ryzykować własne życie, by ratować życie innych. "Naszym zadaniem było - najogólniej mówiąc - ratowanie ludzi od śmierci: szukanie pomieszczeń dla uciekinierów z gett i obozów, zaopatrywanie ich w obowiązujące dokumenty, udzielanie dorywczych lub stałych zasiłków materialnych, niekiedy też dopomaganie w znalezieniu pracy dla tych (głównie kobiet), którzy mieli odpowiednie warunki - wygląd! - umożliwiające względnie bezpieczne poruszanie się" - wspominał po latach swoją działalność w Radzie Pomocy Żydom "Żegota".

    Lata wojny są obecne w jego bogatej spuściźnie historycznej, swoją pracę traktował jako "wypełnienie nakazu dania świadectwa". Jest autorem opracowania "Egzekucje publiczne w Warszawie w latach 1943-1944", które zostało włączone do materiałów dokumentacyjnych, przygotowanych przez stronę polską na proces norymberski.

    Why Russia Harasses U.S. Aircraft


     APRIL 20, 2016 | 09:00 GMT  
     Text Size 
    A Russian Su-24 jet makes a close-range and low-altitude pass near the USS Donald Cook in the Baltic Sea on April 12. Russia sometimes uses close interceptions to deter U.S. craft without sparking outright combat. (U.S. Navy)

    Summary

    Since Russia annexed Crimea in 2014, tension with the West has been high, affecting eastern UkraineSyria and hot spots across the former Soviet sphere. Less overtly, Moscow has been working to protect areas vital to Russian interests by raising the stakes of U.S. operations there. This has manifested in numerous aggressive interceptions of U.S. military aircraft in flight, especially over the Black and Baltic seas. The interceptions, which are reportedly occurring more frequently, aim to dissuade Washington from operating in that airspace. 

    Analysis

    On April 14, a Russian Su-27 fighter jet performed a barrel roll maneuver over a U.S. Air Force RC-135 spy plane flying in international airspace over the Baltic Sea. Just three days earlier, two Russian Su-24 bombers flew dangerously and repeatedly close to a U.S. destroyer, also in the Baltic Sea. The most recent intercept came less than a week before the NATO-Russia Council is set to convene for the first time since 2014. Along with the fighting in Ukraine and Afghanistan, military transparency and risk reduction — timely and relevant topics given the interception incidents — will be up for discussion at the meeting.

    Not all interceptions are aggressive. In fact, the tactic is standard practice among militaries, both in the air and at sea. Around the world, aircraft and ships from a multitude of countries routinely intercept, visually inspect and escort other aircraft and maritime vessels passing through sensitive airspace or waters. Air forces, navies and coast guards worldwide regularly perform intercepts of this kind to enforce an air defense identification zone such as that in the East China Sea, to police operations such as NATO's Baltic Air Policing mission or, as necessary, to conduct ad hoc tactics. In these capacities, interceptions are almost invariably non-threatening; they are simply a means by which nations enhance their situational awareness and protect against contingencies.

    But some interceptions deviate from the norm. In a deliberate ploy to deter a nation's forces from transiting a specific space, aircraft or ships may display aggressive maneuvers, harassing and intimidating targets. These interceptions resemble a high-stakes game of chicken, daring the foreign craft to continue on its route, despite the increased risk of collision, or back down.

    Though the tactic carries a risk of damage to both sides, the initiator holds the advantage. Usually in aerial interceptions, a sleek, fast fighter jet targets a lumbering bomber or reconnaissance plane. The initiator of the encounter is often far less valuable — in monetary cost and in the number of flight crew aboard — than the intercepted target, raising the stakes for leaders (and crew) as they decide how to respond. As a fighter jet carries out dangerous maneuvers around it, the target is left to wonder about the interceptor's intentions and skill.

    For Russia, close interceptions offer a means to deter U.S. craft without sparking outright combat. The tactic has worked for Moscow already: In July 2014, a Russian jet's aggressive flight so alarmed the crew of a U.S. RC-135 over the Baltic Sea that it accidentally fled into Swedish airspace to evade the interceptor.

    But close intercepts do not always go as planned. In the April 2001 Hainan Island incident, for example, a collision during a close intercept left a Chinese pilot dead, his J-8II interceptor destroyed and a U.S. EP-3E signals intelligence aircraft seriously damaged. A number of Cold War-era close intercepts also caused collisions, particularly between ships. This led to the 1972 U.S.-Soviet Incidents at Sea Agreement, which sought to reduce the chances of collision and manage escalation when collisions did occur. Further efforts to limit the risk of escalation produced the 2014 Code for Unplanned Encounters at Sea, which included Russia and China, as well as a 2014 agreement between the United States and China to regulate incidents between the two.

    But the past few years have demonstrated that the agreements are not enough to stop such dangerous close encounters, at least not between the United States and Russia. And given the substantial tension between the two countries, a midair or at-sea collision resulting from a close interception could trigger retaliatory measures, leading to an escalation that neither side wants. Even so, as long as tension persists between Russia and the United States, the interceptions are likely to continue.

    Barack Obama ponownie ostrzega Brytyjczyków przed wyjściem z UE

    24.04.2016, 05:43

    • Amerykański prezydent ostatniego dnia wizyty w Wielkiej Brytanii spotkał się z ponad 500 młodymi ludźmi w londyńskiej Lindley Hall
    • Obama przekonywał Brytyjczyków, aby pozostali w UE
    • Wzywał, aby porzucili izolacjonizm i "nie odwracali się od świata"
    Barack Obama w Lindley Hall w LondynieBarack Obama w Lindley Hall w Londynie (
    PAP/EPA / WILL OLIVER
    )
    - Pojawiają się znów głosy nawołujące do izolacjonizmu i ksenofobii. Kiedy rozmawiam z młodymi ludzi, błagam ich, aby je odrzucili - mówił Barack Obama w Lindley Hall. 

    W udzielonym na zakończenie wizyty w Wielkiej Brytanii wywiadzie dla BBC prezydentUSA ponownie ostrzegł Brytyjczyków przed wyjściem ich kraju z UE, oświadczając, że wynegocjowanie odrębnego dwustronnego układu handlowego z USA może zająć pięć, a nawet 10 lat. 

    - Może upłynąć 5 lat, 10 lat, zanim będziemy w stanie coś osiągnąć - powiedział Obama w wywiadzie. - UK nie będzie mogło wynegocjować coś ze Stanami Zjednoczonymi szybciej niż UE. Nie zrezygnujemy z naszych starań wynegocjowania układu handlowego z naszym największym partnerem handlowym, czyli z rynkiem europejskim - dodał amerykańskiprezydent


    Reuter zauważa, że Obama, któremu pozostało jeszcze dziewięć miesięcy do zakończenia jego drugiej kadencji prezydenckiej, spędził trzy dni swojej wizyty w Londynie na przekonywaniu Brytyjczyków, aby pozostali w UE. 

    Wizyta Obamy i jego decyzja o ingerencji w toczącą się w Wielkiej Brytanii debatę na temat dalszego członkostwa w UE przed czerwcowym referendum wywołały niezadowolenie środowisk eurosceptycznych. Zwolennicy wyjścia Wielkiej Brytanii z UE utrzymują, że będzie ona mogła z łatwością wynegocjować porozumienia handlowe i to na lepszych warunkach, będąc poza UE. 

    Według sondażu firmy badawczej YouGov 53 proc. Brytyjczyków uważa, że wypowiedzi Obamy o ewentualnym wyjściu Wielkiej Brytanii z UE były niewłaściwe. Przeciwnego zdania było 36 proc. ankietowanych.

    Rosyjskie rakiety będą mogły kontrolować cały obszar Polski


    • RMF FM: S-500, nad którym pracują w Rosji, będzie miał zasięg 600 kilometrów
    • Będzie zestrzeliwał samoloty i śmigłowce, ale także rakiety przeciwnika
    • Informację o zwiększonym zasięgu podał rosyjski producent
    Nowy rosyjski rakietowy system przeciwlotniczy, rozmieszczony na Białorusi i w obwodzie kaliningradzkim, będzie miał na celowniku całe niebo nad Polską.- zauważa RMF FM. Stacja powołuje się na informacje ujawnione przez koncern "Ałmaz-Antej". Nowa wersja mobilnego systemu będzie miała zasięg rażenia o 200 kilometrów większy niż wcześniejszy typ urządzenia. 

    RMF FM podkreśla, że w razie konfliktu zbrojnego, operacje lotnicze NATO na wschodniej flance będą wręcz niemożliwe. Ma to wynikać z faktu, że Polska i kraje bałtyckie nie mają żadnej broni mogącej zneutralizować rosyjskie rakiety ziemia-powietrze. 
    Rosjanie nie ukrywają, że nowy system ma także zneutralizować amerykańską tarczę antyrakietową - wyjaśnia stacja. 

    Testy Iskanderów 

    Przypomnijmy, że kilka dni temu Rosjanie pochwalili się udanymi testami innego systemu: rakiety Iskander-​M. Próby odbyły się na poligonie Kapustin Jar w obwodzie astrachańskim. Według rosyjskich władz wojskowych celem ćwiczebnego uderzenia był - odległy od miejsca startu o około 200 kilometrów - punkt dowodzenia umownego przeciwnika. 


    "Rakieta wyprodukowana z użyciem technologii obniżającej echo radiolokacyjne nie została wykryta przez środki walki radioelektronicznej umownego przeciwnika i skutecznie zaatakowała cel" - głosi wojskowy komunikat. 

    Prezentowane co jakiś czas przez Rosję plany umieszczenia rakiet Iskander w obwodzie kaliningradzkim budzą niepokój NATO, gdyż można ich używać do przenoszenia głowic nuklearnych. 

    Iskander-M w wersji dla rosyjskich sił zbrojnych wykorzystuje pociski 9K723 o zasięgu od 380 do 500 km. Rakieta ma zdolnościach manewrowe i podczas lotu może zmieniać trajektorię, przez co jest w stanie uniknąć wykrycia przez radary.