niedziela, 14 października 2007

Przemiany „Rzeczpospolitej”, czyli historia wędrówki orzełka

Małgorzata Subotić, Renata Wróbel 14-10-2007, ostatnia aktualizacja 14-10-2007 18:34

„Rzeczpospolita” po 18 latach od zmiany formuły zmienia format. Do jej czytania nie będzie już niezbędne ogromne dębowe biurko

Nowożytna historia „Rzeczpospolitej” rozpoczęła się, gdy Polska straciła przydomek Ludowa. To wówczas Tadeusz Mazowiecki, pierwszy niekomunistyczny premier, 15 października 1989 roku mianował Dariusza Fikusa redaktorem naczelnym.

Do tego czasu gazeta była po prostu wielkim i brzydkim biuletynem rządowym. Dzisiaj wydaje się to niewyobrażalne, ale redaktor naczelny ogólnopolskiego dziennika uczestniczył w posiedzeniach Rady Ministrów. Wracał do gazety i pisał sążnistą relację, która musiała koniecznie znaleźć się na pierwszej stronie.

Niektórzy z redaktorów nie potrafili przystosować się do nowej sytuacji. Do dziś się wspomina, jak na zwołanym przez kierownictwo zebraniu ze starym zespołem redakcyjny spec od wojskowości uzależnił pozostanie w gazecie od przyznawania mu całej kolumny na każde święto narodowe, a poza tym obszernego miejsca w święta pograniczników, wojsk lądowych itp. Gdy czytał ten kalendarz, nowym szefom redakcji oczy się robiły coraz bardziej okrągłe. Następnego dnia spec od wojskowości już nie pracował.Formalnie od rządowego gorsetu „Rzeczpospolita” trochę się uwolniła, gdy w 1991 roku powstała spółka, której udziałowcem był francuski koncern Roberta Hersanta. Ale i tak do połowy lat 90. polski rząd miał w niej 51 proc. udziałów. A do pisma przylgnęła etykieta, bo nawet wożący redakcyjnych dziennikarzy taksówkarze twierdzili, że „przecież rząd musi mieć swoją gazetę”.

Kolejne gabinety próbowały, raczej z miernym skutkiem, utrzymać swoje wpływy w gazecie. Chciały też majstrować przy zmianach własnościowych. „Rzeczpospolita”, nie zważając na te zabiegi, unowocześniała się. Dzięki Francuzom mieliśmy dobrej klasy maszyny drukarskie, nasze czarno-białe zdjęcia były najlepsze na rynku. Znakiem firmowym gazety stały się zajmujące pół pierwszej strony fotografie. „Rzeczpospolita” jako ostatnia na rynku wprowadziła wreszcie kolor w 1999 roku. I właściwie zdecydowano się na to tylko dlatego, że reklamodawcy chcieli, aby ich reklamy były kolorowe.

Co ciekawe czytelnicy – sądząc po listach do redakcji – każdą nowinkę w gazecie krytykowali. Dopiero z czasem się do niej przyzwyczajali. Widać mają – tak jak gazeta – konserwatywną naturę. Ten konserwatyzm i niezależność były ogromnym atutem na przykład w okresie rządów Leszka Millera. Byliśmy wówczas jedyną gazetą na rynku, która dawała czytelnikom wiedzę o wielu aferach, którymi nie zajmowały się inne media. Pojawiały się jednak nowe tytuły. By sprostać konkurencji, „Rzeczpospolita” zaczęła pięknieć.

Momentem przełomowym w tym nabieraniu urody było wprowadzenie w 2005 roku nowego stałego układu kompozycyjnego publikacji, tak zwanego layoutu, i radykalna zmiana winiety. Czytelnicy pamiętają zapewne wędrującego w kolejnych numerach orła. Ze środka przemieścił się na lewą stronę i stał się mniej drapieżny. Dzięki zmianom zaprojektowanym przez Marka Knapa gazeta stała się bardziej przyjazna czytelnikowi. Jeszcze w tym samym roku wraz z brytyjskim „The Guardian” zostaliśmy uznani przez światowe stowarzyszenie prasy (Society for New Designe) najlepiej zaprojektowanym dziennikiem na świecie.

Kolejne rozdziały w życiu gazety określali jej kolejni naczelni: Dariusz Fikus, Piotr Aleksandrowicz, Maciej Łukasiewicz, Grzegorz Gauden i obecny – Paweł Lisicki. Przez lata „Rzeczpospolita” miała opinię gazety poważnej, obiektywnej, solidnej.

Ale też postrzegano ją jako trochę sztywną i nudną. Od kilkunastu miesięcy staramy się, nie tracąc rzetelności, oderwać tę doprawioną nam gębę nadmiernej powagi. Z jakim skutkiem – oceniają już sami czytelnicy.

Źródło : Rzeczpospolita

Onyszkiewicz: Nie wpuszczono mnie na Białoruś

ulast, PAP
2007-10-14, ostatnia aktualizacja 2007-10-14 12:02

Eurodeputowany, szef Partii Demokratycznej Janusz Onyszkiewicz nie został wpuszczony na Białoruś, gdzie w niedzielę ma się odbyć Marsz Europejski.

Zobacz powiekszenie
Fot. Wojtek Habdas / AG
Janusz Onyszkiewicz
"Po raz kolejny nie udało mi się dotrzeć na Białoruś, bo mnie wyjęto, że tak powiem, z pociągu i odstawiono już na polską stronę" - powiedział Onyszkiewicz w niedzielę w TVN24.

"Na moje pytanie, dlaczego tak robią (...) odpowiedziano mi, że oni mają taką instrukcję, są tylko jej wykonawcami, muszę ich zrozumieć, ale żadnych odpowiedzi na moje pytania nie dostanę" - dodał lider PD.

Onyszkiewicz powiedział, że niespecjalne go dziwi, że znajduje się na "takiej czarnej liście", gdyż jest członkiem delegacji w Parlamencie Europejskim do spraw Białorusi, często zabiera głos i był współautorem "wielu rozmaitych rezolucji".

Onyszkiewicz pytany, czy wie o innych Polakach zatrzymanych na granicy, powiedział, że nic na ten temat mu nie wiadomo.

Władze Białorusi zatrzymują działaczy opozycji przed zaplanowanym na niedzielę Marszem Europejskim. W całym kraju w ostatnich dniach do aresztu trafiło co najmniej 20 osób - podali w czwartek białoruscy obrońcy praw człowieka.

Tylko w Grodnie zatrzymano siedem osób. Znaleźli się wśród nich redaktor naczelny "Magazynu polskiego" Igor Bancer i szefowa nieuznawanego przez Mińsk Związku Polaków na Białorusi Andżelika Borys. W czwartek Borys została skazana na karę grzywny w wysokości 460 tys. białoruskich rubli (ok. 215 dolarów), a Bancer na 10 dni aresztu.

Charge d`affaires ambasady Białorusi w Warszawie Władimir Czuszew został w czwartek po południu wezwany do MSZ, na jego ręce został przekazany protest polskiego MSZ przeciwko zatrzymaniu i skazaniu działaczy polonijnych na Białorusi.

W połowie sierpnia wicemarszałek Senatu Krzysztof Putra (PiS) i lider PO Donald Tusk nie zostali wpuszczeni na Białoruś, gdzie mieli uczestniczyć w obchodach święta Wojska Polskiego. Doradcę premiera Michała Dworczyka zmuszono do opuszczenia Białorusi. Polskie MSZ złożyło ambasadorowi Białorusi w Warszawie oficjalny protest w tej sprawie.

Białoruś: Kilka tysięcy ludzi uczestniczy w Marszu Europejskim

jas, PAP
2007-10-14, ostatnia aktualizacja 2007-10-14 15:49

Około 3-4 tysięcy ludzi wyszło w niedzielę na ulice Mińska na zorganizowany przez opozycję Marsz Europejski. Wbrew zaleceniom władz manifestanci zebrali się na położonym w centrum miasta Placu Październikowym.

ZOBACZ TAKŻE
POSŁUCHAJ
Manifestantom towarzyszyło kilkuset milicjantów. Ostrzegli, że demonstranci zmieniając miejsce zbiórki łamią prawo, i nakazali im rozejście się, lecz nie interweniowali.

- Zaprosiliśmy władze, by się do nas przyłączyły. To nie jest marsz przeciwko komukolwiek, to marsz za Europą - powiedział do tłumu były kandydat demokratycznej opozycji w minionych wyborach prezydenckich Alaksandr Milinkiewicz.

"Białoruś do Europy" - skandowali manifestanci. Powiewali flagami Unii Europejskiej i historycznymi barwami białoruskimi.

Białoruskie władze zgodziły się na manifestację opozycji, jednak same wyznaczyły trasę jej przejścia. Z początku opozycja planowała rozpoczęcie marszu na Placu Październikowym, gdzie po ubiegłorocznych wyborach prezydenckich stało opozycyjne miasteczko namiotowe, i przejście Prospektem Niepodległości pod gmach Biblioteki Narodowej.

Natomiast władze Mińska pozwoliły na przemarsz w zupełnie innym kierunku: od białoruskiej Akademii Nauk do parku przy Placu Bangalore już poza centrum. Mimo to manifestanci zebrali się na Placu Październikowym.

W tygodniu poprzedzającym marsz doszło na całej Białorusi do zatrzymań opozycjonistów; wśród nich byli działacze Związku Polaków na Białorusi: szefowa tej organizacji Andżelika Borys i redaktor naczelny "Magazynu Polskiego na uchodźstwie"

Turcja: Szef sztabu generalnego ostrzega Stany Zjednoczone

jas, PAP
2007-10-14, ostatnia aktualizacja 2007-10-14 17:33

Jak oświadczył w niedzielę szef sztabu generalnego tureckich sił zbrojnych, ewentualna rezolucja Kongresu USA w sprawie ludobójstwa Ormian trwale pogorszyłaby współpracę wojskową Turcji ze Stanami Zjednoczonymi.

- Gdyby rezolucja, którą przyjęła komisja Izby Reprezentantów, została przez Izbę uchwalona, nasze stosunki wojskowe ze Stanami Zjednoczonymi nigdy nie mogłyby już być takie same. Nie moglibyśmy wytłumaczyć tego (utrzymywania normalnych stosunków) tureckiej opinii publicznej - powiedział gazecie "Milliyet" generał Yasar Buyukanit.

W ubiegłą środę komisja spraw zagranicznych Izby Reprezentantów USA przyjęła symboliczną rezolucję potępiającą Turcję za masakrę Ormian w latach 1915-1917. W rezolucji uznano te wydarzenia za ludobójstwo.

Tureckie MSZ natychmiast ostrzegło, że rezolucja taka może poważnie zaszkodzić stosunkom Turcji ze Stanami Zjednoczonymi. Przez terytorium Turcji odbywa się transport znacznej części zaopatrzenia dla amerykańskich wojsk w Iraku.

Izba Reprezentantów ma głosować w sprawie rezolucji w połowie listopada. Analogiczną rezolucję rozpatrzy także Senat USA, przy czym zastrzega się, że będą to gesty wyłącznie symboliczne.

Prezydent USA George W. Bush poprosił deputowanych o rozwagę. "Ta rezolucja nie jest właściwą odpowiedzią na masowe morderstwa, a jej przyjęcie wyrządzi ogromną szkodę naszym stosunkom z kluczowym sojusznikiem w NATO i w wojnie z terroryzmem" - powiedział Bush.

Większość historyków jest zgodna, że w masakrach i masowych deportacjach w Turcji w latach 1915-1917 zginęło ponad 1,5 mln Ormian. Jednak Ankara odmawia przyznania, że rzeź Ormian była ludobójstwem. Argumentuje, że działo się to w okresie wojny domowej, a ofiary szły w tysiące po obu stronach. Ponadto - zdaniem Turcji - bilans ofiar jest zawyżony.

Terroryści: Utopimy Polskę w bagnie

met, mar, PAP
2007-10-14, ostatnia aktualizacja 39 minut temu
Zobacz powiększenie
Amerykańscy żołnierze oglądają zniszczone samochody polskiego konwoju. Plutonowy Orzechowski zginął za kierownicą auta na górze zdjęcia. Ambasador siedział w tym samym wozie na tylnym siedzeniu
Fot. KHALID MOHAMMED AP

Dwa zbrojne ugrupowania szyickie zadeklarowały w niedzielę swą odpowiedzialność za zamachy na polskie cele w Iraku, motywując te ataki rzekomym torturowaniem Irakijczyków przez polskich żołnierzy. - Chcemy powiedzieć Polsce, że wszystkie jej interesy w Iraku staną się celem naszego oporu, w tym dyplomaci, firmy i wojsko - mówią terroryści.

Deklarację taką złożyły w nagraniu wideo, udostępnionym telewizji Reutera, nieznane dotąd Brygady Imama Husajna i Imama Musy al- Kadimiego. Zamach bombowy na polskiego ambasadora i inne ataki na Polaków miały być dla Polski ostrzeżeniem, że utrzymując swe wojska w Iraku "utonie w bagnie, tak jak Wielka Brytania".

Na filmie widać czterech zamaskowanych uzbrojonych mężczyzn, przy czym jeden z nich trzyma rakietowy granatnik przeciwpancerny. Za nimi umieszczono czarne sztandary z wypisanymi po arabsku nazwami ich ugrupowań.

Terroryści: Opuśćcie Irak, zanim utoniecie w jego bagnie

- Ataki są jasnym przesłaniem dla Polski: Opuśćcie Irak, zanim utoniecie w jego bagnie, tak jak stało się to z Wielką Brytanią - odczytał z kartki jeden z mężczyzn. Sformułowanie to nawiązuje do decyzji Londynu o zmniejszeniu wiosną przyszłego roku brytyjskiego kontyngentu wojskowego w Iraku o połowę.

- Chcemy powiedzieć Polsce, że wszystkie jej interesy w Iraku staną się celem naszego oporu, w tym dyplomaci, firmy i wojsko. Czynimy wyjątek tylko dla dziennikarzy. Ataki są naturalną reakcją na to, co polskie wojsko robi w Diwanii, od zabijania po aresztowania i torturowanie ludzi w Diwanii - głosi odczytane na filmie oświadczenie.

Odwołuje się także do historii Polski, dodając: "Wiemy, że byliście pod okupacją, i o tym, jak bardzo cierpieliście, pamiętajcie, jak bardzo cierpieliście".

3 października w Bagdadzie trzy bomby wybuchły obok przejeżdżającego konwoju samochodowego polskiej ambasady, ciężko raniąc ambasadora Edwarda Pietrzyka. W zamachu tym zginęli polski kierowca ambasadora oraz Irakijczyk.

W pięć dni później samochód-pułapka eksplodował niedaleko polskiej ambasady, zabijając dwóch Irakijczyków. Zamach ten nie spowodował żadnych ofiar wśród personelu polskiej placówki, nie ucierpiała też jej siedziba.

LiD gotów współrządzić z PO

Krzysztof Katka
2007-10-14, ostatnia aktualizacja 2007-10-14 16:10

Prof. Bronisław Geremek zapowiedział w Gdańsku, że LiD gotowy jest zawrzeć po wyborach koalicję z PO. - PiS. ugrupowanie, które przez dwa lata rządziło Polską nie ma szans stworzenia koalicji - zastrzegł profesor.

Zobacz powiekszenie
Fot. Bartosz Bobkowski / AG
Bronisław Geremek
SERWISY
Do głosowania na kandydatów Partii Demokratycznej ubiegających się o mandat z listy LiD apelował w Gdańsku prof. Geremek, poseł Parlamentu Europejskiego.

- Zawiązanie LiD jest świadectwem idei "Solidarności" - mówił Geremek. - Partia Demokratyczna nie weszłaby w sojusz z żadną partią, która nie uznałaby znaczenia "Solidarności" w odzyskaniu wolności i przemianach europejskich. Przedstawiam w Gdańsku świetną drużynę, która w ramach LiD będzie się starała, by Polska miała sprawny rząd.

- W nowym parlamencie będziemy gotowi współtworzyć rząd - dodał Bogdan Lis, lider gdańskiej listy, jeden z przywódców podziemnej "Solidarności".

- Dla dobra Polski jesteśmy w stanie rządzić z Platformą. Ugrupowanie, które utworzyło rząd i przez dwa lata źle rządziło Polską, odchodzi. Uważamy, że w tej chwili nie ma ono żadnych szans stworzenia jakiegokolwiek koalicyjnego porozumienia, które pozwoliłoby mu te rządy kontynuować - mówił Geremek. - Teraz powinno powstać porozumienie koalicyjne, które odbuduje wiarę w Polskę demokratyczną, jednoznacznie uczestniczącą w strukturach europejskich, zmierzającą ku nowoczesnemu modelowi, Polskę sukcesu i Polskę, z której wszyscy jesteśmy i będziemy dumni.

Politycy LiD mają nadzieję, że zaplanowana na dzisiejszy wieczór debata Aleksandra Kwaśniewskiego z przewodniczącym PO Donaldem Tuskiem doprowadzi do zbliżenia obu ugrupowań. - Chcielibyśmy, aby debata Kwaśniewskiego z Tuskiem pokazała, to, co łączy, a nie dzieli. By nie była tylko rozmową o przeszłości, lecz o przyszłości - zaznaczył eurodeputowany.

Co na to Platforma? - Wszystkie deklaracje dotyczące koalicji są przedwczesne i trzeba poczekać na wynik wyborów. Platforma chce współrządzić ze swoim strategicznym partnerem, jakim jest PSL. Do wyborców LiD mam jedną prośbę, by wsparli Platformę, bo nasza partia może wygrać z PiS - mówi poseł Sławomir Nowak, gdański lider PO.

Ola Kwaśniewska: Gdyby tata był alkoholikiem, już by nie żył

jas, tvn24.pl
2007-10-14, ostatnia aktualizacja 2007-10-14 17:08
Zobacz powiększenie
Kwaśniewski na konwencji wyborczej Lid w Szczecinie
Fot. Cezary Aszkiełowicz / AG

Ola Kwaśniewska, córka byłego prezydenta powiedziała w "Dzień Dobry TVN", że jej ojciec po powrocie z Filipin niemal zapadł na schorzenie jelit. Podkreśliła, że gdyby Aleksander Kwaśniewski był uzależniony od alkoholu, to "już by nie żył".

To wyznanie padło niespodziewanie podczas rozmowy z Mateuszem Kusznierewiczem o regatach w Słowenii. - Nie mogę patrzeć, jak publicznie upokarzana jest osoba, którą kocham nad życie - mówiła ze łzami w oczach córka byłego prezydenta - powiedziała.

- Chciałabym, żeby wszyscy zrozumieli, że tata jest osobą, która nie mówi o swoich chorobach, nawet mnie i mamie. To jest typ faceta, który zawsze jest zdrowy i zawsze twierdzi, ze czuje się dobrze. Gdyby był alkoholikiem, już by nie żył - mówiła Kwaśniewska. Podkreśliła, że nie uzgadniała tej wypowiedzi ze swoim ojcem. - Absolutnie nie konsultowałam tego z tatą i przypuszczam, że będzie na mnie zły, że to zrobiłam - tłumaczyła ocierając łzy. Zaznaczyła, że Aleksander Kwaśniewski jest osobą, która uważa mówienie o swoich dolegliwościach zdrowotnych za "upokarzające". - To jest typ faceta, który zawsze jest zdrowy i twierdzi, że czuje się dobrze - mówiła.

W ubiegły wtorek w Szczecinie na konwencji Lewicy i Demokratów, sprawiał wrażenie niedysponowanego. Niektórzy twierdzili, że był pijany. Kwaśniewski tłumaczył się potem, że na Filipinach zaraził się tropikalna chorobą wirusową.

Premier jest przeziębiony. Nie wystąpił na konwencji

wsz, met
2007-10-14, ostatnia aktualizacja 2007-10-14 16:06

Jarosław Kaczyński nie uczestniczył w katowickiej konwencji PiS. Zastąpił go wiceszef partii Kazimierz Michał Ujazdowski, który wygłosił główne przemówienie. Jak powiedział rzecznik rządu Jan Dziedziczak, premier jest przeziębiony.

Zobacz powiekszenie
Fot. Dominik Dziecinny / AG
13 października Jarosław Kaczyński był w Płocku
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Wcześniej nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że premier źle się poczuł i odwołał wyjazd do Katowic. Minister kultury i dziedzictwa narodowego dziś rano przebywał w Trzebnicy na Dolnym Śląsku na spotkaniu przedwyborczym i nie planował wyjazdu na konwencję. Podczas spotkania otrzymał jednak wiadomość, że musi jak najszybciej przyjechać do Katowic, bo jako wiceprezes PiS musi wygłosić główne przemówienie.

Informacje o niedyspozycji premiera potwierdził rzecznik rządu. - To zwykłe przeziębienie - powiedział Dziedziczak. I dodał, że premier został przebadany przez lekarza i że jest w domu.

- Premier bardzo chciał uczestniczyć w katowickiej konwencji PiS, jednak lekarze zasugerowali, aby jeszcze te kilkanaście godzin odpoczął. Za kilkanaście godzin szef rządu wróci do pracy, w tej chwili pełni tylko najważniejsze obowiązki związane z funkcją premiera, m.in. czyta dokumenty - dodał Dziedziczak.

To se vrati - Sąsiedzi powracają!

Sąsiedzi - chodząca puszka Pandory z opóźnionym zapłonem
Jeśli chodzi o inwencję, Pomysłowy Dobromir nie dorastał im do pięt, natomiast w fuszerce nie przebiliby ich nawet bohaterowie "Usterki"! Sąsiedzi, bohaterowie niezapomnianej czeskiej bajki, powracają w wielkim stylu, za sprawą gry ze studia Centauri Production.

"Sąsiedzi" byli moimi idolami. Prawdziwi nonkonformiści idący zawsze pod prąd - na przekór utartym schematom, wbrew przyjętym regułom. Nie liczyli się ani ze zdrowym rozsądkiem, ani z prawami fizyki. W świecie realnego socjalizmu doskonale zdawali sobie sprawę, że tylko pomysłowość może ich ocalić w beznadziejnej walce z sypiącą się na każdym kroku rzeczywistością. Tam, gdzie nawet Wujek Dobra Rada mógł tylko przekląć słowami "motyla noga", oni brali się do pracy. W czynie społecznym, ma się rozumieć. Naprawili wszystko, a że na sznurek, ślinę i słowo honoru, to już miało drugorzędne znaczenie.

Pat i Mat, bo takie były imiona sąsiadów, krzewili wśród młodzieży wiedzę, jakiej próżno by szukać we współczesnych bajkach. Było to w czasach, w których Wieniedikt Jerofiejew pisał:

Można nie wiedzieć, jaką śmiercią umarł Puszkin, ale każde dziecko wie, jak oczyścić politurę.

Sąsiedzi nie odstawali za bardzo od tego modelu, nie ma się więc co dziwić, że w jednym z odcinków odkrywali przed widzami tajemnice wyrobu wina i wprowadzali ich w arkana sztuki bimbrowniczej.

Gra niestety nie podtrzymuje owych zacnych tradycji, jednak mimo tego można spodziewać się przedniej zabawy. Rozgrywka utrzymana będzie w stylu logicznych łamigłówek z elementami przygodowymi. Ponieważ rozwiązania zagadek mają przypominać te znane z serialu, można oczekiwać konstrukcji na miarę tych, znanych ze stareńkiej serii "The Incredible Machine". Autorzy już teraz zapowiadają, że jeśli gra się przyjmie, mają solidny zapas pomysłów na kolejne części. Pytanie tylko, czy w konkurencji ze współczesnymi tytułami Pat i Mat dadzą sobie radę? Ja nie mam wątpliwości - jak pokazuje poniższy film, to raczej inni powinni zacząć się bać!


Gowin i Ziobro: ostre starcie

Wojciech Pelowski
2007-10-13, ostatnia aktualizacja 2007-10-13 20:46

Opanowany i spokojny krakowski lider PO, zawzięty i bezkompromisowy lider PiS. Debata Jarosława Gowina ze Zbigniewem Ziobro w TVP Kraków przypominała piątkowe starcie ich partyjnych szefów w Warszawie.

Zobacz powiekszenie
Fot. Adam Kozak / AG
Zbigniew Ziobro
Zobacz powiekszenie
Fot. Mateusz Skwarczek / AG
Jarosław Gowin
To było jedyne spotkanie liderów krakowskich list PO i PiS w Małopolsce. Pokłócili się już na powitaniu: - Cieszę się, że się spotkaliśmy, bo odwołał pan już trzy zaplanowane debaty. M.in. z "Dziennikiem Polskim" i "Gazetą Wyborczą" - rozpoczął senator Gowin.

- Nie wyraziłem nigdy zgody, żeby brać w nich udział - odpowiedział minister Ziobro.

Kandydat PiS sprawiał na początku debaty wrażenie bardzo skupionego i opanowanego. - Niedawno poparł pan w wyborach na prezydenta Krakowa naszego kandydata, prof. Ryszarda Terleckiego. Teraz pan profesor kandyduje do Sejmu, mam nadzieję, że i tym razem pan Gowin zagłosuje na prof. Terleckiego - celnie rzucił Ziobro. Wypomniał Platformie "koalicje z SLD" w Krakowie i Warszawie.

- Pan, który przez rok był podwładnym Andrzeja Leppera, nie powinien wysuwać takich zarzutów - ripostował Gowin. Zbigniew Ziobro dał się ponieść: - Andrzej Lepper nie był moim przełożonym! Był cały czas obserwowany przez CBA

Odpowiedział bardzo podobnie do Jarosława Kaczyńskiego w debacie z Donaldem Tuskiem. Kaczyński zdradził wtedy kulisy rządu: przyznał, że wicepremier Andrzej Lepper był śledzony.

Kandydaci do Sejmu ostro starli się w rundzie bezpośrednich pytań do siebie. Spokojnie prowadzący debatę Sławomir Mokrzycki starał się zapanować nad czasem wypowiedzi, ale ministra Ziobro trudno było zatrzymać (Gowin: - Życzę panu, żeby pan kiedyś dorósł do zrozumienia, że nie rozmowa jest lepsza niż monolog).

Ministra zdenerwowało pytanie senatora Platformy: - Przyjaciółmi pańskiego brata są w Krakowie szef lotniska Kamil Kamiński i wicewojewoda Andrzej Mucha. Kiedy poprzedni wojewoda Witold Kochan wykrył między nimi umowę, na której skarb państwa tracił pół miliona złotych rocznie, stracił stanowisko [o sprawie pisaliśmy w "Gazecie"]. Dyrektor lotniska zatrudnił też narzeczoną pana znajomych. Czy to nie jest układ? - pytał Gowin.

Ziobro: - Stosuje pan metodę insynuacji. Nie ma się co wstydzić, że jeśli ktoś kogoś zna to go poleca i wspiera. Balice są dziś najlepiej rozwijającym się portem w Polsce! A pan jest na liście z panem Szczypińskim, który ma zarzuty kryminalne. To jest układ! Wierzyłem w pana uczciwość, ale ta wiara coraz bardziej kruszeje. A ile projektów ustaw pan przygotował, ile przygotował pana klub? Ja w tym czasie przygotowałem kilkadziesiąt.

Gowin: - Pan jest prawnikiem i pan wie, że naszą rolą jest poprawianie ustaw. Pana ustawy nie dochodziły. Były tylko ich zapowiedzi i konferencje prasowe. A interweniowałem m.in. w sprawie Balic.

Senator Platformy przypomniał, że Małopolska została "oskubana z unijnych pieniędzy", i dodał: - Największy skandal, to że w Krakowie nie będzie meczu w ramach Euro 2012. Co pan zrobił w tej sprawie?

Ziobro przypomniał 100 mln euro dla Balic, przypomniał o planowanej budowie trasy ekspresowej do Warszawy i pieniądzach na modernizację linii kolejowych. - Pan o tym nawet nie wie. Pan wprowadził widzów w błąd. Jakie są pana kompetencje, jeśli nie wie pan nad czym pan głosował? Bo głosował pan przecież na ustawami choćby o sądach 24-godzinnych - minister wracał do wcześniejszych wypowiedzi.

Gowin konkludował: - W przeliczeniu na mieszkańca Małopolska dostała najmniej unijnych pieniędzy.

Mocnym akcentem był powrót do zarzutów dla kandydata-posła PO Tomasza Szczypińskiego (prokuratura zarzuca mu "przekroczenie uprawnień" i "szkodę wielkich rozmiarów" w transakcji z czasów, kiedy był prezydentem Krakowa - policja spektakularnie zatrzymała w tej sprawie też kilku krakowskich samorządowców PO). Zbigniew Ziobro: - Jak pan godzi poczucie przyzwoitości, że tym, że ma pan na liście Tomasza Szczypińskiego?

- Synek jednego ze spektakularnie zatrzymanych nie mówił przez kilka dni. Był w szoku. To cena za jedną z pana konferencji prasowych - odpowiadał Gowin.

Ziobro: - Jest mi przykro, że pan atakuje organa ścigania. Tym się różnię od pana, że ja ścigam korupcję, a pan atakuje organa ścigania. Ja przygotowuję 70 projektów ustaw, a pan tylko o nich mówi - podkreślał.

Gowin punktował: - Pana zapowiedzi... Szwajcarskie konta lewicy - klapa. Ekstradycja Mazura - klapa. Sądy 24-godzinne - kompletna katastrofa. Ja rozumiem ludzi, którym podoba się pana entuzjazm, ale bądźmy dorosłymi ludźmi. Konferencje prasowe nie wystarczą.

Sławomir Mokrzycki zapytał przewrotnie: - Co się panom podoba w programie konkurencyjnej partii?

Zbigniew Ziobro zakończył przypomnieniem, że sądy 24-godzinne skazały kilkadziesiąt tysięcy osób. Jarosław Gowin przyznał, że PiS bardzo dobrze zdefiniowało potrzeby Polaków - prawo, sprawiedliwość i poczucie dumy narodowej. Ale zaspokaja je w sposób karykaturalny.

Kto wygra poniedziałkową debatę Kwaśniewski-Tusk? Ziobro udowadniał, że to debata prawie-koalicjantów. Gowin żartował, że na miejscu polityków LiD-u humanitarnie wycofałby Aleksandra Kwaśniewskiego, który powinien się leczyć.

Na koniec panowie podali sobie ręce.

Tomasz Gollob nie zdobył medalu MŚ

Szwed Andreas Jonsson wygrał żużlową Grand Prix Niemiec, ostatnią eliminację mistrzostw świata. Drugie miejsce zajął Amerykanin Greg Hancock, a trzecie Australijczyk Jason Crump. Tomasz Gollob nie awansował do półfinałów

ZOBACZ TAKŻE
Po turnieju zasadniczym odpadli Wiesław Jaguś oraz Tomasz Gollob, który tym samym stracił szansę na brązowy medal mistrzostw świata.

Za zwycięstwo w setnym turnieju Grand Prix Jonsson otrzymał specjalną premię 100 tys. dolarów.

Wcześniej tytuł mistrza świat zapewnił sobie Duńczyk Nicki Pedersen. Srebrny medal zdobył Australijczyk Leigh Adams, a brązowy jego rodak Jason Crump.

Oprócz walki o brązowy medal stawką sobotniego turnieju było miejsce w czołowej ósemce mistrzostw świata, co daje prawo startu w przyszłorocznym cyklu GP. Aby wyłonić kolejność na miejscach 7-9 potrzebny był dodatkowy wyścig, bowiem trzech zawodników zdobyło po 91 pkt.

Wygrał go reprezentujący Polskę Rune Holta, a w pojedynku o drugą lokatę Scott Nicholls okazał się lepszy od Chrisa Harrisa. Na ostatnim okrążeniu doszło do bratobójczego starcia obu Brytyjczyków, w wyniku którego Harris upadł na tor.

Szanse na medal mistrzostw świata Gollob pogrzebał już w dwóch pierwszych startach. W pierwszym wyścigu przyjechał trzeci, za występującym z "dziką kartą" Christianem Hefenbrockiem i Matejem Zagarem. Polak słabo wystartował, a na dodatek musiał wytracić szybkość, by ominąć upadającego na tor Chrisa Harrisa. Gollob prawie się zatrzymał i był pewien, że sędzia przerwie bieg, jednak Anglik szybko wstał i kontynuował jazdę.

W swoim drugim wyścigu Gollob popełnił katastrofalny błąd. Jadąc na drugim miejscu zostawił zbyt dużo miejsca przy krawężniku, co natychmiast wykorzystali rywale. Polak minął linię mety ostatni, a co gorsza przegrał bezpośredni pojedynek z Crumpem, który był drugi. Jego strata do Australijczyka urosła w tym momencie do 11 punktów i stało się jasne, że reprezentanta Polski zabraknie w tym roku na podium mistrzostw świata.

Szansy na miejsce w czołowej ósemce nie wykorzystał Wiesław Jaguś. Po niezłym początku, później dwukrotnie przyjeżdżał na ostatnim miejscu i w sumie zdobył tylko sześć punktów. W klasyfikacji końcowej MŚ zajął 11. miejsce.

Turniej na supernowoczesnym stadionie w Gelsenkirchen miał uroczystą oprawę. Zaproszono wszystkich indywidualnych mistrzów świata. Niestety, jedyny Polak w tym gronie Jerzy Szczakiel do Niemiec nie przyjechał.

Wyniki:

Pierwszy półfinał

1. Greg Hancock (USA)
2. Andreas Jonsson (Szwecja)
3. Rune Holta (Polska)
4. Nicki Pedersen (Dania)

Drugi półfinał

1. Leigh Adams (Australia)
2. Jason Crump (Australia)
3. Bjaerne Pedersen (Dania)
4. Hans Andersen (Dania) - Wykluczenie

Finał

1. Andreas Jonsson (Szwecja)
2. Greg Hancock (USA)
3. Jason Crump (Australia)
4. Leigh Adams (Australia)

Klasyfikacja GP Niemiec:

1. Andreas Jonsson(Szwecja)20(3,1,3,3,2,2,6)
2. Greg Hancock(USA)16(3,3,0,1,2,3,4)
3. Jason Crump(Australia)15(2,2,1,3,3,2,2)
4. Leigh Adams(Australia)11(0,3,1,1,3,3,0)
5. Bjaerne Pedersen(Dania)11(0,3,2,2,3,1)
6. Rune Holta(Polska)10(1,2,3,1,2,1)
7. Hans Andersen(Dania)9(3,2,3,0,1,w)
8. Nicki Pedersen(Dania)9(1,1,1,3,3,0)
9. Peter Karlsson(Szwecja)8(2,1,2,3,0)
10. Scott Nicholls(W.Brytania)8(2,1,2,2,1)
11. Tomasz Gollob(Polska)7(1,0,3,2,1)
12. Wiesław Jaguś(Polska)6(1,3,0,2,0)
13. Matej Zagar(Słowenia)6(2,2,1,0,1)
14. Christian Hefenbrock(Niemcy)4(3,0,0,1,0)
15. Chris Harris(W.Brytania)4(0,0,2,0,2)
16. Kaj Laukkanen(Finlandia)0(0,0,0,0,0)
Klasyfikacja końcowa MŚ:

1. Nicki Pedersen(Dania)196
2. Leigh Adams(Australia)153
3. Jason Crump(Australia)124
4. Tomasz Gollob(Polska)108
5. Hans Andersen(Dania)107
6. Greg Hancock(USA)106
7. Rune Holta(Polska)91
8. Scott Nicholls(W.Brytania)91
9. Chris Harris(W.Brytania)91
10. Andreas Jonsson(Szwecja)90
11. Wiesław Jaguś(Polska)81
12. Bjaerne Pedersen(Dania)77
13. Jarosław Hampel(Polska)67
14. Matej Zagar(Słowenia)54
15. Antonio Lindbaeck(Szwecja)31
16. Fredrik Lindgren(Szwecja)21
17. Krzysztof Kasprzak(Polska)17
18. Peter Karlsson(Szwecja)13
19. Kenneth Bjerre(Dania)10
20. Grigorij Laguta(Rosja)8
21. Sebastian Ułamek(Polska)6
22. Kaj Laukkanen(Finlandia)5
. Jurica Pavlic(Chorwacja)5
24. David Howe(W.Brytania)4
. Lubos Tomicek(Czechy)4
. Christian Hefenbrock(Niemcy)4

Beenhakker: Dobrze, że mamy Smolarka

asr, pap
2007-10-14, ostatnia aktualizacja 2007-10-14 00:09
Zobacz powiększenie
Fot. MARCOS BORGA REUTERS

- Zobaczyliśmy po raz kolejny, że w futbolu nie ma słabszych drużyn. W pierwszej połowie zagraliśmy kiepsko. Znacznie lepiej było w drugiej - powiedział na konferencji prasowej opiekun "biało-czerwonych"

SERWISY
Leo Beenhakker:

- Cieszę się z końcowego wyniku, szczególnie w świetle remisów Serbii i Finlandii. Do Euro pozostały nam tylko dwa kroki. W przerwie w szatni było spokojnie. Przekonywałem zawodników, żeby zagrali agresywniej i rzeczywiście zobaczyliśmy, że potrafią przejąć piłkę i w efekcie uzyskać dobry wynik. Ebi Smolarek błysnął dobrą dyspozycją. To gracz, który w każdym meczu może przyspieszyć i zdobyć bramkę. Pokazał to w spotkaniach z Portugalią czy Kazachstanem. Jest w świetnej formie i wykonał fantastyczną robotę. Po zgaśnięciu światła staraliśmy się utrzymać koncentrację piłkarzy. To była bardzo trudna sytuacja i cieszę się, że zespół od razu po wznowieniu wziął się do gry

Arno Pijpers:

Polska zasłużyła na zwycięstwo. Cieszę się, że w pierwszej połowie zagraliśmy tak dobrze. Polacy nie spanikowali jednak po stracie bramki i widać było, że gole są kwestią czasu. Zgaśnięcie światła nie może być wymówką. Ta sytuacja działa na obie drużyny jednakowo. Oczywiście była to trudna chwila dla zespołu

Po meczu trener Kazachstanu otrzymał podziękowania i kwiaty od mieszkających w Polsce Kazachów.

Dzięki Ci Ebi

Dariusz Wołowski
2007-10-13, ostatnia aktualizacja 2007-10-13 23:39

Zobacz powiększenie
Fot. Kuba Atys / AG

Po trzech golach Smolarka z Kazachami i remisie Serbów w Armenii piłkarska reprezentacja Polski jest o trzy punkty od pierwszego w histoirii awansu do finałów mistrzostw Europy. Wystarczy 17 listopada pokonać Belgię w Chorzowie, by mecz z Serbami w Belgradzie był bez znaczenia. Niewiarygodne!

SERWISY
Niewiarygodne szczególnie zważywszy na start tych eliminacji - porażkę z Finami w Bydgoszczy 1:3. Od tamtej pory pierwszy zagraniczny selekcjoner kadry Leo Beenhakker zbudował jednak całkiem niezłą drużynę.

Sobotnie zwycięstwo nad przedostatnim zespołem w grupie wydawało się oczywiste. Nie było. Dopiero ciemność, która zapadła na stadionie Legii w drugiej połowie olśniła Polaków. Wystarczyło dziesięć minut po naprawieniu jupiterów, by Smolarek zdobył trzy gole i koszmar się skończył. Koszmar na których zanosiło się przez 55 minut.

Polacy, którym do gry na Euro 2008 brakowało zaledwie sześciu punktów w trzech meczach, przegrywali z Kazachami 0:1. To było niewiarygodne. Przecież różnica między zespołami przekracza 140 miejsc w rankingu FIFA. Rywal grał tylko o honor, Polacy o awans. Ale lidera grypy 1, który potrafił zdobyć 4 pkt w dwumeczu z czwartą drużyną świata Portugalią, ogarnął wtórny analfabetyzm. A już strzał rozpaczy Dariusza Dudki z 35 metrów w 52. min pokazywał jaki chaos panował w głowach polskich piłkarzy. Na szczęście do czasu.

W przerwie Beenhakker wpuścił Macieja Żurawskiego za potykającego się o własne nogi Marka Saganowskiego. Kapitan obiecał przed meczem: "Niby wszystko można spieprzyć, ale my tej szansy już nie zaprzepaścimy". Słowa dotrzymał. Pokierował drużyną, przetrzymał piłkę z przodu, wprowadził zbawczy spokój. Obok Smolarka był bohaterem wieczoru.

Aale w drugiej połowie właściwie wszyscy grali dobrze. Ocknął się Jacek Krzynówek, który wypracował pierwszego gola, Jacek Bąk wyporacował drugiego, a Żurawski trzeciego. Dziś jest jasne dlaczego Beenhakker uważa kapitana za fundamentalną postać w drużynie. W Celticu może nie grać, ale dla kadry jest bezcenny.

A Ebi? Paradoksalnie być może strzelił w sobotę najważniejsze bramki dla reprezentacji Polski, bo bez nich awansu na Euro 2008 raczej by nie było. A tak? Został jeszcze tylko malutki krok.

Holyfield przegrał na punkty z Ibragimowem

asr, pap
2007-10-13, ostatnia aktualizacja 2007-10-13 23:45
Zobacz powiększenie
Fot. IVAN SEKRETAREV AP

Rosjanin Sultan Ibragimow pokonał jednogłośnie na punkty na ringu w Moskwie byłego bokserskiego mistrza świata w wadze ciężkiej, Amerykanina Evandera Holyfielda i obronił tytuł w wersji WBO.

Sędziowie punktowali walkę 117:111, 117:111 i 118:110 dla Rosjanina. Ibragimow wygrał w karierze 22 pojedynki w tym 17 przed czasem.

Remis Kosteckiego

Dawid Kostecki (Hammer KnockOut Promotions) zremisował ośmiorundową walkę w kategorii półciężkiej z

Kameruńczykiem Bernardem Donfackiem.

To pierwszy remis "Cygana" Kosteckiego w jegosześcioletniej karierze zawodowej. Wcześniej 24 pojedynkiwygrał, a jeden przegrał. Natomiast mieszkający w Berlinie Donfack legitymuje się rekordem 6-5-4.