Pokazywanie postów oznaczonych etykietą APLIKACJE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą APLIKACJE. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 stycznia 2010

Co musieli zdawać kandydaci na adwokatów i radców

Marta Rydel 25-01-2010, ostatnia aktualizacja 25-01-2010 17:59

Publikujemy tegoroczny zestaw pytań testowych wraz z odpowiedziami oraz zadania z egzaminu radcowskiego i adwokackiego

Egzaminy odbyły się w dniach 1 - 4 grudnia 2009 r.

- Zestaw pytań testowych - egzamin radcowski z 1 grudnia 2009 r.,

- Wykaz prawidłowych odpowiedzi do zestawu pytań testowych na egzamin radcowski z dnia 1 grudnia 2009 r,

- Zestaw pytań testowych - egzamin adwokacki z 1 grudnia 2009 r.,

- Wykaz prawidłowych odpowiedzi do zestawu pytań testowych na egzamin adwokacki z 1 grudnia 2009 r.,

- Zadanie z zakresu prawa karnego - egzamin radcowski z dnia 2 grudnia 2009 r.,

- Zadanie z zakresu prawa karnego - egzamin adwokacki z dnia 2 grudnia 2009 r. ,

- Zadanie z zakresu prawa cywilnego - egzamin radcowski z dnia 3 grudnia 2009 r.,

- Zadanie z zakresu prawa cywilnego - egzamin adwokacki z dnia 3 grudnia 2009 r,

- Zadanie z zakresu prawa gospodarczego - egzamin radcowski z dnia 4 grudnia 2009 r.,

- Zadanie z zakresu prawa administracyjnego - egzamin radcowski z dnia 4 grudnia 2009 r.,

- Zadanie z zakresu prawa gospodarczego - egzamin adwokacki z dnia 4 grudnia 2009 r.,

- Zadanie z zakresu prawa administracyjnego - egzamin adwokacki z dnia 4 grudnia 2009 r.

"Rz" Online

wtorek, 4 sierpnia 2009

Aplikanci kwestionują kolokwium

Michał Leconte , i.w. 04-08-2009, ostatnia aktualizacja 04-08-2009 06:54

Prawie 45 procent zdających nie zaliczyło kolokwium kończącego drugi rok aplikacji adwokackiej w izbie warszawskiej. Aplikanci wytknęli radzie błędy w teście oraz za trudne pytania

autor zdjęcia: Rafał Guz
źródło: Fotorzepa

Zbulwersowani niespotykanym pogromem aplikanci zaprotestowali. Znaleźli pomyłki w teście. Zakwestionowali 18 ze 120 pytań (jedno z prawa karnego, siedem z cywilnego, dziesięć z administracyjnego) i wystąpili o weryfikację wyników. Twierdzili, że niektóre sformułowano nieprecyzyjnie, tak że możliwe były dwie prawidłowe odpowiedzi. W kluczu zaś znalazły się oczywiste pomyłki, np. jako właściwą podano odpowiedź C, podczas gdy poprawna była B.

Rada naprawia błędy

Aplikanci skarżyli się też na zróżnicowany poziom trudności pytań. Te z prawa administracyjnego były, ich zdaniem, znacznie trudniejsze niż z karnego i cywilnego. Aby zdać całe kolokwium, trzeba było zaś zaliczyć każdy blok tematyczny. W efekcie najwięcej osób poległo na administracyjnym, z którego sporo pytań dotyczyło szczegółowych zagadnień opartych na niejednolitym orzecznictwie.

Samorząd II roku, liczącego ponad 300 aplikantów, interweniował w Okręgowej Radzie Adwokackiej. Sytuację utrudniało to, że regulamin aplikacji przesądza, iż decyzje komisji egzaminacyjnej o wyniku kolokwium są nieodwołalne.

– To się nie powinno zdarzyć – przyznaje dziekan warszawskiej ORA Ziemisław Gintowt. – Nie walczymy z aplikantami. Kierując się zdrowym rozsądkiem i rzetelnością wobec osób poddanych naszej władzy egzaminacyjnej, poprosiliśmy komisję o zweryfikowanie wyników.

W czterech pytaniach z oczywistym błędem w kluczu odpowiedzi komisja za prawidłowe uznała wszystkie. W kolejnych pięciu uznała, że poprawne są dwie możliwości. Za tym poszła weryfikacja wyników kolokwium.

Aplikanci nadal kwestionują dziewięć pytań. – Jeszcze raz będę prosił komisję o rozpatrzenie ich zarzutów – obiecuje dziekan Gintowt. Zgadza się też, że test w części dotyczącej prawa administracyjnego był bardziej szczegółowy niż w poprzednich latach.

– Zdecydowana mniejszość aplikantów ma do czynienia z sądem administracyjnym. Brak doświadczenia praktycznego przełożył się prawdopodobnie na stopień znajomości przepisów – wyjaśnia dziekan Gintowt. Dodaje, że tegoroczne kolokwium to nauczka na przyszłość: w teście nie powinno być zagadnień problemowych. Rada rozważa też pomysł, by przed egzaminem publikować zestaw pytań, z których wybrane znajdą się w teście.

Co dalej

Ci, którzy nie zaliczą kolokwium mimo weryfikacji pytań, będą mieli pod koniec września poprawkę.

Zgodnie z regulaminem aplikacji negatywny wynik kolokwium rocznego aplikanta jest podstawą do stwierdzenia przez radę jego nieprzydatności do zawodu. – W Warszawie aplikant w takiej sytuacji ma prawo złożyć wniosek o powtórzenie roku szkolenia – informuje dziekan.

Monika Madurowicz, wicedyrektor departamentu nadzoru nad aplikacjami w Ministerstwie Sprawiedliwości, podkreśla, że po ostatniej nowelizacji prawa o adwokaturze ministerstwo nie ma kompetencji do rozpatrywania odwołań od skreśleń z listy aplikantów.

– Przedtem jednak nigdy nie trafiła do nas sprawa skreślenia z powodu niezaliczenia kolokwium na II roku. Wszystkie dotyczyły pierwszego – mówi dyrektor Madurowicz. – Od uchwały skreślającej z listy aplikantowi przysługuje skarga do sądu administracyjnego, który na pewno badałby test jako podstawę decyzji rady.

Warunki poprawności testu

Błędy pojawiają się także w testach na aplikacje prawnicze. I są podstawą zaskarżania wyników. W wyroku z 3 marca 2008 r. (sygn. II GSK 414/07) NSA sformułował przesłanki poprawności pytań, które mogą być również kryterium oceny testów dla aplikantów.

- Istnieje bezwzględny obowiązek zachowania szczególnej dbałości w redagowaniu każdego zestawu pytań, aby nie było możliwe udzielenie więcej niż jednej odpowiedzi prawidłowej.

- Relacja między pytaniem a odpowiedzią musi być zawsze sprawdzalna na podstawie jednoznacznych kryteriów wynikających ze stanu prawnego, do którego pytania nawiązują. Jeżeli takiego nawiązania nie ma, to nie można uznać za wadliwą odpowiedź uwzględniającą wyjątki od zasady dopuszczone w innych przepisach.

- Nie można odmówić przyznania punktu za odpowiedź, w której przekonująco wykazano, że pozytywnej odpowiedzi nie zawiera żadne z trzech pytań zestawu.

Skomentuj artykuł

sobota, 24 stycznia 2009

Weto odrzucone, powstanie szkoła sędziów

Marek Domagalski 24-01-2009, ostatnia aktualizacja 24-01-2009 07:46

Krajowa Szkoła Sądownictwa i Prokuratury jednak ruszy. Sejm odrzucił weto prezydenta. Ustawa o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury przyspieszy też awanse obecnych 600 asesorów na sędziów.

autor zdjęcia: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa

To efekt piątkowego (23.01.2009 r.) głosowania posłów. Ustawa o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury przyspieszy też awanse obecnych 600 asesorów na sędziów.

Ta druga zmiana była pilnie potrzebna, gdyż 5 maja jest ostatnim dniem, w którym mogą w sądach orzekać asesorzy, a jest ich ponad 600. Bez ich awansowania przynajmniej niektórym sądom groziłaby zapaść.

Druga część ustawy powołuje Krajową Szkolę Sądownictwa i Prokuratury, nowy system kształcenia prokuratorów, a zwłaszcza sędziów. Aplikacja sędziowska ma trwać pięć i pół roku (prokuratorska dwa i pół), a szkolenia mają się koncentrować w jednym miejscu dla całej Polski – Krakowie.

– To gorsza część ustawy, obawiam się bowiem, że przez swoją długość i uciążliwość, podróże, pobyty w Krakowie na te aplikację będą szli prawnicy, którzy nie dostali się na inne (selekcja negatywna). Poza tym biedniejszych z domu nie będzie stać na takie wyjazdy – powiedział „Rz" Stanisław Dąbrowski, przewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa.

Ale to niejedyne uwagi. Przedstawiciele sędziów, ale też prezydencki minister Andrzej Duda wytykają, że wydłużenie aplikacji, czasu dojścia do zawodu sędziego może doprowadzić za kilka lat do deficytu sędziów. Jeśli nawet nowa szkoła ruszy po najbliższych wakacjach, pierwsi sędziowie z Krakowa pojawią się na salach rozpraw dopiero w 2014 r.

Obawy te studzi nieco Andrzej Leciak, dyrektor Krajowego Centrum Szkolenia Kadr Sądów Powszechnych i Prokuratury (ma je zastąpić właśnie nowa szkoła). Po pierwsze przedłużenie szkolenia kandydatów na sędziów nie jest aż tak duże, gdyż obejmuje obecny okres asesury, który był swego rodzaju przygotowaniem do zawodu. Szkolenia też nie cały czas będą w Krakowie, gdyż aplikanci raz na kilka miesięcy będą tam jeździć na seminaria, a na co dzień odbywać je w najbliższych sądach.

Przypomnijmy, że prezydent zawetował ustawę o KSSiP pod koniec grudnia także z tego powodu, że zobowiązuje go do podejmowania decyzji o powoływaniu sędziów w ciągu miesiąca od złożenia wniosku przez Krajową Radę Sądownictwa, co ma naruszać jego konstytucyjną prerogatywę.

Teraz prezydent ma siedem dni na podpisanie ustawy. Większość przepisów wejdzie w życie w 14 dni od ich ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.

Rzeczpospolita

czwartek, 22 stycznia 2009

Adwokaci i radcowie prawni: Kto się boi doktora

Jerzy Kopyra 22-01-2009, ostatnia aktualizacja 22-01-2009 06:58

Jeśli Sejm przyjmie poprawki Senatu do ustaw o adwokatach i radcach prawnych, to otrzymamy regulację fasadową i mało znaczącą dla leżącego w interesie publicznym szerszego otwarcia korporacji prawniczych – twierdzi Jerzy Kopyra, doktor nauk prawnych, adiunkt w Katedrze Inwestycji i Nieruchomości Szkoły Głównej Handlowej

autor zdjęcia: Paweł Gałka
źródło: Rzeczpospolita

Popłoch wśród członków korporacji adwokatów oraz radców prawnych wzbudza możliwość uzyskania przez doktorów nauk prawnych wpisu na listę adwokatów (radców prawnych). Przywołane samorządy zawodowe, broniąc swego korporacyjnego interesu (przez liderów owych korporacji zwanego, nie wiedzieć czemu, interesem publicznym), sprzeciwiają się możliwości wpisu, zdając się twierdzić (w ramach kolejnej batalii o ochronę wspomnianego interesu), że doktor to nie to co magister, a każdy doktor habilitowany to z kolei doświadczony praktyk. Ta frapująca intelektualnie teza znalazła swój wyraz w przyjętych 15 stycznia przez Senat poprawkach do uchwalonego przez Sejm projektu ustawy nowelizującej: prawo o adwokaturze, ustawę o radcach prawnych, prawo o notariacie (dalej: projekt sejmowy). Jak nietrudno się domyślić, niebagatelną rolę w przyjęciu owych poprawek odegrali senatorzy będący członkami korporacji prawniczych. Ale od początku.

Przyczyny nowelizacji

Głównym celem uchwalonej przez Sejm ustawy jest wykonanie trzech wyroków Trybunału Konstytucyjnego: z 19 kwietnia 2006 r. (K 6/06), z 8 listopada 2006 r. (K 30/06) oraz z 26 marca 2008 r. (K 4/07). Wyroki te zapadły w związku z wnioskami korporacji adwokatów, radców prawnych i notariuszy o zbadanie zgodności z konstytucją ustawy z 30 czerwca 2005 r. o zmianie ustawy – Prawo o adwokaturze i niektórych innych ustaw. Przypomnijmy, że owa ustawa z 2005 r. (zwana potocznie lex Gosiewski) była niezbyt udaną (jak się następnie okazało po wzmiankowanych wyrokach Trybunału) próbą otwarcia zawodów prawniczych dla młodych prawników. Projekt sejmowy ma zatem naprawić błędy legislacyjne popełnione przy tworzeniu ustawy z 2005 r. i tym razem już w sposób zgodny z konstytucją umożliwić łatwiejszy dostęp do zawodów prawniczych, a także wytyczyć alternatywną w stosunku do aplikacji drogę dostępu do zawodu adwokata i radcy prawnego.

Niby dlaczego praca z adwokatem w ramach jego kancelarii miałaby zostać uznana za gorszy od aplikacji sposób zdobywania doświadczenia

Ową nową drogą mogliby podążyć doktorzy nauk prawnych legitymujący się trzyletnim doświadczeniem zawodowym nabytym w kancelarii adwokackiej czy radcowskiej. Wydawałoby się, iż perspektywa dołączenia do korporacji osób dobrze wykształconych, posiadających przy tym doświadczenie zawodowe, powinna ucieszyć jej decydentów. Nic bardziej mylnego. Na wniosek Senackiej Komisji Ustawodawczej oraz Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji Senat 5 stycznia przyjął poprawki do projektu sejmowego, na mocy których m.in. skreślono propozycję Sejmu umożliwiającą uzyskanie wpisu na listę adwokatów czy też radców prawnych przez powołanych doktorów prawa.

Chybiony argument

Teza nr 1 uzasadnienia uchwały Senatu: „egzamin doktorski, często z dziedzin dalekich praktyce zawodowej, został zrównany [w projekcie sejmowym] z zawodowymi egzaminami prawniczymi, takimi jak egzamin sędziowski i prokuratorski. Mogłoby to skutkować tym, że zawód adwokata i radcy prawnego będą wykonywały osoby, które nie dysponują sprawdzonymi egzaminem umiejętnościami praktycznymi”.

Argument ten należy uznać za chybiony. Zgodnie z projektem sejmowym możliwość uzyskania wpisu na listę adwokatów lub radców prawnych mogliby uzyskać tylko ci doktorzy nauk prawnych, którzy wykazaliby się trzyletnią praktyką zawodową nabytą w kancelarii adwokata lub radcy prawnego. Właśnie owa praktyka zapewnia tym osobom uzyskanie umiejętności, o jakich czytamy w uchwale, i sama praktyka stanowi zarazem ich najlepszy sprawdzian.

Uniemożliwienie wpisu na listę adwokatów (radców prawnych) doktorom nauk prawnych legitymującym się trzyletnią praktyką zawodową jest irracjonalne i narusza spójność przepisów ustaw o adwokaturze oraz o radcach prawnych. Zarówno bowiem wedle jednej, jak i drugiej ustawy powołany wpis przysługuje doktorom habilitowanym nauk prawnych, którzy nie muszą się legitymować żadnym doświadczeniem zawodowym. Pokreślmy również, że prace habilitacyjne w porównaniu z pracami doktorskimi są o wiele bardziej teoretyczne, gdyż traktują o instytucjach prawnych istniejących niezależnie od zmiennych przepisów, które z owych instytucji biorą początek. Posługując się nomenklaturą uzasadnienia uchwały, prace habilitacyjne ze względu na powołany wybitnie teoretyczny charakter są jeszcze bardziej „dalekie praktyce zawodowej” niż prace doktorskie. Oczywiste jest, że jedne i drugie mogą dotyczyć tych samych dziedzin prawa.

Reasumując: argumentację do tezy nr 1 należy odrzucić jako godzącą w spójność ustaw o adwokaturze oraz o radcach prawnych, a także w racjonalność rozwiązań tamże przyjętych.

Błędne założenia

Teza nr 2 uzasadnienia uchwały Senatu: „zostałaby tym samym [wprowadzeniem możliwości uzyskania wpisu na listę adwokatów czy radców prawnych przez doktorów nauk prawnych z odpowiednim doświadczeniem zawodowym] naruszona zasada badania rękojmi przez samorządy zawodowe adwokatów i radców prawnych, ponieważ nie miałyby one możliwości ustalenia, na czym polegała praktyka zawodowa”.

W art. 66 ust. 1 pkt 5 lit. b ustawy o adwokaturze oraz w art. 25 ust. 1 pkt 5 lit. b ustawy o radcach prawnych w wersji projektu sejmowego wyraźnie zaznaczono, iż doktorzy nauk prawnych powinni się legitymować praktyką zawodową nabytą przy wykonywaniu czynności wymagających wiedzy prawniczej bezpośrednio związanych ze świadczeniem pomocy prawnej przez adwokata lub radcę prawnego.

Nie bez znaczenia jest tu fakt, że o wykonywaniu powołanych czynności zaświadcza adwokat albo radca prawny – członek korporacji, której organy decydują o wpisie na listę. Z zupełnie niezrozumiałych przyczyn Senat wydaje się zakładać, że praca w kancelarii adwokata czy radcy prawnego jest jakąś niewłaściwą, ułomną praktyką zawodową, gorszą od tej oferowanej przez korporacje w ramach aplikacji.

Powołane zaświadczenie wystawione przez adwokata lub radcę prawnego składa się wraz z wnioskiem o dokonanie wpisu na odpowiednią listę. Ponadto o zakresie obsługi prawnej wykonywanej przez doktorów nauk prawnych mają świadczyć załączane do wniosku o wpis umowy, na podstawie których owe usługi były wykonywane.

Powstaje zatem pytanie, dlaczego praca z adwokatem czy radcą prawnym w ramach jego kancelarii miałaby zostać uznana za gorszy od aplikacji sposób zdobywania doświadczenia. Nie sposób nie zauważyć, że aplikacja jest rodzajem studiów tylko połączonych z odbywaniem praktyki, natomiast praca w kancelarii to sama praktyka. Zgodnie z art. 66 ust. 4 ustawy o adwokaturze oraz art. 25 ust. 4 ustawy o radcach prawnych w brzmieniu projektu sejmowego przez trzyletni okres praktyki zawodowej doktorów nauk prawnych należy rozumieć pracę w pełnym wymiarze godzin. Wystarczy zestawić ten przepis z liczbą godzin zajęć praktycznych przewidzianych w ramach aplikacji adwokackiej czy radcowskiej, aby się przekonać, że to aplikanci legitymują się krótszą praktyką zawodową od doktorów nauk prawnych.

Argumentację Senatu do tezy nr 2 należy ocenić jako nietrafną już z punktu widzenia samej treści projektu sejmowego, a ponadto opartą na błędnych założeniach co do praktyki zawodowej doktorów nauk prawnych. Brak także podstaw, by twierdzić, iż praktyki odbywane w ramach aplikacji są jakościowo lepsze od praktyki zawodowej nabywanej w kancelarii adwokackiej czy radcowskiej.

Wprowadzenie omawianych poprawek Senatu wypaczy w znacznej mierze cele całego projektu sejmowego mającego stworzyć możliwości alternatywnego wobec aplikacji dostępu do zawodu adwokata i radcy prawnego.

Rzeczpospolita

środa, 7 stycznia 2009

Startują aplikacje prawnicze

Ireneusz Walencik , Marek Domagalski 06-01-2009, ostatnia aktualizacja 06-01-2009 13:34

Po raz pierwszy aplikanci adwokaccy, radcowscy i notarialni rozpoczynają szkolenie z nowym rokiem. Jest ich znacznie mniej – i raczej już nie przybędzie

autor zdjęcia: Piotr Nowak
źródło: Fotorzepa

Wprawdzie do Ministerstwa Sprawiedliwości wpłynęło prawie 900 odwołań (od wyjątkowo trudnych jesiennych testów), ale na 400, które już rozpatrzono, urzędnicy MS uwzględnili tylko jedno.

Stare i nowe

Najmłodsze aplikacje będą szły dotychczasowym tokiem przewidzianym w ustawach regulujących poszczególne zawody prawnicze. Nowością jest, że rok szkoleniowy na aplikacjach adwokackiej, radcowskiej i notarialnej zaczął się 1 stycznia.

Rozpoczynające się aplikacje adwokacka i radcowska nie zostaną jeszcze skrócone z trzech i pół roku do trzech lat (co przewiduje nowela ustaw korporacyjnych, którą Senat rozpatrzy w połowie stycznia). Będą też się odbywać, jak dotychczas, kilkumiesięczne praktyki aplikantów w sądach i prokuraturach, co proponuje się znieść w przyszłości. Korporacje bronią tych szkoleń, a z informacji, jakie uzyskała „Rz”, wynika, że nie brakuje sędziów gotowych prowadzić te zajęcia (za nieco wyższe wynagrodzenia).

Dla tych, którzy zainaugurują szkolenie na aplikacji adwokackiej, jest dobra wiadomość. Minister sprawiedliwości obniżył w rozporządzeniu wysokość rocznej opłaty za nią – z czterech do trzech płac minimalnych. Uznał, że izby adwokackie mają z tych opłat nadwyżki. Rok szkolenia przyszłego adwokata będzie więc kosztował 3828 zł (płaca minimalna wzrosła z 1126 zł do 1276 zł w 2009 r.). Nie wiadomo, jak będzie na aplikacji radcowskiej. Na razie obowiązuje mnożnik czterech średnich wynagrodzeń, ale – jak podkreśla Monika Madurowicz, zastępca dyrektora Departamentu Nadzoru nad Aplikacjami Prawniczymi Ministerstwa Sprawiedliwości – ostateczna decyzja w sprawie tej opłaty jeszcze nie zapadła. Radcowie są zaś przeciwni obniżce.

Mnożnik opłaty za aplikację notarialną pozostaje bez zmian, co oznacza, że w 2009 r. będzie ona kosztowała 5104 zł.

Dużo odwołań

Zdający ma prawo się odwołać od uchwały komisji egzaminacyjnej w sprawie wyniku testu do ministra sprawiedliwości. Procedura odwołań od jesiennego naboru jest w toku.

Ogółem odwołania złożyło prawie 900 osób, tj. ok. 8 proc. osób, które nie uzyskały w testach egzaminacyjnych wymaganych do ich zaliczenia 190 pkt. Przypomnijmy, że do egzaminów przystąpiły 12 634 osoby, zdały je 1643. Dla porównania – w ubiegłym roku były 883 takie odwołania, z tego 378 dotyczyło egzaminu na aplikację adwokacką (12 proc. tych, którzy nie zdali), 415 – na radcowską (6 proc.) i 90 – na notarialną (10 proc.).– Połowa odwołań to takie, w których zdającym brakuje do zaliczenia testu od jednego do kilku punktów. W pozostałych kandydaci wnioskują o ponowne przeliczenie punktów albo powołują się na inne kwestie, np. swoje osiągnięcia na studiach prawniczych.

– Na razie uwzględniliśmy tylko jedno, z powodu pomyłki komisji przy obliczaniu punktów – informuje Monika Madurowicz. I dodaje, że nie zostały uwzględnione żadne zarzuty merytoryczne dotyczące pytań i udzielonych odpowiedzi.

Komentarz Dariusz Śniegocki, dziekan warszawskiej Izby Radców Prawnych

Poza zmianą terminu tegoroczne rozpoczęcie aplikacji niczym nie różni się od poprzednich: dzisiaj akurat nowi aplikanci będą składali ślubowania. Mamy już przygotowane sale wykładowe, umowy z wykładowcami, patronami i sędziami. Ci ostatni dostaną wyższe wynagrodzenia za szkolenia aplikantów w sądach.

To prawda, że z powodu zmniejszenia liczby nowych aplikantów (z 1000 do 320) zadanie mamy ułatwione. Jeżeli chodzi jednak o opłaty za aplikacje, to w tej chwili w zasadzie odpowiadają one kosztom szkoleń, dlatego jesteśmy przeciwni pomysłom ich obniżenia, gdyż nie pokrywałyby naszych wydatków.

sobota, 27 września 2008

Testy na aplikacje w 2008 r. z odpowiedziami

25-09-2008, ostatnia aktualizacja 25-09-2008 18:09

Publikujemy tegoroczne testy na aplikacje: adwokacką, radcowską, notarialną i komorniczą wraz z kluczami odpowiedzi

Test na aplikację adwokacką:

Pytania

Odpowiedzi

Test na aplikację radcowską:

Pytania

Odpowiedzi

Test na aplikację notarialną:

Pytania

Odpowiedzi

Test na aplikację komorniczą:

Pytania

Odpowiedzi

Rzeczpospolita

sobota, 20 września 2008

Egzamin dla aplikantów był za trudny

Marek Domagalski 20-09-2008, ostatnia aktualizacja 20-09-2008 08:00

Aż 68 procent krakowskich aplikantów adwokackich nie zdało rocznego egzaminu zaliczającego. Korporacja przyznaje się do błędu. Test był zbyt skomplikowany i trzeba go powtórzyć

Adwokat Marek Stoczewski, dziekan krakowskiej izby, przyznał „Rz”, że czas egzaminu był zbyt krótki, dlatego dodatkowy test będzie przedłużony. Przyznał też, że część pytań kazusowych była zbyt skomplikowana. W kolejnej wersji będą więc uproszczone. Ci, co zdali egzamin, nie będą go powtarzać.

– Lepiej późno naprawić błąd niż wcale – tak komentuje decyzję swoich kolegów jeden ze znanych warszawskich adwokatów. Cieszą się też aplikanci.

Większość oblała

Spośród 173 aplikantów, którzy 5 września przystąpili do egzaminu, nie zdało aż 117, mimo że trzygodzinny test rada przedłużyła o pół godziny. Po ogłoszeniu wyników pojawiły się jednak zarzuty, że może to być sposób na odsiew aplikantów.

Test składał się ze 144 pytań, wśród których były oparte na tzw. kazusach – i to one sprawiły największe kłopoty. Nie tyle przez swoją trudność, ile przez fakt, że samo przeczytanie i zrozumienie kazusu wymagało sporo czasu. Zabrakło go na odpowiedzi.

Tak mówią aplikanci, do których udało się nam dotrzeć. Nie kryją jednak obaw, że niezdanie egzaminu (powiedzmy od razu, że mogą do niego przystąpić po raz drugi) może być podstawą (by nie powiedzieć – pretekstem) do skreślenia ich z listy aplikantów.

117 osób nie zdało rocznego egzaminu zaliczającego na aplikacji adwokackiej w Krakowie

Są jednak tacy, którzy uważają, że aplikanci powinni się więcej uczyć. – Przyjmuję ten argument, powinni się uczyć, nawet ostro, ale aplikacja jest od uczenia, a nie odsiewania – mówi Grzegorz Maj, prezes Stowarzyszenia Fair Play.

Widmo skreślenia

Dziekan Stoczewski temu zaprzecza i wskazuje, że krakowskiej adwokaturze nie o to chodziło, ale nawet w Ministerstwie Sprawiedliwości dopuszczają taką możliwość. Zauważono, że wśród kilkunastu odwołań od decyzji w sprawie skreśleń najwięcej było z Krakowa. Od oblanego kolokwium do skreślenia droga daleka, ale czy aż tak bardzo?

Monika Madurowicz, zastępca dyrektora Departamentu Nadzoru nad Aplikacjami MS, wskazuje, że zgodnie z § 19 regulaminu aplikacji adwokackiej negatywny wynik kolokwium rocznego stanowi podstawę do stwierdzenia przez radę adwokacką nieprzydatności do wykonywania zawodu. Z kolei art. 79 ust. 2 prawa o adwokaturze mówi, że jeżeli rada stwierdzi nieprzydatność aplikanta do wykonywania zawodu, to może go skreślić w ciągu pierwszych dwóch lat aplikacji.

Ale nawet te dwa lata rodzą wątpliwości, bo czy egzamin po drugim roku to jeszcze drugi rok czy już trzeci? Stąd dodatkowe zdenerwowanie. Jest jeszcze jeden powód do niepokoju: Co robić z aplikantem, który nie zaliczy także poprawki?

– Test był w większości przygotowany przez zespół spoza rady adwokackiej, przez wykładowców Uniwersytetu Jagiellońskiego, sędziów itp. – wskazuje Stoczewski. – Trudno przyjąć, że podejmując się wykładów i opracowania testu, byli zainteresowani zamykaniem drzwi do zawodu swoim wychowankom. Wyciągamy jednak wnioski z tego zdarzenia i powtórzymy egzamin, poprawimy test.

Komentuje Jakub Jacyna adwokat, rzecznik Warszawskiej Rady Adwokackiej

Niełatwo przygotować inteligentne, a jednocześnie niezłośliwe, niehaczykowe i weryfikowalne pytania. My w Warszawie z naszych błędów, a mieliśmy dużo mniejszą wpadkę niż w Krakowie (przy kolokwium z procedury karnej przed dwoma laty), wyciągnęliśmy wnioski i szybko powtórzyliśmy kolokwium ku zadowoleniu wszystkich. Nie można za wszystko obciążać studiów, aplikantów, samorząd także musi się uczyć, wyciągać wnioski z doświadczeń. Żeby egzamin, test, pytania odpowiadały poziomem trudności poziomowi kształcenia aplikantów i żeby nie zabrakło czasu na odpowiedzi. Dopracowaliśmy się normy: dwie godziny na sto pytań.

Skomentuj ten artykuł
Rzeczpospolita

sobota, 26 lipca 2008

Doradca z licencją – jak adwokat

Ireneusz Walencik 21-07-2008, ostatnia aktualizacja 21-07-2008 08:13

W tym tygodniu Sejm rozpatrzy projekt ustawy, która ma dać licencjonowanym prawnikom spoza korporacji tak szerokie możliwości świadczenia usług, jakie dziś mają adwokaci i radcowie

autor zdjęcia: Kuba Kamiński
źródło: Fotorzepa

Projekt ustawy o licencjach prawniczych oparty jest na rozwiązaniach przygotowanych w Ministerstwie Sprawiedliwości za czasów Zbigniewa Ziobry. Rząd Jarosława Kaczyńskiego zaakceptował go na dwa miesiące przed wyborami. Już po zmianie władzy projekt złożyli do Sejmu posłowie PiS.

Liberalna rewolucja

Chcą, by doradcy, którzy świadczą usługi prawne poza samorządem adwokackim i radcowskim i bez aplikacji, mogli konkurować z ich członkami. Dlatego zamierzają ułatwić im zdobycie takich samych uprawnień zawodowych. Z jedna różnicą: nie mogliby udzielać pomocy prawnej z urzędu (to ok. 1/3 wszystkich spraw sądowych obsługiwanych przez adwokatów) zastrzeżonych dla prawników wykonujących zawody zaufania publicznego. Wzrost konkurencji ma doprowadzić do spadku cen usług prawnych, a to ułatwi skorzystanie z nich potrzebującym – argumentują projektodawcy.Projekt przewiduje trzystopniowy system licencji dla doradców. Licencja I stopnia byłaby przyznawana magistrom prawa. Licencję II stopnia mogliby otrzymać ci, którzy: od dwóch lat mają uprawnienia I stopnia, byli pełnomocnikiem w 50 rozprawach sądowych w minimum dziesięciu sprawach. Uprawnienia najwyższego stopnia będzie mógł uzyskać posiadacz licencji II stopnia po zdaniu państwowego egzaminu prawniczego (pisemny test – 250 pytań, wymagane 190 dobrych odpowiedzi) i zdobyciu doświadczenia poprzez udział w 20 rozprawach w sprawach karnych oraz w dziesięciu w sprawach rodzinnych, opiekuńczych bądź nieletnich. Wymaganą praktykę sądową można byłoby zastąpić specjalistycznym szkoleniem trwającym minimum sześć miesięcy.

Licencje przyznawałaby Prawnicza Komisja Licencyjna przy ministrze sprawiedliwości na wniosek zainteresowanego. Ona też przeprowadzałaby egzaminy oraz akredytowała placówki zajmujące się szkoleniami. PKL ma nadzorować działalność licencjonowanych prawników. Za świadczenie usług bez licencji groziłoby do 50 tys. zł grzywny.

Korporacje i minister są przeciw

Te rozwiązania za rządów PiS skrytykowały korporacje prawnicze. Protestowały przeciwko przyznaniu doradcom szerokich kompetencji zawodowych, identycznych z tymi, jakie mają ich członkowie. Władze samorządów adwokackiego i radcowskiego argumentowały, że doradcy bez aplikacji nie będą przygotowani merytorycznie. Uważają też, że państwowe licencje nie zapewnią im niezależności wymaganej od prawników.

Ekipa ministra Zbigniewa Ćwiąkalskiego także krytykuje projekt, twierdząc, że ustawa doprowadziłaby do utworzenia kolejnej korporacji prawniczej. Jej członkowie nie wykonywaliby zawodu zaufania publicznego. Mieliby natomiast identyczne uprawnienia jak przedstawiciele tych profesji, a jednocześnie nie podlegaliby obowiązującym ich rygorom etycznym. Byłoby to sprzeczne ze stanowiskiem Trybunału Konstytucyjnego. W MS powstaje inna koncepcja, przewidująca dwa państwowe egzaminy prawnicze, z których pierwszy dawałby absolwentom prawa możliwość świadczenia doradztwa w ograniczonym zakresie.

Za ustawą o licencjach prawniczych opowiada się zaś Stowarzyszenie Doradców Prawnych, które jest inicjatorem i orędownikiem przyjętych w nim uregulowań. – Demonopolizując rynek usług prawniczych i umożliwiając ich świadczenie poza strukturami korporacji, ustawa dałaby szansę rozwoju zawodowego tysiącom młodych prawników – powiedział „Rz” Daniel Krajewski, prezes SDP.

Z układu politycznego wynika, że szanse projektu w parlamencie nie wyglądają najlepiej. Ale i uchwalenia w 2005 r. przepisów otwierających dostęp do aplikacji prawniczych mało kto się spodziewał.

Proponowane uprawnienia

- Licencja I stopnia: poradnictwo, sporządzanie dokumentów prawnych i procesowych, występowanie przed organami administracji, reprezentacja przed sądem na podstawie pełnomocnictwa udzielonego przez osobę z licencją II stopnia, adwokata lub radcę prawnego (z wyjątkiem spraw rodzinnych, opiekuńczych, nieletnich, o przestępstwa karne i skarbowe).

- Licencja II stopnia: wykonywanie takich samych czynności jak w wypadku licencji I stopnia oraz samodzielne występowanie przed sądami, z wyjątkiem spraw rodzinnych, opiekuńczych, nieletnich, o przestępstwa karne i skarbowe. W tych sprawach reprezentacja sądowa byłaby dozwolona na podstawie pełnomocnictwa osoby z licencją III stopnia, adwokata lub radcy.

- Licencja III stopnia: wykonywanie takich samych czynności jak w wypadku licencji I stopnia oraz samodzielne występowanie przed sądami i trybunałami bez ograniczeń.

Skomentuj artykuł

Rzeczpospolita

piątek, 27 czerwca 2008

Kolejne odsłony otwierania korporacji

Ireneusz Walencik 27-06-2008, ostatnia aktualizacja 27-06-2008 12:20

Sejm zajmie się rządowym projektem regulującym dostęp do zawodów prawniczych. Konkurencyjny projekt autorstwa PiS nie podoba się koalicji PO – PSL

autor zdjęcia: Jakub Ostałowski
źródło: Fotorzepa

Po pierwszym czytaniu Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka wniosła o odrzucenie przez Sejm złożonego przez posłów PiS projektu nowelizacji prawa o adwokaturze, ustawy o radcach prawnych i prawa o notariacie. Projekt dotyczy wykonania wyroków Trybunału Konstytucyjnego, który zakwestionował wiele przepisów tzw. ustawy Gosiewskiego z 2005 r. otwierających dostęp do zawodów prawniczych. Nie poparli go posłowie koalicji rządzącej, którzy mają większość w komisji. Skrytykował go także wiceminister sprawiedliwości Zbigniew Wrona, który poinformował, że w lipcu rząd złoży w Sejmie swój projekt regulujący te same kwestie.

Ów projekt przygotowany w Ministerstwie Sprawiedliwości został właśnie skierowany do rozpatrzenia przez Komitet Rady Ministrów.

Przewiduje się w nim między innymi, że adwokatem czy radcą (bez odpowiedniej aplikacji i egzaminu) będzie mógł zostać sędzia i prokurator oraz radca prawny Prokuratorii Generalnej (z trzyletnim stażem). Taką możliwość będą mieć także: osoby, które zdały egzamin sędziowski lub prokuratorski po 1990 r., oraz doktorzy nauk prawnych, którzy pięć lat przed złożeniem wniosku o wpis na listę adwokatów czy radców przez trzy lata byli asesorami, referendarzami, aplikantami sądowymi lub prokuratorskimi, asystentami sędziego bądź prokuratora, albo też pracowały w kancelarii prawnej.

Bez aplikacji natomiast do egzaminu adwokackiego czy radcowskiego mogliby przystąpić: doktorzy prawa oraz osoby, które w ostatnich ośmiu latach przez pięć lat pracowały jako referendarz, asystent sędziego lub prokuratora bądź w kancelarii prawnej albo w urzędzie władzy publicznej przy świadczeniu pomocy prawnej. Aplikacja nie byłaby też wymagana od tych, którzy wcześniej zdali egzamin sędziowski czy prokuratorski, ani od radców Prokuratorii Generalnej.

Projekt zakłada też, że egzaminy adwokacki i radcowski mają być państwowe i wyłącznie pisemne. Pięcioczęściowy sprawdzian składał się będzie z testu stu pytań oraz czterech zadań z prawa karnego, cywilnego, gospodarczego i administracyjnego. Z powodu braku części ustnej krytycznie oceniły go samorządy zawodowe.

Sprzeciwy wzbudził także zaproponowany zakres pozaaplikacyjnych dróg do zdobycia uprawnień profesjonalnych, uznany za zbyt szeroki.

Nowe przepisy mają funkcjonować do czasu całkowitego wprowadzenia przygotowywanej przez Ministerstwo Sprawiedliwości reformy w postaci systemu dwóch państwowych egzaminów prawniczych.

Źródło : Rzeczpospolita

Minister zachwala studentom swoją reformę

Ireneusz Walencik 26-06-2008, ostatnia aktualizacja 26-06-2008 07:58

Drogą do zawodu adwokata, radcy i notariusza na równi z dwuletnią aplikacją ma być czteroletnia praktyka prawnicza

autor zdjęcia: Dominik Pisarek
źródło: Fotorzepa

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski, jego zastępca Jacek Czaja oraz dyrektor departamentu zajmującego się aplikacjami Iwona Kujawa przedstawili na Uniwersytecie Warszawskim zarys przygotowywanej na 2009 r. reformy systemu rekrutacji do zawodów prawniczych. Ich propozycje nie spotkały się z protestami około setki studentów. Więcej niż zastrzeżeń było pytań.

– Nie mamy żadnego interesu, aby ograniczać dostęp do zawodów prawniczych, ale chcemy, by aplikanci mogli zdobyć kwalifikacje na odpowiednim poziomie – tłumaczył minister Ćwiąkalski.

– A samorządy nie są w stanie wykształcić w taki sposób 1200 aplikantów na jednym roku – dodał wiceminister Czaja, odnosząc się do sytuacji warszawskich radców.

Dlatego ustawa o państwowych egzaminach prawniczych będzie, zdaniem jej autorów, racjonalizować nabór. Ma określić minimum rocznych przyjęć na aplikacje na poziomie 10 proc. członków konkretnej korporacji w każdej izbie.

Kandydaci będą zdawać egzamin pierwszego stopnia na poziomie podstawowym (test 250 pytań), potem przejdą dwa lata szkolenia (dyr. Kujawa zapowiedziała skrócenie aplikacji korporacyjnych) oraz zdadzą egzamin drugiego stopnia. Goście podkreślali, że nie tylko aplikacja będzie prowadzić do uprawnień. Inną, atrakcyjną drogą ma być świadczenie na własną rękę usług prawniczych.

– W ten sposób rynek stworzy alternatywę dla aplikacji – mówiła dyrektor Kujawa.

Kandydaci zdawaliby egzamin pierwszego stopnia (podstawowy oraz rozszerzony, złożony z trzech zadań: przygotowania pisma procesowego, umowy oraz rozwiązania kazusu), następnie świadczyli podstawową pomoc prawną (doradztwo, pisanie dokumentów, reprezentacja klientów przed organami administracji i sądami rejonowymi, oprócz spraw karnych i rodzinnych), a potem zdawali egzamin drugiego stopnia.

– Przewidujemy, że napór na aplikacje się zmniejszy – mówił minister Ćwiąkalski. – Nie zamykamy możliwości wykonywania usług prawniczych na podstawie wpisu do ewidencji działalności gospodarczej. Tylko jednak osoby po pierwszym egzaminie będą mogły używać tytułu doradcy prawnego – dodał.

– Mają być rozpoznawani przez klientów jako osoby z określonymi kwalifikacjami – wyjaśniał Jacek Czaja.

Doradcy będą mieli obowiązkowe ubezpieczenie.

środa, 20 lutego 2008

Długa droga do zawodu sędziego i prokuratora

Agata Łukaszewicz 20-02-2008, ostatnia aktualizacja 20-02-2008 08:21

Aplikacja sędziowska ma trwać cztery lata, a prokuratorska dwa i pół roku. Każdą z nich poprzedzałaby roczna aplikacja ogólna.

O tym, że Ministerstwo Sprawiedliwości wymyśliło nową drogę do zawodu sędziowskiego i prokuratora, pisaliśmy kilka dni temu. Po ogólnych założeniach przyszedł czas na szczegóły.

Ministerstwo chce wprowadzić dwuetapowe szkolenie zawodowe w Krajowym Centrum Kadr Wymiaru Sprawiedliwości i Prokuratury. Pierwszy to aplikacja ogólna, prowadzona na potrzeby korpusu sędziowskiego, prokuratorskiego oraz referendarzy i asystentów w sądach i prokuraturach. Drugi etap to aplikacja sądowa i prokuratorska. Pierwsza, jak chce MS, trwałaby cztery lata, z czego 30 miesięcy aplikanci odbywaliby zajęcia seminaryjne w Krajowym Centrum. Zajęcia prowadzone byłyby w formie warsztatów, symulacji rozpraw, przeprowadzania czynności procesowych, opracowywania decyzji itd. Kandydaci do zawodu sędziego mieliby się uczyć na konkretnych przykładach. Następnie przez 18 miesięcy odbywaliby staże na stanowiskach: asystenta sędziego i referendarza. Po zakończeniu takiego szkolenia aplikant zdawałby egzamin sędziowski. Na koniec aplikant dostawałby dyplom ukończenia aplikacji sądowej, który byłby przepustką do ubiegania się w konkursie o stanowisko sędziego. Tak ma wyglądać w przyszłości droga do zawodu sędziego.

Aplikacja prokuratorska trwałaby 30 miesięcy i kończyła się egzaminem. Ukończenie aplikacji oraz zdanie takiego egzaminu ma być warunkiem mianowania na stanowisko asesora sędziowskiego.

Asystenci sędziego i referendarze sądowi, a także asystenci prokuratorscy z trzyletnim stażem na tym stanowisku mogliby przystąpić do egzaminu odpowiednio sędziowskiego lub prokuratorskiego, a po jego zdaniu ubiegać się w konkursie o wymarzone stanowisko.

Źródło : Rzeczpospolita

sobota, 16 lutego 2008

Będą limity przyjęć na aplikacje prawnicze


Tomasz Pietryga 15-02-2008, ostatnia aktualizacja 15-02-2008 08:04

Wprowadzenie jednego egzaminu dla wszystkich aplikacji prawniczych i powrót do krytykowanych kiedyś limitów przyjęć – to kontrowersyjne propozycje Ministerstwa Sprawiedliwości

Ten nowy pomysł zasadniczo różni się od propozycji, którą przedstawiliśmy w ubiegłym tygodniu („Minister Ćwiąkalski otwiera korporacje”, „Rz” z 4 lutego). Ustawa, której projekt wtedy opisaliśmy, m.in. obniżająca liczbę punktów egzaminacyjnych, ma być wprowadzona na okres przejściowy (jeden rok). Jest to spowodowane wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego, który zakwestionował część przepisów tzw. ustawy Gosiewskiego.

Jednocześnie w ministerstwie prowadzone są prace nad zupełnie nowym systemem dostępu do zawodów prawniczych. „Rz” dotarła do jego założeń.

Wspólny dla wszystkich

Nowe zasady mają obowiązywać już od listopada 2009 r. Wtedy to absolwenci prawa pierwszy raz mają przystąpić do tzw. państwowego egzaminu I stopnia.

Jego zdanie będzie uprawniało do ubiegania się o wpis na dowolną aplikację prawniczą – sędziowską, prokuratorską, adwokacką, radcowską lub notarialną. Egzamin I stopnia składałby się z dwóch części. Pierwsza, obowiązkowa, byłaby testem sprawdzającym przygotowanie teoretyczne kandydata (wiedzę z zakresu prawa).

Osoba, która mimo pozytywnego wyniku nie zostanie przyjęta na aplikację z powodu braku miejsc, będzie mogła przystąpić do drugiej części egzaminu – z wiedzy praktycznej. Zdanie jej umożliwi wykonywanie zawodu doradcy prawnego. Egzamin ten przede wszystkim zweryfikuje umiejętności praktyczne z zakresu doradztwa (sporządzanie prostych pism procesowych, rozwiązywanie kazusu, recenzje przykładowego orzeczenia sądu itd.).

Przyjęcie takiej konstrukcji wynika z przywrócenia limitu przyjęć na aplikacje. Przy tym w wypadku aplikacji sędziowskiej, prokuratorskiej i referendarskiej limity będzie ustalał minister sprawiedliwości. Dla aplikacji adwokackiej, radcowskiej i notarialnej będą one ogłaszane przez korporacje. Jednocześnie ustawa określi procentowe minimum przyjęć na daną aplikację w stosunku do liczby osób wykonujących dany zawód prawniczy.

Projekt założeń do ustawy został już rozpatrzony przez Komitet Rady Ministrów i rekomendowany rządowi.

Z mieszanymi uczuciami

Pomysł z mieszanymi uczuciami przyjmują przedstawiciele samorządów.

– Podoba mi się to, że wreszcie myśli się o kompleksowym rozwiązaniu sprawy dostępu do zawodów prawniczych – mówi Andrzej Michałowski, wiceprezes Naczelnej Rady Adwokackiej. Dodaje jednak, że część propozycji jest dyskusyjna.

– Chodzi m.in. o osoby, które po egzaminie miałyby świadczyć doradztwo prawne. W projekcie nie zaznaczono, co z obecnymi doradcami, którzy dziś świadczą pomoc prawną. Są to również ludzie bez wykształcenia prawniczego. Zapomniano określić, czy takie osoby w dalszym ciągu będą świadczyły swoje usługi, czy też np. zostaną wykreślone z rejestru prowadzenia działalności gospodarczej – mówi adwokat.

Michałowskiemu nie podoba się też użycie sformułowania „limity przyjęć”, które bardzo źle się kojarzą i zostały już w przeszłości zniesione.

– Sam zamysł może być jednak słuszny. Chodzi tu przede wszystkim o dostosowanie naboru do możliwości szkoleniowych sądów i samorządów prawniczych w poszczególnych okręgach. Dzisiejsze doświadczenie pokazuje bowiem, że masowość aplikacji znacznie obniża poziom kształcenia.

– Jeżeli znajdzie się racjonalny sposób ustalenia, ilu aplikantów w danych okręgach można rocznie wyszkolić, wpłynie to tylko na jakość usług prawniczych – dodaje adwokat. I jednocześnie zastrzega: – Jeżeli limity miałyby być wprowadzone jedynie po to, aby tworzyć jakieś sztuczne progi w dostępie do zawodu, pomysł ten ma niewielkie szanse na realizację.

Młodzi krytykują

Reformę krytykuje za to środowisko młodych prawników.

Proponowany przez ministra Zbigniewa Ćwiąkalskiego system powiela wszystkie mechanizmy, które są przyczyną ograniczenia przez samorządy dostępu do świadczenia zastrzeżonych na ich rzecz usług. Zmierzają do zlikwidowania jedynej konkurencji dla adwokatów i radców w postaci wielotysięcznej rzeszy prawników świadczących usługi poza korporacjami prawniczymi – mówi Andrzej Prus ze Stowarzyszenia Doradców Prawnych.

Co się zmieni

- wprowadzenie limitu przyjęć (obecnie o przyjęciu na aplikacje decyduje liczba punktów)

- jeden egzamin na wszystkie aplikacje (obecnie odrębne)

- egzamin państwowy dla doradców prawnych (obecnie świadczą pomoc bez egzaminów)

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: t.pietryga@rp.pl

Źródło : Rzeczpospolita