27.12.2015 20:14

Dziennikarz Marcin Mamoń oraz fotograf i operator Tomasz Głowacki - porwani w listopadzie przez syryjską Al-Kaidę - wrócili do Polski. W niedzielę wylądowali na Lotnisku Chopina w Warszawie. - Jesteśmy tu dzięki braciom Czeczenom - powiedział nam Marcin Mamoń.
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
Marcin Mamoń i Tomasz Głowacki do Polski wrócili samolotem rejsowym ze Stambułu. W Warszawie wylądowali w niedzielę o godzinie 19. Dziennikarze planowali na lotnisku spotkanie z mediami, podczas którego mieli opowiedzieć o szczegółach swojego porwania i uwolnienia. Do spotkania jednak nie doszło - dziennikarze opuścili lotnisko w asyście służb.
Kilka godzin później udało nam się skontaktować z Marcinem Mamoniem. - Byłem tam już nie pierwszy raz, ale tym razem poznałem ten konflikt z poziomu piwnicy. To przeżycie traumatyczne, ale też niezwykłe. Bardzo prawdziwe w sensie tego, co widziałem i czego się dowiedziałem - powiedział.
- Wyszliśmy z tego, mówiąc wprost, dzięki naszym braciom Czeczenom, ludziom z polskiego rządu, którzy zrobili w tej sprawie bardzo wiele i dzięki mojej żonie, która wiedziała, co w tej sytuacji robić. Jestem im bardzo wdzięczny - podkreślił Mamoń.
Dziennikarze pracowali nad filmem o Państwie Islamskim
Marcin Mamoń - reporter i filmowiec - oraz Tomasz Głowacki - fotograf i operator kamery - zostali porwani przez syryjską Al-Kaidę w listopadzie. Przez sześć tygodni byli przetrzymywani w syryjskich więzieniach. Informacja o ich porwaniu nie została przekazana mediom ze względu na ich bezpieczeństwo. Dziennikarzy uwolniono 24 grudnia. Do Polski przylecieli z Turcji, w której - z powodu nielegalnego przekroczenia granicy po ucieczce z Syrii - także trafili do aresztu.
Na terenie Syrii Mamoń i Głowacki zamierzali zrealizować zdjęcia do niezależnego filmu o Państwie Islamskim, jednak po przekroczeniu granicy z Turcją zniknęli i nie dotarli do umówionego miejsca.
Kilka godzin później udało nam się skontaktować z Marcinem Mamoniem. - Byłem tam już nie pierwszy raz, ale tym razem poznałem ten konflikt z poziomu piwnicy. To przeżycie traumatyczne, ale też niezwykłe. Bardzo prawdziwe w sensie tego, co widziałem i czego się dowiedziałem - powiedział.
- Wyszliśmy z tego, mówiąc wprost, dzięki naszym braciom Czeczenom, ludziom z polskiego rządu, którzy zrobili w tej sprawie bardzo wiele i dzięki mojej żonie, która wiedziała, co w tej sytuacji robić. Jestem im bardzo wdzięczny - podkreślił Mamoń.
Dziennikarze pracowali nad filmem o Państwie Islamskim
Marcin Mamoń - reporter i filmowiec - oraz Tomasz Głowacki - fotograf i operator kamery - zostali porwani przez syryjską Al-Kaidę w listopadzie. Przez sześć tygodni byli przetrzymywani w syryjskich więzieniach. Informacja o ich porwaniu nie została przekazana mediom ze względu na ich bezpieczeństwo. Dziennikarzy uwolniono 24 grudnia. Do Polski przylecieli z Turcji, w której - z powodu nielegalnego przekroczenia granicy po ucieczce z Syrii - także trafili do aresztu.
Na terenie Syrii Mamoń i Głowacki zamierzali zrealizować zdjęcia do niezależnego filmu o Państwie Islamskim, jednak po przekroczeniu granicy z Turcją zniknęli i nie dotarli do umówionego miejsca.
Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,19399336,polscy-dziennikarze-porwani-przez-al-kaide-wrocili-do-kraju.html#ixzz3vZElUxJl

