Pokazywanie postów oznaczonych etykietą INTERNET. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą INTERNET. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 lutego 2011

Oszustwo nigeryjskie

(fot. www.sxc.hu)
Strona 1 z 2

Czy znaleźliście na swojej skrzynce pocztowej informację z prośbą o pomoc w odzyskaniu pieniędzy z zablokowanego konta uchodźcy, zaproszenie do pomocy w inwestowaniu pieniędzy czy o spadku otrzymanym po nieznanym krewnym? Jeśli tak, to mieliście okazje spotkać się z coraz powszechniejszym rodzajem przestępstwa - tzw. oszustwem nigeryjskim (znanym tez jako „nigeryjski szwindel" lub „przestępstwo 419").



Przestępstwo polega na wysyłaniu drogą elektroniczną wiadomości, która najczęściej jest napisana w języku angielskim, w celu wciągnięcia odbiorcy w grę psychologiczną. Jej fabuła - oparta na fikcyjnym transferze dużej kwoty pieniężnej z jednego z krajów afrykańskich (choć coraz częściej w grę wchodzą także inne państwa, np. Wielka Brytania czy Hiszpania) - ma na celu wyłudzenie pieniędzy.

Wyróżnia się kilka rodzajów oszustw nigeryjskich:

  • Na uchodźcę politycznego". W tym przypadku skontaktuje się z nami dziedzic ogromnej fortuny lub syn jednego z obalonych przywódców. Będzie prosił o wsparcie finansowe konieczne do założenia firmy czy przekupienia urzędników itp. Oferowane przez niego sumy często będą sięgać nawet 30 mln dolarów, przy czym osoba decydująca się na pomoc w załatwieniu spraw „uchodźcy" może liczyć na połowę tej kwoty. W rzeczywistości wpłacane pieniądze trafiają na konta oszustów.

  • Na inwestora". Tutaj oszust szuka chętnych do pomocy w zainwestowaniu ogromnego majątku swojego przyjaciela, ojca itp., którzy z różnych przyczyn nie mogą tego zrobić sami. Dalszy przebieg działań jest analogiczny jak w poprzednim modelu.

  • Na wygraną na loterii". Często może się zdarzyć, że otrzymamy wiadomość o wygranej dużej sumy pieniędzy na jednej z zagranicznych loterii (najczęściej odbywającej się w Hiszpanii, Wielkiej Brytanii czy Włoszech). Kwota wygranej jest jednak dużo niższa niż w klasycznym oszustwie nigeryjskim, tak żeby bardziej odpowiadała realnym wygranym na loteriach. Standardowo już konieczne będzie wniesienie stosownych opłat, np. za wystawienie dokumentów, za pomoc prawnika, opłacenie podatku itp.

  • Na konto w banku". W tym przypadku oszust podszywa się pod pracownika banku, który informuje, że jeden z klientów zmarł pozostawiając ogromną kwotę na rachunku nie wskazując jednak spadkobierców. Otrzymamy też dokumenty potwierdzające wysokość zgromadzonych środków, a jedyne co, to musimy opłacić koszty bankowe, pomoc prawną itp. Oszuści, w celu uwiarygodnienia historii, często podawać będą nazwiska prawdziwych dyrektorów banków, jednak już telefony czy adresy mailowe do tych placówek będą różnić się od tych rzeczywistych.

  • Na spadek". Potencjalna ofiara otrzymuje wiadomość, że jest jedynym spadkobiercą po dalekim „krewnym". Aby przejąć pieniądze pozostawione w spadku należy tradycyjnie dopełnić kilku formalności. Charakterystyczną cechą tego rodzaju oszustwa jest wyższy poziom j. angielskiego niż w pozostałych przypadkach.

  • Na aukcję internetową". Coraz powszechniejszym zjawiskiem jest nawiązywanie kontaktów z osobami wystawiającymi towary na portalach aukcyjnych. Oszustowi tak bardzo zależy na szybkim zakończeniu transakcji, że oferuje za to sumę nawet dwukrotnie wyższą od tej, jakiej żąda sprzedający. W wiadomości potwierdzającej dokonanie wpłaty często pojawia się prośba o szybkie wysłanie rzeczy, która jako prezent musi dojść na czas do celu. Oszust zwykle grozi konsekwencjami finansowymi za zerwanie umowy lub zawiadomieniem odpowiednich organów ścigania w przypadku nie wysłania towaru we wskazanym czasie. W rzeczywistości żadna opłata za wysłany towar nie trafia na nasze konto.


Ofiarami oszustów mogą padać także firmy. Mogą one otrzymać bardzo korzystne oferty współpracy, najczęściej duże zamówienia handlowe od dopiero co poznanego kontrahenta. Tradycyjnie firma musi dokonać transferu dużej sumy pieniędzy lub przesłać określoną partię towaru.

Przestępstwo nigeryjskie jest ścigane przez polskie prawo. Jest to klasyczne oszustwo, o którym mowa w art. 286 kodeksu karnego: „Kto - w celu osiągnięcia korzyści majątkowej - doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania swojego działania, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat". Niestety, skuteczność ścigania takich przestępstw jest bardzo niska. Często samo dotarcie do oszustów jest niezwykle trudne, a odzyskanie wyłudzonych pieniędzy praktycznie niemożliwe. Problemy najczęściej pojawiają się już na etapie ustalenia skąd tak naprawdę wysyłane były wiadomości. Jedynym wyjściem jest zachowanie czujności w opisanych sytuacjach. Nie należy pod żadnym pozorem przesyłać swoich danych osobowych, numerów kont bankowych, druków firmowych. Nadal często odnaleźć można grupę osób chętnych na łatwy i szybki zarobek, którzy później padają ofiarami oszustów internetowych.

środa, 7 października 2009

Polityka: Notki z Kominka

Agata Górnicka, Piotr Stasiak
22 września 2009
W ciągu czterech lat stał się jednym z najpopularniejszych blogerów w Polsce. A już na pewno - najbardziej wyrazistym. Internetowy celebryta, fenomen w sieci. On - Kominek.

Fragment strony Kominka (www.kominek.in)

Kobiety, seks, związki, szczypta mediów, polityki. Wszystko okraszone ostrym, językiem, doprawione kontrowersją. Przepis się sprawdza. Tak zgotowane danie, jakim był w 2005 roku blog kominek.in, posmakowało sporej rzeszy internautów. Są też przeciwnicy. W komentarzach toczą się wojny. Jedni obrzucają autora stekiem wyzwisk, inni okazują uwielbienie. A tymczasem Kominek stał się jednym z najpopularniejszych blogerów w Polsce (jego strony przyciągają miesięcznie ponad 200 tys. czytelników). A już na pewno - najbardziej wyrazistym.

Jego internetowy dziennik istnieje już cztery lata. Zgromadził ponad pół tysiąca tekstów autora i kilkaset tysięcy komentarzy do nich. Od 2006 króluje rankingach platformy blox.pl. Spośród wszystkich 1,28 mln komentarzy, które w 2008 znalazły się na blox.pl, ponad 100 tys. pojawiło się pod tekstami Kominka. Jak wytłumaczyć ten fenomen?

Budyń a wolność mediów

Zakładając bloga nie zaczął od zera. - Był trollem na forach dyskusyjnych. Razem ze swoim znajomym Bluzgaczem napadali werbalnie na niewinne istoty. Wypracował sobie rozpoznawalny styl. Poczuł nowy rynek - blogi, w momencie kiedy nie były one jeszcze popularne. Pociągnął za sobą pierwszych użytkowników, którzy byli z nim mocno związani na usenecie To zapoczątkowało istnienie obecnej społeczności - mówi Michał Olszewski, administrator blox.pl.

Kominek jako jeden z pierwszych zrozumiał, że aby zyskać znaczenie, trzeba być widocznym. - Nie zdobył swojej popularności dlatego, że pisał ładne, okrągłe słówka, tylko dlatego, że był charakterystyczny - mówi Jacek Gadzinowski, ekspert PR, marketingowiec, autor strony www.gadzinowski.pl. Przyzwyczaił swoich czytelników do wyciągania na wierzch kontrowersji. Opisuje sprawy, o których głośno się nie mówi. Lubi podkreślać, że nie jest obłożony skomplikowanymi zależnościami, które kazałyby mu uważać na to co pisze (np. w obawie o utratę pracy). - Jak coś go zaboli, wali po oczach. Nie boi się wyrazić o kimś źle. Czasami to hamburger był za suchy, a czasami jakaś firma nie wywiązała się z reklamowych obietnic. I on o tym pisze - zauważa Jacek Gadzinowski.

W grudniu 2008 Bartek Chaciński w jednym z artykułów w „Przekroju" wyraził niepochlebną opinię dotyczącą blogera i jego czytelników. Spotkało się to z ostrą reakcją w sieci. Kominek wytknął Chacińskiemu brak profesjonalizmu i dosłownie rzucił go na pożarcie komentatorom. Wywiązała się burzliwa dyskusja pomiędzy blogerem, czytelnikami, a autorem artykułu w „Przekroju" (cała sprawa zyskała nawet miano „pierwszej wojny kominkowej"). Potem była wojna druga - z firmą Dr Oetker. W jednej z notek Kominek w wulgarny sposób wyraził swe niezadowolenie z budyniu tej marki. Ponieważ strona blogu wyskakiwała wysoko w Google po wpisaniu frazy „dr Oetker", specjaliści od wizerunku firmy zwrócili się do kominka z propozycją pozbawionej wulgaryzmów formy notki. Niestety nie znając stylu Kominka dali się wciągnąć w zabawę. Bo on to potem wszystko w sieci krok po kroku opisał. - Ewidentnie dali się podejść blogerowi - mówi Maciej Budzich, autor popularnernej strony www.mediafun.pl. Cała sprawa została przez internautów odebrana jako próba cenzury i wdzierania się w niezależność blogera.

On Kominek, oni fani

Badaczom internetu nie daje spokoju fenomen społeczności, która wytworzyła się wokół internetowej aktywności Kominka. Dziś prowadzi dwa blogi - kominek.in (o relacjach damsko-męskich, stylu życia, poglądach) i kominek.tv (od czerwca 2009, tematyka: to media, reklamy i blogosfera) oraz korzysta z platformy mikroblogowej blip.pl. Wszędzie gromadzi wokół siebie niespotykaną gdzie indziej na taką skalę rzeszę odbiorców. - Gromadzi różnorodne środowisko, jakiego nie można spotkać w żadnym innym miejscu sieci. Od młodzieży, przez ludzi dorosłych, których łączy tylko Kominek - mówi ml76, jedna z najstarszych stażem czytelniczek. Komentatorzy organizują zloty, w różnych miastach (Warszawa, Gdańsk, Poznań czy Kraków, nawet w Londynie). Stają murem za ulubionym autorem.

- Dlaczego udało mi się zbudować taką społeczność na blogu, który nie zachęca do komentowania? Byłoby to uzasadnione, gdybym zawsze pisał kontrowersyjnie, a tak naprawdę nie robię tego zbyt często. Nie kreowałem tej społeczności aż w takim stopniu - zastanawia się Kominek. Autor często dawał swoim czytelnikom do zrozumienia, że pisze dla siebie, nie dla nich. I to on ma decydujące zdanie w każdej kwestii. Relacje Kominka z jego fanami reguluje zawiły regulamin. Ważnym punktem jest uszanowanie jego prywatności oraz wymagana znajomość bloga (nie uzyskamy odpowiedzi, jeżeli były już opisane w tekstach na stronie). Nieprzestrzeganie regulaminu skutkuje zignorowaniem. Na kominek.in komentatorzy są wyluzowani. Ich dyskusje dość szybko zbaczają z głównego wątku i zaczynają żyć własnym życiem. Na kominek.tv są bardziej zdyscyplinowani. Wypowiadają się konkretnie, starają się być merytoryczni i nie odbiegać od tematu. Wymaga tego sam gospodarz.

Fragment strony www.kominek.tv

Fragment strony: www.kominek.tv

Może kluczem do sukcesu jest wzajemność komunikacji? Teksty są szeroko komentowane i bloger w komentarzach się udziela. Czytelnicy doceniają to, że z nimi rozmawia. - Ma po prostu talent do pisania. Nie ma banału, ani poważnego tematu, którego nie opisałby w specyficzny, niejednokrotnie irytujący, ale ciekawy sposób - mówi ml76.

Blog skalkulowany

Jedno jest pewne - Kominek jest uzależniony od komentatorów w ten sam sposób, jak oni od niego. Ci najstarsi stażem widzą jednak, że przez lata blog przeszedł ewolucję zarówno formy jak i treści. Niektórzy fani lata 2005-2006 określają „mrocznymi czasami". Cechował je wulgarny język, krótkie teksty, traktujące głównie o seksie. Na blogu często pojawiały się zdjęcia roznegliżowanych dziewczyn, wulgarne seksistowskie kawałki. Komentatorskie grono w podobnym stopniu emocjonowało się stopami Edyty Górniak, jak ową wspomnianą już konsystencją budyniu Dr Oetker.

Ten Kominek to już przeszłość. Obecnie blog jest dopracowany od strony wizualnej. Tematyka koncentruje się na relacjach damsko-męskich i wszystkim co się wiąże z tym tematem: stylem życia, myślami i poglądami. - Kominek zorientował się, że jego popularność to olbrzymi potencjał. Również finansowy, bo za widownią idą reklamodawcy. Ale aby wejść do mainstreamu, musi się ucywilizować. Nie chce być postrzegany jako internetowy krzykacz, bo to odstrasza potencjalnych sponsorów - mówi jeden z zarządzających dużym polskim portalem społecznościowym.

Dlatego od wielu miesięcy trwa mozolny proces wymiany czytelników, odcinania się od „starego" Kominka. Ciekawe jest już choćby to, że w nowych notkach nie ma wulgaryzmów. Autor świadomie odsłonił również swe personalia, zrezygnował z anonimowości.

Kominek nie zaprzecza, że zmienia swój internetowy dziennik. - Nie jestem na tym etapie, żeby się chwalić starymi tekstami. W pewnym sensie raczej zamazuję przeszłość, która mnie wypromowała. Nigdy nie uda mi się to do końca, mogę tylko walczyć o to żeby czytelnicy uważali mnie za uczciwego człowieka - mówi sam bloger.

Pisząc nie jest spontaniczny, wszystko ma skalkulowane i chłodno zaplanowane. Bez względu na ilość przekleństw (kiedyś) czy wykrzykników (teraz), teksty Kominka nie są emocjonalne. Jest wyrachowany, wie jak napisać, by czytelnika chwycić. Wie, jak rozłożyć emocje swoich czytelników. Po mocnym, ostrym temacie, zawsze następuje coś dla rozluźnienia. W działaniach Kominka nic nie jest przypadkowe. Jak sam mówi, wiedział jak zacząć i jakie tematy zrealizować, by czytelnika kupić. Teraz stara się tę społeczność przekuć w realną siłę przebicia. Zagadnięty o plany, mówi o dalszej pracy nad swymi stronami. Ale mówi o nich „marki". Przyznaje, że za kilka lat mają stać się maszynkami do zarabiania pieniędzy.

Nawiązał współpracę z firmą siecią AdTaily, zajmującą się reklamą na blogach. Jest łakomym kąskiem dla reklamodawców. - W przypadku reklam na blogach Kominek odniósł znaczący sukces. Jako jeden z pierwszych polskich blogerów zdołał pozyskać reklamodawców już kilka lat temu. Obecnie jego statystyki są imponujące. W połączeniu z aktywną społecznością jest bardzo atrakcyjnym wydawcą z punktu widzenia reklamodawców - mówi Marta Klimowicz, przedstawicielka AdTaily. Jak widać, to świadome kreowanie swojego internetowego „ja", opłaciło się.

CZYTAJ TAKŻE:

  • Ch@mowo - Socjologowie zachwycają się Internetem, bo poszerza zakres publicznej debaty, wzmacnia głos wykluczonych, wyzwala obywatelską energię i chęć współpracy. Nie w Polsce. Jak to się stało, że najdoskonalsze wynalezione przez człowieka narzędzie komunikacji u nas zamieniło się w medium frustratów, ociekające jadem, zazdrością i wulgaryzmami?
  • www.anonim.kapital - Kataryna to pseudonim, który przez lata osłaniał najsłynniejszą polską bloger­kę. Gdy jedna z gazet ujawniła jej tożsamość, w Internecie i prasie wybuchła gorąca dyskusja. Pozornie tylko dotyczy ona kwestii prawa do anonimowości, prywatności, wolności słowa. To jeden z symptomów znacznie poważniejszych przemian społecznych i kulturowych podkopujących współczesną cywilizację.
  • Większa połowa - Internet skończy w tym roku oficjalnie 40 lat, ale naprawdę zaczął rozkwitać 20 lat temu, gdy wymyślono WWW, czyli Globalną Pajęczynę. Polacy, nieco spóźnieni przybysze w sieci, intensywnie nadrabiają zaległości. Ze świeżo opublikowanych danych wynika, że korzysta z niej już ponad połowa mieszkańców naszego kraju. Konsekwencje nie dadzą na siebie czekać.
  • Zaplątani w sieć - W pracy, w łóżku, w wannie, na weekendowym wyjeździe ani na chwilę nie wychodzą z sieci. Net-generacja cały czas musi być online. To wielki rynek zbytu dla producentów urządzeń i dostawców usług telekomunikacyjnych.
  • Sieciaki - Nasze dzieci, pokolenie Internetu, to istoty z innej planety. Właśnie dorosły i sięgają po władzę
  • Cyberobywatele - W cyberprzestrzeni toczy się alternatywne życie społeczne. Kto, z kim i po co tam się spotyka?


Komentarze do artykułu "Notki z Kominka"


2009-10-06 23:43:54 | Stefan Majewski
Ja tego Kominka bardzo dobrze znam... [0]
Ja tego Kominka bardzo dobrze znam...

2009-09-26 17:04:57 | proces7
Re: Notki z Kominka [1]
Każdy jest, był albo będzie trollem. Troll Hunterem jest Pan Michał Olszewski, co wyklucza go z grona
podejrzanych o trolling. Tak cytowany w powyższym tekście,. administrator Bloksa, ma ustawione i
zaprogramowane myślenie. Mnie skasował blog za dużo mniejsze "przewinienia" niźli te "kominkowe". Panu
Olszewskiemu, znanemu w kręgach Blox.pl jako Ols, nie przeszkadzało to parę lat temu -w 2006 roku -
lansować się obok Kominka w radiu TOK FM. Kominek często wstawiany był również na główną stronę portalu
Gazeta.pl (jedynkę) jako polecany blog.
Owszem, Kominek doszedł tam gdzie jest poprzez siermiężną pracę. Najpierw opanował kategorię top18 (dla
dorosłych) pisząc sporo o seksie i wstawiając nieco topornej pornografii, okraszonej rynsztokowym językiem.
Kiedy pozyskał stosowne statystyki, sprytnie przeniósł blog do ogólnego rankingu. Gdzie długi czas zajmował
pierwszą pozycję. Od kilku miesięcy nie jest już liderem, zajmuje trzecią pozycję. Ta cenna dla serwisu
Blox.pl postać, jaką niewątpliwie jest Kominek, była szczególnie i ostrożnie traktowana przez
administrację. Przecież nie zabija się kury znoszącej złote jaja.
Sam lubię Kominka, choć nie należę do jego fanów i wyznawców, mimo że nazwał mnie kiedyś "ścierwem" (siódme
ścierwo). Ale to normalny język bloksowy. Pan Michał Olszewski nazwał moją twórczość blogową "rynsztokiem".
Choć jeden z moich blogów z Bloksa paradoksalnie wygrał konkurs na Blog Roku Onetu 2007 w kategorii
"Kultura".
Wiem, że Kominek powinien zachwycać, mnie nie zachwyca jednak. Fakt i Pudelek też mają swoje rzesze fanów i
komentatorów i są najczęściej cytowanymi rzeczami w sieci. Takie życie.


2009-09-26 19:44:06 | MałaMi
Mnie również kominek nie zachwyca, podobnie jak pudelki i fakty.

2009-09-26 16:57:23 | biały królik
Re: Notki z Kominka [0]
Współczuję ludziom, którzy potrzebują internetowych blogerów, by "wyrabiać sobie zdanie na temat
otaczającego świata". Osobiście blogów nie czytam. Czasem przeglądam, trudno w to nie wdepnąć - i
utwierdzam się w przekonaniu, że dobrze robię nie czytając. Zalew grafomanii, kabotynizmu, uwolnionych
frustracji. Nic więcej. Smutne, że dla niektórych ten cyberpółświatek stał się czymś w rodzaju wyroczni i
odbiera im zdolność samodzielnego myślenia... Ladies and Gentleman, the Matrix has You!
I małe Post Scriptum: tego rodzaju tematyka w dziale "Kultura"? Chyba pora zmienić nazwę na Qltoora.
Czekam na kolejny materiał z cyklu "wybitni celebryci", może o poruszających przemyśleniach Joli Rutowicz?

2009-09-26 10:50:28 | smurrfff
Re: Notki z Kominka [0]
Zdarzyło mi się wejść raz. Przez link ze strony głównej portalu Wyborcza. Nie podobało mi się. Nie mój
styl, nie moje poglądy, wulgaryzmy mnie nie kręcą ani nie uważam, że ten bardziej wybitny, kto więcej razy
publicznie przeklnie. Więcej wchodzić nie mam zamiaru. Nie bardzo rozumiem modę na kreowanie internetowych
"osobowości" typu czuły_wojtek, jasiu śmietana czy kominek. Mam wrażenie, że to wszystko klony jednego i
tego samego człowieka. Generalnie - ni smieszno, ni straszno - nuda, panie...

2009-09-25 10:19:45 | Airye
Re: Notki z Kominka [0]
Prócz tekstów typowo rozrywkowych, w których mowa o utylizowaniu "trzydziestek" itp. Kominek popełnia
teksty, które zmuszają do spojrzenia na dany problem z zupełnie innej perspektywy. Innej niż ta, którą
przedstawiają nam media. Mam na myśli konkretnie sprawy Alicji Tysiąc, Wioletty Woźniak czy Cezarego
Atamanczuka. Dzięki Kominkowi widzę te sprawy w innym świetle, dzięki Jego prześmiewczemu, szyderczemu
spojrzeniu mam szansę wyrobić sobie własne zdanie na dany temat, nie podzielam bezmyślnie opinii
innych-mając argumenty za i przeciw samodzielnie decyduję o tym, czy problem jest "biały", "czarny" czy też
"szary". Bez ostrego wzroku i ciętego języka Kominka zapewne dałabym się nakarmić papką i nie wnikała w
żadna sprawę głębiej, niż "w wiadomościach podawano". Z lenistwa.
Napisała wcześniej Beautifull_Lies że "To, że kominek pisze, że coś jest czarne, nie oznacza, że tak
myśli." Zdanie to w pełni oddaje charakter tego bloga i jego autora. Zamiłowanie do dyskusji, do wzbudzania
kontrowersji, do wstrząsania odbiorcą - to przebija z wielu, bardzo wielu tekstów Kominka.

Może się nie podobać. Może razić. Można bardzo lubić ten styl.

2009-09-25 01:16:30 | leń
Re: Notki z Kominka [1]
E no, kominek (blog) jest fenomenem i nie ma się co oszukiwać, tylko pozazdrościć pomysłu (autorowi) i
inwencji twórczej a nie ziać smoczym oddechem i pałać zazdrością, jak się jest safandułą życiową i się nie
ma pomysłu na swoje życie. Co do artykułu to cienizna. Tekst jest najprawdopodobniej mocno przez niego
zrecenzowany , albo autorzy kserują jego styl nieudolnie, włażąc mu przy okazji bez wazeliny z jakiegoś
powodu i koniec końców spieprzyli sprawę, bo wcale nie napisali fajnie i wciągająco i zachęcająco o
fenomenie tego bloga. Ja jego blog kocham i nienawidzę, co według mnie jest jedynym słusznym określeniem
się uczuciowo:)


2009-09-25 09:45:24 | aga_
Mam zupełnie inne zdanie. Ludzie którzy prowadzą naprawdę interesujące życie raczej nie siedzą na
blogach tego typu, przynajmniej nie siedzą codziennie. Natomiast co do negatywnych ocen, nie jest to
pałanie zazdrością, jak napisałeś, bo zazdrość w tym przypadku byłaby wtedy gdybym miała np. własny
blog, który nie byłbym popularny. Nie mam go, bo nie mam na to czasu. Zwyczajnie. O blogu wyrażam
opinie, tak jak ludzie wyrażają opinie o czymkolwiek na tym świecie. Opinie mogą być pozytywne jak i
negatywne. Negatywne opinie nie zawsze wynikają z zadrości.

2009-09-24 22:39:04 | gerdzina
Re: Notki z Kominka [0]
Ups, aż mi miło, że ktoś mnie licealistką nazwał, bom już raczej dama wiekowa, ale blog Kominka czytam od
dawna. I wiecie co? Dobrze mi z tym, bo mi zaraz humor lepszy przychodzi, a życie za krótkie, żeby tylko
smętnymi sprawami mózg zaprzątać. Ludzie, którzy uważają się za lepszych, mądrzejszych i ponad wszystko,
raczej wiodą smętne żywota, bo właśnie dystans do siebie i świata jest tym, co sprawia, że życie jest
piękne. No, ale to już sprawa każdego człeka z osobna. Jest wolność i każdy czyta, co chce. Ja czytam
Kominka.

2009-09-24 21:36:31 | Alina W.
Drugi po Kominku będzie Zgredaktor [0]
Komin się już skończył, teraz liczy się tylko blog "Okiem Zgredaktora" ;)

2009-09-24 19:50:27 | i_coz_z_tego
Re: Notki z Kominka [0]
A Kominek siedzi i cieszy się bo zarabia na swoich antyfanach...Alabala!

2009-09-24 18:04:14 | ai78
Re: Notki z Kominka [1]
Zadałem sobie trud przeczytania kilku tekstów Kominka. Szkoda czasu. Banał i pustka.


2009-09-24 19:58:32 | infantka
ten text pisal kominek
ten styl te slowa i caly on
bufon nad bufony
n

2009-09-24 16:27:48 | Kalimali
Re: Notki z Kominka [1]
Do wszystkich którzy "zatrzymali się na poziomie gimnazjum i liceum" po pierwsze nikt nie ma przymusu
czytania jego blogów, jednemu przypadną do gustu drugiemu nie. Po drugie kominek sam informuje wszystkich
na stronie głównej "To nie jest miejsce dla ciebie, jeżeli twoje życie składa się ze złudzeń"


2009-09-25 20:39:26 | Sowa
powinienem teraz Cię znaleść i przkopać dupe za to gimnazjum i liceum nigdy prze nigdy nie oceniaj
przez pryzmat wieku

2009-09-24 15:53:34 | shem
Re: Notki z Kominka [0]
Ostatnimi miesiącami "Polityka" co raz bardzie pogrąża się w otchłani durnowatości, produkując tego typu
głupie artykuły o niczym. Jestem rozczarowany.

2009-09-24 15:34:32 | pies1
Kominek to ewenement. [0]
Czytam go systematycznie od początku 2006. Co ciekawe do niedawna nie czytałem, żadnego innego bloga, bo z
żaden mu do pięt nie dorastał.

Dopiero blog Palikota na onet.pl jest moim zdaniem porównywanie dobry.

2009-09-24 13:49:29 | SiwaKlucha
Re: Notki z Kominka [0]
Nie ocenia się książki po okładce, a Kominka po jednym tekście!
Przynajmniej moim skromnym zdaniem. Trafiłam na Jego blog kilka miesięcy temu, przez znajomą, która podała
mi link do jednego ze znajdujących się tam tekstów. Po przeczytaniu pierwsze wrażenie było - zabawne,
wulgarne, lekko napisane, chwytliwe - nic poza tym. Ale ze względu na fakt, że zawsze muszę obejrzeć
dokładnie całość, żeby się wypowiadać o czymkolwiek zaczęłam czytać tekst po tekście. Teraz na blogu jestem
codziennie, przeczytałam każdy możliwy tekst i zakochałam się wręcz w stylu Kominka. Apeluje więc nie
oceniajcie po jednym tekście! A jeśli już musicie to przeczytajcie np. "Życie ukryte w milczeniu" czy
"Latawiec" i wtedy dopiero stwierdźcie, czy rzeczywiście
"Rozwój intelektualny i emocjonalny zarówno gospodarza, jak i gości zatrzymał się w wieku 15 lat.
Szkoda czasu."
czy może wprost przeciwnie.

2009-09-24 13:12:00 | inf0war$
Re: Notki z Kominka [2]
Nigdy nie slyszalem o kominku tak wiec poganlem by zajrzec co w trawie piszczy. Kominek to zenada godna
celebrytow.


2009-09-24 14:46:42 | Emi
Jeżeli wypowiadasz sie negatywnie, oceniajac takze mnie jako zenująca ponieważ stałą czytelniczkę
przytocz proszę przykład bloga cieszący sie podobną popularnością. Moze sam piszesz coś czym mozesz się
pochwalic i oczywiscie w Twojej opinii nie jest to zenadą. Z niecierpliwościa czekam na linka.


2009-09-24 23:13:37 | faust
A co to za argument? Popularność nigdy nie bedzie wyznacznikiem wartości, bo wartość to nie tylko
liczba kliknięć tylko bardziej złożona sprawa. Prośba o podanie blogów bardziej popularnych niż
kominek przypomina mi przekrzykiwanie gimnazjalistów czy to jego idol sprzedał więcej płyt czy może
ktoś inny.. Poza tym ten blog jest o życiu, tak? Czyli o wszystkim, wiec o niczym. A tak się składa,
że większość inteligentnych ludzi ma zainteresowania, więc czyta głownie blogi tematyczne, ktore
niejako z definicji mają mniej czytelników bo mają mniejszy target. Ale musze przyznać, ze gość
przynajmniej dba o język polski i pisze bez błędów co w dobie pisania "żadko" czy "wogule" zasługuje
na oklaski.

2009-09-24 11:19:44 | kryysa
Re: Notki z Kominka [0]
A ja chaciałabym bronić redakcję POLITYKI. Bo nawet jeśli blogi Kominka nie są najwyższych lotów, to nie
można tego zjawiska ignorować i o nim po prostu nie pisać. W ten sposób nie należałoby skazać na medialny
niebyt Dodę, Leppera, reprezentację polski w piłce nożnej. Tekst jest wyważony i ciekawy, dowiedziałam się
z niego rzeczy dla mnie nowych.

2009-09-23 15:59:56 | gosc
Re: Notki z Kominka [0]
Jestem rozczarowany, że wynurzenia typowego internetowego prymitywa doczekały się nobilitacji w postaci
artykułu w takim piśmie jak "Polityka". Ten blog to typowy wykwit internetowej "kultury", spotworniałej
wersji kultury popularnej i masowej komunikacji, w której liczba kliknięć jest jedynym miernikiem
istotności. Żałosne. Obrzydliwe. Żenujące.

2009-09-23 14:32:23 | mw
Re: Notki z Kominka [0]
O Kominku i jego blogu dowiedziałem się z powyższego artykułu. Zajrzałem więc do części "tv". Ale tam
komentarze to tylko pretekst, żeby pisać (bardzo naiwnie zresztą) o seksie i defekacji. Może miałem pecha w
wyborze (na chybił trafił) tematów i komentarzy? Poziom b. niziutki. Zupełnie bezzębne teksty i komentarze.
Rzeczywiście, jak zauważyli 'przedmówcy" - gimnazjum i pierwsza klasa liceum może. Jedyne, co interesuje,
to zdjęcia niektórych dziewczyn - komentatorek. Nie dziwię się, że nawet pisząc o polityce i mediach, mają
na myśli seks. Też bym miał... Typowa, polska chała ten Kominek. Nam jednak wszystkim brak profesjonalizmu.
Nie tylko PZPN-owi.

2009-09-23 13:16:16 | zwierzoczłekoupiór
Re: Notki z Kominka [7]
Gnana ciekawością, zajrzałam na blog Kominka, oczekując intelektualnych prowokacji i niezłej rozrywki.
Niestety, znalazłam tam pogaduszki rodem z licealnych imprez. Takie mętne dywagacje na tzw."życiowe"
tematy. Rozwój intelektualny i emocjonalny zarówno gospodarza, jak i gości zatrzymał się w wieku 15 lat.
Szkoda czasu.


2009-09-23 13:53:34 | markiz_de
"znalazłam tam pogaduszki rodem z licealnych imprez"

I to jest, niestety, najlepsze podsumowanie tego bloga. Gość jest popularny, tak jak popularna jest
Britney Spears czy swego czasu Disco Polo i Andrzej Lepper. Trafia w gusta mas i nic poza tym.


2009-09-24 15:57:10 | pk
Czytają tekst na chybił-trafił nie ma szans na zrozumienie 'fenomenu' (tak nazwijmy tą popularność).
Trzeba mieć specyficzne poczucie humoru, dystans do siebie i wielu spraw, i zrozumieć to, ze cały
ten blog to pewnego rodzaju konwencja. Stąd te niepochlebne opinie właśnie tych, którzy pierwszy raz
mają z nim kontakt.


2009-09-24 20:47:54 | markiz_de
Niestety muszę sprostować. O blogu kominka dowiedziałem się nie z tego artykułu "Polityki", tylko
znacznie wcześniej (mniejsza o to skąd). Przeczytałem znacznie więcej niż "tekst na
chybił-trafił", ponieważ nie mam w zwyczaju wypowiadać się na temat, którego nie poznałem dobrze.
Szanuję autora, ponieważ zdobył popularność, a na tym zapewne mu zależało, zatem osiągnął swój
cel. I na tym się kończą pochwały. Większość tekstów nie prezentuje bowiem żadnej wartości i
służy głownie rozrywce trafiającej w gusta mas, część prezentuje wartość niewielką. Znajdą się
też teksty dobre, jednak pojawiają się na tyle rzadko, że nie można tego uznać za normę.
Natomiast co do Twojego zdania "Trzeba mieć specyficzne poczucie humoru, dystans do siebie i
wielu spraw, i zrozumieć to, ze cały
ten blog to pewnego rodzaju konwencja." to niestety, ale specyficzne poczucie humoru i dystans są
też warunkami do lepszego poznania wielu dzieł artystycznych, ale czy to znaczy, że te dzieła są
wartościowe właśnie z tego powodu czy może mają jeszcze jakieś inne zalety? Poza tym konwencja
również może podlegać ocenie. Na koniec napisze tylko, że to jest strona "Polityki" i jako
wieloletni czytelnik tygodnika korzystam właśnie tutaj z możliwości wyrażenia swojego zdania, a
nie na tamtym blogu. Zauważyłem, że ludzie tam piszący uważają, że mają monopol na rację
(szczególnie dotyczy to ocen bloga). Chciałbym więc życzyć wam więcej tolerancji, szerszego
spojrzenia na sprawę, bardziej otwartego umysłu aby dostrzec, że ten blog jest przez niektórych
ludzi uważany za mało wartościowy. Czy tych ludzi jest dziesięciu czy tylu ilu zwolenników bloga
- nie wiem, jednak oni istnieją, mają zapewne inne rzeczy do roboty niż czytanie "kominka". I
bardzo bym prosił o uszanowanie tego, bo fanatyzm każdego rodzaju jest groźny i to jest zdanie
nie tylko moje. Mimo wszystko wszystkich serdecznie pozdrawiam!


2009-09-25 08:02:35 | bluzgacz
Zgadzam sie z Toba. Cholernie nudny blog z masa wyznawcow-fanatykow.


2009-09-24 14:53:23 | Beautifull_Lies
Nie potraficie podejść do jego tekstów z odpowiednim dystansem.
Sama odkryłam ze do bloga kominka trzeba dojrzeć.
To, że kominek pisze, że coś jest czarne, nie oznacza, że tak myśli.


Może jednak widać to dopiero kiedy pozna się Kominka.

Bardzo polecam.


2009-09-24 13:58:41 | kochamkominka
Markizie, Zwierzoczlekoupiorze, MW i inni zawiedzeni rzekomo niskim poziomem blogow Kominka, nie
pozostaje mi nic inego, jak poprosic Was o adresy blogow ciekawszych, na wyzszym poziomie i
popularniejszych, gdzie spolecznosc jest bardziej inteligentna, a autor ciekawszym czlowiekiem.
Czekam niecierpliwie na linki. A najlepiej, by byly to linki do WASZYCH WLASNYCH blogow
spelniajacych powyzsze kryteria.


2009-09-25 01:06:46 | pfff
Zawsze wydawało mi się, że nie trzeba być malarzem/pisarzem/autorem bloga, żeby stwierdzić
publicznie, że jakiś obraz/książka/blog mi się nie podoba.
Inną sprawą jest cienka granica między wyrażaniem swojego zdania a obrażaniem innych. Co innego
powiedzieć, że coś się nie podoba, nie trafia w nasze gusta, a stwierdzić, że wszyscy zwolennicy
są idiotami.
love Kominek. love kominkowy regulamin.

wtorek, 26 maja 2009

Pornobiznes atakuje polskich internautów

Podsumowanie nie jest dostępne. Kliknij tutaj, by wyświetlić tego posta.

wtorek, 19 maja 2009

Kim jest tajemnicza blogerka Kataryna?

To ona czeka na pozew od ministra

Kim jest tajemnicza blogerka Kataryna?

Kim jest osoba, którą syn ministra sprawiedliwości nazywa "wrednym babsztylem"? Najsłynniejsza w Polsce polityczna blogerka Kataryna - bo to ją zaatakował syn Andrzeja Czumy - nigdy nie ujawniła, kim jest ani jak się nazywa. Ocenia polityków i dziennikarzy i od lat intryguje internautów.

SYLWIA CZUBKOWSKA: Przez tyle lat chroniła pani swoją tożsamość, a teraz zapowiada pani, że jeżeli minister Andrzej Czuma rzeczywiście będzie chciał pani wytoczyć proces, to się pani ujawni. Dlaczego?

KATARYNA*: Bo chcę bronić mojego poczucia godności. Nie chcę pozwolić, by każdy wycierał sobie mną gębę i by robiono ze mnie internetowego opluwacza.

Jak pani sobie wyobraża takie ujawnienie się?

Czekam na mejla z oficjalnej poczty ministra Czumy z jego podpisem, w którym napisze, że chce mnie pozwać i potrzebuje moich danych. Jeżeli taki list dostanę, to mu odpowiem, podając swoje dane. Nie jestem oczywiście na tyle naiwna, by wierzyć, że to zostanie między nami. Nie wierzę w dyskrecję i dobrą wolę Czumy i jego syna pod tym względem. Siłą rzeczy będzie to już moje oficjalne ujawnienie się przed wszystkimi.

A blog dalej będzie pani pisała?

Nie, to już byłby koniec. Nie mogę sobie wyobrazić pisania tego, co piszę i robienia tego, co robię zawodowo. Tego się nie da połączyć. A z bloga jest mi łatwiej zrezygnować. Zresztą anonimowość daje mi ogromną swobodę. Bez tego założyłabym sobie kaganiec, żeby nie narazić się na procesy. I tak więc, to byłby koniec bloga.

Co takiego pani robi, że blog mógłby mieć na to wpływ?

Pisanie do internetu to dla mnie jest działalność całkiem poboczna, ale mam taką pracę, że gdyby to wszystko wyszło na jaw, to już zawsze byłabym postrzegana przez pryzmat tego bloga. Jak to pani wytłumaczyć? Załóżmy, że mam firmę reklamową i startuję w przetargach ogłaszanych przez instytucje publiczne. Każda moja wygrana byłaby analizowana jako efekt pozytywnych wpisów, a każdą przegraną sama bym sobie tłumaczyła jako skutek krytyki z internetu.

A ma pani firmę reklamową?

Oj, nie.

To nie ma problemu.

Wie pani, jak się funkcjonuje w jakimś w miarę zamkniętym środowisku, to zawsze są tematy polityczne, które mają na nie wpływ. I wiem, że tak jest w moim środowisku. Gdybym była, powiedzmy, prokuratorem, to przecież zupełnie inaczej odczytywano by moje teksty o Czumie. Nie jako niezależną krytykę, tylko krytykę podwładnego względem przełożonego i mogłabym mieć nieprzyjemności.

A jest pani prokuratorem?

Nie jestem oczywiście. Ja nie rozumiem, dlaczego moje imię i nazwisko, moja tożsamość są tak istotne. Gdybym pisała teksty śledcze z newsami, tobym to rozumiała, bo mogłoby być podejrzenie, skąd mam te informacje. Ale ja tylko komentuję teksty innych.

Ale cały czas nie rozumiem, skoro nie jest pani nikim znanym, to jaki wpływ na pani życie może mieć ujawnienie się?

Kilka lat temu, zanim jeszcze zaczęłam pisać bloga, a tylko udzielałam się na forum „Gazety Wyborczej” jako Kataryna, ostro krytykowałam tam Roberta Kwiatkowskiego, ówczesnego prezesa TVP. W tym samym czasie spotkałam go w realu w mojej pracy. Oczywiste jest, że gdyby wiedział, kim jestem, zupełnie inaczej wyglądałoby to nasze spotkanie.

Ale też tak dużo ze swojej anonimowości pani odpuściła. Dwa lata temu, kiedy pierwszy raz miałyśmy kontakt, zgodziła się pani tylko na pytania wysłane mejlem. Dziś rozmawiamy przez telefon – mam więc pewność, że jest pani kobietą.

Rzeczywiście na kontakty z dziennikarzami zaczęłam się zgadzać. Ale gdybym dzisiaj zaczynała, to byłoby zupełnie inaczej. Nie byłoby żadnych kontaktów z mediami, zadbałabym też o to, by nie można mnie było wyśledzić w internecie. Jetem trochę mało obcykana w tych sprawach i kiedyś nie wiedziałam, że można mnie namierzyć po mejlu czy adresie IP. Nawet mój nick jest mało wyszukany. Są osoby, które w życiu realnym znają mnie pod takim pseudonimem.

Więc Katarzyna to prawdziwe imię?

Najprawdziwsze.

A nazwisko?

Nie podam. Jeszcze.

Według wielu teorii spiskowych Kataryną mieli być m.in. dziennikarze: Robert Mazurek, Katarzyna Kolenda-Zaleska, Luiza Zalewska, Mikołaj Lizut, Rafał Ziemkiewicz, albo politycy: Iwona Śledzińska-Katarasińska czy Jan Rokita. Swego czasu Krzysztof Leski ocenił, że Kataryną jest być może nawet kilka osób. Jak się nam udało ustalić, Kataryna to kobieta mieszkająca pod Warszawą. Pochodzi z Rzeszowa, ma 38 lat i intrygujący, tajemniczy głos.

– Rzeczywiście miałam taką ksywę w stanie wojennym, ale blogerką nie jestem. Nawet jej nie czytam – mówi Katarasińska. Z domysłów dziennikarzy i internautów śmieje się sama zainteresowana. – Miałam być dziennikarką Katarzyną Kolendą-Zaleską, dopóki ktoś nie wytropił, że kiedy pisałam bloga, ona nadawała na żywo z Rzymu – mówiła Kataryna w rozmowie z Robertem Mazurkiem dla „Dziennika”.

Zarówno zwolennicy, jak i polemiści blogerki przyznają, że charakteryzuje ją analityczny umysł, duża spostrzegawczość, sprawne pióro, żelazna logika, umiejętność wyszukiwania informacji w internetowych archiwach największych gazet, ich porównywania i wyłapywania nieścisłości. Często do informacji podanych w internecie lub gazetach dopisuje po prostu własne analizy, wskazuje wątpliwości – uzupełnia dziennikarskie materiały o interesujące spostrzeżenia. Jest bystra i podobno bardzo wrażliwa. Czyta kryminały.

Od samego początku głównym punktem odniesienia jej analiz jest „Gazeta Wyborcza”, w tym m.in. teksty Wojciecha Czuchnowskiego i Agnieszki Kublik. Tej ostatniej zarzucała, że podpowiada obecnej szefowej radiowej „Trójki”, którzy dziennikarze nie pasują do jej „apolitycznego” wizerunku. Kataryna nie zajmuje się jednak tylko mediami. Już w 2005 r. podczas kampanii prezydenckiej bezlitośnie i celnie punktowała ówczesnego kandydata SLD Włodzimierza Cimoszewicza.

Z blogerką kontakt nawiązało nawet antykorupcyjne stowarzyszenie Stop Korupcji. – Zainteresowaliśmy się m.in. opisaną przez nią sprawą bezprzetargowego zakupu prawie 50 tys. energooszczędnych żarówek Philipsa przez ministerstwo Waldemara Pawlaka, które polityk chciał rozdać Polakom – mówi Oliwer Kubicki, prezes stowarzyszenia. Kataryna sugerowała, że Pawlak zorganizował ich producentowi darmową reklamę. „A może ja nie doceniam Pawlaka? Może przed rozdaniem darmowych świetlówek logo Philipsa zostanie z nich pieczołowicie wymazane, żeby nikt nie posądził polskiego rządu o promowanie jednego produktu, jednej firmy?” – pytała Kataryna.

Twierdzi, że nie zna polityków, nie rozmawia z nimi i jej oceny wynikają głównie z analizy dostępnych informacji. Internet okazał się dla niej świetnym i powszechnie dostępnym źródłem. Z racji swoich fascynacji klubem Polonia Warszawa zaczynała od polemik na forach kibiców piłkarskich.

Mówi, że oczy otworzyły się jej dopiero po skandalu z aferą Rywina w 2002 r. Wtedy trafiła na szczyty blogerskiej popularności. Jej komentarze czytali politycy, dziennikarze, linkowały fora internetowe. Dziś jest jedną z wielu zawiedzionych nowym podziałem politycznym sierotek po PO – PiS, ale nie można jej wtłoczyć w ramy jakiejkolwiek partii politycznej w Polsce.

Podobno nie jest asertywna. Nie tylko udało się namówić ją na kilka wywiadów, ale niewiele brakowało, a słynna Kataryna z wirtualnej przestrzeni trafiłaby do głównego obiegu. Na pomysł wydania jej bloga w postaci książki kilka lat temu wpadł Marcin Kędryna z działu książki w Edipresse Polska. – Rozmawialiśmy mejlowo, więc nawet nie wiem, jak brzmi jej głos – opowiada Kędryna. Książka ostatecznie się nie ukazała, bo wydawnictwo zrezygnowało z pomysłu.

Blogerka pilnie strzeże swojej anonimowości, dlatego jak ognia unika dekonspiracji. Przyznała jednak, że jeśli zajdzie taka potrzeba, to ujawni swoją tożsamość i stanie przed sądem, by bronić swojego dobrego imienia w konflikcie z Krzysztofem Czumą. Syn ministra Andrzeja Czumy zażądał ujawnienia tożsamości autorki ostrych słów pod adresem swojego ojca. Kilka dni temu na jej blogu ukazał się wpis dotyczący dementi Czumy do informacji „Newsweeka” o rzekomych spotkaniach ministra w USA ze stanową prokurator. Media spekulowały, że być może chodziło o sprawę amerykańskich długów ministra. Andrzej Czuma, dementując doniesienia o spotkaniach, stwierdził: „Informacja ta została wymyślona najprawdopodobniej w celu kryptoreklamy strony WWW należącej do kolegi dziennikarza »Newsweeka«”. Kataryna tak to skomentowała: „Udał nam się minister sprawiedliwości, nie ma co. Oto jak profesjonalnie i rzeczowo urzędujący minister dementuje rzekomo nieprawdziwe informacje”.


poniedziałek, 16 marca 2009

Sieciowe pamiętniki nie są gazetami

Sławomir Wikariak 16-03-2009, ostatnia aktualizacja 16-03-2009 06:44

Osoba pomówiona w blogu może żądać usunięcia nieprawdziwych informacji, a nawet niektórych komentarzy internautów, ale nie sprostowania

autor zdjęcia: Michał Walczak
źródło: Fotorzepa

Moda na blogi trwa. Według Wikipedii w Polsce istnieje ich już prawie 2,84 mln. Internauci mniej lub bardziej regularnie komentują w nich rzeczywistość. Nie wszyscy zdają sobie sprawę z odpowiedzialności za to, co piszą. Pomówienia nie należą do rzadkości. Pojawia się pytanie, kto za nie odpowiada – sam autor czy osoba prowadząca serwis, w którym złamano prawo? I czego można od nich żądać – wyłącznie usunięcia kłamliwych informacji czy również ich sprostowania, a może przeprosin?

Cenzura prewencyjna

Odpowiedzialność autora jest oczywista. W wypadku pomówienia w grę wchodzi zarówno karna, jak i cywilna – za naruszenie dóbr osobistych. Odpowiedzialność dostawcy usług internetowych, zarówno firmy hostingowej, jak i osoby prowadzącej portal blogowy czy forum, jest już ograniczona. – Zaczyna się od chwili otrzymania przez niego wiadomości o złamaniu prawa. Sam musi ocenić, czy zawiadomienie to jest wiarygodne i czy rzeczywiście doszło do naruszenia czyichś praw. Sądzę, że dostawcy z ostrożności będą usuwać nawet te wpisy, co do których mogą być tylko wątpliwości. Trudno się zresztą im dziwić, bo nie reagując, stawaliby się współodpowiedzialni – mówi Piotr Zaremba z Zakładu Prawa Prasowego Instytutu Dziennikarstwa UW.

Stosowana jest więc swego rodzaju cenzura prewencyjna. Jeśli bowiem osoba prowadząca serwis nie usunie wpisu sama, może być ciągana po sądach.

Uwaga na komentarze

Większość blogów umożliwia internautom komentowanie wpisów. Pierwotna informacja zaczyna więc żyć własnym życiem. Co więc z tego, że zostanie usunięta, skoro pomówienia będą powielone w mniej lub bardziej bezpośredni sposób w komentarzach? Czy od prowadzącego serwis można się zatem domagać również usunięcia komentarzy?

– Tak, ale każdy z nich należy traktować indywidualnie. Każda z osób komentujących jest bowiem osobnym usługobiorcą. Nie można więc zażądać hurtowego usunięcia wszystkich komentarzy umieszczonych w

blogu, ale jedynie tych, które naruszają prawo – uważa Xawery Konarski z kancelarii Traple Konarski Podrecki. – Dostawca usług nie ma obowiązku samodzielnego sprawdzania, o które komentarze chodzi. To osoba zgłaszająca naruszenie musi je wskazać – dodaje adwokat.

Bez sprostowania

Zgodnie z orzecznictwem niektóre strony internetowe mogą być traktowane jako dzienniki lub czasopisma (tak było np. w wypadku portalu Gazetabytowska.pl). Jeśli tak, to podlegają prawu prasowemu, a więc ich redaktor naczelny musi publikować sprostowania i odpowiedzi. Czy dotyczy to też bloggerów?

– Dominuje pogląd, z którym się zgadzam, że ze względu na jednorodny charakter blogów nie mogą być one uznane za prasę, a tym bardziej dzienniki ani czasopisma. Nie obejmuje ich zatem obowiązek publikowania sprostowań – mówi Konarski.

Oczywiście osoba, której dobra osobiste naruszono, ma prawo domagać się opublikowania przeprosin czy nawet odszkodowania, ale na zwykłej drodze cywilnej. Przy tym powinna kierować roszczenia bezpośrednio do autora, chyba że prowadzący serwis odmówił usunięcia kłamliwych informacji. Wówczas bowiem on również naraża się na odpowiedzialność.

Opinia: Agnieszka Wiercińska-Krużewska - kancelaria WKB Wierciński, Kwieciński, Baehr

W mojej ocenie blog nie może być traktowany jak dziennik czy czasopismo ze względu na swój charakter. Mamy bowiem do czynienia z subiektywnymi z założenia ocenami przedstawianymi przez autora. Porównałabym to do prowadzenia pamiętnika. Tym samym od autorów blogów nie można się domagać sprostowania czy też publikacji odpowiedzi. Można natomiast żądać usunięcia wpisów naruszających prawo, i to zarówno od samego autora, jak i dostawcy usług (np. osoby prowadzącej serwis internetowy). Jeśli dostawca zareaguje na takie żądanie, jego odpowiedzialność się kończy. Nie musi publikować przeprosin. Pokrzywdzony może natomiast dochodzić swych roszczeń bezpośrednio od osoby, która naruszyła jego dobra osobiste, czyli od autora wpisu.

Rzeczpospolita

sobota, 27 września 2008

Wikipedia: Wiedza w zasięgu ręki czy idealne narzędzie manipulacji?

Mariusz Koryszewski
2008-09-25, ostatnia aktualizacja 2008-09-24 16:36

W założeniu miała nie być elitarna, tak jak zwykłe encyklopedie, lecz maksymalnie demokratyczna, otwarta na każdego internautę, który chciałby uzupełniać jej zasoby. Miała być niepoddana żadnej władzy, wszechstronna, darmowa, wciąż aktualizowana i rozwijająca się. Brzmi to dumnie. Jednak rzeczywistość wcale nie jest tak idealna. Co jakiś czas pojawiają się informacje o błędach i manipulacjach dotyczących tej największej sieciowej encyklopedii. Jaka jest więc Wikipedia? Czy można jej zaufać?

Zobacz powiekszenie
fot. Google
Google Maps + Wikipedia
Zobacz powiekszenie
fot. Wikipedia
Reklama paierosów w Wikipedii
Zobacz powiekszenie
fot. Wikipedia
Howard Webb, angielski sędzia, który podyktował kontrowersyjnego karnego w meczu Polska-Austria
SERWISY


Jak to działa?

Jak każde narzędzie - można ją wykorzystać w dobry i zły sposób. Wszystko zależy od ludzi. To co jest jej największą siłą, może być też jej największą słabością. Czym się różni od innych klasycznych encyklopedii? Opiera się na idei wiki, w myśl której wszyscy internauci mogą współtworzyć jej zawartość. Wikipedia utrzymywana jest przez amerykańską fundację Wikimedia, powołaną w 2003 roku. Tworzona jest wyłącznie przez wolontariuszy. Każdy może współtworzyć Wikipedię - wystarczy wejść na stronę zrobić poprawki i je zapisać. Niestety ułatwia to internetowym wandalom psucie treści. - By temu zaradzić społeczność Wikipedystów ze swojego grona wytypowała grupę osób, które przyjęły na siebie zadanie monitorowania zmian - mówi Paweł Zienowicz, rzecznik Stowarzyszenia Wikimedia Polska.

-Ponieważ wokół kontrowersyjnych tematów czasem wybuchają zażarte dyskusje powołano do życia Komitet Arbitrażowy, którego zadaniem jest rozwiązywanie konfliktów. W jego skład wchodzą Wikipedyści cieszący się powszechnym zaufaniem w społeczności. Najbardziej aktywni postanowili formalnie się zorganizować. Dlatego właśnie zawiązano Stowarzyszenie Wikimedia Polska - dodaje rzecznik stowarzyszenia.

Liczby, liczby...

Wikipedia jest największą i najszybciej rozwijającą się encyklopedią dostępną w internecie. Została założona w 2001 roku przez, Jimmy'ego Walesa. Jej polska odsłona została uruchomiona 26 września 2001 roku z inicjatywy dwóch ludzi: Pawła Jochyma i Krzysztofa P. Jasiutowicza. Wikipedia ma obecnie ponad 10 milionów haseł we wszystkich edycjach językowych, a polska edycja zawiera prawie 600 tysięcy haseł. Istnieje ponad 200 edycji językowych Wikipedii. Uruchomiono też siostrzane projekty takie jak: Wikicytaty (kolekcja cytatów), Wikiźródła (dokumenty tekstowe, teksty literackie i statystyki), Wikicommons (repozytorium grafik i mediów), wikibooks (edytowalne treści podręczników), Wikinews (serwis informacyjny oparty na zasadach wiki). Polską Wikipedię odwiedza ok. 6 milionów unikalnych użytkowników miesięcznie. Jest w pierwszej dziesiątce najpopularniejszych serwisów internetowych w Polsce. Dziennie na polskiej Wikipedii powstaje średnio około 350 artykułów - mówi rzecznik Wikimedia Polska.

Ciekawostki

W Wikipedii można trafić na naprawdę interesujące wpisy. Warto zapoznać się np. z tą listą nietypowych artykułów. Lista nietypowych artykułów. O sile Wikipedii świadczą takie wpisy jak np. Paradoks dziadka, w którym wyczerpująco opisana jest problematyka tego paradoksu czasowego (co się stanie, gdy po cofnięciu się w czasie zabijemy własnego dziadka?) Takich ciekawych artykułów, których próżno szukać w innych encyklopediach jest tutaj dużo.

Na Wikipedii możemy również znaleźć zestawienie innych ciekawych paradoksów np. paradoks kłamcy lub paradoks omnipotencji. Lista paradoksów.

A to lista innych ciekawych artykułów, z których możemy dowiedzieć się ciekawych rzeczy np. o Blondi, psie Hitlera, poznać rozbudowaną definicję podrywu lub poznać osobliwe Prawa Murphy'ego. Wikiciekawostki.

Na Wikipedii można też znaleźć dziwaczne imiona autentycznych ludzi np. Vista Avalon, tak ma nazywa się córka jednego z pracowników Microsoftu w Kanadzie, albo Meksykanin, który dostał na imię Yahoo, gdyż jego rodzice poznali się przez komunikator tej firmy. Lista niezwykłych imion.

W USA wikipedia poinformowała o zabójstwie szybciej od policji. W czerwcu 2007 roku ta internetowa encyklopedia podała informację o śmierci żony gwiazdy wrestlingu Chrisa Benoita 14 godzin przed tym, jak policja znalazła ciała w domu na przedmieściach Atlanty... (!).

Bywa zabawnie

W Wikipedii nie brakuje też naprawdę zabawnych wpisów. Oto przykłady: Akustyczny kotek - był kryptonimem niezwykłego projektu prowadzonego w latach 60. przez CIA. Jego celem było zbadanie przydatności kota domowego jako narzędzia podsłuchowego w misjach wywiadowczych.

Warto zobaczyć też wpis Kampania walki z czterema plagami. To kampania społeczno-polityczna wprowadzona w życie w ChRL w latach 1958-1962. Polegała na tępieniu szczurów, wróbli, komarów i much, a jej celem miało być podniesienie poziomu higieny w Chinach.

Warto też zajrzeć na wpis Libacja alkoholowa.

A to 2 przykłady ludzkiej głupoty na Wikipedii (podkreślone fragmenty na zielono). Pierwszy sugeruje, jak przekonać się, że jest się człowiekiem. Drugi rozszyfrowuje znaczenie skrótu Polsat.

Część edytujących Wikipedię internautów nie ma też pojęcia o ortografii. Oto cała lista błędów językowych, jakie popełniane są na łamach Wikipedii.Lista błędów językowych

Problemy z wiarygodnością

Problemem Wikipedii jest możliwość łatwego wandalizowania treści haseł oraz nierówna jakość edycji (nie wszyscy wpisujący hasła piszą na poziomie adekwatnym do encyklopedii). Ale możliwość dowolnej dystrybucji jej zawartości, ciągłe udoskonalanie, duży zasięg i liczba edycji językowych spowodowały, że Wikipedia jest jednym z najczęściej cytowanych źródeł w Internecie. Wielu ludzi uważa Wikipedię za źródło w pełni wiarygodne. Zwłaszcza dla młodych ludzi, Wikipedia jest niepodważalnym źródłem wiedzy. A nie powinna być...

Efekt Locke'a

Wikipedia w dużej części jest tworzona przez maniaków danej dziedziny, którzy mają mnóstwo czasu. Efekt jest taki, że np. wpisy o serii gier Call of Duty zawierają mniej więcej tyle samo słów w polskiej Wikipedii, co artykuł o II wojnie światowej. W obu przypadkach jest to ponad 5000 słów. Albo fakt, że fikcyjnym postaciom poświęca się tyle samo lub więcej miejsca. Dobrym przykładem jest postać Johna Locke'a z serialu "Lost", który ma więcej wpisanych słów niż wybitny filozof z XVII wieku o tym samym nazwisku.

W Wikipedii czasami zdarzają się kłótnie i spory edycyjne miedzy użytkownikami. Społeczność wytworzyła jednak skuteczne mechanizmy wypracowywania neutralnego punktu widzenia. Kontrowersyjny artykuł może zostać "zamrożony" do momentu konstruktywnego zakończenia dyskusji nad jego treścią. Jeśli dyskusja staje się zbyt emocjonalna, a nie merytoryczna, osoba która usiłuje innym narzucać swoje zdanie może zostać czasowo pozbawiona możliwości edycji - informuje Paweł Zienowicz.

Wielka manipulacja

Niestety na Wikipedii zdarza się dość dużo manipulacji. Ewidentnie największą i najbardziej znaną mistyfikacją była sprawa nieistniejącego Henryka Batuty Anonimowy autor lub autorzy stworzyli hasło opisujące nieistniejącą postać historyczną. Postać Henryka Batuty została zmyślona, niemniej hasło o niej pozostawało niezauważone w Wikipedii przez blisko piętnaście miesięcy - od 8 listopada 2004 aż do 20 stycznia 2006.

Cenzura żyje

Niedawno powstał Wikiscanner, który pozwala sprawdzać po IP, kto modyfikował dany wpis. Okazało się, że treści Wikipedii nie są jedynie dziełem ludzi, których intencją jest przekazywanie obiektywnej prawdy. Dzięki Wikiscannerowi zauważono, że cenzura na Wikipedii ma się dobrze, a hasła "ulepszają" agenci służb specjalnych, politycy i wielkie korporacje. Pracownicy CIA upiększali biografię byłych prezydentów USA - Reagana i Nixona. CIA edytowało również artykuł o inwazji na Irak (wstawiając słowo "wyzwolenie" w miejsce niewygodnej "inwazji"). Natomiast FBI usunęło z Wikipedii zdjęcia obozu w Guantanamo na Kubie, w którym przetrzymywano osoby podejrzane o współpracę z Al-Kaidą.

Tymczasem z komputera należącego do telewizji BBC zmieniono informację dotyczącą konfliktu na Bliskim Wschodzie, zastępując wyraz "terroryści" określeniem "bojownicy o wolność". Okazało się, że w sumie pracownicy BBC odpowiedzialni są za ok. 7 tysięcy zmian w artykułach Wikipedii. Również pracownicy Fox News kasowali wpisy nieprzychylne ich stacji.

Także sieć marketów Wal-Mart nie próżnowała i zamieniła stwierdzenie o niższych niż w przypadku konkurencji pensjach swych pracowników na informację o pensjach "dwukrotnie wyższych niż płaca minimalna".

Wandalizm czyli rzecz o Webbie

Zupełnie aktualny przykład wandalizmu mieliśmy podczas tegorocznych futbolowych Mistrzostw Europy. Gdy pod koniec meczu Polska - Austria, angielski sędzia Howard Webb podyktował Austriakom karnego, w polskiej Wikipedii natychmiast pojawiły się mocno niecenzuralne wpisy w artykule dotyczącym feralnego arbitra. Gdy wykasowano negatywne opinie, doprowadzając artykuł, do porządku, zaraz potem ktoś inny po raz kolejny dokonał niecenzuralnego wpisu. Takich przypadków na "wiki" jest więcej.

Mikołaj Onowałow czyli reklama dźwignią handlu

W czerwcu tego roku zdziwienie wzbudził pomnik radzieckiego chemika i oficera NKWD, postawiony na Pl. Bankowym w Warszawie. Nie wiadomo było skąd się tam znalazł i kto go postawił. Według wpisów na Wikipedii, Onowałow był twórcą tabletki Spectab, która zwiększała tolerancję organizmu na alkohol. Okazało się szybko, że Onowałow w internecie pojawiał się jedynie na czterech stronach, z czego dwie to właśnie Wikipedia (edycje PL i EN). Dwie pozostałe strony, na których były biogramy Onowałowa (che-mix.net i russkyechimiki.ru) zostały założone w odstępie kilkunastu dni i miały ten sam adres IP. Poza tymi stronami postać Onowałowa w internecie nie istniała. Artykuły na polskiej i angielskiej Wikipedii były założone tego samego dnia (12 maja) i były edytowane przez tę samą osobę. Filmy na YouTube zostały załadowane kilkanaście dni przed powstaniem artykułów na Wikipedii (25 kwietnia). A więc przed marcem nikt o Onowałowie nie słyszał. Od marca zaś powstało nagle kilka stron, które potwierdzały istnienie naukowca. Okazało się jednak, że za całą tą akcją stała firma medyczna, która reklamowała w ten sposób nową pigułkę na kaca.

To doskonały przykład tego, że firmy coraz częściej manipulują Wikipedią w celach reklamowych i wizerunkowych. Sprawa Onowałowa pokazała, że nie robią tego jedynie wielkie zagraniczne korporacje, ale też o wiele mniejsze firmy. Co bardziej bulwersujące, niektórzy nie zauważyli w tym nic złego, a wręcz przyklasnęli oryginalnemu pomysłowi na reklamę.

Idą zmiany?

Zarząd Wikipedii szuka sposobu na ukrócenie działań wandali. Wygląda na to, że cecha, dzięki której Wikipedia zyskała taką popularność - wolność - będzie jednak ograniczana.

Zmodyfikowany mechanizm edycji jest testowany na Niemieckiej Wikipedii. Wciąż każdy internauta może edytować hasła, jednak po zapisaniu, zmiany nie pojawią się na stronie. Będą czekać na aprobatę weryfikatora, który je potwierdzi (zmiany pokażą się na stronie) lub odrzuci.

Jednak niezweryfikowane wpisy nie będą dostępne wyłącznie dla weryfikatorów. Wszyscy użytkownicy posiadający konto na Wikipedii będą mogli je oglądać.

Istnieje jednak możliwość, że Wikipedia może się "zakorkować", ponieważ liczba zachodzących zmian jest ogromna, a każda będzie musiała być przecież zweryfikowana.

Wszystko wskazuje jednak na to, że takie rozwiązanie będzie powszechnie stosowanie na stronach Wikipedii.

Veropedia czyli wiki godna zaufania

Nowym projektem, który ma za zadanie wyeliminować słabości Wikipedii i możliwości manipulacji jest Veropedia, w której mają się znaleźć wyłącznie najlepsze artykuły zamieszczone na stronach Wikipedii, ale tylko takie, które zostały zweryfikowane i zaakceptowane przez grupę akademickich ekspertów. Każda definicja zamieszczona w Veropedii musi spełnić kilka dodatkowych kryteriów. Nie mogą się w niej np. znajdować nieaktualne już linki i niedokończone fragmenty tekstów. Nie ma też możliwości edycji haseł. Wszystkie modyfikacje mogą być wprowadzone wyłącznie na podstawie poprawionych artykułów w Wikipedii, przy czym cały artykuł musi ponownie przejść przez proces weryfikacji prowadzonej przez ekspertów. Dzięki temu, podobnie jak wypadku tradycyjnych encyklopedii, treści publikowane na Veropedii będą mogły służyć uczniom i nauczycielom jako wiarygodne źródło informacji. Niestety na razie nie ma edycji w języku polskim.

Konkurencja nie śpi

Jakiś czas temu Google wystartował ze swoją encyklopedią o nazwie Knol. Czym się ona różni? Wszystkie teksty są nierozerwalnie związane z autorem, bez możliwości edycji przez innych użytkowników. W ten sposób "Knol" uniemożliwia późniejsze manipulacje tekstem. Autorom, którzy dysponują większą wiedzą na dany temat, utrudnia to jednak dokonanie jakichkolwiek zmian. Może dojść do publikacji nierzetelnych tekstów, bez możliwości poprawienia. Knol zawiera również zdjęcie autora tekstu. Ponadto jest też możliwość oceny każdego artykułu. Twórca Wikipedii, Jimmy Wales, nie boi się jednak inicjatywy Google'a. To zupełnie nie wygląda na to, co my robimy - powiedział Wales.

Google lubi jednak współpracować z Wikipedią. Google Maps od niedawna pokazuje na mapie artykuły Wikipedii. Jeśli artykuł dotyczy jakiegoś miejsca na ziemi (miasta, budynku, zabytku lub innego obiektu), to mechanizm Google'a pokaże go w postaci ikonki.

Bez reklam?

Jakiś czas temu pojawiły się spekulacje, że Wikipedii może zabraknąć środków na utrzymanie serwerów. Rocznie na ten cel potrzebne jest około 4-5 mln dolarów.

Może rozwiązaniem byłyby reklamy. Jak do tej pory Wikipedia utrzymuje się z darowizn. Wiarygodność Wikipedii jest wysoka z uwagi na to, że brak w niej reklam. Reklamy mogłyby zaburzyć jej neutralność - sugeruje Paweł Zienowicz, ze Stowarzyszenia Wikimedia Polska.

Ale czy Wikipedia długo jeszcze będzie w stanie utrzymać się bez takiej formy finansowania? Trudno powiedzieć.

Wersja drukowana?

Jeszcze we wrześniu Bertelsmann ma zamiar wydać drukowaną wersję niemieckiej Wikipedii. Do encyklopedii zostanie wybranych 50 tysięcy najpopularniejszych haseł. Papierowe wydanie niemieckiej "wiki" ma zmieścić się na tysiącu stron.

Czy w Polsce też doczekamy się papierowej edycji Wikipedii? Według Zienowicza jednym z największych atutów Wikipedii jest jej aktualność, a wydanie papierowe zostałoby pozbawione tej cechy. Raczej obserwujemy odwrotne zjawisko - wydawnictwa przenoszą papierowe encyklopedie do Internetu - dodaje rzecznik.

Niezależnie od tego, Wikipedia jest jednym z najciekawszych serwisów, w dodatku cieszącym się dużą popularnością. Pomimo wielu problemów Wikipedia ma już wyrobioną pozycję w internecie. I łatwo nikomu jej nie odda.

komentrze na Forum