czwartek, 6 marca 2008

Prezydent z premierem o Stanach Zjednoczonych

tan, PAP, IAR
2008-03-06, ostatnia aktualizacja 2008-03-06 22:34

W czwartek po godz. 19 rozpoczęło się w Pałacu Prezydenckim nie zapowiadane wcześniej spotkanie prezydenta Lecha Kaczyńskiego z premierem Donaldem Tuskiem. Spotkanie skończyło się po godz. 20. Tematem rozmowy była wizyta szefa rządu w USA i kandydatura Witolda Kozińskiego na wiceprezesa NBP.

Zobacz powiekszenie
Fot. Sławomir Kamiński / AG
04.02.2008, Warszawa, spotkanie Premiera Donalda Tuska z Prezydentem Lechem Kaczyńskim
- Premier już dawno zapowiadał, że przed kluczowymi wyjazdami będzie się spotykał z prezydentem. To rutynowe spotkanie - zapewnia rzeczniczka Kancelarii Premiera Agnieszka Liszka. Jednocześnie przyznała jednak, że termin wizyty premiera w Kancelarii Prezydenta został ustalony... dziś.

Donald Tusk złoży wizytę w USA dniach 9-10 marca. 10 marca w Waszyngtonie premier spotka się z prezydentem Georgem W. Bushem.

Głównymi tematami rozmów Donalda Tuska z prezydentem Stanów Zjednoczonych mają być: tarcza antyrakietowa, sytuacja w Iraku i Afganistanie oraz współpraca w dziedzinie bezpieczeństwa.

Premier Tusk pytany w czwartek po południu przez dziennikarzy, kiedy można oczekiwać końca negocjacji z USA w sprawie tarczy antyrakietowej, powiedział: "Nie znamy daty finału negocjacji na temat instalacji tarczy antyrakietowej w Polsce. Amerykanie znają nasze oczekiwania i to zrozumienie polskich oczekiwań powoli nabiera kształtów bardziej obiecujących, ale wskazywanie dziś jakiejkolwiek daty byłoby przedwczesne".

Prezydent rozmawiał też z premierem także o kandydaturze Witolda Kozińskiego na wiceprezesa Narodowego Banku Polskiego. Donald Tusk podpisał wniosek prezesa NBP Sławomira Skrzypka o powołanie Piotra Wiesiołka, odmówił jednak podpisania nominacji Kozińskiego.

Mianowanie zastępców Sławomira Skrzypka stało się konieczne po rezygnacji dwóch wiceprezesów: Krzysztofa Rybińskiego oraz Jerzego Pruskiego. Donald Tusk przez miesiąc zwlekał z podpisaniem nominacji nowego wiceprezesa, co według prezesa NBP dezorganizowało funkcjonowanie banku centralnego.

Dwa tygodnie przerwy

Ostatnie spotkanie Lecha Kaczyńskiego i Donalda Tuska odbyło się 20 lutego i trwało 2,5 godziny; dotyczyło kwestii uznania przez Polskę niepodległości Kosowa oraz wizyty szefa polskiego rządu w Moskwie.

Baryłka ropy za 106 dolarów

qub, AFP
2008-03-06, ostatnia aktualizacja 2008-03-06 19:51

Za baryłkę ropy naftowej podczas wczorajszej sesji giełdy w Nowym Jorku płacono już niemal 106 dol. Ceny ropy biją rekordy wszech czasów z powodu niepewności na rynkach finansowych.

Za baryłkę ropy trzeba płacić coraz drożej, bo coraz bardziej spada wartość dolara - głównej waluty w światowych rozliczeniach za ten surowiec. Państwa OPEC, które uważają, że na rynku jest dużo surowca i wzrost cen wynika z gry spekulantów, zdecydowały w środę, że nie zwiększą wydobycia.

Zaskoczenie wśród handlarzy ropą wywołała też informacja, że po raz pierwszy od dziesięciu tygodni spadły rezerwy ropy w USA, choć analitycy oczekiwali, że będą nadal rosły. To był sygnał do dalszych podwyżek, a atmosferę niepewności rozgrzał jeszcze incydent w Nowym Jorku, gdzie niezidentyfikowana osoba odpaliła mały ładunek wybuchowy w pobliżu punktu werbunkowego amerykańskiej armii. Nikt w incydencie nie ucierpiał, ale na giełdzie surowcowej zrobiło się nerwowo.

Podczas sesji w Nowym Jorku cena baryłki amerykańskiej ropy z dostawą w kwietniu wzrosła wczoraj do 105,97 dol. Na giełdzie w Londynie za baryłkę ropy Brent z Morza Północnego płacono rekordową cenę 102,95 dol.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Adam Michnik nie został zaproszony do Pałacu Prezydenckiego na uroczystość z okazji Marca '68

ulast, met, PAP
2008-03-06, ostatnia aktualizacja 2008-03-06 21:32
Zobacz powiększenie
Bogdan Czajkowski informuje Lecha Kaczyńskiego o odmowie przyjęcia odznaczenia
Fot. Sławomir Kamiński / AG

Prezydent Lech Kaczyński odznaczył uczestników Marca '68 oraz osoby zasłużone na rzecz przemian demokratycznych w Polsce. Na uroczystość nie został zaproszony Adam Michnik, mimo że 40 lat temu protesty studenckie wybuchły właśnie po wyrzuceniu Michnika z uczelni.

Zobacz powiekszenie
Fot. Sławomir Kamiński / AG Zobacz powiekszenie
Fot. Sławomir Kamiński / AG Zobacz powiekszenie
Fot. Sławomir Kamiński / AG
- Nie wiem dlaczego nie zostałem zaproszony do kancelarii. Widocznie Pan prezydent uznał, że tak będzie słusznie i sprawiedliwie - powiedział tylko Adam Michnik.

Kancelaria prezydenta nie odpowiedziała na pytanie dlaczego na uroczystość nie został zaproszony naczelny "Gazety Wyborczej".

Lech Kaczyński uhonorował uczestników buntu studenckiego w Marcu '68 oraz "osoby zasłużone na rzecz przemian demokratycznych w Polsce".

Pełna treść przemówienia, wygłoszonego przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego:czytaj

Adam Michnik był jednym ze studentów, którzy w styczniu 40 lat temu protestowali przeciwko zdjęciu z afisza Teatru Narodowego Dziadów Kazimierza Dejmka, za co wraz z Henrykiem Schlajferem zostali relegowani z Uniwersytetu Warszawskiego. Naczelny "Gazety Wyborczej" nie został ani powiadomiony o uroczystości ani na nią zaproszony.

8 marca 1968 r. na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego wiecowali studenci. Żądali przywrócenia na studia Adama Michnika i Henryka Szlajfera, domagali się też swobód obywatelskich. Gdy opuścili teren UW, zaatakowała ich brutalnie milicja i tzw. aktyw robotniczy, czyli zwiezieni tam przez władze i uzbrojeni w pałki członkowie partii z fabryk i urzędów.

Czajkowski odznaczenia nie przyjął

W trakcie uroczystości w Pałacu doszło też do innego zgrzytu: w momencie wyczytania swojego nazwiska, Bogan Czajkowski, podszedł do prezydenta i przez dłuższą chwilę rozmawiał z nim szeptem. "Panie prezydencie, z ciężkim sercem..." - to jedyne słowa Czajkowskiego, które usłyszeli dziennikarze.

Uczestnicy uroczystości, z którymi rozmawiali dziennikarze, również nie słyszeli, co Czajkowski powiedział prezydentowi. Całą sytuację oceniają jako "zgrzyt".

- Nie chciałbym, by moja odmowa przyjęcia odznaczenia była odczytywana jako nietakt wobec prezydenta Kaczyńskiego. Chciałem zaprotestować przeciwko temu, że nasze państwo, Rzeczpospolita - skazało mnie na margines życia - wyjaśnił potem w Radiu ZET Bogdan Czajkowski.

Prof. Andrzej Friszke powiedział w TVN24, że Bogdan Czajkowski był jednym z przywódców strajku na Politechnice Warszawskiej. Przypomniał też, że kilka lat temu udzielił bardzo obszernej relacji prof. Jerzemu Eislerowi o tym, co się działo wówczas na Politechnice.

Minuta dla Holoubka

Zebrani na uroczystości goście minutą ciszy uczcili pamięć zmarłego w czwartek w wieku 85 lat wielkiego aktora Gustawa Holoubka, odtwórcę m.in. pamiętnej roli Konrada w "Dziadach" w reżyserii Kazimierza Dejmka. Zdjęcie "Dziadów" z afisza Teatru Narodowego było jednym z przyczyn wystąpień studentów w marcu 1968 roku.

Wśród odznaczonych przez prezydenta znaleźli się m.in. Józef Dajczgewand, Irena Lasota, Andrzej Kijowski (w jego imieniu odznaczenie odebrała wnuczka) oraz Leon Sankowski.

Prezydent Lech Kaczyński odznaczając uczestników wydarzeń sprzed 40 lat powiedział, że "Marzec 1968 roku to był wielki studencki bunt. To był w ogóle rok studenckich buntów". Jak przypomniał, równolegle z wydarzeniami w Polsce trwały protesty studenckie w Niemczech, a w maju 1968 roku we Francji.

Jak zaznaczył prezydent, to był studencki bunt w walce o demokrację i nie miał on podłoża ekonomicznego. "To był ruch na rzecz prawdy i wolności. Nie formułowano programu zmiany systemu, ale formułowano program demokratycznych przemian" - powiedział.

Izrael nie jest bezpieczny

Szymon Gebert, gazeta.pl
2008-03-06, ostatnia aktualizacja 2008-03-06 22:08
Zobacz powiększenie
Fot. RONEN ZVULUN REUTERS

Przeskoczyli ogrodzenie. Prawdopodobnie przez okna weszli do budynku, korytarzem przekradli się do stołówki - było łatwo, wszyscy byli tam zebrani, nikt ich nie zauważył wcześniej. Wbiegli do środka i zaczęli strzelać. W Jerozolimie dwóch palestyńskich terrorystów zabiło co najmniej 8 i raniło 35 nastolatków, uczniów szkoły religijnej. W odpowiedzi Izrael prawdopodobnie ponownie wkroczy do Strefy Gazy.

Zobacz powiekszenie
Fot. KEVIN FRAYER AP


Ostatni atak terrorystyczny w Jerozolimie miał miejsce jeszcze w 2004 roku. Nie była to oaza bezpieczeństwa, wiele miast w Izraelu nigdy nie zostało zaatakowanych, ale wiadomo było, że to najtrudniejszy cel - izraelski kontrwywiad, Szabak, trzyma rękę na całym regionie - w samym 2007 roku powstrzymano 200 ataków na Jerozolimę.

Tym razem się nie udało, a na ulice miast Gazy wyszły tysiące, żeby zamanifestować swoją radość. Zupełnie jak pamiętnego 11 września. Sygnał dziś wysłany przez terrorystów jest jasny - Izrael wcale nie jest bezpieczny.

Kłopot w tym, że moment jest wyjątkowo "dogodny" dla izraelskiej armii - Olmert nakazał wycofać się z Gazy w najmniej dogodnym momencie, w sytuacji gdy po raz pierwszy była realna szansa na nadwyrężenie struktur Hamasu. Konflikt o Gazę, matecznik palestyńskiego terroryzmu, trwa od lat wielu, ale dopiero teraz przybiera tak dramatyczne znamiona nowości - humanitarna sytuacja Palestyńczyków jest najgorsza od 40 lat, w ciągu ostatnich 7 dni zginęło w izraelskich atakach najwięcej cywili od 7 lat.

Dzisiejszy atak może doprowadzić do eskalacji konfliktu, jakiej mieszkańcy obu krajów nie znali od 6 lat. Gdyby wiadomo było kiedy skończyła się Intifada II, dziś pewnie zaczęłaby się Intifada III.

Nadzieje 2008

- Rok 2008 będzie rokiem ustalenia ogólnych fundamentów pod właściwe rokowania pokojowe - z zabójczą powagą oświadczył w lutym Ehud Olmert, premier Izraela. Ale jego zapowiedzi na 2007 rok jako rok pokoju się nie sprawdziły, teraz też więc nie warto się spodziewać. I nikt tego nie robi - po ostatnich atakach izraelskiego lotnictwa, które kosztowały życie ponad 110 Palestyńczyków (ponad połowa to działacze Hamasu), Mahmud Abbas powiedział, że nie ma o czym rozmawiać. I, że rozmawiać nie będzie. Tym samym Olmert udowodnił, że polityczne dno na które spadł jest w stanie obejrzeć także z pod spodu.

Walczą, póki można

Wiadomo, że administracja Busha już na Bliskim Wschodzie nie zdziała nic. Krzykiem rozpaczy było spotkania w Annapolis, w trakcie którego Unia zobowiązała się przekazać kolejne 650 mln euro na programy rozwojowe i humanitarne w Palestynie, a prezydent Palestyny i premier Izraela zobowiązali się bowiem doprowadzić do umowy pokojowej przed końcem 2008 roku.

Wszystko wskazuje jednak na rozwój w kierunku odwrotnym - buńczuczne sygnały płyną z Syrii, Iranu i Gazy. Tak jak z Syrii i Iranu dochodzą kolejne zapowiedzi "zniszczenia syjonizmu", tak z Gazy nadlatuje realne zagrożenie - nowe rakiety Hamasu są o wiele celniejsze od domowo robionych Kassamów i już zabiły jedną osobę w Sderot, na południu Izraela. Jest to wyjątkowo trudne, bo połowa Izraela niemal na stałe przebywa w bunkrach - muszą, bo w samym 2008 roku na ten kraj spadło blisko 1000 rakiet. Więcej niż posiadają całe polskie siły zbrojne.

Za wszystko płaci Gaza

Według Agencji Narodów Zjednoczonych ds. Pomocy Uchodźcom Palestyńskim (UNWRA), sytuacja humanitarna w Strefie jest najgorsza od 67 roku, kiedy Izrael odbił ją z egipskich rąk w Wojnie Sześciodniowej. Minimalnie bogatsi od swoich sąsiadów na egipskim Synaju Gazańczycy w ogromnej większości nie pracują. Uzależnieni od unijnej pomocy, są de facto uzależnieni od Izraela - ten bowiem nie zawsze pozwala konwojom na wjazd do Strefy, tłumacząc to potrzebą wyrównania "standardu życia" - kilka tygodni temu Olmert powiedział, że nie pozwoli aby w Gazie życie "toczyło się normalnie", gdy to samo nie czeka ostrzeliwane codziennie południe Izraela. To "normalne życie" w Gazie i na południu Izraela wygląda teraz zadziwiająco podobnie - mieszkańcy jednego i drugiego regionu dzień za dniem mogą zastanawiać się tylko gdzie tym razem spadnie rakieta.

Gustaw Holoubek nie żyje


(IAR, Alka/6 marca 2008 09:14)
W nocy zmarł Gustaw Holoubek. Aktor miał 85 lat.

Gustaw Holoubek/ fot. mwmedia

Holoubek polskim widzom znany był przede wszystkim jako Gustaw-Konrad z Dziadów w reżyserii Kazimierza Dejmka. Odtwórca głównych ról w Rękopisie znalezionym w Saragossie, Sanatorium pod Klepsydrą, czy Lawie Konwickiego. Niezapomniany Profesor Tutka Szaniawskiego.

Wykładowca Akademii Teatralnej w Warszawie. Przez wiele lat pełnił funkcję dyrektora Teatru Dramatycznego. Uczestnik kampanii wrześniowej.

Był jednym z najwybitniejszych aktorów XX wieku. Choć nie miał urody amanta, czaruje głosem i oczami. Wśród ważnych ludzi, z którymi zetknął się w życiu wymienia Władysława Woźnika, Kazimierza Dejmka, Tadeusza Konwickiego i Wojciecha Jerzego Hasa.

Jego ojciec był Czechem, który osiadł w Polsce po I wojnie światowej i ożenił się z owdowiałą Polką z Krakowa. Gustaw był jedynym dzieckiem tej pary, ale miał pięcioro rodzeństwa z poprzednich związków rodziców. Ojciec zmarł, gdy przyszły aktor miał dziesięć lat. Holoubek uczęszczał do Liceum Nowodworskiego. W 1939 roku zaciągnął się do wojska. Trafił do obozu jenieckiego, najpierw koło Magdeburga, później w Toruniu. Został zwolniony w 1940 r. W obozie nabawił się gruźlicy, z którą walczył przez wiele lat. Do 1945 roku pracował w gazowni w Krakowie.

W czasie egzaminów wstępnych do Studia Aktorskiego przy Teatrze im. Słowackiego w Krakowie recytował „Testament mój” Słowackiego. Studiował m.in. z Aleksandrą Śląską i Andrzejem Szczepkowskim. Duży wpływ miał na niego Władysław Woźniak, reżyser i wykładowca. Holoubek ukończył szkołę w 1947 r. W tym samym roku debiutował na scenie późniejszego Starego Teatru w roli Charysa w „Odysie u Freaków” Stefana Flukowskiego, w reżyserii Józefa Karbowskiego. Do 1949 r. Holoubek był aktorem Teatrów Dramatycznych (T. im. Słowackiego i Stary Teatr) w Krakowie, następnie przeniósł się do Teatru Śląskiego im. Wyspiańskiego w Katowicach. Przez dwa lata był kierownikiem artystycznym tego teatru. Jako reżyser debiutował w 1952 roku przedstawieniem „Trzydzieści srebrników” Howarda Fasta. W 1958 roku, po przeprowadzce do Warszawy, rozpoczął pracę w Teatrze Polskim. Dość szybko przeniósł się do Teatru Dramatycznego. Za rolę tytułowego bohatera „Płatonowa” Antoniego Czechowa (1962), w przedstawieniu w reż. Adama Hanuszkiewicza, otrzymał nagrodę na Festiwalu Sztuk Rosyjskich i Radzieckich w Katowicach. W latach 1963 – 1968 można było oglądać Holoubka na scenie Teatru Narodowego. Był świetnym ojcem Riccardo Fontaną w „Namiestniku” Rolfa Hochhutha (1966) w reżyserii Kazimierza Dejmka.

Po krótkotrwałym angażu do Teatru Ateneum, Gustaw powrócił w 1969 r. do Teatru Dramatycznego, w którym w 1972 r. objął stanowisko dyrektora naczelnego i artystycznego. Czasy dyrekcji Holoubka nazywa się złotym okresem tego teatru. Gustaw nie zrezygnował z pracy aktorskiej. Za rolę inżyniera Czeszkowa w „Człowieku znikąd” Ignatija Dworeskiego (1972) w reż. Ludwika Rene, otrzymał nagrodę tygodnika „Przyjaźń”. W 1978 r. został uhonorowany nagrodą państwową I stopnia za wybitne kreacje aktorskie: Skrzypka w „Rzeźni” Sławomira Mrożka (1975) i Króla Leara w sztuce Shakespeare'a (1977). Oba przedstawienia wyreżyserował Jerzy Jarocki. Za rolę Mistrza Fiodora w „Operetce” Witolda Gombrowicza (1980) w reż. Macieja Prusa, Holoubek odebrał laur na XXI Festiwalu Polskich Sztuk Współczesnych we Wrocławiu, a w Opolu na VIII Opolskich Konfrontacjach Teatralnych otrzymał nagrodę za rolę Tola w „Skizie” Gabrieli Zapolskiej (1981) reż. Witold Zatorski.

W latach 1982 – 1989 występował w Teatrze Polskim. Rola Ojca w spektaklu „Staś” Jerzy Jarockiego (1986), który sam reżyserował, została doceniona i w 1987 r. aktor otrzymał nagrodę Prezydenta miasta Warszawy. W latach 1989 – 1996 Holoubek znów występował w Teatrze Ateneum. Za rolę króla Jana Kazimierza w „Mazepie” Juliusza Słowackiego (1992) otrzymał nagrodę na XVIII Opolskich Konfrontacjach Teatralnych. Spektakl ten, wyreżyserowany przez Holoubka, miał w 1993 r. premierę także w Teatrze Telewizji. Od 1997 r. Gustaw pełni funkcję dyrektora artystycznego Teatru Ateneum. Z okazji 75-lecia Teatru Ateneum przedstawił „Króla Edypa” Sofoklesa (2004) z Teresą Budzisz-Krzyżanowską, Jerzym Trelą i Piotrem Fronczewskim. W tworzeniu spektaklu udział wziął także Jan Holoubek.

Holoubek debiutował na małym ekranie w programie Estrada Poetycka, w przestawieniu „Słowo Norwidowe” w reż. Adama Hanuszkiewicza. W 1959 wystąpił w Teatrze Telewizji w sztuce Friedricha Durrenmatta „Jesienny wieczór” w reż. Ludwika Solskiego. Za role tytułowe w „Don Juanie” Moliera (1964) reż. Bohdan Korzeniewski, „Skąpcu” (1965) reż. Jerzy Gruza i „Fantazym” Juliusza Słowackiego (1965) w reż. Jerzego Antczaka otrzymał nagrodę Komitetu ds. Radia i TV. Spektakl „Mazepa” Juliusza Słowackiego (1969), który wyreżyserował i w którym zagrał króla Jana Kazimierza, przyniósł Holoubkowi Złoty Ekran oraz nagrodę Komitetu ds. Radia i TV. W 1979 r. aktor otrzymał nagrodę na olsztyńskim Festiwalu Twórczości Telewizyjnej za role w „Warszawiance” Stanisława Wyspiańskiego (1978) reż. Andrzej Łapicki i „Seperacji” Toma Stopparda (1978) reż. Bogdan Augusytniak. Dwa lata później odebrał nagrodę na XXI Kaliskich Spotkaniach Teatralnych, w konkursie teatrów TV, za role Bohatera w „Kartotece” Tadeusza Różewicza (1979) reż. Krzysztof Kieślowski i Stańczyka w „Weselu” Stanisława Wyspiańskiego (1981) reż. Jan Kulczyński. W 1994 otrzymał Prix Italia dla najlepszego aktora za rolę Wielkiego Elektora w „Księciu Homburga” Henryka Kleista (1993) reż. Krzysztof Lang na Festiwalu Twórczości Radiowej i Telewizyjnej.

Z „Dziadami” Mickiewicza spotkał się trzykrotnie: w czasie okupacji w krakowskim teatrze podziemnym, jako aktor w roli Konrada-Gustawa w słynnej inscenizacji Kazimierza Dejmka z 1967 roku w Teatrze Narodowym i jako Poeta w filmie Tadeusza Konwickiego „Lawa”.

Na srebrnym ekranie debiutował rolą Feliksa Dzierżyńskiego w filmie Wandy Jakubowskiej „Żołnierz zwycięstwa” (1953). Wystąpił w filmach m.in. Leona Buczkowskiego, Jerzego Zarzyckiego, Janusza Morgensterna, Jana Rybkowskiego, Janusza Majewskiego, Józefa Hena, Stanisława Lenartowicza, Jerzego Gruzy, Włodzimierza Haupe, Stanisława Brejdyganta, Janusza Zaorskiego, Andrzeja Domalika, Filipa Bajona, Andrzeja Kotkowskiego, Grzegorza Królikiewicza, Mirosława Gronowskiego, Sławomira Kryńskiego. Był inteligentnym, eleganckim gangsterem w „Gangsterach i filantropach” (1962) Jerzego Hoffmana, Edwarda Skórzewskiego. A w kolejnym filmie tego duetu reżyserskiego pt. „Prawo i pięść” (1964) zagrał głównego bohatera, Andrzeja Keniga. Holoubek był tytułową postacią serialu „Klub profesora Tutki” (1966) Andrzeja Kondratiuka, wg cyklu opowiadań Jerzego Szaniawskiego.

W rewelacyjnym debiucie Wojciecha Hasa pt. „Pętla” (1957) wg opowiadania Marka Hłaski, stworzył przejmującą postać artysty alkoholika Kuby Kowalskiego. Pojawił się w kolejnych filmach tego reżysera: „Pożegnaniach” (1958), „Wspólnym pokoju” (1959), „Rozstaniu” (1960). W oryginalnym i stylowym „Rękopisie znaleziony w Saragossie” (1964) był sceptycznym matematykiem Don Pedro Velasquez. Jako doktor Gotard witał Józefa (Jan Nowicki) w „Sanatorium pod Klepsydrą” (1973). „Nieciekawa historia” (1982) to adaptacja opowiadania Antoniego Czechowa o profesorze medycyny, który dokonuje podsumowania swego życia. W „Pismaku” (1984) Holoubek był sędzią śledczym. Pracował przy dubbingu „Niezwykłej podróży Baltazara Kobera” (1988).

Holoubek poznał Tadeusza Konwickiego w 1964 roku poprzez pisarza Stanisława Dygata. Pracowali razem przy czterech filmach. Pierwszym była nowela „Matura” (1965) z cyklu „Czas pokoju”. W filmie „Salto”(1965) Gustaw był gospodarzem w sennym miasteczku, do którego przybywa tajemniczy Kowalski-Malinowski (Zbigniew Cybulski). W „Jak daleko stąd, jak blisko” (1971) wcielił się w Maksa, zmarłego przyjaciela bohatera filmu (Andrzej Łapicki). „Lawa” (1989) przyniosła aktorowi Nagrodę Przewodniczącego Komitetu Kinematografii. Konwicki przyznał, że kręcąc ten film chciał utrwalić Wielką Improwizację w wykonaniu Holoubka.

W komedii „Marysia i Napoleon” (1966) Leonarda Buczkowkiego, Gustaw zagrał francuskiego naukowca Berengera, który w swoich marzeniach jest Napoleonem. W serialu „Królewskie sny” (1988) Grzegorza Warchoła, wcielił się w króla Władysława II Jagiełło. Za tę rolę dostał w 1989 r. nagrodę pisma „Ekran”. „Gra” (1968) Jerzego Kawalerowicza to kameralny dramat opowiadający o konflikcie między małżonkami (Lucyna Winnicka i Holoubek). W „Szpitalu przemienienia” (1978) wg powieści Stanisława Lema, zagrał pisarza Zygmunta Sekułowskiego, a w dramacie „W biały dzień” (1980) był sędzią śledczym. Edward Żebrowski jest reżyserem obu filmów. Holoubek wcielił się w filozofa i konesera sztuki w „Zygfrydzie” (1986) Andrzeja Domalika. W czteroczęściowej adaptacji powieści Michaiła Bułhakowa „Mistrz i Małgorzata” (1988) w reż. Macieja Wojtyszko, był Wolandem. Za rolę Adama Ostrowskiego w „Księdze wielkich życzeń” (1997) Sławomira Kryńskiego, otrzymał nagrodę organizatorów Przeglądu Filmowego „Prownicjonalia”. Pojawił się w „Ogniem i mieczem” (1999) Jerzego Hoffmana i „Operacji Samum” (1999) Władysława Pasikowskiego.

Nie stronił od filmów dla dzieci i młodzieży. Zagrał wychowawcę w „Kolorowych pończochach” (1960) Janusza Nasfetera. Wystąpił w „Marysi i krasnoludkach” (1960) Jerzego Szeskiego i Konrada Paradowskiego. Był Witem Stwoszem w „Historii żółtej ciżemki” (1961) Sylwestra Chęcińskiego. Zagrał w filmie i serialu pt. „Awantura o Basię” (1995) Kazimierza Tarnasa.

Holoubek pojawił się w bułgarskim „Słońce i cień” (1962) Rangeła Wyłczanowa oraz niemiecko-francuskim „Blaszanym bębenku” (1979) Volkera Schlondorffa.

Był narratorem filmu „Błękitny krzyż” (1955) Andrzeja Munka i lektorem w „Soli ziemi czarnej” (1969) Kazimierza Kutza. Udzielił głosu Panu Bogu w „Świątecznej przygodzie” (2000) Dariusza Zawiślaka.

W 1991 roku otrzymał nagrodę Teatru Polskiego Radia „Wielki Splendor” za kreacje radiowe. Miał tytuł „Mistrza Mowy Polskiej”. Z okazji 50-lecia TVP został uhonorowany statuetką „Gwiazda Telewizji Polskiej” za kreacje aktorskie w filmie i teatrze telewizji oraz za reżyserię głośnych spektakli. W 1998 roku odcisnął dłoń na Promenadzie Gwiazd w trakcie III Festiwalu Gwiazd w Międzyzdrojach. Trzy lata później otrzymał swoją gwiazdę na Alei Gwiazd na ulicy Piotrkowskiej w Łodzi.

Miał na swoim koncie wiele nagród państwowych. Został uhonorowany m.in. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Otrzymał Medal Komisji Edukacji Narodowej oraz nagrodę Ministra Kultury i Sztuki. Za działalność aktorską i reżyserską zdobył wiele wyróżnień, wśród nich Nagrodę Polskiego Radia - Wielki Splendor.

Od 1970 do 1981 był prezesem SPATiF-u. W latach 1973 – 1994 pracował jako wykładowca w PWST w Warszawie. Był członkiem Polskiej Akademii Umiejętności. Zasiadał w Radzie ds. Kultury przy Prezydencie RP w latach 1992 – 1993. W latach 70. był posłem, a w 90. senatorem.

W latach 50. poślubił koleżankę ze studiów Danutę Kwiatkowską, która w 1951 r. urodziła córkę Ewę. Holoubek i Kwiatkowska rozstali się w 1961 r. Ewa ukończyła archeologię śródziemnomorską, ale pracuje jako aktor lalkarz. Drugą żoną Gustawa była Maria Wachowiak, z którą Holoubek ma córkę Magdalenę.

Aktorkę Magdalenę Zawadzką poznał na planie filmu „Spotkanie w Bajce” w 1962 r. Po raz kolejny spotkali się w 1969 r. w Teatrze Dramatycznym podczas prób do „Życie jest snem” Calderona, w reż. Ludwika Rene. Pobrali się w 1973 roku. Pięć lat później urodził się im syn. Jan Holoubek jest operatorem filmowym. Magdalena i Gustaw wystąpili razem w komediodramacie „Oczy niebieskie” (1994) Waldemara Szarka. Lubili spędzać czas w Bukowinie Tatrzańskiej. Holoubek jest autorem wydanej w 1999 r. książki pt. „Wspomnienia z niepamięci”.

"Odszedł niezwykły człowiek i autorytet moralny"


(IAR/PAP, Alka/6 marca 2008 10:34)
"Odszedł niezwykły człowiek i autorytet moralny" - tak Gustawa Holoubka wspomina Krzysztof Kolberger. Wybitny aktor i reżyser teatralny i filmowy Gustaw Holoubek zmarł w nocy w jednym z warszawskich szpitali. Miał 85 lat.

Gustaw Holoubek/ fot. mwmedia

Jak powiedział Krzysztof Kolberger, trudno mu mówić o Gustawie Holoubku w czasie przeszłym. - Cały czas jest i wiem, że będzie wśród nas ze swoją wielkością, swoją klasą i mądrością - dodał aktor. Podkreślił, że Gustaw Holoubek był człowiekiem obdarzonym niezwykłym autorytetem. - Coraz mniej jest takich ludzi" - uważa Krzysztof Kolberger.

Gustaw Holoubek polskim widzom był znany między innymi jako Gustaw-Konrad z "Dziadów" w reżyserii Kazimierza Dejmka. Odtwórca głównych ról w filmach "Rękopis znaleziony w Saragossie", "Pętla", "Sanatorium pod Klepsydrą", "Lawa" czy "Napoleon i Marysieńka". Niezapomniany Profesor Tutka w telewizyjnej adaptacji znanego cyklu opowiadań Jerzego Szaniawskiego.

Marek Kondrat, wspominając Holoubka, porównał swoją znajomość z nim do relacji mistrz-uczeń. Kondrat wspomina, że trafił pod skrzydła Holoubka w wieku 10 lat, gdy występował u jego boku w filmie "Historia żółtej ciżemki". Gustaw Holoubek grał w nim rolę mistrza - Wita Stwosza. Znajomość z Holoubkiem była dla Kondrata - jak mówi - najważniejszą w życiu. Artysta wziął odpowiedzialność za jego wychowanie zawodowe.

W rozmowie z Polskim Radiem Marek Kondrat podkreśla, że widząc dzisiaj młodych, utalentowanych aktorów współczuje im, że nie mają takiego wzoru, który pokazałby im jak należy postępować w życiu zawodowym. "Holoubek nie pozwalał na szmirę, chałturę, rzeczy niepoważne, był prawdziwym autorytetem - mówi aktor.

Marek Kondrat dodał, że Gustaw Holoubek odchodzi w przededniu obchodów rocznicy Marca '68, z którym był związany unikatową interpretacją Wielkiej Improwizacji. - Odchodzi, jakby nie chciał już słyszeć komentarzy na ten temat, pozostawiając swoją interpretację w pamięci tych, którym udało się ją zobaczyć i usłyszeć - powiedział Mafrwk Kondrat.

Aktor Jerzy Stuhr stwierdził, że w polskim teatrze wraz z odejściem Holoubka skończyła się pewna epoka. Jak dodał, to takie osoby jak Gustaw Holoubek czy Tadeusz Łomnicki nieśli w sobie teatr jak wielką misję. Jerzy Stuhr powiedział, że zmarły aktor był jednym z wielkich artystów sceny, który wyznaczał i bronił etosu teatru.

Dorota Segda uważa, że Holoubek uprawiał aktorstwo które ''zdzierało maski". Podkreśla, że dla niego zawsze najważniejsze było słowo. Jej zdaniem, aktorstwo Holoubka należało do poprzedniej epoki, która- według Segdy - niestety staje się już historią.

Andrzej Łapicki powiedział z kolei, że polski teatr 20. wieku ma twarz Gustawa Holoubka. Jego zdaniem miał on niebywałą moc sceniczną i należał do geniuszy aktorstwa. Łapicki podkreślił, że słynna rola w Gustawa Holoubka "Dziadach" w roku 1968 wyprowadziła ludzi na ulice, co świadczyło o jego ogromnej sile odziaływania. - Jego śmierć jest ogromną stratą dla polskiej sceny - powiedział. Wspomniał również, że Holoubek był osobą niezwykle kontaktową i towarzyską.

- Nie jestem w stanie w tej chwili nic powiedzieć. Wszyscy teraz płaczemy po jego śmierci - tak swój głęboki smutek z powodu śmierci przyjaciela i kolegi-aktora, Gustawa Holoubka, wyraził Wiesław Gołas. - Rano zatelefonował do mnie przyjaciel z Norwegii i od niego dowiedziałem się o śmierci Gucia Holoubka. Ale teraz nie mogę jeszcze nic powiedzieć. Trzeba się otrząsnąć - powiedział w rozmowie z PAP Gołas. I dodał: "Nie wierzę, że Gucio umarł".

Olgierd Łukaszewicz, który wielokrotnie z nim współpracował, nazywa go "artystą narodowym". Były prezes Związku Artystów Scen Polskich podkreślił, że zainteresowanie aktorstwem Gustawa Holoubka wynikało z tego, iż jako postać sceniczna często był tym, który przedstawiał sen o wolnej i niepodległej Polsce. Aktor powiedział, że środowisko Gustawa Holoubka, dorastające w Krakowie podczas drugiej wojny światowej, było natchnione przez teatr Juliusza Osterwy.

Zdaniem Łukaszewicza, śmierć Holoubka to odejście osoby charyzmatycznej, która miała wpływ na sposób myślenia, odczuwania i wrażliwości Polaków. Widownia identyfikowała się z kreowanymi przez niego postaciami, ponieważ potrafił jasno określić, w czyim imieniu mówił. Były prezes ZASP-u przypomniał też, że Holoubek był mistrzem pauzy - momentu, który daje widzowi czas do namysłu.

Łukaszewicz wspomina, że jako aktor Holoubek go peszył, gdyż miał w sobie wielkość na co dzień. Ze zmarłym dziś aktorem były prezes ZASP-u wystąpił między innymi w swoim debiucie scenicznym.

Zdaniem reżysera Kazimierza Kutza Holoubek był "uosobieniem teatru, czyli mówienia, używania słowa". - Ja na razie nie wspominam, tylko przeżywam jego śmierć. Umarł człowiek niezwykły pod każdym względem. Jego wielki fenomen polegał na tym, że był to oczywiście bardzo wielki aktor, człowiek wybitnie inteligentny. (...) Miał naprawdę wspaniałe przestrzenie ciekawej umysłowości, bardzo +polskiej+, dlatego że on jako człowiek, który żył z mówienia słowa, żył polszczyzną. Miał wielki szacunek, miłość do naszych wielkich pisarzy. On był uosobieniem teatru, czyli mówienia, używania słowa. On był mistrzem. Wszystkie jego wystąpienia, okazyjne i nieokazyjne, były zawsze mistrzowsko skonstruowane, bo był wybitnie utalentowany - powiedział o swoim przyjacielu Kutz.

Reżyser jest zdania, że Holoubek był aktorem, który "cokolwiek by nie grał", zawsze robił to "świetnie i wspaniale". - Byliśmy jak muchy, które do niego tak lgnęły, bo poza wszystkim był niezwykle uroczym człowiekiem i straszliwie dowcipnym - podkreślił.

Kutz wspomniał, że Holoubek "potrafił być okrutny, tam gdzie dochodziło do nadużyć". - W związku z tym potrafił się pięknie złościć - ocenił.

Reżyser miał ostatnimi czasy częsty kontakt z Holoubkiem. "Przez ostatnie lata często się spotykaliśmy. To był taki człowiek, z którym się strasznie chętnie obcowało - ten jego dowcip, ta kultura i to nieustanne zaskakiwanie nas różnymi sprawami. Myśmy zawsze analizowali rzeczywistość i on nas zawsze zaskakiwał jakimiś zabawnymi skojarzeniami i nas bardzo często rozśmieszał" - wspomina.

- Większość rozmów, które prowadziliśmy np. o polityce, były niecenzuralne. Najmłodszy z nas miał 65 lat i gdyby ktoś nagrał nasze rozmowy, jak rozmawialiśmy o kobietach, to można by umrzeć ze śmiechu - uznał.

We wspomnieniach reżysera Holoubek "tak będzie stał, właśnie z tą pochyloną głową, z otwartym okiem, tam błyszczy się ta jego tajemnica, ta inteligencja i dobroć".

"Odeszła od nas postać niezwykła" - tak zmarłego w nocy Holoubka wspomina Janusz Zaorski. Reżyser nazwał go "Matuzalemem wykraczającym daleko poza aktorstwo, dyrektorowanie i działalność społeczną". Dodał, że zmarły artysta był przez wiele dekad prawdziwym autorytetem.

Janusz Zaorski przypomniał, że Gustaw Holoubek zagrał w kilku jego filmach: między innymi jako Roullot w "Jeziorze Bodeńskim", Profesor w "Pokoju z widokiem na morze" oraz Profesor w "Dziecinnych pytaniach". Janusz Zaorski podkreślił, że właśnie jako swojego profesora traktował zmarłego aktora. Reżyser przypomniał, że Gustaw Holoubek uważał się przede wszystkim za aktora Wojciecha Hasa. Jesienią zeszłego roku wziął nawet udział w tworzeniu artykułu na temat filmów reżysera.

Wasilewski wyrzucony z boiska, pogrom Anderlechtu

kris
2008-03-06, ostatnia aktualizacja 2008-03-06 23:29
Zobacz powiększenie
Fot. YVES HERMAN REUTERS

Anderlecht Bruksela Marcina Wasilewskiego został rozgromiony przez Bayern 5:0. Bliskie awansu do kolejnej rundy są też drużyny Fiorentiny, Glasgow Rangers, Olympique Marsylia i Getafe.

SERWISY
Anderlecht Bruksela - Bayern Monachium 0:5

Od pierwszej minuty w zespole Anderlechtu grał reprezentant Polski, Marcin Wasilewski. W 44. minucie, przy stanie 1:0 dla Bayernu, Polak po starciu z Luką Tonim dostał drugą żółtą kartkę i musiał opuścić boisko. Tuż po zejściu Wasilewskiego na 2:0 podwyższył Luca Toni, a po przerwie demolowanie Anderlechtu kontynuowali Lukas Podolski, Miroslav Klose i Franck Ribery.

Pozostałe mecze:

Fiorentina - Everton 2:0

Zawodnicy Fiorentiny długo nie potrafili strzelić bramki. W 70. minucie Tima Howarda pokonał Kuzmanović. 11 minut później pewniejszą zaliczkę zapewnił Riccardo Montolivo.

Olympique Marsylia - Zenit St. Petersburg 3:1

Djibril Cisse strzelił dla Marsylii bramkę w 36. minucie. Strzał Taiwo jeszcze zdołał obronić Małafiejew, ale przy uderzeniu Cisse bramkarz Zenitu był już bezradny. W 47. minucie na 2:0 podwyższył Senegalczyk Mamadou Niang. 8 minut później do siatki znów trafił Cisse. W 82. minucie bramkę dla Zenitu zdobył Arszawin.

Bolton Wanderers - Sporting Lizbona 1:1

Bolton prowadził 1:0 po bramce McCana w 25. minucie. Wyrównał Vukcević w 69. minucie.

Glasgow Rangers - Werder Brema 2:0

Tuż przed przerwą katastrofalny błąd popełnił bramkarz Werderu Tim Wiese. Po uderzeniu Daniela Cousina Niemiec chciał przerzucić piłkę nad poprzeczką, ale wrzucił ją sobie do bramki. Tuż po przerwie znów nie popisał się Wiese. Odbił piłkę prosto pod nogi Stevena Davisa, a ten podwyższył na 2:0.

Bayer Leverkusen - Hamburger SV 1:0

Bramkę dla Leverkusen zdobył Gekas w 77. minucie.

Tottenham Hotspur - PSV Eindhoven 0:1

Bramka Jeffersona Farfana w 34. minucie dała wygraną PSV.

Benfica Lizbona - Getafe 1:2

W 9. minucie polski sędzia, Grzegorz Gilewski pokazał czerwoną kartkę piłkarzowi gospodarzy Oscarowi Cardozo. Drużyna Getafe wykorzystała grę w przewadze i po bramce Rubena De La Reda w 25. minucie prowadziła 1:0. W 67. minucie rosnącą przewagę gości udokumentował Hernandez. W 76. minucie straty zmniejszył Mantorras.

"Wszyscy płaczemy po jego śmierci" - przyjaciele wspominają Gustawa Holoubka

2008-03-06, ostatnia aktualizacja 2008-03-06 19:14

Wielka osobowość, inteligencja i profesjonalizm - tak zapamiętali Gustawa Holoubka przyjaciele i współpracownicy. Aktor zmarł dziś w nocy w wieku 85 lat. Był jednym z najwybitniejszych polskich aktorów teatralnych i filmowych, reżyserem i pedagogiem. Ukończył Państwową Szkołę Dramatyczną w Krakowie. Jego najsłynniejsza rola teatralna to Gustaw - Konrad w "Dziadach" Kazimierza Dejmka.

Zobacz powiekszenie
Fot. Bartosz Bobkowski / AG
ZOBACZ TAKŻE
  • Gustaw Holoubek nie żyje - czytaj więcej >>

  • Posłuchaj Holoubka recytującego fragment "Dziadów"

  • Holoubek w życiu i na scenie - zobacz zdjęcia




  • Smutek po śmierci Gustawa

    - Nie jestem w stanie w tej chwili nic powiedzieć. Wszyscy teraz płaczemy po jego śmierci - tak swój głęboki smutek z powodu śmierci przyjaciela i kolegi-aktora, Gustawa Holoubka, wyraził Wiesław Gołas. - Rano zatelefonował do mnie przyjaciel z Norwegii i od niego dowiedziałem się o śmierci Gucia Holoubka. Ale teraz nie mogę jeszcze nic powiedzieć. Trzeba się otrząsnąć - powiedział Gołas. I dodał : Nie wierzę, że Gucio umarł.

    Był człowiekiem wiernym swoim zasadom.

    - Z nim odchodzi pewna epoka - epoka etosu teatru - powiedział o Gustawie Holoubku aktor, reżyser, rektor krakowskiej PWST Jerzy Stuhr.

    - Być wiernym swoim zasadom to znaczy zawsze uważać teatr jako sprawowanie misji wobec społeczeństwa, wobec widza, wobec sztuki. To chyba ostatnie takie pokolenie. Z nim odchodzi pewna epoka, epoka etosu teatru. Jestem o tym głęboko przekonany - powiedział Jerzy Stuhr.

    - Był reprezentantem wielkiej krakowskiej szkoły słowa - mówił rektor krakowskiej PWST i przypomniał, że jeszcze dwa lata temu Holoubek ze swoim ostatnim spektaklem Królem Edypem był w krakowskiej PWST.

    - Wrócił tam, skąd wyszedł. Chciał się spotkać z naszą z młodzieżą i jeszcze raz udzielić jej wielkiej lekcji tego teatru, który dla niego był na pewno świątynią - dodał Stuhr.

    Byłem fanem Holoubka



    - Grał zawsze w sposób inteligentny, rozumiał dogłębnie tekst. Holoubek był wielką osobowością, ale też człowiekiem dowcipnym. O jego anegdotach krążą legendy.

    Seweryn Blumsztajn przyznał, że największym przeżyciem teatralnym były dla niego "Dziady" z monologiem Holoubka.

    Coraz mniej takich ludzi

    - Był nie tylko wielkim aktorem i pedagogiem, ale przede wszystkim wielkim człowiekiem - wspomina w TVN 24 Jan Englert. - Jest coraz mniej takich ludzi, którzy zajmują się też duchowością świata Był inteligentem, kimś, kto potrafi syntetyzować, panować nad emocjami - dodał. Englert wraca pamięcią do niedawnego przedstawienia "Dziadów", podczas którego Gustaw Holoubek wygłosił monolog Konrada. - Dostał za to brawa na stojąco. Wtedy nikt nie spodziewał się, że będzie to jego pożegnanie ze sceną i przyjaciółmi.

    Wyprowadził ludzi na ulice

    Andrzej Łapicki powiedział, że polski teatr 20. wieku ma twarz Gustawa Holoubka. Jego zdaniem miał on niebywałą moc sceniczną i należał do geniuszy aktorstwa. Łapicki podkreślił, że słynna rola w Gustawa Holoubka "Dziadach" w roku 1968 wyprowadziła ludzi na ulice, co świadczyło o jego ogromnej sile oddziaływania. - Jego śmierć jest ogromną stratą dla polskiej sceny - powiedział Andrzej Łapicki. Wspomniał również, że Gustaw Holoubek był osobą niezwykle kontaktową i towarzyską.

    Niesamowity człowiek, który uprawiał akurat ten zawód

    To był wyjątkowy człowiek teatru - nikt się do tego nie zbliżył, nikt nie był do niego podobny, to był cud teatralny, takiej osobowości nie da się z niczym porównać - uważa aktor Władysław Kowalski.

    Jak zaznaczył, Holoubek był dla niego "drugą szkołą". "Oglądając go - uczyłem się, byłem zafascynowany jego pierwszymi rolami, które oglądałem po kilka razy - m.in. "Trądem w pałacu sprawiedliwości" Ugo Bettiego czy spektaklem "Diabeł i Pan Bóg" Jean-Paul Sartre'a - mówił Kowalski.

    Jak ocenił, "te role nie wyszły spod pióra wielkich dramaturgów (...), ale Holoubek tak umiał podawać teksty i operować nimi na scenie, że wydawało się, jakby były to arcydzieła".

    - Dla mnie Holoubek to więcej niż wielki aktor, to niesamowity człowiek, który uprawiał akurat ten zawód - ocenił.

    On to wszystko miał w sobie

    - Był arcydziełem pana Boga, pięknie ukształtowanym człowiek - wspomina Kazimierz Kutz. - Inteligencja, pamięć, poczucie humoru, piękny język... On to wszystko miał w sobie. Swoim postępowaniem wnosił chęć obcowania z drugim człowiekiem - dodał reżyser. Kazimierz Kutz miał ostatnimi czasy częsty kontakt z Holoubkiem. - Przez ostatnie lata często się spotykaliśmy. To był taki człowiek, z którym się strasznie chętnie obcowało - ten jego dowcip, ta kultura i to nieustanne zaskakiwanie nas różnymi sprawami. Myśmy zawsze analizowali rzeczywistość i on nas zawsze zaskakiwał jakimiś zabawnymi skojarzeniami i nas bardzo często rozśmieszał - wspomina.

    - Większość rozmów, które prowadziliśmy np. o polityce, były niecenzuralne. Najmłodszy z nas miał 65 lat i gdyby ktoś nagrał nasze rozmowy, jak rozmawialiśmy o kobietach, to można by umrzeć ze śmiechu - uznał.

    We wspomnieniach reżysera Holoubek "tak będzie stał, właśnie z tą pochyloną głową, z otwartym okiem, tam błyszczy się ta jego tajemnica, ta inteligencja i dobroć"

    Trudno o nim mówić w czasie przeszłym

    - Odszedł niezwykły człowiek i autorytet moralny - tak Gustawa Holoubka wspomina Krzysztof Kolberger. Jak powiedział Kolberger, trudno mu mówić o Gustawie Holoubku w czasie przeszłym. - Cały czas jest i wiem, że będzie wśród nas ze swoją wielkością, swoją klasą i mądrością - dodał aktor. Podkreślił, że Gustaw Holoubek był człowiekiem obdarzonym niezwykłym autorytetem.

    Odszedł artysta narodowy

    Olgierd Łukaszewicz, który wielokrotnie z nim współpracował, nazywa go "artystą narodowym". Były prezes Związku Artystów Scen Polskich podkreślił, że zainteresowanie aktorstwem Gustawa Holoubka wynikało z tego, iż jako postać sceniczna często był tym, który przedstawiał sen o wolnej i niepodległej Polsce. Aktor powiedział, że środowisko Gustawa Holoubka, dorastające w Krakowie podczas drugiej wojny światowej, było natchnione przez teatr Juliusza Osterwy.Zdaniem Olgierda Łukaszewicza, śmierć Gustawa Holoubka to odejście osoby charyzmatycznej, która miała wpływ na sposób myślenia, odczuwania i wrażliwości Polaków. Widownia identyfikowała się z kreowanymi przez niego postaciami, ponieważ potrafił jasno określić, w czyim imieniu mówił. Były prezes ZASP-u przypomniał też, że Gustaw Holoubek był mistrzem pauzy - momentu, który daje widzowi czas do namysłu.

    Olgierd Łukaszewicz wspomina, że jako aktor Gustaw Holoubek go peszył, gdyż miał w sobie wielkość na co dzień. Ze zmarłym dziś aktorem były prezes ZASP-u wystąpił między innymi w swoim debiucie scenicznym.

    Byłem bardzo szczęśliwy, że mogłem stać z nim na scenie

    - Zawsze był dla mnie wielkim mistrzem. Wszelkie uwagi, które mi dawał, okazywały się trafione - wspomina Artur Barciś. Według niego Holoubek to niezwykle mądry i wielki aktor, a przy tym człowiek sympatyczny i obdarzony niesłychanym poczuciem humoru. - Był legendą, która nie nadużywa autorytetu - mówi. Tylko raz miał okazję grać na scenie z Gustawem Holoubkiem. - To był "Kupiec wenecki" Szekspira. Grałem tam tylko rólkę, ale byłem bardzo szczęśliwy, że mogę stać z nim na jednej scenie. Jego rola w "Garderobianym" Ronalda Harwooda to absolutne mistrzostwo świata - przekonuje Barciś.

    Straciliśmy ojca

    - Znałam go od dzieciństwa. Miałam szczęście, że poznałam takiego magnetycznego człowieka, kiedy miałam 6-7 lat. Tego spotkania nie zapomnę. Nie zapomnę tych oczu, wielkich, niebieskich, niezwykłych - mówi o zmarłym aktorze Joanna Szczepkowska. Gustawa Holoubka wspomina jako człowieka "o niezwykłych obszarach poezji". - Wyczuwał świat jako coś szczególnego. Miał w sobie ogromne zdolności wzruszania innych, poruszania ich. Jednocześnie nie miał żadnych cech emfazy. Mówił prosto i bardzo pięknie i bardzo na nas wszystkich działał. Można powiedzieć, że straciliśmy w tej chwili ojca.



    Był opoką teatru

    Gustaw Holoubek był opoką teatru, ucieleśnieniem tego wszystkiego, co najszlachetniejsze w teatrze, tego co najszlachetniejsze w człowieku - powiedział aktor Jerzy Trela.

    - Są takie sytuacje w naszym życiu, że żadne osobiste wspomnienia, żadne słowa nie są w stanie oddać tego, co się czuje. Myślę, że milczenie byłoby lepsze. Po prostu, żal, bardzo żal - dodał Trela

    Gustaw Holoubek nie żyje

    awe, tsob, cheko, IAR
    2008-03-06, ostatnia aktualizacja 2008-03-06 13:23
    Zobacz powiększenie
    Jedno z ostatnich zdjęć Gustawa Holoubka: 30 stycznia 2008 uroczystości z okazji 40 rocznicy ,,Dziadów''
    fot. Maciej Chojnowski

    W wieku 85 lat zmarł wybitny aktor Gustaw Holoubek. Był jednym z najwybitniejszych polskich aktorów teatralnych i filmowych, reżyserem i pedagogiem. Ukończył Państwową Szkołę Dramatyczną w Krakowie. Jego najsłynniejsza rola teatralna to Gustaw - Konrad w "Dziadach" Kazimierza Dejmka.

    Zobacz powiekszenie
    FOT. PAT
    Beata Tyszkiewicz i Gustaw Holoubek w filmie ,,Marysia i Napoleon''
    Zobacz powiekszenie
    Fot.Bartosz Bobkowski / AG
    Gustaw Holoubek
    Zobacz powiekszenie
    Fot. Jerzy Gumowski / AG
    Gustaw Holoubek na otwarciu Instytutu Teatralnego
    Zobacz powiekszenie
    Fot. Teatr Narodowy
    Gustaw Holoubek w roli Konrada w ,,Dziadach'' Dejmka


    Holoubek w życiu i na scenie - zobacz zdjęcia



    Wybitny aktor teatralny i filmowy, reżyser, urodził się 21 kwietnia 1923 w Krakowie. Debiutował rolą Charysa w "Odysie u Feaków" w Starym Teatrze. Grał w teatrach krakowskich, katowickich, warszawskich. Zagrał też w ok. 50 filmach, m.in. w "Salcie" i "Lawie". W latach 1972-1982 dyrektor Teatru Dramatycznego w Warszawie, odwołany po wprowadzeniu stanu wojennego. Po 13 grudnia 1981 roku złożył mandat poselski, w latach 1989-91 był senatorem RP, reprezentującym obóz posierpniowy. Profesor warszawskiej Akademii Teatralnej, od 1996 r. dyrektor Teatru Ateneum.

    Nazywany był "aktorem intelektualnym", zdystansowanym. Pisano o nim, że "należy do owej rasy aktorów, którzy zawsze grają tylko siebie, a których nigdy nie ma się dosyć".

    Do legendy teatru polskiego przeszły jego role po przeniesieniu się ze Śląska do Warszawy (1958) - sędzia w "Trądzie w pałacu sprawiedliwości" Bettiego, Goetz w "Diable i Panu Bogu" Sartre'a, Edyp, Płatonow, Przełęcki. Jak mówi Tadeusz Konwicki, Holoubek "zagrał wówczas kilkanaście ról tak genialnie i tak ostatecznie, że można żałować, że wideo nie przyszło do Polski wcześniej". Ze sceny przemówił jak współczesny inteligent. Za pomocą roli wypowiadał "swój pogląd na świat, na życie, na moralność". U Holoubka zawsze "słowo jest produktem myślenia".

    Rola życia w "Dziadach"

    Kulminacją dekady lat 60. był Gustaw-Konrad w Dejmkowskich "Dziadach" w Teatrze Narodowym(1967) - czytaj więcej>> .

    Mówiono: Holoubek urodził się, żeby wypowiedzieć Wielką Improwizację. Już na okupacyjnych kompletach i później, w krakowskiej szkole teatralnej u Osterwy, czuł, "że ten tekst jest jego tekstem". Był nie tylko aktorem grającym rolę, występował w imieniu widowni, mówił za nią.

    W latach 70. z woli środowiska został dyrektorem Teatru Dramatycznego (1972-83), prezesem SPATiF-u, także posłem na Sejm. W jego teatrze odbywał się w 1981 r. Kongres Kultury Polskiej, do historii przejdzie jego sejmowe przemówienie w stanie wojennym w obronie "Solidarności". Równocześnie miał wielkie role w "Hamlecie" Szekspira, "Rzeźni" i "Pieszo" Mrożka, w "Ja, Michał z Montaine" oraz w "Operetce" Gombrowicza. Po raz drugi, inaczej, wypowiedział Wielką Improwizację w filmie Konwickiego "Lawa" (1989). W kinie pozostał wierny zwłaszcza dwóm reżyserom: Konwickiemu i Hasowi, począwszy od niezapomnianej "Pętli" (1958). Był także odtwórcą głównych ról w filmach "Pętla", "Sanatorium pod Klepsydrą", "Lawa" czy "Napoleon i Marysieńka". Niezapomniany Profesor Tutka w telewizyjnej adaptacji znanego cyklu opowiadań Jerzego Szaniawskiego oraz matematyk-filozof Don Pedro Velasquez w "Rękopisie znalezionym w Saragossie" (1964).

    Za działalność aktorską i reżyserską Gustaw Holoubek zdobył wiele nagród. Został też uhonorowany Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

    Opublikował między innymi autobiograficzną książkę pod tytułem "Wspomnienia z niepamięci".



    Aktor - inteligent

    - Holoubek był i jest przedstawicielem wymierającego na naszych oczach gatunku polskiego inteligenta - pisał publicysta Janusz Majcherek. - Inteligenta, który w tym konkretnym przypadku jest wielkim aktorem, ale ani przez chwilę nie rezygnuje z - nie waham się powiedzieć - inteligenckiej misji, jaka nierzadko, zwłaszcza w niesprzyjających okolicznościach politycznych, wiązała się także z uwikłaniami i kompromisami - przekonuje. Holoubek podporządkował aktorstwo sposobowi bycia, uwikłał je w rzeczywistość polityczną, w inteligenckie racje i wybory, narzucił swoją osobowość, przyzwyczaił publiczność do tego, że jest kimś więcej niż aktorem - napisał we wstępie do albumu jubileuszowego Gustawa Holoubka.

    Holoubek uchodził za niekwestionowany autorytet zawodowy i moralny.