17:28, 13.09.2011 /PAP
POLSKI DEBLISTA POWIEDZIAŁ NIEMCOWI, CO O NIM SĄDZI

Fot. EPAMatkowski (z lewej) i Fyrstenberg (z prawej) z tarczą, ale i na tarczy na niedzielnym finale US Open
Moja szatnia była obok Petzschnera i po meczu w niecenzuralnych słowach powiedziałem mu, co myślę o jego zachowaniu. Na drugi dzień podszedł do mnie i przeprosił, ale powiedziałem mu, że dzień wcześniej miał okazję zachować się jak mężczyzna - opisał kulisy niedzielnego finału debla US Open Marcin Matkowski, który w parze z Mariuszem Fyrstenbergiem uległ austiacko-niemieckiemu duetowi Juergen Melzer-Philipp Petzschner 2:6, 2:6. Przełomowy miał być punkt zdobyty przez Niemca... łydką, który wytrącił Polaków z równowagi.
Polscy tenisiści po raz pierwszy walczyli o tytuł w Wielkim Szlemie. W niedzielnym finale w Nowym Jorku przegrali z Melzerem i Petzschnerem po niespełna godzinie gry.A może było by zupełnie inaczej, gdyby nie kuriozalny punkt zdobyty przez niemieckiego tenisistę łydką, do czego nie przyznał się przed sędzią spotkania. Był pierwszy set przy stanie 2:2 i 30:30. Polacy uderzyli w kort, a piłka zamiast w rakietę, trafiła w łydkę rywala i wróciła na stronę Fyrstenberga i Matkowskiego.
Zaczęły się protesty, rozmowa z sędzią, który nie dał się przekonać do zmiany decyzji, a do tego milczenie Niemca, który wiedział, co się stało i mimo to wybrał oszustwo. Tylko powtórki telewizyjne pokazały prawdę, ale dla Polaków było za późno. Zupełnie stracili rytm, przegrali gema, potem seta i w drugim nie umieli się już podnieść.
Moja szatnia było obok Petzschnera i po meczu w niecenzuralnych słowach powiedziałem mu, co myślę o jego zachowaniu. Na drugi dzień wracaliśmy tym samym samolotem. Philipp podszedł do mnie i przeprosił za swoje zachowanie. Oczywiście przyjąłem te przeprosiny, ale powiedziałem mu, że dzień wcześniej miał okazję zachować się jak mężczyzna. Większość tenisistów wolałaby oddać ten punkt niż kłamać.
Marcin Matkowski o rywalu-oszuście
"Matka" wcale jednak nie zakończył tematu pojedynku po ceremonii wręczenia nagród i zjawił się w szatni Philippa Petzschnera.
- Moja szatnia była obok Petzschnera i po meczu w niecenzuralnych słowach powiedziałem mu, co myślę o jego zachowaniu. Na drugi dzień wracaliśmy tym samym samolotem. Philipp podszedł do mnie i przeprosił za swoje zachowanie. Oczywiście przyjąłem te przeprosiny, ale powiedziałem mu, że dzień wcześniej miał okazję zachować się jak mężczyzna. Większość tenisistów wolałaby oddać ten punkt niż kłamać - relacjonował Matkowski.
Pod jego słowami podpisał się też "Frytka": - Często spotykamy tę parę i dla mnie było bardzo dziwne, że tak dobrzy znajomi zrobili nam taki numer. Większość zawodników trzyma fason - uznał.
"Przegraliśmy jak Adamek"
Kilka godzin przed ich najważniejszym meczem w karierze Polacy oglądali galę we Wrocławiu i przeżywali porażkę "Górala". - Przegraliśmy podobnie jak Adamek - przyznał półżartem Matkowski i znów uzupełnił go Fyrstenberg: - Do tego doszła jeszcze porażka Legii z Podbeskidziem Bielsko-Biała (1:2 - red.), więc to był bardzo smutny dzień - dodał.
Nie wiadomo, kiedy następna taka okazja się nadarzy, ale polski debel nie spocznie na laurach, bo finał US Open spowodował jeszcze większy "apetyt" na sukces.
- Dojrzeliśmy już mentalnie do wygrania Wielkiego Szlema. Po US Open nie było euforii, ponieważ oczekiwaliśmy czegoś więcej. Teraz najważniejsze będzie dla nas ustabilizowanie formy, bo ta wygląda ostatnio jak sinusoida - zauważył Mariusz Fyrstenberg.
Marcin Matkowski podzielił jego zdanie. - Wcześniej udział w finale wzięlibyśmy w ciemno. To dla nas wielki sukces, ale nie czujemy się spełnieni. Przed nami jednak jeszcze wiele turniejów wielkoszlemowych i wierzymy, że wkrótce któryś z nich wygramy - zakończył.
W środę tenisiści lecą do Finlandii na mecz z gospodarzami w Pucharze Davisa (16-18 września). Będzie to baraż o utrzymanie w Grupie I Strefy Euroafrykańskiej.
adso/tr
Debel Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski przegrał z Austriakiem...
Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski po raz pierwszy w karierze wystąpią... 
