niedziela, 28 listopada 2010

Gorący weekend na Morzu Żółtym

Bartosz T. Wieliński, MAK

2010-11-27

W weekend na Morzu Żołtym zaczynają się manewry amerykańsko - południowokoreańskie. Sytuacja zbliża się do krawędzi wojny - ostrzega Pjongjang

Fot. Kenji Suzuki AP

Lotniskowiec USS "George Washington" w drodze na Morze Żółte

Wczoraj na Yeonpyeong, ostrzelanej we wtorek przez wojska Północy wyspie Korei Południowej, znowu słychać było odgłosy artylerii. Skończyło się na strachu. Na wyspę nie spadły pociski, a odgłosy słychać było z Korei Północnej. Zapewne chodziło o postraszenie sąsiada bo wcześniej Północ ostrzegła USA i Koreę Południową, że jeśli nie odwołają zaplanowanych na weekend ćwiczeń morskich, to gorzko tego pożałują. - Sytuacja zbliża się do krawędzi wojny. - napisała północnokoreańska agencja KCNA. Ćwiczenia nie zostały odwołane. W rejon ćwiczeń na Morzu Żółtym dopływa amerykański lotniskowiec USS "George Washington".

Aprezydent Korei Południowej mianował nowego ministra obrony, którym został jego doradca ds. bezpieczeństwa, zwolennik utworzenia szybkich sił reagowania na nagłe zagrożenia Północy. Jego poprzednik podał się do dymisji na fali krytyki, że ostrzał zaskoczył Seul. Również wczoraj Seul ogłosił, że na dzień przed atakiem w bazie z której padły strzały, pojawił się Kim Dżong Il wraz z 27-letnim synem Kim Dżong Unem, którego szykuje na następcę.

Rozmowa z Josephem S. Bermudezem, ośrodka badawczego Jane's

BARTOSZ T. WIELIŃSKI: Czy świat jest bezsilny wobec Pjongjangu?

JOSEPH S. BERMUDEZ: Obawiam się, że tak. Ale tego typu prowokacje przebiegały według podobnego scenariusza. Ameryka postraszy lotniskowcem iwspólnymi manewrami zKoreą Południową. Chińczycy nacisną na Pjongjang i za jakiś czas sytuacja się uspokoi, a Pólnoc w nagrodę dostanie żywność i olej opałowy. Parę miesięcy będzie spokój. Jeśli Waszyngton i Seul chciałby pokazać, że nie pozwolą się więcej prowokować, musiałby już teraz odpowiedzieć siłą.

Myśli pan, że USA byłyby skłonne rozpocząć z wojnę?

- Na pewno nie chodziłoby o inwazję czy jakiś zmasowany atak. Wystarczyłoby dokonać tzw. proporcjonalnej odpowiedzi. Za atak na wyspę Yeonpyeong południowokoreańskie samoloty mogłyby zbombardować jakiś cel wojskowy na Północy. Ale dziś za wcześnie jednak mówić. Myślę, że politycy i sztabowcy wWaszyngtonie i Seulu zastanawiają się nad granicami własnej cierpliwości. Co jeszcze Północ musiałaby zrobić, żeby dostać po głowie? Pjongjang na pewno zdaje sobie sprawę, że jest nieprzekraczalna linia, bo wtedy wojny nie da się zatrzymać. Ale z drugiej strony w ostatnich miesiącach Północ pozwala sobie na coraz więcej. Na początku roku, gdy ostrzelała sporny rejon Morza Żółtego. Nikomu nic się wówczas nie stało. W marcu Północ storpedowała południowokoreańską fregatę, teraz od jej pocisków giną cywile.

Skąd ta eskalacja?

- Na szczytach władzy chyba dzieje się to samo co w latach 60. gdy wielkie wpływy mieli wojskowi. Wówczas linia demarkacyjna między Północą a Południem praktycznie płonęła. Północ ostrzeliwała pozycje Południa, komandosi przeprowadzali rajdy z lądu i morza. I wojna wisiała na włosku. Potem rola wojskowych została ograniczona. Jednak w ostatnim czasie Północ zreformowała armię i służby bezpieczeństwa. Wielu dowódców awansowano i przeniesiono do stolicy. Wojsko odzyskuje wpływy, a polityka robi się coraz bardziej agresywna.

Może w takim razie lepiej nie odpowiadać na zaczepki Pjongjangu?

- Część koreanistów tak uważa. Ale przymykanie oczu na kolejne prowokacje Kimów oznacza przyzwalanie na nie iwkońcu Północ zrobi się zbyt zuchwała.

Inni wierzą w sens sześciostronnych negocjacji na temat rozbrojenia atomowego Północy, które jednak na razie nic nie dały. Korea Północna raz w nich uczestniczy, a raz zrywa rozmowy. No i jest jeszcze jedna możliwość - traktować Koreę Północną tak jak ZSRR - demonstrować siłę, wciągnąć ją do wyścigu zbrojeń, prowokować i straszyć np. niespodziewanym alarmowym startem eskadr samolotów, które zawracałyby do baz tuż przed przekroczeniem granicy. W ten sposób można pogłębić wewnętrzny kryzys na Północy i wyczerpać kierownictwo kraju. Ale ma to swoje wady. Wojskowi Północy nie potrafią trzymać nerwów na wodzy i na prowokacje mogą odpowiedzieć ogniem.

Czy w Korei Północnej możliwe są wewnętrzne przemiany?

- Nie na miarę tych, które miały miejsce w 1989 r. w Europie. Północ jest zbyt izolowana. Ludzie nie wiedzą, że można żyć w innym systemie, bo nie wyjeżdżają, nie mają dostępu do internetu, prasy, książek. Nie można zainicjować społecznego fermentu. Możliwe jest natomiast, że w obliczu głodu władze przejmie grupa wojskowych i być może zliberalizuje system i uchyli drzwi na świat.

Świat rozdarty na pół między Real a Barcelonę


2010-11-28 10:01:35
fot"Byłoby głupotą sprowadzać Gran Derbi do pojedynku Messiego ze mną" - mówi Cristiano Ronaldo. Portugalczyk ma rację, obok laureatów dwóch ostatnich edycji "Złotej Piłki", w Barcelonie i Realu jest przecież 13 mistrzów świata.

Pięć meczów, 450 minut na boisku przeciwko Barcelonie i Cristiano Ronaldo wciąż nie wie, jak czuje się ktoś, kto pokonał Victora Valdesa. To zadziwiające jak na piłkarza, który w 54 spotkaniach w Realu Madryt trafił do siatki aż 51 razy. "Nie mam żadnej obsesji Barcelony" - zastrzega, ale i tak nikt mu nie wierzy. Na niewiele ponad dobę przed Gran Derbi Portugalczyk mówi o meczu z Katalończykami jak o jednym z wielu w drodze po mistrzostwo Hiszpanii, i to najlepszy dowód, jak bardzo stara się ukryć emocje.

Obsesja Messiego?

O całkiem inną obsesję można podejrzewać Leo Messiego. On Ikera Casillasa pokonał w ośmiu meczach siedem razy. Zadebiutował w Gran Derbi w listopadzie 2005 roku, kiedy fani z Santiago Bernabeu owacją na stojąco pożegnali jego wielkiego idola Ronaldinho. W marcu 2007 roku Leo zagrał pierwszy klasyk na Camp Nou zdobywając hat-tricka (3-3).

Co więc może martwić Argentyńczyka? Na przykład to, że choć w 49 spotkaniach Champions League trafił do siatki aż 31 razy, nigdy nie udało mu się to przeciw drużynie prowadzonej przez Jose Mourinho. Kiedy przypomniano mu o tym przed rewanżem z Interem w półfinale ostatniej edycji Champions League odpowiedział z uśmiechem: "Czyli jest na to najwyższy czas". Tamto spotkanie było jednak siódmym potwierdzającym regułę smutną dla Argentyńczyka.

Koledzy Messiego z Barcelony śmieją się słysząc takie rozważania. "Leo nie może mieć żadnych obsesji, bo kompletnie ignoruje statystyki" - mówią. Jego gole, mecze, zwycięstwa i trofea zliczają dziennikarze i kibice, sam 23-letni piłkarz traktuje je ponoć nonszalancko nie mając do futbolowej buchalterii ani głowy, ani serca.

Ronaldo też raczej nie drży ze strachu przed katalońską parą stoperów Carles Puyol - Gerard Pique. To fakt, że powstrzymali go w kilku ważnych meczach (finał LM w 2009, lub 1/8 finał MŚ w RPA), ale w ostatnim towarzyskim spotkaniu Portugalia - Hiszpania robił z nimi, co chciał.

Higuain groźniejszy niż Ronaldo?

Pep Guardiola i Jose Mourinho obiecują, że podczas Gran Derbi nie będzie specjalnych planów przeciw Ronaldo i Messiemu. Trener Barcy bardziej obawia się nawet strzeleckiego instynktu Gonzala Higuaina. Ronaldo jest wciąż aktywny: biega, kiwa, walczy i strzela - łatwiej mieć go pod kontrolą niż Argentyńczyka, który "przesypia" mecz, by dwa razy znienacka się ocknąć i go rozstrzygnąć.

Mourinho z kolei - ceniąc klasę Messiego -co najmniej na równi z nim stawia Xaviego i Iniestę. Zdaniem Portugalczyka to dwaj hiszpańscy pomocnicy sprawiają, że Argentyńczyk może być tak skuteczny.

Tegoroczne Gran Derbi zapowiada się porywająco ze względu na pojedynek trenerów, liderów drużyn, ale też 13 mistrzów świata w kadrach obu zespołów. Bohaterem może być Pedro, czy Busquets - czyli piłkarze uchodzący w Barcelonie za drugoplanowych, lub nawet Albiol i Arbeloa - złoci medaliści z RPA, których Mourinho sadza na ławce dla rezerwowych. Przy takiej konstelacji gwiazd w obu klubach każdego piłkarza stać na dokonanie czegoś niezwykłego.

"Zachowujecie się, jakby to miał być koniec świata" - powiedział do dziennikarzy zdumiony Pep Guardiola podczas jednej z konferencji przed Gran Derbi. Napięcie przed najważniejszym wydarzeniem w ligowej piłce narasta z każdą chwilą. Hiszpańskie media emocjonują się jakby w poniedziałek czekał ich finał mistrzostw świata. Tymczasem w praktyce ten mecz o niczym nie rozstrzygnie. "Nikt nie zdobywa tytułu w listopadzie" - przypomina David Villa. "Nawet, gdybyśmy przegrali, będziemy mieli do Barcy tylko dwa punkty straty i nikt nie powie, że mistrzostwo przepadło" - dodaje Marcelo.

Skończone dzieło Mourinho?

Praktyczna waga spotkania rzeczywiście nie jest największa, ale obie drużyny grają o coś od strony emocjonalnej bardzo istotnego. Gdyby po czterech porażkach z drużyną Pepa Guardioli Real zdobył na Camp Nou choć punkt, byłoby to ostatecznym dowodem, że dzieło Mourinho jest niemal skończone. Przez sześć ostatnich lat klub z Madrytu zrobił bardzo dużo, by nadwerężyć prestiż najlepszej drużyny świata XX wieku (sześć kolejnych porażek w 1/8 finału LM). W tym samym czasie Katalończycy przeszli drogę w przeciwną stronę - Międzynarodowe Stowarzyszenie Historyków i Statystyków Futbolu (IFFHS) uznało właśnie Barcę za najlepszy klub mijającej dekady. Stawiając jej czoła zespół z Madrytu dałby sygnał całej Europie, że wraca do gry.

Swoją wagę mają też zadawnione konflikty. Mecze Realu z Barceloną nigdy nie będą zwykłym kopaniem piłki przez 22 ludzi. Hiszpanie są świadomi siły oddziaływania za granicą rywalizacji ich największych klubów. Jeden z felietonistów "Sportu" zauważa, że w poniedziałek Katalonia będzie mogła sprzedać światu bezcenną reklamówkę. Być może nawet bardziej nośną niż film Woody'ego Allena: "Vicky Cristina Barcelona" - sławiący uroki stolicy regionu.

Ten sam felietonista "Sportu" opisuje wizytę w swojej redakcji kolegi z telewizji Al Jazeera, który przyleciał do Barcelony kilka dni wcześniej, by relacjonować atmosferę wokół hiszpańskiego klasyku. Korespondent z Kataru mówił mu, że w samolocie do Barcelony leciał tłum szejków chcących przeżyć ten niezwykły mecz z trybun. To tylko przykład dowodzący, które wydarzenie będzie w poniedziałek w centrum uwagi świata. Azja, Afryka, Ameryka, Australia z Oceanią i przede wszystkim Europa będą śledziły tę piłkarską wojnę jakby dotyczyła ona ludzi im bliskich.

Zapowiada się nadzwyczajny mecz

Ze sportowego punktu widzenia mecz też zapowiada się nadzwyczajnie. W kilku poprzednich latach starcia Realu z Barceloną miały zwykle wyraźnego faworyta. Najpierw w czasach galaktycznych był nim Real, potem drużyna Franka Rijkaarda z Ronaldinho, która popadła w kryzys w 2007 roku. Cztery ostatnie klasyki zdominował zespół Pepa Guardioli, w tym czasie Real przeżywał duże kłopoty. Teraz oba zespoły wydają się być u szczytu formy. Wygrały swoje grupy w Champions League, w lidze mają za sobą pasmo zwycięstw, w ostatniej kolejce wbiły rywalom w sumie 13 goli.

"Mówicie, że Barca wygrała z Almerią 8-0" - odpowiadał dziennikarzom Cristiano Ronaldo po wygranej Realu z Athletikiem Bilbao "zaledwie" 5-1. "Zobaczymy, czy nam też wlepi osiem" - ironizował. "Wystarczy nam 1-0" - powiedział potem skromnie Bojan Krkic. "Niech wygra lepszy, a lepszy jest Real" - stwierdził Portugalczyk. "Szanse są 50-50, choć przypominam, że to my gramy u siebie" - dodał Carles Puyol. Premier Zapatero stawia rzecz jasna na Barcę, tenisista Rafael Nadal, który awansował właśnie do finału Masters trzyma kciuki za Real. Jutro rozdarta na pół będzie nie tylko Hiszpania, ale większa część mieszkańców planety Ziemia.

"Mam talent": Zwycięzcą...


2010-11-27 22:01:46
fotZaskoczeni? Chyba nie mogło być inaczej - trzecią edycję programu "Mam talent" zgodnie z oczekiwaniami wygrała 11-letnia wokalistka Magda Welc.

Przypomnijmy, że pierwszą serię "Mam talent" wygrał gimnastyczny duet Melkart Ball, natomiast drugą - akordeonista Marcin Wyrostek.

Trzeci sezon "Mam talent" jest wyjątkowy - w finale znalazło się aż ośmiu wokalistów, co jest wydarzeniem bez precedensu w tym show.

Zaczęła właśnie wokalistka - Patrycja Malinowska, która sięgnęła po piosenkę Jacksons Five. "Podoba mi się, że masz w sobie 'zadziora'. Jesteś śpiewającym afrodyzjakiem" - chwalił juror Kuba Wojewódzki.

"Angels" Sarah McLachlan to bardzo ważna piosenka w życiu Kasi Sochackiej, ale jurorzy skupili się najpierw na wychwalaniu wyglądu wokalistki. "Pięknie zaśpiewałaś, nie mam słów" - to Agnieszka Chylińska, "Ty jesteś muzyką" - nie miał wątpliwości Wojewódzki.

Taneczno-akrobatyczny duet Ania & Jacek w historii finału zapisał się tym, że ich występ w pewnym momencie kompletnie się posypał. Jednak dopingowani brawami publiczności zmobilizowali się i dokończyli show. "Pokazaliście wielkie serce" - komentował Wojewódzki, a Chylińska z uznaniem wypowiadała się o ich walce do końca.

Pierwszym z wokalnych faworytów był Piotr Lisiecki, skromny chłopak z gitarą, który zaprezentował balladę "Lost" Anouk. Publiczność słuchała oniemiała, jednak jurorzy dość zaskakująco tym razem byli stonowani w pochwałach.

"Podoba mi się twój spokój, przy tobie Adam Małysz to gaduła i histeryk" - mówił Wojewódzki, jednak jego zdaniem takim utworem nie wygrywa się finału. "To najsłabszy twój występ, ale na każdej piosence odbijasz swoje piętno" - dodała Chylińska.

Energii i żywiołowości nie zabrakło za to w występie Sabiny Jeszki, która zaśpiewała "I Wanna Dance With Somebody" Whitney Houston. "Narodziła się wielka gwiazda" - oznajmiła trzecia jurorka Małgorzata Foremniak.

Wokalnym objawieniem okazało się trio Me Myself & I z jazzowo-beatboxową interpretacją kompozycji Fryderyka Chopina. Niezwykłe zgranie, feeling, świadomość tego, co się robi to wielkie atuty wokalnej grupy. "Największe odkrycie tego programu" - Wojewódzki z uznaniem kiwał głową, a Foremniak uroniła łzy ze wzruszenia. Chylińska również była pod wrażeniem: "Zaskakujący występ, chylę czoła".

Najlepiej dobrana piosenka - tak Chylińska skomentowała wykonanie przeboju "Easy" grupy Commodores (znanego także z wersji Faith No More) przez niewidomego wokalistę i pianistę Pawła Ejzenberga. "Jesteś magikiem. Niech słuchacze nie kierują się współczuciem, a podziwem, a ty po prostu jesteś wielkim wokalistą" - nie miał wątpliwości Wojewódzki.

"Śpiewa w tobie cała dusza" - dodała Foremniak.

W ścisłym gronie faworytów bukmacherów był Kamil Bednarek, który sięgnął po przebój "Is This Love" króla reggae Boba Marleya, na wstępie akompaniując sobie na saksofonie. "Wyrywasz Polskę z zaścianka" - mówił Wojewódzki, nawiązując do internetowych sukcesów grupy Star Guard Muffin, na czele której stoi Bednarek. Jej debiutancki album "Szanuj" właśnie zadebiutował na 13. miejscu najpopularniejszych płyt w Polsce.

"Ta piosenka była zbyt oczywista, jak na twój talent" - kręcił nosem Wojewódzki. "Jesteś niesamowitym wokalistą" - Chylińska była jednak na "tak".

Drugim nieśpiewającym finalistą było taneczne Studio UDS, które raczej nie powaliło. "To wszystko już było" - oceniła Agnieszka Chylińska.

Na koniec zaśpiewała główna faworytka - 11-letnia Magda Welc z Niedrzwicy Dużej. Podczas castingu zachwyciła dojrzałym wykonaniem "Nie żałuję" Edyty Geppert i po piosenkę tej samej wokalistki sięgnęła również w finale. "Kocham cię życie" głosami telewidzów przyniosło jej nagrodę główną - 300 tys. zł.

"Zajdziesz bardzo daleko" - trafnie przewidziała po finałowym występie Agnieszka Chylińska.

W najlepszej trójce znaleźli się sami wokaliści: Welc, Bednarek i Lisiecki i taka właśnie była końcowa kolejność trzeciej edycji "Mam talent". Nagroda specjalna w wysokości 100 tys. zł powędrowała do Sabiny Jeszki.

Tak śpiewa Magda Welc - zobacz jej zwycięski występ z finału "Mam talent":

Kowalczyk druga, na Bjoergen nie ma siły


2010-11-28 11:30:58
fotJustyna Kowalczyk zajęła drugie miejsce w biegu pościgowym na 10 kilometrów techniką dowolną, który odbył się w Kuusamo. Zwyciężyła najlepsza na początku sezonu Marit Bjoergen.

Norweżka, wyprzedziła Kowalczyk o 33,6 s. Trzecia przybiegła Szwedka Charlotte Kalla ze stratą 45,7.

- Miałam na starcie przewagę. Na drugiej pętli (w sumie były cztery po 2,5 kilometra - przyp. red.) byłam już pewna, że nie mogę przegrać - powiedziała Bjoergen, która jest bardzo zadowolona ze swoich występów w ten weekend.

Norweżka wygrała wszystkie trzy części minicyklu, który odbył się w Kuusamo, a więc sprint, bieg na 5 kilometrów techniką klasyczną i na 10 kilometrów techniką dowolną. Liderka Pucharu Świata wzbogaciła się więc o dodatkowe 200 punktów. W sumie było to jej dziewiąte zwycięstwo z rzędu - wygrała wszystkie cztery indywidualne starty w obecnym sezonie oraz pięć ostatnich w poprzednim.

W niedzielę zawodniczki startowały z uwzględnieniem różnicy czasu po piątkowych i sobotnich biegach. Bjoergen wyruszyła z przewagą 26 sekund nad Petrą Majdić, 35 na Kowalczyk i 43 nad Kallą. I tylko te cztery zawodniczki miały realne szansę walczyć o podium, ale nie o pierwsze miejsce, bo Norweżka spokojnie utrzymywała wystarczającą przewagę.

Polka szybo doścignęła Słowenkę, a po chwili dogoniła je Szwedka. Następnie Kalla i Kowalczyk zaatakowały zostawiając Majdić. Obie biegły wspólnie do jednego z ostatnich podbiegów, kiedy to nasza narciarka przyspieszyła i oderwała się od rywalki. Tym samym por raz drugi w ten weekend zajęła drugie miejsce, z czego na mecie była zadowolona.

Z pozostałych reprezentantek Polski najlepiej spisała się Paulina Maciuszek (LKS Poroniec), która była 44. Ewelina Marcisz (Halicz Ustrzyki Dolne) zajęła 59. miejsce, Martyna Galewicz (LKS Poroniec) 63., a Agnieszka Szymańczak (AZS AWF Katowice) 66.

W klasyfikacji generalnej PŚ Kowalczyk awansowała na trzecie miejsce. Do drugiej Kalli traci tylko dwa punkty, a do Bjoergen 131.

Kolejne zawody zaplanowano na 4 i 5 grudnia w Duesseldorfie. Zarówno Polka, jak Bjoergen zapowiedziały jednak, że nie wezmą w nich udziału. Na starcie pojawią się tydzień później w szwajcarskim Davos.

Bieg na dochodzenie na 10 km techniką dowolną i końcowa klasyfikacja cyklu Ruka Triple w Kuusamo:

1. Marit Bjoergen (Norwegia) 29.35,9

2. Justyna Kowalczyk (Polska) strata 33,6

3. Charlotte Kalla (Szwecja) 45,7

4. Nicole Fessel (Niemcy) 1.19,3

5. Julia Czekalewa (Rosja) 1.21,1

6. Vibeke Skofterud (Norwegia) 1.25,5

7. Petra Majdic (Słowenia) 1.30,6

8. Marianna Longa (Włochy) 1.38,1

9. Arianna Follis (Włochy) 1.54,6

10. Therese Johaug (Norwegia) 1.58,6

..

44. Paulina Maciuszek (Polska) 4.18,8

59. Ewelina Marcisz (Polska) 5.56,2

63. Martyna Galewicz (Polska) 7.03,1

66. Agnieszka Szymańczak (Polska) 7.18,0

czasy biegu na 10 km techniką dowolną:

1. Therese Johaug (Norwegia) 29.24,2

5. Nicole Fessel (Niemcy) strata 4,1

3. Justyna Kowalczyk (Polska) 10,7

3. Marit Bjoergen (Norwegia) 11,7

5. Charlotte Kalla (Szwecja) 14,1

6. Julia Czekalewa (Rosja) 15,8

..

41. Paulina Maciuszek (Polska) 1.37,7

60. Ewelina Marcisz (Polska) 2.59,1

62. Martyna Galewicz (Polska) 3.55,0

63. Agnieszka Szymańczak (Polska) 4.15,7

klasyfikacja PŚ (po pięciu z 31 zawodów):

1. Marit Bjoergen (Norwegia) 440 pkt

2. Charlotte Kalla (Szwecja) 311

3. Justyna Kowalczyk (Polska) 309

4. Nicole Fessel (Niemcy) 217

5. Vibeke Skofterud (Norwegia) 206

6. Julia Czekalewa (Rosja) 188

7. Petra Majdic (Słowenia) 186

8. Arianna Follis (Włochy) 184

9. Marianna Longa (Włochy) 186

10. Therese Johaug (Norwegia) 149