środa, 28 listopada 2007

Prezydent zapyta TK o uprawnienia swoje i rządu

jg, man, PAP
2007-11-27, ostatnia aktualizacja 2007-11-28 07:43
Zobacz powiększenie
Lech Kaczyński podczas spotkania w Pałacu Prezydenckim z Donaldem Tuskiem, na którym omawiano skład nowego rządu
Fot. Adam Kozak / AG

Prezydent chce przesłać do Trybunału Konstytucyjnego szereg pytań dotyczących uprawnień głowy państwa i rządu - dowiedziała się "Rzeczpospolita". Według gazety ma to być odpowiedź na ostatnie działania ministrów obrony i spraw zagranicznych rządu Donalda Tuska.

Zobacz powiekszenie
Fot. Wojciech Olkuśnik/AG
Prezydent Lech Kaczyński
Decyzja prezydenta związana jest z zapowiedziami nowego rządu w sprawach wycofania wojsk polskich z Iraku w roku 2008 oraz pełnego uzawodowienia armii w 2009 roku - pisze "Rzeczpospolita". W obu przypadkach ministrowie - obrony narodowej i spraw zagranicznych ogłosili swoje plany bez konsultacji z prezydentem.

PiS wspiera prezydenta

Jeden ze współpracowników Lecha Kaczyńskiego dodaje, że do tej pory ani Radosław Sikorski (szef MSZ), ani Bogdan Klich (szef MON) nie spotkali się z prezydentem, by omówić z nim swoje zamierzenia. - A powinni to zrobić. Tak nakazuje konstytucja i nie robią tu żadnej przysługi czy grzeczności - wspiera prezydenta sekretarz generalny PiS Joachim Brudziński.

Koalicja: Nie ma tu nic do wyjaśniania

Politycy koalicji rządzącej są jednak innego zdania. Według wicemarszałka Sejmu Stefana Niesiołowskiego z PO nie ma tu nic do wyjaśniania. - W konstytucji jest wprost napisane, że polityka zagraniczna i obronności leży w gestii rządu - podkreśla. - Dotychczas podział kompetencji między rządem i prezydentem był jasny, nawet gdy prezydent pochodził z innego obozu politycznego niż rząd - dodaje Niesiołowski. Zdaniem wicemarszałka Sejmu Lech Kaczyński po prostu próbuje wywalczyć dla siebie większą władzę. - Ale najciekawsze jest to, że jeszcze do niedawna prezydent zwalczał Trybunał Konstytucyjny i nie robił nic, gdy jego brat poniżał sędziów i krytykował podejmowane przez nich decyzje. Zaskakujące więc, że teraz chce wykorzystać TK do swoich celów. Sądzę jednak, że w ten sposób niczego nie osiągnie - zaznacza polityk Platformy.

Sędziowie TK nie zajmą się sporem?

Nie wiadomo, czy spór rozstrzygnie Trybunał. Zdaniem konstytucjonalisty prof. Piotra Winczorka sędziowie najpewniej w ogóle się nimi nie zajmą. Jak tłumaczy, mogliby to zrobić, pod warunkiem że doszłoby do sporu kompetencyjnego prezydenta z innym organem państwowym. - Spór musi dotyczyć podjętych już decyzji, a nie jakichś planów czy politycznych zapowiedzi. Musi dojść do takiej sytuacji, w której jedna strona coś czyni, a druga mówi: nie rób tego, bo decyzje w tej sprawie należą do moich kompetencji. Wtedy można się zwrócić do TK z konkretnym pytaniem, kto ma rację - podkreśla prof. Winczorek.

Prezydent: Rząd powinien się ze mną konsultować

Takie opinie nie wzruszają jednak pracowników Kancelarii Prezydenta. Z nieoficjalnych informacji "Rzeczpospolitej" wynika, że trwają tam gorączkowe przygotowania. Prawnicy pracują nad pytaniami, na które będzie musiała paść konkretna odpowiedź precyzująca zapisy konstytucji.

Prezydent twierdzi bowiem, że to na nim spoczywa ciężar odpowiedzialności za politykę zagraniczną i bezpieczeństwo państwa. Chce, by odpowiedni ministrowie z rządu Donalda Tuska konsultowali z nim swoje decyzje, a ponieważ szefowie MON i MSZ tego nie robią postanowił zwrócić się w tej sprawie do Trybunału. - Tak, by raz na zawsze było to jasno określone - tłumaczy polityk z otoczenia prezydenta.

Ranking posłów-inwestorów



Szczupaki odpłynęły z parlamentu - takie są wnioski z analizy oświadczeń majątkowych posłów szóstej kadencji. O ile jeszcze w poprzedniej kadencji trzech z nich mogło się pochwalić giełdowymi aktywami powyżej 4 mln zł, o tyle w obecnej najbogatszy parlamentarzysta ma w akcjach niecałe 0,5 mln. Tym razem akcje posiada nieco więcej posłów niż poprzednio. Pod koniec piątej kadencji papiery spółek z GPW miało 26 posłów, tym razem - 28. Wśród nich 13 jest z PO, 8 z PiS, 6 z LiD i jeden z PSL.

Kusząca budowlanka
Nasz ranking giełdowych graczy z Wiejskiej otwiera Andrzej Kania, świeżo upieczony poseł z Platformy Obywatelskiej, przedsiębiorca. Jego portfel wyceniliśmy na 454 tys. zł. To oznacza, że daleko mu do liderów poprzedniej kadencji. Wówczas pokaźnymi aktywami giełdowymi mogli się pochwalić Waldemar Nowakowski (Samoobrona - 4,9 mln zł) i Maria Pasło-Wiśniewska (PO - 4,6 mln zł), którzy już posłami nie są.
- Na giełdzie inwestuję od 15 lat. Lokowanie w ten sposób ma ogromną przyszłość - mówi Andrzej Kania, który zachęca posłów do spróbowania sił na par- kiecie.
Ma on akcje PKN Orlen, Banku Handlowego, PKO BP, Pekao, PGNiG, FON i Multimediów Polska.
- W przyszłym roku dorzucę jeszcze spółki budowlane - zapowiada poseł, który uważa się za dobrego obserwatora giełdy, ale nie za znawcę.
- Poseł Andrzej Kania jest inwestorem dostrzegającym zalety giełdy, z pewną skłonnością do ryzyka. Przewaga dużych spółek pokazuje, że traktuje giełdę jako element dywersyfikacji oszczędności, oczekując raczej niewielkich, stabilnych zysków niż spektakularnych. Obecność mniejszych spółek każe jednak zakładać, że ma żyłkę ryzykanta - ocenia portfel posła Marcin Kiepas, analityk X-Trade Brokers.


Na drugim miejscu uplasowała się Stanisława Alicja Prządka (LiD). Posłanka ma w portfelu raptem dwie spółki - Pekao i PKO BP, ale wyceniliśmy go na 341 tys. zł. Trzecie miejsce zajął Wacław Martyniuk (LiD), poseł pięciu kadencji. Do niedawna był udziałowcem KGHM i Wasco, ale sprzedał akcje wszystkich spółek i kupił walory Biotonu.
- Uważam, że to perspektywiczna spółka. Jestem nastawiony na długoterminowe inwestycje giełdowe - komentuje Wacław Martyniuk.
Na dzień złożenia oświadczenia poseł wycenił swój portfel na 178,6 tys. zł. Jednak po listopadowych spadkach na GPW skurczył się do niespełna 134 tys. zł.

Okazja do nauki
Największy portfel pod względem liczby spółek ma Zbigniew Matuszczak, debiutujący poseł LiD. Zainwestował w 13 firm, m.in. w BBI Development, Budopol, Bioton, Lubawę, Stalexport, Tras-Intur i Triton.
- To lubiący ryzyko inwestor. Sporo spółek z szeroko pojętej branży budowlanej każe kreślić ten portfel jako ryzykownie modny i mocno spekulacyjny - ocenia Marcin Kiepas.
- Niektórzy posłowie są całkiem aktywnymi inwestorami, chociaż posiadanie akcji kilkunastu spółek nie jest zalecane przez literaturę poświęconą inwestowaniu. Powinno być nie więcej niż 6-7, bo wtedy łatwiej nad inwestycjami zapanować - dodaje Piotr Kuczyński z firmy doradczej Xelion.
Na uwagę zasługuje również portfel Józefa Rojka, posła PiS. W październiku wyceniał walory na 175 tys. zł. Ma akcje takich spółek, jak Masters, Elstaroil, NTT, Polcolorit i Skotan.
- Inwestuję od powstania warszawskiej giełdy, ponieważ mogę coś ugrać i przy okazji czegoś się nauczyć - mówi poseł.
Zamierza dalej inwestować na giełdzie, a zyski przeznaczy na powiększenie portfela spółek.

Ranking (akcje na GPW):

1. Andrzej Kania, PO - 454 150,72 zł

2. Stanisława Alicja Prządka, LiD - 341 098,5 zł

3. Wacław Andrzej Martyniuk, LiD - 133 980 zł

4. Zbigniew Matuszczak, LID - 100 378 zł
5. Jan Bury, PSL - 100 294 zł
6. Rafał Grupiński, PO - 95 900
7. Jan Kaźmierczak, PO - 92 185
8. Józef Rojek, PiS - 91 076
9. Jerzy Marian Materna, PiS - 70 224
10. Jakub Szulc, PO - 60 000 zł (wyliczenia posła)
Źródło: oświadczenia majątkowe posłów, stan na koniec października 2007 r. lub wyliczenia "PB" według kursu z 26.11.07 r

Posłowie wolą fundusze od akcji. Rekordzista Jerzy Wenderlich ma w jednostkach 1,2 mln zł.
Fundusze inwestycyjne, polisy z funduszem lub obligacje ma w portfelu co trzeci poseł.
- To dobra wiadomość. Politycy dają dobry przykład obywatelom, że warto sięgać po instrumenty inne niż lokata - mówi Grzegorz Raupuk, analityk Analiz Online.
- Z jednej strony ten odsetek jest wyższy niż średnia w społeczeństwie, ale z drugiej posłowie to osoby, które z założenia powinny być lepiej wyedukowane ekonomicznie. Dlatego ten współczynnik powinien być jeszcze wyższy - mówi Mateusz Ostrowski, analityk Open Finance.

Zmiana rządu jest widoczna również w podejściu do inwestowania premiera. Poprzedni nie miał konta. Donald Tusk ma 80 tys. zł w jednostkach funduszy. Właśnie fundusze są najpopularniejsze wśród posłów. Wśród nich królują Pioneer Pekao, Arka i PKO/Credit Suisse i ING. Bez niespodzianki. Do tych towarzystw należy większość rynku, więc siłą rzeczy są najpopularniejsze.
Największy zapał do inwestowania mają posłowie LiD. Co drugi poseł inwestuje w instrumenty finansowe. W ławach tej partii zasiada jeden z najbogatszych posłów - Jerzy Wenderlich, który ma jednostki za ponad 1,2 mln zł. Lubi ryzyko, bo wybrał tylko trzy fundusze akcyjne: Legg Mason, Union Investment i Bank BPH. Politycy nie lubią dywersyfikować portfela. Na palcach jednej ręki można policzyć tych, którzy podzielili pieniądze między fundusze o różnej kategorii ryzyka.

Ciekawy portfel ma Radosław Sikorski, minister spraw zagranicznych. W jego portfelu są tylko fundusze amerykańskie, i to tak wyrafinowane, jak indeksowe (61 tys. zł). Amatorem funduszy jest również Zbigniew Religa, który ma jednostki warte 725 tys. zł.
Co ciekawe - posłowie wiedzą, jak omijać uchwalony przez nich podatek Belki. Wielu skusiło się na polisę z funduszami kapitałowymi, które zwalniają zyski z podatku.
- Tak popularne osoby są łakomym kąskiem dla agentów - mówi Grzegorz Raupuk.
Nie wszyscy politycy są wzorem do naśladowania, bo nie wiedzą, co mają. Mylą nazwy funduszy inwestycyjnych.

Eliminacje mundialu: Tylko w grupie z Włochami mielibyśmy silniejszych rywali

mik
2007-11-27, ostatnia aktualizacja 2007-11-27 22:02
Zobacz powiększenie
Były piłkarz reprezentacji Ghany Abedi Pele Ayew wyciąga kartkę z nazwą Polski
Fot. SIPHIWE SIBEKO REUTERS

Niektórzy już świętują awans do mundialu 2010. Nie mogliśmy trafić słabszych rywali! - głoszą. Tymczasem prawda jest inna tylko w jednej grupie rywale byliby mocniejsi - przynajmniej tak wynika z rankingu FIFA.

Sprawdziliśmy dorobek zespołów, z którymi Polska mogła zagrać w innych grupach (celowo pominęliśmy drużyny z szóstego koszyka, które i tak są tzw. "dostarczycielami punktów") i wynika z tego, że tylko drużyny w grupie ósmej zgromadziły w rankingu FIFA więcej punktów niż nasi przyszli rywale w grupie trzeciej.

W tabelach po numerze grupy suma punktów, które zespoły z koszyków 1, 3, 4 i 5 zgromadziły w rankingu FIFA. Po nazwach zespołów ich dorobek w rankingu FIFA

Grupa 1 - 3026Grupa 2 - 2733Grupa 3 - 3063
Portugalia - 1241Grecja - 1114Czechy - 1290
Dania - 797Szwajcaria - 657Irlandia Płn. - 780
Węgry - 581Mołdawia - 579Słowacja - 590
Albania - 407Łotwa - 383Słowenia - 403


Grupa 4 - 2825Grupa 5 - 2901Grupa 6 - 2802
Niemcy - 1296Hiszpania - 1349Chorwacja - 1129
Finlandia - 695Belgia - 600Ukraina - 824
Walia - 560Bośnia i Herc. - 585Białoruś - 552
Azerbejdżan - 274Armenia - 367Kazachstan - 297


Grupa 7 - 2978Grupa 8 - 3136Grupa 9 - 2933
Francja - 1243Włochy - 1498Holandia - 1170
Serbia - 820Irlandia - 731Norwegia - 827
Litwa - 549Cypr - 493Macedonia - 556
Austria - 366Gruzja - 414Islandia - 380

Kamiński żegnał się z CBA na hucznej imprezie?

asz, PAP
2007-11-28, ostatnia aktualizacja 2007-11-28 07:48

Długo, ale bez rozgłosu bawili się w weekend w rządowym ośrodku w Jadwisinie pracownicy CBA - twierdzi "Dziennik". Miało to być nieformalne spotkanie, na którym kierownictwo chciało podziękować za współpracę pracownikom Biura.

Zobacz powiekszenie
Fot. Krzysztof Miller / AG
Mariusz Kamiński, szef CBA
"Dziennik" pisze, że informacje o imprezie w podwarszawskim Jadwisinie potwierdził w trzech niezależnych źródłach. Personel miał wiedzieć, że gośćmi będą pracownicy CBA. W piątek potwierdziła to gazecie jedna z recepcjonistek. Także we wtorek nieoficjalnie "Dziennik" dowiedział się, że impreza z udziałem pracowników Biura odbyła się. - Nie było żadnych zniszczeń. Tylko z pokoju 23 zniknął ręcznik - powiedziała gazecie jedna z pracownic ośrodka.

Jaki był powód imprezy? - Kamiński poważnie liczy się z tym, że niedługo może stracić stanowisko. Dlatego woli na wszelki wypadek już teraz podziękować współpracownikom za pracę i zaangażowanie - mówi informator gazety. Tym bardziej że atmosfera w CBA nie jest najlepsza. Pracownicy boją się, że po zmianie kierownictwa mogą stracić pracę. Niektórzy już starają się m.in. o pracę w ABW lub policji.

CBA imprezy nie organizowało

CBA zaprzecza, że zorganizowało imprezę w Jadwisinie. Także Centrum Obsługi Kancelarii Prezesa Rady Ministrów nie potwierdza tego oficjalnie. - Były tam osoby prywatne, które płaciły same za siebie - mówi Marcin Gawroński, zastępca dyrektora ds. zarządzania.

Julia Pitera, pełnomocnik rządu ds. opracowania programu zwalczania nadużyć w instytucjach publicznych, twierdzi, że sprawa powinna być wyjaśniona. - CBA nie raz mijało się z prawdą, także dokumentacja tej służby budzi wiele kontrowersji - mówi "Dziennikowi". Pitera pracuje nad raportem dotyczącym funkcjonowania Biura. Nie chce jednak zdradzać żadnych szczegółów. Jak mówi, dopiero po sporządzeniu raportu i jego analizie będą podjęte decyzje dotyczące CBA.

Nie dają się zakleić jak czujniki metanu

Marcin Pietraszewski, Tomasz Głogowski, Katowice
2007-11-28, ostatnia aktualizacja 2007-11-27 20:17

Do związku Sierpień '80 zgłosili się wczoraj kolejni górnicy, którzy opowiadają, jak w kopalni Szczygłowice w Knurowie namawiano ich do fałszowania wskazań czujników metanu.

Zobacz powiekszenie
Fot.Bartosz Wrześniowski / AG
Górnicy kopalni Szczygłowice rozdrabniają większe kawałki węgla, tzw. kęsy, aby przeszły przez taśmociąg
Natomiast ABW przesłuchała górnika Jarosława J., który nagrał nadsztygara, gdy ten namawiał go, żeby kłamał w sprawie tych fałszerstw.

Sprawę opisaliśmy we wczorajszej "Gazecie". W kopalni Szczygłowice górnicy zaklejali taśmą czujniki mierzące stężenie metanu pod ziemią i instalowali je pod rurami doprowadzającymi do chodników świeże powietrze. To śmiertelne zagrożenie, bo "oślepiony" czujnik nie alarmuje, kiedy stężenie metanu grozi wybuchem. Górników zmuszali do tego pracownicy nadzoru.

Podobne praktyki stosowano w kopalni Halemba w Rudzie Śląskiej, gdzie rok temu po wybuchu metanu zginęło 23 górników.

I po tej katastrofie związkowcy z Sierpnia '80 powiadamiają o fałszerstwach w kopalni Szczygłowice prokuraturę. Sprawę bada też ABW, a nadużycia potwierdza Wyższy Urząd Górniczy - na początku roku wysyła do sądu sześć wniosków o ukaranie osób z kierownictwa i nadzoru kopalni.

Nic się nie zmienia. Zaś związkowcy odkrywają, że pracownicy dozoru nakłaniali górników, aby zeznawali, że czujniki były uszkadzane na polecenie Sierpnia '80. W poniedziałek przekazali ABW nagranie jednej z takich rozmów. Nadsztygar Leszek P., inspektor do spraw BHP kopalni Szczygłowice, próbował namawiać górnika Jarosława J. do składania fałszywych zeznań.

- To mam kłamać? - pyta górnik J.

- Czemu kłamać? K... mać! Jest mi potrzebne stwierdzenie, że to Sierpień kazał te czujniki dać niżej (...), a nie, że te czujniki, k..., od iks czasu u nas tak wiszą - mówił nadsztygar P.

Płytę z nagraniem ABW wysłało wczoraj do prokuratury w Gliwicach, która prowadzi śledztwo w sprawie narażenia górników z kopalni Szczygłowice na utratę zdrowia lub życia. - Zlecimy badanie autentyczności tej rozmowy - mówi prokurator Michał Szułczyński, rzecznik gliwickiej prokuratury. - Jeżeli specjaliści potwierdzą, że nie ingerowano w jej treść, nadsztygarowi może zostać przedstawiony zarzut nakłaniania świadka do utrudniania śledztwa.

Wczoraj do Sierpnia '80 zgłosiło się kilku następnych górników, którzy też opowiadają o nieprawidłowościach. - Przyznali, że dozór zmuszał ich do zaklejania czujników. Potwierdzą to w prokuraturze, czekają na wezwania na przesłuchania - mówi Bogusław Ziętek, przewodniczący Sierpnia '80.

Kompania Węglowa, do której należy kopalnia Szczygłowice, nie rozpoczęła postępowania dyscyplinarnego. - Czekamy na ustalenia prokuratury - twierdzi Zbigniew Madej, rzecznik Kompanii.

Dodaje, że to dobrze, że górnicy "zaczynają mówić o nieprawidłowościach". - Każdy taki potwierdzony sygnał będzie miał wpływ na poprawę bezpieczeństwa pod ziemią - mówi Madej.

Sierpień '80 to trzecia co do wielkości centrala działająca w górnictwie. Związek powstał w 1989 r., gdy część działaczy odeszła z "Solidarności". Dziś jest uważany za najbardziej radykalny związek działający w górnictwie.

Sierpień '80 znany jest demonstracji, ostatnia odbyła się 21 listopada pod siedzibą Kompani Węglowej w pierwszą rocznicę wypadku na kopalni Halemba (w której zginęło 23 górników). Po tej pikiecie na Śląsku mówiło się, że związek wykorzystał tragedię do własnej promocji.



-----

Marcin Pietraszewski, Tomasz Głogowski:

Dlaczego nagrał pan rozmowę z nadsztygarem Leszkiem P.?

Jarosław J.*: Żeby chronić własną dupę. Wcześniej mieliśmy spotkanie w szerszym gronie, na którym nadsztygar wypytywał górników, czy ktoś na polecenie Sierpnia '80 manipulował przy czujnikach i robił potem zdjęcia. Zachęcano nas, żeby napisać takie oświadczenia. Odmówiłem. Czułem, że na tym się nie skończy. Pojechałem więc do supermarketu i kupiłem na raty dyktafon cyfrowy. Uznałem, że skoro minister Ziobro nagrywał kolegów z rządu, to ja mogę nagrać swoich przełożonych. Kilka dni później nadsztygar zaprosił mnie na rozmowę.

Powiedział mu pan, że go nagrywa?

- Pan żartuje. Znam go ponad 20 lat, jakbym mu powiedział, toby mnie wywalił z pokoju na zbity pysk. Nagrałem, jak mnie prosi, żebym napisał oświadczenie i zeznał, że aferę z czujnikami nakręcili związkowcy. Tłumaczyłem mu, że nie będę kłamał i nie chcę się w nic mieszać, bo wkrótce odchodzę na emeryturę. Nadsztygar uspokajał mnie, że nikt mi krzywdy nie zrobi.

Dlaczego czekał pan aż cztery miesiące z ujawnieniem nagrania?

- Ja w ogóle nie chciałem go ujawniać. Zależało mi tylko na tym, żeby doczekać spokojnie emerytury i nie babrać się już żadnym syfie. Może i byłem tchórzem, ale na kopalni lepiej się nie wychylać. Zmieniłem zdanie, kiedy przeniesiono mnie na gorszy oddział. Nie mam wątpliwości, że to zemsta, bo odrzuciłem propozycję nadsztygara P. Poszedłem więc do związkowców.

I nie zrobiłem tego dla siebie, ale dla syna, który też robi na kopalni Szczygłowice. Nie chcę, żeby się spalił podczas wybuchu, bo czujniki były poprzestawiane. Byłem świadkiem, jak wkładano je pod rurociąg ze świeżym powietrzem i oszukiwano pomiary. Najwyższy czas z tym skończyć. Niech dyrekcja wie, że po tragedii na Halembie górnicy stali się odważniejsi i coraz głośniej zaczynają mówić o przekrętach.

Powtórzy pan to w prokuraturze i ABW [rozmawialiśmy, zanim Jarosław J. został przesłuchany]?

- Słowo w słowo.

*Jarosław J. - górnik, którego nadsztygar próbował namawiać do fałszywych zeznań. Pod koniec grudnia przechodzi na emeryturę

Rydzyk: Cofamy się do najciemniejszego komunizmu

asz, PAP
2007-11-28, ostatnia aktualizacja 2007-11-28 07:15

O przywileje nie prosimy, tylko o normalność - mówił dyrektor o. Tadeusz Rydzyk w nocy z wtorku na środę w Radiu Maryja, odnosząc się do wypowiedzi minister nauki Barbary Kudryckiej na temat Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej (WSKSiM) w Toruniu.

Zobacz powiekszenie
Fot. JERZY GUMOWSKI
Ojciec Tadeusz Rydzyk
- Kontrole to jest normalna sprawa. Nienormalne jest, że jedno z pierwszych wystąpień pani minister i od razu uczelnia w Toruniu, WSKSiM. Należy spodziewać się, że to będą jakieś represje. To straszenie - powiedział o. Rydzyk.

Redemptorysta zapewnił, że liczne kontrole w założonej przez niego uczelni nie wykazały żadnych nadużyć.

- Natomiast szczególnie nas traktowali. Nie mamy taryfy ulgowej za żadnego rządu i za PiS też nie mieliśmy taryfy ulgowej. Musieliśmy ze wszystkiego się dokładnie wylegitymować. My nie wymawiamy się. My żadnych ulg nie chcemy. Chcemy być traktowani jak każdy obywatel i bez specjalnych przywilejów. My o przywileje nie prosimy, tylko o normalność - podkreślił.

Dyrektor Radia Maryja apelował do słuchaczy o modlitwę i wysyłanie listów protestacyjnych do minister Kudryckiej.

- To się nie mieści w głowie. To jest oszczerstwo, ale to również jest zapowiedź naprawdę szykan, jakiś represji. (...) Jak można takie rzeczy robić? Gdzie my jesteśmy w ogóle? My się cofamy do jakiegoś najciemniejszego komunizmu, do terroru, kłamstwa, propagandy, tylko innymi metodami. To jest dramat - ocenił o. Rydzyk.

"My służymy Polsce w sposób bezinteresowny"

- My służymy Polsce w sposób bezinteresowny. Radio Maryja to jest dar ludzi, często biednych, dla odnowy Rzeczypospolitej. Radio Maryja to jest jakieś zjawisko oddolnej demokracji. Ludzie mówią, ludzie dochodzą do prawdy, ludzie prowadzą dialog. To jest zjawisko niesamowite - dodał.

Reakcję o. Rydzyka wzbudził wywiad szefowej resortu nauki i szkolnictwa wyższego w poniedziałkowej "Rzeczypospolitej". - Funkcją organów państwa takich jak resort szkolnictwa wyższego jest przede wszystkim działalność kontrolna i wykorzystam ją, by sprawdzić czy szkoła ta nie narusza prawa - mówiła Kudrycka, pytana o WSKSiM.

Dyrektor Radia Maryja w poniedziałek mówił na antenie swojej rozgłośni, że wypowiedź minister odebrał jako "zapowiedź represji" i "powrót do najciemniejszego komunizmu".

We wtorek minister Kudrycka w radiowych "Sygnałach Dnia" zaprzeczyła jakoby planowała kontrolę w WSKSiM, podkreślając że nie otrzymała żadnych skarg na tę uczelnię.

Adam Michnik jedzie mediować do Gruzji

Jacek Pawlicki
2007-11-28, ostatnia aktualizacja 2007-11-28 07:22

Redaktor naczelny "Gazety Wyborczej" Adam Michnik ma zostać rzecznikiem wolności mediów w Gruzji. Do Tbilisi pojedzie być może już jutro

Zobacz powiekszenie
Fot. SHAKH AIVAZOV AP
Niedzielna demonstracja w obronie jedynej opozycyjnej telewizji Imedi zgromadziła w Tbilisi 30 tys. osób. Telewizja wciąż nie nadaje
Po 13 dniach zabiegów dyplomatycznych między Waszyngtonem, Brukselą, Warszawą i Tbilisi wyjaśnia się sprawa polskiej mediacji w Gruzji, którą wstrząsa spór między prezydentem Micheilem Saakaszwilim a opozycją.

Adam Michnik ma w imieniu UE i polskiego MSZ pilnować gruzińskich mediów, by przestrzegały demokratycznych zasad gry przed przedterminowymi wyborami prezydenckimi planowanymi na 5 stycznia.

W minioną niedzielę na ulice gruzińskiej stolicy wyszło 30 tys. ludzi żądających wznowienia emisji przez prywatną telewizję Imedi. Została ona na polecenie prezydenta zamknięta po wprowadzeniu stanu wyjątkowego 7 listopada, a jej siedzibę splądrowało wojsko.

Saakaszwili doszedł do władzy w 2003 r. w wyniku rewolucji róż i obalenia skorumpowanego rządu Eduarda Szewardnadzego. Zdecydował się na wybory prezydenckie w odpowiedzi na antyrządowe demonstracje opozycji domagającej się przyspieszenia elekcji do parlamentu.

Będący do niedawna faworytem Zachodu Saakaszwili oskarżył opozycję o konszachty z Rosją, rozkazał policji brutalnie rozpędzić wiece przed parlamentem, ogłosił stan wyjątkowy i wprowadził cenzurę.

Choć stan wyjątkowy został już odwołany, władze wciąż nie pozwalają nadawać telewizji Imeda. W ten sposób gruzińska opozycja straciła główny kanał kontaktu z wyborcami.

Z kolei prezydent twierdzi, że media mogą się stać orężem obalenia legalnych władz. Dlatego też rzecznik wolności mediów ma obserwować i rządowe, i opozycyjne media. Gruzini mogliby mu zgłaszać przypadki naruszenia standardów.

Raporty rzecznika mają dyscyplinować obie strony, ale nie będą miały charakteru rozstrzygnięcia prawnego. Mocy ma im dodać to, że reagować będą na nie zarówno UE, jak i USA.

Koncepcja rzecznika wolności mediów zrodziła się w rozmowach Waszyngtonu z Brukselą i została dopasowana do doświadczeń i międzynarodowej renomy Michnika.

Przedstawiciel UE ds. Kaukazu Szwed Peter Semneby po raz pierwszy rozmawiał z naczelnym "Gazety" o misji w połowie listopada. Jednak gruziński prezydent długo zwlekał z oficjalnym zaproszeniem. Dotarło ono do polskiego MSZ w ostatni weekend.

Michnik pojedzie do Gruzji z poparciem MSZ. "Zarówno ja, jak i resort, którym kieruję, będziemy Pana w tej misji wspierać z całą życzliwością" - czytamy w liście min. Radka Sikorskiego do Adama Michnika.

Do Gruzji został zaproszony także medioznawca Karol Jakubowicz, ale nie wiadomo jeszcze, czy pojedzie.

W Tbilisi był w ostatni piątek prezydent Lech Kaczyński. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że prezydent i jego doradcy niechętnie odnosili się do pomysłu, by to akurat naczelny "Gazety" jechał do Gruzji. Jednak zdaniem ministra Michała Kamińskiego z Kancelarii Prezydenta "Pan Prezydent odnosi się pozytywnie do każdej konstruktywnej działalności polskich obywateli w Gruzji, która przyczynia się do stabilizacji w tym kraju i wspiera Gruzję w jej europejskich i atlantyckich aspiracjach".

Czy Lech Kaczyński udzieli instrukcji bądź mandatu negocjacyjnego Michnikowi? Kamiński napisał: "Prezydent nie był proszony przez Prezydenta Gruzji o udzielenie komukolwiek mandatu negocjacyjnego".