czwartek, 6 września 2007

Zmarł słynny włoski tenor, Luciano Pavarotti

asz, Reuters, AFP, PAP
2007-09-06, ostatnia aktualizacja 2007-09-06 08:34
Zobacz powiększenie
Luciano Pavarotti śpiewa na ceremonii otwarcia Zimowych Igrzysk Olimijskich w Turynie, 10.02.2006 r.
Fot. DYLAN MARTINEZ REUTERS

71-letni Pavarotti miał raka trzustki. Chorobę zdiagnozowano u niego w zeszłym roku, od tej pory pięciokrotnie przechodził chemioterapię. Słynny tenor zmarł w czwartek nad ranem w swoim domu we Włoszech.

Zobacz powiekszenie
Fot. JAN BAUER AP
Luciano Pavarotti z Carol Vaness w ''Tosce'', opera w Berlinie, 26.06.2003 r.

Wielka kariera i występy Pavarottiego - przeczytaj i obejrzyj

W zeszłym miesiącu Luciano Pavarotti trafił do szpitala z wysoką gorączką. Prawdopodobnie zachorował na zapalenie płuc. Kilka dni temu wypisano go do domu. Lekarze poinformowali, że tenora ponownie zaatakował rak i nic nie można już zrobić. Wczoraj wieczorem włoska agencja ANSA podała, że stan jednego z najsłynniejszych śpiewaków operowych świata gwałtownie się pogorszył. Pavarotti zmarł dzisiaj, około 5 rano.

- Mistrz prowadził długą i ciężką walkę z rakiem trzustki. Poddał się dopiero w ostatnim stadium choroby, która odebrała mu życie - napisał w oświadczeniu menedżer wielkiego artysty.

Ostatni publiczny występ

Od czasu operacji w lipcu roku 2006 Pavarotti nie występował publicznie. W ostatnich dniach został nagrodzony przez rząd włoski za zasługi dla rodzimej kultury, za jej promocję w kraju i za granicą.

Urodzony w 1935 r. w Modenie, Pavarotti karierę rozpoczął ponad 40 lat temu, występując w 1961 r. jako Rudolf w "Cyganerii" Pucciniego. Już w dwa lata później występował w najsłynniejszych teatrach operowych świata, brał udział w koncertach i nagraniach. Po raz ostatni przed wielką publicznością wystąpił na otwarciu Olimpiady w Turynie w 2006 r.

Pavarotti śpiewa ''Nessun Dorma'' z opery ''Turandot'' Pucciniego - wideo



Otwarcie Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Turynie, 10.02.2006 r.

Odszedł mistrz opery
2007-09-05 21:21 Aktualizacja: 2007-09-06 09:22

Luciano Pavarotti nie żyje

Już nie porwie tłumów mocnym głosem, nie urzeknie milionów swoim "O sole mio". Luciano Pavarotti, najsłynniejszy tenor świata, przegrał walkę z rakiem trzustki. Odszedł wśród bliskich, o świcie, w swojej rezydencji w Modenie.

Pavarotti przeszedł operację trzustki i kilka cyklów chemioterapii. Jak niedawno zapewniała jego rodzina, po terapii zachował włosy i nie stracił na wadze. "Przy tej chorobie nigdy nic nie wiadomo, ale myślę, że Luciano się udało, że wyzdrowiał" - mówiła jego żona w lipcu, zapewniając, że śpiewak pracuje w studiu nagrań. Na początku przyszłego roku miała ukazać się jego najnowsza płyta.

W ostatnich miesiącach coraz częściej trafiał do szpitala. 25 sierpnia wrócił do domu. Od tego czasu w jego rezydencji opiekowali się nim lekarze onkolodzy. Wczoraj wieczorem włoskie media podały, że Pavarotti jest w bardzo poważnym stanie. Dziś o świcie nadeszła tragiczna wiadomość. Słynny tenor odszedł. Przegrał walkę z chorobą. Zmagał się nie tylko z rakiem, ale również z ciężkim zapaleniem płuc.

Zmarł wśród bliskich

Do końca zachował pogodę ducha. "Mistrz prowadził długą i ciężką walkę z chorobą - rakiem trzustki, który ostatecznie zabrał mu życie" - przyznała Terri Robson, menedżerka tenora.

Od czasu operacji trzustki w lipcu 2006 roku artysta nie pokazywał się publicznie.

Luciano Pavarotti występował ponad 40 lat. Debiutował w 1961 roku jako Rudolf w "Cyganerii" Pucciniego. Publiczność od razu go pokochała. Zresztą Pavarotti często udowadniał widzom, że ta miłość jest obustronna. Chętnie występował w parkach i na festiwalach, nagrywały z nim gwiazdy - Celine Dion, Bono z U2, Ricky Martin, Eric Clapton.

Zasłynął jako jeden z "Trzech Tenorów". Śpiewał wtedy z Placido Domingo i Jose Carrerasem. Sprzedał ponad 100 milionów płyt. W 1995 roku wystąpił w Polsce.

Uspokajał dziecko śpiewem

Ale Luciano Pavarotti to nie tylko piękny głos i monstrualna tusza. Publiczność zapamiętała go jako rubasznego, sympatycznego mężczyznę, który uwielbiał otaczać się pięknymi kobietami. Cztery lata temu kolorowa prasa rozpisywała się o jego ślubie z 34-letnią asystentką Nicolettą Mantovani, dla której porzucił żonę i troje dzieci. Owocem jego ostatniej miłości była córka Alicja. Przyszła na świat w styczniu 2003 roku. Po jej narodzinach tenor ogłosił, że chce mieć jeszcze wiele dzieci.

Pavarotii opowiadał, że gdy Alicja miała kilka miesięcy i zdarzało się jej w nocy płakać, uspokajał ją w nietypowy sposób - śpiewał jej najgłośniej jak tylko potrafił.

"Kiedy płacze zaczynam jej śpiewać i robię to tak głośno, że przestaje" - opowiadał 67-letni wówczas śpiewak w jednym z wywiadów prasowych. "Boję się, kiedy Alice płacze w nocy. Próbuję ukołysać ją do snu śpiewem albo wstaje do niej Nicoletta lub niania".

"Mam czas na bycie ojcem"

Pavarotti ma jeszcze trzy dorosłe córki ze związku z poprzednią żoną Aduą. "Teraz mam czas na bycie ojcem. Uwielbiam moje starsze córki, ale nigdy dotąd nie miałem czasu, aby poświęcać go dzieciom. Czasy były zupełnie inne, a ja podróżowałem po całym świecie robiąc karierę" - wyjaśniał tenor.

Po raz ostatni Pavarotti zaśpiewał przed światową widownią 10 lutego 2006 roku. Wykonał arię "Nessun Dorma" na otwarciu Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Turynie. Wkrótce potem z powodu choroby odwołał wszystkie koncerty i wielkie tournee.

Opera legend Pavarotti dies at 71


Luciano Pavarotti
Pavarotti had been diagnosed with pancreatic cancer last year
Italian tenor Luciano Pavarotti has died at his home in the northern city of Modena, his manager has announced.

The singer, who was diagnosed with pancreatic cancer last year, was 71.

His charismatic performances - particularly alongside fellow tenors Placido Domingo and Jose Carreras - helped bring a new audience to opera.

Pavarotti had cancer surgery in July 2006 in New York, five months after his last performance. He had not made any public appearances since then.

He underwent five bouts of chemotherapy in the past year, and was admitted to hospital with a fever on 8 August. He was released two weeks later following diagnostic tests.

Fellow tenor Domingo said he had "always admired the God-given glory" of Pavarotti's voice.

'Long, tough battle'

HAVE YOUR SAY
Luciano Pavarotti
He entertained us with his voice, and his wonderful smile. I will remember him, as will so many others.
Michael, Luton

Although his wife had told papers he was fighting like a lion, it had been feared that he had gone home to die among his friends and family, says the BBC's Christian Fraser in Rome.

Manager Terri Robson said in a statement that the tenor died at 0500 local time (0400 BST) on Thursday.

"The Maestro fought a long, tough battle against the pancreatic cancer which eventually took his life," she said.

"In fitting with the approach that characterised his life and work, he remained positive until finally succumbing to the last stages of his illness."

Pavarotti enjoyed 40 years on the world stage and became one of the world's biggest-selling artists.

He brought a new audience to opera, particularly with his signature tune Nessun Dorma, from Puccini's Turandot, which became associated with the 1990 football World Cup.

'So much fun'

The Three Tenors
We had trouble remembering we were giving a concert before a paying audience, because we had so much fun between ourselves
Placido Domingo

His performances with Domingo and Jose Carerras at this time - in the Three Tenors concerts - were seen around the world.

"We've reached 1.5 billion people with opera," Pavarotti told critics of the shows.

"If you want to use the word commercial, or something more derogatory, we don't care. Use whatever you want."

In a statement from Los Angeles, Domingo said he had fond memories of the Three Tenors shows.

"We had trouble remembering we were giving a concert before a paying audience, because we had so much fun between ourselves," he said.

Nessun Dorma was part of Pavarotti's final performance, at the opening of the Winter Olympics in Turin in February 2006.

London's Royal Opera House - where the tenor last performed in Tosca in January 2002 - called Pavarotti "one of the finest singers of our time".

"He was one of those rare artists who affected the lives of people across the globe in all walks of life," it said.

"Through his countless broadcasts, recordings and concerts he introduced the extraordinary power of opera to people who perhaps would never have encountered opera and classical singing, in doing so he enriched their lives. That will be his legacy."

Tenor Luciano Pavarotti dead at 71

(CNN) -- Famed opera tenor Luciano Pavarotti, who appeared on stage with singers as varied as opera star Dame Joan Sutherland, U2's Bono and Liza Minnelli, died Thursday after suffering from pancreatic cancer, his manager Terri Robson said in a statement. He was 71.

"The great tenor, Luciano Pavarotti, died today at 5:00 a.m. at his home in Modena, the city of his birth," according to Robson.

"The Maestro fought a long, tough battle against the pancreatic cancer which eventually took his life. In fitting with the approach that characterized his life and work, he remained positive until finally succumbing to the last stages of his illness."

The portly singer retired from staged opera in 2004, but was on a "farewell tour" of concerts when he was diagnosed with pancreatic cancer in 2006 and underwent emergency surgery to remove the tumor.

Although the remaining concerts of his tour were canceled, his management said that he hoped to resume the tour in 2007.

But in early August, Pavarotti was hospitalized in Modena with a fever and released 17 days later after undergoing diagnostic tests.

Pavarotti is survived by his wife, Nicoletta Mantovani, and a daughter, Alice, along with three grown daughters by his first wife, Adua Veroni, whom he divorced in 2000, and a granddaughter.

According to Robson, his wife, daughters and sister, along with other relatives and friends were at his side when he died.

Widespread appeal

Much as the star power of Rudolf Nureyev and Mikhail Baryshnikov revived widespread interest in classical ballet in the 1970s and 1980s, Pavarotti's beaming charisma and bravura style captured the attention of the late-20th-century audience for opera.

Widely considered the greatest tenor of his time, Pavarotti began his life modestly in Modena, the son of Fernando, a baker and amateur singer, and Adele, who worked at the local tobacco factory.

"I dreamed to become a singer when I was four and I hear my father singing in the church with a beautiful tenor voice," he told CNN in a 1991 interview. "And I say to myself, well, let's try to do something."

The young Pavarotti -- who played soccer with his town's junior team -- joined the church choir with his father and traveled with him to Wales, where the singing group won first prize at the Llangollen International singing competition.

Although the experience left Pavarotti enthralled with singing, he graduated from the local teaching institute in 1955 and taught elementary school for two years, then worked as an insurance salesman. He continued his vocal studies, however, working first with with Arrigo Pola and then with Ettore Campogalliani.

Then, in 1961, Pavarotti won the prestigious Concorso Internazionale and made his operatic debut at the Reggio Emilia Theater as Rodolfo in Giacomo Puccini's "La Boheme." His fame spread throughout Italy and then throughout the European continent as he made his international debut in Giuseppe Verdi's "La Traviata" in Belgrade.

When Dame Joan Sutherland brought him on-stage with her during a performance of Gaetano Donizetti's "Lucia di Lammermoor" with the Greater Miami Opera in 1965, Pavarotti began his American career. He debuted at New York's Metropolitan Opera House three years later, and eventually marked 379 performances there, including his final opera, Puccini's "Tosca" in 2004, in which he performed as the painter Mario Cavaradossi.

In between Pavarotti sold millions of records and raised millions of dollars for charity through benefit concerts, often sharing the stage with pop stars as well as other opera singers.

Of his recordings, 1990's "The Essential Pavarotti" was the first classical album to reach No. 1 on Britain's pop charts, where it remained for 5 weeks. 1994's "The Three Tenors in Concert," with Placido Domingo and Jose Carreras, remains the best selling classical album of all time.

Pavarotti joined with Domingo and Carreras in 1990, and although critics complained that Pavarotti's vocal skills were waning, the trio performed together for 14 years.

Among his charities were a 1995 "Concert for Bosnia" that raised $8.5 million and other concerts that raised $3.3 million for refugees from Afghanistan and $1 million for refugees from Kosovo.

In artistic terms, Pavarotti brought to the stage a voice neatly suited to the traditional bel canto, or "beautiful singing" style, essential to 17th-century Italian opera. As much about intensity as pitch, bel canto focuses the voice, concentrating the sound with both outstanding warmth and agility.

So demanding is this work even of the best singers that Pavarotti in concert recital could be seen rising to the balls of his feet during the most challenging passages. A long, white handkerchief always hung from one hand as he sang, his eyebrows arched high in the effort, forming an expression seemingly of surprise at his own success.

Humble beginnings

From his small beginnings, Pavarotti rose to great heights, performing in front of 500,000 people in New York's Central Park -- a concert seen by millions on television -- and before another 300,000 at Paris' Eiffel Tower.

He won countless awards and honors -- including five Grammies -- and was named United Nations Messenger for Peace by then-Secretary-General Kofi Annan. He launched an international competition, The Pavarotti International Voice Competition, in 1982. He even founded a teaching facility for young singers in his home town.

His signature aria, Puccini's "Nessun Dorma" from "Turandot," was chosen as the theme music for the 1990 soccer World Cup, hosted by Italy. He also performed the aria at the opening ceremony of the 2006 Winter Olympics in Turin.

The great singer was also known as an equestrian expert, organizing one of the international show jumping circuit's most important competitions, the Pavarotti International, in Modena. Coinciding with that event, Pavarotti also staged an annual charity concert, Pavarotti and Friends.

When cancer finally stopped Pavarotti from singing, it was only the second interruption of his career.

"I think I just stop for one year when from a kid I become a man and the voice is changing," he said in 1991. "I was an alto and become a tenor and that is the only time I think I remember to have stopped singing. Otherwise I have sung all my life."

Amid reports this week that his condition was worsening, it was announced in Rome on Tuesday (September 4) by Italy's cultural minister, Francesco Rotelli, Pavarotti is receiving a newly created prize for excellence in cultural achievement.

The New York Times' Alan Riding pointed out in a February article that ironically, the modern-day popularity of operatic work has prompted the building of new opera houses in many major centers including Copenhagen, Tokyo and -- coming next year, Beijing -- at a time when the repertoire remains rooted in centuries-old work and the costs of production make tickets prohibitive for most younger would-be audience members.

For opera to survive today, Riding wrote, it needs not only new music but also "exciting young singers." Pavarotti was that singer, in the right place and the right time for his

Trybunał poczekał, a Sejm i tak nie zdąży


Sejm nie zdoła już uchwalić nowych przepisów dotyczących asesorów, choć Trybunał Konstytucyjny na prośbę marszałka Ludwika Dorna dał na to posłom dodatkowe trzy miesiące. Grozi to zapaścią wymiaru sprawiedliwości

Projekt zmiany konstytucji i ustawy sędziowskiej leży wprawdzie w Sejmie od kwietnia, ale do dziś nie powołano komisji, która by nad nim pracowała.

Pierwotnie rozprawa przed TK miała się odbyć już w lipcu. Na prośbę marszałka Sejmu Ludwika Dorna Trybunał odroczył ją jednak na 24 października. Do tego czasu posłowie mieli się uporać ze zmianą nie tylko ustawy o ustroju sądów powszechnych, ale i konstytucji. Projekty czekały w Sejmie od kwietnia.

W połowie czerwca odbyło się ich pierwsze czytanie. Wówczas też padł wniosek o odrzucenie projektów, ale przepadł w głosowaniu. Od tego czasu nie zdołano powołać komisji, która miała pracować nad zmianami.

Asesorem sądy stoją

Problem w tym, że asesorzy stanowią niemal 25 proc. kadry orzeczniczej w sądach i rocznie załatwiają ok. 3 mln spraw. W sądach rejonowych pracuje dziś 5237 sędziów oraz 1637 asesorów. Za niespełna dwa miesiące może się okazać, że ci ostatni znikną z sądów. Przepisy regulujące instytucję asesorów mogą się okazać niezgodne z konstytucją. Problem w tym, że powierzono im orzekanie, choć sędziami nie są. - Rezygnując z nich z dnia na dzień, wymiar sprawiedliwości przestałby istnieć -ocenia Krzysztof Józefowicz, były wiceminister sprawiedliwości, który pracował w gronie prezydenckich ekspertów przygotowujących zmianę konstytucji.

Sam TK od dawna miał wątpliwości, czy instytucja asesora jest zgodna z ustawą zasadniczą. Gdy w listopadzie ubiegłego roku wpłynęły do niego skargi obywateli na decyzje podejmowane przez asesorów (dotyczące tymczasowych aresztowań i zabezpieczenia majątku), skorzystał z prawa do tzw. sygnalizacji. W ten sposób dał znać rządowi i posłom, aby zastanowili się nad szybkimi zmianami. Przez kilka tygodni nic się nie działo, aż w końcu powstały zespoły: prezydencki i Krajowej Rady Sądownictwa.

Sędzia na próbę

Co się stanie, jeśli TK uzna, że skarżący ten przepis mają rację? Ministerstwo Sprawiedliwości straci kompetencje do powierzania asesorom funkcji orzeczniczych, a ci nie będą mogli orzekać. To z kolei oznaczałoby wydłużenie czasu postępowań. Nie wspominając o tym, że wszystkie trwające już sprawy karne musiałyby się rozpocząć od nowa.

Jak ma się zmienić prawo? Otóż wmyśl prezydenckich propozycji pierwsza nominacja dla sędziego -ale tylko na najniższe stanowisko sędziowskie - nastąpi na czas oznaczony: od dwóch do czterech lat. Kolejna będzie już na czas nieoznaczony. Chodzi o nominacje w sądach rejonowych, garnizonowych i wojewódzkich administracyjnych. Dzisiejsi asesorzy z mocy prawa staną się tzw. sędziami na próbę. Czas spędzony za sędziowskim stołem, zaliczy się im na poczet okresu próby.

Wolny sędziowski etat zostanie obsadzony w drodze konkursu. Udział w nim będą mogli wziąć wszyscy uprawnieni. Kiedy jednak młodemu sędziemu zakończy się czas próby, konkursu już nie będzie. Wystarczy ocena, którą dostanie po próbnym okresie. To ona przesądzi o dalszych jego zawodowych losach.





Asesor to nie sędzia

Skarżący się na obecne przepisy do Trybunału Konstytucyjnego uważają, że:
¦ asesor nie jest sędzią w rozumieniu konstytucji,
¦ jest zależny od ministra sprawiedliwości i kolegium właściwego sądu okręgowego,
¦ pozostaje pod pieczą sędziego konsultanta, od którego opinii zależy jego przyszłość,
¦ może zostać delegowany do pracy w innym sądzie bez ograniczeń.

Najważniejsze zarzuty dotyczące tej instytucji podzielają zarówno rzecznik praw obywatelskich, jak i Krajowa Rada Sądownictwa. Janusz Kochanowski zapowiada nawet swój udział w postępowaniu przed Trybunałem

Trybunał zbada, czy marszałek może sądzić samego siebie

Ponad pięćdziesięciu posłów Ligi Polskich Rodzin i Samoobrony podpisało się pod wnioskiem do Trybunału, w którym kwestionują konstytucyjność jednego z przepisów regulaminu Sejmu. Wniosek jest już w Trybunale

Jak wiadomo, chodzi o przepis regulujący postępowanie marszałka z wnioskami o uzupełnienie porządku dziennego posiedzenia izby, a konkretnie - o punkt dotyczący odwołania samego marszałka.

LiS przypomina, że zgodnie z konstytucją (art. 110) Sejm wybiera marszałka i wicemarszałków ze swojego grona. Nie ma natomiast szczegółowych wskazań dotyczących trybu odwołania ich z tej funkcji. W tej sprawie - piszą posłowie do TK -w pełnym zakresie stosuje się zasady związane z ustalaniem porządku dziennego posiedzenia Sejmu. A z nich wynika, że wnioski o uzupełnienie tego porządku mogą zgłaszać na piśmie kluby, koła oraz grupy co najmniej 15 posłów, nie później niż 12 godzin przed rozpoczęciem posiedzenia (art. 173 ust. 3 regulaminu). Zaskarżony art. 173 ust. 5 regulaminu stanowi zaś, że jeśli marszałek nie uwzględni takiego wniosku, staje się on przedmiotem rozstrzygnięcia przez Sejm nie później niż w ciągu sześciu miesięcy. I to właśnie budzi sprzeciw posłów LiS. Oznacza bowiem, piszą do TK, że marszałek może samodzielnie decydować o uzupełnieniu porządku i w konsekwencji poddać go pod rozstrzygnięcie izby nawet po kilku miesiącach.

Zdaniem posłów jest to sprzeczne z art. 110 konstytucji, bo ogranicza jedno z podstawowych praw Sejmu: prawo do powołania, a więc i do odwołania marszałka Sejmu.

Posłowie uważają, że powoływanie i odwoływanie marszałka jest wyłączną prerogatywą Sejmu. Pozostawianie wyłącznie marszałkowi decyzji, czy wprowadzić stosowny wniosek do porządku dziennego, jest niedopuszczalnym jej ograniczeniem - piszą. Może bowiem doprowadzić do tego, że bezpośrednio zainteresowany sprawą marszałek będzie z premedytacją odwlekał poddanie decyzji Sejmu wniosku o swoje odwołanie, paraliżując tym jego działanie.

Trybunał Konstytucyjny nadał bieg sprawie: opatrzył wniosek sygnaturą (U 8/07) i powierzył funkcję sprawozdawcy sędziemu TK prof. Mirosławowi Wyrzykowskiemu. Z rozpatrywania sprawy wyłączył się sędzia Marek Mazurkiewicz, który przed laty jako poseł uczestniczył w pracach nad Regulaminem Sejmu RP.

Teraz TK przekaże tekst wniosku LiS uczestnikom postępowania: marszałkowi Sejmu i prokuratorowi generalnemu. Prawo daje uczestnikom co najmniej trzy tygodnie na zajęcie stanowiska w sprawie. Po otrzymaniu pisemnych stanowisk marszałka i prokuratora generalnego Trybunał będzie musiał popracować nad sprawą, co też, oczywiście, wymaga czasu. Dopiero wtedy możemy usłyszeć o terminie rozprawy. Wszystko to potrwa więc minimum miesiąc.

SN: Strona www.sn.pl nie jest dziennikiem ani czasopismem


Postanowienie Sądu Najwyższego z 26 lipca 2007 r. (sygn.IVKK174/07) dotyczące rzekomo obowiązku rejestracji stron internetowych stało się przedmiotem żywego zainteresowania opinii publicznej i spowodowało zrozumiały niepokój wśród osób prowadzących takie strony.


Zrozumiały, bo gdyby rzeczywiście każda strona internetowa była gazetą lub czasopismem, to niezarejestrowanie jej byłoby przestępstwem z art. 45 prawa prasowego. Wprawdzie prowadzący te strony bez rejestracji byliby w dobranym gronie sprawców z prezydentem, premierem, ministrami, posłami, biskupami, pierwszym prezesem SN, prezesem Trybunałem Konstytucyjnego, prokuraturą i policją, ale zgodnie z prawem powinniśmy wówczas na siebie donieść i wzajemnie się pozamykać w więzieniu. Powstałby przy tym klasyczny problem poruszony przez Sławomira Mrożka w jego sztuce z 1958 r. "Policja. Dramat ze sfer żandarmeryjnych" (S. Mrożek: Dzieła zebrane, t. XII, wyd. "Noir sur Blanc", s. 51): "Czy policjant, który już aresztował osobę, z którą jednocześnie znajduje się wstanie wzajemnego aresztowania (...), może aresztować osobę trzecią, przez którą zresztą został już uprzednio aresztowany łącznie z tą pierwszą osobą, z którą go łączy pierwsze aresztowanie obopólne".

Ale żarty na bok. Sprawa jest poważna. I poważna informacja, którą mam obowiązek przekazać, brzmi: Sąd Najwyższy w składzie, który wydał wspomniane postanowienie, wcale nie twierdzi, że prowadzenie strony internetowej stanowi wydawanie gazety lub czasopisma. Twierdzi natomiast, że jeśli ktoś na swojej stronie internetowej wydaje dziennik lub czasopismo, to zobowiązany jest taki dziennik lub czasopismo zarejestrować. Jak słusznie twierdzi jeden z sędziów SN, który był w tej sprawie sprawozdawcą, Internet można porównać do papieru, bo oba są nośnikami informacji. Rozwijając tę myśl: Na papierze można wydrukować książkę, ulotkę, zaproszenie na ślub czy też się zwierzać wprowadzonym pamiętniku, ale można też wydrukować dziennik lub czasopismo -podobnie da się to zrobić w wersji internetowej. Tak więc, według omawianego postanowienia SN, obowiązek rejestracji jako dziennika lub czasopisma istnieje, jeżeli na stronie internetowej mamy do czynienia z wydawaniem prasy w jednej z tych dwóch postaci. Prawo prasowe, jak wynika nie tylko z nazwy ustawy, ale i z jej art. 7 ust. 1, reguluje jedynie kwestie związane z prasową działalnością wydawniczą i dziennikarską. Dodajmy, że pojęcie prasy ma swoją definicję ustawową. Prasa według art. 7 ust. 2 prawa prasowego z 1985 r. to "publikacje periodyczne, które nie tworzą zamkniętej jednorodnej całości, ukazujące się nie rzadziej niż raz do roku, opatrzone stałym tytułem albo nazwą, numerem bieżącym i datą". Według słownika języka polskiego słowo "periodyczny" oznacza "powtarzający się regularnie co pewien czas, okresowy, rytmiczny". Natomiast "periodyk" to "czasopismo o stałej nazwie i ciągłej numeracji, wydawane w określonych odstępach czasu, pismo periodyczne".

Jak widać, nieczęsto uda się znaleźć w Internecie witryny, które będą odpowiadały pojęciu publikacji periodycznych i do tego opatrzonych numerem bieżącym oraz datą (nawet te publikacje na stronach WWW, które najbardziej przypominają drukowany na papierze dziennik, nie mają stałego wydania z określonego dnia, przeciwnie podlegają zmianom i kształtowane są przez całą dobę), a w konsekwencji podlegać będą prawu prasowemu. To zresztą bardzo dobrze, bo w ten sposób nie nastąpi też nadmierne powiększenie grona dziennikarzy mających przecież specjalne uprawnienia przy uzyskiwaniu informacji związanych tajemnicą dziennikarską, a według ustawy lustracyjnej w wersji przed jej skontrolowaniem przez Trybunał Konstytucyjny podlegających lustracji. Wracając na koniec do tezy wyrażonej w tytule, chciałbym oświadczyć, że nie zamierzam się zwracać do warszawskiego Sądu Okręgowego o rejestrację strony internetowej Sądu Najwyższego, bo z przepisów ustawy taki obowiązek nie wynika.

Lech Gardocki

Union Investment stawia na Euro 2012




Union Investment TFI powiększyło sowją ofertę o pięć nowych subfunduszy. Wśród nich znalazł się pierwszy na polskim rynku subfundusz inwestujący w szeroki wachlarz branż związanych z organizacją Mistrzostw Europy w 2012 r. oraz subfundusz związany z szeroko rozumianym sektorem nieruchomości w krajach Nowej Europy. Wszystkie nowe subfundusze uruchomione zostaną pod parasolem podatkowym UniFundusze FIO.

UniAkcje: Mistrzostwa Europy 2012

W związku z powierzeniem organizacji Mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2012 roku Polsce i Ukrainie wiele polskich i środkowo-europejskich przedsiębiorstw oczekuje, że zostaną zaangażowane do przygotowań. Potrzebne projekty inwestycyjne i przedsięwzięcia będą współfinansowane przez polski rząd, częściowo ze środków pozyskanych z Unii Europejskiej, ale także przez samorządy lokalne, które w ten sposób będą mogły zbudować przewagę konkurencyjną regionu.

Spodziewane ożywienie ruchu turystycznego pozwoli na dynamiczny wzrost takim branżom jak turystyka, transport, handel, gastronomia, producentom żywności i napojów a nawet odzieży. Z tych względów Union Investment zdecydowało się uruchomić nowy subfundusz, który będzie inwestował w akcje przedsiębiorstw, które najwięcej skorzystają na oraganizacji EURO 2012.

Oczekujemy, że ogromny nakład inwestycyjny związany z mistrzostwami doprowadzi do wyraźnego ożywienia gospodarki, w różnych sektorach przemysłu czy usług. Powinny na tym skorzystać przedsiębiorstwa bezpośrednio zaangażowane w przygotowania, ale także szereg pośrednio powiązanych z organizacją tego wydarzenia w Polsce – powiedział Zbigniew Jakubowski, wiceprezes zarządu Union Investment.

UniAkcje: Mistrzostwa Europy 2012 będzie inwestował głównie akcje przedsiębiorstw, szczególnie w takie sektory jak: budownictwo, turystyka, gastronomia, przetwórstwo zorientowane na klientów (napoje, detaliści i hurtownicy żywności, browary i zakłady spirytusowe, obuwie, odzież i akcesoria, etc).

UniSektor Nieruchomości: Nowa Europa

Kolejną nowością jest subfundusz UniSektor Nieruchomości Nowa Europa, który będzie inwestował głwónie w akcje spółek powiązanych z sektorem nieruchomości np. developerów, producentów materiałów budowlanych i konstrukcyjnych, firmy zarządzające nieruchomościami komercyjnymi, (przedsiębiorstwa wynajmujące powierzchnie biurowe, centra handlowe). Subfundusz będzie głównie zainteresowany akcjami wyemitowanymi przez spółki zarejestrowane lub prowadzące działalność w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, posiadające duży potencjał rozwoju.

Oceniamy, że rynek nieruchomości ma ogromny potencjał wzrostu w krajach Nowej Europy. O jego atrakcyjności świadczy co najmniej kilka faktów – szybki rozwój gospodarczy, napływ środków unijnych przeznaczonych na rozwój infrastruktury oraz rozwój budownictwa mieszkaniowego - dzięki m.in. łatwiejszemu dostępowi do kredytów hipotecznych – wyjaśnia Ryszard Rusak, zarządzający subfunduszem.
Pozostałe nowości

Union Investment również jako pierwsze TFI na rynku zaoferuje subfundusz inwestujący w wysokodochodowe obligacje krajów Europy Środkowo-Wschodniej: UniObligacje: Nowa Europa.

Obecnie stopy procentowe na rynku Środkowej i Wschodniej Europy, w porównaniu do Europy Zachodniej rynku, nadal są dość wysokie – wyjaśnia Zbigniew Jakubowski. Spodziewana konwergencja do poziomu stóp zachodnioeuropejskich sprawia, że fundusz obligacji koncentrujący się na strefie CEE4 może przynieść inwestorom atrakcyjne stopy zwrotu, przy stosunkowo niewielkim ryzyku. To doskonałe rozwiązanie dla przedsiębiorstw, ale także dla klientów indywidudalnych o niskim poziomie akceptacji ryzyka. Przewidujemy, że korzystny trenna tych rynkach będzie się utrzymywał co najmniej do momentu wejścia do strefy Euro – podkreśla Jakubowski.

Nowością jest subfundusz UniAkcje: Małych i Średnich Spółek. Chociaż jest to instrument o wysokim poziomie ryzyka, jego ogromny potencjał wzrostu zachęca wielu inwestorów. Tym bardziej, że obecnie w sprzedaży dostępne są jednostki wybranych MiŚów – pozostałe to konstrukcje zamknięte lub sprzedaż ich została już zawieszona.

UniAkcje: Małych I Średnich Spółek będzie inwestował przede wszystkim w spółki, które mają znaczny potencjał wzrostu średnio lub długookresowo oraz ukierunkowane są na dalszy rozwój na polskim rynku. Zarządzający będzie wybierał do portfela subfunduszu spółki dynamicznie zarządzane i aktywnie zdobywające nowe rynki. Ich wartość rynkowa nie może przekraczać 5 mld Euro. Subfundusz do 10% aktywów może lokować w spółki notowane na New Connect – nowem rynku utworzonym przez Warszawską Giełdę Papierów Wartościowych.

Jako uzupełnienie klasycznej części oferty, Union Investment wprowadza instrument często wybierany przez początkujących inwestorów, jako pierwszy instrument mocniej powiązany z giełdą – UniStabilny Wzrost. Struktura portffela subfunduszu jest mniej ryzykowna w porównaniu do funduszy zrównoważonych (max. udział akcji to 40%), co pozwala na zmniejszenie ryzyka straty podczas ewentualnej korekty.

Nowe produkty będą miały zestandaryzowane wpłaty minimalne: 100 zł. Max. opłaty za nabycie wyniosą: 5% dla funduszy akcji, 3% UniStabilny Wzrost, 2% UniObligacje: Nowa Europa. Rozpoczęcie sprzedaży jednostek uczestnictwa nowaych funduszy spodziewana jest 10 września b.r. Na początku będą one dostępne w placówkach: BGŻ SA (wraz z biurem maklerskim), DZ Bank SA, BM BISE SA, Fortis Private Investment Polska SA, u pośredników finansowych AWD, Notus, GoldenEgg, Vizjoner oraz w 24 bankach spółdzielczych.

Nie wciskajcie mi Boga

Małgorzata I. Niemczyńska
2007-09-04, ostatnia aktualizacja 2007-09-04 23:48
- Publiczne przyznanie się do ateizmu jest tu równoznaczne z ogłoszeniem, że ktoś jest zakażony HIV
Zobacz powiekszenie
Fot. Agnieszka Kosiec / AG
Jesteśmy tłamszeni przez polityków, którzy wciskają Boga gdzie się tylko da, nie biorąc pod uwagę, że łamią tym wszelkie standardy cywilizowanej demokracji. Przez media, które bombardują nas cudami, opiniami biskupów, zjazdami egzorcystów - przekazywanymi nie tak, jakby były to wierzenia pewnej części społeczeństwa, lecz jako fakty, obok wiadomości gospodarczych - mówi Mariusz Agnosiewicz założyciel serwisu www.lista.racjonalista.pl


Najpierw coming out zaczęli robić w Polsce geje, potem - kobiety po aborcji. Teraz ujawnić postanowili się ateiści. Już po kilku dniach było ich tysiąc. Po kilku tygodniach - dwa. Po miesiącu - cztery. Po półtora - pięć. Na Internetowej Liście Ateistów i Agnostyków codziennie przybywa jawnych ateistów. Obok gwiazd show biznesu figurują akademiccy wykładowcy, obok uczniów - emeryci, obok prawników - mechanicy, hydraulicy, bezrobotni.

Wpisują się, bo "krzyże wiszące w szkołach i szpitalach uważają za wulgarne pokazywanie, kto tu rządzi".

Bo ich "babcia zaczyna płakać, kiedy nie chcą iść z nią do kościoła".

Bo mają "już dość informacji o cudach podawanych w mediach jako fakty tuż obok wiadomości gospodarczych".

Bo jakiś czas temu ochrzcili swoje dziecko i dziś uważają, że chodziło im tylko o to, żeby rodzina się odczepiła.

Bo z powodu przyjaźni z niekatolikami wciąż wysłuchują wyrzutów w stylu: "Z kim ty się zadajesz?!".

Jednak nazwiska ujawniają tylko niektórzy. - Nic nie szkodzi, chodzi też o to, żeby się policzyć - twierdzą inicjatorzy.

- Dodać czerwonych, pederastów i będzie komplet - na forum "Gazety" pisze o nich wszystkich gość o nicku o90. - A później kierunek Holandia, gdzie osiągniecie wieczny ateistyczny orgazm. Super, że wreszcie ktoś wpadł na taki dobry pomysł, będzie wiadomo, kto jest kim, taki nowy IPN. Ciekawe, ilu z nich na łożu śmierci będzie się na gwałt z tej listy wykreślać.

Ateista i dzieci nie lubi

- Ateizm? Jak ja cię wychowałam?! - krzyczy mama na Marka (imię zmienione). - Jakie ten twój ateizm wystawia świadectwo nam, rodzicom?! To znaczy, że my jesteśmy nikim. Słyszysz? NIKIM! Że nam się życie nie udało. Przecież Bóg to podstawa. Kościoła można nie lubić, ojciec dyrektor też ma zastrzeżenia do biskupów, ale mówić, że jesteś niewierzący?! My z ojcem przestaniemy wychodzić na ulicę. Nie lubi dzieci a do tego ateista - bo ja nie znoszę dzieci a zwłaszcza ich płaczu - przecież to poniżające dla całej rodziny... - mamrocze już pod nosem.

Marek mieszka w Chojnowie koło Legnicy. - Publiczne przyznanie się do ateizmu jest tu równoznaczne z ogłoszeniem, że jest się zakażonym HIV - wzdycha.

Na liście jest też student z Kępna Paweł Hojek, handlowiec z Lublina Bartosz Madej, fizjoterapeutka z Wałbrzycha Anna Pietrzak oraz lektorka z Warszawy Małgorzata Iwanek. Ich wpisy przetykane są nazwiskami VIP-ów.

- Jan Paweł II traktowany jest w Polsce jak złoty cielec - twierdzi aktorka Anna Mucha. - Mało kto postępuje zgodnie z jego naukami, ale każdy może sobie postawić na półce album za 15 zł z fotografiami papieża. W tym, że Kubica ma na kasku napisane "JP2", dopatrujemy się przyczyny tego, że przeżył wypadek. To absurd!

Mucha pochodzi z katolickiej rodziny. W dzieciństwie rodzice pozwolili jej wybrać, czy chce iść do pierwszej komunii. Zdecydowała się rok później niż rówieśnicy. Dla białej sukienki. - Teraz już wiem, że biały pogrubia, dlatego więcej tego błędu nie popełnię - żartuje.

Chodziła na religię do przykościelnej salki (dziś uważa, że przenosząc przedmiot do szkoły, wyrządzono mu krzywdę) i miała wrażenie, że uczestniczy w czymś ważnym, dobrowolnym. Zrezygnowała, kiedy prowadząca zajęcia siostra zakonna powiedziała, że wszystkich rodziców, którzy nie przyprowadzają dzieci do kościoła, powinno się przywiązać do koła młyńskiego i wrzucić na dno rzeki. Doszła do wniosku, że coś jest nie tak z tym miłosierdziem. Miała wtedy 12 lat.

Ateista to komunista

- W dzieciństwie ojciec lał mnie dosyć często - wspomina Łukasz (imię zmienione). - Obrywałem po tyłku za nieodrobione zadanie czy rozbity talerz. Ale w twarz dostałem tylko raz. Kiedy powiedziałem, że nie pójdę do kościoła, bo tam strasznie nudno.

Dziś Łukasz ma 35 lat. Mieszka w niewielkiej (ok. 2 tys. mieszkańców) miejscowości na Lubelszczyźnie. Pracuje jako stolarz, ma bardzo wierzącą i trochę apodyktyczną żonę, dwie wesołe córeczki. Nosi wąsy, lubi teleturnieje i jasne piwo.

O tym, że jest niewierzący, nie wie nikt z najbliższych. Kilka lat temu zaczął się zbierać w sobie, aby powiedzieć o tym żonie. Właśnie wtedy jego młodsza córka miała wypadek (wypadła z okna na drugim piętrze). Żona jest przekonana, że dziecko przeżyło dzięki jej modlitwom. Od tego czasu Łukasz nawet już nie próbuje rozmawiać z nią o Bogu.

- Może po prostu nie mam ikry - przyznaje z rozbrajającą szczerością. - Wiem, jak to głupio brzmi, ale tu nawet nie chodzi o to, że się boję. Po prostu nie chcę jej robić przykrości. U nas nie jest łatwo się wyłamać. W co drugim domu krzyży wisi więcej niż w kaplicy.

Łukasz wie, że nie jest łatwo, bo ma sąsiada, który od jakiegoś czasu nie chodzi do kościoła. Najpierw miejscowe babcie przestały mu odpowiadać na "dzień dobry", potem proboszcz na kazaniu powiedział, że to komunista, a potem ktoś mu wybił szybę w oknie. Łukasz więc chodzi do kościoła regularnie. Mówi, że robi to dla dobra swoich dzieci, bo nie chce, żeby spotkała je jakaś przykrość. 2 kwietnia zaprowadził je na mszę z okazji rocznicy śmierci papieża Polaka. Wychowawczyni sprawdzała obecność.

Na listę ateistów wpisał się anonimowo. - Dla siebie - wyjaśnia. - Czekałem na okazję, żeby zrobić coś takiego. To nie jest żaden ten... no... coming out. Sam chcę się trochę podnieść na duchu. Lepiej mi, jak sobie pomyślę, że jestem w takiej dużej grupie ludzi, że nie jestem sam. Czy nie przesadzam? Ja przecież nie mówię, że z tym się nie da żyć. Da się, tylko nie całkiem tak, jakby się chciało.

Ateista, a ślub kościelny wziął

Magda i Kamil Krzyżyńscy (oboje na liście) od trzech lat mieszkają w Nowej Zelandii. Cztery lata temu wzięli ślub kościelny, dziś uważają, że to był błąd. Decyzję podjęli pod presją polskiego środowiska.

- Wychowałem się w katolickiej rodzinie, chodziłem na religię, do kościoła, przyjmowałem wszystkie sakramenty - opowiada Kamil. - Tego ode mnie wymagano. Nie przypuszczam, żeby wynikało to z głębokiej wiary moich rodziców, lecz raczej z obawy przed ostracyzmem społecznym. Myślę teraz, że przez całe życie - może poza wczesnymi latami dzieciństwa, kiedy wiara w Boga była wynikiem strachu przed nim samym lub przed konsekwencjami nieposłuszeństwa - byłem ateistą.

Krzyżyńscy zdecydowali, że nie ochrzczą swojej córki. Chcą, aby miała wybór. Uważają, że w Nowej Zelandii będzie to łatwiejsze.

- Zosia nie będzie musiała się obawiać, że jeśli nie pójdzie do bierzmowania, to nie będzie mogła wyjść za mąż, tak jak nam to było wpajane, nie będzie wytykana palcami i wyśmiewana w szkole tak, jak było za naszych czasów z dziećmi, które nie chodziły na religię - twierdzą.

I zdania nie zmienią.

Karola Lewińskiego, polonistę z Konina, na liście znajdziemy kilka stron dalej, tuż za nim jest biolog z Torunia (Marcin Piwczyński), a po nich - studentka z Wrocławia (Marta Sznajder).

Profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego Jan Woleński wpisał się jako jeden z pierwszych. Uważa, że "nic" istnieć nie może. Przypuszcza, że podobnie jest z Bogiem. Nie zna żadnego poprawnego dowodu na jego istnienie, więc czuje się agnostykiem.

- Pewien znajomy Holender, dowiedziawszy się, że piszę książkę "Granice niewiary", ironicznie powiedział: "Że też macie w Polsce zdrowie do zajmowania się takimi sprawami" - wspomina. - Istotnie, Holendrzy nie widzą specjalnego powodu dla prowadzenia sporów o religię. U nas sytuacja jest inna. Jeśli rzecznik praw obywatelskich nie widzi nic złego w zmuszaniu młodzieży do pobierania nauki religii w szkołach, a nawet publicznie oświadcza, że jest zwolennikiem nauczania religii w szkołach, znaczy, że źle się dzieje w państwie duńskim.

Ateista z danymi w NFZ

Listę wymyśliło Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów.

Aby dać ateistom okazję do przypomnienia o sobie katolickiej większości.

Aby Jan Kowalski z Pcimia mógł za jej pomocą powiedzieć głośno: "Nie wierzę".

Aby przełamać stereotyp, według którego ateista to ktoś, kto "utracił łaskę wiary".

Aby dać poczucie wspólnoty ludziom, którzy źle się ze swoją niewiarą czują.

Aby...

Jak idzie? - Lista wywołuje nadspodziewanie dużo agresji - twierdzi Mariusz Agnosiewicz (prawdziwe nazwisko Gawlik), prezes PSR. - Środowisko "Frondy" próbowało torpedować ją przez wpisywanie nazwisk zbrodniarzy komunistycznych. Co pewien czas pojawiają się też pogróżki.

Na razie zareagowali raz, kiedy z komputera katowickiego NFZ ktoś napisał: "O, widzę, że tu sami wykolejeńcy się skupiają. Dobrze wiedzieć, łatwiej będzie działać". Nie mogli tego puścić płazem, wysłali więc pismo z prośbą o odnalezienie tej osoby, bo NFZ może mieć przecież dane osobowe ateistów z listy i jeszcze komuś może stać się krzywda.

Wśród innych fałszywych wpisów na stronie www.lista.racjonalista.pl najczęściej pojawiają się Lech i Jarosław Kaczyńscy oraz ojciec Tadeusz Rydzyk.

---

Nie chcę oceny z religii, pójdę do piekła? - list licealisty z Opola.

Czekamy na wasze opinie: listydogazety@gazeta.pl

Źródło: Gazeta Wyborcza