sobota, 3 listopada 2007

Arsenal-MU 2-2

Remis po wielkich emocjach
red
W meczu na szczycie Premier League Arsenal zremisował z Manchesterem 2:2 mimo że przegrywał już 0:1 i 1:2. - To zwycięstwo Arsenalu, a przegrana Manchesteru - napisał Guardian.
Realcja Z czuba

Rafał Stec na blogu: angielski przepis na megahit

Wideo z meczu na blogu Supergigant

W pierwszej połowie działo się niewiele, obie drużyny praktycznie nie strzelały, akcje kończyły się na linii pola karnego. Najlepsza okazję do zdobycia bramki miał William Gallas, ale jego uderzenie odbił nogami Edwin Van Der Sar. Tuż przed końcem Ronaldo podał do Rooneya, ten strzelił, piłka odbiła się od Gallasa i zmyliła Almunię.

Druga część zaczęła się od gola dla Arsenalu. Emmanuel Eboue ograł Patrice'a Evrę i dośrodkował, a Cesc Fabgregas strzelił do pustej bramki. Później obie drużyny miał kilka szans, ale albo strzelały niecelnie, albo Van Der Sar i Almunia bronili. Bramkę na kilka minut przed końcem zdobyli mistrzowie Anglii. Saha pięknie odegrał do Evry, a ten dośrodkował do wbiegającego Ronaldo, który zdobył drugiego gola dla MU.

Gdy wydawało się, że MU wygra, w polu karnym graczy Aleksa Fergusona doszło do gigantycznego zamieszania. Po kilku próbach dośrodkowań i strzałów uderzenie Gallasa wybił Van der Sar. Holender wyciągnął piłkę, gdy ta była już dwa metry za linią bramkową. Dla Arsenalu był to 25 kolejny mecz bez porażki.

Arsenal ciągle jest liderem, ma 27 punktów w 11 meczach, MU zajmuje drugie miejsce z 27 punktami w 12 meczach.

Sevilla-Real 2-0

Oblany egzamin Realu
pm
Po bramkach Keity i Luisa Fabiano Sevillla po raz trzeci w tym sezonie pokonała Real
To piłkarze Sevilli na samym początku sezonu wylali kubeł zimnej wody na głowy "Królewskich" wygrywając w Superpucharze Hiszpanii 1:0, a w rewanżu rozbijając ich 5:3. Mecz z Sevillą miał być dla Realu egzaminem pokazującym jaki postęp zrobił od początku sezonu. I Real ten egzamin oblał.

Real opromieniony zwycięstwem 5:1 z Valencią przystępował do meczu z Sevillą z pozycji zdecydowanego faworyta, a w buńczucznych zapowiedziach Bernd Schuster, trener "Królewskich" przyrównywał swój zespół do Rogera Federera. - Najpierw bawimy się z rywalem, później włączamy piąty bieg i wygrywamy - powiedział niemiecki szkoleniowiec. Co ciekawe, tego samego dnia Federer przegrał w III rundzie turnieju w Paryżu.

Tymczasem Sevilla wyciągnęła wnioski ze środowej klęski Valencii, której ultraofensywna taktyka została srogo przez Real skarcona i nie dała gościom okazji do zabawy. Gospodarze grali rozważnie, nie pozwalali rywalom rozwinąć skrzydeł i bardzo groźnie kontrowali. Ich szybkie ataki co chwilę siały popłoch pod bramką Casillasa.

Już po 20. minutach mecz był rozstrzygnięty. Sevilla w ciągu dwóch minut wyprowadziła dwa mordercze ciosy. W 19. minucie wspaniałym strzałem popisał się Keita. Real nie zdążył nawet odetchnąć, jak było 2:0. Luis Fabiano dobił piłkę po tym, jak Casillas sparował ostry strzał Kanoute.

Real niemal całą drugą połowę grał w dziesiątkę po tym jak popis bezmyślności dał Sergio Ramos. Obrońca "Królewskich" mając na koncie żółtą kartkę w niegroźnej sytuacji faulował Diego Capela i został wyrzucony z boiska.

Sevilla mogła wygrać wyżej, ale kilkakrotnie jej zawodnikom brakowało pod bramką zimnej krwi. Chwilę po wyrzuceniu Ramosa świetną sytuację zmarnował Luis Fabiano, który wyszedł sam na sam z Casillasem po nieudanej pułapce ofsajdowej, ale uderzył nad poprzeczką. Dobrą sytuację w końcówce zmarnował Capel, który odważnie wbiegł w pole karne, ale strzelił niecelnie.

Real utrzymał pozycję lidera Primera Division, ale jego przewaga nad Barceloną i Villarrealem może się w niedzielę zmniejszyć do jednego punktu. Sevilla po zwycięstwie awansowała na 10. miejsce w tabeli.

Stan wyjątkowy w Pakistanie: wojsko wokół Sądu Najwyższego

asz, jas, Reuters, PAP, AFP
2007-11-03, ostatnia aktualizacja 2007-11-03 17:48
Zobacz powiększenie
Żołnierze przed centrum administracyjnym w Islamabadzie. Prezydent Musharraf wprowadził w Pakistanie stan wyjątkowy
Fot. Wally Santana AP

Stan wyjątkowy w Pakistanie. Wojsko otoczyło siedzibę Sądu Najwyższego, zatrzymano prezesa SN oraz jednego z najważniejszych przeciwników prezydenta Perveza Musharrafa. Opozycja nawołuje do masowych protestów. Zagraniczni komentatorzy przypuszczają, że te ruchy ma opóźnić planowane na styczeń wybory.

Zobacz powiekszenie
Fot. AKRAM SHAHID Reuters
Pojazd pakistańskich oddziałów paramilitarnych zaparkowany przed państwową rozgłośnią Radio Pakistan. W niedzielę prezydent Musharraf wprowadził w Pakistanie stan wyjątkowy
Zobacz powiekszenie
Fot. FAISAL MAHMOOD REUTERS
Pakistańskie oddziały paramilitarne patrolują ulice Islamabadu po wprowadzeniu przez prezydenta Musharrafa stanu wyjątkowego
Zobacz powiekszenie
Fot. MIAN KHURSHEED REUTERS
Pakistańskie oddziały paramilitarne patrolują ulice Islamabadu po wprowadzeniu przez prezydenta Musharrafa stanu wyjątkowego
O wprowadzeniu stanu wyjątkowego poinformowała państwowa telewizja.

Mimo zawieszenia konstytucji parlament federalny kraju oraz parlamenty prowincji działają.

Prezydent Musharraf ma wygłosić w sobotę o godz. 23.00 czasu lokalnego (19.00 czasu polskiego) orędzie do narodu. Posiedzenie rządu rozpoczęło się o godz. 7 wieczorem czasu miejscowego.

Wojsko otoczyło siedzibę Sądu Najwyższego

Policja i wojsko otoczyły siedzibę Sądu Najwyższego w Islamabadzie. W poniedziałek Sąd Najwyższy miał rozstrzygnąć, czy Musharraf, który przejął władzę w 1999 r., mógł ubiegać się o reelekcję, będąc równocześnie dowódcą armii. Sąd Najwyższy uznał, że prezydent nie miał prawa wprowadzać stanu wyjątkowego. Agencja AFP dowiedziała się ze źródeł rządowych, że orzeczenie sądu nie ma mocy prawnej, gdyż wprowadzony stan wyjątkowy nie może być zakwestionowany przez żaden sąd.

Według prywatnej stacji Geo TV prezes Sądu Najwyższego, Iftikhar Chaudhry został zatrzymany i wraz z ośmioma innymi . Według agencji AFP mianowany został nowy prezes. Geo TV podała też, że zatrzymany został Aitzaz Aihan, najbardziej znany opozycyjny pakistański prawnik.

Władze zablokowały sygnał kilku stacji telewizyjnych po tym jak Imran Khan, jeden z liderów opozycji zaapelował o wyjście na ulice w proteście przeciwko posunięciom rządu. Odcięto wszystkie łącza telefoniczne stacjonarne i komórkowe w kraju.

Bhutto wraca do kraju

Potwierdziły się informacje o powrocie byłej premier Benazir Bhutto do Pakistanu z Dubaju, gdzie przebywają jej dzieci i matka. Bhutto miała wrócić do Pakistanu 8 listopada. Agencja AP podała, powołując się na rzecznika pani Bhutto, że była premier przyleciała już do Karaczi na południu kraju. Świadkowie twierdzą, że wokół domu pani Bhutto rozmieszczono około setki żołnierzy.

Wcześniej Asif Alegi Zardari, mąż byłej premier, powiedział negatywnie ocenił wprowadzenie stanu wyjątkowego. - To zdecydowanie nie jest miła wiadomość - powiedział Zardari. - Chcemy budować instytucje, nie niszczyć je.

USA chcą wyborów w styczniu

Stan wyjątkowy oznacza przesunięcie wyznaczonych na styczeń przyszłego roku wyborów parlamentarnych w Pakistanie.

Tymczasem amerykański Departament Stanu wezwał Musharrafa, by przeprowadził wybory w styczniu. Rzecznik Departamentu Sean McCormack ocenił w oświadczeniu, że ogłoszenie stanu wyjątkowego jest krokiem wstecz dla demokracji.

Sekretarz stanu USA Condoleezza Rice wyraziła głębokie ubolewanie z tego powodu i nadzieję, że intencją Pakistanu są wolne i uczciwe wybory. W wypowiedzi dla telewizji CNN zaznaczyła, że USA nie popierają "pozakonstytucyjnych posunięć" w Pakistanie.

Indie zaniepokojone sytuacją w Pakistanie

O szybki powrót do "normalności i demokracji" zaapelowały zaniepokojone wprowadzeniem stanu wyjątkowego Indie, sąsiadujące z Pakistanem, z którym stoczyły trzy wojny od uzyskania niepodległości w 1947 roku.

Deportowany w połowie września do Arabii Saudyjskiej były premier Pakistanu Nawaz Sharif skomentował w sobotę decyzję o wprowadzeniu stanu wyjątkowego w następujący sposób: - Zmierzamy do chaotycznej sytuacji, zmierzamy w stronę anarchii.

Sharif po siedmiu latach na wygnaniu został aresztowany po powrocie do Pakistanu pod zarzutem prania brudnych pieniędzy i odesłany do Arabii Saudyjskiej. Kraj ten przyjął go już w 2000 roku, po obaleniu rządu Sharifa w 1999 roku przez prezydenta Musharrafa, a obecnie ponownie zaoferował mu azyl.

Sytuacja coraz bardziej napięta

W ciągu ostatnich kilku miesięcy sytuacja w Pakistanie stawała się coraz bardziej napięta. Dochodziło do krwawych zamachów inspirowanych przez Al-Kaidę. W jednym z nich, wymierzonym w byłą premier Benazir Bhutto, zginęło 139 osób.

Na razie nie podano jednak oficjalnych przyczyn wprowadzenia stanu wyjątkowego.

Mój kawałek Europy

Wojciech Bartkowiak
2007-10-30, ostatnia aktualizacja 2007-10-31 17:08

Zobacz powiększenie
Fot. Anna Bedy?ska / AG

Wielka wyprawa 21 reporterów "Gazety": Nie wysłaliśmy ich, by opisali, jak działa Unia Europejska, ale by odkryli tajemnicę jakości życia w 21 miastach

Jakiemu miastu najbliżej do Europy
Jakiemu miastu najbliżej do Europy
Natchnęli nas czytelnicy, nasi krewni i znajomi, którzy po 1 kwietnia 2004 r. wyjechali do Anglii czy Irlandii za pracą. Zasypali nas swoimi odkryciami:

- że na każdym skwerze jest ławka (kolorowa albo stylowa, a przede wszystkim cała);

- że rower w mieście to nie ekstrawagancja;

- że założenie firmy trwa 20 minut;

- że miast nie zapycha się ogrodzonymi apartamentowcami.

Wydaje się, że pieniądze nie są tym najważniejszym, co ludzie przywożą z emigracji. To setki prostych i często niedrogich rozwiązań, które powodują, że w Europie dobrze się żyje - łatwiej, przyjemniej, szczęśliwiej.

Emigranci inaczej rozumieją europejskość niż euroentuzjaści. Ci ostatni, myśląc o zjednoczonej Europie, myślą o instytucjach, zasadach prawa, procesach, strukturach, funduszach itd. A zwykli ludzie przez europejskość rozumieją jakość życia.

Wysłaliśmy 21 reporterów z 21 lokalnych redakcji "Gazety" w ślad za naszymi czytelnikami, żeby sprawdzili na własne oczy, co tak ujęło polskich emigrantów i urlopowiczów. Jak w takim Leverkusen czy Tuluzie załatwia się codzienne sprawy w urzędzie? Jak się dojeżdża do pracy? Jak uczą w szkołach? Gdzie się wypoczywa w weekend? Jak się rozwiązuje spory?

Nasi reporterzy starannie dobrali miejsca, do których wyruszyli. Opowieść o niemieckim Leverkusen, mieście wielkiego koncernu (Bayer) nad wielką rzeką (Ren), będzie dla mieszkańców Płocka - z Orlenem i Wisłą - opowieścią o nich samych. Torunianie "przejrzą się" w uniwersyteckiej Getyndze, Ślązacy w Zagłębiu Ruhry itd.

12 listopada, kiedy wszyscy reporterzy wrócą do kraju, przeczytacie na łamach "Gazety" pasjonującą i pouczającą historię 21 miejsc na naszym kontynencie.

Zanim powstanie ta opowieść, każdy z naszych Argonautów, którzy wyruszyli po Złote Runo Europy, prowadzi bloga (linki znajdziecie pod adresem: www.mojkawalekeuropy.blox.pl ). Śledźcie ich podróż, komentujcie, pytajcie, radźcie.

Podzielcie się swoimi obserwacjami i odkryciami z wyjazdów do pracy, rodziny, na wakacje. Napiszcie, co można zrobić, żeby żyć w nowym, lepszym Wrocławiu, Lublinie, Gdańsku, Radomiu, Szczecinie... Jak możemy urządzić wygodniej "nasz kawałek Europy".

Nasze pierwsze odkrycia

Kielce - Aarhus.

Już wiem, dlaczego kamienice w centrum duńskiego miasta są tak ładne, żadnych graffiti na murach. Okazuje się, że młodzież jak wszędzie napisy zostawia, ale właściciele budynków co dwa tygodnie je zamalowują. Marcin Sztandera, blog: Kielce widziane z Aarhaus

Gdańsk - Amsterdam.

Park w centrum miasta podzielono na dwie strefy. Na trawnikach znaki: pies na czerwonym tle - tu obowiązuje zakaz spuszczania zwierząt ze smyczy. Pies na zielonym tle - tu zwierzaki mogą sobie robić toaletę. Właściciele przestrzegają tablic. Ciekawe, jak by było u nas? Iza Jopkiewicz, blog: Amsterdam Białej Izy

Kraków - Barcelona.

Zapytałam architekta Luisa Alonso, dlaczego mieszkańcy tak kochają stolicę Katalonii. - Bo w każdej dzielnicy - odpowiedział - jest wszystko, czego ludziom potrzeba do życia. Barcelona jest przeciwieństwem modelu amerykańskiego, w którym gdzie indziej się pracuje, gdzie indziej śpi, gdzie indziej robi zakupy, a życie spędza w samochodzie między tymi punktami. Czy Kraków nie rozciąga się zanadto? Magdalena Kursa, blog: Magda w Barcelonie

Warszawa - Berlin.

Trafiliśmy na strajk maszynistów pociągów podmiejskich i regionalnych. Mimo to Berlińczycy nie mieli większych problemów z dotarciem gdziekolwiek. Po pierwsze: jak w zegarku kursowały autobusy, metro, tramwaje. Po drugie: istnieje wspólny bilet na wszystkie rodzaje komunikacji miejskiej i podmiejskiej, który obowiązuje w strefie sięgającej ok. 100 km od granic miasta. Dlatego pasażerowie bez problemu przesiadali się z pociągów do autobusów - tak samorządowych jak i prywatnych. Jarosław Osowski i Darek Bartoszewicz

Toruń - Getynga.

Kościoły i duchowni starają się tu być blisko życia. Oprócz spotkań religijnych organizują spotkania dla kobiet w średnim wieku, kursy dla bezrobotnych, naukę niemieckiego dla imigrantów, grupy wsparcia dla nałogowców i koła dla młodych rodziców. Natalia Waloch, blog: Kopernik tropi Gęsiarkę

Częstochowa - Graz.

Podziwiam Austriaków za odwagę! W sercu starówki wybudowano Muzeum Sztuki Nowoczesnej w kształcie tzw. bloba, czyli właściwie bez kształtu. Gmach wygląda jak wymię krowy ustawione sutkami do góry. I to działa: na turystów, na wizerunek miasta - kiedyś Graz uchodził za ośrodek przemysłowy, w 2003 r. został europejskim miastem kultury. Tomasz Haładyj, blog: Tomek w Grazu

Gorzów - Groningen.

Dlaczego Holendrzy tak kochają swoje miasto? Ralph opowiedział mi, jak władze konsultowały pomysł przebudowy głównego placu. Projekty poddawano publicznej ocenie, ludzie głosowali w referendach (przez internet), jak jakiś pomysł odrzucono - władze robiły symulację od nowa. Dariusz Barański, blog: Darek w Groningen

Płock - Leverkusen.

Może to banalne spostrzeżenie, ale tu nikt nie wiąże psów przed wejściem do sklepu! W Leverkusen właściciele spacerują ze swoimi psami między półkami. I to w najbardziej eleganckich domach handlowych. I nikt się nie oburza - ani sprzedawcy, ani inni klienci. Agnieszka Woźniak, blog: Miasto z bajerem

Łódź - Lyon.

Urząd miasta zatrudnił na stałe specjalistę od światła. Zadanie: rozświetlić Lyon. To wieloletni projekt, który ma za zadanie ukryć to, co brzydkie, a odsłonić to, co piękne - sztukę, budynki. Grzegorz Blachowski, blog: Z Lyonu o Łodzi

Szczecin - Malmo.

Byłem dziś w "studiu wspierania inicjatyw". Wystarczy, że zbierze się minimum trzech miłośników np. ściegu krzyżykowego czy zbieraczy plastikowych słoników, a przestają być bezdomni. Studio wpisze ich do grafiku i odda do dyspozycji salę na spotkania przynajmniej raz w tygodniu. Nieodpłatnie. Jerzy Połowniak

Wrocław - Monachium.

Tu mają jeszcze większy problem z mieszkaniami niż w Polsce! Umówienie się na wynajem mieszkania przypomina ubieganie się o pracę. Monika wygrała casting na najemcę, do którego stanęło 40 osób! Żeby pomóc studentom, władze pobudowały naprędce specjalne mieszkania - ciasne klitki z plastikowymi łazieneczkami. Michał Kokot, blog: Z Wrocławia do Monachium

Radom - Northampton.

Rynek tego angielskiego miasta służy jako targowisko od 850 lat. Można tu kupić wszystko: od telefonów komórkowych, przez ubrania, po chińskie gruszki. Władze za nic nie chcą zrezygnować z targu, bo przyciąga on mieszkańców do centrum i ożywia biznes. Martwią się za to, że rynek pustoszeje po zakończeniu handlu. Rozwiązaniem mają być budki składane wieczorem, by robiły miejsce dla kawiarenek. Małgorzata Rusek, blog: Radom z angielskiego dystansu

Kraków - Norymberga.

Najwięcej pieniędzy od miasta dostają szkoły z... najsłabszymi wynikami. Oceny uczniów są na bieżąco monitorowane przez władze. Bada się nawet, co dzieci robią z wolnym czasem - jeśli mają go za dużo, władze opłacają dodatkowe zajęcia aż do godziny 17. Stanisław Mancewicz, blog: norymbergastanislaw.blox.pl

Poznań - Oslo.

Zapracowani Norwegowie próbują upchnąć do przedszkola wszystko, co żywe. I to nie tylko dzieci, nawet 12-miesięczne! W Oslo działa już przedszkole dla psów. Bez ograniczeń wieku i rasy. Natalia Mazur, blog: Natalia w Oslo

Olsztyn - Paderbron.

Niemcy wznoszą sobie stadion w tempie iście polskim. Od dwóch lat budowa stoi. To przez protest mieszkańców - zażądali pół miliona euro odszkodowania za hałas, który pojawi się w czasie imprez sportowych, gdy stadion będzie gotów! Władze miasta kłócą się teraz z klubem sportowym, kto by miał płacić. Ewa Jarzębowska, blog: paderbornewa

Białystok - Tallin.

Czy stolicy Estonii w ogóle nie ma biurokracji? Rejestracja auta w urzędzie zajmuje kilka minut - tyle, ile trwa wprowadzenie twoich danych do komputera. Jeszcze wygodniej mają ci, którzy kupią nowe auto w salonie - wszystkie formalności załatwia sprzedawca. Z salonu wyjeżdżasz na swoich nowiutkich blachach. Andrzej Kłopotowski, blog: Z Białegostoku do Tallina

Bydgoszcz - Tuluza.

Na terenie uniwersytetu w Tuluzie stoi namiot, a w nim mała scena - codziennie o 12.45 odbywa się tu jakiś koncert, spektakl, recytacja poezji. Czasem występują gwiazdy, czasem lokalni twórcy, często sami studenci. Wstęp wolny oczywiście. Aleksandra Lewińska, blog: Ola w Tuluzie

Śląsk - Zagłębie Ruhry.

Wieczór przy wyjściu z dworca w Essen. Do taksówki podchodzi niewidomy. Nie sam. Prowadzi go kolejarz w mundurze. Przytrzymuje mu głowę, żeby nie uderzył w drzwi, dziękuje za skorzystanie z kolei niemieckich i życzy miłego dnia. Kiedy PKP tak będzie dbać o klientów? Jacek Madeja, blog: Ze Śląska do Ruhry

Odkryj Europę razem z nami

A jaki jest twój kawałek Europy, który chciałbyś przenieść do swojego miasta? Co podpatrzyłeś na wakacjach, w delegacji, na emigracji? O czym opowiedzieli Ci znajomi?

Ziobro: raport zamknięcia

Tomasz Pietryga 31-10-2007, ostatnia aktualizacja 02-11-2007 14:27

Podczas dwóch lat swego urzędowania Zbigniew Ziobro przygotował rekordową liczbę projektów ustaw reformujących wymiar sprawiedliwości oraz zantagonizował ze sobą środowiska prawnicze

Bilans zamknięcia to 23 ministerialne ustawy i ich nowelizacje uchwalone przez Sejm i 56 projektów ustaw, które w wyniku skrócenia kadencji Sejmu nie przeszły pełnej ścieżki legislacyjnej. To bardzo dobry wynik w porównaniu z dokonaniami innych ministrów. Co do jakości przeprowadzonych zmian zdania są jednak podzielone.

Prawo karne

Odchodzącemu ministrowi bardzo szybko udało się zrealizować sztandarowy projekt swojej reformy: sądy 24-godzinne, które w ekspresowym tempie miały karać sprawców przestępstw i wykroczeń o charakterze chuligańskim. Sądy te równie szybko stały się obiektem zmasowanej krytyki, gdy się okazało, że zajmują się głównie sądzeniem pijanych kierowców.

– To bardzo kosztowny sposób rozstrzygania takich spraw, a efekty są bardzo mizerne. Założenie, że będzie to bat na przestępstwa chuligańskie, kompletnie się nie sprawdziło. Okazało się bowiem, że skazywanie sprawców w tak krótkim czasie jest po prostu niemożliwe – ocenia sędzia Barbara du Chateau z Sądu Okręgowego w Lublinie.

Inna istotna zmiana przeprowadzona przez Ziobrę to reforma prokuratury i stworzenie scentralizowanego pionu do walki z przestępczością zorganizowaną na wzór policyjnego CBŚ. W strukturze tej mają z założenia pracować najlepsi prokuratorzy, którzy zajmą się najtrudniejszymi tzw. akustycznymi sprawami (ze względu na zainteresowanie mediów). Na ocenę tego pomysłu jest jednak zdecydowanie za wcześnie.

Od przyszłego roku zacznie też obowiązywać tzw. elektroniczna obroża, dzięki której przestępcy z niższymi wyrokami będą mogli część kary odbywać na wolności. Przeforsowanie tego pomysłu oceniane jest przez ekspertów bardzo wysoko.

Sporo kontrowersji budzi natomiast zmiana w k.p.k. dotycząca właściwości rzeczowej sądów. Jej celem było przeniesienie spraw o większym ciężarze gatunkowym z sądów rejonowych do okręgu.

– Co do zasady pomysł był dobry – mówi Barbara du Chateau. – Rozpatrywanie bardzo skomplikowanych spraw przez niedoświadczonych sędziów z rejonu rodziło dotąd wiele problemów. Niestety proces legislacyjny nad tymi zmianami przebiegał skandalicznie. Ministerstwo przez wiele miesięcy przygotowywało nowelizacje, zapominając jednak o przepisach przejściowych. W efekcie do dzisiaj setki dużych spraw krąży między sądami, gdyż nikt nie jest w stanie stwierdzić, który z nich jest właściwy.

Niepowodzeniem skończyła się wielka reforma prawa karnego. W atmosferze ostrych sporów ze środowiskami prawniczymi w Sejmie przepadły propozycje zaostrzenia kar za najcięższe przestępstwa, a wraz z nimi koncepcje m.in. rozszerzenia granic obrony koniecznej czy obniżenia wieku karania nieletnich.

Reforma sądownictwa

Pozalegislacyjnym sukcesem Ziobry są bez wątpienia większe nakłady budżetowe na wymiar sprawiedliwości. W sądach w związku z tym w większej liczbie pojawili się asystenci sędziego. Nastąpiła również komputeryzacja sądów. Elektroniczne repetoria czy wokandy – to w niektórych placówkach już codzienność.

Ważna była też ustawa o pracownikach sądów i prokuratur, dzięki której podniesiono standardy (również etyczne) dla personelu pomocniczego wymiaru sprawiedliwości.

Zdecydowanie negatywnie natomiast środowisko prawnicze oceniło zmiany w ustawie – Prawo o ustroju sądów powszechnych. Zwiększenie nadzoru ministra nad sędziami, możliwość przenoszenia ich ze stanowisk czy stworzenie dla nich 24-godzinnych sądów dyscyplinarnych jednoznacznie okrzyknięto jako działania wręcz niebezpieczne. – Podporządkowanie sądownictwa władzy wykonawczej, gdzie sądy miałyby być agendami rządowymi, to wielkie nieporozumienie. Przepisy te wymagają natychmiastowej zmiany, stąd też nasza skarga do Trybunału Konstytucyjnego – mówi Stanisław Dąbrowski, przewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa.

Sprawy gospodarcze

Jednym z filarów reformy Zbigniewa Ziobry było usprawnienie procedur gospodarczych. Zmiany udało się przeprowadzić. Opinie co do ich efektów są jednak mocno podzielone. Nowe przepisy stały się przekleństwem dla wielu przedsiębiorców (oraz ich adwokatów), dla których drobne niedopatrzenie formalne może oznaczać przegranie procesu. – Z jednej strony procesy stały się klarowniejsze dla sądów – mówił “Rz” Waldemar Żurek, sędzia Sądu Okręgowego w Krakowie – z drugiej zaś powód może przegrać proces tylko dlatego, że np. źle obliczył opłatę sądową.

Mimo wielu zapowiedzi Ziobrze nie udało się otworzyć korporacji prawniczych. Projekt obniżenia limitu punktów potrzebnych, aby dostać się na aplikację, nie trafił nawet do Sejmu.

Nie powiodło się również doradcom prawnym. Zapowiedź zrównania ich uprawnień z tymi, które mają adwokaci czy radcowie, to już historia. Połowicznie udała się natomiast reforma zawodów komorniczych. Mimo otwarcia rewirów i umożliwienia działania w nich kilku komorników nie zmieniły się zasady ich powoływania (trwają one ponad rok). W rezultacie wchodząca w życie pod koniec grudnia nowelizacja może niewiele zmienić.

Ocena dorobku legislacyjnego

Na plus

- obniżenie taks notarialnych

- wyższe wymagania wobec pracowników sądów i prokuratury

- wprowadzenie tzw. elektronicznej obroży

- regulacja tzw. zawodów okołosądowych, m.in. lekarza sądowego

- reforma zawodu komornika

- stworzenie wspólnej aplikacji sędziowsko-prokuratorskiej

Na minus

- zmiany w ustawie – Prawo o ustroju sądów powszechnych (nadzór nad sędziami)

- sądy 24-godzinne

- nieprecyzyjne zmiany w k.p.k. dotyczące właściwości rzeczowej sądów

- zmiany w k.p.c. wprowadzające zbyt duży rygoryzm formalny w sporach gospodarczych

- większy nadzór nad prokuratorami

Bośnia i Hercegowina/ Decyzje Wysokiego Przedstawiciela ONZ zagrożą federacji?

Łukasz Kobeszko
25.10.2007.
Decyzje Wysokiego Przedstawiciela ONZ Miroslava Lajčáka o zmianie ustawy o Radzie Ministrów Bośni i Hercegowiny oraz regulaminu pracy parlamentu federalnego, spowodowały największy od czasów powstania federacji kryzys polityczny.


Lajčák podjął decyzję o zmianach porządku ustrojowego Bośni i Hercegowiny przed kilkoma dniami. Bezpośrednim powodem jego akcji było fiasko popieranego przez wspólnotę międzynarodową planu unifikacji policji z obydwu podmiotów wchodzących w skład federacji - Bośni i Hercegowiny oraz Republiki Serbskiej. Do 15 października br. Bośniacy i Serbowie nie doszli w tej sprawie do porozumienia. Wówczas, otoczenie Wysokiego Przedstawiciela ONZ wysunęło sugestię, że może on skorzystać z tzw. "uprawnień bońskich", które w 1997 roku dodano do zapisów porozumienia z Dayton. Dzięki nim, Wysoki Przedstawiciel ONZ uzyskał prawo do odwoływania ze stanowisk polityków z obydwu części federacji, których postawa mogłaby utrudniać wdrażanie w kraju procesu pokojowego.

Do tej pory, ustawa normująca pracę federalnego rządu Bośni i Hercegowiny stanowiła, że każda decyzja gabinetu, która nie wymaga potwierdzenia przez parlament federacji, musiała uzyskać poparcie co najmniej dwóch ministerstw, w których zasiadają przedstawiciele trzech narodów tworzących federację - Bośniaków, Serbów oraz Chorwatów. Po zapowiedzianych przez Wysokiego Przedstawiciela ONZ zmianach, decyzje Rady Ministrów podejmowane byłyby za zgodą tylko jednego z trzech bośniackich narodów. Zmiany w regulaminie pracy parlamentu federalnego mają z kolei polegać na tym, iż posłowie będą podejmować decyzję większością głosów, jednak aby były to decyzje ważne, muszą być poparte przez co najmniej 1/3 posłów reprezentujących jeden z dwóch podmiotów tworzących federację bośniacką.

Posunięcia Miroslava Lajčáka wywołały oburzenie bośniackich Serbów, którzy uznali je za próbę osłabienia pozycji Republiki Serbskiej w ramach federacji bośniackiej. Serbowie uważają, że skoro konstytucja federalna głosi, że do ważności podejmowanych przez parlament decyzji potrzebna jest zgoda 1/3 posłów z jednego podmiotu, to zmiany Lajčáka idą w stronę zredukowania zasady głosowania etnicznego. Tym samym, narusza się jeden z fundamentów porozumienia pokojowego z Dayton. Zdaniem Serbów, pomysł Lajčáka faworyzuje stronę bośniacką, której zależy na likwidacji Republiki Serbskiej w Bośni.

Przedstawiciele sprawującego obecnie władzę w Republice Serbskiej w Bośni, Związku Niezależnych Socjaldemokratów (SNS), na którego czele stoi premier Milorad Dodik zagrozili w środę (24.10), że jeżeli Wysoki Przedstawiciel ONZ zrealizuje swoje zmiany, wszyscy serbscy politycy obecni w strukturach federalnych złożą dymisję.

Premier Dodik zapowiedział także, że w przypadku narzucenia zapowiadanych przez Miroslava Lajčáka zmian ustrojowych, rząd bośniackich Serbów przygotuje specjalne akty prawne, które umożliwią na powrót objęcie przez Republikę Serbską zwierzchności nad obszarami władzy, które serbski podmiot przekazał organom federalnym. Oznaczać to może praktyczny rozpad dwupodmiotowej federacji bośniackiej i postawić pod znakiem zapytania porządek ustanowiony w 1995 roku w Dayton.

Do protestów władz w Banjaluce przyłączyła się również opozycyjna Serbska Partia Demokratyczna (SDS) oraz organizacje pozarządowe.

W środę (24.10) do politycznego konfliktu w Bośni włączyli się najwyżsi politycy z Belgradu. Serbski premier Vojislav Koštunica wyraził swoje pełne poparcie dla stanowiska władz Republiki Serbskiej. W wypowiedzi przytaczanej przez belgradzkie media, szef rządu powiedział, że "widzi oczywistą próbę, aby polityką siły i narzucania rozwiązań, w tym samym czasie zburzyć porozumienie z Dayton oraz Rezolucję nr 1244 Rady Bezpieczeństwa ONZ" (potwierdzającą, że Kosowo jest częścią Serbii - przyp. ŁK).

W nocy ze środy na czwartek (24/25.10), z premierem Miloradem Dodikiem rozmawiał również prezydent Serbii Boris Tadić. Serbski lider zapewnił premiera bośniackich Serbów, że Belgrad jednoznacznie popiera zachowanie integralności terytorialnej bośniackiej federacji, opierającej się na pryncypiach ustalonych w ramach porozumienia z Dayton. Zdaniem prezydenta Tadića, wszelkie zmiany ustroju Bośni i Hercegowiny muszą opierać się na konsensusie trzech narodów tworzących federację.

Za utrzymaniem federacji bośniackiej opowiadają się od dłuższego czasu także politycy z Chorwacji- m. in. prezydent tego kraju Stjepan Mesić.

Ocenia się, że ostatni konflikt zamrozi na razie dyskusję o zakończeniu mandatu Kancelarii Wysokiego Przedstawiciela ONZ w Bośni (OHR).

Na podstawie: rts.co.yu, politika.co.yu, b92.net

Szczygło: Radek Sikorski jest zdrajcą

02.11.2007, aktualizacja: 03.11.2007, 00:37
A. Szczygło: Radek Sikorski jest zdrajcą. Zachował się podle. / M. Osman / (© Gazeta Wrocławska)

O tym, dlaczego Sikorski nie może objąć MSZ, o grubej skórze prezydenta, zatrutym Tusku, rosyjskich szpiegach i dlaczego Graś ze Schetyną prowadzą nas w krzaki koło Hrubieszowa, z Aleksandrem Szczygło, szefem MON, rozmawiają Anita Werner (TVN24) i Paweł Siennicki.

Ale tu zimno u Pana.
Nie więcej niż 20 stopni.


Po co siedzi Pan w tej zimnicy?
Tak lepiej się myśli.


Zobaczymy. Prawdziwi mężczyźni umieją przepraszać?
Powinni przepraszać szczególnie za zamierzone nieprzyjemne słowa i zdarzenia.


To ile w Donaldzie Tusku jest prawdziwego mężczyzny?
Raczej to jest pytanie, ile w nim jest dobrego wychowana i kindersztuby. To nie jest kwestia prawdziwego mężczyzny.


Ale mówił Pan, że prawdziwi mężczyźni umieją przepraszać.
Wszyscy powinni umieć przepraszać.


Tusk potrafi przepraszać?
Sposób, w jaki przeprosił prezydenta, podobny jest do trybu w prawie cywilnym, w którym zdarzenie przyszłe i niepewne warunkuje możliwość spełnienia jakiegoś innego oczekiwania od danej osoby. Tak się tego nie robi.


Nic nie rozumiemy. Przeprosił czy nie?
To nie były przeprosiny.


Ile lat zna Pan prezydenta Lecha Kaczyńskiego?
20 lat.


Prezydent ma grubą skórę ?
Generalnie tak. Ale jest czuły na niewłaściwe zachowania wobec kobiet, wobec starszych osób. Oczekuje kindersztuby, bez względu na stanowisko.


To o co chodzi z tym gniewaniem się na Tuska?
Najprościej, jak tylko można powiedzieć – postawa prezydenta wynika z niewłaściwego zachowywania się Donalda Tuska. I tyle.


Maria Kaczyńska została obrażona przez ojca Rydzyka, a pan prezydent nie żądał przeprosin. Cokolwiek w tym postępowaniu zachwiane są proporcje.
Nie wiem, czy Donald Tusk byłby zadowolony z porównania go do ojca Rydzyka.


Ciekawe. Czy Donald Tusk poczynił prezydentowi większe szkody niż ksiądz Rydzyk obrażając jego małżonkę?
To wasza interpretacja.

Ale jest Pan bardzo bliskim współpracownikiem prezydenta.
Jestem z tego dumny.


Prezydent jest obrażalski?
Nie.


Obraził się na Pana przez te 20 lat?
Nie. Ale kilka razy mocno powiedział, co myśli o moim zachowaniu.


Donald Tusk jest źle wychowany?
Dominujące u Donalda Tuska jest przekonanie, że w polityce dla osiągnięcia zwycięstwa wolno zrobić prawie wszystko. Idzie na debatę, sprowadza kiboli i denerwuje swojego konkurenta po to, żeby wygrać debatę. Tak się nie da.


Dlatego prezydent nie lubi Donalda Tuska?
Mówię tylko, że nie da się w polityce tak funkcjonować.


Ale prezydent nie lubi Donalda Tuska?
Nie wiem. Ale Tusk jest jak cukierek obtoczony w truciznie. Tylko nie zróbcie z tego określenia tytułu tego wywiadu.


Będzie zimna wojna między Tuskiem a prezydentem?
Będzie wypełnianie konstytucyjnych obowiązków przez prezydenta RP, mam nadzieję, że także przez Donalda Tuska.


To wszystko może się zdarzyć?
Nie będzie wojny totalnej, pod warunkiem że Platforma będzie pamiętać, że ich głównym przeciwnikiem nie jest PiS, tylko to, co jeszcze zostało do zrobienia w Polsce.


Po czym poznać zdrajcę?
Po zachowaniu. Szczególnie po odejściu. Wtedy jest się zdrajcą, kiedy się odchodzi i pluje na swój obóz i nazywa się go watahą, którą trzeba dobić.


Radek Sikorski jest zdrajcą?
Tak. Jest zdrajcą. Zachował się podle. O swoich byłych kolegach z rządu powiedział: jeszcze jedna bitwa i dorżniemy watahę.


Zabolało to Pana?
Nie mam o nim wysokiego mniemania, więc nie.


Miał Pan ochotę mu dać w twarz?
Proszę?


No, po męsku przyłożyć.
O, już znacznie wcześniej. Rety, co ja wam mówię? Nie, Radka bardzo lubię i cenię go za przeszłość, i tak dalej. To znacznie lepiej brzmi.


Zupełnie niewiarygodnie. Ktoś, kto raz zdradził, będzie dalej to robił?
To są indywidualne sprawy. Czasem można odejść i pozostać wiernym swoim poglądom i nie traktować byłych współpracowników, przyjaciół jak wrogów.


Wyobraża Pan sobie dobrą współpracę między Radkiem Sikorskim a prezydentem ?
Nie. Dlatego dojdzie do rozmowy prezydenta z Donaldem Tuskiem.


Co prezydent ma na Sikorskiego?
Nie wiem.


Premier powiedział, że jego zachowanie w USA było arcynieprofesjonalne.
Bo było.


O co chodzi?
O to, że jeżeli chce się, aby druga strona w negocjacjach nie przyjęła naszego punktu widzenia, to stawiamy zaporowe żądania. Tak zrobił Radek Sikorski w rozmowie z Donaldem Rumsfeldem.


Rozmowa Tuska z prezydentem na ten temat będzie długa, czy krótka?
Będzie tak długa, jak potrzeba.


Coś Panowie mówicie, insynuujecie, a później mówicie, że nic więcej nie możecie powiedzieć. Opinia publiczna powinna poznać konkrety, albo nie powinniście mówić o tym w ogóle.
Dlaczego?


Bo brzmi to po prostu niewiarygodnie. I wygląda na próbę obchodzenia konstytucji.
Dlaczego?


Bo w konstytucji prezydent nie ma wpływu na obsadzenie ministerstw.
Przypomnijcie sobie 1997 r. i tworzenie rządu AWS-u. Wtedy Jerzy Buzek rozmawiał z prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim. Podczas jednej z tych rozmów Buzek przedstawił mu listę kandydatów na wicepremierów, ministrów. Kwaśniewski przekazał ją służbom do sprawdzenia, po czym z listy wypadło kilka nazwisk. To działo się pod rządami tej samej konstytucji.


To jest analogiczna sytuacja?
Nie, ale procedury są takie same. Osoby, które pełnią najważniejsze funkcje w państwie, muszą dawać rękojmię dobrego wykonywania swoich obowiązków.


Czy wobec Sikorskiego są poważne zastrzeżenia, które dotyczą zagrożenia interesu państwa?
Tylko takie mogą stanowić podstawę do zanegowania kandydatury.


Za rządów PiS-u Radosław Sikorski był szefem MON-u. Wtedy tych zastrzeżeń nie było?
Powtarzam jeszcze raz. To są informacje objęte klauzulą tajności i nie będziemy już o tym rozmawiać.


Co Pan czuje, gdy słucha teraz Sikorskiego atakującego PiS?
Neofici są bardziej rygorystyczni. Radek Sikorski, żeby się uwiarygodnić w PO, stał się największym krytykiem wszystkiego, w czym sam uczestniczył. Ale jest w tym niewiarygodny. Najpierw w telewizji stanowczo domagał się ujawnienia dokumentów dotyczących jego „opieki” nad oficerami szkolonymi w Moskwie. Gdy w telewizji pokazał mu go minister Wassermann, Radek oburzony groził sądem. Teraz znowu domaga się ujawnienia dokumentów…


Zawiódł Pana?
On jest innym człowiekiem w przekazie medialnym, a innym na co dzień.


To jaka jest jego druga twarz?
Już powiedziałem wszystko, co miałem o nim do powiedzenia.


Czy rzeczywiście okazał się on patronem karier ludzi z GRU?
Tego akurat nie powiedziałem.


Podpisze się Pan pod tym?
W swoich decyzjach personalnych związanych z wojskiem opierał się na przesłankach, które nie były merytoryczne. Brak było wyraźnych działań oczyszczających wojsko z oficerów, co do których istniało domniemanie braku lojalności wobec państwa polskiego. Wiąże z tym utajnienie przez Radka w listopadzie 2005 r. teczki personalnej Marka Dukaczewskiego, szefa WSI.


Co Pan czuł, gdy Radek Sikorski powiedział, że okazał się Pan jego porażką wychowawczą?
Radek jest autorem kilku zabawnych stwierdzeń. W swojej książce napisał, że to on, a nie ja, kazał pozdejmować z hollu MON-u portrety komunistycznych ministrów obrony. Nie pytajcie mnie o poziom wiarygodności Radka. Zapytajcie szeregowych pracowników ministerstwa, z czyjego polecenia zdejmowali portrety. Zapewniam, że nie z polecenia Radka.

Jest Pan gruboskórny.
Gdybym taki nie był, to nie byłbym politykiem.


Stawia Pan też na baczność.
Nikt nie zarzuci mi, że pracuje nieuczciwie. A to jest najważniejsze.


O, to Pan też ma dwie twarze.
Pewnie więcej.


A jak spotka się Pan w Sejmie z Radkiem Sikorskim, poda mu Pan rękę?
Mam nadzieję, że się nie spotkam.


Spotkacie się prędzej czy później?
No to się pewnie miniemy, nie zauważając siebie.


A stówkę by mu Pan pożyczył?
Jeżeli byłby w potrzebie, ale nie opowiadałbym o tym całemu światu.


Minister spraw zagranicznych Radek Sikorski to będzie horror dyplomatyczny?
To będzie powrót do dyplomacji sprzed rządów Prawa i Sprawiedliwości.


W czym Radek Sikorski jest gorszy od Anny Fotygi?
PR-owsko to pewnie będzie wielki sukces Radka. Zdolności do dbania o własny wizerunek niejeden z nas może się od niego uczyć.


Będzie cukierkiem z trucizną?
W polityce zagranicznej trzeba kierować się interesem państwa polskiego. I należy walczyć bez względu na to, czy salony w Londynie, Paryżu, Brukseli będą chwaliły, czy nie.


Sikorski nie zna się na polityce zagranicznej?
To byłaby ekstrawagancja, gdybym tak powiedział. Ale to jest jak w przypadku znajomości języków obcych. Można znać ich kilkanaście i w żadnym z nich nie mieć nic do powiedzenia.


To Radek Sikorski nie ma nic do powiedzenia?
Co wy się tak z tym Radkiem mnie uczepiliście ? Jak chcecie, z nim zróbcie wywiad.


Kto jest większą porażką dla Pana – Radek Sikorski czy Kazimierz Marcinkiewicz ?
Kazimierz Marcinkiewicz jest człowiekiem lepiej wychowanym. Zachował pewne zasady przy odejściu nawet w czasie wyborów i nie wyzywał byłych kolegów od watah. Kazio raczej pozytywnie mówi o ludziach niż negatywnie. Ładna cecha.


Skoro Sikorski jest zdrajcą, to jaką postać literacką Panu przypomina?
Czytam teraz Carlosa Fuentesa „Wszystkie szczęśliwe rodziny”. Tam jest postać ojca pastora Pagana, który pracował w banku, gdzie na polecenie innych fałszował czeki i przelewy. Ale cały czas był przekonany, że jest uczciwy, choć postępował nieuczciwie. I Radek Sikorski taki jest.


Czarny charakter?
Nie, to bardziej tragiczna postać. Ale jestem dopiero w trakcie czytania. Może pastor Pagan się poprawi.


Czyja głowa powinna spaść w PiS za kampanię wyborczą? Może spindoktorów ?
Chcielibyście. Mowy nie ma. Raz się zawsze można pomylić. Wszyscy odpowiadamy za naszą porażkę.


Dlaczego przegraliście wybory?
Zabrakło pozytywnych informacji o naszych sukcesach. O tym, co udało się zrobić. Pewnie błędem było, że premier dopiero pod koniec kampanii zaczął mówić o milionie dwustu tysiącach nowych miejsc pracy.


IV Rzeczpospolita umarła 21 października, jak mówi Kwaśniewski?
Chciałby.


Zostawiacie głębokie ślady?
MON to dla mnie pierwsze miejsce pracy, z którego odchodzę z tak ogromnym żalem. Bo kilka istotnych rzeczy dla bezpieczeństwa państwa zrobiłem. A teraz Platforma proponuje na stanowisko ministra obrony narodowej nie wiadomo kogo.


O kim Pan mówi?
Na pewno nie o Bogdanie Zdrojewskim. Przy nim byłbym bardziej spokojny. A tak mam przekonanie, że PO zmarnuje moje dokonania. Zapytajcie Sikorskiego, czy uważa np. Pawła Grasia za najlepszego kandydata na ministra obrony narodowej?

Dlaczego mianował Pan Macierewicza sekretarzem stanu? Przecież Tusk go zaraz odwoła.
Donald Tusk będzie mógł cokolwiek zrobić, kiedy dostanie od prezydenta nominację na premiera, a nie desygnację.


To po co ta nominacja?
Antoni Macierewicz ma koordynować pracę wojskowych służb. To jest bardzo istotne z powodu misji polskich wojsk za granicą.


Donald Tusk uważa, że Macierewicz nie ma kwalifikacji psychicznych do sprawowania jakichkolwiek funkcji państwowych.
To jest ciągłe powtarzanie złych rzeczy o Antonim Macierewiczu, żeby go zdyskredytować. Ale to ja wiem, jakie są jego efekty pracy w Iraku, w Afganistanie. Dla mnie to jest wystarczające.


Co jeszcze ma do zrobienia Antoni Macierewicz?
Ma koordynować wojskowe służby specjalne. Bez względu na to, kto będzie ministrem, zadbać o bezpieczeństwo polskich żołnierzy za granicą.


Trudno oderwać was od stołków.
Co wy wygadujecie za brednie?


Dobrze Pan wie, że nominacje na pięć minut przed dwunastą źle wyglądają.
Mało mnie obchodzi, czy coś dobrze, czy źle wygląda. Ważne, żeby decyzje były dobre.


Dobrze, a WSI broniły się bardzo przed likwidacją?
Broniły się przy pomocy takich ludzi jak między innymi Radek Sikorski.


To teraz na spokojnie, niech Pan powie, czy Sikorski jest za to odpowiedzialny
Cały czas mówię spokojnie.


Strzela Pan?
Uczyłem się trochę.


Ma Pan broń?
Nie mam takiej potrzeby. Polska to nie jest Irak. Sam chodzę w weekend na zakupy, kupuję gazety, bułki. Mogę spokojnie celebrować wolne chwile.


Ludzie WSI ukrywali się przed Panem ?
Starali się znaleźć w innych miejscach tej samej instytucji. Agencji Mienia Wojskowego, Wojskowej Agencji Mieszkaniowej, niektórych zakładach zbrojeniowych. Z WSI było związanych tak wielu, że dopiero teraz udało nam się wyczyścić tę instytucję. Oni to dopiero robili interesy, sami mówili o tych interesach „cukiereczki”.


Te cukiereczki najbardziej Pana zaskoczyły?
Nie sądziłem, że ludzie, którzy pełnią tak ważne funkcje w instytucjach dotyczących bezpieczeństwa państwa, mogą być tak zepsuci i myśleć wyłącznie o własnym interesie.


Ile osób Pan wyczyścił ?
Nie wiem. Nie robiłem zestawień.


Czy polskie wojsko jest wolne od wpływów rosyjskich?
O, znów wkraczamy na teren wiedzy operacyjnej. Nie będziemy o tym rozmawiać.


Czy rosyjskie służby specjalne zwiększyły swoją aktywność w Polsce?
Proszę dalej. Nie ma odpowiedzi.


Moskiewski sąd wojskowy skazał rosyjskiego majora Siergieja Jurenię za szpiegostwo na rzecz Polski. To dla nas duża strata?
Nic o tym nie wiem, żeby major współpracował z nami.


Nie zdążył Pan zdegradować Jaruzelskiego, Kiszczaka, Hermaszewskiego. Żałuje Pan?
W przypadku Jaruzelskiego i Kiszczaka potrzebna jest inicjatywa ustawodawcza. Wysłałem ją do Sejmu.


Żałuje Pan, że nie zdegradował tych generałów?
Tak. Oni nie powinni stanowić żadnego punktu odniesienia dla polskiego żołnierza. Wszyscy musimy wiedzieć, kogo warto czcić, a kogo należy potępić.


Funduje Pan sobie poranną zaprawę?
Najlepszy czas do ćwiczeń to jest późne popołudnie lub wczesny wieczór. Wtedy jest największa wydolność fizyczna. Ale z braku czasu ćwiczę tylko w weekendy.


Łza się Panu w oku zakręci, jak Pan będzie odchodził z MON-u?
Tak.


Czyli ma Pan coś wspólnego z Radkiem Sikorskim.
Nie będę urządzał defilady na własną cześć, jak to zrobił Radek Sikorski. I nie będę opowiadał, że „kocham ten resort”. To brzydkie pojęcie prawno-administracyjne. Wolę mówić ministerstwo. A ja kocham wojsko.


Boi się Pan kontrrewolucji pod rządami PO?
Boję się głupoty, tej zachłanności na dobra materialne. Do władzy dochodzą chciwusy.


Jarosław Kaczyński mówi wręcz o możliwości wsadzania niektórych ludzi PiS-u do więzienia pod rządami Platformy.
Wystarczy popatrzeć na to, kto przyklaskuje zwycięstwu Platformy. Tacy ludzie, jak były prezydent Lech Wałęsa i jego pomagierzy w rodzaju Wachowskiego. I nie mam wątpliwości, z kim mam do czynienia. Ale Platforma to też jest konglomerat różnych postaw.


Ma wiele twarzy?
Tak.


Jest przygotowana do przejęcia władzy?
Mówię szczerze, że nie. Najlepszy przykład dotyczy obsady MON-u. Najlepszy, naturalny kandydat to Bogdan Zdrojewski. Ale ta kandydatura może polec z powodu walk o władzę wewnątrz PO.


Kto jest dziś dla PiS-u groźniejszym przeciwnikiem, Kwaśniewski czy Tusk?
Kwaśniewski jest groźny co najwyżej dla siebie samego raczej. Donald Tusk.


Dlaczego?
Bo sięga po ludzi, którzy nie dają nadziei na kontynuację tych dobrych rzeczy, które zaczęliśmy. Nie mówię, że robiliśmy wszystko dobrze. Mówię o tych dobrych rzeczach.

Kim jest zatem Donald Tusk?
Kiedyś w aktach osobowych znalazłem charakterystykę oficera: „Szczególnych uzdolnień nie stwierdzono, szczególnych osiągnięć nie stwierdzono. Posiada zdolności przywódcze”. Idealnie pasuje to do Tuska. On nie rozumie, co się dzieje w Polsce. Jak czasami na niego patrzę, to mam wrażenie, że oczy ma przesłonięte lekką mgłą i nie wie, co się dzieje. A obok niego idzie Schetyna z Grasiem i gdzieś go prowadzą.


Gdzie prowadzą Schetyna z Grasiem?
Dobre pytanie.


A odpowiedź?
Prowadzą nas na stadion, który wybudują gdzieś w okolicach Łowicza czy Hrubieszowa. Bo tam chyba są najtańsze grunty.


Przez rządy Platformy wylądujemy w krzakach obok Hrubieszowa?

Mam nadzieję, że nie potrwają zbyt długo i nie zepsują wielu rzeczy. Nie pozwolimy im na to. Problemem jest, że nie ma takich ludzi w PO, jak Paweł Śpiewak czy Jan Rokita.


Brakuje Panu Jana Rokity?
Brakuje mi tonu nadawanego przez tych ludzi.


Żal Panu Jana Rokity?
Wiem, że sobie zawsze poradzi.


Platforma wygrała wybory, mówiąc o konieczności wycofania wojsk z Iraku. Zostaje jakiś trup w szafie? Jakieś tajne zobowiązanie?
Nie ma żadnego tajnego zobowiązania. Jest tylko zdrowy rozsądek i przekonanie, co należy robić w kontaktach z naszymi sojusznikami.


Żałuje Pan, że nie spotkał się z Dodą?
Ja sobie z tym poradzę, ale żołnierze, którym to obiecałem, żałują.


Skarżyli się?
Pytali mnie o nią.

Polki pokonały Peruwianki 3-0

mik, pm
Łatwe i pewne zwycięstwo odniosły Polki w drugim swoim meczu Pucharu Świata. Drużyna Marco Bonitty wygrała 3:0 z Peru.
Porażka z Brazylią nie miała wielkiego wpływu na postawę Złotek. Polki wyszły na mecz Peru bardzo skoncentrowane, unikały błędów, dzięki czemu ich zwycięstwo nawet przez chwilę nie było zagrożone.

Tylko na początku pierwszego seta wydawało się, że Polki mogą mieć problemy, kiedy rywalki objęły prowadzenie 3:0. Złotka jednak szybko odzyskały inicjatywę i na pierwszą przerwę techniczną schodziły prowadząc 8:5. Peruwianki nie potrafiły sobie poradzić z dobrą zagrywką Marii Liktoras i Mileny Sauderk, co pozwoliło Polkom jeszcze powiększyć przewagę.

Drugi i trzeci set miały podobny przebieg. Polki szybko zdobywały przewagę i spokojne punktowały rywalki. Złotka górowały w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła - mocna zagrywka utrudniała rywalkom wyprowadzenie ataku, dobrze też funkcjonował polski blok. W ataku nie do zatrzymania była wybrana zawodniczką meczu Katarzyna Skowrońska-Dolata.

Polkom zdarzały się momenty przestojów, potrafiły jednak w porę się otrząsnąć. Jak w drugim secie, kiedy przed drugą przerwą techniczną Peruwianki zbliżyły się na dwa punkty przy stanie 13:11. Złotka zdobyły jednak trzy punkty z rzędu ponownie odskakując rywalkom.

PiS wraca do ratusza

Iwona Szpala
2007-11-02, ostatnia aktualizacja 30 minut temu

Aresztowany za korupcję były minister sportu w rządzie PiS Tomasz Lipiec chce wrócić do pracy w ratuszu. Podobnie jak 60 innych urzędników stołecznej ekipy Lecha Kaczyńskiego, którzy awansowali po wygranej PiS przed dwoma laty i korzystali z urlopu bezpłatnego

Lipiec za czasów stołecznej prezydentury Lecha Kaczyńskiego był dyrektorem Warszawskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. W 2005 r. dostał nominację na ministra sportu, jednak z samorządem nie rozstał się do końca - wziął urlop bezpłatny. - Tak zrobiło przeszło 60 osób z PiS-owskiej ekipy prezydenta Lecha Kaczyńskiego, które po wygranej braci Kaczyńskich w 2005 r. przeszły do wyższych urzędów - mówi Jarosław Jóźwiak, wicedyrektor gabinetu prezydenta Warszawy. - Jeśli będą chcieli wrócić do samorządu, musimy im zaproponować takie same warunki, jakie mieli tu poprzednio.

W PO spodziewają się, że byłe PiS-owskie kadry upomną się o swoje. Spekulują, że do miasta będą chciały wrócić głównie osoby, które zajmowały wysokie stanowiska w administracji rządowej. Dla nich porażka PiS oznacza załamanie karier. - Wyjścia są dwa: praca dla miasta albo odejście za porozumieniem stron. To jednak wiąże się z kosztami, bo mają prawo do trzymiesięcznych odpraw - wyjaśnia Jóźwiak.

Jako pierwszy ze swoich praw postanowił skorzystać były minister sportu Tomasz Lipiec, jeszcze zanim upomniała się o niego prokuratura. Po tym, jak zdymisjonowano go z funkcji ministra sportu, nie pojawił się w ratuszu, choć miał tak obowiązek. Wykazał jednak czujność: gdy ratusz przysłał mu wypowiedzenie z art. 52 (dyscyplinarne), odwołał się do sądu pracy.

Czekaliśmy na pana Lipca tydzień, ale nie przyszedł

- Czekaliśmy na pana Lipca tydzień, ale nie przyszedł. Okazało się, że chce byśmy go przywrócili do pracy, choć formalnie ją porzucił - relacjonuje Jóźwiak.

Kolejnym urlopowanym, który chciałby zasilić ekipę Hanny Gronkiewicz-Waltz, jest Bartłomiej Szrajber, PiS-owski poseł ostatniej kadencji. Byłby to już kolejny powrót tego polityka w szeregi samorządowców. W 2001 r. po zdobyciu poselskiego mandatu wziął urlop bezpłatny jako wicedyrektor Żoliborza, a gdy przegrał kolejne wybory do Sejmu w 2005 r. ponownie został samorządowcem. - Pan Szrajber wraca na niezłych warunkach. Jest głównym specjalistą z pensją sięgającą 7 tys. zł brutto, którą ustalili jego PiS-owsy przełożeni. To stawka maksymalna - mówi Jóźwiak.

Zgłoszenie się byłego posła do ratusza wzbudziło spore zaskoczenie, bo o ile w 2005 r. wracał do miasta rządzonego przez PiS, to teraz miałby zasilić szeregi politycznej konkurencji. Pracowałby w gabinecie prezydenta, który tworzą najbardziej zaufani ludzie Hanny Gronkiewicz-Waltz. Tam podejmowane są strategiczne decyzje, także polityczne. W dodatku, jak twierdzi Jóźwiak, nikt nie przypomina sobie, by Bartłomiej Szrajber wcześniej pracował u prezydenta.

To sytuacja ambarasująca obie strony

Szrajber twierdzi, że za czasów Lecha Kaczyńskiego "opracowywał analizy statystyczne". Zajęcie to nazywa "kilkumiesięcznym incydentem", który skończył się objęciem mandatu poselskiego po Mariuszu Kamińskim, gdy ten został szefem CBA. - W gabinecie prezydenta mogą mnie nie pamiętać, bo miałem pokój w piwnicy - przyznaje.

Mówi, że zanim wróci na samorządową posadę, chce porozmawiać z prezydent Gronkiewicz-Waltz. - To sytuacja ambarasująca obie strony. Uprzedziłem kolegów w PiS, że biorę sprawy we własne ręce i wracam do ratusza - mówi. - Mam nadzieję, że dojdziemy do porozumienia z panią prezydent i jako były wybraniec narodu będę mógł coś wykreować. Zgłosiłem, że jestem do dyspozycji od stycznia. Na razie korzystam z trzymiesięcznej odprawy, która przysługuje byłym posłom.

Ustrój polityczny Bośni i Hercegowiny

Zgodnie z warunkami porozumienia z Dayton, utworzono dwa organizmy państwowe, zwane entitetami: Federację Bośni i Hercegowiny (FBiH) oraz Republikę Serbską (RS). Federacja BiH zajmuje 51 % terytorium kraju , a jej ludność stanowią Bośniacy wyznania muzułmańskiego oraz bośniaccy Chorwaci wyznania katolickiego. Pozostałe 49 % obszaru zajmuje Republika Serbska, której ludność stanowią bośniaccy Serbowie wyznania prawosławnego. W 2000 roku wydzielono trzecią jednostkę terytorialną - neutralne miasto Brčko, będące kondominium dwóch entitetów pod nadzorem międzynarodowym.

Zgodnie z konstytucją BiH jest republiką parlamentarną. Władzę prezydencką sprawuje trzyosobowy urząd prezydencki ze zmieniającym się co osiem miesięcy przewodniczącym, którymi są na zmianę przedstawiciele trzech narodowości: serbskiej, bośniackiej i chorwackiej.

Władzę wykonawczą sprawuje rząd, którego członkowie mianowani są przez prezydenta i zatwierdzani przez wyższą izbę parlamentarną (House of Representatices), której członkowie wybierani są w wyborach bezpośrednich. Sąd Konstytucyjny oraz posłowie niższej izby parlamentarnej (House of Peoples) mianowani są przez rządy entitetów. Rząd BiH, w skład którego wchodzi 8 ministrów i premier, odpowiada za politykę zagraniczną, wdrażanie ustaw obowiązujących oba entitety, imigrację, wdrażanie prawa karnego międzynarodowego i wewnątrz entitetów, politykę pieniężną, handel zagraniczny, dług zagraniczny oraz transport i komunikację pomiędzy entitetami.

Funkcję wspierającą i kontrolną pełni Urząd Wysokiego Przedstawiciela (OHR) działający w imieniu Unii Europejskiej, USA, Wlk. Brytanii, Niemiec, Francji Japonii, Holandii i innych krajów, a także w imieniu ONZ i OBWE.

OBWE sprawowała nadzór nad przygotowaniem i przeprowadzeniem w BiH wyborów powszechnych w latach 1996, 1998 i 2000 oraz wyborów do władz miejskich w latach 1997, 2000 i 2002. Nadzór ten sprawowany był poprzez Tymczasową Komisję Wyborczą, najdłużej funkcjonującą wielonarodową instytucję w BiH. Zadania tej komisji obejmowały szkolenie i wsparcie finansowe lokalnych komitetów wyborczych, kontrolę rejestracji wyborców, uwierzytelnianie partii i kandydatów, instruowanie wyborców, szkolenie i rozmieszczanie międzynarodowych obserwatorów, realizacja wyników wyborów. Wybory te były częścią procesu odbudowy i pomogły w ustanowieniu demokratycznych instytucji i społeczeństwa obywatelskiego w BiH.

Po wyborach przeprowadzonych w 2000 roku, Tymczasowa Komisja Wyborcza pomogła władzom BiH w utworzeniu własnej Krajowej Komisji Wyborczej BiH oraz jej sekretariatu. W wyborach przeprowadzonych latach 2002 i 2003 OBWE spełniała rolę już tylko doradczą. Przejęcie przez władze lokalne odpowiedzialności za realizację prawa wyborczego stanowi kolejny krok na drodze do demokracji.

Parlament
Izba Reprezentantów Izba Narodów
FbiH 28 przedstawicieli
RS 14 przedstawicieli
5 osób narodowości bośniackiej
5 osób narodowości chorwackiej
5 osób narodowości serbskiej

Rząd Prezydentura Sąd Konstytucyjny
Premier 9 ministrów 3 członków
pełniących funkcję
rotacyjnie
9 członków
(3 członków zagranicznych)

Okręg Brčko Federacja BiH Republika Serbska
Okręg na prawach państwa z własnym samorządem Prezydent i wiceprezydenci Prezydent i wiceprezydenci
Izba Narodowa
30 Bośniaków
30 Chorwatów
i innych narodowości
Izba Reprezentantów
140 członków
Zgromadzenie Narodowe
83 członków
Izba Reprezentantów
28 członków
Parlamenty kantonalne
10 kantonów
Źródło: "Investor Guide", Foreign Investment Promotion Agency, Sarajewo, 2004