poniedziałek, 12 maja 2008

Znów nie przyznano pierwszej nagrody

Katarzyna Pawlak 12-05-2008, ostatnia aktualizacja 12-05-2008 06:30

Najlepszym studentem prawa został Artur Gątowski z Uniwersytetu Jagiellońskiego – przyznano mu drugą nagrodę

Dwa trzecie miejsca zajęli: Mateusz Pietraszewski i Piotr Woźniak – obaj studiują na Uniwersytecie Wrocławskim. Tym samym powtórzyła się sytuacja z zeszłego roku, kiedy to również pierwszej nagrody nie przyznano. – Występuje tendencja do przedwczesnej specjalizacji. Brakuje osób, które równie dobrze czują się we wszystkich dziedzinach prawa. Same pytania nie były skomplikowane. W wypadku pierwszego wystarczyło tak naprawdę czytać gazety – uzasadniał decyzję jury przewodniczący prof. dr hab. Tadeusz Ereciński, prezes Sądu Najwyższego.

Chodziło o konstytucyjne kompetencje rządu, prezydenta i parlamentu w sprawie umów międzynarodowych w kontekście tzw. ustawy kompetencyjnej w sprawie traktatu lizbońskiego. Drugie pytanie dotyczyło roli arbitrażu i mediacji w rozstrzyganiu sporów cywilnych.

Z nim finaliści poradzili sobie dużo lepiej.

– Konstytucji uczyliśmy się na pierwszym roku, a trudno przygotować się ze wszystkiego. Zresztą mamy bieżące egzaminy, za chwilę obronę pracy magisterskiej – mówili zdobywcy trzeciego miejsca. Każdy z nich otrzymał nagrodę równowartości 6 tys. zł, a laureat Artur Gątowski – 12 tys. zł. Zakres tematyczny wszystkich etapów konkursu obejmował prawo i procedurę cywilną, prawo handlowe i gospodarcze, prawo i procedurę administracyjną, prawo finansowe, podatkowe oraz karne.

Konkurs na najlepszego studenta prawa „Primus in Primis” odbył się już po raz dziewiąty. Został zorganizowany przez Europejskie Stowarzyszenie Studentów Prawa ELSA Poland, kancelarię Domański Zakrzewski Palinka oraz firmę Deloitte. Patronat honorowy nad przedsięwzięciem objął prezes Trybunału Konstytucyjnego sędzia Jerzy Stępień oraz minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski. W jury zasiedli m.in. Maciej Bobrowicz, prezes Krajowej Rady Radców Prawnych, Joanna Agacka-Indecka, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej, prof. dr hab. Grzegorz Domański, partner kancelarii Domański Zakrzewski Palinka.

Konkurs przebiegał w dwóch etapach. Eliminacje przeprowadzono 27 marca na wydziałach prawa i administracji w 14 ośrodkach akademickich w całej Polsce. Uczestnicy mieli za zadanie rozwiązać test jednokrotnego wyboru składający się z 45 pytań. Finał odbył się 10 maja w Trybunale Konstytucyjnym. Z pięciu finalistów aż trzech reprezentowało Uniwersytet Wrocławski.

Patronat medialny nad konkursem objęła „Rzeczpospolita”.

Źródło : Rzeczpospolita

Trzęsienie ziemi w Chinach: zginęło 8700 osób

mar, PAP, cheko, Reuters, The Times, IAR
2008-05-12, ostatnia aktualizacja 2008-05-12 19:51
Zobacz powiększenie
Akcja ratownicza po trzęsieniu ziemi w Chinach
Fot. Chen Xie AP

8 693 osoby poniosły w poniedziałek śmierć, a wiele tysięcy odniosło obrażenia w wyniku silnego trzęsienia ziemi, które nawiedziło w poniedziałek Chiny - podały władze lokalne. Około 900 uczniów zostało pogrzebanych żywcem w wyniku zawalenia się szkoły średniej w miejscowości Dujiangyan. Wiadomo, że 50 licealistów nie żyje. Miejscowa telewizja podaje, że w wyniku trzęsienia zawaliło się w sumie osiem szkół. We wszystkich znajdowali się ludzie.

Zobacz powiekszenie
Fot. Chen Xie AP
Trzęsienie ziemi w Chinach miało siłę 7.8 w skali Richtera
Zobacz powiekszenie
Fot. Chen Xie AP
W trzęsieniu ziemi w Chinach mogło zginąć od trzech do pięciu tysięcy ludzi
Zobacz powiekszenie
Fot. XINHUA REUTERS
Akcja ratownicza po trzęsieniu ziemi w Chinach
Zobacz powiekszenie
Fot. STRINGER SHANGHAI REUTERS
W trzęsieniu ziemi w Chinach mogło zginąć od trzech do pięciu tysięcy ludzi
Trzęsienie ziemi w Chinach: zobacz nagranie świadka

W jednym z okręgów w Syczuanie zawaliło się 80 procent budynków. Pod gruzami jednej ze szkół zginęło 50 uczniów, a 850 nadal jest zasypanych. Ponieważ doniesienia o ofiarach napływają powoli, liczba ofiar może znacznie wzrosnąć.

Zniszczone zostały sieci telefoniczne i przerwane dostawy energii oraz wody do niektórych dzielnic 10-milionowej stolicy Syczuanu, Chengdu. Wstrząsy zniszczyły infrastrukturę komunikacyjną w 11 okręgach Syczuanu.

Zawaliły się dwie fabryki chemikaliów w Shifangu (na północ od Chengdu), w których znajdowały się setki pracowników. Wyciekło 80 ton amoniaku. Trzeba było ewakuować 6 tys. mieszkańców okolicy. W Chengdu zamknięto lotnisko i dworzec kolejowy.

Potężny wstrząs

Według geologów wstrząsy miały siłę 7,8 w skali Richtera, co może grozić poważnymi zniszczeniami. W dotknięty katastrofą rejon skierowano oddziały żołnierzy i ratowników. "Trząsły się budynki od Pekinu do Bangkoku" - informuje Xinhua.

Epicentrum trzęsienia znajdowało się w prowincji Syczuan, około stu kilometrów od stolicy regionu, Chengdu (czyt. czen du). Miasto ma ponad dziesięć milionów mieszkańców. Państwowa telewizja podaje, że w samym Czengdu nie ma większych strat, nie ucierpiała też pobliska Zapora Trzech Przełomów na rzece Jangcy.

Kilka godzin po trzęsieniu agencje podawały, że oficjalnie potwierdzono śmierć 107 osób. Najświeższe informacje potwierdzają przypuszczenia, że ofiar może być znacznie więcej. Xinhua podała - powołując się na informacje lokalnych władz -, że w okręgu Beiczuan mogło zginąć do trzech i pół tysiąca ludzi. W całej prowincji - śmierć poniosło 7 tysięcy 651 osób. Rannych jest o wiele więcej. Mówi się o liczbie sięgającej dziesięciu tysięcy. Według agencji, w jednym okręgów zawaliło się aż 80 procent budynków.

Domy runęły również w 111-tysięcznym Wenczuan. Z miastem nie ma komunikacji. Pozrywane są linie telefoniczne. Nie działa telefonia komórkowa, zniszczeniu uległo większość dróg.

Miejscowi sejsmolodzy informują, że telefony przestały działać w wielu rejonach, co może oznaczać, że liczba ofiar jest faktycznie znacznie wyższa.

Premier: "zachowajcie spokój"

Premier Chin Wen Jiabao w nadanym w telewizji wywiadzie określił trzęsienie jako "katastrofę" i wezwał do zachowania spokoju i odwagi.

- W obliczu katastrofy żywiołowej najważniejsze jest zachowanie spokoju, pewności siebie, odwagi - powiedział szef rządu na pokładzie samolotu do Syczuanu.

Trzęsienie dotknęło także prowincje Gansu i Junnan oraz metropolitalny okręg miasta Chongqing (Czungcing) nad Jangcy. W wyniku zawalenia się dwóch szkół średnich zginęło tam czworo dzieci, a ponad sto zostało rannych. Czungcing jest częścią najbardziej rozległego i najludniejszego obszaru metropolitalnego Chin, formalnie nazywanego miastem wydzielonym na prawach prowincji, i liczącego blisko 32 mln mieszkańców.

W okręgu miejskim Shifang w Syczuanie, przyległym do rejonu, w którym było epicentrum trzęsienia ziemi, pod gruzami znalazły się setki osób. Agencja Xinhua podaje, że zawaliły się szkoły, internaty i fabryki. W gruzach legły też dwa zakłady chemiczne. Doszło do wycieku 80 ton płynnego amoniaku. Ewakuowano około 6 tys. ludzi.

Eksperci przypominają, że 5 lat temu w prowincji Sinkiang w trzęsieniu o sile 6,8 w skali Richtera - a więc znacznie słabszym niż dzisiejsze - zginęło ponad 260 osób i zawaliło się ponad dziesięć tysięcy domów.

Chiny leżą na terenach czynnych sejsmicznie i są gęsto zaludnione. W 1976 roku w mieście Tangshan na północy kraju w trzęsieniu o sile około ośmiu stopni zginęło ćwierć miliona ludzi.

Pole who saved ghetto Jews dies

Page last updated at 11:38 GMT, Monday, 12 May 2008 12:38 UK

Irena Sendler
The Polish parliament honoured Irena Sendlerowa last year for her heroism

The death of a Polish woman who almost certainly saved the lives of 2,500 Jewish children during World War II has been announced.

Irena Sendlerowa organised the rescue of the children from the Warsaw Ghetto during the Nazi occupation.

She died in a Warsaw hospital at the age of 98, her daughter said.

After Germany's invasion of Poland in 1939, she took great risks to help Polish Jews held by the Nazis - an act that was punishable by death.

In 1942 Irena Sendlerowa joined the Zegota resistance movement.

With the rest of her team of 20, she rescued the children between 1940 and 1943, when the Nazis burned the ghetto, condemning its residents to death.

Saved from execution

In October 1943 she was arrested and tortured by the Gestapo, but refused to give up the names of the children.

She was saved on the day of her scheduled execution after the Polish underground bribed her SS guards.

She said persuading parents to part with their loved ones was particularly traumatic.

The children were smuggled out in different ways - in ambulances, through the sewers, and once under her skirt.

The BBC's Adam Easton in Warsaw says Irena Sendlerowa hated the term "hero", and said her conscience was troubled because she had done so little.

Last year the Polish parliament unanimously passed a resolution honouring her for organising the "rescue of the most defenceless victims of the Nazi ideology: the Jewish children".

In recognition of her efforts she has also been awarded the title Righteous Among the Nations, by Israel.

Patronat szkoły był dla niej jak Nagroda Nobla

mm, gazeta.pl
2008-05-12, ostatnia aktualizacja 2008-05-12 17:05

- Pani Irena mówiła, że uczynienie z niej patronki szkoły jest jak przyznanie Nagrody Nobla - wyznała polonistka z 23. gimnazjum w Warszawie. Irena Sendlerowa została dziś patronką tej szkoły. - Mieliśmy spotkać się z nią po uroczystości - mówili jej przyjaciele. Nie zdążyli.

Zobacz powiekszenie
Zdjęcie Ireny Sendlerowej w 23. gimnazjum w Warszawie
Zobacz powiekszenie
Fot. Adam Kozak / AG
15.02.2005, 98. rocznica urodzin Ireny Sendlerowej
Zobacz powiekszenie
Fot. Charlie Riedel AP
Megan Stewart-Felt (z lewej) grająca Irenę Sendler stara się przekonać Jaime Walker grająca żydowską matkę by dała jej swoje dziecko, w czasie próby przedstawienia ,,Life in a Jar''
Patronat szkoły jest jak Nagroda Nobla

Gimnazjum nr 23 w Warszawie jest pierwszą polską szkołą, która nosi imię Ireny Sendlerowej. - Pani Irena mówiła, że uczynienie z niej patronki szkoły jest dla niej jak otrzymanie Nagrody Nobla - wyznała Katarzyna Ludwiniak, nauczycielka języka polskiego, która razem z uczniami zabiegała o to, by warszawskie gimnazjum nosiło imię polskiej bohaterki.

- Wszyscy uczniowie chcieli, by pani Sendlerowa była naszą patronką - powiedział portalowi Gazeta.pl jeden z uczniów gimnazjum. - Pani Sendlerowa była osobą, o której powinniśmy pamiętać. Niestety, jestem dopiero w pierwszej klasie. Nie zdążyłem jej poznać - dodał. - Pani Irena była prawdziwą bohaterką.



Trudno mówić o niej w czasie przeszłym...

- Irena Sendlerowa jest naszą matką - powiedziała Anna Drabik, przewodnicząca Stowarzyszenia "Dzieci Holocaustu" podczas uroczystości. - Bardzo trudno przyzwyczaić się do mówienia o niej w czasie przeszłym.

- Mimo sędziwego wieku brała czynny udział w życiu naszego stowarzyszenia. Wspierała nas miłością i mądrością - dodała Anna Drabik.

- To, że wybraliście takiego patrona nobilituje Was i stanowi wyzwanie. Gratuluję wyboru i dziękuję - powiedziała przewodnicząca stowarzyszenia do uczniów 23. gimnazjum w Warszawie.

Po uroczystych przemówieniach odbyło się ślubowanie. - Ślubujemy dbać o honor i tradycję szkoły - mówili uczniowie. - Obiecujemy godnie reprezentować jej imię.

"Dzieci Pani Ireny" były na uroczystości

Na uroczystości obecne były także dzieci, które Irena Sendlerowa uratowała podczas II wojny światowej. Elżbieta Ficowska, wywieziona z Getta Warszawskiego, gdy miała zaledwie 6 miesięcy, opowiedziała, jak bardzo pani Sendlerowa troszczyła się o "swoje dzieci". - Ona znała nasze dzieci, znała nasze wnuki. Zawsze mnie zdumiewała tym, że pamięta kiedy się kto urodził, kiedy obchodzi imieniny.



- Pani Sendlerowa miała doskonały kontakt z młodzieżą - mówiła Ficowska. Zaprzyjaźniła się z uczniami ze Stanów Zjednoczonych, którzy napisali o niej sztukę. - Dzieci przysłały jej scenariusz, ona poprawiła go i odesłała z powrotem - opowiadała. Pani Irena żartowała, że dzieci z Ameryki są naiwne. Myślały np., że żydowskie dzieci chore na tyfus były w getcie leczone. - A było zupełnie odwrotne. Pani Irena tłumaczyła im, jak było naprawdę - dodała.

Uczniowie 23. gimnazjum pod koniec uroczystości odegrali przedstawienie napisane przez uczniów z USA.

Tak, jakby chciała, by to stało się dziś

- Dowiedziałam się o jej śmierci pół godziny przed wyjściem na uroczystość - powiedziała portalowi Gazeta.pl Gołda Tencer, aktorka, reżyserka i założycielka Fundacji Shalom. - Tak, jakby Irena chciała, żeby to stało się właśnie dzisiaj. Jakby jej duch wszedł w szkołę - wyznała. - Irenę kochaliśmy wszyscy i będziemy o niej pamiętać. Dzisiaj jest wielki płacz po przepięknej duszy - dodała.

"Zasłużona, wielka, ale niedoceniona" - komentarze po śmierci Sendlerowej

jas, mar, PAP, IAR
2008-05-12, ostatnia aktualizacja 2008-05-12 16:02

- Zasłużona i wielka osoba, choć niedoceniona przez czasy i wiek, w którym żyła - powiedział były prezydent Lech Wałęsa o zmarłej w poniedziałek Irenie Sendler.

Zobacz powiekszenie
Fot. Adam Kozak / AG
15.02.2005, 98. rocznica urodzin Ireny Sendlerowej
Zobacz powiekszenie
Fot. Charlie Riedel AP
Megan Stewart-Felt (z lewej) grająca Irenę Sendler stara się przekonać Jaime Walker grająca żydowską matkę by dała jej swoje dziecko, w czasie próby przedstawienia ,,Life in a Jar''
Zobacz powiekszenie
Fot. Jacek Łagowski / AG
11.04.2007 Irena Sendlerowa otrzymuje Order Uśmiechu
POSŁUCHAJ


"Wieczny odpoczynek racz jej dać Panie" - tak słowami modlitwy były prezydent zareagował na wieść o śmierci Sendlerowej.

Wałęsa popierał kandydaturę Ireny Sendler do Pokojowej Nagrody Nobla, do której była zgłoszona w 2007 roku. - Należał jej się ten Nobel, ale jestem pewien, że w niebie dostanie takiego Nobla - podkreślił były prezydent.

- Wyjątkowa osoba, charakterystyczna dla polskiej inteligencji okresu międzywojennego, związana z PPS, niezwykle odważna, później po części zapomniana - mówił o Sendlerowej podczas konferencji prasowej prezydent Lech Kaczyński.

- Nie zdążono przyznać jej Pokojowej Nagrody Nobla, ale powiedziała mi, że dostała już w życiu dwie, bo są dwie szkoły jej imienia. Dziś o 11 byłem w warszawskim gimnazjum na uroczystości nadania szkole imienia Sendlerowej. To trzeci Nobel, którego odebrała- powiedział w rozmowie z Gazeta.pl Naczelny Rabin Polski Michael Schudrich.



Od 1942 roku Irena Sendler rozpoczęła współpracę z powstałą wówczas konspiracyjną Radą Pomocy Żydom "Żegota", organizując m.in. ucieczki z getta. Kiedy w drugiej połowie roku rozpoczęła się likwidacja Getta Warszawskiego, Sendler zainicjowała szeroko zakrojoną akcję ratowania dzieci. Wyprowadzane z getta, były umieszczane w polskich rodzinach, sierocińcach i klasztorach w Warszawie, Turkowicach i Chotomowie. Przygotowywano im fałszywe dokumenty i wspomagano materialnie. Uratowano w ten sposób 2,5 tys. dzieci.

- Według Talmudu i tradycji żydowskiej, ten kto ratuje jednego człowieka, ratuje cały świat, bo każdy człowiek jest jak całe uniwersum. Irena Sendlerowa uratowała tysiące światów - powiedział Gazeta.pl o działalności Sendlerowej były ambasador Izraela w Polsce Szewach Weiss.

- Każdy, kto przeżywał wojnę, tym bardziej zdaje sobie sprawę z tego, że ten rodzaj bohaterstwa mógł się zrodzić tylko u człowieka o bardzo wielkim sercu - powiedział biskup Tadeusz Pieronek.



Pod koniec 1943 roku Irenę Sendler aresztowało gestapo. Została skazana na śmierć, ale dzięki wysokiemu okupowi wpłaconemu przez "Żegotę" została rozstrzelana tylko "na papierze". Do końca wojny ukrywała się pod fałszywym nazwiskiem. Podczas Powstania Warszawskiego pracowała jako pielęgniarka PCK. Przechowywana w zakopanych w ziemi butelkach, razem z pieniędzmi "Żegoty", dokumentacja dzieci przemyconych z getta przetrwała wojnę.

W 1965 roku Instytut Yad Vashem w Jerozolimie przyznał Irenie Sendler tytuł Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata, a w 1991 roku otrzymała honorowe obywatelstwo Izraela. - Była wspaniałą, odważną kobietą, która wskazała model przyjaźni między Polakami i Żydami - powiedział Gazeta.pl ambasador Izraela Dawid Peleg.

Yad Vashem, instytut przyznający tytuły Sprawiedliwych wśród Narodów Świata wydał oświadczenie w którym informuje, że opłakuje śmierć Ireny Sendler, "która ryzykowała życiem ratując setki żydowskich dzieci z Holocaustu". "Odważna działalność Ireny Sendler jest światełkiem nadziei dla świata, dającym nadzieję i wzmacniającym wiarę w wrodzoną ludzką dobroć" - czytamy w oświadczeniu.

Drzewko upamiętniające Sendlerową stoi przy samym wejściu do Alei Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.

Prezydent po śmierci Ireny Sendler: wielki żal

jas, PAP
2008-05-12, ostatnia aktualizacja 2008-05-12 15:53

Prezydent Lech Kaczyński powiedział, że czuje wielki żal w związku ze śmiercią Ireny Sendler. Zapowiedział, że zastanowi się, jak uczcić jej pamięć.

Zobacz powiekszenie
Fot. ALIK KEPLICZ AP
Podczas II wojny światowej Irena Sendlerowa uratowała około 2,5 tys. żydowskich dzieci


Prezydent dodał w rozmowie z dziennikarzami, że wiedział o pobycie Ireny Sendler w szpitalu. Wspomniał, że nie mógł się z nią spotkać w czasie niedawnej wizyty w Polsce prezydenta Izraela Szimona Peresa, choć obaj mieli taki zamiar.

Lech Kaczyński zapowiedział, że zastanowi się jeszcze jak uczcić, "tak mocno jak tylko się da", pamięć Ireny Sendler.

Przypomniał, że uratowała ona w czasie II wojny światowej ponad dwa tysiące żydowskich dzieci. - Wyjątkowa osoba, charakterystyczna dla polskiej inteligencji okresu międzywojennego, związana z PPS, niezwykle odważna, później po części zapomniana - mówił prezydent.

- Myślę - czynimy takie starania - że byłaby znakomitym kandydatem do Pokojowej Nagrody Nobla. (...) Myślę, że jej śmieć nie przeszkodzi w tym, żeby tym kandydatem pozostała nadal - dodał Lech Kaczyński.

Prezydent był jednym z inicjatorów zgłoszenia Ireny Sendler do pokojowego Nobla w 2007 roku.

Lista Sendlerowej - reportaż z 2001 roku

Magdalena Grochowska
2008-05-12, ostatnia aktualizacja 2008-05-12 10:59

Zobacz powiększenie
Irena Sendlerowa w objęciach jednej z kobiet, które kiedyś uratowała. Listopad 2003 r.
fot. Piotr Bernaś/AG

Śni jej się do dziś, że rodzice nie chcą oddać dziecka. A następnego dnia ich mieszkanie jest już puste

Zobacz powiekszenie
Fot. Igor Morye / AG Zobacz powiekszenie
Fot. Adam Kozak / AG Zobacz powiekszenie
Fot. Maciej Zienkiewicz / AG
01.06.2001 Irena Sendlerowa
U sióstr felicjanek w Otwocku za bardzo rzucał się w oczy - był najstarszy i jego ruda głowa sterczała ponad głowami dzieci. Irena zadepeszowała do Turkowic koło Lublina, do sióstr służebniczek: "Mam nową odzież".

Był rok 1943. Kilka miesięcy wcześniej ośmioletni Michał wyszedł z getta wraz z rodzicami. Jego matkę Irena zarekomendowała jako dobrą służącą, katoliczkę w pewnym otwockim domu. Uratowała się. Michał przeżył wojnę w Turkowicach. Prof. Michał Głowiński, historyk i teoretyk literatury, jest jednym z 2500 dzieci żydowskich uratowanych przez referat dziecięcy Żegoty, którego kierowniczką była Irena Sendlerowa.

Weźcie mnie za ręce

Katarzyna Meloch, inne dziecko z Turkowic. Twarz zasłoniła rękami i słucha. Jest 24 maja 2001 r., siedziba Gminy Żydowskiej w Warszawie. Amerykańskie uczennice grają swą sztukę "Życie w słoiku" dla grupki uratowanych z Holocaustu i paru Sprawiedliwych.

Ktoś wcześniej czytał maszynopis sztuki i zwrócił uwagę na dwa naiwne błędy. "Wezmę państwa dzieci i powiem strażnikom, że one mają tyfus i muszę umieścić je w szpitalu" - mówi w sztuce Irena do pani Rosner. Za takie tłumaczenie dostałaby w bramie getta kulę.

Przyjaciółka błaga Irenę, by nie szła do getta, bo naraża życie. "Mam papiery (...), jestem Polką i chrześcijanką" - odpowiada ufnie Irena. Jednak teraz, w sali Gminy Żydowskiej, naiwność niknie. Elizabeth, która gra Irenę, zagarnia ramionami powietrze: - Dzieci, weźcie mnie za ręce, pożegnajcie się z mamą i z tatą! Cisza; mężczyźni i kobiety mają szkliste oczy. - Przypomniałam sobie moment, gdy żydowska pielęgniarka wyprowadzała mnie z warszawskiego getta - mówi potem Katarzyna Meloch czterem amerykańskim uczennicom.

W kożuchu męża

Warszawa, rok 1912. Dwuletnia Irena ma koklusz, dusi się. Ojciec Stanisław Krzyżanowski jest lekarzem w szpitalu św. Ducha. Błaga laryngologa o ratunek dla dziecka. Doktor Erbrich prócz leków zaleca natychmiastowy wyjazd do Otwocka, gdzie klimat sprzyja leczeniu chorób płuc.

Stanisław otwiera praktykę lekarską w Otwocku, ale jako nieznany lekarz ma mało pacjentów - głównie żydowską biedotę i chłopów. Tej pierwszej zimy Krzyżanowscy klepią biedę. Żona Janina sprzedaje palto. Na spacer wychodzi w kożuchu męża wieczorami.

Odwiedzają ich siostra ojca i jej mąż - Maria i Jan Karbowscy. On - inżynier komunikacji - dorobił się majątku w Rosji, budując koleje. Teraz postanawia kupić w Otwocku budynek z rozległym parkiem przy ulicy Chopina, obiekt świetnie nadaje się na sanatorium. Karbowscy przekazują go w użytkowanie Krzyżanowskim. Stanisław organizuje w nim sanatorium dla gruźlików.

Mieszkają przy sanatorium, Irena bawi się z dziećmi z okolicy i wkrótce mówi po żydowsku. Pamięta, jak ojciec ją tuli. Ciotki mówią: - Nie rozpuszczaj jej, Stasiu, co z niej wyrośnie! A ojciec: - Nie wiadomo, jak potoczy się jej życie. Może te pieszczoty będą jej najmilszymi wspomnieniami?

Pamiętaj, ile serca

W książkach o Otwocku Stanisław Krzyżanowski odnotowany jest jako wybitny działacz społeczny. Socjalista. W 1905 r. usunięty z Wydziału Medycznego Uniwersytetu Warszawskiego za udział w strajkach szkolnych. Przeniósł się na medycynę do Krakowa. Relegowany za działalność polityczną. Studia skończył w Charkowie. Typ Judyma.

- Współtworzył tę wspaniałą formację demokratycznej, społecznikowskiej, lewicującej inteligencji - mówi prof. Michał Głowiński. - Z tej postępowej inteligencji wywodzi się pani Irena.

Pod koniec pierwszej wojny światowej w Otwocku szalał tyfus. Stanisław walczył z epidemią; zmarł na tyfus w lutym 1917 r. Na cmentarzu żegnały go tłumy Żydów. Kilka dni później Janinę odwiedzili przedstawiciele otwockiej Gminy Żydowskiej.

- Z wdzięczności dla pana doktora, że nas leczył, Gmina będzie wypłacała stypendium pani córce, Irenie, do czasu jej pełnoletności. Janina nie skorzystała z tej propozycji. - Mam 27 lat i sama zapracuję na jej wykształcenie - odpowiedziała. Córeczce przykazała: - Pamiętaj, ile serca oni ci okazali.

Pohulajcie w Warszawie

W czwartkowe popołudnie, 24 maja, amerykańskie uczennice siadły na podłodze u stóp Ireny. Brała je za ręce i głaskała. - Jesteście mądre i dzielne - mówiła - siejecie dobro. Czeka was wielka praca, bo świat potrzebuje dobra. Kocham was.

Przywiozły Irenie błękitną koszulę z podpisami młodzieży ze szkoły w Uniontown, paczuszkę listów od uczniów i serce z różowego papieru. Chciały wręczyć kopertę z pieniędzmi. Zbierały je do słoika, gdy grały w Stanach swoją sztukę "Życie w słoiku". Irena odmówiła. - Pohulajcie sobie za te pieniądze w Warszawie - zażartowała.

Zbyt czerwona

Po śmierci Stanisława Krzyżanowskiego Karbowscy sprzedają sanatorium w Otwocku. W 1920 r. Janina z córką wyjeżdżają do Warszawy. Matka Ireny robi na zamówienie kwiaty z papieru i haftuje serwety. Mimo pomocy braci Janiny żyją w biedzie. W 1931 r. młodziutka Irena wychodzi za mąż za Mieczysława Sendlera, studenta filologii klasycznej Uniwersytetu Warszawskiego. - Mama chciała jak najszybciej uniezależnić się od wujów - opowiada córka Janka Zgrzembska. Rozdzieli ich wojna - on spędzi te lata w oflagu w Woldenbergu, ona - w konspiracji. Rozejdą się.

Jest początek lat 30. Irena studiuje polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Działa w lewicującym Związku Młodzieży Demokratycznej. Na wykładach stoi - na znak protestu wobec getta ławkowego dla Żydów. Bojówkarz ONR-u szturcha pałką jej przyjaciółkę: - Dlaczego stoisz? - Bo jestem Żydówką. - A dlaczego ty stoisz? - Bo jestem Polką - odpowiada Irena i dostaje od ONR-owca w twarz.

Skreśla w indeksie stempel z literą A oznaczający aryjskość. Zawieszają ją za to w prawach studentki. - Dobrze, dziecko, zrobiłaś, bo getto ławkowe to hańba dla uniwersytetu, wracaj na wykłady - ratuje ją prof. Tadeusz Kotarbiński, kierownik I Katedry Filozofii, który akurat zastępuje nieobecnego rektora.

Irena wstępuje do PPS. Skończy studia, ale nie dostanie pracy w żadnej warszawskiej szkole. - Przyszła opinia z uniwersytetu - mówi jej kurator - pani jest zbyt czerwona!

Jeden śledź dla sześciorga

Gmach Wolnej Wszechnicy Polskiej przy Opaczewskiej 2a (dziś Banacha). Od 1925 r. przy WWP działało Studium Pracy Społeczno-Oświatowej. Z tym środowiskiem współpracowała Irena w latach 1932-35.

Wszechnica kształciła wielu młodych robotników i chłopów. Wśród kadry wybitni naukowcy o liberalnych poglądach: Krzywicki, Czarnowski, Gąsiorowska. "Żadne antyżydowskie hece nie były w tej uczelni dopuszczone" - opowiadała po latach profesor historii Natalia Gąsiorowska. Raz wpadła do gmachu bojówka ONR-u - kilkudziesięciu osiłków z kastetami. Studenci odcięli im odwrót i polali wodą z hydrantów.

Twórczynią Studium Pracy Społeczno-Oświatowej była prof. Helena Radlińska, działaczka niepodległościowa. - Było to środowisko lewicowe: pepeesowcy, ludowcy, działacze komunizujący. Wśród studentów - przeważnie nauczyciele - opowiada profesor historii Helena Brodowska, pod koniec lat 30. sekretarka Radlińskiej i studentka WWP. - Radlińska stworzyła kierunek pedagogiki społecznej; w żadnej polskiej uczelni nie istniała jeszcze wówczas ta dyscyplina. Prowadziła seminaria z oświaty pozaszkolnej; kto się dostał pod jej rękę, stawał się społecznikiem.

Powołała Ośrodek Opieki nad Matką i Dzieckiem - instytucję pomocy rodzinom bezrobotnym, w której szkolili się studenci. Tutaj, pod okiem Radlińskiej, pracowała Irena. Drobna, energiczna blondynka. - Spotkałam tam kilku działaczy nielegalnej KPP - opowiada Irena Sendlerowa - już po odbyciu przez nich wyroków. Mądrzy, szlachetni ludzie. Pod ich wpływem szłam ciągle na lewo. (Po 1948 r. zostanie członkiem PZPR. Rzuci legitymację po Marcu 1968).

- Przeprowadzałam wywiady środowiskowe w rodzinach. Nigdy nie spotkałam takiej skrajnej nędzy u Polaków jak u Żydów. Były rodziny żydowskie, w których jednego śledzia dzielono w szabat między sześcioro dzieci.

Co by Józef powiedział?

W Ośrodku Opieki nad Matką i Dzieckiem udzielali bezpłatnie porad adwokaci. Był wśród nich Józef Zysman, wuj prof. Michała Głowińskiego. Bronił ubogich w sprawach o eksmisję, występował o prawa dla nieślubnych dzieci.

Irena odwiedzała go potem w getcie. Zysman wysłał syna poza mury. Napisał do Ireny: Jedyną drogą do odrodzenia ludzkości i świata jest wszechpotężna miłość. Wychowajcie mojego syna na dobrego Polaka i szlachetnego człowieka (syn mieszka dziś w Szwecji).

Jesienią 1942 r. wyszedł z getta, lecz nie mógł znieść ukrywania się. Kiedy Niemcy, chcąc wyłapać resztki Żydów, ogłosili, iż umożliwią im wyjazd za granicę, zgłosił się do punktu zbornego w Hotelu Polskim. "Do dziś, kiedy staję wobec jakichś zawiłych problemów moralnych (...), zadaję sobie pytanie: >>A co by na to powiedział Józef?<<" - napisała Irena w Biuletynie Żydowskiego Instytutu Historycznego.

Ewa, Sara, Rachela

Wojna zastała ją na stanowisku opiekunki środowiskowej w Wydziale Opieki Społecznej Zarządu Miasta Warszawy. Od drugiego miesiąca wojny Opiece Społecznej nie wolno było udzielać pomocy materialnej Żydom. Jednak do czasu zamknięcia getta w listopadzie 1940 r. Opieka Społeczna na podstawie fałszywej dokumentacji pomagała ok. 3000 Żydów (pisze o tym Teresa Prekerowa w książce "Konspiracyjna Rada Pomocy Żydom 1942-1945").

Do stycznia 1943 r. Irena Sendlerowa i jej współpracownica Irena Schultz wchodziły do getta legalnie - okazując legitymacje kolumny sanitarnej - i przenosiły w ubraniu żywność, odzież, pieniądze i lekarstwa. Nieraz dwa, trzy razy dziennie - pisze Prekerowa. Przemycały szczepionkę przeciwko tyfusowi.

"Początkowo kierowałam się raczej pobudkami emocjonalnymi - pisze Irena Sendlerowa - zdając sobie sprawę z potworności wegetacji za murami, starałam się pomóc dawnym przyjaciołom".

Ewa Rechtman. Skończyła polonistykę na uniwersytecie i Studium Pracy Społeczno-Oświatowej. Do wybuchu wojny zajmowała się w Opiece Społecznej problemem żebractwa. Przyjaciele zapewnili jej schronienie po aryjskiej stronie, ale została w getcie. Kierowała tam Kołem Młodzieżowym przy Komitecie Domowym przy Siennej 16 (komitety domowe, tworzone w getcie spontanicznie, próbowały nieść pomoc; organizowały namiastki życia kulturalnego). To przez Ewę Irena nawiązała kontakty z Gminą Żydowską i Centosem - żydowską organizacją charytatywną. Stąd dostawała adresy dzieci w skrajnej nędzy. Ewa zginęła w 1942 r.

Sara Gołąb-Grynbergowa, nazywana Alą. Absolwentka Studium Pracy Społeczno-Oświatowej; naczelna pielęgniarka getta. Kierowała Kołem Młodzieży przy Smoczej 9. To tam prof. Ludwik Hirszfeld organizował tajne szkolenie sanitarne. W sierpniu 1942 r. na facjatce przy Smoczej Irena po raz ostatni namawiała Alę, by opuściła getto; po aryjskiej stronie czekała na nią córeczka, mąż i schronienie. Ala odmówiła.

Rachela Rozenthal, absolwentka polonistyki na uniwersytecie. Przed wojną uczyła najbiedniejsze dzieci żydowskie z Wołowej, Dzikiej, Nalewek. W getcie opiekunka Koła Młodzieży przy Pawiej. Jej młodzież organizowała zajęcia dla najmłodszych w tzw. kącikach dziecięcych. W czasie wielkiej deportacji, w lipcu 1942 r., zginęła cała rodzina Racheli. Tuż po wojnie spotkały się na ulicy. Rachela powiedziała Irenie: - Pamiętaj, Rachela zginęła za murami razem z całą rodziną, tu żyje zupełnie inny człowiek. I wybuchnęła płaczem. Ani mąż, ani córka nigdy nie poznali tajemnicy jej pochodzenia. Rachela zmarła w latach 80.

Nie jestem matką, tylko gosposią

"W 1942 r., kiedy zaczęły się masowe wysiedlenia - opowiada Irena Sendlerowa w książce >>Ten jest z ojczyzny mojej<< Władysława Bartoszewskiego - (...) wyłoniły się nowe zadania - wyprowadzić jak najwięcej Żydów, a przede wszystkim dzieci żydowskie, poza mury getta. Nasze możliwości finansowe coraz bardziej się kurczyły i zapewne nie bylibyśmy w stanie kontynuować tej działalności, gdyby nie fakt, że w owym czasie powstała Rada Pomocy Żydom".

Rada Pomocy Żydom "Żegota" dysponowała dużo większymi pieniędzmi niż wydział opieki. Była finansowana przez Delegaturę Rządu na Kraj. Konspiratorzy z Opieki Społecznej podjęli ścisłą współpracę z Żegotą. Irena Sendlerowa została kierowniczką referatu dziecięcego.

Do dziś śni jej się mieszkanie w getcie. Mówi rodzicom: - Umieszczę wasze dziecko u dobrej, polskiej rodziny albo w zakładzie opiekuńczym. Matka i babka rzucają się na dziecko, obsypują je pocałunkami. Płacz, spazmy. Ojciec pyta: - Jaka jest gwarancja, że dziecko przeżyje wojnę? Irena: - Żadna. Nie wiem nawet, czy wyjdę z nim teraz żywa z getta.

W tych snach oni wciąż nie oddają dziecka. Nazajutrz Irena znów wraca do ich mieszkania, ale ono jest już puste.

Śni się Irenie chłopczyk żydowski, którego zabiera od przybranej rodziny, bo szmalcownicy żądają okupu. Irena wiezie chłopca tramwajem do kolejnego domu. Mały szlocha: - Ile można mieć mamuś?

Opisała po wojnie, jak żydowskie matki - nieraz miesiącami - przygotowywały swoje dzieci do życia po aryjskiej stronie. Jak zmieniały im tożsamość. Ty nie jesteś Icek, tylko Jacek. Nie Rachela, tylko Roma. A ja nie jestem twoją matką, tylko byłam u was gosposią.

W 1965 r. Irena Sendlerowa została odznaczona medalem "Sprawiedliwy wśród Narodów Świata". W 1983 r. pojechała do Jerozolimy i posadziła cedr w Alei Sprawiedliwych. Rośnie na wprost wyjścia z pawilonu dziecięcego muzeum Yad Vashem. Jeden z ocalonych zapytał ją wtedy: - Jak matka mogła mnie oddać? Odpowiedziała: - Oddała pana z miłości.

Nie czekaj do jutra

Gdy w "Gazecie" ukazał się reportaż ">>Życie w słoiku<< trwa dziesięć minut", u Ireny rozdzwonił się telefon. Nieznajomy z Gdańska rozpłakał się; poruszyła go historia nastolatek, które opowiadają Ameryce o polskiej dziewczynie z Żegoty. Ktoś powiedział: - Dość tej żydowszczyzny! Agata Barańska z Otwocka przysłała naręcze fiołków.

Korespondencja Agaty Barańskiej i Ireny Sendlerowej trwa rok. Nigdy się nie spotkały. Agata ma lat 30, Irena Sendlerowa - 91. Łączy je fakt sprzed prawie wieku - mała Irena przychodziła do sklepu wędliniarskiego pradziadków Agaty przy ulicy Warszawskiej w Otwocku.

Z listu Ireny Sendlerowej do Agaty Barańskiej z Otwocka: Każdego roku, w kwietniu, myślę o powstańcach z getta. Była wtedy piękna pogoda. Kiedy rozmodleni warszawiacy wyszli z kościołów, ujrzeli czarną chmurę nad gettem. Nikt nie pomógł, poza pojedynczymi żołnierzami AK. Świat dostawał meldunki od polskiego podziemia, ale milczał. Agata starannie układa listy Ireny w teczce. Mówi, że dzięki nim zrozumiała, co jest w życiu ważne.

Do firmy, w której Agata jest asystentką dyrektora, przychodzą często listy z prośbą o pieniądze. - One trafiają zwykle do kosza - opowiada. - Ja myślałam o tym, że powinnam jakoś ludziom pomagać, ale zawsze odkładałam to na jutro. Aż kiedyś zatrzymałam dwa listy.

Odtąd raz na kwartał Agata wysyła 50 zł fundacji wspierającej dzieci chore na białaczkę. Organizuje też pomoc dla rodziny inwalidów z córeczką chorą na niewydolność nerek. Zebrała dla niej wśród pracowników firmy 1500 zł, od swojej rodziny - 1000 zł i wysyła jej paczki. - Bo korespondencja z panią Ireną uświadomiła mi - mówi Agata - że nie wolno czekać do jutra.

Przed egzekucją

Gestapo przyszło nocą. 20 października 1943 r. - imieniny Ireny, ulica Ludwiki 6 na Woli. Zdążyły dopiero zasnąć: Irena, jej ciężko chora na serce matka oraz łączniczka Janina Grabowska. Pod leżak, na którym śpi łączniczka, wsunęły torbę z pieniędzmi Żegoty - zapomogami dla ukrywanych Żydów.

Na stole leżą wąskie paski bibuły - kartoteka Żegoty. Prawdziwe i fałszywe nazwisko dziecka, zaszyfrowany adres rodziny, u której przebywa. Żeby było wiadomo, gdzie posyłać pieniądze i żeby po wojnie dzieci mogły odzyskać tożsamość.

Wiele razy Irena ćwiczyła ten wariant: gestapo wali do drzwi, ona chwyta kartotekę i wyrzuca przez okno do ogródka. Teraz wyjrzała - pod oknem Niemcy. Janina Grabowska chowa bibułki pod pachę. Niemcy ich nie znajdą. Odrywanie podłóg, rozpruwanie poduszek. Leżak zapadł się, Niemcy nie zajrzeli pod płótno do końca rewizji. Wyprowadzili Irenę w kapciach.

Nigdy nie opowiedziała ani córce, ani przyjaciołom, co przeżyła na Pawiaku. W jej listach i wspomnieniach można znaleźć strzępki informacji. Właścicielka pralni - skrzynki kontaktowej - nie wytrzymała tortur i wydała Irenę.

Przez Annę Sipowicz, dentystkę, otrzymała gryps od Żegoty: robimy wszystko, by cię wyrwać z piekła. "Do dziś mam >>wizytówki<< tych nadludzi na swoim ciele" - pisze Irena.

Rankiem w lutym 1944 r. wywołano Irenę z celi. Z grupą innych skazanych pojechała do siedziby gestapo na Szucha. Czekają na egzekucję; zjawia się żołnierz z rozkazem, że ma odprowadzić Irenę Sendler na dodatkowe śledztwo. Na rogu dzisiejszej alei Wyzwolenia krzyczy po polsku: - Uciekaj! Tego wieczoru rozklejają w mieście afisze z listą rozstrzelanych. Jest na niej nazwisko Sendler.

Dolary pod czarnymi kluskami

Tego dnia, gdy aresztowano Irenę, Maria Palester pobiegła na Próżną do Władysława P. Maria kierowała akcją dożywiania niemowląt, spotykała Irenę w siedzibie Warszawskiego Towarzystwa Medycyny Zapobiegawczej. Z okien biura na rogu Złotej i Żelaznej patrzyły obie na getto, na most nad Żelazną. W swoim mieszkaniu przy Łowickiej Maria ukrywała Żydów. Jej mąż Henryk, lekarz, nie poszedł do getta.

Więc Maria biegnie do Władysława P. i prosi o ratunek dla Ireny. Władysław P. preparuje fałszywe papiery za pieniądze, pije z Niemcami, wyciąga za łapówki więźniów z Pawiaka, wywozi z getta dzieci pod śmieciami. Mówi do Marii: - Śmierdząca sprawa, grozi czapa, potrzebna wielka suma.

Córka Marii Małgorzata Palester, lekarka, pamięta plecak, w środku - czarny makaron i kasza. Niesie plecak na Próżną do Władysława P., prowadzi ją mama. Pod kluskami leżą paczki dolarów. Helena Grobelna, żona prezesa Żegoty, napisała po wojnie: "Ponieważ ob. Sendlerowa (...) była jedyną osobą, która znała na pamięć zaszyfrowane miejsca ukrycia dzieci - Prezydium Rady Pomocy Żydom czyniło starania o uratowanie jej".

Irena nigdy się nie dowiedziała, jaką kwotę zapłaciła za jej życie Żegota. Niemiec, który wziął łapówkę i wyprowadził Irenę z gestapo, został zesłany na front wschodni. Małgorzata Palester, dziewczynka z dolarami w plecaku, do dziś czuwa nad zdrowiem Ireny Sendlerowej. W czwartek 24 maja, w trakcie rozmowy z amerykańskimi uczennicami, Małgorzata Palester mierzy jej ciśnienie. Jest w normie.

Butelka, czyli słoik

Po ocaleniu z egzekucji Irena z fałszywymi dokumentami znów działała w Żegocie, ukrywała się. Ciężko chora matka przysłała jej karteczkę: "Niemcy znowu cię szukali, nie wolno ci wstąpić do mnie". Nie mogła przyjść na pogrzeb matki wiosną 1944 r.

Kartotekę Żegoty od powrotu z Pawiaka wkładała zawsze do butelki i zakopywała w ogródku willi przy Lekarskiej 9 (w przedstawieniu amerykańskie uczennice mówią: słoik). Mieszkała tu jej przyjaciółka i łączniczka Jadwiga Piotrowska. Przez jej dom przewinęło się trzydzieścioro żydowskich dzieci.

Po wojnie Irena przekazała kartotekę Adolfowi Bermanowi, który w Żegocie był sekretarzem, a od 1947 r. - przewodniczącym Centralnego Komitetu Żydów w Polsce. Komitet odbierał dzieci i umieszczał we własnych zakładach, a potem wysyłał do Izraela. W książce o Żegocie Teresa Prekerowa wymienia liczbę 2500 dzieci uratowanych dzięki Sendlerowej i jej współpracownikom. Ogródek przy Lekarskiej istnieje do dziś. Dziko zarośnięty, ze starą jabłonią pośrodku, pod którą Irena i Jadwiga zakopywały butelkę.

Piasek na patelni

Wybuch Powstania zastaje Irenę w mieszkaniu Marii i Henryka Palestrów przy Łowickiej na Mokotowie. Jest z nią Stefan Zgrzembski, działacz PPS, który dotąd ukrywał się w Otwocku i na Pradze. Przed wojną skończył prawo na Uniwersytecie Warszawskim, znali się z Ireną od lat 30. Pobiorą się po wojnie.

11 sierpnia Niemcy palą domy w tej części Mokotowa. Około trzydziestu osób kryje się w piwnicach przy Łowickiej 54. Mają eter, narzędzia chirurgiczne, bandaże - tworzą punkt sanitarny. W połowie września w tłumie warszawiaków wychodzą z miasta. Na Okęciu zajmują baraki. Niemcy trzymali w nich Żydów, a potem żołnierzy radzieckich. Wszędzie pluskwy i wszy. Na ścianie wisi obrazek Kremla. Zakładają tu szpital PCK. Do marca 1945 r. Irena pracuje jako pielęgniarka. Jest z nią Anna (imię zmienione), dziewczynka z getta. Przez rok po wojnie będą mieszkać razem w norze pośród gruzów na Siennej.

Anna do dziś przyjaźni się z Ireną. - Traktowała mnie jak córkę - mówi. Anna pamięta scenę z Okęcia, kiedy chorowała na zapalenie zatok - Irena grzeje na patelni piasek, wsypuje do pończochy i delikatnie przykłada do czoła Anny.

Czy on mnie słyszy?

- Irena ratowała dzieci, a z trojga własnych dwoje straciła - mówi Małgorzata Palester. W 1949 r. ciężarną Irenę przesłuchiwano na UB. Jej synek rodzi się za wcześnie. Umiera po kilku tygodniach.

W 1963 r. dwunastoletni Adam przechodzi zakażenie krwi i śmierć kliniczną. - Mama w czasie wojny stwierdziła, że Bóg się odwrócił od ludzi - opowiada córka Janka Zgrzembska. - Potem nie była religijna. Ale gdy umierał Adam, zaczęła się modlić. I Adam wrócił z tamtego świata.

Jednak zakażenie uszkodziło mu zastawki. Badania w Szwecji opłacili przyjaciele Ireny, Żydzi. Potrzebna była operacja, lecz Adam nie mógł się na nią zdecydować. Umarł nagle we wrześniu 1999 r. Miał czterdzieści osiem lat, był absolwentem bibliotekoznawstwa. Irena powiedziała, że ma chyba serce z kamienia, skoro przeżyła jego śmierć. Przy jej łóżku stoi duża fotografia Adama. Napisała w liście do Agaty z Otwocka: "Czy on mnie słyszy, ja tego nie wiem".

Pod biurkiem

Janka Zgrzembska, urodzona dwa lata po wojnie, pamięta nieustanną tęsknotę za mamą. - Byliśmy z bratem zmęczeni tym jej wiecznym społecznikostwem - opowiada.

Irena Sendlerowa pracowała w Opiece Społecznej, szkole medycznej, Ministerstwie Zdrowia. Wyciągała z nędzy tzw. gruzinki - dziewczęta, które w gruzach Warszawy oddawały się prostytucji. Organizowała dla nich Dom Pomocy w Henrykowie. Tworzyła domy dla sierot i starców. Poradnie życia rodzinnego. Dzienne pogotowia dla dzieci. Szkoliła opiekunów społecznych. Przeszła na emeryturę w 1967 r., ale do 1984 r. pracowała jeszcze w szkolnej bibliotece.

- Mamie się wydawało, że musi się poświęcić biednym - opowiada Janka. - Była u nas gosposia, ciepłe obiady, dom pozornie dobrze funkcjonował. Ale wszystkie uczucia i czas oddawała innym.

Mieszkali przy Belwederskiej. Janka siadała pod biurkiem ojca, ojciec całymi dniami stukał na maszynie. Co pisał? Może przygotowywał się do lekcji, uczył historii w szkole. W 1957 r. odszedł od nich. Wkrótce zmarł na wylew, miał 49 lat.

Za mało zrobiłam

W czarnej sukni i czarnej opasce na siwych włosach, maleńka, z błyskiem w oczach. Obok fotografii syna postawiła sztuczne słoneczniki od amerykańskich dziewcząt, symbol stanu Kansas, w którym mieszkają.

Przygotowała dla mnie kartkę. Punkt pierwszy, podkreślony: "Nic bym sama nie zrobiła". Punkt drugi, łącznicy: Irena Schultz, Jadwiga Piotrowska, Janina Grabowska, Jadwiga Bilwin, Iza Kuczkowska, Wanda Drozdowska, Lucyna Franciszkiewicz, Stanisław Papuziński, Róża Zawadzka, Jadwiga Deneka.

Punkt trzeci: "Oraz grono szlachetnych osób". Wymieniła ich nazwiska i zasługi w Biuletynie Żydowskiego Instytutu Historycznego z 1963 r. na czternastu stronach. - Bo żeby uratować jedno dziecko - mówi Irena Sendlerowa - trzeba było pomocy dziesięciu osób. A ja za mało zrobiłam.

W lipcu 1993 r. wystąpiła na spotkaniu ku czci Sprawiedliwych "Czy obojętność może zabić?". Zawieziono ją do mikrofonu na wózku inwalidzkim. Zapytała: - Czy 4 tysiące Sprawiedliwych na 25 milionów Polaków przed wojną to dużo, czy mało? Czy spowiadacie się, rodacy, z grzechu antysemityzmu? "Nie mamy się czym chwalić - stwierdziła - raczej winniśmy czuć zażenowanie. Jest i był antysemityzm, w czasie wojny byli i tacy, którzy się cieszyli, że Hitler robi za nas tę brudną robotę".

Małgorzata Palester obliczyła, że spośród dwudziestu Żydów, którzy przewinęli się przez mieszkanie jej rodziców na Mokotowie, dziesięciu zginęło - w wyniku szantażu. Anna pamięta, jak w mieszkaniu przy Obozowej szmalcownicy kazali jej bratu zdjąć spodnie.

Parę miesięcy temu Irena Sendlerowa napisała do przyjaciół w Izraelu: "Nie wiem, czy chcecie mnie jeszcze znać...". Właśnie zaczęła się dyskusja o mordzie w Jedwabnem.

"Potrzebna jest Polakom spowiedź" - pisze Irena Sendlerowa. I ogólnonarodowa pielgrzymka do Jedwabnego, jak do Częstochowy. "Tam, na klęczkach, z największą pokorą, powinniśmy całować ziemię zroszoną krwią (...). Znając jednak dobrze swoich rodaków - obawiam się, że do tego nie dojdzie".

Jakie ty grzechy masz na sumieniu?

Z listu do Agaty Barańskiej: "Tuż po wojnie pisano na mnie donosy, że ukrywam wśród pracowników ludzi z AK, wzywano mnie na UB. Byłam w ciąży, dziecko urodziło się przedwcześnie".

Koniec lat 40. Żoliborz, mieszkanie pułkownika Zbigniewa Paszkowskiego i jego żony Ireny Majewskiej. Paszkowski choruje, przynieśli mu z pracy pilny dokument do podpisu. Od 1945 r. jest szefem Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego na terenie Warszawy. Jego żona jest Żydówką; życie zawdzięcza Irenie, która w czasie wojny ukryła ją w podwarszawskich Włochach. Teraz Majewska podaje kawę i chwyta strzęp rozmowy: "aresztować tę Sendler". Wywołuje z pokoju męża, błaga o ratunek dla Sendlerowej. Paszkowski nie podpisze dokumentu.

Tę historię Irena Majewska opowiedziała Irenie Sendlerowej dopiero w 1956 r. - Spłaciłam dług wobec ciebie - powiedziała.

W 1967 r. córka Ireny zdaje egzamin na polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Jest na liście przyjętych. Nagle znika z listy. Irena interweniuje u zastępczyni dziekana. Przyjmuje Irenę serdecznie: - To jakieś nieporozumienie - mówi ciepło. Trzy dni później rozmawia z Ireną na stojąco: - Sprawa bardzo skomplikowana.

Irena mdleje pod jej gabinetem. - Na Pawiaku nie byłam tak załamana jak po tej rozmowie - wspomina dziś. W domu Janka pyta z wyrzutem: - Mamo, jakie ty grzechy masz na sumieniu, że mnie skreślili? Skończyła studia zaocznie. - Całe życie ciągnęły się za mną szepty: "to Żydówka, sprzyja Żydom" - mówi Irena Sendlerowa. - Miałam etykietkę "żydowskiej matki".

Janka Zgrzembska: - Mama nie mówiła mi o swojej działalności. To wychodziło przy okazji wizyt różnych ludzi. Pytałam: - Kto to? Moja łączniczka... i na tym koniec. W 1988 r. pojechałam do Izraela, dotknęłam drzewka mamy w Alei Sprawiedliwych, na nazwisko Sendler otwierały się przede mną wszystkie drzwi. Dopiero wtedy zrozumiałam, co ona zrobiła.

Źródło: Duży Format

Irena Sendlerowa odeszła...

redakcja
2008-05-12, ostatnia aktualizacja 2008-05-12 17:17

Zmarła Irena Sendler, działaczka społeczna, która ocaliła z holokaustu ok. 2,5 tys. żydowskich dzieci. W 2006 została nominowana do Pokojowej Nagrody Nobla. Miała 98 lat.

Zobacz powiekszenie
Fot. ALIK KEPLICZ AP
Podczas II wojny światowej Irena Sendlerowa uratowała około 2,5 tys. żydowskich dzieci
Zobacz powiekszenie
Fot. Maciej Zienkiewicz / AG
Irena Sendlerowa
Sylwetka Ireny Sendlerowej - reportaż z 2001 roku

Irena Sendlerowa - fragment wywiadu (plik mp3)

Księga kondolencyjna - żegnamy...[*]

Dziś o godzinie 8.40 w warszawskim szpitalu na ul. Płockiej zmarła Irena Sendlerowa. Miała 98 lat.

Od 1942 roku Irena Sendler rozpoczęła współpracę z powstałą wówczas konspiracyjną Radą Pomocy Żydom "Żegota" organizując m.in. ucieczki z getta. Kiedy w drugiej połowie roku rozpoczęła się likwidacja Getta Warszawskiego, Sendler zainicjowała szeroko zakrojoną akcję ratowania dzieci. Wyprowadzane z getta, były umieszczane w polskich rodzinach, sierocińcach i klasztorach w Warszawie, Turkowicach i Chotomowie.

Przygotowywano im fałszywe dokumenty i wspomagano materialnie. Uratowano w ten sposób 2,5 tys. dzieci. Pod koniec 1943 roku Irenę Sendler aresztowało gestapo. Została skazana na śmierć, ale dzięki wysokiemu okupowi wpłaconemu przez "Żegotę" została rozstrzelana tylko "na papierze".

Do końca wojny ukrywała się pod fałszywym nazwiskiem. Podczas Powstania Warszawskiego pracowała jako pielęgniarka PCK. Przechowywana w zakopanych w ziemi butelkach, razem z pieniędzmi "Żegoty", dokumentacja dzieci przemyconych z getta przetrwała wojnę. W 1965 roku Instytut Yad Vashem w Jerozolimie przyznał Irenie Sendler tytuł Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata, a w 1991 roku otrzymała honorowe obywatelstwo Izraela.

W 2006 została nominowana do Pokojowej Nagrody Nobla. Jej kandydaturę wysunął amerykański nauczyciel Norm Conrad w porozumieniu z prezydentem Lechem Kaczyńskim i premierem Izraela Ehudem Olmertem.

14 marca 2007 roku Senat Rzeczpospolitej przyjął uchwałę w sprawie uhonorowania działalności Ireny Sendlerowej i Rady Pomocy Żydom - "Żegota" w tajnych strukturach Polskiego Państwa Podziemnego. W uchwale czytamy: "Senat Rzeczypospolitej Polskiej składa hołd 97-letniej Irenie Sendlerowej, żyjącej dziś w Warszawie oraz nieżyjącym i żyjącym członkom podziemnej Rady Pomocy Żydom Żegota i osobom ratującym Żydów w okupowanej Polsce.(...)Zespół kierowany przez Irenę Sendlerową, dziś już w większości nieżyjących osób świeckich i duchownych, przyczynił się w sposób decydujący do uratowania życia co najmniej 2500 dzieci skazanych na zagładę".

W kwietniu 2007 została odznaczona Orderem Uśmiechu. W maju tego samego roku otrzymała tytuł Honorowej Obywatelki Miasta Stołecznego Warszawy.

O g. 11 rozpoczęła się uroczystość nadania imienia Ireny Sendlerowej gimnazjum nr 23 na Pradze Południe. Wiadomość o śmierci patronki dotarła do szkoły przed g. 9 rano. - Uznaliśmy, że nie możemy odwołać dzisiejszej uroczystości, bo jest hołdem dla Ireny Sendlerowej - powiedziała "Gazecie" Katarzyna Ludwiniak, nauczycielka języka polskiego. Uroczystość zaczęła się minutą ciszy. - Zrezygnowaliśmy z muzyki i poprosiliśmy dzieci żeby nie klaskały - dodała Ludwiniak. Według jej relacji dzieci bardzo mocno przeżyły informację o śmierci Sendlerowej, szczególnie te, które grają w przedstawieniu o niej - "Życie w słoiku". W uroczystości biorą udział m.in.: Ewa Junczyk-Ziomecka z kancelarii prezydenta RP i Michael Schudrich, naczelny rabin Polski

Irena Sendlerowa nie żyje

jas, mm, mar, alx, Gazeta.pl
2008-05-12, ostatnia aktualizacja 2008-05-12 17:26

Podczas II wojny światowej uratowała ok. 2,5 tysiąca żydowskich dzieci z getta warszawskiego. Aresztowana przez Gestapo, miała trafić przed pluton egzekucyjny i cudem uniknęła śmierci. Sprawiedliwa Wśród Narodów Świata, nominowana do Pokojowej Nagrody Nobla, odznaczona Orderem Orła Białego i Orderem Uśmiechu, szanowana na całym świecie. Irena Sendlerowa zmarła dziś rano, miała 98 lat.

Zobacz powiekszenie
Fot. ALIK KEPLICZ AP
Podczas II wojny światowej Irena Sendlerowa uratowała około 2,5 tys. żydowskich dzieci
Zobacz powiekszenie
Fot. Piotr Bernaś / AG
10.11.2003, Irena Sendlerowa dostaje Order Orła Białego
Zobacz powiekszenie
Fot. Adam Kozak / AG
15.02.2005, 98. rocznica urodzin Ireny Sendlerowej
Zobacz powiekszenie
Fot. Charlie Riedel AP
Megan Stewart-Felt (z lewej) grająca Irenę Sendler stara się przekonać Jaime Walker grająca żydowską matkę by dała jej swoje dziecko, w czasie próby przedstawienia ,,Life in a Jar''
Irenę Sendler wspominają Lech Wałęsa, Szewach Weiss, Marek Edelman, bp Tadeusz Pieronek, Dawid Peleg, abp Józef Życiński, Michael Szudrich, Ks. Adam Boniecki

"To miał być radosny dzień"

Przypadek chciał, że właśnie dziś w gimnazjum nr 23 w Warszawie odbywała się uroczystość nadania szkole imienia Sendlerowej.

- Otrzymaliśmy tę smutną informację dziś rano od córki pani Sendlerowej - powiedziano nam w szkole. - Nie spodziewaliśmy się, że w ten sposób rozpoczniemy ten dzień, który miał być dniem radosnym.



Uroczystość nadania imienia Sendlerowej miały rozpocząć się o godzinie 11. Władze szkoły postanowiły nie wprowadzać zmian w programie dnia.

Wiceprzewodnicząca Stowarzyszenia Dzieci Holokaustu Joanna Sobolewska- Pyz powiedziała, że odejście Ireny Sendlerowej w dniu nadania jej imienia szkole, jest pewnego rodzaju symbolem.

Joanna Sobolewska- Pyz zaznaczyła, że odejście lekarki, która podczas okupacji uratowała 2,5 tysięcy żydowskich dzieci, napawa ogromnym smutkiem. Jednak, jak dodała, Irena Sendlerowa niezmiernie cieszyła się z faktu nadania warszawskiemu gimnazjum jej imienia, podkreśliła też, że zmarła bardzo wspierała pomysłodawców, szczególnie nauczycielkę Katarzynę Żytkiewicz, która od lat zabiegała, by Sendlerowa została patronką gimnazjum.

Irena Sendlerowa podczas II wojny światowej uratowała ok. 2,5 tysiąca żydowskich dzieci z getta warszawskiego. Żydom pomagała jednak długo przed powstaniem getta.

W przebraniu pielęgniarki wywoziła dzieci z getta

Irena Sendler urodziła się 15 lutego 1910 w Otwocku. Przed wojną studiowała polonistykę i działała w Polskiej Partii Socjalistycznej. Podczas okupacji pracowała w opiece społecznej. Od jesieni 1943 roku Sendlerowa kierowała referatem dziecięcym Rady Pomocy Żydom "Żegota".

Po decyzji Niemców o likwidacji getta rozpoczęła wraz z współpracownikami akcję wyprowadzania stamtąd dzieci i umieszczania ich w polskich rodzinach, sierocińcach i klasztorach. W przebraniu pielęgniarki wjeżdżała ambulansem na teren getta.

Dzieciom podawano środki usypiające, wkładano je do worków lub skrzynek i przewożono na stronę aryjską tłumacząc gestapowcom, że zmarły na tyfus. Ocalono w ten sposób około 2,5 tysiąca dzieci. Ich dane, zaszyfrowane i ukryte w słoikach przetrwały wojnę, dzięki czemu można było po wojnie przywrócić żydowskim dzieciom ich tożsamość.

W 1943 Irena Sendlerowa została aresztowana przez gestapo. Była torturowana na Pawiaku. Skazano ją na śmierć. Działaczom "Żegoty" udało się przekupić strażników. Sendlerowa uniknęła rozstrzelania.

Po 1945 roku pracowała w wydziale opieki miasta stołecznego Warszawy. Współtworzyła domy dziecka i domy starców oraz dzienne pogotowia dla dzieci. Opiekowała się kobietami z marginesu społecznego.

W 1965 roku Instytut Yad Vashem w Jerozolimie przyznał Irenie Sendler tytuł Sprawiedliwej Wśród Narodów Świata, a w 1991 roku otrzymała honorowe obywatelstwo Izraela.

"Życie w słoiku"

W 1999 roku amerykański nauczyciel Norman Conard z Uniontown w stanie Kansas zainspirował powstanie szkolnej sztuki teatralnej pt. "Życie w słoiku". Jej tytuł nawiązuje do sposobu w jaki przechowywano informacje o uratowanych dzieciach. W 2000 roku Irena Sendlerowa napisała do uczennic grających w przedstawieniu list:

"Wyprowadzałyśmy dzieci ja i moje łączniczki czterema drogami.

Sposób pierwszy: samochód ciężarowy jeździł do getta z rozmaitymi środkami czystości. Szoferem był pan Antoni Dąbrowski, też razem ze mną pracujący w konspiracji. W uprzednio umówionym miejscu w getcie zabierał dziecko oraz mnie lub jedną z moich łączniczek. Dziecko trzeba było bardzo dobrze ukryć w tym samochodzie, w jakimś dużym pudle po środkach czystości lub - niestety - w worku. To nieszczęsne dziecko, odebrane często siłą od Rodziców, Dziadków, było tak przerażone, że rozpaczliwie krzyczało. Nikt nigdy nie opisał, co wtedy się działo w serduszku takiego dziecka: przecież trzeba było przejechać przez bramę, chronioną zawsze przez straż niemiecką, która w każdej chwili mogła to usłyszeć. I kiedyś pan Dąbrowski odezwał się do mnie: - "Jolanta", nie będę dalej prowadzić z wami tej niebezpiecznej akcji, bo kiedyś straż usłyszy te krzyki i Niemcy nas wszystkich rozstrzelają.

Prosiłam go usilnie, aby coś wymyślił i nie odmawiał dalszej współpracy. Po kilku dniach z miną ogromnie zadowoloną oświadczył: - Wymyśliłem coś dobrego. Będę zabierał do samochodu bardzo złego psa. Przy wjeździe do bramy mocno nadepnę psu na łapy, a wtedy wycie psa zagłuszy krzyk dziecka."

Przedstawienie oparte na faktach z życiorysu Ireny Sendler wystawiono ponad 200 razy w Stanach Zjednoczonych i Polsce. Zdobyło ono rozgłos w mediach amerykańskich, doprowadzając do powstania fundacji "Life in a Jar" promującej bohaterską postawę Ireny Sendler. W 2006 roku stowarzyszenie Dzieci Holocaustu wspólnie z fundacją "Life in a Jar" przy udziale Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP powołało do życia nagrodę im. Ireny Sendlerowej "Za naprawianie świata". Jej pierwszym laureatem został m.in. Norman Conard.

Zasługiwała na Nobla

W 2003 roku Irenę Sendlerową odznaczono Orderem Orła Białego. W 2006 została nominowana do Pokojowej Nagrody Nobla. Jej kandydaturę wysunął Norman Conrad w porozumieniu z prezydentem Lechem Kaczyńskim i premierem Izraela Ehudem Olmertem.

14 marca 2007 roku Senat Rzeczpospolitej przyjął uchwałę w sprawie uhonorowania działalności Ireny Sendlerowej i Rady Pomocy Żydom - "Żegota" w tajnych strukturach Polskiego Państwa Podziemnego. W uchwale czytamy: "Senat Rzeczypospolitej Polskiej składa hołd 97-letniej Irenie Sendlerowej, żyjącej dziś w Warszawie oraz nieżyjącym i żyjącym członkom podziemnej Rady Pomocy Żydom Żegota i osobom ratującym Żydów w okupowanej Polsce.(...)Zespół kierowany przez Irenę Sendlerową, dziś już w większości nieżyjących osób świeckich i duchownych, przyczynił się w sposób decydujący do uratowania życia co najmniej 2500 dzieci skazanych na zagładę".

W kwietniu 2007 została odznaczona Orderem Uśmiechu. W maju tego samego roku otrzymała tytuł Honorowej Obywatelki Miasta Stołecznego Warszawy.

W ostatnich tygodniach Irena Sendlerowa ciężko chorowała. Z tego powodu nie doszło spotkania jej z prezydentami Polski i Izraela podczas uroczystości 65. rocznicy powstania w Getcie Warszawskim. Lech Kaczyński i Szimon Peres postanowili przesłać życzenia powrotu do zdrowia i kwiaty - poinformowała wówczas podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Ewa Junczyk-Ziomecka.