wtorek, 2 października 2007

Rząd przedstawił program "Powrót". PO: PiS go ukradł

ask, PAP, IAR
2007-10-02, ostatnia aktualizacja 2007-10-02 16:45

Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej przedstawiło we wtorek założenia rządowego programu "Powrót", który ma zachęcić polskich emigrantów do do powrotu do kraju. Resort zamierza utworzyć stanowiska dla swoich przedstawicieli w ambasadach ośmiu państw europejskich, którzy będą pomagać pracującym tam Polakom w uzyskaniu zatrudnienia w Polsce. Platforma Obywatelska uważa, program PiS jest plagiatem jej programu PO

Zobacz powiekszenie
Fot. Sławomir Kaminski / AG
Minister pracy Joanna Kluzik-Rostkowska

Działania te podejmowane są w ramach programu "Powrót", skierowanego do młodej polskiej emigracji, który przedstawiono dzisiaj na konferencji prasowej w MPiPS. Z przedstawionych danych wynika, że w roku 2007 w krajach UE pracowało 1,2 mln Polaków- najwięcej w Wielkiej Brytanii i Irlandii..

- Przeciętny Polak, który pracuje za granicą, ma 26 lat i najbliższe 2-3 lata będą rozstrzygające czy wróci, czy pozostanie za granicą - powiedziała minister pracy Joanna Kluzik-Rostkowska.

Dodała, że na pytanie o powrót do kraju 20 proc. emigrantów odpowiada, że wróci, 20 proc. - że pozostanie za granicą, a 60 proc. - że nie wie.

- Z punktu widzenia państwa polskiego ważne jest, by to "nie wiem" zamienić na "chcę, mogę wrócić" - podkreśliła.

Dlatego - według niej - konieczne jest stworzenie im odpowiednich warunków powrotu do kraju. Przypomniała, że w Sejmie są projekty trzech ustaw: dotyczącej polityki rodzinnej, swobody działalności gospodarczej i ustawa budowlana.

Rozmowa kwalifikacyjna przez internet

Pod koniec roku ma zostać otwarta specjalna strona internetowa, na której będą znajdować się oferty wszystkich urzędów pracy w Polsce. Osoby poszukujące pracy będą mogły umieścić tam swoje cv i 30-sekundowy film, a pracodawcy - oferty pracy.

- Wszystkie etapy testu i rozmowy kwalifikacyjnej będzie można załatwić przez internet - zapewniła Kluzik-Rostkowska.

Wiceminister pracy i polityki społecznej Kazimierz Kuberski poinformował o rozpisaniu konkursu na przedstawicieli Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej przy ambasadzie polskiej w Londynie i w Dublinie. Docelowo MPiPS ma mieć swoich przedstawicieli przy ambasadach także we Francji, Hiszpanii, Włoszech, Holandii, Niemczech i w Norwegii.

Strona internetowa dla Polaków dostępna jest pod adresem www.powroty.gov.pl. oraz adresami www.powroty.gov.pl oraz www.migracje.gov.pl.

Czy PiS ukradł program PO?

Poseł Platformy Zbigniew Chlebowski.powiedział we Wrocławiu, że Minister Pracy i politycy PiS ukradli program PO dotyczący problemów polskiej emigracji, który w postaci "konkretnych pakietów ustaw" złożony został w listopadzie zeszłego roku.. Założenia programu " Powrót" przedstawiła na specjalnej konferencji prasowej w Warszawie minister pracy i polityki społecznej Joanna Kluzik-Rostkowska. Według Chlebowskiego większość pomysłów PiS znajduje się w dwóch ustawach, które Platforma złożyła pod koniec ubiegłego roku.

Polityk Platformy powiedział jednocześnie, że jego partia nie bedzie składać żadnego protestu w tej sprawie, ale chce informować opinię publiczną o nieczystej i nieuczciwej kampanii PiS.

Minister pracy i polityki społecznej Joanna Kluzik-Rostkowska odpiera zarzuty, że przedstawiony przez nią we wtorek program "Powrót", jest plagiatem programu PO. "Nasz program jest znacznie szerszy niż to, co proponowała Platforma" - powiedziała minister pracy.

Kluzik-Rostkowska przyznała, że w 2006 roku Zbigniew Chlebowski z PO przedstawił tzw. pakiet startowy, który zawierał m.in. propozycje abolicji podatkowej, zwolnienie ze składki rentowej oraz preferencyjne kredyty dla osób powracających z zagranicy. Podkreśliła jednak, że program proponowany przez MPiPS jest znacznie szerszy.

"Nie skupiamy się jedynie na działalności gospodarczej. Chcemy też m.in. uruchomić stronę internetową, która byłaby swoistym wirtualnym urzędem pracy, uruchamiamy też forum internetowe dla Polaków za granicą" - powiedziała Kluzik-Rostkowska.

Jej zdaniem, by zachęcić Polaków do powrotu, trzeba poprawić sytuację na rynku pracy, politykę prorodzinną oraz sytuację mieszkaniową. Przypomniała, że projekty ustaw dotyczących polityki rodzinnej, swobody działalności gospodarczej i ustawy budowlanej czekają w Sejmie na uchwalenie.

"Cała ta sytuacja wydaje mi się dziecinna" - powiedziała Kluzik- Rostkowska. jej zdaniem, jeśli PO naprawdę zależy na losie Polaków za granicą i chciałaby zachęcić ich do powrotu do kraju, powinna popierać ten program i cieszyć się, że zrobiono kolejny krok w tym kierunku. "Ja chciałabym wiedzieć, czy PO popiera ten program, czy nie" - powiedziała minister pracy.

Protest dziennikarzy TVP w Białymstoku po wstrzymaniu materiału informacyjnego

cheko, PAP
2007-10-02, ostatnia aktualizacja 2007-10-02 18:04
Zobacz powiększenie
Krzysztof Putra
Fot. Grzegorz Dabrowski/AG

Grupa dziennikarzy "Obiektywu", programu informacyjnego ośrodka TVP w Białymstoku, wystosowała protest skierowany m.in. do prezesa TVP i Rady Etyki Mediów, dotyczący wstrzymania w piątek jednego z materiałów.

Chodziło o informację, która miała być podana za publikacją jednej z regionalnych gazet o tym, że obecny wicemarszałek Senatu Krzysztof Putra (PiS) miał rzekomo przywłaszczyć laptop i aparat fotograficzny ze spółki komunalnej, w której pracował przed zdobyciem mandatu senatorskiego.

Zawiadomienie w tej sprawie do prokuratury złożył jeden z miejskich radnych z Platformy Obywatelskiej, obecnie także kandydat do Sejmu z podlaskiej listy PO. Sprawa jest na etapie postępowania sprawdzającego.

Putra: Temat ma charakter "nagonki"

Jak poinformował kierujący "Obiektywem" Robert Głowacki, wysłane we wtorek pismo podpisało dziesięć z piętnastu osób pracujących w redakcji. O treści pisma nie chciał mówić, tłumacząc, że ma ono charakter "wewnętrzny".

Według informacji prasowych, emisję materiału wstrzymał dyrektor ośrodka Wojciech Straszyński. Materiał nie był jeszcze gotowy, dyrektor podjął decyzję w czasie, gdy dziennikarz był w terenie na nagraniu. Sam Straszyński z lokalnymi mediami nie chce w tej sprawie rozmawiać, odsyła je do rzeczniczki TVP.

Krzysztof Putra powiedział, że w piątek odmówił wypowiedzi TVP Białystok do przygotowywanego materiału, bo w jego opinii temat ma charakter "nagonki" na niego i dziwi się, że telewizja chciała podjąć temat, "nie znając w ogóle tego zagadnienia".

PO zwróci się o wyjaśnienie incydentu przez Urbańskiego

- Jeśli ktoś to uzna za nacisk, to proszę bardzo - dodał Putra. W jego ocenie sam temat "to kompromitacja mediów".

- Ja będę w tej sprawie kierował list do Rady Etyki Mediów. Stało się to w okresie kampanii wyborczej, a nie ma żadnego potwierdzenia w tej sprawie, że tam cokolwiek się działo w spółce" - powiedział.

- Na pewno za wstrzymaniem materiału nie stał nikt z PiS-u. Natomiast może stał (ktoś) z PiS-u za tym, żeby ten materiał uruchomić, to jest inna kwestia" - dodał Putra, ale nie chciał mówić o szczegółach. Pytany o protest dziennikarzy powiedział, że "nie miesza się w sprawy mediów".

Na sprawę zwróciła też uwagę we wtorek Platforma Obywatelska. Lider PO na Podlasiu Robert Tyszkiewicz zapowiedział na konferencji prasowej, że zwróci się o wyjaśnienie incydentu przez prezesa TVP i Krajową Radę Radiofonii i Telewizji.

TVP sprawy nie komentuje

- Solidaryzujemy się z tymi dziennikarzami ośrodka, którzy walczą o honor swego zawodu i walczą o niezależność - dodał Tyszkiewicz.

W jego ocenie, wstrzymanie informacji przez dyrektora ośrodka TVP w Białymstoku to "rażące naruszenie i kompetencji, i etyki zawodu dziennikarskiego". Tyszkiewicz uważa też, że to powód do dymisji.

Do czasu nadania tej depeszy PAP nie uzyskała komentarza ze strony TVP.

Agnieszka Włodarczyk: Mam niesamowite szczęście!


Właśnie zaczęła nowy etap w życiu. Taniec dał jej pozytywną energię, a śpiew otworzył wrażliwą duszę. Ubiera się bardziej kobieco.


fot. Jacek Grąbczewski / AKPA

Po wygraniu programu w Polsacie „Jak oni śpiewają” jest rozchwytywana. Wszystkie magazyny chcą mieć na okładce właścicielkę Brylantowego Mikrofonu.

Jak wygląda Twój poranek?
Lubię tylko te wakacyjne poranki, kiedy budzę się w jakimś pięknym kraju. Kiedy za oknem jest gorące słońce, zapach oliwek i kwiatów. Wtedy chce mi się wstawać. Słońce jest moją energetyczną baterią. Jak go nie ma, nie chce mi się wychodzić z domu.

Dokąd jedziesz na wakacje?
Do Chorwacji. Może uda mi się wypożyczyć motor i trochę pozwiedzać. Ale tak naprawdę to jestem typem plażowiczki! Mam kompletnego fioła na punkcie opalania. Uwielbiam, gdy moja skóra jest lekko oliwkowa. Ale staram się być rozsądna i chronić ją kremami z filtrem.

Jakieś urodowe grzechy młodości?
Poparzenia słoneczne. Kiedyś nie potrafiłam z umiarem korzystać ze słońca. Zawsze odczuwałam deficyt pięknej pogody. Więc jak już dało się poleżeć na plaży, to maksymalnie z tego korzystałam. Teraz, kiedy mam już więcej lat [26 – przyp. red.], zauważyłam, że słońce nie robi dobrze mojej skórze. Więc staram się w miarę rozsądnie dawkować opalanie.

A zimą chodzisz do solarium?
Nie jestem entuzjastką. Sztuczna opalenizna nigdy nie jest taka piękna jak ta po prawdziwym słońcu. Co do samoopalaczy to, niestety, nie jestem w stanie zaakceptować ich zapachu.

Jakie masz sposoby na dobry humor?
W czasie kręcenia programu „Taniec z gwiazdami” budziłam się rano i wszystko mi się chciało (zasługa wysiłku fizycznego). To był ewenement! Kiedy odpadłam, obiecałam sobie, że nie zrezygnuję z tańca, bo daje mi on wiele pozytywnej energii. Ale przyznam, że zaniedbałam sprawę.

Ćwiczysz na co dzień?
Postanowiłam trochę poćwiczyć na siłowni, żeby mieć ładniej zaznaczone łydki. Chodziłam ze trzy miesiące i muszę przyznać, że pojawiły się takie niby-łydki (śmiech). Choć już nie ćwiczę, mam teraz ładniejsze nogi.

Pewnie ostatnio masz więcej fanów? Ludzie chcą wziąć autograf...
Tak bywa. Ale nie miałam jeszcze nieprzyjemnych sytuacji. Podczas festiwalu TOPtrendy podszedł do mnie ochroniarz i powiedział, że czekają na mnie fanki i proszą o autografy. To były dziewczynki może 14-letnie. Kiedy do nich podeszłam, rozpłakały się, dosłownie dostały histerii. Pokazywały, że w swoich telefonach mają nagrany mój głos. Nigdy nic podobnego mi się nie przydarzyło. Dlatego myślę, że śpiew w moim przypadku ma większą siłę przekazu niż aktorstwo.

Czy w związku z tym planujesz zostawić aktorstwo?
Planuję robić kilka rzeczy naraz. Kiedyś miałam kompleksy, że nie skończyłam szkoły aktorskiej. Uczyłam się, podpatrując innych. Teraz, grając, czuję się już komfortowo. Wiem, że dam sobie radę.

A jaka jesteś prywatnie?
Na pewno wrażliwa. Twarda tylko na zewnątrz, bo nie chcę wszystkim pokazywać, co tam kotłuje się w środku.

Mówią o Tobie różnie!
Tak, słyszałam ostatnio, że jestem zimną rybą. Może dlatego, że staram się być oszczędna w wyrażaniu emocji. Chyba że zdarza się taka sytuacja jak ta z moją mamą [w programie „Jak oni śpiewają” – przyp. red.]. Nie spodziewałam się jej, bo myślałam, że nie może przyjechać, a ona nagle pojawiła się na scenie. Popłakałam się. Nie dało rady trzymać uczuć na wodzy.

Może dlatego fanki tak bardzo Cię polubiły? One też mają skomplikowane relacje ze swoimi rodzicami.
Pewnie tak. Po tym programie ludzie zaczęli mnie traktować trochę jak spowiednika. Jak kogoś, kto rozumie ich tragedie i wrażliwość. Przysyłają do mnie listy, e-malie. Opowiadają o tragediach, o tym, co ich w życiu spotkało.

Jaki jest Twój ulubiony kosmetyk?
Mam bardzo delikatne włosy, robi się z nich splątane siano. Dlatego podczas każdego mycia muszę używać odżywki.

Jakieś porady dla dziewczyn, które mają podobne kłopoty?
Ja dość często funduję swoim włosom tzw. saunę u fryzjera. Czasem przynoszę własną maskę. Para wodna otwiera łuski i dobroczynne substancje łatwiej wnikają w strukturę włosa.

Ulubiona odżywka?
Dwa razy miałam doczepiane włosy za pomocą ciepłego wosku – do roli i do sesji zdjęciowej. Jak je zdjęłam, miałam wrażenie, że nagle ubyła mi 1/3 włosów. Wtedy zastosowałam odbudowującą odżywkę Resistance, Kérastase. Naprawdę zadziałała.

A jak się czułaś z doczepianymi włosami?
Wyglądałam sztucznie. Z tego też powodu na co dzień nie noszę makijażu. Uwielbiam mieć gładką, nawilżoną skórę.

Jeśli więc spotkam Cię na ulicy, to będziesz bez make-upu?
Raczej tak! Ostatnio nakładam na policzki odrobinę podkładu, bo pojawiło się już na nich kilka pajączków (może przez to moje nadmierne opalanie?). Używam go bardzo oszczędnie, bo nie lubię mieć na twarzy maski. Nie przepadam też za matową skórą, wolę się delikatnie świecić.

Podobno masz ulubionego makijażystę?
Tak, na stałe pracuję z Robertem Bielskim. Przyjaźnimy się poza planem. A ja podczas zdjęć lubię mieć kogoś serdecznego blisko siebie.

Zawsze wiesz, jaki chcesz mieć makijaż?
O swojej twarzy wiem wszystko. Mam na przykład bardzo trudne do pomalowania oko. Zewnętrzny kącik opada w dół. Więc jeśli makijażysta nie namaluje mi kreski aż do wewnętrznego kącika oka, nie wyglądam korzystnie.

Zawsze wybierasz drogie kosmetyki?
Absolutnie nie. Kiedy pojechałam na festiwal TOPtrendy, zapomniałam tuszu do rzęs. Były tam setki fotoreporterów, nie mogłam chodzić niepomalowana. Wszystkie sklepy zamknięte, bo to Boże Ciało. Poszłam więc do kiosku i kupiłam pierwszą z brzegu polską mascarę. Okazała się rewelacyjna! Ostatnio chętnie używam też cieni do powiek marki Joko, które będę niedługo reklamowała. Są aksamitne i łatwo się je aplikuje na powieki. Świetny jest też brązer do policzków tej samej marki.

Jak go używasz?
Nakładam go na całą twarz, a mocniej podkreślam tylko kości policzkowe, obrzeże czoła i czubek nosa.

Cieniami robisz „odymione” oczy?
Tak, oczywiście. Choć zaczynam myśleć, że już mam tyle lat, że nie powinnam malować się na wampa. Wymyślam nowe patenty. Na przykład robię grubą kreskę tylko na dolnej powiece i mocno tuszuję rzęsy.

Ulubione ciuchy?
Na pewno nie te czarne (śmiech). Mam koty, które wręcz uwielbiają chować się do szafy, dlatego wszystkie ciemne rzeczy muszę w kółko czyścić. Lubię ciuchy, których nie trzeba prasować.

Jak się ubierasz na co dzień?
Zależy od nastroju: czy chcę poczuć się jak kobieta, czy jak dziewczyna. Czasem zakładam dżinsy i T-shirt, a czasem sukienki.

A podkreślanie kobiecości?
Fakt, ostatnio polubiłam styl taki, jaki miała Monica Bellucci w filmie „Malena”. Coś mi się stało i zaczęłam kupować korale oraz seksowne sukienki w kwiaty, długość do łydki, odsłaniające biust, podkreślające talię. Myślę, że ta zmiana to kwestia wydoroślenia. Dziewczyny często ukrywają swoją urodę pod rozciągniętymi swetrami. A dopiero koło czterdziestki zastanawiają się, czemu to robiły. Zaczynają być bardziej kobiece, eksponują krągłości.

Ulubione marki ciuchowe?
Nie mam! Kupuję pod wpływem impulsu – tylko to, co mi się podoba. Czasem jest to ciuch od Dolce & Gabbana, a czasem coś z lumpeksu. Mój kłopot polega na tym, że jak zobaczę kogoś innego w takiej samej bluzce, nie bardzo chce mi się ją włożyć drugi raz. Dlatego lubię odwiedzać ciuchlandy, w których czasem można znaleźć prawdziwe perełki. Tam wydaje się też niewiele kasy, co zdecydowanie mi się podoba. Nie wyobrażam sobie, że całą moją pensję „puszczam” na ciuchy.

A na co chętnie wydałabyś dużą kwotę?
Na podróże. Ostatnio: Hiszpania, Portugalia, Tajlandia, Cyklady.

Ulubione zapachy?
Rano drażnią mnie wszystkie aromaty, więc perfumuję się dopiero wieczorem. O moich perfumach powiem tylko tyle, że są delikatne i wielu facetów mówi mi: „Wow, jakbym chciał, żeby moja kobieta też ich używała!”.

Twój sposób na zgrabną sylwetkę?
Kilka razy zdarzyło mi się przytyć do 58 kg. Wtedy nie czułam się najlepiej. Moja stała waga to 53 kg i na szczęście mój organizm sam lubi do niej wracać. Jem wtedy, kiedy mam czas. Tyję, gdy objadam się batonikami. Podczas programu „Jak oni śpiewają” wychodziłam z domu bez śniadania i pierwszy posiłek jadłam dopiero około 17.00. Wtedy bardzo schudłam. Teraz bardziej o siebie dbam.

Masz knajpki, do których wpadasz z ochotą?
Nie! Wolę jadać w domu, z przyjaciółmi.

Ale na wywiad bardzo chciałaś się umówić do sushi-baru?
Tak, ale tylko dlatego, że jest on blisko mojego domu. Poza tym sushi to zdrowe jedzenie. A ja staram się sensownie odżywiać – jak mam na to czas (śmiech).

Czemu zawdzięczasz swój sukces?
Jeszcze kilka miesięcy żaden dziennikarz nie zadałby mi takiego pytania. Owszem, grałam w „Plebanii”, ale czułam, że jestem trochę w cieniu. Z doświadczenia wiem, że w życiu aktora jest czas, kiedy jest postrzegany jako gwiazda, a potem – cisza. Zaczynasz wątpić, czy jeszcze dostaniesz jakąś rolę. Kiedy nie grałam, nabrałam pokory wobec życia. Ale nigdy nie przyszło mi do głowy, by się poddać i iść pracować jako sekretarka. Wolałabym przymierać głodem, niż chodzić do pracy, z której nie byłabym zadowolona. Tak naprawdę nie lubię słowa „sukces” w kontekście mojej kariery.

Dlaczego?
Bo nie chcę zapeszyć.

A może masz ochotę pojechać do Hollywood?
Nie! (śmiech) Nie mam aż takich ambicji. Choć kilka osób mnie do tego namawiało. Ale z drugiej strony, ja mam niesamowite szczęście w życiu. Więc... kto wie? Może by mi się udało?! Kilka razy spotkałam na swojej drodze takie osoby, które mi pomogły. Potem to już była tylko moja ciężka praca.

A co poradziłabyś młodym dziewczynom, które marzą o tym, by odnieść sukces w show-biznesie?
Warto korzystać z każdej nadarzającej się okazji, oczywiście w ramach rozsądku. Trzeba mieć też dużo cierpliwości i stalowe nerwy. Bo jak już się jest na górce, to potem przychodzi dołek. A potem znów górka...

Na której Ty teraz jesteś!
Tak, czuję, że przyszedł czas na nowe!

Rozmawiała: Iwona Zgliczyńka

"Kwaśniewski wygrał z premierem - dogrywki nie będzie"


Aleksander Kwaśniewski i Jarosław Kaczyński przed debatą
AFP
Szef sztabu wyborczego koalicji Lewica i Demokraci (SLD+SdPl+PD+UP) Wojciech Olejniczak wykluczył, że dojdzie do dogrywki debaty między premierem Jarosławem Kaczyńskim i b. prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim. Także sztabowcy PiS i LiD wykluczyli kolejne spotkanie.
- Aleksander Kwaśniewski wygrał debatę wyborczą z premierem Jarosławem Kaczyńskim i nie ma potrzeby organizować dogrywki - powiedział Olejniczak komentując doniesienia wprost.pl, że sztabowcy PiS i LiD porozumieli się co do rewanżowego spotkania dwóch polityków.

Odpowiedzialny za kampanie medialną PiS poseł Tomasz Dudziński powiedział, że nie było żadnych rozmów na temat ewentualnych debat. - Nie wiem skąd te informacje - powiedział. Jak twierdzi, rozmowy na temat takiej "rewanżowej debaty" nie zostały nawet podjęte.

Współpracownik Aleksandra Kwaśniewskiego Waldemar Dubaniowski powiedział, że jak dotąd nie ma żadnych ustaleń w tej sprawie. - Zaręczam, że nie zostały ustalone ani data, ani miejsce, ani sam fakt debaty - podkreślił Dubaniowski. Uważa jednak, że podczas poniedziałkowej debaty wiele spraw zostało niedopowiedzianych. - Jest coś na rzeczy o tyle, że wczoraj zostało wiele spraw niedopowiedzianych. Ewidentnie w tej debacie zabrakło na to czasu - powiedział Dubaniowski w TVN24.

Marcinkiewicz ujawnia: prezydent z Gosiewskim mnie wyeliminowali


...charyzmatyczny jak Marcinkiewicz...
AFP

Zarówno PO, jak i PiS, proponowały mi start ze swoich list wyborczych - ujawnia były premier Kazimierz Marcinkiewicz (PiS) w książce "Marcinkiewicz Kulisy władzy". To wywiad-rzeka jaki z obecnym dyrektorem w EBOiR w Londynie przeprowadzili dziennikarze "Dziennika" Michał Karnowski i Piotr Zaremba.
Książka w czwartek ukaże się w księgarniach nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka.

Marcinkiewicz jest obecnie dyrektorem w EBOiR w Londynie. Proszony o ocenę kampanii widzianą z perspektywy Londynu mówi, że dotychczas pokazała ona, iż PiS jest partią dużo lepiej zorganizowaną i zaangażowaną. - Codziennie idzie z szeregów PiS jasny przekaz do społeczeństwa - stwierdził. Natomiast PO - w jego opinii - "przespała dobre dwa miesiące" i ma pod bokiem groźną konkurencję w postaci LiD i b. prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego.

- Dla Donalda Tuska te przyspieszone wybory, to ostatnia szansa na zwycięstwo Platformy, a później ewentualnie w wyborach prezydenckich. Jeśli teraz nie wygra, to już nigdy nie wygra. Tusk jest dobrym i ambitnym politykiem, ale nie wiem czy jest liderem, a Polska potrzebuje lidera - podkreśla Marcinkiewicz w postscriptum do wywiadu.

B. premier mówi w książce m.in. o przeszkodach w powstaniu koalicji PO-PiS, analizuje styl uprawiania polityki przez Jarosława Kaczyńskiego i Donalda Tuska oraz odsłania kulisy powstania koalicji PiS-Samoobrona-LPR, kierowania rządem oraz odejścia z funkcji premiera.

Zdradza, że miał propozycje powrotu do bezpośredniej polityki. - PO proponowała mi pierwsze miejsce w Warszawie, a PiS dało możliwość wyboru jedynki w Łodzi lub Poznaniu. Była też, choć skierowana przez pośredników, oferta startu z listy PSL-u - ujawnia.

Marcinkiewicz odmówił. Jak tłumaczy, "musiałby opowiedzieć się po jednej ze stron, uczestniczyć w podchodach, zajmować stanowiska w różnych nie najmądrzejszych kłótniach".

B. premier cały czas uważa, że koalicja PO-PiS to najlepszy wariant rządów w Polsce.

- Po pierwsze, bo byłaby to duża, stabilna większość parlamentarna. Po drugie, bo programy obu partii doskonale się uzupełniają. Po trzecie, bo świat polityczny jest w Polsce tak słaby, że tylko zespolenie tych partii da naprawdę dobrą jakość - wylicza Marcinkiewicz.

Ubolewa, że obie partie "prowadzą w tej chwili wyniszczającą wojnę". - Największy polski strateg polityczny, czyli Jarosław Kaczyński, narzucił sposób uprawiania polityki. A Donald Tusk go przyjął - stwierdził.

Marcinkiewicz z uznaniem podkreślił, że premier dzięki swej polityce ma kilkudziesięcioprocentowe poparcie PiS-u w sondażach, ale - jak zaznaczył - osiągnął to m.in. "poprzez ataki, wyolbrzymianie różnic, straszenie". Z drugiej strony chwali J. Kaczyńskiego za "dobrą politykę walki z korupcją, oczyszczania państwa".

- Tusk to przyjął, podporządkował się i próbuje zjednoczyć elektorat, który boi się metod Kaczyńskiego - konstatuje b. premier.

Marcinkiewicz podkreślił, że nie zamierza wstępować do PO. - Wszyscy wiedzą, że potrafię rozmawiać z przyjaciółmi zarówno z PiS-u, jak i z PO. Z przyjemnością się z nimi spotykam, rozmawiam przez telefon. Podkreślam w każdej z tych rozmów, że nie zamierzam nigdzie wstępować - stwierdził.

Odnosząc się do najświeższych wydarzeń politycznych Marcinkiewicz ocenił, że decyzja o odejściu z polityki Jana Rokity, pokazała klasę i wielki styl tego polityka. - Rokita walczył od dawna w PO, twardo i honorowo. Pewnie i tak by tej potyczki nie wygrał - uznał.

O decyzji Nelly Rokity zostania doradcą prezydenta ds. kobiet: - Nie wyobrażam sobie, żeby moja żona postąpiła w taki sposób.

O starcie Leszka Millera do Sejmu z list Samooobrony: - Jest po prostu byłym sekretarzem komitetu partii komunistycznej, gotowym pójść do władzy nawet z tak skompromitowanym teraz Andrzejem Lepperem.

Odsłaniając kulisy sprawowania funkcji premiera rządu Marcinkiewicz podkreślił, że nie miał "żadnego fundamentalnego sporu" z J. Kaczyńskim.

Przyznał, że z prezydentem Lechem Kaczyńskim były "różnice zdań" w kwestii wymiany ambasadorów, nominacji w wojsku. "Powstawały zatory, których ja bardzo nie lubię. W państwie trzeba podejmować bardzo szybkie decyzje i państwo nie ma czasu na zwłokę" - opisuje relacje z prezydentem Marcinkiewicz.

B. premier uważa, że pomysłodawcą wymiany premiera na osobę J. Kaczyńskiego byli prezydent i Przemysław Gosiewski. "Uzgodniono cały plan działania bez niego (J. Kaczyńskiego) i chyba poza nim" - stwierdził.

- Do Kancelarii miał przyjść na kolejnego wicepremiera Przemysław Gosiewski, żeby Jarosław Kaczyński nadal zajmował się partią i tylko najważniejszymi sprawami w państwie. Prezydent miał zastąpić premiera w wielu kwestiach dotyczących spraw zagranicznych, a Gosiewski - zarządzać państwem i Kancelarią w taki sposób, żeby Jarosław Kaczyński miał możliwość podołania tym wszystkim obowiązkom przy swoim niezbyt dobrym zdrowiu - opisuje Marcinkiewicz.

Zdaniem b. premiera dopiero historia z dymisją minister finansów Zyty Gilowskiej spowodowała, że Jarosław Kaczyński podjął decyzję o jego dymisji. Przyczyniły się do tego - według b. premiera - intrygi "przyjaciół" w PiS-ie, że rzekomo Marcinkiewicz chce wraz z grupą około 60 posłów odejść z partii i utworzyć z PO nowy rząd.

- To się potwierdziło w ostatecznym momencie, kiedy Jarosław Kaczyński wezwał mnie na komitet polityczny partii. Powiedział mi, że domaga się mojej dymisji, uważa, ze trzeba przyspieszyć działania rządu, że to jest zła sytuacja, w której jest dobry premier i zły prezes, że on nie może nie brać pełnej odpowiedzialności za rządzenie, a brać cały czas za rządzenie cięgi - relacjonuje Marcinkiewicz.

B. premier przyznał, że zaskoczeniem był dla niego fakt, że w jego obronie wystąpili tylko dwaj politycy - Jerzy Polaczek i Kazimierz Ujazdowski.

- W nocy rozmawiałem z bardzo wieloma osobami i podjąłem decyzję, że rzeczywiście odchodzę bez bójek i wewnętrznych sporów. Rano pojechałem do prezesa (J.Kaczyńskiego). Jak powiedziałem o swojej decyzji, prezes od razu się rozluźnił i rozmowa już była w zupełnie innej tonacji - opowiada Marcinkiewicz.

Ujawniając splot wydarzeń, które doprowadziły do odwołania go z funkcji szefa rządu, b. premier mówi też o roli jaką odegrał w tym Donald Tusk. - Podgrzał konflikt w PiS. Na spotkanie ze mną przyprowadził media - wspomina.

- Gdybym się nie spotkał z Tuskiem, też bym został odwołany. Szukałem jakiejś szansy. Chwytałem się brzytwy, a brzytwą okazał się Tusk - mówi Marcinkiewicz.

Tuż przed odwołaniem ówczesny premier spotkał się z liderem PO. Tusk proponował mu bliską współpracę. - Piliśmy wino, on mówił, że Kaczyńscy mnie zniszczą, bo niszczą wszystkich, takich ludzi jak ja, i że z nimi się współpracować nie da. Pytał: "Co ty z nimi robisz? Jesteś porządny facet" - opowiada Marcinkiewicz. Ale od razu dodaje: - Całe spotkanie było w złej wierze. Po to przyprowadził media i po to opowiadał potem o tym, co mówiłem.

Marcinkiewicz był premierem od 31 października 2005 do 14 lipca 2006. Od lipca 2006 do grudnia 2006 pełnił obowiązki prezydenta Warszawy (bezskutecznie walczył o fotel prezydenta w stolicy w wyborach samorządowych 2006 roku). Od 1 marca 2007 jest dyrektorem w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju w Londynie.

Marcinkiewicz zapowiedział, że w czasie kampanii wyborczej jego wizerunek pojawi się na ulotkach różnych kandydatów, w tym Jarosława Gowina - lidera krakowskiej listy PO.

Polacy bez wymagań co do życia seksualnego


Polacy nie mają zbyt wielkich wymagań co do swojego życia seksualnego - uważa prof. Zbigniew Lew-Starowicz. Mimo że 46 proc. polskich kobiet i 37 proc. mężczyzn ma różne problemy z seksem, 75 proc. Polaków deklaruje zadowolenie ze swego życia seksualnego - powiedział seksuolog.
Prof. Lew-Starowicz wziął udział w debacie eksperckiej "Zdrowie seksualne. Luksus czy konieczność?", którą zorganizowano w Warszawie.

Jak tłumaczył, chodzi o badania prowadzone wśród Polaków w wieku od 18 do 65 lat. Co trzeci mężczyzna w Polsce ma przedwczesne wytryski, co piąty - osłabiony popęd seksualny; spośród tych ludzi leczy się co dziesiąty - wyliczał prof. Lew -Starowicz, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej (PTMS). Z najnowszych badań przeprowadzonych przez PTMS wynika, że problemy z erekcją ma 2,6 miliona polskich mężczyzn - poinformował inny seksuolog, wiceprezes PTMS dr Andrzej Depko.

Dr Depko powiedział, że na temat problemów seksualnych w swoim związku rozmawia w Polsce zaledwie co trzecia para. Tymczasem takie rozmowy są bardzo ważne; gdy mężczyzna z jakichś powodów - np. kłopotów z erekcją - unika seksu, kobieta może zacząć myśleć, że on jej już nie kocha, co doprowadzi do kryzysu w związku tych dwojga - ostrzegł seksuolog.

Prof. Lew-Starowicz zaznaczył, że na zdrowie seksualne nie składa się wyłącznie brak chorób obniżających sprawność seksualną, ale także satysfakcja z seksu i udane relacje emocjonalne z partnerem.

- Brak zdrowia seksualnego to nie tylko problem jednostki - dodał profesor. - Wyobraźmy sobie mężczyznę, który od dziesięciu lat ma kłopoty ze sprawnością seksualną i się nie leczy. Jaki on może mieć stosunek do kobiet? Jego samopoczucie przekłada się ponadto na atmosferę w jego pracy, na sposób prowadzenia samochodu....

W debacie wzięli także udział: urolog prof. Andrzej Borkowski z Akademii Medycznej w Warszawie, kardiolog prof. Ryszard Piotrowicz z Instytutu Kardiologii w Aninie, specjalista chorób wewnętrznych i diabetologii dr Krzysztof Dęmbe z Akademii Medycznej w Warszawie oraz specjalista rehabilitacji medycznej dr Piotr Tederko z Centrum Rehabilitacji im. M. Weissa w Konstancinie.

Lekarze podkreślali, że Polacy wciąż wstydzą się mówić o swoich problemach z seksem - nie tylko swoim partnerom, lecz również lekarzom. Do lekarzy zwracają się późno, gdy problemy z ich sprawnością seksualną trwają już od dawna. Tymczasem zaburzenia wywołujące kłopoty z seksem można przecież leczyć.

Problemy z erekcją mogą być efektem różnych chorób, np. miażdżycy, cukrzycy, depresji - dodali specjaliści.

Jak premier Kaczyński zrobi prawo jazdy

2007-10-02 15:01 Aktualizacja: 2007-10-02 15:41

"Tu mnie pan schwytał" - tak Jarosław Kaczyński zareagował na pytanie, czy ma prawo jazdy. Nie ma, czy więc zapisze się na kurs? "Nic na tym świecie nie jest pewne" - odpowiada. Problem w tym, że jest premierem, więc BOR miałby pełne ręce roboty. Tym bardziej, że - jak sprawdził dziennik.pl - przepisy nie pozwalają uczyć się jeździć w pancernej rządowej limuzynie.


Premier, który korzysta teraz z rządowego samochodu, nie myśli na razie o wyrobieniu sobie prawa jazdy, ale nie wyklucza tego w przyszłości. "Nic na tym świecie nie jest pewne, być może kiedyś" - mówi Kaczyński.

Skąd pytanie o prawo jazdy? Premier przyjechał dziś do Olsztyna, gdzie oglądał budowaną właśnie drogę E-16. Dziennikarze zapytali więc, czy szef rządu zna problemy polskich kierowców z własnego doświadczenia.

Jarosław Kaczyński mógłby brać lekcje jazdy u brata, Lecha Kaczyńskiego. Pomagać w nauce mogłaby mu także Pierwsza Dama, Maria Kaczyńska. Obecna prezydencka para w czasach PRL miała malucha, i to właśnie żona Lecha Kaczyńskiego najczęściej zasiadała za kółkiem. To, że woziła obu braci, odnotowała nawet w 1978 roku SB.

Kurs bez pancernej limuzyny

Gdyby premier postanowił jednak wyrobić sobie prawko, najwięcej problemu sprawiłby swojej ochronie. Przepisy nie pozwalają bowiem uczyć się w pancernej limuzynie.

"Zaś nauka jazdy, gdyby samochód premiera był osłaniany przez eskortę, nie miałaby sensu" - mówi dziennikowi.pl Włodzimierz Skowroński z warszawskiej szkoły jazdy "Imola".

A że pancerne BMW premiera ciężko byłoby przerobić na samochód dla kursanta - auto musiałoby dostać zestaw pedałów sprzęgła i hamulca czy dodatkowe lusterka - więc Jarosław Kaczyński musiałby, jak zwykły obywatel, jechać szkolnym samochodem po warszawskich ulicach.

Obstawa zostaje z tyłu

I to bez obstawy. "W szkolnym aucie, według przepisów, może być tylko instruktor i kursant. Nie mógłby więc z premierem jechać żaden borowik" - wyjaśnia Skowroński.

Ale to można obejść. Były szef BOR generał Grzegorz Mozgawa ujawnia dziennikowi.pl, że Biuro Ochrony Rządu ma własnych instruktorów jazdy. "Wtedy z premierem usiadłby instruktor, który byłby jednocześnie ochroniarzem" - wyjaśnia i dodaje, że za autem kursanta-premiera jechałby wóz obstawy.

"Wtedy, zgodnie z przepisami ruchu drogowego i zasadami bezpieczeństwa premiera, Jarosław Kaczyński mógłby nauczyć się prowadzić samochód" - dodaje generał Mozgawa.

Indywidualna nauka, ale egzamin wspólny

Premier nie musiałby także chodzić na szkolenia z innymi kursantami. Szkoły nauki jazdy oferują bowiem kursy indywidualne, za niecałe dwa tysiące złotych. A instruktorzy - jak zapewnia Włodzimierz Skowroński - mogliby podjeżdżać nawet przed kancelarię premiera.

Ostatni kłopot BOR miałby z egzaminem teoretycznym.

"Premier musiałby zdawać jak każdy zwykły obywatel, borowiki nie mogą mu towarzyszyć na sali egzaminacyjnej" - wyjaśnia dziennikowi.pl Andrzej Wierzbowski, kierownik Wydziału Realizacji i Nadzoru Egzaminów Państwowych Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Warszawie.

Polskie myśliwce F-16 uziemione


F-19
AFP

Polskie Siły Powietrzne mają obecnie na swoim wyposażeniu 27 samolotów F-16, z których 23 są sprawne; spośród czterech niesprawnych maszyn, trzy czekają na części z USA, w jednej stwierdzono błędy w oprogramowaniu - poinformowano na konferencji szefa MON w Warszawie.
- Nie ma w tym żadnej tajemnicy, że były jakieś problemy. Nie mają charakteru systemowego. Związane są z tym, że to nowe samoloty, wszyscy uczą się je obsługiwać - powiedział minister obrony narodowej Aleksander Szczygło.

Jego zdaniem, problemy wynikały m.in. z tego, że "przez jakiś czas traktowano przyjęcie F-16 jako zabieg marketingowy, a nie realne wzmocnienie polskich sił powietrznych". Zdaniem Roberta Rochowicza z Nowej Techniki Wojskowej, "jeżeli z 27 samolotów F-16 zepsute są tylko cztery, to jest rewelacyjny wynik, jak na samolot, który od niecałego roku lata w Siłach Powietrznych".

- To jest nowa maszyna, którą się dopiero poznaje, na której uczą się piloci, na której uczą się technicy - mówił.

W ocenie eksperta NTW, nigdy nie jest tak, że 100 proc. samolotów danego typu jest sprawnych. - Zawsze coś na jakimś egzemplarzu musi szwankować, to jest technika, to normalne. Według informacji, które mam, na tle innych maszyn F-16 są zdecydowanie sprawniejsze od SU-22 i MIGów-29" - dodał.

Szef MON komentując artykuł we wtorkowej "Rzeczpospolitej" pt. "Nasze myśliwce F-16 pełne wad i usterek", poinformował, że temat eksploatacji "Jastrzębi" i związanych z tym problemów był w poniedziałek szeroko omawiany na otwartym dla publiczności inauguracyjnym wykładzie podczas rozpoczęcia roku akademickiego w Wyższej Szkole Oficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie.

Rzecznik MON Jarosław Rybak przypomniał ponadto, że dokument, na który powołuje się "Rz", pochodzi ze stycznia tego roku i był wielokrotnie opisywany m.in. wiosną przez "Życie Warszawy".

"Rzeczpospolita" napisała, że spośród 11 myśliwców, które jako pierwsze przyleciały do Polski z USA, w dziewięciu było wiele poważnych usterek.

CBA: Zatrzymani domagali się 250 tys. zł łapówki

asz, PAP
2007-10-02, ostatnia aktualizacja 2007-10-02 14:06
Zobacz powiększenie
Łapówka
fot. CBA

Około ćwierć miliona złotych - według ustaleń CBA - mieli domagać się burmistrz Helu Mirosław W. i b. posłanka PO Beata Sawicka za ustawienie przetargu na nieruchomość na półwyspie. Obydwoje zostali zatrzymani wczoraj wieczorem przez funkcjonariuszy CBA.

Zobacz powiekszenie
Burmistrz Helu w swoim gabinecie
Zobacz powiekszenie
fot. CBA
Posłanka w chwilę po zatrzymaniu
''CBA interesowało się działką po straży granicznej'' - czytaj

Zatrzymana posłanka pisała o "hakach'' zbieranych przez Ziobrę - czytaj

- Oboje wpadli w momencie przyjmowania łapówki. Burmistrz Helu wziął 150 tys. zł. Posłanka zażądała 100 tys. zł za pośrednictwo w procederze - poinformował Dyrektor Gabinetu Szefa CBA Piotr Frątczak.

Według ustaleń CBA, posłanka w pierwszej połowie roku poszukiwała biznesmenów zainteresowanych inwestycjami na Helu. Sprawa dotyczyła 2-hektarowej działki na Helu, na której miał powstać kompleks rekreacyjno-hotelowo-wypoczynkowy. - CBA po uzyskaniu wiarygodnych informacji o poczynaniach Beaty S. rozpoczęło operację kontrolowanego wręczenia korzyści majątkowej, której finał nastąpił w poniedziałek wieczorem - czytamy w komunikacie Biura.

"Zatrzymana z torbą pieniędzy"

Według CBA pierwszą część łapówki (50 tys. zł) Sawicka przyjęła 8 września w parku w pobliżu Sejmu. Drugą część miała otrzymać wczoraj w hotelu w Gdańsku. - Tam też, chwilę później, z torbą pełną pieniędzy została zatrzymana przez funkcjonariuszy - podało CBA.

Funkcjonariusze CBA interesowali się działką po Straży Granicznej?

kt, PAP
2007-10-02, ostatnia aktualizacja 2007-10-02 12:48

- Funkcjonariuszy CBA interesował plan zagospodarowania przestrzennego dotyczący działki po byłej jednostce Straży Granicznej - powiedział we wtorek sekretarz miasta Hel Marek Dykta, który w poniedziałek przed godziną 22.00 wpuszczał agentów do magistratu.


W poniedziałek późnym wieczorem pojawiła się informacja, że burmistrz Helu Mirosław W. i posłanka PO Beata Sawicka zostali zatrzymani "na gorącym uczynku" przez CBA pod zarzutem korupcji. Osoby te miały zostać zatrzymane podczas przyjmowania "ogromnej łapówki" - jak podawał TVN24. Pieniądze miały być wynagrodzeniem za "ustawienie" przetargu o dużej wartości.

Chodziło o działkę po byłej jednostce Straży Granicznej?

Dykta powiedział, że pytano go o plan zagospodarowania przestrzennego dotyczący działki po byłej jednostce Straży Granicznej. Dodał, że przetarg na działkę, która została podzielona na trzy części, z czego jedną mieli wykupić mieszkańcy, mógłby się odbyć po przeprowadzeniu wszystkich procedur, być może za ponad rok.

Sekretarz wyjaśnił agentom, że nie ma możliwości obejścia prawa, bowiem burmistrz jest tylko wykonawcą uchwał Rady Miasta. Zaznaczał, że przetargi były ustne i nabywcy licytowali się na nich.

Według Dykty agenci przebywali w urzędzie ok. 5-6 godzin. - Nie wiem, jakie czynności wykonywano z burmistrzem - dodał.

Wiceburmistrz Helu: Nie planowaliśmy sprzedaży żadnej nieruchomości

Zastępca burmistrza Helu Jarosław Pałkowski powiedział, że to, co się wydarzyło jest wielkim szokiem i ma nadzieję, że wszystko się wyjaśni. - W tym roku nie planowaliśmy sprzedaży żadnych nieruchomości. W tej chwili nie mamy w przygotowaniu żadnych przetargów - powiedział.

Dodał, że informacje o przetargach były upubliczniane w internecie i w prasie, a odbywały się na zasadach ustnej licytacji. Zaznaczał, że kupujący płacili za nieruchomości kwoty kilkakrotnie większe od cen wywoławczych.

Pojedynek Kaczyński-Kwaśniewski minuta po minucie

mar
2007-10-01, ostatnia aktualizacja 2007-10-02 01:20

Pojedynek III kontra IV RP, Aleksander Kwaśniewski kontra Jarosław Kaczyński - najważniejsza, jak do tej pory, debata tej kampanii. Komentatorzy są zgodni: przewagę zdobył Kaczyński, bo był bardziej konkretny. Kwaśniewski stracił przez prostackie uwagi. Przeczytaj relację na żywo.

Zobacz powiekszenie
Fot. Wojciech Surdziel / AG
Aleksander Kwaśniewski
Zobacz powiekszenie
Fot. Wojciech Surdziel / AG
Jarosław Kaczyński
Zobacz powiekszenie
Fot. Sławomir Kaminski / AG
Początek pierwszej debaty w tej kampanii - Kwaśniewski i Kaczyński podaja sobie ręce
SERWISY
SONDAŻ
Kto wygrał debatę Kwaśniewski-Kaczyński?

Aleksander Kwaśniewski
Jarosław Kaczyński
Moim zdaniem, był remis

00:09 Na zakończenie jeszcze wyniki pierwszych sondaży: 53 proc. telewidzów uznało, że debatę wygrał Kwaśniewski; 47 proc. - że Kaczyński - wynika z badania GfK Polonia dla "Rzeczpospolitej". Sondaż przeprowadzono na grupie 500 osób. Według telefonicznego sondażu SMG/KRC dla TVN 24 i RMF, 46 proc. oceniło, że wygrał Kwaśniewski, 36 proc. - że Kaczyński. Sondaż przeprowadzono na reprezentatywnej grupie tysiąca Polaków.

23.03 Swoją ocenę debaty przedstawia "wielki nieobecny" Tusk w "Teraz my": - Spektakl raczej kiepski. A zwycięzca? Remis z lekkim wskazaniem na Kwaśniewskiego.

21.20 Głodowski i Terlikowski: - Zwycięzcą jest Kaczyński. Sierakowski: - Zwycięzcą technicznym - tak. Sukces Kwaśniewskiego to to, że debata w ogóle się odbyła, że został do niej dopuszczony, bo Kaczyńskiemu opłacało się osłabić Platformę debatą z nim. Faktycznie wygrali obydwaj, a przegrał Tusk.



Z Sierakowskim zgadza się z-ca red. naczelnego "GW", Jarosław Kurski:



Czytaj też: Nie było debaty, był pojedynek - komentarz prof. Macieja Mrozowskiego napisany tuż po debacie specjalnie dla Gazeta.pl

Z kolei Monika Olejnik zauważa to, czego brak w wielu komentarzach, a co bardzo silnie rzucało się w oczy: b. prezydent przyszedł nieprzygotowany:



21.10 A jak nasi bohaterowie ocenili samych siebie? Zobaczcie - gorące komentarze tuż po dyskusji:

Kaczyński: Nie poszło źle



Kwaśniewski: Uważam, że wygrałem



21.05 Terlikowski: - Było widać, że jeden z panów, Kaczyński, walczy o coś, był przygotowany, a Kwaśniewski - nie. Było widać, że nie walczy. - Tak - zgadza się Głodowski. - Kwaśniewski uznał, że to nie jest jego walka. Walczył, jak Gołota.

- Najmocniejszym momentem Kaczyńskiego było wyliczanie reguł prowadzenia polityki wschodniej prze z Kwaśniewskiego. To trafia do wyobraźni masowej, a o to chodzi w takiej debacie, a nie o przekonanie się nawzajem - dodaje.

Terlikowski - Kwaśniewski budował całość na zasadzie: Dość PiS-u. To dziwne, bo zwykle to Kwaśniewski przedstawiał optymistyczną wizję Polski, a teraz było zupełnie odwrotnie.

---

21.03 Podsumowanie debaty. Kwaśniewski: - Była potrzebna. Znaleźliśmy się w największym kryzysie politycznym od lat, mam nadzieję, że zostanie on pokonany w tych wyborach. Alternatywą są LiD i nasz program. Rządów PiS-u dość, nasz program liczy sto konkretów. Pierwszy: skończyć z rządem PiS. (Sierakowski: - Jeśli to jedyny konkret, to dziękuję). Premier: - Ta debata coś pokazała. Opcje polityczne są różne, ale większość ludzi tego, co wiąże się ze złym dziedzictwem III RP nie chce. Dla większości Polaków będzie jasne, że my chcemy coś zmienić, a pan nie. Kwaśniewski przedrzeźnia: - Oczywiste, oczywiste.

Nasi komentatorzy: - Kwaśniewski zniża się do najniższych metod.

20.59 - Kwaśniewski: - Przestępczość zaczęła maleć, zanim objęliście rządy. Są na ten temat dane. (Terlikowski: - Jakie?!!) Uczynicie z Polski jedno wielkie więzienie?! Premier: - Sądy 24-godzinne są świetną metodą walki z pijanymi kierowcami. Dzięki CBA rozwalimy przestępczość zorganizowaną. Głodowski: - Mam wrażenie, że Kwaśniewski przyszedł nieprzygotowany, jak student, który nie przeczytał książki. Był zbyt pewny siebie.

20.56 Kwaśniewski wzburzony: - Premier jest mistrzem w wymyślaniu i udowadnianiu tez. Teraz insynuuje, że jest porozumienie między PO a LiD-em.

Premier z kolei pyta prezydenta o uniewinnianie skazanych przez Kwaśniewskiego: - Po której stronie pan jest: przestępców czy ofiar? (Sierakowski: - Za ostro! Głodowski: - Kaczyński jest skuteczniejszy medialnie w tej dyskusji.) Kwaśniewski: - Jestem za tym, by prawo było bardziej liberalne, ale skuteczniejsze. Wasza polityka prowadzi na manowce.

20.53 Pada pytanie: Jakie koalicje? Kwaśniewski: - LiD jest otwarty na współpracę ze wszystkimi. Nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej. Choć to nie jest jeszcze rozmowa o koalicji. A teraz niech pan skorzysta z mojej dobroci. (Nasza sala: - Co???!) - Premier: - Naturalnym naszym partnerem jest Platforma, choć Donald Tusk ciągle zmienia zdanie. Jeśli taki sojusz powstanie, to pod naszym przewodnictwem - I na waszych warunkach. Tak! Na kolanach! - to Kwaśniewski.



20.51 Kwaśniewski nie zmienia wątku i zaczyna bronić III RP. Sierakowski: - To zaskakujące. Nawet nie próbuje zmienić wątku. Kaczyński rządzi teraz dyskusją. Głodowski: - Borowski były lepszy od niego jakao reprezentant LiD-u, z jego ciętymi ripostami. To narzuca też pytanie o sensowność przewodnictwa Kwaśniewskiego w LiDzie.

20.49 Skowroński: - Co to jest III RP? Premier: - To rządy elit, korupcja. To był kraj, w którym w gruncie rzeczy, ktokolwiek by nie wygrał, to i tak było tak samo. To były południowe Włochy. a IV RP to kraj nowoczesny, z wolnym rynkiem, normalna demokracja. (Terlikowski: - Hasło Kaczyńskiego to: Wybierzcie normalną demokrację)

Kwaśniewski: - III RP to cudowne wydarzenie, żadne południowe Włochy. IV RP to próba przejęcia władzy, skłócenia społeczeństwa i zniszczenia dorobku przeszłości.



20.47 Część III: sprawy krajowe. Prowadzenie debaty przejmuje Skowroński. - Polska potrzebuje zakończenia etapu rządów PiS-u, a LiD ma program, w którym są konkrety - mówi Kwaśniewski. Premier: - Przede wszystkim myśmy skończyli z polityką, której głównym aktorem są elity. My jesteśmy partią zwykłych Polaków. (Sierakowski: - To główne hasło Kaczyńskiego, tym razem użyte w dobrym momencie).

20.45 Obaj są nudni i przewidywalni. Grają w swoje gry: czarną i białą - mówi nam Sierakowski. - Głodowski: - Kaczyński to nadspodziewanie ostry fighter.



20.44 Premier zarzuca Kwaśniewskiemu trzymanie się stereotypów: - Pan wierzy w stereotypy, które się o nas rozpowszechnia - mówi. - Albo, być może, jest pan dość inteligentny i pan w nie naprawdę nie wierzy - dodaje. (U nas: - Dobre.)

20.42 - Przejęliśmy polską dyplomację w takim stanie rzeczy: Polacy są grzeczni i na wszystko się zgadzają. A na wszystko zgadzać się nie można. Chodzi o status Polski w Unii, gdy tłumaczyłem to Barroso, on to doskonale zrozumiał, a pan -nie. (Głodowski: - Znów widać przewagę premiera. Kwaśniewski nie umie się dostosować do tej drogi dyskutowania.)

20.40 Premier o dokonaniach swojego przeciwnika: - Pan załatwił wszystko to, co każdy by załatwił. My załatwiliśmy np. Niceę. - Olejnik: - Niceę załatwił Bartoszewski. (Nasi komentatorzy: - Ona bierze udział w debacie, czy ją prowadzi?!) - Prezydent: - A pan psuje tylko to, czego nikt inny nie potrafiłby zepsuć. Jesteśmy w Unii, w NATO, a pan co zrobił? - Premier na to: - A niech pan mi powie, które z państw naszej grupy nie weszło do NATO? Weszła nawet Słowacja Meciara.

20.39 Kwaśniewski (unosi się): - A może by pan opowiedział coś, co się nie udało?!

20.38 Kwaśniewski pyta premiera: - Dokąd zmierzamy? - Kaczyński: - Jest ogromną zmiana na korzyść, w Nicei osiągnęliśmy sukces, choć media to inaczej przedstawiają. (Sierakowski: - On, niestety, nawet głupoty opowiada konkretnie.)

20.37 Mirosław Czech ("Gazeta Wyborcza"): - Skrócona forma powoduje, że obaj debatujący nie mogą się rozwinąć. Kwaśniewski to przełamał i przez chwilę oglądaliśmy odejście od tego politycznego ping-ponga. Kwaśniewski ma większą swobodę i luz. Kaczyński wyraźnie mówi do swoich zwolenników.

20.37 Sierakowski: - Kwaśniewski ma rację, ale nie umie w tej debacie odpowiednio jej przedstawić. Głodowski: - Prezentuje zbyt ogólnikowy typ dialogu.

20.36 - Gorący komentarz Agaty Nowakowskiej z redakcji "GW": - Pierwsza część debaty - gospodarcza - była dość nudna i, śmiem twierdzić, mało niezrozumiała dla ludzi. Punkt dla Aleksandra Kwaśniewskiego za przypomnienie, że rząd PiS nie chciał rozmawiać z pielęgniarkami i lekarzami i dopuścił do obecnej sytuacji w służbie zdrowia.

Największe zaskoczenie - spokojny i uśmiechnięty Jarosław Kaczyński, który za wszelką cenę starał się być nienapastliwy i wręcz dobrotliwy. Premier chciał zadać kłam tezie, że dzieli i podjudza społeczeństwo. Jednak zagorzali zwolennicy mogą mieć mu za złe, że nie pognębił "komucha".

Premierowi nie udało się za to zagrać na nucie uległości Aleksandra Kwaśniewskiego wobec Rosji, wątek z sektorem paliwowym - mało zrozumiały, wyliczanka, ile razy Putin bywał w Polsce - śmieszna.

20.33 Olejnik: - Dlaczego kpi pan z prof. Bartoszewskiego? (Zaraz, zaraz, czy Olejnik nie miała pytać o politykę zagraniczną?). Premier, bez mrugnięcia okiem: - Nie kpimy, opisujemy tylko jego politykę (Kwaśniewski ciągle mu przerywa! Co skrupulatnie odnotowują nasi komentatorzy). Szanujemy profesora, ale nie zgadzamy się z nim - mówi premier.

20.32 Premier zarzuca Kwaśniewskiemu, że jego obóz uprawia propagandę przeciw polityce zagranicznej PiS. - To, że walczymy o interesy polskie, nie oznacza, że nie chcemy dobrych stosunków z sąsiadami - mówi. (Głodowski: - Zarysowuje się merytoryczna przewaga Kaczyńskiego, Kwaśniewski nie potrafi odpowiedzieć konkretem.)

20.29 Olejnik pyta o Kijów. Kwaśniewski: - Nie chcę usprawiedliwiać moich gaf. Bo nie ja kandyduję. Chcę mówić o tym, co teraz robi pan premier: zamyka dyskusję o Polsce poza Polską. Jesteśmy otwarci, musimy też rozmawiać z zagranicą. U premiera cenię inteligencję i to, że dysponuje programem, którego nie popieram, ale który jest. (Sierakowski: - Przynajmniej pokazał, różnicę między sobą a Kaczyńskim: premier MA poglądy)

20.28 Kwaśniewski: - Spotykałem się z wieloma ludźmi za granicą (Wszyscy nasi komentatorzy: - Mówi tak zawsze!). Mówią, że to skandal, co pan i pański rząd opowiadacie o naszych dyplomatach, b. ministrach! (Nasi komentatorzy: Unosi się, to nietypowe dla niego!)



A u nas w redakcji: Sierakowski: - Jak zwykle powołuje się na to, z kim się spotykał. - To jego typowy jego argument. I cóż z tego? - to Terlikowski. - Ale ten argument powinien zbić Kaczyński - wtrąca się Głodowski. - Kwaśniewski zachowuje się, jakby był wyprowadzony z równowagi - zauważa Terlikowski. - To niestety widać - przytakuje mu Głogowski

20.25 Część II, polityka zagraniczna. Do akcji wkracza Olejnik i od pierwszego pytania zaczepia premiera: - Czy pan Kwaśniewski wie, że jego teczka jest w Moskwie? (Głodowski - Ostro!) Kaczyński: - Nie przeceniam pana, widziałem pana przy Okrągłym Stole. Pan już wtedy był jednym z najważniejszych. - Bo byłem mądry! - Kwaśniewski na to. ( Sierakowski: - Kwaśniewski jest już tak zakochany w sobie, że staje się to nudne.)

20.23 - Panie prezydencie, małe kraje mają o wiele łatwiejszą sytuacje. My się jedynie boimy, że system korupcyjny wróci po waszym sojuszu z PO - to premier. (Terlikowski: - No i pojawił się wielki nieobecny.) - Będziemy kontynuować zmiany - premier. Kwaśniewski ciągle mu przerywa i wchodzi w słowo. (Terlikowski: - Kulturą osobistą wygrywa Kaczyński, jest spokojniejszy i bardziej merytoryczny.)

20.20 Terlikowski: - Premier jest mniej spięty, niż się spodziewałem. Co więcej żartuje, a jego żarty są trafne.



20.20 Wróciła nasza transmisja wideo. Zapraszamy do oglądania.

20.19 Prezydent Kwaśniewski: - Dlaczego pan nie chce rozmawiać? Pan uważa, że wszystko skończy się na panu? Moja polityka polega na dialogu, pańska - nie. Premier: - To, co teraz robimy można było zrobić kilkanaście lat wcześniej, byłoby w Polsce o wiele lepiej.

20.15 Premier: - Panie prezydencie, luty 2004, umożliwienie przejęcia polskiego przemysłu pertochemicznego przez Rosjan: proszę to wyjaśnić. (Głodowski: - Kaczyński wsiadł na swojego ulubionego konika, zarysował wyraźny spór: III - IV RP ws. inwestycji energetycznych.) - Kwaśniewski: - Proszę nie mówić do mnie językiem komisji śledczej. Wszystko było ustalane na spotkaniu z prezydentem Fed. Rosyjskiej - wy takich spotkań nie macie, więc nie możecie nic o tym powiedzieć (Terlikowski: To pierwsze starcie III-IV RP). Inwestycje rosyjskie były ustalane długofalowo.

Premier: - Pan trzy razy odwiedzał Moskwę, Putin Warszawę - raz. (Głodowski: - To populistyczny argument, trafiający w polskie resentymenty.)

20.14 Premier o zarzucie, że PiS nie obniżył podatków, jak zapowiadał: - Zamiast obniżać, daliśmy pieniądze ludziom. (Sierakowski: - Kaczyński jest konkretniejszy. Głodowski: - Kwaśniewski ustawia się w roli osoby, która przedstawia syntezę. Kaczyński - konkrety. Publiczność też jest wyraźnie za nim. - Kaczyński jest konkretniejszy, ale ma łatwiej, bo może się powoływać na to, co aktualnie obserwuje - mówi na to Sierakowski.)

20.12 Pada pytanie o podatek liniowy i obniżenia podatków w ogóle. Kwaśniewski: - Nas na radykalną obniżkę podatków nie stać. Całym sercem jestem za tym, by można było to zrobić, ale najpierw trzeba rozwiązać problemy: służbę zdrowia, edukację. Poza tym, wyższe podatki dla bogatych są wyrazem solidarności społecznej.

20.10 Kwaśniewski wytyka premierowi błędy: zła polityka finansowa ws. służby zdrowia, a przede wszystkim - brak rozmowy ze strajkującymi. Sierakowski: - To pierwsze starcie. Kwaśniewski rezygnuje z odpowiedzi na pytanie, a wybiera wytknięcie PiS-owi błędów.

20.08 Mamy problemy z transmisją w internecie -przepraszamy. Początek debaty zostanie odtworzony.

20.07 - Premier odpowiada na pyt. Wrześniewskiej o system ochrony zdrowia i obowiązkową składkę (Sierakowski: - Pytanie neoliberalne. Skandaliczna jest ta dziennikarka, wcieliła się w rolę Tuska): - Taki system już zastaliśmy. - dalej premier ciągnie bardzo ogólnikowo. (Terlikowski: - Widać, że nie ma pomysłu na służbę zdrowia.)

20.06 - Te dwa lata to były najlepsze dwa lata w dziejach polskiej gospodarki od 1989 roku. Fakty są takie, jak mówię, mimo że mamy teraz negatywną propagandę - tak premier odpowiada na pytanie premier.

20.04 Kwaśniewski kurtuazyjnie dziękuje premierowi za przybycie. - Mamy problem z gospodarką, ale reformy, które wprowadzaliśmy, doprowadzą do zmian. Nowe reformy są w programie LiD-u - odpowiada na pytanie, podkreślając, że program LiD-u to same konkrety, ale nie podając na razie żadnego z nich. (Sierakowski w naszej redakcji: - Znowu prezydent wszystkich Polaków. Znów mało konkretnie. Ta sama zawartość teflonu w Aleksandrze Kwaśniewskim.

Przytakuje mu Terlikowski: - Mowa-trawa. - Głodowski: - I akcent na dokonania ostatnich 18 lat.)

20,03 Pytanie Wrześniewskiej: - Dlaczego tak trudno otworzyć u nas działalność gospodarczą?

20.01 - Wyszli bardzo sztywni, jakby wstawali z grobu - mówi w naszej redakcji Głodowski. Ma rację, rzeczywiście, nadal wyglądają na spiętych, zwłaszcza premier. - Pierwszy odpowiada prezydent - to już ze studia redaktor Wrześniewska, która będzie zadawać pytania o tematyce gospodarczej. - Podawali sobie nogi? pyta lekko spóźniony Terlikowski, który właśnie wbiegł do naszej redakcji.

20.00 Zaczynamy. Prezes TVP wita zgromadzonych: - To starcie gigantów. Część I debaty będzie dotyczyć gospodarki.

19.58 Kamera pokazuje, jak charakteryzatorka zajmuje się makijażem Kwaśniewskiego. Głodowski: - To już pokazuje, że ta debata nie jest zbudowana na kontraście, jak ta z Wałęsą, ale raczej na podobieństwie. Obydwaj twarzą wypełniają ekran.

19.57 Sierakowski: - Urbański już ćwiczy klękanie przed Kwaśniewskim.

19.55 Premier wygląda na lekko spiętego, prezes TVP Urbański zajmuje się nim, coś mu tłumaczy.

19.54 Wchodzi premier. - Mamy tzw. shake hand - to dziennikarze TVN24 ze swojego studia. Politycy witają się, uśmiechają.

19.49 Do studia wchodzi Aleksander Kwaśniewski.

---

Start o 20.00. Razem z nami debatę obejrzą i będą dla Gazeta.pl na bieżąco komentować: redaktor naczelny "Krytyki politycznej" Sławomir Sierakowski, publicysta "Rzeczpospolitej" Tomasz Terlikowski, publicyści "Gazety Wyborczej" - Mirosław Czech, Dominika Wielowieyska i Agata Nowakowska oraz medioznawca dr Włodzimierz Głodowski.

Zaczną pytać najpierw Kwaśniewskiego - czytaj o przygotowaniach na Woronicza