niedziela, 15 czerwca 2008

Turcja - Czechy 3:2. Dwie minuty klęski Czecha i Czechów

15.06.2008, godzina 20:45

Turcja

karne
3
2
  • 2P
  • 01P1

Stade de Geneve, Genewa Widzów: 30000 Sędzia: Peter Froejdfeldt (Szwecja)

Czechy

Bramki:Jan Koller(34.)Jaroslav Plasil(62.)
  • Relacja
  • Na żywo
  • Replay

Analiza meczu » Relacja Z czuba »


Michał Szadkowski, Genewa
Czesi przegrali z Turcją 2:3, choć na kwadrans przed końcem prowadzili 2:0. Turcy w najbardziej niespodziewanym ćwierćfinale tych mistrzostw spotkają się z Chorwacją - pisze z Genewy specjalny wysłannik Sport.pl Michał Szadkowski.
Zobacz powiekszenie
Fot. MAX ROSSI REUTERS
ZOBACZ TAKŻE
Jeśli był na boisku człowiek, po którym nikt nie spodziewał się wpadki, który miał jak zwykle zagrać fantastycznie, to był nim Petr Cech. Od lat uznawany za jednego z najlepszych bramkarzy na świecie piłkarz popełnił jednak błąd, prawdopodobnie najgorszy w całej karierze. I najbardziej opłakany w skutkach.

Na kilka minut przed końcem meczu Cech wypuścił śliską od lejącego deszczu piłkę po dośrodkowaniu Hamita Altintopa. Spadła wprost pod nogi Nihata Kahveciego. Turek był zaskoczony tylko przez ułamki sekund, potem łatwo strzelił wyrównującego gola na 2:2. Gdyby taki wynik się utrzymał pierwszy raz w historii o awansie do ćwierćfinału zadecydowałyby rzuty karne.

Nie zdecydowały, bo dłużej niż u Kavheciego trwał szok wśród czeskich obrońców. Kilkudziesiąt sekund później defensywa w ogóle nie przeszkadzała napastnikowi Villarreeal w strzeleniu drugiego gola. Kahveci, który przyjechał na Euro z misja zastąpienia legendarnego Hakana Sukura, w decydującym momencie okazał się być liderem. Liderem, na którego brak narzekali tureccy komentatorzy i kibice, wypominając drużynie brak organizacji.

To zresztą prawdopodobnie ich wada narodowa. Gdyby wybrać jedno słowo najlepiej opisujące tureckich kibiców byłby to "chaos". Czekając na pociąg, który miał nas dowieźć na stadion w Genewie, oprócz śpiewów, tańców i radości najbardziej w oczy rzucał się całkowity brak zorganizowania. Każdy z nich chciał decydować jak będą skakać i co będą śpiewać, kiedy iść, a kiedy stać. Gdy chcieli usłyszeć komunikat o specjalnym pociągu jadącym na stadion zaczęli się uciszać. Tak głośno, że zamiast informacji dominującym odgłosem było właśnie uciszanie....

Tak jak kibice długo grali na tym turnieju tureccy piłkarze. Liderzy albo zostali pominięci w powołaniach (Hakan Sukur), albo odesłani po zgrupowaniu (Yildiray Basturk) albo doznali kontuzji (Emre). Bezkrólewie na boisku długo starał się nadrobić Fatih Terim z ławki trenerskiej. Ze Szwajcarią spisał się znakomicie. W przerwie dokonał dwóch zmian, a kilka chwil później jeden z rezerwowych Semih Senturk strzelił wyrównującego gola.

Wszystkiego jednak Terim załatwić nie jest w stanie. Nie sprawi na przykład, że będzie miał lepszych obrońców. Pytany zresztą przed Euro, czy nie boi się o swoją młodą, niedoświadczoną defensywę, problem bagatelizował, tłumacząc że jego zespół ma głównie atakować. Ta taktyka sprawdziła się w eliminacjach. Turcy awansowali, choć stracili w nich aż 11 goli. Więcej z finalistów straciła tylko Polska, ale ona zagrała dwa mecze więcej.

Na Euro okazało się, że czasami atakować się nie da. Tak wyglądało pierwsze grupowe spotkanie Turków z Portugalią i - aż do błędu bramkarza Chelsea - niedzielny mecz z Czechami. A broniąca się reprezentacja Turcji nie jest zdolna do jakiejkolwiek akcji, jedynym jej pomysłem na grę jest ustawienie się 30 metrów od bramki i przerywanie akcji rywali faulami.

Złożona wyłącznie z graczy występujących w lidze tureckiej defensywa żeby przetrwać pierwsze minuty musiała być wspomagana przez pomocników. Dzięki temu Czesi robili co chcieli w środku pola. Ale nawet jeśli udało im się uniknąć faulu, w polu karnym nie radził sobie Jan Koller. Czeski wieżowiec wypadł ze składu po spotkaniu ze Szwajcarią, w niedzielę znów jednak zagrał od pierwszej minuty, bo z Portugalią, kompletnie zawiódł Milan Barosz. Innych opcji Karel Bruckner nie miał.



Długo starcie słabej obrony Turków i słabego ataku Czechów wygrywali ci pierwsi. Wicemistrzowie Europy sprzed dwunastu lat próbowali skrzydłami i środkiem, dośrodkowywali i strzelali. Ale pod samą bramkę dostawali się rzadko. Dyktowane po faulach rzuty wolne już żadnym zagrożeniem nie były.

Udało się dopiero, gdy w atak zaangażowali się już nawet czescy obrońcy. Dośrodkowanie Zdenka Grygery na głowę Kollera to jeden ze stałych fragmentów gry każdego wielkiego turnieju w ostatnich latach. Czeski napastnik strzelił wczoraj 55 gola w kadrze. Chyba z 90 procent z nich po właśnie takich podaniach...

Turcy pierwszy raz obudzili się na początku drugiej połowy. Ale po kilku akcjach zakończonych na Czechu (wówczas faktycznie, turecka defensywa spisywała się świetnie, głównie z braku okazji do interwencji) okazało się, że bez wsparcia od pomocników rozbić turecką obronę jest wyjątkowo łatwo. Już pierwsza próba zakończyła się golem. Potem Czesi trafili jeszcze w słupek.

Kilka okazji miała też jednak Turcja. Wykorzystała jedną - na kwadrans przed końcem gola strzelił Arda Turan. Potem, gdyby nie błąd Czecha, pewnie na tym mecz by się skończył. Ale ten błąd się zdarzył i mimo, że Turcy w ostatnich sekundach grali bez ukaranego czerwoną kartką bramkarza Volkana Demirela (uderzył Kollera) to dla Czechów te mistrzostwa już się skończyły.

W ćwierćfinale Turcy spotkają się ze zwycięzcą polskiej grupy - Chorwacją. Jedna z tych drużyn zagra w półfinale. Przed turniejem awans którejś z tych drużyn do czołowej czwórki byłby wielką sensacją.

Kosztowny błąd Petra Cecha

Stefan Szczepłek, m.c. 16-06-2008, ostatnia aktualizacja 16-06-2008 14:45

Turcja - Czechy 3:2. Czesi prowadzili już 2:0, ale pech ich bramkarza i ambicja Turków sprawiły, że przegrali i odpadli

To największa do tej pory sensacja Euro. Czesi uważani byli za jednego z faworytów, na Turków mało kto stawiał. Po pierwszym, przegranym spotkaniu z Portugalią można było nawet zaryzykować twierdzenie, że będzie to jeden z najsłabszych uczestników Euro. Po zwycięstwie nad Szwajcarią więcej użalano się nad gospodarzami, niż chwalono zwycięzców.

Turcja zaczęła mecz jak zwykle słabo. Obrońcy koncentrowali się na obrzydzeniu gry Janowi Kollerowi. Popychali go, uderzali i kopali na zmianę Servet Cetin i Emre Gungor. Pozostali Czesi też nie mieli lekko, nic więc dziwnego, że w pierwszych dziesięciu minutach arbiter ze Szwecji Peter Frojdfeldt (Grzegorz Gilewski był sędzią technicznym) ukarał dwóch Turków żółtymi kartkami.

Marek Matejovsky trzy razy strzelał obok bramki, Turcy się bronili. Kiedy w 34. minucie po dośrodkowaniu Zdenka Grygery z prawej strony Jan Koller strzelił głową na 1:0 (do górnej piłki wyskoczyło dwóch Czechów i Turcy nie wiedzieli, któremu przeszkodzić), wydawało się, że wreszcie zaczęto realizować początek dawno napisanego scenariusza.

Tym bardziej że bilans meczów Turcji z Czechami był do wczoraj mniej więcej taki jak nasz z Niemcami - jedno zwycięstwo i dziesięć porażek. Po godzinie gry Jaroslav Plasil wykorzystał dośrodkowanie Libora Sionki i strzelił z trudnej pozycji drugiego gola. Można było zrobić sobie w kuchni herbatę, mając pewność, że nic się w tym czasie nie stanie.

Nic bardziej błędnego. Ostatnie pół godziny to seria wydarzeń, które będą latami wspominane w obydwu krajach. Najpierw w roli głównej wystąpił sędzia. Po strzale Jana Polaka piłka odbiła się od słupka, a kiedy Polak chciał ją dobić, został kopnięty w głowę przez Emre Gungora. Arbiter stał kilka metrów od tej sytuacji, a mimo to nie podyktował rzutu karnego. Pozbawienie szansy na prowadzenie 3:0 może przeszłoby bez echa, jak wiele innych sędziowskich błędów, gdyby nie to, że trzy minuty później Turcy zdobyli kontaktową bramkę. Poprzedziła ją bardzo ładna akcja kilku zawodników. Arda Turan miał szczęście, bo piłka po jego strzale odbiła się od słupka i wpadła do siatki. Szczęście polegało też na tym, że Libor Sionko został na połowie przeciwników i Ardy nikt nie pilnował.

Ku zaskoczeniu Czechów, którzy od pewnego czasu myśleli tylko o utrzymaniu wyniku, sprawy zaczęły się wymykać z ich rąk. Nie dać im wyjść ze swojej połowy nie jest łatwo, ale Turkom się to udało. Obrońcy zaczęli się gubić, nie wiedzieli, gdzie są przeciwnicy, i niewiele brakowało, żeby Sanli Tuncay i Servet Cetin doprowadzili do wyrównania. Trener Karel Bruckner dobrze wiedział, że to się może źle skończyć, wprowadził więc na boisko dwóch nowych zawodników - Michala Kadleca i Stanislava Vlcka. Może by ich wejście poprawiło sytuację, gdyby nie to, co stało się dwie minuty przed końcem.

Czesi ani kibice Chelsea nie pamiętają takiej pomyłki Petra Cecha. Błąd, jaki jeden z najlepszych bramkarzy świata popełnił wczoraj, nie zdarzył mu się chyba nigdy, a na pewno żaden nie miał tak poważnych konsekwencji. Po prostym dośrodkowaniu Hamita Altintopa Cech wypuścił piłkę, którą miał już w rękach. Nikt bramkarza nie asekurował, bo w tak prostych sytuacjach nigdy dotychczas nie było takiej potrzeby. Ledwo piłka spadła na trawę, Nihat Kahveci kopnął ją do pustej bramki. Zegar pokazywał 88. minutę gry.Po chwili głowy spuścili już wszyscy Czesi. Najpierw fatalnie zaczęli grę na swojej połowie, stracili piłkę, a źle ustawieni obrońcy (wszyscy z Serie A!) nie upilnowali wychodzącego do prostopadłego podania Nihata Kahveciego.

Turecki bohater to Nihat Kahveci – strzelec dwóch decydujących goli w 87. i 89. minucie

Grający w Villarreal napastnik biegł przez kilkanaście metrów sam z piłką, a następnie przymierzył z linii pola karnego tak dokładnie, że piłka, ocierając się o poprzeczkę, wpadła do bramki.

Czerwona kartka za faul dla Volkana Demirela, pomocnik Tuncay Sanli przez kilkadziesiąt sekund w roli bramkarza - to już niczego nie zmieniło. Turcja pierwszy raz awansowała do ćwierćfinału Euro. Czechy przegrały kolejny turniej. Trener Bruckner odchodzi.

W październiku Polska gra z Czechami w eliminacjach mistrzostw świata 2010.

Genewa: TURCJA – CZECHY 3:2 (0:1) Bramki – dla Turcji: A. Turan (75), N. Kahveci (87, 89); dla Czech: J. Koller (34), J. Plasil (62). Żółte kartki: M. Topal, M. Aurelio, A. Turan, E. Asik (Turcja); T. Galasek, T. Ujfalusi, M. Baros (Czechy). Czerwona kartka: V. Demirel (Turcja, 92). Sędziował P. Frojdfeldt (Szwecja). Widzów 29 000. Turcja: Demirel – Altintop, Gungor (63, Asik), Cetin, Balta – Sanli, Topal (57, Kazim), Aurelio, Turan – Senturk (46, Sarioglu), Kahveci.Czechy: Cech – Grygera, Ujfalusi, Rozehnal, Junkulovski – Sionko (84, Vlcek), Polak, Matejovsky (39, Jarolim), Galasek, Plasil (80, Kadlec) – Koller.
Powiedzieli

Fatih Terim | trener Turcji

Po meczu zwróciłem się do narodu tureckiego: „Wyjdźcie na ulice, świętujcie to zwycięstwo, korzystajcie z chwili”. Mówiłem już po wygranej ze Szwajcarią, że jeszcze nas zapamiętają. Powtarzam to i teraz. Piłkarska Europa będzie o nas pamiętać. Co do meczu - źle go zaczęliśmy. W pierwszej połowie nie graliśmy swojego futbolu. W drugiej było dużo lepiej. Nawet gdy przegrywaliśmy 0:2. Jestem dumny, że prowadzę drużynę, która nigdy się nie poddaje. Pokazaliśmy, na co nas stać.

Karel Brűckner | trener Czech Gdybyśmy przy prowadzeniu 2:0 wykorzystali chociaż jedną z okazji na podwyższenie wyniku, byłoby po meczu. Moi gracze nie wytrzymali presji w końcówce. Problem polegał na tym, że nie potrafiliśmy przejąć inicjatywy i niepotrzebnie cofnęliśmy się do obrony. Druga bramka dla Turcji padła po indywidualnym błędzie Cecha. Trzecia – to już była katastrofa, nie potrafię tego wyjaśnić. To niesamowite, przegrać w ten sposób.

Nihat Kahveci | kapitan Turcji

Zapisaliśmy się w historii i na tym nie poprzestaniemy. Gramy słabo i wygrywamy, jak dzisiaj, więc co będzie, gdy zagramy dobrze. Wierzę, że przeciwko Chorwacji stać nas na podobny wyczyn i awans do półfinału.

m.c.

Źródło : Rzeczpospolita