środa, 30 stycznia 2008

Sprawy w Trybunale czekają na rozpatrzenie kilka lat

Jolanta Kroner 30-01-2008, ostatnia aktualizacja 30-01-2008 06:59

Wniosków, pytań prawnych i skarg konstytucyjnych czekających na werdykt Trybunału Konstytucyjnego jest już ponad 200, a przybywa ich od ośmiu do dziesięciu miesięcznie.

Wydając po siedemdziesiąt kilka orzeczeń rocznie, TK na rozpatrzenie wszystkich potrzebuje co najmniej trzech lat.
autor zdjęcia: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa
Wydając po siedemdziesiąt kilka orzeczeń rocznie, TK na rozpatrzenie wszystkich potrzebuje co najmniej trzech lat.

Wydając po siedemdziesiąt kilka orzeczeń rocznie, TK na rozpatrzenie wszystkich potrzebuje co najmniej trzech lat. Jeszcze dwa lata temu okres oczekiwania na wyrok nie przekraczał ośmiu miesięcy i był krótszy niż w jakimkolwiek sądzie powszechnym.

Coś się w TK popsuło, skoro czas ten wydłużył się kilkakrotnie, a trzy najdłużej czekające sprawy pochodzą jeszcze z 2004 r., a 13 kolejnych – z 2005 r. (zaległości z 2006 – 43, a z 2007 r. – 143 sprawy). Wśród oczekujących są nie mniej niż 62 pytania prawne sądów. Jak zauważa Fundacja Helsińska w swoim piśmie do TK postulującym przyspieszenie rozpoznawania spraw (por. „Prawo co dnia” z 29 stycznia), wiele z tych spraw dotyczy problemów bardzo istotnych dla obywateli, a pytania prawne sądów, które wiążą się z rozpatrywanymi przez nie sprawami, stawiają zainteresowanych w niepewności, jakie są ich prawa i obowiązki.

Na pytanie „Rz”, jak TK zamierza rozładować ten „korek” i jak wyjaśnić fakt, że jedni sędziowie pełnili w minionym roku funkcję sprawozdawcy w kilkunastu sprawach, a inni byli sprawozdawcami nie więcej niż raz czy dwa razy – odpowiedział prezes TK Jerzy Stępień.

Jerzy Stępień, prezes Trybunału Konstytucyjnego

Sytuacja Trybunału jest trudna. Mimo to w ubiegłym roku załatwiliśmy tyle samo spraw co w 2006. Wprawdzie mieliśmy inną strukturę orzeczeń (mniej wyroków, a więcej umorzeń, m.in. ze względu na zasadę dyskontynuacji), ale ilościowo są to dane niemal identyczne. Trzeba jednak pamiętać, że waga rozstrzyganych problemów prawnych w ostatnim roku była poważniejsza: sama lustracja wystarczyłaby za pięć dużych spraw. Nie bez wpływu na liczbę wyroków były zmiany osobowe w składzie TK. Bo nowi sędziowie muszą mieć czas na wdrożenie się do tej specyficznej pracy, szczególnie jeśli dotychczas nie mieli do czynienia z sądem czy parlamentem. Pozwolę sobie przywołać choćby mój przykład: po powołaniu na sędziego TK pierwszą sprawę miałem gotową do orzekania dopiero po roku. Nie ominęły nas też w zeszłym roku choroby. Sam się męczę ze swoją już blisko cztery lata. Pomówienie kilku sędziów o współpracę albo nieetyczną postawę na tle lustracji też zrobiło swoje: wiadomo, jak stres oddziałuje na chorobę nowotworową (mój przypadek jest inny, ale kolejnych dwóch sędziów ma poważne kłopoty ze zdrowiem). Sędziowie, okazuje się, to też ludzie i nie wszystko po nich spływa. Trzeba przy tym odnotować, że spraw napływa do TK coraz więcej, natomiast nasz budżet pozostawał w ostatnich latach niezmieniony. Dopiero w tym roku udało się przekonać parlament do jego zwiększenia. Ostatnio poseł Andrzej Dera informował, że zaległości w przygotowaniu stanowisk Sejmu wobec zaskarżonych do TK przepisów dotyczą 70 spraw. Nie najlepiej jest ze stanowiskiem prokuratora generalnego. Zwykle stanowiska obu tych uczestników postępowań wpływają w przeddzień rozprawy. Niby formalności staje się zadość, ale przecież sędzia powinien znać argumentację stron, zanim przystąpi do przygotowania orzeczenia. W przeciwnym wypadku wcześniejsze prezentowanie stanowiska na piśmie pozbawione jest sensu. Opinia publiczna i media skupiają się, co jest zrozumiałe, na sprawach rozpatrywanych przez TK na rozprawach. Ale zespół sędziowski olbrzymi wysiłek kieruje także na rozpoznanie spraw w fazie wstępnej. To jest mało spektakularne, ale bardzo pracochłonne. Nie oznacza to, że wszystko jest po stronie sędziów (i prezesa) w porządku. Sam mam sobie wiele do zarzucenia. Z pewnością po powrocie z sanatorium będę miał więcej sił.

McCain zwycięża w prawyborach na Florydzie

alx, PAP
2008-01-30, ostatnia aktualizacja 15 minut temu

Senator John McCain, bohater wojny wietnamskiej, którego jeszcze jesienią ubiegłego roku skazywano na porażkę w wyścigu o nominację prezydencką, wygrał we wtorek republikańskie prawybory na Florydzie, pokonując byłego gubernatora Massachusetts Mitta Romney'a.

Zobacz powiekszenie
Fot. SHANNON STAPLETON REUTERS
Senator John McCain
ZOBACZ TAKŻE
Więcej o prawyborach w USA na blogu Marcina Gadzińskiego: Biały Domek

Według niepełnych jeszcze obliczeń głosów, McCain otrzymał ich 36 procent, podczas gdy Romney 31 procent. Na trzecim miejscu uplasował się były burmistrz Nowego Jorku Rudy Giuliani z 15 procentami głosów, na czwartym - były gubernator stanu Arkansas Mike Huckabee.

Dzięki wygranej na Florydzie, gdzie obowiązuje system "zwycięzca bierze wszystko", McCain zyskał wszystkich 57delegatów z tego stanu na partyjną konwencję przedwyborczą w sierpniu, która mianuje kandydata Republikanów na prezydenta. Senator ma teraz najwięcej, bo 93 delegatów, wyprzedzając Romney'a, który zdobył ich dotąd 59.



Wygrana McCaina dzięki wojskowym, weteranom i uchodźcom z Kuby

Jak wynika z analiz głosowania, McCain wygrał dzięki poparciu licznych na Florydzie wojskowych i weteranów, dla których istotna była jego wiedza i doświadczenie w sprawach obronności i polityki zagranicznej, oraz twarde stanowisko w sprawie wojny w Iraku.

Gremialnie poparli go także Kubańczycy-uchodźcy po rewolucji Fidela Castro, stanowiący na Florydzie silny blok wyborczy, którzy cenią senatora jako zasłużonego weterana konfrontacji z komunizmem. McCain spędził ponad 5 lat w niewoli Vietcongu i był tam torturowany.

Na Romney'a głosowali natomiast konserwatyści i młodsi wyborcy republikańscy, a także ci, dla których najważniejsze były w kampanii problemy gospodarcze i przekonała ich renoma byłego gubernatora jako sprawnego menadżera i biznesmena.

Po ogłoszeniu wyników Romney pogratulował McCainowi zwycięstwa, a ten w swoim przemówieniu złożył mu grzecznościowe wyrazy uznania. Obaj politycy nieraz dali dowody, że się nie lubią. Dużo cieplej mówił McCain o Giulianim, nazywając go "prawdziwym przywódcą", który jest dla niego "inspiracją", ze względu na rolę, jaką odegrał w Nowym Jorku po atakach terrorystycznych 11 września 2001 roku.

Giuliani po porażce wycofa się z kandydowania?

Według nieoficjalnych informacji, Giuliani - który jeszcze na jesieni prowadził w sondażach wśród Republikanów - w środę ogłosi, że wycofuje się z wyścigu prezydenckiego. Ma także wezwać swoich zwolenników do poparcia McCaina.

Do zakończenia rywalizacji przedwyborczej wśród Republikanów jest jeszcze daleko, gdyż do uzyskania nominacji pozyskać trzeba co najmniej 1191 delegatów na konwencję - czyli połowę ich liczby plus jeden. McCain i Romney będą jeszcze o nich konkurować w 45 stanach.

Zwycięstwo na Florydzie stawia jednak McCaina w pozycji faworyta dalszego wyścigu, którego kolejnym etapem będzie tzw. superwtorek, czyli prawybory 5 lutego w ponad 20 stanach, w tym największych, jak Nowy Jork, Ohio i Kalifornia.

Senator nie cieszy się zaufaniem republikańskiej prawicy, która wypomina mu stanowisko w sprawie podatków, imigracji i finansowania kampanii politycznych zbliżone raczej do Demokratów. W stanach, których poprzednio wygrał, sukces odniósł w dużej mierze dzięki poparciu wyborców niezależnych, którzy mogli tam także głosować.

Na Florydzie jednak prawybory były "zamknięte", tzn. niezależni wyborcy nie mogli w nich brać udziału, więc zwycięstwo McCaina jest sygnałem rosnącej jego pozycji także wśród Republikanów.

Clinton przed Obamą

We wtorek odbyły się na Florydzie także prawybory w Partii Demokratycznej, ale miały znaczenie tylko symboliczne, ponieważ kierownictwo partii odebrało stanowi jego pulę delegatów z powodu sporu o termin głosowania. Wygrała Hillary Clinton zdobywając 50 procent głosów, przed Barackiem Obamą, który zyskał 33 procent głosów.


PKB w 2007 r. wzrósł o 6,5 proc. W tym roku zwolni

ms, PAP, IAR
2008-01-30, ostatnia aktualizacja 59 minut temu

Według wstępnych szacunków PKB w 2007 r. był realnie wyższy o ok. 6,5 proc. w porównaniu z 2006 r. - wynika z danych opublikowanych w środę przez Główny Urząd Statystyczny (GUS). Wiceminister finansów Stanisław Gomułka szacuje, że tempo wzrostu PKB w 2008 roku będzie zbliżone do 5,5 proc., mimo zawirowań na rynkach finansowych w ostatnim okresie.

Zobacz powiekszenie
W zeszłym roku w Polsce utrzymało się wysokie tempo wzrostu gospodarczego
W zeszłym roku w Polsce utrzymało się wysokie tempo wzrostu gospodarczego - wynika z raportu Głównego Urzędu Statystycznego.

Tendencje wzrostowe - kreowane przez silny popyt krajowy, zarówno inwestycyjny, jak i konsumpcyjny - obejmowały wszystkie główne sektory gospodarki. Umocniły się pozytywne zmiany na rynku pracy - chodzi o wzrost liczby pracujących i nowych miejsc pracy oraz o spadek bezrobocia. Korzystniejsze niż przed rokiem były wyniki finansowe przedsiębiorstw, co umożliwiało poprawę wynagrodzeń i finansowanie inwestycji.

GUS zaznacza jednak, że podobnie jak w wielu innych krajach, w 2007 roku, wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych był wyższy niż w roku poprzednim.

Z wstępnych szacunków Urzędu wynika poza tym, że nasza gospodarka w zeszłym roku rozwijała się w tempie 6,5 procent. Wzrost PKB jest zgodny z przewidywaniami analityków. GUS przypomina, że w 2006 roku PKB wzrosło o 6,2 procent, a w 2005 roku 3,6 procent.

W 2007 roku inwestycje wzrosły o 22 procent. GUS zaznacza, że sprzyjała im między innymi dobra sytuacja ekonomiczno-finansowa przedsiębiorstw oraz środki pozyskiwane z kredytów bankowych.

W zeszłym roku poza tym umocniły się pozytywne tendencje w budownictwie mieszkaniowym.

GUS poinformował poza tym, że nadal szybko, choć w tempie niższym niż w trzech poprzednich latach, rosły obroty handlu zagranicznego.

Gomułka: tempo wzrostu PKB zbliżone do 5,5 proc.

Wiceminister finansów Stanisław Gomułka szacuje, że tempo wzrostu PKB w 2008 roku będzie zbliżone do 5,5 proc., mimo zawirowań na rynkach finansowych w ostatnim okresie.

Gomułka szacuje inflację w I kwartale 2008 r. na ok. 4-4,5 proc., w II połowie roku mniej; średnioroczna inflacja w 2008 powinna wynieść ok. 3,5 proc.

"Wynik jest bardzo dobry, takiego wyniku oczekiwaliśmy" - powiedział dziennikarzom Gomułka, komentując podane w środę dane o PKB za 2007 rok. GUS podał, że PKB wzrósł w 2007 roku o 6,5 proc.

"To jest drugi rok z rzędu, kiedy wykorzystywane były rezerwy wzrostu z ubiegłych lat; rezerwy stopniowo się wyczerpują, to już widać na rynku pracy. Oczekujemy jednak nadal wysokiego tempa inwestycji i niższego wzrostu wynagrodzeń" - powiedział Gomułka w środę dziennikarzom podczas konferencji PAIiIZ.

Zdaniem wiceministra, tempo wzrostu w 2008 roku będzie zbliżone do 5,5 proc. szacowanych przez rząd w ustawie budżetowej. "Jeżeli tempo wzrostu będzie bliższe 5 a nie 5,5 proc., to też nie będzie tragedii" - dodał.

"Wzrost popytu krajowego w tym roku boże być nawet wyższy niż zakładane w ustawie budżetowej" - powiedział. Dodał, że wyższa może być także inflacja średnioroczna.

"Oczekujemy, że w I kwartale inflacja będzie mieścić się w przedziale 4-4,5 proc., a w II połowie roku powinna być niższa. W skali całego roku inflacja średnioroczna powinna wynieść ok. 3,5 proc." - powiedział wiceminister.

Petru: Recesja w USA może obniżyć nasz wzrost

Zdaniem Ryszarda Petru ten rok powinien być także dobry ale już nie tak jak ubiegły. Analityk przewiduje, że zbliżająca się amerykańska recesja może negatywnie wpłynąć na wzrost gospodarczy w Europie. To z kolei może wyhamować eksport z Polski do Europy i tym samym obniżyć wzrost gospodarczy w naszym kraju. Ryszard Petru nie sądzi jednak, by był on znacznie niższy niż 5 procent W 2006 roku PKB wzrosło o 6,2 procent, a w 2005 roku 3,6 procent.

"Nie uwierzylibyście, jak wyglądają niektóre rozmowy u Prezydenta"

Donald Tusk. Fot. Radek Pietruszka
PAP

- Staramy się nie epatować opinii publicznej relacjami ze spotkań u głowy państwa. Pewnie by państwo nie uwierzyli, gdybyśmy powiedzieli wam, jak wyglądają niektóre rozmowy w Kancelarii Prezydenta - powiedział Donald Tusk.
- Kancelaria prezydenta nie ma prawa wzywać ministrów, ale jeśli ktoś nie zna prawa, albo prowokuje, to my staramy się nie zaogniać sytuacji - komentował nagłe wezwanie ministra spraw zagranicznych do Pałacu Donald Tusk. - To paraliżuje pracę rządu. Interes polityczny jednej z partii opozycyjnych ma orędownika w Pałacu prezydenckim - uważa premier. Zaznaczył jednak, że "nakazał ministrom obrony i spraw zagranicznych, aby byli do dyspozycji prezydenta, kiedy on tego oczekuje."

"Chcemy dokończyć dzieła decentralizacji"Premier oświadczył, że jego rząd chce "dokonać wielkiego dzieła dokończenia decentralizacji w Polsce".

Celem decentralizacji - jak powiedział premier na konferencji prasowej po posiedzeniu Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego - jest podniesienie standardu obsługi obywatela. Tusk argumentował, że samorząd regionalny jest w stanie lepiej odpowiadać na potrzeby obywateli.

- To jest naszym celem (...), by zwykły człowiek był jak najlepiej przez władze obsługiwany - powiedział szef rządu. Według niego, przez ostatnie sześć lat "władza zapomniała o wielkim zadaniu (...) polegającym na oddaniu władzy, kompetencji i pieniędzy tak, by ludzie decydowali o ich wydawaniu (...) w największym stopniu."

Po pierwsze: komunalizacja mienia wojskowego

Donald Tusk powiedział, że w tym roku rząd przeprowadzi prace organizacyjne, które - jak podkreślił - "doprowadzą do komunalizacji istotnych składników mienia państwowego - głównie nieruchomości".

Jak zaznaczył szef rządu, jednym z pierwszych zadań będzie komunalizacja majątku Agencji Mienia Wojskowego.

- W porozumieniu z ministrem obrony narodowej będziemy szukać nowoczesnej formuły agencji, która służy zaopatrzeniu wojska. Wiele różnych składników majątku państwowego będzie prywatyzowane lub komunalizowane - mówił Tusk.

Zmienimy ordynację samorządową

Premier zapowiedział pilne prace nad zmianą ordynacji wyborczej do samorządów tak, aby wybory na wszystkich szczeblach samorządu odbywały się w okręgach jednomandatowych. Opowiedział się też za bezpośrednimi wyborami starostów.

- Mamy intencję szybkiej pilnej pracy nad zmianą ordynacji i co za tym idzie - ustroju niektórych szczebli samorządu terytorialnego - powiedział.

- Przygotujemy w najbliższym czasie, wspólnie z naszymi partnerami z samorządu, zmiany ordynacji, które doprowadzą do wyborów do samorządu terytorialnego wszystkich szczebli w okręgach jednomandatowych - dodał.

- Będziemy starali się przekonać parlament do drugiej ważnej zmiany, jaką byłby bezpośredni wybór starostów - zapowiedział szef rządu.

Kenia pogrąża się w chaosie

reuters, afp, ap, wj
2008-01-30, ostatnia aktualizacja 2008-01-29 16:43

Seriami z karabinów wojskowe i policyjne śmigłowce próbowały rozpędzić wczoraj tysiące bojówkarzy uczestniczących w etnicznych pogromach i grabieżach w mieście Naivasha. W nowej fali przemocy, jaka od tygodnia przetacza się przez kraj, zginęło ponad sto osób.

Zobacz powiekszenie
Fot. Ben Curtis AP
Tak wyglądała wczoraj jedna z ulicznych barykad w Kisumu na zachodzie Kenii
Zbrojne starcia między gangami Kikujusów, rodaków prezydenta Mwai Kibakiego, oraz Kalendżinami, Masajami, Luo i Luhya, zwolennikami opozycji, wybuchły przed tygodniem w Nakuru, stolicy zachodniej prowincji Rift. To główna arena etnicznych czystek, jakie wybuchły pod koniec grudnia po ogłoszeniu wyników wyborów prezydenckich. Ich zwycięzcą wbrew sondażom i wstępnym prognozom ogłoszono panującego od 2002 r. Kibakiego. Przywódca opozycji Raila Odinga uznał, że został oszukany i okradziony z wygranej.

Już nazajutrz w całej Kenii wybuchły zamieszki i pogromy. Początkowo ich ofiarą padali przede wszystkim Kikujusi - mordowani, gwałceni, rabowani i przepędzani z zachodniej Kenii. Tydzień temu kikujuscy wojownicy przeszli jednak do kontrnatarcia. Uzbrojeni w maczety i ponabijane gwoździami pałki przybyli wyruszyli z Nairobi i prowincji Centralnej do Nakuru i Naivashy, by wziąć odwet na Luo i Kalendżinach. Na czele kikujuskich bojówek stoją członkowie tajemniczego bractwa Mungiki, będącego połączeniem religijnej sekty i młodzieżowego gangu.

Kikujusi polują i napadają na Kalendżinów i Luo, palą i grabią ich domy. W Naivashy tłum kikujuskich bojówkarzy oblegających kilkuset Luo ukrytych w miejscowym Country Clubie, wołał: - Pozabijamy was, jeśli stąd nie wyjdziecie! Władze użyły śmigłowców, by rozpędzić wściekły tłum.

Zamieszki rozlały się też po stolicy kraju. W nocy z poniedziałku na wtorek w etnicznych zamieszkach zginął opozycyjny poseł Mugabe Were zastrzelony przed swoim domem na przedmieściu Nairobi. Na wieść o zabójstwie w dzielnicach biedoty Kiberze i Mathare wybuchły nowe zamieszki między Kikujusami i Luo.

Przebywający w stolicy Kenii były sekretarz generalny ONZ Kofi Annan równie desperacko jak bezskutecznie próbuje zmusić walczących o władzę Kibakiego i Odingę choćby do zawieszenia broni.

Kenijscy przywódcy nawet wobec groźby wojny domowej i gospodarczego krachu ani myślą dzielić się władzą. Nie słuchają ani Unii Afrykańskiej, ani ONZ, ani USA. Wzruszeniem ramion potraktowali groźby Unii Europejskiej, która zapowiedziała, że jeśli Kibaki i Odinga się nie pogodzą, nie będzie więcej udzielać jej pomocy gospodarczej. Zagraniczna pomoc nie stanowi nawet dziesiątej części kenijskiego budżetu i rząd z Nairobi twardo zapowiada, że nie ulegnie żadnemu szantażowi. O zachowanie pokoju i rozsądku wezwał Kenijczyków nawet amerykański senator Barack Obama, który chce zostać pierwszym czarnoskórym prezydentem USA. Rodzina Obamy wywodzi się kenijskiego ludu Luo.

Ofiarą kenijskich niepokojów padli pierwsi zagraniczni turyści. W Mombasie, turystycznej stolicy kraju, w wynajętym domu zamordowanych zostało dwoje turystów z Niemiec. Napastnikami byli najpewniej zwykli przestępcy korzystający z panującego w kraju chaosu. W połowie stycznia w centralnej Kenii przestępcy zabili Brytyjczyka, właściciela miejscowego hotelu.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Zapadają rozbieżne wyroki o podatku od starych spadków

Zwolnienia w podatku od spadków dla     członków najbliższej rodziny  (Rozmiar: 41220 bajtów)
Zwolnienia w podatku od spadków dla członków najbliższej rodziny
  • Wczoraj WSA w Warszawie uznał, że spadki otwarte po 12 maja 2006 r., a przed 1 stycznia 2007 r., są opodatkowane
  • Niedawno WSA w Bydgoszczy zajął całkowicie odmienne stanowisko w tej samej kwestii
  • Wszystko wskazuje na to, że orzecznictwo powinno być ujednolicone przez Naczelny Sąd Administracyjny

ORZECZENIE

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie wydał wczoraj wyrok niekorzystny dla podatników, którzy nabyli spadki po 12 maja 2006 r., a przed 1 stycznia 2007 r. (sygn. akt III SA/Wa 1675/07). Sąd uznał bowiem, że spadkobiercom (członkom najbliższej rodziny) w takiej sytuacji nie przysługuje zwolnienie z podatku od spadków. Wcześniej jednak WSA w Bydgoszczy wydał dwa wyroki przyznające podatnikom zwolnienie z podatku (sygn. akt I SA/Bd 658/07 oraz I SA/Bd 692/07).

Spór o interpretację

Kontrowersje interpretacyjne budzą dwa przepisy: art. 3 ust. 1 oraz art. 3 ust. 2 ustawy o zmianie ustawy o podatku od spadków i darowizn oraz ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych (Dz.U. nr 222, poz. 1629). Ten ostatni przewiduje, że zwolnienie podatkowe wprowadzone 1 stycznia 2007 r. należy stosować również do spadków otwartych po 12 maja 2006 r. Przepis ten wprost stanowi, że nowe brzmienie art. 4 ust. 4 ustawy o podatku od spadków i darowizn stosuje się także do nabywanych spadków po 12 maja 2006 r. Przywołany przepis art. 4 ust. 4 określa natomiast, że zwolnienie określone w art. 4a (zwalnia z podatku członków najbliższej rodziny: małżonka, zstępnych, wstępnych, pasierba, rodzeństwo, ojczyma i macochę) stosuje się, jeśli w chwili nabycia spadku nabywca posiadał obywatelstwo polskie lub jednego z państw UE lub EFTA, lub jeśli posiadał miejsce zamieszkania na terenie jednego z tych państw. Przepisy określają także warunki, jakie trzeba spełnić, aby nie zapłacić podatku.

Z kolei drugi z kluczowych dla sporu przepisów - art. 3 ust. 1 ustawy zmieniającej ustawę o podatku od spadków i darowizn - stanowi, że do nabycia rzeczy i praw majątkowych, które nastąpiło przed dniem wejścia w życie nowelizacji, czyli przed 1 stycznia 2007 r., stosuje się stare przepisy ustawy o spadkach i darowiznach, w brzmieniu przed nowelizacją. Wykładnia tych samych przepisów w podobnych stanach faktycznych (zmienia się jedynie data otwarcia spadku) jest jednak różna.

Rozbieżne orzecznictwo

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Bydgoszczy dokonał korzystnej dla podatników wykładni wspomnianych przepisów i uznał, że art. 3 ust. 2 wprowadził prawo do zwolnienia z podatku od spadków otwartych po 12 maja 2006 r. Inne stanowisko zaprezentował wczoraj WSA w Warszawie. Podatniczce, która nabyła spadek po zmarłym ojcu w lipcu 2006 r., sąd odmówił prawa do zwolnienia z podatku od spadku. Uzasadniał, że art. 3 ust. 2 ustawy zmieniającej wprowadził jedynie nową treść art. 4 ust. 4 ustawy o podatku od spadków i darowizn i sformułował warunki do skorzystania ze zwolnienia określonego w art. 4a. Ponieważ art. 4a wszedł w życie 1 stycznia 2007 r., to zgodnie z art. 4 ust. 1 ustawy nie mógł mieć zastosowania do nabycia spadku przed 1 stycznia.

Stanowisko warszawskiego sądu jest zgodne ze stanowiskiem resortu finansów oraz organów podatkowych. Z informacji od czytelników Gazety Prawnej wynika, że jest to duży problem dla licznej grupy podatników.

Niespójne przepisy

Zdaniem Dariusza Malinowskiego, dyrektora zespołu postępowań podatkowych i sądowych KPMG, po raz kolejny mamy do czynienia z brakiem precyzji ustawodawcy w zakresie regulacji dotyczących stosowania nowelizacji prawa podatkowego.

- Można znaleźć argumenty przemawiające za prawidłowością każdego z tych wyroków - uważa Dariusz Malinowski.

Także Marcin Baran, doradca podatkowy i senior menedżer w dziale podatków Ernst& Young, wypowiada się podobnie o możliwości dwojakiej wykładni literalnej przepisów ustawy zmieniającej ustawę o podatku od spadków i darowizn. Jego zdaniem podatnicy nie mogą jednak ponosić odpowiedzialności za błędy ustawodawcy.

- Wątpliwości interpretacyjne wynikające z niestaranności ustawodawcy nie powinny być rozstrzygane na niekorzyść podatników. Tym bardziej że wprowadzenie zwolnienia z podatku od spadków dla członków najbliższej rodziny jest powszechnie akceptowane i nie ma przeszkód w uznaniu, że mogło być przyjęte z mocą wsteczną - uważa Marcin Baran.

W opinii Pawła Jabłonowskiego, doradcy podatkowego z Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy, wyrok WSA w Bydgoszczy wychodził naprzeciw interesom podatników, jednak nie do końca zasługuje na aprobatę.

- Przychylałbym się do orzeczenia wydanego przez WSA w Warszawie. Przepisy przejściowe wskazywały co prawda, że w stosunku do osób określonych w art. 4 ust. 4 stosuje się wprowadzane przepisy już dla dochodów osiągniętych od 12 maja 2006 r. Jednak, moim zdaniem, dotyczy to wyłącznie zwolnień, o których mowa w art. 4 ust. 1, a nie zwolnienia, o którym mowa w art. 4a, bowiem tego drugiego jeszcze nie było przed 1 stycznia 2007 r. - powiedział Paweł Jabłonowski. Jego zdaniem, orzeczenie WSA w Warszawie wzmocni restrykcyjną interpretację wspomnianych przepisów, ponieważ aprobuje oficjalną interpretację Ministerstwa Finansów.

Co zatem mogą zrobić podatnicy?

Zdaniem Dariusza Malinowskiego, rada dla podatników może być tylko jedna: jeżeli nabyli spadek po 12 maja 2006 r., a przed 1 stycznia 2007 r., powinni zwrócić się z wnioskiem o wiążącą interpretację podatkową, powołując się na argumenty podniesione przez WSA w Bydgoszczy. Jest on także przekonany, że sprawa znajdzie swój finał w Naczelnym Sądzie Administracyjnym. Sędzia sprawozdawca w WSA w Warszawie wyraził również przekonanie, że w tej sprawie powinien wypowiedzieć się NSA.