Wniosków, pytań prawnych i skarg konstytucyjnych czekających na werdykt Trybunału Konstytucyjnego jest już ponad 200, a przybywa ich od ośmiu do dziesięciu miesięcznie.
Wydając po siedemdziesiąt kilka orzeczeń rocznie, TK na rozpatrzenie wszystkich potrzebuje co najmniej trzech lat. Jeszcze dwa lata temu okres oczekiwania na wyrok nie przekraczał ośmiu miesięcy i był krótszy niż w jakimkolwiek sądzie powszechnym.
Coś się w TK popsuło, skoro czas ten wydłużył się kilkakrotnie, a trzy najdłużej czekające sprawy pochodzą jeszcze z 2004 r., a 13 kolejnych – z 2005 r. (zaległości z 2006 – 43, a z 2007 r. – 143 sprawy). Wśród oczekujących są nie mniej niż 62 pytania prawne sądów. Jak zauważa Fundacja Helsińska w swoim piśmie do TK postulującym przyspieszenie rozpoznawania spraw (por. „Prawo co dnia” z 29 stycznia), wiele z tych spraw dotyczy problemów bardzo istotnych dla obywateli, a pytania prawne sądów, które wiążą się z rozpatrywanymi przez nie sprawami, stawiają zainteresowanych w niepewności, jakie są ich prawa i obowiązki.
Na pytanie „Rz”, jak TK zamierza rozładować ten „korek” i jak wyjaśnić fakt, że jedni sędziowie pełnili w minionym roku funkcję sprawozdawcy w kilkunastu sprawach, a inni byli sprawozdawcami nie więcej niż raz czy dwa razy – odpowiedział prezes TK Jerzy Stępień.
Jerzy Stępień, prezes Trybunału KonstytucyjnegoSytuacja Trybunału jest trudna. Mimo to w ubiegłym roku załatwiliśmy tyle samo spraw co w 2006. Wprawdzie mieliśmy inną strukturę orzeczeń (mniej wyroków, a więcej umorzeń, m.in. ze względu na zasadę dyskontynuacji), ale ilościowo są to dane niemal identyczne. Trzeba jednak pamiętać, że waga rozstrzyganych problemów prawnych w ostatnim roku była poważniejsza: sama lustracja wystarczyłaby za pięć dużych spraw. Nie bez wpływu na liczbę wyroków były zmiany osobowe w składzie TK. Bo nowi sędziowie muszą mieć czas na wdrożenie się do tej specyficznej pracy, szczególnie jeśli dotychczas nie mieli do czynienia z sądem czy parlamentem. Pozwolę sobie przywołać choćby mój przykład: po powołaniu na sędziego TK pierwszą sprawę miałem gotową do orzekania dopiero po roku. Nie ominęły nas też w zeszłym roku choroby. Sam się męczę ze swoją już blisko cztery lata. Pomówienie kilku sędziów o współpracę albo nieetyczną postawę na tle lustracji też zrobiło swoje: wiadomo, jak stres oddziałuje na chorobę nowotworową (mój przypadek jest inny, ale kolejnych dwóch sędziów ma poważne kłopoty ze zdrowiem). Sędziowie, okazuje się, to też ludzie i nie wszystko po nich spływa. Trzeba przy tym odnotować, że spraw napływa do TK coraz więcej, natomiast nasz budżet pozostawał w ostatnich latach niezmieniony. Dopiero w tym roku udało się przekonać parlament do jego zwiększenia. Ostatnio poseł Andrzej Dera informował, że zaległości w przygotowaniu stanowisk Sejmu wobec zaskarżonych do TK przepisów dotyczą 70 spraw. Nie najlepiej jest ze stanowiskiem prokuratora generalnego. Zwykle stanowiska obu tych uczestników postępowań wpływają w przeddzień rozprawy. Niby formalności staje się zadość, ale przecież sędzia powinien znać argumentację stron, zanim przystąpi do przygotowania orzeczenia. W przeciwnym wypadku wcześniejsze prezentowanie stanowiska na piśmie pozbawione jest sensu. Opinia publiczna i media skupiają się, co jest zrozumiałe, na sprawach rozpatrywanych przez TK na rozprawach. Ale zespół sędziowski olbrzymi wysiłek kieruje także na rozpoznanie spraw w fazie wstępnej. To jest mało spektakularne, ale bardzo pracochłonne. Nie oznacza to, że wszystko jest po stronie sędziów (i prezesa) w porządku. Sam mam sobie wiele do zarzucenia. Z pewnością po powrocie z sanatorium będę miał więcej sił.














