Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KOSZYKÓWKA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KOSZYKÓWKA. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 września 2010

Koszykówka. Polska jedzie na Litwę

Łukasz Cegliński
2010-09-05, ostatnia aktualizacja 2010-09-05 20:51
Marcin Gortat
Marcin Gortat
Fot. Ma3gorzata Kujawka / Agencja Gazeta???????

Reprezentacja koszykarzy nie potrafiła wywalczyć miejsca na przyszłorocznych mistrzostwach Europy na boisku, ale w przyszłym roku na Litwie zagra. - Nie powinniśmy przechodzić do porządku dziennego nad sportową słabością kadry, ale z tej administracyjnej decyzji cieszyć się trzeba - mówi kandydat na nowego prezesa PZKosz Grzegorz Bachański.

Marcin Gortat
Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta
Marcin Gortat
SERWISY
Zaskakującą decyzję podjęło w niedzielę prezydium zarządu FIBA Europe na posiedzeniu w Stambule. Wniosek drużyn, które przegrały eliminacje (Bułgaria, Ukraina, Włochy), poparła organizująca mistrzostwa Litwa i choć formalnie zatwierdzić go musi zarząd federacji, to z informacji "Gazety" wynika, że jest to przesądzone.

W grupie ośmiu państw, którym niedzielna decyzja podarowała miejsce na ME, jest także Polska, która pod wodzą trenera Igora Griszczuka w eliminacjach grała w kratkę - dobrze u siebie, gdzie wygrywała przekonująco, i źle na wyjeździe, gdzie ponosiła kompromitujące porażki.

Z bilansem 4-4 biało-czerwoni zajęli dopiero czwarte miejsce w grupie C, choć gdyby przegrany 77:80 ostatni mecz w Belgii zakończył wynikiem korzystnym dla Polski, to drużyna Griszczuka zajęłaby w wyrównanej stawce pierwsze miejsce i na Litwę awansowałaby bezpośrednio.

Dlaczego do tego nie doszło? - Nie wykorzystaliśmy własnych możliwości, nie potrafiliśmy uczyć się na błędach i zmarnowaliśmy szansę, którą dali nam rywale - mówił środkowy reprezentacji Marcin Gortat, dając też do zrozumienia, że Griszczuk nie nadaje się na trenera reprezentacji.

Przyszłość Griszczuka jako selekcjonera jest w obliczu administracyjnego awansu niejasna, choć fachowcy wątpliwości nie mają - 46-letni trener na prowadzenie reprezentacji jest za słaby.

Nowego selekcjonera wybierze zarząd PZKosz, ale ten kończy swoją kadencję w listopadzie i do tego czasu żadne decyzje prawdopodobnie nie zapadną. W wyborach na prezesa startować będą pełniący obecnie tę funkcję Roman Ludwiczuk oraz sędzia międzynarodowy, członek zarządu PZKosz i PLK Grzegorz Bachański.

Ludwiczuk, który od niedawna zasiada w zarządzie FIBA Europe, w niedzielę nie odbierał telefonu. Bachański mówił: - Jeśli zostanę prezesem, to najpierw sprawdzę finanse związku, potem dobiorę sztab odpowiednich ludzi i wspólnie wybierzemy trenera odpowiedniego dla reprezentacji.

- Na boisku na awans nie zasłużyliśmy. Jesteśmy poza czołową 15 najlepszych drużyn w Europie - dodaje Bachański. - Jesteśmy jednak w gronie 24 najlepszych zespołów i z tego, że dzięki administracyjnym decyzjom na Litwie zagramy, cieszyć się trzeba. Po raz kolejny musimy spróbować wzniecić zainteresowanie koszykówką w Polsce.

- Wszystko będzie zależeć od ludzi, którzy kierują koszykówką - mówił Gortat. - Zawodnicy i media powinni nalegać, żeby i związkiem, i reprezentacją kierowały osoby z pasją i kwalifikacjami.

Gdyby nie rozszerzenie turnieju na Litwie, Polacy o ostatnie miejsce na ME musieliby się bić w przyszłorocznym barażu - z dziesięciu drużyn awans wywalczyłaby jednak tylko jedna.

Polska na ME zagra po raz trzeci z rzędu, ale tylko raz wywalczyła miejsce w finałach na boisku. Cztery lata temu grupę eliminacyjną wygrała drużyna prowadzona przez Andreja Urlepa, w kolejnych mistrzostwach biało-czerwoni byli gospodarzami.

Awans nie jest pierwszym prezentem dla Polski od europejskiej federacji. W 2005 roku prowadzona przez Veselina Maticia kadra spadła do tzw. dywizji B i miała grać w eliminacjach do eliminacji, ale Polacy zostali przesunięci z powrotem do dywizji A jako kraj, który w 2009 roku miał organizować mistrzostwa Europy.

Administracyjne wciąganie Polaków za uszy na największe światowe imprezy zdarzało się także w innych dyscyplinach - w 2002 roku siatkarze przegrali walkę o mistrzostwa świata, ale FIVB wykluczyła z turnieju Koreę Płd. i podarowała miejsce biało-czerwonym.

sobota, 9 stycznia 2010

Tak wygląda bajeczne życie Gortata

25-latek "wszystko zamienia w złoto"

Tak wygląda bajeczne życie Gortata

Luksusowe samochody, garnitury za kilka tysięcy złotych i piękna modelka u boku. Bajeczne życie Marcina Gortata na Florydzie ma też swoje słabsze strony. Jedyny Polak grający w NBA nienawidzi życia na walizkach. A bywają tygodnie, że musi spać w aż pięciu różnych hotelach.

Gortat Enterprise. Na razie nie ma takiego przedsiębiorstwa, ale tak Marcin Gortat nazywa swoją drużynę, która dba o jego interesy. Ktoś musi doglądać fundacji koszykarza, praw do wykorzystania wizerunku, strony internetowej... Grający w NBA Polak nie ma na to czasu, poświęca go na treningi, mecze i wydawanie pieniędzy, choć on woli określenie "inwestowanie". A ma co inwestować. W lipcu podpisał 5-letni kontrakt z Orlando Magic wart prawie 34 miliony dolarów, co plasuje go na drugim miejscu wśród najlepiej zarabiających polskich sportowców po Robercie Kubicy.

Do interesów i do PlayStation

Floryda, Orlando. W centrum miasta królują szklane wieżowce, na południu Disney’s World, aquaparki, efektowne hotele i ogromne outlety. Polski koszykarz mieszka na północy, niedaleko kompleksu sportowego Orlando Magic. - Nie tracimy czasu na dojazdy. Mieszkamy w domu wynajętym przez Marcina. Dwa piętra, chyba siedem sypialni... We dwóch można tu się zgubić, intercom bardzo nam się przydaje. Poważnie. Jak Marcin chce czegoś ode mnie, to dzwoni - twierdzi Michał Micielski, asystent i menedżer Gortata. - Jasne, że mógłbym kupić dom, ale nawet nie wiem, czy za dwa, trzy lata jeszcze tu będę grał w Orlando, więc po co? - wyjaśnia Gortat.

Obaj są rówieśnikami, razem grali w ŁKS Łódź. Gortat zaproponował Micielskiemu przyjazd do USA rok temu, gdy szukał kogoś zaufanego, kto będzie jego prawą ręką. - Marcin nie musi się o nic martwić, skupia się wyłącznie na koszykówce, realizowaniu swoich zainteresowań oraz odpoczynku. Ja załatwiam wszystkie codzienne sprawy. Byliśmy kumplami jeszcze w Łodzi i zastanawiałem się, czy przyjąć tę propozycję, bo wiadomo, że nie zawsze przyjaźń

pomiędzy szefem a pracownikiem jest możliwa. Ale jak do tej pory nigdy nie mieliśmy żadnego zgrzytu.

Beztroskiego życia dwóch 25-latków nie burzą żadne przyziemne problemy. - Kuchnia? Mamy panią Violettę, która nie dość, że gotuje, to regularnie dba o naszą lodówkę. Porządek? W tym jesteśmy słabi, umówiliśmy się, że każdy pilnuje swojej sypialni. Kiedy już jest naprawdę źle z resztą pokoi, wzywamy panią Alex. Kłopoty z domem? Telefon do Norisy, to agentka nieruchomości, która pomagała mi wynająć dom. Potem się zaprzyjaźnili, pomagała też Michałowi zaadaptować się w Ameryce - opowiada Gortat. - Z Michałem rozumiemy się bez słów. Bywa, że budzimy się o północy, by usiąść przed PlayStation i zagrać kilka meczyków albo przejść parę planszy, gdzie można się postrzelać.

- Pani Violetta przyrządza nam to, co Marcin lubi, głównie polskie obiady: schabowe, mielone z ziemniakami, mizerią, buraczkami lub surówką. Wszystko jest bardzo dobre, ale Marcin i tak tęskni za kuchnią mamy. W ogóle to zjada pięć razy tyle co ja. Potrafi pochłonąć 3 - 4 kotlety, a po dwóch godzinach znów jest głodny. Czasem zjada trzy dania obiadowe dziennie. Nie otrzymał żadnych szczegółowych zaleceń z klubu co do diety, po prostu musi jeść potrawy wysokoenergetyczne, aby nie tracić wagi. Nawet powinien jej trochę nabrać. Przy każdym posiłku musi też pić mleczny shake Gatorade o nazwie Nutrition, uzupełniający wszystkie minerały - opowiada Micielski.

"Przedsiębiorstwo Gortat", w którym pracuje już osiem osób, działa na kilku frontach. Mająca siedzibę w Łodzi firma

MG13 sprzedaje w Polsce prawa do wizerunku koszykarza, w przyszłości będzie handlować ubraniami sygnowanymi jego nazwiskiem. Już dzisiaj można kupić piłki i koszulki. Ktoś opiekuje się fundacją wspierającą koszykarskie talenty, ktoś codziennie zasila tekstami stronę internetową, ktoś pełni rolę rzecznika prasowego. - Ale na czele tych wszystkich osób stoi Michał, tylko przez niego można się do mnie dostać. Ja staram się ukrywać - zastrzega Gortat.

To często stawia przed Micielskim nieoczekiwane wyzwania, czasem musi być nawet ochroniarzem. - Tutaj ludzie szaleją na punkcie sportu. W czasie play-off, kiedy zainteresowanie koszykówką osiąga apogeum, nawet stojąc na światłach, ludzie podchodzą do Marcina i proszą o autografy. Czasem spotykamy jakiegoś natrętnego fana, wtedy staram się zagrodzić mu drogę. Nic więcej nie mogę zrobić. To są Stany Zjednoczone, tutaj za byle co ludzie wytaczają innym poważne procesy. Zwłaszcza jeśli mają do czynienia z gwiazdą sportu, która zarabia miliony - zdradza Micielski, który przyznaje, że czasem wozi ze sobą broń. Tak na wszelki wypadek. Zresztą nie tylko on. W czasie ostatnich świąt media amerykańskie rozpisywały się, że koszykarz Washington Wizards Gilbert Arenas trzymał w szafce niezaładowaną broń. Davin Harris z New Jersey Nets stwierdził nawet, że posiada ją 75 procent graczy NBA.

Ale fani zwykle są nie tyle niebezpieczni, co natrętni. - Niewiarygodne, jacy ludzie piszą do Marcina. Dziewczyny przysyłają listy ze zdjęciami, proponują spotkanie. Większość chce jednak pieniędzy

. Ktoś opisał całe swoje życie, a potem wyznał, że stracił majątek
w kasynie i zapytał, czy Marcin nie przeleje mu 250 tys. dolarów, bo chwilowo nie ma z czego żyć - opowiada menedżer. - Sorry, ale myślę, że takim osobom bardziej potrzebny jest szpital psychiatryczny niż moja pomoc - śmieje się Gortat.

Wszystko zamienia w złoto

Gortat potrafi godzinami opowiadać, w co inwestuje swoje pieniądze. Za ten sezon skasuje 5,854 mln dolarów, to zasługa jego agenta Guya Zuckera, ostatniego członka Gortat Enterprise. - Nawet nie liczyliśmy, że uda się wynegocjować aż tyle - przyznaje Micielski. - Poprzedni 2-letni kontrakt

gwarantował Marcinowi 1,2 mln.


W klubie działa specjalny program dla pierwszoroczniaków. Sztab psychologów uczy koszykarzy, którzy niemal z dnia na dzień stali się milionerami, jak nie stracić głowy oraz motywacji do dalszej gry. Prawnicy tłumaczą, jak mają się zachowywać, żeby nikt nie wymusił na nich gigantycznego odszkodowania (największą grupą ryzyka są fani i przyszłe narzeczone zawodników). - Jeśli Marcin chciałby kupić na przykład dom, wystarczy telefon do opiekuna, by zajął się poszukiwaniem najlepszego agenta nieruchomości - opowiada Micielski. Doradcy inwestycyjni służą pomocą, co zrobić ze świeżym dopływem gotówki. - Kilka razy w roku mamy mityngi, na których doradcy opowiadają, jak obchodzić się z pieniędzmi. W NBA gra wielu milionerów, więc temat pieniędzy jest w szatni czymś naturalnym. Wiele nauczyłem się od starszych kolegów

, słucham rad kolegi z zespołu Adonala Foyla - zdradza Gortat i robi krótki wykład. - Działam według pewnych zasad. Przede wszystkim inwestuję pieniądze w odpowiednim momencie. Są różne krachy na rynkach nieruchomości, giełdach i sztuka polega na tym, by wykorzystać te momenty. Druga sprawa, trzeba mieć zabezpieczenia w wielu różnych dziedzinach, dlatego inwestuję w papiery wartościowe
, firmy, nieruchomości, ale mam też lokaty bankowe - dodaje. Nie brzmi to zbyt odkrywczo, ale Gortata dobre samopoczucie nie opuszcza. - Muszę powiedzieć, że jak na 25-letniego człowieka jestem dobry w inwestowaniu. Kryzys nie wpłynął na mnie. Wszystko, czego się dotykam, zamienia się w złoto - zapewnia i daje dobrą radę. - Bycie biznesmenem polega nie tylko na kupowaniu i wypłacaniu pieniędzy. Ważne jest odpowiednie podejście mentalne. Trzeba poszerzać swoje horyzonty w wielu dziedzinach.

- Kiedy podpisywałem kontrakt

w NBA, momentalnie zgłosiło się mnóstwo osób, które chciały namówić mnie na różne inwestycje. Ostatnio ktoś zadzwonił z propozycją, abym zainwestował w młodych bokserów, którzy za kilka lat mieliby wygrywać i przynosić mi coraz większe zyski. Odmówiłem. Dlaczego? Uznałem, że ten interes jest bez sensu, bo ma bardzo niestabilny grunt - przyznaje Gortat.

Samochodów się nie wyrzeknie

Wielu koszykarzy nie poradziło sobie z własnym bogactwem. Ostatnio głośno było o sprawie Antoine’a Walkera. Były koszykarz Boston Celtics przez 12 lat występów w NBA zarobił 110 mln dolarów, miał jednak wiele pomysłów, jak je wydać. Utrzymywał 70 członków rodziny i przyjaciół, matce kupił posiadłość z krytym basenem, dziesięcioma łazienkami i pełnowymiarowym boiskiem do koszykówki. Sam nosił wysadzane brylantami roleksy, miał sześć luksusowych samochodów, w tym dwa bentleye. W lipcu 2009 r. został aresztowany w Nevadzie. Okazało się, że ma 4,5 mln dolarów długu wobec tamtejszych kasyn. - Oczywiście są zawodnicy tacy jak Walker czy Dennis Rodman, którzy przepuścili swoje majątki. Widocznie nie chodzili na mityngi, na które ja uczęszczam - śmieje się Gortat. - Na razie jestem takim małym milionerem i nie narzekam.

Pewnych słabości jednak się nie wypiera, największą z nich są samochody. - To moja pasja i na niej nie będę oszczędzał. Mam całkowicie przebudowane bmw M5 i lincolna aviatora, ale myślę nad zakupem nowego lexusa LFA - mówi. Lexus LFA to droga zabawka. Producent ma w planach zaledwie 500 sztuk tego modelu. W USA będzie kosztować 375 tys. dolarów.

Jest jeszcze coś. - Mam nowe hobby: modę. Uwielbiam kupować drogie, markowe ciuchy. Jak sprawiam sobie garnitur za 2 - 2,5 tys. dolarów, to wiem, że będę czuł się w nim dobrze. Traktuję to też jako nagrodę za moją ciężką pracę - mówi. Ale koszykarz przyznaje, że do sklepów nie zawsze chodzi sam. - Jest jedna osoba w moim życiu, to modelka, jedna z najlepszych w naszym kraju. Ma też dużo witamin, jak to polska kobieta, chyba pierwszy raz od początku życia mam taką chemię z kobietą - dodaje.

Gortat cieszy się, że jego dziewczyna jest Polką, sam też na każdym kroku podkreśla, skąd pochodzi. - W domu czy w szatni wszędzie mam porozwieszane polskie flagi, polskie koszulki, szaliki, na szafach mam naklejki. W pierwszych miesiącach po przyjeździe miałem wrażenie, że Ameryka jest fantastyczna, że Amerykanie są jakimiś wyjątkowymi ludźmi. Jednak wolę, chcę być Polakiem. My mamy charakter ludzi, którzy nigdy nie odpuszczają, są waleczni - zapala się Gortat.

Polskość podkreślają też jego przydomki: Polish Hammer i Polish Machine, choć tylko ten ostatni jest oficjalny. - Niedawno pojawiły się także dwa nowe - Polish Shark i Polish Snow. Dlaczego snow? No, że jestem biały jak śnieg. Najbielszy w całym zespole - zdradza koszykarz.

Cena sukcesu

W rundzie zasadniczej, w ciągu pięciu i pół miesiąca każdy zespół NBA rozgrywa 82 mecze. Magicy w grudniu wybiegali na boisko 13 razy, w styczniu zrobią cztery razy więcej, czyli niemal co drugi dzień. - Nie ma czasu nawet na treningi. W dni, w których nie grają o punkty, zajęcia rozpoczynają się o godz. 12 i trwają dwie i pół godziny. Ale Marcin przyjeżdża wcześniej i ćwiczy indywidualnie: albo na siłowni, albo ze swoim trenerem. Nie ma takiego obowiązku, ale podobnie robi wielu zawodników. Jest to mile widziane. Trzeba się doskonalić - mówi Micielski.

Połowa z 82 meczów rundy zasadniczej odbywa się na wyjeździe. Dzień po naszej rozmowie Orlando wylatywali na Zachodnie Wybrzeże, gdzie w ciągu tygodnia czekały ich mecze w: Oakland, Los Angeles, Salt Lake City i Phoenix. W styczniu będą kolejno w Minneapolis, Chicago, Indianie, Waszyngtonie, Sacramento, Denver, Portland, Los Angeles, Charlotte, Memphis i Detroit. - Są miesiące, w których spędzam 2 - 3 dni w domu. Reszta to 8 - 10-dniowe wycieczki, podczas których objeżdżamy pięć miast. Bywają tygodnie, kiedy śpię w pięciu różnych hotelach. Nie znoszę życia na walizkach. Ciężko się do tego przyzwyczaić i bywają momenty, kiedy naprawdę mam już dosyć i myślę, by rzucić to wszystko. Jednak taką drogę

obrałem, więc hotele będą musiały być mi codziennością jeszcze przez kilkanaście lat - dodaje.

Wszystko jest podporządkowane jednemu celowi: grać jak najlepiej i osiągnąć w NBA tak dużo, jak tylko się da. Wielu uważa, że Gortat ma przed sobą dużą karierę. Na przykład dziennikarz z Orlando, który miał pewność

co do dwóch rzeczy: że popisy cheerleaderek są zbyt wyzywające, jak na wiek dziewcząt, i że ȁE;Polish MachineȁD; to znakomity zawodnik. - Przecież to tak naprawdę dopiero jego drugi sezon w NBA, a już grał w finale ligi. Jest świetnym zmiennikiem dla Dwighta Howarda. Może jeszcze nie teraz, ale w przyszłości stać go na to, żeby być podstawowym centrem w jakimś innym klubie - przekonywał.


poniedziałek, 21 września 2009

Korrida na parkiecie

Złoto dla Hiszpanii. Mistrzowie świata okazali się najlepsi także w mistrzostwach Europy. W finale pokonali 85:63 Serbię

Hiszpanie pokazali koszykówkę na najwyższym poziomie. Wygrali w porywającym stylu. Bezdyskusyjnie.

– Europejska koszykówka bardzo zbliżyła się do tej z NBA. Różnice się zacierają – mówił w Katowicach przed finałowym meczem Bill Russell, jedenastokrotny mistrz NBA z Boston Celtics, legenda światowej koszykówki. – Najlepszy europejski gracz w NBA to moim zdaniem Tony Parker – odpowiedział na pytanie „Rz”. Chyba się mylił. Gwiazdor San Antonio Spurs wraz z reprezentacją Francji zajął w turnieju piąte miejsce i wczesnym popołudniem – wraz ze słynną małżonką Evą Longorią – szybko wsiadł do autokaru ekipy.

Wieczór w Spodku miał innych bohaterów. Głodny sukcesu i pierwszego w historii złota mistrzostw Europy zespół hiszpański i rewelację turnieju, niemającą nic do stracenia młodą reprezentację Serbii. Szybko okazało się, że tylko Hiszpanie udźwignęli tę rolę. Dla nich to był rewanż za nieoczekiwaną porażkę 57:66 w inauguracyjnym meczu w Warszawie na Torwarze. Wówczas Serbowie powstrzymali najlepszy w turnieju hiszpański atak, który do finału w Katowicach zdobywał średnio 79,1 pkt. W tamtym meczu nie grał jednak Rudy Fernandez, a drużyna włoskiego trenera Sergio Scariolo dopiero się rozkręcała. Całe swoje mistrzostwo pokazała w najważniejszym meczu.

Zaczęło się od mocnego uderzenia. W pierwszej kwarcie Hiszpanie trafili cztery z siedmiu rzutów za trzy punkty, prowadzili 24:14, a Fernandez miał trzy asysty. W drugiej na parkiecie trwała hiszpańska korrida, a na trybunach fiesta. W 20. minucie było 50:26. Pau „E. T.” Gasol, koszykarz z innej planety, wsadzał piłkę z góry do kosza po efektownych podaniach kolegów, zbierał pod obiema tablicami, blokował i... biegał do kontry. Już do przerwy miał 14 punktów, osiem zbiórek, dwa bloki. Nie było wątpliwości, kto zostanie MVP turnieju. Publiczność skandowała ten skrót po każdej jego akcji.

Rytm wygrywania

Po przerwie gra stała się bardziej wyrównana. Hiszpanie pewnie prowadzili i nie musieli się już wysilać. Nadal dominowali pod obiema tablicami, zbiórki wygrali 42:24. Znakomicie bronili. Młody gwiazdor Serbii, 22-letni rozgrywający Milos Teodosić, który w półfinale przeciwko Słowenii ustanowił rekord turnieju, zdobywając 32 punkty, został teraz zatrzymany na pięciu punktach i dwóch asystach. W połowie ostatniej kwarty, grając rezerwową piątką, Hiszpanie uzyskali najwyższe prowadzenie (77:48). Nikt nie mógł im odebrać upragnionego złota.

Od pierwszych mistrzostw Europy w 1935 roku do tych przed dwoma laty w Madrycie Hiszpania sześć razy występowała w finale i zawsze przegrywała. W 1973 roku, gdy doznała porażki z Jugosławią, jednym z rezerwowych w zespole rywali był Dusan Ivković, obecny trener reprezentacji Serbii. Utytułowany szkoleniowiec nie mógł jednak wczoraj nic zaradzić na grającą w stylu NBA drużynę Scariolo.

Rytm wygrywania Hiszpania uchwyciła jeszcze w Łodzi w ostatnim spotkaniu grupy F z Polską (90:68). W ćwierćfinale rozbiła niepokonaną do tego meczu Francję (86:66), a w półfinale nie miała żadnego problemu z Grecją (82:64). – Trzeba było tych kilku spotkań, by utwierdzić się w przekonaniu, że możemy wygrać cały turniej – mówił skrzydłowy Jorge Garbajosa.

W zaciętym do ostatniej sekundy meczu o trzecie miejsce Grecja pokonała 57:56 waleczną, ale osłabioną kontuzjami czołowych graczy Słowenię. Cztery lata po złotym medalu zdobytym w Belgradzie Grecy wrócili na podium. Słowenia zajęła najwyższą lokatę w historii swoich występów w międzynarodowej rywalizacji. Każdy ma powody do satysfakcji. Sześć czołowych zespołów zapewniło sobie awans do MŚ 2010.

Nagrody i wyróżnienia

Do pierwszej piątki turnieju akredytowani dziennikarze wybrali Pau Gasola (Hiszpania), Erazema Lorbeka (Słowenia), Rudy’ego Fernandeza (Hiszpania), Vasileiosa Spanoulisa (Grecja) i Milosa Teodosicia (Serbia).

Najlepszy zawodnik turnieju Pau Gasol odebrał nagrodę z rąk prezesa PZKosz Romana Ludwiczuka. Aktualny mistrz NBA z Los Angeles był też najlepszym strzelcem (18,7 pkt), blokującym (2,2) oraz drugim zbierającym (8,3). Tę ostatnią klasyfikację wygrał Marcin Gortat (10,8), drugi wśród najlepiej blokujących (2,0). Liderem klasyfikacji asyst pozostał Teodosić (5,2), trzeci był David Logan (4,5).

Organizatorem mistrzostw Europy 2011 będzie Litwa.

Finał: • Hiszpania – Serbia 85:63 (24:14, 28:15, 15:15, 18:19).Hiszpania: P. Gasol 18, 11 zb., 3 bl., R. Fernandez 13, 5 zb., J.C. Navarro 12, R. Rubio 10, J. Garbajosa 3 oraz F. Reyes 7, C. Cabezas 7, M. Gasol 6, A. Mumbru, R. Lopez 2, S. Llull 5, V. Claver 2.Serbia: U. Tripković 15, N. Velicković 15, 5 zb., N. Krstić 12, M.Teodosić 5, M. Tepić 2 oraz M. Raduljica 6, K. Perović 4, S. Marković 2, I. Paunić 1, M. Macvan, N. Bjelica.O 3. miejsce: • Grecja - Słowenia 57:56 (16:13, 15:11, 11:13, 15:19)

Półfinały: • Hiszpania – Grecja 82:64 (26:21, 23:19, 15:11, 18:13).

Serbia – Słowenia 96:92 po dogrywce (11:19, 24:26, 21:12, 23:22, 17:13). O miejsca 5 – 8: • Francja – Turcja 80:68 (12:26, 20:17, 29:16, 19:9) • Chorwacja – Rosja 76:69 (18:14, 15:27, 25:15, 18:13).

O 5. miejsce: • Francja – Chorwacja 69:62 (21:12, 13:12, 12:17, 23:21). O 7. miejsce: • Rosja – Turcja 89:66 (26:18, 25:22, 17:19, 21:7).

Dalsza kolejność: 9 – 10. Polska, Macedonia; 11 – 12. Niemcy, Litwa; 13 – 16. Łotwa, W. Brytania, Izrael, Bułgaria.

Sergio Scariolo, trener reprezentacji Hiszpanii

O takim dniu marzyliśmy. Najważniejsze dla mnie nie jest to, że wreszcie mamy złoty medal mistrzostw Europy, ale styl, w jakim go wywalczyliśmy, bezwzględnie dominując w każdym z ostatnich, najważniejszych dla nas spotkań. Moi zawodnicy pokazali w tym turnieju wielki profesjonalizm, poświęcenie i wiarę w sukces. Chciałbym podziękować zarówno całemu sztabowi trenerskiemu za cenne rady, jak i hiszpańskiej federacji, że pozwoliła mi prowadzić to ferrari.

Dusan Ivković, trener reprezentacji Serbii

Hiszpania była dziś lepsza i absolutnie zasłużyła na zwycięstwo. Ci zawodnicy grają razem wiele lat, co daje im wielką przewagę.

Jestem zadowolony z naszego występu w mistrzostwach. Mogę powiedzieć, że zdobyliśmy medal wcześniej, niż tego oczekiwaliśmy.

Pau Gasol, MVP mistrzostw

Jesteśmy najszczęśliwszymi sportowcami na świecie.

W ostatnich pięciu i pół spotkania graliśmy znakomicie. Pracowaliśmy bardzo ciężko, by zdobyć ten upragniony tytuł. Jestem dumny z kolegów z drużyny i zespołu trenerskiego. Mecz finałowy rozegraliśmy dokładnie tak, jak zaplanowaliśmy: zaczęliśmy z ogromną intensywnością, wiarą w swoje umiejętności.

Potem już tylko byliśmy szczęśliwi, że gramy w koszykówkę.

O zakończonych mistrzostwach Europy i nowym trenerze kadry

impreza się udała i wszyscy są zadowoleni, również członkowie władz FIBA mówią, że tak dobrego pod każdym względem turnieju do tej pory nie było

ze sportowego punktu widzenia osiągnęliśmy maksimum tego, na co nas dzisiaj stać

naszą rolą jest wykorzystanie popularności, jaką koszykówka zyskała dzięki mistrzostwom i dzięki takim zawodnikom jak Marcin Gortat

nasza umowa z trenerem Mulim Katzurinem dobiegła końca, będziemy analizowali dokonania reprezentacji

będziemy szukali odpowiedniego człowieka do przyszłych wyzwań

niedziela, 20 września 2009

EuroBasket 2009. Campeones z Hiszpanii!


Michał Owczarek, Katowice
W wielkim finale EuroBasketu w katowickim Spodku Hiszpania pokonała Serbię 85:63. To pierwszy złoty medal Hiszpanów na mistrzostwach Europy.
Zobacz triumf Hiszpanii - na Z czuba.tv »

Hiszpanie mieli z Serbami rachunki do wyrównania. W pierwszym meczu EuroBasketu młoda drużyna trenera Dusana Ivkovicia zaskoczyła mistrzów świata fenomenalną grą w obronie, skutecznym atakiem. Serbowie wygrali wtedy 66:57, ale w finale czekała na nich zupełnie inna Hiszpania. Do pełni formy wrócił Pau Gasol, kontuzje wyleczyli Rudy Fernandez i Jorge Garbajosa. Hiszpanie rozpędzili się już w meczu z Litwą, później każdego rywala gromili różnicą przynajmniej kilkunastu punktów. I tak też było w finale.

Hiszpanie finałowy pojedynek zaczęli rewelacyjnie. Ricky Rubio, który w ćwierćfinale zatrzymał Tony'ego Parkera z Francji, a w półfinale wyłączył z gry Vasileiosa Spanoulisa z Grecji od początku bardzo blisko krył lidera Serbii - Milsa Teodosicia. Organizator gry kadry trenera Ivkovicia piłkę dotykał rzadko, przez co akcje w ataku nie były dokładne. Z kolei Hiszpanie zaczęli od kanonady z dystansu - w pierwszej kwarcie trafili czterokrotnie. Dobrze pod koszem z najbardziej doświadczonym w serbskiej ekipie Nenadem Krsticiem radził sobie Pau Gasol.

Choć mistrzowie świata zaczęli bardzo źle - od pięciu przewinień w minutę, to gdy do gry wróciła pierwsza piątka przewaga znów zaczęła rosnąć w zastraszającym tempie. Po trójce Rubio z rogu boiska w ostatniej sekundzie akcji Hiszpanie prowadzili już 21 punktami, a po potężnym wsadzie Gasola nawet 23. Pierwszą połowę zakończył rzutem spod kosza po podaniu przez całe boisko również środkowy Los Angeles Lakers. Do przerwy Hiszpanie rzucili 52 punkty, to tylko pięć mniej niż w całym pierwszym meczu z Serbią.

W trzeciej kwarcie młodzi koszykarz z Bałkanów podjęli próbę zmniejszenia strat. Rzucili siedem punktów z rzędu, a przewaga Hiszpanów spadła do 14 punktów, ale gracze Sergio Scariolo niemal od razu zareagowali twardą obronę. Dwie kontry wyprowadził Fernadnez - pierwszą zakończył Marc Gasol spod kosza, drugą skrzydłowy Portland Trail Blazers. Po punktach Reyesa i znów Fernadneza po niesamowitym rzucie z odchylenia przewaga urosła znów do 20 punktów.

"Campeones, campeones" śpiewali hiszpańscy kibice już na początku czwartej kwarty. Na trybunach trwała fiesta w najlepsze - maskotka mistrzostw Żubr Mieszko biegał z flagą Hiszpanii. Gdy na boisku pojawiał się Pau Gasol kibice skandowali "MVP, MVP". Koszykarze na parkiecie bawili się równie dobrze jak kibice. Rubio podawał za plecami, a potężnymi wsadami akcje kończyli bracia Gasol i Victor Claver.

W ostatnich 10 minutach grający zawodnikami z dalszego planu przycisnęli jeszcze bardziej i spróbowali pobić mający 22 lata rekord EuroBasketu w różnicy punktów. W 1985 roku na turnieju w niemieckim Stuttgarcie reprezentacja ZSRR pokonała Czechosłowację 120:89. Ostatecznie licznik Hiszpanów zatrzymał się na 22 punktach (85:63).

Serbowie w finale nie zawiedli, ale nie mieli zbyt wielu argumentów by zagrozić rozpędzonej hiszpańskiej lokomotywie. Na turnieju pokazali, że w najbliższych latach do nich mogą należeć wielkie turnieje międzynarodowe. Teraz zabrakło im ważnego na tym poziomie doświadczenia i ogrania.

Dla Hiszpanów złoto na EuroBaskecie to wielki sukces. Do tej pory koszykarze z Półwyspu Iberyjskiego grali w finałach mistrzostw Europy aż sześciokrotnie, zawsze musieli uznawać wyższość rywali. Przed dwoma laty na turnieju, którego byli gospodarzami w ostatnim meczu turnieju przed własną publicznością w Madrycie ulegli Rosji po rzucie w ostatnich sekundach J.R Holdena 59:60. W tym roku do zaciętej końcówki nie dopuścili i zdobyli swoje pierwsze złoto.

To jest rok Gasola


Pau Gasol został wybrany MVP EuroBasketu w Polsce. Hiszpan został także królem strzelców imprezy. Trzy miesiące wcześniej Gasol cieszył się z Los Angeles Lakers z mistrzostwa NBA. To jego rok! - czytaj tekst Łukasz Ceglińskiego »

Grecy z brązowym medalem


Grecja pokonała 57:56 Słowenię i zdobyła brązowe medale mistrzostw Europy w Polsce. Słowenia zajęła czwarte, swoje najlepsze miejsce w historii - relacja prosto z hali »

Hiszpańska droga do złota


Hiszpania - Serbia 57:66

Hiszpania - Wielka Brytania 84:76

Hiszpania - Słowenia 90:84

Hiszpania - Turcja 60:63

Hiszpania - Litwa 84:70

Hiszpania - Polska 90:68

Hiszpania - Francja 86:66Wyrównaj z obu stron

Hiszpania - Grecja 82:64

Hiszpania - Serbia 85:63

Wyniki, artykuły, wywiady - wszystko o EuroBaskecie tutaj »

sobota, 19 września 2009

EuroBasket 2009. Serbia w finale! Niesamowity Teodosić!

Łukasz Cegliński, Katowice
Wielkie emocje w Spodku! Serbia pokonała w półfinale EuroBasketu Słowenię 96:92 po dogrywce i w niedzielę zagra o mistrzostwo Europy z Hiszpanią. 32 punkty dla najmłodszego zespołu w turnieju zdobył 22-letni Milos Teodosić. To rekord tego EuroBasketu. Relacja Z Czuba i na żywo na portalu Sport.pl od 21:15

Zobacz powiekszenie

Fot. Petr David Josek AP


Serbowie, którzy do Polski przyjechali bez największych gwiazd, którzy kompletnie przebudowali w ostatnich latach zespół pod kątem igrzysk w 2012 roku, zagrali przeciwko wszystkim. Kilka tysięcy słoweńskich kibiców dodawało skrzydeł swojemu zespołowi, to Słowenia była faworytem tego meczu. W finale zagrają jednak Serbowie.

Mecz był niesamowity. Cztery minuty przed końcem był remis 67:67. Serbów na prowadzenie wyprowadził świetnym wejściem pod kosz Teodosić, ale potem pięć punktów z rzędu zdobył doskonale znany z gry w Polsce Goran Jagodnik. Słoweńcy prowadzili 72:67.

100 sekund przed końcem Jagodnik trafił z rogu boiska rzut, który nie miał prawa wpaść do kosza. Słoweniec źle złapał piłkę, miał przy sobie obrońcę, ale pod presją czasu miał rzucać, więc wypchnął piłkę sprzed głowy w kierunku kosza. Trafił! Słowenia prowadziła 78:72.

Teodosić trafił cztery razy z linii rzutów wolnych, ale z wejścia pod kosz, które mogło dać remis, spudłował. Jaka Laković trafił z linii tylko raz i było 79:76. Niesamowity, rozkręcający się z każdą akcją Teodosić rzucił jednak trójkę na remis! Laković nie zdobył punktów z trudnej pozycji w wejściu pod kosz. Dogrywka.

Rozpoczął ją od dwóch skutecznych dobitek Nenad Krstić, a że Słoweńcy ograniczali się do nieprzygotowanych rzutów Jagodnika, to po minucie było 83:79 dla Serbii.

Trener Słowenii Jurij Zdovc poprosił o czas, ale przerwa nie dała efektu. Z drugiej strony swoje pierwsze punkty w meczu zdobył Uros Tripković. Trafił za trzy i Serbowie mieli aż siedem punktów przewagi.

45 sekund przed końcem mieli już tylko jeden punkt więcej, ale po chwili osiem tysięcy osób w Spodku znów złapało się za głowę, bo szósty raz za trzy trafił Teodosić! Było 92:88, ale Laković zmniejszył straty do jednego punktu na 12 sekund przed końcem.

Faulowany Teodosić trafił dwa razy z linii, Słoweńcom zostało 10 sekund. Serbowie faulowali taktycznie, aby uniemożliwić rywalom rzut za trzy. Samo Udrih pomylił się w drugiej próbie. Znów faul, wolne Novicy Velickovicia. Celny. Celny. 96:92.

Serbia, najmłodszy zespół EuroBasketu, w finale!

Emocjonujący mecz zaczął się od prowadzenia Serbii 6:2, ale Słoweńcy odpowiedzieli zrywem 13:0. Obie drużyny koncentrowały się na grze pod kosz - agresywniejsi byli tam Słoweńcy. Erazem Lorbek i Primoz Brezec zbierali piłki w ataku, trafiał Bostjan Nachbar i Słowenia kontrolowała grę.

Serbowie zaczęli jednak odrabiać straty - przy wyniku 10:19 z boiska zszedł na chwilę Brezec, który rozbił sobie łuk brwiowy i jego nieobecność wykorzystał rezerwowy środkowy Serbii Kosta Perović. Na początku drugiej kwarty Słowenia prowadziła tylko 21:19.

Brezec jednak wrócił, a znakomicie zaczął grać E. Lorbek - 25-letni Słoweniec to obok Pau Gasola zdecydowanie najlepszy podkoszowy turnieju. Trafia z półdystansu, po manewrach spod obręczy, skutecznie walczy o zbiórki. Akcja, w której dobił wsadem niecelną trójkę Jaki Lakovicia, była przepiękna. Słoweńcy momentami mieli 11 punktów przewagi.

E. Lorbek do przerwy miał już na koncie 16 punktów, a drugą połowę zaczął od niesamowitej trójki w ostatniej sekundzie na rozegranie akcji.

Serbowie walczyli, próbowali grać szybciej, bardzo dobrze grał Milenko Tepić ale drużynie Duszana Ivkovicia brakowało im punktów z obwodu. Ograniczony był strzelec Tripković, cały zespół słabo rzucał z dystansu - w połowie trzeciej kwarty Serbowie mieli tylko 1/14 za trzy. Ale kiedy dwuminutowy zryw zakończył wreszcie trójką Novica Velicković, Serbia przegrywała już tylko 47:52. W końcówce kwarty bezbłędny z rzutów wolnych był Perović, w ostatniej akcji jeden punkt zdobył Stefan Marković i po 30 minutach Słowenia wygrywała tylko 57:56.

Czwartą kwartę Serbowie zaczęli od znakomitej obrony i trójki Teodosicia. Po piątym przewinieniu parkiet opuścił wszędobylski Marković (trzy punkty, ale osiem zbiórek i cztery asysty), ale obrona nie straciła intesywności. Mierzący 217 centrymetrów wzrostu Perović podwajał rozgrywających na obwodzie, Słoweńcy nie mogli trafić do kosza. A Serbowie - owszem. Po trzeciej trójce Teodosicia było 62:58 na siedem i pół minuty przed końcem.

Przy stanie 67:66 dla Serbów piąte przewinienie popełnił zatrzymany w drugiej połowie E. Lorbek. Po chwili z tego samego powodu na ławce Serbów usiadł Tepić, a Nachbar doprowadził do remisu po 67:67.

To był jednak dopiero wstęp do dramatu.

Jak awansowali Hiszpanie - czytaj relację prosto z hali »

Słowenia świętuje

Marek Cegliński 19-09-2009, ostatnia aktualizacja 19-09-2009 03:56

EuroBasket 2009 - dziś w półfinale Hiszpania zagra z Grecją, a Serbia ze Słowenią. Finał jutro

Georgios Printezis dołożył do dorobku Greków sześć punktów
autor zdjęcia: Piotr Nowak
źródło: Fotorzepa
Georgios Printezis dołożył do dorobku Greków sześć punktów

Hiszpania i Serbia wywalczyły w czwartek awans do strefy medalowej po wyraźnych wygranych. W piątkowych ćwierćfinałach publiczność w Spodku oglądała dwa dreszczowce.

Grecja pokonała Turcję 76:74 po zaciętym, pełnym zwrotów meczu, zakończonym dogrywką. Gdyby Ender Arslan trafił w ostatniej sekundzie dodatkowego czasu za trzy punkty, to rywale świętowaliby sukces. Wcześniej ten sam Arslan doprowadził do przedłużenia meczu, wkręcając się pod kosz i trafiając w ostatniej sekundzie czwartej kwarty.

– Zabili nas zbiórkami – mówił po spotkaniu Turek Sinan Guler. Grecy zebrali aż 47 piłek (17 w ataku), rywale – 28. No i mieli w składzie znakomitego reżysera gry Vasileiosa Spanoulisa, najpoważniejszego – obok Hiszpana Pau Gasola – kandydata do tytułu najlepszego zawodnika turnieju. W piątek grecki rozgrywający zdobył 23 punkty, trafiając sześciokrotnie z dystansu w ważnych momentach meczu i miał siedem asyst. W tureckim zespole dopiero w końcówce obudził się Hedo Turkoglu, który wszystkie swoje 13 punktów zdobył w czwartej kwarcie i dogrywce.

W drugim piątkowym ćwierćfinale Słoweńcy tuż przed przerwą przegrywali 13 punktami. Zmniejszyli straty w ostatnich sekundach, a po powrocie z szatni zagrali tak zaciekle w obronie, że Chorwaci w trzeciej kwarcie zdobyli tylko trzy punkty. Uzyskawszy prowadzenie, zawodnicy trenera Jure Zdovca już nie wypuścili zwycięstwa. Rozgrywający Jaka Laković ani na chwilę nie zszedł z parkietu. Erazem Lorbek odpoczywał tylko 40 sekund – zdobył 27 punktów (8/11 za dwa, 2/2 za trzy) i miał 8 zbiórek. Cała Słowenia świętuje. Koszykarze tego kraju jeszcze nigdy nie grali w półfinale mistrzostw Europy. Ich najwyższa lokata to 6. miejsce w 2005 roku w Belgradzie. W sobotnim półfinale czekają ich kolejne derby Bałkanów: mecz z Serbią będzie powtórką spotkania grupowego. W Warszawie Słowenia wygrała 80:69.

Drugi półfinałowy pojedynek można uznać za przedwczesny finał. Hiszpania grała dotychczas z Grecją o punkty 19 razy, wygrała 13 spotkań, w tym pięć ostatnich na prestiżowych imprezach: 94:91 (ME 2003), 70:47 (mistrzostwa świata 2006), 76:58 i 82:77 (ME 2007), 81:66 (igrzyska olimpijskie 2008). Czy Grecy przerwą tę złą serię? Pasjonująco zapowiada się pojedynek greckiej defensywy z hiszpańskim atakiem. I Pau Gasola ze Spanoulisem.

O medale zagrają trzy zespoły, które pokonały naszą reprezentację w tych mistrzostwach w drugiej fazie w Łodzi. Na poprzednich mistrzostwach Europy Hiszpania, Grecja, Słowenia i Serbia zajęły odpowiednio drugie, czwarte, siódme i 13. miejsce.

Program na weekend

Sobota – 1/2 finału: Hiszpania – Grecja (18.30, TVP 2), Serbia – Słowenia (21.00).

Niedziela – o 3. miejsce (18.30), finał (21.15, TVP 1).

Wszystkie mecze także w TVP Sport.

1/4 finału

• Grecja - Turcja 76:74 po dogrywce (21:24, 22:4, 11:15, 25:25). Najwięcej punktów – Grecja: V. Spanoulis 23, N. Zisis 14, I. Bourousis 11, A. Fotsis 11, 13 zb., S. Schortsanitis 9; Turcja: H. Turkoglu 13, O. Onan 13, E. Ilyasova 9, K. Tunceri 9, O. Asik 9.

• Słowenia — Chorwacja 67:65 (18:25, 21:22, 14:3, 14:15). Słowenia: E. Lorbek 17, B. Nachbar 12, J. Lakovic 11, 5 as.; Chorwacja: R. Leni-Ukic 21, Z. Planinic 11, S. Nicevic 10.

Rzeczpospolita

czwartek, 18 czerwca 2009

ME koszykarek: Francuzki pokonały Greczynki 51:49

Francja
mk, PAP
2009-06-18, ostatnia aktualizacja 2009-06-18 21:22
Piłka w koszu
Piłka w koszu
Fot. Lotos PKO BP Gdynia - materiały promocyjne

Koszykarki Francji zostały trzecimi półfinalistkami mistrzostw Europy pokonując w Rydze. w pierwszym czwartkowym ćwierćfinale, Grecję 51:49. Francuzki zapewniły sobie jednocześnie udział w przyszłorocznych mistrzostwach świata, które odbędą się w Czechach

W piątkowym półfinale Francja zmierzy się z Białorusią, która przed dwoma laty zajęła w ME we Włoszech trzecie miejsce. Pięć najlepszych ekip ME na Łotwie uzyska prawo gry w MŚ w 2010 roku.

Spotkanie było bardzo zacięte, a na tablicy najczęściej pojawiał się remis bądź minimalne, jedno-dwupunktowe prowadzenie jednej z drużyn. Francuzki, mimo że miały zdecydowaną przewagę pod tablicami (wygrały w tym elemencie 39:21), nie potrafiły jej przełożyć na zdobycze punktowe.

Najwyższe prowadzenie uzyskały natomiast Greczynki, które w 34. minucie prowadziły 44:39. Końcówka należała jednak do bardziej doświadczonych Francuzek, które po punktach Sandrine Grudy i rzucie za trzy punkty Celine Dumerc na 1.50 przed końcem przegrywały 48:49. Greczynki spudłowały cztery kolejne rzuty a zwycięskie punkty dla Francji, także rzutem zza linii 6,25 m, zdobyła Florence Lepron.

Wynik: Francja - Grecja 51:49 (10:7, 12:14, 15:13, 14:15)

Francja: Sandrine Gruda 16, Emmelie Ndongue 8, Florence Lepron 7, Celine Dumerc 6, Elodie Godin 4, Isabelle Yacoubou-Dehoui 4, Catherine Melain 4, Anael Lardy 2, Emieli Gomis 0, Emmenuelle Hermouet 0, Endene Miyem 0;

Grecja: Evantia Maltsi 18, Styliani Kaltsidou 10, Zoi Dimitrakou 7, Pelagia Papamichail 6, Aikaterina Sotiriou 5, Dimitra Kalentzou 3, Lolita Limoura 0, Afroditi Kosma 0.

środa, 5 listopada 2008

Euroliga: Prokom wygrał, Ewing prawdziwym przywódcą

gesi
2008-11-05, ostatnia aktualizacja 2008-11-06 00:22
Zobacz powiększenie
Fot. Mieczysław Michalak / AG

Koszykarze Asseco Prokom Sopot wygrali drugi z rzędu mecz w Eurolidze - z Żalgirisem Kowno. A do wygranej znów poprowadził ich Daniel Ewing

Stevic w Anwilu. Tytuł wróci do Włocławka?»

Prokom, aby myśleć o wyjściu z grupy, obowiązkowo musiał wygrać z Nancy i Żalgirisem. Tydzień temu rozgromił Francuzów, a w środę - choć mecz był dużo trudniejszy - pokonał Litwinów. Zrealizował plan w 100 proc., ale wygrana z Żalgirisem - w kontekście bilansu bezpośrednich spotkań - może być zbyt niska. Najważniejsze jednak, że jest, bo było o nią trudno

Grający bez kontuzjowanych Ratko Vardy i Williego Deane'a rywal był o niebo lepszy od Nancy. Bohaterem Prokomu znów był Ewing, który już w meczu z Nancy rzucił 32 punkty, w tym 28 po przerwie. Także wczoraj Ewing miał słabą pierwszą połowę, nie rzucił nawet punktu, spudłował pięć rzutów. Ale potem się rozkręcił, swoje wszystkie punkty - 19 - rzucił w drugiej połowie.

Końcówka była nerwowa i dopiero kiedy minutę i 39 sekund przed końcem niesamowity Ewing ponownie trafił za trzy punkty (Prokom prowadził wtedy 65:57), kibice w Olivii odetchnęli.

Amerykanin po studiach - lepszy i tańszy od Polaka»

Asseco Prokom Sopot65
Żalgiris Kowno60
Kwarty: 10:12, 15:16, 19:16, 21:16.

Prokom: Ewing 19 (5), Logan 14, Burrell 11, Archibong 0, Hrycaniuk 0 oraz Nesović 9 (1), Burke 8, Dylewicz 4, Szczotka 0.

Żalgiris: Maciulis 15 (4), Janavicius 10 (2), Woods 9, Jankunas 5, Kalnietis 4 oraz Salenga 17 (2), Masiulis 0, Alijevas 0, Żukauskas 0, Klimavicius 0.

Pozostałe wyniki 3. kolejki: SLUC Nancy - Panathinaikos Ateny 70:80. Mecz Montepaschi Siena - Barcelona odbędzie się dziś.

Tabela grupy B Euroligi

1.Prokom35227:202
2.Panathinaikos35224:214
3.Barcelona24172:120
4.Montepaschi24173:138
5.Żalgiris33178:236
6.Nancy33186:253