Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NATO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NATO. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 listopada 2010

Ewentualnie 9 dywizji


Marcin Górka
2010-11-05, ostatnia aktualizacja 2010-11-05 00:42

Anders Fogh Rasmussen
Anders Fogh Rasmussen
Fot. YVES HERMAN REUTERS

NATO ma już gotowe nowe plany obrony Polski i krajów nadbałtyckich - dowiedziała się "Gazeta". Sojusz wytypował konkretne dywizje i porty, które mogłyby służyć ewentualnej operacji

ZOBACZ TAKŻE
Tak zwane plany ewentualnościowe nie tylko gwarantują państwu pomoc zbrojną sojuszników. Są też zarysem operacji bojowej, która może być przeprowadzona na terenie państwa, gdyby zostało ono zaatakowane. Takie plany mają jeszcze od czasu zimnej wojny wszystkie stare kraje NATO.

Polska takie plany miała od 1999 r. - wstąpienia do NATO - ale wymagały one uaktualnienia (m.in. z powodu wycofania części jednostek amerykańskich z Europy). Równocześnie zabiegaliśmy o objęcie takimi planami krajów bałtyckich - Litwy, Łotwy i Estonii.

Polskie zabiegi zakończyły się sukcesem. - Plany dla Polski zostały przygotowane we wrześniu tego roku po uzgodnieniu z szefami obrony państw bałtyckich i Polski - mówi nasz informator w dowództwie NATO. - Zawierają działania w pierwszej fazie operacji. Plany dla Polski są już dość szczegółowe, dla państw bałtyckich - to wstępna wersja.

- Po dwóch latach udało się przygotować plany ewentualnościowe dla Polski - potwierdza nam szef MON Bogdan Klich. Odmawia jednak rozmowy o szczegółach - to tajemnice Sojuszu.

Nieoficjalnie wiemy, że plany są już przyjęte przez dowództwo Sojuszu. Kraje NATO mają je zatwierdzić na szczycie w Lizbonie za dwa tygodnie.

Według nieoficjalnych informacji dowodzenie nad operacją obronną Polski i państw bałtyckich obejmie Dowództwo Sił Połączonych NATO w Brunssum w Holandii, które odpowiada za bezpieczeństwo Europy Środkowo-Wschodniej. Co ważne, tego dowództwa nie objęły cięcia w ramach prowadzonej właśnie reformy NATO.

Brunssum wyznaczy kwaterę tzw. wysokiej gotowości, która bezpośrednio będzie prowadziła operację w Polsce.

W przypadku agresji na Polskę NATO zamierza rzucić do walki aż dziewięć dywizji. Z tego cztery polskie, pozostałe to jednostki krajów zachodnich, wśród nich brytyjskie, niemieckie i amerykańskie. - Zostaną przerzucone wszystkimi możliwymi drogami: lądową, kolejową, na pokładach samolotów i morską.

Wytypowano już porty, które mają przyjmować duże jednostki desantowe. Wśród polskich najistotniejsze jest Świnoujście. Ten port za pieniądze NATO przechodzi obecnie gruntowną modernizację, by mógł przyjmować duże okręty o długości ponad 200 m i zanurzeniu powyżej 10 m.

Z NATO-wską pomocą został także zmodernizowany port w Gdyni. Polsce bardzo zależało, by wojska sojuszników mogły lądować nie tylko przy zachodniej granicy kraju.

NATO przewiduje też, że zachodnie wojska będą przerzucane do niemieckich portów w Rostocku, Wismarze, Stralsundzie, w ostateczności - jeśli nie będzie można bardziej na wschód - do portu w Hamburgu.

- Wyznaczone zostały jednostki marynarki wojennej, które będą bronić polskiego wybrzeża - dodaje nasz rozmówca z NATO. - To okręty brytyjskie i amerykańskie.

Polski system obrony powietrznej jest już zintegrowany z systemem NATO. Sojusz m.in. rozbudował stacje radiolokacyjne na terenie Polski.

Do systemu NATO włączony jest też system Baltic Air Policing. To rotacyjny system obrony powietrznej, który nad krajami bałtyckimi pełnią siły powietrzne poszczególnych krajów NATO. Już kilkakrotnie przeganiały one rosyjskie myśliwce, które ocierały się o przestrzeń powietrzną tych państw bądź nawet ją naruszały. Jeszcze w tym miesiącu nad krajami bałtyckimi odbędą się duże ćwiczenia, w których udział wezmą m.in. amerykańskie samoloty bojowe.

W obronę Polski zaangażowane mogą zostać także Siły Odpowiedzi NATO (NATO Response Force). To jednostki różnych państw Sojuszu, które rotacyjnie pełnią dyżur bezpieczeństwa w Europie. Problem w tym, że nie osiągnęły one wciąż takiej gotowości, jakiej życzyliby sobie dowódcy NATO i polski resort obrony.

Szef MON Bogdan Klich uważa, że NRF to siły "na papierze", i naciska, by jak najszybciej mogły przeprowadzić ćwiczenia na terenie Polski. To jeden z polskich postulatów na szczyt w Lizbonie.

Źródło: Gazeta Wyborcza

sobota, 7 marca 2009

Sikorski stracił szanse na fotel sekretarza NATO?

tan, PAP, Gazeta.pl
2009-03-07, ostatnia aktualizacja 2009-03-07 07:42
Zrzut ekranowy strony niemieckiego dziennika
Zrzut ekranowy strony niemieckiego dziennika
Fot. www.sueddeutsche.de

Przywódcy Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii uzgodnili między sobą, że sekretarzem generalnym NATO powinien zostać duński premier Anders Fogh Rasmussen - donosi w sobotnim wydaniu dziennik "Sueddeutsche Zeitung".

Minister Radek Sikorski udziela wywiadu agencji AP w Waszyngtonie
Fot. Haraz N. Ghanbari AP
Minister Radek Sikorski udziela wywiadu agencji AP w Waszyngtonie
Anders Fogh Rasmussen, premier Danii
Anders Fogh Rasmussen, premier Danii
Dzięki poparciu prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy'ego, kanclerz Niemiec Angeli Merkel oraz premiera Wielkiej Brytanii Gordona Browna wybór Rasmussena na szefa Sojuszu Północnoatlantyckiego wydaję się "bardzo pewny", ponieważ USA zwyczajowo popierają kandydata wytypowanego przez państwa europejskie - wskazuje bawarska gazeta.

"Sueddeutsche Zeitung" sugeruje, że 56-letni szef duńskiego rządu, który już od kilku tygodni uchodzi za jednego z bardziej obiecujących pretendentów do najwyższego urzędu w NATO, aktywnie promuje swoją kandydaturę. Przykładowo, 18 lutego spotkał się w Berlinie z kanclerz Merkel.

Dzień wcześniej Ramussen zapewniał jednak na spotkaniu z prasą w Kopenhadze, że nie ubiega się o stanowiska w NATO i że jego kandydatura jest "kwestią hipotetyczną".

Oprócz Rasmussena wśród kandydatów na sekretarza generalnego Paktu Północnoatlantyckiego wymieniani są m.in. szef polskiego MSZ Radosław Sikorski, były szef bułgarskiej dyplomacji Sołomon Pasi, były minister obrony Wielkiej Brytanii Des Browne, minister spraw zagranicznych Norwegii Jonas Gahr Stoere, wicepremier Czech Alexander Vondra i kanadyjski szef resortu obrony Peter MacKay.

Sikorski odpadł z powodu stosunku do Rosji?

- Polski szef dyplomacji Radek Sikorski, który do niedawna był w ścisłej czołówce kandydatów, odpadł z wyścigu ze względu na zbyt krytyczne stanowisko wobec Rosji (...). Natomiast inni pretendenci z nowych krajów członkowskich Sojuszu uchodzą za zbyt słabych - zauważa gazeta.

Jako jedną ze słabych stron kandydatury Rasmussena dziennik wymienia jego reakcję na publikację w 2006 r. przez duńską prasę karykatur Mahometa, które wzburzyły świat arabski. Premier Danii podkreślał wówczas, że wprawdzie nie pochwala publikacji tych rysunków, lecz wolność słowa jest wartością nadrzędną.

Kadencja urzędującego szefa NATO Jaapa de Hoop Scheffera, który pełni tę funkcję od stycznia 2004 roku, kończy się latem bieżącego roku. W styczniu ubiegłego roku państwa NATO postanowiły wydłużyć jego urzędowanie, aby umożliwić mu przygotowanie i przewodniczenie zaplanowanym na kwiecień uroczystościom z okazji 60-lecia Sojuszu.

Procedura wyboru sekretarza generalnego NATO jest nieformalna. Polega na konsultacjach, zwłaszcza bilateralnych, między państwami członkowskimi Sojuszu. Decyzja jest ogłoszona dopiero wtedy, kiedy w sprawie nowego sekretarza generalnego panuje konsensus.

środa, 24 września 2008

Kaczyński na konferencji NATO Foreign Policy Association w USA

2008-09-24
NATO to eksporter stabilizacji i pokoju

Przebywający na sesji Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku Prezydent Lech Kaczyński wziął udział w konferencji Foreign Policy Association.

Treść jego wystąpienia podczas konferencji:

„Mam mówić dzisiaj o NATO, o wyzwaniach z tym związanych, o których można było mówić z większą łatwością i lekkością jeszcze pół roku temu, może nawet trzy miesiące temu, ale nie dziś. Szanowni Państwo, przed wielu laty, o czym przed chwilą Państwo zostaliście przez Pana Prezesa poinformowani, byłem w Polsce kimś w rodzaju odpowiednika Doradcy Prezydenta Stanów Zjednoczonych do spraw bezpieczeństwa. To były lata odległe. Wraz z swoim bratem należałem do nielicznych polityków, którzy postawili przed Polską cel: wejście do NATO. Były to pierwsze lata niepodległości. Nie mieliśmy wtedy łatwo ani w naszym kraju, gdzie krążyły naiwne opinie naiwne o roli Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy Europejskiej, mówiono wręcz, choć w Polsce rzadko, ale w sąsiednich krajach częściej, o likwidacji NATO, które jest już niepotrzebne wraz z rozpadem systemu komunistycznego, bo przecież dla obrony przed tym systemem powstało w roku 1949. Nie mieliśmy łatwo, ale w ciągu dwóch lat nasza koncepcja stała się już obowiązującą, także dla partii postkomunistycznej w naszym kraju w roku 1993. Nie mieliśmy też łatwo, ponieważ po Waszej stronie początkowo byli i przeciwnicy, były podobno, nie jestem w stanie powiedzieć na ile to prawda, zobowiązania wobec ostatniego prezydenta i pierwszego sekretarza komunistycznej partii Związku Radzieckiego Michaiła Gorbaczowa, co do tego, że Polska wprawdzie nie będzie dalej w Układzie Warszawskim, który uległ rozwiązaniu, ale też nigdy nie będzie w NATO. W Polsce była żywa koncepcja, nie wiem na ile agenturalna, że Polska powinna być czymś pośrodku. Zachodnia część naszego, w porównaniu z Ameryką bardzo małego, ale jak na Europę dużego kraju, miała być bardziej pod wpływami zachodnioniemieckimi, wschodnia - rosyjskimi, bo jeszcze wtedy de nomine Związek Radziecki istniał, choć były to ostatnie wręcz miesiące jego istnienia. I tu wygraliśmy. Krok po kroku przekonywaliśmy administrację amerykańską do tego, że NATO powinno zostać poszerzone i poszerzone zostało. Dziś jesteśmy w NATO od dziewięciu lat. Chciałem skorzystać z okazji, żeby obecnemu na tej sali głównemu negocjatorowi Polski, a obecnemu ambasadorowi przy Narodach Zjednoczonych panu Andrzejowi Towpikowi serdecznie podziękować.

Tak, ten dzień w 1999 roku był dla mnie wielkim dniem, choć byłem wtedy poza polityką, przedstawiając mnie Pan Prezes ominął lata 1995-2000, gdy wróciłem na uniwersytet, czyli do swojego zawodu. Dlaczego? Bo już na początku lat dziewięćdziesiątych mówiliśmy, że struktury bezpieczeństwa na świecie dzielą się na miękkie i twarde. I jedyną istniejącą twardą strukturą bezpieczeństwa jest NATO. I tylko NATO jest w stanie zapewnić, nie idealne, bo nic idealnego na tym świecie nie ma, ale pewne bezpieczeństwo. I to osiągnęliśmy. NATO zostało poszerzone, nie tylko zresztą o nasz kraj. Ale problemy się nie skończyły. Powstaje pytanie, dlaczego się nie skończyły? Myślę, że głównym powodem jest to, że świat i mechanizmy jego działania okazały się nieporównanie bardziej skomplikowane, niż to wydawało się na początku lat dziewięćdziesiątych. Wtedy wybitny politolog i socjolog amerykański Fukuyama mówił o końcu historii. Historia jednak jakoś się nie chce skończyć. W ogóle się nie kończy i stawia przed nami coraz to nowe problemy. W tym i problem bezpieczeństwa w różnych wymiarach: międzypaństwowym, a także tym związanym z działalnością terrorystyczną. To są dwa główne problemy, dla których NATO jest w dalszym ciągu potrzebne.

Pozwólcie Państwo, że skupię się najpierw na sprawach międzypaństwowych. Tu głównym problemem dla NATO, które jest organizacją szeroką, ale jednak regionalną, chciałem przypomnieć, choć region to bardzo wielki, jak na nasz świat, stały się przemiany naszego rosyjskiego partnera. Rosja przeżywała w latach dziewięćdziesiątych okres, nie pierwszy w swej historii, który nosi nazwę „Smuta”. Okres dezintegracji nie tylko Związku Radzieckiego, ale i Rosji, Federacji Rosyjskiej jako takiej. Olbrzymiego osłabienia władzy centralnej. Olbrzymiego wzrostu przestępczości, wręcz prawie przestępczych rządów w pewnych okresach, nie w skali kraju, ale poszczególnych regionów. Rosja przeżywała więc olbrzymie trudności. Nie przestała być podmiotem prawa międzynarodowego, istotnym graczem, ale jej rola gwałtownie spadła. Państwa, które wyłoniły się z dawnego Związku Radzieckiego na ogół pozostawały w ręku dawnych komunistycznych przywódców, takich, którzy byli, można powiedzieć, mocno znacjonalizowani, jeżeli chodzi o swoje narody. Mocno związanych z ich obyczajowością, często niezwykle odmienną od naszej europejskiej, często ze światem, który jest światem klanowym po prostu, bo to się w wielu tych krajach zdarza, ale mieli przeszłość komunistyczną. Nie stanowili dla ówczesnej Rosji szczególnego zagrożenia, chociaż wykazywali tendencję do samodzielności. Okres „Smuty” w Rosji się skończył nawet nie z chwilą, gdy władzę w Rosji przejął prezydent Putin. W moim przekonaniu zaczął się kończyć już nieco wcześniej, w ostatnich latach pełnienia funkcji prezydenta, bo może nie wykonywania władzy, ale pełnienia funkcji przez prezydenta Jelcyna, dziś już nieżyjącego jak wiemy. I wtedy zaczęła się odradzać tendencja, która zresztą nigdy do końca nie wygasła, to jest bajka, że ona wygasła kiedykolwiek, do odbudowy imperium, które pracowicie było budowane od niewielkiego księstwa w wieku XV, Księstwa Moskiewskiego, przedtem ważniejsze jeszcze było Twerskie, a przecież historyczną stolicą tak zwanej Rusi jest Kijów, jeszcze z wieków średnich, aż po państwo, które sięgało od granic zachodniej części dzisiejszej centralnej Polski, aż po Alaskę, po część Stanów Zjednoczonych. Alaska została jak wiadomo sprzedana przez Rosjan. Część Waszego kraju należała do Rosji przez dłuższy okres. A były także próby, jeżeli chodzi o Kalifornię. To też trzeba pamiętać, były takie próby. Ta tendencja imperialna zaczęła się powoli odradzać w różnych formach i jej przyczyny są bardzo skomplikowane. Myślę, że podstawowa to coś, co jest zapisane w tradycji danego narodu i państwa, w tradycji relacji między władzą a społeczeństwem, to w Rosji ma olbrzymie wręcz znaczenie. To tradycja zupełnie odmienna niż ta transatlantycka. W końcu także tym, że nowa elita władzy, która się wyłoniła po komunizmie, jest elitą wywodzącą się z komunistycznego aparatu. W pierwszym rzędzie z jego części siłowej. Mówię tutaj o wywiadzie i kontrwywiadzie cywilnym, a także służbie bezpieczeństwa, to jest KGB oraz o GRU to jest służbie wywiadu wojskowego. Według niektórych obliczeń aż siedemdziesiąt osiem procent części dzisiejszej rosyjskiej elity władzy ma to pochodzenie, jeżeli nawet przyjmiemy, że te dane są przesadzone, to i tak jest to tendencja, jeżeli chodzi o pochodzenie aparatu, dominująca. Ten aparat został jakoś wychowany, podlegał pewnej indoktrynacji, prezentowano mu pewien świat wartości. Z reguły ci ludzie pochodzili na ogół ze środowisk plebejskich, i pod tym względem kształtowała ich nie rodzina, tylko szkoła, uniwersytet a później szkoły KGB czy GRU. Ta mentalność pozostaje, a to nie jest mentalność państwa obywatelskiego, ale państwa, którego cele przede wszystkim mają charakter zewnętrzny, prestiżowy. A do tego jeszcze dołączyła się jedna sprawa – własność, której w Rosji przedtem nie było na skalę nieporównanie większą niż na przykład w również niby komunistycznej Polsce. Tutaj nie ma porównania, Polska pod tym względem przez Rosjan zawsze była uważana za kraj w istocie zaledwie pół socjalistyczny. Tam maleńka budka, w budce łatacz butów, to był czasnyj, to był wróg ludu. Sam to widziałem przed czterdziestu laty w Rosji. Powtarzam, żył z łatania butów, a miał takie prawo, bo był chory psychicznie. Tak wyglądała w Rosji własność i pamiętajcie Państwo, że do dzisiaj w Rosji o własności decyduje władza. W środę można być właścicielem, a w czwartek przestać nim być, bo władza tak zadecydowała. To jest jedno z największych nieporozumień, zarówno europejskich w pierwszym rzędzie, ale w dużym stopniu i amerykańskich przedsiębiorców, amerykańskich korporacji, że mylą pojęcie własności europejsko - amerykańskiej i pojęcie własności tam.

Do czego prowadzi to wszystko, o czym mówię? Do tego, że odrodzenie się tendencji imperialnej było rzeczą niejako naturalną, naturalnym dążeniem rosyjskiej elity. Jak ono jest realizowane? Tu trzeba sobie powiedzieć jasno: Rosjanie stworzyli wielką kulturę i Rosjanie mają olbrzymią ilość wad, ale są oni genialnymi politykami. Sam przed wielu laty myślałem, że kiedy Polska będzie w NATO, kiedy Polska będzie także w Unii Europejskiej, ale nie o tym dzisiaj mowa, to będziemy mieli za plecami twardą ścianę, krótko mówiąc będziemy zupełnie bezpieczni, ale nie jest tak, bo Rosjanie potrafili stworzyć receptę, zarówno na wpływy w Unii Europejskiej, w stopniu dużo większym, jak i w NATO, w stopniu dużo mniejszym, ale również. Inaczej mówiąc, dzisiaj sam fakt przynależności do tych dwóch organizacji przed Rosyjskimi wpływami nadmiernymi, bo Rosja jak każdy kraj ma prawo też do swoich wpływów, wcale nie chroni.

Można zapytać w takim razie, dlaczego jestem takim entuzjastą NATO? Jak już mówiłem, nic lepszego nie ma. Moja definicja NATO, to eksporter względnej stabilizacji i pokoju, pewny eksporter. W każdym razie w dziewięćdziesięciu pięciu procentach pewny. Jakie tu podam przykłady? Grecja i Turcja należą do NATO, wiemy jakie są ich historyczne stosunki. Znamy sprawę Cypru. Mogę dzisiaj tutaj zapewnić państwa, że gdyby obydwa te kraje nie były w NATO, mielibyśmy między nimi co najmniej dwie wojny w ciągu ostatnich dziesięcioleci. Kto by wygrał? Nie wiadomo, ale te wojny by były. Stosunki są napięte. Spór nieuchylalny można powiedzieć, trudno go rozwiązać, ale wojen jednak nie ma. Dlatego też jestem tak gorącym zwolennikiem rozszerzania NATO, rozszerzania jego odpowiedzialności. Dlatego tak bardzo chcę, żeby Ukraina, Gruzja do NATO należały.

Przejdźmy teraz do sprawy konkretnej, do kryzysu gruzińskiego, bo o tym kryzysie mówiłem na początku kiedy powiedziałem, że gdybym przemawiał tutaj kilka miesięcy wcześniej, to byłbym w innej sytuacji. Kryzys gruziński ma różne aspekty, ale cytując człowieka, z którym na ogół się nie zgadzam, choć ma wielkie zasługi w walce z komunizmem, jednego z moich rodaków, mogę powiedzieć, że w Gruzji Rosja pokazała taką twarz, jaką chciała pokazać. To nie był zbieg okoliczności. „My możemy, a Wy jesteście bezradni”. Kto to są Wy? Wy to jest cały Zachód. Niestety w tym przypadku i Unia, i NATO. Dlaczego wykazałem tam, wraz ze swoimi przyjaciółmi z państw bałtyckich: Litwy, Łotwy, Estonii, także z Ukrainy, ten stopień determinacji? Dlatego, że byłem przekonany, że planem maksymalnym Rosjan jest usunięcie władzy Saakaszwilego, to był plan maksymalny, bo tam zawsze są warianty i w zrealizowaniu tego planu zdołaliśmy się wspólnie przeciwstawić. Oczywiście Polska jest za słaba, żeby być tutaj głównym graczem, ale była graczem istotnym. Władza nie została usunięta. Żelazna zasada integralności terytorialnej została w sposób bardzo śmiały naruszona i o to właśnie chodziło. „Wy jesteście bezradni” - jakie to ma znaczenie z punktu widzenia geopolitycznego? Otóż dla Europy, a także dla Stanów Zjednoczonych nie rejon Gruzji, ona służy tylko jako droga, ale Azerbejdżanu, dzisiaj na pewno, a Kazachstanu być może jutro, to samo dotyczy Turkmenistanu, to olbrzymie zasoby gazu i ropy naftowej. Tego, co jest nie wspominanym jeszcze dotąd przeze mnie potężnym narzędziem w ręku Rosji. Była szansa na doprowadzenie tego do Europy, do europejskich portów, a więc być może i dalej, z ominięciem Rosji. Dziś ta szansa została w sposób znaczny zmniejszona. Trzeba tego niezmiernie żałować. A czy był na to sposób? Tak. Determinacja przede wszystkim ze strony NATO. Dlaczego mówię o NATO, a nie o Unii Europejskiej? Po pierwsze są to organizacje o innym charakterze. NATO jest organizacją o charakterze polityczno-obronnym i przestrzegam przed koncepcją, o której słyszałem na posiedzeniach Rady NATO, nie będę w tej chwili mówił, kto jest wygłaszał, ale wielcy tego świata, choć nie ze Stanów Zjednoczonych je wygłaszali, że NATO powinno być tylko organizacją polityczną, NATO powinno wracać do celów obronnych. NATO to jest organizacją, poprzez, którą realizuje się odpowiedzialność Waszego kraju, Tak się złożyło, że dziś jednoznacznie najpotężniejszego na świecie, za bezpieczeństwo światowe. NATO to też jest organizacja, poprzez którą państwa europejskie powinny realizować swoją dużą, coraz większą część odpowiedzialności.


I tutaj przechodzimy do kolejnej sprawy, o której chciałem powiedzieć kilka słów. Mianowicie, współpraca Stanów Zjednoczonych w ramach NATO. W Unii Europejskiej istnieje taka tendencja, i to bardzo silna, która polega na tym, aby skolektywizować przynależność państw Unii Europejskiej, które jednocześnie należą do NATO. To nie są wszystkie państwa, jest kilka wyjątków, czyli państw, które są w Unii a do NATO nie należą i do tego nie chcą należeć. Tylko też musicie tutaj zrozumieć postawę mojego kraju, a szczególnie postawę rządu z lat 2005-2007, a także moją osobistą, otóż my nie chcemy do końca kolektywizować przynależności państw Unii Europejskiej do NATO. Ta kolektywizacja, bowiem powoduje dominację najsilniejszych państw europejskich, a te państwa dzisiaj wykazują postawę w tej sferze, w której istnieją zagrożenia, które bym określił jako postawę niezwykle wręcz umiarkowaną. Niezwykle wręcz miękką. I dlatego też nie jest w interesie Stanów Zjednoczonych, ale także nie jest w interesie mojego kraju to, aby ta przynależność była nadmiernie kolektywizowana. Europa powinna brać coraz większą odpowiedzialność za bezpieczeństwo. Powiem otwarcie, wysiłek obronny Europy jest zbyt mały. Tak, to prawda. To jest jeden problem, droga do jego zwiększenia nie idzie poprzez kolektywizację przynależności do NATO. To oznacza faktycznie, przy całym moim szacunku i przyjaźni, decydowanie przez dwa państwa: Niemcy i Francję. Ich postawa jest znana. Przy całym szacunku i przy tym, co chciałem podkreślić, że to są bliscy sojusznicy mojego kraju.

Przy okazji trzy słowa o tym, co my w Polsce, ja osobiście, były premier uważają za wielkie zwycięstwo, a mianowicie o zawarciu umowy o tarczy między Polską a Stanami Zjednoczonymi. Poprzedni rząd, rząd mojego brata był całkowicie zdeterminowany w tej sprawie. Następny miał wątpliwości. Zwyciężyliśmy, jest ta umowa. Jest ta umowa i tą właśnie umowę uważam za przejaw czegoś jeszcze innego. Nawet NATO w niektórych przypadkach ze względów, nazwijmy to biurokratycznych, zawodzi. Tu jedyną szansą na to, żeby powstały początki tego systemu obrony antyrakietowej, którego celem jest tym razem walka z terroryzmem, były bilateralne stosunki między Stanami Zjednoczonymi a Polską i między Stanami Zjednoczonymi a Republiką Czeską. O tym też trzeba pamiętać, że są jeszcze sprawy, w których trzeba wyjść do stosunków bilateralnych a nie działać nawet przez NATO, bo tego rodzaju działanie jest najskuteczniejsze. Czy ja potrafię odpowiedzieć, jaka jest tu recepta, co tak, a co nie? Nie, bo to zależy od konkretnego przypadku, w tym przypadku zasada relacji bilateralnych okazała się zasadą zdecydowanie najskuteczniejszą.

Szanowni Państwo, można zadać pytanie, co by było gdyby Gruzji przyznano MAP? Tak samo jak Ukrainie, ale w tej chwili nie o Ukrainę chodzi. Otóż, w moim przekonaniu operacji osetyńsko - abchaskiej by nie było. Jest koncepcja, wczoraj się z nią zetknąłem, że byłaby to największa kompromitacja NATO. Nie, nie byłoby prawie na pewno takiej kompromitacji, daję na to dziewięćdziesiąt procent, bo nie byłoby okazji do tego, żeby się skompromitować. Działania rosyjskie na pewno nie zaniechane w tym sensie, że nie byłoby żadnych działań wobec Gruzji, miałyby jednak zupełnie inny charakter. I to też jest w moim przekonaniu kolejny dowód na to, że musimy mieć odwagę w poszerzaniu, bo to jest zgoda nie tylko Stanów Zjednoczonych, chociaż klucz jest oczywiście w Waszyngtonie, ale zgoda wszystkich państw do NATO należących. To jest niejako moje główne przesłanie, jeżeli chodzi o NATO. Oczywiście każdy kraj, który przystępuje, musi spełnić pewne warunki elementarnej demokracji i elementarnego wysiłku militarnego. Nie ma przynależności do NATO i powiedzenia: to my w tej chwili własnych sił zbrojnych nie musimy rozwijać, zaoszczędzimy sobie, Amerykanie, czy ktoś inny zrobi to za nas. Taka postawa, nieobca niektórym krajom, jest postawą całkowicie fałszywą. W świetle zdarzeń gruzińskich, które są sytuacją jednostkową, ale niezwykle istotną, bo jak mówiłem jest to klucz do całej środkowej Azji, sytuacja wymaga zmiany sposobu myślenia w NATO, a myślę że i w Unii Europejskiej. Zmiany, która idzie dzisiaj z olbrzymią trudnością, która jest drogą kamienistą i prowadzącą niezwykle ostro do góry. Moje, niestety niemałe już życiowe doświadczenie, wskazuje, że o taką zmianę sposobu myślenia trzeba walczyć, że to, co dzisiaj mówi jedna osoba, jutro powiedzą cztery, a pojutrze czterdzieści, czyli w tym gremium większość i mogę zapewnić Państwa, że niezależnie od tego, że nie zawsze przysparza mi to popularności, a często przysparza wiele bólu, ja tą walkę będę, w ramach tego, co mi dał Bóg, czyli roli Prezydenta dość dużego państwa europejskiego, ale średniego w skali świata, będę starał się pełnić, bo mam obawy.

Nie mówiłem dzisiaj o innych obawach związanych ze sprawą Chin, z relacją między południem a północą, ze sprawą ekspansji fundamentalizmu muzułmańskiego, czyli świata, który całkowicie zmienia naszą cywilizację. Tutaj na sali widzę olbrzymią ilość Pań i bardzo się cieszę z tego, ale gdyby fundamentalizm muzułmański zatriumfował nie widziałbym tutaj na sali żadnej z Pań, to jest całkowita, można powiedzieć zmiana cywilizacji. To są wszystko też niebezpieczeństwa, ale nie myślę w tej chwili w skali globalnej, myślę w skali wielkiego regionu, gdzie może dojść do napięć, bo wierzenie, że zaspokojenie czyichś imperialnych potrzeb, spowoduje, że się zatrzyma i uspokoi jest po prostu wierzeniem w cuda. Wolno wierzyć w cuda, ludzie, którzy są chrześcijanami nawet powinni w nie wierzyć. Tylko cuda zdarzają się niezmiernie rzadko.”

czwartek, 3 kwietnia 2008

Ukraina i Gruzja potrzebują naszego wsparcia

Rozmawiała w Brukseli Dominika Pszczółkowska
2008-04-02, ostatnia aktualizacja 2008-04-01 17:08

Jeśli na szczycie NATO nie wyślemy Ukrainie i Gruzji wystarczająco mocnego przesłania, to Moskwa uzna, że może silniej naciskać na sąsiadów - mówi Ron Asmus*

Zobacz powiekszenie
Dominika Pszczółkowska: Tuż przed szczytem NATO nadal nie wiadomo, czy Ukraina i Gruzja wejdą do planu na rzecz członkostwa (MAP). Czy jest jeszcze szansa, że NATO powie „tak”?

Ronald Asmus*: Gdybym miał stawiać pieniądze w Las Vegas, obstawiałbym, że do MAP-u nie wejdą. NATO jest w tej sprawie podzielone.

Szykuje się nerwowy szczyt.

- Ten szczyt będzie dla Sojuszu punktem zwrotnym. Chodzi nie tylko o MAP, lecz o to, czy Sojuszowi uda się dokonać strategicznej zmiany w sposobie myślenia i nakreślić nową wizję organizacji.

To także pytanie o granice Europy. Jedni chcą włączyć do tej wizji Ukrainę i Gruzję, inni opowiadają się jedynie za dokończeniem ostatniej rundy rozszerzania NATO i UE o zachodnie Bałkany. Pytanie brzmi: czy Bukareszt będzie ostatnim szczytem lat 90., czy pierwszym, podczas którego nakreślimy nową wizję? Możemy być ambitni, śmiali, myśleć wielkimi kategoriami lub być minimalistyczni.

To także pytanie o zasady: czy nadal wierzymy, że każdy ma prawo swobodnie wybierać sobie sojuszników? Czy może godzimy się na rosyjską teorię stref wpływów?

Czy jeśli NATO nie przyzna Ukrainie i Gruzji MAP-u, to wyśle sygnał, że godzi się na rosyjskie warunki?

- Nie sądzę, by był to dowód, że Zachód poszedł na jakiś tajny układ z Rosją. Będzie to raczej dowód braku zdecydowania w samym Sojuszu. Co nie zmienia faktu, że Rosja daje bardzo jasne sygnały, że im bliżej Sojusz będzie się zbliżał do jej granic, tym bardziej Moskwa będzie się temu sprzeciwiać. Rosja jest silniejsza niż dziesięć lat temu, gdy do NATO wchodziła Polska.

Dlaczego kraje Europy Zachodniej sprzeciwiają się przyjęciu Ukrainy i Gruzji?

- Ukraina trzykrotnie miała już względnie demokratyczne wybory. Ma armię, która mogłaby wnieść prawdziwy wkład do NATO. Problemem jest tam jednak brak poparcia społecznego dla członkostwa. Istnieją wątpliwości, czy społeczeństwo i elity ukraińskie na dobre zdecydowały się na kierunek prozachodni.

Z kolei w Gruzji poparcie dla członkostwa w NATO sięga 75 proc., ale można wątpić, czy powiedzie się tam demokratyczny eksperyment. W grę wchodzi też kwestia zamrożonych konfliktów w Abchazji i Południowej Osetii.

Protesty Moskwy mają tu większy wpływ niż wtedy, gdy do Sojuszu wchodziła Polska?

W sprawie przyjęcia Polski mieliśmy solidny sojusz amerykańsko-niemiecki. Teraz nie ma zgody ani w Niemczech, ani we Francji, ani w Wielkiej Brytanii.

Czy jest jakiś plan rezerwowy, który NATO może zaoferować tym dwóm krajom zamiast MAP-u?

- Te kraje potrzebują dwóch rzeczy - symbolicznego objęcia ze strony Zachodu i konkretnej pomocy. Bez tego pierwszego mogą stracić nadzieję i się poddać, bez drugiego będzie im trudno. Jest także niebezpieczeństwo, że jeśli nie wyślemy wystarczająco mocnego przesłania, Moskwa uzna, że może silniej naciskać na sąsiadów.

MAP oczywiście byłby takim symbolem. Nie jest jednak jedynym, można podjąć jakieś inne ważne kroki. Miejmy nadzieję, że tak się stanie.

Minister obrony RP Bogdan Klich twierdzi, że przyszłoroczny, jubileuszowy szczyt NATO będzie ostatnią okazją, by otworzyć się na Ukrainę...

- Wasz minister jest moim dobrym przyjacielem, ale tu się z nim nie zgadzam. Szczyt w Bukareszcie jest ostatnim dla odchodzącego prezydenta USA. Cała trójka kandydatów na prezydenta - Hillary Clinton, Barack Obama i John McCain - publicznie poparła MAP dla Ukrainy i Gruzji. Nowa osoba na czele Ameryki może mieć świetną okazję, by zbudować konsensus wokół tej sprawy.

* Ron Asmus jest byłym wysokim rangą urzędnikiem w administracji Billa Clintona, a obecnie dyrektorem biura German Marshall Fund w Brukseli

Źródło: Gazeta Wyborcza

Nie ma porozumienia NATO ws. MAP dla Ukrainy i Gruzji

ulast, PAP
2008-04-02, ostatnia aktualizacja 2008-04-03 08:33
Zobacz powiększenie
Prezydent Lech Kaczyński z prezydentem Rumunii Traian Basescu (po lewej) i sekretarzem generalnym NATO Jaapem de Hoop Schefferem
Fot. BOGDAN CRISTEL REUTERS

Uczestnicy szczytu NATO w Bukareszcie nie zdołali osiągnąć porozumienia w sprawie objęcia Ukrainy i Gruzji Planem Działań na rzecz Członkostwa (MAP) - podały w środę źródła dyplomatyczne. Prezydent Lech Kaczyński zapowiadał wcześniej, że o włączenie Ukrainy i Gruzji do Planu Działań na rzecz Członkostwa w NATO rozegra się twarda walka. Zapewniał, że Polska będzie o to walczyć razem ze Stanami Zjednoczonymi. Głównymi przeciwnikami zaproszenia do NATO są Niemcy i Francja.

Zobacz powiekszenie
Fot. BOGDAN CRISTEL REUTERS
Szczyt NATO w Bukareszcie. Na zdjęciu (od lewej) prezydent Rumunii Traian Basescu, kanclerz Niemiec Angela Merkel i sekretarz generalny NATO Jaap de Hoop Scheffer
- Stanowisko Niemiec nie zmieniło się - powiedział Reuterowi zachowujący anonimowość dyplomata po tym, gdy na roboczej kolacji przywódcy 26 państw Sojuszu Północnoatlantyckiego dyskutowali nad jego rozszerzeniem.

Jeszcze przed szczytem kanclerz Niemiec Angela Merkel zadeklarowała, iż jej zdaniem oferowanie MAP obu tym państwom byłoby przedwczesne.

Kaczyński: spodziewam się bardzo znacznego postępu

Zdaniem prezydenta Kaczyńskiego, który uczestniczy w szczycie, w odniesieniu do Ukrainy i Gruzji nastąpi "bardzo znaczny postęp", ale nie wiadomo czy będzie to Plan Działań na rzecz Członkostwa w Sojuszu (MAP).

Prezydent pytany, dlaczego przywódcom państw NATO dotychczas nie udało się osiągnąć porozumienia w sprawie MAP-u dla Ukrainy i Gruzji, odpowiedział, że "jeszcze w tej chwili nic się nie stało".

Lech Kaczyński powiedział, że kilkanaście państw opowiada się za MAP-em dla tych państw, a kilkanaście pozostaje przeciwnych, zapowiadając jednak szukanie kompromisowej propozycji. - Ale znaczna grupa państw - w tym i Polska - będzie nadal dążyła do osiągnięcia sukcesu.

Prezydent dodał, że jego zdaniem MAP jest jedynym dobrym rozwiązaniem, dla Ukrainy i Gruzji, a wszelkie inne propozycje "byłyby bardzo złe".

Czwartek jest drugim dniem bukaresztańskiego szczytu państw NATO.

MAP dla Ukrainy i Gruzji to kwestia czasu

Po kolacji szefów państw i rządów kończącej pierwszy dzień szczytu NATO, rzecznik powiedział, że dyskusja w sprawie MAP dla Gruzji i Ukrainy będzie kontynuowana w czwartek, a przy podejmowaniu decyzji sojusznicy będą się kierować kilkoma zasadami.

- Po pierwsze, drzwi NATO są otwarte, także dla Ukrainy i Gruzji. Jest też zgoda, że plan działań na rzecz członkostwa nie oznacza członkostwa. Po trzecie, żadna strona trzecia spoza Sojuszu nie ma prawa veta wobec decyzji NATO. Była bardzo wyraźna zgoda, że jakiekolwiek decyzje o członkostwie i planie działań na rzecz członkostwa będą podejmowane wyłącznie przez kraje aspirujące do członkostwa i przez obecnych 26 państw członkowskich - powiedział.

- Ogólny sens był taki, że MAP dla Gruzji i Ukrainy jest kwestią nie tego "czy", lecz "kiedy". Była co do tego zgoda. Na tej podstawie będzie kontynuowana dyskusja - dodał. Zapewnił, że sojusznicy wyjadą z Bukaresztu "całkowicie zjednoczeni" w odniesieniu do aspiracji członkowskich Gruzji i Ukrainy.

Rosja przeciwna Ukrainie i Gruzji w NATO

Zdecydowanie przeciwna rozszerzeniu NATO na Ukrainę i Gruzję jest Rosja, traktująca to jako wtargnięcie w sferę jej historycznych wpływów. Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow mówił w środę, że Moskwa "nie pozostawi bez odpowiedzi" rozszerzenia NATO. - Nie zostanie to pozostawione bez odpowiedzi. Wszelako reagować będziemy pragmatycznie - podkreślił Ławrow, odpowiadając na pytania deputowanych w Dumie Państwowej.

- Nie jak mali chłopcy w szkole, którzy pogniewali się, że ktoś im dokuczył, trzasnęli drzwiami i wybiegli z klasy, by później rozpłakać się gdzieś w kącie" - dodał szef rosyjskiego MSZ.

Kaczyński krytykuje Niemcy w sprawie wejścia Ukrainy i Gruzji do NATO

Prezydent Lech Kaczyński zarzucił pośrednio Niemcom zapominanie o ich własnej historii, czego przejawem ma być opór Berlina wobec szybkiego przyjęcia Ukrainy i Gruzji do NATO - napisała agencja dpa, powołując się na dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung". Gazeta cytuje list, wysłany przez Kaczyńskiego do przywódców pozostałych 25 państw NATO.

Jak wskazał polski prezydent, Republika Federalna Niemiec została w 1955 roku przyjęta do Sojuszu Północnoatlantyckiego, choć jej granice nie były uznane przez wszystkie państwa europejskie, a sytuacja w Berlinie groziła konfrontacją zbrojną na niewyobrażalną skalę.

Mimo wątpliwości o nieporównywalnie większej skali i zagrożeń, wypływających z międzynarodowej sytuacji politycznej, Sojusz Północnoatlantycki podjął "odważną decyzję". Był to najważniejsza decyzja o rozszerzeniu, jaką kiedykolwiek podjął.

"Wspomnienie tego doświadczenia podkopuje argumentację tych, którzy są przeciwni objęciu Ukrainy i Gruzji Planem Działań na Rzecz Członkostwa (ang. MAP)" - napisał prezydent Kaczyński.

Zgoda na zaproszenie Chorwacji i Albanii do członkostwa

Uczestnicy szczytu NATO w Bukareszcie zgodzili się wystosować do Chorwacji i Albanii zaproszenia do członkostwa w Sojuszu Północnoatlantyckim.

"Na razie Grecja odmawia zgody na wejście Macedonii, zatem Chorwacja i Albania będą pierwsze" - powiedział Moratinos hiszpańskim dziennikarzom po roboczej kolacji.

Sekretarz generalny Sojuszu Jaap De Hoop Scheffer zadeklarował jeszcze w poniedziałek, że członkostwo tych trzech krajów bałkańskich "będzie ważnym elementem w zaprowadzeniu stabilizacji w regionie".

Zaproszenie Macedonii zawieszone po proteście Grecji

Grecja zawetowała jednak w Bukareszcie zaproszenie dla Macedonii, od której żąda zmiany jej oficjalnej nazwy - takiej samej, jak nazwa wysuniętej najbardziej na północ greckiej prowincji.

wtorek, 1 kwietnia 2008

Bush: ''Chcemy Ukrainy w NATO''. Wbrew Rosji, Niemcom i Francji

tan, gazeta.pl, PAP
2008-04-01, ostatnia aktualizacja 2008-04-01 14:11

Stany Zjednoczone jednoznacznie popierają włączenie Ukrainy i Gruzji do Planu Działań na Rzecz Członkostwa w NATO (ang. MAP) i nie zrezygnują z tego nawet w zamian za zgodę Rosji na rozmieszczenie systemu antyrakietowego w Polsce iCzechach - oświadczył we wtorek w Kijowie prezydent USA George W. Bush.

Zobacz powiekszenie
Fot. GLEB GARANICH REUTERS
Wiktor Juszczenko i George Bush w Kijowie.
Zobacz powiekszenie
Fot. KEVIN LAMARQUE REUTERS
Siedziba prezydenta Ukrainy w Kijowie.
Zobacz powiekszenie
Fot. KEVIN LAMARQUE REUTERS
Konferencja prasowa obu prezydentów.
- Popieramy MAP dla Ukrainy i Gruzji. Będę przekonywał, by podobną decyzję podjęli inni członkowie NATO podczas szczytu w Bukareszcie (2-4 kwietnia) - oświadczył Bush podczas konferencji prasowej z prezydentem Ukrainy, Wiktorem Juszczenką.

Zdaniem amerykańskiego prezydenta członkostwo Ukrainy i Gruzji w NATO będzie dla Sojuszu Północnoatlantyckiego korzystne.

- Jestem przekonany, że członkostwo Ukrainy i Gruzji będzie korzystne dla NATO. Wszystko okaże się w Bukareszcie, ale moja wizyta tutaj w Kijowie, pokazuje, że robię to, co uważam za słuszne - powiedział.

Bush odniósł się w ten sposób do stanowiska Niemiec i Francji, które sprzeciwiają się przyjęciu dwóch byłych republik radzieckich do MAP, obawiając się pogorszenia stosunków z Rosją.

Rosja bez prawa głosu

Amerykański prezydent dodał, że Moskwa "nie będzie miała prawa weta" na szczycie NATO w Bukareszcie, który ma zdecydować, czy Ukraina i Gruzja zostaną kandydatami do NATO. Podkreślił także, że Rosja nie powinna "bać się" zbliżenia Kijowa z sojuszem.

- Ukraina i Gruzja powinny być włączone do MAP. Powiedziałem to (prezydentowi Rosji Władimirowi) Putinowi w rozmowie telefonicznej - oświadczył Bush.

Odnosząc się do kwestii amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Polsce i Czechach, której budowie sprzeciwia się Rosja, Bush zauważył, że "jeszcze dużo pracy trzeba", by rozwiać zastrzeżenia Moskwy.

Zapytany, czy na spotkaniu Busha z Putinem w ten weekend w Soczi, może dojść do porozumienia w sprawie tarczy, prezydent USA odparł: "Nie wiem, czy w Soczi, ale szanse się zwiększają".

Ważna misja Polski

Prezydent Juszczenko wyraził we wtorek nadzieję, że "przyjaciele Ukrainy" w Unii Europejskiej, będący jednocześnie członkami NATO, zdołają przekonać przeciwników włączenia Kijowa do MAP do zmiany swego stanowiska.

To właśnie Polska jest i była jednym z głównych orędowników przyjęcia Ukrainy do struktur NATO. Zarówno obecny prezydent, jak i poprzedni, aktywnie działali na arenie europejskiej i międzynarodowej lobbując na rzecz włączenia Ukrainy w struktury Sojuszu.

- Mamy nadzieję, że podczas szczytu NATO w Bukareszcie odpowiedź na nasze starania będzie pozytywna - powiedział Juszczenko. Po raz kolejny podkreślił, że zbliżenie Ukrainy z NATO nie stanowi zagrożenia dla jakiegokolwiek państwa, w tym także Rosji. Zaznaczył, że ostateczna decyzja w sprawie członkostwa w NATO zapadnie w drodze referendum.

- Gdy wyjaśnimy narodowi misję bezpieczeństwa zbiorowego (...) i dlaczego powinniśmy się do niej przyłączyć, zapewniam was, że ukraiński naród podejmie pozytywną decyzję dotyczącą przyłączenia Ukrainy do NATO - podkreślił.

Rosja straszy kryzysem

Wejście Ukrainy do NATO wywołałoby "głęboki kryzys" w relacjach między Kijowem i Moskwą - oświadczył we wtorek rosyjski wiceminister spraw zagranicznych Grigorij Karasin.

- Wejście Ukrainy do NATO pociągnie za sobą głęboki kryzys w stosunkach rosyjsko-ukraińskich, co będzie miało negatywny wpływ na europejskie bezpieczeństwo - oświadczył Karasin w rosyjskim parlamencie.

- Przystąpienie Kijowa do NATO - jeśli do niego dojdzie - będzie wymagało zmiany priorytetów w realizacji naszej strategii bezpieczeństwa - dodał wiceminister, nie podając, czy reakcja Moskwy miałaby charakter dyplomatyczny, czy też wojskowy.

Także przewodniczący Dumy (niższej izby rosyjskiego parlamentu) Borys Gryzłow powiedział, że jest "przeciwny" wejściu Ukrainy do sojuszu atlantyckiego.

- Zbliżenie się NATO do naszych granic to sytuacja niedopuszczalna i zrobimy wszystko, by do tego nie doszło - ostrzegł Gryzłow. On także nie sprecyzował, jaka byłaby reakcja Moskwy.