środa, 12 września 2007

Rosja: dymisja rządu Michaiła Fradkowa

Michał Gwiazdowski, jas
2007-09-12, ostatnia aktualizacja 2007-09-12 17:27

Premier Federacji Rosyjskiej Michaił Fradkow oddał się dziś wraz z całym gabinetem do dyspozycji prezydenta. Michaił Fradkow był premierem Rosji od marca 2004r., zastąpił na tym stanowisku Michaiła Kasjanowa. Prezydent Putin proponuje na funkcję premiera Wiktora Zubkowa.

Zobacz powiekszenie
Fot. DENIS SINYAKOV REUTERS
Wiktor Zubkow - kandydat na nowego premiera
Zobacz powiekszenie
Fot. RIA NOVOSTI REUTERS


Dotychczasowy szef Rady Ministrów umotywował swoją decyzję "przybliżąjącymi się znaczącymi wydarzeniami politycznymi", w których chce zostawić prezydentowi wolną rękę także w sprawach kadrowych.

Kandydat musi być czysty

Władimir Putin przyjął dymisję Fradkowa i poprosił go jednocześnie o pozostanie na stanowisku do czasu uzyskania przez następcę votum zaufania w Dumie.

Prezydent Rosji Władir Putin zgłosił już kandydaturę Wiktora Zubkowa na premiera - poinformował przewodniczący Dumy Państwowej, niższej izby rosyjskiego parlamentu, Borys Gryzłow. Zubkow kierował dotychczas Federalną Agencją ds. Nadzoru Finansowego. Podobnie jak Putin, pochodzi z Petersburga. Według Gryzłowa, Duma rozpatrzy kandydaturę Zubkowa już w piątek.

Wcześniej spekulowano, że następcą Fradkowa miał być Siergiej Iwanow, jeden z dwóch najpoważniejszych kandydatów na stanowisko prezydenta w wyborach 2008r.

Komentatorzy polityczni mówią, że takie personalne decyzje pokazują, iż nowy premier będzie jedynie figurantem i polityczną ofiarą złożoną w najbliższej kampanii wyborczej. Bowiem będzie on najbardziej krytykowaną osobą w państwie. Iwanow nie mógł zająć tego stanowiska, bowiem on jako główny kandydat na urząd prezydenta musi zostać czysty.

Odszedł z powodu wyborów

Wniosek o dymisję swojego rządu Fradkow uzasadnił zbliżaniem się doniosłych wydarzeń politycznych i pragnieniem zapewnienia prezydentowi pełnej swobody, w tym w sprawach personalnych. 2 grudnia w Rosji odbędą się wybory parlamentarne, a 2 marca 2008 roku - prezydenckie. Przyjmując dymisję gabinetu, Putin przyznał, że ma ona przygotować kraj do zbliżających się wyborów parlamentarnych i prezydenckich, a także do okresu, który nastąpi po wyborach. - Zbliżają się wybory parlamentarne, które następnie płynnie przejdą w prezydenckie. Może macie rację, może rzeczywiście winniśmy wspólnie pomyśleć o tym, jak powinny wyglądać struktury władzy i zarządzania, aby lepiej odpowiadały okresowi przedwyborczemu i przygotowały kraj do okresu, który nastąpi po wyborach parlamentarnych (w grudniu 2007 roku) i prezydenckich w marcu 2008 roku - powiedział prezydent.

Putin wysoko ocenił dokonania gabinetu Fradkowa. - Pod waszym kierunkiem wykonano ogromną pracę i osiągnięto znaczące rezultaty. W szybkim tempie rósł produkt krajowy brutto, zwiększał się potencjał gospodarki, spadała inflacja, wzrastały dochody naszych obywateli - wyliczył prezydent. Putin odznaczył Fradkowa najwyższym odznaczeniem państwowym Rosji - Orderem Zasługi wobec Ojczyzny I klasy.

"Duma zatwierdzi nawet Che Guevarę"

Lider opozycyjnej Republikańskiej Partii Rosji (RPR) Władimir Ryżkow oświadczył, że "Duma zatwierdzi każdego kandydata na premiera, którego zgłosi Putin, nawet Che Guevarę". Wcześniej Ryżkow powiedział PAP, że ten, którego prezydent desygnuje na szefa rządu, prawdopodobnie będzie również jego następcą na Kremlu. - Oznacza to, że Rosja nie jest krajem demokratycznym. Według reguł demokracji, premier powinien być wyłoniony w wyniku wyborów do Dumy, w oparciu o parlamentarną większość. To, że prezydent sam, jednoosobowo, decyduje, kto będzie premierem, oznacza, że wybory do Dumy będą farsą - ocenił opozycyjny polityk.

Ryżkow nie zgodził się również z wysoką oceną, wystawioną przez Putina gabinetowi Fradkowa. - Nadal żywiołowo rośnie korupcja. Rząd nawet nie kiwnął palcem, aby temu przeciwdziałać, wykorzenić korupcję we własnych szeregach. Pogarsza się też struktura gospodarki. Rośnie udział monopoli i korporacji państwowych. Z punktu widzenia reform strukturalnych, rząd pracował źle - powiedział lider RPR.

Wiktor Zubkow

Wiktor Zubkow, którego prezydent Rosji w środę desygnował na premiera, jest jedną z najważniejszych postaci w petersburskiej ekipie Władimira Putina.

O jego pozycji w otoczeniu obecnego gospodarza Kremla świadczy chociażby to, że był wśród zaledwie 20 przyjaciół, których Putin w 2000 roku zaprosił na swoje urodziny - pierwsze, jakie obchodził w randze szefa państwa.

Putin i Zubkow blisko współpracują ze sobą od 1992 roku, gdy ten pierwszy został przewodniczącym, a drugi - wiceprzewodniczącym Komisji Spraw Zagranicznych w Urzędzie Miejskim w Petersburgu. Podobno to właśnie Zubkow uczył przyszłego prezydenta Rosji, a wtedy byłego pułkownika w rezydenturze KGB w Niemczech Wschodnich, trudnej profesji urzędnika państwowego.

O Zubkowie zrobiło się głośno w lutym 2007 roku, gdy jego zięć - w przeszłości dyrektor sklepu meblowego w Petersburgu - Anatolij Sierdiukow niespodziewanie awansował na ministra obrony.

Wiosną rosyjskie media zapowiadały, że obecny kandydat na premiera, a może również na prezydenta, zostanie przedstawicielem obwodu leningradzkiego w Radzie Federacji, wyższej izbie rosyjskiego parlamentu.

Wiktor Zubkow urodził się 15 września 1941 roku w miejscowości Arbat, w obwodzie swierdłowskim, na Uralu. Ukończył Instytut Rolniczy w Leningradzie ze specjalnością "agronom- ekonomista". Po studiach przez dwa lata służył w armii.

W latach 1967-85 pracował w państwowych gospodarstwach rolnych (sowchozach) w obwodzie leningradzkim. Doszedł do stanowiska dyrektora generalnego zjednoczenia sowchozów "Pierwomajskoje". Od 1985 do 1991 roku robił karierę w aparacie Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego w obwodzie leningradzkim.

W latach 1992-93 był wiceprzewodniczącym Komisji Spraw Zagranicznych w Urzędzie Miejskim w Petersburgu.

Potem przeszedł do pracy w służbach fiskalnych, z którymi był związany do dzisiaj. Zaczynał od funkcji szefa inspekcji podatkowej w Petersburgu. W 1999 roku został wiceministrem ds. podatków. Od 2001 roku kieruje Federalną Służbą Monitoringu Finansowego, czyli wywiadem finansowym.

Jest żonaty. Ma jedną córkę.

Operacja Dziedzic

Dymisja rządu Michaiła Fradkowa, premiera technicznego i bezbarwnego, którego główną cechą była bezgraniczna lojalność wobec Kremla, jest znakiem, że w Rosji na dobre zaczyna się kampania wyborcza. Nie tylko przed grudniowymi wyborami do Dumy, ale przede wszystkim przed marcowymi wyborami prezydenckimi, które mają wyłonić następcę rządzącego od ośmiu lat Władimira Putina.


Na zdymisjonowanego Fradkowa można zrzucić wszelkie błędy ostatnich czterech lat. To bardzo wygodne na starcie każdej kampanii wyborczej. Jego następcą zostanie zaś najpewniej ten, kogo Putin upatrzył sobie na swego dziedzica. Rosyjski dziennik "Wiedomosti" spekuluje dziś, że będzie nim obecny wicepremier i minister obrony Siergiej Iwanow. Ale to wcale nie jest przesądzone.

Niezależnie od tego kto nim będzie, przyszły premier będzie murowanym pewniakiem marcowych wyborów prezydenckich. W ciągu kilku miesięcy pracy jako szef rządu zyska bezpłatny czas antenowy na wszystkich kanałach telewizji rosyjski. Na jego wynik będzie przez ten czas pracować cała administracja państwowa oraz prokremlowska partia Jedna Rosja. Niewykluczone zresztą, że przed samymi wyborami Putin powie wprost, kogo widzi jako swego następcę. A Rosjanie zagłosują tak, jak zechce obecny prezydent, popierany przez 70 proc. rodaków.

Osiem lat temu w ten sam sposób wylansowano mało znanego wówczas emerytowanego podpułkownika KGB Władimira Putina. Został najpierw premierem, potem p.o. ówczesnego prezydenta Borysa Jelcyna, który podał się do dymisji przed upływem kadencji. Naród przyklepał tylko wybór Putina w głosowaniu będącym w rzeczywistości formalnością. Po ośmiu latach ten sam scenariusz się powtarza.

Kaucja: wolność za pieniądze



Janusz Kaczmarek nie musi na razie wpłacać 100 tys. zł kaucji za pozostawanie na wolności. Nie wiąże go też zakaz opuszczania kraju. Ale to nie koniec sprawy. Prokuratura ma jeszcze raz rozważyć zasadność zaleconych środków i lepiej uzasadnić orzeczenie

prawo_a_1-1.F.jpg
Statystyka środków zapobiegawczych

Warszawska prokuratura zastosowała takie środki zapobiegawcze wobec byłego szefa MSWiA 31 sierpnia br., po dwóch dniach przesłuchań. Postawiła Kaczmarkowi zarzut utrudniania śledztwa w sprawie przecieku z lipcowej akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa poprzez składanie fałszywych zeznań i namawianie do takiego przestępstwa ówczesnego szefa policji.

Nie wystąpiła jednak o jego aresztowanie. Zastosowała kaucję i zakaz opuszczania kraju. Kaczmarkowi wyznaczono przy tym siedem dni na wpłatę 100 tys. zł, ale mający status podejrzanego były szef MSWiA poinformował zaraz po zwolnieniu, że nie ma takich pieniędzy i ich nie wpłacił. Złożył natomiast zażalenie do sądu.

Kaucja i zakaz do weryfikacji

Środowe posiedzenie Sądu Rejonowego Warszawa-Mokotów w tej sprawie było niejawne, nie przedstawiono też uzasadnienia. Według adwokata Krzysztofa Stępińskiego, jednego z obrońców Kaczmarka, uzasadnienie sądu było jednak "miażdżące" dla prokuratury. Drugi adwokat Wojciech Brochwicz powiedział, że sąd uwzględnił wszystkie argumenty zażalenia. Prokuratorzy nie chcieli rozmawiać z dziennikarzami.

Sędzia Wojciech Małek, rzecznik Sądu Okręgowego w Warszawie, powiedział "Rz", że orzeczenie prokuratury o kaucji i zakazie opuszczania kraju dla Kaczmarka nie zawierało uzasadnienia ani powołania się na dowody, które legły u jego podstaw. Przytaczało natomiast kodeksowe przepisy. Nie oznacza to jednak, że sąd zdyskwalifikował zupełnie decyzję prokuratury, ani że zastosowane środki nie miały podstaw. Prokuratura musi ponownie rozpatrzyć sprawę, a zwłaszcza uzasadnić swoją decyzję. Nie jest to więc przyznanie pełnej racji którejś ze stron.

Przypomnijmy, że tydzień temu sąd rejonowy uznał za bezzasadne i nieprawidłowe zatrzymanie Kaczmarka dokonane przez ABW 30 sierpnia (zatrzymanie w znaczeniu środka przymusu). Prokuratura na konferencji prasowej (co było precedensem) skrytykowała orzeczenie sądu i wytknęła mu brak bezstronności.

Gdy areszt nie jest konieczny

Kaucję prokuratur stosuje zwykle wtedy, gdy uzna, że areszt nie jest konieczny. Dla podsądnego jest jest to cena wolności, przynajmniej do czasu skazania.

Nie ma prostej zasady wyznaczania jej wysokości, a w oczach adwokatów prokuratorzy mają zwykle wygórowane wyobrażenie o zasobach podsądnych.

W sprawach o kradzież mienia większej wartości cena "wolności" to ok. 10 procent zarzucanej podejrzanemu szkody. Drobna kradzież też jest przestępstwem: od złodzieja betoniarki wartej 800 zł zażądano 5 tys. kaucji.

Wolnościowa triada

Niezależnie od wysokości kaucja jest jednym z najbardziej popularnych środków zapobiegawczych (patrz infografika).

- Zwykle wyznacza się ją, gdy prokuratura uzna, że areszt nie jest niezbędny i stosuje wraz z policyjnym dozorem i zakazem opuszczania kraju (zatrzymaniem paszportu) -wskazuje adwokat Jacek Kondracki.

Kaucja, a mówiąc językiem prawników: poręczenie majątkowe, może mieć postać pieniędzy (na oprocentowanym rachunku), papierów wartościowych, ale też ustanowienia zastawu lub hipoteki. Może ją złożyć sam oskarżony (podejrzany), ale także inna osoba. Jedną z największych w Polsce kaucji (dwa miliony jako poręczenie za wyjście z aresztu Bogusława Bagsika, oskarżonego w sprawie Art B -w listopadzie 1998 r.) wpłacił Klub Kapitału Polskiego.

Jakie przestępstwo, jaka zamożność

Kodeks postępowania karnego wymaga, aby przy określaniu wysokości, rodzaju i warunków kaucji brać pod uwagę następujące okoliczności:
> sytuację materialną oskarżonego (ew. składającego poręczenie),
> wysokość wyrządzonej szkody,
> charakter popełnionego czynu (art. 266 k. p. k.).

Ale zdaniem prof. Lecha K. Paprzyckiego, prezesa Izby Karnej Sądu Najwyższego, pierwszorzędne znaczenie powinien mieć charakter popełnionego czynu. Oprócz bowiem wymienionych dyrektyw odnoszących się wprost do kaucji prokuraturę bądź sąd obowiązują ogólne wytyczne stosowania środków zapobiegawczych.

Zgodnie z k.p.k. stosuje się je, jeżeli zachodzi uzasadniona obawa ucieczki lub ukrywania się oskarżonego, że będzie nakłaniał doskładania fałszywych zeznań albo w inny bezprawny sposób utrudniał śledztwo - krótko mówiąc: mataczył.

Można się targować

Najwięcej emocji wywołuje wysokość kaucji. Bywa, że wynosi 2 tys. zł, ale też kilka milionów zł. W sprawie Romana Kluski (podejrzanego o wyłudzenie VAT, potem oczyszczonego z zarzutu) sąd zgodził się odstąpić od jego aresztowania dopiero za rekordowe poręczenie 8 mln zł.

Targowanie też jest możliwe. -Pytam podejrzanego (rodzinę), ile może wyłożyć na kaucję, i idę z wnioskiem do prokuratora. On podaje swoją propozycję i zaczynają się negocjacje - wskazuje adwokat Marek Łopuszański, podając przykład sprawy, w której prokuratura "zjechała" z 300 tys. do 25 tys. zł kaucji.

- Ja nigdy nie podaję kwoty. Niech prokurator się odsłoni. Jak on mówi 100 tys., ja mówię 50 - ujawnia swą taktykę adwokat Kondracki.

Pieniądze albo areszt

Ci, co nie mają pieniędzy, mogą szukać ich u przyjaciół, a teoretycznie wziąć kredyt. Co się dzieje, gdy pieniądze się nie znajdą?

-W postanowieniu o ustanowieniu kaucji prokurator (sąd) daje na zebranie pieniędzy pewien czas: tydzień, czasem przedłuża o kilka dni - wyjaśnia sędzia Marek Celej. - Jeśli i to nie pomoże, stosuje ostrzejszy środek zapobiegawczy, zwykle areszt.

Zawsze jednak przed zastosowaniem kaucji sąd musi zbadać, czy wogóle wchodzi ona w rachubę.

W tę samą środę łódzki Sąd Okręgowy postanowił, że podejrzany w tzw. seksaferze poseł Stanisław Łyżwiński (Samoobrona) pozostanie w areszcie, do którego trafił pod koniec sierpnia. Adwokat posła występował o jego uchylenie, proponując 50 tys. zł kaucji. Sądy dwu instancji nie przystały na tę propozycję (uzasadnienie było niejawne).

Sensacja w Paryżu

mik
2007-09-13, ostatnia aktualizacja 2007-09-13 09:53
Zobacz powiększenie
Francja - Szkocja 0:1
O piłkę walczą Patrick Vieira i Darrne Fletcher
Fot. MICHEL EULER AP

Największą niespodzianką środowych meczów eliminacji mistrzostw Europy 2008 była porażka Francji ze Szkocją na Parc des Princes w Paryżu.


Jedynego gola meczu zdobył James McFadden. W tym samym mniej więcej czasie Włosi dzięki dwóm golom Antonia Di Natale pokonali Ukraińców 2:1, odbierając rywalom nadzieje na awans (mają je już tylko teoretycznie).

Porażka Francji na własnym boisku mocno skomplikował sytuację w grupie. Szanse na awans mają jeszcze trzy drużyny - prowadząca Szkocja (21 punktów), Włoch (20 punktów) i Francja (19). Z tej trójki to właśnie, zajmujący obecnie trzecią lokatę, Francuzi mają najłatwiejszą drogę do finałów. W październiku grają z Wyspami Owczymi i Litwą, a potem czeka ich wyjazd na Ukrainę. Natomiast Włosi i Szkoci rozstrzygną, komu bardziej należy się awans w bezpośrednim starciu w Glasgow (17 listopada).

W grupie 3. najbardziej zadowoleni z podziału punktów w meczu na szczycie między Grecją i Norwegią (2:2) byli Turcy, którzy w Stambule pokonali 3:0 Węgrów. Piłkarze znad Bosforu gole zaczęli strzelać dopiero, gdy goście musieli sobie radzić w dziesiątce po czerwonej kartce dla Zoltana Gery (63. minuta). Kto awansuje z tej grupy rozstrzygnie się prawdopodobnie w meczach Turcje - Grecja (17 października) i Norwegia - Turcja (17 listopada).

W grupie 4. już niemal wszystko jasne. Czesi pokonali Irlandię 1:0 (gol Marka Jankulvoskiego) i praktycznie zapewnili sobie awans obok Niemców (w środę wygrali towarzysko z Rumunią 3:1). Irlandia ma tylko teoretycznie szanse wyprzedzić dwie pierwsze drużyny. Czechom do awans wystarczą trzy punkty w meczach z Niemcami, Słowacją i z Cyprem. Niemcy potrzebują już tylko punktu w czterech ostatnich meczach.

W grupie 5. Anglia po pokonaniu Rosji (dwa gole Owena) awansowała na drugie miejsce w tabeli. Awans prowadzącej Chorwacji wydaje się już pewny. O drugie miejsce Anglicy będą rywalizować z Rosją. Do rewanżu za środowy mecz dojedzie 17 października. Jeśli drużyna McClarena wywiezie z Moskwy remis, praktycznie zapewni sobie awans.

W grupie 6. sensacyjny wicelider z Irlandii Północnej doznał drugiej druzgocącej porażki w ciągu czterech dni. Po przegranej z Łotwą (0:1), tym razem przyszła porażka z Islandią. To był prezent dla słabo grającej Hiszpanii, która po pokonaniu Łotwy wróciła na drugiej miejsce w tabeli. Prowadząca w tabeli Szwecja ma awans niemal w kieszeni (przed nią mecze z Liechtensteinem, Irlandią Północną i Łotwą u siebie), a z trudnych spotkań został jej tylko wyjazd do Hiszpanii. Natomiast sprawa drugiego miejsca powinna rozstrzygnąć się 13 października, gdy Dania będzie podejmować gości z półwyspu Iberyjskiego.

W grupie 7. Ruud van Nistelrooy w ostatniej chwili uratował Holandię od blamażu w Tiranie. Po golu gwiazdora Realu Madryt goście wygrali 1:0 i ze spokojem mogą czekać na mecz na szczycie z Rumunią (17 października). Sytuacja w grupie tylko z pozoru jest wyrównana. Bułgaria ma tylko teoretyczne szanse na wyprzedzenie prowadzącej dwójki - musi liczyć na potknięcie Rumunii i swoje zwycięstwo nad bałkańskim rywalem (17 listopada). Holendrzy są już praktycznie w finałach - mogą przegrać w Bukareszcie, bo potem mają w zapasie trzy mecze z najsłabszymi w grupie: Luksemburgiem i Słowenią (u siebie), a potem wyjazd na Białoruś.

Finlandia - Polska 0:0, Portugalia - Serbia 1:1

Polska w grupie 1 najbliżej Euro 2008
Robert Błoński, Helsinki
Tak słabego, przeraźliwie nudnego widowiska już dawno nie widzieliśmy. Polacy po remisie 0:0 z wiceliderem grupy - Finlandią - są jednak wciąż na pierwszym miejscu, a po remisie Portugalii z Serbią 1:1 także najbliżej awansu do przeszłorocznych mistrzostw Europy
Portugalia - Serbia 1:1. Krewki Scolari

Tabela grupy A:


DrużynaMeczePunktyBramki
1. Polska112117-9
2. Finlandia111911-6
3. Portugalia101719-9
4. Serbia101613-8
5. Belgia101110-14
6. Armenia884-8
7. Kazachstan1078-15
8. Azerbejdżan854-17
W 78. akcja serca polskich kibiców została wstrzymana. Mikael Forsseli był sam na sam z Arturem Borucem. Broniący do tej pory niepewnie, jakby zdekoncentrowany i znudzony meczem bramkarz Celtiku instynktownie wybił dłonią piłkę na róg. Chwilę później wszystkie błędy zostały mu wybaczone, bo znakomicie obronił strzał Tihinena z pięciu metrów. Boruc, obok Jakuba Błaszczykowskiego, był wśród Polaków najlepszy. Pięć minut przed końcem z kolei to Finowie zamarli po tym, jak Marek Saganowski trafił w słupek, a dobitka Błaszczykowskiego ześlizgnęła się po siatce na bramce.


Chwilę później wszystko wróciło jednak do normy. Tak słabego, przeraźliwie nudnego widowiska, jak pierwsza połowa spotkania w Helsinkach dawno nie było. Oba zespoły właściwie nie chciały strzelić gola. A jeśli chciały, to nie potrafiły, bo rywal bronił się ośmioma-dziewięcioma zawodnikami. I Polacy i Finowie wyszli z założenia, że zdecydowanie trudniej będzie mecz wygrać niż go zremisować. Dlatego od samego początku obie drużyny cofnęły się do defensywy.

Przed przerwą ani Polacy, ani Finowie nie oddali celnego strzału. Grali w myśl zasady: "nie możesz meczu wygrać, to go zremisuj".

Mecz był wolny i niemrawy. Kiedy Polacy odzyskiwali piłkę, dziesięciu Finów cofało się na swoją połowę i czekało. Piłka, czy leciała dołem czy górą, zawsze trafiała pod nogi, w głowę albo klatkę piersiową Samiego Hyypii. Obrońca Liverpoolu przyciągał ją, jakby był namagnesowany. Nie wygrywał z nim ani Rasiak, ani Krzynówek. Z kolei kiedy piłkę przejmowali gospodarze meczu, to Polacy cofali się na swoją połowę i czekali, co zrobią rywale. A ci nie robili wiele. Pomysłem na grę były prostopadłe podania, ale Jeremienko nie miał szans dogonić piłki ani razu, bo był na spalonym, łapał ją Boruc albo wychodziła za boisko.

W pierwszym składzie - jak w czerwcu w Armenii - znowu zabrakło kapitana zespołu Macieja Żurawskiego. Beenhakker zdecydował się posadzić na ławce kapitana kadry po raz drugi odkąd jest trenerem. Wcześniej 31-letni napastnik zawsze był pewniakiem, a ostatni raz usiadł w rezerwie latem 2004 roku w towarzyskim meczu z Danią (1:5) przed rozpoczęciem eliminacji MŚ 2006. Wtedy wszedł i strzelił gola. W środę zamiast niego wystąpił Grzegorz Rasiak, który miał próbować walczyć o górne piłki ze środkowymi obrońcami Hyypią i Tihinenem.

Mecz toczył się właściwie na przestrzeni 30 metrów gdzieś w okolicy środka boiska. Piłkarze grali na stojąco, nikt nie wychodził na pozycję. Michał Żewłakow parę razy wprowadzał piłkę w okolice linii środkowej, po czym bezradnie rozkładał ręce i zagrywał do tyłu. Niemożliwością było przedostanie się środkiem, nie grały skrzydła. Jakub Błaszczykowski jeszcze próbował, ale wrzutki w pole karne nie kończyły się strzałem. Ebi Smolarek grał głównie odwrócony tyłem do fińskiej bramki i, jeśli podawał, to do tyłu. Oprócz Błaszczykowskiego nie było nikogo, kto wygrałby jakikolwiek pojedynek jeden na jednego. Jeśli zresztą udało się Polakowi, zaraz wyrastał następny Fin i wybijał piłkę. Jeśli Finowi udało się minąć Polaka, zawsze była asekuracja któregoś z kolegów.

Niewidoczny był też bohater ostatnich meczów Jacek Krzynówek. Na połowie rywala, w pobliżu fińskiej bramki tłok był niemiłosierny. Nawet kiedy Finowie tracili piłkę, szans na szybką kontrę nie było. Bo przynajmniej pięciu zawodnikach w białych koszulkach stało blisko swojej bramki i czekało na Polaków. Na mokrym boisku aż prosiło się o uderzenia z daleka, ale dwie próby Polaków były zablokowane, a trzy inne - Lewandowskiego i Smolarka - bardzo niecelne. W 42. min Joonas Kolkka kopnął zza pola karnego, ale - na szczęście - minimalnie niecelnie.

W drugiej połowie rozruszał wszystko Błaszczykowski. Wystarczyły dwa wygrane pojedynki indywidualne na połowie rywala, dobre przyspieszenie i wreszcie coś się działo. Jednak Smolarek strzelił za lekko i w środek bramki. To była idealna okazja Polaków, niestety Smolarek wyraźnie nie jest w najwyższej formie. Chwilę później uderzenie Krzynówka znowu zostało zablokowane.

Mecz stał się szybszy, a zawodnicy wreszcie zaczęli podejmować jakieś ryzyko. Kiedy tylko Polacy przyspieszali, Finom zdarzały się błędy. W 57. min Rasiak zagrał do Smolarka, ale napastnikowi Racingu Santander zabrakło centymetrów, by dogonił piłkę i uprzedził bramkarza.

Polacy grali coraz lepiej, mieli nawet przewagę. Ale ustępowali rywalom pod względem szybkości. Finowie na chwilę oddali inicjatywę i próbowali kontrować. W 69. Jeremienko nie wykorzystał błędów Jopa i Boruca, a Polsce dopisało szczęście. Piłka odbiła się od słupka, wolno potoczyła wzdłuż linii bramkowej i wyszła za boisko. Widać było, że drużyna Beenhakkera opada z sił. Niemal w ogóle nie było akcji lewym skrzydłem. Jeśli Polska stwarzała jakiekolwiek zagrożenie, to tylko z prawej strony. Szybko jednak skończyły się rajdy Błaszczykowskiego. Z lewej strony Dudka właściwie w ogóle nie włączał się do akcji ofensywnych.

Pod koniec meczu bliżej zdobycia gola byli Finowie, ale zespołowi Beenhakkera dopisało szczęście.

Stworzone okazji były efektem raczej przypadku niż przemyślanej gry. Najwięcej w tym meczu było podań do bramkarza. Skoro nie można cieszyć się z trzech punktów, trzeba być zadowolonym z jednego.

Po jedenastu meczach Polska ma 21 punktów, najmniej ze wszystkich liderów grup eliminacyjnych. Oznacza to tyle, że w grupie I każdy mógł odebrać punkty każdemu. I odbierał. Może być i tak, że zwycięzca grupy będzie miał aż trzy porażki w czternastu meczach. Na razie jednak najbliżej wyjazdu do Austrii i Szwajcarii są wciąż Polacy, który w październiku grają z Kazachstanem, a w listopadzie z Belgią i w Belgradzie z Serbią. Finów czekają m.in. wyjazdy do Portugalii i Belgii.





Skandalem zakończył się mecz Portugalia - Serbia w Lizbonie.

Trener Luiz Felipe Scolari nie wytrzymał nerwowo, bo jego drużyna, jak w meczu z Polską, pozwoliła gościom wyrównać w końcówce. I uderzył pięścią w nos serbskiego obrońcę Ivicę Dragutinovicia

Portugalczycy prowadzili od 11. minuty po golu Simao Sabrosy. Goście rozkręcili się dopiero po przerwie, kiedy pomocników Tošicia i Krasicia zmienili napastnicy Nikola Žigić i Marko Pantelić. I w 86. minucie udało się im doprowadzić do wyrównania po błędzie niemieckiego arbitra Markusa Merka, który nie zauważył, że strzelec gola Branislav Ivanović był na spalonym.

Wściekły trener gospodarzy wdał się po meczu w dyskusje i przepychanki z serbskimi piłkarzami. Gdy obrońca FC Sevilla Ivica Dragutinović odepchnął Brazylijczyka, ten wymierzył mu cios. Kilku kolegów z wielkim trudem powstrzymało przed rewanżem wściekłego Serba. Portugalska telewizja wychwyciła, że zwraca się do Scolariego słowami: "Hijo de Puta" (sk....syn).

- Nie rozumiem zachowania Scolariego. Chciałem tylko porozmawiać z Ricardo Quaresmą, a on nagle wyrósł przede mną i mnie uderzył. Wszystko skończyłoby się spokojnie, gdyby nie wybryk tego pana. Jestem gotów wyjaśnić całą sprawę przed trybunałem UEFA i serbską federacją - oświadczył po meczu Dragutinović, który w ostatnich sekundach spotkania dostał czerwoną kartkę za faul właśnie na Quaresmie.

- Scolari stracił zimną krew z powodu wyniku, to oczywiste. Jego zachowanie było żenujące, to przecież trener byłych mistrzów świata. Ale jeśli nie umie przegrywać, powinien zmienić pracę, bo nie nadaje się do futbolu. Oczekuję od UEFA maksymalnej kary za atak na mojego zawodnika - dodał trener reprezentacji Serbii Javier Clemente.

Incydent istotnie zamierza wyjaśnić komitet dyscyplinarny UEFA. Scolariemu grozi dyskwalifikacja na kilka spotkań, co oznacza, że w meczach eliminacji Euro 2008 z Azerbejdżanem i Kazachstanem na wyjeździe oraz Armenią i Finlandią u siebie nie będzie mu wolno kierować drużyną z ławki rezerwowych.

Scolari tłumaczy, że był zdenerwowany tym, iż sędzia uznał gola strzelonego po dwumetrowym spalonym. Zaprzecza jednak, by uderzył Dragutinovicia, choć telewizyjne powtórki nie pozostawiają wątpliwości. - Nie uderzyłem go. Lekko tylko musnąłem mu włosy. Zrobiłem to w obronie Quaresmy, którego Serb uderzyłby, gdybym go nie powstrzymał. Jeśli Dragutinović twierdzi, że oberwał, to kłamie - zapewnia Brazylijczyk.

- Spalony czy nie, nic nie usprawiedliwia beznadziejnej gry w drugiej połowie meczu. Brak szybkości, zespołowości to powinno być prawdziwe zmartwienie Scolariego. On tymczasem wpadł w furię, winił Merka i Dragutinovicia, że ponownie ukarali jego bezradność. Nic nie może przemawiać za niewinnością naszego trenera. To była żenada - komentuje portugalski dziennik "A Bola".

Premier Japonii podał się do dymisji

Premier Japonii rezygnuje z urzędu

cheko, PAP
2007-09-12, ostatnia aktualizacja 2007-09-12 09:13

Premier Japonii Shinzo Abe, który w środę ogłosił, iż poda się do dymisji, wyjaśnił, że "Japonia potrzebuje nowego lidera w walce z terroryzmem, a także przywódcy, którego naród popiera i któremu ufa".

Zobacz powiekszenie
Fot. ISSEI KATO REUTERS
Shinzo Abe
Zamiar rezygnacji z urzędu Abe przedstawił na konferencji prasowej w Tokio po południu miejscowego czasu (rano czasu polskiego), w dzień po rozpoczęciu nadzwyczajnej sesji japońskiego parlamentu. Na sesji ma zapaść decyzja w sprawie przedłużenia wygasającej 1 listopada misji japońskich zbiornikowców na Oceanie Indyjskim, stanowiącej logistyczne wsparcie dla walki z terroryzmem w Afganistanie i Iraku.

Opozycja, która w wyborach w lipcu przejęła kontrolę w izbie wyższej japońskiego parlamentu, zapowiedziała iż nie dopuści do przedłużenia misji, zastrzegając iż mogłaby wziąć to pod uwagę jedynie w sytuacji gdyby operacja ta odbywała się pod auspicjami ONZ.

Na środowej konferencji prasowej Abe powiedział m.in. iż nie udało mu się uzyskać zgody lidera opozycji Ichiro Ozawy na spotkanie i przedyskutowanie kwestii przyszłości misji przed sesją parlamentu. Abe zasugerował, iż być może innemu premierowi będzie łatwiej doprowadzić do takiego dialogu.

Układ sił w japońskim parlamencie oznacza, że nowego premiera desygnuje ze swego grona i przedstawia parlamentowi do akceptacji rządząca partia Liberalno-Demokratyczna (PLD). Japońska telewizja NHK podała w środę, że posiedzenie kierownictwa PLD w tej sprawie odbędzie się prawdopodobnie na początku przyszłego tygodnia. Sądzi się, że miejsce Abego zajmie także znany z konserwatywnych poglądów były szef dyplomacji Taro Aso.

Abe apelował do swej partii o jak najszybszy wybór następcy.

Ustępujący premier powiedział, iż bierze na siebie odpowiedzialność za "doprowadzenie do zamieszania na scenie politycznej" i za to, że utracił "zdolność jednoczenia szeregów" w realizacji zadań politycznych.

Rezygnacja premiera nastąpiła w trudnym dla rządzącej PLD momencie - po serii skandali korupcyjnych w rządzie oraz porażce w wyborach do izby wyższej parlamentu, po której mimo nacisków w samej partii Abe odmówił podania się do dymisji. Dokonał natomiast przetasowań w gabinecie, jednak już po tygodniu z urzędu zrezygnował kolejny minister - rolnictwa - oskarżony o korupcję i wyłudzenia państwowych funduszy. Pojawiły się wówczas ponownie żądania ustąpienia Abego, a popularność szefa rządu dramatycznie spadła. Według ostatnich sondaży, połowa Japończyków życzyła sobie dymisji premiera, a poparcie dla niego wyrażała tylko jedna trzecia społeczeństwa.

Taro Aso, który zdaniem kół tokijskich ma największe szanse na objęcie urzędu premiera po Shinzo Abe, w końcu sierpnia odszedł ze stanowiska szefa dyplomacji i został mianowany sekretarzem generalnym rządzącej PLD.

Abe - znany z elegancji, a także skrajnie konserwatywnych poglądów - był najmłodszym szefem rządu Japonii i pierwszym premierem tego kraju, urodzonym już po II wojnie światowej.

Nowego premiera wybierać będą obie izby japońskiego parlamentu. Jeśli okaże się, że izba wyższa i niższa wybrały innego kandydata, wówczas zwycięży ten z nich, na którego głosować będzie większość deputowanych w kluczowej niższej izbie japońskiego parlamentu, gdzie PLD nadal dysponuje większością głosów.
2007-09-13, ostatnia aktualizacja 2007-09-12 20:19
Po serii skandali, gaf i wyborczej porażce swej partii Shinzo Abe, premier, który zamierzał zmienić Japonię, dał za wygraną i ogłosił wczoraj dymisję.
Zobacz powiekszenie
Fot. David Guttenfelder AP
Premier Japonii Shinzo Abe
Uznałem, że kraj potrzebuje zmiany - oświadczył 54-letni Shinzo Abe w telewizji. Premier, który chciał zmienić pacyfistyczną konstytucję z 1947 r., sprawował urząd tylko rok. Jego porażka może oznaczać powrót do sytuacji z poprzedniej dekady - od początku lat 90 Japonia miała aż 11 premierów.

Wszyscy wywodzili się z tej samej konserwatywnej Partii Liberalno-Demokratycznej, która od pół wieku prawie bez przerwy rządzi krajem i od lat nie potrafi wyrwać go z marazmu.

Sześć lat temu wydawało się, że się uda. Na czele rządu stanął tryskający energią, nieco ekscentryczny Junichiro Koizumi. Na kilka lat zaraził Japonię optymizmem, do tego poprawiła się koniunktura gospodarcza. Koizumi zabrał się m.in. za reformę partii rządzącej, usuwając zbuntowanych partyjnych baronów przyzwyczajonych do kupowania wyborców za pieniądze poczty japońskiej, największej kasy oszczędnościowej świata. Żeby to ukrócić, Koizumi przeforsował prywatyzację poczty, co zakończy się w 2017 r.

Abe zabrakło energii Koizumiego - lojalny wobec partyjnej hierarchii pozwolił na powrót baronów.

- Pokładałam w nim tyle nadziei i tak się rozczarowałam. Okazało się, że nie jest przywódcą - mówi Kumiko Eno, 60-letnia gospodyni domowa.

Ministrowie niszczą premiera

Rządy Abe były ciągiem afer i gaf, a premier znalazł się na równi pochyłej właściwie w chwili objęcia stanowiska.

W grudniu w aurze skandalu musiał odejść minister administracji Genichiro Sata - jako deputowany bezprawnie brał pieniądze z firmy ojca.

Potem odszedł minister obrony Fumio Kuyma, ponieważ pochwalił zrzucenie bomby na Hiroszimę. Potem w pokoju sejmowym powiesił się minister rolnictwa Toshikatsu Matsuoka. Czekał na przesłuchania w aferze korupcyjnej. Jego następca Takehiko Endo urzędował tylko tydzień.

Odchodzący premier ma sprawować obowiązki do chwili mianowania następcy. Zastąpi go konserwatysta z tej samej partii. Największe szanse ma były minister spraw zagranicznych 66-letni Taro Aso. Tak jak Abe pochodzi on z rodziny polityków (jest wnukiem premiera), był rywalem Abe i Junichiro Koizumiego w walce o fotel premiera.

Obserwatorów zaskoczyła nie dymisja, ale czas jej ogłoszenia - w trzeci dzień po rozpoczęciu nadzwyczajnej sesji parlamentu. - Nie można było gorzej wybrać - uważa deputowany Partii Liberalno-Demokratycznej Gen Nakatani.

Rzeczywiście moment jest zły, bo parlament ma m.in. zdecydować o losach misji marynarki na Oceanie Indyjskim - Japończycy zaopatrują w paliwo tankowce wojsk koalicji walczącej w Afganistanie. Opozycja zrobiła z tej sprawy test dla rządu i zapowiada, że doprowadzi do zwinięcia tej misji.

Jeszcze w sobotę Abe wiązał los z przedłużeniem misji - groził odejściem, jeśli głosowanie nie pójdzie po jego myśli.

Wczoraj ustąpił, tłumacząc, że robi to właśnie z troski o dalsze zaangażowanie Japonii w walkę z terroryzmem. Ale zdaniem znawcy Japonii Johna Tkacika z waszyngtońskiej Fundacji Heritage premier był pod silnym naciskiem kolegów i tracił oparcie w partii.

Bush też nie pomaga

O odejściu Abe zaczęto mówić, gdy dwa miesiące temu Partia Liberalno-Demokratyczna poniosła sromotną klęskę w wyborach do senatu.

Abe postanowił trwać, by kontynuować reformy, i uważał, że opinia publiczna zadowoli się przebudowaniem gabinetu. Tak się nie stało - w ostatnim sondażu poparcie dla Abe spadło poniżej 30 proc.

- Pozycję premiera osłabił też George Bush - uważa Tkacik. Prezydent USA nie potraktował z wystarczającą atencją przywódcy jednego z głównych sojuszników Ameryki w czasie kwietniowej wizyty Abe w Waszyngtonie. Japończycy - czuli na prestiż - obwinili za to premiera.

- Ameryka skupia się na wrogach a zaniedbuje sojuszników - mówi Tkacik.

Rok temu Abe, pierwszy japoński premier urodzony po II wojnie światowej, mówił o "pięknej Japonii", która przestanie przepraszać za historię. Rodaków bardziej interesowała reforma emerytur.

Za premierostwa Abe miał miejsce największy powojenny skandal emerytalny - zawieruszyły się gdzieś dokumenty 50 milionów ludzi.

Abe, miłośnik armii cesarskiej, wprowadził lekcje patriotyzmu w szkole, ale Japończyków bardziej martwi sytuacja na rynku pracy - coraz rzadziej ma się posadę na całe życie w koncernach, coraz więcej pracuje się na czasowych kontraktach.

Dymisji Abe najbardziej chyba żałuje Pekin. Zaraz po wyborze Abe odwiedził Chiny i Koreę Południową - obydwie wizyty były udane. Zaniechał też wizyt w świątyni Jasukuni, gdzie czci się m.in. japońskich przywódców z czasów wojny, którzy zostali straceni jako zbrodniarze wojenni. Zrobiło to dobre wrażenie na Koreańczykach i Chińczykach.

Co oznacza dymisja premiera dla Japonii? Zaczyna się okres niepewności, który potrwa do wyborów parlamentarnych w 2008 r. Możliwe jest zwycięstwo opozycyjnej Demokratycznej Partii Japonii.

W Tokio giełda przyjęła dymisję obojętnie. Jednak na rynku drugiej gospodarki świata nastroje są pesymistyczne i w pierwszym kwartale roku PKB skurczył się o 0,3 proc.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Erotyczna mapa kobiety

2007-01-30, ostatnia aktualizacja 2006-10-18 10:43

Czyli lekcja anatomii, której nie mieliście w szkole


Każdy centymetr naszego ciała pokryty jest mnóstwem zakończeń nerwowych. Niektóre z nich zachowują się jak czujki podniecenia - ich dotykanie wywołuje dreszcz pożądania. U kobiety te tzw. strefy erogenne są bardziej rozproszone po całym ciele niż u mężczyzny, u którego koncentrują się przede wszystkim wokół narządów płciowych. Najlepszy efekt mężczyzna uzyska więc, dotykając całego ciała kobiety, pieszcząc nawet rejony oddalone od centrum seksualności, czyli łechtaczki i pochwy, i pozornie z seksem niezwiązane. Tak naprawdę od tych najdalej położonych miejsc, a więc dłoni, włosów i stóp, powinien rozpoczynać erotyczną grę, stopniowo zacieśniając kręgi i zbliżając się do miejsca newralgicznego, czyli łechtaczki, która jest najwrażliwszym seksualnie miejscem u 97 proc. kobiet. Zanim oddasz się poszukiwaniom wdzięcznych zakątków, skorzystaj z naszej mapy. Lokalizujemy strategiczne punkty i podpowiadamy, jak je stymulować. Ponieważ czułe miejsca są u każdego rozmieszczone inaczej, potraktuj te rady jak wskazówki - stwórz własną mapę ukochanej.

1. Ręce i dłonie.

Trzymanie ukochanej za rękę na randce czy całowanie jej dłoni to niegłupi pomysł. Jeśli będziesz to robił właściwie, przekonasz się, że pierwszy bastion na drodze do dalszych podróży po jej ciele został zdobyty. Wkrótce sama odsłoni przed tobą wewnętrzną część dłoni i ramion - muskaj je czule, nie pomijając wewnętrznej strony nadgarstków. Specjaliści od wschodnich technik masażu twierdzą, że tam zlokalizowane są punkty pobudzające energię seksualną kobiety.

2. Usta

Miejsce to jest niezwykle delikatne, wrażliwe na dotyk i wilgotne, zupełnie jak te najintymniejsze zakamarki ciała. Pieszczoty ust mogą więc naśladować intymne pieszczoty - mogą to być delikatne muśnięcia warg lub namiętne i pełne pocałunki, z językiem rytmicznie wsuwanym do ust partnerki... Poza tym namiętne całowanie podnieca, gdyż angażuje wszystkie zmysły. Widzimy partnera, słyszymy jego oddech, czujemy zapach i smak.

3. Piersi

Tego rejonu kobiecego ciała nie trzeba mężczyznom polecać. Rwą się do niego sami. I bardzo dobrze, jeśli tylko wiedzą, jak się z tym czułym miejscem obchodzić. Pieszczoty piersi najlepiej rozpocząć od gładzenia, obejmowania, masowania całej ich powierzchni. Ale uwaga - nie miętoszenia i ściskania, tylko delikatnego głaskania. Po chwili można przejść do pieszczot skoncentrowanych wokół brodawek, zachowując maksimum delikatności - można zataczać palcami koła wokół nich i muskać stwardniałe końcówki. Można je lizać i delikatnie ssać. Gryzienie jednak powinno się odbywać tylko na wyraźne życzenie partnerki. Pobudzanie piersi w trakcie stosunku przyspiesza ekstazę.

4. Zewnętrzne narządy płciowe

Punkt docelowy na mapie kobiecych rozkosznych zakamarków. Właściwie im bardziej okrężną drogą partner się tu dostanie, tym lepiej.

Da bowiem kobiecie szansę na zbudowanie podniecenia. Wzgórek łonowy, wargi sromowe, wejście do pochwy oraz - niepodzielnie królująca w tym rejonie - łechtaczka. Seksuolodzy twierdzą, że pod względem wrażliwości na bodźce seksualne jest ona kobiecym odpowiednikiem męskiej główki penisa. Nie wolno więc jej pominąć w pieszczotach. Można ją pobudzać dłońmi, ustami, językiem, penisem. Ale uwaga, jest bardzo wrażliwa, czasem więc lepiej nie dotykać jej bezpośrednio. Warto dokładnie zbadać jej okolice, poszukać trochę na prawo, trochę na lewo, a punkt, na którego dotknięcie kobieta reaguje jękiem rozkoszy, na pewno się znajdzie. W tych okolicach znajduje się inny czuły na bodźce rejon, czyli pochwa.

5. Plecy

Ze względu na liczne włókna nerwowe, które przebiegają wzdłuż kręgosłupa, dla wielu kobiet plecy są strefą silnie erogenną. Gładzenie ich, drapanie, masowanie wzmaga erotyczną gotowość partnerki, a jeśli mężczyzna dopieszcza plecy ukochanej również podczas stosunku, np. gdy kochają się w pozycji siedzącej, ona twarzą do niego, wzmacnia jej doznania.

6. Stopy

Często są zaniedbywane w erotycznych wędrówkach po kobiecym ciele, a bywają bardzo wrażliwe na stymulację i nie chodzi tylko o łaskotki. Umiejętny - nie za delikatny - masaż stóp, np. uciskanie wgłębienia w podeszwie, relaksuje i podnieca.

7. Zgięcia pod kolanami

Całowanie tych miejsc jest dla wielu pań - podobnie jak całowanie wewnętrznej strony nadgarstków - bardzo stymulujące.

8. Skóra głowy i włosy

Skóra głowy jest silnie unerwiona. Gładź więc ukochaną po włosach, wsuwaj między nie palce i delikatnie masuj po głowie, muskaj skórę na linii włosów.

9. Wewnętrzna strona ud

Podobnie jak wewnętrzna strona ramion jest niezwykle wrażliwa na dotyk, a nawet bardziej, gdyż znajduje się niejako na przedpolu ostatniego bastionu, erotycznego centrum kobiecości.

10. Pośladki

Pupa - okrągła i gładka - to kolejny atrybut kobiecości. Bardzo wdzięcznie odpowiada na pieszczoty męskich dłoni, nie tylko na delikatny dotyk, ale również na czułe tarmoszenie.

11. Uszy

Głaskanie, całowanie uszu, szczególnie płatków usznych i miejsc za uszami, a także zmysłowe wodzenie po nich językiem sprawia, że ukochaną przechodzi dreszcz podniecenia.

12. Oczy

Skóra wokół oczu jest niesłychanie delikatna i wrażliwa na dotyk. Delikatne niczym mgiełka pocałunki składane na powiekach i wokół nich są wyrazem czułości, a jednocześnie są dla kobiety ogromnie przyjemne.

Gra wstępna: porozmawiajmy o mężczyznach

2007-01-30, ostatnia aktualizacja 2006-09-06 15:22

Mężczyźni są wzrokowcami. Ważnym elementem gry wstępnej jest dla nich patrzenie na kobietę, która im się podoba - na jej ciało, szczególnie roznegliżowane, twarz, gesty. To ich podnieca i rozbudza seksualnie.


To oraz oczywiście pieszczoty miejsc erogennych. Mówi się czasem, że gra wstępna to wymysł kobiet - facet może się bez tego obejść. Jest w tym ziarno prawdy - mężczyzna dużo szybciej niż kobieta osiąga stan podniecenia seksualnego wystarczający do odbycia stosunku. Poza tym stymulujących bodźców dostarcza mu przede wszystkim zmysł wzroku (choć inne zmysły oczywiście też), podczas gdy kobiecie sam widok partnera, nawet bardzo atrakcyjnego, jeszcze nie wystarcza. Trzeba zapewnić pożywkę również jej zmysłowi dotyku, słuchu, powonienia.

Nie znaczy to jednak, że wzajemne pieszczoty, którymi kochankowie obdarzają się przed stosunkiem, są mężczyźnie niemiłe. Owszem, czasami nie są konieczne, żeby miał wzwód, jednak są z pewnością przyjemne i potrzebne, by mógł w pełni cieszyć się seksem i czerpać z niego maksymalną przyjemność. Wiadomo przecież, że czekanie wzmaga apetyt, a czekanie połączone z podniecającymi pieszczotami rozbudza wszystkie zmysły i sprawia, że finał wiąże się z jeszcze większą ekstazą.

Czasami mężczyźni unikają długiej gry wstępnej i dążą szybko do stosunku, gdyż obawiają się, że gdy zaczną się kochać bardzo podnieceni, stosunek będzie trwał krócej. To jednak kiepska strategia, bo przecież odbiera partnerce ważny dla uzyskania przez nią satysfakcji element miłosnej gry. Jeśli rzeczywiście mężczyzna jest bardzo pobudliwy, lepiej wybrać inne rozwiązanie - kontynuować grę wstępną i pieszczoty penisa aż do orgazmu włącznie, dać partnerowi odpocząć kilka minut (podczas których on może się skupić całkowicie na pieszczeniu kobiety), a następnie rozpocząć stosunek. Gdy pierwsze najsilniejsze napięcie zostanie rozładowane, to - podczas drugiej "akcji" - mężczyźnie znacznie łatwiej jest się kontrolować.

Jak dobrze grać wstępnie - rady dla niego

Nie spiesz się

Daj sobie trochę na wstrzymanie. Zobaczysz, że nie pożałujesz. To, że masz już wzwód, nie znaczy, że od razu musicie zaczynać. Przedłużaj miłosne preludium, a mocniej przeżyjesz finał.

Naucz partnerkę, jak ma się z "nim" obchodzić

Ty znasz go już od wielu lat, miałeś okazję dobrze mu się przyjrzeć, wiesz, co lubi. Dla niej to nowy przyjaciel, który czasem może ją lekko onieśmielać - pomóż jej go poznać. Najlepiej zrób krótką demonstrację - pokaż, jak się pobudzasz, gdy jej nie ma w pobliżu. Zachęć ją, by po chwili położyła swoją dłoń na twojej i razem z tobą wykonywała ruchy. Gdy zacznie sobie dobrze radzić, możesz zabrać swoją rękę i pozwolić jej samej kontynuować.

Zachęcaj ją pochwałami

Okazuj jej, że sprawia ci przyjemność. Mów, jak dobrze sobie radzi. W ten sposób dowartościowujesz ją i motywujesz do tego, by jeszcze bardziej się starała. Jeżeli chciałbyś coś w jej zachowaniu zmienić, zasugeruj to delikatnie i bez krytyki. Powiedz np. "Kotku, lubię kiedy..." lub "Podobałoby mi się, gdybyś...". Unikaj oskarżeń typu "Bo ty nigdy nie chcesz...", "Robisz to nie tak, jak trzeba..." etc. Jeśli ona nosi tylko białe bawełniane majtasy w kropki, a tobie marzą się skąpe czarne koronki, to albo zatrzymaj się z nią przed wystawą sklepową i powiedz: "Kochanie, bosko byś w tym wyglądała", albo po prostu sam kup jej taką bieliznę.

Nie bądź tyranem

Jeśli ona nie chce w łóżku robić czegoś, na czym tobie zależy (np. wstydzi się pieścić się sama na twoich oczach albo ma opory przed robieniem fellatio), nie wściekaj się, nie obrażaj, nie szantażuj jej emocjonalnie. To kiepska strategia, którą niewiele wskórasz - nawet jeśli ci ulegnie, to i tak będzie to robiła z musu, miała do ciebie żal, który może przerodzić się w niechęć do seksu z tobą w ogóle. Dużo lepszym rozwiązaniem jest technika małych kroczków. Cierpliwie i stopniowo oswajasz partnerkę z problemem, pokazujesz jej na przykład, jak przyjemne mogą być dla niej pieszczoty twoich ust i języka, nie oczekując od razu odwzajemnienia. Doceniasz, gdy po jakimś czasie odważy się np. pocałować cię w intymne miejsce, ale nie nakłaniasz jej od razu do czegoś więcej. Po prostu dajesz jej czas na oswojenie się z twoją seksualnością - potrzebują go szczególnie młode, mało doświadczone dziewczyny.

Zobaczysz, że gdy dobrze pozna swoje i twoje potrzeby, może się okazać, że będzie z lubością i wyrafinowaniem robiła to, na co kiedyś wzdragała się z niesmakiem: "Nigdy w życiu!".

Dbaj o jej wrażenia estetyczne

Wydawałoby się, że w dzisiejszych czasach o higienie osobistej nikomu nie trzeba przypominać, a jednak. Najczęstszy powód, którym kobiety tłumaczą swoją niechęć do intymnych pieszczot mężczyzny, jest "brzydki zapach". Prawda jest taka, że większość kobiet ma bardzo wyczulony zmysł powonienia. Jeśli nie przykładasz zbyt wielkiej wagi do higieny osobistej, sam sobie szkodzisz - nie dziw się, że ona nie przystępuje do pieszczot twego ciała z pasją. Przed spotkaniem z nią dokładnie myj sfery intymne: członek (zsuń napletek i umyj całą żołądź), mosznę, włosy łonowe i pupę (odbyt).

I jeszcze jedno - ostry naturalny męski zapach wyszedł z mody wraz z ostatnim kowbojem.

Dbaj o higienę na co dzień, nie tylko od święta, używaj dobrej, nienatarczywej wody kolońskiej. Troszcz się o świeży oddech i zdrowe zęby.

Rady dla niej

Słuchaj jego wskazówek, a w razie czego poproś o nie

Jeśli twój mężczyzna w trakcie, gdy obdarzasz go pieszczotami, poprosi, byś robiła coś inaczej - szybciej, mocniej lub delikatniej - nie odbieraj tego jako krytyki i świadectwa, że sobie nie radzisz, tylko potraktuj jak cenną wskazówkę i skorzystaj z niej. Nikt nie jest jasnowidzem, ty też nie. Masz prawo nie wiedzieć, jak on lubi być pieszczony, i nie jest to żaden wstyd czy porażka. Dając ci rady, on tak naprawdę ułatwia ci zadanie i sprawia, że twoje działania są skuteczniejsze. A przecież o to właśnie ci chodzi, prawda? Gdy mężczyzna nic nie mówi, a ty nie wiesz za bardzo, czego on tak naprawdę pragnie, po prostu zapytaj.

Panowie mają czasem opory przed tym, żeby dyrygować

kochanką (właśnie z obawy przed tym, że mogą ją urazić), ośmiel go więc swymi pytaniami, zachęć go do tego, by cię naprowadził. Pamiętaj, komunikacja w łóżku to podstawa!

Bądź aktywna

Czasami kobiety zachowują się tak, jakby ich rola w grze wstępnej sprowadzała się do tego, że pozwalają się mężczyźnie rozbierać i dotykać. Oczywiście z tego również on czerpie przyjemność - podnieca go dotykanie twoich piersi, pośladków, nóg, oglądanie seksownej bielizny. Ale równie ważne jest to, aby sam został obdarzony pieszczotami, by poczuł się doceniony i pożądany. Dlatego weź czasem sprawy w swoje ręce. Spełnij jego fantazje o kobiecej dominacji. Pozwól mu oprzeć się wygodnie i po prostu poddać twoim czułym dłoniom.

Patrz na niego

Wielu mężczyzn bardzo to lubi. Lubią pokazywać się kobiecie nago, lubią, gdy ona na nich patrzy i podziwia ich ciało, a w szczególności męskość. Wyjdź naprzeciw tym lekko

ekshibicjonistycznym pragnieniom. Nie odwracaj wzroku, nie chowaj twarzy, patrz - i to łapczywie! Nie tylko ciało kobiety, ale również jej spojrzenie jest dla mężczyzny podniecające. Twój wzrok na jego ciele to ważny element gry wstępnej.

Fellatio , czyli seks po francusku - wskazówki specjalnie dla pań

1. Rób to z przyjemnością i pasją. Aby naprawdę sprawić mu przyjemność, musisz to polubić. Nic tak faceta nie zniechęca, jak grymas zniesmaczenia na twojej twarzy, świadomość, że robisz to z obowiązku, wbrew sobie, po to żeby się wreszcie odczepił. Gdyby on odnosił się tak do pieszczot oralnych łechtaczki, byłabyś równie niepocieszona. Po prostu pokochaj penis, tak jak kochasz jego właściciela, zajmuj się nim z czułością i sympatią, traktuj dobrze jak swojego pupila, a będzie cię ubóstwiał i reagował entuzjazmem, gdy tylko znajdziesz się w pobliżu.

2. Rozgrzej mężczyznę pocałunkami i pieszczotami. Do pieszczot oralnych penisa przystępuj dopiero wtedy, gdy twój partner jest podniecony i ma wzwód. Oczekiwanie na fellatio powinny wypełnić twoje namiętne pocałunki, głaskanie i pieszczoty innych części ciała - twarzy, ramion, torsu, brodawek, brzucha. Stopniowo, powoli przesuwaj się coraz niżej. Niespiesznie rozepnij mu spodnie.

3. Wybierz pozycję. Najbardziej pożądane przez mężczyzn i najwygodniejsze dla was obojga są dwie - stojąca (on stoi, ty klęczysz lub kucasz przed nim) lub leżąca (on leży, ty klęczysz nad nim). Obie mają swoje zalety. Pierwsza jest bardziej wyzywająca, daje mu poczucie kontroli i pozwala cały czas obserwować twoje działania - co bardzo go podnieca. Doskonale nadaje się na alternatywny szybki numerek. Druga pozwala mu wygodnie się ułożyć i całkowicie oddać w twoje władanie. Jest w niej miejsce na więcej czułości - możesz w trakcie pieszczot ocierać się o niego całym ciałem, dotykać wilgotnym łonem jego nóg, trącać piersiami penis, jądra, krocze, rozpuścić włosy i muskać nimi jego ciało.

4. Stopniuj napięcie. Jak? Po prostu zbliżaj się do sedna sprawy powoli. Zanim zaczniesz dotykać go ustami, delikatnie popieść go dłońmi. Następnie zbliż do niego wargi, najpierw jednak obdarzając pocałunkami okolice penisa - podbrzusze, mosznę, krocze. Delikatnie masuj jądra, ujmij je całą dłonią, pieść je, całuj, możesz nawet wsunąć je sobie do ust. Przystąp do delikatnych pocałunków penisa. Odrzuć zmysłowym ruchem włosy, by on widział, jak zbliżasz się do jego skarbu. Bądź bardzo delikatna, o żadnym szczypaniu czy,

co gorsza, gryzieniu nie ma mowy. Upewnij się, że napletek jest bezpiecznie ściągnięty z żołędzi, przytrzymaj członek dłonią i poliż go tak, jakbyś jadła smakowitego loda (z tym samym wyrazem rozkoszy na twarzy). Długimi pociągnięciami języka wzdłuż i wszerz ślizgaj się po całej powierzchni żołędzi. Zanim obejmiesz go całego ustami i doprowadzisz do pełnego zanurzenia, obliż wargi (jeśli zdołasz, możesz szybko napić się czegoś gorącego - to podniesie temperaturę w ustach i sprawi mu tym większą przyjemność). Pamiętaj, im więcej będziesz miała śliny w buzi, tym lepiej. Wsuń penis do ust, najlepiej z pomrukiem pożądania.

5. Korzystaj z pomocy dłoni. W czasie fellatio trzymaj jedną ręką trzonek penisa, by kontrolować sytuację (m.in. głębokość zanurzenia - niektórzy mężczyźni w ferworze akcji lubią dociskać głowę partnerki do siebie, musisz w razie potrzeby stawiać głową lekki opór, by uniknąć zadławienia). Drugą zaś możesz pieścić jądra, krocze, pośladki i odbyt, jeśli partner sobie tego życzy. Podstawowa zasada fellatio jest taka: pieścisz wargami żołądź, wykonując pełne, głębokie ruchy (nie zaciskaj ust zbyt mocno, powinny pozostać lekko rozchylone), jednocześnie poruszając rytmicznie ręką na całej długości penisa. Ręka zaciska się na trzonie podczas ruchu w górę i zwalnia uścisk podczas ruchu w dół.

6. Pamiętaj o języku. Niech ślizga się po główce penisa, okrąża wieniec, szybko pieści wędzidełko, podczas gdy wargi i ręce nadal robią swoje.

7. Utrzymuj równe tempo. Stały rytm pieszczot jest bardzo istotny, zresztą wiesz to bardzo dobrze, też to lubisz. Zaczynasz oczywiście wolniej, dopiero na koniec, kiedy zbliżacie się do finału, przyspieszasz. On prawdopodobnie sam da ci sygnał, przyspieszając stopniowo ruchy bioder lub rąk, które trzyma na twojej głowie.

8. Patrz mu w oczy. Staraj się utrzymywać z nim kontakt wzrokowy lub zerkać mu od czasu do czasu prosto w oczy. To go bardzo podnieca.

9. Zrób przerwę. Zwłaszcza gdy czujesz, że szybko zbliżacie się do finału. Zajmij się znów przez chwilę jądrami i kroczem albo w ogóle przesuń się wyżej, całuj jego piersi czy wargi. To da mu chwilę, żeby ochłonął, a kiedy schłodzony penis znów zanurzy się w twoich gorących, wilgotnych ustach, jego rozkosz będzie tym większa. Gdy znów rozpoczniesz stymulację, nie przerywaj jej już aż do szczytowania.

10. Bądź przygotowana na finał. Najpierw poczujesz, że członek napina się, a przez całą jego

długość przebiegają regularne skurcze, zaraz potem nastąpi wytrysk. Możesz bez obaw połk-

nąć spermę - nie jest szkodliwa dla zdrowia, a jej smak - dość charakterystyczny - zależy w pewnej mierze od diety mężczyzny. Po ostrych potrawach zakrapianych mocnym piwem czy kawą staje się bardziej intensywny, po łagodnych daniach zaś (np. z makaronu czy ziemniaków) łagodnieje. Niektórzy znawcy twierdzą, że aby osłodzić kobiecie ten rozkoszny posiłek, mężczyzna powinien jeść dużo ananasów. Czy to prawda? Może spróbujecie? Jeśli jednak zdecydowanie nie chcesz połykać nasienia, możesz i tak seksownie wybrnąć z sytuacji. Zakończ stymulację członka ręką i pozwól partnerowi eksplodować na twoje piersi lub brzuch, po czym rozetrzyj płyn na swoim ciele. Po takiej demonstracji twego oddania kochanek na pewno nie poczuje się urażony.

10 kroków do udanej miłości francuskiej

2007-01-30, ostatnia aktualizacja 2006-07-26 16:42

Pieszczoty oralne to dla wielu kobiet źródło olbrzymiej rozkoszy. Orgazm osiągnięty podczas miłości francuskiej odczuwają często jako silniejsze doznanie niż szczytowanie podczas klasycznego stosunku.


Warto, byś nabrał wprawy w tego rodzaju pieszczotach. Jedyna trudność tkwi w tym, że miejsce najbardziej spragnione twoich karesów, czyli łechtaczka, jest ukryte w słabo widocznym, ciemnym zakamarku jej ciała. Często więc musisz działać po omacku i na wyczucie.

Oto, co powinieneś wiedzieć, zanim zaczniesz.

1. Zacznij od pieszczot całego ciała. Całuj jej szyję, masuj piersi i dekolt, dotykaj w najintymniejszych miejscach. Nie spiesz się. Nie rozbieraj jej od razu. Postaraj się, by była już mocno podniecona, zanim zdejmiesz jej bieliznę.

2. Dopilnuj, by wygodnie się ułożyła i sam znajdź dla siebie wygodną pozycję. Pamiętaj, kobiety podniecają się wolniej niż mężczyźni - sprawienie jej oralnej przyjemności będzie zapewne trwało dłużej niż doprowadzenie ciebie do orgazmu w czasie fellatio (chociaż jeśli będziesz ją pieścił umiejętnie, finał może być błyskawiczny!). Przygotuj się nawet na kwadrans i ułóż tak, by w ciągu tego czasu nie ścierpnąć ani nie dostać skurczu mięśni. Ona może leżeć na plecach, a ty możesz uklęknąć między jej udami. Niektóre kobiety wolą stać z rozchylonymi nogami nad klęczącym mężczyzną. Możesz też sam położyć się na plecach i pozwolić jej uklęknąć nad twoją twarzą (dla równowagi ona może oprzeć się rękami o ścianę).

3. Pokaż jej, że nigdzie się nie spieszysz. Nie patrz nerwowo na zegarek, nie wzdychaj ciężko po kilku minutach pieszczot (brzmi to mniej więcej jak: "no długo jeszcze?"), nie kręć się co chwila, sugerując, że jest ci niewygodnie i masz dosyć tkwienia w jednej pozycji. Niech ona nie czuje twojego zniecierpliwienia, bo to zdecydowanie psuje jej nastrój.

4. Nie pieść jej czubkiem języka ani sztywnym językiem. To najczęstszy błąd, jaki popełniają mężczyźni. Łechtaczka jest niesłychanie wrażliwa na dotyk, wiele kobiet w ogóle nie toleruje jej bezpośredniego dotykania, a już na pewno poszturchiwania czubkiem usztywnionego języka, i woli pobudzanie okolic łechtaczki. Twoje pieszczoty dadzą jej największą rozkosz, jeśli będziesz miękkim, wilgotnym językiem ślizgał się po wszystkich zakamarkach. 5. Zacznij od peryferiów: warg sromowych, wejścia do pochwy, wzgórka łonowego. Okrążaj łechtaczkę kolistymi ruchami, ślizgaj się po jej krawędziach.

6. Utrzymuj jednostajny, w miarę powolny rytm. Dobre tempo pieszczot jest naprawdę bardzo ważne. Jeśli zbyt często zmieniasz sposób i tempo pobudzania, zwyczajnie wybijasz partnerkę z rytmu, przez co oddalasz, a nie przybliżasz finał.

7. Lepiej bądź za delikatny niż zbyt brutalny. Jeśli ona będzie oczekiwała od ciebie intensywniejszych lub szybszych pieszczot, da ci znak, np. przyciskając twoją głowę.

8. Nie zapominaj o rękach. Gdy pieścisz ją językiem, są przecież wolne (przynajmniej jedna, jeśli podpierasz się na drugiej). Bardzo wzmocnisz doznania partnerki, jeżeli będziesz jednocześnie dotykał jej ciała, np. ud, brzucha, piersi, muskał jej sutki.

9. Gdy poczujesz, że jest bardzo podniecona, możesz wsunąć palec do pochwy. Wiele kobiet lubi w czasie szczytowania czuć mężczyznę w sobie. Taka stymulacja od wewnątrz wzmaga ich doznania, sprawia, że orgazm wydaje się pełniejszy. Wsuń jeden palec lub dwa, ale nie poruszaj nimi (chyba że partnerka cię o to poprosi).

10. Nie przerywaj w najważniejszym momencie. Gdy czujesz, że ciało kobiety zaczyna się prężyć i wyginać, możesz uchwycić je mocniej i zwiększyć nieco intensywność pieszczot. Najważniejsze, żebyś nie przerwał wtedy stymulacji (czasem nie jest to łatwe, bo kobieta - w spazmach rozkoszy - zaczyna ci się wyrywać). Pieść ją do ostatniej chwili, pamiętaj jednak, by w czasie jej szczytowania pieścić łechtaczkę całą powierzchnią miękkiego języka. W ten sposób robisz to delikatniej, a musisz wiedzieć, że tuż po orgazmie miejsce to staje się nadwrażliwe na dotyk. Partnerka może cię więc delikatnie od siebie odepchnąć - oznacza to, że nie chce już być dotykana w tym miejscu.

Gra wstępna: porozmawiajmy o kobietach

2007-01-30, ostatnia aktualizacja 2006-07-26 16:44
Zobacz powiększenie

W tej kwestii kobiety są zgodne - gra wstępna to podstawa. Jest dla nich równie ważna jak sam stosunek, zwłaszcza że pieszczoty, które jej towarzyszą, mogą je doprowadzić na sam szczyt.

Jak sama nazwa wskazuje, celem gry wstępnej jest przygotowanie ciała i zmysłów do stosunku. Mężczyźni mówią czasem, że potrzebna jest przede wszystkim kobiecie. Cóż, biorąc pod uwagę to, że panom do osiągnięcia satysfakcji seksualnej wystarczą nawet dwie, trzy minuty, a paniom potrzeba średnio 20-30 minut, łatwo zrozumieć, dlaczego gra wstępna cieszy się u płci pięknej większym powodzeniem. Pieszczoty, które partner ofiarowuje kobiecie, mają wywołać u niej podniecenie, zwiększyć ukrwienie narządów płciowych i spowodować ich nawilżenie, dzięki czemu, gdy kochanek będzie w nią wnikał, nie sprawi jej bólu. Jednak ograniczanie pieszczot tylko do roli "przygotowawczej" zawęża możliwości, które za nimi idą.

Zmiana kolejności

Czasem podniecenie kochanków jest tak duże, że żadne pieszczoty przed stosunkiem nie są konieczne. Oboje pragną zbliżenia teraz, natychmiast. Nie zamierzają też przedłużać go w nieskończoność - krew w nich kipi, pożądanie pali i domaga się zaspokojenia. Rezygnują więc z gry wstępnej, za to po stosunku, gdy największe emocje już opadną, chętnie oddają się wzajemnym pieszczotom, które dają poczucie bliskości, pozwalają przedłużyć intymne chwile i jak najdłużej cieszyć się doznawaną rozkoszą. Pieszczoty po stosunku sprawdzają się też w innej sytuacji - kiedy finał u partnera nastąpił zbyt szybko i partnerka nie zdążyła przeżyć orgazmu. Umiejętnie pieszcząc łechtaczkę i pochwę, mężczyzna może doprowadzić kobietę do szczytowania.

Biały seks

Biegli w ars amandi kochankowie nierzadko traktują tzw. grę wstępną jako alternatywę dla tradycyjnego stosunku. Niektórzy nazywają to "białym seksem", gdyż nie towarzyszy mu penetracja, w każdym razie nie dokonywana penisem. Jednak wzajemne pieszczoty i miłość francuska dostarczają partnerom mocnych wrażeń i zapewniają satysfakcję. Nie oznacza to, że kochankowie zupełnie rezygnują z tradycyjnych stosunków - jedynie czasami, dla urozmaicenia współżycia, zastępują je inną formą stymulacji.

12 rad, aby rozkręcić grę

Rozwijaj zmysły

Masz ich pięć i każdy może ci dostarczyć mnóstwo przyjemności. Musisz tylko spróbować je wyostrzyć i dostarczać im odpowiedniej pożywki - patrzeć, słuchać, wdychać, dotykać i smakować. Niestety, codzienność nas ogłusza i otępia. Za dużo spraw do załatwienia, za mało czasu, ciągły pośpiech i stres. Staraj się jednak nie przenosić tego do sypialni. Gra wstępna nie znosi pośpiechu i bylejakości.

Pokonaj wstyd

Pozwól mu zająć się tobą w pełni. Nie wydzielaj stref dostępnych i zakazanych (chyba że chodzi o strefy zagrożone łaskotkami), nie kieruj się tym, które części swego ciała uważasz za atrakcyjne, a które nie. Nie rezygnuj z pieszczot piersi, które chce (na pewno!) ci ofiarować, dlatego że masz zastrzeżenia do ich wyglądu. Nie odwracaj się do niego zawsze przodem po to, by nie mógł przyjrzeć się twoim pośladkom, które ty (i tylko ty!) uważasz za zbyt obfite.

Dobrze poznaj sam siebie

Trudno, żebyś potrafiła pokierować partnerem, jeśli sama nie wiesz, czego ci potrzeba i co lubisz. Poznaniu własnych potrzeb służy masturbacja - jest naturalnym i ważnym elementem naszego rozwoju seksualnego, a potem uzupełnieniem lub substytutem życia erotycznego. Upewnij się, że nie zaniedbałaś tej lekcji erotycznej anatomii. Niestety, temat masturbacji jest dla wielu pań tematem wstydliwym. Niektóre za nic w świecie nie przyznałyby się do takich praktyk - gdy do orgazmu doprowadza je mężczyzna, są szczęśliwe i dumne, ale gdy robią to same, mają poczucie wstydu, upokorzenia, porażki własnej kobiecości. Niepotrzebnie.

Czekaj tak długo, jak potrzebujesz

To ty decydujesz o tym, kiedy ma dojść do stosunku. Nikt poza tobą nie wie bowiem, kiedy jesteś na niego naprawdę gotowa. Nie daj się więc pospieszać. Nawet jeśli on ma już wielką ochotę w ciebie wniknąć, powstrzymaj jego zapał, gdy czujesz, że to jeszcze nie jest właściwy moment. Naprawdę nic mu się nie stanie, jeśli poczeka jeszcze chwilę. Wręcz przeciwnie - czekanie wzmaga apetyt i sprawia, że danie - kiedy w końcu ma się okazję je skonsumować - smakuje znacznie lepiej. Naucz go cierpliwości, oboje na tym skorzystacie.

Podpowiadaj mu

Jeśli chcesz dostać to, co lubisz, udzielaj partnerowi wskazówek. Nie, nie obrazi się, raczej będzie wdzięczny za podpowiedź. Przecież nie jest jasnowidzem, nie wie, na co masz ochotę. Postaraj się tylko, by te wskazówki nie brzmiały jak komendy w czasie musztry wojskowej (chyba że akurat to was podnieca), np. "uklęknij", "dobrze, teraz wolniej", "źle, no co ty robisz?!". Za to czuły szept: "Jesteś cudowny, rób to jeszcze szybciej" doskonale podgrzeje atmosferę.

Pamiętaj, że gra wstępna to pieszczoty wzajemne

Jeśli chcesz, aby on lubił ten etap waszych miłosnych spotkań, spraw, aby były miłe również dla niego. Więcej o męskich potrzebach i sposobach sprawienia mu przyjemności opowiemy w kolejnej książeczce z naszego cyklu, już za miesiąc.

Nauczcie się rozmawiać o seksie

Jasno wyrażajcie swoje pragnienia i wątpliwości. Pozwoli wam to w przyszłości uniknąć wielu konfliktów wynikających z niedomówień. To, że kochankowie powinni się w łóżku rozumieć bez słów, w lot rozpoznawać swoje oczekiwania, to mit rodem z hollywoodzkich filmów. Jasne, że rozmowa nie jest łatwa, w dodatku język polski, z jego ubogim słownictwem seksualnym, wcale w tym nie pomaga - niestety, większość określeń z tej dziedziny brzmi albo medycznie, albo wulgarnie. Nie jest to jednak powód, by sprawy seksu przemilczać albo nie mówić o problemach, kiedy się pojawiają. Możecie przecież stworzyć swój własny intymny język, którym będziecie się komunikować wyłącznie między sobą. To nie tylko ułatwi wzajemne dopasowanie się w łóżku, ale też jeszcze bardziej zacieśni więź między wami.

Nie traktuj gry wstępnej jako zła koniecznego

Jak czegoś, przez co musisz po prostu przebrnąć, żeby przejść do "seksu właściwego", czyli penetracji. Kobieta od razu widzi - i czuje - czy "odwalasz" te pieszczoty, czy też się do nich przykładasz. Zresztą ciebie również może podczas gry wstępnej spotkać mnóstwo miłych rzeczy... Przekonaj się, że im bardziej powolne i urozmaicone jest miłosne preludium, tym większą ekstazę przynosi finał.

Stopniuj napięcie

Ogólna zasada brzmi: rozpoczynaj pieszczoty powoli i delikatnie, stopniowo zwiększając ich intensywność i tempo. Przyglądaj się reakcjom partnerki, a zobaczysz, na które karesy reaguje entuzjazmem, a które wywołują grymas niechęci. Uwaga: jeśli ona syczy i wyrywa się, zwykle oznacza to jednak, że sprawiasz jej ból, a nie prowadzisz na wyżyny rozkoszy.

Przygotuj się na zmiany

La donna e ` mobile - również w tej sferze zmiany upodobań są u kobiet zupełnie naturalne. Już zmiana fazy cyklu może sprawić, że twoja partnerka zapragnie innych pieszczot niż do tej pory. Tuż przed okresem jej piersi są bowiem nabrzmiałe, nawet bolesne, a całe ciało jest bardziej wrażliwe na dotyk. W tym czasie będzie więc oczekiwała od ciebie większej delikatności.

Wypróbuj najróżniejsze techniki

To zasadnicza różnica. W czasie gry wstępnej nie bądź agresorem, nie rzucaj się na partnerkę nachalnie z łapami, chwytając łapczywie co popadnie, tarmosząc na wszystkie strony. Spraw, żeby ona czuła, że robisz to dla niej, że chcesz sprawić jej przyjemność, a nie po prostu ją zawłaszczyć, zdobyć, posiąść.

Pieść, nie obmacuj

To zasadnicza różnica. W czasie gry wstępnej nie bądź agresorem, nie rzucaj się na partnerkę nachalnie z łapami, chwytając łapczywie co popadnie, tarmosząc na wszystkie strony. Spraw, żeby ona czuła, że robisz to dla niej, że chcesz sprawić jej przyjemność, a nie po prostu ją zawłaszczyć, zdobyć, posiąść.

Sikorski: Zawiodłem się na Kaczyńskim

Paweł Wroński
2007-09-13, ostatnia aktualizacja 2007-09-12 19:43
Okres partyjnych transferów w pełni. Były minister obrony w rządzie PiS będzie kandydował z Platformy Obywatelskiej do Sejmu. PO kolejną "polityczną bombę" zapowiada na sobotę.
Zobacz powiekszenie
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Od lewej: Radosław Sikorski - przechodzi do Platformy,Bogdan Zdrojewski - szef klubu PO i Paweł Zalewski - na razie nie dołącza do tej dwójki

- Zawiodłem się na Jarosławie Kaczyńskim - powiedział wczoraj były minister obrony Radosław Sikorski. Senator klubu Prawa i Sprawiedliwości wystąpił w Sejmie na tle planszy PO. W nadchodzących wyborach wystartuje z bydgoskiej listy tej partii z pierwszego miejsca. A według szefa klubu PO Bogdana Zdrojewskiego Sikorski wstąpi do PO.

W krótkim oświadczeniu Sikorski przypomniał, że w poprzednich wyborach do senatu startował jako kandydat bezpartyjny poparty przez PiS. - Przyszedł czas na męską decyzję. Chciałem przeciąć spekulacje co do moich politycznych wyborów - oświadczył były szef MON. - Miałem później zaszczyt służyć w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza. Przez pół roku obserwowałem z rosnącym zgorszeniem konwulsje obozu rządowego. Ja się nie zmieniłem, nadal chcę Polski silnej w Europie, nowoczesnej, uczciwej. Ale dzisiaj uważam, że tę wizję najlepiej zrealizuje Platforma - dodał.

To drugi po wybitnym działaczu podziemnej "Solidarności" Antonim Mężydle polityk, który w ostatnim czasie opuścił szeregi partii Jarosława Kaczyńskiego. Sikorski nie odpowiadał na pytania.

O możliwym przejściu Sikorskiego do PO politycy i dziennikarze spekulowali od kilku tygodni. W PiS nie ukrywali wczoraj zawodu. Wicemarszałek Senatu Krzysztof Putra mówił, że postępowanie Sikorskiego jest niehonorowe. - To był minister obrony, na sztandarach polskich żołnierzy widnieje napis: Bóg, Honor i Ojczyzna, ministrowi honoru zabrakło - rzucił. Ale zastrzegł, że nie rozpatruje tej decyzji w kategoriach zdrady. - Mamy demokrację i każdy polityk może podejmować samodzielne decyzje.

Premier komentował w Helsinkach, że Sikorski jest w niełatwej sytuacji jak każdy były minister. I dodał, że jego następca Aleksander Szczygło lepiej wykonuje swoje obowiązki.

Radosław Sikorski, absolwent Oxfordu - wiceminister obrony w rządzie Jana Olszewskiego i wiceminister MSZ w rządzie Jerzego Buzka - odszedł z MON po konflikcie z Antonim Macierewiczem (który wbrew jego woli został wiceministrem i likwidatorem WSI). W przeszłości Sikorski był cenionym dziennikarzem, korespondentem brytyjskiej prasy w Afganistanie (zdobył World Press Photo za jedno ze zdjęć), komentatorem m.in. dla CNN, Fox News, BBC World.

Sikorski zaprosił dziennikarzy na sobotnią konwencję Platformy Obywatelskiej w bliskim jego stron rodzinnych Gnieźnie. Tam - według szefa PO Donalda Tuska - ma wybuchnąć "bomba". Zostanie przedstawiony polityk z "centrum decyzyjnego PiS", który przejdzie do Platformy. Bogdan Zdrojewski mówił wczoraj, że Sikorski nie jest tą polityczną bombą. Zapewnił, że Platforma rozmawia jeszcze z kilkunastoma politykami PiS. - Oni również są zniechęceni do polityki PiS, ale nie każdemu jest łatwo wystąpić w barwach PO - tłumaczył.

Wśród polityków PiS wymienianych jako jeden z kandydatów do zmiany barw partyjnych od dłuższego czasu wymieniany jest zawieszony w prawach członka PiS Paweł Zalewski (wiceprzewodniczący partii i szef sejmowej komisji spraw zagranicznych). Zalewski w ostatnim czasie wykonał wiele gestów pojednawczych wobec PiS. We wtorek w Telewizji Trwam podkreślał aktualność programu wyborczego PiS. Wczoraj mówił, że nie ma propozycji kandydowania z żadnej innej partii.

Głośno mówi się też o możliwości startu z listy PO legendy "Solidarności" marszałka Senatu Bogdana Borusewicza (który w wyborach do Senatu startował z poparciem PiS). Z kolei jeden z założycieli Platformy Maciej Płażyński być może pojawi się na listach wyborczych partii Jarosława Kaczyńskiego.

Wczoraj także politycy SLD mówili, że i oni mogą sprawić niespodziankę. - Trwają rozmowy z pewnymi politykami PO - mówił, puszczając oko do dziennikarzy, Ryszard Kalisz, ale szczegółów nie chciał zdradzić.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ojciec Rydzyk jeździ autem za ćwierć miliona

Czy to przystoi duchownemu?

2007-09-12 00:19


Na każde jego słowo czekają miliony ludzi w Polsce. Jest dla nich duchowym ojcem i wzorem do naśladowania. Tymczasem okazuje się, że ojcu Tadeuszowi Rydzykowi nie są obce pokusy życia doczesnego - jeździ audi A6 za ćwierć miliona złotych. Czy to się godzi, księże dyrektorze? - pyta "Fakt".

Słuchacze Radia Maryja to głównie emeryci, którym niskie świadczenia ledwo starczają "do pierwszego". Czy będą jednak oburzać się na dyrektora swojego ukochanego radia za zakup drogiego audi A6? Niekoniecznie. Jeśli przyjrzeć się wyposażeniu tego samochodu, okazuje się, że jest on niemal skrojony na miarę toruńskiego redemptorysty - pisze "Fakt".

Podróżowanie po polskich drogach jest bardzo ryzykowne. Wciąż przewodzimy w statystykach wypadków drogowych. Tak ważna dla ludzi osoba jak ojciec Rydzyk, która często kursuje między Toruniem a Częstochową, nie powinna narażać pochopnie życia. Na szczęście więc, w audi jest aż sześć poduszek powietrznych i dodatkowe kurtyny, które w razie kraksy zwiększają znacznie szanse na przeżycie - ironizuje "Fakt".

Innym udogodnieniem, na które bez wątpienia zasługuje ojciec dyrektor, jest automatyczna klimatyzacja. Czy można się dziwić, że zakonnik, przyzwyczajony do miłego chłodu kościelnych naw, nie ma ochoty się pocić za kierownicą? Niech zazdrośnicy spróbują pokierować autem w grubej sutannie, gdy temperatura na zewnątrz przekracza trzydzieści stopni - śmieje się "Fakt".

I wreszcie najważniejsze. Ojciec Tadeusz nie może pozwolić sobie, by w czasie jazdy pomylić drogę. Oczekujący na niego wierni muszą mieć pewność, że zakonnik zawsze o czasie dotrze na miejsce i wygłosi wiele krzepiących słów. I właśnie po to w audi o. Rydzyka jest system nawigacji satelitarnej, który zawsze doprowadzi kierowcę do wyznaczonego celu - żartuje "Fakt".