czwartek, 29 maja 2008

Polska przegrała bitwę, ale nie wojnę o EIT

Dominika Pszczółkowska, Bruksela
2008-05-30, ostatnia aktualizacja 2008-05-30 20:22

To już prawie pewne - w Budapeszcie, a nie we Wrocławiu powstanie siedziba rady zarządzającej Europejskiego Instytutu Innowacji i Technologii. Polska zablokowała ostateczną decyzję, bo chce wywalczyć dla Wrocławia jeden z ośrodków badawczych Instytutu.

Zobacz powiekszenie
fot. Wojciech Surdziel
Minister Barbara Kudrycka do późna w nocy walczyła o EIT dla Wrocławia
SERWISY
Bój o EIT toczył się w Brukseli na szczycie unijnych ministrów nauki. Rozpoczął się w czwartek wieczorem, a zakończył późną nocą. Po godz. 1 nad ranem węgierski minister Gordon Bajnai ogłosił: - Wygraliśmy bitwę, choć jeszcze nie wojnę.

Reprezentująca Polskę minister nauki Barbara Kudrycka nie spodziewała się chyba, że negocjacje będą tak trudne, a szanse Wrocławia na uzyskanie siedziby rady zarządzającej Europejskiego Instytutu Innowacji i Technologii tak niewielkie. Początkowo poparło nas siedem krajów. Minister Kudrycka nie chciała zdradzić które, lecz nieoficjalnie mówiono o Szwecji, Danii, Holandii, Irlandii i trzech państwach bałtyckich.

Z wyścigu szybko odpadły inne kandydatury niż Polska i Węgry: niemiecka Jena, Wiedeń wspólnie z Bratysławą i San Cugat del Valles pod Barceloną. Choć formalnych głosowań nie było, rzecznicy prasowi rozesłali informację, że "do drugiej tury przeszedł Budapeszt i Wrocław".



Tu dla polskiej minister zaczęły się ogromne trudności. Stało się oczywiste, że Budapeszt ma zdecydowanie największe poparcie, około 20 krajów, w tym dużych. Słoweńcy przewodniczący w tym półroczu UE naciskali, by decyzję podjąć już teraz. Wszyscy chcieli osiągnąć zgodę, byli skłonni pójść za głosem większości. - Wszyscy z wyjątkiem Polski - opowiadał "Gazecie" jeden ze słoweńskich dyplomatów.

Słoweńcy podkreślają, że podjęcie decyzji co do siedziby rady EIT jest pilne, bo do końca czerwca mają zostać wyłonieni członkowie tej rady. To oni decydować będą, jakie projekty badawcze wspierać będzie Instytut. Jego celem ma być promowanie badań i współpracy uniwersyteckiej w takich dziedzinach jak: energia, ochrona środowiska, technologie informacyjne, transport, medycyna. Ośrodki badawcze - tzw. Węzły Wiedzy i Innowacji - nie będą zlokalizowane tam, gdzie rada zarządzająca, lecz w kilku miejscach w Europie.

Argumenty na rzecz Budapesztu były mocne. - Sprawa rozbijała się o to, że mamy agencję Frontex - relacjonowała później Kudrycka. Frontex z siedzibą w Warszawie zajmuje się ochroną granic. Tymczasem na Węgrzech nie ma jeszcze żadnej unijnej agencji, co zostało użyte jako koronny argument za kandydaturą Budapesztu.

W dodatku Węgrzy przypomnieli Kudryckiej, o czym - jak twierdzi - wcześniej nie wiedziała, że gdy w 2005 r. przyznawano Frontex, Budapeszt zrezygnował z własnej kandydatury, gdy widać było, że większość państw popiera Polskę, a w zamian uzyskał podobno obietnicę, że jeśli będzie ubiegał się o inną instytucję w przyszłości, otrzyma poparcie Warszawy.

Polska minister prowadziła indywidualne rozmowy ze Słoweńcami i Węgrami, dzwoniła do Warszawy, by skonsultować się z premierem Donaldem Tuskiem. Wciąż nie zgadzała się jednak na wybór Budapesztu.

Ministrowie podjęli jeszcze jedną próbę, by przekonać ją podczas kolejnej rundy negocjacji z udziałem wszystkich. - Znalazła się pod ogromną presją - przyznaje jeden ze słoweńskich dyplomatów. - Krzyczeli na panią? - pytała później żartobliwie jedna z polskich dziennikarek. Pani minister tylko zdecydowanie pokiwała głową, że "tak".

Po kolejnej rundzie rozmów ministrowie wreszcie rozjechali się do hoteli. Ustalono, że wrócą do sprawy podczas posiedzenia 18 czerwca. Gdyby i wtedy nie udało się osiągnąć porozumienia, sprawą zajmą się zapewne przywódcy państw na szczycie 19-20 czerwca. Po spotkaniu Słoweńcy rozesłali do dziennikarzy komunikat prasowy, zgodnie z którym ministrowie zgodzili się na dwie zasady: że agencja ma być w nowym kraju członkowskim i w takim, który nie ma jeszcze żadnej agencji. A więc w praktyce w Budapeszcie.



W Polsce osoby zaangażowane w projekt EIT zdają sobie sprawę z przegranej walki o siedzibę główną. Chcą jednak - w zamian za poparcie Polski dla Budapesztu - wywalczyć gwarancje, że jeden z Węzłów Wiedzy i Innowacji powstanie we Wrocławiu.

Jerzy Langer z Polskiej Akademii Nauk: - Polska obok Węgier była najpoważniejszym kandydatem do siedziby EIT. Jeżeli ma ją dostać Budapeszt, to za wszelką cenę musimy uzyskać gwarancje, że w zamian uzyskamy jeden z węzłów.

- Polski rząd ma trzy tygodnie, aby taki kompromis osiągnąć - mówi prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz.

Nieoficjalnie przedstawiciele rządu mówią, że właśnie taka będzie teraz taktyka strony polskiej. Przyznanie Wrocławiowi jednego z ośrodków badawczych też zostanie uznane za sukces.

- Z punktu widzenia rozwoju cywilizacyjnego kraju i tworzenia gospodarki opartej na wiedzy węzeł jest nawet ważniejszy od siedziby głównej - twierdzi eurodeputowany Jerzy Buzek, zaangażowany w walkę o EIT. - Nie jest oczywiście tak prestiżowy. Ale jeśli chodzi o innowacyjność, dopływ kapitału, nowe technologie, współpracę badawczą i rozwój Polski, to jest to rzecz absolutnie kapitalna, o którą musimy walczyć.

Pierwszą próbę uzyskania gwarancji ustanowienia węzła we Wrocławiu strona polska podjęła już w czasie nocnych negocjacji. Nie udało się, ponieważ prawnicy unijni stwierdzili, że byłoby to niezgodne z rozporządzeniem UE ustanawiającym EIT. Oznacza to, że w ciągu najbliższych trzech tygodni trzeba będzie znaleźć sposób na otrzymanie takich gwarancji.

Źródło: Gazeta Wyborcza

EIT - Polska zablokowała wybór Budapesztu

Maciej Nowaczyk
2008-05-29, ostatnia aktualizacja 2008-05-30 12:41

Wybór lokalizacji siedziby Europejskiego Instytutu Technologii i Innowacji jednak w czerwcu. W nocy z czwartku na piątek podczas spotkania ministrów krajów UE nie osiągnięto porozumienia. Wybór zablokowała Polska

Zobacz powiekszenie
Fot. Łukasz Giza/AG
Świetlny napis na budynku BZ WBK we Wrocławiu
SERWISY
SONDAŻ
Czy po przegranej w walce o główną siedzibę EIT Wrocławiowi uda się zdobyć chociaż Węzeł Wiedzy?

Tak
Nie

O siedzibę główną EIT, oprócz Wrocławia, starały się Budapeszt, Wiedeń wspólnie z Bratysławą, Jena i San Cugat del Valle. Podczas uroczystej kolacji 27 ministrów państw członkowskich UE miała zapaść decyzja o lokalizacji siedziby głównej EIT.

Przed godziną 22 Wojciech Niewierko z Ministerstwa Nauki i prof. Jerzy Langer z PAN potwierdzili nam, że do drugiej rundy przeszły kandydatury tylko dwóch miast.

Przed decydującym spotkaniem unijnych ministrów w Brukseli szacowano, że w walce o Instytut Węgry i Polska mogą liczyć na podobne poparcie państw członkowskich. Jednak w pierwszym, sondażowym głosowaniu było 19:8 dla Budapesztu. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że podczas spotkania za kandydaturą Budapesztu bardzo silnie lobbują Niemcy i Francja. Wygląda więc na to, że szanse Wrocławia maleją.

Ok. godz. 22.30 Barbara Kudrycka, minister nauki i szefowa polskiego komitetu EIT, wyszła z sali. Najprawdopodobniej naradzała się z premierem Tuskiem, jak ma głosować polska delegacja - czy wetować kandydaturę Budapesztu, czy zaakceptować ją pod warunkiem uzyskania gwarancji, że Polska dostanie jeden z Węzłów Wiedzy.

Po konsultacjach nasza delegacja zdecydowała się na weto.

Kompromisu nie udało się osiągnąć, decyzja zostanie przesunięta najprawdopodobniej na czerwiec, ale może zapaść też w drugiej połowie roku.

EIT: Walka o główną siedzibę bardzo wyrównana

Maciej Nowaczyk
2008-05-07, ostatnia aktualizacja 2008-05-08 10:14

Zobacz powiększenie
Leśnicki zamek to kandydat na główną siedzibę EIT
Fot. Łukasz Giza/AG

Prezydent Wrocławia zapewnia, że wygraliśmy zorganizowaną w Brukseli debatę na temat EIT. Ale to samo twierdzą przedstawiciele innych państw- kandydatów. Na niecały miesiąc przed decyzją walka o instytut jest bardzo wyrównana.

SERWISY
Na tyle, że jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, decyzja o tym, kto dostanie Europejski Instytut Technologii i Innowacji, może zostać przesunięta. Planowano, że będzie ogłoszona pod koniec maja na posiedzeniu ministrów ds. konkurencyjności państw UE. Teraz mówi się już, że zapadnie w czerwcu na szczycie szefów państw Unii, albo nawet w drugim półroczu 2008 roku, gdy przewodnictwo w UE obejmie Francja.

- Wszystkie miasta mają duże szanse na zwycięstwo w wyścigu o EIT. Wszystkie są niezwykle zdeterminowane. Najbardziej Węgrzy, którzy w przeciwieństwie do reszty kandydatów, nie mają na razie u siebie żadnej siedziby instytucji unijnej. Polska w Warszawie ma Frontex, agencję do spraw zarządzania granicami UE - mówi nieoficjalnie jeden z członków Komisji Europejskiej.

Podczas wtorkowej debaty w Brukseli przedstawiciele rządów czterech państw-kandydatów ubiegających się o siedzibę główną EIT spierali się o to, jak ma działać ta instytucja. Na sali obecni byli przedstawiciele rządów członkowskich Unii, komisarze z Komisji Europejskiej i eurodeputowani. To oni będą doradzać szefom swoich rządów, kogo poprzeć w staraniach o EIT. Kandydaci mówili m.in. o lokalizacji, finansowych gwarancjach rządów i poparciu społecznym dla projektu.

Rafał Dutkiewicz, prezydent Wrocławia: - Zdecydowanie w niej zwyciężyliśmy. Pokazaliśmy, że merytorycznie jesteśmy najlepiej przygotowani do stania się siedzibą główną instytutu. Niestety, decyzja o tym, gdzie zostanie ulokowana, będzie decyzją polityczną, mniej merytoryczną.

Nasi kontrkandydaci - Budapeszt, Wiedeń z Bratysławą i Sant Cugat del Valle (małe uniwersyteckie miasteczko położone niedaleko Barcelony) - również nie kryli zadowolenia. Oceną prezydenta Wrocławia byli zdziwieni.

Péter Albert z Ministerstwa Gospodarki i Transportu Węgier: - To my zwyciężyliśmy w debacie. Mieliśmy więcej argumentów merytorycznych. To przecież w Budapeszcie powstaje najwięcej przedsięwzięć opartych na innowacyjnych technologiach. Stolica Węgier od lat jest naukowym i kulturalnym centrum tej części Europy.

Stefan Zotti, doradca polityczny ministra nauki i badań Austrii: - Komisja Europejska i eurodeputowani poszczególnych państw byli pod wrażeniem naszej prezentacji. Przekonywali, że to my jesteśmy najlepszym miejscem do ulokowania siedziby głównej.

Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław

środa, 28 maja 2008

Sarko i Carla. Historia pewnego romansu

Agnieszka Siuzdak, Gazeta.pl
2008-01-16, ostatnia aktualizacja 2008-01-16 15:16
Zobacz powiększenie
Prezydent Sarkozy i Carla Bruni na balkonie w hotelu Old Winter Palace w Luksorze, 25.12.2007 r.
Fot. BENOIT TESSIER REUTERS

On - mężczyzna po przejściach, po pięćdziesiątce, dwukrotnie rozwiedziony, trzech synów. Ona - kobieta z przeszłością, słynąca z odbijania mężów żonom ("z uśmiechem Terminatora" - pisano) oraz głośnych romansów z Mickiem Jaggerem i Donaldem Trumpem. Pod koniec zeszłego roku pojawili się razem w Disneylandzie. Od tej pory dużo się wydarzyło.

Zobacz powiekszenie
Fot. STR REUTERS
Sarkozy i Bruni w Dolinie Królów w Luksorze, 26.12.2007 r.
Zobacz powiekszenie
Fot. TOM FITZSIMMONS AP
Nicolas Sarkozy i Carla Bruni to nie pierwszy przypadek romansu znanego polityka z gwiazdą showbiznesu. Najsłynniejszą taką parę tworzyli książę Rainier III z Monako i amerykańska aktorka Grace Kelly. Na zdj. Kelly i Rainier w drodze na bal w hotelu Waldorf Astoria, 1956 r.
Zobacz powiekszenie
Fot. AP
Prezydent Argentyny, Juan Peron również zakochał się w aktorce. Eva Duarte (słynna Evita), zanim poznała prezydenta, grała w filmach klasy B i słuchowiskach radiowych. Para pobrała się w 1945 r. Na zdj. Juan Peron i Evita w Buenos Aires w pięć lat po ślubie
Zobacz powiekszenie
Fot. NATACHA PISARENKO AP
Argentyńscy politycy mają szczęście do pięknych i sławnych żon. W 2001 r. były prezydent tego kraju, Carlos Menem poślubił młodszą od siebie o 35 lat Cecilię Bolocco - modelkę, prezenterkę i byłą miss Universum
Zobacz powiekszenie
Fot. YOUSEF ALLAN REUTERS
To ten pierścionek z różowym diamentem kupił Sarkozy Carli
Kim jest Carla? Jak śpiewa? Przeczytaj i posłuchaj!

- Chcieli, żeby ludzie wiedzieli. Jeżeli byłoby inaczej, czy zdecydowaliby się na Disneyland i wspólne oglądanie parady Myszki Miki? - redaktor francuskiego magazynu "Point de Vue" nie miał żadnych wątpliwości. - Niby prywatne spotkanie, ale grupa paparazzi "przypadkowo" była na miejscu - mówił w rozmowie z "Timesem".

Sarkozy od samego początku ściśle współpracował z mediami. Falę umiejętnie podsycanych spekulacji o romansach prezydenta zapoczątkował rozwód z Cecilią. Od tej pory plotki o kolejnych flirtach Sarkozy'ego pojawiały się w mediach z zadziwiającą regularnością. Brukowce pisały o rzekomym romansie z atrakcyjną panią minister i "poważnym związku" z popularną dziennikarką.

Prezydencka gra z mediami trwała dwa miesiące. W grudniu, w Disneylandzie Sarkozy "oficjalnie" zaprezentował swoją wybrankę:



"Moja córka Carla i Sarko kochają się"

Dziennikarze zastanawiali się, czy romans prezydenta z modelką to coś poważnego, a na scenę wkroczyła matka Bruni. - Moja córka Carla i Sarko kochają się - oświadczyła reporterom włoskiej "La Stampy". - Kochamy się i nie będziemy się ukrywać - mówiła z kolei sama Carla w rozmowie z "Il Giornale". - Wyglądali na bardzo zrelaksowanych i bardzo zakochanych - relacjonował paparazzo, który robił zdjęcia w Disneylandzie. W dwa dni po wizycie u Myszki Miki nie było już żadnych wątpliwości: to miłość.

Sarko z synem Bruni na barana

Tydzień później Sarkozy i Bruni zdecydowali się na wspólne wakacje w gorącym Egipcie. Para poleciała prywatnym samolotem Vincenta Bollore, miliardera i przyjaciela prezydenta. Zakochani zatrzymali się w luksusowym hotelu w Luksorze (tysiąc dolarów za noc - wyliczały media), dali się obfotografować wśród ruin i na plaży, po czym wyruszyli do Petry w Jordanii. ZOBACZ WIDEO>>

W tej podróży parze towarzyszył ośmioletni synek Carli, Aurelien. - Gdy pojawili się reporterzy, Bruni zakryła twarz chłopca chustką; Sarkozy, który niósł go na barana, szeroko uśmiechał się do obiektywów aparatów - odnotowano.

"Romantyczne Przygody Władcy Pałacu Elizejskiego"

Na pierwsze pogłoski o ślubie nie trzeba było długo czekać. Jako pierwszy o planowanej ceremonii napisał "Journal du Dimanche". - Nasi informatorzy podają datę 8 lub, co bardziej prawdopodobne, 9 lutego - doniósł tygodnik.

Plotka stała się informacją tygodnia, a notowania Sarkozy'ego zaczęły spadać. Francuzi zdali sobie sprawę, że nie chcą wiecznie romansującego prezydenta, który najwyraźniej przestał interesować się sprawami kraju. Opozycja oskarżyła Sarkozy'ego o "reżyserowanie telenoweli" w celu poprawienia wizerunku. - To przypomina serial pod tytułem "Romantyczne Przygody Władcy Pałacu Elizejskiego" - powtarzali politycy lewicy.

Ślub będzie? A może już był?

Rozpędzonej machiny nie dało się już zatrzymać. 8 stycznia Sarkozy zorganizował konferencję prasową. Mówił o wzroście gospodarczym, rychłym zniesieniu 35-godzinnego tygodnia pracy, polityce zagranicznej i roli Francji w ONZ. Dziennikarze zapamiętali z konferencji tylko dwa zdania: "Nasz związek z Carlą jest poważny" i "Istnieje prawdopodobieństwo, że o ślubie dowiecie się państwo po fakcie".

Później sprawy potoczyły się szybko. Najpierw zaczęto plotkować, że Carla Bruni zamieszkała w Pałacu Elizejskim, później, że ślub już się odbył, wreszcie: że modelka jest w ciąży. Prezydent odmówił komentarza, a Bruni zarezerwowała dwuosobowy apartament w stylowym hotelu w Weronie. - To będzie miesiąc miodowy w stylu Romea i Julii!- orzekła prasa.

Pierścionek Carli

Być może Sarkozy swój związek z Carlą traktuje jak wielką, szaloną miłość rodem z bajki Disney'a. Być może jest teraz najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi i swym szczęściem chce się dzielić ze wszystkimi. Być może kierują nim najlepsze intencje. Ale Francuzi mają już dość. Prezydenta krytykuje nawet prawicowy "Le Figaro". - Baryłka ropy flirtuje ze studolarowym banknotem, a w tym czasie Sarkozy flirtuje z Carlą - pisze komentator dziennika.

- Nie głosowaliśmy na gwiazdę rocka! Nie potrzebujemy tego blichtru i rozgłosu - wtórują lokalne dzienniki. Prezydent gwałtownie traci sympatię mediów i poparcie wyborców. Wczorajszy sondaż pokazał, że po raz pierwszy liczba jego przeciwników (48 proc.) przewyższyła liczbę zwolenników (45 proc.).

Media chętnie powtarzają historię o pierścionku. Ozdobę z różowym diamentem w kształcie serca Sarkozy kupił Carli u Diora. Kilkanaście lat wcześniej identyczny prezent sprawił Cecilii. Puenta? - Albo u Diora była promocja "dwa w cenie jednego", albo prezydent po zirytowaniu wszystkich, chciał jeszcze porządnie wkurzyć swoją byłą żonę - mówią Francuzi.

Sarkozy udaje się do Polski, by podpisać "strategiczne partnerstwo"

awe, PAP
2008-05-27, ostatnia aktualizacja 2008-05-27 16:17

Prezydent Francji Nicolas Sarkozy udaje się z wizytą do Polski, by podpisać umowę o strategicznym partnerstwie, które potwierdzi jej przynależność do francuskich sojuszników na scenie europejskiej - pisze agencja AFP.

Zobacz powiekszenie
Fot. PHILIPPE WOJAZER REUTERS
Prezydent Francji Nicolas Sarkozy wita się z premierem Polski, Donaldem Tuskiem
- Poparcie Polski jest ważne dla powodzenia prezydencji francuskiej - poinformowano w Paryżu przed wyjazdem francuskiego prezydenta. Agencja AFP dodaje, że rozpoczynające się 1 lipca francuskie przewodnictwo w UE także ma być tematem rozmów podczas wizyty Sarkozy'ego w Polsce.

Jak podkreślają źródła francuskie cytowane przez AFP, Polska "podziela poglądy" Francji na takie kwestie jak reforma unijnej polityki rolnej czy wzmocnienie zdolności obronnej Unii Europejskiej. Stanowiska dwóch państw są natomiast rozbieżne w kwestii "unijnego pakietu dotyczącego energetyki i klimatu".

Sarkozy ma podczas wystąpienia w polskim Sejmie podkreślić, że "partnerstwo strategiczne" jest świadectwem "woli Francji do zwiększenia aktywności w Europie Środkowej (i) uznania Polski za jednego z istotnych aktorów w Europie".

- Państwa dawnego bloku wschodniego były długo uważane za członków UE drugiej kategorii i zabiegają o intensywniejszy dialog z Francją - powiedział cytowany przez AFP francuski dyplomata. Podkreślił, że "poprzez to partnerstwo pokazujemy, że już nie traktujemy ich obojętnie".

Podobnie jak porozumienia o partnerstwie z Rumunią, Węgrami i Łotwą, to z Polską będzie dotyczyć wszystkich dziedzin współpracy, od polityki, przez naukę i obronność po energetykę nuklearną.

Jak pisze AFP, Paryż nie kryje, że jest "bardzo zainteresowany" projektem budowy przez Polskę i trzy państwa nadbałtyckie nowej elektrowni atomowej w Ignalinie.

Wizyta Sarkozy'ego w Polsce będzie wreszcie stanowić "kolejny etap odbudowy stosunków francusko-polskich", które zostały poważnie nadwerężone wypowiedzią Jacques'a Chiraca z 2003 r. o tym, że Polska "straciła okazję, by siedzieć cicho"

Sarkozy: Polska zajęła ważne miejsce w działaniach Europy

cheko, IAR
2008-05-28, ostatnia aktualizacja 2008-05-28 07:56

Prezydent Francji Nicolas Sarkozy w dniu swej wizyty w Polsce mówi "Dziennikowi", że stosunki francusko-polskie są zakorzenione we wspólnej historii i wzmocnione więzami łączącymi oba społeczeństwa. Zdaniem francuskiego przywódcy dziś, kiedy oba kraje działają wspólnie w ramach zjednoczonej Europy, trzeba im nadać nowy rozmach. Nicolas Sarkozy przekonuje, że taki właśnie jest sens partnerstwa strategicznego.

Zobacz powiekszenie
Fot. JACQUES BRINON ASSOCIATED PRESS
Nicolas Sarkozy
Sarkozy podkreśla, że porozumienie o strategicznym partnerstwie między Francją i Polską pozwoli obu krajom lepiej współpracować w takich dziedzinach, jak rolnictwo czy energetyka, dla których zostały utworzone francusko-polskie grupy robocze.

Nicolas Sarkozy gratuluje także Polsce uczestnictwa w misji Unii Europejskiej w Czadzie. Podkreśla, że to przykład polskiego zaangażowania we wspólną politykę zagraniczną i bezpieczeństwa Unii Europejskiej. W opinii francuskiego przywódcy Polska w ciągu kilku lat zajęła przysługujące jej ważne miejsce w działaniach Europy na całym świecie.

Pół godziny Sarkozy'ego w Sejmie

Bronisław Komorowski zapowiedział w radiowych Sygnałach Dnia, że prezydent Francji wygłosi w polskim parlamencie półgodzinne wystąpienie. Marszałek Sejmu dodał, że trwają ostatnie przygotowania do przyjęcia francuskiego gościa. Wyraził również nadzieję, że w posiedzeniu weźmie udział Lech Kaczyński.

Komorowski podkreślił wagę stosunków między Paryżem i Warszawą, zastrzegł jednak, że nie należy ulegać mitom na temat szczególnych relacji pomiędzy naszymi krajami. Przypomniał, że Paryż od dawna stawiał na współpracę z Rosją, choć zdaniem marszałka, prezydentura Sarkozy'ego zmienia orientację polityki Francji w kierunku atlantyckim.

poniedziałek, 26 maja 2008

Eyeball żąda od Gadu-Gadu 22 mln dolarów!

Krzysztof Gontarek
2008-05-25, ostatnia aktualizacja 2008-05-25 19:30

19 maja 2008 r. Gadu-Gadu otrzymało wezwanie do stawienia się w Sądzie Najwyższym... Kolumbii Brytyjskiej. Proces producentowi popularnego w Polsce komunikatora wytoczyła firma Eyeball Networks Inc. Chodzi o spór z 2006 roku dotyczący wykorzystywanej przez GG technologii przesyłania głosu i obrazu na licencji Eyeball.

Zobacz powiekszenie
Logo Gadu-Gadu
JAK EYEBALL CHCIAŁ POLAKOM ZAKAZAĆ KORZYSTANIA Z GG

Przypomnijmy, że 2 października 2006 roku spółka Gadu-Gadu poinformowała, iż zaprzestała stosowania w swoim komunikatorze technologii licencjonowanej od kanadyjskiej firmy Eyeball Networks. Według GG powodem tej decyzji było naruszenie warunków umowy przez licencjodawcę i przedstawiciela handlowego licencjodawcy na terenie Polski - firmy SalesManager Polska.

Tymczasem według SalesManager Polska to Eyeball Networks deaktywowała firmie Gadu-Gadu S.A. licencję na wykorzystywanie komponentów SDK w komunikatorze, ponieważ producent GG przekroczył termin wezwania do naprawienia uchybień związanych z wykonywaniem postanowień Umowy Licencyjnej.

Co ciekawe, w wymianie zdań na komunikaty prasowe firma Eyeball podważyła wtedy prawo polskiego producenta nie tylko do wykorzystywania jej technologii, ale nawet do udostępniania rozmów tekstowych oraz czerpania zysków z reklam i usług telefonii internetowej, a nawet wezwali Zarząd GG do.... zakazania użytkownikom komunikatora dostępu do sieci Gadu Gadu, jeśli nie zostanie wynegocjowana ugoda z licencjodawcą.

GADU-GADU WYGRYWA W POLSKIM SĄDZIE

W rezultacie sporu użytkownicy komunikatora otrzymali nową wersję Gadu-Gadu, pozbawioną możliwości prowadzenia rozmów głosowych oraz komunikacji wideo. Natomiast Gadu-Gadu S.A. wystąpiła przeciwko SalesManager Polska Sp. z o.o. na drogę sądową, oskarżając przedstawiciela Eyeball o czyn nieuczciwej konkurencji poprzez rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji.

Sprawę sądową w dniu 20 listopada 2007 roku wygrało Gadu-Gadu S.A. SalesManager Polska wniosła apelację od wyroku, ale ta została w dniu 9 kwietnia 2008 r. oddalona w całości przez Sąd Apelacyjny w Gdańsku - informują przedstawiciele GG.

EYEBALL WCIĄŻ WALCZY

Jak się okazało kilka dni temu, to jednak nie koniec problemów Gadu-Gadu z kanadyjskim dostawcą technologii audio-video. 19 maja 2008 r. Zarząd Gadu-Gadu S.A. otrzymał wezwanie z Sądu Najwyższego Kolumbii Brytyjskiej. Przedmiotem postępowania jest żądanie zapłaty w oparciu o umowę licencyjną z dnia 23 marca 2005 r. dotyczącą technologii, o którą toczył się spór w 2006 roku. Jak wynika z wezwania, postępowanie przeciwko GG zostało wszczęte przed Sądem Najwyższym Kolumbii Brytyjskiej w dniu 7 marca 2008 r. Stroną skarżącą jest Eyeball Networks Inc. z siedzibą w Kanadzie.

Eyeball Networks żąda od Gadu-Gadu S.A. 22.242.000 dolarów odszkodowania twierdząc, że w komunikatorze GG wciąż są wykorzystywane produkty Eyeball, co narusza warunki rozwiązanej uprzednio umowy licencyjnej.

Gadu-Gadu twierdzi, że roszczenia te są nieuzasadnione i pozbawione podstaw prawnych. Spółka zapewnia, że rozwiązując w dniu 11 listopada 2006 r. umowę licencyjną z Eyeball Networks wykonała wszelkie czynności, do których była zobowiązana zgodnie z postanowieniami tej umowy. Co więcej, według GG zobowiązania zostały wykonane jeszcze przed rozwiązaniem umowy. Przyczyniły się do tego działania Eyeball Networks, który zablokował Gadu-Gadu dostęp do komponentów serwera i w związku z tym osoby korzystające z GG w wersjach 7.0 do 7.5 nie mają od tego czasu żadnej możliwości wykorzystywania tego komunikatora w celu komunikacji audio-video.

Szczegółowe wyjaśnienia znajdziecie w raporcie bieżącym nr 16/2008 Gadu-Gadu S.A. z dnia 20 maja 2008r., w sekcji Informacje dla inwestorów.

Źródło: Dziennik Internautów

Wojtek Wowra
2008-05-26, ostatnia aktualizacja 2008-05-26 13:02

Wymiana plików w sieciach typu peer-to-peer przez wiele osób kojarzona jest odruchowo z łamaniem prawa. W mediach co jakiś czas pojawiają się informacje o kolejnych sankcjach, zarówno cywilnych, jak i karnych, wymierzanych w użytkownikom spod znaku czarnej bandery z czaszką i piszczelami. W natłoku tych sensacyjnych wieści zdajemy się jednak zapominać, że i ten medal ma dwie strony. Działania podejmowane przez władze państwowe oraz prywatne konsorcja walczące z łamaniem praw autorskich mogą bowiem naruszać także słuszne interesy tych użytkowników, którzy z peer-to-peer korzystają w dobrej wierze. Jak zatem bronić się przed sieciową inwigilacją?

ZOBACZ TAKŻE
Sieć peer-to-peer powstała w 1999 roku wraz z narodzinami protokołu Freenet, którego twórcą był młody Irlandczyk Ian Clarke. Kilka miesięcy później P2P trafiło pod strzechy dzięki Napsterowi autorstwa Amerykanina Shawna Fanninga. Sieć Napstera działała tylko dwa lata, ale to ona ustanowiła obowiązujące do dziś standardy. Pozwoliła milionom ludzi na wymienianie się piosenkami przez bezpośrednie połączenia, z pominięciem serwerowych ograniczeń.

Po zamknięciu Napstera, co było bezpośrednim skutkiem wniesienia pozwów o naruszenie praw autorskich zarówno przez samych muzyków, jak i czołowe wytwórnie, w Sieci pojawiło się wiele nowych rozwiązań. Obecnie najpopularniejsze protokoły to eDonkey, BitTorrent i Gnutella. Każdy z nich wykorzystuje różne aplikacje klienckie – można wśród nich wymienić eMule'a (eDonkey oraz Kad) czy Shareazę (Gnutella, eDonkey, BitTorrent).

Najlepsze aplikacje klienckie P2P

BearShare – klient P2P obsługujący sieć Gnutella. Potrafi pobierać pliki od wielu użytkowników jednocześnie, zawiera zaawansowaną wyszukiwarkę i wbudowany odtwarzacz.BitComet – znany i ceniony klient sieci BitTorrent.eMule – jeden z najpopularniejszych klientów P2P. Obsługuje sieci eDonkey oraz Kad, jest całkowicie darmowy i nie zawiera żadnych szkodliwych dodatków (spyware, adware). Program pozwala na zaawansowane zarządzenie pobieraniami i wysyłaniami (priorytety), sam aktualizuje listy najlepszych serwerów.Kazaa Lite K++ – nieoficjalna wersja znanego programu Kazaa, pozbawiona uciążliwych dodatków – reklam oraz programów szpiegujących. Korzysta z sieci FastTrack.Shareaza – nowoczesny program do wymiany plików, obsługujący wiele sieci – Gnutellę, Gnutellę 2, eDonkey i BitTorrent. Uchodzi za jedną z najbardziej wydajnych aplikacji P2P. Zawiera wbudowany odtwarzacz multimedialny.Soulseek – stary, ale nadal znany program P2P. Działa nie tylko jako klient wymiany plików, ale również komunikator internetowy. Każdy użytkownik może dzięki niemu stworzyć własny kanał, poświęcony danemu rodzajowi muzyki.StrongDC++ – modyfikacja znanego programu DC++, obsługującego sieć Direct Connect.uTorrent – niewielki i prosty klient sieci BitTorrent. Nie obciąża zbytnio systemu, a jednocześnie zawiera rozbudowany konfigurator opcji. Nie wymaga instalacji – uruchamia się bezpośrednio z dysku. Wspomniane programy reprezentują tak zwaną drugą generację P2P. Działają w sposób bardziej zdecentralizowany niż starsze aplikacje typu klient-serwer, takie jak Napster czy nadal popularny Soulseek. Jednocześnie coraz więcej zwolenników zyskuje trzecia generacja – sieci takie jak RShare, I2P czy GNUnet. Rozwiązania te oferują anonimowe i szyfrowane transfery plików. Pozycję na rynku powoli wypracowuje sobie również czwarte pokolenie, którego założenia koncentrują się nie tyle na pobieraniu danych, co na ich streamingu. Obecnie najbardziej znany tego typu serwis to Joost.

Nie ma żadnych oficjalnych statystyk dotyczących obciążenia łączy generowanego przez P2P. Szacunkowe dane wskazują na to, że sieci wymiany plików odpowiadają za 50–80% całego ruchu w Internecie. Jednocześnie odsetek osób masowo korzystających z peer-to-peer nie jest zastraszająco wysoki. Z informacji przedstawianych przez dostawców usług internetowych wynika, że stosunkowo niewielu użytkowników pobiera z Sieci więcej niż kilka gigabajtów miesięcznie. Była to jedna z przyczyn, dla których czołowi providerzy bez oporów wycofali się niedawno z ustalania limitów transferu danych.

Zagrożenia związane z P2PNajwiększym niebezpieczeństwem, grożącym nam podczas korzystania z P2P, są wirusy, konie trojańskie i inne robaki komputerowe. Ryzyko jest bardzo zróżnicowane, w zależności od tego, jakie materiały decydujemy się pobierać. Oczywiście pliki MP3 są znacznie bezpieczniejsze niż filmy pornograficzne czy crackowane programy. Do udostępnionego materiału może być na przykład dołączona aplikacja typu adware (wyświetlająca niechciane reklamy) czy spyware (szpiegująca działania użytkownika oraz przekazująca jego loginy i hasła na specjalny serwer). Z danych firmy G DATA wynika, że już dwie trzecie użytkowników P2P zetknęło się ze złośliwym kodem.

Dlatego wskazane jest, by bezpośrednio po zakończeniu pobierania pliku przeskanować go aktualnym antywirusem. Wbrew pozorom nie trzeba inwestować w komercyjne pakiety zabezpieczające. Wystarczy Avira Antivir czy inna darmowa aplikacja oraz bezpłatny firewall (ZoneAlarm, PC Tools). O ile dawniej zapory ograniczały pracę klientów P2P, obecnie programy te są bardzo nowoczesne i nie sprawiają w tej kwestii żadnych problemów.

Drugim poważnym problemem są niepełnowartościowe pliki, które w niektórych sieciach – według samych użytkowników – stanowią nawet 25% wszystkich udostępnionych materiałów. Utwory w formacie MP3 mogą mieć uszkodzone nagłówki, filmy korzystać z egzotycznych kodeków, gry zaś być nieprawidłowo skompresowane. W tej sytuacji użytkownik może mieć jedynie pretensje do samego siebie, wszak zdecydował się na kontrowersyjną, a czasem i nielegalną metodę na pozyskanie danego materiału.

Trzecie ograniczenie stanowi oczywiście prawo. Nie da się ukryć, że duża część użytkowników, korzystając z sieci P2P, narusza przepisy chroniące uprawnienia twórców i producentów. Popularne niegdyś plotki o legalnym kopiowaniu „na 12 godzin” i inne, podobne, należy oczywiście włożyć między bajki. Z drugiej jednak strony interpretacja obowiązujących przepisów często nie jest jednoznaczna i nie każdy użytkownik podejrzewany o ich łamanie okazuje się rzeczywiście przestępcą. Skala zjawiska jest zaś dość duża – według danych Związku Producentów Audio-Video i firmy Gemius każdego tygodnia nad Wisłą pobiera się z Sieci 5 milionów piosenek. Do korzystania z P2P w celu pozyskania popularnych „empetrójek” przyznaje się 53% użytkowników, co trzecia z tych osób twierdzi jednak, że ściąga tylko kilka piosenek w tygodniu. Tak czy inaczej skala zjawiska stawia pod znakiem zapytania możliwość jego skutecznego zwalczania. To z kolei powoduje, że od pewnego czasu podejście do zagadnień restrykcyjnej ochrony praw autorskich, w konfrontacji z ideą „Wolnego Internetu”, zdaje się ewoluuować (więcej informacji na temat prawnych aspektów korzystania z P2P znajduje się w ramce na końcu artykułu).

Wojna wokół peer-to-peer, w której szala zwycięstwa przechyla się raz na jedną, raz na drugą stronę spowodowała, że dziś niewielu dostawców usług internetowych ogranicza dostęp do takich sieci, jak eDonkey czy BitTorrent. W Stanach Zjednoczonych nie ma zwyczaju blokowania wykorzystywanych przez nie portów. Co więcej, w amerykańskim parlamencie trwają prace nad ustawą, która – zależnie od ostatecznego kształtu – może wręcz zabronić providerom ograniczania ruchu do i z Internetu w jakikolwiek sposób. W Polsce odsetek dostawców blokujących dostęp do peer-to-peer jest nieco wyższy. Wynika to jednak nie z troski o poszanowanie prawa, ale z marnej infrastruktury, która nie podołałaby wymogom sieci wymiany plików.

Nielegalne szpiegowanieOrgana ścigania i prywatne firmy antypirackie (jak należące obecnie do SafeNet MediaSentry czy MediaDefender) coraz częściej szpiegują użytkowników sieci peer-to-peer. Z badań Uniwersytetu Kalifornijskiego wynika na przykład, że aż 15% wszystkich maszyn podłączonych do sieci Gnutella to komputery monitorujące. Dzięki takim praktykom Amerykańskie Stowarzyszenie Przemysłu Muzycznego przygotowało już 26 tysięcy pozwów przeciwko użytkownikom P2P. Mieszkankę Minnesoty Jammie Thomas skazano jesienią ubiegłego roku na horrendalną grzywnę w wysokości 220 tysięcy dolarów za udostępnienie raptem 24 plików.

Jednak w wielu wypadkach same organizacje antypirackie łamią prawo. W marcu okazało się, że szwajcarska firma Logistep przez wiele miesięcy zbierała, bez zgody odpowiednich władz, informacje o włoskich użytkownikach sieci P2P. Dane te sprzedawane były później właścicielom praw autorskich, którzy wykorzystywali je do ustalania tożsamości internautów. Podobne działania firma prowadziła w Niemczech i Wielkiej Brytanii. W styczniu 2008 roku Unia Europejska zdecydowała, że adres IP będzie traktowany jak informacja osobista. Włoska Komisja Ochrony Danych wezwała wtedy szwajcarską spółkę do przerwania jej kontrowersyjnych działań.

W Polsce głośnym echem odbiła się akcja śląskiej policji z listopada 2006 roku. Media donosiły wtedy, że funkcjonariusze odwiedzają mieszkania w towarzystwie przedstawicieli organizacji zwalczających piractwo i sprawdzają legalność oprogramowania oraz plików multimedialnych. Po jakimś czasie policja poinformowała, że „niczego o takich nalotach nie wie”. Gdy szum medialny przycichł, okazało się, że organa ścigania wzięły na celownik kilka osiedlowych sieci komputerowych, których administratorzy nielegalnie udostępniali swoim klientom pliki na masową skalę. Kilku użytkowników rzeczywiście poniosło kary finansowe, ale było to w istocie zdarzenie w mikroskali. Niektórzy handlowcy ze Śląska twierdzili nawet, że sprawę rozdmuchali właściciele sklepów komputerowych, którzy chcieli zarobić przed świętami na sprzedaży systemów operacyjnych Windows. I rzeczywiście – po oprogramowanie Microsoftu ustawiały się długie kolejki.

Warto pamiętać o tym, że – wbrew powszechnemu mniemaniu – prokuratura może pozyskać dane osobowe klientów providera bez nakazu sądowego. Zespoły policyjne przy komendach wojewódzkich mają prawo do monitorowania Sieci za pomocą specjalistycznego oprogramowania. Jeśli zdobędą informacje wskazujące na złamanie praw autorskich, informują podmioty uprawnione. Te z kolei – aby prokuratura zajęła się sprawą – muszą złożyć wniosek. Prywatne firmy, które bez udziału policji wpadły na trop przestępstwa i chcą doprowadzić do ukarania winnych, także powinny zawiadomić organa ścigania, nie mają jednak takiego obowiązku.

Ochrona prywatnościDotychczasowe próby ustalania tożsamości użytkowników P2P były albo nie do końca konsekwentne, albo wręcz nielegalne. Każdy użytkownik ma bowiem prawo do ochrony swojej prywatności podczas korzystania z sieci wymiany plików. W Internecie dostępnych jest wiele łatwych do zainstalowania, bezpłatnych programów filtrujących numery IP należące do instytucji rządowych oraz firm zwalczających nielegalne rozpowszechnianie materiałów cyfrowych. Najpopularniejsze z tych aplikacji to ProtoWall, PeerGuardian 2, BTGuard oraz Tor.

ProtoWallProtoWall to niewielki i darmowy program, który działa podobnie jak zwykła zapora sieciowa – jego ikona pojawia się w zasobniku systemowym tuż obok zegara. ProtoWall współpracuje bez problemu z popularnymi, darmowymi firewallami, takimi jak ZoneAlarm czy PC Tools, a aplikacje mogą działać w systemie jednocześnie.

Instalacja programu jest bardzo prosta. Należy jedynie pamiętać, aby podczas jej przeprowadzania wybrać opcję Full installation – opcje ipfilter.p2p file oraz Driver muszą być aktywne. Następnie powinniśmy przejść do ustawień połączenia internetowego, w ramach którego ma być wykorzystywany ProtoWall (Panel sterowania | Połączenia sieciowe). Jeżeli na liście składników będzie umieszczony ProtoWall Driver, trzeba go odinstalować, ponieważ i tak nie będzie on prawidłowo funkcjonował. Kolejny krok, który powinniśmy wykonać, to „ręczne” ustawienie ochrony – w tym celu wybieramy opcję Zainstaluj | Usługa | Z dysku. Wymagany plik „ProtoWall.inf” znajduje się pod adresem „C:\Program Files\Dudez\xpdriver”. W czasie procedury instalacyjnej Windows może ostrzegać przed brakiem zgodności oprogramowania z systemem operacyjnym. Należy kliknąć przycisk Mimo to kontynuuj. Teraz ProtoWall powinien się uruchomić normalnie.

Ikona aplikacji pojawi się w zasobniku systemowym. Jej dwukrotne kliknięcie otworzy okno główne. Pod ikoną z symbolem „W”, w lewym górnym rogu, znajduje się menu. Z niego wybrać trzeba File | Load IP Table i otworzyć dołączony do materiałów instalacyjnych plik „ipfilter.p2p”. W opcjach (Preferences) warto zaznaczyć Automatically start filtering... (Automatycznie rozpocznij filtrowanie...) oraz Load minimized (Uruchom zminimalizowany). W ten sposób aplikacja będzie automatycznie ładowała tabelę niepożądanych numerów IP przy każdym kolejnym uruchomieniu.

PeerGuardian 2PeerGuradian 2 to darmowy, opensource'owy program wydany przez firmę Phoenix Labs. Działa on na podobnej zasadzie co ProtoWall – nie ukrywa IP użytkownika, ale zapobiega gromadzeniu dowodów na to, że dany komputer był podłączony do konkretnej sieci. Dodatkowo PeerGuardian blokuje reklamy oraz spyware. Aplikacja w wersji drugiej – tak jak ProtoWall – ma własne sterowniki, co znacznie ogranicza jej zapotrzebowanie na zasoby systemowe.

Plik instalacyjny programu zajmuje niecały megabajt. Po zakończeniu procesu instalacji uruchomi się Startup Wizard, który pomoże nam w skonfigurowaniu produktu. Tu w specjalnym oknie możemy wybrać, jakie typy zapytań mają być blokowane – do wyboru mamy między innymi organizacje szpiegujące sieci P2P, serwery reklamowe i spyware'owe, strony rządowe czy edukacyjne. Dodatkowo istnieje możliwość włączenia opcji Always Allow HTTP pozwalającej na przeglądanie witryn, nawet jeśli ich adresy będą na czarnej liście P2P.

Po zakończeniu pracy z kreatorem PeerGuardian automatycznie się zaktualizuje i uruchomi główny moduł. Zawiera on dwie zakładki: pierwsza wyświetla log pakietów oraz podstawowe polecenia, druga zaś pozwala dokonać zmian w ustawieniach programu. Po kliknięciu przycisku Next załaduje się kolejna strona opcji – tu można włączyć uruchamianie aplikacji w trakcie startu systemu czy jej automatyczną aktualizację.

BTGuardBTGuard jest usługą przeznaczoną specjalnie dla użytkowników BitTorrenta, którzy chcą pozostawać anonimowi. Przekierowuje ona ruch generowany w sieci wymiany plików na swoje serwery umieszczone w Kanadzie. Oprogramowanie szpiegujące odczytuje więc numer IP przydzielony przez usługę, a nie ten, który naprawdę ma użytkownik. Administratorzy BTGuard twierdzą, że ich produkt nie ogranicza prędkości transferu ani ilości przesyłanych danych.

BTGuard – w odróżnieniu od wcześniej omawianych programów – nie jest darmowy. Jego użytkowanie kosztuje 17 złotych miesięcznie. Opłatę można uiścić za pośrednictwem konta w serwisie PayPal. Wcześniej istnieje także możliwość wypróbowania usługi przez dzień za darmo. Na podobnych zasadach – zwrot pieniędzy w ciągu 7 dni w razie niespełnienia oczekiwań – działa VPNOut. Tutaj opłata wynosi 5 dolarów za miesiąc korzystania z „pośrednictwa”.

TorTor to projekt, który wykorzystując technologię tak zwanego „onion routingu”, pozwala zapewnić użytkownikom Sieci anonimowość w trakcie korzystania z różnych jej dobrodziejstw. Zasadność używania routingu cebulowego dla przesyłania danych w sieciach P2P jest co prawda przez wielu kwestionowana, ale nie pozostaje poza zasięgiem naszych możliwości. Ponadto Tor wykorzystać można na przykład do maskowania naszego adresu IP podczas łączenia z trackerami sieci Torrent czy katalogami odnośników. Wyjściowa aplikacja Tor uważana jest za narzędzie przeznaczone dla zaawansowanych internautów, gdyż jej skonfigurowanie wymaga nieco wysiłku. Na szczęście do dyspozycji mniej uzdolnionych użytkowników udostępniono Vidalię, czyli graficzną nakładkę na Tora, znacznie ułatwiającą instalację. Najlepszym rozwiązaniem będzie w tym wypadku pobranie ze strony domowej aplikacji jej wersji „bundle”, która zawiera wszystkie konieczne do bezproblemowego startu elementy.

Po pomyślnym zakończeniu procesu instalacji pojawi się panel kontrolny Vidalii. Pokazuje on status sieci Tor oraz podstawowe skróty. W menu Ustawienia znajdują się opcje umożliwiające zmianę języka, hasła czy adresu portu sterującego. Elementy te są jednak konfigurowane automatycznie i ingerencja użytkownika w większości wypadków będzie zbędna.

Więcej czasu warto poświęcić samym aplikacjom, które pozwolą nam w pełni wykorzystać możliwości routingu cebulowego. Dla aplikacji Mozilla Firefox czy Thunderbird można zainstalować rozszerzenie Torbutton. Inne programy wymagają ręcznego skonfigurowania serwera proxy. Należy wybrać typ „SOCKS 4” lub „SOCKS 5”, podać nazwę hosta „127.0.0.1” i numer portu „9050” lub „9051” – taki sam, jaki umieszczono w ustawieniach Vidalii. Szczegółowe opisy konfigurowania poszczególnych aplikacji wyczerpująco omawia sieciowy podręcznik Wiki.

PodsumowanieKorzystając z któregokolwiek z wyżej wymienionych produktów, trzeba pamiętać o tym, że żadne rozwiązanie nie jest w stu procentach skuteczne. Zawsze może dojść do sytuacji, w której zdezaktualizowane tabele numerów IP lub nowe mechanizmy szpiegujące doprowadzą do obejścia zabezpieczeń. Choć egzekwowanie – na skalę masową – przepisów regulujących ochronę praw autorskich w realiach globalnej Sieci jest niezwykle trudne, to jednak takie działania są podejmowane. Użytkownik łamiący prawo musi się więc liczyć z konsekwencjami swojego postępowania. Jaki kształt przybierze ochrona praw własności intelektualnej w następstwie prowadzonych obecnie dyskusji, pokaże przyszłość. Obecny stan prawny jest jednak w miarę jasny i nie pozostawia przyłapanemu na gorącym uczynku zbyt wielu możliwości obrony. Stąd najlepszym rozwiązaniem będzie oczywiście wykorzystywanie dobrodziejstw sieci wymiany plików w taki sposób, który nie narazi nas na odpowiedzialność cywilną lub karną.

P2P a prawo


Raport bieżący nr 16/2008

20-05-2008
Zarząd Gadu – Gadu S.A. informuje iż w dniu 19 maja 2008 r. otrzymał z Sądu Rejonowego dla Warszawy Pragi – Południe w Warszawie korespondencję skierowaną z Sądu Najwyższego Kolumbii Brytyjskiej tj. wezwanie do stawienia się w sądzie. Przedmiotem postępowania jest żądanie zapłaty w oparciu o rozwiązaną przez Gadu – Gadu S.A. umowę licencyjną z dnia 23 marca 2005 r. Postępowanie zostało wszczęte przed Sądem Najwyższym Kolumbii Brytyjskiej w dniu 7 marca 2008 r. Stronami postępowania są Eyeball Networks Inc z siedzibą w Kanadzie oraz Gadu – Gadu S.A. Wysokość roszczeń zgłaszanych przez Eyeball Networks Inc. wynosi 22.242.000 USD.

Stanowisko Emitenta:

Roszczenia zgłaszane przez Eyeball Networks Inc. są nieuzasadnione i pozbawione podstaw prawnych. Gadu – Gadu S.A. rozwiązując w listopadzie 2006 r. umowę licencyjną z dnia 23 marca 2005 r. wykonała (co znajduje potwierdzenie w posiadanych dokumentach i okolicznościach faktycznych) wszelkie czynności do których była zobowiązana zgodnie z postanowieniami umowy licencyjnej, w tym natychmiast zaprzestała jakiegokolwiek użytkowania oprogramowania, jakiegokolwiek komponentu, dokumentacji, znaków handlowych Eyeball Networks Inc. W konsekwencji, od dnia rozwiązania umowy licencyjnej tj. 11 listopada 2006 r., a nawet wcześniej, bowiem od dnia w którym Eyeball Networks Inc. w sposób niezgodny z postanowieniami umowy licencyjnej zablokował Gadu - Gadu S.A. dostęp do komponentów serwera, użytkownicy komunikatora Gadu – Gadu, którzy ewentualnie posiadają zainstalowany na swoich stacjach roboczych komunikator Gadu – Gadu w wersjach 7.0 do 7.5 nie mają żadnej możliwości wykorzystywania komunikatora Gadu – Gadu w celu komunikacji audio–video. Zarzuty podnoszone przez Eyeball Networks Inc. i twierdzenia o dalszym wykorzystywaniu produktów Eyeball Networks Inc. przez Gadu – Gadu S.A., które jakoby naruszały warunki rozwiązanej uprzednio umowy licencyjnej, są pozbawione podstaw faktycznych i prawnych.

Gadu – Gadu S.A. kategorycznie zaprzecza, jakoby w trakcie obowiązywania umowy licencyjnej, jak również po jej rozwiązaniu naruszała prawa intelektualne Eyeball Networks Inc. Zgłoszone przez Eyeball Networks Inc. zarzuty korespondują z zarzutami i twierdzeniami przedstawiciela handlowego w Europie Środkowej i Wschodniej tj. SalesManager Polska Sp. z o.o., formułowanymi również za pośrednictwem środków masowego przekazu we wrześniu i październiku 2006 r. Zarzuty te i twierdzenia zmusiły Gadu – Gadu S.A. do wystąpienia przeciwko SalesManager Polska Sp. z o.o. na drogę sądową na podstawie ustawy z dnia 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (tekst jednolity Dz. U. z 2003 r., nr 153, poz. 1503 z późn. zm.). Fakt popełnienia czynu nieuczciwej konkurencji przez SalesManager Polska Sp. z o.o. poprzez rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji został potwierdzony wyrokiem niezawisłego sądu okręgowego, wydanym w dniu 20 listopada 2007 r. Wniesiona przez SalesManager Polska Sp. z o.o. apelacja od ww. wyroku została w dniu 9 kwietnia 2008 r. oddalona w całości przez Sąd Apelacyjny w Gdańsku.

Radwańscy w szampańskim nastroju. Polka faworytką Roland Garros?

Jakub Ciastoń, Paryż
2008-05-25, ostatnia aktualizacja 2008-05-25 19:05

Agnieszka Radwańska pokonała 6:3, 6:2 siódmą rakietę świata Jelenę Dementiewą i wygrała w sobotę turniej WTA w Stambule. Czy można teraz traktować Polkę jako jedną z faworytek w Paryżu? - pisze z Paryża specjalny wysłannik Sport.pl Jakub Ciastoń.

Zobacz powiekszenie
Fot. OSMAN ORSAL REUTERS
Radwańska 15. i już z milionem dolarów

Robert Radwański, ojciec i trener Agnieszki, był w sobotę w szampańskim nastroju. - Wywiad? Dziś nie udzielam wywiadów, tylko świętuję - żartował w hotelu przy lampce czerwonego wina, wznosząc toast za sukces starszej córki w Stambule.

Agnieszka nie dała w finale szans Dementiewej i sięgnęła po trzeci w karierze singlowy triumf w WTA Tour. Poprzednio okazała się najlepsza w 2007 r. w Sztokholmie i na początku tego roku w tajskiej Pattai.

Radwański meczu z Dementiewą nie oglądał, bo podobnie jak rekordowa, kilkunastoosobowa armia polskich dziennikarzy, jest już od kilku dni w Paryżu. - Rozmawiałem z Agnieszką po finale. Była zadowolona z serwisu i tego, jak rozegrała mecz taktycznie, nie pozwalając na wiele Jelenie. Ale szczerze mówiąc, szybko zeszliśmy na tematy komunikacyjne. Trzeba było załatwić lot do Paryża. To w sobotę zajmowało Isię najbardziej - śmiał się Radwański.

Radwańska nie dała szans Dementiewej

Milion dolarów dla Radwańskiej

Impreza w Stambule nie miała mocnej obsady. Poza Dementiewą najlepsza polska tenisistka wygrywała z niżej od siebie notowanymi zawodniczkami. - Przyznaję, że turniej w Stambule był nam trochę nie na rękę, jeśli chodzi o przygotowania do French Open. Jasne, że lepiej być w Paryżu już od kilku dni, ale co Agnieszka miała zrobić? Celowo przegrać w III rundzie, i to gdy w poprzednim meczu wygrała 6:0, 6:0? Isia ma taki charakter, że nie w głowie jej kombinowanie. Grała jak najlepiej, a że wygrała... trzeba się tylko z tego cieszyć - mówi Sport.pl Radwański.

"Million Dollar Win for Radwanska", czyli "Zwycięstwo za milion dolarów" - taki tytuł do relacji ze Stambułu opatrzony dużym zdjęciem Polki dała w niedzielę oficjalna strona federacji WTA. Inkasując czek na 30,5 tys. dolarów za wygraną w Turcji, Radwańska przełamała bowiem barierę miliona dolarów zarobionych na zawodowej grze w tenisa. Żadna Polka nigdy nawet nie zbliżyła się do tej sumy (Grzybowska - 500 tys., Domachowska - 600 tys.). Tymczasem Radwańska zarobiła ten milion w dwa lata, bo jej kariera na dobre rozpoczęła się wiosną 2006 r. od turnieju J&S Cup w Warszawie.

W poniedziałkowym notowaniu światowego rankingu Agnieszka zajmuje wciąż 15. miejsce, ale na liście The Race, która uwzględnia tylko wyniki z tego sezonu, Polka jest ósma. Gdyby elitarne mistrzostwa WTA dla ścisłej światowej czołówki zaczynały się dziś (a nie w listopadzie), zagrałaby w nich razem z Szarapową, Kuzniecową, Sereną Williams, Janković, Ivanović, Zwonariewą i Dementiewą.

Dementiewa to kolejna rywalka z najwyższej półki, z którą poradziła sobie Radwańska. 26-letnia Rosjanka była przed turniejem wymieniana jako jedna z faworytek Rolanda Garrosa - jeśli nie do zwycięstwa, to przynajmniej awansu do najlepszej czwórki. Trzy tygodnie temu w Berlinie Dementiewa doszła bowiem do finału dużego turnieju na czerwonej mączce, pokonując po drodze Anę Ivanović i Jelenę Janković, nad którymi w Paryżu rozpływają się niemal wszyscy, widząc w Serbkach faworytki do końcowego zwycięstwa.

- Agnieszka to piekielnie trudna rywalka. Potrafi odbić niemal każdą piłkę, jest mistrzynią defensywy i kontrataku - mówiła po przegranej z Radwańską Dementiewa.

- Jeśli Rosjanka wygrała z Serbkami, a Agnieszka z Dementiewą, to... - próbowali podpuszczać dziennikarze trenera. - Spokojnie. Agnieszka zagrała świetny turniej w Stambule, ale w Paryżu walka zaczyna się od nowa. Trzeba przejść pierwszą rundę, a nie filozofować - szybko uciął Radwański.

W biurze prasowym na kortach Rolanda Garrosa chciałem sprawdzić, czy wzrosły notowania Polki u bukmacherów. Z początku się nie udało, bo Francuzi mają psychozę na punkcie zwalczania ustawiania wyników meczów w internecie i po prostu blokują strony z zakładami na terenie kortów. Na szczęście jednak nie wszystkie - według brytyjskiego Easyodds.com notowania Radwańskiej po tym zwycięstwie poszły w górę o 10 funtów. Jeszcze w zeszłym tygodniu za trafne wytypowanie, że wygra całego Rolanda Garrosa, płacono 51 funtów, w niedzielę już tylko 40. Dementiewa jest na siódmym miejscu ze stawką 12. Faworytką bukmacherów jest Serena Williams (3,5).

Jest tylko jedno ale...

Żeby do końca nie było tak różowo, trzeba jednak uczciwie przyznać, że sukces w Stambule wcale nie musi przełożyć się na dobrą grę w Paryżu.

- W Turcji jest inna nawierzchnia. To niby ta sama czerwona mączka, ale jednak zawsze są różnice. Na Rolandzie jest szybsza. Przestawienie się na nowy kort zawsze zajmuje kilka dni treningów - ostrzega Marta Domachowska, która w poprzednim tygodniu grała w Stambule, ale od piątku jest we Francji. - Agnieszka jest już bardzo doświadczoną tenisistką, powinna sobie poradzić - dodaje Domachowska.

Według wstępnego planu gier Radwańska powinna grać w I rundzie z Ukrainką Marią Korytcewą (WTA 65) już w poniedziałek. Zdąży potrenować na paryskim korcie raz, najwyżej dwa. - Będzie padać. Przełożą mecz na wtorek - uśmiechał się na to Radwański, patrząc na kłębiące się nad Paryżem chmury. - Jak nie będzie padać, też jakoś damy radę z przygotowaniem - zakończył.

Radwańska - o ile upora się z Korytcewą - w drugiej rundzie wpada na zwyciężczynię meczu między Francuzką Severine Bremond (WTA 117) a Chorwatką Jeleną Pandzić (WTA 189). Potem przeszkody mogą być już trudniejsze. W trzeciej rundzie mogłoby dojść do meczu z Alize Cornet (WTA 20), która uśmiecha się z okładki ostatniego kolorowego dodatku do "L'Equipe". Francuzi oszaleli na punkcie swojej 18-letniej rodaczki, odkąd doszła tydzień temu do finału w Rzymie i kreują ją na swój największy tenisowy talent. W 1/8 finału Radwańska jest na kursie kolizyjnym z Jeleną Janković (WTA 3).

Gdyby nie Australia.. Kubica byłby już drugi w MŚ!

Radosław Leniarski, Monako
2008-05-25, ostatnia aktualizacja 2008-05-25 19:45
Zobacz powiększenie
Robert Kubica przez moment był na prowadzeniu
Fot. LUCA BRUNO AP

Po GP Monako Robert Kubica powiedział, że gdyby nie pechowa kraksa z Nakajimą, byłby wiceliderem mistrzostw świata. To prawda. Polak miałby tyle samo punktów co lider klasyfikacji Lewis Hamilton!

Kubica zdradza jak wpadł by zmienić opony

Bezbłędny Kubica drugi w Monako

Oto aktualna klasyfikacja MŚ kierowców:

1. Hamilton38
2. Räikkönen35
3. Massa34
4. Kubica32
W GP Australii, gdzie Kubicę staranował Japończyk Nakajima, Polak mógł zająć co najmniej trzecie miejsce, co dałoby mu sześć punktów. Miałby więc ich 38, ale liderem byłby Brytyjczyk z powodu dwóch zwycięstw - właśnie w Australii i tu w Monako.

- Jesteśmy w tym miejscu, ponieważ stanowimy najbardziej stabilny zespół, a ja jestem bardzo solidnym kierowcą - powiedział w niedzielę Kubica, który w tym sezonie zdobył dwa drugie, jedno trzecie i dwa czwarte miejsca.

Jak Kubica walczył z deszczem - relacja Z czuba